Dziś jest:
Piątek, 3 grudnia 2021

Nie budźcie mnie nawet na koniec świata, chyba że miałby naprawdę dobre efekty specjalne.
Roger Zelazny, pisarz S-F

Komentarze: 61
Wyświetleń: 8640x | Ocen: 31

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Pon, 18 paź 2021 06:27   
Autor: FN, źródło: FN   

POWRACAMY NA ZIEMIĘ, ABY DOKOŃCZYĆ LEKCJĘ- PRZESŁANIE SANTI DEWI

Czy historia Santi Dewi jest wyjątkowa? W pewnym sensie nie, gdyż podobne historie zdarzają się na całym świecie od początku istnienia ludzkości, w tym także zostały  udokumentowane przez Fundację Nautilus. Rodzimy się nie pamiętając nic z poprzedniego życia i nie jest to przypadek, lecz tak właśnie ma być.

Nie powinniśmy wiedzieć, że nasza bliska dziś osoba już kiedyś była nam bliska, a teraz musimy razem dokończyć lekcję, która ma nas nauczyć miłości, współczucia, wybaczania. Pamięć o poprzednim życiu tylko by nam przeszkadzała. A jednak czasami się zdarza, że rodzą się ludzie pamiętając wszystko z poprzedniego życia - imię, nazwisko, ulicę, przy której mieszkali, numer domu, a także szczegółowe okoliczności życia i własnej śmierci. Mamy podobne historie z Polski bardzo dobrze opisane na pokładzie okrętu Nautilus.

A jednak historia Santi Dewi jest wyjątkowa i trzeba ją od czasu do czasu przypominać, gdyż pojawiło się bardzo dużo czytelników serwisu, zupełnie nowych i nie śledzących okrętu Nautilus od 25 lat (a są tacy... są!), którzy powinni koniecznie poznać jej poruszające przesłanie. I właśnie dla nich przypominamy tę historię i poruszające przesłanie skierowane do wszystkich ludzi na świecie, którzy myślą, że "żyje się tylko raz, a oni na Ziemi są pierwszy raz..." ; - )


Reinkarnacja – przypadek dziewczynki Santi Dewi

 

Ta historia jest uważana za jeden  z najbardziej udowodnionych przypadków reinkarnacji w dziejach ziemi. Sprawą interesował się Mahatma Gandi. Jego zdaniem był to jeden z wielu, za to stuprocentowo dowiedziony i nie pozostawiający cienia wątpliwości fakt powtórnych narodzin. Poznajmy go.

Tę niezwykłą historię poznaliśmy dzięki Szwedowi, Stur Linnerstrandowi, który zainteresował się przypadkiem Santi Dewi, kiedy przebywał w Indiach. Była to historia z początku naszego wieku, dlatego trudno było dotrzeć do dokumentów i świadków. Linestrand przez kilkadziesiąt lat przyjeżdżał do Indii i dzięki temu udało mu się zgromadził materiał świadczący o prawdziwości niesłychanie rzadkiego zjawiska: pamięci o wcześniejszym wcieleniu. Warto dodać, że w latach trzydziestych naszego wieku historia Santi Dewi była znana w Europie Zachodniej, nie mówiąc o Indiach.


Zacznijmy od początku. Jest 11-sty grudnia 1926 roku, kolonialne Indie. W małym szpitalu w  Delhi młoda kobieta, Prem Pjari, rodzi dziewczynkę. Już wcześniej razem ze swoim mężem ustalili, że nadadzą dziecku imię Santi Dewi. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jej dziecko będzie wyjątkowe....

 

Lekarze zapamiętali, że tuż po urodzeniu dziewczynka nie płakała jak inne dzieci, ale uważnie rozglądała się wokół. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Kiedy Santi Dewi miała dwa lata, zaczęła wypowiadać słowa w dziwnym dialekcie. Jej akcent był podobny do tego, w jakim mówią ludzie w mieście Mahura. Rodzice byli tym zaskoczeni, ale uznali, że jest to jeszcze jedno dziecięce dziwactwo. Dziewczynka była małomówna, wręcz nieufna. Przełom nastąpił wtedy, kiedy ukończyła cztery lata. Wtedy ku przerażeniu rodziców powiedziała, że jest żoną bramina z miejscowości Mutra, która zmarła i teraz, jako Santi Dewi ponownie przyszła na świat.  Dziewczynka opisywała dokładnie dom, w którym mieszkała, swojego męża i rodzinę. Pamiętała nawet, jaki był jej adres w Mutrze. Prosiła, że chce jechać do swojego prawdziwego domu i zobaczyć syna. Według jej słów zmarła przy jego narodzeniu.

 Rodzice byli wstrząśnięci tym, co mówi ich córka. Santi Dewi wyrażała się w sposób, w jaki mówią dorosłe kobiety. Mówiła wyraźnie: to nie jest mój prawdziwy dom. Jestem mężatką, a mój mąż mieszka w Mutrze. Pamiętała wszystko, numer ulicy i domu, nawet imię męża. Czteroletnia dziewczynka powtarzała zapłakanym rodzicom, że tak naprawdę nazywa się Ludżi Dewi, i mieszkała ze swoim mężem w żółtym domu przy ulicy Chaubych w Mutrze. Podawała przy okazji setki, jeśli nie tysiące szczegółów: jak wygląda pobliska świątynia, jaki jest rozkład pokoi w jej prawdziwym mieszkaniu. Santi Dewi wiedziała o wiele za dużo, jak na czteroletnie dziecko. Rodzice myśleli, że jej to przejdzie, dziecko jednak uparcie opowiadało, że jest jedynie wcieleniem innej osoby. Przełom nastąpił wtedy, kiedy Santi Dewi skończyła 9 lat.

Jej ojciec nagle zrozumiał, że miasto, o którym mówi jego córka, to Mahura. Mieszkańcy Mahury nazywali swoje miasto Mutrą. Wraz z dyrektorem szkoły, do której chodziła jego córka, postanowił szukać mężczyznę z opowieści córki. W  książce adresowej był człowiek, który nazywał się dokładnie tak, mówiła Santi Dewi. Napisali do niego list

 

Wielce Szanowny Panie! W dzielnicy Delhi jest dziewczynka, Santi Dewi, córka kupca Ranga Bahadura . Jest ona niespełna 9-letnim dzieckiem, i podaje niezwykłe informacje dotyczące Pana osoby. Twierdzi, co następuje: „w moim poprzednim wcieleniu przynależałam do kasty Chaubych, żyłam w Mutrze i miałam męża, Kedara Nata. Posiadał on sklep w pobliżu świątyni Władcy Dwaraki. Miałam na imię Ludżi Dewi, a dom, w którym mieszkałam był żółty”.

Szanowny Panie, chcemy sprawdzić, czy w jej opowieści kryje się prawda. Jeżeli list Pana zainteresował, prosimy o odpowiedź

 

Odpowiedź przyszła już po trzech tygodniach. List był następującej treści.

 Szanowni Panowie! Jestem wstrząśnięty treścią listu, który od Panów otrzymałem. Wszystko się zgadza, co do joty. Moja zmarła żona miała naprawdę na imię Ludżi Dewi. Posiadam także sklep niedaleko świątyni Władcy Dwaraki. Kim jest dziewczynka posiadająca te dane? W Delhi mam kuzyna, któremu zleciłem natychmiastowe skontaktowanie się z Panem. Będę wdzięczny, jeśli będę miał możliwość spotkania się z tym dzieckiem. Niech Kryszna ma nas w swojej opiece.

 


Kuzyn, o którym wspomniał w liście Kedar Nat, natychmiast przyjechał do domu Santi Dewi. Kiedy dziewczynka spojrzała na niego, od razu rozpoznała kuzyna swojego męża.

Nie tylko, że rozpoznała, ale powiedziała dokładnie, jak się nazywa, i gdzie mieszka. Pamiętała także, że kuzyn odrzucił propozycję pracy w sklepie jej męża. Można przytoczyć tylko jeden krótki fragment rozmowy. Na pytanie, ilu braci miał jej mąż, Santi Dewi odpowiedziała, że tylko jednego, który nazywał się Jet, był słaby i chorowity, skarżył się na bóle pleców. I znów informacje podawane przez dziecko zgadzały się w stu procentach.

I wtedy rodzina Santi Dewi podjęła dramatyczną decyzję: postanowili doprowadzić do spotkania ich 9-letniej córki  z jej byłym mężem.

 

 

 

Dziecko opisywało szczegółowo okoliczności swojej śmierci. Umarła w szpitalu podczas porodu. Ale w jej historii było jeszcze coś więcej: pamiętała także, co się z nią działo w przerwie między wcieleniami.

Chodzi w sumie o ponad rok. Ludżi Dewi zmarła podczas porodu 4 października 1925 roku, a na ziemię, już jako Santi Dewi, powróciła po roku, dwóch miesiącach i siedmiu dniach, 11 grudnia  1926 roku.

Opis jej pobytu w zaświatach jest tak fascynujący, że poświęcimy mu dzisiaj więcej czasu. Ale wróćmy do 34 roku, kiedy to do rodziny dziewczynki przybywa mężczyzna, którego ona uważa za swojego męża z poprzedniego wcielenia. Kedar Nat otrzymał list od swojego kuzyna. W liście kuzyn pisze: ta dziewczynka wie o tobie wszystko, a także wie wszystko o sprawach, które wydarzyły się w Mutrze. Przyjedź sam i przekonaj się na własne oczy.

Do Delhi Kedar Nat wybiera się razem ze swoją obecną żoną oraz synem z poprzedniego małżeństwa. Jeżeli informacje o ponownym wcieleniu jego nieżyjącej małżonki są prawdziwe, to właśnie ten chłopiec będzie jej synem.

Do Delhi przybył późnym wieczorem. Oto zapis wydarzeń, który znajduje się w raporcie specjalnej rządowej komisji badającej ten przypadek.

 

Kedar Nat był czterdziestoletnim mężczyzną. Na spotkanie z Santi Dewi postanowił przyjść w przebraniu. Postanowił przedstawić się jako własny kuzyn. Kiedy jednak wszedł do pokoju, dziewczynka natychmiast rozpoznała w nim swojego męża. Dokładnie pokazała, w którym miejscu ma bliznę po dawnym wypadku. Najbardziej wstrząsające było jej spotkanie z jej własnym synem. Tak długo na Ciebie czekałam – mówi szlochając – wreszcie przyszedłeś...

Kedar Nat jest w szoku. Siedząca naprzeciwko niego 9-letnia dziewczynka wie o nim wszystko, zna nawet najbardziej intymne szczegóły ich wspólnego życia. W pewnym momencie pyta, czy dotrzymał obietnicy danej jej na łożu śmierci. Kedar obiecał, że już się więcej nie ożeni. Mężczyzna zaczyna płakać, prosi o wybaczenie.

„Wybaczam Ci, bo Cię kocham” – odpowiada dziewczynka.

 

Jest jeszcze sprawa pieniędzy, która jest niezwykle przekonująca.

 Tak, chodzi o to, że umierając Santi Dewi prosiła swojego męża, aby 150 rupii ofiarował na rzecz ich nowo narodzonego syna. Jednak Kedar Nat nie dotrzymał tej obietnicy. Santi Dewi dokładnie opisała skrytkę, gdzie jej rodzina trzymała pieniądze. O przypadku nie mogło być mowy.

Sprawą zainteresował się sam Mahatma Gandi. To na jego polecenie zostaje powołana specjalna rządowa komisja, która bada ten ewidentny dowód na istnienie reinkarnacji. Oto fragment wypowiedzi Santi Dewi, który został zaprotokołowany do sprawy.

 W czasie porodu czułam się bardzo źle. Wszystko przez odłamek kości, który wbił mi się w stopę wiele lat wcześniej podczas pielgrzymki do Hadvardu i zaczął przemieszczać się w górę nogi. Lekarze tego nie rozpoznali, ale i ja nie byłam u żadnego specjalisty. Sprawa wyszła dopiero wtedy, kiedy operowano mnie przed porodem w szpitalu w Agrze. Wtedy powiedziano mi, że nie mam szans na urodzenie dziecka, jeżeli nie będę miała wcześniej operacji.

 Warto powiedzieć, że wszystkie szczegóły zgadzały się, a mówiła to przecież 9-letnia dziewczynka.

Ojciec Santi Dewi jest niechętny wyjazdowi jego córki do domu jej byłego męża. Zgadza się dopiero na skutek osobistej prośby Mahatmy Gandiego. 24 listopada 1935 roku z Delhi wyrusza grupa piętnastu szanowanych w mieście osobistości wraz Santi Dewi. Do Mutri udaje im się dotrzeć w okolicach południa. Oto zapis wydarzeń

 

Tuż po wyjściu z wagonu dziewczynka podbiega do starszego mężczyzny, w którym rozpoznaje starszego brata swojego męża. Ten łapie się za głowę i mówi: mój Boże, a więc to jest prawda!

W trakcie drogi do domu Santi Dewi ze szczegółami opisuje każdą ulicę i sklep. Wreszcie grupa dociera do domu. Dziewczynka opisywała budynek jako żółty, tymczasem jest on biały. Po chwili konsternacji ktoś mówi, że budynek zawsze był żółty, ale ostatnio został przemalowany. Tego Santi Dewi nie mogła wiedzieć... W domu w Mutri Santi Dewi rozpoznaje przedmioty i domowników. Zna wszystkie zakamarki, wszystkie skrytki. W pewnym momencie pokazuje miejsce, gdzie była studnia. Po studni nie ma jednak ani śladu. Ktoś odsłania jednak kamień i pokazuje się wlot studni, o której zapomnieli wszyscy domownicy. Członkowie rządowej komisji wiedzą, że oto na ich oczach rozgrywa się coś wyjątkowego. Oto dowód na reinkarnację, wędrówkę dusz, o której od tysięcy lat opowiadają mędrcy i starożytne ludy. W swoim raporcie komisja określa przypadek Santi Dewi jako „ w pełni dowiedziony przypadek reinkarnacji”. O Santi Dewi zaczynają pisać europejskie gazety. Traktują ją jednak jako „indyjską ciekawostkę”.

 

Ta historia zawiera tysiące elementów, które mogą być traktowane jako dowody na prawdziwość przeżycia Santi Dewi Podczas zwiedzania domu w Mutri, lokator domu nagle zapytał Santi Dewi o to, gdzie znajduje się jai-zarur. W ten sposób w miejscowym żargonie nazywano łazienkę. Nikt, poza mieszkańcami miasta, nie zorientował się, o co chodzi. Miał to być rodzaj testu. Dziewczynka prawie natychmiast uśmiechnęła się i pobiegła do małych drzwi w korytarzu, gdzie była łazienka. Jeszcze przed otworzeniem tych drzwi szczegółowo opisała, co znajduje się w środku.

Kolejna sprawa to rozpoznawanie osób i pamiętanie przez dziewczynkę  ich imion. Oto jedna ze scen, które znalazły się w rządowym raporcie.

 

Na ulicy Chaubych w Mahurze szedł 30-letni mężczyzna. Na jego widok Santi Dewi zaczęła radośnie podskakiwać, po czym rzuciła się mu na szyję. Zdumionym członkom komisji oświadczyła, że jest to jej brat, Nutura Nat.

Ładnie wyglądasz – powiedziała do niego Santi Dewi – czy pamiętasz, jak bardzo byliśmy do siebie podobni? I jak często śmialiśmy się z tego?

Mężczyzna nie mógł ukryć wzruszenia. Głośno dziękował Bogu za możliwość spotkania swojej siostry po tylu latach. Zadał dziewczynce kilka pytań dotyczących ich rodziny, ale odpowiadała na nie szybko i pewnie, wymieniała nazwiska, ulice i imiona. Kiedy 9-letnia dziewczynka udzielała odpowiedzi, zmieniała się jej twarz. Wyglądała wtedy niczym dorosła, doświadczona kobieta.

 Ani jedna z udzielonych przez Santi Dewi informacji dotyczących okoliczności jej poprzedniego życia nie okazała się nieścisła. Dziewczynka zachowywała się jak dorosła kobieta. Wobec męża, Kedara Nata, Santi Dewi była powściągliwa, jak przystało na strzegącą obyczajów hinduską żonę. Natomiast w stosunku do syna to niespełna dziewięcioletnie dziecko okazywało uczucia macierzyńskie. Tuliła syna do piersi i płakała, mimo, że był on prawie jej rówieśnikiem.

Hinduska komisja wykluczyła, aby na dziecko ktoś wywierał presję na opowiadanie historii o poprzednim życiu, co więcej, rodzice stanowczo nakłaniali ją do wyrzucenia z pamięci wspomnień z poprzedniego życia, gdyż obawiali się o jej zdrowie. Odrzucono także możliwość zahipnotyzowania dziewczynki, gdyż i taki wariant brano pod uwagę. Znała ona tak intymne szczegóły życia swojego męża, że ten bardzo często prosił ją, aby przestała mówić, gdyż czuje się skrępowany.

Sięgnijmy jeszcze raz do raportu opisującego pobyt Santi Dewi w domu swojego męża z poprzedniego wcielenia. W pewnym momencie dziewczynka sama zaczęła oprowadzać po domu komisję i rodzinę.

Proszę bardzo, wchodźcie państwo. Jako mężatka tutaj spędzałam najwięcej czasu. Tutaj trzymałam moje tulsi, ozdoby, ubrania, no wszystko. A tutaj jest kuchnia... pokój sypialny. Tutaj stało moje łóźko, a teraz został po nim tylko ślad. A tu był mój ołtarzyk Kriszny, ale teraz ktoś go zabrał. Na tej ścianie wieszałam ubrania, a tutaj stały te skrzynie, które teraz są w przedpokoju. W tej szafie trzymałam moją biżuterię. O... jest tu nadal! A ten sznur pereł dostałam od Ciebie Kedar. Czyż nie jest piękny?

 

Warto powiedzieć, że w pewnym momencie Santi Dewi podniosła jedną z desek w podłodze, pod którą był tajemny schowek na pieniądze. Zapytała, gdzie znajduje się 150 rupii, które schowała dla syna. Zawstydzony mąż odpowiedział, że musiał je wydać na inny cel, i że bardzo ją za to przeprasza.

Wszystkie szczegóły zgadzały się co do joty. Santi Dewi odpowiadała tak precyzyjnie na pytania związane ze swoim życiem w domu, że uznano za bezcelowe dalsze sprawdzanie jej prawdomówności. Droga załogo nautilusa, najciekawsze dopiero przed wami. Przypadek reinkarnacji Santi Dewi jest o tyle ciekawy, że dokładnie pamięta ona okres pomiędzy wcieleniami. Dzięki jej opisowi możemy się dowiedzieć, co się z nami dzieje po śmierci.

 Kiedy komisja rządowa wróciła do Delhi, na prośbę Mahatmy Gandiego powstał raport. Ustalono w nim, że reakcje Santi Dewi były autentyczne, zaś jej historia jest niezaprzeczalnym dowodem na istnienie reinkarnacji.

Raport ten opublikowano, ale także przekazano do analizy wielu znanym naukowcom. Żaden z nich jednak nie zdołał podważyć przedstawionych w nim dowodów.

I jeszcze jeden fragment tego raportu. Mówi Rang Bahadur, ojciec Santi Dewi z obecnego wcielenia:

 Do czwartego roku życia Santi Dewi nie mówiła praktycznie nic, jakby wstydziła się swojej wiedzy. I nagle zaczęła opowiadać, że tak naprawdę jest mężatkom, ma syna i rodzinę w Mutri. Czteroletnie dziecko nagle oświadczyło, że jej rodzice nie są jej prawdziwymi rodzicami, jej dom nie jest jej prawdziwym domem i że tak naprawdę mieszka w mieście, o istnieniu którego nikt z nas wcześniej nie słyszał. W jaki sposób można nakłonić małą dziewczynkę do mówienia obcym dialektem i przekonywanie, że jest mężatką i ma syna? Kto mógłby dokonać takiego oszustwa, i po co?

 O historii Santi Dewi było przez chwilę głośno nawet w chrześcijańskim, zachodnim świecie, ale przyszła druga wojna światowa i natychmiast o sprawie zapomniano. My jednak ustaliliśmy, co się z nią działo później.

Santi Dewi wróciła do szkoły, i wyrosła na spokojną, opanowaną kobietę. Z Kedarem Natem, swoim mężem z poprzedniego wcielenia, utrzymywała kontakt listowny, ale ich korespondencja ograniczała się do serdecznych pozdrowień. Traktowała go jak kogoś w rodzaju osobliwego krewnego. Po ukończeniu studiów powróciła do Delhi. Wtedy zresztą ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców zdecydowała, że nigdy już nie wyjdzie za mąż.

 Czuję się, jak wdowa. A według niepisanego prawa wdowa nie może powtórnie wychodzić za mąż. Zresztą nadal kocham swego męża, pamięć o nim jest dla mnie święta i nikt nie potrafiłby go zastąpić. Moja decyzja jest ostateczna.

Najbardziej ciekawy wydaje się jednak czas, który spędziła Santi Dewi w zaświatach. Mówiła o nim niechętnie, gdyż obawiała się, że ta wiedza nie jest dla zwykłych śmiertelników. Przełom nastąpił dopiero wtedy, kiedy szwedzki badacz Stur Lonerstrand spotkał się z Santi Dewi. Wtedy była ona już dojrzałą kobietą, i zgodziła opowiedzieć mu o świecie po śmierci fizycznego ciała.

Santi Dewi uważała, że poprzez swoje doświadczenie otrzymała klucz do poznania jednej z największych tajemnic świata. Dokładnie i szczegółowo zaczęła opisywać, co działo się z nią, gdy jako Ludżi Dewi zaczęła umierać podczas porodu.

 

Śmierć nie następuje tak szybko, jak to się ludziom wydaje. Najdłużej pozostaje zmysł powonienia. Nie chciałam umierać. Bez przerwy modliłam się do Kriszny i powtarzałam mantrę, aby pozostać na Ziemi. I był to mój wielki błąd, bo gdyby nie moje prośby, z pewnością podczas następnych narodzin nie pamiętałabym swojego wcześniejszego wcielenia. Leżałam w szpitalu i wiedziałam, że muszę umrzeć, ale wciąż kurczowo trzymałam się życia. Byłam cały czas świadoma tego, że przestaje bić moje serce. I nagle poczułam się wolna i nieskończenie pomniejszona. Czułam się, niczym punkt w przestrzeni. A jednocześnie był we mnie cały wszechświat. Otoczyły mnie istoty, które znałam i kochałam. Wszystko było jednością. Myślę, że gdyby tu, na ziemi, ludzie zrozumieli, jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni, to nie robiliby sobie nawzajem krzywdy. Po śmierci bowiem uświadamiamy sobie związki, których nie dostrzegaliśmy podczas życia.

Wiedziałam, że jest tam źródło nieskończonego dobra, niczym centralne słońce, którego nie widziałam, ale czułam, że istnieje. Nie byłam gotowa na połączenie z tym światłem, musiałam wracać na ziemię, aby dalej się uczyć. Mój rozwój nie był dokończony, taki bowiem jest sens wędrówki dusz, taki jest sens istnienia świata. Pamiętam wstąpienie w łono mojej matki, i potworny ból narodzin. Wiem, że kiedy znowu umrę, wrócę do tego cudownego światła. Nie boję się śmierci, bo ona nie istnieje...

 

Wielokrotnie zadawano Santi Dewi pytanie, dlaczego akurat ona pamiętała swoje wcześniejsze wcielenie.

Santi Dewi zawsze odpowiadała, że podczas śmierci prosiła Boga o to, aby pozwolił jej spotkać się z mężem w tym ziemskim świecie. Prośby jej zostały wysłuchane. „popełniłam błąd, za bardzo chciałam powrotu na ziemię” – mówiła.  Ale Santi Dewi powiedziała także, że w życiu nie ma przypadku. Widocznie przez jej historię istota boska chciała dać ludziom informację o prawdzie o reinkarnacji, aby obudzić ludzi ze snu i trwania w niewiedzy.

Czytając relację z rozmów z Santi Dewi możemy dowiedzieć się wielu szczegółów dotyczących prawa cyklu narodzin i śmierci. Jeżeli jest tak naprawdę, to świat wygląda zupełnie inaczej, niż myślimy. A oto fragment jej wizji świata, wizji kobiety, która pamięta swój pobyt w zaświatach.

 

Na Ziemię powraca się do tego, kogo się kocha. Ludzie jednak bardzo często nienawidzą, a jest to wielki błąd. Od nienawiści się nie ucieknie, nie można uniknąć problemu, który mamy przed sobą. Zarówno szczęście jak i nieszczęście spotykają się ponownie. Nienawiść w zasadzie nie istnieje. Jest to raczej brak miłości, pustka oczekująca wypełnienia. Najlepszym sposobem niesienia pomocy innym miłość.

Człowiek powinien zrozumieć, że otaczają go miliardy istot. Życie jest w kamieniu, w ziemi, w roślinie. Jest to pewien rodzaj drzemki, półsnu. Nieświadome życie, związana energia. Kamień nie wie, co robi – może jedynie ulegać pewnym przeobrażeniom. Roślina zaczyna bardzo, bardzo mgliście pojmować. Zwierzę pojmuje bez możliwości zrozumienia związków. Człowiek rozumie, zdaje sobie sprawę ze związków i może na nie wpływać. Potrafi myśleć, zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi. Wciąż jednak nie rozumie własnej jaźni, istoty swojego istnienia. Ludzie zachodu zagubili się w pogoni za pieniędzmi, za które chcą kupić szczęście i miłość. Chcą za wszystko płacić nie wiedząc, że raj noszą w sobie. Odrzucają duchowość z pogardą i obojętnością. Jest to bardzo smutne i godne ubolewania.

 

Poniżej wiadomość, która pojawiła się w naszym systemie informacji z pytaniem od czytelnika.

WIADOMOŚĆ Z OKRĘTU WWW.NAUTILUS.ORG.PL:

Dzień dobry Panie Robercie,

Jestem Pana równolatkiem, i szczerze Pana podziwiam za to co Pan robi.
Mogę tylko potwierdzić, że Pana działalność baaardzo pomaga innym.
Tak jak kiedyś Pan to ujął w "Szalupie ratunkowej" - żyje się łatwiej i chętniej się wybacza innym...
Mam do Fundacji kilka pytań, ale czekam, może pytania innych dadzą mi odpowiedź. Nie chcę marnować cennego czasu :)

Ale chciałem mojej koleżance z pracy przedstawić argument, że życie jest bardzo sprawiedliwe.
Kiedyś słuchałem audycji (Nocne spotkania), gdzie dzwoniła pewna kobieta, której syn popełnił samobójstwo, a drugi syn (chyba trzylatek) stwierdził - mamo nie płacz, kiedyś to Ty nas zostawiłaś i my płakaliśmy.
No za Chiny Ludowe nie mogę tego znaleźć.
Wiem że Pan ma znakomitą pamięć, gdyby podesłał mi Pan link do tej audycji, byłbym niezmiernie wdzięczny :)

Pozdrawiam serdecznie :)
[dane do wiad. FN]

Pozdrawiamy!
Mostek Kapitański FN
https://www.nautilus.org.pl

 

Witam Pana,
Dziękuję za e-mail i ciepłe słowa.
Sytuacja, którą Pan opisuje miała miejsce na antenie Polskiego Radia Program 1 podczas mojej nocnej autorskiej audycji „Nocne Spotkania”. Często wspominam tę sytuację, bo była wyjątkowa i przejmująca... Warto jest o niej pamiętać i opowiadać o niej innym ludziom.
Pozdrawiam
RB

 

Audycja „Nocne Spotkania” z 22 na 23 czerwca 2007

 

RB – Zadzwoniła do nas pani Małgorzata z Wrześni. Może uda nam się połączyć, halo!

 M – Dobry wieczór panu.

 RB – Dobry wieczór pani.

 M – Słucham waszej audycji i może panom opowiem, co moje dziecko opowiadało. Bo wy opowiadaliście o tym Marcinku. W tej chwili mój syn ma 10 lat, ale to co się wydarzyło, to było dokładnie siedem i pół roku temu. On miał wtedy dwa i pół roczku. To było proszę pana w listopadzie. Popełnił samobójstwo mój najstarszy syn. I ja byłam wtedy w ogromnym szoku. To było traumatyczne przeżycie. I to dwuipółletnie dziecko przychodziło do mnie cały czas i mówiło tak: „mama, ty nie płacz, bo kiedyś tam on (trudno mi w tej chwili powtórzyć jak on nazywał) … to ty byłaś Kamilem. To ty się powiesiłaś. I Kamil płakał.” Ja mówię, dziecko – co ty mówisz? Ja nic z tego nie rozumiem. A on mówi: „ty słuchaj mnie, słuchaj co ci mówię. Ty miałaś jego oczy, jego nos, jego włosy, jego buzię. To ty nim byłaś i ty to zrobiłaś.” Ja mówię, synek – to jest niemożliwe! A on na to tak: „ mama, a ty pamiętasz jak ty płakałaś jak ci umarł taki malutki Piotruś?” Ja mówię, dziecko – to jest niemożliwe, bo Piotruś jest z nami. A on – „znowu nic nie rozumiesz! To nie ten Piotruś. Ty miałaś takiego malutkiego Piotrusia.” – i coś tam pokazywał rączkami. I wtedy dopiero moja mama zareagowała – „ty słuchaj, co on ci mówi! To była sytuacja przed laty, kiedy ja w szóstym miesiącu ciąży miałam poronienie. I rzeczywiście lekarz powiedział, że to był chłopiec.”

Skąd to dziecko wiedziało? Nikt o tym w domu nie wiedział! Bo myśmy o tym nie mówili.

 RB – Proszę pani…

 M – jeszcze tylko coś powiem, dobrze? I kiedy on opowiadał o tym, że niby był duży i coś tam się działo, to w pewnym momencie mówi: „mama, ale ty się nie martw. To się już skończyło. Koło się zamknęło.” I ja do dzisiaj nie potrafię wyjaśnić, skąd takie dziecko znało takie sformułowania.

 RB – Powiem pani, że ja słucham bardzo spokojnie pani historii, dlatego że ja takie historie znam. Ale muszę zapytać panią o coś…

 M – Tak, słucham.

 RB – to dziecko przestało w pewnym momencie o tym mówić?

 M – Potem, pół roku później była taka sytuacja (bo mój pierwszy mąż też nie żyje). Ja wyszłam po raz drugi za mąż i to jest dziecko z drugiego związku. Jemy kiedyś obiad, a on mówi tak: „mamo, a czy twój pierwszy mąż wiedział, że ty będziesz miała jeszcze jedno dziecko?”. Ja mówię – sądzę, że nie, bo ja sama nie wiedziałam. A on na to: „a czy ty wiesz, że on mnie zna?”  Tu się potwierdza ta sytuacja, o której pan opowiadał. O tych aniołach, co tamto dziecko mówiło.

 RB – Pytam panią o to ponieważ wiem, że dzieci, które pamiętają takie rzeczy w pewnym momencie przestają o tym  mówić, kiedy mają 6-7 lat.

 M – On przestał, wie pan.

 RB – Przestał, tak? Czyli było tak samo. No, powiem pani – niezwykle ciekawa historia. Bo ona pokazuje pewną taką tajemnicę związaną z ludzkim bytem. No i bardzo pani dziękuję za ten telefon.

 PJ – Ja bym się tutaj pokusił o skomentowanie tego. Bo to na pewno panią nurtuje. Ja myślę, że znam odpowiedź na tą sytuację. I w bardzo prostych słowach mogę wytłumaczyć. Otóż to jest tak, że jeżeli przez nasz uczynek, w tym życiu załóżmy, ktoś bardzo cierpi. Czyli na przykład popełnia jedna osoba samobójstwo, druga osoba przez to bardzo cierpi. To potem, konsekwencją czegoś takiego jest to, że osoba, która popełniła samobójstwo musi odczuć to, co odczuła tamta pierwsza po stracie. I to po prostu jest właśnie to koło, które się zamknęło. To znaczy pani musiała niestety znowu to odczuć. I już jest zakończona sprawa.

 M – czy mogę jeszcze panu coś powiedzieć? Bo widzi pan, ja jestem na przykład uczulona na cokolwiek, co bym nosiła na szyi. Ja nie mogę nosić golfów…

 RB – Pani Małgorzato. Bardzo pani dziękuję za telefon!



From: [...]
Sent: Sunday, October 17, 2021 5:05 PM
To: Redakcja FN
Subject: Artykuł o reinkarnacji

Dzień dobry Panie Robercie,
sporo czasu upłynęło zanim redakcja zdecydowała się opublikować mój artykuł, ale jest.
To link:

https://epochtimes.pl/nieprzenikniony-fenomen-reinkarnacji-wiedza-kim-byli-kiedys-zanim-przyszli-na-swiat-w-tym-zyciu-obdarzeni-pamiecia-poprzednich-wcielen/

Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomoc, materiały.

Z pozdrowieniami
[...]

/poniżej screen fragmentu artykułu/


Cały artykuł: https://epochtimes.pl/nieprzenikniony-fenomen-reinkarnacji-wiedza-kim-byli-kiedys-zanim-przyszli-na-swiat-w-tym-zyciu-obdarzeni-pamiecia-poprzednich-wcielen/

Komentarze: 61
Wyświetleń: 8640x | Ocen: 31

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Pon, 18 paź 2021 06:27   
Autor: FN, źródło: FN   


Komentarze (61)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.
1 2

Pt, 12 lis 2021 08:29 | brak oceny

sidhartha | Załogant

jak jestem pijany(a często jestem)piszę że reinkarnacja i życie pośmiertne istnieje, więc jak jestem trzeźwy myślę logicznie i wiem ze wraz ze śmiercią znikamy i nic po nas nie zostanie, a to wielka radość, bo mogę szanować Zycie, jestem ale kiedyś mnie już nie będzie, w obliczu tego faktu szanuję życie.

Pt, 12 lis 2021 08:20 | ocena: -1

sidhartha | Załogant

połączenie że światłem, a nawet stanie się ni, to Nirvana buddyjska :)
samsara się kończy i przechodzimy do nirwany, nirwana a samsara to 2 inne stany, i nie można ich porównywać, i tak powinno byc.
po co reinkarnacja?dla pustki.

Czw, 4 lis 2021 11:23 | brak oceny

sidhartha | Załogant

nie podoba mi się to co gada Jackowski o naturze rzeczy :)
jakim prawem on gada że nigdy nie mamy pewności czy coś jest dalej po śmierci, że nie możemy pamiętać o choćby jednym wcieleniu, awatarzy pamiętają wszystkie, bo to błogosławieństwo, nie przekleństwo, szanuję Jackowskiego, ale w kwestii śmierci źle rozumuje, zresztą nie otworzył w pełni 3 oka, są ludzie którzy mają bardziej otwarte, i myślą trochę inaczej niż Krzysiek :)
zresztą są ludzie którzy żyją nawet miliardy lat, zanim umrą, są też tacy którzy nie umrą nawet fizycznie, np.osoby na 72 poziomie mocy, czy to upośledza duchowo?NIE!taka osoba nie choruje, a nawet jeśli to tylko na coś lekkiego :)
z duszą też ma kontakt.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Sob, 6 lis 2021 09:39 | brak oceny

Corth | Załogant

Pan Krzysztof musiałby przeczytać Wedy wtedy jego spojrzenie zmieniłoby się diametralnie pozdrawiam. @sidhartha,

Wt, 2 lis 2021 18:32 | ocena: + 1

magdakowalska48 | Załogant

Po co Bog ma odrabiac lekcje? My jestesmy tu zeby doswiadczac a nie odrabiac lekcje. Zycie to nie szkola. Trzeba pomyslec logicznie dlaczego tu jestesmy. Nalezy odrzucic wszelkie religijne koncepcje. Reinkarnujemy nie dlatego ze musimy zaplacic za cos czy odrobic lekcje tylko dlatego ze chcemy. Mam nadzieje ze kiedys wszyscy stad zrozumieja ze jest tylko Bog i nie ma nikogo innego.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Śr, 3 lis 2021 17:04 | ocena: -1

sidhartha | Załogant

@magdakowalska48, i tak i nie tak :)
naszym ostatecznym celem jest stanie się światłem, nauka jest, bo dusza nie chce światła za darmo :)
tylko nieliczne dusze połączą się że światłem, inne pójdą do piekła,
dzisiaj połączyłem się że światłem, a zapłaciłem za to straszną cenę, ale w końcu udało się :)
połączenie że światłem daje w pewnym sensie nietykalność, taką duszą nie można manipulować. jest nietykalna xD
ona już nie musi się uczyć(i to dobrze)jest nieskończona w świetle, ona już nie musi się inkarnować, choć może ewentualnie jako awatar, nie wykluczam że sai baba już jest w świetle, teraz tylko uczy jak innych nakierować na duchowość ;)
doświadczanie tak ale tylko w świetle(o nirwanie nie wspominając)
madziu, poza bogiem jest samsara, cała sztuka tkwi w tym żeby wyzwolić się z samsary i przejść do Nirvany :)

Rozwiń odpowiedzi (1)

Nie, 21 lis 2021 20:34 | ocena: + 2

magdakowalska48 | Załogant

@sidhartha, nie wiem co bierzesz ale odstaw to. gdybys naprawde sie polaczyl ze swiatlem to by cie tu nie bylo

Nie, 31 paź 2021 10:20 | ocena: -2

sidhartha | Załogant

lucyfer zbuntował się wraz ze swoją żoną, i to nie ulega wątpliwości, nie podobał mu się eden , chciał sam rządzić i zakończyć eden, ale ma wolną wolę, eden się nie skończył,. bo póki co adam i ewa(ludzkość)nie słuchają szatana, ale on nie odpuszczi do końca świata.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Pon, 1 lis 2021 11:05 | ocena: -1

Kepos | Załogant

@sidhartha, w czasie buntu w Raju Lucyfer wybrał sobie żonę bo był stworzony jako singel. Był (jest) przywódcą duchów wyższych (część z nich jest obecnie potępiona) oraz tych najniższych, którymi to my jesteśmy. Pomimo boskiej kary nie daje za wygraną i nadal buduje swoje królestwo (za pośrednictwem ludzi ). Struktury szatańskie to Następca Namiestnika Lucyfera Wszechczasów na Ziemi oraz adiunkci.

Czw, 28 paź 2021 10:01 | brak oceny

sidhartha | Załogant

moje nde BYŁY przyjemne, ale nie wykluczam że są wyjątki.
jezus i budda bodhidharma pio już dawno są w świetle, mi się jeszcze nie udało, choć od wielu wcieleń rozwijam się duchowo :)
ale jestem pewien że wkrótce dotrę na metę :)

Śr, 27 paź 2021 11:19 | ocena: -1

sidhartha | Załogant

lol przecież nauka i reinkarnacja jest iluzją ;p
my cały czas jesteśmy w świetle, i nim jesteśmy, od zawsze i na zawsze, jeśli się mylę to trudno, ale coś w tym jest prawdy xD

Nie, 24 paź 2021 21:38 | ocena: + 6

abrovb | Załogant

Z poczatkiem 80-tych lat moja najstarsza corka miala wtedy okolo 4-5 lat i razem z bratem miala isc do przedszkola. Kiedys przez przypadek uslyszalem jak rozmawiaja pomiedzy soba. Corka opowiadala jak to jest w przedszkolu, tylko opoiadala z punktu widzenia wychowawczyni, a nie przedszkolaka. W dalszych rozmowach opowiadala jak wygladalo przedszkole, i w jakiej okolicy sie znajdowalo. Opowiadala rowniez jak zginela, ratujac dziecko przed wpadnieciem pod samochod. Zaczalem to sprawdzac , mialem dobrze poniewaz w tym czasie pracowalem w urzedzie, a wtym czasie byl stan wojenny. Dodarlem do tego w jakim miescie bylo to przedszkole, i ze w latach 60-tych mial miejsce wypadek przed tym przedszkolem, gdzie wlasnie zginela mloda wychowawczyni tego przedszkola. Najlepsze; ze to dziecko ktore wtedy uratowala, to wlasnie moja druga zona, ktora poznalem 20 lat pozniej.

Rozwiń odpowiedzi (2)

Wt, 26 paź 2021 16:49 | brak oceny

maxxx | Załogant

@abrovb, super !

Rozwiń odpowiedzi (1)

Śr, 27 paź 2021 08:05 | ocena: + 2

abrovb | Załogant

@maxxx, A dobre jest jeszcze to ze moja druga zone spotkalem w czasie wypadku samochodowego, gdy ponad 1000 km od kraju, na ruchliwej ulicy nie zachowala odstepu i uderzyla w tyl mojego samochodu. Mnie nic sie nie stalo ja mialem hak holowniczy, a ona rozwalila chodnice, i auto trzeba bylo sholowac. Ze jest Polka zorietowalem sie gdy zaczela dzwonic do kolezanki zeby ta przyjechala i podwiozla ja do pracy. Wiec zaproponowalem ze ja ja moge rowniez podwiesc, poniewaz wracalem wlasnie z narady, i mialem czas. I od tej pory jestesmy razem.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Czw, 4 lis 2021 15:15 | ocena: + 1

maxxx | Załogant

@abrovb, Też fajne, ale tutaj się tak nie dziwię, bo jesteśmy zaprogramowani na spotkanie w swoim życiu pewnych ludzi.
Mnie zastanawia czy można faktycznie odmienić swoją przyszłość, czy całość w detalach jest programem.
Wydaje mi się, że pojedyncze życie jest rozwojowym programem, który jest korygowany. Tzn pewne doświadczenia zaplanowane wcześniej mogą się nie wydarzyć, gdy wzorcowo przepracujemy inne o podobnej kategorii emocji. Czyli faktycznie nabierzemy większej perspektywy w naszej świadomości.
Taka nadzieja, hehe

Rozwiń odpowiedzi (1)

Śr, 10 lis 2021 18:23 | ocena: + 1

abrovb | Załogant

@maxxx, Gdy inkarnujemy w wybranym przez siebie ciele, to mamy zaplanowana nasza przyszlosc, moze nie w szczegolach, ale w zasadzie mamy wytyczone cele ktore musimy-powinnismy osiagnac. Moze sie tak zdarzyc ze sytuacja sie tak rozwinie ze nie damy rady osiagnac tego celu w tym wcieleniu, wiec umieramy/cialo/ by sprobowac osiagnac ten cel w nastepnym. Jezeli zbaczamy z drogi do tych celow ktore mamy wyznaczone, to samo zycie nas naprowadza na te droge, np. przez chorobe, wypadki, spotkania innych ludzi, itp. Gdy osiagniemy ten cel-cele w tym wcieleniu to po odpowiednim przygotowaniu-urlopie w domu ojca mozemy zaczac nastepne zadanie.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Pt, 12 lis 2021 09:06 | brak oceny

maxxx | Załogant

@abrovb, mam podobne "myślenie". Pozdrawiam

Sob, 30 paź 2021 16:38 | brak oceny

ivangogh | Załogant

@abrovb, wspaniała historia. Dziękuję, że zechciał się Pan nią podzielić.

Pt, 22 paź 2021 12:50 | ocena: -4

sidhartha | Załogant

po śmierci umiera też ciało astralne i nawet dusza, ale rdzeń jest niezniszczalny, świadomość jest nieskończona xD

Śr, 20 paź 2021 12:50 | ocena: -4

sidhartha | Załogant

słyszałem że santi dewi była prostytutką ,już w wieku kilku lat robiła no teges z mężczyznami.

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

STRONA
1 2
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

2 grudnia:// [...] Zapraszamy wszystkich do obejrzenie filmu Zbigniewa Blani-Bolnara z 1994 p.t.: 'Zdarzenie w Emilcinie' Film trwa ponad 1,5 godziny i jest najdłuższym dokumentem o przypadku CE III w historii. Można go obejrzeć w naszym serwisie, jest zaprezentowany w okienku FILM FN  [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Śr, 1 gru 2021 08:30 | 29 listopada 2021 jeden z naszych czytelników widział przelot jasnego obiektu nad Żywcem. Była to jasna kula, która poruszała się i zatrzymywała, w pewnym momencie jak opisuje świadek 'zgasła'. Manifestacja była widoczna ok. 20 sekund , natomiast według świadka była godzina ok. 23.55, czyli tuż przed północą.

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Brak zainteresowanych Załogantów.

Dziennik Pokładowy

Piątek, 19 listopada 2021 | Zgadzam się z Krzysztofem Jackowskim, że jesteśmy w przededniu wielkiej światowej wojny, choć widzę ją zupełnie gdzie indziej niż jasnowidz z Człuchowa i trochę inaczej. Moim zdaniem wybuchnie nie na Bliskim Wschodzie i nie w pobliżu tak znienawidzonego przez najsłynniejszego obywatela Człuchowa Izraela (którego cały czas nazywa małym państwem, którego nazwy nie wymieni), ale być może w dwóch punktach...

czytaj dalej

FILM FN

ZDARZENIE W EMILCINIE - DOKUMENTACJA o Bliskim Spotkaniu III Stopnia z UFO w 1978 roku - ARCHIWUM FN

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.