Dziś jest:
Sobota, 25 marzec 2017

"Aby nasze życie było twórcze, musimy pozbyć się lęku przed popełnieniem błędu" Joseph Ch. Pearce

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Kilka historii z UFO, w tym jedna typowa dla CEIII
Sob, 18 mar 2017 12:45 komentarze: 9 czytany: 1255x

Witam całą Załogę Nautilusa, na wstępnie pragnę dodać, że jestem z Wami chyba od początku, mam obecnie 29 lat czyli byłam gówniarą, jak zainteresowaliście mnie 'tymi' sprawami.. Wracając do tematu, chciałabym Państwu opisać pewną dziwną historię, która miała miejsce, chyba w roku 1998 lub 1999. Mój tata miał znajomego (on już nie żyje), który czasami do nas przychodził, był to facet, który zawsze .......

czytaj dalej

Witam całą Załogę Nautilusa, na wstępnie pragnę dodać, że jestem z Wami chyba od początku, mam obecnie 29 lat czyli byłam gówniarą, jak zainteresowaliście mnie 'tymi' sprawami.. Wracając do tematu, chciałabym Państwu opisać pewną dziwną historię, która miała miejsce, chyba w roku 1998 lub 1999. Mój tata miał znajomego (on już nie żyje), który czasami do nas przychodził, był to facet, który zawsze lubił pić alkohol i tutaj pewnie ta historia może nie być do końca wiarygodna przez to..

Pewnego dnia tata powiedział nam, śmiejąc się przy tym, że Kazik (ten kolega) widział UFO. Gdy to usłyszałam, myślałam, że świat mi się zawali, poczułam coś w rodzaju ogromnego strachu, niepewności i braku bezpieczeństwa. Ja jako wtedy niespełna 12 letnia osoba, bardzo to przeżyłam i dręczy mnie ta historia do dziś, nie wiem dlaczego. Może po prostu stwierdziłam, że jednak kosmici istnieją i skoro przylecieli do takiej wiochy to jak tutaj mam się czuć bezpiecznie (mieszkam w małej wsi w małopolsce, okolice Olkusza, jest to Jura Kr.-Częst.).

Kazik opowiadał tacie cały roztrzęsiony i wystraszony, że wypił sobie tego wieczoru. Wracał do domu w nocy (nie wiem która mogła być godzina, bo chyba nie mówił), ale jak ona miał wtedy w zwyczaju, lubił sobie uciąć drzemkę na łonie natury i tak też wtedy zrobił. Mówił, że obudziło go jasne światło. Tak jakby się obudził ze snu, jakby nad ranem, jak każdy gdy jest jasno. Otworzył oczy i zdziwił się, że już jest tak jasno, a przecież dopiero się położył.. Ale zobaczył, że to ani słońce go oślepia ani lampa, tylko, że nad nim wisi jasne UFO (od razu to tak nazwał, nie pisał nic w stylu kula czy coś).

Jak mówił, było słuchać lekkie jakby brzęczenie, czy bzyczenie, jak rój pszczół. Szybko wstał, był tym zjawiskiem wystraszony i ruszył przed siebie do domu, prawie biegnąć. UFO jak mówił w tym czasie lekko się przesunęło na wschód. Wstając zobaczył, że druga stroną drogi idzie jakaś czarna istota, albo dwie już nie pamiętam, bo czas niestety zrobił swoje. Zaczął na to coś brzydko mówić, żeby spierd***** i takie inne rzeczy. Mówił potem w opowieści, że chcięli go porwać.

Nie wiem, ale chyba po tej opowieści zaczęłam się interesować UFO. Żałuję, że nigdy nie zapytałam się go o to a miałam wiele okazji.. Pisząc do Was, przypomina mi się wiele innych rzeczy. Nie wiem skąd on wtedy wiedział i umiał nazwać to coś, że to UFO i że go porwą.. Nie było wtedy w roku 1999 ani nic o tym w tv ani nie było internetu, on był biedy jak mysza kościelna. Kazik też mówił mojemu tacie, że Matka Boska albo Jezus mu sie ukazali, że jak leżał (pewnie pijany) to z sufitu się to co coś wyłoniło. Teraz jak to analizuję to wydaje mi się, że tym Jezusem czy Maryją mogli być kosmici, tylko, że przeobrażeni.. Przepraszam za chaotyczność, ale nie chce nic pominąć. Było to okres letni na pewno, skoro spał gdzieś w rowie i nie jechało żadne auto, jak to na wsi w nocy. Na drugi dzień okazało się, że tej samej nocy inny facet widział UFO nad latem, gdy poszedł wypuścić psa, niestety nikt im nie uwierzył a o sprawie zapomniano.

Jeżeli chodzi o mojego tatę, to pamiętam, że kiedyś opowiadał, że szedł na spacer, przechodzą obok małego stawu, zauważył, że coś z niego wylatuje i szybuje w niebo.. Widziałam, że był poruszony i lekko wystrachany, on jest sceptykiem, więc tym dziwniejsza jego reakcja. Nie umiał tego nazwać, mówił, że jakaś kulka czy coś. Może to było USO.. Ja miałam kiedyś dziwny incydent. Obudził mnie coś, co jakby mi się śniło i mówiło do mnie 'nie bój się', obudziłam się i od razu spojrzałam w róg pokoju, jakby to coś z tamtą do mnie przemawiało, dodam, że głos był bezpłciowy czyli nie wiem czy kobieta czy facet to mówili. Nie było to coś strasznego, raczej to był łagodny głos. Nie raz na ciele mama dziwne ślady, kiedyś na stopie od zewnątrz miałam okrągły placek poprzecinany jakby kreskami, skóra w tym miejscy była bardzo sucha i swędząca. Wiele czasu upłynęło, zanim się tego pozbyłam na zawsze. Jakieś zadrapania, chyba, że się drapię nerwicowo w nocy, albo ala malinki na szyji..

Co do bardziej paranormalnego przypadku to pamiętam bardzo dokładnie, że było ciepło, bo były otwarte drzwi w domu na dwór i było słonecznie. Byłam mała, miałam chyba z kilka lat i na pewno mówiłam już. Wyszłam na dwór i gdy już chciałam zakręcić i zejść po schodach, wmurowało mnie. Na wysokości około 2-2,5 m nad chodnikiem, czyli w połowie domu, coś wisiało. Było to coś wielkości metra na metr, jakby nieduży basenik dla dziecka. Było chyba okrągłe, zielone. Ja długo o tym nie pamiętałam, przypomniało mi się to kilka lat temu i do dziś mi się to przypomina. Próbuje sobie to przypomnieć, jak dokładnie wyglądało, cały zarys itp. na próżno. Uciekłam cała spanikowana, jakby to coś miało mi zrobić krzywdę.

Długo sobie to tłumaczyłam, że to był tylko sen i jak to dziecko miałam wybujałą fantazje, albo coś w tv obejrzałam i potem mi się to śniło. Pamiętam, że jak uciekłam to poleciałam do pokoju z balkonem i przez deski w w balkonie wyglądałam czy to coś tam jest jeszcze. Niestety nie wiem czy coś widziałam, nie pamiętam jak się to skończyło. Po jakimś czasie była rozmowa w domu o jakiś samolotach czy coś i ja jakby nigdy nic powiedziałam do mamy coś na temat tego czegoś do widziałam na dworze (chyba to wzięłam za samolot, które znałam i często widziałam, że latają bo spuszczają skoczki na Pustynię) a mama na to, że ona nie wei o czym mówię i żadnego samolotu nie widziała.

Wtedy poczułam się tak, jakbym dostała w twarz. Momentalnie zesztywniałam, poczułam się dziwnie i zamilkłam. Nie wiem dlaczego tak się zachowałam, tak jakby coś mi zakazało o tym mówić. Dodam na koniec, że robię wiele zdjęć, przyrody itp. Czasami robię krajobrazu. Nie raz na moich fotkach widać, kule, czy płaskie dyski. Przy robieniu nic nie ma na niebie, dopiero na laptopie widać, że coś sobie wisi. Kiedyś miałam na zdjęcie 3 jasne kule, tak jakby od metalu odbijało się słońce, dodam, że zdjęcie robiłam kilka naraz, czyli klatka po klatce, tylko na 1 były te kule, wykasowałam te fotki, bo czułam się nieswojo. Pozdrawiam serdecznie, Ania.



zwiń tekst



Duch dziadka i pozytywka, a także historia o obserwacji UFO
Pt, 17 mar 2017 10:27 komentarze: 3 czytany: 694x

[... ] Witam Serdecznie Jestem Waszym stałym czytelnikiem od pewnego czasu. Moim zdaniem w życiu każdego z nas dochodzi czasem do zjawisk, które nie da się racjonalnie opisać. Niestety mało kto się dzieli tymi informacjami z innymi osobami. W mojej rodzinie zdarzyło się kilka dziwnych sytuacji , a to nie które z nich.Pierwsza historia może jest mało atrakcyjna, ale zasługuje na uwagę. Trzy lata.......

czytaj dalej

[... ] Witam Serdecznie

 Jestem Waszym stałym czytelnikiem od pewnego czasu. Moim zdaniem w życiu każdego z nas dochodzi czasem do zjawisk, które nie da się racjonalnie opisać. Niestety mało kto się dzieli tymi informacjami z innymi osobami. W mojej rodzinie zdarzyło się kilka dziwnych sytuacji , a to nie które z nich.

Pierwsza historia może jest mało atrakcyjna, ale zasługuje na uwagę. Trzy lata temu po śmierci mojego dziadka, moja mama wraz ze swoją siostrą pojechały do mieszkania w którym mieszkał dziadek. Pojechały tam , ponieważ musiały znaleźć garnitur dla zmarłego do pochówku. Ponoć strasznie lamentowały i opłakiwały swojego tatę. W pewnym momencie usłyszały melodyjkę dochodzącą z drugiego pokoju. Ku ich zdziwieniu zobaczyły, że na żyrandolu czy na szafie( nie pamiętam dokładnie) leżała pozytywka , która z niewyjaśnionych przyczyn po prostu się włączyła!!. Jak mi mama opowiedziała tą historię to, aż przeszły mnie ciarki. Najważniejsze w tej całej sprawie jest to, że ta melodia nie przestraszyła mojej mamy i jej siostry tylko dała im wiarę i pewność, że coś tam jest po drugiej stronie.




Inna historia związana jest również ze śmiercią. Mianowicie 16 lat temu jak zmarła moja babcia to stanął nam zegarek w kuchni dokładnie o tej samej godzinie co czas zgonu. Moi rodzice opisują to zdarzenie tylko jako zbieg okoliczności. Czytałem Wasz artykuł na temat tego typu zdarzeń i jestem teraz pewien,że nie był to przypadek.

Ostatnia historia dotyczy zjawiska UFO. Mianowicie kilkanaście lat temu mój tata opowiedział mi historię o swoim koledze z pracy, który widział ponoć z bliska bardzo duży obiekt latający. Nie znam dokładnie całej tej historii tylko pojedyńcze fakty:
- obiekt był widziany również przez tego pana małżonkę
- widziany był z dosyć bliska
- widziany był w tym rejonie kilkakrotnie!!
- spodek był widziany w lesie a następnie uniósł się w górę i odleciał
- historia ta miała miejsce kilkanaście lat temu

Co najważniejsze mój tata jest człowiekiem sceptycznym, ale gdy pytałem się go dzisiaj o szczegóły tej historii to powiedział mi, że jego kolega z pracy był bardzo poważny gdy to mówił i powiedział po prostu do nich "nie śmiejcie się ze mnie ja wiem co widziałem i na pewno nie zwariowałem". Najdziwniejsze ,że mój tata wielki sceptyk opowiadając  tą historię nie próbował swojego kolegi w żaden sposób "wyśmiać" tylko opowiedział mi to tak jakby sam w to uwierzył.

Zdaję sobie sprawę, że tej historii nie usłyszałem z pierwszej ręki tylko od mojego taty i niektóre fakty mogą być lekko zniekształcone. Jedyne informacje jakie posiadam o tej osobie co widziała UFO to imię i nazwisko, w jakim rejonie Szczecina mieszka i gdzie pracował zanim przeszedł na emeryturę. Ewentualnie mógłbym się mojego taty wypytać o więcej szczegółów gdyby była taka potrzeba.

Z poważaniem
Paweł [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Małe dzieci widzą duchy - kolejne relacje od czytelników serwisów FN
Czw, 16 mar 2017 10:50 komentarze: 2 czytany: 1799x

[...] Kilka lat temu, moja córka mająca wówczas ok. 2 lat widziała w mieszkaniu "pana". Słowo "Pan" było wśród pierwszych jakie wypowadała i jak się okazało kilka razy użyła go, pokazując przy tym palcem pustą przestrzeń mieszkania. Było to w mieszkaniu moich rodziców (innym niż to z poprzedniej historii). Córka spała w moim dawnym pokoju i zerwała żonę swoim nagłym płaczem. Moja żona pobiegła natychmiast.......

czytaj dalej

[...] Kilka lat temu, moja córka mająca wówczas ok. 2 lat widziała w mieszkaniu "pana". Słowo "Pan" było wśród pierwszych jakie wypowadała i jak się okazało kilka razy użyła go, pokazując przy tym palcem pustą przestrzeń mieszkania. Było to w mieszkaniu moich rodziców (innym niż to z poprzedniej historii). Córka spała w moim dawnym pokoju i zerwała żonę swoim nagłym płaczem. Moja żona pobiegła natychmiast do pokoju (mnie wówczas nie było na miejscu), wzięła córkę, a ta bardzo mocno wtuliła się w nią. Żona zaczęła pytać co się stało, a po chwili córka nie odwracając głowy wskazała palcem na łóżeczko i powiedziała "pan". Żona zaczęła zadawać pytania, utwierdzając się w tym co usłyszała, ale za każdym razem usłyszała potwierdzenie o "panu". Podobna sytuacja nastąpiła jeszcze raz w tym samym miejscu, a niedługi czas po tym zdarzeniu, w tym samym mieszkaniu, siedziałem z moim tatą w salonie, a córka była przed nami na dywanie. Nagle odwróciła się w naszą stronę i wskazując palcem w przestrzeń pomiędzy nami powiedziała "pan". Odwróciłem się - za nami był stół i dalej ściana, ale bez żadnych obrazów czy figurek. Zapytałem się jeszcze dla pewności czy tu jest pan, a córka jeszcze raz pokzała palcem w to miejsce i powtórzyła to słowo. Później jeszcze raz zdarzyło się nam taka sytuacja u nas w domu. Od tamtej pory już nie

Pozdrawiam Załogę
Marcin


[...] Witam trafiłam na te strone przez przypadek ale to dobrze moze pomożecie wyjasnic mi pewne wydarzenie sprzed kilku lat chodzi o mojego syna miał wtedy ok 4 lat . Mieszkalismy  w małym mieszkaniu pokuj z kuchnia byl moj maż tesciowa ja i syn rozmawialismy o roznych żeczach nagle moj syn zaczoł byc nie grzeczny wiec kazałam za kare wyjsc do kuchni dopuki sie nie uspokoi wyprowadziłam go zaswiecilam światło bo miałam slepa kuchnie i zamknełam drzwi po kilku minutach rozległ sie straszny krzyk syna i wpadł do pokoju strasznie krzyczac i płacząc tego nie da sie opisac słowami kiedy sie uspokoił zaczełysmy z teściowa dopytywac sie co sie stało okazało sie ze do kuchni wszedł byk z rogami na dwóch nogach nie zapomne tego byłam przerazona nigdy tego nie zapomne wierze mu ze cos widział dodam ze nigdy nie był niczym straszony i myśle ze był zamały zeby cos takiego wymyślec pozatym jego krzyk to było cos okropnego od tej chwili nigdy nie był zamkniety w osobnym pomieszczeniu



[...] Witam serdecznie.

Jestem Państwa czytelczniką od dawna, kilka razy nawet do Was pisałam.
Były to jednak sprawy, które nie dotyczyły bezpośrednio mnie.
2 miesiące temu zostałam mamą. Syn urodził się zdrowy i o czasie. Nie o
tym jednak chciałam napisać. Dzisiaj zauważyłam, że synek wodzi za czymś
wzrokiem (czego ja nie widzę), uśmiecha się do "tego" i "guga" do tego.
Przeraziłam się strasznie. Nie mam nikogo, kto by niedawno zmarł i
chciał go zobaczyć. Dziecko dwukrotnie dzisiaj śmiało się w przestrzeń i
"gugało" do powietrza. Fakt, dzieci interesują się np. cieniami i
kontrastami, jednak w miejscach w które patrzył syn nie było takich
przedmiotów.

Czy to możliwe, że dziecko widzi coś, czego ja nie widzę? Czy, skoro
Mały śmieje się do tego "bytu" oznacza, że "byt" zjawił się w dobrych
zamiarach? Panicznie boję się, że ten ktoś lub to "coś" przyszło zabrać
mi dziecko...

Macie Państwo duże doświadczenie z takimi zjawiskami. Czy, według Was,
to po prostu zbieżność sytuacji (tj. dziecko śmiało się np. do mnie,
patrząc gdzie indziej), czy też może jest z nami ktoś z tamtego świata?

pozdrawiam
Małgosia.





zwiń tekst



CZY ZWIERZĘTA MOGĄ Z ROZPACZY POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO?
Śr, 15 mar 2017 11:10 komentarze: 4 czytany: 1455x

Wiemy, że potrafią płakać. Wiemy, że potrafią rozpaczać po stracie bliskiej istoty. Czas zadać pytanie: czy zwierzęta są w stanie popełnić samobójstwo? Dostaliśmy poruszający opis historii dotyczący kotka. Nie spotkaliśmy się do tej pory z niczym podobnym z terenu Polski (na świecie są znane samobójstwa wielorybów).Oto ten poruszający e-mail.From: Jerzy [dane do wiad. FN]Sent: Tuesday, March 14, 2017.......

czytaj dalej

Wiemy, że potrafią płakać. Wiemy, że potrafią rozpaczać po stracie bliskiej istoty. Czas zadać pytanie: czy zwierzęta są w stanie popełnić samobójstwo? Dostaliśmy poruszający opis historii dotyczący kotka. Nie spotkaliśmy się do tej pory z niczym podobnym z terenu Polski (na świecie są znane samobójstwa wielorybów).

Oto ten poruszający e-mail.


From: Jerzy [dane do wiad. FN]
Sent: Tuesday, March 14, 2017 6:11 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Kot

Dzień dobry. Mam na imię Jerzy i chciałem podzielić się historią jaka mi się przydarzyła około roku temu , a historia dotyczy kota. Z racji tego, że pracuje w nocy jako kierowca do domu wracam około 8-9 rano przejeżdżając przez niewielkie miasteczko z jedną główną ulicą gdzie po prawej jest trawnik . Ograniczenie prędkości jest standardowe 50km/h ,tak więc przejeżdża się dosyć wolno i można powiedzieć że jest trochę czasu na rozglądnięcie się.

Tego ranka przejeżdżając zauważyłem właśnie kotka jak siedział na trawniku nad zwłokami swojego przyjaciela, towarzysza prawdopodobnie który został przejechany i przeniesiony na trawnik. To się często tu zdarza tzn potrącenie jakiegoś zwierzątka  bo często przebiegają przez jezdnie. Oczywiście tego ranka nie przywiązywałem do tego uwagi. Swoją pracę zaczynam koło 1 w nocy gdzie jadę przez te same miasteczko przed drugą w nocy.

Następnego dnia jadąc przez nie wyskoczył mi kot pod koła ale zrobił to tak, że nie było możliwości odbić na żadną ze stron bo były to tylnie koła. Wyszedłem z samochodu i jakież było moje zdziwienie iż był to ten sam kot który dzień wcześniej siedział koło swojego martwego przyjaciela. Dodam również że było to te same miejsce w którym dzień wcześniej ktoś potrącił owego kota. I moje pytanie do Fundacji jest takie czy jest możliwe ,że z powodu straty bliskiego   mogą chcieć popełnić samobójstwo? Czy słyszeliście o takich przypadkach?
Pozdrawiam
Jerzy, Norwegia






zwiń tekst



Po śmierci on dawał mi znaki - umówiliśmy się, że kto pierwszy umrze - ma to robić!
Śr, 15 mar 2017 07:18 komentarze: 13 czytany: 915x

[...] Przyszedl czas zebym i ja opisala jakis fragment bardzo burzliwego zycia :-)  Wieeele lat temu po rozwodzie... spotkalam kogos kto byl ogromna moja miloscia. Byl starszy ode mnie i sam siebie zartobliwie nazywal Aniolem . Duzo zajmowal sie rzeczami paranormalnymi i od razu wiedzial, ze ja widze i czuje wiele rzeczy (to w innej opowiesci)Czesto mowil, ze mam stara dusze i duzo rozmawialismy.......

czytaj dalej

[...] Przyszedl czas zebym i ja opisala jakis fragment bardzo burzliwego zycia :-)  Wieeele lat temu po rozwodzie... spotkalam kogos kto byl ogromna moja miloscia. Byl starszy ode mnie i sam siebie zartobliwie nazywal Aniolem . Duzo zajmowal sie rzeczami paranormalnymi i od razu wiedzial, ze ja widze i czuje wiele rzeczy (to w innej opowiesci)
Czesto mowil, ze mam stara dusze i duzo rozmawialismy o tych rzeczach, pomogl mi radzic sobie z pewnymi strachami ...
To byla ogromna milosc, nie wyobrazalam sobie zycia bez niego! Czesto tez zartobliwie mowilismy , ze ten ktory pierwszy odejdzie -podpowie drugiemu jak tam jest :-) Mielismy sie pobrac, planowalismy dziecko , zycie...

Od dziecka tocze walke przed strachem przed duchami ktore nawiedzaja mnie we snie, historii jest masa i przez lata juz wiem, ze to nie sa zwykle sny bo przychodza ludzie i prosza o cos a ja nawet nie wiedzialam ,ze nie zyja (to inne opowiesci)
Raz mialam straszny sen, to byl jakis nalot krzyk masy duchow, ktore cos chcialy mi wykrzyczec, obudzilam sie sama z krzykiem, ale On juz nie spal a tylko mnie tulil i uspokajal. Powiedzial wtedy , ze widzial moj sen, widzial co sie wokol mnie dzieje i trzeba to sprawdzic. Jednak uparcie odwlekal rozmowe o tym...
Nagle (kilka dni pozniej)kiedys rankiem telefon "zginal w wypadku"

Nie ma slow na opisanie tego co sie dzialo po tym telefonie ze mna i w moim domu...
Bylam w ogromnym szoku, kroplowki , lekarze, przyjaciele obok...silne srodki uspakajace...Przyjaciele mieli dyzury przy mnie...Pomagali wszyscy, moj byly maz bardzo tez pomagal (tez juz mial swoja rodzine i nadal jestesmy w przyjazni)
Nie jadlam nie pilam, kroplowki, placz...

Ale obok mnie w mojej glowie wszystko bylo zburzone. Bylam jakby w innym swiecie. On nie chcial odejsc, byl obok, spal obok, spadaly rzeczy, walil w drzwi...Ludzi , ktorzy byli w moim domu slyszeli to i czuli... I oczywiscie raz usilowal mi przekazac cos. We snie stal przy scianie i gestami pokazywal mi zebym zapamietala to co pokazuje a mianowicie: wyjmowal ze sciany okulary, jedne za drugimi ,pokazywal ze wyjmuje ze sciany okulary...Tak jakby nie mogl nic wiecej, tak jakby jakas sila pilnowala tej tajemnicy, wiec tylko symbolicznie cos mi pokazywal...
Ciagle mysle o tym snie i mysle ze to byl symbol innych swiatow bo okulary symbolizuja cos czego nie widac...
Oczywiscie czas zrobi swoje i wyszlam z tego smutku...jednak wiem , ze on jest obok, a konkretnie byl do pewnego momentu ...
pozdrawiam




zwiń tekst



Mamo, bo ja... zginąłem w płonącym helikopterze!
Pon, 13 mar 2017 11:45 komentarze: 16 czytany: 1153x

[...] Wysłuchałam z ponad miesięcznym opóźnieniem Państwa audycji dotyczącej reinkarnacji i świadectw dzieci- jako jednych z najbardziej wiarygodnych. Oczywiście zgadzam się z tym i nie mam najmniejszych wątpliwości, co do istnienia zjawiska inkarnowania oraz istnienia "praw boskich"; m.in. prawa przyczyny i skutku.Żeby zbyt wiele nie pisać, bo macie Państwo miliony maili do przeczytania, chciałam.......

czytaj dalej

[...] Wysłuchałam z ponad miesięcznym opóźnieniem Państwa audycji dotyczącej reinkarnacji i świadectw dzieci- jako jednych z najbardziej wiarygodnych. Oczywiście zgadzam się z tym i nie mam najmniejszych wątpliwości, co do istnienia zjawiska inkarnowania oraz istnienia "praw boskich"; m.in. prawa przyczyny i skutku.
Żeby zbyt wiele nie pisać, bo macie Państwo miliony maili do przeczytania, chciałam napisać krótko o swoim synu.
Franek jest teraz chłopcem niespełna 5-letnim i pamięć zdarzeń wcześniejszych coraz bardziej się u niego zaciera, ale było kilka momentów, które wprowadziły nas rodziców w ogromne zdumienie.
Jak wszyscy rodzice na świecie, kochający swoje dzieci czekaliśmy na pierwsze słowo- oczywiście niepisany konkurs- mama, czy tata?


I jakież było nasze osłupienie, kiedy pierwszym słowem wypowiedzianym przez naszego syna był: HELITOPTET (helikopter). W tym czasie interesowały go zabawki tylko i wyłącznie naśladujące, bądź imitujące kręcące się śmigła helikoptera (tak jest zresztą do tej pory). 

Ze wszystkiego był w stanie zrobić helikopter- nawet z kredki i gumki, ale to nie wszystko.  Każda zabawa helikopterem kończyła się tak, że helikopter w rezultacie płonął. Próbowaliśmy różnych zabaw/gier, ale wszystkie sprowadzały się do latania. Nawet podczas rysowania schemat był ten sam- kazał sobie rysować np. drzewo, domek, słoneczko, potem na obrazku obowiązkowo musiał pojawić się helikopter, a następnie natychmiast zamazywał cały obrazek czerwoną, bądź pomarańczową kredką i mówił, że helikopter i pilot spłonęli.

Pytaliśmy go o to wiele razy i za każdym razem odpowiadał, że spłonął w helikopterze. Nie pamiętał więcej szczegółów, albo nie umiał tego opowiedzieć. Moim zdaniem pozostałością po wcześniejszym życiu były tak silne emocje towarzyszące umieraniu, że tylko i wyłącznie pamięć o tym zdarzeniu przyszła w nowym wcieleniu. Nagła śmierć wywołała tak silny wstrząs, że dusza w kolejnym wcieleniu odpamiętniła sobie ten obraz. Zadawaliśmy mu pytania, czy chciałby zostać mechanikiem, strażakiem a może dla "zmyłki"; pilotem samolotu; z całą stanowczością odpowiadał, że tylko i wyłącznie pilotem helikoptera. W wieku 2,5 roku znał różne typy helikopterów, czym zdumiał Pana na lotnisku, kiedy wymieniał stojące w hangarach helikoptery Helikoptery, to nie jedyna rzecz. Było jeszcze kilka innych zdarzeń i pytań.

Kiedyś podczas jazdy autem rozpłakał się z takim żalem i tak głośno, że myśleliśmy, że coś się stało na tylnym siedzeniu. Okazało się, że przypomniał sobie, że miał syna i woził go do przedszkola i za wszelką cenę natychmiast chciał mieć znowu dziecko. Nie rozumiał, że w tym momencie jest to niemożliwe... (jak to? przecież miałem syna) Innym razem w momencie usypiania zaczął coś mówić- dość bełkotliwym głosem, nie usłyszałam, co mówi, coś o dziecku, więc pytam:
-kto synku będzie miał dziecko?
A on na pół-przytomny w stanie tuż przed zaśnięciem: moja mama, ale nie Ty, ta druga ja na to: to będziesz starszym braciszkiem;-tak będę -a masz drugą mamę?
-tak, taką co mnie bije
pytam: dlaczego tamta mama Cię bije?
-muszę się bronić, bo ona mnie mocno bije; Dla mnie, w tamtym momencie, jak i po wielu przemyśleniach był to ewidentny wgląd w tzw. życie równoległe. (Jesteśmy istotami wielowymiarowymi i nasza dusza istnieje w wielu aspektach równocześnie) Inna sytuacja, kiedy syn mówi, żeby przestać dawać mu jedzenie. Pytamy dlaczego? A on na to: bo ja nie chcę już tutaj, NA TYM ŚWIECIE żyć;.
Wielokrotnie zadawał pytania: ile jeszcze będzie dzieckiem? kiedy będzie ZNOWU dorosły Po takich zdarzeniach, czy rozmowach pytaliśmy, dlaczego nas wybrał? dlaczego akurat do nas przyszedł, jeżeli miał tyle możliwości, a on nam odpowiedział- po te, żeby nauczyć Was "niekochania";
Teraz, im jest starszy, im szybciej wychodzi z dziecięcego stanu alfa coraz bardziej "zasłania"; mu się pamięć przeszłości. Coraz rzadziej mówi takie rzeczy, chociaż czasami wtrąci jakieś zdanie, po którym kolana się uginają.

Opisałam to w bardzo telegraficznym skrócie, po to, żeby tylko zasygnalizować i potwierdzić, że takie rzeczy istnieją i zdarzają się częściej wokół nas, niż nam się wydaje.
Nadmienię tylko, ponieważ ktoś mógłby nam zarzucić, że są to rzeczy narzucone z zewnątrz (np. z filmów, bajek, czy opowieści), że  nie oglądamy TV i kontakt z innymi ludźmi mamy dość sporadyczny.

Bardzo serdecznie pozdrawiam
[dane do wiad. FN]





zwiń tekst



Dwa sny z naszej 'poczty do FN'
Pon, 13 mar 2017 10:21 komentarze: 2 czytany: 542x

O snach piszemy rzadko, gdyż ich interpretacja... przekracza nasze możliwości, a właśnie tego przeważnie domagają się czytelnicy. Na naszą pocztę trafia wiele opisów snów, które potem są kierowane do Archiwum FN, a które warto także zasygnalizować w dziale XXI PIĘTRO. Dwa przykłady "z ostatnich godzin".SEN O ZAMACHACH WE FRANCJIWitam Załogę Miałem dziś interesujący sen, co ciekawe podczas jego trwania.......

czytaj dalej

O snach piszemy rzadko, gdyż ich interpretacja... przekracza nasze możliwości, a właśnie tego przeważnie domagają się czytelnicy. Na naszą pocztę trafia wiele opisów snów, które potem są kierowane do Archiwum FN, a które warto także zasygnalizować w dziale XXI PIĘTRO. Dwa przykłady "z ostatnich godzin".

SEN O ZAMACHACH WE FRANCJI

Witam Załogę

Miałem dziś interesujący sen, co ciekawe podczas jego trwania powiedziałem sam do siebie, że to wizja przyszłości, więc wysyłam wam go. Jechałem jakimś prototypowym pojazdem po ulicach jakiegoś miasta we Francji. Nie wiem jakie miast, ale na 100% wiedziałem że we Francji. Usłyszałem syreny policyjne, podjechałem do jakichś ludzi i spytałem się ich co się dzieje. Powiedzieli tylko, że to z polskiej dzielnicy, dzielnicy imigrantów (mój rozmówca skupił się głównie na polakach, ale chodziło o dzielnicę typowo imigrancką). Powiedział żebym poszedł do polskiego policjanta on mi powie więcej. Tak też zrobiłem, policjant miał całą osmoloną twarz, jakby w sadzy i nie był w stanie nic powiedzieć, był otumaniony.
Zobaczyłem, że jedną z ulic (byłem na skrzyżowaniu), zasłania barierka migająca jak koguty policyjne, poszedłem tam. Za barierką droga cała szerokość drogi między budynkami wyglądała jak zryta przez koparkę lub coś cięższego. Droga nie była asfaltowa, a zrobiona z wielkich  kamiennych płyt.

Budynki po bokach były nie ruszone. Stanąłem w dziurze, wyglądała jak wykopana koparką, ale niejednoczenie przyszła mi do głowy myśl, że to mogło być auto pułapka. Na tym sen się skończył.
Jednak przebudzeniu najbardziej zdziwiły mnie dwie rzeczy, jedna to taka że w jakimś momencie snu powiedziałem sam do siebie, że to wizja przyszłości. Druga to taka, że mój rozmówca, czułem że to rodzimy francuz mówił, że to co się stało pochodziło z dzielnicy imigrantów, utożsamiał on tą dzielnicę typowo z polakami, choć był świadomy, że w dzielnicy tego typu mieszkają imigranci z różnych krajów. Tak jakby nie ważne kto to naprawdę zrobił, dla niego byli był to imigrant, to jedynie mógł to być imigrant z polski.

Nie podoba mi się ten sen, a że mam często tak że jak dziele się z kimś moimi snami proroczymi to się nie spełniają, dlatego mam nadzieję, że będzie tak i tym razem.

Pozdrawiam załogę, Paweł

 

SEN O WYPADAJĄCYCH... ZĘBACH

Nawiązując do proroczych snów z xxi pietra. Od może czterech max pięciu lat śniły mi się sny o gnijących, wypadających zębach. Powtarzały się co jakiś czas.. Zgodnie z sennikiem oznacza to jakaś chorobę... Oczywiście znalem to znaczenie bo te sny były tak realne, ze ja po przebudzeniu czasami miałem wrażenie, ze naprawdę wypadły mi zęby, wiec sila rzeczy sprawdziłem co to znaczy.

Znaczenie tego to m.in. choroba. Nie będę wchodził w szczegóły ale faktycznie, lekarze cos wykryli u mnie. Od czasu gdy się o tym dowiedziałem i zdecydowałem się na leczenie te sny przestały mnie nekac. A naprawdę były to dość przerażające sny, budziłem się po nich jakby zlękniony, z dziwnym uczuciem strachu i leku.  To wszystko minęło, odpukać. Myślę ze może to nasza podświadomość daje znać ze cos jest nie tak z nami. A może to jakieś znaki od kogoś więcej? Nie wiem.
W każdym bądź razie tak było. I dziękuje Bogu ze trafiłem na świetnych lekarzy. Nie za łapówki, nie z prywatnych wizyt ale normalnie z NFZtu.
Myślę ze wszystko jest po cos w życiu. Każde zdarzenie czegoś uczy i nas zmienia.
Wierze w Boga to bardzo dużo daje. Ale nie jestem jakoś za żadna religia. To tyle. Pozdrawiam.



zwiń tekst



Niezwykłe losy Wandy Dynowskiej i Michała Tokarzewskiego-Karaszkiewicza
Sob, 11 mar 2017 10:02 komentarze: 8 czytany: 1074x

Od autorki tekstu:[...] przesyłam tekst o Wandzie Dynowskiej i Michale Tokarzewskim-Karaszewiczu.Zdaję sobie sprawę,że jest on dość długi,ale starałam się i tak jak najkrócej opisać życie tych dwojga ludzi o bardzo bogatych życiorysach. [...] były to osoby, które cały czas pracowały nad rozwojem duchowym, głównie pracując dla innych i to przez całe swoje życie,narażając się na wiele przykrości,a ponadto.......

czytaj dalej

Od autorki tekstu:

[...] przesyłam tekst o Wandzie Dynowskiej i Michale Tokarzewskim-Karaszewiczu.Zdaję sobie sprawę,że jest on dość długi,ale starałam się i tak jak najkrócej opisać życie tych dwojga ludzi o bardzo bogatych życiorysach. [...] były to osoby, które cały czas pracowały nad rozwojem duchowym, głównie pracując dla innych i to przez całe swoje życie,narażając się na wiele przykrości,a ponadto otwarcie mówili o reinkarnacji,karmie,co przecież i w naszych czasach nie jest rzeczą oczywistą. Myślę,że może to być interesujące dla wielu czytelników Nautilusa.Załączam cztery zdjęcia do tekstu Pozdrawiam serdecznie, Beata [dane do wiad. FN]

Wielu z Was mieszkańców Warszawy oraz turystów było na ulicy Generała Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza, ale gdyby zapytać, gdzie owa ulica jest położona, niewielu znałoby prawidłową odpowiedź. Wielu było również na grobie generała, niektórzy bywają tam regularnie przynajmniej raz w roku, ale również niewielu wie, że odwiedza między innymi ten właśnie grób, ponieważ niewielu ludziom to nazwisko cokolwiek mówi.

 Również Wanda Dynowska jest nazwiskiem, które wzbudziło zaskoczenie, gdy goszcząc w Gdańsku w 2008 roku Dalaj Lama nagle powiedział: „Mało kto wie, ale gdy w latach pięćdziesiątych znalazłem się na uchodźstwie poznałem dwoje wspaniałych Polaków. Byli dużo starsi ode mnie.Ta kobieta Polka była wtedy dla mnie jak przybrana matka. To dzięki Niej zostałem wegetarianinem. Tą Polką była Wanda Dynowska.”

 Chciałabym przedstawić sylwetki dwojga ludzi, którzy mając odwagę podążać ścieżkami rozwoju duchowego, które krzyżowały się ze sobą nieraz przez całe ich życie, jednocześnie ciężko pracowali dla dobra innych ludzi, Polski i Indii.  Wanda Dynowska to osoba, którą los postawił na drodze życia takich liderów politycznych i duchowych dwudziestego wieku, jak Piłsudzki, Ghandi, Dalaj Lama, Wojtyła, dla których była inspiracją. Była szpiegowana przez wywiad brytyjski za działalność na rzecz wolnych Indii, natomiast w Polsce perelowska SB uważała ją za obcą agentkę.

 

Generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz to legendarny obrońca Lwowa z 1918 roku, najmłodszy generał w wojsku Polskim awansowany na to stanowisko w 1924 roku przez Prezydenta RP Wojciechowskiego. Nominacja była dowodem dużego zaufania, jakim Marszałek Józef Piłsudzki darzył Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza. Stworzył on od podstaw Służbę Zwycięstwu Polski, przemianowaną na Związek Walki Zbrojnej, a następnie na Armię Krajową. Był zastępcą Generała Andersa w Armii Polskiej, a po wojnie pozostając w Wielkiej Brytanii, gdzie pracował jako robotnik, był jednocześnie od 1954 roku Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych i Ministrem Obrony Narodowej w Rządzie Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie.

 

Jednocześnie zarówno On jak i Wanda Dynowska byli jednymi z najwyżej postawionych polskich teozofów przed drugą wojnąświatową – gdzie jedną z podstawowych zasad zawartych w ideach teozoficznych jest teoria reinkarnacji, wyjaśniająca takie zgadki życia jak: nierówności umysłowe, moralne i społeczne itp. Oboje byli wolnomularzami, gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz uzyskał w 1937 najwyższy 33 stopień wtajemniczenia, a jednocześnie od 1926 był duchownym Liberalnego Kościoła Katolickiego. Wanda Dynowska miała ponadto zdolności przewidywania przyszłości, a generał umiał przekazywać myśli na odległość, leczył dotykiem, znany był z proroczych wizji i snów.

 Wanda Dynowska przyszła na świat w 1888 roku, w majątku ziemskim Istalsno w domu znanym w okolicy z patriotycznych tradycji. Matka Wandy Helena Dynowska miała zdolności jasnowidzące z których słynęła. Wanda już jako dorastająca dziewczyna uznała, że jedynym logicznym wyjaśnieniem zagadek życia jest reinkarnacja. Studiowała romanistykę na Uniwersytecie Jagielońskim, oraz przyrodoznastwo na Uniwersytecie w szwajcarskiej Lozannie i na paryskiej Sorbonie. Władała kilkoma językami.

 Michał Tokarzewski-Karaszewicz urodził się we Lwowie w 1892 roku, w 1913 rozpoczął studia na Wydziale Prawa i Umiejętności Politycznych we Lwowie, które następnie kontynuował na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Jagielońskiego w Krakowie. Oboje działali w organizacjach niepodległościowych Józefa Piłsudskiego. Michał TK szybko piął się po szczeblach kariery wojskowej wstępując do Legionów Polskich. W 1915 Józef Piłsudski awansował go do stopnia majora,

w czasie kryzysu był internowany, później działał w strukturach Polskiej Organizacji Wojskowej. Od 1918 roku ponownie objął dowodzenie 5 Pułkiem Piechoty Legionów, zorganizował odsiecz dla walczącego Lwowa, która zaważyła na utrzymaniu miasta, dla którego pozostanie już na zawsze jego legendarnym obrońcą. W 1919 awansował do stopnia pułkownika, a w 1924, tak jak już pisałam, został najmłodszym generałem brygady w Wojsku Polskim.

 Zarówno Wanda Dynowska jak i Michał TK równolegle z działaniami niepodległościowymi podążali swoimi indywidualnymi ścieżkami rozwoju duchowego, które spotkały się w ruchu o nazwie Teozofia. Jest to światopogląd religijno-filozoficzny będący syntezą zachodnich tradycji ezoterycznych i wschodnich teorii dotyczących duchowości. Członkowie tego Towarzystwa poszukiwali wewnętrznej prawdy zawartej we wszystkich religiach. Podstawowym celem było uczenie się i pomaganie innym.

Za fakt oczywisty członkowie tego ruchu uważali reinkarnację i karmę – prawo przyczyny i skutku, gdzie człowiek realizuje w życiu zadania nałożone na niego jeszcze w poprzednich wcieleniach, a ludzkie czyny są przynajmiej po części zdeterminowane wolą kosmicznego prawa i po śmierci indywiduum przechodzi w celu ich kontynuowania do dalszych inkarnacji. Jedno z podstawowych przesłań brzmiało: „Nie ma religii wyższej niż prawda.” Uważano, że zdolności parapsychiczne człowieka można wyjaśnić naukowo i opanować dzięki systematycznym praktykom. Pracowano nad braterstwem ludzkości bez różnic religinych i narodowościowych oraz nad Dialogiem międzykulturowym, gdzie zagłębianie się w filozofię i religię Wschodu nie oznaczało rezygnacji z własnych przekonań, ani utraty własnych tożsamości. Wręcz przeciwnie uważano, że odmienność poglądów i wyznania są wartością, a nie powodem do wykluczenia.

 W 1923 Wanda Dynowska została sekretarzem generalnym Towarzystwa, a Michał TK był jednym z najwyżej postawionych Teozofów, który miał prawo do noszenia srebrnej swastyki. Takie prawo uzyskały tylko trzy osoby. W 1924 roku powzięli zamiar utworzenia w kraju wolnomularstwa mieszanego, który skupiał na świecie czołowe osobistości ze środowisk teozoficznych.

Dynowska uważała Józefa Piłsudskiego za wcielenie Ducha Polskiego Narodu, miała stały dostęp do Marszałka zarówno w Belwederze jak i w Sulejówku,gdzie informowała Go o wszystkich poczynaniach ruchu, czym Marszałek się żywo interesował-nazywana była teozofką Piłsudskiego. O życiu duchowym Marszałka mówiła:

Mam wrażenie, że ze swoją istotną, a głęboką, ale nie ordotoksyjną wiarą skrywał się”.

Do spotkań Józefa Piłsudskiego z Wandą Dynowską, oraz Michałem Tokarzewskim- Karaszewiczem dochodziło bardzo często - odbywali spotkania w zamkniętym gronie, a sam Marszałek nalegal na stworzenie samodzielnej polskiej organzacji teozoficznej. Po uzyskaniu zgody Komendanta, utworzono również wolnomularstwo mieszane Le Droit Human, które w wielkim skrócie tym różniło się od zwykłego, że mogły do niego należeć kobiety i wpisywało się w ówczesnym czasie w walkę o równouprawnienie płci. Józef Piłsudski o rozwoju prac był informowany na bieżąco. Sam nigdy do masonerii nie należał (w przeciwieństwie do swojego brata mecenasa Jana Piłsudskiego, który działał w Loży Wileńskiej wraz z Michałem Tokarzewskim-Karaszewiczem, który ponadto był również członkiem takich lóż jak „Świety Graal”,czy też „Święty Michał Archanioł), ale uważał, że przynależność Polski do światowej masonerii może dać poparcie w rokowaniach pokojowych. Polecił, aby do lóż wstępowali wojskowi mówiąc: „Będę rad, jeśli moralny i idealistyczny wpływ dosięgnie oficerów, których poziom nie zawsze odpowiada moim życzeniom”. Do lóż wstępowało wielu cywilnych i wojskowych piłsudczyków, niektórzy z najwyższych szczebli elit. W 1926 Piłsudski jednakże nakazał „uśpić” loże.

 

Spotykało się to oczywiście z wieloma atakami ze strony zarówno Kościoła jak i endecji, ale dla obrony przytoczę tutaj słowa prof. Stanisława Swaniewicza (jednego z ocalałych z Katynia), który napisał w paryskiej Kulturze: „...stanowisko naszych przyjaciół, o których wiedzieliśmy, że należeli do masonerii, było o wiele bardziej zgodne z zasadami etyki chrześcijańskiej, niż stanowisko większości przedstawicieli kleru zarówno polskiego jaki i litewskiego...”

 Środowisko Dynowskiej i Tokarzewskiego-Karaszewicza caly czas pracowało nad samodoskonaleniem duchowym, oraz działało na rzecz społeczeństwa.


Lato spędzali na łonie natury nad Bugiem w Mężeninie. Pieniądze na ten ośrodek przekazano Towarzystwu z inspiracji samego Marszałka. Duszą wszelkich poczynań byli zawsze Dynowska i Tokarzewski-Karaszewicz. Odbywały się tam dyskusje na tematy rozwoju duchowego, reinkarnacji, ale także na tematy społeczno-polityczne. Przez kilka lat przewinęło się przez ośrodek kilkaset osób. Stałym gościem był między innymi dr Janusz Korczak, który podzielał pogląd,że nasze istnienie wpisane jest w uniwersalny plan Wszechświata, a my przechodzimy z jednego bytu w drugi w celu osiągnięcia oświecenia. Kodeks etyczny reprezentowany zarówno przez teozofów jak i masonów był mu bliski, dlatego wstąpił do jednej z lóż w 1926 roku. Skupienie pod jednym sztandarem ludzi wszystkich ras, religii i narodowości, którzy podejmują wysiłek wewnętrznego duchowego rozwoju, aby działać dla dobra innych, było zrodzone jakby z jego marzeń, a które sam realizował do samego końca swoich dni. Jeszcze dwa dni przed wyjazdem do Treblinki wraz ze swoimi dziećmi w 1942 roku w „Pamiętniku” zanotował: Nikomu nie życzę źle. Nie umiem. Nie wiem, jak to się robi.”

Wracając do Mężenina, to wraz z Tokarzewskim prowadził tam długie dysputy, wspólnie medytowali.Odbywały się tam także letnie kolonie dla jego podopiecznych - dzieci żydowskich z najuboższych rodzin.Wszyscy pracowali nad samodoskonaleniem się, rozwojem duchowym - byli między innymi wegetarianami. Zalecano także wstrzemięźliwość od używek, alkoholu i stosunków pozamałżeńskich (tutaj trzeba uczciwie napisać, że z ostatnią wymienioną kwestią Michał TK miał problem ze względu na swój niebywały urok osobisty, urodę i charyzmę, które przysparzały mu niezwykłego wręcz powodzenia u płci przeciwnej, a z którego nierzadko korzystał.)

 Jednocześnie tak jak wspomniałam na początku, od 1926 Michał Tokarzewski-Karaszewicz był duchownym Kościoła Liberalnego-Katolickiego (co nie kolidowało z posiadaniem żony i rodziny, bo takową generał posiadał). Czasami odprawial msze w siedzibie teozofów na Mokotowskiej 12 przy placu Zbawiciela.

 W 1935 r. po śmierci Józefa Piłsudskiego Wanda Dynowska pojechała odwiedzić Indie, gdzie zajęła się religią i kulturą tego kraju. Maharishi największy ówczesny mistrz religijny został Jej osobistym nauczycielem duchowym. Przetłumaczyła „Bhagawadgitę”, którą Michał Tokarzewski-Karaszewicz nauczył się prawie całą na pamięć, oraz poznała Mahatmę Gandhiego - lidera walki Hindusów o wyrwanie spod brytyjskiego panowania. Stało się to początkiem Jej współpracy z Ghandim według idei walki bez przemocy w praktyce. Pomagała organizować kolejne zjazdy Indyjskiego Kongresu Narodowego, narażając się tym samym na inwigilowanie przez brytyjski wywiad. Gandhi tytułował Ją w listach słowem „Śri”, które oznacza świętą lub szczególnie szanowaną osobę. Cały czas jednak towarzyszyło Jej silne przeczucie troski o Polskę, dlatego gdy wybuchła wojna w 1939 próbowała wrócić do kraju. Tak wypowiedział się na ten temat Gandhi:

Wierzy ona głęboko w Ahimsę (nieużywanie przemocy) i właśnie to przyczyniło się do jej postanowienia i do jej czynu. Cała jej dusza powstała w najgłębszym proteście i bólu przeciwko zbrodni i krzywdzie jej kraju. Pojechała więc do Polski, która według jej gorącego odczuwania walczy i walczyć będzie do upadłego nie tylko o zachowanie swojej wolności alei za wszystkie pozbawione jej narody”. Nie udało się Jej się do kraju przedostać, zatem wróciła do Indii i tam działając na rzecz polskiej sprawy rozpoczęła pracę w konsulacie w dziale propagandy.

 Gen.Michał Tokarzewski-Karaszewicz tak jak wspomniałam wcześniej mając wszelkie uprawnienia rozpoczął prace nad stworzeniem Polskiego Państwa Podziemnego powołując do życia Służbę Zwycięstwu Polski stając się pierwszym dowódcą polskiej konspiracji antyhitlerowskiej-został Dowódcą Głównym o pseudonimach „Doktor” i „Torwid”. Jego zastępcą został Stefan Rowecki „Grot” póżniejszy komendant główny AK. Pisząc w wielkim skrócie Służba Zwycięstwu Polski została przemianowana na Związek Walki Zbrojnej, a następnie na Armię Krajową. W szeregach SZP działało wielu teozofów.

Z rozkazu gen. Sikorskiego został przeniesiony do Lwowa i wkrótce aresztowany. Miał fałszywe personalia, więc nie został od razu rozpoznany. Jako Tadeusz Mirowy trafił do więzienia w Dniepropietrowsku, gdzie pracował zgodnie ze swoim wykształceniem jako lekarz - cieszył się tam szacunkiem współwięźniów i kadry obozowej. Przypadkowo rozpoznany w obozie został natychmiast przewieziony do Moskwy i osadzony na Łubiance. NKWD próbowało nakłonić Go do współpracy - zdecydowanie odmówił.W trakcie pobytu w więzienu często medytował i nawiązywał kontakt telepatyczny z wtajemniczonymi teozofami. W sierpniu 1941 został zwolniony i zaangażował się w tworzenie Polskich Sił Zbrojnych na uchodźstwie, został zastępcą Gen.Władysława Andersa który tak o nim powiedział: „...Nie będę wyszczególniał zasług ani uwypuklał kim był gen. dyw. Tokarzewski-Karaszewicz dla 6 dywizji. Znają go tam wszyscy żołnierze, od pułkownika po szeregowca, nie tylko jako swego Dowódcę, którym się dotąd szczycili, lecz również jako najlepszego opiekuna i przyjaciela zawsze czułego na ich dolę i niedolę, zawsze śpieszącego im z pomocą i radą...”

 

Los ponownie zetknął Wandę Dynowską i Gen.Michała Tokarzewskigo-Karaszewicza w Indiach, gdzie zarówno Wanda jak i Michał zajmowali się „andersowcami”. Powstały tam obozy i miejsca zakwaterowania dla tysięcy Polaków w tym dzieci - w opiekę nad którymi oboje szczególnie się zaangażowali, poświęcając temu zadaniu kilka lat. Dynowska chcąc połączyć oba nasze narody organizowała odczyty, powstał też zespół pieśni i tańca. Została opublikowana monografia Marszałka Piłsudskiego. Jednakże najważniejszym Jej dziełem było utworzenie w 1944 roku Biblioteki Polsko-Indyjskiej, gdzie wydano około 100 tłumaczeń. Odwiedziła Polskę dwukrotnie w 1960 i 1969 roku. Podczas tych wizyt spotykała się z Karolem Wojtyłą (biskupem, póżniej Kardynałem), któremu przepowiedziała, że zostanie Papieżem - mówiąc w listopadzie 1969 roku: „Kardynał Wojtyła będzie pierwszym słowiańskim papieżem”. Ksiądz Adam Boniecki przeprowadził obszerny z Nią wywiad. Opisał Ją takimi slowami: „była osobą niezwykłą, głęboką i międzykulturową. Urocza, ciepła, kontaktowa, mądra, poważna-wszystko, tylko nie nawiedzona, czy afektowana”. Miała tutaj wiele odczytów, spotkań, na które przychodziły tłumy ludzi. Była pod czujnym okiem tajnych służb PRL - rozpracowywał Ją drugi Departament MSW.

W ramach zaślubin wlała do Morskiego Oka wodę z Gangesu, a także przekonała świętych mędrców indyjskich do rozpoznania słynnego czakramu na Wawelu, gdzie odbyła medytację. Będąc przy tym temacie na moment cofnę się do roku 1925, kiedy to na otwarcie w Polsce pierwszego koła obrządku mieszanego przyjechał wraz z żoną wybitny działacz teozoficzny dr George Sydney Arundale, który był bojownikiem o wolność Indii i z tego powodu spędził klika lat w brytyjskim więzieniu. Najpierw odbył spotkanie z Józefem Piłsudskim, a następnie pod opieką Wandy Dynowskiej i Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza udali się do Krakowa. Po drodze zatrzymali się w Częstochowie, gdzie dr Arundale był pod wrażeniem obrazu Madonny.W Krakowie, kiedy jeszcze gród krakowski nie istniał ustanowione zostało duchowe Centrum Mocy - silnie namagnetyzowany Ośrodek jest znakiem błogosławieństwa nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy środkowej i wschodniej. Dr Arundale odczuł bardzo silne oddziaływanie tej mocy, energii (które jak wiadomo znajduje się w kaplicy św. Gereona, pomiędzy Katedrą a Zamkiem). Z Krakowa Aruandale'owie wraz z Dynowską i Tokarzewskim udali się w Tatry, gdzie spędzili kilka godzin nad Morskim Okiem. Dr Arundale poczuł, iż jeden ze szczególnie pięknych i majestatycznych szczytów jest w specjalny sposób związany z Polską i jest istotą niebiańską przebywającą w jednej z trzech sfer ponad sferą fizyczną.

 Wracając do lat sześćdziesiątych - w Indiach Wanda równolegle zaangażowała się w pomoc Tybetańczykom. Wpłynęła na decyzję premiera Nehru, swojego starego znajomego z czasów walk o niepodległość Indii - o przyjęciu tybetańskich uchodźców. Udała się do położonej w północnych Indiach Dharmasali, gdzie znajdowała się tymczasowa stolica Tybetańczyków z siedzibą emigracyjnego rządu Dalajlamy. Pomagała tam organizować szkoły i wioski dziecięce. Tam właśnie miała bliski kontakt z Dalajlamą, który nazywał Ją przybraną matką. Cały czas pracowała nad samorozwojem duchowym, pozostawała w dobrych kontaktach z teozofami, choć nie uczestniczyla już aktywnie w ich pracach pochłonięta cały czas licznymi, nowymi wyzwaniami, przeszła natomiast na buddyzm lamaistyczny.

 Należy tutaj wspomnieć o osobie Juddu Krishnamurtim znanego filozofa, również wywodzącego się z ruchu teozoficznego, który zrezygnował z roli guru i mistrza, a który do końca życia w 1986 roku głosił potrzebę samodzielnego rozwoju duchowego - znał on dobrze zarówno Wandę jak i Michała, którzy byli pod ogromnym wrażeniem Jego osoby - były pomiędzy nimi głębokie związki duchowe trwające od 1920 roku kiedy się poznali.Wanda Dynowska przetłumaczyła wiele jego prac.

 Tokarzewski-Karaszewicz pozostał natomiast po wojnie na emigacji w Wielkiej Brytanii, gdzie jak wspomniałam na samym początku pracował jako robotnik, a od 1954 był Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych i ministrem Obrony Narodowej w rządzie Rzeczpospolitej na uchodźstwie. Również i On cały czas pracował nad rozwojem duchowym. Już pod koniec lat dwudziestych został wprowadzony w tajniki starożytnych misteriów egipskich, oraz przyjęto go do ekskluzywnego i otoczonego nawet wśród teozofów aurą sekretności bractwa The Egyptian Rite of the Ancient Mysteries i to właśnie w Londynie w latach 50 powołano go do jego ścisłego 9 osobowego ciała kierowniczego. Najogólniej mówiąc celem zakonu było sprowadzanie boskiej energii mającej zapewnić szczęście światu. Przekonany był o istnieniu kosmicznych fluidów, leczył dotykiem, tworzył kręgi ochronne nad osobami, umiał przekazywać myśli na odległość, a także miał prorocze sny i wizje. Opisał te przypadki w swoich pamiętnikach Gen. Leon Berbecki: „Sława jego proroczych wizji i snów doszła aż do Indii, skąd zaczęli napływać współwyznawcy z wyrazami czci i hołdu dla wielkiego - jak go nazywali-Brata...

Pod wpływem jednej z jego wizji wybitny rzeżbiarz i malarz Zbigniew Pronaszka stworzył jak oceniają znawcy, swoją najznakomitszą rzeżbę - makietę wileńskiego monumentu Adama Mickiewicza odsłoniętej w 1924 roku. Pisał również rozprawy na tematy mistyczne.

Do końca życia Michał Tokarzewski- Karaszewicz pozostawał w kontakcie listownym z Wandą Dynowską. Zmarł nagle w Casablance 22 maja 1964. Jego wolą testamentową było spalenie zwłok, przesłanie ich do Polski, a następnie wsypanie części do Bugu nad Mężeninem, a część prochów gdy ukochany Lwów będzie wolny zakopanie na cmentarzu Obronców Lwowa. Tak się jednak nie stało i obecnie jego szczątki od 1992 roku spoczywają na cmentarzu Powązkowskim (Powązki Wojskowe) w Warszawie w grobie czterech twórców Państwa Podziemnego, obok pomnika Gloria Victis. Ulica zaś, o której wspomniałam nosząca imię Gen.Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza znajduje się w samym sercu stolicy - odchodzi od Krakowskiego Przedmieścia w kierunku Placu Józefa Piłsudskiego - zwieńczona jest jego pomnikiem. Jako pierwszy z pięciu dowódców Armi Krajowej uhonorowany został pośmiertnie Orderem Orła Białego.

 W 1970 roku stan zdrowia Wandy Dynowskiej pogorszył się i zaczęła stopniowo żegnać się ze wszystkimi. Odwiedzali ją zarówno tybetańscy Lamowie, mnisi, ale również księża i zakonnice. Pogrążyła się w medytacji - swoje cierpienie wewnętrzne połączyła z tragedią Tybetu. Zmarła 20 marca 1971 po mszy, medytując w klasycznej pozycji jogi. Zgodnie z jej ostatnią wolą Tybetańczycy zabrali jej ciało i skremowali, oraz zbudowali ku jej pamięci stupę.Jej życie i praca były pięknym mostem między Zachodem i Wschodem, mostem, po którym nie szły czołgi, ale zwyczajna ludzka miłość i dobroć”- tak jej życie podsumował ks.Batogowski.

Od autorki: Opisałam w wielkim skrócie życie dwojga wspaniałych ludzi, którzy cały czas ciężko pracowali zarówno nad własnym rozwojem duchowym jak i - a może przede wszystkim dla dobra innych wcielając w życie idee, którymi się kierowali, mając świadomość, że śmierć jest tylko etapem w podróży, gdzie nieustannie wcielamy się w celu uczenia się i pomagania innym.



zwiń tekst



Niepokojący sen o wielkiej powodzi
Pt, 10 mar 2017 11:19 komentarze: 3 czytany: 961x

[...] Może pod wpływem strachu w związku z czytanymi od dłuższego czasu przepowiedniami wielkiej powodzi, kilka dni temu miałam sen. Jechałam z Synem samochodem- on prowadził, nawierzchnia była śliska i w pewnym momencie gwałtownie skręcił z 4 pasmowej jezdni na lewo, przejechal następną część jezdni i wjeżdżając do lasu odwrócił się i powiedział:" będzie 7 km bliżej". W tym momencie poczułam, że .......

czytaj dalej


[...] Może pod wpływem strachu w związku z czytanymi od dłuższego czasu przepowiedniami wielkiej powodzi, kilka dni temu miałam sen. Jechałam z Synem samochodem- on prowadził, nawierzchnia była śliska i w pewnym momencie gwałtownie skręcił z 4 pasmowej jezdni na lewo, przejechal następną część jezdni i wjeżdżając do lasu odwrócił się i powiedział:" będzie 7 km bliżej". W tym momencie poczułam, że my jesteśmy ostatnimi uciekającymi, że tą jezdnia pędziły niedawno wielkie ilości samochodów. My byliśmy sami.

Wczoraj obudziłam się słysząc słowa z oddali głos mężczyzny:"Sięgnie do swiętego Jerzego". Naturalnie byłam sama w pokoju. To określenie w oddali dotyczy telepatycznego słyszenia. Czasem doświadczam kontaktu ze zmarłymi. Skojarzyło mi się to z powodzią, której tak się boję. W pobliżu jest kościół nad wejściem jest płaskorzeżba w wizerunkiem sw.Jerzego. Zaraz po obudzeniu  skojarzyłam sobie, że woda dojdzie na jezdni do wysokości płaskorzeżby.




Czyli zalane byłyby jedynie ulice bezpośrednio przylegające do Odry, czy Regalicy. Dzisiaj odczytuję to inaczej; w Szczecinie oprócz tej płaskorzeżby jest pomnik sw.Jerzego na Cmentarzu Centralnym. Jeżeli woda  dojdzie do płaskorzeżby na kościele, to Śródmieście znajdzie się pod wodą do wysokości ok.5-6 m. czyli bezpieczne będą dopiero II piętra.Jeżeli dojdzie do zdewastowanego cmentarnego pomnika, to będzie jeszcze wyżej.
Pozdrawiam wszystkich i bojących się, i tych mniej strachliwych. Moje dane personalne i adres tylko do wiadomości Redakcji. [dane do wiad. FN]
 

p.s.
Do swego poprzedniego listu sprzed kilku godzin dodaję, że przed kilku laty wróżka przepowiedziała mi wyjazd na stałe ze Szczecina i tylko z 1 torbą.Po jakimś czasie synowie dołączą do mnie w miejscu gdzie będę.  Mówiła jedynie, ze wyjedziemy za Stargard.vide mapa po podniesieniu wód Bałtyku. W tym czasie często wyjeżdżałam, a swoją wróżkę traktowałam jak psycholog. Ładowała mnie dodatnio - zawsze w chwilach trudnych, mówię sobie: a to jeszcze mnie nie spotkało....
Niestety, ta Pani już nie żyje.
Pozdrawiam




zwiń tekst



Przebudzenie
Czw, 9 mar 2017 08:49 komentarze: 11 czytany: 1161x

[...] Witam załogę Nautilusa!!! Chciałem opowiedzieć swoją historię i rzeczy jakie zaczęły mi się ostatnio przytrafiać.Mam 22 lata a mimo to nie oszukujmy się za sobą życie na dnie... życie w mroku i ciemności którego  nawet dzisiaj opisać nie potrafię. Alkohol i narkotyki nienawidziłem samego siebie, umyślnie jak i podświadomie dążyłem do autodestrukcji... jak patrzę w tył nie potrafię odpowiedzieć.......

czytaj dalej

[...] Witam załogę Nautilusa!!! Chciałem opowiedzieć swoją historię i rzeczy jakie zaczęły mi się ostatnio przytrafiać.Mam 22 lata a mimo to nie oszukujmy się za sobą życie na dnie... życie w mroku i ciemności którego  nawet dzisiaj opisać nie potrafię. Alkohol i narkotyki nienawidziłem samego siebie, umyślnie jak i podświadomie dążyłem do autodestrukcji... jak patrzę w tył nie potrafię odpowiedzieć dlaczego tak się działo...dno.

Ale nie o dno mi chodzi tylko o to co stało się 3 miesięcy temu wyniszczony ciągiem alkoholowym leżałem w pokoju z potworną depresją i myślami samobójczymi... nigdy nie byłem osobą wierzącą ale to przeszło wszystkie moje oczekiwania. Skupiłem się na znalezieniu wyjścia, prosiłem Boga w którego nie wierzyłem o znalezienie wyjścia i coś się zaczęło zmieniać. Dostałem ten ,,przekaz" umysł mi się rozjaśnił a ciało przenikała nowa siła, nie moja ale siła z zewnątrz... zobaczyłem swoje życie i cały egoizm jakim było ono przesiąknięte... zobaczyłem swoje sumienie ale nie moimi oczami... zobaczyłem czystą nienawiść jaką potrafiłem pałać i zobaczyłem wyjście...miłość nic więcej tylko miłość ale nie słowo doznałem uczucia doskonałej miłości trudno to opisać, to mnie przepełniło.

Poddałem się temu uczuciu i doznałem olśnienia, całe to zło jakie czyniłem było po prostu ucieczką od tej miłości od tego światła nie wiem jak to nazwać, a wystarczyło się tylko podać temu światłu i tej miłości.

Tego dnia uwolniłem się od 3 nałogów papierosy, alkohol , narkotyki był to 04. stycznia tego roku... ale na tym nie koniec część tego światła dalej mam w sobie i czuje tą zmiane to przebudzenie, samo podejscie do ludzi się zmieniło... traktuje ludzi jako całość a nawet jako część mnie trudno to nazwać bo to duchowa sfera.

Wiem teraz że ta miłość i to światło daje mi nieograniczone możliwości...trzeba to po prostu poczuć ale jest jeszcze coś czuje jak to światło odnajduje kolejnych ludzi jak ich zbiera w jakimś celu... czuje to i to tak wyraźnie jak się czuje obecność kogoś bliskiego w pokoju. Dopiero teraz widze jakie możliwości się przed nami otwierają...

Pozdrawiam i wolał bym pozostać anonimowy :)




zwiń tekst



To było spokojne mieszkanie, dopóki nie pojawiło się to coś...
Pt, 10 mar 2017 09:20 komentarze: 6 czytany: 994x

Znalazłam Państwa stowarzyszenie poprzez internet.  Nie wiem już do kogo mogę się zgłosić z moim problemem, zacznę wiec od początku  Mam na imię P. [do wiad. FN], mam 28 lat mieszkam w [do wiad. FN] pod Warszawą, 4 lata temu zamieszkałam w mieszkaniu po mojej babci wraz z mężem. Po kilku miesiącach urodziła nam się córeczka. (lokal jest w rodzinie od 1966 roku,  W roku 1968 zmarł w .......

czytaj dalej

Znalazłam Państwa stowarzyszenie poprzez internet.  Nie wiem już do kogo mogę się zgłosić z moim problemem, zacznę wiec od początku  Mam na imię P. [do wiad. FN], mam 28 lat mieszkam w [do wiad. FN] pod Warszawą, 4 lata temu zamieszkałam w mieszkaniu po mojej babci wraz z mężem. Po kilku miesiącach urodziła nam się córeczka. (lokal jest w rodzinie od 1966 roku,  W roku 1968 zmarł w nim mój dziadek w wieku 43 lat, był dobrym spokojnym i bezkonfliktowym człowiekiem).
 Od początku mała nie chciała spać w swoim pokoju bała się płakała, ja czułam cały czas jakbym była obserwowana ale powoli przywykłam do tego zjawiska.

 Jednak ostatnio wszystko się nasiliło, pojawiają się kule światła, jakiś czas temu z regału spadła gromnica, czasami przedmioty które kładłam w jednym miejscu znajdują się w drugim miejscu, radio samo się wyłącza, a jakieś dziesięć lat temu gdy brat przebywał w mieszkaniu spadły głośniki które nie miały prawa spaść bo były daleko od krańca regału.  W nocy nawiedzają mnie koszmary że jakaś siła chce mi zrobić coś złego.

Przedwczoraj w nocy gdy spałam coś lub jakiś byt przycisnął mnie do łóżka, czułam na plecach czyjś silny dotyk, gdy otwierałam oczy nic nie widziałam kompletna ciemność, chciałam zawołać męża (ponieważ ja śpię z córką z obawy o nią) ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Jak nagle to coś się pojawiło tak nagle zniknęło. Otworzyłam oczy, leżałam w takiej samej pozycji i bałam się ruszyć. nie wiem czy był to sen na jawie czy było to prawdziwe przeżycie.  Zdecydowaliśmy się sprzedać mieszkanie ale od prawie roku nie ma chętnych.

W rodzinie mamy księdza, którego poprosiłam o poświęcenie mieszkania. Po tym jakiś czas był względny spokój choć nadal pojawiają się kule światła, czasami mam wrażenie że ktoś za mną stoi.  Ale miarka się przebrała  mamy z mężem już dość.

Kilka dni temu wieczorem ok godziny 21 gdy córka spała u siebie w pokoju, zaczęła panicznie krzyczeć i się trząść. (córka teraz ma ponad 4 lata, zdarzało się wcześniej że kazała zamykać drzwi do pokoju jak siedziała z nami gdy się pytaliśmy dlaczego mamy zamknąć mówiła że w pokoju jest jakiś PAN)  Pobiegłam do niej wzięłam ją na ręce, na nodze miała czerwoną plamę i krzyczała że ją bolą nogi i ręka. Gdy chciałam z nią wyjść z pokoju w drzwiach stał mąż, którego prosiłam żeby nas wypuścił ale z jakiegoś powodu nie chciał tego zrobić. Wzrok miał inny niż zwykle. Złapał mnie za ramię i trzymał ale się wyrwałam i wyszłam z pokoju. On się tam zamknął a gdy wyszedł był już normalny i nawet nie pamiętał że coś takiego miało miejsce. Wziął małą na ręce (nie mogliśmy jej uspokoić) a ona ze strachu się zesikała. W tym momencie granice mojej wytrzymałości się skończyły.

Przedwczoraj w nocy gdy spałam coś lub jakiś byt przycisnął mnie do łóżka, czułam na plecach czyjś silny dotyk, gdy otwierałam oczy nic nie widziałam kompletna ciemność, chciałam zawołać męża (ponieważ ja śpię z córką z obawy o nią) ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Jak nagle to coś się pojawiło tak nagle zniknęło. Otworzyłam oczy, leżałam w takiej samej pozycji i bałam się ruszyć. nie wiem czy był to sen na jawie czy było to prawdziwe przeżycie. To już nie pierwszy raz, innym razem również w nocy (też nie wiem czy był to sen czy jawa) stała nade mną czarna sylwetka która również zaczęła mnie przyciskać do łóżka i sytuacja podobna nie mogłam krzyczeć ani się ruszyć.

Wczoraj wzięłam telefon włączyłam nagrywanie z nadzieją że to coś powie mi dlaczego to wszystko robi ale na nagraniu słychać dziwne trzaski do mikrofonu których w rzeczywistości nie było słychać gołym okiem.
dodam że większość tych zjawisk ma miejsce w pokoju córki, natomiast kule światła oraz nagrania z trzaskami słychać w całym domu.

Wczoraj robiłam zdjęcia mężowi i córce przed zrobieniem w podglądzie na aparacie kilka razy przeleciały dziwne obiekty, natomiast na jednym zdjęciu w prawym dolnym rogu coś jest zamazane.  Szukam jakiejkolwiek pomocy, a na razie nie sprzedam mieszkania.  W końcu to coś zrobi nam krzywdę.

 Wiem że to co piszę jest niewiarygodne ale niestety prawdziwe. Z resztą mam wrażenie że przyciągam siły nadprzyrodzone. W wakacje byliśmy na wycieczce w Koło Nowego Dworu Mazowieckiego jest twierdza Modlin, sfotografowałam tam ducha w oknie.


Czasami przydarzają mi się dziwne rzeczy ale ja jestem do nich przyzwyczajona lecz nie chcę żeby to spotykało moich najbliższych.  Proszę napiszcie mi chociaż jak mogę sobie z tym radzić do momentu sprzedaży lokalu. A nie chcę nagłaśniać tej sprawy ponieważ nikt ode mnie nie będzie chciał kupić nieruchomości. Może to po prostu jest związane ze mną bo przyciągam takie rzeczy oraz często widzę to czego tak naprawdę nie powinnam. Proszę chociaż o jakąkolwiek odpowiedź.

Na dowód tego w załączeniu przesyłam zdjęcie pokoju z kulami świetlnymi dodam iż drzwi do pokoju córki nawet w dzień są zamknięte bo mamy wrażenie jakby ktoś nas obserwował. Również w załączeniu przesyłam zdjęcie z twierdzy Modlin, warto sprawdzić to miejsce dzieją się tam rzeczy naprawdę nie wyjaśnione które mieliśmy okazję odczuć na własnej skórze, natomiast po tym co dzieje się w moim mieszkaniu nie chcę dodatkowo kusić losu. Lubimy z mężem zajmować się amatorsko zjawiskami nadprzyrodzonymi ale nie kosztem naszej rodziny i ukochanej córeczki. Jedyną osoba która wierzy mi w to bo sama u mnie tego doświadczyła jest chrzestna naszej córci.
 Pozdrawiam
P. [dane do wiad. FN]
 

 

Historia została przysłana do FN kilka lat temu i... już wiemy, co było dalej! Po publikacji dostaliśmy e-mail od autorki historii.

Odnośnie artykułu w dziale XXI piętro "To było spokojne mieszkanie, dopóki nie pojawiło się to coś..." To ja Pisałam do Waszej Fundacji te słowa.
Otóż odpowiadając na to jak dalej potoczyły się nasze losy:
Mieszkanie zostało sprzedane dokładnie dwa lata temu w dniu 07.03.2015 roku. (dziwny zbieg okoliczności z ukazaniem artykułu). Ksiądz o którym mowa był jeszcze raz z drugim księdzem.

Oczyścili to miejsce, natomiast my i tak nie chcieliśmy już tam zostać. Nowi właściciele nie zauważyli żadnych zjawisk ani nic z tych rzeczy. Żyją sobie spokojnie :). Do tych którzy zarzucają iż chciałam sprzedać mieszkanie z duchami, mówię kategoryczne NIE. To atakowało tylko moją rodzinę, natomiast świat jest pełen Duchów, Zjaw, Demonów czy wprowadzając się gdziekolwiek mamy świadomość iż coś lub ktoś tam jest NIE. Żyjemy koło nich tak jakby ich nie było a oni są może nawet w tej chwili koło nas stoją i nas obserwują. Nie zawsze musi się to kończyć atakami. Wracając do listu zamieszkaliśmy na obrzeżu naszego miasta w małym przytulnym domku.

Przez ostatnie dwa lata nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło no może tylko dziewczynka którą widuję cza sami w domu, uśmiecha się potem idzie do kuchni i znika. Nasz kot czasami patrzy się w jakiś punkt ale nic po za tym. Wzmianki i nieruchomości pochodzą z pierwszej połowy XX wieku, jeszcze z czasów przedwojennych. Żyjemy normalnie. Nadal interesujemy się takimi zjawiskami, ale odpuściliśmy "Z pchaniem się na siłę tam gdzie nas nie chcą". Mała nadal pamięta to co się wydarzyło ale już się niczego nie boi. Śpi sama w swoim pokoju w nocy sama wychodzi do łazienki. Prośba do Fundacji prosiłabym o usunięcie zdjęcia z kulami w pokoju.

Byłabym bardzo wdzięczna za to. Wiem że gdy pisałam do was tamtego @ mieliście zresztą jak zwykle kupę roboty. Ale dziękuję wam bo dzięki waszej stronie i tych wszystkich artykułach stałam się silniejsza i byłam wstanie przetrwać wszystko. Pozdrawiam Całą Fundację



zwiń tekst



Dwie historie o spotkaniu z nieznanym
Wt, 7 mar 2017 10:56 komentarze: 1 czytany: 914x

[...] Od kilku miesięcy regularnie czytam artykuły na Waszej stronie i nasunął mi się pomysł aby napisać do Was, aby opisać historię, którą słyszę już od kilku lat od mojego dziadka. Nigdy nie brałem tego na poważnie, dopiero nie dawno uznałem, że jest to w miarę ciekawe.Pewnej nocy, a właściwie podczas nocnej zmiany w pracy (około godziny 2/3 nad ranem), pracownik oczyszczalni ścieków, mój dziadek.......

czytaj dalej

[...] Od kilku miesięcy regularnie czytam artykuły na Waszej stronie i nasunął mi się pomysł aby napisać do Was, aby opisać historię, którą słyszę już od kilku lat od mojego dziadka. Nigdy nie brałem tego na poważnie, dopiero nie dawno uznałem, że jest to w miarę ciekawe.

Pewnej nocy, a właściwie podczas nocnej zmiany w pracy (około godziny 2/3 nad ranem), pracownik oczyszczalni ścieków, mój dziadek, postanowił zrobić sobie krótką drzemkę. Pracujące maszyny, jak twierdzi, sprzyjały relaksowi. Zaraz po położeniu się i zamknięciu oczu zrobiło się jakby chłodniej oraz poczuł się dziwnie błogo, miał wrażenie, że nie jest sam, jednakże nie mógł, ani nawet nie miał chęci rezygnować z tego stanu. Po niedługim czasie zaczął się jednak niepokoić o to, co się dzieje. Czuł lęk. Jednak gdy już wszystko wróciło do normalnego stanu, otworzył oczy jakby nigdy nic i... wstał.

Dziadek opowiadając tę historię zawsze podkreśla, iż nie spał tylko drzemał - był jakby w letargu, aczkolwiek wiedział co dzieje się dookoła, stracił jednak poczucie czasu, zdawało mu się jakby to trwało kilka może kilkanaście minut, a tak na prawdę działo się to na przestrzeni kilku godzin. Śmieje się również, że to był duch jego poprzednika, który dostał zawału i zmarł w tym miejscu. Mój dziadek jest jednak niezwykle sceptycznie nastawiony do czegoś takiego jak duchy, kosmici, czy inne paranormalne rzeczy, więc jeżeli tak to rozpamiętuje, musiało być to rzeczywiście niezwykłe przeżycie, albo na prawdę najadł się wtedy strachu.
Pozdrawiam całą załogę Nautilusa. Hubert.

 

[...] Ta historia wydarzyła się niedawno, trzy lata temu. Moja ciocia, siostra ojca zachorowała na raka mózgu, lekarze nie dawali żadnych szans, ona sama też miała świadomość tego, że umiera. Kiedy odwiedziałam ją trzy tygodnie przed śmiercią w rozmowie trudno mi było się opanować i w pewnym momencie łzy stanęły mi w oczach, na co ona powiedziała: "Nie płacz, ciotka nie umrze". To były jej ostatnie słowa skierowane do mnie.

Trzy tygodnie później przyśniła mi się wraz ze swoją siostrą, która od kilku lat już nie żyła i powiedziała: "Mówią, że ja umarłam ale ja nie umarłam, ja tylko wyszłam ze szpitala, ale do męża nie wrócę, zostanę tutaj, bo tutaj mi dobrze." W tym czasie była już w śpiączce a następnego dnia odeszła.



zwiń tekst



Sen, dzięki któremu uratowałam życie mojego syna
Pon, 6 mar 2017 08:40 komentarze: 2 czytany: 870x

Miałam kiedyś sen, który uratował życie mojemu synkowi. Miał 1,5 miesiąca życia i ciągle pokaszliwał. Co drugi dzień byłam z nim u lekarza. Był osłuchiwany, wszystko dobrze. Nie mam temperatury, nie ma zmian na płucach, wszystko dobrze. Jakaś przewrażliwiona matka ze mnie. Ale do lekarza wracałam jak bumerang.Pewnej nocy przyśniło mi się, że widzę taką starodawną kołyskę a w niej śpi mój synuś. Nagle.......

czytaj dalej

Miałam kiedyś sen, który uratował życie mojemu synkowi. Miał 1,5 miesiąca życia i ciągle pokaszliwał. Co drugi dzień byłam z nim u lekarza. Był osłuchiwany, wszystko dobrze. Nie mam temperatury, nie ma zmian na płucach, wszystko dobrze. Jakaś przewrażliwiona matka ze mnie. Ale do lekarza wracałam jak bumerang.

Pewnej nocy przyśniło mi się, że widzę taką starodawną kołyskę a w niej śpi mój synuś. Nagle pod kołyską rozsuwa się podłoga i kołyska zaczyna wpadać do ciemnej dziury. W ostatniej chwili jednak chwytam synka i tulę do piersi.
Przerażona snem wyskakuję z łóżka i biegnę do łóżeczka, a tam mój synuś ma kłopoty z oddychaniem. Jest prawie siny. Budzę męża, pędzimy do pobliskiego szpitala na pogotowie. Tam stwierdzają, że to zapalenie płuc, tzw. "zimne”, bez temperatury. Szybko podany tlen, antybiotyki. Mój synuś przeżył. Boję się pomyśleć, co byłoby gdybym zignorowała sen. Gdybym po prostu obróciła się na drugi bok.
„Sen mara, Bóg wiara” tak mówią. Ja mówię „sen wiara, Bóg wiara”, bo wiem za każdym snem stoi jakaś wiadomość lub przestroga.
Pozdrawiam, [dane do wiad. FN]


... i jeszcze jedna historia - opisana przez osobę korzystającą z portalu społecznościowego


[...] odszedl dzis moj kroliczy przyjaciel...dla niektorych tylko krolik...ja sie nie moge porbierac....prosze...powiedzcie, ze ta mała krolicza dusza tez odeszla gdzieś??? nie przepadła....
niedz. 22:22
[...]
Witam. Miałam dziwne zdarzenie w nocy . Mąż mówi ze to sen...ale ja jestem. Pewna że to się stało naprawdę  ....
we śnie usłyszałam jakby ktoś do mnie mówił. ...zaczęłam się wybudzac.  Juz nie spałam ale miałam zamknięte oczy i słyszałam kobiecy głos tuż nad swoją twarza- śpię na plecach .
Przestraszył mnie ten głos i otworzyłam. Oczy
nie mogłam się ruszyć a nade mną  widziałam  coś. ..
Jakby szary klab. ?  Wir...?
Na suficie...to się poruszalo
W pewnej chwili jakby zrozumiało  ze się patrze i nagle zniknęło. ..a ja znowu mogłam się ruszyć  Czy ja zwariowałam. ?  Czy to był sen. ...?   

                                                      



zwiń tekst



Tato, taki sam Mercedes był na... moim pogrzebie - jechałem nim do kościoła i na cmentarz!
Nie, 5 mar 2017 09:14 komentarze: 3 czytany: 2513x

Bardzo ciekawa historia pojawiła się w komentarzach pod jednym z artykułów. Opisuje ona rozmowę naszego czytelnika ze swoim małym synem. I naprawdę nie wymaga żadnego komentarza - trafia do naszego XXI PIĘTRA./zdjęcie: internet/[...] mój syn -wtedy 4 lata-siedzimy przed tv oglądamy program o samochodach, nagle dziecko mówi:-Taki sam Mercedes był na moim pogrzebie, jechałem w nim!My zszokowani z lekka.......

czytaj dalej

Bardzo ciekawa historia pojawiła się w komentarzach pod jednym z artykułów. Opisuje ona rozmowę naszego czytelnika ze swoim małym synem. I naprawdę nie wymaga żadnego komentarza - trafia do naszego XXI PIĘTRA.


/zdjęcie: internet/

[...] mój syn -wtedy 4 lata-siedzimy przed tv oglądamy program o samochodach, nagle dziecko mówi:

-Taki sam Mercedes był na moim pogrzebie, jechałem w nim!


My zszokowani z lekka...

- Jak to na Twoim pogrzebie?

- Normalnie, było dużo ludzi ładnie ubranych, świeczki na stojakach, leżałem w trumnie a potem jechałem w tym Mercedesie, ludzie płakali.

Teraz najlepsze. Kilka dni później poszliśmy na cmentarz na groby rodziny. Malec był rowerkiem, podjechał do mnie i mówi:

- Chodź tato za mną pokażę ci gdzie leżałem!

Poszlismy na drugą część cmentarza, syn bez wahania podjechał do grobu jakiegoś mężczyzny i mówi:

- Tu leżałem, ale było nudno, potem poszedłem do nieba, tam było fajnie i wesoło ale chciałem przyjść do Was i przyszedłem.

Mężczyzna ten umarł około 10 lat wcześniej - opis pogrzebu zgadzał sie co do joty-w tamtych czasach była u nas firma pogrzebowa, która miała właśnie takie Mercedesy i były to ostatnie lata że zmarłych na cmentarz przywożono z domu, a nie jak teraz z kaplicy. Myślę, że raczej sam tego nie wymyślił. pozdrawiam [...]


Autora tego wpisu prosimy o e-mail: nautilus@nautilus.org.pl



zwiń tekst



"Co u ciebie słychać?" - rozmawiał z człowiekiem, który rok wcześniej się powiesił
Sob, 4 mar 2017 05:40 komentarze: 2 czytany: 1311x

Pierwszą historie opowiedziała babcia mojego męża. Wydarzyło się to około dwóch lat temu. Babcia mieszka w bloku w mieście L.  Miała sąsiadkę mniej więcej w swoim wieku, tzn ok 80 lat, która z rok przed wydarzeniem została wdową. Mieszkała ona sama. Pewnej nocy ni stąd ni zowąd babcia słyszy przez ścianę ( ściany w tym bloku są dosyć cienkie tak że większy hałas i wszystko słychać), że jej samotna.......

czytaj dalej

Pierwszą historie opowiedziała babcia mojego męża. Wydarzyło się to około dwóch lat temu. Babcia mieszka w bloku w mieście L.  Miała sąsiadkę mniej więcej w swoim wieku, tzn ok 80 lat, która z rok przed wydarzeniem została wdową. Mieszkała ona sama. Pewnej nocy ni stąd ni zowąd babcia słyszy przez ścianę ( ściany w tym bloku są dosyć cienkie tak że większy hałas i wszystko słychać), że jej samotna sąsiadka prowadzi dialog z jakimś mężczyzną.
Nazajutrz zaciekawiona pyta się jej: " co to za mężczyzna był u ciebie w nocy, z którym tak gadałaś?". Na to sąsiadka, że to jej mąż  (zmarły przecież jakiś czas wcześniej) ją odwiedził i to z nim  rozmawiała. Niedługo po tym sąsiadka zmarła.
 
Drugą historie słyszałam od C., kumpla mojej siostry. Pewnego dnia ( około 2012 ) dzień jak co dzień wyszedł na przystanek, aby dojechać do pracy. Kiedy stał na przystanku zauważył swojego znajomego X (nie pamiętam imienia) jadącego na rowerze. Ten przejeżdżając obok zatrzymał się cześć- cześć, podali sobie ręce. -co u ciebie słychać itp. Kolega mówi że no dobra już musi jechać do roboty.
Za jakieś 3 miesiące C. ma spotkanie w gronie kolegów. Od słowa do słowa i C. wspomina,  że spotkał X jak jechał do pracy ze 3 mies temu. Wszyscy obecni postawili oczy ze zdumienia, bo jak się okazuje ich wspólny znajomy X powiesił się 1,5 roku wcześniej (czego C, nie wiedział)
 
Jeszcze mam ciekawą historyjkę, którą chce zaprezentować ale to z innej beczki. Moi teściowie mają działke w miejscowości Z. Gdy tylko pogoda robi się cieplejsza często tam wyjeżdżają. Teść jest stałym czytelnikiem gazety wyborczej, wiec w domu zawsze jest świeże wydanie. Na pewno większość ludzi kojarzy nekrologi z wyborczej.
Około dwóch tygodni przed wydarzeniem, zmarł ich sąsiad z tej miejscowości. Tego dnia przyjechali do Z. Wchodzą do mieszkania a na stole w pokoju leży rozłożona gazeta za stroną z nekrologami, na której to wymieniony jest nekrolog owego niedawno zmarłego sąsiada.
Dla rozmycia wątpliwości wspomnę że obydwoje zarzekają się że tej gazety tak nie zostawili
 
Pozdrawiam, Monika.
 






zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 30
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 30

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN ... Witam FN. Czasem prezentujecie na swoim portalu rożne opinie. Czytałem właśnie artykuł w którym występuje inne spojrzenie na karmę i jako że mieszkam od roku w Azji (4 miesiące Tajlandia) (8 miesięcy Wietnam) to muszę potwierdzić że karma jest właśnie w taki sposób postrzegana w Azji, a My Europejczycy źle to interpretujemy. [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Czw, 16 mar 2017 11:41 | Dwie relacje o obserwacjach UFO nad Bydgoszczą i dwie sprzed kilku lat - zapraszamy do odwiedzenia naszego serwisu www.emilcin.com ... dział RELACJE ... polecamy!

Dziennik Pokładowy

Sobota, 25 luty 2017 | Jak to jest: zabić drugiego człowieka? W grach komputerowych i filmach sensacyjnych to prosta sprawa - "w życiu" jest to trudne... Ta pozornie drobna kwestia stanowi śmiertelny cios dla tzw. teorii spiskowych 11 września 2001.

czytaj dalej

FILM FN

OFICJALNY KONTAKT Z UFO? Live stream Fundacji Nautilus 19 marca 2017

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



2 listopad :: Hipoteza symulacji - czy żyjemy w Matrixie? Naukowe i filozoficzne argumenty na temat możliwości życia w symulowanej rzeczywistości. Czy to możliwe i co na ten temat twierdzą naukowcy? Dyskusja na ten temat na forum Hydepark: viewtopic.php?f=33&t=4621
2 listopad :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291
9 maj :: Czy liczby to "boski" kod Wszechświata? Czy matematyka to coś więcej, niż może się nam wydawać? Dyskutujemy o tajemnicach liczb, zagadkach, paradoksach, tajemnicach matematyki oraz o...informatyce. Zapraszamy: viewtopic.php?p=62550#p62550

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.