Dziś jest:
Niedziela, 29 listopada 2020

Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu.
/Marcel Proust/

Komentarze: 34
Wyświetleń: 8089x | Ocen: 18

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Sob, 9 luty 2019 12:46   
Autor: FN, źródło: FN   

REINKARNACJA – HISTORIE ‘PIĄTEGO STOPNIA’ Z ARCHIWUM FN


Osoby śledzące tematykę związaną z UFO wiedzą, że istnieje klasyfikacja opracowana przez dr. Jacquesa Vallee, która umożliwia jasny podział spotkań z UFO. Co prawda Valle wyróżnił cztery grupy Bliskich Spotkań, ale ostatnio dr Steven Greer wprowadził nawet piątą, najwyższą, kiedy obcy w pojeździe UFO przybywają wezwani przez świadków. Czy podobną klasyfikację można by wprowadzić na potrzeby klasyfikowania przypadków reinkarnacji, które trafiły do naszego archiwum? Nie ma z tym najmniejszego problemu, gdyż na pewno istnieje najwyższa, absolutna grupa historii „zapierających dech w piersiach”, które możemy na określić „historiami reinkarnacyjnymi piątego stopnia”. Mamy ich zaledwie kilka, ale każda z nich warta jest napisania kilku książek. Jest z tym zresztą dość poważny problem, bo ludzie zgłaszający nam takie historie panicznie boją się „ujawnienia”, co oznacza ośmieszenia. W naszym kraju, gdzie większość myśli, że po przeżyciu życia jak się nie kradło i nie mordowało idzie się na „wieczność do nieba”, a w ogóle to żyje się tylko raz… mówienie o tym, że ma się w swojej rodzinie przypadek będący absolutnym dowodem na reinkarnację przypomina krok samobójczy. Ci ludzie zaklinają nas na wszystkie świętości, abyśmy nic nie mówili, nic nie publikowali o ich historii, a nawet w ogóle zapomnieli, że oni istnieją. Staramy się ich przekonywać, że ludzie powinni dowiedzieć się o istnieniu wędrówki dusz, a jak my mamy tych ludzi przekonać, skoro najlepsze i najciekawsze przypadki muszę być przemilczane? Ale jest jak jest i tego nie zmienimy.

Zacznijmy od prostego pytania:

Jak zaklasyfikować daną historię związaną z reinkarnacją do tej najwyższej półki, czyli – umownie – piątego stopnia?

Kryterium jest naszym zdaniem proste: osoba pamiętająca swoje poprzednie wcielenie musi pamiętać takie dane jak imię, nazwisko, ulicę z numerem, a nawet numer telefonu (takie rzeczy też się zdarzają!) z poprzedniego życia. Oto przykład z naszego archiwum FN.

W 1996 roku po jednej z audycji z serii „Nautilus Radia Zet” na naszą sekretarkę nagrała się matka 7 letniej dziewczynki, która była poruszona programem o reinkarnacji. Powiedziała tylko tyle, że „ma córkę, która pamięta jak zginęła, zna swoje poprzednie nazwisko i ta rodzina naprawdę tam mieszka”. Zgłoszeń było bardzo dużo, więc początkowo to zgłoszenie zatonęło w powodzi podobnych informacji podanych przez słuchaczy audycji. Minęły cztery lata (!), kiedy jeden z dziennikarzy pracujących w ekipie „Nautilusa Radia Zet” zwrócił uwagę na to dziwne zgłoszenie na starej kasecie audio z sekretarki w telefonie. Kobieta podała w tym zgłoszeniu swój telefon, więc ten dziennikarz zadzwonił. W pierwszych słowach od razu powiedziała, że ona „sobie nie życzy” żadnych programów o jej córce i w ogóle nikt nie ma prawa podawać jej danych. Potem trochę uspokoiła się, kiedy dostała zapewnienie, że absolutnie może liczyć na zachowanie tajemnicy. Zgodziła się spotkać i wtedy okazało się, że jest to prawdziwa rewelacja.


Mamo, ja umarłam wtedy na przejeździe razem z mężem, a mieszkałam…

7-latka pamiętała nie tylko swoje poprzednie wcielenie, ale dokładnie podawała:

- imię i nazwisko

- okoliczności śmierci (jechała z mężem Fiatem 126p i doszło do zderzenia z pociągiem na niestrzeżonym przejeździe kolejowym)

- miejsce zamieszkania (miejscowość, ulicę i numer domu)

- imiona najbliższej rodziny (męża, 2-letniego syna, teścia, ojca, matki itp.)

Potem matka tej dziewczynki powiedziała prawdziwą bombę – otóż razem z mężem i swoją siostrą wybrały się do miejscowości, którą podawała córka jako miejsce swojego zamieszkania w poprzednim życiu. Okazało się, że dokładnie w miejscu wskazanym przez córkę jest dom, w którym starsze małżeństwo wychowuje chłopca. Okazało się, że są to rodzice kobiety, która razem z mężem zginęła w tragicznym wypadku na przejeździe kolejowym. Ich 2-letni syn tylko dlatego przeżył, że akurat tego dnia został z dziadkami w domu. Wszystkie szczegóły podawane przez jej córkę zgadzały się nie w 99%, ale po prostu w 100%. To mógłby być dowód na reinkarnację, który – kto wie – przekonałby ludzi… na kolanach błagaliśmy tę rodzinę, aby zgodzili się o tym opowiedzieć na antenie Radia Zet. Niestety – takiej zgody nie dostaliśmy. Był to jednak pierwszy przypadek „historii reinkarnacyjnej piątego stopnia”, z jakim się zetknęliśmy. Przez ostatnie 25 lat podobnych „piątek” pojawiło się jeszcze kilka. Wszystkie są w naszym archiwum i czekają na swój czas, a mówiąc precyzyjnie na moment, kiedy ludzie uznają się na tyle odważni, że zgodzą się o tym publicznie opowiedzieć. Przeważa jednak paniczny strach o dobro dzieci, gdyż w Polsce reakcja otoczenia na „bajdurzących o jakiś fantasmagoriach o życiu przed życiem” jest bezwzględna i niesłychanie okrutna.

Kolejny przykład „piątki z naszego archiwum” – historia Santi Dewi

Jest 11-sty grudnia 1926 roku, kolonialne Indie. W małym szpitalu w  Delhi młoda kobieta, Prem Pjari, rodzi dziewczynkę. Już wcześniej razem ze swoim mężem ustalili, że nadadzą dziecku imię Santi Dewi. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jej dziecko będzie wyjątkowe.

Lekarze zapamiętali, że tuż po urodzeniu dziewczynka nie płakała jak inne dzieci, ale uważnie rozglądała się wokół. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Kiedy Santi Dewi miała dwa lata, zaczęła wypowiadać słowa w dziwnym dialekcie. Jej akcent był podobny do tego, w jakim mówią ludzie w mieście Mahura. Rodzice byli tym zaskoczeni, ale uznali, że jest to jeszcze jedno dziecięce dziwactwo. Dziewczynka była małomówna, wręcz nieufna. Przełom nastąpił wtedy, kiedy ukończyła cztery lata. Wtedy ku przerażeniu rodziców powiedziała, że jest żoną bramina z miejscowości Mutra, która zmarła i teraz, jako Santi Dewi ponownie przyszła na świat.  Dziewczynka opisywała dokładnie dom, w którym mieszkała, swojego męża i rodzinę. Pamiętała nawet, jaki był jej adres w Mutrze. Prosiła, że chce jechać do swojego prawdziwego domu i zobaczyć syna. Według jej słów zmarła przy jego narodzeniu.


Rodzice byli wstrząśnięci tym, co mówi ich córka. Santi Dewi wyrażała się w sposób, w jaki mówią dorosłe kobiety. Mówiła wyraźnie: to nie jest mój prawdziwy dom. Jestem mężatką, a mój mąż mieszka w Mutrze. Pamiętała wszystko, numer ulicy i domu, nawet imię męża. Czteroletnia dziewczynka powtarzała zapłakanym rodzicom, że tak naprawdę nazywa się Ludżi Dewi, i mieszkała ze swoim mężem w żółtym domu przy ulicy Chaubych w Mutrze. Podawała przy okazji setki, jeśli nie tysiące szczegółów: jak wygląda pobliska świątynia, jaki jest rozkład pokoi w jej prawdziwym mieszkaniu. Santi Dewi wiedziała o wiele za dużo, jak na czteroletnie dziecko. Rodzice myśleli, że jej to przejdzie, dziecko jednak uparcie opowiadało, że jest jedynie wcieleniem innej osoby. Przełom nastąpił wtedy, kiedy Santi Dewi skończyła 9 lat.

Jej ojciec nagle zrozumiał, że miasto, o którym mówi jego córka, to Mahura. Mieszkańcy Mahury nazywali swoje miasto Mutrą. Wraz z dyrektorem szkoły, do której chodziła jego córka, postanowił szukać mężczyznę z opowieści córki. W  książce adresowej był człowiek, który nazywał się dokładnie tak, mówiła Santi Dewi. Napisali do niego list

 

Wielce Szanowny Panie!

W dzielnicy Delhi jest dziewczynka, Santi Dewi, córka kupca Ranga Bahadura . Jest ona niespełna 9-letnim dzieckiem, i podaje niezwykłe informacje dotyczące Pana osoby. Twierdzi, co następuje: „w moim poprzednim wcieleniu przynależałam do kasty Chaubych, żyłam w Mutrze i miałam męża, Kedara Nata. Posiadał on sklep w pobliżu świątyni Władcy Dwaraki. Miałam na imię Ludżi Dewi, a dom, w którym mieszkałam był żółty”.

Szanowny Panie, chcemy sprawdzić, czy w jej opowieści kryje się prawda. Jeżeli list Pana zainteresował, prosimy o odpowiedź

Odpowiedź przyszła już po trzech tygodniach. List był następującej treści.

 

Szanowni Panowie!

Jestem wstrząśnięty treścią listu, który od Panów otrzymałem. Wszystko się zgadza, co do joty. Moja zmarła żona miała naprawdę na imię Ludżi Dewi. Posiadam także sklep niedaleko świątyni Władcy Dwaraki. Kim jest dziewczynka posiadająca te dane? W Delhi mam kuzyna, któremu zleciłem natychmiastowe skontaktowanie się z Panem. Będę wdzięczny, jeśli będę miał możliwość spotkania się z tym dzieckiem. Niech Kryszna ma nas w swojej opiece.

 

Kuzyn, o którym wspomniał w liście Kedar Nat, natychmiast przyjechał do domu Santi Dewi. Kiedy dziewczynka spojrzała na niego, od razu rozpoznała kuzyna swojego męża. Nie tylko, że rozpoznała, ale powiedziała dokładnie, jak się nazywa, i gdzie mieszka. Pamiętała także, że kuzyn odrzucił propozycję pracy w sklepie jej męża. Można przytoczyć tylko jeden krótki fragment rozmowy. Na pytanie, ilu braci miał jej mąż, Santi Dewi odpowiedziała, że tylko jednego, który nazywał się Jet, był słaby i chorowity, skarżył się na bóle pleców. I znów informacje podawane przez dziecko zgadzały się w stu procentach.

I wtedy rodzina Santi Dewi podjęła dramatyczną decyzję: postanowili doprowadzić do spotkania ich 9-letniej córki  z jej byłym mężem. Mówimy o przypadku hinduskiej dziewczynki, która dokładnie pamiętała swoje wcześniejsze wcielenie. Dziecko opisywało szczegółowo okoliczności swojej śmierci. Umarła w szpitalu podczas porodu. Ale w jej historii było jeszcze coś więcej: pamiętała także, co się z nią działo w przerwie między wcieleniami.

Chodzi w sumie o ponad rok. Ludżi Dewi zmarła podczas porodu 4 października 1925 roku, a na ziemię, już jako Santi Dewi, powróciła po roku, dwóch miesiącach i siedmiu dniach, 11 grudnia  1926 roku.

Opis jej pobytu w zaświatach jest fascynujący. Ale wróćmy do 34 roku, kiedy to do rodziny dziewczynki przybywa mężczyzna, którego ona uważa za swojego męża z poprzedniego wcielenia. Kedar Nat otrzymał list od swojego kuzyna. W liście kuzyn pisze: ta dziewczynka wie o tobie wszystko, a także wie wszystko o sprawach, które wydarzyły się w Mutrze. Przyjedź sam i przekonaj się na własne oczy.

Do Delhi Kedar Nat wybiera się razem ze swoją obecną żoną oraz synem z poprzedniego małżeństwa. Jeżeli informacje o ponownym wcieleniu jego nieżyjącej małżonki są prawdziwe, to właśnie ten chłopiec będzie jej synem. Do Delhi przybył późnym wieczorem. Oto zapis wydarzeń, który znajduje się w raporcie specjalnej rządowej komisji badającej ten przypadek.

 

Kedar Nat był czterdziestoletnim mężczyzną. Na spotkanie z Santi Dewi postanowił przyjść w przebraniu. Postanowił przedstawić się jako własny kuzyn. Kiedy jednak wszedł do pokoju, dziewczynka natychmiast rozpoznała w nim swojego męża. Dokładnie pokazała, w którym miejscu ma bliznę po dawnym wypadku. Najbardziej wstrząsające było jej spotkanie z jej własnym synem. Tak długo na Ciebie czekałam – mówi szlochając – wreszcie przyszedłeś...

Kedar Nat jest w szoku. Siedząca naprzeciwko niego 9-letnia dziewczynka wie o nim wszystko, zna nawet najbardziej intymne szczegóły ich wspólnego życia. W pewnym momencie pyta, czy dotrzymał obietnicy danej jej na łożu śmierci. Kedar obiecał, że już się więcej nie ożeni. Mężczyzna zaczyna płakać, prosi o wybaczenie.

„Wybaczam Ci, bo Cię kocham” – odpowiada dziewczynka.

 


Jest jeszcze sprawa pieniędzy, która jest niezwykle przekonująca. Chodzi o to, że umierając Santi Dewi prosiła swojego męża, aby 150 rupii ofiarował na rzecz ich nowo narodzonego syna. Jednak Kedar Nat nie dotrzymał tej obietnicy. Santi Dewi dokładnie opisała skrytkę, gdzie jej rodzina trzymała pieniądze. O przypadku nie mogło być mowy.

Sprawą zainteresował się sam Mahatma Gandi. To na jego polecenie zostaje powołana specjalna rządowa komisja, która bada ten ewidentny dowód na istnienie reinkarnacji. Oto fragment wypowiedzi Santi Dewi, który został zaprotokołowany do sprawy.


W czasie porodu czułam się bardzo źle. Wszystko przez odłamek kości, który wbił mi się w stopę wiele lat wcześniej podczas pielgrzymki do Hadvardu i zaczął przemieszczać się w górę nogi. Lekarze tego nie rozpoznali, ale i ja nie byłam u żadnego specjalisty. Sprawa wyszła dopiero wtedy, kiedy operowano mnie przed porodem w szpitalu w Agrze. Wtedy powiedziano mi, że nie mam szans na urodzenie dziecka, jeżeli nie będę miała wcześniej operacji.

Warto powiedzieć, że wszystkie szczegóły zgadzały się, a mówiła to przecież 9-letnia dziewczynka. Ojciec Santi Dewi jest niechętny wyjazdowi jego córki do domu jej byłego męża. Zgadza się dopiero na skutek osobistej prośby Mahatmy Gandiego. 24 listopada 1935 roku z Delhi wyrusza grupa piętnastu szanowanych w mieście osobistości wraz Santi Dewi. Do Mutri udaje im się dotrzeć w okolicach południa. Oto zapis wydarzeń

Tuż po wyjściu z wagonu dziewczynka podbiega do starszego mężczyzny, w którym rozpoznaje starszego brata swojego męża. Ten łapie się za głowę i mówi: mój Boże, a więc to jest prawda!

W trakcie drogi do domu Santi Dewi ze szczegółami opisuje każdą ulicę i sklep. Wreszcie grupa dociera do domu. Dziewczynka opisywała budynek jako żółty, tymczasem jest on biały. Po chwili konsternacji ktoś mówi, że budynek zawsze był żółty, ale ostatnio został przemalowany. Tego Santi Dewi nie mogła wiedzieć... W domu w Mutri Santi Dewi rozpoznaje przedmioty i domowników. Zna wszystkie zakamarki, wszystkie skrytki. W pewnym momencie pokazuje miejsce, gdzie była studnia. Po studni nie ma jednak ani śladu. Ktoś odsłania jednak kamień i pokazuje się wlot studni, o której zapomnieli wszyscy domownicy. Członkowie rządowej komisji wiedzą, że oto na ich oczach rozgrywa się coś wyjątkowego. Oto dowód na reinkarnację, wędrówkę dusz, o której od tysięcy lat opowiadają mędrcy i starożytne ludy. W swoim raporcie komisja określa przypadek Santi Dewi jako „ w pełni dowiedziony przypadek reinkarnacji”. O Santi Dewi zaczynają pisać europejskie gazety. Traktują ją jednak jako „indyjską ciekawostkę”.

 

Ta historia zawiera tysiące elementów, które mogą być traktowane jako dowody na prawdziwość przeżycia Santi Dewi. Moglibyśmy mówić o nich kilkanaście godzin, ale może opowiedzmy o pytaniu, jakie Santi Dewi zadali domownicy. Podczas zwiedzania domu w Mutri, lokator domu nagle zapytał Santi Dewi o to, gdzie znajduje się jai-zarur. W ten sposób w miejscowym żargonie nazywano łazienkę. Nikt, poza mieszkańcami miasta, nie zorientował się, o co chodzi. Miał to być rodzaj testu. Dziewczynka prawie natychmiast uśmiechnęła się i pobiegła do małych drzwi w korytarzu, gdzie była łazienka. Jeszcze przed otworzeniem tych drzwi szczegółowo opisała, co znajduje się w środku.

Kolejna sprawa to rozpoznawanie osób i pamiętanie przez dziewczynkę  ich imion. Oto jedna ze scen, które znalazły się w rządowym raporcie.

 

Na ulicy Chaubych w Mahurze szedł 30-letni mężczyzna. Na jego widok Santi Dewi zaczęła radośnie podskakiwać, po czym rzuciła się mu na szyję. Zdumionym członkom komisji oświadczyła, że jest to jej brat, Nutura Nat.

Ładnie wyglądasz – powiedziała do niego Santi Dewi – czy pamiętasz, jak bardzo byliśmy do siebie podobni? I jak często śmialiśmy się z tego?

Mężczyzna nie mógł ukryć wzruszenia. Głośno dziękował Bogu za możliwość spotkania swojej siostry po tylu latach. Zadał dziewczynce kilka pytań dotyczących ich rodziny, ale odpowiadała na nie szybko i pewnie, wymieniała nazwiska, ulice i imiona. Kiedy 9-letnia dziewczynka udzielała odpowiedzi, zmieniała się jej twarz. Wyglądała wtedy niczym dorosła, doświadczona kobieta.

 

Ani jedna z udzielonych przez Santi Dewi informacji dotyczących okoliczności jej poprzedniego życia nie okazała się nieścisła. Dziewczynka zachowywała się jak dorosła kobieta. Wobec męża, Kedara Nata, Santi Dewi była powściągliwa, jak przystało na strzegącą obyczajów hinduską żonę. Natomiast w stosunku do syna to niespełna dziewięcioletnie dziecko okazywało uczucia macierzyńskie. Tuliła syna do piersi i płakała, mimo, że był on prawie jej rówieśnikiem.

Hinduska komisja wykluczyła, aby na dziecko ktoś wywierał presję na opowiadanie historii o poprzednim życiu, co więcej, rodzice stanowczo nakłaniali ją do wyrzucenia z pamięci wspomnień z poprzedniego życia, gdyż obawiali się o jej zdrowie. Odrzucono także możliwość zahipnotyzowania dziewczynki, gdyż i taki wariant brano pod uwagę. Znała ona tak intymne szczegóły życia swojego męża, że ten bardzo często prosił ją, aby przestała mówić, gdyż czuje się skrępowany. Sięgnijmy jeszcze raz do raportu opisującego pobyt Santi Dewi w domu swojego męża z poprzedniego wcielenia. W pewnym momencie dziewczynka sama zaczęła oprowadzać po domu komisję i rodzinę.

 - Proszę bardzo, wchodźcie państwo. Jako mężatka tutaj spędzałam najwięcej czasu. Tutaj trzymałam moje tulsi, ozdoby, ubrania, no wszystko. A tutaj jest kuchnia... pokój sypialny. Tutaj stało moje łóźko, a teraz został po nim tylko ślad. A tu był mój ołtarzyk Kriszny, ale teraz ktoś go zabrał. Na tej ścianie wieszałam ubrania, a tutaj stały te skrzynie, które teraz są w przedpokoju. W tej szafie trzymałam moją biżuterię. O... jest tu nadal! A ten sznur pereł dostałam od Ciebie Kedar. Czyż nie jest piękny?

Warto powiedzieć, że w pewnym momencie Santi Dewi podniosła jedną z desek w podłodze, pod którą był tajemny schowek na pieniądze. Zapytała, gdzie znajduje się 150 rupii, które schowała dla syna. Zawstydzony mąż odpowiedział, że musiał je wydać na inny cel, i że bardzo ją za to przeprasza. Wszystkie szczegóły zgadzały się co do joty. Santi Dewi odpowiadała tak precyzyjnie na pytania związane ze swoim życiem w domu, że uznano za bezcelowe dalsze sprawdzanie jej prawdomówności. Droga załogo nautilusa, najciekawsze dopiero przed wami. Przypadek reinkarnacji Santi Dewi jest o tyle ciekawy, że dokładnie pamięta ona okres pomiędzy wcieleniami. Dzięki jej opisowi możemy się dowiedzieć, co się z nami dzieje po śmierci.

 

 Kiedy komisja rządowa wróciła do Delhi, na prośbę Mahatmy Gandiego powstał raport. Ustalono w nim, że reakcje Santi Dewi były autentyczne, zaś jej historia jest niezaprzeczalnym dowodem na istnienie reinkarnacji. Raport ten opublikowano, ale także przekazano do analizy wielu znanym naukowcom. Żaden z nich jednak nie zdołał podważyć przedstawionych w nim dowodów.

I jeszcze jeden fragment tego raportu. Mówi Rang Bahadur, ojciec Santi Dewi z obecnego wcielenia:

Do czwartego roku życia Santi Dewi nie mówiła praktycznie nic, jakby wstydziła się swojej wiedzy. I nagle zaczęła opowiadać, że tak naprawdę jest mężatkom, ma syna i rodzinę w Mutri. Czteroletnie dziecko nagle oświadczyło, że jej rodzice nie są jej prawdziwymi rodzicami, jej dom nie jest jej prawdziwym domem i że tak naprawdę mieszka w mieście, o istnieniu którego nikt z nas wcześniej nie słyszał. W jaki sposób można nakłonić małą dziewczynkę do mówienia obcym dialektem i przekonywanie, że jest mężatką i ma syna? Kto mógłby dokonać takiego oszustwa, i po co?

O historii Santi Dewi było przez chwilę głośno nawet w chrześcijańskim, zachodnim świecie, ale przyszła druga wojna światowa i natychmiast o sprawie zapomniano. My jednak ustaliliśmy, co się z nią działo później. Santi Dewi wróciła do szkoły, i wyrosła na spokojną, opanowaną kobietę. Z Kedarem Natem, swoim mężem z poprzedniego wcielenia, utrzymywała kontakt listowny, ale ich korespondencja ograniczała się do serdecznych pozdrowień. Traktowała go jak kogoś w rodzaju osobliwego krewnego. Po ukończeniu studiów powróciła do Delhi. Wtedy zresztą ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców zdecydowała, że nigdy już nie wyjdzie za mąż.

- Czuję się, jak wdowa. A według niepisanego prawa wdowa nie może powtórnie wychodzić za mąż. Zresztą nadal kocham swego męża, pamięć o nim jest dla mnie święta i nikt nie potrafiłby go zastąpić. Moja decyzja jest ostateczna.

Najbardziej ciekawy wydaje się jednak czas, który spędziła Santi Dewi w zaświatach. Mówiła o nim niechętnie, gdyż obawiała się, że ta wiedza nie jest dla zwykłych śmiertelników. Przełom nastąpił dopiero wtedy, kiedy szwedzki badacz Stur Lonerstrand spotkał się z Santi Dewi. Wtedy była ona już dojrzałą kobietą, i zgodziła opowiedzieć mu o świecie po śmierci fizycznego ciała.

Santi Dewi uważała, że poprzez swoje doświadczenie otrzymała klucz do poznania jednej z największych tajemnic świata. Dokładnie i szczegółowo zaczęła opisywać, co działo się z nią, gdy jako Ludżi Dewi zaczęła umierać podczas porodu. Oto fragment jej relacji:

 

Śmierć nie następuje tak szybko, jak to się ludziom wydaje. Najdłużej pozostaje zmysł powonienia. Nie chciałam umierać. Bez przerwy modliłam się do Kriszny i powtarzałam mantrę, aby pozostać na Ziemi. I był to mój wielki błąd, bo gdyby nie moje prośby, z pewnością podczas następnych narodzin nie pamiętałabym swojego wcześniejszego wcielenia. Leżałam w szpitalu i wiedziałam, że muszę umrzeć, ale wciąż kurczowo trzymałam się życia. Byłam cały czas świadoma tego, że przestaje bić moje serce. I nagle poczułam się wolna i nieskończenie pomniejszona. Czułam się, niczym punkt w przestrzeni. A jednocześnie był we mnie cały wszechświat. Otoczyły mnie istoty, które znałam i kochałam. Wszystko było jednością. Myślę, że gdyby tu, na ziemi, ludzie zrozumieli, jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni, to nie robiliby sobie nawzajem krzywdy. Po śmierci bowiem uświadamiamy sobie związki, których nie dostrzegaliśmy podczas życia.

Wiedziałam, że jest tam źródło nieskończonego dobra, niczym centralne słońce, którego nie widziałam, ale czułam, że istnieje. Nie byłam gotowa na połączenie z tym światłem, musiałam wracać na ziemię, aby dalej się uczyć. Mój rozwój nie był dokończony, taki bowiem jest sens wędrówki dusz, taki jest sens istnienia świata. Pamiętam wstąpienie w łono mojej matki, i potworny ból narodzin. Wiem, że kiedy znowu umrę, wrócę do tego cudownego światła. Nie boję się śmierci, bo ona nie istnieje...

 

Wielokrotnie zadawano Santi Dewi pytanie, dlaczego akurat ona pamiętała swoje wcześniejsze wcielenie. Santi Dewi zawsze odpowiadała, że podczas śmierci prosiła Boga o to, aby pozwolił jej spotkać się z mężem w tym ziemskim świecie. Prośby jej zostały wysłuchane. „popełniłam błąd, za bardzo chciałam powrotu na ziemię” – mówiła.  Ale Santi Dewi powiedziała także, że w życiu nie ma przypadku. Widocznie przez jej historię istota boska chciała dać ludziom informację o prawdzie o reinkarnacji, aby obudzić ludzi ze snu i trwania w niewiedzy.

Czytając relację z rozmów z Santi Dewi możemy dowiedzieć się wielu szczegółów dotyczących prawa cyklu narodzin i śmierci. Jeżeli jest tak naprawdę, to świat wygląda zupełnie inaczej, niż myślimy. A oto fragment jej wizji świata, wizji kobiety, która pamięta swój pobyt w zaświatach.


Na Ziemię powraca się do tego, kogo się kocha. Ludzie jednak bardzo często nienawidzą, a jest to wielki błąd. Od nienawiści się nie ucieknie, nie można uniknąć problemu, który mamy przed sobą. Zarówno szczęście jak i nieszczęście spotykają się ponownie. Nienawiść w zasadzie nie istnieje. Jest to raczej brak miłości, pustka oczekująca wypełnienia. Najlepszym sposobem niesienia pomocy innym miłość.

Człowiek powinien zrozumieć, że otaczają go miliardy istot. Życie jest w kamieniu, w ziemi, w roślinie. Jest to pewien rodzaj drzemki, półsnu. Nieświadome życie, związana energia. Kamień nie wie, co robi – może jedynie ulegać pewnym przeobrażeniom. Roślina zaczyna bardzo, bardzo mgliście pojmować. Zwierzę pojmuje bez możliwości zrozumienia związków. Człowiek rozumie, zdaje sobie sprawę ze związków i może na nie wpływać. Potrafi myśleć, zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi. Wciąż jednak nie rozumie własnej jaźni, istoty swojego istnienia. Ludzie zachodu zagubili się w pogoni za pieniędzmi, za które chcą kupić szczęście i miłość. Chcą za wszystko płacić nie wiedząc, że raj noszą w sobie. Odrzucają duchowość z pogardą i obojętnością. Jest to bardzo smutne i godne ubolewania.

 

 

Tyle klasyczna „historia o reinkarnacji piątego stopnia z naszego archiwum FN”. W ramach fundacji zajmuje się tym specjalny zespół ludzi od projektu „Reguły Gry”. Nasi koledzy są dosłownie przytłoczeni ilością materiałów. Oto przykład historii, którą się zajmują. W naszym dziale XXI PIĘTRO zespół projektu „Reguły Gry” opublikował historię dziecka, które pamięta swoje poprzednie wcielenie dość dokładnie z ciekawym epizodem podczas I Wojny Światowej.

https://www.nautilus.org.pl/xxi-pietro,858,19-stycznia-2019--chlopiec-ktory-pamieta-jak-byl-zolnierzem-.html?year=2019&month=1&day=19

Wtedy opublikowaliśmy rysunek dziecka, kiedy to narysował czołg.


 

I oto nagle dostajemy bardzo ciekawego e-maila.

From: […]

Sent: Wednesday, January 23, 2019 7:47 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject:

 

   Witam Szanowne Dowództwo okrętu, Załogę oraz wszystkich marynarzy.

 

   Śledzę stronę Nautilusa od dawna, ale pozostaję tu w zasadzie jako niemy obserwator, zaintrygowany widz i kibic pełen pozytywnych emocji.

   Tym razem coś się jednak zmieniło. Wpływ na to miał...dziecięcy rysunek zamieszony 19 stycznia 2019 roku. Był to suplement do opowieści o chłopcu, który pamięta swoje poprzednie wcielenie, w którym był żołnierzem. Dodatek, dodajmy, wręcz zdumiewający.

   Wpierw kilka słów na temat uzbrojenia I Wojny Światowej. Pomijam kwestię broni strzeleckiej i lotnictwa, a pozostanę przy, że tak powiem, bojowej trakcji mechanicznej. Czyli słowo o ówczesnych czołgach.

   Prototyp tych pancernych pojazdów powstał już w pierwszym roku Wielkiej Wojny a pierwsze użycie bojowe nastąpiło w bitwie pod Sommą w 1916 roku. Cechą charakterystyczną masowo produkowanych czołgów Mark I była charakterystyczna sylwetka. Pojazd ów to prostopadłościenne stalowe pudło z rolkami w charakterze kół, umieszczonych na długości całego obwodu. Taka konstrukcja sprawiała, że gąsienice przesuwały się wzdłuż podłużnego obrysu pojazdu. To pierwsza ważna informacja.

   Uzbrojenie główne znajdowało się w tzw. bocznych sponsonach. Były to wystające poza konstrukcję wykusze, w których znajdowały się działka lub karabiny maszynowe. ( stąd nazwa typu czołgu męski i żeński). Najczęściej w przedniej, czołowej płycie znajdowało się dodatkowe uzbrojenie, głównie w postaci karabinu maszynowego. Z biegiem czasu i technologicznego rozwoju, w przedniej, górnej części pojawiła się obrotowa wieżyczka. To druga istotna uwaga.

   Umundurowanie ówczesnych pancerniaków Ententy składało się w zależności od okresu działań, ze skórzanej lub płóciennej kurtki i drelichowych spodni. Kolor górnej części munduru to jasny brąz przechodzący w beż – w zależności od stopnia zużycia. (Mundury niemieckie to odpowiednio – czarny kombinezon lub szarozielona kurtka.) To uwaga trzecia.

   Teraz przypatrzmy się rysunkowi. Aż zapiera dech. Dziecko, w dostępnej dla siebie manierze, rysuje plan konstrukcyjny... czołgu I wojny. W górnej części rzut z góry: widać prostą, kwadratową konstrukcję czołgu z bocznymi sponsonami, z których wydostają się pociski karabinowe. To samo w przedniej części. W środku czołgiści - bez hełmów! Za to piechota... każdy ma starannie odrysowane nakrycie głowy. Teraz profil niżej. Czołg, który w dziecięcym wykonaniu koła ma wewnątrz konstrukcji, a gąsienice „owijają” cały pojazd. U góry jest wieżyczka, która strzela pociskami większego kalibru, co dziecko oddało rysując je jako prostokąciki. Na koniec nasz Sołdat. To co obsługuje to nie zwyczajna broń strzelecka, a ciężki karabin maszynowy, co rozpoznajemy po wadze pocisków.

   Najwięcej problemów sprawiła mi interpretacja owego prostokąta przed piaskowego koloru czołgiem. (A właśnie, w taki sposób Niemcy w większości malowali zdobyczne czołgi, dodając plamy kamuflażowe).Tym nie mniej, wydaje mi się, że to transzeje, którymi pola bitew Wielkiej wojny były usiane.

  Co do numeru 506. Nie wiem, kto go napisał. Jeżeli autor rysunku, to jeszcze jedna, ciekawa rzecz . Właśnie ów 506 to numer seryjny pierwszego niemieckiego czołgu – A7V. Zresztą przypatrzcie się, czy nie przypomina on tego z rysunku..?

   Tyle moich o rysunku przemyśleń. Jeżeli się mylę, proszę poprawić.

 

Pozdrawiam Nautilusa i Czytelników.

 

  1. Chciałbym napisać do Państwa jeszcze o dwóch innych, ciekawych kwestiach, ale o tym następnym razem.

ps.2 w załączeniu przesyłam fotografie wykonanych przeze mnie dwóch modeli pierwszowojennych czołgów, oraz zdjęcie rekonstrukcji niemieckiego czołgu A7V, dla zobrazowania tekstu.


 


 

Wyobraźcie sobie, że podobnych historii mamy kilkadziesiąt i są prowadzone równolegle, a wtedy zrozumiecie, że naprawdę nasi koledzy z projektu „Reguły Gry” dosłownie nie mają czasu na nic innego. Praca w FN to naprawdę zajęcie tylko dla pasjonatów najwyższej próby. Wiemy, że to doceniacie… wiemy i dziękujemy za wszystkie ciepłe słowa.

Kiedy powstawał ten tekst dostaliśmy e-mail, który trochę jest „w temacie”. Pozwalamy go sobie zacytować poniżej.

 

-----Original Message-----
From: Andrzej [dane do wiad. FN]
Sent: Saturday, February 9, 2019 10:43 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject:

 

Dzień dobry, droga Fundacjo Nautilus!

 

Chciałbym na początku serdecznie podziękować za ostatnie odpowiedzi na moje pytania. Bardzo mi miło i jestem z nich bardzo zadowolony jako czytelnik. Doceniam Waszą pracę. Jesteście niesamowici. Czuję, że kiedyś dokonacie czegoś spektakularnego. To dla mnie zaszczyt znać Waszą stronę i ją często czytać.

 

Piszę do Państwa w pewnej sprawie i mam nadzieję, że być może mi pomożecie, oczywiście jeżeli to dla Was nie sprawia żadnego problemu.

 

Zamierzam przed klasą w szkole przedstawić prezentację na temat reinkarnacji. Czy mógłbym Państwo zapytać co Waszym zdaniem warto ująć dla absolutnego laika w tej tematyce? Zamierzam się oprzeć w dużym stopniu na Waszej stronie. Czy są jakieś książki, filmy bądź historie z Waszego archiwum, dostępne na Waszej stronie internetowej, które Waszym zdaniem w interesujący sposób przedstawiają tematykę wędrówki dusz? Bardzo mi zależy, żeby przedstawić ten temat jak najwiarygodniej, chociaż sam osobiście nie mam za bardzo doświadczeń z tą tematyką, poza jednorazową hipnozą regresyjną i tym, że jestem Waszym czytelnikiem od jakichś 9 lat.

 

Bardzo proszę o pomoc, jakąś radę, jeżeli czas Wam na to pozwala.

 

Kłaniam się uprzejmie i pozdrawiam serdecznie, Andrzej

 

 

 

Szanowny Panie Andrzeju,

Mamy nadzieję, że powyższe historie w zupełności wystarczą, aby zaprezentować w szkole ciekawą prezentację. Z naszego doświadczenia wynika, że do „wędrówki dusz” mogą przekonać ludzi tylko „historie piątego stopnia”. Od roku pracujemy nad jedną z nich, która „bije na łeb” całą resztę. To dowód na reinkarnację stuprocentowy, ale nasza ekipa musi pojechać do USA, gdyż tam wcześniej żył chłopiec z woj. Mazowieckiego, który jest głównym bohaterem tego przypadku. Trzymajcie kciuki za nas, aby udało nam się przekonać tę rodzinę do tego, aby… zresztą – wiecie do czego.

Na koniec jeszcze jedna klasyczna „piątka”. Pojawiła się ona w – ku naszemu zdumieniu – w serialu „Starożytni Kosmici”, który monitorujemy i nagrywamy. W odcinku dziesiątym pt: „Replikanci” jest opis historii Santi Dewi, ale także dwóch innych historii, które od lat nas interesują i na temat których zbieramy materiały m.in. w USA (po to nasza ekipa leci tam w tym roku). To historia Dorothy Louise Eady także znanej jako Omm Sety lub Om Seti (16 stycznia 1904 – 21 kwietnia 1981).

 


 

Jej historia naprawdę ścina z nóg. Pamiętała całe swoje życie z poprzedniego wcielenia, które miało miejsce w starożytnym Egipcie. Zachowała pamięć języka egipskiego, ale – co jest nieprawdopodobne – pamiętała położenie przeróżnych obiektów architektonicznych, które bez problemu odnajdywała.

Na potrzeby tej publikacji z naszego Archiwum Wideo FN umieściliśmy odcinek „Starożytnych Kosmitów” w jednym z wielu naszych serwisów vimeo.com

 

 

Jeśli tą publikacją udało nam się choć jedną osobę przekonać do tego, aby zastanowić się na możliwością istnienia „wędrówki dusz”, to nasze cel został osiągnięty. Machina FN nie zatrzyma się w dokumentowaniu kolejnych „piątek” – dajcie nam tylko jeszcze chwilę czasu, bo to niestety wymaga tej najcenniejszej rzeczy, której mamy najmniej. Czyli właśnie czasu, ale i tak – jak widzicie – dajemy sobie całkiem nieźle radę. ;)

Komentarze: 34
Wyświetleń: 8089x | Ocen: 18

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Sob, 9 luty 2019 12:46   
Autor: FN, źródło: FN   


Komentarze (34)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.
1 2

Pon, 3 luty 2020 15:19 | brak oceny

arturu | Załogant

Wszystko ładnie. Tylko po co chciałby się ktoś odradzać na Ziemi, za duże ryzyko. Przecież to jest straszne miejsce pełne biedy, chorób, urazów i nieszczęść, ból śmierci, narodzin i innego g...a w łańcuchu DNA dziedziczonego po starych dziadach z przeszłości..., na które nie mamy wpływu. Wystarczy prześledzić dane historyczne, życie ludzi. Reasumując, nikt łaski nam nie robi, że wysyła nas z powrotem na Ziemię, więc reinkarnacja nie powinna być takim wielkim szokiem dla trzonków od młotka "powiedziałby producent". ;)

Śr, 13 luty 2019 01:26 | ocena: + 1

miniPanda | Załogant

Co do rysunku dziecka, to ten Pan uważam bardzo się myli odnośnie tego co widzi na tym rysunku. Może dlatego że pracuje w przedszkolu :D, to bardziej oczywiste jest dla mnie, że w górnej części mamy rysunek nie czołgu, a samolotu. Widać skrzydła z lufami karabinu, pilota i smiglo. Natomiast tuż za maszyną skaczą żołnierze ze spadochronami - a nie w starannie odrysowanych hełmach :). W dużym prostokacie jest chyba jakaś liczba - 1000000? Zgaduje więc że to nie bitwa wojenna z początku XX wieku, ale walka o skarb :D - może to scena filmowa/inspiracja z "Złoto dla Zuchwałych" z Clintem? Ten mały żołnierz w brązowym wdzianku to Donald Sutherland, który grał w tym filmie podobnie ubranego Sierżanta Świrusa :), zgodnie z prawdą jest nawet broda! Liczba milion jest zakolorawana na złoto i prostokąt to sztabka lub skrzynia - to samo było w filmie, a wartość złota szacowano tam w milionach dolców :). W ostatnich scenach był też czołg, no i samolot też latał.
Może po prostu dzieciak z tatą, innym kimś lub sam obejrzał film w TV. Sam go jako mały brzdąc z tatą obejrzałem i bardzo mi się podobał - głównie dlatego że były tam nie tylko fajne czołgi i strzelania, ale był to film przy okazji zabawny.
Inna sprawa... ze film oparty jest na faktach i był to jeden z największych rabunkow w historii :), więc kto wie?

Wt, 12 luty 2019 09:18 | ocena: + 1

88kropka | Załogant

Reinkarnacja istnieje sama jestem dowodem do 5 roku życia miałam przebłyski wiem kim byłam i co robiłam w poprzednim wcieleniu,obserwowałam też swoje dziecko i gdy nauczyło się mówić opowiedziało mi jak zginęło,w poprzednim istnieniu,i to nie była dziecięca fantazja.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Pt, 17 maj 2019 10:47 | brak oceny

gabib22 | Załogant

@88kropka, Jaki był okres odpoczynku duszy? Po jakim czasie wróciła na ziemię? Byliście ze sobą związani czy "przypadek sprawił, że jesteście rodziną? Coś wiadomo z wypowiedzi i pamięci?

Pon, 11 luty 2019 15:30 | ocena: + 3

magdakowalska48 | Załogant

ja w przeciwienstwie do nikodema nie wchodze na strony milosnikow zupy ogorkowej i nie mowie im ze ich zupa to w ogole nie ogorkowa tylko krupnik a w ogole to ogorki nie istnieja bo ja tak mowie i koniec. tak sie zachowuje dziecko a nie dorosly i podejrzewam ze nikodem ma tak 13-15 lat a nie 20-30 jak ja

Pon, 11 luty 2019 06:07 | ocena: + 1

karakan | Załogant

Dziewczynka pamiętała swoje poprzednie wcielenie po to, by mogła skontaktować się ze swoim synkiem, którego zostawiła. No, ale jej głupkowaci rodzice oczywiście o tym nie pomyśleli i jej tego nie umożliwili. Tak więc lipa.

Nie, 10 luty 2019 14:06 | ocena: + 1

Ernestto | Załogant

No właśnie obserwacje raczej sugerują że dusza ma swoją świadomość, to znaczy zachowuje się nie jako zbiór dawnych, a byt

Rozwiń odpowiedzi (1)

Nie, 10 luty 2019 21:45 | ocena: -2

nikodem | Załogant

@Ernestto, podaj mi DWIE obserwacje, które sugerują , że dusza to byt świadomy a ja Tobie udowodnie, że tak nie jest. Na poczatek TYLKO dwie, a potem pojedziemy dalej ... OK ?

Nie, 10 luty 2019 12:03 | ocena: + 1

magdakowalska48 | Załogant

"Zamierzam przed klasą w szkole przedstawić prezentację na temat reinkarnacji. " zrob to na lekcji religii XDDDDDDD

Nie, 10 luty 2019 11:44 | ocena: + 2

magdakowalska48 | Załogant

"że ta wiedza nie jest dla zwykłych śmiertelników" a kim ona jest? superwoman?

"I był to mój wielki błąd, bo gdyby nie moje prośby, z pewnością podczas następnych narodzin nie pamiętałabym swojego wcześniejszego wcielenia. " XDDDDDDD jaki blad? bardzo dobrze ze sie stalo bo wiemy o reinkarnacji

Sob, 9 luty 2019 20:45 | brak oceny

relatysta | Załogant

Jako -relatysta- jestem gotów zaakceptować każde nowe wyjaśnienie; wszelkiej otaczającej nas rzeczywistości.
To normalne i jak najbardziej poprawne - rozwój ewolucyjny.
Nie zmienia to jednak faktu że z takimi, jak opisujecie," prawami"tego świata trudno mi się pogodzić.
Odbiera to mi sens istnienia takiego świata. Wszystko zaaranżowane, ułożone, przewidywalne, powtarzalne...
Takie wieczne mieszanie herbaty. Różne smaki, dodatki, ilość cukru...
Gdzie tu miejsce na postęp, zmianę systemów, dążenie do doskonałości...
Na nowo musimy określać czym jest ów Bóg/światłość - określać co to Raj, wieczność i takie tam abstrakcje.
Nic od Nas już nie zależy - zaklęty krąg. Po co komu fizyka i prawa kosmosu?
Straszne

Rozwiń odpowiedzi (2)

Nie, 10 luty 2019 12:05 | ocena: + 2

magdakowalska48 | Załogant

@relatysta, zycie ogolnie nie ma sensu ale jest. paradoks

Nie, 10 luty 2019 21:55 | ocena: -3

nikodem | Załogant

@relatysta, tym komentarzem potwierdzasz , że nie znasz tych praw , które człowiek odkrył ( pomijając te , które nie zostały jeszcze odkryte ). Ale jeśli znasz jakieś prawa z fizyki - to z pewnością te , które faktycznie nie sa prawami i sa archaiczne.

Rozwiń odpowiedzi (2)

Pon, 11 luty 2019 16:48 | brak oceny

relatysta | Załogant

@nikodem, Co do ostatniego Twego zdania - zgadzam się całkowicie.
Co do pierwszego to to w zasadzie - nie zgadzam się.
Jeśli byś miał na myśli jakieś "prawa" religijne, to one nie są prawami tylko ludzkimi wyobrażeniami; no może interpretacjami.

Wt, 19 luty 2019 20:12 | brak oceny

relatysta | Załogant

@nikodem, Napisałeś: "Prawa wiary/religii - to w zasadzie ZASADY i REGUŁY i obowiązują w danej wierze i nie wymagają dowodu - bo są wiarą. Reguły te sa dane Nam od Boga choć dowodów - brak ale to jest wiara. I my ich nie odkrywamy , gdyz są one nam dane."
Wiara nie może nam być dana, my ją tworzymy i wybieramy sobie.
Dana nam są prawa które ciągle odkrywamy, i zmieniamy ich interpretacje gdyż się ciągle rozwijamy.
Przykładem nadinterpretacji obserwacji, jest choćby "słynne splątanie fotonów". Wielu naukowców, plus jeden amator - czyli ja- uważa że zawsze jest stan jeden albo drugi. Tak jak dwa buty, lewy i prawy; żeby nie wiem jak daleko je rozrzucić to zawsze i na zawsze będzie lewy i prawy but od tej pary. Znajdziemy lewy od pary to drugi musi być prawy żeby nie wiem co z nim robić.
Prawo pól morficznych tłumaczy doskonale, według mnie oczywiście, efekty jasnowidzenia, pamięci reinkarnacyjnej i takich tam...
Polecam z n a k o m i t y tryptyk:
https://www.youtube.com/watch?v=hoUetu2sdkc&t=922s

Sob, 9 luty 2019 17:47 | ocena: + 5

Ernestto | Załogant

Sam mam okresy kiedy pogrążam się całkowitej depresji, przytłoczony ulotnością ludzkiego życia, podobne historie ( mam nadzieje że nie zmyślone, bo to już by było draństwo) dają mi nadzieję, że nie tylko bezpowrotnie zniknę ale i zdają się nam mówić że nasze życie ma szerszy kontekst i sens... poza tym jaki jemu nadamy ...

Rozwiń odpowiedzi (2)

Sob, 9 luty 2019 23:31 | ocena: -3

nikodem | Załogant

@Ernestto, zniknąć nie znikniesz ale ... zaśniesz. Jaki ma to sens ?

Dam Tobie mój ulubiony fragment z Biblii

Ewangelia wg św. Jana
1 Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. 
2 Ono było na początku u Boga. 
3 Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. 
4 W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, 
5 a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

Spróbuj to zinterpretować

Rozwiń odpowiedzi (2)

Nie, 10 luty 2019 11:48 | ocena: + 3

magdakowalska48 | Załogant

@nikodem, i wiadomo zaslepiony biblia

Nie, 10 luty 2019 14:14 | ocena: + 2

Ernestto | Załogant

@nikodem, Nie obchodzi mnie Bóg który tworzy paczkę informacji moje ja zamyka się w krótkim życiu, niech spada...co mi po tym...co to za pociecha, że jest ta paczka ? W innym wypadku kwestia jest bardziej interesująca. ten fragment znam...

Rozwiń odpowiedzi (1)

Nie, 10 luty 2019 21:48 | ocena: -3

nikodem | Załogant

@Ernestto, nie pytałem czy znasz, pytałem tylko jak to interpretujesz ?

Bóg NIE tworzy duszy jako paczke informacji. Jesli NIE tworzy to zadam TOBIE inne jeszcze pytanie - co w takim razie tworzy Bóg ?

Rozwiń odpowiedzi (1)

Pon, 11 luty 2019 01:18 | ocena: + 2

Ernestto | Załogant

@nikodem, Jeśli Bóg odpowiedzialny jest za nasze stworzenie to raczej nie jest sukinsynem który się tak okrutnie nami zabawił byśmy przemykali przez świat wypalając się jak race , odpisałem ci inaczej czego moim zdaniem nie tworzy Bóg

Rozwiń odpowiedzi (1)

Pon, 11 luty 2019 10:06 | ocena: -4

nikodem | Załogant

@Ernestto, Bóg jest pośrednio ( jesli chodzi o działania ) ale i bezpośrednio ( jako cel tych działań ) - odpowiedzialny także ( podkreślam - także ) za stworzenie człowieka. Jaki jest cel stworzenia świadomości ? ( ja bym raczej zamiast świadomości mówił - akt zrozumienia).
Czym jest świadomość ? co to znaczy robić coś świadomie ?

Świadomość to własnie - akt zrozumienia tego co się robi. Akt zrozumienia zawiera w sobie : myśl, logikę, emocje.

Einstein napisał : Bóg nie jest złośliwy , jest wyrafinowany
Einstein napisał tez : stereotypy to poglądy nabyte do 16 roku życia

Wróćmy do pytania : jaki jest CEL Boga doprowadzając ( to jest lepsze określenie ) , doprowadzając do powstania człowieka jako życia świadomego a lepiej jako życia posiadającego - akt zrozumienia ?

Ewolucja wszechświata przez pryzmat poziomów energii ( w tym - co to jest Ciemna Materia ) - https://szczepankiewicz.blogspot.com/2018/12/ciemna-materia.html

w tym co to jest Pole Higgsa ( pole fotonowe i inne )
https://szczepankiewicz.blogspot.com/2019/01/pole-higgsa-ciemna-energia-ciemna.html
(na początek może to być trudne, nudne - ale istotne )

Jak przeczytasz , wróćmy ponownie do pytania : jaki jest CEL Boga doprowadzając ( to jest lepsze określenie ) , doprowadzając do powstania człowieka jako życia świadomego a lepiej jako życia posiadającego - akt zrozumienia ?

Tu w tym miejscu powinna być : Ewolucja wszechświata przez pryzmat FORM jego składowych , ale jej jeszcze nie ma - dopiero robi się.
( w tym forma duchowa , dusza, duch, zaświaty ale także Konforemna wizja wszechświata - Penrosa).

I znowu ...wróćmy do pytania : jaki jest CEL Boga doprowadzając ( to jest lepsze określenie ) , doprowadzając do powstania człowieka jako życia świadomego a lepiej jako życia posiadającego - akt zrozumienia ?

...... zobaczysz gdzieś bardzo daleko przebłysk, niewielki światełka

PS. oczywiście to wszystko musi być spójne także ze wszystkimi głównymi religiami , to wszystko musi być spójne i potwierdzone w obserwacjach.
Przypomnę - determinizm - to już archaizm.

I na koniec - czym jest CZAS ? https://szczepankiewicz.blogspot.com/2018/11/majac-na-uwadze-dzisiejsze-swieto.html

Śr, 13 luty 2019 02:04 | ocena: + 1

miniPanda | Załogant

Nawet gdyby prawdziwy byłby scenariusz ze "znikaniem" po śmierci to przypominam, że niedawno (przed narodzinami) też byłeś "znikniety". Na całej lini czasu, twoje życie to takie mikro migniecie, wręcz anomalia w stosunku do hiper długiego stanu nieistnienia. Tak więc w sumie można powiedzieć chyba że "zniknięcie" to właściwie powrót do normalnego stanu "bycia - niebycia" ;). Ponad to kto wie ile takich "anomali" jeszcze się wydarzy lub wydarzyło? Kiedyś czytałem wnioski jakiś naukowców którzy oznajmili że zawsze jest prawdopodobieństwo, choćby takie ultra niskie, że atomy znowu kiedyś zlepią się w nas i ponownie zaistniejemy... być może dopiero za miliardy lat i w innym wszechświecie, ale co znaczą te miliardy lat dla stanu nieświadomości :). Do dziś nieznana jest budowa ludzkiej świadomości, ale coś powoduje - jakieś prawo fizyki - że my to właśnie my. Istnieje jakiś więc wzór ułożenia elementów energii i materii, z którego powstaje każda świadomość z osobna. Generalnie więc uważam, że w każdym przypadku, niema co się obawiać śmierci :).

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

STRONA
1 2
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Słynny brytyjski naukowiec Stephen Hawking (zm. w 2018) twierdził, że data zakończenia kalendarza Majów (czyli słynny rok 2012) opiera się na błędnych obliczeniach: - 'Pod wieloma względami Majowie wyprzedzali swój czas, ale w pewnych kwestiach przekalkulowali. W tym przypadku popełnili błąd polegający na podwójnym liczeniu dni, na które przypadały święta, co oznacza, że ich kalendarz nie zakończy się jeszcze przez kolejne osiem lat. Ludzie powinni naprawdę martwić się o rok 2020, czyli prawdziwy...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Czw, 26 lis 2020 03:00 | Witam, 23.11.2020 nad Białołęką na wysokości osiedla Regaty był widoczny bardzo duży obiekt tuż nad chmurami. Obiekt widziała moja partnerka oraz jeszcze jeden sąsiad podczas spaceru z psami.Jak na razie odnalazłem jeszcze jedną osobę która widziała ten obiekt 15 min później już szybko lecący. Wstępnie oceniamy że obiekt mógł mieć kilkaset metrów długości. Był bardzo dużyProszę popytajcie czy ktoś na Białołęce 23.11.2020 koło godziny 23.15 czegoś nie widział.

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

KORONAWIRUS - bestialskie polowania i zjadanie dzikich zwierząt kluczem do zrozumienia tajemnicy pandemii koronawirusa

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.