Dziś jest:
Czwartek, 26 listopada 2020

Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nie śniło filozofom.
Wiliam Szekspir, Hamlet

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie





Moja rozmowa z... wewnętrznym głosem
Pt, 16 lis 2018 06:19 | komentarze: 6 czytany: 2549x

[...] Przed rozpoczęciem edukacji szkolnej spędziłam, na własną prośbę, kilka miesięcy u dziadków na wsi. Była to ostatnia okazja, żeby pobyć z nimi nieco dłużej w innych okolicznościach niż wakacyjne. W czasie mojego pobytu w sąsiedztwie wydarzyły się niezależne od siebie, bardzo nieszczęśliwe wypadki samochodowe, w których zginęli dwaj młodzi mężczyźni. Wszyscy ich znali, lubili. Oni się ze sobą przyjaźnili, chyba nawet w dalekim stopniu byli jakoś ze sobą spokrewnieni.
Byłam wtedy małym dzieckiem i pamiętam tę grozę, gdy przychodziły wiadomości.

Pamiętam dobrze widok matki pierwszego z nich, jak idzie piaszczystą ścieżką, ubrana na czarno, z rozmierzwionymi włosami, wyjąc nieludzko. Wzbudzała we mnie respekt i lęk. Przyglądałam się jej ukradkiem. Potem dziadkowie, nie bacząc na mój wiek, zabierali mnie przez trzy dni na czuwanie w domu zmarłego, przy otwartej trumnie z ciałem. W pamięci mam dźwięk nieustannych modłów i płaczu, zapach kwiatów i jodłowych gałązek do wieńców i widok tej matki która utraciła jedynego, najukochańszego syna, chodzącej bez zmysłów między zebranymi licznie członkami rodziny, sąsiadami i znajomymi. I słowa, które wykrzyczała patrząc na zwłoki syna do jego przyjaciela i jego rodziców. Słowa, które wszyscy zebrani słyszeli, a w których wyrażała swój żal i zazdrość, że zginął nie kto inny tylko właśnie jej syn i że to ona musiała stracić dziecko.

I zaraz potem kolejne tragiczne zdarzenie i informacja, że przyjacielowi zmarłego nie dane było cieszyć się życiem dużo dłużej. Nie miał zapiętego pasa, podczas zderzenia wypadł przez okno i zginął przygnieciony samochodem tuż pod oknem domu swoich rodziców. Szok zapanował wśród ludzi w rejonie, gdzie nie zdarzało się grzebać osób w takim wieku. Mieszkańcy, mając świeżo w pamięci pogrzeb poprzedniego młodzieńca, zaczęli dopatrywać się związku między słowami zrozpaczonej matki a kolejnym wypadkiem. Przez lata izolowali ową kobietę, naznaczając ją piętnem „Czarnej Wrony”. Uważali, że rzuca klątwy i sprowadza nieszczęścia na tych, którzy się do niej nieopatrznie zbliżą i jej narażą.
Przechodziłam przez kolejny rytuał pogrzebowy. Tym razem jeszcze oglądałam ciało z obrażeniami twarzy, która zdawała się poruszać w migotliwym blasku gromnic. Zamykanie wieka trumny, pochówek. Wszystko to sprawiło, że zderzyłam się po raz pierwszy w swojej świadomości z widmem śmierci i ogarnęła mnie czarna rozpacz. Otchłań odebrała mi wszelką radość, chęć do zabawy, jakikolwiek sens.

Zamykałam się w pokoju, kładłam na łóżku i płakałam albo łkałam godzinami. Nie byłam wychowywana na mazgaja, a okazywanie słabości nie było mile widziane, rodzina jednak widziała, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Dziadkowie próbowali mi nieporadnie pomóc, nawiązywali próby pocieszenia mnie, szukali odpowiednich argumentów. Mówili na przykład, że jestem dzieckiem, że nie mam co o tym myśleć, że jeszcze nie czas, że całe życie przede mną, że tak już jest skonstruowany świat, ale ja jestem niejako ostania, póki co, w kolejce po śmierć (tak jakby rzeczona kolejność pokoleniowa rzeczywiście istniała:) ). To zupełnie do mnie nie trafiało, bo co za różnica czy wcześniej, czy później, skoro koniec jest nieunikniony.

Próbowali więc odwrócić moją uwagę, albo przekupić mnie jakimiś słodyczami. W końcu, wyczerpawszy asortyment, najczęściej zostawiali mnie samą, a ja zmagałam się z niewyobrażalnym lękiem, który mnie paraliżował.
Któregoś wieczora, gdy tak lamentowałam, usłyszałam wewnętrzny głos, który mówił, a właściwie nakazywał mi: „Policz na palcach i zobacz ile masz lat.” Wyciągnęłam rękę przed siebie, zaczęłam liczyć. Starczyła mi do tego rachunku jedna dłoń. „Spójrz na nią, tyle lat żyjesz. A teraz zobacz, co było wcześniej.” Patrzyłam na przestrzeń przed dłonią. „Przypomnij sobie, czy było ci wtedy tam źle? Czy czułaś głód? Czy czułaś ból? Czy czułaś strach?” Skupiałam się, żeby sobie przypomnieć i byłam przekonana, że nic takiego nie pamiętam, a więc nic takiego zapewne nie czułam. Odpowiedziałam więc: „Nie, nie czułam.” „Nie bój się więc. Po prostu tam wrócisz”- usłyszałam.

Zaufałam temu głosowi. Mój dziecięcy rozum przyjął bez szemrania i dodatkowych pytań taką logikę:). Oczywiste stało się dla mnie, że nie mam się czego obawiać. Ta „rozmowa” amputowała automatycznie cały mój żal i przywróciła do świata żywych. Wstałam, wytarłam nos, oczy i poszłam coś zjeść.

[dane do wiad. FN]





Komentarze (6)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.

Sob, 17 lis 2018 23:31 | ocena: + 2

maskonur | Gość

Nie wiem. Mnie nie pytaj. Gdyby to ode mnie zależało, żadnym dzieciom nie działaby się krzywda, ponieważ uważam że największe przestępstwo, najgorsza krzywda jaka istnieje na świecie, to krzywda wyrządzana dzieciom.

Pt, 16 lis 2018 12:31 | ocena: + 2

Pan D | Gość

Szkoda, ze wiedza o zyciu po smierci i reinkarnacji nie jest powszechna. O ile swiat bylby piekniejszy.

Pt, 16 lis 2018 11:54 | ocena: + 1

jegar | Gość

Nic dodać, nic ująć

Pt, 16 lis 2018 10:13 | ocena: + 3

maskonur | Załogant

Fajni ci dziadkowie, tacy niezbyt empatyczni.
Jak można przedkładać lamentowanie przy zmarłym (nawet nie z rodziny) nad dobro własnej wnuczki i serwować dziecku widok zmasakrowanych zwłok?! A potem jeszcze dziwić się, że dziecko płacze i jest przygnębione. Po takich widokach?!

Nie jestem wrogiem odizolowywania dzieci od tematu śmierci - wręcz przeciwnie, też mają prawo do żałoby i pożegnań (chociaż tu raczej ma to sens, jeśli dziecko znało osobę zmarłą). Nie wiem jednak jaki miało sens uczestnictwo dziecka w lamentach, obserwowaniu oszalałej matki i wreszcie okaleczonych zwłok, wystawionych na widok (!). Trzeba było dziecko odesłać do domu, choć też dziwię się że rodzice nie zabrali dziecka, bo przypuszczam że wiedzieli o sytuacji. Dla mnie jest to niepojęte.

Może i faktycznie jakaś siła wyższa włączyła się i naprawiła traumę, którą bezmyślni ludzie zafundowali małemu dziecku.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Pt, 16 lis 2018 19:47 | ocena: -1

Michał | Gość

@maskonur, szkoda tylko, że siła wyższa nie włącza się i nie interweniuje gdy dzieje się prawdziwa krzywda dzieciom. I wtedy nie leczy ich traum. Dlaczego?

Rozwiń odpowiedzi (1)

Pon, 19 lis 2018 18:20 | brak oceny

magdakowalska48 | Załogant

@Michał, bo moze te dzieci wybraly sobie taki scenariusz zycia?

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Ostatnie dwa tygodnie zajęły nam zmiany oskryptowania stron. Serwis czasami nie był dostępny, ale teraz wszystko powinno działać bez problemów. Zapraszamy na pokład okrętu Nautilus wszystkich zainteresowanych największymi zagadkami naszego świata... okręt Nautilus jest właśnie dla Was! ... ...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 03:00 | Witam, 23.11.2020 nad Białołęką na wysokości osiedla Regaty był widoczny bardzo duży obiekt tuż nad chmurami. Obiekt widziała moja partnerka oraz jeszcze jeden sąsiad podczas spaceru z psami.Jak na razie odnalazłem jeszcze jedną osobę która widziała ten obiekt 15 min później już szybko lecący. Wstępnie oceniamy że obiekt mógł mieć kilkaset metrów długości. Był bardzo dużyProszę popytajcie czy ktoś na Białołęce 23.11.2020 koło godziny 23.15 czegoś nie widział.

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

KORONAWIRUS - bestialskie polowania i zjadanie dzikich zwierząt kluczem do zrozumienia tajemnicy pandemii koronawirusa

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.