Dziś jest:
Poniedziałek, 26 października 2020

Majowie wiedzieli wszystko o ruchach planet i całych galaktyk, których nie mieli szans obserwować siedząc na szczytach swoich piramid. Skąd w takim razie mieli taką wiedzę? Tak, to dobre pytanie.
/Michael D. Coe, amerykański archeolog i znawca piramid/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie





Miałem sen, statek był czymś w rodzaju lotniskowca...
Sob, 22 luty 2020 19:10 | komentarze: brak czytany: 2145x

Witam załogę w sumie wiadomość kieruje do Pana B. bo chyba o niego chodzi i sen który dzisiaj miałem. Do rzeczy. Jako że od kilku dni nie zaglądałem na Nautilusa wykluczał bym jakieś podświadome myśli. Dzisiaj przyśnił mi się jakiś statek na oceanie chyba była noc byłem tam ja Pan B. tak przynajmniej to odczuwam i jeszcze jedna osoba. Statek był chyba czymś w rodzaju lotniskowca ponieważ miał ogromny płaski pokład.


 Mieliśmy urządzenie coś jakby do nasłuchiwania kosmosu jakaś antena do wyłapania sygnału bądź przekazu był też dron do latania i obserwacji. W pewnym momencie zauważyłem kule coś jakby gwiazda świeciła na biało-żółto coś jak zwykła gwiazda. Za chwile z niej jakby wyleciała inna kula leciała i była za nią krótka jasna smuga na wzór komety, kula leciała robiła zwroty jakby znaczek marki NIKE dosyć szybko robiła uniki zniżyła się na kilkadziesiąt metrów nad nami i znikła. Ostatnie sekundy w których ją widziałem mignęło mi jakby wygląd prototypu pojazdu antygrawitacyjnego z patentu USA ( ten trójkątny pojazd).

 

Następne sceny miały miejsce jakby na pokładzie Nautilusa w bazie jakby serwery były przeciążone kolejne problemy ze stroną ale przychodzi wiadomość myślimy że to spam albo jakiś wirus jednak okazało się że to jakiś człowiek związany z zjawiskami zainteresował się Panem B. jakaś publikacja czy coś podobnego.

Nie wiem nie miałem wcześniej takich snów ale dzisiaj rano coś kazało mi napisać o tym opisać te migawki snu. Może coś szykujecie w sprawie projektu kontakt lub otwarte niebo ale póki co nic nie mówicie za dużo wiec wykluczam jakieś podprogowe przekazy. W każdy razie coś zmusiło mnie to opisać więc tak zrobiłem. Dajcie znać proszę a może sam Pan B. mi odpisze czy coś z tego dziwnego snu ma pokrycie z jakimiś działaniami Nautilusa. 

Pozdrawiam i dane DW Nautilusa 
--

Pozdrawiam
[…]

 

 

E-mail przekażemy dla naszego kolegi z okrętu Nautilus. Faktem jest, że planujemy dość duże zmiany w oskryptowaniu serwisu. Ale zapewniamy, że wszystko jest pod kontrolą.

I jeszcze wiadomości z naszej poczty:

 

From: […]
Sent: Saturday, February 22, 2020 10:31 AM
To: nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Niewiarygodne historie

 

Witam. W latach 80-90 był tyki tygodnik czy miesięcznik "Skandale". Czytałem go tam były opisane tak niewiarygodne historie że aż ciężko w to było uwierzyć, mniemam iż część z nich mogła by być nawet prawdą takie porównanie mam do dzisiejszych czasów do tych wszystkich stron www o sprawach co najmniej dziwnych. Pozdr.

 

OD FN:

W naszej bibliotece mamy wszystkie odcinki legendarnych „Skandali”. Znamy autorów tych tekstów – faktycznie w znacznej większości opisywali prawdziwe historie.

 

 

From: […]
Sent: Saturday, February 22, 2020 7:07 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: WOŚP 2020

 

Niby zwykła niedziela, idziemy wraz z rodziną do kościoła. Niezwykła, bo gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Ten dzień jest jednak szczególny, wyjątkowy dla mnie. Po mszy spotykamy się przed kościołem z resztą naszej rodziny (konflikt o swoje racje trwa i trwa). Chwilę rozmawiamy i jednak wszyscy razem mamy zamiar spędzić chwilę czasu w naszym domu.
Gdy widzę sznur ludzi wychodzących przez bramę kościoła coś jednak burzy ten cotygodniowy obraz.
Kątem oka dostrzegam stojącą jedną osobę. Jeszcze tego do końca nie jestem świadomy, ale iskierka myśli została zasiana.
Powoli idziemy za tłumem, rozmawiamy, śmiejemy się wszyscy. Wiekopomna chwila.
Dochodzimy do bramy i chcąc nie chcąc zbliżam się do tej, jak się okazuje kobiety w dojrzałym wieku.
Gdy już mamy przejść przez bramę ona zaczepia mnie. Właśnie mnie.
- Przepraszam, czy mógłby pan mi pomóc i to odkleić?
Widzę jak w zakrytych wełnianymi rękawiczkami dłoniach trzyma kawałek arkusza z serduszkami Wielkiej Orkiestry.
- Oczywiście, odpowiadam bez wahania.
Akurat jestem uśmiechnięty, bo w tle gra muzyka szczęśliwej rodziny.
Odklejam serduszko i słyszę kolejne pytanie.
- Co mam z tym teraz zrobić? Pyta lekko skonfundowana.
- Bez wahania biorę w dwa palce serduszko i naklejam, by złączyć symbol pomocy z symbolem życia.
- Teraz wygląda Pani pięknie!. Śmiało dodaję.
- Naprawdę?
- Tak.
Pani uśmiechnęła się i ja poczułem się bardziej szczęśliwy i pewny. Przeszliśmy przez bramę i już dziarskim krokiem udajemy się do rodzinnego domu. Rodzina wciąż radosna, dzieci śmieją się, a ja już wiem że to spotkanie nie było przypadkowe. Jeszcze odwracam się na chwilę, ale nie po to by dostrzec, ale dać sygnał, że JA WIEM.

Historia oparta na faktach, Bóg mi świadkiem, że autentycznych.

 


From:
Sent:
To: Fundacja Nautilus
Subject: Rodzina jednoczy się w śmierci. Sen.

Droga Fundacjo,
Chętnie będę z Wami współpracował pisząc o swoich historiach, zacznę od następującej:

Był akurat dzień moich 18 urodzin, świętowaliśmy z rodziną stołując się pysznymi daniami, kiedy nagle do mojego ojca zadzwonił telefon z informacją o śmierci mojej babci (od strony ojca). Z powodu mojego stosunku do śmierci nie zrobiło mi się smutno, ale pogrążyłem się w zadumie rozmyślając nad jej życiem. Przeżyła 76 lat. Kiedy wieczorem położyłem się do łóżka, rozmawialiśmy z dziewczyną jeszcze w ciszy. Niedaleko drzwi był rzucony papier po kwiatach, które otrzymałem z okazji urodzin, był to całkiem spory arkusz ponieważ zakrywał wcześniej  spory bukiet. Nagle razem z moją dziewczyną usłyszeliśmy bardzo gwałtowny dźwięk szeleszczącego papieru. Nie był to delikatny dźwięk, ale dźwięk przypominający zgniatanie i rozgniatanie arkusza - w pokoju rozlegał się przez kilkadziesiąt sekund ten głośny odgłos. Lekko się wystraszyliśmy, ale ja momentalnie się zaciekawiłem. Zapytałem "czy ktoś tu jest?" W odpowiedzi papier hałasował jeszcze bardziej, nagle spadła ze stołu pusta butelka po winie. Zapytałem czy to moja babcia. W odpowiedzi spadło ze stołu pudełko zabytkowych szachów które rozsypały się po całym pokoju. Usiadłem pod oknem i zapytałem się babci w myślach "Jak Ci tam jest?" - po kilku sekundach przestałem czuć własne ciało, poczułem ogarniające ciepło, zacząłem odczuwać niesamowitą euforię, wyczuwałem silne i bardzo przyjemne wibracje, miałem wrażenie jak bym obejmował wzrokiem pole widzenia 360 stopni, poczułem bardzo silne uczucie miłości i rozpływania się w powietrzu, wielkie poczucie wolności - słowami ciężko to wszystko opisać. Uczucie to trwało około dwóch minut po czym w bardzo dobrym humorze położyłem się z powrotem do łóżka. Wyczuwałem obecność babci wokół mnie jeszcze przez kilka dni.
 Kiedy poszedłem na pogrzeb, rozmawiałem ze swoją matką, która powiedziała, że przed laty moja babcia była u wróżki, która powiedziała jej, że ja będę towarzyszył babci podczas śmierci. Dodała, że jednak była to marna wróżka ponieważ babcia była w szpitalu, a ja w innej części miasta. Nie wiedziała jednak, że babcia skontaktowała się ze mną w dniu swojej śmierci. Wróżka jednak miała rację!

W historii rodziny mojego ojca śmierć zabierała kolejnych jej członków rok po roku. Rodzina wyglądała następująco: Moja babcia (Danuta) żyła w jednym mieszkaniu wraz z moim dziadkiem (Mieczysław) oraz z upośledzonym synem (Waldkiem), który nie był w stanie żyć samodzielnie i trzymał się swojej mamy. Mieli jeszcze jednego syna (Witka), którego wiele lat wcześniej wyrzucili z domu, a także syna (Janusza), który jest moim ojcem, była to rodzina patologiczna. Syn mojej babci - czyli mój ojciec jako jedyny z braci poprowadził samodzielne życie z własną rodziną.
W 2006 roku w sierpniu zmarł mój wujek Witek (na gruźlicę)
W 2007 roku wrześniu zmarł mój dziadek Mieczysław (na raka płuc, palił 50 lat, kiedy zmarł zatrzymał się jego ulubiony zegar na godzinie 22:20, nie dało się go naprawić)
W 2008 roku w październiku (w dzień moich urodzin) zmarła moja babcia Danuta (kłopoty z sercem)
W 2009 roku w sierpniu zmarł mój wujek Waldek (Wypił śmiertelną dawkę alkoholu etylowego)

Przy życiu z tej rodziny pozostał jeszcze mój ojciec. Ostatnio przyśnił mi się niezwykły sen, w którym główną rolę przyjęła moja babcia. Oto on:
 Jestem w mieszkaniu moich dziadków, jest ok godziny 15, świeci słońce i jest w nim dużo ludzi, praktycznie cała rodzina. Ja poczułem zmęczenie i na chwilę położyłem się spać. Obudziłem się w środku nocy zdezorientowany. Było kompletnie ciemno, cicho, światła były zgaszone i nikogo nie było w mieszkaniu. Zaskoczony postanowiłem wstać i zobaczyć czy na pewno nikogo nie ma. Wyszedłem z salonu i szedłem przez ciemny przedpokój, minąłem pokój dziadka, w którym było zgaszone światło. Nagle bardzo się zdziwiłem gdyż idąc dalej zobaczyłem kolejny pokój, którego nigdy wcześniej nie było w tym mieszkaniu. W tym pokoju paliło się światło, były kolorowe meble, ale nikogo w nim nie było. Przeszedłem dalej i wszedłem do kuchni, w której również było ciemno. Stanąłem na środku po czym nagle zza moich pleców wyłoniła się moja babcia. Zdziwiłem się, bo wcześniej jej nie widziałem i nie widziałem skąd przyszła. Miała na nogach klapki, a ja byłem boso. Zdjęła klapki i wskazała na nie głową abym je założył. Założyłem te klapki, poczułem że są ciepłe. Babcia wskazała na zegar wiszący w kuchni - była godzina 02:17, pokazując mi go, powiedziała: "Zobacz... Wszyscy już poszli".
 Sen się skończył
Mój ojciec nadal żyje.

Pozdrawiam,

[...]



From: [...]
Sent:
To: nautilus@nautilus.org.pl
Cc:
Subject:
Importance: High


Przesłania ukryte w snach
W mojej rodzinie – od pokoleń – w snach objawiały się zazwyczaj najważniejsze wydarzenia, które miały dopiero nastąpić: tak było u mojej praprababci, prababci, babci, mamy, mnie, tak jest i u mojej córki.
Moje sny od dziecka są specyficzne: trójwymiarowe, bajecznie kolorowe, objawiające przyszłe wydarzenia - tzw. „jasne” i świadome. W tych snach bardzo często latam (pionowo i poziomo – kto tego doświadcza wie, o czym mówię!), wykonuję różne eksperymenty, badając tamtejszą materię, przestrzeń i czas. W snach spotykałam swoich przewodników duchowych (m.in. parę młodych Indian z Ameryki Północnej, japońskiego mnicha, starą szamankę z Peru). Wielokrotnie śniłam też o swoim życiu w innych czasach (m.in. w starożytnym Izraelu i Rzymie, średniowiecznych Chinach, Japonii, RPA z początku XX wieku, Polsce z XVIII wieku czy z okresu Powstania Warszawskiego… Występowałam w nich zarówno w kobiecych jak i w męskich ciałach: byłam drwalem, kurtyzaną, lotnikiem, mnichem, wielokrotnie dzieckiem obu płci…
Od małego potrafiłam „programować” swoje sny w taki sposób, by śniło mi się to, co chciałam: na przykład w siermiężnych, komunistycznych latach 60-tych XX wieku, z upodobaniem śniłam o pięknych zabawkach, które po prostu zabieram ze sklepu, a do goniących mnie ekspedientek wołam: „Nic mi pani nie zrobi, to tylko sen”! Programowałam sobie też całe seriale: ich „odcinki” śniły mi się zarówno po kilka każdej nocy, jak i w kolejne dni tygodnia. Co więcej, uczyłam tych technik dzieci z mojego podwórka, bo każdy wtedy marzył o chodzącej lalce czy samochodzie na baterie…
Jedną z takich technik jest „programowanie snu”: przed zaśnięciem trzeba zadać sobie pytanie, a odpowiedzi oczekiwać we śnie. Dwa dni po trzęsieniu ziemi w Japonii, wieczorem tuż przed zaśnięciem zapytałam o skutki tego potwornego kataklizmu: przyśniło mi się, że kładę do łóżeczka jakieś niemowlę, które ma skośne oczy, twarz genetycznie zmutowaną (jak np. po napromieniowaniu) i wygląda, jakby umierało. I nagle zaczyna mu lecieć krew z lewej dziurki od nosa, a ja nie mogę znaleźć chusteczki… Obudziłam się z przekonaniem, że najgorszą rzeczą będzie sprawa promieniowania: niemowlęta w kodzie moich snów zawsze oznaczały bardzo złe wydarzenia: problemy o dalekosiężnych i dramatycznych skutkach…
Dwa dni wcześniej programowałam sobie inny sen: zadałam pytanie, kiedy rozpocznie się III wojna. Znalazłam się w sali katechetycznej przy kościele, gdzie chodziłam na religię w podstawówce na przełomie lat 60 i 70-tych (chrześcijaństwo). W małych grupkach przy stolikach siedzieli tam studenci, rozmawiając w kawiarnianej atmosferze. Pod ścianą było stoisko z książkami do kupienia. Stałam przed małą szklaną gablotką z trzema półkami i oglądałam pamiątki po Kadafim, m.in. jego czapeczkę, przy której była cena: 30 zł. Wyjęłam 3 banknoty po 10 zł (dość zużyte), nieproporcjonalnie dużym, trochę zardzewiałym kluczem otworzyłam gablotkę i chciałam wziąć czapeczkę, kładąc w zamian pieniądze. Czapeczka była uszyta z szarego, cieniutkiego jedwabiu i wykończona haftem Richelieu (z obszytymi dziurkami).  Zdziwiło mnie to, że jest taka wiotka i delikatna. Kiedy ją dotykałam, usłyszałam za sobą stanowczy i ostrzegający głos mojego promotora, prof. XX, praktykującego muzułmanina (odbył jesienią pielgrzymkę do Mekki), siedzącego z grupką studentów przy jednym ze stolików. Stanowczym, wręcz ostrzegającym głosem powiedział: „Pani Małgorzato, proszę tego nie robić”. Zrezygnowałam i zamknęłam gablotkę. Podeszłam do stoiska z książkami i zauważyłam, że jakiś student wystawił tam na sprzedaż swoją drewnianą płaskorzeźbę, prostokąt pół metra na jakieś półtora. Przedstawiała… diabła z rogami! (szatan, zło, ostateczna walka). Dotknęłam jej wyrzeźbionych zagłębień i z tym uczuciem w palcach obudziłam się.
Cóż, myślę, że ta wojna już się rozpoczęła – jest raczej rozłożonym w czasie procesem, którego kulminacją będą bezpośrednie walki. Ważny jest tu symbol trójki: 3, 30, marzec, 2013, III wojna? Trzy dni, tygodnie, miesiące, lata? Można oczywiście doprecyzować pytania, programując kolejne sny…
Takich snów miałam w życiu setki. Znaczący wydaje mi się ten, który śniłam kilka dni przed huraganem Catrina i dramatem w Nowym Orleanie: wraz z córką wyglądałam z okna na 3 piętrze kamienicy w Alejach Jerozolimskich. Nagle ulicą zaczęła płynąć wartkim nurtem rzeka, w której leżały tysiące ludzkich ciał: były ciasno stłoczone, wyglądały jak sardynki w puszce, w kilku warstwach jedna na drugiej… Krzyknęłyśmy z córką ze zdumienia, ale nikt z przechodniów zdawał się tego nie widzieć… Po chwili woda zniknęła a ulicą znów sunął sznur samochodów. Sen był tak sugestywny, że opowiedziałam go szefowym redakcji miesięcznika „Feniks”, z którym wówczas współpracowałam, m.in. Ani Frankowskiej, znanej z wielu publikacji ezoterycznych. Ona też była pod wrażeniem.
Jeśli chodzi o sny mojej córki, to są równie ciekawe. Bywa, że tej samej nocy śnimy ten sam sen, a w innych spotykamy się w różnych czasach i rolach życiowych… W taki sposób śniło nam się kilka snów „wcieleniowych” oraz jakiś kataklizm nad Bałtykiem, gdzie uciekamy z plaży, ponieważ ku nam sunie olbrzymia fala… Takie sny miałyśmy już kilkanaście lat temu.
Kiedy była nastolatką, oprócz snów świadomych i o lataniu śniły jej się zazwyczaj zdarzenia, które miały nastąpić kolejnego dnia: kogo spotka, co kto powie, jaka ocenę dostanie w szkole… Wszystko rozgrywało się zgodnie ze scenariuszem ze snu, w najmniejszych szczegółach. Jednak najbardziej niezwykły sen miała w wieku 10 lat, 3 miesiące po śmierci Matki Teresy z Kalkuty. Śniła mianowicie, że mnie nie było w domu, ona była w większym pokoju, a w mniejszym bawiły się dzieci z jej klasy. Nagle przestraszona zauważyła, że zasuwa w drzwiach wejściowych przesuwa się i staje w nich Matka Teresa z rulonem papieru pod pachą. Zakonnica uspokoiła córkę, żeby się nie bała i oświadczyła, że ma wszystkim bardzo ważną wiadomość do przekazania. Niestety, dzieci nie były tym zainteresowane, tylko moja córka, więc matka Teresa podeszła do okna, rozwinęła na parapecie rulon, który okazał się mapą świata i powiedziała, że pokaże jej, gdzie podczas III wojny światowej spadną bomby jądrowe. Wskazała kilka miejsc i zapytała, czy córka je zapamięta, bo musi o tym zawiadomić ludzi. Córka nie miała wtedy jeszcze geografii w szkole, więc Matka Teresa ponownie rozwinęła mapę i znów wskazała jej te miejsca, po czym wyszła, zamykając ponownie drzwi na zasuwę.
Moja córka obudziła się i natychmiast przybiegła do mnie, pytając: - Mamusiu, co to jest „Andy”? Okazało się, że tam ma spaść jeden z pocisków. Usiłowałam zrekonstruować to niezwykłe przesłanie, rozkładając atlas i prosząc, by córka wskazała te miejsca. Było trudno, ale ustaliłyśmy, że dwa pociski spadną w Europie, jeden w Ameryce Północnej, jeden w Południowej, co do reszty brak pewności. Z symboliki snu wywnioskowałam, że te zdarzenia nastąpią, gdy dzieci będą już dorosłe. A ponieważ Matka Teresa życzyła sobie, by tę wiadomość poznali inni, opowiedziałam treść snu na antenie audycji Nautilus Radia ZET, prowadzonej oczywiście przez pana Roberta Bernatowicza. Cóż, wydaje się, że te dramatyczne czasy nadchodzą. Ponieważ nie mamy pewności co do dokładnej lokalizacji pocisków z racji ówczesnego wieku mojej córki, rozważamy możliwość regresu hipnotycznego…  
 
Z serdecznymi pozdrowieniami

[...]
 




Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Czyżby przedwojenny piłkarz wcielił się ponownie i jest... piłkarzem obecnie? Zapraszamy do działu PROJEKTY FN w naszej KAJUCIE ZAŁOGI. [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 08:45 | [...] Dzisiaj nad Warszawską Wolą zauważyliśmy dziwne światło dość duże nieruchome i wyglądające  na zawieszone pod chmurami. Pojawiło się na południowym , poludniowo-wschodnim niebie. Chciałabym się dowiedzieć czy jest to zjawisko naturalne czy jakiś sztuczny obiekt. Wysyłam w załączniku zdjęcia. Pozdrawiam serdecznie.Z Poważaniem[dane do wiad. FN]

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

COVID-19 DO ŚWIATA? Tu mówi koronawirus... - polecane przez czytelnika serwisu FN

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.