Pon, 4 luty 2008 00:00
Autor: FN, źródło: FN
Co roku w Polsce w wypadkach drogowych ginie liczba ludzi, która zamieszkuje średniej wielkości miasto. Zakładając reinkarnację dusze tych osób wracają na Ziemię. Czy to możliwe, że pamiętają moment śmierci?
Ta historia z pozoru może wydać się banalna. No bo o czym tu mówić... lęk dziecka przed czerwonym światłem? Banał... a jednak warto jest spojrzeć na to trochę inaczej. Chcemy przedstawić Wam przypadek dziecka, które od samego początku ma ogromny lęk przed czerwonym światłem na skrzyżowaniach. Jest hipoteza mówiąca o tym, że małe dzieci (do 5-6 roku życia) pamiętają moment śmierci w swoim poprzednim wcieleniu. I to właśnie okoliczności śmierci są powodem przeróżnych fobii jak „wodowstęt”, lęk wysokości, lęk przed dzikimi zwierzętami, lęk przed człowiekiem z bronią, lęk przed chorobą itp. Ciekawy przykład omawianego przez nas aspektu zjawiska reinkarnacji opisał p. Piotr.
-----Original Message-----
From: xxxxxxxxxxxxxx
Sent: Wednesday, January 23, 2008 9:05 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: przeżycia mego dziecka
Witam!
Po lekturze Waszej strony doszedłem do wniosku, że się z Wami podzielę
moimi obserwacjami.
Mój syn urodzony w czerwcu 2006 od mała był wożony autem w
nosidełkach.
Od wieku około 3-4 miesięcy do 10 miesiąca życia jeżdżąc ze mną lub
małżonką siedział jak to taki niemowlak bez specjalnych akcji, ale w
momencie jak się kierowca (nie ważne czy żona czy ja ) zbliżał do
skrzyżowania na którym był włączony CZERWONY sygnał świetlny i
prędkość pojazdu wskazywała na to że się nie zatrzyma, to syn zaczynał
strasznie hałasować nawet krzyczeć. Działań takich nie wykazywał, gdy nie widział świateł, gdy auto się
toczyło powoli, lub gdy świeciło zielone światło.
Akcja ta była wielokrotnie sprawdzana w czasie jazdy gdy prowadziłem
ja oraz moja małżonka. Od małego ubóstwia motocykle (nikt z znajomych nie ma motocykla) oraz duże ciężarówki.
Ogólnie jest bardzo zafascynowany wszelkiego typu wielkimi pojazdami.
Teraz ma 1,5 roku i wcześniej opisane reakcje na światło czerwone już zginęły!
--
Pozdrawiam,
Piotr
W naszej załodze jest osoba, która jest specjalistą od reinkarnacji. Poprosiliśmy tę osobę o kilka słów komentarza do tej historii, który zawierałby także krótką wykładnię filozofii "wędrówki dusz". I tak powstał ten krótki tekst, który możemy Wam zaprezentować poniżej:
Ludzie nie wierzący w życie po śmierci nawet o tym nie myślą. Dla nich człowiek jest jedynie ciekawym układem atomów, niczym trochę bardziej skomplikowana sokowirówka. Atomy żelaza, tlenu, wodoru, metali ciężkich i tak dalej – te wszystkie atomy na skutek ciekawego zbiegu okoliczności ułożyły się w dość ciekawy mechanizm, który „zyskał świadomość”. Owa świadomość jest tak naprawdę niczym innym jak komputer – po prostu neurony w mózgu zmyślnie się poukładały w system. I ten właśnie system gada, myśli, kombinuje.
Przez myśl im nie przejdzie, że układ atomów pozostaje jedynie układem atomów, a życie wprowadza boska energia, absolut, który wchodzi w ten mięsny futerał i nadaje mu życie... Ale nie oszukujcie się – do nich to nie trafia.
W kolejce czekają ludzie wierzący w duszę, ale negujący reinkarnację. Ta z kolei grupa wierzy, że człowiek żyje na ziemi tylko raz. Potem czeka na sąd. Podsumowuje się jego „plusy i minusy” i albo idzie w lewo, albo w prawo. W kolejce na sąd czeka człowiek, który po spełnionym i szczęśliwym życiu umarł w wieku 90 lat, jak i 5 letni chłopiec, którego przedwczesny zgon spowodował rak mózgu. Ludzie Ci nie dostrzegają w tym sprzeczności – ot, po prostu – pierwszy miał dożyć do 90-tki, a drugi umrzeć w wieku lat 5. Jest to tajemnica „Stwórcy”, nad którą się nie ma co zastanawiać. Jeden miał trochę więcej szczęścia, a drugi trochę więcej pecha. Z czego rozliczać to 5-letnie dziecko, którego pięć lat było wypełnione bólem, cierpieniem, łzami? To pytanie nie na miejscu, bez znaczenia. Jest śmierć, jest sąd, albo w lewo, albo w prawo. Proste? Proste. “Reinkarnacja to wymysł ludzi, chory pomysł, który neguje nasza wiara” – to stwierdzenie zamyka wszelkie dyskusje. Wszak z dogmatami się nie dyskutuje. Dogmaty się przyjmuje.
My, ludzie wierzący w reinkarnację, mamy inną sytuację. Dla nas cierpienie nie jest nieuzasadnionym losem, a jest konsekwencją i oczyszczeniem. Jest skutek, jest przyczyna. Kłamiesz? Będziesz cierpiał przez kłamstwo. Krzywdzisz? Zostaniesz skrzywdzony. Ranisz? Zrozumiesz, co to znaczy rana... I tak dalej – reinkarnacja narzuca ogromną odpowiedzialność za swoje czyny. To coś więcej niż filozofia – to naturalne prawo wszechświata. Przypadki dzieci pamiętające swoje wcześniejsze życie powinny być nagłaśniane nie tylko przez naszą Fundację, ale także przez wszystkich ludzi świadomych wagi tej sprawy. I nie takie przypadki jak syn pana Piotra, którego lęk przed czerwonym światłem zostanie wyśmiany, wygwizdany, wytupany i sprowadzony do banału. Powinno się także mówić o przypadkach dzieci, które podają nie tylko szczegółowe okoliczności swojej śmierci, ale także swoje nazwisko i imię z poprzedniego wcielenia, imię i nazwisko swojego współmałżonka, miejscowość i adres, imiona rodzeństwa i setki, setki szczegółów, które pozwalają dotrzeć do takiego dokumentów świadczących o tym, że dziecko opisuje człowieka, który istniał naprawdę i który zmarł... Nie chcemy podawać personaliów takich dzieci w obawie przed tym, że moglibyśmy im zaszkodzić. Śmieli by się z nich znajomi ich rodziców, kpiły by inne dzieci w przedszkolu, szydzili by sąsiedzi. Niech pozostaną anonimowi, ale pamiętajmy o tym, że takie dzieci są.
Pon, 4 luty 2008 00:00
Autor: FN, źródło: FN
* Komentarze są chwilowo wyłączone.