Dziś jest:
Piątek, 27 listopada 2020

Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nie śniło filozofom.
Wiliam Szekspir, Hamlet

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Widzieliśmy UFO! Sierpień 2018 około 22:00, Słupsk
Sob, 29 luty 2020 07:42 komentarze: 1 czytany: 1887x

Witam serdecznie.Po obejrzeniu transmisji z rozmową światków dziwnych obiektów zdecydowałam że napiszę o swoim doświadczeniu swoim oraz mojego narzeczonego.  Temat ufo był dla nas znany. Interesowaliśmy się tym jednak nie aż tak jak dziś.  To był sierpień 2018 roku około godziny 22-23. Musieliśmy podjechać do domu po kilka rzeczy, ponieważ do miasta przyleciała rodzina z Norwegii u .......

czytaj dalej

Witam serdecznie.
Po obejrzeniu transmisji z rozmową światków dziwnych obiektów zdecydowałam że napiszę o swoim doświadczeniu swoim oraz mojego narzeczonego.  Temat ufo był dla nas znany. Interesowaliśmy się tym jednak nie aż tak jak dziś.

 To był sierpień 2018 roku około godziny 22-23.
 Musieliśmy podjechać do domu po kilka rzeczy, ponieważ do miasta przyleciała rodzina z Norwegii u której mieliśmy spędzić trochę więcej czasu.  Mieszkaliśmy w spokojnej dzielnicy a dokładnie w Kobylnicy powiat Słupski. Mieliśmy dość dobry widok na niebo ponieważ nie ma tak bloków, są domy i ogrody, prosta przestrzeń.
Podjechaliśmy do domu i poszliśmy zapalić na taras, mój narzeczony który często bardzo panikuje wręcz krzyknął abym spojrzała w niebo bo coś tam leci.  Spojrzałam i widziałam białe światło które miałam wrażenie leci w naszym kierunku ponieważ robiło się coraz większe.

 Trwało to jakieś 5 minut około choć byłam tak zaciekawiona a jednocześnie przestraszona że mogło to trwać dłużej.
 Światło zbliżało się faktycznie, w pewnym momencie było już tak blisko i tak ogromne że obydwoje w szoku stwierdziliśmy że to meteoryt albo coś podobnego bynajmniej czuliśmy zagrożenie przez to obydwoje pobiegliśmy do domu i zbieglismy do piwnicy.

Mało się nie popłakałam ponieważ z rodziną czekał mój syn. Miałam go przed oczami więc wyobrazi sobie Pan jaki musiałam czuć strach. W międzyczasie narzeczony dzwonił do Wujka aby spojrzał w niebo ponieważ wynajęli apartament z widokiem wręcz na całe miasto. Wujek stwierdził że nic nie widział.
. Minęło jakieś 15 kolejnych minut i nic się nie dzialo więc wyszliśmy powoli na taras aby zobaczyć czy coś się nadal dzieje
 Światła nie było ale obok leciał helikopter którego widzieliśmy tylko światełka i słyszeliśmy dźwięk. Kawałek dalej również helikopter.
 Dziwne...
 Do dziś wspominamy tę sytuację i do dziś twierdzimy że to nie było normalne, na pewno też nie byl to dron ani światła helikoptera. Światło szybko się zbliżało, im bliżej było tym większe i nie wydawało żadnych ale to żadnych dźwięków.

  Teraz jesteśmy na bieżąco.
 Często widzimy jakieś dziwne szybkie małe światła poruszające się wokół gwiazd najczęściej w stronę morza.

 Jednak później sytuacja która w sumie zauważył mój syn na ogrodzie dała mi wiele do myślenia.
 Byliśmy na ogrodzie zeszły rok, słoneczny dzień. Godziny popołudniowe.
 Słyszymy krzyk syna ( syn ma zaraz 8 lat )

Mama, tata patrzcie!

Więc spojrzeliśmy przestraszeni ponieważ wrzasnął wniebogłosy.
 Lecialo nad ogrodem obok sporo czarnych ptaków i na pierwszy rzut oka nic w tym dziwnego nie było jednak spomiędzy tych ptaków wyłoniło się coś co może lecąc bokiem było zakamuflowane. To było coś czarnego dziwnych kształtów, matowe wielkości  może mojej może ciut mniejsze liczmy 1'5 m/2,m.
 Lecialo między ptakami tak jakby chciało się zakamuflować jednak zdradziło go odbicie światła słonecznego. Jakiś metal na pewno. Nie miało żadnych otworów, żadnego odgłosu. Tak jakby leciał kawałek gładkiego czarnego lekko falistego stopu metalu inaczej tego nie opiszę.
 Patrzelismy tak długo aż nie znikło za drzewami wraz z ptakami.

 Lecialo jakie 5/6 m nad ziemią widzieliśmy to dość dokładnie.

 Syn to zauważył przypuszczam dlatego że jak zmieniało kont odbijało światło.

 Dron odpada.

 Narzeczony ma za sobą 7 lat wojska.

 Im częściej o tym myślimy tym częściej coś widzimy jednak te dwie sytuacje najbardziej utkwiły w pamięci.

  Mam nadzieję że ludzie otworzą oczy i że kiedyś prawda o NICH i o NAS wyjdzie na światło dzienne.

 Pozdrawiam
[dane do wiadomości FN] e-mail dostaliśmy 28 lutego 2020



I jeszcze jedna sprawa z naszej najnowszej poczty. Bardzo cieszymy się, że książka "Misja" jest czytana przez naszych czytelników. Naszym zdaniem to jedna z najważniejszych książek, jakie kiedykolwiek zostały napisane na naszej planecie.


-----Original Message-----
From: [...]
Sent: Friday, February 28, 2020 6:05 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Sen a niezwykle zjawisko na niebie.

            Sen a niezwykle zjawisko na niebie.      

   Witam szanowną Fundację Nautilus. Dziś w nocy nie mogłam zasnąć (28.02.2020) udało mi się dopiero po  1-ej w nocy. Miałam dziwny sen który trwał krótko. We śnie szlam jakby po peronie i widzę, że nadlatuje w moją strone mała czarna kula po chwili schwytalam ją w ręce czułam, że ona chce mi się wyrwać z dłoni i odlecieć czułam jej siłę, pomyślałam w tym śnie że zrobię jej zdjecie i też wykonałam kilka fotografii. Obudziłam się z tego snu o 2:30 w nocy i nie mogłam zasnąć. Wracając dzis z pracy po południu do domu moja mama z którą mieszkam pokazała mi zdjęcie które zrobiła telefonem zza okna w domu, które wyko nala jak sama twierdzi że  cos wewnetrznie zmusiło ja do podejścia do okna a w tym czasie oglądała Starozytnych kosmitów w TV,byla wtedy gdzieś 12:30. Dodam po krotce że niedawno skończyłam czytac ksiazke"Misje"i byłam pod wrażeniem tej pięknej planety i istot ich zamieszkujących godzi e najważniejsza dla nich jest miłość i prawo wszechswiata, czytając można się przenieść w inny wymiar. Przesyłam dla FN zdjęcie dziwnej kuli, mam wrażenie że mój sen jest zwiazany  tym zdjęciem. Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów, wasza zalogantka.[...]






zwiń tekst



Po drugiej stronie spotkałem wiele przeróżnych postaci.
Czw, 27 luty 2020 14:13 komentarze: 1 czytany: 3119x

Mam 20 lat, jestem mieszkańcem Tychów, prowadzę zwykłe życie. Nie mogę wam w żaden pomysł podać żadnych silnych argumentów, które mogłyby udowodnić wam że mówię prawdę, pewnie dużo osób wam pisze z czego większość pisze byle bzdury. Przejde do sedna sprawy, a wy sami oceńcie prawdziwość tego z czym się spotkałem. Zaczęło się jakies 3 lata temu, po prostu zasypiałem w łóżku, po dniu jak każdy inny. .......

czytaj dalej


Mam 20 lat, jestem mieszkańcem Tychów, prowadzę zwykłe życie. Nie mogę wam w żaden pomysł podać żadnych silnych argumentów, które mogłyby udowodnić wam że mówię prawdę, pewnie dużo osób wam pisze z czego większość pisze byle bzdury. Przejde do sedna sprawy, a wy sami oceńcie prawdziwość tego z czym się spotkałem.

Zaczęło się jakies 3 lata temu, po prostu zasypiałem w łóżku, po dniu jak każdy inny. Poczułem nagle że nie mogę się ruszyć, ani otworzyć. Wybudziłem się, sytuacja powtórzyła się jeszcze ze dwa może trzy razy, aż w koncu za któryms razem udało mi się otorzyć oczy. Widziałem przeciwko siebie postać, która była jakby sprawcą mojego bezruchu. Piszę to teraz na szybko, chcę po krótce objasnic sprawę, a jesli zainteresujecie się moge zacząć wnikać w szczegóły i napisać wam wiele więcej. postać po chwili zniknęła, a ja sam zawisłem jako bezpostaciowa postać nad swoim ciałem. Czułem się źle, nie potrafiłem oddychać, odczuwałem ogień, to było straszne.

Po chwili "zeszłem" na ziemię, i przybrałem swą normalną postać, choć moje ciało leżało ciągle na łóżku. Poruszałem się po domu, po pokoju, wszystko było takie realne, bałem się strasznie, tak bardzo, że zacząłem płakać z powodu iż nie mogę sie wybudzić. Z domu również nie potrafiłem wyjść. Mijały godziny, dosłownie. Zacząłem wyć i zacząłem modlić się do krzyża, który mam powieszony w pokoju.

Gdy uklękłem i złożyłem ręce, one zaczęły się łamać, jak zapałki, upadłem na ziemię, i znów stałem się bezpostaciową istotą, patrzącą na swoje ciało, tym razem widziałem dwa ciała. Jedno śpiące, drugie połamane i pogrążone w bólu. Ból był taki prawdziwy, realny. JAk wszystko czego doswiadczałem. Nie mam za bardzo czasu opisywać co było dalej, ale powiem iż od tego czasu wiele się we mnie zmieniło. Wizje, czy jak kolwiek inaczej to nazwać pojawiały się we mnie niemal każdej nocy, za każdym razem poprzedza je uczucie prądu, na całym ciele i łzy cieknące z oczu, same z siebie.Nieraz nawet nie dostrzegam że łzawią.gdy zamkne oczy, widze zawsze albo potężną ciemność, albo światło, ale zawsze wszystko jednolite i głębokie, naprawde dziwne i cieżko to opisać.

Od tego czasu po tej choćby drugiej stronie spotkałem wiele przeróżnych postaci, w pewien sposób nauczyłem się tego kontrolować, nauczyłem się w inny sposób patrzeć na naszą rzeczywistosc. Nie interesowałem się nigdy zjawiskami tego pokroju, szukałem w internecie, ale dopiero niedawno dowiedziałem się o doznaniach takich jak oobe, lub ld. Nawiązywałem przez neta kontakt z osobami zajmującymi się tymi zjawiskami, wszystkie twierdziły że to czego zaznaje nie jest na pewno niczym z tych dwu. Chciałbym jeśli interesuje was ta sprawa porozmawiać z wami, może znajdują się tu osoby o podobnych przypadłościach. Jak zainteresujecie się to sprawą napewno opisze coś więcej. Moje posty można znaleźć na niektórych stronach, ale rzadko kiedy spotykałem się z mądrymi odpowiedziami. Często były to wyśmiania lub zazdrość, albo posądzanie o fałsz.

Nie dziwie się, sam nie należe do osób która wszystko łyka, ale problem dla mnie jest w tym, że to ja jestem osobą, która tak często to przeżywa, nauczyłem się z tym żyć, od jakiegoś czasu jest dużo ciszej, ale cały czas zastanawia mnie po co, dlaczego, stan zaczyna do mnie powracać, a ja nie wiem jak mam się przygotować, gdyż nie wszystko w nim mogę kontrolować. Nie wiem czego oczekuję od was, może zainteresowania, a może pomocy, na pewno nie chodzi mi o rozgłos, myślę że jest to strona gdzie moge liczyc na czyiś odzew, gdyż na wielu forach po prostu zostałem zjechały z góry na dół. Jak będe mieć czas moge opisać coś szczegółowiej, jednak wydarzyło się tak wiele że nawet nie wiem od czego zacząć. Pozdrawiam

[...]


Szanowna Fundacjo


Pisze do Was  aby podzielić się z moimi osobliwymi doświadczeniami, po lekturze ostatniego artykułu "letarg duszy". Co prawda nie wiem czy mi się to tylko przyśniło, czy jakie majaki z mózgu, ale byłem w stanie śmierci klinicznej i opisze co mi się przytrafiło. Jestem mężczyzna po 40stce, i kilka lat temu miałem zawal, z którego wyszedłem dzięki szybkiej pomocy żony i lekarzy, to wtedy się przytrafiło. Mam taki zwyczaj iż w soboty i niedziele po obiedzie pije jedne piwo i zdrzemnę się tak z godzinkę lub dwie, drzemka jest obowiązkowa, piwo zaś nie jest, jak kupie to pije, jak nie kupie to tylko drzemka.

Tamtego feralnego dnia od samego rana czułem się źle, nieprzyjemnie, po obiedzie poszedłem spać w nadziei ze może to przejdzie, piwa  nie miałem to i nie wypiłem nic, wiec nie można zwalać to na wpływ alkoholu. Jak się położyłem o poczułem się jeszcze gorzej, ból w piersi, i ogólna słabość.
Wtedy poczułem jakbym gdzieś spadał, leciał, ciemność, czułem dudniące bicie serca które rozlegało się aż w głowie, i to wszystko nagle ustąpiło. Poczułem się przyjemnie, lekko, żadnego bólu, i nagle znalazłem się w miejscu mi nieznanym, dość ładnym, cos jakby park pełen ludzi. Nikogo tam nie znalem, i ci ludzie wyglądali na mocno zdezorientowanych, każdy się dziwił gdzie to on jest i co tu robi. Ja sam nie mogłem zrozumieć skąd ja tam się wziąłem, bo przecież poczułem
się źle i położyłem przespać przed chwila, i nigdzie nie jechałem w podroż, i nie znam tego miejsca, nie mogłem pojąc jak się w nim znalazłem będąc w rodzinnym  domu.

Potem znalazłem się w tłumie ludzi, gdzieś jakby nad rzeka, ludzie szli i szli, niekończący się pochód ludzi, ja nadal byłem w tym  zdezorientowany, i sam się pytałem siebie  o co to chodzi, ze poszedłem spać czując się fatalnie a czuje się lekko i przyjemnie, no i tak nagle znalazłem się z tym nieznanym parku a potem równie nagle na jakiejś płaskiej przestrzeni pełnej ludzi i miąłem przekonanie ze gdzieś tam dalej jest jakaś rzeka i przeprawa promowa przez nią. Tłum ludzi szedł, szedł, szedł, i wyglądali tak jakoś ponuro w moim przekonaniu, milczący, szli tak bezwiednie, mechanicznie, jakby wszystko im było obojętne.

Wtedy naszła mnie tak niezłomna pewność, ze jak tam z tym tłumem pójdę to już nie wrócę nigdy, zaczelem gdzieś wewnątrz siebie protestować co to jest o mam rożne sprawy niepozalatwiane a jak miałbym gdzieś pójść i nie wrócić, no i gdzie żona, gdzie mieszkanie, co to się ze mną dzieje. Nagle poczułem szarpniecie moce z tylu, znów znalazłem się w ciemności,
znów poczułem się bardzo ciężki, nie mogę się ruszyć, ból wrócił otworzyłem oczy to pamiętam lekarza nade mną, karetkę, potem szpital, żona przy mnie. Wyszedłem z tego i dowiedziałem się iż żona mocno zaniepokojona tym moim samopoczuciem, i potem faktem ze nie mogę się obudzić wezwała karetkę, lekarze stwierdzili zanik akcji serca,
reanimacja, odratowali mnie.

Zastanawiam się co mi się tam przytrafiło, zaczelem czytać przypadki podobne, relacji ludzi przywróconych do życia, to ludzie widza światełko w tunelu, widza cały film ze swojego życia, spotykają czasem jakiego przewodnika duchowego, zmarłych rodziców, ja nic takiego nie spotkałem. Popytałem ludzi natrafiłem na kogoś kto miał wypadek samochodem, zginął tam jego brat a mój rozmówca cudem został odratowany.  Mówił mi ze zobaczył taki film z jego życia, nawet rzeczy błahe o jakich normalnie zapomniał, potem znalazł się w jakimś ładnym miejscu z jego bratem i nieżyjącymi od kilku lat rodzicami, oni mówili mu ze brat pójdzie z nimi a on jeszcze nie, potem jak się ocknął w szpitalu to mimo ze jego rodzina ukrywała ze brat zginął to on i tak wiedział swoje. Ja zaś nikogo nie spotkałem znajomego, nie było filmu z życia, ani przewodnika
ani nawet światełka w tunelu. I nie umiem tego do końca sobie wyjaśnić, Możecie mi to jakoś przybliżyć?

Pozdrowienia

[...]



zwiń tekst



W najbliższych latach dojdzie do wojny, która dotknie także Europę. Wojna ta będzie bardzo dziwną wojną...
Śr, 26 luty 2020 11:09 komentarze: 16 czytany: 4795x

[...] Zanim przejdę do meritum, chciałbym powiedzieć Wam kilka słów o sobie. To ważne, ponieważ wizja, o której piszę, nawet mi samemu wydaje się absurdalną oraz irracjonalną.Mam 34 lata. Prowadzę własną działalność biznesową związaną z internetem. W moim życiu, od dziecka zdarzały się różne sytuacje, których wyjaśnić nie potrafię. Byłem wychowywany w bardzo religijnej rodzinie. Dziwne sny „za dzieciaka.......

czytaj dalej

[...] Zanim przejdę do meritum, chciałbym powiedzieć Wam kilka słów o sobie. To ważne, ponieważ wizja, o której piszę, nawet mi samemu wydaje się absurdalną oraz irracjonalną.

Mam 34 lata. Prowadzę własną działalność biznesową związaną z internetem. W moim życiu, od dziecka zdarzały się różne sytuacje, których wyjaśnić nie potrafię. Byłem wychowywany w bardzo religijnej rodzinie. Dziwne sny „za dzieciaka”, których znaczenia po dziś dzień nie rozumiem w pełni, a pamiętam je doskonale. I to nawet te, których pamiętać nie powinienem. Takie z okresu trzech lat. Jako psycholog z wykształcenia mam świadomość tego, że to, co faktycznie powinniśmy pamiętać, zaczyna się +/- od 4 roku życia. A jednak to, co pamiętam sprzed tego okresu to, są właśnie sny.

Jestem człowiekiem o poglądach zdecydowanie centrowych. Daleko mi do radykalizmu zarówno tego po lewej, jak i prawej stronie. Religijny nigdy nie byłem (choć wychowany w bardzo religijnej rodzinie). Natomiast duchowość była mi zawsze bardzo bliska. Od dziecka zadawałem pytania „religijne”, na które nikt mi nie dawał odpowiedzi, a jak już to budziły one raczej zgorszenie/złość/bezsilność. Np. „Dlaczego Judasz jest tym złym? Gdyby nie on nie byłoby zbawienia. A przecież Bóg wiedział kim i w jakim celu się posługuje?”

Z biegiem lat najbliższy stał mi się buddyzm w „wersji zen” (choć nie jestem członkiem żadnej sangi ani organizacji) dlatego miło mi czasami przeczytać na Waszych łamach "dobre słowo" o tej filozofii.

Swoich możliwości jasnowidzenia jestem pewien i zaczęły się one pojawiać w sposób świadomy kilka lat temu. Nie potrafię przewidzieć czegoś w konkretnie wybranym przez siebie temacie. Być może powinienem to jakoś ćwiczyć. Raczej widzę to, co „wpada”. A wpada w takim dziwnym stanie, do którego się nauczyłem wprowadzać.

Tak było m.in. w przypadku kilku przewidzianych przeze mnie spraw związanych z kilkoma polskimi politykami. Oraz co mnie wręcz przeraziło, z pierwszym z serii zamachów islamskich „samotnych wilków” wykorzystujących samochody dostawcze jako narzędzia zbrodni.

Chciałem zobaczyć czy uda mi się przewidzieć coś, co będzie dotyczyło brytyjskiej rodziny królewskiej. Wybrałem ich, ponieważ byłoby to coś, co mógłbym sam zweryfikować ze względu na ich obecność w mediach. Wprowadziłem się w odpowiedni stan i zobaczyłem królową, która była w powozie. Przemieszczała się ciasnymi brukowanymi uliczkami. Budynki były z kamienia. Od razu przyszła mi do głowy Nicea, w której byłem jako dziecko z rodziną wujka. Tłum ludzi cieszył się z tego, że ją widział. Nagle biała furgonetka zaczęła rozjeżdżać tych ludzi z wielką prędkością. Po kilku miesiącach doszło do pierwszego z serii kilku zamachów, gdzie bronią okazały się kradzione furgonetki. Ta z Nicei była biała. Po kolejnych kilku miesiącach zacząłem zastanawiać się „co u licha ma wspólnego brytyjska rodzina królewska z Niceą?”. Sprawdziłem to w internecie i poczułem totalnie zimny chłód na plecach. Ulica, na której doszło do zdarzenia, potocznie nazywana jest „ulicą Anglików”. Nazwa ta wzięła się stąd, że w czasie dominacji angielskiej swoje przepiękne wille budowali na tej promenadzie brytyjscy arystokraci.

Wiem, że to takie pisanie „post factum”. Każdy może napisać po czasie, że przewidział to, czy tamto. Decyzję o tym, czy mi uwierzycie, pozostawiam Wam. Nie oczekuję kontaktu zwrotnego z Waszej strony. Jedynie dokładam swoją „cegiełkę” do Waszej pięknej budowli.

Wizja poniższa pochodzi z trzech snów, które miały miejsce na przestrzeni kilku miesięcy. Dotyczą wojny, którą wyczuwam już od ponad dekady.

Wiem, że to wszystko brzmi dziwnie. Ba, nawet głupio. Ja sam jestem tym szczerze zaskoczony, ponieważ moje poglądy polityczne nijak mają się do pewnej roli, jaką i ja tam mam pełnić. Jako człowiek, który nie czuje się wybitnie związany emocjonalnie z Polską, nie czuję się z tym wszystkim komfortowo. Jestem Polakiem, lecz równie dobrze w każdej chwili mogę być Niemcem, Włochem, Tajem czy Amerykaninem. Gdzie będę mieszkał, tam będzie mi dobrze jak u siebie. Obcy mi też jest taki wojujący patriotyzm. A tak naprawdę to w ogóle idea patriotyzmu jest mi jakoś niewygodna. Dlatego też to o czym piszę, nie jest jakimś „snem o potędze” prawicowego maniaka. Dodam także, że nigdy nie odważyłem się (i chyba nie odważę) robić wizji dotyczących mojej własnej osoby ani najbliższych mi osó. Zwyczajnie się tego boję. Tym bardziej fakt pojawienia się mojej osoby w tej wizji jest dla mnie zaskoczeniem.

Wizja:

W najbliższych latach dojdzie do wojny, która dotknie także Europę. Wojna ta będzie bardzo dziwną wojną. Dziwną, ponieważ będzie trwała stosunkowo krótko i nie zniszczy gospodarki światowej w taki sposób, jak znamy to z dotychczasowej historii. Będzie to sytuacja, którą (nie wiem dlaczego) nazwałbym jako krótką, potężną (w dziwny sposób), kontrolowaną wojną. Żaden kraj z tych, które zainicjują tę wojnę, nie wyjdzie z niej zwycięsko. Jednym z pokonanych będzie Rosja. Podzieli się ona praktycznie równo na pół, na dwa kraje – Rosję oraz Syberię. Ta Syberia będzie tworem zupełnie sztucznym stworzonym po to, aby kontrolować samo jej terytorium. Syberia nie będzie kontrolowana przez Rosję, ale przez jakieś inne państwo.

W jakimś sensie terytorialnie zmienią się także Chiny, chociaż — co dziwne — władzom Chin nie będzie to przeszkadzało. Pomiędzy Chinami i Syberią nie będzie już Mongolii. Chiny będą mocarstwem raczej lokalnym, ale z aspiracjami do mocarstwowości globalnej. Tej jednak nie uzyskają. Po wojnie dojdą do wniosku, że choć nie dostali tego, czego chcieli w trakcie wojny, to plusem będzie to, że stracili najmniej w porównaniu z resztą. Stany Zjednoczone stracą na znaczeniu zupełnie, a ich terytorium ulegnie dużej zmianie.

Pozostałość faktycznego kraju USA będzie znajdowało się w centralnej części obecnego terytorium i będzie to zaledwie 1/5 dzisiaj znanych nam Stanów Zjednoczonych. Reszta terytorium to będą jakieś dziwne twory coś jak małe państwa-regiony. Wschodnie terytorium dzisiejszego USA będzie wyglądało zupełnie inaczej. Zamieni się w coś jakby archipelag wysp. I będzie to konsekwencją działań wojennych. Dojdzie tam do czegoś potwornego, co zmieni ukształtowanie terenu na skalę niewyobrażalną. To będzie cios, po którym Stany już się nie podniosą. Ucierpi także zachodnia Europa. W miarę dobrze będzie wyglądała sytuacja we wschodniej części Niemiec.

W trakcie wojny dojdzie do wybuchu potężnej bomby atomowej, która zostanie zrzucona nad jakąś zatoką. Stosunkowo blisko linii brzegowej. Dojdzie do bardzo poważnych zniszczeń związanych z tsunami, które będzie konsekwencją tego wybuchu. Gdzie miałoby to mieć miejsce — nie wiem (być może właśnie USA).

Polska będzie w tym konflikcie bardzo dziwnym uczestnikiem. Z jakiegoś powodu (nie mam pojęcia dlaczego) stanie się ona bardzo istotnym punktem na arenie polityki międzynarodowej. To dosyć istotne, że Polska nie zachowa się jak „gracz-uczestnik”. Nie będzie aktywnie uczestniczyła w międzynarodowym konflikcie. Natomiast w wyniku naszego bardzo mądrego jak się później okaże (a z początku irracjonalnego wydawać by się mogło) posunięcia będziemy obszarem, który z jakiegoś powodu pozostanie całkiem bezpiecznym miejscem. Z wojny wyjdziemy więc obronną ręką w porównaniu z innymi krajami. W trakcie wojny w Polsce dojdzie jednak do chwilowego kryzysu (coś jakby wojna domowa), który początkowo może wyglądać bardzo groźnie. Okaże się on jednak mało znaczącym w porównaniu z tym, co wydarzy się w innych krajach w związku z globalną wojną. Nasz kryzys będzie wywołany przez pewną (niemałą) grupę, która postanowi zadziałać (na północy i na wschodzie Polski) w sposób nieakceptowalny dla większości społeczeństwa.

Powstaną nawet swego rodzaju „obozy” przez nich założone (jeden z nich będzie znajdował się w Gdańsku). Ich plany się nie powiodą. Nie przewidzą bardzo silnego oporu społeczeństwa, co doprowadzi do absolutnego wyniszczenia (w sensie fizycznym) tej grupy. Po zażegnaniu kryzysu owi ludzie staną się grupą traktowaną jak podludzie. To straszne, ale właśnie tak to widzę. Sam będę ich tak oceniał. Będą umierali na ulicach w okropnych męczarniach. Będą pozbawieni praw obywatelskich. Polacy będą traktować ich jak zdrajców.

Będą opatrywani w szpitalach i wyrzucani na ulice by tam konali. Ci ludzie — z potwornymi ranami (inwalidzi bez kończyn itp.) - będą leżeli na ulicach i nikt nie będzie się nad nimi litował. Jedyny powód ich usuwania z przestrzeni miejskiej to będzie „sprzątanie”. Po prostu będą przeszkadzali w normalnym funkcjonowaniu. Czymś absolutnie naturalnym będzie widok wisielców powieszonych w ramach kary. Ludzie przestaną na nich zwracać uwagę. W tym samym czasie kiedy ulice będą pełne wisielców powieszonych na latarniach i drzewach, na ulicach będzie się toczyło normalne, miejskie życie. Jednak — co muszę podkreślić — nie będzie to efektem ludzkiej znieczulicy. Wiem, że to mało spójne, ale czuję, że tak właśnie będzie. Wszyscy będą jednoznacznie oceniali postawę „zdrajców” jako ohydną a ich sytuację po ich pokonaniu jako adekwatną karę.

W trakcie działań wojennych pewna grupa osób będzie chroniona w jakiś bardzo dziwnie wyjątkowy sposób. Tych ludzi będzie stosunkowo dużo. Oni będą cieszyli się przywilejami niewyobrażalnymi. Dzięki nim włos z głowy nie spadnie także ich rodzinom. Będą odseparowani w czymś, co przywodzi mi na myśl hotele. Ja także będę należał do tej grupy (nie mam pojęcia dlaczego). W trakcie pobytu w tych bezpiecznych miejscach (nie będzie to trwało długo raczej tygodnie niż miesiące) wszyscy tam zgromadzeni będziemy wiedzieli, dlaczego cieszymy się takim luksusem i będzie to dla nas zupełnie oczywiste. Co ciekawe, wśród tej grupy nie znajdą się ludzie wybrani „z klucza” statusu materialnego. Co będzie tym „kluczem doboru”? Nie mam pojęcia.

Natomiast wszyscy tam będą zachowywać się wobec siebie jak „równy z równym”. Zupełnie też nie będziemy się przejmowali faktem wojny. Moi najbliżsi będą zaskoczeni tym, co się dzieje, jednak będą się cieszyli, że wojna jako taka ich nie dotyka bezpośrednio. Natomiast pracownicy tych hoteli będą traktowali wszystkich nas w sposób bardzo wyjątkowy.

Po zakończeniu działań wojennych będę pełnił funkcję jakiegoś „nadzorcy” nad obszarem dzisiejszego Trójmiasta (pochodzę z Sopotu). Mój charakter będzie inny niż teraz. Będę człowiekiem bardzo zdeterminowanym. Powiedziałbym nawet despotycznym. Jednak obowiązki, które będę wypełniał, przysłużą się ogółowi (mieszkańcy będą to akceptowali, a wręcz będą szczerze cieszyli się z takiej sytuacji).

Co ciekawe pojawi się nowa religia. Będzie to jakiś dziwny twór na bazie chrześcijaństwa łączący wiele różnych jego nurtów. W kościołach "po-rzymskokatolickich" msze będą odprawiane w języku kojarzącym mi się ze starocerkiewnym, jednak symbolem będzie krzyż łaciński. Odzież sakralna duchownych będzie zbliżona do tej, jaką znamy z kościołów prawosławnych, natomiast na głowach będą nosili coś co można przyrównać do niewielkich, białych turbanów. Dominującym kolorem na szatach liturgicznych będzie czerwień i srebro (będzie miało to związek z jakąś nową symboliką tej religii). Ta religia spotka się z ogólnym przyjęciem. Ludzie będą gorliwie wierzący, jednak mi ta religia będzie obca. Będę traktował ją w kategorii ciekawostki. Natomiast ta religia uspokoi nastroje społeczne i pozwoli na podźwignięcie się wielu krajom z powojennych zgliszczy.

Po chwilowym kryzysie wywołanym przez grupę „zdrajców” oraz po zakończeniu wojny, Polska w bardzo krótkim czasie stanie się potęgą w skali globalnej (sic!). Będzie to konsekwencją naszego „statusu” w trakcie działań wojennych. Będą do nas przyjeżdżali ludzie z najdalszych zakątków świata w poszukiwaniu pracy. Staniemy się „ziemią obiecaną” dla wielu narodów. Jednak będziemy dla nich także bardzo wymagający. Nie będziemy czymś w rodzaju tygla kulturowego. Będziemy mieli bardzo surowe i restrykcyjne prawo i w stosunku do imigrantów będziemy stosowali politykę „szeroko otwartych drzwi oraz wysokich progów”. Nie każdy otrzyma prawo pobytu tutaj (choć będą tu miliony obcokrajowców), jednak ci, którzy otrzymają taką możliwość, zaczną traktować Polskę jako swój dom. Będą uważali, że jest to najlepsze miejscem do życia. A z naszej strony nie zaznają absolutnie żadnych nieprzyjemności jako "obcy".

Oprócz Polski rolę światowego mocarstwa pełnić będą jeszcze dwa lub trzy kraje. Jednak to Polska będzie stawiana za wzór pewnej „społecznej odpowiedzialności”, a ustawodawstwo polskie będzie kopiowane w innych krajach jako najbardziej rozwinięte. Nie będzie to demokracja w dzisiejszym rozumieniu. Będzie to coś innego. Będzie to władza pewnej grupy – nie wiem jak to inaczej nazwać (coś jak konfucjańska koncepcja władzy?). Jednak wszyscy będą autentycznie zadowoleni z takiego rozwiązania. Demokracja, jaką znamy dzisiaj, będzie uważana za przeżytek, który pośrednio doprowadził do wojny. Polska będzie zajmowała dużo większe terytorium niż dotychczas.

Nie wiem czy w ramach jednego terytorium czy w ramach jakiegoś rodzaju unii  której będziemy przewodniczyć. Rosja będzie w bardzo kiepskiej kondycji, jednak to tam pojawi się swego rodzaju duchowe odrodzenie. Ta nowa religia stamtąd będzie się wywodziła. Chociaż religia jako taka nie będzie postrzegana jako „rosyjska”. Język polski także z biegiem czasu ulegnie pewnym zmianom. Będzie trzonem, ale z wieloma naleciałościami innych języków głównie słowiańskich. Będziemy bardzo blisko współpracować na płaszczyźnie rozwoju technologicznego z jednym z krajów azjatyckich, który także stanie się potęgą globalną. Nie będzie między nami wrogich nastrojów.

Raczej bardzo bliskie partnerstwo a nasze wspólne osiągnięcia będą wynikiem świadomości tego, że tylko nasza współpraca będzie mogła ustabilizować sytuację na świecie na długie lata. Technologia rozwinie się tak spektakularnie, że w niedługim czasie od wybuchu wojny nikt już nie będzie się nią przejmował (choć w pamięci ludzi ona pozostanie na wiele stuleci).
Polska będzie także w zupełnie innej strefie klimatycznej. Będziemy cieszyć się klimatem śródziemnomorskim. Czy to zmiana klimatu, czy powiększenie obszaru Polski? - Nie wiem. Natomiast przez pewien czas po ustaniu działań wojennych woda w Bałtyku będzie skażona. Dzięki postępowi technologicznemu poradzimy sobie z tym stosunkowo szybko.  

to już wszystko
pozdrawiam
[dane do wiad. FN]

/email otrzymaliśmy 25 lutego 2020 - trafił do naszego Projektu Messing/


Polecamy także odwiedzenie naszego serwisu Projektu Messing. Jest tam tekst o zagadkowej wizji jednej z osób monitorowanych przez projekt.

http://www.messing.org.pl/artykuly,2941,zagadkowa-wizja-.html




zwiń tekst



Marku, Marku, otwórz drzwi bo czekają...
Nie, 23 luty 2020 19:05 komentarze: 1 czytany: 2912x

Dzień dobry, 2 dni temu dowiedziałem się o dosyć ciekawej historii. Było to 3-4 dni temu w domu mojego wujka. Z racji iż był bardzo zmęczony, w ciągu dnia postanowił się zdrzemnąć na 20 min. nastawiając sobie budzik i wypuszczająć do ogrodu 12 jego psów. Co się stało ? Budzik nie zadzwonił lecz w jego śnie usłyszał głos swojej mamy, która nie żyje od 2015 roku : " Marku, Marku, otwórz drzwi bo czekają.......

czytaj dalej

Dzień dobry, 2 dni temu dowiedziałem się o dosyć ciekawej historii. Było to 3-4 dni temu w domu mojego wujka. Z racji iż był bardzo zmęczony, w ciągu dnia postanowił się zdrzemnąć na 20 min. nastawiając sobie budzik i wypuszczająć do ogrodu 12 jego psów. Co się stało ? Budzik nie zadzwonił lecz w jego śnie usłyszał głos swojej mamy, która nie żyje od 2015 roku : " Marku, Marku, otwórz drzwi bo czekają" Wnet wujek wstał na równe nogi udając się w stronę drzwi, a one ku jego zdziwieniu stały ustawione w szeregu czekajac na otwarcie drzwi.....

/email dostaliśmy 23 lutego 2020/


From: [...]
Sent: Sunday, October 18, 2009 3:08 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Znikający mężczyzna

18.10.2009r szłam jak co niedziele do kościoła. Z naprzeciwka pewien mężczyzna szedł w moim kierunku. Odwróciłam na chwilę głowę i... jego nie było. Nie wszedł do żadnego domu ani sklepu, bo bym zobaczyła (wszystkie domy w mojej okolicy mają długie podejścia). Wcześniej uważnie mi się przyglądał. To bardzo dziwne. Mieszkam w tej okolicy od urodzenia i NIGDY go nie widziałam.


Pozdrawiam

[...]



E-mail powyżej jest z katalogu "ciekawe historie do publikacji". Takich katalogów mamy bardzo dużo i są tam dosłownie tysiące historii, które przez ostatnie 20 lat odkładaliśmy na przyszłość w nadziei, że kiedyś je zaprezentujemy. Dział XXI PIĘTRO to idealne miejsce, aby je prezentować. Pozdrawiamy wszystkich miłośników naszego XXI PIĘTRA.



zwiń tekst



Miałem sen, statek był czymś w rodzaju lotniskowca...
Sob, 22 luty 2020 19:10 komentarze: brak czytany: 2215x

Witam załogę w sumie wiadomość kieruje do Pana B. bo chyba o niego chodzi i sen który dzisiaj miałem. Do rzeczy. Jako że od kilku dni nie zaglądałem na Nautilusa wykluczał bym jakieś podświadome myśli. Dzisiaj przyśnił mi się jakiś statek na oceanie chyba była noc byłem tam ja Pan B. tak przynajmniej to odczuwam i jeszcze jedna osoba. Statek był chyba czymś w rodzaju lotniskowca ponieważ miał ogromny.......

czytaj dalej

Witam załogę w sumie wiadomość kieruje do Pana B. bo chyba o niego chodzi i sen który dzisiaj miałem. Do rzeczy. Jako że od kilku dni nie zaglądałem na Nautilusa wykluczał bym jakieś podświadome myśli. Dzisiaj przyśnił mi się jakiś statek na oceanie chyba była noc byłem tam ja Pan B. tak przynajmniej to odczuwam i jeszcze jedna osoba. Statek był chyba czymś w rodzaju lotniskowca ponieważ miał ogromny płaski pokład.


 Mieliśmy urządzenie coś jakby do nasłuchiwania kosmosu jakaś antena do wyłapania sygnału bądź przekazu był też dron do latania i obserwacji. W pewnym momencie zauważyłem kule coś jakby gwiazda świeciła na biało-żółto coś jak zwykła gwiazda. Za chwile z niej jakby wyleciała inna kula leciała i była za nią krótka jasna smuga na wzór komety, kula leciała robiła zwroty jakby znaczek marki NIKE dosyć szybko robiła uniki zniżyła się na kilkadziesiąt metrów nad nami i znikła. Ostatnie sekundy w których ją widziałem mignęło mi jakby wygląd prototypu pojazdu antygrawitacyjnego z patentu USA ( ten trójkątny pojazd).

 

Następne sceny miały miejsce jakby na pokładzie Nautilusa w bazie jakby serwery były przeciążone kolejne problemy ze stroną ale przychodzi wiadomość myślimy że to spam albo jakiś wirus jednak okazało się że to jakiś człowiek związany z zjawiskami zainteresował się Panem B. jakaś publikacja czy coś podobnego.

Nie wiem nie miałem wcześniej takich snów ale dzisiaj rano coś kazało mi napisać o tym opisać te migawki snu. Może coś szykujecie w sprawie projektu kontakt lub otwarte niebo ale póki co nic nie mówicie za dużo wiec wykluczam jakieś podprogowe przekazy. W każdy razie coś zmusiło mnie to opisać więc tak zrobiłem. Dajcie znać proszę a może sam Pan B. mi odpisze czy coś z tego dziwnego snu ma pokrycie z jakimiś działaniami Nautilusa. 

Pozdrawiam i dane DW Nautilusa 
--

Pozdrawiam
[…]

 

 

E-mail przekażemy dla naszego kolegi z okrętu Nautilus. Faktem jest, że planujemy dość duże zmiany w oskryptowaniu serwisu. Ale zapewniamy, że wszystko jest pod kontrolą.

I jeszcze wiadomości z naszej poczty:

 

From: […]
Sent: Saturday, February 22, 2020 10:31 AM
To: nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Niewiarygodne historie

 

Witam. W latach 80-90 był tyki tygodnik czy miesięcznik "Skandale". Czytałem go tam były opisane tak niewiarygodne historie że aż ciężko w to było uwierzyć, mniemam iż część z nich mogła by być nawet prawdą takie porównanie mam do dzisiejszych czasów do tych wszystkich stron www o sprawach co najmniej dziwnych. Pozdr.

 

OD FN:

W naszej bibliotece mamy wszystkie odcinki legendarnych „Skandali”. Znamy autorów tych tekstów – faktycznie w znacznej większości opisywali prawdziwe historie.

 

 

From: […]
Sent: Saturday, February 22, 2020 7:07 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: WOŚP 2020

 

Niby zwykła niedziela, idziemy wraz z rodziną do kościoła. Niezwykła, bo gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Ten dzień jest jednak szczególny, wyjątkowy dla mnie. Po mszy spotykamy się przed kościołem z resztą naszej rodziny (konflikt o swoje racje trwa i trwa). Chwilę rozmawiamy i jednak wszyscy razem mamy zamiar spędzić chwilę czasu w naszym domu.
Gdy widzę sznur ludzi wychodzących przez bramę kościoła coś jednak burzy ten cotygodniowy obraz.
Kątem oka dostrzegam stojącą jedną osobę. Jeszcze tego do końca nie jestem świadomy, ale iskierka myśli została zasiana.
Powoli idziemy za tłumem, rozmawiamy, śmiejemy się wszyscy. Wiekopomna chwila.
Dochodzimy do bramy i chcąc nie chcąc zbliżam się do tej, jak się okazuje kobiety w dojrzałym wieku.
Gdy już mamy przejść przez bramę ona zaczepia mnie. Właśnie mnie.
- Przepraszam, czy mógłby pan mi pomóc i to odkleić?
Widzę jak w zakrytych wełnianymi rękawiczkami dłoniach trzyma kawałek arkusza z serduszkami Wielkiej Orkiestry.
- Oczywiście, odpowiadam bez wahania.
Akurat jestem uśmiechnięty, bo w tle gra muzyka szczęśliwej rodziny.
Odklejam serduszko i słyszę kolejne pytanie.
- Co mam z tym teraz zrobić? Pyta lekko skonfundowana.
- Bez wahania biorę w dwa palce serduszko i naklejam, by złączyć symbol pomocy z symbolem życia.
- Teraz wygląda Pani pięknie!. Śmiało dodaję.
- Naprawdę?
- Tak.
Pani uśmiechnęła się i ja poczułem się bardziej szczęśliwy i pewny. Przeszliśmy przez bramę i już dziarskim krokiem udajemy się do rodzinnego domu. Rodzina wciąż radosna, dzieci śmieją się, a ja już wiem że to spotkanie nie było przypadkowe. Jeszcze odwracam się na chwilę, ale nie po to by dostrzec, ale dać sygnał, że JA WIEM.

Historia oparta na faktach, Bóg mi świadkiem, że autentycznych.

 


From:
Sent:
To: Fundacja Nautilus
Subject: Rodzina jednoczy się w śmierci. Sen.

Droga Fundacjo,
Chętnie będę z Wami współpracował pisząc o swoich historiach, zacznę od następującej:

Był akurat dzień moich 18 urodzin, świętowaliśmy z rodziną stołując się pysznymi daniami, kiedy nagle do mojego ojca zadzwonił telefon z informacją o śmierci mojej babci (od strony ojca). Z powodu mojego stosunku do śmierci nie zrobiło mi się smutno, ale pogrążyłem się w zadumie rozmyślając nad jej życiem. Przeżyła 76 lat. Kiedy wieczorem położyłem się do łóżka, rozmawialiśmy z dziewczyną jeszcze w ciszy. Niedaleko drzwi był rzucony papier po kwiatach, które otrzymałem z okazji urodzin, był to całkiem spory arkusz ponieważ zakrywał wcześniej  spory bukiet. Nagle razem z moją dziewczyną usłyszeliśmy bardzo gwałtowny dźwięk szeleszczącego papieru. Nie był to delikatny dźwięk, ale dźwięk przypominający zgniatanie i rozgniatanie arkusza - w pokoju rozlegał się przez kilkadziesiąt sekund ten głośny odgłos. Lekko się wystraszyliśmy, ale ja momentalnie się zaciekawiłem. Zapytałem "czy ktoś tu jest?" W odpowiedzi papier hałasował jeszcze bardziej, nagle spadła ze stołu pusta butelka po winie. Zapytałem czy to moja babcia. W odpowiedzi spadło ze stołu pudełko zabytkowych szachów które rozsypały się po całym pokoju. Usiadłem pod oknem i zapytałem się babci w myślach "Jak Ci tam jest?" - po kilku sekundach przestałem czuć własne ciało, poczułem ogarniające ciepło, zacząłem odczuwać niesamowitą euforię, wyczuwałem silne i bardzo przyjemne wibracje, miałem wrażenie jak bym obejmował wzrokiem pole widzenia 360 stopni, poczułem bardzo silne uczucie miłości i rozpływania się w powietrzu, wielkie poczucie wolności - słowami ciężko to wszystko opisać. Uczucie to trwało około dwóch minut po czym w bardzo dobrym humorze położyłem się z powrotem do łóżka. Wyczuwałem obecność babci wokół mnie jeszcze przez kilka dni.
 Kiedy poszedłem na pogrzeb, rozmawiałem ze swoją matką, która powiedziała, że przed laty moja babcia była u wróżki, która powiedziała jej, że ja będę towarzyszył babci podczas śmierci. Dodała, że jednak była to marna wróżka ponieważ babcia była w szpitalu, a ja w innej części miasta. Nie wiedziała jednak, że babcia skontaktowała się ze mną w dniu swojej śmierci. Wróżka jednak miała rację!

W historii rodziny mojego ojca śmierć zabierała kolejnych jej członków rok po roku. Rodzina wyglądała następująco: Moja babcia (Danuta) żyła w jednym mieszkaniu wraz z moim dziadkiem (Mieczysław) oraz z upośledzonym synem (Waldkiem), który nie był w stanie żyć samodzielnie i trzymał się swojej mamy. Mieli jeszcze jednego syna (Witka), którego wiele lat wcześniej wyrzucili z domu, a także syna (Janusza), który jest moim ojcem, była to rodzina patologiczna. Syn mojej babci - czyli mój ojciec jako jedyny z braci poprowadził samodzielne życie z własną rodziną.
W 2006 roku w sierpniu zmarł mój wujek Witek (na gruźlicę)
W 2007 roku wrześniu zmarł mój dziadek Mieczysław (na raka płuc, palił 50 lat, kiedy zmarł zatrzymał się jego ulubiony zegar na godzinie 22:20, nie dało się go naprawić)
W 2008 roku w październiku (w dzień moich urodzin) zmarła moja babcia Danuta (kłopoty z sercem)
W 2009 roku w sierpniu zmarł mój wujek Waldek (Wypił śmiertelną dawkę alkoholu etylowego)

Przy życiu z tej rodziny pozostał jeszcze mój ojciec. Ostatnio przyśnił mi się niezwykły sen, w którym główną rolę przyjęła moja babcia. Oto on:
 Jestem w mieszkaniu moich dziadków, jest ok godziny 15, świeci słońce i jest w nim dużo ludzi, praktycznie cała rodzina. Ja poczułem zmęczenie i na chwilę położyłem się spać. Obudziłem się w środku nocy zdezorientowany. Było kompletnie ciemno, cicho, światła były zgaszone i nikogo nie było w mieszkaniu. Zaskoczony postanowiłem wstać i zobaczyć czy na pewno nikogo nie ma. Wyszedłem z salonu i szedłem przez ciemny przedpokój, minąłem pokój dziadka, w którym było zgaszone światło. Nagle bardzo się zdziwiłem gdyż idąc dalej zobaczyłem kolejny pokój, którego nigdy wcześniej nie było w tym mieszkaniu. W tym pokoju paliło się światło, były kolorowe meble, ale nikogo w nim nie było. Przeszedłem dalej i wszedłem do kuchni, w której również było ciemno. Stanąłem na środku po czym nagle zza moich pleców wyłoniła się moja babcia. Zdziwiłem się, bo wcześniej jej nie widziałem i nie widziałem skąd przyszła. Miała na nogach klapki, a ja byłem boso. Zdjęła klapki i wskazała na nie głową abym je założył. Założyłem te klapki, poczułem że są ciepłe. Babcia wskazała na zegar wiszący w kuchni - była godzina 02:17, pokazując mi go, powiedziała: "Zobacz... Wszyscy już poszli".
 Sen się skończył
Mój ojciec nadal żyje.

Pozdrawiam,

[...]



From: [...]
Sent:
To: nautilus@nautilus.org.pl
Cc:
Subject:
Importance: High


Przesłania ukryte w snach
W mojej rodzinie – od pokoleń – w snach objawiały się zazwyczaj najważniejsze wydarzenia, które miały dopiero nastąpić: tak było u mojej praprababci, prababci, babci, mamy, mnie, tak jest i u mojej córki.
Moje sny od dziecka są specyficzne: trójwymiarowe, bajecznie kolorowe, objawiające przyszłe wydarzenia - tzw. „jasne” i świadome. W tych snach bardzo często latam (pionowo i poziomo – kto tego doświadcza wie, o czym mówię!), wykonuję różne eksperymenty, badając tamtejszą materię, przestrzeń i czas. W snach spotykałam swoich przewodników duchowych (m.in. parę młodych Indian z Ameryki Północnej, japońskiego mnicha, starą szamankę z Peru). Wielokrotnie śniłam też o swoim życiu w innych czasach (m.in. w starożytnym Izraelu i Rzymie, średniowiecznych Chinach, Japonii, RPA z początku XX wieku, Polsce z XVIII wieku czy z okresu Powstania Warszawskiego… Występowałam w nich zarówno w kobiecych jak i w męskich ciałach: byłam drwalem, kurtyzaną, lotnikiem, mnichem, wielokrotnie dzieckiem obu płci…
Od małego potrafiłam „programować” swoje sny w taki sposób, by śniło mi się to, co chciałam: na przykład w siermiężnych, komunistycznych latach 60-tych XX wieku, z upodobaniem śniłam o pięknych zabawkach, które po prostu zabieram ze sklepu, a do goniących mnie ekspedientek wołam: „Nic mi pani nie zrobi, to tylko sen”! Programowałam sobie też całe seriale: ich „odcinki” śniły mi się zarówno po kilka każdej nocy, jak i w kolejne dni tygodnia. Co więcej, uczyłam tych technik dzieci z mojego podwórka, bo każdy wtedy marzył o chodzącej lalce czy samochodzie na baterie…
Jedną z takich technik jest „programowanie snu”: przed zaśnięciem trzeba zadać sobie pytanie, a odpowiedzi oczekiwać we śnie. Dwa dni po trzęsieniu ziemi w Japonii, wieczorem tuż przed zaśnięciem zapytałam o skutki tego potwornego kataklizmu: przyśniło mi się, że kładę do łóżeczka jakieś niemowlę, które ma skośne oczy, twarz genetycznie zmutowaną (jak np. po napromieniowaniu) i wygląda, jakby umierało. I nagle zaczyna mu lecieć krew z lewej dziurki od nosa, a ja nie mogę znaleźć chusteczki… Obudziłam się z przekonaniem, że najgorszą rzeczą będzie sprawa promieniowania: niemowlęta w kodzie moich snów zawsze oznaczały bardzo złe wydarzenia: problemy o dalekosiężnych i dramatycznych skutkach…
Dwa dni wcześniej programowałam sobie inny sen: zadałam pytanie, kiedy rozpocznie się III wojna. Znalazłam się w sali katechetycznej przy kościele, gdzie chodziłam na religię w podstawówce na przełomie lat 60 i 70-tych (chrześcijaństwo). W małych grupkach przy stolikach siedzieli tam studenci, rozmawiając w kawiarnianej atmosferze. Pod ścianą było stoisko z książkami do kupienia. Stałam przed małą szklaną gablotką z trzema półkami i oglądałam pamiątki po Kadafim, m.in. jego czapeczkę, przy której była cena: 30 zł. Wyjęłam 3 banknoty po 10 zł (dość zużyte), nieproporcjonalnie dużym, trochę zardzewiałym kluczem otworzyłam gablotkę i chciałam wziąć czapeczkę, kładąc w zamian pieniądze. Czapeczka była uszyta z szarego, cieniutkiego jedwabiu i wykończona haftem Richelieu (z obszytymi dziurkami).  Zdziwiło mnie to, że jest taka wiotka i delikatna. Kiedy ją dotykałam, usłyszałam za sobą stanowczy i ostrzegający głos mojego promotora, prof. XX, praktykującego muzułmanina (odbył jesienią pielgrzymkę do Mekki), siedzącego z grupką studentów przy jednym ze stolików. Stanowczym, wręcz ostrzegającym głosem powiedział: „Pani Małgorzato, proszę tego nie robić”. Zrezygnowałam i zamknęłam gablotkę. Podeszłam do stoiska z książkami i zauważyłam, że jakiś student wystawił tam na sprzedaż swoją drewnianą płaskorzeźbę, prostokąt pół metra na jakieś półtora. Przedstawiała… diabła z rogami! (szatan, zło, ostateczna walka). Dotknęłam jej wyrzeźbionych zagłębień i z tym uczuciem w palcach obudziłam się.
Cóż, myślę, że ta wojna już się rozpoczęła – jest raczej rozłożonym w czasie procesem, którego kulminacją będą bezpośrednie walki. Ważny jest tu symbol trójki: 3, 30, marzec, 2013, III wojna? Trzy dni, tygodnie, miesiące, lata? Można oczywiście doprecyzować pytania, programując kolejne sny…
Takich snów miałam w życiu setki. Znaczący wydaje mi się ten, który śniłam kilka dni przed huraganem Catrina i dramatem w Nowym Orleanie: wraz z córką wyglądałam z okna na 3 piętrze kamienicy w Alejach Jerozolimskich. Nagle ulicą zaczęła płynąć wartkim nurtem rzeka, w której leżały tysiące ludzkich ciał: były ciasno stłoczone, wyglądały jak sardynki w puszce, w kilku warstwach jedna na drugiej… Krzyknęłyśmy z córką ze zdumienia, ale nikt z przechodniów zdawał się tego nie widzieć… Po chwili woda zniknęła a ulicą znów sunął sznur samochodów. Sen był tak sugestywny, że opowiedziałam go szefowym redakcji miesięcznika „Feniks”, z którym wówczas współpracowałam, m.in. Ani Frankowskiej, znanej z wielu publikacji ezoterycznych. Ona też była pod wrażeniem.
Jeśli chodzi o sny mojej córki, to są równie ciekawe. Bywa, że tej samej nocy śnimy ten sam sen, a w innych spotykamy się w różnych czasach i rolach życiowych… W taki sposób śniło nam się kilka snów „wcieleniowych” oraz jakiś kataklizm nad Bałtykiem, gdzie uciekamy z plaży, ponieważ ku nam sunie olbrzymia fala… Takie sny miałyśmy już kilkanaście lat temu.
Kiedy była nastolatką, oprócz snów świadomych i o lataniu śniły jej się zazwyczaj zdarzenia, które miały nastąpić kolejnego dnia: kogo spotka, co kto powie, jaka ocenę dostanie w szkole… Wszystko rozgrywało się zgodnie ze scenariuszem ze snu, w najmniejszych szczegółach. Jednak najbardziej niezwykły sen miała w wieku 10 lat, 3 miesiące po śmierci Matki Teresy z Kalkuty. Śniła mianowicie, że mnie nie było w domu, ona była w większym pokoju, a w mniejszym bawiły się dzieci z jej klasy. Nagle przestraszona zauważyła, że zasuwa w drzwiach wejściowych przesuwa się i staje w nich Matka Teresa z rulonem papieru pod pachą. Zakonnica uspokoiła córkę, żeby się nie bała i oświadczyła, że ma wszystkim bardzo ważną wiadomość do przekazania. Niestety, dzieci nie były tym zainteresowane, tylko moja córka, więc matka Teresa podeszła do okna, rozwinęła na parapecie rulon, który okazał się mapą świata i powiedziała, że pokaże jej, gdzie podczas III wojny światowej spadną bomby jądrowe. Wskazała kilka miejsc i zapytała, czy córka je zapamięta, bo musi o tym zawiadomić ludzi. Córka nie miała wtedy jeszcze geografii w szkole, więc Matka Teresa ponownie rozwinęła mapę i znów wskazała jej te miejsca, po czym wyszła, zamykając ponownie drzwi na zasuwę.
Moja córka obudziła się i natychmiast przybiegła do mnie, pytając: - Mamusiu, co to jest „Andy”? Okazało się, że tam ma spaść jeden z pocisków. Usiłowałam zrekonstruować to niezwykłe przesłanie, rozkładając atlas i prosząc, by córka wskazała te miejsca. Było trudno, ale ustaliłyśmy, że dwa pociski spadną w Europie, jeden w Ameryce Północnej, jeden w Południowej, co do reszty brak pewności. Z symboliki snu wywnioskowałam, że te zdarzenia nastąpią, gdy dzieci będą już dorosłe. A ponieważ Matka Teresa życzyła sobie, by tę wiadomość poznali inni, opowiedziałam treść snu na antenie audycji Nautilus Radia ZET, prowadzonej oczywiście przez pana Roberta Bernatowicza. Cóż, wydaje się, że te dramatyczne czasy nadchodzą. Ponieważ nie mamy pewności co do dokładnej lokalizacji pocisków z racji ówczesnego wieku mojej córki, rozważamy możliwość regresu hipnotycznego…  
 
Z serdecznymi pozdrowieniami

[...]
 



zwiń tekst



Niezwykły sen. Widziałam tam piece i ogromną czerwoną łunę od płomieni.
Pt, 21 luty 2020 14:44 komentarze: 1 czytany: 2246x

[..] Witam serdecznie,Na wstępie bardzo bym chciała podziękować Wam za wspaniałą i gigantyczna pracę, którą codziennie wykonujecie.Kilka dni temu poczułam nieodpartą chęć podzielenia się z Fundacją moimi wspomnieniami. Tymi najwcześniejszymi jakie pamiętam z dzieciństwa.Lata 70-te. Miałam wówczas 3-5 lat. Z rodzicami mieszkałam od niedawna w bloku. Ale sporo czasu spędzałam u ukochanych rodziców mojej.......

czytaj dalej

[..] Witam serdecznie,
Na wstępie bardzo bym chciała podziękować Wam za wspaniałą i gigantyczna pracę, którą codziennie wykonujecie.
Kilka dni temu poczułam nieodpartą chęć podzielenia się z Fundacją moimi wspomnieniami. Tymi najwcześniejszymi jakie pamiętam z dzieciństwa.

Lata 70-te. Miałam wówczas 3-5 lat. Z rodzicami mieszkałam od niedawna w bloku. Ale sporo czasu spędzałam u ukochanych rodziców mojej mamy, w starej dzielnicy Gdańska Oliwie. Dzielnica ta ma kilkusetletnią historię. Dziadkowie mieszkali w niewielkim, poniemieckim domu. Te pierwsze dziecięce lata były wspaniałe bo jeszcze nie dorosło się do żadnych obowiązków i można było całe dnie spędzać w ogródku lub bawić się wokół domu.

W tamtym czasie chyba niczego się nie bałam. O duchach jeszcze nie wiedziałam nic. Nikt mnie niczym nie straszył (rodzeństwa nie mam) i nie opowiadał przerażających opowieści o smokach. Telewizja była wówczas czarno biała i z nielicznym programem. Najczęściej co pamiętam z telewizji to jakiś pan stał przy mównicy i długo o czymś smutno gadał. Nic z tego nie rozumiałam i nie martwiło mnie to (potem dowiedziałam się że to był Gierek).
Wracając do sedna sprawy.

Przez około dwóch lat śpiąc u dziadków mam co noc ten sam sen, który potem trwał przez pewien czas na jawie. Taki realistyczny, jak wspomnienie. Długi rząd pieców około pięciu rozpalonych do czerwoności, w których palono ludzi.
Widziałam je, czułam bezgraniczną rozpacz i strach. Czy widziałam ludzi w nich? Nie. Ale wiedziałam to. Tak samo jak wiedziałam że robili to Niemcy. Skąd? Nie znam odpowiedzi.

Byłam za mała by mi o tym opowiadali rodzice czy dziadkowie. To nie są historie dla malca. Nikt z rodziny nie zginął w obozie. A do żłobka nie chodziłam więc gdzie mogłam o tym usłyszeć? Nawet mama wypytywała babcię czy coś mi na ten temat wspominała ale zaprzeczała. Budziłam się i zaczynałam płakać wpatrując się w rząd starych okien po mojej prawej stronie.

Widziałam tam piece i ogromną czerwoną łunę od płomieni. Pokój zalewała czerwień. Wiedziałam że tam jest potworna śmierć. Co noc byłam uspakajana przez rozbudzoną babcię. Długo musiała mi tłumaczyć że to tylko zły sen i nic takiego nie istnieje na świecie. Z czasem nieco uspokojona usypiałam ponownie.

Rano po przebudzeniu pytałam babci dlaczego nikt nie powiedział Niemcom że to co robili było złe. Że wojna jest złem. Odpowiedzi nigdy nie dostałam. Zdumiona babcia nie wiedziała co odpowiedzieć wnuczce która nigdy o wojnie nie słyszała.
Przez długi czas te sny i wspomnienie o nich mnie męczyły. Mnie która miała 3 – 5 lat. I tylko w tym domu.
Pozdrawiam serdecznie całą Fundację
[...]
Gdańsk




zwiń tekst



Jako dziecko widziałam coś nie z tego świata...
Czw, 20 luty 2020 09:26 komentarze: 1 czytany: 2676x

Witam. Chciałam się z Państwem podzielić pewną historią, która przydarzyła mi się kilka lat temu. Miałam wtedy 12 - 14 lat. Nie pamiętam dokładnie. Była noc. Obudziłam się , bo było mi zimno. Moja kołdra leżała na podłodze. Wstałam żeby ją podnieść i się przykryć. I wtedy zobaczyłam coś dziwnego. Po drugiej stronie pokoju , na łóżku mojego brata siedziała jakaś czarna postać.Postać z czerwonymi oczyma.......

czytaj dalej

Witam. Chciałam się z Państwem podzielić pewną historią, która przydarzyła mi się kilka lat temu. Miałam wtedy 12 - 14 lat. Nie pamiętam dokładnie. Była noc. Obudziłam się , bo było mi zimno. Moja kołdra leżała na podłodze. Wstałam żeby ją podnieść i się przykryć. I wtedy zobaczyłam coś dziwnego. Po drugiej stronie pokoju , na łóżku mojego brata siedziała jakaś czarna postać.Postać z czerwonymi oczyma , która patrzyła na mnie...

Myślałam , że umre ze strachu...Na dodatek czułam się jakbym była sparaliżowana. Nie mogłam się ruszyć... Zaczęłam się modlić i usnełam. Już więcej nie widziałam tej postaci. Ale widywał ją mój ŚP dziadek. Przychodziła do niego w nocy i Go dusiała. Czasem opowiadał , że chodziła za nim... Kilka razy widział ją też na podwórku jak wyglądał ciemnym wieczorem przez okno... Ale to jeszcze nie koniec.

Ową postać widziała tez kilka razy moja babcia. Obudziła się w nocy a ona stała przy jej łóżku. Jak wstała i szła do kuchni , ona również szła za nią... Czytałam kiedyś w internecie , że to są "cieniści ludzie". Ale sama już nie wiem ... bo ich opis różnił się troche od tego co widzieliśmy. Może Państwo wiedzą co to takiego ? Będe wdzięczna za każdą odpowiedź.

[…]


Dziwne zdarzenie z dzieciństwa

Witam załoge Nautilusa, Piszę do was bo mam nadzieję że chociaż po części wyjaśnicie co mi sie przydarzyło. Teraz mam 26 lat. Alę zacznę od początku w dzieciństwie wakacje spędzałem u babci mialem wtedy 5 lat. Pewnej nocy gdy juz dzadkowie spali a ja się przebudziłem usłyszałem dziwne odgłosy cos jakby smiech i cieżkie kroki.

Oczywiście jako dziecko przestraszone natychmiast pobiegłem obudzic babcie i dziadka niestety mi sie to nie udawało. wtedy gdy nakryłem sie kołdra zobaczyłem ze w pokoju zrobło sie bardzo jasno (dla sprostowania dodam że w tym domu było bardzo ciemno).

Ponieważ jest to mieszkanie na wsi i wtedy nie było tam żadnych latarni} wydawało mi się że to rzutnik slajdów sie zapalił wtedy modne były takie urządzenia które wyświetlały historyjki dla dzieci na ścianach. Gdy z ciekawości ściągnąłem z siebie  kołdrę drzwi od pokoju z trzaskiem się otworzyły i zobaczyłem tą postac z długim pyskiem dosyc postawna ktora  wydała przerazający krzyk jesli mogę to tak nazwać.

Nic wiecej z tamtej nocy nie pamietam wiem  że od tamtej pory bałem się sam zostać w pokoju mama ze mną jezdziła po różnych lekarzach. Ale to nie pomagało jak tłumaczyli były to lęki nocne ale ja wiem co widziałem jeżdziliśmy także po róznych bioenergoterapeutach. Jedna nas odesłała do pewnej pani w częstochowie poniewaz powiedziała ze jest na to za słaba. Może troche pomogło albo po prostu wydoroślałem ale te lęki nadal pozostały a teraz bardzo często nawiedzają mnie koszmary zrywam sie po nocach i budze sie codziennie kilka razy w nocy dokladnie o tej samej porze nawet jak sprawdzałem to co do minuty. Od tamtej pory zainteresowłaem sie dziwnymi zjawiskami

Dlatego patrząc z perspektywy czasu to światło w pokoju było zza okna a nie od rzutnika a gdy sprawdzałem co to mogła być za postać. Pierwsze skojarzenie to gdy zobaczyłem opisy tzw.obcych o gadzim wyglądzie. Proszę załoge Nautilusa o odpowiedz czy to odosobniony przypadek.

pozdrawiam

[…]

ps; przepraszam za błędy i brak interpunkcji ale pisze to w przypływie emocji ponieważ nikomu obcemu tego jeszcze nie opowiedziałem

 

 

Witam :)

Długo się zbierałam żeby do was napisać. Rodzice niewiedzą o tym co mi się wtedy przydarzyło po prostu miałam ochotę zachować to dla siebie i dobrze bo mogę to teraz wykorzystać. Od was obawiałam się braku zaufania w końcu mam dopiero 14lat a wiem że dorośli rzadko wierzą nastolatkom.

Trafiłam na waszą stronę cóż właśnie dzięki mojemu tacie który często czyta tą stronę. Ogólnie wychowuję się w dość nie typowej rodzinie która jest z ezoteryką ,paranormalnością bardzo związana. Historia przydarzyła się jakieś 3lata temu. Pod koniec roku. Było zimno , październik.

Mieszkam w Józefowie. Nasz dom otaczają teraz liczne domy ale te 3lata temu wszędzie były łąki a po drugiej stronie ulicy zagajnik. Miałam etap w życiu że bardzo się bałam wszelkich nieznanych istot. Ale dla swoich psów jestem w stanie zrobić wszystko. Mieszkał z nami wtedy bulterier. W 2007dostał raka. Miał rany które ciągle naruszał lizaniem. W dzień diagnozy wróciliśmy do domu bardzo późno. Nie kupiliśmy kołnierza a wiedziałam że nasi sąsiedzi mieszkający dość daleko od nas na pewno go mają po swoim psie. W domu wszyscy byli zajęci więc wysłano mnie. Wzięłam się w garść i z odwagą pomaszerowałam przed siebie.

 Po kilku metrach w krzakach zaczęło głośno szeleścić. Nie zwróciłam na to wielkiej uwagi. Pomyślałam że może to pies a kundelków które dokarmiam jest w okolicy pod dostatkiem. Szłam dalej i kilka metrów przed domem sąsiadki szelest znów się powtórzył. Później łomot. Spojrzałam się w tamtą stronę. Na początku nic nie zauważyłam. Dopiero gdy uniosłam głowę i spojrzałam na korony drzew sparaliżowało mnie. Wyraźnie (ulica jest oświetlona latarniami) można było dostrzec zgarbioną sylwetkę z rzędem jakby kolców na plecach.

Skulona miała wielkość około metra była kompletnie bez sierści miała ciemno-fioletową matową skórę. Bez zbytniego ociągania wystrzeliłam w stronę domu sąsiadki wcisnęłam się wręcz w furtkę i rozpaczliwie dzwoniłam dzwonkiem. Było koło 22 i modliłam się żeby jeszcze nie spali. Stworzenie znów się poruszyło i lekko odwróciło głowę.

Była nierówna pokryta jakby wypustkami i pomimo że się bałam obserwowałam to coś nadal. Łapy były zdecydowanie długie ale mniejsze od tych tylnych. Bałam się krzyczeć w obawie że zwrócę na siebie uwagę. Nie wie ile to trwało. Jak dla mnie wieczność ale kiedy tylko w przedpokoju usłyszałam głośne glosy stworzenie wydało niski niemiły dla uszu skrzypiący dźwięk i znikło w ciemności. Wziąwszy kołnierz pędem rzuciłam się do swojego domu.

Długo analizowałam to co mnie spotkało. Trafiłam też na wasze archiwalne artykuły na temat chupacabry. To trochę poszerzyło moje horyzonty i zainteresowało kryptozoologią. Bardzo szanuje waszą prace ,ufam,podziwiam zdeterminowanie i chęć odkrycia nieznanego. Mam nadzieję że moja historia może się wam w czymś przyda. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów :)

[…] wiadomość z 2010 roku

 


Poniżej historia z komentarzy w serwisie FN

Kiedyś, dawno temu brałem udział w seansie spirytystycznym. Znajdowałem się w towarzystwie mi nieznanym. W kilka osób usiedliśmy przy stole, na którym umieszczono dużą kartkę papieru z wypisanymi na niej literami i wyrazami: "Tak" i "Nie" Na niej położony był talerzyk , odwrócony dnem do góry, a na mim namalowana flamastrem strzałka .

Członkowie seansu zadawali różne pytania i otrzymywali odpowiedzi poprzez poruszanie się talerzyka, przytrzymywanego przez nich koniuszkami palców . Ja przyglądałem się temu z uśmiechem, nie wierząc w takie rzeczy absolutnie. Mój sceptycyzm został rozwiany , kiedy to po przeproszeniu ducha za moje niedowierzanie i złożeniu obietnicy, że będę od tej chwili poważny, zapytałem ducha ( w celu uwiarygodnienia, że w ogóle on tu jest i udzielone odpowiedzi, nie są spowodowane celowym poruszaniem talerzyka przez osoby, które porozumiały się, aby nabierać resztę towarzystwa) o datę kradzieży mojego auta. Jak zaznaczyłem na wstępie , towarzystwo mnie nie znało i nie mogło posiadać żadnej wiedzy na ten temat. Jakież było moje zdziwienie , kiedy talerzyk, ruch po ruchu , wskazał strzałką dokładną datę kradzieży...dzień , później.... miesiąc i na samym końcu rok! Włosy zjeżały mi się na głowie, po każdej wskazywanej prawidłowo liczbie .

Od tej pory wierzę w duchy i wcale nie wywołuje to u mnie żadnego uśmieszku na twarzy, gdy ktoś o takich rzeczach opowiada. Pozdrawiam



zwiń tekst



Zabawiłem się w wywoływanie duchów i... tak zaczął się mój koszmar.
Śr, 19 luty 2020 12:13 komentarze: 2 czytany: 2629x

Witam zaloge nautilusa!Od jakiegos czasu czytam artykuly na Waszej stronie i rowniez chcialbym podzielic sie moimi przezyciami,ktore mnie spotkaly i spotykaja w dalszym ciagu.Opowiem o tych najwazniejszych :-Wiedzac ,ze wywolywanie duchow jest sprawa niebezpieczna zawsze staralem sie unikac prob namawiania mnie na zrobienie takiego seansu.Jednak pewnego dnia to ja zainicjowalem i namowilem jedna osobe.......

czytaj dalej

Witam zaloge nautilusa!
Od jakiegos czasu czytam artykuly na Waszej stronie i rowniez chcialbym podzielic sie moimi przezyciami,ktore mnie spotkaly i spotykaja w dalszym ciagu.Opowiem o tych najwazniejszych :

-Wiedzac ,ze wywolywanie duchow jest sprawa niebezpieczna zawsze staralem sie unikac prob namawiania mnie na zrobienie takiego seansu.Jednak pewnego dnia to ja zainicjowalem i namowilem jedna osobe na wywolanie duchow.Atmosfera i nastroj byl odpowiedni godz.ok 5 nad ranem.

Proby wywolania skonczyly sie fiaskiem,nikt nie chcial nas odwiedzic jednak okazalo sie to nie prawda.Od nastepnego dnia zaczal sie moj maly koszmar.Polegal on na tym ,ze codziennie ok.5 rano budzilem sie z ogromnym bolem glowy, nie wiedzialem co sie ze mna dzieje ,nigdy tez nie wiazalem tego bolu z wywolywaniem duchow.Balem sie ,ze to jakas choroba.

Mieszkalem wtedy z mama ,ktorej to powiedzialem o mojej dolegliwosci.Z biegiem dni przyzwyczailem sie do pobodki o 5 rano kazdego dnia.Po ok pol roku ciaglego wstawania o 5 zdarzylo sie cos niesamowitego:kladac sie z mysla o wczesnej pobodce niespodziewalem sie ,ze obudze sie o 8 ,a tak sie stalo.

Otworzylem oczy ,nie czuje zadnego bolu,spogladam na zegarek jest 8.Nie dowierzalem wlasnym oczom.Jak najzybciej chcialem podzielic sie moja radoscia z mama i do niej poszedlem.Nie zdazylem opowiedziec jej o tym moim szczesciu gdyz ona zaczela mowic mi co pare godzin wczesniej przezyla.Ok godz 5 przebudzila sie i lezala w lozku nagle zobaczyla mezczyzne przechodzacego obok jej lozka ,polozyl sie obok niej dotknela jego reki i zauwazyla brak palcy u dloni.

Po chwili zniknal.Powiedziala,ze bardzo sie bala i chciala mnie zbudzic ale pomodlila sie za ta osobe i strach zniknal.Po wysluchaniu tej relacji wiedzialem juz co bylo przyczyna mojej dolegliwosci i chcialbym aby ta historia byla przestroga dla innych.

-Kiedys czytalem artykul w jednym z miesiecznikow o mezczyznie ,ktory wychodzil ze swojego ciala wyobrazajac sobie swoja smierc w wypadku samochodowym.Pomylalem sobie ,ze warto sprawdzic na sobie czy jest to mozliwe i czy ja mam rowniez takie zdolnosci.Okazja do tego nadazyla sie miesiac pozniej.

Byla zima  ,jechalem z Bydgoszczy do Warszawy pociagiem .Pasazerow jak na lekarstwo, tak ze podrozowalem z jedna osoba w przedziale i polozylismy sie wzdluz siedzen i rozmawialismy.W okolicach Kutna ta osoba zasnela a ja przypomnialem sobie o historii wyjscia z ciala.Zaczelem wyobrazac sobie wypadek,siebie lezacego w kaluzy krwi i nie wiem kiedy ale poczulem cos niesamowitego.Czulem od czubkow palcy od nog poprzez tulow i czubek glowy,ze ja wychodze z siebie,doznalem przy tym wyjsciu ogromnej przyjemnosci jakiej nigdy nie doznalem.Probowalem zobaczyc siebie lecz widzialem tylko bryle cos  jak trojkat przemieniajacy sie kole ciagle zmieniajac swoj wyglad.

Znajdowalem sie w ciemnosci bylem tylko ja .Nagle znowu bylem w swoim ciele.Postanowilem sprobowac jeszcze raz bo moment wyjscia byl tak cudowny ,ze chcialem znowu tego doswiadczyc.
Udalo sie ponownie znowu bylem bryla ale tym razem bylem w pociagu w wagonie dla konduktorow.Widzialem ich oni mnie nie ,pili alkohol co mnie przerazilo.

Nagle znalazlem sie z powrotem w swoim ciele.Opowiedzialem te historie pewnej pani,ktora bardzo interesowala sie dziwnymi zjawiskami paranormalnymi,ktora doszla dlaczego udalo mi sie to zrobic.A mianowicie podrozowalem zima i w pociagu bylo ogrzewanie ,ogrzewanie to wydawalo dzwiek ,takie buczenie .Dzwiek ten musial byc o odpowiednich wibracjach jak mantry om i to wspomoglo moje wyjscie.

-Miewam sny ,ktore przekazuja mi ,,ze cos sie stanie lecz nie dotycza mnie osobiscie.W lipcu tego roku przysnila mi sie moja mama ,ktora powiedziala mi ,ze 3 wrzesnia ona umrze.Mama choruje przewlekle .Nie chcialem by ten sen sie sprawdzil i z ogromna obawa czekalem na 3 wrzesnia.Mieszkam w Londynie i codziennie staram sie do mamy dzwonic.Tak tez bylo 3 wrzesnia po poludniu przedzwonilem do mamy i czekalem az odbierze telefon.Odebrala go i kamien spadl mi z serca.Jednak cos niedawalo mi spokoju ,wiedzialem ze ta data jest wazna.poprosilem zone by przedzwonila do swoich dziadkow i sprawdzila czy u nich wszystko w porzadku,okazalo sie ze wszystko ok.przedzwonila jeszcze do swojego taty i tu okazalo sie ,ze dzisiaj poniesli strate,ukradli im samochod., czyli data zadzialala.

-Nastepny sen wiaze sie z dniem 20.11.2006 .Sni mi sie mama ,ktora mowi mi ,ze mam isc do domu i sprawdzic gazete na pierwszej stronie.Ide do domu i biore gazete do reki .Na pierwszej stronie jest ogromne zdjecie czarno biale ,na ktorym jestem ja i moja zona ,stoimy na cmentarzu nad trumna wydaje mi sie ,ze w trumnie jest dziecko.Uwazam,ze sen ten zapowiedzial tragedie w kopalni Halemba i zalobe narodowa

Jest jeszcze pare bardzo waznych zdarzen ,ktore wydarzyly sie w moim zyciu .jezeli bedziecie zainteresowani to z mila checia opowiem :jak znalazlem sie w Londynie chociaz bylo to ostanie miejsce gdzie chcialbym pojechac.jak w rok po smierci moj tata mnie odwiedzil.jak w mieszkaniu ,ktore kupilem zaczely dziac sie rozne dziwne rzeczy,jak prawie codziennie spogladalem na zegarek i byla godz 11.11 i wiele innych przezyc.
Dziekuje i pozdrawiam [...]

 


 

----Original Message-----
From: [...]
Sent: Thursday, December 19, 2019 7:38 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Medytacja

    Witam ponownie!!!
 Było to już dawno temu, nie wszystko szczegółowo pamiętam (2011-2012). Temat UFO zawsze był mocno we mnie zakorzeniony, jak już pisałem wcześniej, internet był kluczem do bram wiedzy na ten temat. Wyszukałem info o ludziach, którzy wychodzili z ciała i podróżowali po kosmosie, kontaktowali się z różnymi istotami. Któż by nie chciał? Lecz podstawą wszystkiego jest medytacja, harmonia i wiedza. Wiedzę już miałem przeciętną i postanowiłem pomedytować, ale nie jest to proste. Próby robiłem przed snem, gdyż wtedy miałem tylko czas (wspomnę, że słabo sypiam). Starałem się nie dopuszczać żadnych myśli do siebie i zrelaksować się.

Przed przystąpieniem do tego miałem wielkie pragnienie ujrzenia, spotkania jakiejś rasy kosmitów, bo wiem, że są, odwiedzają Ziemię, może by zechcieli się pokazać. Rewelacji nie było, choć raz udało mi się uzyskać tzw. błogość, ale nic więcej. Jednak umysł był przesiąknięty mocno tą tematyką i pozyskiwał nowe to informacje. Pojawił się 1 sen, lecz już nie pamiętam go, ale związany z kosmitami i po przebudzeniu pojawia się paraliż ciała - krótki, ale dziwne uczucie jak budzisz się i nie możesz poruszyć ręką, czy nogą. 2 sen - śni mi się,  że jestem w swoim pokoju i przez okno dostrzegam unoszący się spodek ( odległość od okna 20-30m., na wysokości ok. 10m.) Gdy go dostrzegam czuję jak jakaś siła mnie do niego wciąga. Po chwili czuję, że jestem w środku, ale nic nie widzę nie słyszę, ale wiem, że ktoś jest obok mnie i że jest to jasne pomieszczenie.

Przebudzam się i ponowny paraliż kilkusekundowy oraz nie wiem czy to mój umysł wykreował, ale gdy otwierałem oczy dostrzegłem przy łóżku ciemne postacie z niebieskimi świecącymi się oczami lecz to było ułamki sekundy. 3 sen - otwieram oczy leżąc w łóżku i dostrzegam trzech szaraków stojących przy mnie w ciemno-zielonej poświacie. Dwóch z nich rozmawiało ze sobą, a trzeci mi się przyglądał. Chwilka i przebudzam się z paraliżem. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to jeśli coś w tym jest prawdziwego, to jak powiem o języku w jakim  rozmawiali, a nie był to ziemski.  Druga sprawa , to zacząłem szukać informacji na temat snów i paraliżu po wybudzeniu, lecz nie do końca przekonywała mnie teoria naukowców. Przejdę do setna sprawy, co mnie postawiło w wielkie osłupienie. Moje zapytanie o język szaraków realizuje się w kilka dni. Jest niedziela popołudnie i postanawiam coś obejrzeć w TV. Przełączając kanały zatrzymuję się na filmie MIMZY - mapa czasu, o którym nic nie wiem i nigdy nie oglądałem. Film już trwał, więc początku nie oglądałem, ale mnie wciągnął strasznie. W pewnym momencie słyszę głos, którym porozumiewali się szaraki z mego snu. Byłem w szoku, wiedziałem, że jest to odpowiedź na moje pytanie. Przypadek czy coś więcej? 

Film nawiązuje też do szaraków, którym grozi zagłada, bo poszli w technologię a uczucia i rozwój duchowy zaprzepaszczony(są to ludzie z przyszłości). O nich było zapytanie w jednej z waszych audycji i jak dobrze pamiętam to było chyba też o Billy Meierze. Jeżeli wierzyć filmikom z przesłuchań szaraków w USA, to temat jest ten sam.
     Wracając do snów, więcej nie miałem paraliżu po śnie, choć miałem sny o spodkach, o kosmitach.

                                                                                                                                                                                Pozdrawiam!!!!




zwiń tekst



Chciałabym opowiedzieć o moim OOBE...
Sob, 15 luty 2020 15:08 komentarze: 1 czytany: 3402x

[...]witam załogę ,pływam z wami po morzach eteru od czasów radia Z. Nie będę zaczynać od tego że zawsze byłam inna ,zauważyłam że tak zaczyna się wiele listów i wydaje mi się że jest to dobry sygnałbo nie jestem osamotniona ale do rzeczy .chciałabym opowiedzieć o moim OOBE ,przychodzi to do mnie spontanicznie i nie potrafię tego przywołać tak na zawołanie,pierwszy raz przydarzyło mi się jakieś 10.......

czytaj dalej

[...]witam załogę ,pływam z wami po morzach eteru od czasów radia Z. Nie będę zaczynać od tego że zawsze byłam inna ,zauważyłam że tak zaczyna się wiele listów i wydaje mi się że jest to dobry sygnał
bo nie jestem osamotniona ale do rzeczy .

chciałabym opowiedzieć o moim OOBE ,przychodzi to do mnie spontanicznie i nie potrafię tego przywołać tak na zawołanie,pierwszy raz przydarzyło mi się jakieś 10 lat temu.Miałam wolny dzień a mąż wstawał rano do pracy ,guzdrał się bardzo i w takim pół śnie pomyślałam niech sobie on wreszcie idzie,poszedł na dół jeść śniadanie a ja zaczęłam odpływać w sen,nagle od strony balkonu doszedł do mnie dziwny dźwięk ta jakby ktoś pocierał o siebie dwie nie heblowane deseczki,spojrzałam bardzo przytomnie w tamtą strone ale nic tam nie było i nagle przyszły wibracje nie bałam się tego bo wiedziałam co to jest od lat czytuję książki Roberta Monroa.

Byłam zafascynowana ,wiedziałam usiadłam w ciele astralnym ale nie mogłam się oddzielić od ciała bo mój tyłek tak jakby utknął i wtedy przyszedł mi na ratunek Robert -rotacja! Ułożyłam sie z powrotem i po przekręceniu byłam wolna i jaka szczęśliwa.

Pomyślałam -chce zobaczyć męża ja w kuchni na dole je śniadanie ,przeszłam przez ściane i ześlizgnęłam się po schodach, jakież było moje zdziwienie kiedy na dole w otwartym pokoiku zobaczyłam że jest zupełnie inaczej umeblowany duży stół a na nim sterta białych szmat nagle z kuchni ktoś wyjrzał (kuchnia ma łuk bez drzwi) i popatrzył w moją stronę nie miałam pojęcia KTO TO JEST.

I wtedy jakaś zabłąkana myśl przyszła mi do głowy ,myśl o domu wyszłam przez zamknięte drzwi i znalazłam się w mieście oddalonym o 10 km (mieszkam na wsi)pod moją rodzinną kamienicą stałam na podwórku wokół było jeszcze ciemno i spojrzałam w ona mojej kuchni były ciemne Nagle znalazłam się w moim ciele.Kiedy potem to wszystko przeanalizowałam stwierdziłam że przeniosłam się w czasie ,to był okres kiedy dzieci były jeszcze małe ,w tym pokoiku był duży stół i narożna ława ,zbierałam z dziećmi pranie z podwórka i kładłam je na tym stole ,dzieci usypiałam i składałam TO BIAŁE PRANIE bo to były pieluszki , a osoba która zaglądała z kuchni to byłam ja .

Przeprowadziliśmy się z blokowiska na wieś mąż pracował do późna a mnie przerażał ogrom domu i często gotując mu kolację z trwogą spoglądałam w kierunku schodów tak jakby ktoś miał po nich z góry zejść.
I to było by na tyle ,pozdrawiam Was ciepło.
[...]

/wiadomość otrzymaliśmy 15 lutego 2020/

Eksterioryzacja (ang. out-of-body experience – OBE lub OOBE, doświadczenie poza ciałem) – wrażenie postrzegania świata spoza własnego ciała fizycznego.



 

Poniżej relacja (fragment) spisana przez naszych ludzi w czasie rozmowy telefonicznej 15 lutego 2020.

[...] Rok 1984 lub 1985. 13 września. Autor relacji był sobie kierowcą ciężarówki. Okolice Konotopa i Nowej Soli (chyba). Jechał tym autem i zobaczył obiekt, bardzo duży, a właściwie czerwoną poświatę, w którą wjechał. W środku zobaczył pojazd, na dole metaliczny. Ale nie miał kształtu spodka. Był wysoki. Na wysokości kabiny kierowcy ciężarówki lub niżej  były okna, przez ktore widać było istoty w kombinezonach. Ludzki kształt. Siedziały w okręgu, a przez nimi były jakby pulpity  sterownicze. Jedna z istot przypominała kobietę i to ona zauważyła, że kierowca im się przygląda. Zwróciła uwagę innej istocie (nie wiem, czy gestem, czy słowami) i w stronę kierowcy spojrzał inny osobnik, ktory miał wyraziste brwi.
Kierowca przejechał bez problemu przez poświatę. Żadnych anomalii technicznych ani czasowych nie było.
Całe zdarzenie było opisane w prasie z tamtych lat.
[...]



zwiń tekst



DUCH W POSTACI CIENIA NAWIEDZA 9-CIO LETNIĄ DZIEWCZYNKĘ
Pt, 14 luty 2020 11:54 komentarze: brak czytany: 2272x

[…] Chcialbym podzielic sie z Wami doswiadczeniami z konca ubieglego roku. W Pazdzierniku zadzwonila do mnie znajoma z prosba o pomoc dla jej przyjaciólki. Ta Pani opiekuje sie 9cio letnia dziewczynka ktorej Matka popadla w nalog narkotykowy. One mieszkaja na szóstym pietrze w budynku apartamentowym. OD FNAutor mieszka za granicą, jest medium i ma dar kontaktowania się z duchami – przyp. FN.Od pewnego.......

czytaj dalej

[…] Chcialbym podzielic sie z Wami doswiadczeniami z konca ubieglego roku. W Pazdzierniku zadzwonila do mnie znajoma z prosba o pomoc dla jej przyjaciólki. Ta Pani opiekuje sie 9cio letnia dziewczynka ktorej Matka popadla w nalog narkotykowy. One mieszkaja na szóstym pietrze w budynku apartamentowym.

OD FN

Autor mieszka za granicą, jest medium i ma dar kontaktowania się z duchami – przyp. FN.


Od pewnego czasu manifestuje sie u nich negatywna energia w postaci cienia osoby. Ten byt zostawial po sobie slady tak jak na powyzszym zdjeciu ktore zostalo zrobione z okna sypialni.
Dziewczynka I ta Pani baly sie spac I panowala atmosfera strachu. Zgodzilem sie ze pojde do nich I moze uda mi sie im pomoc.

Umowilem sie ze bede do nich dzwonil za kilka dni I wezme adres. Tej samej nocy zostalem zaatakowany we snie przez osobnika ktory probowal mnie zastraszyc. Po kilku dniach zadzwonilem do tej Pani ale w momencie gdy telefon dzwonil to ktos odlaczyl jej linie od serwisu.  Ponowilem probe po kilku dniach I po zdobyciu adresu udalem sie do ich mieszkania. Gdy ta Pani opowiadala mi z czym maja do czynienia ten negatywny byt powtarzal mi abym natychmiast z tamtad wyszedl.

Ja odpowiedzialem jemu ze nie zrobie tego I ze zmienie jego oraz pomoge Tej Pani I dziewczynce.
Zaczalem w myslach wysylac Milosc bez Granic dla tej Pani,dziewczynki I tego negatywnego bytu I to pomoglo. Nastepnego dnia otrzymalem od tej Pani wiadomosc ze wszystko co negatywne minelo a one spokojnie przespaly noc. Jesli chodzi o ta osobe ktora zatakowala mnie we snie to ta Pani powiedziala mi ze spotkala sie niedawno z osoba ktora mowila ze jej duchowo pomoze . Okazalo sie ze ten osobnik zabawial sie jakas ciemna magia. Gdy pokazala mi jego zdjecie to byla to osoba ktora mnie atakowala we snie.

W Listopadzie ubieglego roku odszedl mojej zony Tato a w polowie Grudnia moj Tato.  Byly to smutne chwile ale taka jest nasza droga. W kilka dni po pogrzebie mojego Taty poszlismy z moja Mama na msze. W pewnym momencie zobaczylem stojace obok siebie Dusze mojego I mojej zony Ojca.
Patrzyli ze spokojem I lekkim usmiechem.

Kilka metrow od nich stala Dusza naszego Przyjaciela Rodziny a zarazem rodzinnego lekarza.
Bylem tym widokiem zdziwiony bo wiedzialem ze ten lekarz zyje. Po mszy powiedzialem to mojej Mamie I ona powiedziala mi ze Pan Doktor jest ciezko chory I lezy w szpitalu. Chcialem jego odwiedzic ale on byl na oddziale zamknietym.

Dwa dni pozniej otrzymalismy telefon ze odszedl z tego Swiata. Jak to mozliwe ze Dusza bedaca w chorym ciele potrafi sie zamanifestowac na krotko przed odejsciem. To jest juz trzeci tego rodzaju przypadek ktorego doswiadczylem.  Gdy Ci ktorzy przejda w strone Swiatla chca zostawic wiadomosc to zawsze jest ona inna.

Moj Tato po odejsciu powiedzial--Kochaj ,Kochaj,Kochaj bo to jest najwazniejsze w zyciu. Mojej Zony Tato powiedzial z radoscia- Teraz to ja moge biec dookola Swiata.

Mojego znajomego Tato powiedzial- Powiedz mojemu Synowi ze jestem teraz sczesliwy.  Mojej znajomej Tato powiedzial- Powiedz ze Kocham ich Wszystkich

Pozdrawiam Was Serdecznie I Dziekuje Wam bardzo ze Jestescie.

[…]


 

 

From: […][

Sent: Friday, February 7, 2020 12:29 PM

To: Fundacja Nautilus <studio.lab.nautilus@gmail.com>

Subject: Prosba

 

Witam Panstwa.

W mailu załączylem szkic pewnego rysumku i miał bym prośbe czy Panstwa jasnowidze sa w stanie to opisac, czy jest taka mozliwosc?

Pozdrawiam i trzymam kciuki za Wasza prace.

Pozdrawiam […]

 


 

Dziękujemy. Spróbujemy coś z tym zrobić i przekażemy ten rysunek do Projektu Messing.

Pozdrawiamy

FN

 

Ta wiadomość została wysłana przez Fundację Nautilus.

Copyright © 1999-2020 FN. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 



zwiń tekst



Sen z osobą, której nie znałam osobiście za życia.
Czw, 13 luty 2020 06:40 komentarze: 2 czytany: 2280x

Kapitanie, ZałogoJak sami wiecie zdarzają się Nam historie o , których się nawet nie śniło. Ta będzie właśnie taka historia o śnie, tak realnym, że cały czas jest w pamięci. Ale do rzeczy .Wszyscy , którzy oglądają telewizję znają tzw "celebrytów". I chodź telewizji nie oglądam  już od ponad 6 lat jestem dzięki internetowi na bieżąco z informacjami. Nie są to strony głównego nurtu  ale niektóre.......

czytaj dalej

Kapitanie, Załogo

Jak sami wiecie zdarzają się Nam historie o , których się nawet nie śniło. Ta będzie właśnie taka historia o śnie, tak realnym, że cały czas jest w pamięci. Ale do rzeczy .

Wszyscy , którzy oglądają telewizję znają tzw "celebrytów". I chodź telewizji nie oglądam  już od ponad 6 lat jestem dzięki internetowi na bieżąco z informacjami. Nie są to strony głównego nurtu  ale niektóre informacje podawane są wszędzie. Tak też było z informacją,która dotyczy mojego snu.

Parę miesięcy temu w nocy z 17 na 18 sierpnia zaginął na mazurskim jeziorze sławny w mediach człowiek.
W poszukiwaniach uczestniczył znany nam wszystkim Pan Jackowski.  Po  jakimś czasie udało się odnaleźć jego ciało. Tragedia dla rodziny olbrzymia a i media prześcigały się w różnych doniesieniach.

Minęło około 7 tygodni od dnia zaginięcia . W nocy z 7 na 8 października przyśnił mi się sen. Był tak realny, a ja byłam tam tak świadoma, że wszystko pamiętam do dzisiaj. Czasami nawet mam wrażenie, że niektóre sceny teraz są bardziej wyraźne niż rano po przebudzeniu. Ale może wtedy zaaferowana całą tą sytuacją nie uświadamiałam sobie tego a teraz gdy emocje już opadły widzę to wyraźniej.
Na przykład budynki. Zawsze interesowałam się architekturą i choć architektem nie jestem, nie pamiętam abym gdzieś widziała taki rodzaj budownictwa, Nie żeby były jakieś wymyślne, nie z tego "świata"  albo w stylu Zahy Hadid,  nie ale były inne niż "nasze".
Albo ten przekaz - pokaz myślowy. Po czasie dotarło do mnie, że przecież trafiłam tam gdzie miałam trafić bo Piotr  mi to po prostu pokazał w Moich myślach. Stąd wiedziałam gdzie mam iść.
Albo to, że "stawiała opór". - nic w śnie nie robiłam na siłę, powiedziałam, że ma iść i szła za mną ale z ociąganiem, powoli, tak jakby nie chciała odejść, opuścić tego towarzystwa. Jakby coś ją tam ciągnęło..
Nie wiem kim byłam w tym śnie ani jak wyglądałam ale do dzisiaj zastanawiam się kim byłam albo kim dla niej byłam, że jednak ze mną poszła?

Sen był prośbą Pana Piotra do mnie. Do dzisiaj Moje pytanie, na które nie znam dzisiaj odpowiedzi, brzmi: dlaczego Ja? przecież teraz w tym życiu nie znałam tego Człowieka,  ani nikogo z jego rodziny? Ani nawet nie mieszkam gdzieś w pobliżu a wręcz po drugiej stronie Polski, prawie 650 kilometrów od miejsca zaginięcia. A jednak w jakiś niewytłumaczalny, dla mnie, sposób ją odebrałam. Nie wiem. Jeszcze nie wiem.

Cały dzień zastanawiałam się na przekazem z tego snu. Zdałam sobie sprawę , że przecież nie była dla mnie wiadomość. Ona była dla jego żony Pani Agnieszki. Późnym wieczorem znalazłam jakiś kontakt do niej i opisałam jej mój sen. Przeprosiłam za naruszenie prywatności w tak bolesnej dla niej chwili ale uważałam,że powinna to wiedzieć. Tym bardziej, że ja nie wiedziałam o co chodzi a Ona zapewne zrozumie przekaz.  Nie otrzymałam żadnej odpowiedz ale też nie wróciła do mnie informacja, że taki adres nie istnieje.



Oto opis mojego snu - rano zaraz po przebudzeniu sen opisałam:

""  Śniło mi się,  że byłam w otoczeniu dużej grupy ludzi ( ale to nie tacy "zwykli" ludzie ale tzw. "Celebryci") gdzie była Pani Agnieszka Woźniak -Starak. Nie znam nikogo a i ją jedynie z monitora.

I nagle znajduję się w innym miejscu, widzę jakieś jakby "miasto", budynki kilkupiętrowe - wszystko jest w jednym kolorze: jakby brąz, sepia, jednokolorowe, bez kolorów ( takie bez innych barw ) nie wiem co to za miasto, widzę je pierwszy raz i nagle na tle tego miasta widzę Pana Piotra W-S.

Ale on nie "stoi" ale tak jakby unosi się - stał  na ziemi a tak jakby nie stał.

Nie rozmawiamy w naszym rozumieniu ale dostałam od niego "przekaz" - "pokaz" myślowy żebym się "Zaopiekowała" A, zabrała ją z tłumu jej znajomych i wzięła do/na jakiś jakby "bazar", plac targowy, było tam mnóstwo, pełno, osób i
zaprowadziła do jakby "sauny", "myjni", "kąpieliska" (łaźni) aby tam się "oczyściła" umyła", spłukała" i wtedy dopiero "ZOBACZY"  "OTWORZY OCZY"

Znowu powrót do A i tłumu ludzi.
 Agnieszka jakby stawiała opór, nie bardzo chciała to robić, wyprowadziłam ją z tłumu jej znajomych ale ona jakby cały czas się do nich obracała głową, szła ze mną ale "była z nimi"

Znalazłyśmy się na tym -przyszło mi do głowy słowo "suku", było pełno ludzi, jak to na targu, bardzo dużym. Przeciskałyśmy się do tej "myjni". Gdy doszłyśmy powiedziałam jej,  że ma tam iść, wejść. Nie wiem skąd wiedziałam, że to "tu".
Nie naciskałam, nie przekonywałam. Powiedziałam coś w rodzaju "idź tam". I poszłam od niej z tamtąd. Poszłam też się "obmyć" ale gdzie indziej - do innej "myjni""

Koniec zapamiętanego snu, wtorek rano 8. X (199)2019 A. z R

Wszystkie Ważne - zapamiętane słowa i odczucia  są w cytatach.
W nawiasach dodatek nieopisany na kartce - wytłumaczenie
Cały sen bez kolorów - jedynie brąz, sepia.
Nie wiem dlaczego napisałam taką datę 199 -wzięłam ją w nawias dopiero jak zorientowałam się cóż to ja piszę przecież mamy 2019 rok...

Pozdrawiam

[dane do wiadomości redakcji]

/e-mail otrzymaliśmy 12 lutego 2020/




zwiń tekst



Znikające przedmioty
Śr, 12 luty 2020 10:13 komentarze: brak czytany: 2181x

Chciałem opisać bardzo osobliwą historię związaną ze znikaniem przedmiotów. Jestem człowiekiem bardzo uważanym i nie gubię przedmiotów, a jednak przypadek mieszkania mojej siostry do dziś budzi we mnie zdumienie. Miało to miejsce w latach 80., kiedy opuściliśmy dom rodzinny. Ja poszedłem na studia do Wrocławia, a moja siostra wyszła za mąż i urodziła pierwszego syna. Tuż po ślubie przeprowadziła się.......

czytaj dalej

Chciałem opisać bardzo osobliwą historię związaną ze znikaniem przedmiotów. Jestem człowiekiem bardzo uważanym i nie gubię przedmiotów, a jednak przypadek mieszkania mojej siostry do dziś budzi we mnie zdumienie. Miało to miejsce w latach 80., kiedy opuściliśmy dom rodzinny. Ja poszedłem na studia do Wrocławia, a moja siostra wyszła za mąż i urodziła pierwszego syna. Tuż po ślubie przeprowadziła się do mieszkania rodziny męża w małym dwupiętrowym domu w Gliwicach. Od razu zaczęły jej ginąć drobne przedmioty. Jej teściowie powiedzieli jej, że w mieszkaniu jest duch i że on kradnie przedmioty. Ona początkowo uznała to za żart, ale już w pierwszym tygodniu zniknęły jej rzeczy, w tym kosmetyczka. Znalazł ją teść na strychu, na który nikt nie wchodził od miesięcy. Po dwóch dniach kosmetyczka znowu dosłownie wyparowała, ale to i tak nic.

Siostra zaprosiła mnie na święta. Noc spędzałem na kanapie w dużym pokoju, spałem sam, kiedy usłyszałem jakieś szepty i chichoty. Usłyszałem je tak, jakby ktoś mówi mi dosłownie koło ucha. Nie ma możliwości, abym uległ jakiemuś złudzeniu. Nie mogłem uwierzyć rano, ale w mojej małej torbie znalazłem jakieś przedmioty, w tym białą kolie. Okazało się, że był to przedmiot, który zaginął teściowej mojej siostry kilka tygodni wcześniej. Na porządku dziennym były odgłosy biegających bosych stóp po strychu, choć nikt tam nie był. To mieszkanie było nawiedzone przez jakiś złośliwy byt. Wiem, że ludzie nie wierzą w takie rzeczy, ale gwarantuję, że wystarczy spędzić noc w takim mieszkaniu i to zobaczyć co ja zobaczyłem, aby raz na zawsze wyleczyć się ze sceptycyzmu.

Pozostaję z szacunkiem

Proszę o zachowanie anonimowości

[…]


[...]Witam. Dowiedziałem się o istnieniu waszej fundacji najpierw z telewizji a później w internecie. Od okresu dziecięcego mniej wiecej 7-8 lat zaczełem mieć dziwne problemy z zasypianiem... którym bardzo często towarzyszyło odczucie potrzeby rozmowy z kimś lub czymś tylko i wyłącznie za pomocą umysłu, nie słów. Czasem miałem wrażenia jakbym nie wiedział co się ze mną działo podczas snu... i co najgorsze... bardzo często budziłem się sparaliżowany, nie mogłem krzyczeć, poruszać się, po prostu mogłem otwierać lub zamykać oczy i nic więcej. Pewnego razu ujrzałem dziwne stworzenie stojące za moimi drzwiami, patrzące się na mnie i co najdziwniejsze... poruszające się jak człowiek. drzwi są "pół przeźroczyste" tzn jest w nich duża szyba lekko odkształcona ale widać przez nią ogólne zarysy , kształty i kolory. Około rok temu w nocy miałem bardzo dziwny sen, lub nie?... szczerze mówiąc sam nie wiem co to było...

Gdy się obudziłem zauważyłem, (w sumie to bardziej wyczułem bo strasznie mnie to swędziało) na mojej prawej nodze pod kolanem dwie rany, wyglądały jakby ktos włożył mi w noge dwie identyczne rurki puste w środku. środek ran był tak jakby przeźroczysty, widać było głębie tych ran, gdy pokazałem je pewnej zaufanej osobie to stwierdziła że rany wyglądają podobnie do tych które zostawiają kleszcze gdy nie uda im się wgryźć, lecz dziwne jest to że są one identyczne, głębokie i wyglądają jakby były dziurą służącą do włożenia lub wyciągnięcia czegoś z mojej nogi. około pół roku później po kolejnym bardzo dziwnym lecz" uspokajającym" śnie pojawiła mi się kolejna lecz większa rana na tej samej nodze też obok kolana i również wyglądała na bardzo głęboką ranę ale już dużo większa, gdy jej dotykam to czuć jakby pod skórą czegoś brakowało, tkanki lub mięśnia. w załącznikach znajdują się zdjęcia owych ran, z góry przepraszam za jakość ale niestety jeszcze się sam nie utrzymuję i nie mogę wykonać lepszych.

Pisząc do was oczekuję dyskrecji.. już nie raz się przekonałem jakie mogą być reakcje ludzi na "te" tematy. Prosze przeanalizować te zdjęcia i jeżeli będą potrzebne kolejne materiały lub informacje to chętnie ich dostarczę.
Co do moich dziwnych przeżyć... chciałbym wam powiedzieć dużo więcej, ale dopiero gdy ta sprawa was bardziej zainteresuje.

Pozdrawiam.

[...]






zwiń tekst



Moc ukryta... w powietrzu?
Wt, 11 luty 2020 15:09 komentarze: 1 czytany: 2143x

[...] Witam,We wstępie chciałbym podziękować Wam za prowadzenie tak wspaniałej działalności jaką się zajmujecie. Od 4lat bedąc Waszym stałym czytelnikiem (przeglądarka otwiera się automatycznie na Waszej stronce) intrygujecie, zaskakujecie i wyjaśniacie mase rzeczy które mnie i moją rodzinę bardzo interesują: od ORBS'ów przez piktogramy, rok 2012, kończąc na reinkarnacji. Chciałbym Wam jeszcze raz.......

czytaj dalej

[...] Witam,

We wstępie chciałbym podziękować Wam za prowadzenie tak wspaniałej działalności jaką się zajmujecie. Od 4lat bedąc Waszym stałym czytelnikiem (przeglądarka otwiera się automatycznie na Waszej stronce) intrygujecie, zaskakujecie i wyjaśniacie mase rzeczy które mnie i moją rodzinę bardzo interesują: od ORBS'ów przez piktogramy, rok 2012, kończąc na reinkarnacji. Chciałbym Wam jeszcze raz za to serdecznie podziękować a tym samym może w jakimś stopniu zmobilizować do tak wspaniałej pracy.

Piszę w krótkiej sprawie, bo wiem, że macie masę pracy w Fundacji związaną m.in. z odpowiedziami i segragacją maili. Otóż bedąc jeszcze w podstawówce  za nauczyciela plastyki miałem wspaniałego człowieka (bedącego z Wami podobno w jakimś kontakcie) zajmującego się jak dla mnie niewyjaśnionymi zjawiskami-określanie autora pracy plastycznej za pomocą wahadełka, sprawdzanie np. marki papierosów (tak, smutna prawda...)jaką ktoś pali i wiele wiele innych zjawisk związanych z ludzkimi możliwościami. Człowiek ten wyjechał do Hiszpanii, lecz wrócił jako nauczyciel muzyki, ale gdy byłem już w gimnazjum. Lekcje jakie prowadził daleko odbiegały momentami od związanych z muzyką, schodząc na tor zjawisk, którymi Wy się zajmujecie.

Opowiadał nam o Dzieciach Indygo, energiach, kanałach międzyludzkich, UFO, piramidach, starożytnych cywilizacjach, sensem ludzkiego istnienia etc. Nierzadko przechodziły nam po plecach ciarki gdy słyszelismy o takich rzeczach, którymi jak mówił zajmujecie się także Wy. To on podał nam Waszą stronkę w celu... właśnie...on sam utrzymywał, że ma z nami lekcje gdyż takie jest jego "częściowe zadanie".

Pewnego razu kazał nam wyjrzeć przez okno i spojrzeć w czyste błękitne niebo (pogoda typowa dla przedwakacyjnego okresu). Kazał się wpatrywać w błękit tak długo aż zobaczymy... poruszające się w powietrzu jakby "blade robaczki". Zobaczyliśmy je, dostając w odpowiedzi, że jest to moc, energia będąca w powietrzu z której jakoby można czerpać siłę... Nie wiem do dziś ile było w tym prawdy (będąc już w klasie maturalnej), dlatego pomyślałem, że może Wy znacie odpowiedź lub spotkaliście się z podobnym zdarzeniem- czym są ów "blade robaczki" na tle błękitnego nieba...

Pozdrawiam serdecznie,
Wasz stały czytelnik
[...]




zwiń tekst



I ten mężczyzna zniknął!
Pon, 10 luty 2020 09:11 komentarze: 3 czytany: 2364x

[...] Witam. Parę dni temu wracałem ze znajomymi do domu samochodem. Ja prowadziłem. Pamiętam że padał wtedy deszcz a godzina była może 23,25. Na 12KM na trasie Kudowa Zdrój-Duszniki Zdrój, na przejściu dla pieszych zobaczyłem męźczyzne ubranego w czarny długi płaszcz i kapelusz-stał on odwrócony twarzą do mnie. Zahamowałem miałem ale jak się okazało nikogo tam nie było!!! Widziałem go tylko ja i .......

czytaj dalej

[...] Witam. Parę dni temu wracałem ze znajomymi do domu samochodem. Ja prowadziłem. Pamiętam że padał wtedy deszcz a godzina była może 23,25. Na 12KM na trasie Kudowa Zdrój-Duszniki Zdrój, na przejściu dla pieszych zobaczyłem męźczyzne ubranego w czarny długi płaszcz i kapelusz-stał on odwrócony twarzą do mnie. Zahamowałem miałem ale jak się okazało nikogo tam nie było!!! Widziałem go tylko ja i mój kolega-pozostali znajomi już nie. Rozmawiałem o tym dużo z kolegą i doszliśmy do wniosku że na drogach ginie  sporo osób i może to jakaś zabłąkana dusza...
Rozmawiałem o tym z kierowcami TIRÓW jak twierdzą czasem też kogoś takiego widzą jak są przemęczeni. Może NAUTILUS spotkał się już z podobną sytuacją? Nie daje mi to spokoju... Proszę o odp. Pozdrawiam,

[...]


Zobaczyłam ducha.
To było 2 lata temu. Nocą, około 2 jechałam w kierunku Łodzi. W okolicach Łęczycy był zamknięty przejazd kolejowy, a po jego otwarciu ruszyła kolumna kilkunastu TIR-ów i kilka osobówek. Droga tam jest wąska i nie ma specjalnie miejsca do wyprzedzania, jednak jakiś młody człowiek w granatowym, sportowym samochodzie postanowił wyprzedzić wszystkich. Pomyślałam , że to ryzykowny manewr.
 Po 2-3 minutach od chwili, gdy minął mnie ten samochód, zobaczyłam w otwartym oknie przesuwającą się podłużną mgiełkę długości człowieka, szpiczastą z przodu, niczym wizje duchów ze starych zamków.
 Po dalszej minucie kolumna samochodów zwolniła i pojazdy zaczęły coś powoli  objeżdżać poprzez parking przy zajeździe. Po chwili okazało się, że zdarzył się wypadek śmiertelny, którego uczestnikiem był kierowca, który mnie minął chwilę wcześniej.

[...]




zwiń tekst



Tejemniczy współlokator
Sob, 8 luty 2020 16:22 komentarze: 9 czytany: 3587x

Witam, Biłem się z myslami czy do Państwa napisać, ale co tam :) w 2010 przeprowadziłem się w lipcu do mieszkania w Zielonej Górze, miałem bardzo blisko do dziewczyny dlatego wybrałem ta lokalizacje, była to ul Budziśzyńska to było 3 pokojowe duze mieszkanie, na poczatku mieszkałem sam, później wprowadził się dość dziwny kompan. Mało mówny ale bardzo bystry, takie odniosłem wrażenie.kilka dni po jego.......

czytaj dalej

Witam, Biłem się z myslami czy do Państwa napisać, ale co tam :) w 2010 przeprowadziłem się w lipcu do mieszkania w Zielonej Górze, miałem bardzo blisko do dziewczyny dlatego wybrałem ta lokalizacje, była to ul Budziśzyńska to było 3 pokojowe duze mieszkanie, na poczatku mieszkałem sam, później wprowadził się dość dziwny kompan. Mało mówny ale bardzo bystry, takie odniosłem wrażenie.

kilka dni po jego wprowdzce wprowadził się "rudy rozwodnik". Nasza trójka mieszakała tam sama przez 3 letnie miesiące aż do października. Ten tajemniczy współlokator był naprawde dziwny, skryty, zamyslony i coś miał takiego w sobie nie do opisania, wiem ze znał z 5 czy 6 języków... 

Kiedyś przy wódce zaczął opowiadać bardzo ciekawe historie, nagrałem to pokryjomu na nokie z karta pamieci, niestey nagrania nie posiadam, bo skasowalem zeby miec wicej miejsca na zdjecia ale zapisalem fragment jego wywodu  

Moje notatki podają że było to 23 lipca 2010 roku, mogę wyslac skan tej kartki, zapisywałem to chyba po roku albo w 2012, kiedy sprawilem sobie pierwszego samsunga z androidem, nie pamietam dokłądnie 

 "Urodziłem się w Federacji Słowiańskiej a dokładnie w Metropoli warszawskiej 19 grudnia 2267 roku, 13 wrzesnia 2295 roku odbyłem podróż onatomorficzną (lub podobne słowo)  Pojawiłem się w tej lini czasowej 6 sierpnia 2009 roku. Pracowałem dla rządu w programie planetarnym, byłem na obcej planecie, mieszkają tam ludzie oraz inna inteligentna forma zycia.

Pierwsze co zrobiłem bedąc w tej kolapsie czasowej to kupiłem samochód, drugie co to zjadłem hamburgera z prawdziwego mięsa, brzmi niedorzecznie ale tak było. Po przewrocie francuskim na poczatku XXI wieku dla Europy nadejdą cięzke czasy, wybuchnną wojny domowe i religijne. W 2065 roku ludzkość uwolni energie z próżni. To zmieni dosłownie wszystko, rozpadnie się UE a kilka lat po tym USA. Wielka wojna wybuchnie ale nie w tym wieku, zginie kilka miliardów ludzi. Zostaną użyte bomby próżniowe wysysające tlen z amtosfery. 

Kontakt z pierwszą inteligentną formą zycia nastapi też w XXII wieku. W 2176 roku zostanie wychodowany nowy nad inteligewntny gatunek człowieka z super szybkim procesem myslowym. Na początku XXIII wieku ludzkość zacznię kolonizować Erane, planete w układzie wodnika, zamieszkałą przez wymierająca rase humanoidów.

Moja misja się skończyła lecz zostałem uwięziony w tej lini czasowej, moi towarzysze wrócili....(nie zrozumialem) jestem uznany za zmarłego. Nie znam za dobrze histori Polski choc jestem etnicznym polakiem, pamiętam tylko że wielka powódź zniszczy Gdańsk, nie pamiętam daty."

Piszę o tym ponieważ chodziło mi ta francja po głowie kilka dni kto mi o tym mówił i nagle mi sie przypomniało, ze mam ten dziwny zapis.

Współlokator wyprowadził się nagle, zostałem z rudym rozwodnikiem a na jego miejsce przyszła para studentów.

 wiem prawdopodbnie to brednie ale z Francja jakby trafił.

dziekuje za anonimowość, nie szukam sensacji a dziele sie czyms dziwnym bo w sumie nie wiedzialem komu to powiedziec a pamietam programy z radia :)))

 ps, sorki za skladnie i pisownie ale pisalem na szybkiego

 dzieki

[...]

e-mail dostaliśmy 8 lutego 2020 - przyp. FN

 



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 16
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 16

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Słynny brytyjski naukowiec Stephen Hawking (zm. w 2018) twierdził, że data zakończenia kalendarza Majów (czyli słynny rok 2012) opiera się na błędnych obliczeniach: - 'Pod wieloma względami Majowie wyprzedzali swój czas, ale w pewnych kwestiach przekalkulowali. W tym przypadku popełnili błąd polegający na podwójnym liczeniu dni, na które przypadały święta, co oznacza, że ich kalendarz nie zakończy się jeszcze przez kolejne osiem lat. Ludzie powinni naprawdę martwić się o rok 2020, czyli prawdziwy...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 03:00 | Witam, 23.11.2020 nad Białołęką na wysokości osiedla Regaty był widoczny bardzo duży obiekt tuż nad chmurami. Obiekt widziała moja partnerka oraz jeszcze jeden sąsiad podczas spaceru z psami.Jak na razie odnalazłem jeszcze jedną osobę która widziała ten obiekt 15 min później już szybko lecący. Wstępnie oceniamy że obiekt mógł mieć kilkaset metrów długości. Był bardzo dużyProszę popytajcie czy ktoś na Białołęce 23.11.2020 koło godziny 23.15 czegoś nie widział.

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

KORONAWIRUS - bestialskie polowania i zjadanie dzikich zwierząt kluczem do zrozumienia tajemnicy pandemii koronawirusa

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.