Dziś jest:
Niedziela, 25 sierpnia 2019

Matematyka kosmosu wręcz żąda istnienia innych form życia.
/Dan Brown, "Zwodniczy punkt"/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie





NOCNE ZMORY I ATAKI NA SPIĄCE OSOBY – kilka relacji
Wt, 21 lis 2017 10:07 | komentarze: 8 czytany: 3350x

NOCNE ZMORY I ATAKI NA SPIĄCE OSOBY – kilka relacji

W naszym okienku XXI PIĘTRO – TWOJA HISTORIA przeważnie zamieszczamy pojedyncze historie nadesłane przez ludzi. Niestety mamy w kolejce… ok. 5 tysięcy historii, więc być może pomysłem jest, aby w XXI PIĘTRZE publikować ich po kilka lub kilkanaście, aby trochę „zwolnić miejsce w katalogu”.

Dziś kilka historii z serii ATAKI NOCNYCH ZMÓR. Zjawisko znane od początku istnienia ludzkości, wykpiwane i ośmieszane jako „banalny bezdech senny”. Mamy setki relacji o „ataku nocnych zmór” i stawiamy na podstawie zebranego materiału śmiałą tezę: z „bezdechem sennym” to ma tyle wspólnego co „bąble gazu bagiennego i Wenus” z wyjaśnieniem całego zjawiska UFO, czego wiele osób by sobie życzyło… ;)

Relacje poniżej.


From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, July 06, 2014 12:23 PM

To: nautilus

Subject: Zmora

 

Witam Państwa

 

Dnia 05.07.2014 roku w godzinach wieczornych miał miejsce kolejny atak zmory na moją osobę. Ostatni raz doświadczyłam tego ponad rok temu. Od początku roku 2014 zbliżyłam się do Boga. Codzienną rutyna stał się dla mnie poranny i wieczorny pacierz. Dzięki modlitwie stałam się silniejsza i spokojniejsza. Od kilku dni przeżywam zły okres w życiu i z tego powodu zwątpiłam w Boską moc...Nadal w niego wierzę , lecz nie tak bardzo jak wcześniej. Z powodu złego samopoczucia położyłam się wczoraj wieczorem spać. Po jakimś czasie  poczułam na piersi straszny ciężar... wiedziałam co się święci... Zaczęłam walczyć ze zmorą ...rzucałam i wiłam się na łóżku. W pewnym momencie udało mi się na chwilę otworzyć oczy. Widziałam tylko światło i czerwone kreski. Nie wiem jak to określić... czułam również ucisk wokół mojej szyi...Po chwili zaczęłam w myślach odmawiać pacierz. Ta zła moc stawała się coraz słabsza... w chwili gdy mnie opuszczała słyszałam dziwny odgłos... tak jakby "to coś" się krztusiło topiło w wodzie... to był jakby bulgot. Po jakimś czasie wstałam i zauważyłam , że mam zerwany łańcuszek z medalikiem Matki Boskiej... 


 

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, August 23, 2015 4:36 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Re: nocna zmora

 

Witam,

na wstepie chcialem zaznaczyc, ze nie jestem swirem.

Od bardzo bardzo dawna pamietam, ze raz na jakis czas dopadala mnie tzw zmora.

Zawsze w ten sam sposob. W nocy podczas snu, Z tego co pamietam to zazwyczaj snilem jakis obyczajowy sen, nie zaden koszmar. Zwyczajny sen, gdzies sobie chodze, rozmawiam z ludzmi itp. I zawsze z zaskoczenia, to cos przerywa mi sen i zaczyna sie... to uczucie strachu, jak podczas koszmaru, tyle ze sto razy gorzej i... na jawie. Przewaznie patrze sie w strone uchylonych drzwi na przedpokoj, ale nigdy nic nie zobaczylem. Nigdy mnie tez nic nie dotknelo. Raz jedynie cos tak jakby chuchnelo mi do ucha wydajac przy tym bardzo ciche stekniecie, bylo to bardzo realne, poczulem dreszcze na uchu i sie obudzilem.

Z racji tego ze dosc czesto sie to zdarzalo jak na tak rzadkie zjawisko, po prostu przyzwyczailem sie. W momencie wizyty tego czegos wiedzialem ze zaraz pusci i bedzie po wszystkim. Jednak w tym tygodniu juz trzeci raz mi sie to zdarzylo.

Dzisiaj podczas przyduszenia patrzac sie na drzwi nawet niespecjalnie sie tego balem i niespecjalnie z tym walczylem, przez chwile nawet przeszla mi przez glowe mysl zeby sie temu poddac, z ciekawosci... Nie walczylem zbytnio, ale i tak puscilo... problem w tym panowie, ze juz sie tego nie boje, ale wiem ze to jakies skurwysynstwo. Nie jestem pewien, ale dzis w nocy powiedzialem albo pomyslalem w strone tego czegos "no to dawaj kurwo" czy cos w tym stylu...

Mozliwe ze podczas tych akcji towarzyszy mi uczucie spadania, nie jestem pewien bo pamietam wszystko jak przez mgle, ale realizm zawsze na 100 %.

Nie pisze z prosba jak sobie z tym radzic, tylko z pytaniem co to jest i czym to jest spowodowane, nie jestem zlym czlowiekiem ani slabym psychicznie, nie mam powaznych problemow i nie zmarl mi nikt bliski przez ostatnie kilka lat.

Jestesmy katolicka rodzina ale zbytnio nie praktykujaca. Szczerze wam powiem boje sie, ze sie nie boje.

 

From:  [dane do wiad. FN]

Sent: Thursday, February 13, 2014 4:17 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Zmora inaczej?

 

Witam Fundację,

czytałam ostatnio Wasz artykuł o zmorach i między mną a moim mężem wywiązała się ciekawa rozmowa (wielogodzinne rozmowy - dopisek męża) na ten temat. Mój mąż mówił, że wielokrotnie miewał paraliż senny w przeszłości. Teraz zdarza się to sporadycznie. W jego ocenie było to doświadczenie przerażające i bardzo nieprzyjemne. Nie był w stanie się poruszyć i czuł jakby "wykręcało" jego ciało. Po za tym miał uczucie, że ktoś mu się przygląda. Czasami słyszał kroki i widział błyskające światła. Pewnego razu podczas paraliżu zadał w myślach pytanie: "Kim jesteś?". POCZUŁ odpowiedź, którą ciężko było mu ubrać w słowa. Jakby to coś mówiło: "Jestem właśnie tym/nią/nim".

Raz byłam świadkiem jego paraliżu. Zbudziłam się w nocy i usłyszałam, że szybko i ciężko oddycha. Zaczęłam go budzić. Trwało to stosunkowo długo. Zapytałam czy śniło mu się coś złego. Odpowiedział, że miał zmorę, ale już jest dobrze. Ciekawiło mnie dlaczego tak dziwnie oddychał. Usłyszałam, że podczas paraliżu ma wpływ tylko na swój oddech i takie szybkie oddychanie pomaga mu się wybudzić.

Mój brat również miewał zmorę, paraliż senny. Moja mama, teściowa, babcia, kuzynka... a ja nie. Wszyscy jednogłośnie określali to doświadczenie jako przerażające. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego mnie to jeszcze nie spotkało. I czy istnieją jakieś powody, dla których jedni doświadczają zmory, a inni nie. I wtedy coś mi się przypomniało. Jako nastolatka bardzo żywo zajmowałam się tematami związanymi z odmiennymi stanami świadomości, OOBE, LD... Testowałam wszystko na sobie. Miałam ku temu ogromną motywację, dużo czasu i pasji. Początkowy strach przerodził się u mnie w ekscytację takimi zjawiskami. Znawcy tematów OOBE, LD wiedzą, że internet aż huczy od różnego rodzaju technik wchodzenia w te stany. I teraz do rzeczy.

 

Paraliż senny był dla mnie zawsze czymś naturalnym. Po prostu rozumiałam, że jest on medyczną konsekwencją zasypiania. Niczym niezwykłym. Rozluźniałam się i pozwalałam mu się przydarzyć. Czułam wykręcanie ciała, widziałam światełka... Ale moje nastawienie z racji wiedzy i chęci doświadczenia czegoś więcej było bardzo pozytywne. Ekscytacja wręcz mi przeszkadzała, bo mnie wybudzała.

Gdzieś przeczytałam, że łatwiej doświadczyć OOBE rano, kiedy ciało jest zrelaksowane po nocy, ale jeszcze nie wybudzone. Każdego ranka, kiedy tylko mój umysł się przebudził, zgodnie z instrukcjami, nie otwierałam oczu i nie poruszałam żadną kończyną, tylko trwałam w bezruchu. Nie wiem czy mogłam się poruszać czy nie, bo po prostu tego nie robiłam. Leżałam spokojnie. I co ciekawe miałam uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Mało tego, miałam wrażenie, że ktoś otwiera drzwi do mojego pokoju, czułam jak się zbliża, a potem mi przygląda. Byłam spokojna, bo MYŚLAŁAM, że to moja mama, która czasem rzeczywiście wchodziła rano do mojego pokoju po kosmetyki. Jednak moja mama robiła przy tym mnóstwo hałasu, grzebiąc po szafkach i  starając się mnie oczywiście nie obudzić. Myśląc, ze to mama, zastanawiałam się dlaczego mi się tak wnikliwie przygląda, przecież "śpię". Czekałam aż wyjdzie, ale nie słyszałam drzwi, które przy ruszaniu skrzypiały. W końcu otworzyłam oczy. Nikogo nie było. Drzwi były przymknięte, tak jak zwykle. Potem zapytałam mamy czego znowu szukała w moim pokoju. Była bardzo zdziwiona i zarzekała się, że naprawdę nie było jej u mnie. Taka sytuacja przytrafiła mi się parę razy.

Nie czułam strachu i to "coś" po prostu odchodziło. Nic się nie działo. Może wibracja strachu jest tu kluczowa. A gdyby to "coś" żerowało właśnie na strachu?

 

Z moją mamą też było związanych kilka ciekawych historii. Kiedyś na przykład obudziła się rano i przybiegła do mojego pokoju, pytając (prawie krzyczała!) dlaczego stałam nad nią i się przyglądałam, że ona się tak wystraszyła. Ja zaspana nawet nie wiedziałam o co chodzi. I zaznaczam, że nie lunatykuję. Potem jak emocje trochę opadły, powiedziała mi, że leżała w łóżku, otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą "twarz" jakiejś postaci. Wstała przestraszona, a ta postać bardzo szybko zaczęła uciekać. Poszła za nią i widziała jak sunie przedpokojem (rodzice mają bardzo długi przedpokój) do mojego pokoju. Dlatego myślała, że to ja.

 

Jestem bardzo wyczulona na takie doświadczenia w mojej rodzinie i nie tylko z racji zainteresowań głęboko pojętą duchowością, więc skrzętnie je przechowuję w pamięci i chętnie analizuję. Cieszę się, że Fundacja zbiera takie relacje.

Pozdrawiam wraz z mężem

[dane do wiad. FN]

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 7:21 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Nocne zmory

 

Witam,

chciałbym podzielić się z czytelnikami moim przypadkiem. Kilka lat temu nad ranem wybudziło mnie ze snu jakby pukanie do drzwi. Obudziłem się z lekkim lękiem i postanowiłem włączyć światło. Gdy chciałem się podnieść moje ciało zostało zupełnie sparaliżowane. Nie mogłem utrzymać otwartych oczu, powieki mi się zamykały. Leżałem głową od strony okna, w pewnym momencie poczułem, jakby moje ciało się obracało, ogromnym wysiłkiem udało mi się na moment otworzyć oczy i zauważyłem, że leżę odwrotnie jak kładłem się spać. W tym momencie oczy z powrotem mi się zamknęły i usłyszałem dwa wyraźne stuknięcią w drzwi. Zacząłem się modlić i po chwili, to coś odpuściło. Jakby to był sen czy bezdech nie zasypiałbym przez dwa następne tygodnie przy włączonym świetle i radio. Do dzisiaj wszelkie nocne stuki podnoszą mi poziom adrenaliny.

 

Pozdrawiam,

Dawid

 

 

 

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 5:18 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Zmory nocne - przemyślenia, doświadczenia, relacja

 

Witam Was serdecznie.

 

Moje relacje dot. nocnych zmor (o których piszę po waszych dwóch ostatnich artykułach dot. tych spraw) nie są tak spektakularne i dokładne jak wiele bardzo ciekawych na waszej stronie, jednak muszę podzielić się z Wami przy okazji pewnymi swoimi przemyśleniami.

 

Pierwsze przedstawia doświadczenia kolegi. Miało to miejsce tylko dwa razy, ale co ciekawe, po informacji ode mnie o tym zjawisku (!) Kolega nigdy o tym nie słyszał i z ciekawości, kiedy mu o tym powiedziałem, przeczytał to i owo i zaintrygowało go to. Bodaj kilka dni po tym, doświadczył tego na własnej skórze! Przypadek czy świadome, a konkretniej podświadome "ściągnięcie" do siebie tajemniczej istoty poprzez umysł/wydzielenie strachu/energii, które może tą istotę przyciągać? (nie zdziwił bym się, gdyby po waszych artykułach przysyłane by były do Was najświeższe relacje osób). Ale do sedna. Niestety, nie pamiętam już dużo szczegółów z opisów kolegi, jego dokładnych odczuć podczas "ataków". Wiem tylko, że nie miało to aż takiego groźnego przebiegu. Pierwszy raz spotkało go to, kiedy po szkole położył się na krótką drzemkę (więc miało to miejsce po południu). "Atak" polegał na tym, że doznał paraliżu całego ciała i co ciekawe słyszał jakby szepty. Drugi raz miało to miejsce w nocy, i było o tyle ciekawe, że kolega nagle zaczął słyszeć jakiś głos, który mówił do niego po imieniu. Także nie mógł się ruszać, ale miał otwarte powieki. W pewnym momencie, w otwartych drzwiach zobaczył ciemną sylwetkę postaci. Co ciekawe zarówno głos jak i sylwetkę połączył ze swoim bratem, który miał koło niego pokój. Po pewnym czasie wszystko wróciło do normy. Okazało się, że brat spał, więc to nie mógł być on. Więc kto? Nie wiadomo.

Przykro mi, że nie znam wielu szczegółów, które mogły by się okazać pomocne. To są relacje sprzed kilku dobrych lat, co ciekawe, zaistniałe po tym, kiedy mu powiedziałem o tym zjawisku.

Druga sprawa tyczy się filmów i ma związek ze zmorami. Bardzo mnie to zaintrygowało, bo ma związek także z moim przeżyciem. Jednak w mojej relacji jest pewien duży argument poddający moją relację w wątpliwość. Dwie z przeczytanych relacji ma związek z filmami i tak było w moim przypadku. Jeden chłopak pisał Wam, że sprawy działy się po obejrzanym filmie "Egzorcyzmy Emily Rose", a w drugiej relacji kobieta opowiada o "Egzorcyście", który ją rozbawił, a potem zdała sobie sprawę, że mogło mieć to rozbawienie decydujące znaczenie w jej ataku. Moje przeczycie też wiąże się właśnie z rozbawieniem. Oglądałem "Egzorcyzmy Emily Rose" (jak ten chłopak!), ale muszę zaznaczyć, że bardzo rzadko oglądam horrory bo zwyczajnie ich się boję (mam słabą psychikę i potem trudno mi przestać o nich myśleć, nie mogę spać itp) i unikam ich jak ognia. Teraz sytuacja, które poddaje w ogromną wątpliwość moją relację, zdaje sobie z tego sprawę. Wtedy z moim bratem i kuzynem, głupio o tym mówić, ale paliliśmy marihuanę. Tak pewnie nie obejrzał bym tego filmu... Podeszliśmy do jego oglądania trochę bezczelnie. Obejrzeliśmy urywkami, straszniejsze momenty, trochę środka, początku i końca. Bawił nas ten film i żartowaliśmy sobie z niego. Słowa z początku "film oparty na faktach" wywołał u nas salwę śmiechu. W końcu powiedziałem żeby wyłączył ten film, bo nie wytrzymam ze śmiechu. Położyliśmy się spać. Oni zasnęli stosunkowo szybko, ja trochę się męczyłem. Po pewnym momencie, mimo tego, że w pokoju byli oni dwaj, poczułem się strasznie nieswojo, wyczułem czyjąś obecność. Nagle poczułem osobliwy dreszcz, inny niż wszystkie. Zaczął się on od stóp i szedł w górę, jednak nie pamiętam czy skończył się na czubku głowy. To był bardzo dziwny dreszcz, zupełnie tak jakby mnie ktoś skanował, bo chyba to określenie jest najtrafniejsze. Nie bałem się, czułem to i zaciekawiło mnie to ale się nie bałem. Byłem tak odważny, że gdyby bym wtedy zobaczył jakąś postać, to nie zrobiło by to na mnie wielkiego wrażenia. Lekko rozbawiony po pewnym czasie zasnąłem. Może ta wiara w siebie, odwaga wywołane narkotykiem (a może on sam) uratowały mnie przed decydującym atakiem? A może to wszystko to wina tzw. "wkręcenia" czegoś sobie (jak to określił na drugi dzień mój brat, kiedy mu o tym powiedziałem)?

Zdaje sobie sprawę, że zwłaszcza moja relacja stanie się dla Was niczym. W końcu byłem pod wpływem narkotyku i takie coś mogło być wywołane oczywiście przez niego. Ale zawsze pozostaje ten malutki marginesik niepewności. Ostrzeżenie, jak w przypadku tej pani, która z takim samym rozbawieniem oglądała "Egzorcyste"? Związek z filmami o tematyce egzorcystycznej i zachowaniem osób może mieć ciekawe powiązanie z nocnymi zmorami...

Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieje, że nie wskoczę na Waszą czarną listę.

 

Pozdrawiam bardzo ciepło.

Szymon.

 


 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 4:54 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Nocna zmora

 

Nie jestem przekonana co do prawdziwości owych "zjaw", bardziej

przemawia do mnie, że to zwykły bezdech, ale fakt faktem, że byłam

świadkiem takiego zdarzenia, które niekoniecznie do teorii braku

przepływu powietrza można zaliczyć.

Otóż pewnego razu, gdzieś w okolicach moich 10-12 lat, obudziłam się w

środku nocy, co było dośc dziwne jak na mnie, bo jak to moja mama mówi

"śpie jak suseł" i nawet silna burza mnie nie obudzi. Z początku nawet

nie wiedziałam czemu się obudziłam, ale po chwili usłyszałam cichy głos

mojej babci (spałyśmy wtedy w jednym pokoju), która ewidentnie próbowała

krzyczeć, ale przez sen były to jedynie ciche jęki. Mówiła "boże, pomóż

mi, Emilka, duszę się." Miała zamknięte oczy i młóciła przy tym rękoma

jakby coś odganiała od siebie. Wstałam z łóżka i próbowałam ją obudzić,

szarpałam jej ramiona, uszczypnęłam w rękę, mówiłam "obudź się!", ale to

nie działało. Nadal śniła o koszmarze, miała zamknięte oczy i ewidentnie

zaczynała się dusić. Ja z kolei zaczęłam płakać, bo nie wiedziałam co

robić, ale babcia zdołała jeszcze powiedzieć: "zapal światło, szybko!".

Zerwałam się więc z jej łóżka i podbieglam do włącznika. Z chwilą, gdy

światło sie zapaliło babcia się obudziła i usiadła na łóżku chwytając

się za gardło. Ja już taka na serio przerażona, bo z początku byłam

przekonana, że babci się po prostu coś śniło, ale popatrzyłam na jej

szyję, na której widniały czerwone pręgi, tak jakby ktoś z pazurami

chwycił ją za gardło i zaczęłam się dopytywać co się stało. Powiedziała

mi, że była tutaj pani G. (dawna lokatorka, zmarła kilka lat temu, o

dość "zszarganej" reputacji) i próbowała zabrać ją ze sobą. Najpierw

chwyciła ją za kostki u nóg a potem zaczęła "wspinać" się wyżej w końcu

chwytając ją za szyję. Mówiła przy tym, że nie pojdzie Tam sama, bo nie

chce i że w takim razie zabierze kogoś ze sobą. Spytałam się jak ona

wyglądała, usłyszałam, że okropnie, jak człowiek skrzyżowany z

ośmiornicą, miała rany na ciele podobne do wypustek ośmiornicy.

Niestety, babcia widząc moje duże oczy, nic więcej na ten temat nie

powiedziała, pewnie w obawie, że 10-12-letnie dziecko samo może mieć

potem koszmary. Nadmienie jeszcze, że do świtu spałyśmy przy zapalonym

świetle.

Babcia następnego dnia podziękowała mi za to, że, cytuję "uratowałaś mi

życie." Powaga w jej głosie znaczyła, że naprawdę wierzyła w to, że

gdybym nie zapaliła światła, to coś by ją udusiło.

Do dziś nie wiem do czego to zaliczyć: do zwykłego koszmaru sennego?

Jeśli tak to był po pierwsze cholernie realistyczny, po drugie wydaje

się, że jedynym sposobem na obudzenie się, było zapalenie światła, po

trzecie bezdechem tego się nie da nijak wyjaśnić.

 

Pozdrawiam, Em.

 

 

 

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 1:49 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: zmory nocne

 

Witam szanowną redakcję.

Chciałbym króciutko odnieść się do bardzo ciekawego tematu nocnych zmór zwracając uwagę na nieco inny wątek, którego nie zauważyłem w komentarzach i mailach czytelników, a który również uważam zasługuję na rozważenie.

Na początku chciałbym dodać że ja również doświadczyłem tego nieprzyjemnego zjawiska, ale nie chcę opisywać tego tak jak inni czytelnicy gdyż mój opis pokrywałby się z pozostałymi. Jedno mogę tylko dodać że miałem takie dwa ataki i to zawsze wtedy kiedy skręcałem jakby to określić „na złą drogę”. Po jednym obudziłem się stojąc na łóżku i machając pięściami na oślep, myślę że była to taka lekka walka?, ale wracam do meritum sprawy.

Chodzi mi mianowicie o temat reinkarnacji. Otóż znam jednego specjalistę od  spraw ezoteryki, magii rytualnej i reinkarnacji i zadając mu pytanie na temat wyjaśnienia mi  zjawiska, którego doświadczyłem(zmory nocnej), którego nie rozumiałem udzielił mi ciekawej odpowiedzi na ten temat. Otóż chodzi o tzw: „czarną mszę”, czyli rytuał, który był praktykowany przez wtajemniczonych w wiedzę „zakazaną”, szczególnie w średniowieczu, w kręgach nie tylko satanistycznych. Na pewno Państwo wiecie o jakich temat chodzi, często przez taki rytuał przechodziły kobiety które chciały posiąść ową wiedzę zakazaną lub wejść w te elitarne kręgi.

A teraz związek z reinkarnacją. Dusza ma pamięć poprzednich wcieleń, gdyż jest nieśmiertelna. Jeżeli osoba doświadczyła czegoś takiego, w którymś wcieleniu ( a jak wiadomo zdarza się że inkarnujemy się jako kobietą lub mężczyzna na zmianę), to wówczas te ataki są właśnie wspomnieniami owego rytuału. Tam osoba na której przeprowadzano rytuał, była odurzona narkotykami i poddawała się kontaktowi seksualnemu, co odbywało się wbrew jej woli, dlatego dusza się buntuję przeciwko temu wydarzeniu. Może się również zdarzyć, że ten byt który wówczas zawładnął tą podawaną rytuałowi duszą, odwiedza raz nas jakiś czas te osoby, które kiedyś w swoim poprzednim życiu przeszły na lewą stronę z jakiegoś powodu, aby np.: poznać zło, które odkupują w następnym wcieleniu, na zasadzie przypomnienia żeby nie robić takich rzeczy więcej. To wyjaśnienie dużo tłumaczy dlaczego jedni tego doświadczają, a inni nie. Nie wiem czy jest to dokładne wyjaśnienie i czy należy w to wytłumaczenie do końca wierzyć, ale temat jest ciekawy i warty zastanowienia. Jeżeli trzeba przekazać więcej informacji Państwu na ten temat mogę podesłać więcej informacji na temat literatury z tego zakresu.

Pozdrawiam serdecznie , ( adres e-mail i moje dane do wiadomości redakcji.)

[dane do wiad. FN]

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 12:17 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Zmora

 

Witam szanowną Fundację Nautilusa i jego czytelników.

 

Zdarzenie to miało miejsce jeszcze zanim wiedziałam cokolwiek na temat nocnych zmór, było to jakieś ponad pół roku temu. Położyłam się jak co noc i śniło mi się, że w moim domu nie ma powietrza. Znalazłam się obok okna i chciałam je otworzyć, ale tak jakbym nie mogła się za żadne skarby do niego zbliżyć a coś niewidzialnego trzymało moje ciało i pchało w przeciwnym kierunku od okna. Moja ręka była dosłownie jakieś 5 cm od okna. Kiedy czułam, że w moich płucach nie ma ani odrobiny powietrza, obudziłam się. Serce biło mi tak szybko jakbym przebiegła maraton. Oprócz tego nie zauważyłam żadnych zmian na łóżku. Z początku myślałam, że niechcący podkopałam się pod poduszkę i dlatego odcięto mi dopływ tlenu, ale poduszka była na swoim miejscu a ja leżałam normalnie a ciało miałam lekko odrętwiałe jakbym przez jakiś czas leżała w tej samej pozycji. Do czasu kiedy nie poczytałam na temat zmór to myślałam, że może naprawdę jakimś cudem miałam głowę pod tą poduszką bo jak inaczej miałam to sobie wytłumaczyć? No ale jak posiadłam tą wiedzę na temat tej istoty, myślę, że najprawdopodobniej miałam z nią styczność, ale w śnie wcale się nawet nie budząc. Dwa miesiące później kolega z klasy opowiedział swoją historię kiedy tylko przyszedł do szkoły. Wtedy już byłam pewna, że takie coś naprawdę istnieje.

 

P.S. Proszę o nieujawnianie mojego adresu e-mailu.

 

Pozdrawiam

 

 

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 11:25 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Zmory

 

Witam serdecznie!

Ogromnie zainteresował mnie ten artykuł o zmorach, tym bardziej, że sama mam problem z tym "stworzeniem". Atak zmory przeżyłam już kilka razy. Podobnie jak moja siostra bliźniaczka. Zmora jest czymś co czasami nas prześladuje. Każdy atak jest trochę inny, od duszenia, siadania na ciele śpiącego, poprzez próbę uduszenia przez pocałunek. Co ciekawe zazwyczaj zmora (zarówno w moich przeżyciach, jak i siostry) wygląda dość podobnie. Nie zawsze jej twarz jest taka sama, ale zazwyczaj  ma ona długie włosy, najczęściej czarne. Czasem jej twarz przypomina męską, ale zdecydowanie częściej to kobieca twarz. Czasem to tylko zbitka, czegoś czarnego, jakiejś ciemnej masy. Chciałam przytoczyć jedno ze zdarzeń nocnych, ze względu na jego specyfikę. W tym zdarzeniu nie tylko moja siostra dostrzega zmorę, ale i ja. Jesteśmy siostrami bliźniaczkami, i doskonale się rozumiemy (być może to ma znaczenie).

 

Grudzień 2006 - moja relacja

Moja siostra miała sen. Była w nocy zaatakowana przez zmorę. Zdarzyło się to nie pierwszy raz. Ciemna kobieca postać chciała ja pocałować. Wskoczyła jej na plecy. Siostra nie mogła się ruszyć. Obudziła się.

Zaraz po obudzeniu opowiedziała mi o śnie i przyszła spać obok mnie. Jak siostra jest w domu to śpimy w jednym pokoju. Bała się, więc chwilkę świeciłyśmy światło, a potem zasnęłyśmy. Ona spała na brzuchu, ja na boku, tyłem do niej (pamiętam bo gdzieś przeczytałam, że zmorze trudniej zaatakować śpiącego w takiej pozycji, i dlatego tak się położyłam). Obudziłam się między snem a jawą, nadal leżałam na boku, ale nie mogłam się poruszyć. Wiedziałam, że siostra też jest w tym stanie półsnu. Wyczułam zmorę, była przyczepiona sufitu, nad nami. Czarna masa czegoś złego. Bardziej ją wyczułam, niż widziałam. Nagle z ogromną siłą (czułam tę szybkość i siłę) zmora wpadła pomiędzy nas. Siostra mnie wołała przez sen, słyszałam ją w głowie. Zaczęłam się śmiać (tak jakby we śnie, nie realnie), bo to wolne wołanie mnie rozśmieszyło, tak jakby ktoś przedłużał wymowę liter, to mnie rozluźniło. Wtedy siostra ruszyła szybko ręką i uderzyła nią w przestrzeń pomiędzy nami. To nas wyrwało z odrętwienia. Obie pamiętałyśmy doskonale to przeżycie po przebudzeniu.

Zmora jest czymś realnym, ale myślę, że trzeba się nauczyć świadomie z nią sobie radzić. Trzeba jej powiedzieć: NIE. A myślę, że można. Zauważyłam, że jeśli się rozluźnię, jeśli podczas ataku świadomie stanę do walki, przestanę się bać, to ona odchodzi, albo ja zbieram dość siły by się obudzić. Myślę, że kluczem jest strach.

Spisuję swoje najważniejsze sny, ten spisałam zaraz po obudzeniu, dlatego taki dokładny opis zdarzenia i data.

Grudzień 2006 - relacja siostry

W zasadzie to wydarzyło się kilkakrotnie. Zdarzenie, o które chodzi to noc u nas w pokoju. Najpierw - leżałam na brzuchu - jak zwykle, i wtedy zobaczyłam, jak bardzo ładna i młoda kobieta leży obok mnie zwrócona twarzą w moją stronę. Przysunęła się bliżej i chciała mnie pocałować. Gdy się odsunęłam i w panice poruszyłam, ona natychmiast zareagowała agresją i zaczęła z całych sił na mnie napierać. Usiadła mi na plecach, tak, że nie mogłam się poruszyć, ani obudzić. Zerwanie się z łóżka zajęło mi więcej trudności niż zwykle, w takiej sytuacji.

Pamiętam, że nie miało twarzy, ani postaci, ale "to coś" było całe ciemne, jakby zagęszczone i miało dużą energię, ale nie fizyczną. Dusiło tak jakby tą czarną gęstością. Byłam w półśnie i miałam świadomość tego, Nagle udało mi się poderwać i obudziłam się szybko wstając z łóżka. Natychmiast zapaliłam światło i obudziłam siostrę. Bałam się, więc dalej spałyśmy razem. Ja od ściany.

Gdy zasnęłam, to się znów powtórzyło - zmora usiadła na mnie jak zwykle na plecach, mocno mnie przygniatając. Nagle, chcąc się obudzić zaczęłam wołać siostrę przez sen, usiłując zapanować nad ciałem fizycznym. W rzeczywistości był to powolny dźwięk wydobywany przeze mnie - bardzo ospale wypowiadałam jej imię. Mnie, we śnie, wydawało się, że krzyczę. Kosztowało mnie to dużo energii. Nagle siostra zapytała o co chodzi. Zmora nagle zeskoczyła jakby z sufitu, a jednocześnie z moich pleców - tak jakby ta energia była na suficie, a jedynie tak mocno mnie przygniatała, że czułam ją na sobie. Gdy zeskoczyła pomiędzy nas dwie, ja natychmiast wszystkimi siłami uderzyłam w to miejsce pięścią. Wtedy się obudziłam, a tej czarnej energii już nie było.

Następnej nocy byłam przekonana, że to powróci, ale nic się nie wydarzyło.





 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, September 19, 2010 7:40 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Nocne zmory-UFO

 

Witam wszystkich drazacych tematy nieprzyziemne.

 

Moja historia jest bardzo podobna do tych z nocnymi zmorami w tle,lecz ciut sie rozni.

Ponad pol roku temu podczas normalnie zapowiadajacej sie nocy,przysnila Mi sie sytuacja, gdzie jakas dziewczyna pokazujac kartke papieru,lub rodzaj dokumentacji, mowi do Mnie "Oni tu przyleca",wtem Ja sie budze,szeroko otwartymi oczami spogladam w okno(akurat tak bylem ulozony na lozku,twarza do okna)i widze mocne swiatla ktorych zrodlo chowa sie za chmurami.Wygladalo to jak by cos z powietrza w srodku nocy szukalo czegos za pomoca bardzo silnych jupiterow na moim podworku.

Wpadlem w panike,zaczalem krzyczec,ale zupelnie bezdzwiecznie,bylem jakby sparalizowany.Gdy strach osiagnal punkt kulminacyjny ,swiatla nagle zgasly,wtedy juz moglem wstac i zapalic lampe.

 

W calym Moim zyciu,To byla jedena z kilku niewyjasnionych sytuacji.

[dane do wiad. FN]

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN}

Sent: Saturday, September 18, 2010 11:15 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: zmora nocna

 

witam.

myślę, że historie, które tu opiszę okażą się warte przeczytania.

 

 mój mąż można by rzec wykazuje dziwne zdolności. tj. doświadcza dziwnych wizji, od czasu gdy korzysta z wahadełka, te wizje nasiliły się. czasami zdarza mu się "usłyszeć" moje myśli, w sensie że zanim coś powiem on to mówi i pyta się, czy to właśnie chciałam powiedzieć albo czy o tym myślałam.

 wracając do tych wizji, doznaje ich zawsze w nocy. widuje dziwne znaki, zdarza się, że w snach odwiedzają go zmarli i opisują jak wygląda druga strona. wiem, to wszystko brzmi jakbym była obłąkana ale tak właśnie jest. często ma bezdechy nocne, przeczucie, że zaraz umrze, mówi, że wtedy słyszy szum helikoptera w uszach. często pojawiają się drzwi, a wyczulony na nie, nie przechodzi przez nie. opowiadał mi, jak we śnie pojawiła mu się znajoma rodziny, która się powiesiła. opisała mu, jak w zaświatach płynie czas, wyglądała na kobietę młodszą o 20 lat niż była, ubrana była w zielone szaty i przeszła do niego przez drzwi.! na samą myśl o tych historiach, które mi opisuje mam gęsią skórę.

 na początku byłam sceptycznie nastawiona do tych nocnych bezdechów dopóki sama ich nie doświadczyłam. miałam taki w ciąży. w ciąży również przytrafiła mi się też inna "paranormalna" historia.

 widziałam (?) coś a raczej kogoś. kobietę, ubraną w czarne szaty, wyglądała jak topielec, miała długie, splątane włosy, puste , czarne, przerażające oczy. ta kobieta zawisła nade mną, miałam wrażenie, że chce mi odebrać dziecko, słyszałam dźwięk jakby wody wsysanej przez zlew, czułam jakby ulatywała ze mnie cała energia, całe powietrze, dosłownie wszystko...jakbym zapadła się w smołę. rano ( a raczej koło 14 dnia następnego) nie mogłam się podnieść z łóżka.

 a wracając do mojego męża, jak już wspomniałam, choruje na astmę. w wieku sześciu lat doświadczył czegoś naprawdę dziwnego. śniło mu się, że podchodzi do okna, odsłania zasłonę, a tam stoi dziwny stwór z głową zwierzęcia, który chwyta go jak chwyt zapaśniczy, podduszanie za żebra, nie wiem jak to dokładnie opisać, nie znam się na tym. mój mąż jako małe dziecko zaczyna się bronić tj, zaczyna podduszać owego stwora w ten sam sposób co on jego, po czym się budzi. a tydzień później trafił do szpitala z powodu duszności. od tamtej pory choruje na astmę.

 nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy jak duchy, zjawy nocne itp. ale odkąd jestem z moim mężem doświadczam tego dość często. nie wiem czy on coś przyciąga czy co.

nie tylko ja jestem świadkiem tych dziwnych zjawisk. nawet moja babcia je potwierdza.

 

z pozdrowieniami, zuza

 



-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Saturday, September 18, 2010 10:26 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Nocne zmory...

 

Witam!

Zacznę od tego, że już od dłuższego czasu czytam stronę FN, ale jaszcze nigdy nie miałam okazji niczego napisać, dopiero artykuł o nocnych zmorach sprawił,że chcę opisać to co mi się przytrafiło...

Było to rok temu na początku września, noc jak noc, nie poprzedzały tego jakieś specjalne wydarzenia...

W pewnym momencie, zaczęłam wybudzać się ze snu ponieważ poczułam,że ktoś mocno trzyma mnie za rękę... pomyślałam,że może to już rano i ktoś z domowników próbuje mnie obudzić. Wtedy się zaczęło, chciałam otworzyć oczy ale nie mogłam, poczułam jak ktoś trzyma mnie za obie dłonie, nie mogłam się ruszać, próbowałam przekręcić głowę ale też nic, trwało to jakąś chwilę bo pomyślałam,że już nic mi nie pomoże nie mogłam złapać powietrza ale nic mnie nie dusiło poprostu nie mogłam oddychać, jakbym miała całkiem zatkany nos i usta.  Nagle wszystko ustało przekręciłam się na bok otworzyłam oczy i próbowałam złapać powietrze, po chwili udało się. Pamiętam jak trzęsły mi się ręce, nie zasnęłam dopóki nie zrobiło się jasno. Następnego dnia opowiedziałam to koleżankom z pracy. Od tamtej pory nigdy nie zamykam drzwi od pokoju na noc. Bałam się ,że przyciągnęłam do siebie tę sytuację tym, iż interesuję się okultyzmem i siłami nadprzyrodzonymi, chociaż przyznam ,że od tamtego czasu trochę mniej...

Pozdrawiam Beata.

 

 

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Monday, September 20, 2010 5:43 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Paraliż senny

 

Witam

Piszę do was w nawiązaniu do artykułu o tzw Nocnych Zmorach.Zjawisko nazywane Paraliżem sennnym dotyczy bezposrednio również mnie.Od wielu lat cierpię na przypadłość która dotyka mnie zawsze pod koniec snu.Leżę w łóżku,widzę swój pokój oczami niemoge jednak się ruszyć ani wypowiedzieć słowa.Trudno tu mówić o zmorach ponieważ nie czuje niczyjej obecności ani duszności jak" ofiary" owych zmor.Jest to coś posredniego między snem a jawą.Tak jakbym już nie spał ale jeszcze się nie obudzil.Zawsze towarzyszy temu paniczny strach że nie obudze się.Moze któryś z czytelników potrafi wytłumaczyć to zjawisko?

Arek

 

 

 

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Tuesday, September 21, 2010 1:26 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: coś o snach

 

Witam

 

Do napisania zainspirował mnie artykuł o zmorach sennych.

Jak można wnioskować z reakcji czytelników zjawisko jest dość powszechne. Jako dziecko doświadczałem czego podobnego.

Moje doświadczenia są jednak nieco inne niż te dotyczące zmory sennej.

Nie mniej jednak sprawa o której piszę stanowi dla mnie coś w rodzaju zagadki do której nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi,

jednak w pewnym stopniu mnie ona intryguje. Ciekaw jestem czy ktoś doświadczał czegoś podobnego.

                

Koszmar o którym chcę opowiedzieć, dotyczył mojego dzieciństwa, powtarzał się dwa, może trzy razy do roku i około

15 roku życia nagle przestał mi się śnić. Najczęściej śniło mi się to w okresie jesieni albo wiosny,

czasem towarzyszyła temu również gorączka, ale nie była to reguła. Wyglądało to tak:

 

Zasypiałem normalnie i miałem jakiś normalny sen, z jakąś fabułą, nic nadzwyczajnego,

nie było w tym śnie również nic strasznego czy niepokojącego. Treść snu mogła być dowolna.

Nagle jakiś element w tym śnie ulegał jakby uwypukleniu i coś się zmieniało. Przepraszam za mało precyzyjne określenie

jednak proszę pamiętać, że opisuję sny z przed około dwudziestu lat.

Normalny sen zaczynał się zmieniać, nie pamiętam szczegółów otoczenia, ale było to chyba jakieś złomowisko

czy ogólnie jakieś miejsce gdzie dominował chaos. Zaczynał mnie ogarniać niepokój, całkowicie bezkierunkowy niepokój,

nie potrafię wytłumaczyć czego on dotyczył, to było po prostu ogarniające mnie odczucie.

W pewnej chwili wszystko znikało, w głowie pojawiał mi się obraz czegoś bardzo drobnego,

nitki, jakiegoś źdźbła, stokrotki czy bukietu stokrotek oraz świadomość istnienia jakiegoś ogromnego ciężaru,

czegoś ogromnego, jakiejś gigantycznej bryły zrobionej chyba z ołowiu. Pojawiało się odczucie kontrastu między stokrotkami

i tym ciężarem czemu towarzyszył lęk. Jednak nie był to normalny strach, to było coś tak potwornego, przerażenie o takim nasileniu,

że nie potrafię tego opisać ani porównać z czymś co występuje w normalnym życiu.

Nie jestem sobie w stanie wyobrazić sytuacji w której można odczuwać tak potworne przerażenie.

Bardzo istotną kwestią w tym odczuciu była jego bezkierunkowość, albo nawet bezpodmiotowość.

Przerażenie mimo, że wywołane (chyba) przez kontrast między czymś delikatnym a czymś gigantycznym,

było samoistnym bytem czymś co samo się jakby napędzało. Dochodziło do czegoś jakby dodatniego sprzężenia zwrotnego.

Budziłem się, biegłem do pokoju rodziców, ale to dalej mi się śniło. Rodzice zapalali światło, ja miałem otwarte oczy, a sen nie ustępował.

Obraz pokoju, sprzętów, nakładał się na stokrotki. Rodzice starali się mnie budzić, uspokajać, ale to nie pomagało.




Komentarze (8)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.

Wt, 28 lis 2017 02:31 | ocena: + 1

Vadbann | Gość

Do "maskonur". Historia pod tytułem "coś o snach" oraz twój komentarz wprawiły mnie w osłupienie. Zatem jest nas już trójka osób. Mniej więcej mając 2-3 latka (na pewno wiek przedszkolny) był okres czasu, gdy w nocy budziłem się bardzo wystraszony i spanikowany (jak po koszmarze) z powodu powtarzającego się snu (nawet włączałem światło i chodziłem po pokoju aby dojść do siebie). We śnie miałem paniczny lęk związany z kontrastem wielkości i wagi. Ja będąc w nieokreślonej postaci patrzyłem na pieska, który był drobny, a mnie ogarniał wielki lęk, gdyż podświadomie wiedziałem, że to niemożliwe aby w takim małym ciele mieścił się taki wielki pies, który strasznie dużo waży. Trudno to opisać bo ja to we śnie po prostu wiedziałem, a nawet nie dotknąłem tego psa. Gdybym miał opisać ten kontrast obrazowo dzisiejszym językiem to przerażało mnie i wiedziałem, że coś jest nie tak bo to niemożliwe aby w ciele o wielkości małego jorka upchać obiekt o wielkości i masie np. bloku mieszkalnego. Chociaż z tego co pamiętam to we śnie miałem odczucie, że masa tego małego pieska jest jakby nieskończona. Sny po pewnym czasie same ustały i jeszcze ładnych parę lat pamiętałem wszystkie szczegóły. Natomiast obecnie pamięć na ten temat trochę wyblakła. Ponadto pamiętam, że cała scena odbywała się w ciemnej przestrzeni i byłem tam tylko ja oraz ten piesek (było go dobrze widać - jakby był oświetlony - i ciemna przestrzeń nie stanowiła tutaj utrudnienia). Ten sen był dla mnie męczący i czułem ogromny dyskomfort połączony ze strachem, lękiem i odczuciami, które nawet dzisiaj trudno opisać. Nawet dzisiaj jak o tym wspominam czuję lekki niepokój, ale bez przesady.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Wt, 28 lis 2017 10:31 | brak oceny

maskonur | Gość

@Vadbann,

czyli można przyjąć, że wspólnym mianownikiem tych snów (u mnie raczej były to obrazy na granicy snu i jawy) są kontrasty wielkości i wagi między obiektami. Każdemu z nas śniły się inne rzeczy (bukiet kwiatków, piesek, kule) i mam wrażenie, że forma tych rzeczy była obojętna - chodziło raczej o ukazanie że coś jest ogromnie wielkie i ciężkie w przeciwwadze do czegoś małego i lekkiego. Mi moje obiekty kojarzyły się z planetami (może dlatego, że były ogromne, kuliste i właśnie zawieszone w ciemnej przestrzeni!) i to było jakbym ja była np. planetą Ziemią a koło mnie znajdował się obiekt wielkości kropki zrobionej długopisem i ja go widziałam, a potem ja byłam tą kropką przy Ziemi. Oczywiście to nie te wielkości, w moich snach były milion razy większe i milion razy mniejsze, próbuję tylko opisać to obrazowo.
Pozdrawiam :)

Rozwiń odpowiedzi (1)

Czw, 30 lis 2017 04:16 | brak oceny

Vadbann | Gość

@maskonur, Co do pogranicza snu i jawy to na pewno sny o niewyobrażalnie ciężkim i za małym psie były całkowicie innym rodzajem snów niż te zwykłe. Były bardzo realne (rzeczywiste). Ponadto wzbudzały emocje i odczucia, które nie występują nawet w koszmarach. Oczywiście był strach, panika, itd., ale towarzyszyły temu również odczucia, których nawet dzisiaj nie jestem w stanie zdefiniować i to one dominowały we śnie i po obudzeniu. Gdybym miał jakoś spróbować to opisać to może skłoniłbym się do tego, że te sny wzbudzały niewyobrażalny niepokój, który był nie do opanowania i miałem w głowie myśl, że tego nie powinno być i coś tu jest nie tak. Wiem, że ta nieprawidłowość była związana z psem i jego wagą oraz formą ale nie byłem w stanie do końca wskazać o co dokładnie chodzi. To było coś takiego jak czasem, gdy usilnie chcemy sobie coś przypomnieć, już mamy to na końcu przysłowiowego języka ale jednak nic z tego nie wychodzi, choć jest się o włos od przypomnienia. Coś takiego było z rozszyfrowaniem nieprawidłowości z psem. Niby to wiedziałem ale nie do końca. Mam wrażenie, że to też powodowało wzmożenie jeszcze większych negatywnych odczuć. Pamiętam, że sny o psie powtarzały się jak z replay'a. Zawsze wyglądały tak samo i tak samo na nie reagowałem. Poza tym po moim ostatnim wpisie na forum starałem się skupić i bardziej przypomnieć obrazy z tamtych zdarzeń. Pamiętam, że moja reakcja na sen kilkakrotnie kończyła się nawet budzeniem rodziców w środku nocy. Z tego co kojarzę to po ponownym zaśnięciu również zdarzało się, że sen wracał i wszystko od nowa. Ponadto pamiętam, że bałem się niesamowicie jakiegoś bytu. Nie wiedziałem kim on jest, ani ewentualnie czym. Zdawałem sobie sprawę, że ten dziwny pies i cała sytuacja jest wygenerowana lub pod kontrolą jakiegoś bytu co również powodowało strach panikę i dziwne odczucia.

Śr, 22 lis 2017 23:08 | ocena: + 1

Christi | Gość

gdy byłam dzieckiem to bałam się spać bez lampki.Spałam sama w pokoju,z zapaloną lampką ,przed zasnięciem nerwowo patrzyłam na klamkę,jakbym bała się że ktoś wejdzie.Bałam się tak bardzo że wątpiłam w nastanie nowego dnia.Modliłam się do anioła stóża ,pewnego wieczora ,miałam wrażenie że ktoś stanął obok łóżka.Nikogo nie widziałam ale to wrażenie było silne,w myślach opowiadał mi coś w rodzaju bajki .Nie byłam w stanie zapamiętać ani słowa,gdy skupiałam uwagę na słowach przerywał a słuchając zasypiałam.Tekst przypominał opis bitwy w stylu armagedon.

Śr, 22 lis 2017 21:19 | ocena: + 3

Magda | Gość

kiedys duch wgniotl mnie w lozko jak lezalam na plecach. nie spalam jeszcze. zaczelam sie opierac i po jakims czasie puscilo. natomiast moja siostra opowiadala ze chodzil po niej duch jej zmarlej kolezanki, bo moja siostra pozyczyla od niej ubrania a potem kolezanka umarla. ustalo kiedy siostra oddala ubrania jej rodzinie

Śr, 22 lis 2017 11:12 | ocena: + 5

maskonur | Gość

Dzień dobry.
Właśnie przeczytałam ostatnią historię, która jest zatytułowana "coś o snach" i powiem szczerze, że przeszły mnie dreszcze i nadal mam ciarki jak to piszę. Jako małe dziecko (kilkuletnie) miałam prawie identyczne sny!
Co prawda mi śniło się co innego, ale zasada była ta sama. Jakbym czytała o sobie.
Mianowicie śniło mi się, że jestem zawieszona jakby w próżni/kosmosie - trudno to określić. Napisałabym, że po prostu byłam, ale nie jako człowiek a jako hmm... "forma". W jednym momencie byłam czymś tak ogromnym, nieskończenie ogromnym że sama nie wiedziałam czy w ogóle mam jakieś granice a obok mnie była inna forma - nieskończenie mała. Ten kontrast wywoływał u mnie uczucie strachu, paniki i jeszcze takiego uczucia, którego nie umiem opisać. Potem następowała zmiana i to ja byłam tym małym czymś obok tego czegoś olbrzymiego. W mojej pamięci te formy są obłe, jakby kuliste i biało-popielate.
Pamiętam, że bardzo się tego bałam i bałam się zasypiając, żeby mi się to już nie śniło. Rodzicom nie opowiadałam o tym, bo jako kilkuletnie dziecko nawet nie byłabym w stanie tego opisać. Nawet teraz trudno to opisać. Po prostu to się samo działo.
Nie było to wynikiem telewizji (wtedy w TV oglądałam tylko Misia Uszatka i Teleranek :) ani opowieści/straszenia przez kogoś.
Nie pamiętam kiedy to się skończyło, ale działo się to tylko jak byłam mała (wiek przedszkolny). Zapomniałam o tym na wiele lat, przypomniało mi się całkiem niedawno i kiedy o tym myślę, nie odczuwam strachu ale przyjemnie też nie jest.
Dodam tylko, że pierwszy raz czytam czyjąś relację, która jest tak podobna do moich przeżyć.
Pozdrawiam :)

Rozwiń odpowiedzi (1)

Śr, 22 lis 2017 21:17 | ocena: + 2

Magda | Gość

@maskonur, " Ten kontrast wywoływał u mnie uczucie strachu, paniki" dlaczego kontrasty wywoluja panike i dlaczego akurat pani "bezgraniczna" bala sie czegos "ograniczonego"?

Rozwiń odpowiedzi (1)

Czw, 23 lis 2017 09:15 | brak oceny

maskonur | Gość

@Magda,
Trudno to opisać. Oczywiście na logikę, coś olbrzymiego nie powinno się bać czegoś małego. Ja bałam się tego uczucia bycia nieskończenie wielkim czymś. Na początku chciałam odpisać, że było to uczucie że zduszę, zmiażdżę to małe coś - ale to nie to. Poza tym, ja byłam nieograniczenie wielka a to coś małe było nieograniczenie małe, a nie "ograniczone". Poza tym często nastepowała zmiana i to ja byłam czymś tak nieskończenie małym, że jako dziecko ogarniała mnie panika (w moim dziecięcym świecie, wszystko miało konkretne wymiary przecież).
I teraz jak dłużej to wszystko analizuję, to chyba jednak nie był do końca sen - to były takie obrazy i odczucia, które pojawiały się przed zaśnięciem i których nienawidziłam.

I zasadniczo kontrasty nie wywołują u ludzi (w tym u mnie) strachu, ale tamto to było coś innego no i, co zaznaczam, byłam małym dzieckiem. Trudno żeby dziecko ogarnęło rzecz, której i dorosły by nie zrozumiał. Ja nadal nie rozumiem co to było i po co pojawiało mi się w głowie.

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN [...] Przed zobaczeniem obiektu odebrałam myśl-przekaz 'w taką noc można spotkać UFO' Parę minut później pojawił się na godz.11 Dalszy przebieg był zaskakujący, ponieważ zareagował na moje wycofanie i bardzo szybko i blisko zbliżył się. Byłam bardzo wystraszona i krzyczałam ale widziałam niezależnie obracające się pierścienie i chyba jeden znak z wielu, które tam były. Miałam wrażenie jakbym widziała jakąś projekcję Data:połowa lipca 2009 r,noc z niedzieli/poniedziałek czyli już...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 05:09 | Witam. Dzisiaj (24 sierpnia 2019) o 22:00 w okolicach Opola zaobserwowałam z mężem dziwne, poruszające się światła na niebie. Było ich sporo i były rozproszone. Ta świecąca równie mocno jak gwiazdy 'konstelacja' poruszała się ze wschodu na zachód. Czy to mogły być satelity SpaceX? Czytałam, że najpierw tworzyły regularny sznur świateł, ale z czasem będą się rozpraszać. A może to było jeszcze coś innego?

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 25 lipca 2019 | 22 lipca 2019 roku odszedł w stronę światła Marek Rymuszko. Twórca i pomysłodawca miesięcznika ‘Nieznany Świat’, który przebudził miliony ludzi ze snu i sprawił, że dostrzegli inny, nieznany świat. Ale odszedł przede wszystkim bliski mi człowiek, którego brak odczuwać będę do końca mojej ziemskiej wędrówki.

czytaj dalej

FILM FN

UFO NAD MŁAWĄ - 15 sierpnia 2019

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.