Dziś jest:
Piątek, 20 styczeń 2017

We Will Eradicate Radical Islamic Terrorism (tłum. wytępimy islamski radykalny terroryzm)
/Donald Trump podczas inauguracji 20 stycznia 2017/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW

Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim


(wymagane)

Twój email lub telefon


(wymagane)

Treść wiadomości:


(wpisz tutaj wiadomość, którą chcesz wysłać do FN)

Zabezpieczenie przeciw-spamowe

Ilość UFO na obrazie




Dziś
Koszmar ataków "zmory nocnej".


Jestem Waszą czytelniczką od lat i jesteście jedyni, do których się mogę zwrócić bo nie jestem w stanie sobie z tym poradzić a strasznie się przez to coś boję, boje się powiedzieć żeby nie uznali mnie za wariatkę. Błagam tylko o cierpliwość w przeczytaniu mojego przypadku.  Otóż „TO” to jakaś siła, jedni piszą „zmora” nocna inni bezdech senny. Ale mnie się wydaje że coś próbuje złapać ze mną.......

czytaj dalej

Jestem Waszą czytelniczką od lat i jesteście jedyni, do których się mogę zwrócić bo nie jestem w stanie sobie z tym poradzić a strasznie się przez to coś boję, boje się powiedzieć żeby nie uznali mnie za wariatkę. Błagam tylko o cierpliwość w przeczytaniu mojego przypadku.

 Otóż „TO” to jakaś siła, jedni piszą „zmora” nocna inni bezdech senny. Ale mnie się wydaje że coś próbuje złapać ze mną kontakt od kilku miesięcy, przestraszyć, ostrzec, nie wiem. Pierwszą sytuację miałam tej wiosny, jak mój mąż wyjechał na kilka dni na zimowy kurs wspinaczkowy, wyjechał nad ranem, ja się przebudziłam jak zamknął drzwi i jeszcze słyszałam odjeżdżający z podjazdu samochód. Dosłownie po chwili zaszeleściła reklamówka z korytarzu, myślałam że mąż wrócił się po coś, nie spałam, dlatego też wykluczam bezdech senny. Nagle poczułam jak cała kołdra na całej szerokości zaczyna mnie wgniatać w łóżko, czułam zimne ciarki przez całe ciało, chciałam krzyczeć lub się ruszyć ale nic z tego, rozglądałam się tylko po pokoju o co chodzi. Po dłuższej chwili odpuściło, dosłownie widziałam jak kołdra znowu wraca do poprzedniego kształtu.

Kolejnej nocy to samo, czułam jakby półsen, znowu coś mnie wgniata, tym razem najpierw czuję zimne ciarki i potem gniecenie, otaczanie kołdrą ciała, znowu zero ruchu i głosu. Bałam się zasnąć, zapaliłam światło w korytarzu. Po jakimś czasie (ta sama noc) widziałam szybko przemykającą smugę do łazienki (jest obok sypialni za ścianą) i leżąc na boku widziałam jak to coś przełazi przez ścianę i znalazło się nade mną i mnie wciska w łóżko, udało mi się podnieść rękę i machałam żeby to odgonić i zobaczyłam dłoń która tez ze mną walczy (takie muśnięcie przed oczami) i szybko się urwało. Nie wiem czemu ale miałam wrażenie że to jakiś mężczyzna.

Myślałam, że to tylko się zdarza jak nikogo nie ma w domu ale nie. Kolejne sytuacje zdarzały się bez względu czy ktoś był w domu i czy spałam sama czy nie.

W krótkim okresie czasu spotkało mnie jeszcze kilka sytuacji ale to już były sny, gdzie cos mnie ciągnie, popycha i często przy tym czuję taki smród… ciężko go określić, taki mdły, spalenizna, no nie do opisania, zawsze wtedy próbuję krzyczeć i we śnie wydaje mi się że nie mogę pisnąć ale budzę się słysząc własny krzyk i spocona jak przysłowiowa mysz.

Najświeższe przeżycie miałam ok. 3 tyg temu, było już jasno i zaraz miałam wstawać, nakryłam się kołdrą i gapiłam w sciane, dziecko było u babci a mąż wyszedł rano pobiegać. Poczułam zimne ciarki…i już wiedziałam ze zaraz zaciśnie się na mnie na cholerna kołdra, no i tak się stało a potem poczułam na sobie kilkanaście szybkich ruchów frykcyjnych z wyraźnym sapaniem, jakby bezkształtne ciało chciało zgwałcic mnie od tyłu (sorry ale tak to czułam), jak odpuściło to popłakałam się i bałam jak cholera.

Po dzisiejszym śnie postanowiłam napisać bo za dużo wrażeń mam od zaledwie kilku miesięcy. Dziś we śnie kolejne przyciśnięcie do łózka, spałam na brzuchu i nagle obraz przeniósł się do jakiegoś jasnego pokoju z drewnianym białym sufitem i na wysokości ramienia kontem oka zauważyłam czarną gęstą.. mgłę? Nie wiem jak to określić ale tak jakby ta czarna powłoka mnie dociskała, obudziłam się z krzykiem i mąż też mnie budził.

Opowiedziałam o tym tylko jedne osobie, która wiem że tez ma na koncie dziwne spotkania we śnie i nie tylko, po wysłuchaniu mnie zrobiła taką zmartwiona i lekko przerażoną minę i poprosiła żebym jak najszybciej się pomodliła… .. no i tu jest problem bo ona jest osobą wierzącą a ja nie. I teraz bardzo bym chciała ale nie potrafię, nie wierzę w Boga jedynego, Jezusa, Maryję dziewicę i takie sprawy ale wierzę że jest coś poza naszym umysłem, wierzę że duchy, reinkarnacja czy jasnowidzenie istnieją. Może jedno nie powinno wykluczać drugiego? Nie wiem, ja nie potrafię uwierzyć, nie wiem jak mam się modlić, odklepać zdrowaśkę czy ojcze nasz? To przecież w ustach niewierzącej osoby brzmi co najmniej jak hipokryzja, zreszta modlitwa w którą się wątpi nie jest modlitwą, prawda? Jak to coś odgonić?

Nie miałam nigdy takich „wrażeń” poza snami, które poniżej opisałam (może powinnam zamieścić to na początku?:).

W życiu od czasu do czasu trafiają mi się sny, które przepowiadają przyszłość, rozmawiam ze zmarłymi bliskimi lub pokazują coś co się wydarzyło, dosłownie dwa dni temu jak mój mąż znowu wybrał się w góry śniło i się ze dostał mandat (a ostatni otrzymał kilka lat temu) i jak go zapytałam czy czasem nie było mandaciku to wywalił oczy i się zaśmiał bo faktycznie mu wlepili. Kilka dni przed śmiercią znajomego ze szkoły przyśnił mi się ten chłopak, był pijany w jakimś tunelu a obok szli moi zmarli bliscy, za 3-4 dni dostałam telefon że zmarł po przedawkowaniu narkotyków a stało się to w metrze warszawskim. Mój brat parę miesięcy temu trafił do szpitala (silne kłucie w głowie, ma torbiela w mózgu), kilka dni wcześniej przyśnił mi się jak jadł ludzkie fekalia. Po długiej śpiączce (długa reanimacja po zawale) mój wujek chrzestny zmarł, miałam bardzo ważny egzamin na studiach i nie pojechałam na pogrzeb, pożegnał się ze mną we śnie (w nim był tez mój brat, który tak się wujka przestraszył jak do mnie podchodził że uciekł z krzykiem), przytulaliśmy się dłuższą chwilę. Takich przykładów mogę przytoczyć jeszcze kilkanaście, no chyba że większość ludzi tak ma ale wydaje mi się ze odbieram świat nieco inaczej niż przeciętny człowiek.

I tu się boję, nigdy nie spotkałam ducha na jawie i bardzo bym tego nie chciała, czytałam już na Waszej stronie o zmorach, wygląda to podobnie, ale jak sobie z tym poradzić?

Jak jestem sama w domu to śpię z zapalonym światłem w korytarzu, jak dziecko….

Aneta




zwiń tekst



Śr, 18 styczeń 2017
Sen trzyletniej dziewczynki o śmierci


Witam szanowną redakcję FN, na początku chciałam Was serdecznie pozdrowić i powiedzieć, iż cieszę się z tego , że jesteście, ponieważ dzięki temu wiem, że są ludzie, którzy tak jak ja szukają sensu życia ... Prawdopodobnie gdyby nie przytrafiło mi się w życiu wiele dziwnych zdarzeń nie wierzyłabym w zjawiska nadprzyrodzone (np. Mój mąż nie przeżył nigdy niczego niewytłumaczalnego i nie wierzy w takie.......

czytaj dalej

Witam szanowną redakcję FN, na początku chciałam Was serdecznie pozdrowić i powiedzieć, iż cieszę się z tego , że jesteście, ponieważ dzięki temu wiem, że są ludzie, którzy tak jak ja szukają sensu życia ... Prawdopodobnie gdyby nie przytrafiło mi się w życiu wiele dziwnych zdarzeń nie wierzyłabym w zjawiska nadprzyrodzone (np. Mój mąż nie przeżył nigdy niczego niewytłumaczalnego i nie wierzy w takie rzeczy).

Ale do sedna, po przeczytaniu artykułu o snach z poprzedniego wcielenia, postanowiłam opisać swój sen chociaż, nie sądzę aby był to zwykły sen, a powodów do postawienia takiej tezy mam kilka. Możecie mi wierzyć lub nie, ale pamiętam różne wydarzenia ze szczegółami odkąd skończyłam 9msc. Jak wspominam o tym rodzicom mówią, ze musieli mi to opowiadać, ale to nie jest to ja mam te obrazy przed oczami jakby to było wczoraj. A wracając do snu...

Miałam wtedy około 3 lat(na pewno mniej niż 3,5- bo pamiętam, że jeszcze nie urodził się mój brat). Pewnej nocy miałam taki sen: Siedzę na ganku domu- dom dość duży drewniany- malowany na szaro z białymi ramami okien, a na parapetach czerwone kwiaty w doniczkach. Siedzę na tych schodach i wiem, że w środku ktoś decyduje o moim losie- zostałam sama mam we śnie między 12-15 lat tak przynajmniej z obecnej perspektywy mi się wydaje. Napięcie i nerwy we śnie są straszne to oczekiwanie i bezradność. Nagle obudziłam się z krzykiem pamiętam, że rodzice coś do mnie mówili nie wiedziałem co, a potem wykrzyczałam do mojej mamy " śniło mi się że umarłaś"

Rodziców zamurowało i ja to pamiętam do dziś i oni też. Z perspektywy czasu wydaje mi się taki sen u trzylatka wręcz niemożliwy, ponieważ sama mam teraz 3 letnie dziecko i nawet nie wie co znaczy słowo umrzeć. Ja wtedy też raczej nie wiedziałam, ponieważ nikt w tym czasie nie umarł, ale sen pamiętam do dzisiaj a będzie to prawie 30 lat. Mam jeszcze jeden taki sen ale o tym może innym razem. A tak na zakończenie opowiem coś jeszcze.

Mojej mamie często śniła się jej zmarła mama, a moja babcia, pewnego dnia przyśniło się mojej mamie że babcia mówi, że już niedługo nie będzie jej odwiedzała bo musi iść. Kolejny sen był taki babcia puka do drzwi z niebieskimi balonami z helem w ręku i mówi do mojej mamy, że ona już jej nie odwiedzi za to dziś moja mama zostanie babcią. Potem dzwoni do mnie moja mama i się śmieje jaki miała sen i się pyta czy przypadkiem nie rodzę( byłam wtedy w ciąży) na co ja odpowiedziałam że faktycznie jakieś skurcze mam. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko, bo kilka godzin później urodziłam, dwa tygodnie przed terminem. W końcu to opowiedziałam komuś obcemu, być może to wszystko jest przypadkiem, a może jest w tym coś więcej, pozostawiam to Państwa ocenie. Pozdrawiam!!!




zwiń tekst

komentarzy: 2



Wt, 17 styczeń 2017
Zjawa i niezwykła, ogarniająca senność


Witajcie! Nazywam się [dane do wiad. FN] jakiś czas temu czytałam jeden z waszych artykułów na temat duchów i przypadku autostopowicza widma. Dziś jadąc rano z szefem męża do Łomży rozmawialiśmy na temat jednego z okolicznych cmentarzy Żydowskich i zeszło na temat widm. Szef męża zaczął opowiadać jak kiedyś jechał do domu z żoną i mieli dosyć dziwną sytuacje a mianowicie zauważyli postać idącą poboczem.......

czytaj dalej

Witajcie! Nazywam się [dane do wiad. FN] jakiś czas temu czytałam jeden z waszych artykułów na temat duchów i przypadku autostopowicza widma. Dziś jadąc rano z szefem męża do Łomży rozmawialiśmy na temat jednego z okolicznych cmentarzy Żydowskich i zeszło na temat widm. Szef męża zaczął opowiadać jak kiedyś jechał do domu z żoną i mieli dosyć dziwną sytuacje a mianowicie zauważyli postać idącą poboczem i nagle zaczęli czuć się bardzo sennie do tego stopnia ze prawie wszyscy usneli. Szef też strasznie był zmożony i nagle jakby ocknął się przed jadącym na czołówkę tirem. W ostatniej chwili udało mu się wjechać z powrotem na swój pas. Co potwierdziła też jego żona.  Podobno bardzo często tam są wypadki właśnie z takiego samego powodu. Z tego co szef czytał któryś z carów skazał dużą ilość ludzi na śmierć i niedaleko drogi zostali zakopani i jak to szef ujął "i chyba dlatego wychodzą sobie i chodzą przy tej trasie". Bardzo serdecznie was pozdrawiam. Jestem waszą wieloletnią fanką!




zwiń tekst



Nie, 15 styczeń 2017
Procesja duchów.


Witam, chciałam podzielić sie z wami historią, która przytrafiła mi się kilka lat temu. Sprawa jak dla mnie nie ma logicznego wytłumaczenia wiec zaliczam ją do spraw zjawisk niewyjaśnionych. Otóż w mojej wsi znajduje się kościół parafialny, a co za tym idzie, niestety cmentarz, który położony jest na końcu wsi i licząc na oko leży on około 60 metrów od kościoła, w którym to odprawiane są pogrzeby.......

czytaj dalej

Witam, chciałam podzielić sie z wami historią, która przytrafiła mi się kilka lat temu. Sprawa jak dla mnie nie ma logicznego wytłumaczenia wiec zaliczam ją do spraw zjawisk niewyjaśnionych. Otóż w mojej wsi znajduje się kościół parafialny, a co za tym idzie, niestety cmentarz, który położony jest na końcu wsi i licząc na oko leży on około 60 metrów od kościoła, w którym to odprawiane są pogrzeby, gdzie po mszy kondukty żałobne główną drogą wiejską z kościoła wędrują na ów cmentarz. Parafia powstała tuż przed wojną a zły los chciał że cmentarz jest widoczny z kuchennego okna mojego rodzinnego domu, gdzie z siostrami jako dzieci 1 listopada wypatrywałyśmy jaki jest oświetlony.

Od mamy już jako małe dziecko słyszałam, że tą drogą prowadzącą ze cmentarza do kościoła o 12 w nocy, w dzień wszystkich świętych idzie procesja duchów. Działało to na moją wyobraźnie, ale nigdy nie starczyło mi odwagi zaczaic się gdzieś aby podejrzeć czy to prawda. Poza tym uważałam, że jeżeli rzeczywiście taka sytuacja ma miejsce to i tak duchy są niewidoczne gołym okiem. Podsumowując- istnieje na wsi kawałek drogi, która w moim umyśle była naznaczona jako "trasa procesji duchów".

Rzecz działa sie w drugiej połowie sierpnia 2010 roku, kiedy miałam już 20 lat. Wracałam ostatnim wieczornym pociągiem z pracy razem ze swoim ojcem. Ze stacji do domu mamy 3 km, gdyż stacja PKP znajduje się w sąsiedniej wsi. Niestety przed wjazdem do naszej wsi jest ten cmentarz i trzeba jechać drogą, która jest symboliczną "trasą procesji duchów". Traktowałam to jako mit aż do tego dnia.

Jechaliśmy z tatą samochodem. On kierował, ja siedziałam obok. Minęliśmy cmentarz. Nagle, ale dokładnie nie potrafię określić, choć  wydaje mi się, że z odległości kilkunastu metrów zauważyłam grupę idących ludzi (ubranych i wyglądających zwyczajnie, kobiety i mężczyzn, w średnim wieku, dodam, że było ciemno, widziałam tylko niektóre osoby). Było ich około 30, szli poboczem, musieliśmy ich minąć. Ja od razu skumałam że coś jest nie tak. Od razu spojrzałam na zegarek.  Cztery minuty po dwunastej w nocy.


Spojrzeliśmy się na siebie z ojcem z wybałuszonymi oczami. Ja byłam zaskoczona i szukałam racjonalnej odpowiedzi.  Na jego twarzy widziałam strach. Kiedy przejeżdżaliśmy obok tych "ludzi" patrzyłam na nich, oni patrzyli na mnie ( nie wszyscy tylko kilka "osób"  które szły z brzegu "procesji"). Co dziwne procesja szła w stronę kościoła będąc już jakieś 20 metrów od cmentarza. Nie muszę już chyba zaznaczać że to była ta słynna "trasa procesji duchów"'.

Kiedy przejechaliśmy bałam się oglądać za siebie czy jeszcze tam są. Szybko wbiegłam do domu wykrzykując wszystkim co się stało. Ojciec nie chciał poruszać tematu, dawał mi wymijające odpowiedzi. Ja również szukałam racjonalnego wytłumaczenia ale nie istnieje tak na prawdę nic co by mogło zlikwidować niepewność. Jeżeli to byli zwykli ludzie na pewno nie szliby do mojej miejscowości, bo gdzie? Nie ma tam żadnych miejsc publicznych tylko prywatne domy. Dalej: dokąd by szli, jeżeli z mojej miejscowości do następnej jest 7 km?
Poza tym dziś mam 26 lat a nigdy nie widziałam na mojej lub okolicznych wsiach idącej około 30 osobowej grupy ludzi ( wiadomo oprócz pogrzebów, procesji bożego ciała itp).
Należy zaznaczyć że to była "trasa procesji duchów", północ, procesja ludzi.... Przypadek?
 
Pozdrawiam, Monika.

 



zwiń tekst

komentarzy: 4



Sob, 14 styczeń 2017
Czy zwierzęta potrafią wyczuć zbliżającą się śmierć?


Witam, od dawna czytam historie zamieszczone na Waszym forum, choć czasem nie do końca w nie wierzę, coś sprawia, że jednak zawsze tu wracam. Interesuje mnie zwłaszcza tematyka "życia" po śmierci. Ostatnie wydarzenia w mojej rodzinie skłoniły mnie do napisania do Was.Otóż, kilka tygodni temu zmarła na raka moja ciocia. Męczyła się kilka miesięcy. Ciocia mieszkała na wsi i bardzo kochała zwierzęta.......

czytaj dalej

Witam, od dawna czytam historie zamieszczone na Waszym forum, choć czasem nie do końca w nie wierzę, coś sprawia, że jednak zawsze tu wracam. Interesuje mnie zwłaszcza tematyka "życia" po śmierci. Ostatnie wydarzenia w mojej rodzinie skłoniły mnie do napisania do Was.
Otóż, kilka tygodni temu zmarła na raka moja ciocia. Męczyła się kilka miesięcy.

Ciocia mieszkała na wsi i bardzo kochała zwierzęta i to z wzajemnością, miała kilka psów (jak to na wsi). Gdziekolwiek nie wychodziła, zawsze towarzyszyła jej obstawa w postaci Puszków, Reksów i innych Azorów. Sytuacja zmieniła się jednak w czasie Jej choroby, zwierzęta po prostu Jej unikały. Gdy wołała je aby pogłaskać, czy nakarmić to albo nie reagowały, albo podchodziły z podkulonym ogonem jakby się... bały(?) Nie wiem, dla nas obserwatorów było to bardzo dziwne zachowanie, wręcz szokujące w porównaniu z tym, co działo się wcześniej, gdy dosłownie nie mogła się od zwierząt opędzić. Ciocia oczywiście też to zauważała i skwitowała tylko, krótkim: "Widzicie, one już wiedzą, że z tego nie wyjdę". Niestety miała rację.
 
Pozdrawiam,
 
[..] (dane, do wiadomości redakcji)



zwiń tekst



Pt, 13 styczeń 2017
Śmierć kolegi i dziwne uczucie lęku, a potem spokoju


Bardzo ciekawy opis swojego "spotkania z nieznanym" trafił do naszego działu XXI PIĘTRO 12 stycznia b.r. Nasza czytelniczka opisuje historię śmierci swojego bliskiego kolegi, który umierał na raka. W czasie opuszczania duszy przez ciało miała bardzo poruszające uczucie, które my znamy z innych podobnych opisów. Umierający człowiek (zwłaszcza wtedy, gdy odchodzenie jest połączone z fizycznym bólem.......

czytaj dalej

Bardzo ciekawy opis swojego "spotkania z nieznanym" trafił do naszego działu XXI PIĘTRO 12 stycznia b.r. Nasza czytelniczka opisuje historię śmierci swojego bliskiego kolegi, który umierał na raka. W czasie opuszczania duszy przez ciało miała bardzo poruszające uczucie, które my znamy z innych podobnych opisów. Umierający człowiek (zwłaszcza wtedy, gdy odchodzenie jest połączone z fizycznym bólem) bardzo często odczuwa w momencie uwolnienia się z ciała fizycznego ogromną radość i ulgę. Coś takiego właśnie opisała nam czytelniczka serwisu.


Witam serdecznie całą załogę!

Jestem Wasza stała czytelniczka od 5 lat. Tworzycie dobra robotę - oby tak dalej :)

 Pisze do Was po raz pierwszy, nie sądziłam , że kiedykolwiek to nastąpi i to jeszcze w takich okolicznosciach. Mam bardzo sceptyczne podejscie do "tych spraw", wszystko próbuje sobie wytłumaczyć, ale tego nie potrafie.  Miesiąc temu zmarł mój bliski kolega-moja bratnia dusza. W trakcie jego życia mieliśmy kontakt telepatyczny. Wiedziałam, co u niego się dzieje kiedy o nim pomyslalam, a także czułam kiedy miał się odezwać. Notorycznie myslelismy o tym samym  w jednym czasie, zaczynałam o czyms mowic  a on na to : "to samo chciałem powiedzieć!".

Wynikały z tego śmieszne sytuacje, byliśmy jak jedna dusza w dwóch ciałach. Dlatego też zareagowałam bardzo emocjonalnie na wiadomość o jego śmierci.

 Od 2013 roku zdarzało mu się wspominac, nie tylko mi ale innym znajomym też,  że duzo czasu mu nie zostało,mówił o smierci, co mnie denerwowało, kwitowalam to krotkim "nie mow glupot, nie wywoluj wilka z lasu" ale on był uparty.  To było dość dziwne, bo chłopak mial wtedy 18 lat ( w chwili smierci 21)był tzw pozytywnym wariatem, nie dla niego były smutki, żył chwilą.

Nie chorował, nie miał większych problemów(bo i podejrzewalismy go o mysli samobojcze), miał kochająca rodzine,oddanych przyjaciół. W ubiegłym roku stracił przytomność. Trafił do szpitala, gdzie miał zrobione badania - lekarz skomentował "TO CUD, że przy takich wynikach Pan zyje" . Nie chcę pisać szczegółów, żeby pozostać anonimową, ale wierzcie mi, miał paskudne wyniki,  a czuł się dobrze, leczenie też dobrze znosił - choc ludzie z lepszymi wynikami "ledwo żyli". Chorował na wyjatkowo paskudny nowotwor.

Jak to powiedziała wspolna kolezanka -  mial w sobie potezna sile, chec zycia i dlatego organizm tak reagowal...

Po 5 miesiącach walki z choroba odszedł. Był swiadomy, co mu grozi, mowil mi o tym.  W grudniu leżałam w łózku, była godzina 21, w głowie usłyszałam tak jakby echo. "Umieram, to koniec.Boże, umieram".

Zaniepokoiłam się i  zaczęłam wsłuchiwać, sama siebie pytałam " co ? kto umiera ? czy to ja umieram ?! "

I tak przez kilkanascie minut "słyszałam" : " Umieram, to tak boli, szybciej " :(

Po okolo 30 minutach POCZUŁAM ulgę. Wiedziałam, że to nie są moje myśli i odczucia. Spanikowałam, bo wczesniej mialam podobne intuicyjne sytuacje. Zaczełam sie zastanawiać czy to moze jednak moja fantazja, czy coś się stało i komu. Nie mogłam zasnąć. O 9 rano przyszedł sms od siostry A. " A. odszedł wczoraj wieczorem (..)" jak się dowiedziałam, było to przed 22! 

Przez cały dzień byłam w szoku, wymiotowałam, płakałam - nie mogłam w to uwierzyc. Przeciez dobrze się czuł,jak to tak nagle?

Jeszcze przed pogrzebem przysnil mi się po raz pierwszy w zyciu i jak dotad - ostatni. Bylismy w jakims jasnym i ciepłym pomieszczeniu,czułam radość , miłość i dziwny spokój jakiego nigdy wczesniej nie doswiadczylam.On był naprzeciwko mnie, bardzo blisko.Był bardzo usmiechniety, szczęsliwy,wrecz czulam to fizycznie. Ja mialam zwieszoną głowę, byłam smutna, nieobecna, cieszylam sie ze go widze ale bylam jakas zablokowana, zszokowana, nie wiem jak to opisac... nie patrzylam na niego , ale widzialam wszystko jak na filmie. Zapytałam " Jak sie czujesz, jak Ci tam jest?"

Odpowiedział z dumą, że wspaniale i w koncu dobrze sie czuje i juz nic go nie boli. Powiedzialam cicho " to super, ciesze sie bardzo " on patrzył, jakby oczekiwał na coś, może nie usłyszał mnie? Nic juz nie powiedział, patrzyl z usmiechem i nagle sie obudzilam. Przyznam, ze poczulam sie lepiej, ale tez sny moga byc projekcja moich pragnien, wiec nie potraktowalam tego do konca na powaznie. 

Po poludniu siedziałam z laptopem w łóżku,pod kołdrą. Ogladałam jego zdjęcia, myślałam, tak przez okolo godzine a potem skupilam sie na czyms innym i w tym momencie poczułam przeszywający chłód, zupełnie jakbym nagle znalazła się w letnich ubraniach na zewnatrz na mrozie. Aż mną zatrzęsło. Po chwili miałam takie odczucie,jakby ktoś  był bardzo blisko mnie,po prawej stronie i w tym momencie poczułam dotyk,  w lewa reke jakby ktos mnie objął. Zignorowałam to, choc zrobilo sie nieswojo. W nocy "strzelał"czajnik a rano okazało się, ze kilka żarówek jest przepalonych.

W dzien pogrzebu też czułam przy sobie chłód, niestety na pogrzeb nie dałam rady przyjechać z przyczyn losowych. Mowie o takim naglym,przeszywajacym chlodzie kiedy jest mi cieplo, jestem w pomieszczeniu , nie czuję zmęczenia itp .

Wczoraj mialam taka sama sytuacje. Było mi ciepło, siedziałam u siebie w pokoju i nagle zaczęłam myslec o nim i w tym samym czasie poczułam dosłownie mróz, zwłaszcza w okolicy rąk, mialam wrazenie jakby ktoś dotykał moich rąk przez okolo 5 minut i przytulał się, ten 'mróz'się przemieszczał w okolicy ciała. Rozmawiałam z koleżanką, powiedziała, że miała to samo kiedy zmarł jej brat.

Zastanawiam sie,czy moze to efekt stresu a moze i cos w tym jest?

Co o tym myslicie??

Apropo tej sytuacji jeszcze przypomniało mi się, że przez około 2 tygodnie po śmierci ciągle czułam silne natchnienie, by się modlic ( a nigdy tego nie robię ) konkretną modlitwą. Modlilam sie i czulam ze ciagle jest za malo... Rozmawialam z siostra A. kilka dni temu.Powiedziala mi o bardzo przykrej sytuacji - ksiądz nie chciał  pochowac chlopaka i na mszy pominął TĄ modlitwę.

 Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego w Nowym roku, a przede wszystkim - zdrowia !

 K. [dane do wiad. red. FN]


Jeszcze jedna mała uwaga na koniec - w przypadku historii opisanej przez naszą czytelniczkę mieliśmy także do czynienia z tzw. przeczuciem zbliżającej się śmierci. Jest to związane z karmą, której wypalenie się było integralnie połączone z krótkim życiem zakończonym bolesną chorobą. Tego typu ludzie często mają przemożne uczucie, że ich życie się wkrótce zakończy. Czy ten chłód opisywany w liście jest związany z przybyciem ducha tego kolegi? Bez dwóch zdań. Obecność duchów jest zawsze związana z tym, że nagle wokół robi się przeraźliwie zimno. Ma to coś wspólnego z tym, że duchy czerpią energię z otoczenia, aby mogły się zamanifestować ludziom.



zwiń tekst

komentarzy: 7



Pt, 13 styczeń 2017
Niezwykły sen cywilizacji na obcej planecie i... zaskakująca informacja po latach!


Czy może być coś więcej we śnie o "obcej cywilizacji na dalekiej planecie"? Przykład opisany przez naszego załoganta pokazuje, że być może był to sen proroczy. Podchodzimy ostrożnie do snów, ale ten jest ze wszech miar wyjątkowy. Jego autor jest nam dobrze znany i ma talent w tworzeniu grafik. Ta zamieszczona na dole tekstu jest jego autorstwa i przysłał ją nam wiele lat temu z adnotacją, że jest.......

czytaj dalej

Czy może być coś więcej we śnie o "obcej cywilizacji na dalekiej planecie"? Przykład opisany przez naszego załoganta pokazuje, że być może był to sen proroczy. Podchodzimy ostrożnie do snów, ale ten jest ze wszech miar wyjątkowy. Jego autor jest nam dobrze znany i ma talent w tworzeniu grafik. Ta zamieszczona na dole tekstu jest jego autorstwa i przysłał ją nam wiele lat temu z adnotacją, że jest to słynna planeta Nibiru. Mieliśmy ją cały czas w naszej pamięci. Dziś znamy także opis snu.


Witam.

Jest to historia sprzed wielu lat. Dotyczy dziwnego snu który po latach zaczyna się potwierdzać. Było to jeszcze w podstawówce. którejś nocy śniłem że znalazłem się w przestrzeni kosmicznej. Ale trwało to moment. W trakcie tego zobaczyłem że zbliżam się do potężnej błękitnej gwiazdy a zaraz potem zobaczyłem pod sobą planetę. Mniej więcej wielkości Ziemi z tym że całkowicie jałowej. Była błękitno-brązowo fioletowa. następna scena to powierzchnia planety. Było to po nocnej stronie globu.

Wysoko na orbicie było widać potężną stację orbitalną nie przypominającą ziemskich konstrukcji. A na powierzchni planety był kompleks niskich kopulastych budynków. Wokół snuło się wiele istot zarówno ludzi jak i innych humanoidów ( nawet paru szaraków!) Było niesamowicie gorąco. Skądś przekazano mi informacje że za dnia temperatura jest zabójcza i dlatego aktywność istot odbywa się w nocy. I jeszcze to że są tutaj tylko czasowo wydobywając jakiś szczególnie rzadki minerał. W odległości paru kilometrów zauważyłem potężne stożkowate ,,wieże,, zakończone ogromnymi kulami.

Było ich dużo i stały w rzędzie w pewnej odległości od siebie aż po horyzont. I znowu poinformowano mnie że te konstrukcje to potężne emitery pola ochronnego rozstawione po całej planecie i chroniącej ich przed morderczym promieniowaniem gwiazdy...Wegi! Byłem w szoku! W tym czasie teleskopy nie były w stanie wykryć na orbicie tej gwiazdy żadnej planety! Ale to nic.Przekazano mi informację że emitery pola również maskują planetę przed obserwacjami z zewnątrz gdyż nie chcą by ktoś im przeszkadzał w pracy.

I na koniec najważniejsza informacja. Przekazali mi że za kilkanaście lat zakończą eksploatację planety i wyniosą się z niej a tym samym teleskopy będą ją w stanie wykryć. jeszcze w końcowej scenie zrobili mi prezent. Znalazłem się w przeszklonym pomieszczeniu z widokiem na powierzchnię planety. I wtedy się zaczął spektakl. Zza horyzontu zaczęła wyłaniać się gigantyczna tarcza błękitnego olbrzyma. W rogu pomieszczenia był termometr z naszą skalą celsjusza. W miarę wznoszenia się gigantycznego słońca słupek termometru wznosił się w górę. Po przekroczeniu ponad 400 stopni, nagle całe pomieszczenie zadrżało i ...zaczęło się opuszczać w głąb gruntu.

Skądś wiedziałem że pozostałe budynki które wcześniej widziałem również miały ten mechanizm. Było to zrozumiałe. Za dnia temperatura była zbyt wysoka by pracować. Na tym sen się skończył. Ale wrył mi się w pamięć ze względu na niesamowity widok wstającego dnia na planecie. I prawie o nim zapomniałem.

Aż tu nagle rok czy dwa lata temu podano sensacyjną informację że wykryto planetę krążącą wokół Wegi. I ja już wiedziałem że to oznacza iż obcy wynieśli się z planety że już ich tam nie ma. Radzę monitorować tę sprawę bo to nie koniec. Skądś wiedziałem że zabrali swoje emitery pola i pozostały po nich dziury w planecie. Teraz wyniesiony na orbitę będzie nowy teleskop do obserwacji planet. I znowu będzie szok jak na powierzchni tej planety zobaczą regularne otwory pozostawione po instalacji. To tyle.Pozdrawiam załogę!

         Jerzy (replikant3d) [dane w naszym Archiwum FN]

/grafika wykonana przez autora wiadomości/

od FN

Wcześniejsza grafika była kiedyś do nas przysłana przez autora, ale dopiero poniższa... pokazuje świat z jego snu. Tę dostaliśmy w ostatnich godzinach.




zwiń tekst

komentarzy: 8



Sob, 7 styczeń 2017
Pojawili się "oni", bił od nich niezwykły blask


Witam serdecznie. Chciałem opowiedzieć swą historię,bo to ciągle nie daje mi spokoju i wracam ciągle do tego pamięcią, choć czas zatarł już szczegóły. Byłem wtedy w czwartej czy też piątej klasie podstawówki, urodziłem się w 1958 i bawiłem się na swym podwórku. Nie wiem czy to był okres wakacji, ale było ciepło. Niewiele tam atrakcji było, trzepak, piaskownica, śmietnik, wychodek i po obu stronach.......

czytaj dalej

Witam serdecznie. Chciałem opowiedzieć swą historię,bo to ciągle nie daje mi spokoju i wracam ciągle do tego pamięcią, choć czas zatarł już szczegóły. Byłem wtedy w czwartej czy też piątej klasie podstawówki, urodziłem się w 1958 i bawiłem się na swym podwórku. Nie wiem czy to był okres wakacji, ale było ciepło. Niewiele tam atrakcji było, trzepak, piaskownica, śmietnik, wychodek i po obu stronach drewniane komórki. Lubiłem przez szpary zaglądać do komórek.

W pewnej chwili zauważyłem że w komórce jest zwierzę,łasica,czy coś podobnego. Zdziwiłem się ,odskoczyłem,na podwórzu pojawia się wiele zwierząt. estem zdziwiony tym co się dzieje, słysze w głowie: spokojnie i nagle pojawiają się "oni". Bije od nich straszny blask,nie mogę patrzeć.

Zachęcają mnie abym się przemógł i na nich spojrzał, co mi się udaję ale za cenę ogromnego wysiłku. Są jacyś dziwni,jak się na nich spojrzeć to cały czas zmieniają się proporcje ich postaci. Są zadowoleni z mego zachowania i mnie gdzieś zabierają. Tu mam niestety lukę w pamięci. Ppamiętam tylko z tej podróży jeden szczegół:było jakieś okno czy coś w tym rodzaju i za nim przemykały gwiazdy. Zaciekawiony zbliżyłem się i dostałem polecenie natychmiastowego odsunięcia się ,bo to może zagrozić memu zdrowiu.Jesteśmy na miejscu,nie mam pojęcia gdzie,widzę sceny,straszne,tłumy ludzi idących na rzeż,morze krwi.

"Czy to tak musi być","Nie ma innej drogi ?",coś tam odpowiadam,czegoś ode mnie żądają,na coś się godzę,nie mam pojęcia."Pamiętaj że to jest w tobie",co ?,"gdy przyjdzie czas będziesz wiedział jak to wykorzystać","Nie wierz nikomu","to wszystko iluzja". Jesteśmy z powrotem na podwórzu. Dostaję polecenie odwrócenia głowy.Wszystko niknie ,zostaję sam.Może Fundacja będzie w stanie choć częściowo odpowiedzieć na pytanie, co to mogło być.


Opis historii wskazuje jednoznacznie, że może mieć to związek z Bliskim Spotkaniem Czwartego Stopnia, czyli uprowadzeniem przez obcych z klasycznym wykasowaniem pamięci świadka. Zapisujemy sobie tę historię z adnotacją, aby kiedyś spróbować namówić naszego czytelnika na odczytanie tych zakrytych przed pamięcią minut używając hipnozy. Innej możliwości odpowiedzi na pytanie "co to mogło być" nie ma.




zwiń tekst

komentarzy: 1



Czw, 5 styczeń 2017
Śmierć kliniczna dziadka ateisty


Dzień dobry!  Chciałabym opowiedzieć Wam o cudzie, który wydarzył się dzięki modlitwie do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły. Mój dziadek nie był ochrzczony. Urodził się w rodzinie Komunistów. Wpojone za młodu ideologie antychrześcijańskie sprawiły, że w ogóle nie chciał słyszeć o Bogu. Twierdził, że życie ludzkie kończy się na cmentarzu, i żadne argumenty nie przekonają go, że jest inaczej.Kiedyś.......

czytaj dalej

Dzień dobry!  Chciałabym opowiedzieć Wam o cudzie, który wydarzył się dzięki modlitwie do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły. Mój dziadek nie był ochrzczony. Urodził się w rodzinie Komunistów. Wpojone za młodu ideologie antychrześcijańskie sprawiły, że w ogóle nie chciał słyszeć o Bogu. Twierdził, że życie ludzkie kończy się na cmentarzu, i żadne argumenty nie przekonają go, że jest inaczej.

Kiedyś dałam mu różaniec, ale wyrzucił go za szafę.  Koleżanka mojej mamy jest siostrą zakonną.  Często bywa u nas w domu. Powiedziała mi, abym swojego dziadka poleciła Matce Bożej Rozwiązującej Węzły. Twierdziła, że Matka Boża nie pozostanie głucha na tę modlitwę.

Odmówiłam kilka nowenn za nawrócenie mojego dziadka, ale zmian wciąż nie było widać. Po około pół roku dziadek jadąc na ryby miał ciężki wypadek samochodowy. Konieczna była natychmiastowa operacja, gdyż w głowie utworzył się duży krwiak.

Podczas zabiegu dziadek przeżył śmierć kliniczną. Wszyscy czekaliśmy w tym czasie na szpitalnym korytarzu. Mój tata jest mechanikiem samochodowym.  Przyjechał prosto z pracy w brudnych ciuchach.  Operacja się udała, ale dziadek wciąż był nieprzytomny.  Odzyskał ją dopiero na drugi dzień. Gdy do niego weszliśmy swoje pierwsze słowa skierował do mojego taty.
„Mogłeś się chociaż przebrać do szpitala, wstyd mi było za Ciebie" – zażartował.  Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Później nam opowiedział, że podczas operacji wyszedł ze swojego ciała i chodził po całym szpitalu.  Słyszał o czym gadaliśmy na korytarzu, jak byliśmy ubrani.  Płakał.  Żal mu było, że tyle lat życia stracił bez Boga.  Dopiero to doświadczenie utwierdziło go w przekonaniu, że życie po drugiej stronie jest realne.  Widział też swojego Anioła Stróża, który mu coś powiedział, ale nie chce z nami o tym rozmawiać.  

Jakiś czas później dziadek się ochrzcił. Dziwne uczucie być na chrzcie swojego dziadka. Jest teraz bardzo religijną osobą.  Ja wiem, że to wszystko wydarzyło się dzięki Matce Bożej i tej niezwykłej Nowennie, którą odmawiałam za nawrócenie dziadka.  Siostra zakonna mi powiedziała, że Pan Bóg szanuje naszą wolną wolę i nikogo nie zmusi do nawrócenia czy miłości, ale może nas doświadczyć, tak jak doświadczył mojego dziadka i sami zmienimy zdanie.

żródło: http://rozwiazwezly.pl/inne/item/170-chrzest-dziadka.html




zwiń tekst



Śr, 4 styczeń 2017
Obserwacja UFO 6 sierpnia 2015 nad Toruniem


Od dawna pragnę podzielić się tym, co zobaczyłam 6 sierpnia 2015 roku z Waszą Fundacją. Mieszkam w centrum Torunia w dzielnicy Mokre. Wieczorem około godziny 22.15 wyszłam na balkon. Po gorącym dniu przyjemnie było oddychać rześkim powietrzem. Spoglądałam w bezchmurne , pełne gwiazd niebo. Nagle mój wzrok przyciągnął jakiś ruch na niebie. Była to chmura, z której zaczęły jakby wypulsowywać kule.......

czytaj dalej

Od dawna pragnę podzielić się tym, co zobaczyłam 6 sierpnia 2015 roku z Waszą Fundacją. Mieszkam w centrum Torunia w dzielnicy Mokre. Wieczorem około godziny 22.15 wyszłam na balkon. Po gorącym dniu przyjemnie było oddychać rześkim powietrzem. Spoglądałam w bezchmurne , pełne gwiazd niebo. Nagle mój wzrok przyciągnął jakiś ruch na niebie.

Była to chmura, z której zaczęły jakby wypulsowywać kule światła ( jakoś racjonalnie chciałam myśleć, że to może baloniki). W chmurze też dojrzałam światło. Te białe kule ( było ich 5 albo 7) zaczęły poruszać się pionowo w dół. I nagle, w mgnieniu oka, ułożyły się poziomo w kształcie litery V ( jeden bok miał o 1 kulę więcej) i bezgłośnie przeszły około 50-100 m nad moim blokiem.

Całe zjawisko trwało 40 do 60 sekund. Trudno mi jest to określić. Przerażona uciekłam z balkonu do mieszkania i podzieliłam się tym, co widziałam z mężem. Do dnia dzisiejszego wspominam z niedowierzaniem to, co zobaczyłam. Jest to tak nieprawdopodobne, że podzieliłam się "moją przygodą" tylko z najbliższymi, no i teraz z Wami. Dobrze, że jesteście. Serdecznie pozdrawiam Fundację i czytelników.



zwiń tekst



Dziś
Wielka wojna w Azji? Korea Północna doprowadzi do zamieszania na całym świecie? - oto przepowiednie naszego czytelnika dotyczące przyszłości Polski i świata.


Jeden z czytelników serwisu FN przysyła nam listy ze swoimi przepowiedniami na naszą skrytkę pocztową, czyli Fundacja Nautilus, skr. 221, 00-950 Warszawa. W listopadzie 2014 opublikowaliśmy jego "prognozy", z których na pewno sprawdziła się jedna, czyli rozpad największej ówczesnej polskiej partii politycznej. Właśnie otrzymaliśmy kolejny list z prognozami, a raczej chyba proroctwami w okresie od.......

czytaj dalej

Jeden z czytelników serwisu FN przysyła nam listy ze swoimi przepowiedniami na naszą skrytkę pocztową, czyli Fundacja Nautilus, skr. 221, 00-950 Warszawa. W listopadzie 2014 opublikowaliśmy jego "prognozy", z których na pewno sprawdziła się jedna, czyli rozpad największej ówczesnej polskiej partii politycznej. Właśnie otrzymaliśmy kolejny list z prognozami, a raczej chyba proroctwami w okresie od listopada 2016 do października 2017. Czy są to tylko "przewidywania na czuja", czy rzeczywiste proroctwa oparte o dar jasnowidzenia? Na to pytanie nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć.

Poniżej list do FN, który przyszedł do nas 28 listopada 2016.








I jeszcze informacja dla osób "śledzących" ten tekst i tę publikację w serwisie FN. Dostaliśmy nowy list od naszego czytelnika 19 stycznia 2017, w którym sugeruje jednoznacznie: po dwóch miesiącach moje przepowiednie zaczęły się sprawdzać!





zwiń tekst

komentarzy: 2



Pt, 29 styczeń 2016
'MIAŁEM PRZECZUCIE, ŻE COŚ SIĘ STANIE!' - opowieści kierowcy o niezwykłych spotkaniach z nieznanym podczas pracy 'za kółkiem'.


[...] Pracowałem w firmie Poczta Polska ,byłem kierowcą jeździłem z kowojentem , między innymi zbieraliśmy przesyłki z gminnych placówek . Będac w najdalszej mieliśmy dużo czasu do powrotu. Zachciało mi się spać. Rozciągnąłem się na siedzeniach w WV T4. Poczułem jak zsuwają mi się nogi. Pomyślałem niemożliwe , poprawiłem je. Za chwilę to samo , już nie poprawiałem zsunęły się razem z ciałem.......

czytaj dalej

[...] Pracowałem w firmie Poczta Polska ,byłem kierowcą jeździłem z kowojentem , między innymi zbieraliśmy przesyłki z gminnych placówek . Będac w najdalszej mieliśmy dużo czasu do powrotu. Zachciało mi się spać. Rozciągnąłem się na siedzeniach w WV T4. Poczułem jak zsuwają mi się nogi. Pomyślałem niemożliwe , poprawiłem je. Za chwilę to samo , już nie poprawiałem zsunęły się razem z ciałem. Znalazłem się w pustej szarości myślę umieram . Pomyślałem jest ojciec matka zrobię im przykrość . Zacząłem potwornie krzyczeć niechcę umierać . Poczułem jak nasuwam się na siedzenie . Myślałem później o tym i jak czułem się błogo gdy " usypiałem ".

[...] Mam 55 lat z dziecięcych lat pamiętam przepiękny sen . Intensywna wielka światłość wokół lewitującej postaci . Światłość postaci , postać w światłości. U stóp , przed stopami skrzynia wielkości trumny z niecheblowanych desek. Czy to moja? Jeździłem w teatrze im. J. Osterwy w 1986 . Jechaliśmy do w - wy , poczułem silny impuls że coś się stanie. Zaczęło stukać w koło , pękła felga od wewnątrz obcierając o końcówkę drążka. Drugie , jechaliśmy zimą w nocy chlapa , szyby brudne , znowu przeczucie więc zacząłem zwalniać. Z naprzeciwka zbliżał się samochód a ja z ledwością wyhamowałem przed nieoświetloną furmanką. Czy przeczucie zaniknęło ? Może zabrakło niebezpieczeństw.

W łazience stojąc twarzą do lustra z tyłu wisi szafka na niej leży szczotka do pleców . Skończyłem się golić słyszę huk , coś spadło szczotka leży na miednicy stojącej w wannie na jej ranicie w poprzek. Po paru dniach tylko wyszedłem z łazienki znowu coś spadło szczotka leży w wannie. Nigdy wcześniej nie ani później nie spadła. Słuchałem dzienniczka Św.Faustyny w radio Jezes palecił jej w ramach rekolekcji przeczytać ewangelię wg. Św.Jana rozdział 17 miałem nie szukać lecz byłem ciekawy. W głębi nieśmiała przelotna myśl z prośbą Jezu czy odrazu otworzę na tej stronie. I tak się stało. W tekturowej teczce na dokumentach położyłem kopertę . Po kilku dniach chciałem przeczytać jej zawartość . Otwieram nie ma . Zamknąłem. Wcześniej teczka spadła za kaloryfer. Może tam wyleciała ? Nie ma . Otwieram teczkę znowu , leży jak ją położyłem. Do dzisiaj mam przed oczami otwartą teczkę bez koperty. Mama była bardzo chora dużo się modliłem prosząc o zdrowie . Siedziałem w samochodzie patrzyłem na drzewo nagle zobaczyłem małe zielone kółko które zaczęło się powiększać raczej nie zbliżać było płaskie jak na kartce i coś jeszcze się stało wiem a niepamiętam i usłyszałem NIE MARTW SIĘ. Wyzdrowiała.

Byłem w pobliżu mejsca w którym w wypadku zginął mój kolega . Nagle w głowie w środku usłyszałem cały czas jak ktoś odkłada i poprawia słuchawkę na telefonie stacjonarnym i głosy w tle . Było to takie wyraziste jakby głowa była w słuchawce . Ustało dopiero wtedy gdy odszedłem z tego miejsca. [...]



zwiń tekst



Czw, 28 styczeń 2016
PRZECZUCIA ŚMIERCI - trzy niezwykłe przypadki z życia naszego czytelnika


To pojawia się jak grom z jasnego nieba. Nagle opanowuje nas lęk, irracjonalny strach, że wydarzy się "coś złego". Potem pojawia się wiadomość o śmierci. Takie właśnie momenty ze swojego życia opisał nam czytelnik serwisu.   Witam. Po ostatnich wydarzeniach mam ochotę podzielić się z kimś tym co mnie dręczy.  Z nikim nie rozmawiałem na ten temat, ponieważ obawiam się braku zrozumienia.......

czytaj dalej

To pojawia się jak grom z jasnego nieba. Nagle opanowuje nas lęk, irracjonalny strach, że wydarzy się "coś złego". Potem pojawia się wiadomość o śmierci. Takie właśnie momenty ze swojego życia opisał nam czytelnik serwisu.

 

Witam.

Po ostatnich wydarzeniach mam ochotę podzielić się z kimś tym co mnie dręczy.  Z nikim nie rozmawiałem na ten temat, ponieważ obawiam się braku zrozumienia. Zaczęło się to w lipcu 2014 r. Będąc w pracy za granicą , w drodze na zakupy wraz z koleżanką poczułem coś dziwnego. Jakby coś mnie uderzyło nie wybierając na mnie żadnej siły.  Koleżanka spytała co się stało?  Odpowiedziałem jej że stanie się coś złego.  Sam nie wiem czemu to powiedziałem. Koleżanka się wystraszyła , ale to zignorowaliśmy i kontynuowaliśmy rowerową podróż do sklepu. Po jakiejś godzinie wróciliśmy do naszej kwatery , gdzie mieszkaliśmy z paroma bliskimi znajomymi.  Weszliśmy i zobaczyliśmy wszystkich w salonie, mieli strasznie ponure miny. Pytamy się ich , co się stało? Jedna dziwczyna odparła nam że chwile temu znajoma dostała telefon z wiadomością o śmierci brata. Miał on na imię Marcin. Wszyscy go znaliśmy , ja się z nim znałem od roku , gdyż wcześniej mieliśmy wspólny pokój. Później przypomniałem sobię o tym co się stało w drodze do sklepu i odniosłem to do zaistniałej sytuacji. Zignorowałem to i nigdy więcej o tym nie wspominałem.

Następna sytuacja wydarzyła się 27 maja 2015r. Kolejny dzień w szkole. Spóźniłem się chwilę na pierwszą lekcje.  Wchodząc do klasy zacząłem się witać z kolegami w klasie. Gdy podałem rękę Łukaszowi znów poczułem coś dziwnego, w sekundzie zrobiło mi się gorąca i łzy cisneły się do oczu. Jakoś udało mi się je powstrzymać i poszedłem dalej. Usiadłem w wolnej ławce i zacząłem rozmyślać co się stało.  Zignorowałem to ponownie i kontynuowałem dzień w szkole. Cały dzień byłem przygnębiony. Był to dzień urodzin łukasza, wwięc zaprosił wszystkich do baru by uczcić swoje 18 urodziny. Ja odmówiłem i poszedłem do domu. Następnego dnia nie poszedłem do szkoły z powodu wcześniejszych wydarzeń, bo nie mogłem spojrzeć na łukasza. Dowiedziałem się że tego dnia o godzinie 18:30 zmarła mama łukasza. Jak się okazało chorowała ona dość długo na nieznaną mi chorobę.  Nikt o tym nie wiedział.  Od tej pory zawsze gdy go widzę przypominam sobię o tym wydarzeniu, myślę że mogłem go jakoś ostrzec, powiedzieć by spędził ten dzień z matką.  No cóż jakoś będzie trzeba z tym żyć.  Myślałem by mu o tym powiedzieć , ale nie mam odwagi. Boję się jego reakcji. Tego dnia nigdy nie zapomnę.

Taka sytuacja powtórzyła się ponownie 25 lipca 2015 r. 10 godzin przed śmiercią mojej babci. Było to równie dziwne jak poprzednie razy. Siedziałem przy taśmie produkcyjnej zasłuchany w muzyce , którą odtwarzałem przez słuchawki. Na przeciw mnie siedziała moja znajoma, a obok inni pracownicy. O godzinie 8:53 poczułem to znowu. Atak gorąca i łez których nie mogłem zatrzymać. Koleżanka spytała co się stało?  Ja ocierając łzy powiedziałem jej że stanie się coś złego i ma to związek z kimś bliskim. Ona się wystraszyła, bojąc się że chodzi o kogoś z jej rodziny.

O godzinie 9 mieliśmy przerwę. Oboje chwyciliśmy za telefony i zadzwoniliśmy do rodziny czy nic się nie stało.  Spytałem mamy czy wszystko w pożądku z babcią , gdyż wiedziałem że leży w szpitalu ale czuła się już lepiej. Mama odparła że nic się nie dzieję i wypisują babcię jutro . Uspokoiłem się i wróciłem na stołówkę coś zjeść. Następnego dnia zadzwonił do mnie tata z informacją iż babcia zmarła przwed wieczorem. O tej sytuacji również z nikim nie rozmawiałem. Duszę to w sobię. Zacząłem się tym interesować i tak trafiłem na waszą stronę. 
Pozdrawiam
Piotr 19 lat



zwiń tekst



Czw, 28 styczeń 2016
CO Z TĄ REINKARNACJĄ? – pytanie do Fundacji Nautilus


Zgodnie z naszym ostatnim zwyczajem przedstawiamy kolejne pytanie do FN i naszą odpowiedź. Temat reinkarnacji bardzo interesuje naszych czytelników, stąd także wiele pytań. Ten e-mail przyszedł na naszą pocztę kilka dni temu.Witam całą Załogę Nautilus! Jestem waszą czytelniczką  od około 4 lat i chcę powiedzieć, że wykonujecie niesamowitą pracę. Piszę do Was pierwszy raz, bo moje życie.......

czytaj dalej

Zgodnie z naszym ostatnim zwyczajem przedstawiamy kolejne pytanie do FN i naszą odpowiedź. Temat reinkarnacji bardzo interesuje naszych czytelników, stąd także wiele pytań. Ten e-mail przyszedł na naszą pocztę kilka dni temu.



Witam całą Załogę Nautilus!

Jestem waszą czytelniczką  od około 4 lat i chcę powiedzieć, że wykonujecie niesamowitą pracę. Piszę do Was pierwszy raz, bo moje życie, nie obfituje w żadne doświadczenia, które moglibyście zarchiwizować, nie znam też żadnych niewytłumaczalnych historii.

Piszę ponieważ, dzięki lekturze Waszego serwisu, zaczęłam nieco inaczej postrzegać Świat, w którym przyszło mi żyć, ludzi którzy mnie otaczają, których spotykam przypadkiem – a może wcale nie takim „przypadkiem”. Wiem, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, przyczyny, że decyzja którą podejmę dziś, wróci do mnie za klika lat w postaci dobra lub zła ( w zależności czy moją decyzją komuś pomogę czy kogoś skrzywdzę).

To co robicie naprawdę „otwiera oczy” i ….. uczy ! Dlatego DOBRZE, ŻE JESTEŚCIE

Czytam prawie wszystkie artykuły, ale najbardziej fascynują mnie te o reinkarnacji i wizjach przyszłości – jak nadzwyczajne, ale i układające się w pewną całość są wizje ludzi, którzy posiadają taki dar.

W związku z powyższym koniecznie chcę Was o coś zapytać:
1.    Reinkarnacja a wizja przyszłości

Czytając teksty jej poświęcone, wydaje się, że jesteście pewni na milion procent, że ona istnieje i nie chcecie dyskutować, że jest inaczej.  Że dusza musi przejść „szkołę” , nauczyć się być doskonalszą, zdobywać doświadczenie w poszczególnych wcieleniach. Zgadzam się, macie na to w swoich archiwach , wystarczającą ilość dowodów.

Jednakże wczoraj czytając artykuł w Dziale XXI piętro zamieściliście tekst zatytułowany : „ZNOWU TE TRZY DNI CIEMNOŚCI... - niepokojące orędzie Zofii Nosko, które zawiera katastroficzny scenariusz przyszłych wydarzeń na Ziemi.”
W którym Pani Zofia zapisała słowa samej Matki Bożej – autorytetu, którego nie można w żaden sposób podważyć (tu słowa z tego artykułu) "Mówicie, że trzeba raz umrzeć. Istotnie, każdy raz się rodzi i każdy raz umiera"
Więc co Wy na to? Jak to wytłumaczyć?

Pozdrawiam
Magda.



Na samym początku powtórzymy raz jeszcze – istnienie reinkarnacji jest dla nas poza sporem. Nie podejmujemy nawet dyskusji o tym, czy wędrówka dusz „jest faktem czy mitem wschodnich sekt”, bo zebrany przez 25 lat materiał dokumentacyjny nie pozostawia nawet cienia wątpliwości na ten temat.
Zupełnie inną sprawą jest temat tzw. objawień maryjnych, gdyż do tej grupy należy zaliczyć przesłania p. Zofii Nosko, które zamieściliśmy. Pisze Pani, że „Matka Boska” jest dla Pani autorytetem ostatecznym, których słów podważyć nie sposób. Pytanie jednak powinno być inne: czy aby na pewno za wszystkimi objawieniami Maryjnymi stoi owa wynoszona w Polsce pod niebiosa „Matka Jezusa”? To, że jakiś byt podaje się za „Maryję… tę Maryję!” nie świadczy w najmniejszym stopniu, że za owym bytem kryje się ów autorytet, o którym Pani wspomina. Te przekazy są bardzo często bełkotliwe, pełne nieznośnych banałów i ogólników o „potrzebie modlitwy” i „upadku”. Prawdę mówiąc oczekiwalibyśmy od takiego autorytetu czegoś więcej. Bardzo często okoliczności tzw. objawień maryjnych przypominają film Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia. Zawsze zastanawiamy się, czy aby na pewno Matce Jezusa potrzebny jest metaliczny obiekt, który unosi się w pobliżu takiego wydarzenia…


Sprawa reinkarnacji jest dla nas tak oczywista, że bardzo często traktujemy ją niczym papierem lakmusowy w badaniu danego materiału. Przekazujący informację byt zaciekle neguje „wędrówkę dusz”? O, to bardzo ciekawe… Dla nas to znak, że coś jest nie tak z przekazem. Albo jest zmyślony, albo jest celowo sfałszowany, albo „ów byt podający się za Jezusa, Matkę Boską, Buddę czy inną wielką postać” coś kręci.
Każda instytucja badająca zjawiska niewyjaśnione ma własną metodę na badanie materiałów napływających do niej i podejrzewamy, że postępują oni dość podobnie.
Na koniec – w przekazach p. Nosko sprawa istnienia reinkarnacji jest negowana dość mgliście. Sformułowanie „jedno życie” może się odnosić do naszego obecnego życia, ale… nie ma sensu tego zbyt głęboko analizować. W każdym razie poznała Pani nasz tok myślenia.



zwiń tekst



Wt, 26 styczeń 2016
REINKARNACJA - kolejne pytania czytelników


Pracujemy nad nowym działem w serwisie nautilus.org.pl, czyli „PYTANIA DO FN”. W oczekiwaniu na uruchomienie tego działu już teraz kolejne dwa pytania, które przysłała nam czytelniczka serwisu.From: [dane do wiadomości FN]Sent: Monday, January 25, 2016 7:51 PMTo: FNSubject: pytaniaWitam serdecznie całą załogę Nautilusa ! Czytam prawie wszystkie Wasze artykuły, czytam też książki.......

czytaj dalej

Pracujemy nad nowym działem w serwisie nautilus.org.pl, czyli „PYTANIA DO FN”. W oczekiwaniu na uruchomienie tego działu już teraz kolejne dwa pytania, które przysłała nam czytelniczka serwisu.


From: [dane do wiadomości FN]
Sent: Monday, January 25, 2016 7:51 PM
To: FN
Subject: pytania


Witam serdecznie całą załogę Nautilusa !
 
Czytam prawie wszystkie Wasze artykuły, czytam też książki z dziedziny "nieznanego" i od pewnego czasu nasuwają mi się dwa pytania, na które jak dotąd nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Wierzę, że dzięki Waszej wiedzy i doświadczeniu na pewno macie wyrobione poglądy w tym zakresie, których jestem bardzo ciekawa.
Pierwszy nurtujący mnie problem:
 
1. Jeśli człowiekowi nie wiedzie się w jakiejś dziedzinie przez dłuższy czas (np 2 lata), to czy powinien zmienić kierunek drogi, którą podąża, bo to np. nie jest jego przeznaczenie (karma)?  Czy raczej powinien dalej podążać tą drogą, pomimo, że go to męczy i ma z tego powodu lęki oraz traktować to jak lekcję od życia, którą trzeba przejść i starać się pokonywać swoje słabości.
 
2. Czy wiedza, którą zdobyliśmy w tym wcieleniu (np. duchowa) pozostanie z nami po śmierci i będzie dla nas dostępna w przyszłym wcieleniu ?
 
Będę wdzięczna za wyjaśnienie tych kwestii.
 
Ania z Krakowa


Odpowiedzi na te pytania można podzielić na dwie grupy: proste i trudne. Zacznijmy od tej pierwszej, czyli od pytania drugiego. Oczywiście, że ta wiedza pozostaje z nami po śmierci i kolejnym wcieleniu. Sprawia także, że nasz poziom duchowy jest wyższy. Czy dusza ma pełnię wiedzy o wszystkich swoich doświadczeniach? Przypomina to odsłanianie kart leżącego przed nami pasjansa. Na początku wszystkie karty są zasłonięte, ale w miarę gry je odsłaniamy. Podobne jest z ową wiedzą. Pełnia świadomości odbytych wcieleń pojawia się na „poziomach mistrzowskich”, które kiedyś osiągniemy, ale teraz stanowią dla nas abstrakcję. Budda w momencie oświecenia zobaczył wszystkie (!) wcielenia przeszłe, teraźniejsze, a także przyszłe wszystkich istot we wszechświecie. Budda był jednak istotą na poziomie absolutnie topowym – wręcz niewyobrażalnym, gdyż 72-gim. My wszyscy jesteśmy na poziomie zero, więc jeszcze długa droga przed nami. Z każdym poziomem moc ulega podwojeniu. Od poziomu 20-go w zasadzie można uważać takie osoby za „chodzących Bogów na Ziemi”. Powyżej nasza wyobraźnia odmawia nam posłuszeństwa… Oczywiście takie istoty mają pełnię wiedzy na temat wszystkich swoich wcześniejszych wcieleń.

Pytanie drugie wymaga doprecyzowania. Oczywiście, że nie ma tutaj dobrej odpowiedzi. Zrozumienie zawiłości „ludzkiej karmy” przekracza możliwości istoty ludzkiej, nawet nas z okrętu Nautilus. Czy chodzi o porażki w poszukiwaniu partnera? Czy może chodzi o chorobę? A może jeszcze o coś innego?
Nasz rada skierowana do wszystkich jest taka, aby życie – które jest bardzo serio – nie traktować do końca serio. Właśnie dlatego! Trzeba trochę patrzeć na siebie z boku niczym na aktora w teatrze odgrywającym jakąś rolę, którą akurat jest rola „poszukującego lub poszukującej czegoś tam”. Taki dystans sprawia, że z człowieka uchodzi ta zaciekłość w „znalezieniu tej drugiej połówki”. Czasami może być tak, że przeznaczeniem jest samotność, ale jest to w skrajnych wypadkach. Najważniejsze, aby znaleźć właściwy dystans. Wtedy wszystko zaczyna się lepiej układać. Którą drogę wybrać? (takie pytanie padło w e-mailu) My zawsze kierujemy się delikatnymi znakami, które daje wszechświat podpowiadając nam właściwe rozwiązanie… Sztuka dostrzegania owych znaków jest przez nas doskonalona od wielu lat. Jest trudna, ale można się jej nauczyć. Trzeba je tylko zobaczyć. Potem jest już łatwiej.



zwiń tekst



1 2 3 4 5

Nowsze Nowsze
Strona 1 / 5

szukaj:  

Najbliższy czat z FN

29 stycznia 2017 w niedzielę o 21.00 zapraszamy na multimedialny (obraz i dźwięk!) czat o reinkarnacji, czyli o wędrówce dusz. Na pokładzie okrętu Nautilus ten temat uważany jest za najważniejszy do tego, aby zrozumieć świat i odkryć sens - cel wszystkiego wokół nas. Do zobaczenia na pokładzie!

Wejście na pokład

Wiadomość z okrętu Nautilus

Ogłoszono koniec poszukiwań malezyjskiego boeinga MH370. Lot MH370 to jedna z największych zagadek w dziejach lotnictwa. 8 marca 2014 roku malezyjski Boeing 777, lecący z Kuala Lumpur do Pekinu, zniknął z radarów nad Morzem Południowochińskim. Na jego pokładzie było w sumie 239 osób. Wiadomo, że samolot skręcił później w kierunku Oceanu Indyjskiego. Dalszy los lotu MH370 pozostaje jednak nieznany. Po blisko trzech latach zakończono bezowocne poszukiwania wraku.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziennik Pokładowy

Sobota, 14 styczeń 2017 | Bardzo długo rozmawiałem z Krzysztofem Jackowskim. O życiu, o Bogu, o przeznaczeniu. Czasami żałuję, że te nasze rozmowy nie są nagrywane, gdyż wiele osób zrozumiałoby, dlaczego nasza zachodnia cywilizacja tkwi w wielkim błędzie negując istnienie niewidzialnego świata duszy.

czytaj dalej

Informacje z Hydepark "N"



2 listopad :: Hipoteza symulacji - czy żyjemy w Matrixie? Naukowe i filozoficzne argumenty na temat możliwości życia w symulowanej rzeczywistości. Czy to możliwe i co na ten temat twierdzą naukowcy? Dyskusja na ten temat na forum Hydepark: viewtopic.php?f=33&t=4621
2 listopad :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291
9 maj :: Czy liczby to "boski" kod Wszechświata? Czy matematyka to coś więcej, niż może się nam wydawać? Dyskutujemy o tajemnicach liczb, zagadkach, paradoksach, tajemnicach matematyki oraz o...informatyce. Zapraszamy: viewtopic.php?p=62550#p62550

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę


Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.