Dziś jest:
Czwartek, 23 luty 2017

Nasze położenie na tej Ziemi wygląda osob­li­wie, każdy z nas pojawia się mimowolnie i bez zaproszenia, na krótki pobyt bez uświadomionego celu. Nie mogę nadziwić się tej tajemnicy...  /Albert Einstein/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Motyl, śmierć dziecka i zegar, który zatrzymał się w momencie śmierci
Dziś, 09:30 komentarze: 1

Witam, kilka lat temu wyjechałam jako au pair do Irlandii, trafiłam do wspaniałej rodziny, która po kilku poronieniach (i jednym dzieciątku, które zmarło kilka miesięcy po urodzeniu) dochowała się dwójki dzieciaków.Mama dzieciaków opowiedziała mi historię swojego dziecka, które zmarło po kilku tygodniach po urodzeniu, ze względu na chorobę serca (to była pierwsza donoszona przez nią ciąża). Chłopczyk.......

czytaj dalej

Witam, kilka lat temu wyjechałam jako au pair do Irlandii, trafiłam do wspaniałej rodziny, która po kilku poronieniach (i jednym dzieciątku, które zmarło kilka miesięcy po urodzeniu) dochowała się dwójki dzieciaków.
Mama dzieciaków opowiedziała mi historię swojego dziecka, które zmarło po kilku tygodniach po urodzeniu, ze względu na chorobę serca (to była pierwsza donoszona przez nią ciąża).

Chłopczyk zmarł o godzinie bodajże 14:00, rodzice po powrocie do domu odkryli że wszystkie zegary stanęły o tej porze (jeden nawet zachowali i nie nastawiali go ponownie), ale najfajniejszy element tej historii: przez 7 lat (po takim czasie ja przyjechałam) od śmierci chłopczyka (niezależnie od pory roku, nawet w zimie) latają motyle - pazie królewskie (nigdy inne :)). Sama byłam świadkiem, jak w środku zimy kilka razy w tygodniu po domu latały motyle, a dzieciaki biegały za nim i witały się z nim jak z bratem :) Nie było tygodnia podczas mojego półrocznego pobytu, żeby nie spotkać w różne dni motylka siedzącego na oknie (zazwyczaj w salonie).
Mama dzieciaków wyraźnie zaznaczyła, że nie działo się to wcześniej, a od momentu śmierci synka. Dzięki motylkom ona nadal czuje jego obecność.
Ciekawa historia, dlatego chciałam się nią podzielić z czytelnikami.



zwiń tekst



Zwierzęta pożegnały leśniczego - niezwykła historia z Opalenicy z 1953 roku
Dziś, 09:20 komentarze: 4

Ta niezwykłą historia nadal tkwi w pamięci najstarszych mieszkańców Opalenicy. Wydarzenie miało miejsce w Opalenicy w sobotę 10 października 1953 roku, a dotyczyło tragicznej śmierci leśniczego Antoniego Pawłowskiego z Jastrzębnik. Na polowaniu, w lesie, w odległości prawie 200 metrów od drogi z Sielinka do Kopanek, kula z broni myśliwskiej rykoszetem odbiła się od pnia drzewa i śmiertelnie trafiła.......

czytaj dalej

Ta niezwykłą historia nadal tkwi w pamięci najstarszych mieszkańców Opalenicy. Wydarzenie miało miejsce w Opalenicy w sobotę 10 października 1953 roku, a dotyczyło tragicznej śmierci leśniczego Antoniego Pawłowskiego z Jastrzębnik. Na polowaniu, w lesie, w odległości prawie 200 metrów od drogi z Sielinka do Kopanek, kula z broni myśliwskiej rykoszetem odbiła się od pnia drzewa i śmiertelnie trafiła myśliwego.

Na miejsce zdarzenia przybył wikariusz ks. Andrzej Echaust udzielając namaszczenia olejami. Zmarłego ze względu na konieczność przeprowadzenia sekcji zwłok, przewieziono do kostnicy szpitalnej w Opalenicy, przy ul. 27 Grudnia. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że następnego dnia, w niedzielę, po godzinie 14:00, niespodziewanie przed bramą szpitalną pojawiły się dwa jelenie i trzy dorodne łanie. Jeleń porożem staranował bramę i zwierzęta stanęły tuż przy drzwiach, za którym znajdowały się zwłoki leśniczego.

Trafiły do swego pana, bo łączyła ich silna więź. Dla mieszkańców Opalenicy było to niesamowite przeżycie. O całym tym zdarzeniu długo się dyskutowało w okolicy – nikt nie mógł zrozumieć fenomenu, jakim jest instynkt zwierzęcy oraz przywiązanie zwierząt do człowieka. Wybiegły z lasu i przemierzyły niemal całe miasto, docierając do ul. 27 Grudnia, po czym zawróciły i zniknęły w wojnowickim lesie. Antoni Pawłowski został pochowany na opalenickim cmentarzu.

Historia ta do dziś jest pielęgnowana przez mieszkańców. W miejscu śmierci, w 1991 r. odsłonięto kamień z pamiątkową tablicą. Napis głosi:  „W tym miejscu dnia 10.X,1953 r. zginął tragicznie śp. Antoni Pawłowski. Knieja go zawsze będzie pamiętać..” Tablicę odsłonili nieżyjący już Marian Kurpisz i Franciszek Przybylski. Obok ustawiono dużych rozmiarów paśnik z młodych drzew brzozy. Hubertowską mszę św. Przy ołtarzu w paśniku odprawili wtedy trzej kapłani. Nowy proboszcz parafii św. Józefa, ks. Bernard Cegła, w kazaniu nawiązał do świętego Franciszka, przyjaciela zwierząt. W tej pięknej scenerii trzykrotnie odprawiano Eucharystię, na których gromadzili się licznie leśnicy. W miejscu tragedii przez dziesiątki już lat nie wyrosło żadne drzewo, żaden krzew. Obok zaś rosną dorodne okazy.  Antoni Pawłowski, podobnie jak św. Franciszek szedł przez życie czyniąc dobro zwierzynie, radośnie obcując z przyrodą.”

 
Fotografia zamieszczona w gazecie przedstawiająca miejsce tragedii.




        



zwiń tekst



Mamo, ja już byłem duży... ale zabił mnie samochód!
Dziś, 06:41 komentarze: 7

Wysłuchałam opowiadania o reinkarnacji na stronach Nautilusa i chciałabym wam opisać podobne zdarzenie dotyczące mojego syna. Mój syn urodził się w 1978 roku i w wieku pomiędzy drugim a trzecim rokiem życia, kiedy to już zaczął dobrze mówić opowiadał nam, że on już był duży.  Przez okres kilku miesięcy tłumaczył nam cierpliwie i z wielkim przekonaniem, że on już był duży, ale zrobił się malutki.......

czytaj dalej

Wysłuchałam opowiadania o reinkarnacji na stronach Nautilusa i chciałabym wam opisać podobne zdarzenie dotyczące mojego syna. Mój syn urodził się w 1978 roku i w wieku pomiędzy drugim a trzecim rokiem życia, kiedy to już zaczął dobrze mówić opowiadał nam, że on już był duży.  Przez okres kilku miesięcy tłumaczył nam cierpliwie i z wielkim przekonaniem, że on już był duży, ale zrobił się malutki.

Wymyślił nawet specjalne słowo, przeciwne do słowa urosłem i mówił “ja już byłem duży ale teraz jestem malutki bo zrosłem”. Nie mógł się pogodzić z faktem, że jest mały i jakby był tym zdziwiony.  Chodził po domu w dużych butach męża, domagał się jedzenia w dużym talerzu i taka porcje jak dla dorosłego. Kiedy mu tłumaczyłam, że każdy najpierw jest mały, a później rośnie, to on powtarzał swoje, że on już był duży.
Pewnego wieczoru, podczas kąpieli  nieoczekiwanie powiedział mi, że miał żonę, dwoje dzieci i że został zabity przez samochód.
Od tamtego czasu nigdy już do tego tematu nie wracał. Chciałabym zaznaczyć, że w tym czasie jeszcze nie słyszałam o reinkarnacji, a także nikt nie miał wpływu na to co mówił. Nigdy nie zadawałam mu dodatkowych pytań; to co mówił pochodziło wyłącznie od niego. [...]


Wspaniała historia, która jest kolejnym (nie ma sensu tego liczyć) pośrednim dowodem na istnienie reinkarnacji. Czasami pojawiają się komentarze pod tekstami w serwisie FN, które z tych czy innych powodów są przez nas spisywane i trafiają do Archiwum FN. Przykład takiego komentarza poniżej.

PANEL / KOMENTARZE] maciek | Gość

[...] Ten materiał przypomniał mi, że gdy byłem mały to zawsze ciągnęło mnie w stronę...niemieckiego faszyzmu (sic!). W zeszycie rysowałem bitwy powietrzne, z jednej strony samoloty z czarnymi krzyżami a po drugiej stronie z alianckimi "kołami" na burtach. Wtedy nie było internetu i dostępu do zdjęć, książek czy informacji na wyciągnięcie ręki. Pamiętam, że gdy pierwszy raz dorwałem książkę z lepszymi zdjęciami Messerschmittów Bf-109 to prawie zemdlałem - zawsze uważałem, że to po prostu najładniejszy samolot na świecie, że to jest 'moja maszyna'. Od kiedy pamiętam miałem wrażenie, że już żyłem na świecie i w tym konkretnym okresie historii jak II wojna światowa także. Pozdrawiam




zwiń tekst



Motyl na grobie córki
Wt, 21 luty 2017 10:51 komentarze: 4

Witam. Na wstępie chciałabym powiedzieć, że na FN zaglądam codziennie, a nawet parę razy dziennie, po prostu uwielbiam Was. W związku z tym chciałabym podzielić się moimi przeżyciami, które miały niedawno miejsce. Otóż moja 95 letnia babcia, która cierpi na demencję starczą przebywa obecnie w domu opieki, a z racji wykonywanego przeze mnie zawodu nie mam okazji zbyt często ją odwiedzać.Moja babcia.......

czytaj dalej

Witam. Na wstępie chciałabym powiedzieć, że na FN zaglądam codziennie, a nawet parę razy dziennie, po prostu uwielbiam Was. W związku z tym chciałabym podzielić się moimi przeżyciami, które miały niedawno miejsce. Otóż moja 95 letnia babcia, która cierpi na demencję starczą przebywa obecnie w domu opieki, a z racji wykonywanego przeze mnie zawodu nie mam okazji zbyt często ją odwiedzać.

Moja babcia żyje w swoim świecie, nie poznaje nas twierdzi, że widuje zmarłych min. swojego męża. Pewnego dnia była u niej moja mama, ja wtedy byłam w ciąży zagrożonej i bardzo długo wyczekiwanej. Kiedy moja mama odwiedziła babcię ta po chwili wypaliła z tekstem " J. (imię do wiadomości FN) teraz do mnie nie przyjeżdża, bo ma dziecko" Moja mama była w szoku, ponieważ babcia nic nie wiedziała o mojej ciąży. Niestety moja córka odeszła parę miesięcy przed narodzinami, nie będę pisać jak bardzo to przeżyliśmy i nadal przeżywamy tą stratę. Zastanawiam się czy możliwe jest, aby mój dziadek odwiedził babcię z moją córką? Czy możliwe jest, aby moja babcia miała kontakt z jej duszą?

Drugie przeżycie dotyczy również mojego aniołka. Otóż gdy byliśmy na grobie córki, a był to już listopad nagle znikąd pojawił się brązowy motyl, który przeleciał obok nas, a po pewnym czasie zniknął. Cały czas go obserwowaliśmy i byliśmy zaskoczeni takim widokiem w listopadzie, powoli oddalał się od nas i zniknął. Czy to możliwe, aby nasz aniołek dał nam znak? W związku z powyższym chcę jeszcze opisać jeden z moich snów już po stracie dziecka. Otóż mój  św. pamięci teść przyśnił mi się, a ja w tym śnie zapytałam go "wiesz, że byłam w ciąży"? teść odpowiedział uprzedzając moje kolejne pytanie " wiem, ONA jest teraz z nami" Zaraz po tej odpowiedzi obudziłam się i zalałam łzami ale wiem, że mojemu aniołkowi nic nie grozi, że jest bezpieczna z Bogiem i rodziną. Mam jeszcze parę ciekawych historii ale to już innym razem. Pozdrawiam serdecznie



zwiń tekst



Czy to były... istoty demoniczne, które przyszły po duszę zmarłego człowieka?
Pon, 20 luty 2017 04:59 komentarze: 9

[...] historia, której jeszcze nigdy wam nie wspominałam a którą przeżyłam będąc 10 letnim dzieckiem.  Będąc "na wsi" na polach, tuż za prywatnymi posesjami zauważyłam dwóch mężczyzn idących polną drogą. Co mnie zdziwiło to ich wygląd: czarne spodnie od garnituru, białe koszule, czarne krawaty; i miejsce- na polnej drodze? Tak jak szybko się pojawili, tak szybko zniknęli. Poruszali się dość nienaturalnie.......

czytaj dalej

[...] historia, której jeszcze nigdy wam nie wspominałam a którą przeżyłam będąc 10 letnim dzieckiem.  Będąc "na wsi" na polach, tuż za prywatnymi posesjami zauważyłam dwóch mężczyzn idących polną drogą. Co mnie zdziwiło to ich wygląd: czarne spodnie od garnituru, białe koszule, czarne krawaty; i miejsce- na polnej drodze? Tak jak szybko się pojawili, tak szybko zniknęli. Poruszali się dość nienaturalnie, bo niczym by płynęli tuż nad ziemią. I te postacie były jakby świetliste.

Mimo, że miałam wtedy 10 lat i nie miałam praktycznie żadnej wiedzy nt nazwijmy to świata duchowego, to od razu skumałam, że coś jest nie tak. Nogi zrobiły mi się z waty i czym prędzej pobiegłam do domu, krzycząc wszystkim, że widziałam duchy (oczywiście nie miałam 100 proc pewności ale takie odniosłam wrażenie).
To się działo o 12 godzinie w południe w sobotę, był lipiec 2000 roku. Co się okazuje, że w nocy tego dnia o 23 zginął w wypadku samochodowym mężczyzna, który mieszkał w domu, przy którym podwórku widziałam te demony.
Istnieje tylko pytanie po co te niewidzialne gołym okiem byty (zazwyczaj, choć zdarzają się wyjątki:) po co one przychodzą, gdy umiera człowiek?
Kto mi odpowie na to pytanie?
Ja sądzę że na pewno nie przychodzą po ciało... więc po co?
 Pozdrawiam, Monika




zwiń tekst



Dziwne, ale mam przeczucie, że... ludzie w Polsce będą bali się oddychać!
Nie, 19 luty 2017 08:09 komentarze: 1

Zabawna scena z Bazy FN z ub. roku. Jasnowidz Krzysztof Jackowski mówi mniej więcej tak:- Dziwne, ale mam wizję, że ludzie... będą bali się w Polsce oddychać.Jeden z naszych kolegów zaintrygowany dziwną wypowiedzią jasnowidza mówi:- Oddychać?! Masz na myśli atak terrorystów bronią chemiczną?Nie, nie to... - odpowiedział Jackowski - wiem, że to brzmi głupio, bardzo niedorzecznie, ale mam wizję, że .......

czytaj dalej

Zabawna scena z Bazy FN z ub. roku. Jasnowidz Krzysztof Jackowski mówi mniej więcej tak:

- Dziwne, ale mam wizję, że ludzie... będą bali się w Polsce oddychać.

Jeden z naszych kolegów zaintrygowany dziwną wypowiedzią jasnowidza mówi:

- Oddychać?! Masz na myśli atak terrorystów bronią chemiczną?

Nie, nie to... - odpowiedział Jackowski - wiem, że to brzmi głupio, bardzo niedorzecznie, ale mam wizję, że coraz więcej ludzi na ulicach polskich miast będzie chodziło w maskach. I będzie coraz gorzej, bo będzie strach oddychać... sam nie potrafię tego wyjaśnić.
 

 
To wszystko działo się na początku 2016 roku, kiedy w mediach była śmiertelna cisza o tzw. smogu i zanieczyszczeniu powietrza. Potem wizja "lęku ludzi przed oddychaniem" była obiektem wielu rozmów załogi FN. I nikt nie rozumiał, o co temu jasnowidzowi z Człuchowa chodziło... ;)
 



zwiń tekst



Tajemniczy głos w głowie o tym, kiedy dusza wchodzi w ciało człowieka.
Pt, 17 luty 2017 07:13 komentarze: 5

Mam koleżanką która jest w ciąży, ale mówiąc szczerze to nie wiem w którym miesiącu.  Wykonuje ona zawód higienistki dentystycznej, a jej siostra jest dentystką. Obie mają ten dar bycia Medium. Miałem w ubiegłym tygodniu zamówioną wizytę w gabinecie dentystycznym, w którym obie siostry pracowały tego dnia. Jedna była przy mnie przygotowując zastrzyk znieczulający, a jej ciężarna siostra była .......

czytaj dalej

Mam koleżanką która jest w ciąży, ale mówiąc szczerze to nie wiem w którym miesiącu.  Wykonuje ona zawód higienistki dentystycznej, a jej siostra jest dentystką. Obie mają ten dar bycia Medium. Miałem w ubiegłym tygodniu zamówioną wizytę w gabinecie dentystycznym, w którym obie siostry pracowały tego dnia. Jedna była przy mnie przygotowując zastrzyk znieczulający, a jej ciężarna siostra była za ścianą.
Zacząłem się zastanawiać, w jakim momencie dusza ludzka wstępuje w ciało dziecka. Moje myślenie przerwał bardzo spokojny głos i powiedział coś w tym sensie:

- Dusza ludzka  zwykle przychodzi w 49tym dniu, ale w jej przypadku to jest dzień 54ty.

Byłem tym trochę zaszokowany, bo w myślach tylko zastanawiałem się nad tą sprawą. Czy jest możliwe że z powodu spotkania trzech osób o podobnych możliwościach przyszła ta odpowiedź? Myślałem o tym na podstawie swoich przeżyć.
W chwili swoich narodzin gdy byłem już poza ciałem mojej Mamy trzymałem w rękach pępowinę nas łączącą i z pełną świadomością zastanawiałem się, co się dzieje. Potem o wszystkim zapomniałem do chwili, gdy jako kilkuletnie dziecko zobaczyłem w starej niemieckiej książce medycznej obrazek z momentu porodu i w tym momencie natychmiast wróciła mi do świadomości moja pamięć o chwili porodu.
To wskazuje na fakt ze istnieje reinkarnacja .
Z drugiej strony wydawać by się mogło, że to moment wejścia duszy w ludzkie ciało. Jednak ten spokojny głos przekazał mi całkowicie inna odpowiedz.

Nasza Modlitwa za zmarłych brzmi - Wieczny odpoczynek racz jej (jemy) nasz Panie a Światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków amen.
Przecież my nigdy nie umieramy i idziemy na wieczny spoczynek. To byłoby dla dusz nie do zniesienia bo jesteśmy stworzeni aby się ciągle rozwijać. Moim zdaniem Kościół powinien zastąpić słowa -WIECZNY ODPOCZYNEK- słowami - WIECZNE SZCZĘŚCIE.

Pozdrawiam serdecznie
[dane do wiad. FN]
Toronto,Kanada
____________________



zwiń tekst



Niezwykłe zdarzenia z życia aktorek świadczące o 'śladach poprzednich żyć' - Barbary Brylskiej i Małgorzaty Braunek
Śr, 15 luty 2017 09:38 komentarze: 1

[...] Przypomniała mi się historia z życia Pani Barbary Brylskiej i Jej tragicznie zmarłej córki Basi Kosmal - która była modelką i początkującą aktorką. Basia Kosmal zginęła w wypadku samochodowym 15.05.1993, auto prowadził Ksawery Żuławski,co jest ważne w tej histori.Już po śmierci córki w książce napisanej przez Panią Barbarę Rybałtowską o życiu Barbary Brylskiej -"Barbara Brylska w najtrudniejszej.......

czytaj dalej

[...] Przypomniała mi się historia z życia Pani Barbary Brylskiej i Jej tragicznie zmarłej córki Basi Kosmal - która była modelką i początkującą aktorką. Basia Kosmal zginęła w wypadku samochodowym 15.05.1993, auto prowadził Ksawery Żuławski,co jest ważne w tej histori.

Już po śmierci córki w książce napisanej przez Panią Barbarę Rybałtowską o życiu Barbary Brylskiej -"Barbara Brylska w najtrudniejszej roli" wspomina Ona,że nad życiem jej córki Basi od samego dnia poczęcia wisiało tragiczne przeznaczenie:

..."Pamiętam dokładnie, kiedy została poczęta nasza córeczka.Tego dnia mieliśmy wypadek samochodowy, gdy wraz z mężem wracaliśmy z Łodzi do W-wy. Padał deszcz, wpadliśmy w poślizg i cudem unikając czołowego zderzenia, znaleźliśmy się w rowie po drugiej stronie szosy. Wyszliśmy z tego cało i fetowaliśmy to wieczorem uszczęśliwieni. Teraz, kiedy Basia nie żyje nie mogę się pozbyć myśli o fatalnym przeznaczeniu,które przyniósł jej dzień poczęcia"...

W innym fragmenie książki wspomina,o dwóch wydarzeniach krótko przed śmiercią córki:
..."Myśląc o ponurym przeznaczeniu,przypominam sobie wypadek, jaki Basia miała w grudniu ubiegłego roku, gdy kręciła film Denisa Delića.Gdy przechodzili po pasach z Ksawerym (Żuławskim )i Mateuszem Szlachtyczem, najechał na nich pijany kierowca mercedesa.Wszyscy leżeli, Basię wyrzuciło do góry. Mateusz miał wstrząśnienie mózgu. Basia mocno potłuczona długo skarżyła się na bóle kręgosłupa i głowy.Ksawery był prawie nieposzkodowany"...



Drugie wydarzenie opisane przez Panią Barbarę:
..."Pewnego letniego popołudnia Basia ucina sobie drzemkę. Jest sama w domu.Śni się jej, że w salonie zjawia się ktoś, kto pragnie zabrać ją ze świata żywych. Budzi się przerażona,ale sen wydaje się jawą i zaczyna krzyczeć histerycznie. Zrywa się z łóżka i woła o pomoc.Jest jak w transie
-Nie chcę umierać, nie chcę! Jestem jeszcze taka młoda,ratunku!- woła tak głośno, przy otwartych oknach, że sąsiedzi i przypadkowi przechodnie z ulicy przybiegają jej na pomoc, przekonani, że ktoś ją zaatakował. Mimo, że wszyscy starali się ją uspokajać, długo nie mogła się otrząsnąć z wrażenia, jakie zostawił niezwykły sugestywny sen"...

Pani B.Brylska wspomina jeszcze w książce, że myśli czasami,że Basię zabrała Jej babcia Kosmalowa, zmarła dwa lata wcześniej, z którą Basia była bardzo związana, ponieważ przyśniła Jej się krótko przed śmiercią Basi -jak idzie ubrana na czarno przez korytarz.
Basia też przed swoją śmiercią zatknęła za portret swojej babci swoje powiększone zdjęcie, a właściwie kawałek tego zdjęcia -swoją twarz, bez oczu: tylko nos i usta.
 
Inną ciekawą historią związaną z życiem Pani Barbary Brylskiej jest powiązanie Jej losów ze zmarłą już Małgorzatą Braunek mamą Xawerego Żuławskiego.Wygląda to na powiązania reinkarnacyjne.




 
Pani Małgorzata Braunek wspominała,że pamięta Panią Barbarę Brylską, gdy była jeszce nastolatką z autobusu, którym razem jeżdziły, bo mieszkały niedaleko, ale się nie znały. Pani Małgorzta obserwowała starszą koleżankę,ponieważ była zjawiskowo piękna.
Los zetknął je w 1971 roku,kiedy Jej ówczesny mąż Andrzej Żuławski kręcił "Diabła" ,w którym miała zagrać Małgorzata Braunek, jednakże zaszła Ona w ciążę i rolę oddano Barbarze Brylskiej.
Co ciekawe przy urodzeniu syna Małgorzaty Braunek - Ksawerego Żuławskiego obecny był Ludwik Kosmal, lekarz, prywatnie mąż Barbary Brylskiej, a ojciec Basi Kosmal, której wtedy jeszcze nie było na świecie.Wydarzenie miało miejsce tuż przed Wigilią, którą wszyscy razem spędzili w szpitalu.

Skandal wybuch gdy Andrzej Żuławski zrezygnował z Barbary Brylskiej w swoim filmie "Diabeł" pomimo,że zdjęcia już się rozpoczęły,a obsadził swoją żonę Małgorzatę, czego póżniej Pani Małgorzata żałowała,bo film opowiada o ciemnych sprawach, a Ona była szczęśliwa po urodzeniu syna,a poza tym sytuacja była niezręczna ze względu na Panią Brylską - sprawa zakończyła się w sądzie koleżeńskim filmowców.

Po kilku latach wspomina jedną sytuację która wywarła na niej duże wrażenie,a miało to miejsce w przedszkolu, do którego uczęszczał jej syn Ksawery i będąca już na świecie Basia Kosmal:
..."Pamiętam, że wstrząsnęło mną potem pewne zdarzenie.Mój mąż poszedł odebrać Ksawerego z kinderbalu,na którym była także mała córeczka Basi. Otóż ona, trzy-lub czteroletnia dziewczynka, pierwszy raz oglądająca na oczy Andrzeja Żuławskiego,zareagowała na niego histerycznie wrogo. Zademonstrowała swoją do niego niechęć tak ostro,że wszystkim zrobiło się głupio. Nasze wzajemne stosunki z Kosmalami były żadne.Ledwie mówiliśmy sobie dzień dobry".

Ponownie losy B.Brylskiej i M.Braunek zetknęły się, kiedy to Pani Barbara wygrała plebiscyt na rolę Oleńki w "Potopie", ale Jerzy Hoffman zaangażował do tej roli Małgorzatę Braunek.W tych latach była to głośna sprawa w Polsce.
Pomimo tych sytuacji ich dzieci Basia Kosmal i Ksawery Żuławski przyjażnili się od samego dzieciństwa, aż do tragicznej śmierci Basi, kiedy to jak już pisałam zginęła Ona w wypadku samochodowym. Auto prowadził Ksawery Żuławski, który z wypadku wyszedł cało (nadmienię, że podobnie jak jego ojciec został później reżyserem i nakręcił m.in. "Wojnę polsko-ruską" według prozy Masłowskiej).

Barbara Brylska wspomina w swojej książce:
..."Wiem, że ludzie zastanawiają się nad moim stosunkiem do Ksawerego, który na prostej drodze, bez żadnych okoliczności zagrażających bezpieczeństwu spowodował wypadek, zabijając moje dziecko. Zaspokoję ich ciekawość. Kiedy zjawił się tego samego dnia w moim domu, wpadliśmy sobie w ramiona szlochając. Wiem, że bardzo się z moją córką lubili i że nikt nie zabija umyślnie swego przyjaciela. Zdobyłam się na to,żeby go pocieszać, zdając sobie sprawę z tego, jak strasznym obciążeniem będzie okrutne poczucie winy, jak trudno będzie mu z tym żyć.Ta śmierć nas zbliżyła"...
 
Dodam tylko,że Małgorzata Braunek pod koniec lat siedemdziesiątych odeszła z zawodu,zajęła się praktykowaniem Buddyzmu-Zen stając się po latach praktykowania mistrzem Zen z tytułem Roshi.



Pod koniec życia wróciła do zawodu aktorki,odeszła w 2014 roku.
Promieniowała dobrem, miłością co potwierdzają wszystkie osoby, które się z Nią zetknęły. Było w Niej światło.
Praktykowała razem ze swoim kolejnym mężem Andrzejem Krajewskim, również mistrzem Zen, z którym ma córkę Orinę,również aktorkę.
Sama postać Andrzeja Żuławskiego, zmarłego w 2016 roku, jest też godna uwagi. On również przeżył wiele dziwnych zdarzeń, ale to już inna historia. Myślę,że losy tych ludzi zostały powiązane ze sobą w sposób wskazujący na powiązania reinkarnacyjne.
 
Oczywiście, kiedy się tak pisze,to otwierają się kolejne wspomnienia i przypominam sobie, że zupełnie otwarcie przyznaje się do wiary w prorocze sny, przepowiednie reżyser Jerzy Antczak, który nakręcił wiele filmów w tym znane chyba wszystkim "Noce i dnie".
Opisał wiele takich sytuacji w swojej książce"Noce i Dnie mojego życia". Opisuje też fenomenalny dar swojej teściowej - mamy znakomitej aktorki Jadwigi Barańskiej,która miała doskonały kontakt ze wszystkimi zwierzętami czy to ptakami, jeżami, kotami, psami z którymi rozmawiała, ratowała życie i które ją traktowały w sposób szczególny.
 
Przepraszam,że tyle napisałam,ale jak się pisze,to chce się jak najwięcej przekazać .
 
Pozdrawiam serdecznie,
 
Beata [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Atak zmory nocnej, a nawet... coś gorszego!
Wt, 14 luty 2017 04:08 komentarze: 4

To działo się dzisiejszej nocy 13 luty 2017 o godzinie 4 więc sprawa świeża. Przyznam się że jestem trochę w kłopocie, bo trudno znaleźć odpowiednie słowa aby opisać to co mi się przydarzyło. To było coś na wzór ataku nocnej zmory tylko trochę inaczej. Moja świadomość budzi się. Czuję że to rzeczywistość ale nagle zaczyna się dziać coś "niezwykłego". Dostaje paraliżu, bardzo silnego i bolesnego.......

czytaj dalej

To działo się dzisiejszej nocy 13 luty 2017 o godzinie 4 więc sprawa świeża. Przyznam się że jestem trochę w kłopocie, bo trudno znaleźć odpowiednie słowa aby opisać to co mi się przydarzyło. To było coś na wzór ataku nocnej zmory tylko trochę inaczej.
 
Moja świadomość budzi się. Czuję że to rzeczywistość ale nagle zaczyna się dziać coś "niezwykłego". Dostaje paraliżu, bardzo silnego i bolesnego. Zostaję tak jakby "wgniecona w łóżko" nie swoimi siłami, tylko coś (na razie niewidzialna dla mnie siła) unosi moją klatkę piersiową do góry jakby chciało mi ją  wyrwać, podczas  gdy reszta ciała pozostaje nieruchoma i sparaliżowana a nawet zdaje być się odciągana (w dół).
 
To silne uczucie skurczu i jeszcze z tą siła jakby wyciągającą coś z mojej klatki piersiowej było nie dozniesienia. Bardzo mnie to bolało a przy tym byłam zaskoczona co się takiego ze mną dzieje i oczywiście przerażona. Starałam ze wszelkimi siłami się z tego uwolnić. Udaje mi się podnieść z łóżka. Mimo nieporadnych ruchów "ciała" moja świadomość jest zupełnie trzeźwa razem z myślami i pamięcią.

Za chwile to co mi się dzieje skojarzyło mi się z filmem o opętaniu, jak demon wstępował w główną bohaterkę i ją w ten sam sposób "wykręcało". Strasznie się tego przestraszyłam, że coś do mnie przyszło więc chciałam się z tego uwolnić.
A więc udaje mi się wstać z łóżka (zdawało mi się że ciałem bo cały czas miałam wrażenie rzeczywistości) i chcę zapalić światło w pokoju. Dotykam  włącznika a tu nic! Nie mogę zapalić światła!

Nagle ktoś wchodzi do pokoju i staje obok mnie. Było ciemno więc myślałam, że to mąż. Mówie: "Marcin, weź zapal światło", a ta postać milczy. Ja staram się zapalić światło drugi raz. Dotykam włącznika a tu nic, tak jakbym to nie ciałem go naciskała tylko... mgłą.

Kiedy uniosłam ręke ten mężczyzna który stał obok mnie złapał mnie za żebra i zaczął mnie łaskotać. Myślałam jeszcze, że to mąż mówie Marcin no co ty wyprawiasz, weź przestań mnie łaskotać, ale ta postać nie chciała mnie słuchać tylko jeszcze bardziej mnie łaskotała. To było tak bolesne, nie do wytrzymania łaskotki, których nie znoszę. Powiedział mi telepatycznie że już zawsze mi to będzie robić i już nigdy się nie uwolnię Wtedy zobaczyłam na sobie jego ręce tak jakby w czarnych rękawicach. Będąc nieugiętym na moje prośby spostrzegłam, że to nie jest człowiek tylko jakiś byt, który do mnie przyszedł aby zaprezentować mi swoją "torturę" i swoje możliwości i to że istnieje naprawdę.
 
Nie wiem co sprawiło że moja dusza uwolniła się z rąk tego demona i za chwile "wstąpiła" w ciało. Obudziłam się na łóżku cała i zdrowa, ale zostaje niepokój że istnieje coś co może wyrządzić dużo zła niewinnym istotom.
Teraz jak o tym myślę to uważam że ten byt z klatki piersiowej wyciągał moją dusze i chciał mi się pokazać i zaprezentować "co potrafi". Myślę że dostałam od nich kare za ostatni list do was o demonie z 24 stycznia 2016r
Chcę dodać że atak zmory oprócz dzisiejszego dnia (oczywiście dziś to było trochę co innego) miałam trzy razy w życiu.
Oprócz dzisiejszego, to miałam dwa standardowe paraliże senne. Każdy w innym miejscu. Pierwszy jak miałam 17 lat, drugi zdarzył się dwa lata temu, czyli jak miałam 24 lata. Wtedy myślałam, że to przypadek i złe ułożenie ciała podczas snu, ale teraz wiem, że jednak coś do mnie i wtedy przychodziło.
 
Pisze o tym aby uświadomić tych którzy to czytają, że prawdziwe zło istnieje, obserwują nas a przede wszystkim istnieje dusza to nasza  świadomość, która możliwe że jest nieśmiertelna.
 
Pozdrawiam, Monika.
 
 



zwiń tekst



Coś "wessało mnie pod sufit" - spontaniczne doświadczenie OOBE
Wt, 14 luty 2017 03:49 komentarze: 1

Szanowni Państwo, Wiem, że z Wami mogę podzielić się dziwnym przeżyciem i może mnie nie wyśmiejecie. Jakiś czas temu przydarzyło mi się coś zaskakującego.  Położyłam się spać i wydawało mi się, że jestem w półśnie, czuwaniu, nagle poczułam jakby ktoś leżał za mną, a wiedziałam, że jestem sama w domu, wystraszyłam się i coś wessało mnie pod sufit, nie umiem inaczej opisać tego uczucia. Spojrzałam.......

czytaj dalej

Szanowni Państwo, Wiem, że z Wami mogę podzielić się dziwnym przeżyciem i może mnie nie wyśmiejecie.
Jakiś czas temu przydarzyło mi się coś zaskakującego.  Położyłam się spać i wydawało mi się, że jestem w półśnie, czuwaniu, nagle poczułam jakby ktoś leżał za mną, a wiedziałam, że jestem sama w domu, wystraszyłam się i coś wessało mnie pod sufit, nie umiem inaczej opisać tego uczucia.

Spojrzałam na siebie leżącą w łóżku, o dziwo moja reakcja momentalnie zmieniła się i zamiast przerażenia, wisząc pod sufitem "krzyknęłam " (jakby telepatycznie- też nie umiem tego wyjaśnić), na postać która niby znajdowała się koło mnie, że ma być cicho ba ja chcę spać    Zaraz po tym obudziłam się. Wszystko było strasznie realne, zupełnie jak nie sen. Nie wiem czy wyszłam poza ciało czy to tylko moja projekcja ale super uczucie. Sama byłam zaskoczona tym wszystkim i rozbawiona swoim zachowaniem.  

Osoby z grupy do której należę mówią, iż to było spontaniczne wyjście z ciała. Najgorsze, że nie umiem tego przywołać czy kontrolować, a bardzo tęskni mi się za tym. Dziwne ale tak mam.
Pozdrawiam całą redakcję.

Iza.




zwiń tekst



"HALO" w "Czacie FN"? To mógł być mój pacjent.
Wt, 14 luty 2017 02:57 komentarze: 0

Szanowni Państwo, Dlaczego uważam, że coś z mojego otoczenia ma jakiś związek z "halo" zarejestrowanym podczas czata FN o reinkarnacji? Otóż - nie uważam, przestałam oceniać. Na pewno w tym czasie, w ktorym padają te słowa, kiedy rejestruje się ten sygnał, wraca z pracy mój przyjaciel  i wchodząc po schodach (mam piętrowe mieszkanie), mówi "hallo". Odkąd mieszkamy w Niemczech, on tego słowa po.......

czytaj dalej

Szanowni Państwo, Dlaczego uważam, że coś z mojego otoczenia ma jakiś związek z "halo" zarejestrowanym podczas czata FN o reinkarnacji? Otóż - nie uważam, przestałam oceniać. Na pewno w tym czasie, w ktorym padają te słowa, kiedy rejestruje się ten sygnał, wraca z pracy mój przyjaciel  i wchodząc po schodach (mam piętrowe mieszkanie), mówi "hallo". Odkąd mieszkamy w Niemczech, on tego słowa po prostu używa. Ja w tym czasie słuchałam na słuchawkach audycji (czat FN o reinkarnacji) i również odpowiadam "hallo".

W napisanym przez Państwa artykule pada przypuszczenie, że być może to duch bliskiej osoby któregoś ze słuchaczy. Czy miałam takie osoby, które po śmierci dawały mi o sobie znać? Powiedzmy, że nie pozwalały o sobie zapomnieć. I wielu z nich miałoby ochotę krzyknąć coś do mikrofonu Pana Kapitana, choć nie mam pojęcia jak to możliwe.

Pracuje w szpitalu (jako sprzątaczka), na oddziale paliatywnym. W ciągu niespełna 2 lat pracy, doświadczyłam tam wiecej spotkań z nieznanym niż przez całe moje życie. Chyba nie potrafię szczegółowo opisać przykładów. Zaczęło się od pacjentki, która była Polką. Nie mówiła po niemiecku. Przychodziłam ją odwiedzać na jej prośbę i na prośbę jej rodziny. Po krótkim pobycie w szpitalu zmarła. Po czym przyszła do mnie się pożegnać, być może dlatego, że nie mogłam iść na jej pogrzeb. Jeśli komuś trudno to pojąć, może sobie pomyśleć że we śnie, ale to nie był sen. Powiedziała do mnie wtedy coś dziwnego - że zawsze mnie kochała. To 'zawsze' trwało 2 tygodnie. Tyle trwała nasza znajomość. Nie znałam jej wcześniej i pochodziła zupełnie z innego regionu Polski niż ja.

W ogóle osoby tuż przed śmiercią wypowiadają 'niecodzienne' zdania. Często zdaża się również mi być ostatnią lub wśród ostatnich osób, które pacjenci widzą przed śmiercią. Jedna osoba powiedziała coś takiego: "Danke,... dauert nicht mehr" (podziękowała ze nie będzie dłużej trwać). Przy tym cały czas się uśmiechała.

Była również inna pacjentka, która obawiała się o czystość w swoim otoczeniu,. Właściwie nic nie pozwalała w swoim najbliższym otoczeniu robić. Wykonywaliśmy swoje obowiązki z dużą ostrożnością.  Miałam jeden dzień wolny i informacje, że pacjentka ma zostać wypisana do domu. Gdy wróciłam, zastałam rano pusty pokój, w którym leżała. Zaczęłam od razu go sprzątać, ale nadal czułam jej obecność i wielki smutek i wielki żal. I myślę sobie: 'Co ja ci teraz poradzę? Trzeba było być dla mnie trochę milszym.'

Tak sobie właśnie pomyślałam. Na co dostałam dwa razy po głowie, później jeszcze poza pokojem trzeci raz (żebym czasem nie miała wątpliwości). I znów pojawiła mi się myśl, że może mi się należało. Tak, należało mi się. I proszę sobie wyobrazić, że to od razu stawia do pionu. Następnie zaczęłam pytać koleżanki co z tą panią się stało. Ona też nie wiedziała, ale szybko ustaliłyśmy że ona faktycznie, w czasie mojej nieobecności, zmarła.

A w ostatnim czasie w styczniu, miało miejsce następujące zdarzenie: Pacjentka poczuła się gorzej i została pozostawiona sama w pokoju a drugą osobę, która z nią leżała w pokoju, przetransportowano do innego pokoju. Gdy weszłam tam pierwszy raz, przycisk, który służy do wołania pielęgniarki w razie potrzeby, a który został zawieszony nad łóżkiem pacjentki, kołysał się nad łóżkiem - sam. Ona po prostu leżała w bezruchu, nie miała siły się poruszać, czy wyciągnąć ręki. Nawet samodzielnie nie jadła, zawsze ktoś z personelu ją karmił. Potem byłam tam jeszcze raz, ponieważ pani, która z nią wcześniej leżała, zapomniała coś z pokoju i prosiła mnie, by jej to przynieść. I po południu pacjentka, która została uznana za osobę umierającą, znalazła się w pokoju z drugą osobą. Jej stan się poprawił. I do 22 stycznia, dokąd byłam na oddziale, pozostawała w tym pokoju. Gdy tam przychodziłam, wodziła tylko za mną oczami. Patrzyła na to co robiłam. Potem nie byłam w pracy a gdy wróciłam 1 lutego na oddział, jej nie było jako pacjentki. Nie wiem co się z nią w tym czasie stało. Próbuję to ustalię.

Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Tajemnicza pani siedząca na krześle w kuchni, która się uśmiechała i której... nie było!
Nie, 12 luty 2017 21:47 komentarze: 1

Od dluzszego czasu zbieram sie do napisania tego listu. Fundacja Nautilus wydaje mi sie w koncu odpowiednim adresatem moich slow. Chcialabym podzielic sie z Wami moimi przezyciami z zakresu zjawisk paranormalnych.Oczywiscie postaram sie oddzielic ziarna od plew, czyli zdarzenia, co do ktorych nie mam cienia watpliwosci, ze wydarzyly sie naprawde, a ktore sa dla mojego umyslu trudne do ogarniecia, .......

czytaj dalej

Od dluzszego czasu zbieram sie do napisania tego listu. Fundacja Nautilus wydaje mi sie w koncu odpowiednim adresatem moich slow. Chcialabym podzielic sie z Wami moimi przezyciami z zakresu zjawisk paranormalnych.
Oczywiscie postaram sie oddzielic ziarna od plew, czyli zdarzenia, co do ktorych nie mam cienia watpliwosci, ze wydarzyly sie naprawde, a ktore sa dla mojego umyslu trudne do ogarniecia, od historii zaslyszanych od znajomych, przyjaciol, dalszej rodziny, ktorych prawdziwosc trudno mi zweryfikowac, chociaz znam tych ludzi na tyle dobrze, ze nie posadzam ich o fantazjowanie, a juz napewno nie klamstwo.

Otoz kiedy bylam malym dzieckiem (mialam moze 4-5 lat) wydarzyla sie pewna rzecz, ktora pamietam tak dobrze jakby to bylo wczoraj. Rodzice zawsze uczulali mnie na kontakty z obcymi mi ludzmi, wiec zawsze mialam do obcych dystans. Zanim poszlam do przedszkola (a chodzilam tylko do "starszakow") zostawalam w domu z babcia podczas kiedy rodzice byli w pracy, a rodzenstwo starsze w szkole. Tak bylo i tego ranka.

Obudzilam sie rano i uslyszam jak w kuchni krzatajaca sie babcie. W pokoju panowala zupelna cisza. Wstalam wiec z lozka i wyszlam zza mebloscianki, ktora byl przedzielony dosc duzy pokoj. Z drugiej strony mebloscianki stal m.in. stol i cztery krzesla. I wlasnie na jednym z tych krzesel siedziala pewna otyla pani, ktora usmiechala sie do mnie serdecznie, przygladala mi sie z zainteresowaniem i na pierwszy rzut oka podobna byla do mojej drugiej babci, ze strony taty.

Ta druga babcia mieszkala kilka kilometrow od naszej miejscowosci wiec pomyslalam, ze przyjechala nas odwiedzic (co raczej rzadko sie zdarzalo). Wydalo mi sie tylko dziwne, ze siedzi tutaj tak sama, ze moja pierwsza babcia robi cos w kuchni i zostawila goscia samego, a poza tym od przebudzenia sie nie slyszalam zadnej rozmowy, tylko dzwieki naczyn z kuchni.

Poczulam, ze ta sytuacja jest troche dziwna tym bardziej, ze ta pani nic nie mowila, tylko patrzyla na mnie i sie usmiechala. Pisze "pani" bo po chwili okazalo sie, ze to nie jest moja babcia. Chcac udac sie do drzwi na korytarz (a chcialam sie tam udac czym predzej) musialam przejsc obok stolu, przy ktorym siedziala i wlasnie kiedy sie do niego zblizylam jej twarz wydala mi sie zupelnie obca i wtedy juz wystraszylam sie nie na zarty i do kuchi popedzilam biegiem. Poczulam sie juz bezpiecznie, ale nurtowala mnie ta "pani" co siedzi sama w duzym pokoju, wiec spytalam babcie kim ona jest.

Babcia ze zdziwieniem na mnie spojrzala i powiedziala, ze nie ma w domu zadnej pani. Ja jednak bylam tak pewna swego, ze babcia sama juz zglupiala i bez slowa poszla do duzego pokoju, po czym wrocila wyraznie uspokojona i powiedziala cos w stylu "dziecko co ty opowiadasz"-jakos tak. Nikt mi nie uwierzyl. Wzieli to za dziecinny wymysl, fantazje. Ja jednak wiem co widzialam i pamietam to po dzis dzien. Nie wiem tyko kim byla ta kobieta bo obie babcie wtedy zyly, a mieszkalismy w kamiennicy na wysokim pietrze i przez okno raczej wejsc sie nie da, a juz na pewno nie w celu posiedzenia chwile na krzesle. Drzwi wejsciowe tez byly zamkniete.

To byl moj pierwszy w zyciu kontakt z czyms czego moj umysl nie ogarnia. Zaczelam od tej niby-nic historii w sume nie bez powodu, bo jestem swiezo po lekturze artykulu o zmarlych przychodzacych do nas w snach. Ja mam takie doswiadczenia z babcia Nr 2, ta ktora mieszkala kilka kilometrow od nas i rzadko ja widywalam. Jest to tym bardziej dla mnie dziwne, bo babcia z ktora mieszkalam i ktora sie opiekowala codziennie wogole mi sie nie sni. Natomiast tamta babcia, z ktora mialam gorszy kontakt juz kilka razy mnie przed czyms przestrzegla. Moze dlatego, ze jestem do niej fizycznie bardzo, ale to bardzo podobna???

Raz snilo mi sie, ze spieszylam sie do pociagu, ktory stal na peronie. Mialam na sobie dluga, biala suknie slubna. Pamietam, ze byl to pociag osobowy i stojac na peronie wszystkie drzwi mial rozsuniete. Kiedy juz mialam do niego wejsc nagle wyrosla przede mna babcia i doslownie zagrodzila mi wejscie, tak jakby nie chciala mnie tam za nic wpuscic. Kilka dni pozniej jadac okazja z pewnym starszym malzenstwem wpadlismy w poslizg i po zrobieniu kilku karuzel wyladowalismy na przeciwleglym pasie, a z przeciwnej strony pedzila w nasza strone z gorki ciezarowka. To, ze przezylismy bylo kwestia sekund i tego, ze byla sobota rano, a wiec ruch na drodze miedzymiastowej minimalny. Innym razem przed tym jak zostalam okradziona tez przysnila mi sie babcia, tez nic nie mowila tylko wygrazala mi palcem prawie przed moim nosem. Po kradziezy zrozumialam to tak, ze ona chciala mnie ostrzedz przed moja lekkomyslnoscia, bo mozna powiedziec, ze okradziono mnie przez moja glupote.

Inna zupelnie sprawa jest nagla i niespodziewana smierc mojego brata, z ktora wiaze sie caly szereg dziwnych zdarzen, snow, a takze telefonow, rowniez z naszego do innego miatsa, a takze z zagranicy, ale o tym postaram sie opowiedziec nastepnym razem. Przepraszam za brak polskich znakow, ale przebywam za granica i nie posiadam polskiej klawiatury.
Pozdrawiam
Ewa  




zwiń tekst



Człowiek-cień schodzący z nieba na Ziemię
Nie, 12 luty 2017 21:29 komentarze: 1

Pewnego letniego wieczoru,kiedy to nocowałam u mojej przyjaciółki siedziałyśmy na dworze, gadając dosyć długo. W pewnym momencie pojawił się na kilka sekund dziwny cień na niebie. Był czarny i miał postać człowieka, a wyglądał jakby zbiegał z niewidzialnych schodów po niebie. Widziałam to nie tylko ja, ale także moja przyjaciółka. (Byłyśmy tylko we trzy i jakoś trudno mi uwierzyć, że obie naraz miałyśmy.......

czytaj dalej

Pewnego letniego wieczoru,kiedy to nocowałam u mojej przyjaciółki siedziałyśmy na dworze, gadając dosyć długo. W pewnym momencie pojawił się na kilka sekund dziwny cień na niebie. Był czarny i miał postać człowieka, a wyglądał jakby zbiegał z niewidzialnych schodów po niebie. Widziałam to nie tylko ja, ale także moja przyjaciółka. (Byłyśmy tylko we trzy i jakoś trudno mi uwierzyć, że obie naraz miałyśmy zwidy) To takie trudne i naprawdę nie wiem co, o tym myśleć. Pomóżcie!

Od razu chciałam powiedzieć, że nie zmyślam, bo nie o to mi chodzi (od jakiegoś czasu intrygują mnie takie sprawy i po prostu nie wiem co o tym myśleć, to dla mnie takie dziwne...), chcę po prostu wiedzieć...nie wiem też po co miałabym zmyślać.

Pozdrawiam Redakcję FN i popieram Waszą działalność!

                                                                                                                  Gosia K. ;)




Na naszą prośbę autorka relacji zrobiła rysunek. Oto, co na jego temat napisała:



Ten cień nie jest na budynku, po prostu chciałam narysować wszystkie szczegóły i tak jakoś wyszło, ale ten cień nie był na budynku. ;) A jeśli chodzi o ten obiekt to może było to jakiś rok temu, ale jak mówię przysłałabym pewnie od razu, ale nie wiedziałam o Waszej Fundacji.

Pozdrawiam.  
Gosia

Poniżej rysunek autorki relacji.




zwiń tekst



Tekst napisany w Areszcie Kraków-Montelupich. O życiu. O zjawiskach niewyjaśnionych. O sobie.
Sob, 11 luty 2017 20:55 komentarze: 2

Nasz czytelnik kilka tygodni temu w dziale XXI PIĘTRO opublikował opis niezwykłego przeżycia z duchem w więzieniu. Tym razem przysłał tekst o wiele dłuższy, który nazwał "Wspomnienia Hioba". Jego pierwsze spostrzeżenie jest absolutnie zgodne z tym, co my mówimy od dawna - ludzkość nurza się w wymyślonych historiach, co jest stratą czasu i energii. Pozostałe przemyślenia są równie ciekawe, więc... .......

czytaj dalej

Nasz czytelnik kilka tygodni temu w dziale XXI PIĘTRO opublikował opis niezwykłego przeżycia z duchem w więzieniu. Tym razem przysłał tekst o wiele dłuższy, który nazwał "Wspomnienia Hioba". Jego pierwsze spostrzeżenie jest absolutnie zgodne z tym, co my mówimy od dawna - ludzkość nurza się w wymyślonych historiach, co jest stratą czasu i energii. Pozostałe przemyślenia są równie ciekawe, więc... tekst jak najbardziej nadaje się do publikacji w XXI PIĘTRZE, a raczej jego fragment, choć dość obszerny.

Od Autora tekstu

Załączam początek moich "Wspomnień Hioba"  pisanych w Areszcie Kraków-Montelupich , gdzie doświadczyłem zjawisk paranormalnych, które potem spowodowały u mnie takie  zainteresowanie tematyką ostateczną i  "Życia po życiu". Pozdr.

 

Dzień I - Co widać na skrzyżowaniu dróg życia

W moim życiu ( pewnie podobnie  jak w Twoim Czytelniku ) od czasu szkoły zmuszano mnie na lekacjach „humanistyki” do czytania wielu książek, które były stratą czasu -bo były o fikcyjnych postaciach i niezaistniałych zdarzeniach -podobnie jak stratą czasu było wiele obejrzanych filmów o nigdy nie zaistniałych postaciach i fikcyjnych rzeczach.

Ale takich rozważań nad życiem jak tu, które powstały na granicy śmierci ,napisanych wobec prawdziwych morderców z karabinami w paskudnych kominiarkach na łbie i   bijących i mordujących ludzi ,-ze świadomością że już nigdy nie zobaczę swoich bliskich- to nie czyta się zwykle . Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw w życiu że napiszę w ukryciu taki „pamiętnik” -bez dostępu do „fachowej literatury” i źródeł . Stąd mimo odniesień do znanych filozofów i naukowców zachowałem  oryginalą formę pierwotnych zapisków pisanych „resztkami pamięci”  z wrażeniem że wkrótce mnie rozstrzelają -stąd proszę o wybaczenie ,że nie podałem szczegółowo jak w jakiejś pracy doktorskiej żródeł literackich tego skąd wiem to co pisałem. Był to raczej „przedśmiertny pamiętnik z głowy”, niż ściśle naukowa praca.   

Na pewnej indonezyjskiej  wyspie Celebes mieszkańcy jako najważniejszą  uroczystość w życiu  paradoksalnie uważają pogrzeb i przygotowują się do swojego pogrzebu już od młodości , na który to gromadzą nie tylko pieniądze- ale przede wszystkim swoje czyny i dokonania uznając, że pogrzeb świadczy o sobie samym i o tym na co sobie zasłużyłeś za życia u innych.  Im bardziej wystawny pogrzeb gromadzący więcej ludzi tym większe zasługi dokonałeś- bo inaczej ludzie by tak licznie nie przyszli.    W zamierzeniu nie chodzi tu tyle o zgromadzone pieniądze, ile bardziej o zasługi dokonane dla innych ludzi , którzy mają cię we wdzięcznej pamięci (choć w praktyce wystawne pogrzeby i uczty same przyciągają głodnych wrażeń i jedzenia znajomych) Tym niemniej sama idea takich pogrzebów jest ciekawa. Bywało że pogrzeby ubogiej a uczciwej osoby np. skromnej matki wielodzietnej rodziny -sprzedawczyni warzyw z bazaru, trwały dłużej i lepiej wspominano niż  pogrzeb bogacza-urzędnika, sędziego, policjanta lub żołnierza ,na który nie chcieli przychodzić ludzie - bo krzywdzili za życia ludzi na różne sposoby mniej lub bardziej niesłusznymi „karami” z narośniętych do ogromnych rozmarów zakazów , których jeszcze nigdy w życiu nie było tak ogromna ilość na świecie jak obecnie.

Wielkość „wdzięcznej pamięci” ludzi jaką po sobie zostawisz człowieku zależy głównie od ciebie – od twoich wyborów życiowych i to od młodości. Nikt normalny „od małego” nie marzy aby krzywdzić innych ludzi -ale są takie dzieci co już w piaskownicy przejawiają agresywną naturę  rozwalając innym dzieciom „zamki z piasku” , sypiąc piach w oczy lub waląc po głowie inne dzieci łopatkami. Oczywistym jest że nie wszystkie dzieci są „dobre z natury” i pozabijałyby inne dzieci w piaskownicy gdyby nie reakcja dorosłych.    

Ale są takie prace i zawody w świecie, które chętnie wybierają w przyszłości takie  „krwiożercze dzieci” i sprzyja to później rozwojowi  nie tyle „stresu pourazowego” -co wręcz „niepozytywnej energii życiowej” w ciągłym zwalczaniu ludzi-w staczaniu się w dół do bycia „niedobrym i złym”  człowiekiem. Na ogół „grzeczne dziewczynki” w piaskownicy nie marzą jak ich niektórzy agresywni „koledzy z piaskownicy” aby w przyszłości bić i mordować ludzi jako żołnierze, policjanci i tym podobne typy „spod ciemnej gwiazdy” ( przeróżni  „strażnicy ” i „psy ogrodnika” i „psy wojny” od karania ludzi i tzw. „służby mundurowe” -od bicia i mordowania innych ludzi na wojnach i nie na wojnach -i jak  różni agenci  „herbu Caramba” spod znaku J. Bonda  itp.
Już od dziecka widać „dobry lub zły” charakter człowieka- a ściślej stan jego ducha i w jakim kierunku będzie się rozwijał .

Rozwijanie się duchowe jest pojęte w filozofii Wschodu jako dążenie do doskonałości i „oświecenia”- oświecenia wiedzą i mądrością ,której nie posiadają jeszcze młodzi i dzieci . W filozofii Zachodu bywało odwrotnie- tylko dzieci uważało się za „niewinne” i w miarę wchodzenia w dorosłe życie i problemy  zaczynają popełniać coraz to większe  głupoty- tzn. ”grzeszyć”.
W filozofii Wschodu żyjesz po śmierci tyle ile sięga po tobie „wdzięczna” pamięć ludzka -co było zwłaszcza charakterystyczne dla myśli Wschodu i było obecne już w kulturze duchowej konfucjańskich Chin. W kulturach Wschodu ludzie starzy cieszyli się większym szacunkiem-z uwagi na większe „doświadczenie życiowe” -i ze względu na pamięć dzieł przodków i „czas chwały” - nieznane młodym i nierozwiniętym dzieciom.

W „równoległym Świecie” nie potrzeba twoich bogactw , które mniej czy bardziej uczciwie gromadziłeś ,ale przede wszystkim twoje dobre uczynki które były pokarmem dla duszy -”karma” dla innych . I nie chodzi tylko o to czy nic złego nie robiłeś w życiu człowieku, ale ile jeszcze dobrego uczyniłeś na tym świecie- o ile w ogóle byłeś człowiekiem (jeśli nie półzwierzęciem , półgówkiem- „półgłupkiem życiowym” ! )

W filozofofii Zachodu jest odwrotnie-tylko dzieci uważa się za „niewinne” i daruje się im wiele- bo im człowiek dłużej żyje tym więcej zła i głupoty wyczynia przez coraz dłuższe życie. Zaś w dawnej kulturze Egiptu pamięć miała być nieśmiertelna -niezależnie ile krzywdy i zła narobił faraon lub bogacze, których było stać na piramidy.  W filozofii chrześcijańskiej zaś nie chodzi o to, aby ręce twoje były „czyste” , ale żeby jeszcze nie były „puste”-na spotkaniu z "Zegarmistrzem Świata" na końcu twojego czasu .Długość zaś tej „wdzięcznej pamięci” w sercach ludzkich wyznacza szerokość twojej drogi do nieba po której pójdziesz -i lepiej nie dopuść do tego ,aby zabrakło ci tej szerokość i z niej spadniesz do „Piekieł Zapomnienia”- jeśli nie pozostawisz po sobie  „dobrej pamięci” .

Bo ci co nic szczególnie „złego” nie robili ,ale też nic „dobrego” i niczym się nie wyróżnili  nie dają się niczym zapamiętać i ich droga w  „chmurach Niebios”-w „ równoległym świecie” ( czyli w „chmurze zaświatowych danych”) też nie będzie wesoła.
Egipcjanie budowali słynne „grobowce Niezapomnienia” -czyli piramidy okrutnych tyranów-faraonów i wsadzali im na przyszłe pozagrobowe życie naczynia codziennego użytku i nawet złoto ,które bardziej przydawało się później złodziejom grobowców niż im samym .

Idea duszy i „życia po życiu” nie została wymyślona tylko przez Egipcjan, bo była obecna i u starożytnych Indian i u odległych im Hindusów (z czasów pierwszych ksiąg-Wedd) i od dawna w opowieściach  ludzi którzy umarli i cudem wrócili  do życia . Na tej bazie powstała w Hinduiźmie starożytna koncepcja „Kronik Akashy” -odpowiednik dzisiejszejszego „Super Mózgu”- Internetowej „Encyklopedii Googla o Wszystkim”- zapisującej wszystkie zdarzenia-emocje w „chmurze wirtualnych danych” gdzie pozostaje kopia- ślad twojej działalności na Ziemi ,która będzie ci później wyświetlana  jak „film  z życia” w dramatycznych wypadkach, chorobie lub przy śmierci.

Nieprzypadkowo w tak ciężkich momentach życia ludzie mówią ,że „nagle przeleciał mi przed oczami film z całego życia”- i nagle oceniają swoje życie , co było w nim ważne -a co okazało się mało ważne. Dramatyczne zdarzenia, ciężka choroba i śmierć uruchamiają jakiś „przełącznik” w mózgu-kontakt  do tego co dawniej zwano „Kronikami Akashy” -na Wschodzie  lub  „Niebem” lub „Światem Równoległym” -na Zachodzie. Pamięć i dusza ludzka okazuje się nie żyć konkretnie w mózgu-lecz jak energetyczna „chmura danych WiFi” otacza człowieka jak Aura na kiliarowskich fotografiach i może być przenoszona i żyć dalej -”inkarnować się” jak kopia danych w internetowej „chmurze danych” lub jak na USB.

Niekoniecznie odwołuję się tutaj do koncepcji  tunelowania kwantowego- „splątania kwantowego” odległych spinów elektronów (co jest podstawą Super Komputerów „kwantowych”) -choć pradawna koncepcja Kronik Akashy przypomina Super Internet -”Super Mózgu Boga”  co wszystko o wszystkim wie  jak „Super Google”. Niekoniecznie powielać  tu będziemy koncepcję „pól morfotycznych” Sheldrak'e -choć udowodniono że gdy na jednym krańcu Ziemi raz czegoś nauczone małpy lub doświadczalne szczury w labiryncie coś nowego robiły- to  nagle inne małpy czy szczury na drugim końcu świata robiły to samo -choć się nie kontaktowały ze sobą .

Ale już w 20 latach XX w K.Lashley udowodnił ,że wycinanie szczurom doświadczalnym różnych części mózgu nie zmieniało wykonywanie przez nie skomplikowanych zadań, które pamiętały i nauczyły się wcześniej- tak jakby pamięć przebywała w „chmurze danych” a nie w  konkretnym miejscu mózgu.  Dla psychologów i  filozofów-epistemologów od dawna wiadomym jest , że mózg i jaźń (czyli duchowość) są to odrębne pojęcia (jak energia w fizyce- co nie jest materią)- bo każdy ma podobnie zbudowany mózg a jednak ludzie różnią się właśnie „duchem emocji” , których nie da się wyprowadzić z podobieństwa tak samo budowy mózgów.  Inaczej wszyscy ludzie na świecie mieliby takie same jak mrówki w mrowisku życie , zachowanie i poglądy.
Niemożność wyprowadzenia różnych właściwości „Ducha (Aury)” ludzkiej z elementów składowych neuronów mózgu nazywa się tu „emergencją”- tak samo jak fakt, że to energia nadaje kształt i kierunek akcji-reakcji materii w fizyce- a nie odwrotnie.
Jako inżynier z wykształcenia ( prócz studiów humanistycznych) wiem, że właśnie wpierw badanie termodynamiki energii -Entropii i Entalpii wyznacza w chemii kierunek i możliwość czy w ogóle jakaś reakcja chemiczna zajdzie . To w humanistyce byłoby analogią pochodnej  funkcji Ducha od Energii życiowej ( Vis vitalis), która wtórnie wpływa na całą materię działalności człowieka. Duch emocji przenika ciała jak  bezmasowa -czyli niematerialna energia fal elektromagnetycznych przenika mury i  dociera „chmurą danych” do  TV lub MMS-em do twojego telefonu jak do telewizora-do ucha i oka. Mówi się ,że oczy są „zwierciadłem duszy”- co tu rozmumie się jako „sito pojęciowe duszy” przez które „filtruje ” obraz rzeczywistości -i przepuszcza lub zatrzymuje określony typ informacji z codziennego „szumu informacyjnego” docierającego do oczu -w zależności od zbudowanej przez człowieka  „siatki pojęciowej”-  czyli od ilości i zasobu pojęć i wiedzy jaką człowiek sam sobie wypracował za zycia.

Marne skutki prymitywizmu życiowego

Kto jest ograniczonym „prymitywem życiowym” , kto jest wiecznie narzekającym i przeklinającym pesymistą z wykrzywioną w złości twarzą i sprowadzającym człowieczeństwo do poziomu zwierząt -bo  „człowiek człowiekowi wilkiem” i dla którego świat i ludzie  to jedno wielkie „bagno i kurewstwo” - ten nie zauważa i przepuszcza bokiem nic nie widzącymi oczami wiele dobra i wartościowych sytuacji życiowych , których nawet nie potrafiłby nazwać  w swoim ubóstwie słownym -jak niczym przesiewałby złotonośne „pole widzenia” przez sito z wielkimi okami.

I odwrotnie -ludzie na wysokim poziomie duchowym , pozytywnie myślący i wykształceni -z bogatym „słownikiem pojęciowym” zauważają w codziennym życiu wiele wartościowych rzeczy i sytuacji ,obok których inni przechodzą obojętnie- nie zauważając nic.

A życie codziennie przynosi wiele wartosci – i antywartości , które  codziennie  trzeba umieć „przesiewać” - i tylko ludzie na niskim poziomie widzą świat „płasko  ” i znudzeni  codziennością nie dostrzegają wielu kolorów  i bogactwa życia. Znudzenie i wygoda życiowa za niejednymi  murami domowymi jest raczej dowodem „płaskiego” i ubogiego widzenia  „bogactwa świata” w którym cały czas coś ciekawego się dzieje.  Tymczasem z umiejętności cieszenia się codziennie ze zrobionych małych -a pożytecznych rzeczy  składa się suma dużego szczęścia w życiu. Są jeszcze inne skrajności takiej „płaskiej” postawy życiowej- w postaci połączenia prymitywizmu z jedną określoną i j”edynie słuszną” doktryną religijną- w postaci skrajnych fanatyków religijnych widzących świat tylko „czarno- biało”  bez bogactwa innych  kolorów  życia.

Najczęściej skrajny fanatyzm religijny -np. emigrantów Islamskich wysadzających się „w powietrze” w Europie  wynikał z niezrozumienia przez tych  prymitywnych jak w czasach koloni Afrykanów złożoności innego niż ich prymitywne wioski nowoczesnego świata i nauki i wysokiej techniki życia  Zachodu  -i to przez półanalfabetów umiejacych tylko strzela (polować ) i podrzynać szyję baranom i przeciwnikom i czytać tylko średniowieczny Koran -z braku innego i lepszego wykształcenia i zawodu potrzebnego Europejczykom niż tylko „lepienie kebabów” z baranów.

Tym niemniej idea „nieśmiertelności” i „duszy” -wbrew ateistom jakich czytała moja córka- nie została wymyślona przez „ oszołomów chrześcijańskich” ani w Biblii - tylko od dawna była zapożyczona z wcześniejszych antycznych kultur -z  dawnego „pogranicza kulturowego”. Nie zapominajmy, że nie tylko Mojżesz ale i Jezus kształcili się i dorastali w Egipcie- i jako tzw. „uczeni w piśmie” musieli znać  sąsiednie  idee religijne- Hinduskie ( najwyższy Brahma), egipskie  ( np. monoteizm Echnatona) , babilońskie ( np. idee dobrych i złych duchów Zaratustry i Kodeks Hamburabiego ), greckie ( np. platoński system różnych duchów-eonów) i rzymskie ( kult Mitry). Tak więc jako „uczeni w piśmie” potrafili łączyć podobieństwa idei  krążące powszechnie wraz z wędrującymi po tych kulturach koczowniczymi plemionami Żydowskimi.

Dzień II- Kto to był Adam z Genesiss i czemu Aniołowie byli przedstawiani na skrzydłach -jak niczym „piloci z nieba” ?

Pewnego „złego czasu”- mając dużo wolnego czasu ( którego dziś mi brakuje)- z nudów w strasznej „Wieży Straconego Czasu” czytałem Księgę Genezis z początków Biblii-bo była to jedyna zakurzona książka jaka leżała w kącie ( używana gdy zabrakło papieru toaletowego w  tej „Wieży Zapomnianych”).  Księga Genezis i początki biblijnego Starego Testamentu zawierały powszechnie znane i występujące u sąsiednich nieżydowskich plemion i wcześniej w cywilizacji Sumerów opowieści o potopie lub stworzeniu ludzi „na Nasze podobieństwo-i podobnego Nam” ( „Nasze” pisane w liczbie mnogiej w Genezis 1,26) i występowanie kiedyś jakichś półbogów- „Synów bożych” ( przeciwnie do „synów ludzkich”), przylatujących z nieba na jakichś skrzydłach „pilotów-Aniołów” ,którzy „zadawali się” z kobietami z ziemi, które przez co „za karę” rodziły dziwnych „mutantów”-Gigantów i żyli  dziwnie po 300 lat (Genesis 6,2). Znamienne jest , że słowo „Nasze podobieństwo” oraz Elohim czyli „My-Bogowie” napisano przy stworzeniu człowieka w Biblii w liczbie mnogiej (a nie pojedynczej) i stworzono na „Nasze podobieństwo” równocześnie kobietę i mężczyznę ( którzy  przecież się różnią z wyglądu)- a nie tyle „Adama” ,które to słowo znaczało wcześniejszy wysoko rozwinięty lud „Adamusów” -wg Sumerów.

Powstaje  więc logiczne pytanie czy na „nasze” podobieństwo bóstwo było „obojniakiem” -czyli kobietą czy męzczyzną jednocześnie ? Powstaje tu pewien dylemat - czy np. kobiety są „podobne” do Boga jako  „Starca z brodą” -jak wcześniej był przedstawiany Brahma w Hinduiźmie (bo tak był też  rysowany Bóg  na obrazach Michała Anioła). Nie chodzi tu o bynajmniej o dylemat z rodzaju „co było pierwsze-jajko czy kura”?  

W przyrodzie znane są przypadki ( jak u pszczół , mrówek , niektórych ryb) że raz samice zamieniają się w samców -lub odwrotnie , ale tu chodzi o daleko poważniejszy dylemat  sformułowany przez Jana Pawła I -że w „Bogu miłości” chrześcijan jest więcej cech z matki niż z ojca -więc na czym  polega „miłość boska” i czy można przypisać ją do jednej płci lub do Starego dziadka  z brodą od straszenia małych dzieci (bo w Europie Starymi dziadami z brodami o wyglądzie Taliba raczej straszy się dzieci -a symbolem miłości  jest raczej ładna kobieta -lub lalka Barbi !).

Tylko u prymitywnych Izraelitów w Starym Testamencie ( Tora) i u ich „braci” po ojcu Abrahamie-czyli u Islamistów występuje srogi obraz Boga-groźnego i wielkiego Przywódcy pasterzy stada baranów na pustyni, który bez przerwy grozi wytępieniem i wojnami wszystkim innym nacjom ( oprócz  rasistowsko pojętego „narodu wybranego”) w myśl pierwotnego hasła ”kto nie znami -ten przeciwko nam”.

Jeszcze przed napisaniem Biblii – w Hinduiźmie był „Starzec”  czyli Brahma jako najsilniejszym bóstwo , który „dzielił się” na „Trójcę Świętą”- trójpodziałem „władzy”  z Wisznu (opiekunem stworzeń) i z Śiwą  ( mściciel). Wcieleniami ziemskimi najwyższego Bóstwa tak jak w chrześcijaństwie Awatarem Boga był Jezus-to w Hinduiźmie  Awatarami bóstwa byli m.inn. Hary Kriszna i Budda - jako oświeceni mądrością „synowie Światła”.

Nawet „chrześcijański” Jezus gdy przyszli do niego w odwiedziny jego „bracia przyrodni” powiedział , że tylko „każdy kto słucha  mojej nauki i ją wypełnia jest mu bratem i siostrą” - i Jezus wyraźnie nie wyraził zadowolenia z odwiedzin ziemskich braci przyrodnich.

Wszyscy ci wybitni reformatorzy religijni odwoływali się do jakiegoś „oświecenia” jak niczym do „Kronik Akaszy” -starożytnej Wszechwiedzy jak dzisiejsza internetowa „chmura danych o wszystkim” ,w której kopiują się jak w „równoległym świecie” wszystkie myśli i uczucia ludzkie i będą wyświetlone przy śmierci  jak skopiowany z chmury danych film z „karmy życia” .
Nie chodzi mi tutaj o przypomnienie Talmudycznych opowieści Żydów o uwiedzonej fryzjerce Maryi przez rzymskiego Żołnierza (Pantery ) i dlatego jej drugi mąż -stolarz Józef z „braćmi przyrodnimi” chciał ją „oddalić” lub uciec ze wstydu do Egiptu, ale bardziej chodzi tu o „esencję” wybitnie humanistycznych poglądów Jezusa- zbliżonych i rozwiniętych od wcześniejszej wspólnoty Esseńczyków z Qumran, którzy już przed Jezusem dzielili się „chlebem i winem” . To wcześniej własnie Esseńczycy głosili podobne do Jezusa kazania- „błogosławieństwa dla biednych, chorych i ubogich” , którzy to Esseńczycy zwalczali  pokrętnych Faryzeuszy i bogaczy-Saduceuszy tak samo jak wybitny eremita Esseńczyk -Jan Chrzcieciel „ziomek” Jezusa
Właśnie XX -wieczne odkrycia „biblioteki Esseńczyków” z Qumran pokazały ,że poglądy - Jana Chrzciciela i jego „ziomka z klanu” Jezusa- nie wzięły się z sufitu ani „z nikąd”-tylko jak to często bywa w historii  rozwoju filozofii były rozwinięciem tych humanistycznych poglądów Esseńczyków, które dobrze znali i rozwijali zarówno Jan Chrzciciel z krewniakiem-Jezusem.
Budda podobnie jak Hary Kryszna i inni wybitni reformatorzy religijni kładli nacisk na „mądrość i oświecenie” - a oświecić można tylko jakimś „światłem mądrości” i tylko to co ciemne-czyli utajnione . Pojęcie „tajemnicy” zawiera w sobie efekt „utajnienia i oświetlenia” jednocześnie.

Jeszcze przed powstaniem Biblii w hinduskich Veddach najważniejszą „energią świata” był Brahma (co z punktu widzenia psychologii religii w umyśle „zwykłego człowieka” nierozróżnialne jest od psychologicznego wyobrażenia Elohim-Jahwe u Żydów). Z punktu widzenia psychologii porównawczej Archetypów sensu różnych religii (wg  Eliadego) wszystko stworzenie dąży w rozwoju do tej „Energii Świata”  posiadając  na różnym poziomie rozwoju „duszę-energię”  -od prymitywnych roślin, poprzez groźne zwierzęta, lepiej rozwiniętych ludzi -po jeszcze lepiej rozwiniętych półbogów -demonów nie będących już ludźmi (jak niczym UFO- ludki lub Anioły latające na skrzydłach swoich vehikułów -  „Vimanów”) . Ci ostatni byli więc półbogami czyli ”synami boskimi”  o cechach charakteru zarówno „dobrych” jak i „złych” jednocześnie – ale to już była interprtacja badacza sumeryjskich tekstów Sitchina.

Wcześniejsi od Biblii bogowie Hinduizmu i Sumerów byli tak jak rodząca groźne stworzenia Matka Natura – jednocześnie „dobrzy i groźni ” -tak jak przykładowo Wielka Matka „Inanna”-boginii miłości ( płodności ) i jednocześnie bogini wojny (czyli zniszczenia równocześnie).  

Początki Biblii -o potopie i Adamie oparte były o wcześniejsze Sumeryjskie i Hinduskie opowiadania ,które powszechnie krążyły wśród wędrujących plemion pasterskich (w tym plemion Żydowskich) i nie tyle Elohim stworzyli pojedynczego „Adama” -tylko Adam to była nazwa zbiorcza Sumerów na wcześniejszy od nich wysoko rozwinięty lud rozwinięty od jakichś Nefilim-przybyszy „z nieba ” i krzyżowali się jak klacze z osłami- z ludzkimi kobietami ( czyli z „gliną ziemi”, bo to właśnie znaczyło „Adam”) i rodziły się mutanty genetyczne jak Muły-Giganty (jak choćby Goliat ,z którym walczył Dawid) .

Ciekawym więc dylematem logicznym było w liczbie mnogiej ujęte Elohim „My-Bóg” , którzy na bliżej nie wiadomo czyje „Nasze podobieństwo”  stwarzali np. kobiety podobne do „Faceta z brodą”?  (Samca Alfa ?  lub brodatego Przywódcy stada kowbojów -czyli Juhasów od baranów ? -bo „kowboy” po angielsku znaczy „pastuch” ) -tak jak wcześniej w Hinduiźmie był najwyższym bóstwem Brahma .  A tymczasem nie o „Starym facecie z brodą” pisze Biblia i nie w liczbie pojedynczej „Ja”- lecz w liczbie mnogiej Elohim „My-Bóg i Synowie boży” (przeciwnie do „synów i córek ludzkich”)  opisanych w księdze Henocha w Biblii ( jakby „starożytni Astronauci” z opowieści Sumerów- jakoweś Anioły jak UFO przedstawiane ze skrzydłami jak przylatujący  „piloci z góry”) . Ci „My-Bóg” z początków Biblii byli mało „miłosierni”- tak samo jak w opisach groźnych bogów Hinduskich i u Sumerów .

Wkrótce po stworzeniu ludzi nagle stwierdzili ten „My-Bogowie” ,że ludzie stali się tacy jak jacyś tajemniczy „my” ( liczba mnoga) -a nie powinni być tacy jak „my-bogowie” (no bo kto to są ci „my”  z Księgi Rodzaju 3,22 ? )- i „My -Bóg” postanowili się nagle zemścić i wytępić  niedawno ulepszonych  z małp czy ludzi-wraz z „niewinnymi” nawet mrówkami i fajnymi motylami.
Ci „My” postanowili zniszczyć potopem ( opisanym wpierw na glinianych tabliczkach Sumerów-potem dopiero w Biblii) nie tylko ludzi -ale niesprawiedliwie  również „My-Bóg” automatycznie lub bezmyślnie postanowili zniszczyć „niewinne” wszystkie stworzenia (w tym np. ładne motyle, miłe kotki, pożyteczne psy i pszczoły i fajne biedronki , które „nie rozumiały” za co giną w potopie)- co dowodzi niesprawiedliwości dziejowej tych tajemniczych „My-Bogowie” - tak samo  jak niesprawiedliwa jest w ogóle „Matka Natura” -wciąż pożerająca we wzajemnej walce lwów i antylop własne dzieci i niszcząca własne dzieci różnymi katastrofami.

Później stopniowo „ łagodzi”  Biblia obraz Boga jako Przywódcy tylko wybranego narodu „żydowskich kowbojów”- mordujacych wojnami  „na lewo i prawo” wszystkich sąsiadów- bo w Biblii pełno jest opisów krwawych wojen Żydów -mordujących w imię Boga ciągle sąsiadów wg zasady stosowanej do dziś w Izraelu- „kto nie z nami ten przeciwko nam”.
Różne nieszczęścia -trzęsienia ziemi, potopy, tsunami , susze i pożary tak jak i wojny i meteory wielokrotnie w przeszłości niszczyły ziemię -i niesprawiedliwie po równo niszczyły „złych jak i dobrych” -ludzi ,biedronki, motyle i miłe koty- tak samo jak  nie wiedziały za co zginęły „głupie jak but z lewej nogi” ogromne dinozaury . I nie ma w tym niszczeniu żadnej logiki ani „sprawiedliwości boskiej”- ani sprawiedliwości Matki-Natury.

Ani żadne modlitwy, zaklęcia i krwawe ofiary z ludzi u Majów , Murzynów lub z „baranków bożych” u Żydów nigdy nie powstrzymały Bogów ani Matki Natury przed tymi wszystkimi nieszczęściami – i wszystkie te ofiary i modlitwy były nadaremne w historii ludzkości.  Historia ludzkości od dawna okazuje się być dziejami zbiorowej głupoty, wojen i zła i zezwierzęconych ludzi-a nie historią mądrości i dobra, które jest udziałem tylko nielicznych i mędrców.

Historia początków Biblii powstała z wymieszania sąsiednich idei  „pogranicza kulturowego”  Sumerów i Babilonu i podobnie jak judaizm- chrześcijaństwo powstało na bazie pojeciowej judaizmu -a islam powstał na bazie pojęć  judaizmu i częściowo chrześcijaństwa . Tak też z wymieszania idei „pogranicza kulturowego” powstały inne wielkie systemy religijne -czyli  wschodni buddyzm powstał z pogranicza kulturowego Hinduizmu ,a Dalekowschodni Taoizm czy Zen z buddyzmu i innych „pogranicznych” religii lub np. Sikhowie powstali z wymieszania islamu z hinduizmem. Systemy te zawierały wzajemnie wymieszane poglądy na filozofię i psychologię człowieka -co jest też przedmiotem niniejszego „przekrojowego” porównania Archetypów różnych „ideii  człowieka” w niniejszym esseju.

Odmienne podstawy filozoficzne wpływały też na odmienną psychologię religii , a samo słowo „psycho-logia” oznacza „logikę ducha”   (  etymologicznie  „psyche” po łac. znaczy „dusza” , a „logos” z grecka- to „słowo, logika”-czyli nauka oparta o „logikę słów” ). W tym też ujęciu każda filozofia religii jest automatycznie „psychologiką”-logiką słów i pojęć wpływających na psychikę i zachowanie człowieka.

Dzień III  Skąd u Pitagorejczyków i Platona wzięło się pojęcie Prawdy i inne Idee

Pewien laureat literackiej Nagrody Nobla-J.Saramago stwierdził, że to doświadczenie  zbliżającej się śmierci i chęć pozostawienia czegoś po sobie zmusiło ludzi do wymyślenia “nieśmiertelności” i idei nieśmiertelnego Boga ( niezależnie od miejsca na ziemi).
Tak samo dla filozofa Platona nieśmiertelne było pojęcie Prawdy pojętej matematycznie -tak jak prawdziwa była logika , że 2+2=4  niezależnie czy ci się to człowieku podoba czy nie -i nawet przed twimi narodzinami i po twojej śmierci (i niezaleznie od „widzimisie” oszustów na Ateńskim bazarze).

Tak samo nieśmiertelne były dla Platona najwyższe idee Prawdy, Dobra, Piękna jak logiczne było że 2+2=4  w pitagorejskiej matematyce. Wcześniej pitagorejczycy w logicznej prawdziwości działań liczb w matematyce zauważyli „obiektywność Prawdy”  -ale Platon rozszerzył tę logikę na inne i wyższe idee. Dla niego logiczna była nie tylko idea Prawdy ale i idea Dobra i Piękna- odbijające się cieniami w „Jaskini Życia” jak w odwiecznie świecącej “Światłości Świata”  , w którym niezmienne pozostają zawsze  te same prawdy logiki jak 2+2=4 (nawet po Twojej śmierci).

Platon podobnie jak wcześniej pitagorejczycy -wychodząc  od matematycznego pojęcia prawdy zauważył powszechność prawideł rachunku logiki  jako uniwersalnych idei prawd  słuszności działań . Poprawna logika wyliczeń była przydatna starożytnym nie tylko w nawigacji statków na bezkresie morza czy w budownictwie ale i przy liczeniu dużych pieniędzy na bazarze ( przeciw dowolności kłamców bazarowych) . Od idei prawdy matematycznej rozpoczynali też później kariery inni wybitni filozofowie (np. Kartezjusz, Leibnitz, Pascal, Newton, Kant, Spinoza -którym zachwycał się A.Einstein -a wszyscy oni byli wpierw matematykami).  

Ale Platon poszedł dalej i pytał więcej niż pitagorejczycy -”gdzie w  człowieku mieszkają takie najwyższe  Idee” ? Gdzie mieszkają idee Prawdy i Logiki lub Dobra i Piękna ?  Wrażenia “mieszkają” w zmysłach, wspomnienia mieszkają w  pamięci -a gdzie mieszkają wyższe idee jeśli nie w  duszy ?  Dusza w przeciwieństwie do mózgu musi sama być nieśmiertelna skoro posługuje się nieśmiertelnymi i niezmiennymi ideami logiki i matematyki.

Już starożytna filozofia Zachodu oddzielała „epistemologicznie” duszę od mózgu i pamięci , a filozofia Wschodu łączyła „holistycznie” w całość stan ciała czyli zdrowie ze stanem ducha ludzkiego. „Złe” emocje blokują różne „meridiany” (drogi)  przepływu różnych hormonów wywołując w konsekwencji różne choroby takiego „zapiekłego w złości” człowieka , a „dobre” emocje uzdrawiają człowieka innymi „pozytywnymi” hormonami-wg Filozofii Wschodu a potwierdzone przez medycynę Zachodu.

Wiadomo dziś ,że inne „ekspresje genów” i niekorzystne „hormony” funkcjonują w człowieku „kipiącym ze złości” na innych ludzi i w silnym stresie (np. żołnierze mordujący się wzajem na polu bitwy)-a inne i „korzystne” np. w matce małych dzieci- „pokojowo” nastawionej do stworzeń i wszystkiego- kochającej dzieci ,psy , naturę i „fajne pluszowe misie” .
Pewnie dlatego kobiety żyją dłużej i mają się lepiej na świecie od agresywnych brzydali - „psów wojny” czyli mężczyzn. Dlatego też w duszę kobiet  w pewnym ujęciu buddyzmu „reinkarnują się” dusze „w nagrodę” -bo kobietom się więcej i łatwiej wybacza ( co widać po małej ilości kobiet po więzieniach), a w agresywnych brzydali-mężczyzn, którym się nic nie wybacza reinkarnują się „za karę” złe duchy .

Oczywiście „dobro i zło moralne” jest „sprawiedliwie” po równo rozłożone na ludzi w ujęciu chrześcijańskim , gdzie „nikt nie jest bez grzechu” (i po równo kobiety i mężczyźni łamią wszystkie „10 przykazań boskich z Tablicy Mojżesza”)-choć nie widać tego po statystyce więźniów na świecie ( bo przepisy prawa nie są przepisami moralności). Żeby jeszcze bardziej skomplikować te dylematy logiczne dodam że dusze ludzkie widziane w buddyjskiej „Księdze Umarłych” okazują się „bezpłciowe” i mogą „reinkarnować się” dusze kobiet w mężczyzn i na odwrót- tak jak można by przeprowadzać „operacje medyczne przeszczepów” nie tylko nerek , skóry ale i przyszywania głów kobiet do ciał „chorych na głowę mężczyzn” (lub odwrotnie).
Czyż modne dziś operacje zmiany płci nie są tegoż faktu reminiscencją- i jaką duszę posiadają transwestyci lub po takim „przeszczepie” ?

W kategoriach ezoterycznych najważniejszą cechą duszy ludzkiej są „uczucia-wartości” jakie są zapisane w „programie” komputera pokładowego jakim jest dusza ludzka- tak samo jak program „software” nie jest tym samym co „hardware” komputera.

W aksjologii filozoficznej to „uczucia-wartości” ludzkie są istotą „duszy ludzkiej” -bo to wzbudza większe emocje ludzkie co jest więcej warte, czyli co jest bardziej „wartościowe” (aksjologicznie)  -bo to też jest istotą zachowań behawioralnych i motywacji w psychologii . To emocje ( dobre lub złe)  zapisują się nawet głębiej i lepiej w podświadomości jak w rdzeniu „ROM komputera” niż obrazy i przypadkowe zdarzenia życiowe na tymczasowej pamięci RAM „komputera ludzkiego mózgu”.

Mózg ale nie duch ludzki „resetuje się” częściowo w czasie snu i wychodzą w nocy na wierzch z podświadomości duszy prawdziwe emocje ludzkie ubrane w dziwne kształty „marzeń” (bo sen „odzwierciedla” głównie ukrywane uczucia ,gdzie obrazy są mniej ważne ) .  

Te najwyższe Idee -Wartości żyją cały czas w świecie Platona jak dziś istnieje „wirtualna chmura internetowych danych” i są ważne i niezależne od  czyjegoś “widzimisie” - tak jak obiektywnie istnieją podstawowe idee logiki i matematyki, które się nie zmieniaja nawet po twojej śmierci -czy ci się to podoba czy nie Ty „Krętaczu Życiowy”!

Ta „wirtualna chmura” zapisanych, zrealizowanych (lub niezrealizowanych) wartości duchowych staje się po śmierci rzeczywistą „wartością ” twojego ducha. Energia ludzkich uczuć-wartości nie ginie w metafizyce. Tak jak w fizyce obowiązuje zasada ,że nie ginie energia (tylko energia zamienia się w inną o pochodnej wartości) tak „energia uczuć” ludzkich pozostaje odbita w Przeciw-Świecie jak dwubiegunowy magnes odwraca symetrycznie niewidzialne „pole sił” wokół siebie .

Tak samo więc logiczne było dla Platona, że duch ludzki był nieśmiertelny tak jak  nieśmiertelna i obiektywna jest prawda w umyśle że 2+2=4 - nawet po twojej śmierci ,Ty głupi  zakręcony oszuście życiowy.

Platon potwierdzał jedynie wcześniejsze od niego  idee krążenia dusz we  Wszechświecie-co Platon pierwszy nie wymyślił , bo były znane też z filozofii Wschodu. Tak jak atomy wody krążą w  rzekach wpadających do mórz , aby ponownie powrócić z deszczem na Ziemię w odwiecznej spirali-“Mandali krążenia wszystkiego”- jak  w  Hinduskiej czy buddyjskiej „reinkarnacji”. Dalekowschodni Taoizm z Chin też sięgał po zapożyczenia z buddyzmu i chrześcijaństwa w koncepcji  najwyższej essencji -”Energii wszechświata” , w której ostatecznie łączą się w Jedność przeciwstawne siły natury-żeńskie i męskie „Jang-Ing”- podobnie jak łączyła różne paradoksy wyrosła z buddyzmu filozofia Zen.

I tutaj powstaje paradoks ,czy najważniejsza Qwintessencja Wszechświata -czy jakiś Bóg znany z chrześcijaństwa  jest „kobietą czy mężczyzną” , siłą przeciwieństw - czy przeciwieństwem sił  „bulgocacego Kosmosu” -skoro najmądrzejsi filozofowie religii mówili ostatecznie o dążeniu do Jedności ( Holizm) wszystkiego ze wszystkim -jak w chińskim połączeniu przeciwieństw „Jand-Yng” w jednym kole.

Starożytni greccy filozofowie oprócz podstawowych żywiołów ( ziemi, wody,powietrza,ognia) upatrywali łączacą to wszystko „qwintessencję” w jakimś eterze ( qwinta essencja -znaczy z łac. piąta esencja)- co z kolei przypominało archetyp wcześniejszego chinduskiego pojecia „Akkaszy” jako Energii przenikajacej Wszechświat.

Współcześni fizycy kwantowi „odgrzali”  tę stary paradygmat wszechogarniajacego świat pola Energii-Eteru w nowej postaci „boskiego bozonu Higsa”- pola energii przenikajacego świat i kreującego materię z pozornej próżni , który z kolei do złudzenia przypominał starohinduską koncepcję „Akkaszy” lub greckie pojęcie Qwintessencji- Eteru .

Systemy neoplatońskie rozwijały idee kręgów duchowych coraz to doskonalszych bytów-eonów -od niedoskonałych ( jak wielu ludzi na niskim poziomie rozwoju duchowego) –po Eony jak Anioły, Demiurgi -i na Oceanie Jednej Energii -Eteru świata skończywszy.

Tu należy się dygresja od autora ,że we Wschodniej filozofii “reinkarnacji” nie wszyscy podlegają “reinkarnacji”-lecz tylko dusze jeszcze “nieoświecone” , które nie wyrwały się z kręgu “karmy” własnego  zła i nie osiągnęły “oświecenia”. Takie duchy wg buddyzmu są „przywiązane” do spraw Ziemii- czyli materializmu i wnikają jako “opętanie” w  umysły żyjących -jak niczym wirus w ludzkim programie “komputerowo” pojętego mózgu.
Tym można też tłumaczyć mylenie tzw.  “pamięci wcześniejszych wcieleń” z opętaniem przez „obcego” lub wręcz  „rozdwojenie  jaźni” w  chorobach umysłowych -gdzie dawniej  tak chorych nazywano  od średniowiecza  “pomyleńcami”.  Mylono pomyleńców z “ myleniem pomylonych pojęć”.

Często przyczyny  takich “chorób” nie są genetyczne (jak np. wady genetyczne Dauna  itp) i często mylono w  przeszłości  (a nawet dziś utożsamia się) takie “pomylenie”-rozdwojenie jaźni z byciem “Wariatem” i leczy się jedynie otłumaniającymi lekami coś ,co jest przecież niematerialne- bo duchowe  zjawiska . Zjawianie się „duchów” jako zjaw pośmiertnych opisywane  w religiach animistycznych ,w buddyźmie  i chrześcijaństwie-tak jak wizje w stanach śmierci klinicznej są dziś dobrze udokumentowane naukowo i statystycznie . Materializowanie się niewidzialnej „energii” duchowej wcale nie jest sprzeczne ze współczesną fizyką kwantową ,tak jak istnienie niematerialnych fotonów -bo nic nie ważących i niewidzialnych przecież też  pól radiowo-telewizyjnych , które docierają realnymi wizjami lub dźwiękami do ciebie .
O tej psychologicznie niesprzeczności istnienia niewidzialnych „energii” z meta-fizyką będę szerzej pisał w dalszych rozważaniach.

Dzień III – Hierarchia uczuć jako hierachia wartości

Ale wg  Platona przecież do większych Idei niż tylko “spanie , jedzenie i wydalanie” dąży ludzkość -i tym też różnimy się od zwierząt. Im większa u człowieka jest świadomość “Dobra, Piękna i Prawdy”- tym więcej z “człowieczeństwa”  jest  w  człowieku i odwrotnie-tym mniej jest ze zwierzęcia w człowieku- i na tym polega „humanizm”. Tym też różnimy się poziomem duchowym od zwierząt i roślin ( lub podludzi lub różnych półgłówków , półidiotów  itd :). Źli ludzie są jak zwierzęta -bo nie można być “dobrym człowiekiem” nieświadomie- jak jakieś dzikie zwierzę, które jest amoralne ( czyli nie zna zasad co dobre a co złe) lub być dobrym „nieprzytomnie”-tak jak nieprzytomna jest roślina.

Dobro aby było “dobre” musi być zauważone przez kogoś i tak nazwane jako „dobre” i świadomie wybrane -w  dążeniu w  “zwyż”  niż “niż”.  Stąd bierze się dążenie do doskonałości u ludzkości- czyli dążenie do idei. Dążenie “w  zwyż “ jest  istotą każdej dobrej ludzkiej nadziei.  Nadzieja ludzka jest takim poszukiwaniem wartości “wyższej od niższej”-czyli „lepszej od gorszej” i tylko dla głupców pozbawionych takiego myślenia „nadzieja jest matką głupich”. Tylko ci mają nadzieje na lepszą przyszłość co nie są szczęśliwi dziś- „tu i teraz” i nadzieja „buduje” czas. Nie można zrozumieć pojęcia czasu bez pojęcia nadziei na lepsze wartości. Czas istnieje tylko w umyśle ludzi dążących do lepszej niż dziś przyszłości -wobec niezrealizowanych jeszcze „tu i teraz” najważniejszych nadziei.

Tylko myślący o przyszłości człowiek wymyśla sobie czas- bo zwierzęta i małe dzieci nie mają poczucia upływu czasu i ważne jest dla nich tylko „tu i teraz” - niepotrzebny jest im do szczęścia zegar na ścianie ,którego nie rozumieją. Czas tworzy podstawę historii, która jest najczęściej historią utraconych przez dorosłych wartości-nadziei.

To właśnie „hierarchia wartości” jest podstawą ideii i dążenia „wzwyż” czyli podstawą „hierarchii uczuć” w człowieku- bo to rodzi większe emocje w człowieku co jest bardziej „warte”- bo od tego słowa pochodzi słowo „ wartościowe” . Inteligencja emocjonalna i psychologia uczuć jest innymi słowy tym samym czym zajmuje się filozofia wartości- aksjologia. To filozoficzna chierachia wartości w człowieku decyduje o psychologii motywacji i uczuć -a nie odwrotnie. To „wyczucie” przez człowieka większej od mniejszej wartości decyduje o intencjach i kierunku behawioralnych zachowań– czyli motywacji jakimi w sposób bardziej lub mniej świadomy kieruje się człowiek w życiu.

W tym też aksjologiczno-wartościowym ujęciu filozoficznym-cała działalność ludzka i czas -czyli historia ,podobnie jak dramat teatralny jest tylko „wariacjami” na ziemi na temat  zwalczających się wzajemnie wartości ( i antywartości). Istnieją odwieczne i dobre wartości, które wyczuwają nawet dzieci gdy są szczęśliwe-a później jako ludzie dorośli wymyślają sobie „czas i nadzieje”- aby z powrotem osiągnąć szczęście jak w dzieciństwie.

Czas jest niemiłosiernym bożkiem- bo nie liczy się z człowiekiem , który narzuca sobie niewolę pogoni czasu -zamiast cieszyć się z życia codziennego  jak dziecko , które nie zna upływu czasu. Ale czas jest sprawiedliwym bożkiem- bo nawet dziecko może być bardziej szczęśliwym człowiekiem niż groźny i surowy „ważniak” . Jeśli w życiu dorosłym utraciłeś człowieku poczucie szczęścia i miłości jak w dzieciństwie- to niezależnie jakim  bogaczem lub „ważniakiem” byłeś- gówno warte było całe twoje życie i gonienie czasu -jeśli nie osiągnąłeś podobnego jak na początku w dzieciństwie szczęścia.

Świat emocji łączy w człowieku bardziej logiczną lewą półkulę mózgu z bardziej mistyczną prawą , łączy podświadomość limbiczną i senną ze świadomością dzienną. W snach człowiek łączy się się z podświadomością przy pomocy właśnie prawdziwych uczuć- tj. wartości wychodzących na jaw właśnie w czasie marzeń sennych. W marzeniu sennym- czyli w podświadomości mniej ważne jest co się śni ,a ważniejsza jest prawdziwa „energia emocji” ( pozytywnych lub negatywnych) oceniajacych zepchnięte do podświadomości różne wymieszane w mózgu jak „ w śmietniku” informacje z minionych wydarzeń  z życia, których nie zdążył mózg ocenić i poszufladkować za dnia.

W czasie marzeń sennych wypływają prawdziwe ludzkie uczucia- wartości , które jak „sito” przesiewają tak zepchnięte z życia codziennego informacje z ogromu „szumu informacyjnego” jaki dociera codziennie do człowieka -i układają się w nocy jak „reset” komputerowy kształtując motywy i nadzieje na przyszłość. To właśnie oznacza gdy mówi ktoś , że musi się „przespać” z jakimś problemem ,aby rano podjąć decyzję.

„Magnes” uczuć (w sensie psychologicznym)-czyli wartości (w sensie filozoficznym) jest właśnie intuicją wydobywającą z podświadomości prawdziwe wartości do „ukierunkowania” kierunków życia -tak jak igła magnetyczna ukierunkowuje się wg niewidzialnych a realnych pól magnetycznych.

Tak samo magnes uczuć-wartości łączy ducha ludzkiego, świat realny z Przeciw-Światem czyli „Równoległym Światem”, gdzie stale zapisuje się „chmura danych” z naszych uczuć-wartości  na Ziemi -tak samo jak w komputerze kwantowym sprzężone wzajemnie „spiny” cząstek i antycząstek elementarnych kopiują swoje położenie. Jak magnesy w fizyce wymagają dwóch przeciwnych biegunów do oddziaływania energetycznego-tak samo w meta-fizyce energia ludzkich uczuć nie ginie w przyrodzie ( bo nawet w meta-fizyce obowiązuje zasada ,że energia nie ginie) -tylko  kopiuje się ,”zapisuje” na drugim biegunie „magnesu uczuć” jakim jest  Przeciw -Świat , który widzą po „śmierci klinicznej” ci co ją przeżyli .

To dlatego właśnie tu na ziemi „włożone w coś serce” czyli energia uczuć ludzkich nie ginie w przyszłości lecz skopiowana na przeciwległym magnesie „bieguna uczuć” (w tym co się nazywa „Niebo” lub po hindusku Akkasza) będzie ci kiedyś przypomniana i wyświetlona jak film- nawet jeśli coś lub inni ludzie przeszkadzali ci w realizacji twoich pasji (tj. „planów  wartości”) i niewiele wyszło ci tu z nich na ziemi.

W Przeciw-Świecie zapisuje się głównie energia uczuć i intencji (złych lub dobrych) jakie za nimi stały- a nie zapisuje się wysokość Twojego konta bankowego Ty „Durniu Życiowy” -z „nagrabionych w pocie czoła lub po trupach” pieniędzy .
To zrealizowane (lub niezrealizowane) za życia uczucia-tj. wartości (lub antywartości) są najważniejszymi  rzeczami jakie pokazują się  ludziom w stanie „śmierci klinicznej” -a nie widok  bankomatu „wypluwającego” pieniądze jest ich ostatnią rzeczą i marzeniem w momencie śmierci- i tak samo będzie też z Tobą Ty „Głupi Idioto Życiowy” !
Mogę się z Tobą Czytelniku „założyć o 100 dolarów ” (jak pokręcony astronom ateista-Hawking w temacie „boskiego bozonu”) , że tak jest jak piszę -nawet gdybyś dla sprawdzenia moich słów poszedł się powiesić lub utopić Czytelniku . Ja już byłem „jedną nogą” na drugim świecie i wiem co piszę.

Nie rozwijam tu koncepcji „dipolarnej biegunowości” energii ludzkiej w Przeciw-Świecie , ale raczej odnajduję  „bieguny wspólnych wartości” ogólnoludzkich w różnych systemach religijno-filozoficznych - i porównam to ( jak  Eliade)  ze wspólną dla większości ludzi psychologią uczuć (tj. archetypów wartości)-niezależnie od wyznawanej religii .
Komparatystyka porównawcza różnych systemów  religii pokazuje często wspólne ogólnoludzkie  nadzieje i soteriologię -tj. niespełnione wartości i sposób ich osiągania.

Nadzieje są to innymi słowy pożądane w przyszłości -a niespełnione z przeszłości wartości. Prawdziwa Nadzieja ludzka nie jest  też “marzeniem” bo marzenia mają tylko ludzie słabi duchowo . Ludzie „silni  duchem” mają plany , które wcielają w  życie. Wiara zaś religijna - to nadzieja na osiąganie najważniejszych w życiu wartości ( tzw. Sacrum contra Profanum)
Prawdziwa  miłość  jest z reguły dla większości „normalnych” ludzi na świecie najsilniejszym „uczuciem- wartością” do jakiego większość „normalnych” ludzi dąży w życiu-niezależnie od religii  (bo są też ludzie „nienormalni” z antywartościami lub z wymieszanym chaosem pojęć -co rodzi rózne wiry życiowe, krętactwa , fanatyzm religijny ) .

Ale należy się tu dygresja autora , że o ile tak centralną wartością jest miłość w chrześcijaństwie – o tyle nie w buddyźmie, taoiźmie i filozofiach Wschodu , które tłumią skrajne uczucia ( zarówno miłości jak i nienawiści) na rzecz filozofii „złotego środka” (jak już u Arystotelesa) i wyzwolenia się z pożądań w celu osiągnięcia „Świetego Spokoju ” . Przez to w praktyce życiowej np. Japończycy i Chińczycy mają trudności z wyrażaniem uczuć lub wyrażają nagle i gwałtownie -inaczej niż żywiołowi Murzyni w Afryce.

Zakłamanie życiowe rozpoznaje się w postaci „antywartości” (np. zazdrości, chciwości) -co do innych ,a nieposiadanych wartości lub pychy jako np. nienormalnego chwalenia się jakąś niższą wartością materialną ( np. drogim samochodem lub złotą biżuterią lub że jedna kobieta jest ładniejsza od drugiej ) jakby nie było innych i ważniejszych wartości na świecie .
Antywartości i prawo moralne nie są ujęte w opartym o „prawo rzymskie” w kodeksie karnym na Zachodzie , ale wartości moralne mają większe znaczenie w  prawodawstwie  islamu , Wschodu i prawie zwyczajowym Afryki - i tylko dlatego po więzieniach Zachodu  siedzi więcej mężczyzn niż kobiet ( podczas gdy w tych  innych systemach prawnych kobiety są na równi złe lub dobre jak mężczyźni ).

To mylnie sugerowałoby , że kobiety Zachodu są „lepszymi” ludźmi na świecie ,ale „moralna statystyka” socjologicznego rozkładu normalnego po równo rozkłada wartości i antywartości w świecie-niezależnie od płci. Choć w  jednej z interpretacji reinkarnacji znalazłem kiedyś stwierdzenie ,że w „prawie karmicznym” po śmierci dusze „gorzej” żyjacych wcielane są w mężczyzn , a „lepiej” żyjacych duchów wcielane są w nagrodę w kobiety-bo kobiety mają łatwiej w życiu od ciężarów i „brudnej roboty” robotników-trutniów mężczyzn i kobietom ogólnie łatwiej jest bo więceji łatwiej  się im  wybacza (Kobiety lepiej „czują” miłość i dlatego są na „wyższym” poziomie rozwoju niż ci wstrętni podludzie- mężczyźni).  Pewnie coś w tym jest bo wiele feministek ma nieludzkie poglądy i czują się nadludźmi w odniesieniu do trutni -mężczyzn ,którzy są nie tylko „brzydsi ale i głupsi” .  Ale jak mówi stare przysłowie „miłość nie wybiera”- tak jak nikt nie wybierał rodziców.

Miłość  jest właśnie kierunkiem  “wzwyż” ,wybieraniem lepszych wartości, syntezą Piękna,Dobra i Prawdy ( jak u Platona)- zamiast  zakłamania, krętactwa i zła (czyli przeciwieństw  tych platońskich Idei)- no bo po co komu taki „kochanek” co jest zakręconym jak „tampon w piździe” kłamcom  życiowym i nie da się normalnie żyć z takimi  „krętaczami  życiowymi”. Tak  samo nie da się zbudować domu na grząskim piachu -tylko na skale.

Pojęcie Boga uosabia taką platońską “syntezę” Dobra w Prawdzie i że jest to razem Piękne. Bo “Bóg jest Miłością” w  chrześcijańskiej idei -i mówiąc to samo odwrotnie- “Miłość jest Boska” . “Te Trzy są zatem razem  ze sobą- 'wiara, nadzieja i miłość' , z nich zaś największa jest miłość”-napisano  w Hymnie do Miłości -do „cór Koryntu”.  Bo “Wiara”  jest właśnie taką “Nadzieją” na taką “Miłość”. Jak osiągniesz taką Miłość ty wstrętny „Krętaczu Życiowy”- to niepotrzebna ci już będzie wiara religijna -czyli wiara na taka „nadzieję”. 

Taka jest więc istota  pojęcia “wiary” w chrześcijaństwi i tylko w Nowym Testamencie-bo nie chodzi w niej o wiarę w niewidzialnego „Przywódcę” stada baranów na „Mojżeszowej pustyni”-jakiegoś samca „Alfę” w stadzie rasistów z „Narodu wybranego” wg Starego Testamentu- tylko o widzialną , odczuwalną i realizowaną już tu na ziemi „Boską Miłość” , która jako Energia „Ducha Miłości” nie jest ani „samcem ani samicą” . Miłość nie jest ani kobietą ani mężczyzną- tylko pozytywną „energią ducha”  patrzących we wspólnym kierunku przez „różowe okulary” zakochanych ludzi, tak jak między rodzicami a dziećmi (a nawet między ludźmi a ukochanymi stworzeniami jak uważają buddyści ).

Wg buddystów nawet ukochane zwierzęta domowe czasem o „tę wiedzę” są na wyższym poziomie duchowej mądrości niż gnębiący je głupsi od nich właściciele. W tym buddyjskim ujęciu -twojemu psu , kotowi lub koniowi nie zależy na twoich pieniadzach, karierze ,ważnym stanowisku lub ciągle brakującym ci dla nich czasie, na którym to czasie i pieniadzach nawet się nie znają . One tylko lubią być kochane i „tu i teraz” -a nie czasem i gdzieś tam kiedyś - i o tyle są mądrzejsze od Ciebie  !

Dzień IV  Antynomie logiczne pojęć teo-logicznych.

Ale tu pojawiają się ciekawe dylematy logiczno-teologiczne w obrębie monoteistycznych religii -bo Bóg Miłości nie może z natury być sam ( wg koncepcji chrześcijan -a odwrotnie do np. islamu) -bo “do miłości jak do tanga”  trzeba najmniej  “dwojga” ,a owocem  miłości jest trzecia osoba  ( jak dziecko jest „owocem” miłości ojca i matki). Tak więc powstała też idea “Trójcy świętej”.

Jest to  więc inaczej pojęty monoteizm niż  groźny i samotny Bóg -Przywódca stada  tylko “Wybranego narodu żydowskiego”  w Judaiźmie -czy podobne samotnicze pojęcie Boga Abrahama-czyli Allaha w  Islamie ( który rozwinął się od tegoż samego żydowskiego Boga „Abrahama, Izaaka i Jakuba”).

Islamiści wierzą w Boga żydowskiego Praojca Abrahama jak w przywódcę -samca Alfa „stada baranów”-Żydów , bo za „baranów” uważaja Żydów i z nimi walczą. Ale islamiści walcza też między sobą jak „jeden baran z drugim” ( np. Sunnici z Szyitami)-podczas gdy chrześcijanie dawno już przezwyciężyli dawne podziały religijne w filozofii  Ekumenizmu- podobnych i wspólnych „najwyższych wartości” -przez co nie warto się  zabijać.

Dobro dlatego jest “dobre”, bo jego logika polega na tym ,że chce  właśnie dobra innych i chce się “dzielić” -szczęściem i dobrem- bo cóż to byłoby za „dobro” ,którego nikt nie widzi, nie słyszy i nikt nic z  niego nie ma?  Bez zauważenia -bez działania i bez dzielenia się nie byłoby Dobro -„Dobrem”.

Dlatego Bóg Miłości  w chrześcijaństwie z samej swej logiki nie mógłby być sam  i „sam się kochać ze sobą”  -jak masturbujący się  w ukryciu egoista- tylko z natury idei Dobra ,które musi się dzielić dobrem aby było widziane „dobro” stwarzał świat  zdolnych do pojęcia tego stworzeń.

Tak powstała też w neoplatoniźmie logika chierarchii różnych Eonów (na różnym poziomie rozwoju ducha) -od prymitywnych do „pół zwierzęcia pół ducha” jakim jest człowiek -po przekraczających możliwości ludzkie Aniołów (czy UFO-ludków lub Demiurgów ) -jako logiczny skutek rozwoju poziomów logiki  ducha.Tak zatem przedstawiliśmy antynomie pojęcia „Dobrego Boga” , które to Dobro jednak różni się w powyższych religiach monoteistycznych.

Pytanie kogoś dlaczego ma wierzyć w Boga -jak nie widział Boga  jest  tak samo  odwrotnie  postawione “na głowie “  i takim samym   przyznaniem się do „ślepoty serca”  jak pytanie dlaczego ma wierzyć np. w  miłość matki do siebie, miłość żony lub miłość dziecka - jak coś takiego  nie widzi, nie da się  „dotknąć i zważyć” i nie  zaznał lub nie wie co to ( jak ślepy na świat egoista co nigdy nikogo naprawdę nie kochał) .

Miłości nie zobaczy ktoś kto jest na nią “ślepy”- i wielu  jest  takich ludzi „ślepych, głuchych i upośledzonych” - i idą przez  życie tacy ślepi  , zatwardziali-  “twardziele”  lub  podli   jak   “zezwierzęceni  podludzie”- ( “homo  homini  lupus” wg filozofii Hobbsa - “człowiek człowiekowi wilkiem “)

Ale czasem nawet  pies “bardziej kocha”  swego pana i jest  o tyle „mądrzejszy”  od swego  gnębiącego  go właściciela- stąd nie dziwi  mnie , że w  neoplatońskim świecie “kręgów duchowych” ( lub  pojęciu „Mandali” filozofii Wschodu)  ważniejszy  jest poziom „rozwoju duchowego” istot  żywych w wyczuciu najwyższych idei  ( w tym- Miłości) niż kim jest   ta istota-  czy  „zezwierzęconym człowiekiem”  czy „mądrzejszym” od swego właściciela psem.

W tym znaczeniu na różnych poziomach tegoż rozwoju „kręgów duchowych” znajdować się  mogą  „źli i niemądrzy” ludzie lub „dobre lub złe” psy, lwy czy inne stworzenia. W znaczeniu “reinkarnacyjnym” buddyzmu  tzw. “złe”  zwierzęta ( -w  tym  “glisty i robale ludzkie ” ) to prymitywne duchy “złych i głupich prymitywów”-w tym ludzkich podludzi ,co się ztrzymały w  spirali  rozwoju ducha do wyższego poziomu.

W hinduiźmie i w Kalkucie „matka Teresa” zajmowała się „biednymi i chorymi Pariasami” dlatego, że sami hinduiści  w systemie kastowym nie chcieli im pomagać uważając (wg hinduizmu), że bieda i choroby tej najniższej kasty są ich karą za wcześniejsze wcielenia i sami sobie są winni swojej „karmy”.

Z kolei w rozwoju spirali  „Mandali duchowych”  w buddyźmie mało istotny jest świat materializmu – bo najważniejszym celem życia od czasów  szczęśliwego życia dziecka przy matce (o którym to celu wielu zabieganych później za “Mamoną” ludzi zapomina) jest -czy ostatecznie  po zatoczeniu kręgu „akrobacji i fikołków życiowych” osiągnąłeś “ Ty Tłumanie Życiowy”  taką jak w dzieciństwie szczęście, miłość i spokój ducha -co bez harmonijnego i dobrego współistnienia  z innymi ludźmi i zwierzętami domowymi lub w  samotności egoisty jest niemożliwe.

W ogóle dzieci mają lepszy dostęp do „mistycznych” pokładów człowieka i do podświadomości w marzeniach sennych i kontaktów transcendentnych z „Zaświatami” niż te same dzieci jako dorośli, gdzie następuje „usztywnienie” myślenia przez edukację i twarde realia życiowej walki o „byt i przetrwanie” w dżungli ludzkości.

Ale nie o to chodzi w życiu by „wiwijać fikołki” i tylko walczyć ze wszystkimi bo „tylko pieniądze się liczą” -tylko tacy ludzie jako „staruchy” stwierdzają na koniec życia po domach starców , że tylko miłość i szczęście bliskich się liczy ,o czym w czasie wywijania „fikołków życiowych” w środku życia zapominali . Na starość z powrotem stary człowiek jak małe dziecko cieszy się z najprostrzych odruchów życzliwości  innych ludzi i swoich bliskich -i to ostatecznie jest ich szczęściem ( bo wielu na starość niedoczekuje szczęścia ) .

Nawet bogacz nie kupi  pieniędzmi lub  krzykiem czyjegoś  szacunku lub miłości  - bo na to sobie trzeba  inaczej “zasłużyć” u ludzi- bo nie można np. “mieć miłości”   lecz  co najwyżej “być lub nie być” kochanym przez innych .
Stąd w  tej „logice serca” -i w buddyjskiej „ filozofii karmy” nawet  niebogaci, skromni ludzie -a nawet  „dobre bo kochające” psy są bardziej „szczęśliwi “ i na wyższym poziomie „Mandali” rozwoju duchowego niż „ślepi  i głusi”  bogacze lub różni  „napakowani  twardziele” - trenujący “mięśnie  i głupotę” (zamiast  rozum i ducha).

Takie też  niedojrzałe „ludzkie robaki życiowe”  i inne maszkarony  pojawiały się w  wizjach pośmiertnych “złych ludzi” w Tybetańskiej Księdze Zmarłych i i na obrazach Sądu Ostatecznego Hieronima Boscha - malującego już 400 lat wcześniej  „tunel  pośmiertny” -żywcem jak ze współczesnych  opowieści ludzi po śmierci klinicznej z książek dr R. Moodego.


Dzień V   Najwyższe wartości w hierachii wartości
 
Tam gdzie pojawia się prawdziwa  Miłość -tam rośnie też Dobro i Prawość. Prawość w znaczeniu moralnym nie jest tym samym co „prawo” wg prawników - bo nawet prawo  i prawnik często są „nieprawe”. Dlatego prawo bez przerwy ulega “zmianom  “prawa  na lewo , a lewo na prawo”,  a zasady moralne z 10 przykazań boskich nie podlegają zmianie i dlatego są uniwersalne – i taka jest też przewaga niezmiennych praw  moralnych nad prawem i prawnikami.

Dlatego też do Sądu nie przychodzi się po “sprawiedliwość”  ( w znaczeniu “moralnym” ) -tylko po dowolny wyrok , wydany najczęściej dowolną interpretacją wzajemnie się wykluczających ,zmieniających i przeciwstawnych przepisów przez dowolnie interpretujących to prawników . Na bawieniu się  wzajemną sprzecznością przepisów na dany temat-a nie na obronie ludzi najczęściej polega praca adwokatów, którzy biorą pieniądze od klientów (niezależnie od wygranej lub przegranej sprawy) za zabawianie się wzajemną  sprzecznoścą przerośniętej ilości przepisów.

Współczesne prawo na Zachodzie jest tak „przerośnięte” jak nigdy dotąd w historii i tak skonstruowane, że prawie wszyscy ludzie są codziennie „przestępcami”- łamią mniej lub bardziej nieświadomie różne przepisy ,że na każdego można codziennie znaleźć „paragraf”, który złamał. Ty Czytelniku codziennie od samego rana jak tylko wstajesz łamiesz różne przepisy -począwszy od codziennego przechodzenia na ulicy w pośpiechu do pracy lub szkoły nie „na pasach”, deptaniu trawników lub w pośpiechu rozdeptaniu pożytecznych dżżownic i mrówek  lub w pierdzeniu jak krowa na ulicy lub w autobusie (o efekt cieplarniany  oskarżono nawet krowy )  , plucie na ulicy lub „plucie” na innych poprzez posługiwanie się brzydkimi słowami na koleżanki i kolegów lub szefa w pracy , posługiwanie się nielegalnie ściaganymi piosenkami, grami , nieoszczędzanie energii lub wyrzucenie nieposegregowanych śmieci (zwłaszcza wiecznie trwałych plastików) – na wszystko dobry prawnik znajdzie na ciebie „złamany paragraf” . Bo tak skonstruowany jest obecny system prawny ,że wszyscy są „automatycznymi przestępcami”.

Zakłamaniem prawnym są też stosowane półprawdy – najczęstszy przekręt wszelkich polityków w polityce lub prawników  po sądach, którzy wydobywają jedne rzeczy a milczą o innych- w tym samym temacie. Dlatego wszelkie sądy nie są od ustalania „prawdy i sprawiedliwości”- bo najczęściej półprawdami przerzucają się prawnicy. Ciekawe jest w ogóle pojęcie półprawdy- nieznane logice i w matematyce - a powszechnie stosowane właśnie przez polityków i prawników.

Sądy nie są od wymierzania  „dobrej sprawiedliwości”, bo sprawiedliwość i dobro są pojęciami moralnymi z języka religii -a nie prawnymi i boska sprawiedliwość (np. z Biblii)  jest odmienna od dowolnie zmieniających się co chwila przepisów prawa . Dlatego w pełni możliwe jest niemoralne prawo- co najlepiej widać po stale zmieniających się i zwiększających się na niekorzyść gnębionych obywateli przepisach np. podatków bezpośrednich i pośrednich. Te ostatnie namnożone są w tak ogromnej ilości jak namnożone do granic absurdu różne podatki miejskie i parkomaty i różne znaki zakazów niemal wszędzie w wielkich miastach i w taki sposób (jak nie było jeszcze 50 lat temu) że sami urzędnicy ,którzy je nawprowadzali wolą uciekać z miast i budować domy na przedmieściach lub pod miastami.

[...]



zwiń tekst



Obserwacja UFO w... 1954 roku!
Pt, 10 luty 2017 10:50 komentarze: 0

Witam. Szanowni Państwo. Pragnę podzielić się swoimi obserwacjami, które mogą potwierdzać hipotetycznie istnienie niezidentyfikowanych obiektów latających. W roku 1954, pełniąc służbę wojskową w 14 Eskadrze Dowództwa Wojsk Lotniczych w Warszawie - lotnisko na Bemowie, doświadczyłem zjawiska nieznanego mi  dotychczas. Był słoneczny dzień prawdopodobnie w okresie od maja do sierpnia 1954 r. Na .......

czytaj dalej


Witam. Szanowni Państwo. Pragnę podzielić się swoimi obserwacjami, które mogą potwierdzać hipotetycznie istnienie niezidentyfikowanych obiektów latających. W roku 1954, pełniąc służbę wojskową w 14 Eskadrze Dowództwa Wojsk Lotniczych w Warszawie - lotnisko na Bemowie, doświadczyłem zjawiska nieznanego mi  dotychczas. Był słoneczny dzień prawdopodobnie w okresie od maja do sierpnia 1954 r. Na niebie w godzinach popołudniowych ujrzałem świecący - biały punk nieco większy od świecącej gwiazdy.
Z zainteresowaniem obserwowałem nieruchomy obiekt. Obserwacja było nieco utrudniona, gdyż jasno świeciło słońce i co chwila musiałem z trudem odnajdywać na niebie ten obiekt. Po nie utrwalonym w mojej  pamięci czasie (myślę że to było ok 10 min) obiekt nagle zaczął nabierać prędkości zmieniając barwy od jasno żółtej do  purpurowej lub odwrotnie, już nie pamiętam Obiekt z środkowego nieboskłonu w paru sekundach zniknął za horyzontem zmieniając swą barwę.
Ale nie tak się to skończyło.

Po niedługim czasie w tym samym miejscu zobaczyłem identyczny obiekt. Chcą uzyskać pewność, że obiekt się nie porusza, poszedłem do hangaru i biorąc krawędź bramy za punk odniesienia - ustaliłem, że obiekt się nie porusza.  Obserwując obiekt  w identyczny sposób jak poprzednio po pewnym czasie obiekt zniknął za horyzontem zmieniając barwy.
Tak więc nie była to fatamorgana.
Znane mi obecnie statki powietrzne lub inne urządzenia latające, nie mają takich właściwości. Nie wiem, czy drugi zauważony obiekt był tym samym obiektem, ale znajdował się w tym samym miejscu na niebie. Gdyby to była spadająca gwiazda, to nie mogła ona się odrodzić po raz drugi. Ja jestem przekonany, że było zjawisko wykraczające poza naszą wiedzę i z pewnością niedająca się racjonalnie wytłumaczyć, jedynie jako działanie cywilizacji pozaziemskiej.
 
Pozdrawiam Stanisław Barucki




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 29
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 29

szukaj:  

Najbliższy czat z FN

Zebrany przez FN materiał z Polski i ze świata mówi wyraźnie - zbliża się moment oficjalnego "Kontaktu". Wiadomo, że obce cywilizacje nas dyskretnie obserwują, prowadzą badania, monitorują. Będzie jednak moment, kiedy ich obecność stanie się informacją równie oczywistą jak to, że... istnieje Antarktyda. Jak będzie wyglądał ten kontakt? Co wie na ten temat FN? O tym podczas multimedialnego czatu - jego data zostanie podana wkrótce!

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Historyczna konferencja NASA. Ogłoszone w środę odkrycie jest wyjątkowe z kilku powodów. Nigdy wcześniej nie znaleziono gwiazdy, wokół której krążyłoby tyle planet podobnych do Ziemi, ani takiego, w którym aż trzy planety znajdowały się w tzw. 'ekosferze', czy też 'strefie życia'. - To wielki krok w stronę odpowiedzi na pytanie 'czy jesteśmy sami we wszechświecie' - mówił Thomas Zurbuchen z NASA. Więcej w dziale FN24 ....

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 08:01 | 10 lutego 2017 roku wiele osób obserwowało dziwny obiekt latający, do którego zbliżył się samolot Chilijskich Sił Powietrznych. Do wydarzenia doszło w mieście Puerto Varas. ... więcej w dziale ŚWIAT serwisu www.emilcin.com ...

Dziennik Pokładowy

Środa, 22 luty 2017 | Jak to jest: zabić drugiego człowieka? W grach komputerowych i filmach sensacyjnych to prosta sprawa: strzelasz, tamten pada, uśmiechasz się i idziesz dalej. W życiu jest to trudne: ludzie mimo wielu śmiertelnych pozornie ran potrafią dalej żyć... a to dopiero początek problemów dla potencjalnego mordercy. Ta pozornie drobna kwestia stanowi śmiertelny cios dla tzw. teorii spiskowych 11 września 2001...

czytaj dalej

Informacje z Hydepark "N"



2 listopad :: Hipoteza symulacji - czy żyjemy w Matrixie? Naukowe i filozoficzne argumenty na temat możliwości życia w symulowanej rzeczywistości. Czy to możliwe i co na ten temat twierdzą naukowcy? Dyskusja na ten temat na forum Hydepark: viewtopic.php?f=33&t=4621
2 listopad :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291
9 maj :: Czy liczby to "boski" kod Wszechświata? Czy matematyka to coś więcej, niż może się nam wydawać? Dyskutujemy o tajemnicach liczb, zagadkach, paradoksach, tajemnicach matematyki oraz o...informatyce. Zapraszamy: viewtopic.php?p=62550#p62550

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.