Dziś jest:
Środa, 19 sierpnia 2026

Bardziej żyjemy naszymi pragnieniami niż naszymi czynami.
/sir Thomas More/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz

Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie



KOLORY, KTÓRYCH NIE MA W NASZYM ŚWIECIE
Wczoraj, 18:11 komentarze: brak czytany: 227x

Z poczty FN: Podzielę się swoją historią, której do tej pory nie rozumiem. W 2008 roku jak miałam 23 lata pracowałam w Niemczech przy pracach sezonowych. Mieszkałyśmy w tzw. Laubach. W czasie przerwy zostałam w Laubie i szykowałam sobie obiad. Rozdzielałam nożem zamrożone kotlety. Robiłam to bezmyślnie, chyba z przemęczenia w taki sposób że nóż wbił mi się w kciuk. Wyciągnęłam nóż i poczułam .......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Podzielę się swoją historią, której do tej pory nie rozumiem. W 2008 roku jak miałam 23 lata pracowałam w Niemczech przy pracach sezonowych. Mieszkałyśmy w tzw. Laubach. W czasie przerwy zostałam w Laubie i szykowałam sobie obiad. Rozdzielałam nożem zamrożone kotlety. Robiłam to bezmyślnie, chyba z przemęczenia w taki sposób że nóż wbił mi się w kciuk. Wyciągnęłam nóż i poczułam się słabo. Uklęknęłam, a następnie położyłam się na podłodze czując, że odpływam. I tu zaczyna się najlepsze, słyszałam melodię, widziałam zarysy kolorowych postaci, świeciły, otoczenie było pełne kolorów z dominacją różowego. Te postacie podchodziły do mnie i czułam, że są zdziwione, że mnie widzą. Nagle coś mnie wyrwało z tego "świata", ale ja nie chciałam wracać. Czułam, że tam jest moje miejsce. Poczułam przeszywający ból w klatce piersiowej. Otworzyłam oczy i zobaczyłam szare smutne otoczenie. A na podłodze kałużę krwi. Co mi się przytrafiło? Czy to było spowodowane utrata krwi? Czy byłam po drugiej stronie?


Komentarz FN: 

Dziękujemy za tę historię. To, co Pani przeżyła, wygląda na klasyczne doświadczenie z pogranicza śmierci. Utrata krwi i silny wstrząs sprawiły, że na chwilę wyszła Pani poza ciało. Wiele osób w takich momentach widzi i czuje dokładnie to samo: piękne kolory, światło, postacie i głębokie poczucie, że trafiło się do swojego prawdziwego domu. Pani doświadczenie było realne. Z przesłanego opisu wnioskujemy, że nie było to zwykłe omdlenie. Na chwilę znalazła się Pani po drugiej stronie i wróciła. Takie rzeczy się zdarzają i nie są rzadkością. Pozdrawiamy.




zwiń tekst



DWIE HISTORIE W JEDNEJ KAMIENICY
Nie, 16 sie 2026 14:15 komentarze: brak czytany: 322x

Dzień dobryOpiszę państwu swoją historię, dokładniej 2 przeżycia, a miałem ich kilka na przestrzeni 30 lat. Moi bliscy o nich słyszeli jakoś nigdy nie miałem problemu z opowiadaniem swoich przeżyć. Było to w 2017 roku, Chodziłem do Brata korzystać z komputera i internetu po tym jak się wyprowadził od rodziców i poszedł na swoje. Pewnego razu oglądając u niego filmy, a byłem sam w mieszkaniu. Poczułem.......

czytaj dalej

Dzień dobry

Opiszę państwu swoją historię, dokładniej 2 przeżycia, a miałem ich kilka na przestrzeni 30 lat. Moi bliscy o nich słyszeli jakoś nigdy nie miałem problemu z opowiadaniem swoich przeżyć. Było to w 2017 roku, Chodziłem do Brata korzystać z komputera i internetu po tym jak się wyprowadził od rodziców i poszedł na swoje. Pewnego razu oglądając u niego filmy, a byłem sam w mieszkaniu. Poczułem uczucie nie niepokój ani strach ale impuls. Odwróciłem się i jak by ktoś rzucił czarnym materiałem, po łuku od sufitu do podłogi. Było to przed 16, bo ani brata i jego ówczesnej narzeczonej a teraz żony nie było. Po zobaczeniu tego poczułem prawdziwy strach, dreszcz po karku. Wstałem od komputera i po minucie mnie już w tej kamienicy nie było. 2 lata później przez 2 miesiące mieszkałem w tym mieszkaniu i miałem nieraz jakieś odczucia ale w myślach weź się uspokój i było wszystko ok. W 2016-17 roku śpię u siebie w mieszkaniu po czym budzi mnie ucisk i paraliż na całą lewą stronę ciała jak by ktoś za mną mnie wgniótł w łóżko. Stereotypowa zmora senna. Dopiero krzyk zwanie i ,że ma odejść przyniosło skutek. Po czym usnąłem od razu bez nerwów. Piszę o tym ponieważ Pan Robert wspominał w niejednym wywiadzie o podobnym przeżyciu. I teraz smaczek moje mieszkanie przylegało do kuchni mieszkania w którym mieszkał mój brat do 2012 roku. Ta sama kamienica, te same piętra, inne klatki schodowe. Od tamtej pory nic. Lecz oglądanie się przez ramie pozostało.

 



zwiń tekst



KIEDY CISZĘ NOCY PRZERWAŁ ŚPIEW PTAKÓW
Sob, 15 sie 2026 12:04 komentarze: brak czytany: 328x

Dzień dobryWłaśnie jestem świeżo po przeczytaniu książki "Jestem z gwiazd", którą przeczytałam jednym tchem. Dziękuję, że Pan porusza i rozpowszechnia tematy UFO, reinkarnacji itp. Chciałam podzielić się swoim "małym" doświadczeniem po śmierci Mamy.Mama zmarła w kwietniu 2020 roku.Dwa dni przed śmiercią leżała już nieprzytomna w szpitalu. W tamtym czasie mieszkałam w bloku na 1 pietrze na dużym "betonowym.......

czytaj dalej


Dzień dobry

Właśnie jestem świeżo po przeczytaniu książki "Jestem z gwiazd", którą przeczytałam jednym tchem. Dziękuję, że Pan porusza i rozpowszechnia tematy UFO, reinkarnacji itp. Chciałam podzielić się swoim "małym" doświadczeniem po śmierci Mamy.
Mama zmarła w kwietniu 2020 roku.

Dwa dni przed śmiercią leżała już nieprzytomna w szpitalu. W tamtym czasie mieszkałam w bloku na 1 pietrze na dużym "betonowym" osiedlu. Była godzina ok 1-2 w nocy, siedziałam i rozmawiałam z 17 letnia córką w dużym pokoju. W którymś momencie 1 z nas mówi czy druga słyszy ptaki. Otóż obie z nas słyszałyśmy świergot stada jakiś małych ptaszków, który trwał dość długo około godziny . Nie wiem czemu ale bałam się wyjrzeć za okno. Dodam że za oknem był balkon i plac zabaw.

Dźwięk był bardzo wyraźny. Po jakimś czasie poszłam spać do innego pokoju , gdzie okno było na inną stronę i znów to ćwierkanie .Rano ok 7 odebrałam telefon ze szpitala że Mama o 1:17 zmarła....Mieszkałam na tym Osiedlu 20 lat i nigdy o 1-2 w nocy nie słyszałam ptaków a stado w ogóle mi się wydaje nie realne. W dzieciństwie mieszkałam przy lesie więc budziły mnie ptaszki ale najwcześniej 4-5. zatem w moim odczuciu to Dusza mojej Mamy przyszła się pożegnać, co wbrew pozorom dało mi spokój i pogodzenie się z Jej śmiercią tu na Ziemi.
Dodam, że nie jestem osobą, która lubi wymyślać jakieś historie, a kłamstwo mam wrażenie że zaraz po mnie widać.

Komentarz FN:

Dziękujemy za podzielenie się tym doświadczeniem. W naszych zbiorach relacji nie brakuje podobnych doniesień - wiele osób opisuje, że w chwili odejścia bliskiej osoby pojawiają się ptaki, słychać ich śpiew lub stukanie, nawet w miejscach i porach, w których normalnie ich nie ma. Takie sygnały często niosą bliskim poczucie spokoju i pożegnania. Jeszcze raz dziękujemy za zaufanie i przekazanie tej historii.

 



zwiń tekst



OD LAT ŚNIĘ O ISTOTACH Z INNEGO ŚWIATA
Pt, 14 sie 2026 10:37 komentarze: brak czytany: 358x

Witam serdecznie, Panie RobercieChciałabym opisać Panu jeden z moich snów o ludziach nie z tej planety, gdyż miewam takie sny od 1996 roku, a ten miałam około 6 lat temu.Jestem na statku pozaziemskim i widzę kilka kobiet w wieku około 40 lat i jednego młodego mężczyznę w wieku około 25 lat ubranych w białe połyskujące kombinezony z granatowymi pasami po bokach. Kobiety stoją i są czymś zajęte, a ten.......

czytaj dalej


Witam serdecznie, Panie Robercie

Chciałabym opisać Panu jeden z moich snów o ludziach nie z tej planety, gdyż miewam takie sny od 1996 roku, a ten miałam około 6 lat temu.

Jestem na statku pozaziemskim i widzę kilka kobiet w wieku około 40 lat i jednego młodego mężczyznę w wieku około 25 lat ubranych w białe połyskujące kombinezony z granatowymi pasami po bokach. Kobiety stoją i są czymś zajęte, a ten mężczyzna siedzi przy jakimś urządzeniu. Mężczyzna obrócił się w moim kierunku i spojrzał na mnie. Ja stałam tam i rozglądałam się dookoła, a kiedy mężczyzna spojrzał na mnie ja tym zachęcona zwróciłam się do niego i zapytałam: kiedy nam się w końcu pokażecie? Mężczyzna szybko odpalił: dopiero po 3 wojnie światowej. Ja zdębiałam i przestraszona zapytałam: To będzie 3 wojna światowa? Kobiety natychmiast obróciły się w kierunku tego mężczyzny i przeszyły go wzrokiem, a on zaniemówił i było widać, że pożałował tego co powiedział. Nastąpiła konsternacja i natychmiast się obudziłam.

 


To jest jeden ze snów, którego nie da się zapomnieć i nie opowiadałam go nikomu, ponieważ nie chciałam nikogo straszyć 3 wojną światową. Po wybuchu wojny między Rosją a Ukrainą ten sen zaczął nabierać dla mnie sensu, choć miałam nadzieję, że ta wojna szybko się skończy. Teraz zdaję sobie sprawę, że 3 wojna światowa tak naprawdę już trwa, a polem bitwy jest Ukraina. Pół roku przed wybuchem tej wojny, a dokładnie w nocy 8 sierpnia 2021 roku zobaczyłam we śnie potężną demoniczną istotę o niebotycznych rozmiarach, która przechodząc niszczyła wszystko dookoła, był to bardzo przerażający byt. Widziałam ludzi uciekających do nas, domy były przepełnione, ale my (Polska) byliśmy bezpieczni, w jakiś sposób byliśmy zabezpieczeni.

Dodam jeszcze jeden sen jaki miałam odnośnie przyszłego kontaktu. Ten sen miałam 19-06-2022 roku. Z pojazdu kosmicznego wyleciała platforma, na której znajdowali się ludzie i wylądowała z nimi na Ziemi. Z tej platformy wysiedli ludzie wyglądający dokładnie tak jak my. Rozmawiali z nami i dowiedziałam się że pochodzą z prawie identycznej planety i borykają się podobnymi problemami, jedynie co ich wyróżniało to to, że są trochę bardziej zaawansowani technologicznie od nas. To był nasz pierwszy kontakt z obcą cywilizacją.

Pozdrawiam serdecznie Pana i cały zespół Nautilus i dziękuję za audycje, które ogromnie mnie cieszą.

 



zwiń tekst



KTO WYSŁAŁ TĘ WIADOMOŚĆ?
Śr, 12 sie 2026 21:25 komentarze: brak czytany: 371x

Dzisiaj, oglądając jeden z wywiadów pana Bernatowicza na YouTube, przypomniała mi się historia, która wydarzyła się kilka lat temu. Rozmowa dotyczyła osób zmarłych, dusz oraz różnych niewyjaśnionych doświadczeń zgłaszanych przez ludzi. W pewnym momencie pomyślałem o zdarzeniu, którego sam byłem świadkiem i które do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Nie kontaktuję się z Państwem po to, aby kogokolwiek.......

czytaj dalej

Dzisiaj, oglądając jeden z wywiadów pana Bernatowicza na YouTube, przypomniała mi się historia, która wydarzyła się kilka lat temu. Rozmowa dotyczyła osób zmarłych, dusz oraz różnych niewyjaśnionych doświadczeń zgłaszanych przez ludzi. W pewnym momencie pomyślałem o zdarzeniu, którego sam byłem świadkiem i które do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Nie kontaktuję się z Państwem po to, aby kogokolwiek przekonywać do konkretnej interpretacji tej historii.

Chciałbym po prostu podzielić się wydarzeniem, które rzeczywiście miało miejsce. Całkowicie zaręczam, że opisuję fakty tak, jak je zapamiętałem. Nie jest to wymyślona opowieść ani próba stworzenia sensacyjnej historii. Być może znajdą Państwo w niej coś interesującego lub wartościowego z punktu widzenia swoich badań. Historia dotyczy mojej partnerki, która przeżywała wówczas bardzo trudny okres. Rok przed śmiercią swojego taty straciła ukochanego psa, z którym była związana przez wiele lat. Był on dla niej kimś znacznie więcej niż zwierzęciem. Jego odejście było ogromnym ciosem. Niedługo później ciężko zachorował jej tata. Przez około rok trwała walka o jego życie, która niestety zakończyła się jego śmiercią. Był to dla niej niezwykle bolesny czas. Po odejściu taty bardzo cierpiała i, jak wiele osób po stracie najbliższych, pragnęła choćby najmniejszego znaku, że po drugiej stronie wszystko jest w porządku.

Kilka tygodni po jego śmierci wydarzyło się coś, czego do dziś nie potrafię racjonalnie wyjaśnić. Otrzymałem SMS z numeru telefonu mojej partnerki. Treść wiadomości była bardzo nietypowa. Składała się z kilku zdań, które sugerowały, że jej pies jest szczęśliwy, biega po łące, a wraz z jej tatą chodzą na spacery i wszystko jest dobrze. Pamiętam, że wiadomość wywołała u mnie ogromne zdziwienie. Napisałem do partnerki z pytaniem, dlaczego wysłała mi takiego SMS-a. Odpowiedziała, że niczego nie wysyłała. Sprawdziła telefon i rzeczywiście nie było śladu takiej wiadomości w historii wysłanych SMS-ów.

Najbardziej zastanawiające odkryliśmy jednak później. Analizując treść wiadomości, zauważyliśmy, że poszczególne zdania rzeczywiście pochodziły z dawnych SMS-ów, które moja partnerka wysyłała mi na przestrzeni miesięcy czy nawet lat. Były to fragmenty różnych rozmów, dotyczących zupełnie innych sytuacji. Jedno zdanie odnosiło się do spaceru z psem, inne do jego zachowania, jeszcze inne do codziennych spraw.

Wyglądało to tak, jakby ktoś zebrał pojedyncze fragmenty z wielu różnych wiadomości i połączył je w jeden spójny komunikat. Co niezwykłe, całość tworzyła bardzo konkretny przekaz. Przekaz, którego sens można było odczytać jako informację, że jej tata i ukochany pies są razem, są szczęśliwi i że wszystko jest w porządku.

Do dziś nie wiem, w jaki sposób taka wiadomość mogła zostać wygenerowana i wysłana. Nie znam żadnego technicznego wyjaśnienia tego zdarzenia. Być może takie istnieje. Jednocześnie trudno było nie zwrócić uwagi na symbolikę całej sytuacji oraz na moment, w którym się wydarzyła. Niezależnie od tego, jak interpretować ten przypadek, pamiętam, że dla mojej partnerki miał on ogromne znaczenie. Wiadomość przyniosła jej spokój, którego bardzo wtedy potrzebowała. Miała poczucie, że otrzymała odpowiedź na pytanie, które od tygodni nosiła w sobie.

Po latach nadal wracam myślami do tej historii i nadal nie potrafię jej wyjaśnić. Być może jest to jedynie niezwykły zbieg okoliczności. Być może kryje się za tym coś więcej.

Pozostawiam to ocenie Państwa i czytelników Fundacji Nautilus.




zwiń tekst



SZCZERA PROŚBA PŁYNĄCA Z SERCA
Śr, 12 sie 2026 07:27 komentarze: brak czytany: 358x

Szanowny Panie Robercie,od pewnego czasu z dużym zainteresowaniem oglądam Pana podcasty oraz przeczytałem Pana książkę. Szczególnie poruszyły mnie opowieści dotyczące Sai Baby i relacje ludzi, którzy opisywali niezwykłe zbiegi okoliczności po szczerej modlitwie lub prośbie skierowanej do Niego. Szczególnie zapadła mi w pamięć historia opowiedziana przez Pana w Radiu Z i pocztówce. Przyznam, że podchodziłem.......

czytaj dalej

Szanowny Panie Robercie,

od pewnego czasu z dużym zainteresowaniem oglądam Pana podcasty oraz przeczytałem Pana książkę. Szczególnie poruszyły mnie opowieści dotyczące Sai Baby i relacje ludzi, którzy opisywali niezwykłe zbiegi okoliczności po szczerej modlitwie lub prośbie skierowanej do Niego. Szczególnie zapadła mi w pamięć historia opowiedziana przez Pana w Radiu Z i pocztówce. Przyznam, że podchodziłem do takich historii z dużym dystansem. Nie uważałem się za osobę wierzącą w tego typu zjawiska, ale postanowiłem zrobić pewien eksperyment.

Od kilku miesięcy próbowałem sprzedać swoje mieszkanie. Mimo wielu wyświetleń ogłoszenia i kilku zapytań nie było osoby, która naprawdę chciałaby je kupić. Zaczynałem już tracić nadzieję, że uda się je sprzedać w rozsądnej cenie i w rozsądnym czasie.

Którejś nocy zwróciłem się do Sai Baby z prostą, szczerą prośbą płynącą z serca. Poprosiłem jedynie o pomoc w sprzedaży mieszkania, jeśli rzeczywiście może mi pomóc.

Następnego ranka wydarzyło się coś, co bardzo mnie zaskoczyło. Otrzymałem wiadomość SMS od kobiety zainteresowanej kupnem mojego mieszkania. Umówiliśmy się na spotkanie i od pierwszych minut bardzo dobrze nam się rozmawiało. Okazało się, że mieszkamy w tym samym bloku, mamy podobne pasje związane ze sportem i aktywnym stylem życia, a rozmowa przebiegała tak, jakbyśmy znali się od dawna.

Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, co powiedziała podczas spotkania. Przyznała, że od dłuższego czasu szukała mieszkania właśnie w naszym bloku. Regularnie przeglądała ogłoszenia, ale nic odpowiedniego się nie pojawiało. W końcu pogodziła się z myślą, że chyba nie uda jej się tutaj nic kupić i praktycznie zrezygnowała z dalszych poszukiwań. Kilka dni przed naszym kontaktem kolega powiedział jej, żeby jeszcze raz zajrzała do ogłoszeń, bo może pojawiło się coś nowego. Wtedy trafiła na moje mieszkanie i napisała do mnie wiadomość. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ktoś może powiedzieć, iż był to zwykły zbieg okoliczności. Być może właśnie tak było. Jednak zbieżność czasu, okoliczności i całej tej historii zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie potrafię tego jednoznacznie wyjaśnić, ale sprawiło to, że zacząłem patrzeć na podobne relacje z dużo większą otwartością.

Nie piszę tego, aby kogokolwiek przekonywać. Chciałem jedynie podzielić się swoim doświadczeniem, ponieważ to właśnie Pana audycje i opowieści skłoniły mnie do wykonania tego prostego gestu - szczerej prośby płynącej z serca. Dziękuję za Pana pracę i za wszystkie historie, które skłaniają do refleksji. Niezależnie od tego, jak każdy z nas interpretuje takie wydarzenia, moje doświadczenie pozostanie czymś, czego długo nie zapomnę.


Komentarz FN:

Dziękujemy za podzielenie się tą niezwykłą historią. W Fundacji Nautilus od lat obserwujemy, jak pozornie przypadkowe zdarzenia potrafią układać się w zaskakująco precyzyjną całość. Trudno uwierzyć, że wszystko jest wyłącznie dziełem przypadku. Historia Sai Baby wielokrotnie pokazuje, że jego moc potrafi nas zaskoczyć właśnie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Być może również w tym przypadku otrzymana odpowiedź przyszła dokładnie w momencie, w którym miała nadejść.



zwiń tekst



TĘSKNOTA ZA OJCEM, KTÓREGO NIE ZNAŁAM
Pon, 10 sie 2026 11:10 komentarze: brak czytany: 358x

Dzień dobry Panie Robercie,chciałabym opowiedzieć Panu historię, która od wielu lat nie daje mi spokoju. Jest w niej tyle niezwykłych zbiegów okoliczności, że do dziś nie wiem, czy wszystko można wytłumaczyć przypadkiem.Mój ojciec zginął tragicznie, mając zaledwie 24 lata. Został zabity nożem. Ja miałam wtedy zaledwie 11 miesięcy.Ale historia mojego urodzenia zaczęła się dużo wcześniej i jest bardzo.......

czytaj dalej


Dzień dobry Panie Robercie,

chciałabym opowiedzieć Panu historię, która od wielu lat nie daje mi spokoju. Jest w niej tyle niezwykłych zbiegów okoliczności, że do dziś nie wiem, czy wszystko można wytłumaczyć przypadkiem.

Mój ojciec zginął tragicznie, mając zaledwie 24 lata. Został zabity nożem. Ja miałam wtedy zaledwie 11 miesięcy.

Ale historia mojego urodzenia zaczęła się dużo wcześniej i jest bardzo skomplikowana.

Mój ojciec ukrył przed moją mamą, że miał żonę. Co więcej, jego żona była wtedy w ciąży. Kiedy moja mama zaszła ze mną w ciążę, ojciec tak bardzo naciskał na nią, żeby usunęła ciążę, że moja mama naprawdę chciała poddać się aborcji. Była sama, przestraszona i nie widziała innego wyjścia. I wtedy wydarzyło się coś, co do dziś uważam za niezwykle ważne.

Moja mama całkiem przypadkiem poznała mężczyznę, który dowiedział się o jej sytuacji i nie pozwolił jej usunąć ciąży. To właśnie dzięki niemu mama zdecydowała się mnie urodzić.
Gdyby nie to przypadkowe spotkanie, prawdopodobnie nie byłoby mnie dzisiaj.

Później okazało się, że dziecko mojego ojca i jego żony zmarło po porodzie. Ojciec obawiał się, że jego żona dowie się o mojej mamie i o mnie, a wtedy go zostawi. Dlatego bardzo szybko z żoną mieli kolejne dziecko.

Urodziła się moja siostra. Jest ode mnie zaledwie 8 miesięcy młodsza.

I tutaj pojawia się kolejny niezwykły szczegół - moja siostra urodziła się dokładnie w dniu urodzin mojej mamy.

Ja natomiast całe życie miałam w sobie ogromną tęsknotę za ojcem. To jest coś, czego nigdy nie potrafiłam sobie wytłumaczyć. Miałam przecież tylko 11 miesięcy, kiedy zginął. Nie mogłam mieć wielu świadomych wspomnień. A mimo to przez całe życie bardzo za nim płakałam i tęskniłam.

Czasami sama zadawałam sobie pytanie:

„Jak można tak bardzo tęsknić za człowiekiem, którego się praktycznie nie znało?”

I było jeszcze coś.

Przez całe życie byłam przekonana, że znam datę jego śmierci.

Nie potrafię powiedzieć, skąd to wiedziałam. Nikt nigdy tej daty mi nie podał, bo moja mama sama nie wiedziała, kiedy zmarł. Ukrywała mnie przed tamtą rodziną. Po prostu miałam w sobie bardzo silne przekonanie, że ją znam.

Byłam tego pewna na 100 procent.

Jednocześnie nigdy wcześniej nie byłam na jego grobie. Nie czułam takiej potrzeby. W moim odczuciu był człowiekiem, którego nie znałam i którego nie pamiętałam.

Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy poznałam mojego przyszłego męża.

Pewnego dnia mój teść opowiedział mi bardzo dziwną historię. Był na cmentarzu przy grobie swojego kolegi. Kiedy już miał wracać, coś go nagle „ciągnęło” dalej, żeby jeszcze kawałek się przejść.

Poszedł więc dalej - właściwie bez żadnego konkretnego powodu - i całkiem przypadkiem trafił na grób mojego ojca.

Na grobie znajdowało się jego zdjęcie.

Kiedy mój teść wrócił, opowiedział mi o tym i powiedział, że od razu zwrócił uwagę na podobieństwo. Stwierdził, że jestem do mojego ojca tak podobna, że aż trudno w to uwierzyć.

Ta sytuacja sprawiła, że znowu zaczęłam intensywnie myśleć o dacie śmierci ojca. Moje dziwne przekonanie, że znam tę datę, stało się jeszcze silniejsze. Postanowiłam więc pojechać na cmentarz i sprawdzić, czy moja intuicja rzeczywiście coś mi podpowiadała.
Nawet mój mąż się ze mnie śmiał. Powiedział, że przecież nie ma możliwości, żebym znała datę śmierci człowieka, którego nie znam. Znałam tylko jego imię, nazwisko i wiedziałam, skąd pochodził.

Pojechałam więc na cmentarz.

Gdzie leżał w grobie, wiedziałam, ponieważ w wieku 18 lat ujawniłam się jego żonie. Chciałam wtedy poznać swoje rodzeństwo.

Kiedy wróciłam do domu, mój mąż zapytał mnie ze śmiechem:

„I co? Znasz tę datę śmierci?”

Odpowiedziałam:

„Tak.”

„To dzień Twoich urodzin…”



zwiń tekst



ZNAKI, KTÓRYCH NIE DA SIĘ ZIGNOROWAĆ
Sob, 1 sie 2026 08:43 komentarze: brak czytany: 395x

Dzień dobry. Miałam bardzo dobrego Przyjaciela Waldemara. Niestety odszedł na drugą stronę dwa i pół roku temu. Był zafascynowany Panem Bernatowiczem. Dzięki Niemu ja również zaczęłam oglądać programy Pana Roberta . Po "przejściu' Waldka wzięłam kartę telefoniczną Jego telefonu i schowałam ją do swojej torebki /wąskiej, podłużnej przegródki w torebce/. Któregoś dnia po ok.miesiącu od Jego zejścia .......

czytaj dalej

Dzień dobry.

Miałam bardzo dobrego Przyjaciela Waldemara. Niestety odszedł na drugą stronę dwa i pół roku temu. Był zafascynowany Panem Bernatowiczem. Dzięki Niemu ja również zaczęłam oglądać programy Pana Roberta . Po "przejściu' Waldka wzięłam kartę telefoniczną Jego telefonu i schowałam ją do swojej torebki /wąskiej, podłużnej przegródki w torebce/. Któregoś dnia po ok.miesiącu od Jego zejścia bardzo chciałam pójść na Jego grób . Zaczęłam odgarniać zeschłe liście i na płycie grobu spostrzegłam małą kartę telefoniczną . Pomyślałam ,że ktoś ją zgubił ze znajomych podczas odwiedzin przy grobie . Schowałam ją do kieszeni i pomyślałam ,że teraz będę miała dwie karty. Po powrocie do domu wzięłam do ręki torebkę w której trzymałam tamtą kartę telefoniczną. Oniemiałam - w torebce nie było karty , nie było możliwości żeby wypadła lub żeby ktoś ją wyjął z tej wąziutkiej szczeliny torebki i tym bardziej , że z tą torebką nie chodziłam . Wiem ,że Waldek dał mi ZNAK z zaświatów - to była ta sama karta telefoniczna. Przeniósł ją na swój grób bym ją znalazła. Czasem czuję Jego obecność, pomoc, znaki, otulanie. Waldek również opowiadał mi, że mieszkając w Wygnanowicach w latach 70tych którejś gwiaździstej nocy na niebie widział ze swoją Basią trójkątny świetlisty obiekt , który nagle z olbrzymią prędkością przesuną się po firmamencie i zatrzymał się , po czym znikł. Panie Robercie dzielę się tymi wiadomościami , bo na pewno Waldemar chciałby bym to zrobiła i ja również czułam tą potrzebę. Są sprawy tajemnicze o których trzeba mówić, bo świat materialny przesłania ludziom wartosci duchowe, sens życia.

Pozdrawiam serdecznie. Ela



zwiń tekst



TELEFON OD SAI BABY
Śr, 17 cze 2026 20:32 komentarze: brak czytany: 1422x

Z poczty FN: Dzień dobry Panie Robercie,Po obejrzeniu podcastu gdzie był Pan gościem u Pani Katarzyny Nosowskiej i jej syna chciałam  podzielić się z Panem swoim snem. Robię to dlatego, że wspomniał Pan że snów „o” lub „z” Sai Babą się nie ignoruje. Liczę również na to że może skomentuje Pan jakoś to co mi się przyśniło… Mój tata przez ostatni czas przechodził trudny czas z chorobą nowotworową.......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Dzień dobry Panie Robercie,

Po obejrzeniu podcastu gdzie był Pan gościem u Pani Katarzyny Nosowskiej i jej syna chciałam  podzielić się z Panem swoim snem. Robię to dlatego, że wspomniał Pan że snów „o” lub „z” Sai Babą się nie ignoruje. Liczę również na to że może skomentuje Pan jakoś to co mi się przyśniło… Mój tata przez ostatni czas przechodził trudny czas z chorobą nowotworową. Działo się to około 1,5 miesiąca temu, tata był już w domu po przeszczepie i izolacji z tym związanej.

Mialam sen.

Śniło mi się że byłam u fryzjera. Gdy do niego szłam coś mi kazało iść drogą naokoło i słyszałam płacz kobiety - że coś się dzieje z jej mężem że jest nawiedziony przez duchy.

Gdy wracałam od tego fryzjera, zaczęłam czuć sie dziwnie i nieswojo, czułam jakby ktoś za mną szedł. Odwróciłam się i jakiś dziwny typ w szarym stroju z kapturem mowi do mnie a w zasadzie krzyczy - ale siwo !!! Tak jakby za mną, gdy szłam, było siwo. Ta postać została po drugiej stronie ulicy a ja szłam do domu. Wyszedł po mnie mąż a ja zaczęłam płakać że nie wiem co się ze mną dzieje, że dziwnie się czuję. W mijanej szybie/witrynie zobaczyłam że mam dziwne czarne obrysowane jakby kredką oczy.

Potem w domu ciągle płakałam że dziwnie się czuję i nie wiem co się ze mną dzieje. Ten dom nie wyglądał jak mój dom. Przychodzili tam różni ludzie żeby mnie zobaczyć, bo byłam jakby opętana.

Nagle zaczął dzwonić telefon, taki stary plastikowy, otwierany, który wyglądał trochę jak gwizdek/kalkulator. Otwieram go - patrzę a na wyświetlaczu wyświetla się ze dzwoni Sai Baba.  Nie mogłam uwierzyć oczom gdy to zobaczyłam.

Odebrałam to połączenie i usłyszałam coś w stylu: Natalka niczym się nie martw, wszystko będzie dobrze. Twoj tata wyzdrowieje. Nawet jak jest w szpitalu sam to ja tam z nim jestem. On długo będzie żył jeszcze, ponad 10 lat. Jeszcze jedno zdanie jakieś powiedział ale ja tego nie zrozumiałam. Byłam przeszczęśliwa gdy się rozłączyłam i zaczęło mi się poprawiać  moje samopoczucie, jakby to opętanie zaczęło ze mnie schodzić.

Pozdrawiam serdecznie
Natalia

Komentarz FN:

Pani Natalio,

bardzo dziękujemy za przesłanie tej niezwykłej relacji. Sen pojawił się w czasie ogromnego stresu i troski o zdrowie taty, dlatego jego przesłanie wydaje się szczególnie ważne.

Od lat otrzymujemy opowieści od osób, którym śnił się Sai Baba. Bardzo często pojawia się w nich ten sam motyw – uspokojenie, poczucie opieki i przekaz, że człowiek nie jest sam ze swoimi problemami. W Pani śnie Sai Baba nie tylko przyniósł otuchę, ale także zapewnił, że czuwa przy Pani tacie, nawet gdy ten przebywał w szpitalu.

Najbardziej poruszające jest to, że po rozmowie zniknął lęk i poczucie zagrożenia, które dominowały wcześniej. Niezależnie od interpretacji takiego doświadczenia, trudno nie zauważyć, że przyniosło ono spokój i nadzieję w bardzo trudnym momencie życia.

Dziękujemy za zaufanie 

Pozdrawiamy serdecznie



zwiń tekst



OSTRZEŻENIE PRZYSZŁO W OSTATNIEJ CHWILI
Pt, 7 sie 2026 09:14 komentarze: brak czytany: 302x

Z poczty FN: Nawiązując do materiałów jakie ostatnio oglądam z udziałem Pana Roberta, chciałem podzielić się pewną historią. Kilka lat temu w przeciągu 3 lat pochowaliśmy wszystkich naszych rodziców. Minął jakiś czas i starałem się pamięcią do nich nie wracać z powodu tęsknoty i żalu za rodzicami (osobami które mnie wychowywały) oraz rodzicami żony. Wyjechałem samochodem z domu. Bez powodu w .......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Nawiązując do materiałów jakie ostatnio oglądam z udziałem Pana Roberta, chciałem podzielić się pewną historią. Kilka lat temu w przeciągu 3 lat pochowaliśmy wszystkich naszych rodziców. Minął jakiś czas i starałem się pamięcią do nich nie wracać z powodu tęsknoty i żalu za rodzicami (osobami które mnie wychowywały) oraz rodzicami żony. Wyjechałem samochodem z domu. Bez powodu w głowie czułem moja matkę. Jak głos, nie jedz, zawróć, stań. Zatrzymałem się i sam z siebie się śmiałem. Trwało to chwilkę po czym ruszyłem. Wyjechałem na drogę i kontynuowałem jazdę. Po przejechaniu może 100 m, zauważyłem kontem oka, jak to się mówi, w cieniu słupka A, zwalające się drzewo. Wielka brzoza o pniu może z 40 cm, wysokie z lewej leciało prosto na drogę. Zacząłem hamować i jedynie siłą rozpędu uderzyłem w jego gałęzie. Poleciało sporo. Dziś sądzę, że gdybym nie stanął, nie miał bym szans tego uniknąć a drzewo miałbym bezpośrednio na dachu samochodu. Jechałem suwem na ramie, więc sama karoseria nie jest zbyt mocna. Sądzę, że mógłbym zginąć. Jestem wdzięczny mojej mamie za jej czujność. I czułem, że muszę się z Wami nią podzielić. Mam zdjęcia, są świadkowie.
Z wyrazami szacunku.

PS. Bardzo serdecznie proszę pozdrowić Pana Roberta. Wyjaśnia, stara się wyjaśniać sprawy i tematy, które gdzieś nas nurtują.



zwiń tekst



TAMTEGO LATA COŚ ZAWISŁO NAD POLEM
Nie, 31 maj 2026 18:07 komentarze: brak czytany: 524x

Pamiętam, że jako dziecko lubiłam patrzeć w niebo. Nie miałam zbyt wielu bliskich przyjaciół - większość czasu spędzałam sama, głównie na działce z dziadkami. Uwielbiałam chodzić pośród wysokiego zboża. Często patrzyłam w górę i zastanawiałam się, co właściwie kryje się ponad chmurami. Czy jesteśmy sami? Czy istnieje coś jeszcze?Z perspektywy czasu wydaje mi się, że takie zainteresowanie mogło.......

czytaj dalej

Pamiętam, że jako dziecko lubiłam patrzeć w niebo. Nie miałam zbyt wielu bliskich przyjaciół - większość czasu spędzałam sama, głównie na działce z dziadkami. Uwielbiałam chodzić pośród wysokiego zboża. Często patrzyłam w górę i zastanawiałam się, co właściwie kryje się ponad chmurami. Czy jesteśmy sami? Czy istnieje coś jeszcze?

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że takie zainteresowanie mogło przyciągać pewne doświadczenia. Jakby istniała jakaś niewidzialna nić między ludźmi zadającymi podobne pytania a czymś, czego nie potrafimy jeszcze wyjaśnić.

Chciałam opowiedzieć o zdarzeniu, które miało miejsce, gdy miałam około dwunastu lat, na początku lat 2000.

Były wakacje, przedpołudnie. Pewnego dnia tata wrócił do domu i z dziwnym rozbawieniem powiedział, że sąsiad widział w nocy UFO nad naszą działką. Śmiał się nerwowo, trzymając rękę na sercu, jakby sam nie wiedział, czy powinien traktować to poważnie. Było mu trudno sklecić logiczne zdanie.

Pamiętam, że właśnie skończyłam czytać „Bazę UFO” Timothy’ego Gooda - grubą książkę w niebieskiej okładce. Dopiero zaczynałam interesować się zjawiskami niewyjaśnionymi, więc wiadomość o rzekomym obiekcie wywołała we mnie ogromne podekscytowanie. Natychmiast chciałam pojechać na miejsce i sprawdzić, czy rzeczywiście wydarzyło się tam coś niezwykłego.

Po drodze wypytywałam tatę o szczegóły. Opowiedział mi, że sąsiad wracał nocą do domu, gdy zauważył nisko nad nieużytkowaną działką rolną duży obiekt z rzędem zielonych świateł. Obiekt miał wisieć nieruchomo kilka metrów nad ziemią. Sąsiad podobno wpadł w taką panikę, że zaczął budzić ludzi w okolicy - stukał do okien, krzyczał i dzwonił do drzwi.

Chciałam z nim porozmawiać, ale okazało się, że wyjechał, a jego dom był zamknięty. Inni mieszkańcy potwierdzili jednak jego relację i wspomnieli, że na polu został dziwny ślad. Kilka razy upewniałam się u taty, czy to nie żart. Za każdym razem odpowiadał poważnie, że nie.

Będąc już na miejscu, weszłam w wysokie zboże i zaczęłam się rozglądać. Po drugiej stronie ulicy stała grupka ludzi - może dziesięć osób - i obserwowała mnie w milczeniu z chodnika. Nie wiedziałam, czego właściwie się spodziewać. Co chwilę odwracałam się w stronę taty, ale on również się nie śmiał.

Po chwili znalazłam krąg. Miał może około dwóch metrów średnicy, choć dziś trudno mi to dokładnie ocenić. W środku kłosy były położone płasko, a wokół okręgu odchylały się na boki, jakby coś ciężkiego przygniotło je od góry.

Kiedy stanęłam w samym środku, poczułam lekkie mrowienie w nogach i niepokój, ale jednocześnie coś w rodzaju ekscytacji. Miałam wrażenie, że dotykam czegoś niezwykłego. Moja rodzina kompletnie nie interesowała się podobnymi tematami i nie miałaby powodu wymyślać takiej historii. Sama nie potrafiłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.

Ostatecznie sprawa szybko ucichła. Były to czasy bez smartfonów i łatwego dostępu do informacji. Nie wiedziałam nawet, że można zgłosić podobne zdarzenie do jakiejkolwiek organizacji zajmującej się takimi zjawiskami. Nie miałam więc pojęcia, co zrobić z tym doświadczeniem.

Mimo tego wydarzenie to na długo pozostało w mojej pamięci. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że było początkiem późniejszych, trudnych do wyjaśnienia zdarzeń w moim życiu.

Nie sądzę, by sąsiad kłamał. Wydawał mi się dobrym człowiekiem  i nie miałby powodu wymyślać podobnej historii, budzić w środku nocy sąsiadów i narażać się na śmieszność. A krąg w zbożu naprawdę tam był, bo  widziałam go na własne oczy.

Anna




zwiń tekst



PO ŚMIERCI WRÓCIŁ DO MIEJSCA, W KTÓRYM PRACOWAŁ
Nie, 31 maj 2026 19:32 komentarze: brak czytany: 385x

Z poczty FN: Dzień dobry, podczas pikniku ufologicznego w Emilcinie w sobotę 9 maja tego roku rozmawiałam z Panem Pawłem z fundacji Nautilus i opowiedziałam mu swoją historię o duchu samobójcy który pojawił się w moim domu i zostałam poproszona o opisanie tej sytuacji na Waszego maila. Zatem opiszę całą sprawę:Cała sytuacja zdarzyła się na przełomie ubiegłego i obecnego roku. Myślę, że dla zrozumienia.......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Dzień dobry, podczas pikniku ufologicznego w Emilcinie w sobotę 9 maja tego roku rozmawiałam z Panem Pawłem z fundacji Nautilus i opowiedziałam mu swoją historię o duchu samobójcy który pojawił się w moim domu i zostałam poproszona o opisanie tej sytuacji na Waszego maila. Zatem opiszę całą sprawę:

Cała sytuacja zdarzyła się na przełomie ubiegłego i obecnego roku. Myślę, że dla zrozumienia sprawy bardzo istotny jest cały kontekst i historia prowadząca do tych zdarzeń paranormalnych. Dlatego opowiem od początku do końca jak doszło do pojawienia się ducha.
Moi rodzice przez około rok zatrudniali pracownika, nazywał się Andrzej i pomagał w naszym gospodarstwie rolnym we wszelkich pracach. Myślę, że warto nadmienić, że ten ostatni rok swojego życia właściwie w większości spędził u nas, był on bowiem bardzo pracowitym człowiekiem. Nawet gdy jego pracodawca, czyli mój ojciec, zarządzał koniec pracy, to Andrzej pracował jeszcze godzinami bo bardzo zależało mu żeby praca była skończona. Nie raz nawet bez naszej wiedzy zostawał na noc i spał w traktorze, bo pracował do tak późnej godziny, że nie chciał już wracać do domu, gdyż kolejnego dnia już o 5 rano przychodził do pracy. Można go nazwać pracoholikiem, bo jedyne o czym mówił o co robił to praca. Tak minął ten prawie rok, aż przyszedł grudzień. Ostatnie dwa tygodnie swojego życia Andrzej pomagał nam w remoncie naszego domu. Wyremontował z nami kuchnie i salon, została do dokończenia już tylko jadalnia. Nadeszła wigilia i Andrzej przyszedł jeszcze rano do pracy, ale około południa mój Tata zarządził, że już koniec na dzisiaj i odsyłał Andrzeja do domu. Mimo, że była wigilia, to właściwie nie spieszyło mu się do domu, bardzo niechętnie zebrał się i odjechał. Nikt z nas nie spodziewał się co się stanie później tego dnia, nie było po nim nic widać i do dzisiaj jest to dla nas tajemnicą, dlaczego zakończył swoje życie. W wigilię wieczorem w jego domu popełnił samobójstwo. I tutaj zaczynają się zjawiska paranormalne. My jeszcze nie wiedzieliśmy o jego samobójstwie, poinformowała nas o tym jego żona dopiero w drugi dzień świąt 26 grudnia wieczorem. Ale jeszcze w samą wigilię wieczorem, czyli mniej więcej w momencie, gdy Andrzej popełnił samobójstwo, moja mama przygotowywała kolację wigilijną w kuchni. Gdy stała przy blacie kuchennym, kątem oka widziała cienie, jakby ktoś przechodził obok wejścia do pomieszczenia. Chwilę później widziała jakby "machanie", jakby ktoś ręką machał jej przy głowie i próbował zwrócić jej uwagę. Czuła tego dnia niepokój i te cienie pojawiły się kilka razy, ale nie zwróciła na to większej uwagi. Gdy przyszedł drugi dzień świąt dowiedzieliśmy się o samobójstwie Andrzeja i mama skojarzyła, że tym cieniem prawdopodobnie był on. Nasza teoria ma ten temat jest taka - doszliśmy do wniosku, że być może duch Andrzeja był nieświadomy że nie żyje i przyszedł normalnie do pracy, tak, jakby żył i gdy zauważył że nikt go nie widzi i nie słyszy, to machał obok głowy mojej mamy żeby zwrócić jej uwagę. Tą teorię potwierdza fakt, że przyszedł do naszego domu, a przecież ostatnie 2 tygodnie swojego życia spędził w naszym domu remontując go. Jednak tutaj zjawiska paranormalne się nie kończą. W sylwestra był pogrzeb. Parę dni po pogrzebie moja mama siedziała w salonie na kanapie. Z salonu widać korytarz i wejście do jadalni. I moja mama zobaczyła ducha Andrzeja gdy korytarzem wchodził do jadalni. Opisywała go tak - wyglądał tak samo jak za życia, był ubrany tak samo, jak wtedy gdy przychodził do pracy, jedyną różnicą było to, że widziała go jakby tylko od pasa w górę, poniżej pasa znikał. To zdarzenie potwierdzałoby naszą teorię, że duch Andrzeja zachowywał się tak jakby żył. Wchodził do jadalni ubrany w ciuchy robocze, czyli do miejsca, którego przed świętami nie zdążyli wyremontować i mieli się za to zabrać po świętach. Tak jakby przyszedł dokończyć coś, czego nie zdążył zrobić za życia. Po tej sytuacji nie pojawiły się do dzisiaj już żadne zjawiska paranormalne. Widziała to tylko moja mama, żaden inny domownik nie doświadczył czegoś takiego. Jedynie wszyscy czuliśmy niepokój.
Mam nadzieję, że ta historia zaciekawi Państwa. Miło było spotkać Was na pikniku ufologicznym. Jeśli by Państwo mieli taką ochotę, to zezwalam na opublikowanie tej historii, tylko proszę nie publikować mojego nazwiska.
Pozdrawiam, Natalia



zwiń tekst



DZIWNY OBIEKT, MGIEŁKA 'Z RAMIONAMI NA KULI
Nie, 22 mar 2026 18:27 komentarze: brak czytany: 4252x

[...] Witam redakcję Nautilusa. Chciałem opisać dziwne wydarzenie, które było związana z moją pierwszą pracą, czyli miało to miejsce już 20 lat temu (opis trafił do FN w 2011 roku - przyp. red.). Był to rok 1991, kiedy jako student dorabiałem sobie pracując jako nocny stróż czy jak to się dziś mówi ochroniarz. Było to proste zajęcie, naszym zadaniem było pilnowanie magazynów z towarami budowlanymi.......

czytaj dalej

[...] Witam redakcję Nautilusa. Chciałem opisać dziwne wydarzenie, które było związana z moją pierwszą pracą, czyli miało to miejsce już 20 lat temu (opis trafił do FN w 2011 roku - przyp. red.). 

Był to rok 1991, kiedy jako student dorabiałem sobie pracując jako nocny stróż czy jak to się dziś mówi ochroniarz. Było to proste zajęcie, naszym zadaniem było pilnowanie magazynów z towarami budowlanymi. Dyżury mieliśmy zawsze we dwóch z kolegą, choć zdarzało się, że dyżury trafiały się w pojedynkę. Mieliśmy prosty monitoring na trzy kamery, ale niestety bez nagrywarki. Dziś nagrywanie obrazu to standard, ale wtedy to były inne czasy.
Piszę o tym dlatego, że nie mam żadnego filmu czy zdjęcia, ale przysięgam, że widzieliśmy to coś na ekranie. Zauważył to kolega i natychmiast mnie obudził, bo była 2 w nocy, a ja się zdrzemnąłem. Jak spojrzałem na telewizor z monitoringiem, to był szok.

Jedna z kamer pokazująca magazyn położony tuż przy bramie wjazdowej pokazywała jakiś obiekt, rodzaj mgiełki, który bardzo się kręcił wokół własnej osi. Wiem, że często wspominacie o kulach orbs, ale to nie była kula. To była jakaś energia, z której wydawały się wystawać ramiona jak wiatrak. choć w środku może i była kula. Absurdalnie brzmi ten opis, ale dokładnie miałem wrażenie, że ramiona wiatraka umocowane na jakieś części urwały się z wiatraka i zaczęły się przemieszczać porwane przez wiatr, ale problem w tym, że tej nocy nie było żadnego wiatru. To trwało bardzo krótko, najwyżej 5 minut. Potem obiekt odleciał i już nie wrócił. Nie mieliśmy kamery czy aparatu fotograficznego, czego bardzo żałowaliśmy. Widok był taki, że nawet nie sposób tego dziwnego obiektu mi dziś po latach opisać. Nie wiem, czy kiedykolwiek spotkaliście się z takim opisem obserwacji czegoś na ekranie monitoringu, ale to nie było nic, co można by racjonalnie wyjaśnić. [...]
[dane do wiad. FN]



Przypominamy tego emaila przysłanego do FN w 2011 roku, gdyż w sieci zauważyliśmy film z czymś, co przypomina obiekt opisywany przez naszego czytelnika. Czy to jest twór AI? Nikt tego nie rozstrzygnie, mamy takie czasy, że nie można tego wykluczyć, ale po przeczytaniu opisu obiektu z 2011 roku trudno nie ulec wrażeniu, że mógł to być ten sam obiekt lub bardzo podobny. Do autora relacji został wysłany e-mail, niestety po latach autor relacji zmienił adres, gdyż wiadomość nie dotarła. Być może przeczyta tę wiadomość. Jeśli tak się stanie, prosimy o wiadomość: nautilus@nautilus.org.pl

Poniżej film, który pojawił się na portalu X.




zwiń tekst



WIELKA BRYTANIA (LUTON): SPOTKANIE ZE ZJAWĄ!
Śr, 18 mar 2026 06:41 komentarze: brak czytany: 3635x

Dobry wieczór, Od pewnego czasu ogladam Pana Bernatowicza i pomyslalam, ze podziele sie tym, co nas spotkalo w 2018 roku. Nie jest to zwiazane z UFO, ale z niewyjasnionym zjawiskiem, na pewno z Istota nie z tego swiata.Wszystko wydarzylo sie w Wielkiej Brytani, miejscowosc Luton. W 2018 roku, na poczatku mojej przygody w UK, mieszkalam w duzym domu wraz z moim mezem, siostra oraz naszym innym.......

czytaj dalej

Dobry wieczór, Od pewnego czasu ogladam Pana Bernatowicza i pomyslalam, ze podziele sie tym, co nas spotkalo w 2018 roku. Nie jest to zwiazane z UFO, ale z niewyjasnionym zjawiskiem, na pewno z Istota nie z tego swiata.

Wszystko wydarzylo sie w Wielkiej Brytani, miejscowosc Luton. W 2018 roku, na poczatku mojej przygody w UK, mieszkalam w duzym domu wraz z moim mezem, siostra oraz naszym innym kolega. Mielismy 3 osobne sypialnie. Pamietam, ze tej nocy nie moglam zasnac, nie spalam, przerzucalam sie z boku na bok, moj maz spal obok.

Nagle poczulam obecnosc (czesto tak miewam), nie potrafilam zobaczyc tej istoty, ale jednoczesnie wiedzialam gdzie jest i czulam to jak ta istota wyglada. Byla w rogu pokoju, kucala na suficie, glowa w dol, patrzyla sie na nas. Potrafila chodzic po scianach i sufitach, nagle zaczela przemieszczac sie sufitem w nasza strone i w koncu skoczyla na mnie. Nie spalam, a nie moglam sie ruszyc, nie widzialam tej istoty, a mimo wszystko czulam jej obecnosc i ciezkosc na sobie.

Zaczelam czuc jak jej dlugie palce wbijaja sie w moj brzuch, nie czulam bolu, ale nie bylo to przyjemne. Nie moglam nic powiedziec, krzyknac, bylam sparalizowana. W tym samym czasie moj maz zaczal krzyczec przez sen i w tym momencie zjawa zniknela, a ja wzielam gleboki oddech i uspokoilam meza. Jeszcze chwile krzyczal, ze nie mogl oddychac, ani sie ruszyc, byl sparalizowany, po czym poszlismy oboje spac.

Nastepnego poranka, gdy wstalismy w kuchni siedziala juz moja siostra. Gdy tylko weszlismy, od razu powiedziala 'Boze, jaka mialam ciezka noc. Snilo mi sie, ze jakas ciemna zjawa wspinala sie po scianie domu i weszla przez okno do mojego pokoju' (my z mezem mielismy sypialnie na dole, siostra i kolega mieli swoje osobne sypialnie na gorze).

Siostra kontynuowala, gdy my z mezem wymienilismy spojrzenia. Mowi 'nie moglam sie ruszyc, krzyczalam we snie, a w rzeczywistosci nic sie nie dzialo, ale jakos sie wybudzilam.' Wlasnie zaczelismy jej opowiadac, ze mielismy podobna noc, gdy na dol zszedl nasz kolega i zapytal o czym tak z przejeciem rozmawiamy. Siostra powiedziala 'o koszmarach sennych', na co nasz wspollokator powiedzial 'ano, ja mialem dzisiaj koszmar w nocy, cos na mnie siedzialo i mnie dusilo, takie dlugie palce mialo, ze jedna dlonia oplotlo szyje i nie moglem ani sie ruszyc, ani oddychac, bylem sparalizowany.'

Co to bylo ? Zmora ? Zjawa ? Napewno nawiedzilo ten dom, nas. To nie mogl byc zbieg okolicznosci.

Pozdrawiam,

Za kazdym razem mam ciarki gdy to opowiadam,

J.

[dane do wiad. FN}



I jeszcze z komentarzy pod materiałami FN - sprawa dotyczy śmierci klinicznej:




zwiń tekst



SEN O RESTAURACJI HUTONG
Czw, 12 mar 2026 01:53 komentarze: brak czytany: 3146x

Szanowny Panie Robercie, Piszę do Pana, bo od lat śledzę Pana programy i bardzo cenię to, co Pan robi. Wierzę, że świat nie jest tylko taki, jakim go widzimy na co dzień. Sama w życiu przeżyłam rzeczy, których nie da się po prostu wytłumaczyć – czułam czyjąś obecność tuż obok siebie, choć nikogo nie było widać, dostawałam znaki od bliskich. Ale to, co wydarzyło się teraz, zupełnie mnie przerosło.......

czytaj dalej

Szanowny Panie Robercie, Piszę do Pana, bo od lat śledzę Pana programy i bardzo cenię to, co Pan robi. Wierzę, że świat nie jest tylko taki, jakim go widzimy na co dzień. Sama w życiu przeżyłam rzeczy, których nie da się po prostu wytłumaczyć – czułam czyjąś obecność tuż obok siebie, choć nikogo nie było widać, dostawałam znaki od bliskich. Ale to, co wydarzyło się teraz, zupełnie mnie przerosło.

 Jestem kobietą twardo stąpającą po ziemi. Mam 54 lata, mieszkam na wsi i prowadzę skromne, tradycyjne życie. Moje podróże za granicę to tylko Słowacja i Węgry przy okazji sanatorium. Choć podróżowałam trochę po Polsce, to nigdy nie jadam w takich miejscach jak ekskluzywne restauracje azjatyckie – jestem tradycjonalistką i trzymam się polskiej kuchni. Nie miałam pojęcia o istnieniu restauracji o nazwie Hutong. A jednak tam byłam.


 W niedzielny poranek śniło mi się, że szykuję się do kościoła. Zamiast do świątyni, trafiłam do ogromnego wieżowca, do bardzo luksusowej restauracji. Pamiętam półmrok, wielką szklaną ścianę i okrągłe stoliki. Co było najbardziej niesamowite – ja w tym śnie czułam zapachy i smaki! Jadłam bulion z trzema pierożkami i bardzo chrupiące warzywa pokrojone w słupki (marchewkę i por). Zapamiętałam nazwę tego miejsca: Hutong. Obsługiwała mnie starsza Azjatka, o której we śnie wiedziałam, że jest żoną właściciela.

 Kiedy się obudziłam, nie mogłam o tym zapomnieć. Wpisałam tę nazwę w internet i zamarłam. Ta restauracja istnieje naprawdę. Na zdjęciach zobaczyłam dokładnie to wnętrze, które widziałam we śnie – te same stoliki, tę samą szklaną ścianę i perspektywę miejsca, w którym siedziałam. A na jednym ze zdjęć rozpoznałam tę samą starszą Azjatkę, która mi usługiwała.

 Jak to możliwe, że we śnie odwiedziłam miejsce, o którym nie miałam pojęcia, i to z takimi szczegółami jak smak potraw? Czy to możliwe, żeby człowiek naprawdę tam był, mimo że ciało spało w łóżku?

Będę bardzo wdzięczna, jeśli zechce Pan przeczytać moją historię. Może przyda się ona do Pana badań w Fundacji.

 



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 50 88
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 88

//

Wejście na pokład

//

Wiadomość z okrętu Nautilus

[KONTAKT] Dzień dobry. Piszę po obejrzeniu kilku podcastów z Panem Bernatowiczem w roli głównej. Czuję, że muszę lub że może po prostu warto. Widziałem w swoim 48-letnim życiu ufo, światła na niebie, duchy, wierzę w reinkarnację i domyślam się kilku swoich poprzednich wcieleń, miałem też prorocze sny. Niosę tą wiedzę praktycznie od dziecka i dziele się nią od zawsze ze wszystkimi napotkanymi w życiu ludźmi (często narażając się na śmieszność). To czego doświadczyłem poukładało w mi w głowie pewien...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 12 maj 2026 11:26 | [KONTAKT] 10.05.2026: godz ok 22:30. Poszliśmy obserwować niebo i fotografować telefonem bo słyszeliśmy za ma być widoczna stacja kosmiczna stacji nie widzieliśmy, ale podczas wielu nastu zdjęć po obejrzeniu na jednym zobaczyliśmy zielone kręgi na niebie, a na poprzednich zobaczyliśmy sos ala (UFO) niezidentyfikowane i syn zobaczył rozbłysk na niebie.

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 28 lipca 2026 | Wracam do publikacji w Dzienniku Pokładowym mocnym akcentem. A zresztą... przeczytajcie sami!

czytaj dalej

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.