Dziś jest:
Poniedziałek, 19 października 2026

Bądź wierny sobie, a nie będziesz niewierny innym.
/Francis Bacon/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz

Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie



OCALONA W OSTATNIEJ CHWILI. HISTORIA, KTÓRA POWTÓRZYŁA SIĘ PO SIEDMIU LATACH
Dziś, 09:02 komentarze: brak czytany: 180x

Witam,Od jakiegoś czasu oglądam wywiady z panem Robertem. Fascynują mnie opowieści o tym, że nic nie dzieje się bez przypadku. Jest to w 100% prawda.W 2019 roku moja obecna narzeczona Annabelle (wtedy się jeszcze nie znaliśmy) miała próbę samobójczą. Mieszkamy w Anglii. Jest niedaleko nas miasteczko Saltburn-by-the-Sea, gdzie znajduje się ogromny klif. Moja partnerka, wtedy 19-letnia dziewczyna, miała.......

czytaj dalej

Witam,

Od jakiegoś czasu oglądam wywiady z panem Robertem. Fascynują mnie opowieści o tym, że nic nie dzieje się bez przypadku. Jest to w 100% prawda.

W 2019 roku moja obecna narzeczona Annabelle (wtedy się jeszcze nie znaliśmy) miała próbę samobójczą. Mieszkamy w Anglii. Jest niedaleko nas miasteczko Saltburn-by-the-Sea, gdzie znajduje się ogromny klif. Moja partnerka, wtedy 19-letnia dziewczyna, miała wiele problemów życiowych i chciała skoczyć z klifu. Po wejściu na górę szukała dobrego miejsca, by oddać skok. Minuty przed podjęciem decyzji przechodziła tamtędy kobieta, która okazała się psychologiem. Poznała po jej mowie ciała już z daleka, że Annabelle ma złe zamiary, podeszła do niej i ją uratowała.

7 lat potem (tego lata) depresja i problemy psychiczne wróciły. Ponownie udała się na ten sam klif, stanęła nad przepaścią, zawahała się. Chciała się ze mną skontaktować, ale jej telefon był rozładowany. Raptem znikąd pojawiła się jakaś kobieta. Annabelle zapytała ją, czy może skorzystać z jej telefonu. Kobieta mówi jej, że ma powerbank i może podładować swój telefon. Udało się jej do mnie dodzwonić i namówiłem ją, by zeszła z klifu.

W drodze na dół opowiadała, że przeszedł ją jakby prąd od środka i głos w głowie, który powiedział, że umrze dopiero w wieku 86 lat, wyzdrowieje z problemów psychicznych i doczekamy się dwójki dzieci.

Kosmos ratuje ją za każdym razem i daje jej znaki, że to nie jest jej czas, by odejść.

Dziękuję za przeczytanie. Daję pełną zgodę na opowiadanie tej historii.



zwiń tekst



„ZA WCZEŚNIE, NIE TERAZ”. USŁYSZAŁA GŁOS Z NIEWIDZIALNEGO ŚWIATA?
Sob, 17 paź 2026 14:48 komentarze: brak czytany: 596x

Miałam skończone 10 lat i byłam na letniej kolonii w niewielkiej miejscowości. Piękne zielonogórskie jezioro, pomost, z którego starsi chłopcy spychali się do wody. Piękny, słoneczny dzień, siedzę na pomoście, nie umiem jeszcze pływać.Nagle czuję, że ktoś mnie popycha do wody, a następnie jakiś ciężar wpycha mi głowę pod wodę i lecę w dół. Jakiś chłopak skoczył mi na głowę i wepchnął mnie pod wodę.......

czytaj dalej

Miałam skończone 10 lat i byłam na letniej kolonii w niewielkiej miejscowości. Piękne zielonogórskie jezioro, pomost, z którego starsi chłopcy spychali się do wody. Piękny, słoneczny dzień, siedzę na pomoście, nie umiem jeszcze pływać.

Nagle czuję, że ktoś mnie popycha do wody, a następnie jakiś ciężar wpycha mi głowę pod wodę i lecę w dół. Jakiś chłopak skoczył mi na głowę i wepchnął mnie pod wodę.

Teraz wiem, że to były dosłownie ułamki sekund, ale pod wodą czas płynął inaczej. W ogóle się nie dławiłam ani nie topiłam, tylko spadałam powoli na dno jeziora. Miałam otwarte oczy i widziałam słońce prześwitujące przez wodę w głąb jeziora. Widziałam różowe pięty dzieci pływających nade mną i chciało mi się śmiać z tego.

Uczucie niesamowite i cudowna akcja opadania w zwolnionym tempie, poczucie cudownej błogości i istnienia obok rzeczywistości.

I nagle srogi, karcący głos, teraz mogę to nazwać głosem zabieganego anioła: „Za wcześnie, nie teraz, dużo za wcześnie!”

Ten głos był skierowany do kogoś obok mnie. I wiem, że nie powinnam tego słyszeć.

I nagle jakaś siła ciągnie mnie w górę, wystrzelam głową ponad wodę i dopiero teraz zaczynam się krztusić i dusić. Szybka pomoc i po sprawie.

Miałam wrażenie, że nie powinnam nikomu o tym opowiadać.



zwiń tekst



„NIGDY TEGO NIE ZAPOMNĘ”. CZYTELNIK OPISAŁ SWOJE SPOTKANIA Z NIEZNANYM
Wt, 13 paź 2026 16:30 komentarze: brak czytany: 881x

 Dzień dobry, Panie Robercie.Napisałem do Pana, bo już od dłuższego czasu chciałem się z Panem podzielić swoimi zdarzeniami. Bardzo lubię oglądać Pańskie podcasty na różne tematy, a mianowicie o zjawiskach niewyjaśnionych. Dużo Pan mówi o reinkarnacji, UFO i o innych ciekawych rzeczach, o roli duszy po śmierci itd. Powiem Panu, Panie Robercie, tak: jedziemy na tym samym wózku, bo jesteśmy z tego.......

czytaj dalej

 Dzień dobry, Panie Robercie.

Napisałem do Pana, bo już od dłuższego czasu chciałem się z Panem podzielić swoimi zdarzeniami. Bardzo lubię oglądać Pańskie podcasty na różne tematy, a mianowicie o zjawiskach niewyjaśnionych. Dużo Pan mówi o reinkarnacji, UFO i o innych ciekawych rzeczach, o roli duszy po śmierci itd. Powiem Panu, Panie Robercie, tak: jedziemy na tym samym wózku, bo jesteśmy z tego samego rocznika. Pana już znam ładnych parę lat z Radia ZET. Był też Pan, o ile się nie mylę, w Polsacie. Super się Pana słucha, z taką świetną dykcją. Urodził się Pan z talentem dziennikarza. Nie wiem, czy to było Pańskim marzeniem, czy coś innego?

Wracając do tematu, napiszę Panu pewną historię, którą miałem dwa lata temu. Byłem wtedy na cmentarzu u moich rodziców i brata, w biały dzień. Modliłem się za nich itd. I w pewnym momencie, gdy skończyłem się modlić, chciałem zabrać puste wkłady po zniczach i zanieść je do kontenera ze śmieciami.

Zauważyłem, że dwa rzędy grobów za mną wychodzi kobieta do alejki w stronę kontenera ze śmieciami. I spogląda na mnie kilkakrotnie, ale nie widziałem dokładnie jej twarzy, bo miała bluzę z kapturem. Więc zabrałem te puste wkłady i idę do kontenera. Chciałem przyspieszyć i zobaczyć, kto to jest, ale nie mogłem, jak gdyby jakaś siła mnie hamowała. Ona wchodziła z lewej strony kontenera, a ja z prawej, żeby przeciąć jej drogę i zobaczyć z ciekawości jej twarz. Ale jej tam już nie było, jakby po prostu znikła. Ludzie chodzili po cmentarzu, ale jej już nie było. Nie mówiłem o tym zdarzeniu wszystkim moim znajomym, ale tylko tym, co wydaje mi się, że mogę o tym mówić. Co niektórzy ludzie odbierają na pewno mnie i Pana, Panie Robercie, jak psychicznie chorych. Tak jak odbierali Jezusa, gdy dokonywał cudów.


Ja jeszcze miałem zdarzenia z młodości i później.

W 1985 roku zmarła mi mama. I tak dwa tygodnie po pogrzebie byłem sam w domu, bo mój ojciec i moja siostra byli jeszcze w pracy. Ja miałem wtedy, tak jak i Pan, Panie Robercie, 18 lat, bo jesteśmy z tego samego rocznika. I wtedy w moim mieszkaniu zapaliło się samoczynnie światło. Raz zgasiłem i po jakimś czasie znowu się zapaliło. Ale nie wiem, może wtedy byłem bardzo młody i głupi, że nie ogarniałem tych tematów. Położyłem się trochę wcześniej do łóżka, będąc sam jeszcze w domu, i po pewnym czasie, gdy miałem oczy zamknięte, czułem przez chwilę nad sobą powiew wiatru, ale oczu nie mogłem otworzyć. Dopiero jak ten powiew się skończył, mogłem je otworzyć. Tak jakbym był sparaliżowany przez chwilę.

Gdy kiedyś na wsi spałem u mojej cioci, siostry mojej mamy, przebudziłem się w nocy, bo słyszałem szelest na szafie, a tam była walizka. Pomyślałem, że to jakaś mysz, a ja się myszy nie boję. A ja po chwili widzę, że jakieś białe, pełne kółko, takie jak duża hostia, wędruje po ścianie i zbliża się do mnie od strony tej walizki, co była na szafie. I gdy mijało mnie, zamknąłem oczy, a gdy było nade mną, to już nie był powiew wiatru, jak wcześniej pisałem, ale mocny chłód, lodowate powietrze, jakby mi ktoś lodówkę otworzył. Gdy to białe, duże kółko mnie minęło, otworzyłem oczy i cały czas wzrokiem je odprowadzałem. Gdy doszło do okna, rozdrobniło się na małe drobinki i znikło, jakby wyszło z tego domu. Nigdy tego nie zapomnę.

To tak, Panie Robercie, jak w Smerfach Gargamel dokonywał czarów. Piszę o tych drobinkach, które zniknęły. I po jakimś czasie dotarłem do książek, gdzie są opisywane wędrówki dusz z powiewem wiatru, z chłodem, ze specyficznym zapachem zwłok. Też tak kiedyś miałem. Z szeptem do ucha też miałem, jak mój zmarły ojciec przemówił do mnie moim imieniem.

 



zwiń tekst



„WYBRAŁEM CIĘ, ŻEBYŚ BYŁA MOJĄ MAMĄ”
Nie, 11 paź 2026 17:36 komentarze: brak czytany: 704x

Dzień dobry Panie Robercie, jak i całej ekipie Nautilus.Sytuacja ta miała miejsce w 2017 roku. Pamiętam ją w szczegółach do teraz. Nadmienię, że od wczesnych lat, około 12. roku życia, zawsze zastanawiał mnie sens życia. Nie pasowało mi piekło i niebo i tak jakby podświadomie wiedziałam, że jest inaczej - że żyjemy wiele razy. Od zawsze też czułam, że muszą istnieć też inne cywilizacje oprócz nas. .......

czytaj dalej


Dzień dobry Panie Robercie, jak i całej ekipie Nautilus.

Sytuacja ta miała miejsce w 2017 roku. Pamiętam ją w szczegółach do teraz. Nadmienię, że od wczesnych lat, około 12. roku życia, zawsze zastanawiał mnie sens życia. Nie pasowało mi piekło i niebo i tak jakby podświadomie wiedziałam, że jest inaczej - że żyjemy wiele razy. Od zawsze też czułam, że muszą istnieć też inne cywilizacje oprócz nas. Interesował mnie ten temat, który dokładniej zgłębiłam z Waszej strony wiele lat temu. Zawsze chciałam żyć szczęśliwiej, lepiej pod względem rozwoju swojego światła, duszy czy jak kto woli. I tak też się staje od wielu lat poprzez pracę nad sobą :) Co więcej, zmieniając siebie, zauważyłam, że mąż i dzieci też się zmieniają. Ale do rzeczy, chciałam opisać pewną sytuację, która dotyczy mojego synka.

Tak jak pisałam, było to w roku 2017. Tak obliczyłam. Synek miał wtedy koło 4 latek. Był to grudzień, piątek. Przyjechałam z zakupów i weszłam do sypialni, żeby się przebrać. Mamy tam dużą szafę z lustrem. Na komodzie leżała taka biała opaska na włosy dla dziewczynek z aureolką z białego puchu z piór. Starsza córka miała mieć jasełka i była dla niej.

Synek wziął tę aureolę (opaskę), założył ją sobie na głowę i, przeglądając się w lustrze, powiedział do mnie: „Patrz mamo - wyglądam jak dusza”. Zdziwiłam się, że użył tego słowa, ale uśmiechnęłam się i odpowiedziałam mu: „Chyba jak aniołek”. Wtedy on do mnie: „Nie jak dusza, bo ty nie wiesz, że kiedyś byłem tam wysoko w niebie i ja tam sobie ciebie wybrałem, żebyś była moją mamą. A jak nie wiesz do końca, jaką mamę masz wybrać, to są tam takie świecące, złote postacie, które ci w tym pomagają”. Wtedy przeszła mnie gęsia skórka, że mój mały synek mówi mi takie rzeczy, o których nie mógł mieć pojęcia ani nawet nie mógł słyszeć. Pamiętam, że zadzwoniłam wtedy do mojej mamy, siostry i chyba trzech koleżanek. Ale wszyscy to zbagatelizowali albo wytłumaczyli po swojemu.

Potem, gdy czasem próbowałam go o coś spytać, to nigdy nie chciał nic mówić, a ja nie naciskałam.

Następna sytuacja miała miejsce już chyba na wiosnę bądź lato w następnym roku, chyba 2018. Jechałam z synkiem na rowerze, on siedział z tyłu w foteliku. I sam od siebie mówi do mnie. Cytuję: „Teraz Ci mogę coś powiedzieć, bo nie ma ludzi koło nas. Mamo, wiesz - bo ludzie tak długo muszą się rodzić i znowu rodzić, dużo razy, i stają się coraz lepsi, aż przejdą dziewięć kręgów światłości (nie pamiętam, czy synek powiedział kręgów, czy poziomów). I jak są najlepsi, to już nie muszą się więcej razy rodzić”. Byłam tak tym onieśmielona, że on taki mały mówi takie niesamowite rzeczy. Potem jechaliśmy dalej i gadaliśmy już sobie o byle czym.

Ostatnia sytuacja już nie była taka zaskakująca, ale też ciekawa. Jechałam pewnego dnia z synkiem na zakupy. Czarek siedział koło mnie na miejscu pasażera i mówi do mnie: „Mamo, a ty lubisz być sama w domu i mieć spokój?”. Ja mówię, że tak, lubię, jak jest tak cicho. A on do mnie: „Wiesz, bo jak byłem kiedyś samotnym mężczyzną, bardzo lubiłem być sobie sam w domu”.

I to była ostatnia sprawa dotycząca mojego synka. Te trzy razy zawsze zaczynał po prostu sam od siebie coś mówić - tak naturalnie. Teraz ma dziesięć lat i już nic nie pamięta. Zapomniał, jak zaczął chodzić do przedszkola. Tylko ja mu to czasem przypominam, a on jest zdziwiony i słucha tego z ciekawością.



zwiń tekst



„PAMIĘTAJ, ŻE JESTEM”. HISTORIA PEŁNA NIEZWYKŁYCH ZBIEGÓW OKOLICZNOŚCI
Wt, 6 paź 2026 14:59 komentarze: brak czytany: 927x

Postanowiłam do Pana napisać, nie miałam odwagi zadzwonić, aby o sobie mówić przez telefon. Cieszę się, że Pan pojawił się i postanowił o sobie przypomnieć. Kiedyś słyszałam o Panu, czytałam, słuchałam, oglądałam programy, w których Pan występował.To, co przeżyłam, wydawało mi się takie naturalne, nic szczególnego. Teraz słucham na Pańskim kanale, że jest wielu ludzi, którzy przeżyli niesamowite historie.......

czytaj dalej

Postanowiłam do Pana napisać, nie miałam odwagi zadzwonić, aby o sobie mówić przez telefon. Cieszę się, że Pan pojawił się i postanowił o sobie przypomnieć. Kiedyś słyszałam o Panu, czytałam, słuchałam, oglądałam programy, w których Pan występował.

To, co przeżyłam, wydawało mi się takie naturalne, nic szczególnego. Teraz słucham na Pańskim kanale, że jest wielu ludzi, którzy przeżyli niesamowite historie w swoim życiu. A może to nic niezwykłego? Może my, którzy jesteśmy bardziej uwrażliwieni na odbiór czegoś, co nie mieści się w logicznym wytłumaczeniu, tak mamy. Od dziecka miałam wrażenie, że ktoś ze mną jest. Czułam kogoś, co nie miało kształtu człowieka. Jest to trudne do wytłumaczenia, czułam to coś, jakby było ciemną masą, przybierającą różne kształty. To było ciągle przy mnie. Nie mówiłam o tym nikomu, bo nie umiałam tego wyjaśnić.

Z biegiem lat zapomniałam o tym i to zanikło. Byłam dzieckiem raczej stojącym z boku, przyglądającym się wszystkiemu, miałam swój świat. Od kiedy pamiętam, zawsze patrzyłam w niebo, w gwiazdy. Mam takie wspomnienie z dzieciństwa. Kiedy wracaliśmy z rodzicami do domu i było już ciemno, ja zawsze szłam z głową zwróconą do nieba. Lubiłam patrzeć na gwiazdy. Mam tak do dzisiaj. Kiedy wychodzę wieczorem z domu, to pierwsze, co robię, spoglądam w gwiazdy. Ostatnio dużo Pan mówi o synchroniczności zdarzeń. Przeżyłam wiele takich zdarzeń, niektórych już dzisiaj nie pamiętam. Kiedy byłam dzieckiem, nastolatką, myślałam, że to naturalne, że wszyscy ludzie tego doświadczają. Dopiero z biegiem lat zrozumiałam, że może jest inaczej.

Opowiem o jednej historii tego typu. Zadziało się to w czasie, kiedy w moim życiu wydarzyło się coś, co bardzo silnie przeżyłam. Dla mnie to był jeden z trudniejszych momentów w życiu. Potrzebowałam pomocy, szukałam na własną rękę czegoś, co pomoże mi wyjść z tej traumy. Natrafiłam na grupę wsparcia online. Była to grupa psychologiczno-religijna. Rozpoczęłam dwuletnią terapię. Początkowo online, później też stacjonarnie. Poznałam kogoś, kto działał w tej grupie głównie online. Był to mężczyzna z dużym doświadczeniem, po podobnych przeżyciach. Nawiązałam z nim kontakt mailowy. Pisałam o sobie, on mi doradzał, tłumaczył, pokazywał pewne rzeczy w inny sposób. Bardzo mi pomógł. Nigdy się nie widzieliśmy. Po skończonej terapii nasz kontakt już nie był tak intensywny, urwał się.

Minęło kilka miesięcy i gdzieś przypadkiem zobaczyłam ogłoszenie o warsztatach „Wreszcie żyć”. Pomyślałam: zapiszę się i pojadę. Okazało się, że lista jest już zamknięta, nie ma miejsc. Warsztaty miały trwać trzy dni. Już chciałam zrezygnować, ale coś mnie tam pchało, to było silniejsze ode mnie. Zadzwoniłam, zapytałam, czy jest chociaż możliwość, aby przyjechać tylko na jeden wykład. Organizator zgodził się. Kiedy przyjechałam na miejsce, weszłam do sali, ludzi było bardzo dużo, praktycznie nie było wolnych miejsc. Podeszłam bliżej, zauważyłam jedno wolne miejsce. Zapytałam pana siedzącego obok, czy to miejsce jest wolne. Spojrzał na mnie i powiedział, że właściwie tak, miało być dla kolegi, ale on nie przyjechał. Usiadłam, spojrzałam na siedzącego obok, miał na szyi etykietkę ze swoim pseudonimem. To był on, ten znajomy, z którym przez kilka miesięcy pisałam, który mi tak bardzo pomógł. Zaczęliśmy rozmawiać. Było to niesamowite spotkanie. To nie był przypadek, miałam się z nim tam spotkać. Nie wiedziałam wcześniej, jak ma na imię. Kiedy mi się przedstawił, to jeszcze bardziej utwierdziłam się, że mieliśmy się spotkać.

Wcześniej, kiedy dzwoniłam do organizatora, ten powiedział mi, że po przyjeździe mam skontaktować się z kierownikiem, p. Jackiem. Tak też miał na imię mój znajomy.

Jest jeszcze coś bardzo niesamowitego. W nocy, ale nie we śnie, na jawie, miałam spotkanie z kimś, kto może był duchem, a właściwie nie wiem kim. Spałam, obudziłam się i zobaczyłam stojącą przy mnie postać. Nie widziałam twarzy, postać na samych brzegach miała bardzo jasną poświatę, jasne światło, które okalało brzegi, nie wiem, czy ciała. Trudne do stwierdzenia. Na początku przestraszyłam się, trwało to kilka sekund. Poczułam coś, czego nigdy wcześniej nie czułam, niesamowitą miłość. Ta postać nie miała twarzy, ale czułam, że patrzy na mnie z dużą miłością. Byłam jakby bez ruchu.

Telepatycznie powiedziała do mnie: „Pamiętaj, że jestem”.

Zapaliłam światło, już jej nie było. Wielokrotnie myślałam, że może to mi się przyśniło, że to niemożliwe, ale nie, ja to widziałam. Panie Robercie, zdaję sobie sprawę, że pisze do Pana wielu ludzi, mają zapewne ciekawsze historie. Jestem zwykłym człowiekiem, takie sytuacje mi się przytrafiają, czy niezwykłe? Dla mnie normalne. Długo się zastanawiałam, wahałam, czy to ma sens do Pana pisać, ale poczułam taką potrzebę.




zwiń tekst



„TĘSKNIŁEM ZA TOBĄ, DLATEGO WRÓCIŁEM”
Nie, 4 paź 2026 19:53 komentarze: brak czytany: 1103x

Miałam suczkę jamniczkę. Umarła, gdy starszy syn miał 8 miesięcy, więc młodszy zna pieska tylko ze zdjęć. Wie, jak miał na imię i wie, że poszedł do nieba. Tyle. Czasem wyświetli mi się przypomnienie w telefonie, to pokazuję synom i mówię: „O, zobaczcie, nasz poprzedni piesek” itp. Wszystko w formie przyswajalnej dla nich. Nie opowiadam im o tym, że wierzę, że pieski wracają albo że ludzie wracają.......

czytaj dalej

Miałam suczkę jamniczkę. Umarła, gdy starszy syn miał 8 miesięcy, więc młodszy zna pieska tylko ze zdjęć. Wie, jak miał na imię i wie, że poszedł do nieba. Tyle. Czasem wyświetli mi się przypomnienie w telefonie, to pokazuję synom i mówię: „O, zobaczcie, nasz poprzedni piesek” itp. Wszystko w formie przyswajalnej dla nich. Nie opowiadam im o tym, że wierzę, że pieski wracają albo że ludzie wracają, mimo że w to wierzę. Wiem, że są za mali, żeby opowiadać im takie rzeczy, więc jak pytają, gdzie jest piesek, to mówię, że w niebie.

No i to było jakoś na początku września. Starszy syn się bawił, młodszy się huśtał na huśtawce w pokoju, ja leżałam sobie na łóżku młodszego syna i wcześniej żaden temat o psie się nie przewijał ani nic. Młodszy przez przypadek, huśtając się, kopnął naszego obecnego psa i mówi: „Jak ja byłem Nuką”, czyli tym moim poprzednim psem, „to umarłem i poleciałem do nieba, a potem wróciłem jako Oliś”.

Ja chciałam go podpytać jakoś dyskretnie, ale nic więcej nie chciał powiedzieć. Odpuściłam temat i 2 tygodnie po tym znowu młodszy syn jadł jogurt, ja sobie zrobiłam kawę, a na kanapie leżał nasz obecny pies. Ja chciałam, żeby się przesunął, w sensie ten pies, i mówię do psa: „Pako, out”. Zaznaczę, że często używam takiego zwrotu do psa. Często też mówiłam tak do właśnie mojej poprzedniej jamniczki i u mnie to oznacza po prostu to, że pies ma mi się przesunąć z miejsca, w którym jest, lub zejść na inne.

I syn się zainteresował i się mnie pyta, co to znaczy słowo „out”, a ja mówię, że chodzi mi o to, żeby piesek mi się przesunął na kanapie, bo nie było dla mnie miejsca. I wtedy syn mówi: „Ale do mnie też tak mówiłaś”, a ja mówię: „Ale kiedy?”, a syn mówi: „No jak byłem Nuką, nie pamiętasz?”.

Więc wtedy mnie zatkało, bo wiem, że tak mówiłam do mojego poprzedniego psa, a jego nie było na świecie, żeby w ogóle to pamiętać, że tak mówiłam. I się go pytam: „Co ty opowiadasz? Ty mi chcesz powiedzieć, że byłeś Nuką?”, a on: „No tak”. A ja mówię do niego: „Czy jak umarłeś jako Nuka, tęskniłeś za mną?”, a syn mi odpowiedział: „No tak, tęskniłem za tobą i dlatego wróciłem jako Oliś”.

Zadałam mu jeszcze jedno pytanie, czy jako piesek lubił biegać za piłeczką, na co mi odpowiedział, że nie, bo miał za duży brzuszek od karmy, co było prawdą, bo jamniczka była trochę przytyta z powodów hormonalnych i nie lubiła biegać za piłkami. Póki co nic więcej nie mówi w tym temacie. Ja też nie wypytuję, bo wiem, że jak będę wypytywać, to może już mi nic nie powiedzieć, więc czekam, czy coś jeszcze powie, czy już nie.

 

 



zwiń tekst



ZNAK OD SAI BABY? CHWILĘ PÓŹNIEJ UNIKNĄŁ TRAGEDII
Czw, 1 paź 2026 13:39 komentarze: brak czytany: 764x

Witam, Ostatnio spotkała mnie historia może dla Pana mało spektakularna, ale chciałem się nią podzielić. Dodam jeszcze, że o Sai Babie dowiedziałem się właśnie od Pana. Pewnego dnia wybrałem się do ubezpieczyciela, aby wykupić ubezpieczenie na walkę, ale to akurat mniej ważne. Na ścianie u tego pana zauważyłem obraz przedstawiający Sai Babę. Bardzo mocno przykuło to moją uwagę i miałem ogromną chęć.......

czytaj dalej

Witam,

Ostatnio spotkała mnie historia może dla Pana mało spektakularna, ale chciałem się nią podzielić. Dodam jeszcze, że o Sai Babie dowiedziałem się właśnie od Pana. Pewnego dnia wybrałem się do ubezpieczyciela, aby wykupić ubezpieczenie na walkę, ale to akurat mniej ważne. Na ścianie u tego pana zauważyłem obraz przedstawiający Sai Babę. Bardzo mocno przykuło to moją uwagę i miałem ogromną chęć zapytać z ciekawości, dlaczego akurat ma na ścianie Sai Babę. Niestety nie miałem na tyle odwagi i po prostu wyszedłem.

Tego samego dnia, jadąc samochodem z dzieckiem, coś mnie tknęło, żeby włączyć sobie i posłuchać czegoś o Sai Babie. Minęła może minuta lub dwie. Jechałem za autem, które poruszało się bardzo wolno. Miałem już ochotę je wyprzedzić, ale ostatecznie zostałem za nim. Nagle, kiedy mijałem się z ciężarówką, pomiędzy nami z ogromną prędkością przejechał motocykl — dosłownie między ciężarówką a moim autem, które też nie jest małe. Uznałem, że to nie był przypadek i że właśnie to uchroniło mnie, moje dziecko i motocyklistę od katastrofy. Nie jestem teraz żadnym wyznawcą Sai Baby, ale na znak wdzięczności ustawiłem sobie jego zdjęcie na tapecie telefonu, żeby chociaż takim małym gestem podziękować. 

  



zwiń tekst



TO WYDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ. DO DZIŚ NIE WIEM, JAK TO WYJAŚNIĆ
Wt, 29 wrz 2026 13:36 komentarze: brak czytany: 1019x

Nasza Czytelniczka przesłała nam dwie niezwykłe historie, które - jak sama podkreśla - do dziś trudno jej racjonalnie wyjaśnić. Pierwsza dotyczy spotkania z tajemniczymi punktami światła, które po latach skojarzyła z opisami dusz z książki Michaela Newtona. Druga wydarzyła się w dzieciństwie i wiąże się z malborskim ratuszem oraz sceną, która - jak później się dowiedziała - miała rozegrać się tam .......

czytaj dalej


Nasza Czytelniczka przesłała nam dwie niezwykłe historie, które - jak sama podkreśla - do dziś trudno jej racjonalnie wyjaśnić. Pierwsza dotyczy spotkania z tajemniczymi punktami światła, które po latach skojarzyła z opisami dusz z książki Michaela Newtona. Druga wydarzyła się w dzieciństwie i wiąże się z malborskim ratuszem oraz sceną, która - jak później się dowiedziała - miała rozegrać się tam wiele lat wcześniej. Za zgodą Autorki publikujemy jej relację.

1. Widziałam dusze

Latem 2024 roku byłam z partnerem na urlopie nad jeziorem, gdzie mamy swoją przyczepę kempingową. W środku nocy nagle otworzyłam oczy i zobaczyłam złote, ciepłe światło - skupisko iskierek lub punktów światła - tuż przy mojej twarzy. Nie czułam jednak żadnego lęku. To światło wyglądało tak, jakby mi się przyglądało. Kiedy się obudziłam i na nie spojrzałam, jakby się wzdrygnęło i odsunęło ode mnie, przesuwając się bliżej szafy przy łóżku. Wtedy zobaczyłam, że światło przybrało kształt latawca - rombu, zbudowanego jakby z samych świetlistych obramowań. Zwisał z niego ogon utworzony z iskierek lub punktów światła, a dodatkowo z lewej strony latała osobno jedna iskierka. Latawiec zakołysał się i zniknął w jednym punkcie, jakby został do niego wciągnięty. Następnie ta pojedyncza iskierka również się zakołysała, zatoczyła kółko i zniknęła dokładnie w tym samym miejscu.

Obserwowałam wszystko ze spokojem i zaciekawieniem, nie ruszając się. Dopiero później zaczęłam myśleć, że mogło to być coś paranormalnego, i wtedy pojawił się niepokój. Obudziłam partnera i szybko zaczęłam opowiadać mu o tym, co widziałam. Zapaliłam lampkę i nie spałam już do rana.Kilka miesięcy wcześniej straciłam ciążę, dlatego pomyślałam, że być może moje Dzieciątko przyszło sprawdzić, jak ma się jego Mama. Tym bardziej że światło przybrało postać latawca, który kojarzył mi się z dzieckiem. Nie rozumiałam jednak, dlaczego składało się z kilku iskierek. Szukałam w internecie informacji, co mogło to być, ale nie znalazłam odpowiedzi i z czasem zostawiłam ten temat. W tym roku zaczęłam słuchać podcastów dotyczących życia po śmierci i duchowości.

Kilkukrotnie pojawiła się w nich książka dr. Michaela Newtona „Wędrówka dusz”. Kupiłam ją, nie wiedząc jeszcze, jak ważna się dla mnie okaże. Najpierw przeczytałam, że dusze bywają opisywane jako punkty światła. Był to dla mnie ogromny szok, ponieważ kilka osób przedstawiało podobne relacje. Pomyślałam wtedy, że być może właśnie coś takiego widziałam - skupisko świetlistych punktów o ciepłej, złotej barwie.

Pozostawało jednak pytanie: co z kształtem latawca?



Czytałam dalej i dowiedziałam się, że według opisywanych relacji dusze po powrocie do świata duchowego trafiają do swoich grup. Różne osoby przedstawiają je na różne sposoby. W pewnym momencie natrafiłam na opis, w którym pojawił się właśnie motyw latawca i jego ogona.To był dla mnie kolejny szok. Pomyślałam wtedy, że nieprzypadkowo trafiłam na tę książkę. Ale na tym historia się nie kończy. Mając już wiedzę o tym, że według niektórych relacji dzieci mogą wybierać swoich przyszłych rodziców i wcześniej ich obserwować, uświadomiłam sobie, że kilka miesięcy po tamtym zdarzeniu zaszłam ponownie w ciążę.

Mam silne przekonanie, że wśród tych świetlistych punktów mogła znajdować się dusza mojego dziecka, które przyszło na świat właśnie z tej ciąży.

2. Widziałam na własne oczy scenę, która miała wydarzyć się wiele lat wcześniej

Od zawsze czułam pewnego rodzaju więź ze światem duchowym. Szczególnie poprzez sny. Pojawiają się w nich zmarli członkowie rodziny, ale także postacie o charakterze religijnym. Zawsze zapisuję te sny, ponieważ często są bardzo ciekawe. Kiedy byłam dzieckiem, wydarzyło się jednak coś, czego do dziś nie potrafię zrozumieć. Można powiedzieć, że miałam wrażenie, jakbym na chwilę zobaczyła przeszłość.

Uczęszczałam wtedy na zajęcia teatralne odbywające się w piwnicy starego ratusza. Do piwnicy schodziło się przez wnętrze wieży. Spiralne schody prowadziły w dół, ale również na sam jej szczyt. Dzieciom wielokrotnie powtarzano, że pod żadnym pozorem nie wolno wchodzić na wieżę. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego. Pewnego dnia, wychodząc po zajęciach z piwnicy, zamiast wyjść przez drzwi na parterze, pełna ciekawości poszłam schodami dalej, na samą górę. Zobaczyłam tam niedomknięte drzwi. Uchyliłam je. Zobaczyłam dym, a pośród niego martwego, powieszonego człowieka w mundurze. Bardzo się przestraszyłam i w panice zaczęłam uciekać po schodach. Miałam wrażenie, że za chwilę z nich spadnę. Wiedząc, że zrobiłam coś, czego nie powinnam, nikomu o tym nie powiedziałam. Minęło wiele lat.

Dopiero później usłyszałam historię o człowieku, który pod koniec II wojny światowej miał odebrać sobie życie właśnie na szczycie tej wieży. Według opowieści zrobił to w obawie przed nadchodzącą armią. Byłam w szoku. Dopiero wtedy po raz pierwszy opowiedziałam komuś o tym, co widziałam jako dziecko. Pamiętam tę scenę niezwykle wyraźnie. Wyglądało to tak, jakbym weszła tam wiele lat wcześniej i zobaczyła wszystko na własne oczy.
Nigdy więcej nie doświadczyłam podobnego „przeniesienia w czasie”. Do dziś nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób mogłam zobaczyć scenę z przeszłości i czym właściwie było to doświadczenie. Czułam jednak, że powinnam o nim opowiedzieć.



zwiń tekst



TRZY DNI PO ŚMIERCI PRZYSZEDŁ DO MNIE WE ŚNIE
Pon, 28 wrz 2026 10:40 komentarze: brak czytany: 926x

Dzień dobry, serdecznie pozdrawiam całą załogę okrętu Nautilus.Na wstępie, tak pokrótce, pragnę podziękować za całą pracę i serce, jakie wkładacie w szerzenie wiedzy o rzeczach już dawno zapomnianych - wszak stare cywilizacje wierzyły w reinkarnację bądź spotykały istoty wyższe duchowo od nas.Piszę tego maila, chociaż długo zastanawiałam się, czy w ogóle warto... Bo na pewno takich przypadków jak .......

czytaj dalej

Dzień dobry, serdecznie pozdrawiam całą załogę okrętu Nautilus.

Na wstępie, tak pokrótce, pragnę podziękować za całą pracę i serce, jakie wkładacie w szerzenie wiedzy o rzeczach już dawno zapomnianych - wszak stare cywilizacje wierzyły w reinkarnację bądź spotykały istoty wyższe duchowo od nas.

Piszę tego maila, chociaż długo zastanawiałam się, czy w ogóle warto... Bo na pewno takich przypadków jak mój jest całe mnóstwo w archiwach. Ale jedno zdanie z dzisiejszej audycji o Marcinku mnie poruszyło... Że zmarli nie zawiadamiają nas po śmierci, bo mają inne sprawy... Trzy lata temu zmarła bliska mi osoba. Mój brat cioteczny, z którym zawsze świetnie się rozumiałam. Spędzaliśmy mnóstwo czasu razem. W ostatnich latach życia pracował za granicą... Tam też zmarł. Nie było jasne, w jakich okolicznościach. Było prowadzone śledztwo, dlaczego wypadł z okna. Cała rodzina ogromnie to przeżyła.

Trzy dni po wiadomości o jego śmierci - ciało nadal przebywało za granicą, bo wbrew pozorom sprowadzenie go do Polski nie było takie łatwe - przyszedł do mnie we śnie.

Śniło mi się, że jestem wraz z rodziną w kościele. Był jego pogrzeb, atmosfera była naprawdę przygnębiająca i nagle dosiadł się do mnie i zaczął - jak to on - rozśmieszać mnie i żartować. Początkowo zareagowałam na jego żarty śmiechem, ale szybko dotarło do mnie to, co mu powiedziałam:

– Kamil... Ale my jesteśmy na twoim pogrzebie.

– Wiem, ale przyszedłem, bo chcę przekazać wiadomość mamie, a nie mogę się z nią skontaktować.

W tym momencie wyszliśmy z kościoła i chwilę rozmawialiśmy. Po czym przekazał mi wiadomość:

– Powiedz mojej mamie, że jestem teraz jak na wakacjach, tutaj nie muszę pracować.

Po czym roześmiał się tak pogodnie. Dodam, że od momentu, gdy się pojawił, czułam niesamowitą energię, takie dobro... Zrozumienie i brak oceniania... Miłość i spokój. Zapytałam go naturalnie, jak to się stało, że zmarł, bo cała rodzina żyje obecnie tym, żeby to wyjaśnić. W odpowiedzi usłyszałam:

– W naszej rodzinie trzeba się badać.

Potem sen się skończył. Tej nocy jeszcze długo płakałam.

I faktycznie okazało się, że zasłabł, chciał odetchnąć chłodnym powietrzem, otworzył okno, ale w tym momencie zasłabł i wypadł... Można się ze mną zgodzić lub nie, ale na ścieżce, którą podążam, spotkałam się z informacją, że zmarli nie mogą się z nami skontaktować właśnie przez to ogromne poczucie żalu. Nawet w „Misji” była informacja o tym, że kiedyś cieszono się i celebrowano śmierć. Może dlatego ludzie częściej spotykali najbliższych. Kto wie?

Pozdrawiam raz jeszcze całą załogę. Przesyłam moc pozytywnej energii i najserdeczniejsze życzenia zdrowia.

 



zwiń tekst



"JEST COŚ PO TAMTEJ STRONIE I NIE TRZEBA SIĘ BAĆ"
Nie, 27 wrz 2026 16:47 komentarze: brak czytany: 926x

Dzień dobry, Panie Robercie,chciałam się podzielić kilkoma widokówkami z mojego życia, które świadczą o tym, że jest coś po tamtej stronie. Po pierwsze, moja mama jako dziewczynka była w szpitalu i dokładnie wtedy, kiedy umarła jej babcia, w szpitalu pękł jej słoik. Następnie moja historia. Na studiach byłam przez rok w Stanach. Kiedy wyjeżdżałam, żegnałam się ze wszystkimi, ale kiedy żegnałam się.......

czytaj dalej

Dzień dobry, Panie Robercie,
chciałam się podzielić kilkoma widokówkami z mojego życia, które świadczą o tym, że jest coś po tamtej stronie. Po pierwsze, moja mama jako dziewczynka była w szpitalu i dokładnie wtedy, kiedy umarła jej babcia, w szpitalu pękł jej słoik. Następnie moja historia. Na studiach byłam przez rok w Stanach. Kiedy wyjeżdżałam, żegnałam się ze wszystkimi, ale kiedy żegnałam się z babcią, obie się wzruszyłyśmy, tak jakbyśmy coś przeczuwały. No i jestem w Stanach, na kilkudniowym wyjeździe na Florydę, i coś mnie budzi w nocy, o 3, i każe mi zadzwonić do domu. Wtedy były tylko telefony stacjonarne. Nikt nie odbiera, a mnie coś każe dzwonić po rodzinie do skutku. W końcu, już rano, dodzwaniam się do bratowej do pracy i ona przekazuje mi wiadomość: babcia dziś rano zmarła. Z babcią byłam bardzo zżyta, wychowywała mnie. Kiedy babcia jeszcze żyła, ale już była na granicy, powiedziała, że we śnie wyszły po nią ciotki i przyniosły jej 7 kwiatów. Jej ojciec miał 7 sióstr, czyli dla niej ciotek.
I ostatnia, najnowsza historia. Śni mi się Joasia Kołaczkowska - taka promienna, oświetlona twarz - i mówi, że już jest dobrze. Była spokojna, jasna. Nagle się obudziłam, było przed północą. Otworzyłam Facebooka i pierwszy post, jaki mi się wyświetlił, to post kabaretu Hrabi, że Asia odeszła. Ona przyszła się pożegnać, mimo że się nie znałyśmy, ale była mi bliska. Te kilka historii sprawia, że wierzę, że jest coś po tamtej stronie i że nie trzeba się bać.
Panie Robercie, ja choruję na raka, jestem w fazie diagnozy i takie podejście oraz spojrzenie na sprawy (nie)ostateczne bardzo mi pomaga. Podobnie jak słuchanie podcastów z Pana udziałem. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

 



zwiń tekst



CZY BLISCY PO ŚMIERCI SĄ NADAL OBOK NAS? HISTORIA MAŁEGO TADZIA
Czw, 24 wrz 2026 17:49 komentarze: brak czytany: 1099x

Witam,wysłuchałam audycji o dzieciach i duchach i postanowiłam opisać historię mojego syna, obecnie 12-latka.Gdy Tadzio miał niespełna 4 lata, bardzo dużo czasu spędzał u teściów.Pewnego dnia, gdy był tylko z teściową w domu, zamknął się w pokoju i przez jakiś czas z niego nie wychodził. Teściowa trochę się zaniepokoiła, bo zrobiło się za cicho (oznaka nadchodzących kłopotów ;)). Podeszła po cichu.......

czytaj dalej


Witam,

wysłuchałam audycji o dzieciach i duchach i postanowiłam opisać historię mojego syna, obecnie 12-latka.

Gdy Tadzio miał niespełna 4 lata, bardzo dużo czasu spędzał u teściów.

Pewnego dnia, gdy był tylko z teściową w domu, zamknął się w pokoju i przez jakiś czas z niego nie wychodził. Teściowa trochę się zaniepokoiła, bo zrobiło się za cicho (oznaka nadchodzących kłopotów ;)). Podeszła po cichu do drzwi pokoju, w którym był Tadek, i zaczęła go podsłuchiwać. Tadzio bardzo cicho z kimś rozmawiał, tak że nie mogła nic usłyszeć, więc postanowiła wejść. Gdy tylko otworzyła drzwi, zobaczyła, jak Tadek siedzi na skraju tapczanu, mimo że całe łóżko było przecież puste. Syn w tym momencie bardzo się oburzył i zganił babcię, żeby mu nie przeszkadzała, bo przecież ma gościa. Teściowa przeprosiła, wycofała się i przymknęła drzwi. Stanęła w przedpokoju i podsłuchiwała, ale Tadzio rozmawiał tak cichutko, że nie była w stanie nic z tej rozmowy wyłuskać.

Gdy po pracy przyszłam odebrać Tadzia, szepnęła mi tylko, że Tadek miał dzisiaj gościa i że nie chciał jej nic więcej powiedzieć. Poprosiła, żebym dyskretnie go podpytała. Codziennie wieczorem, gdy już leżeliśmy z Tadziem w łóżku, rozmawialiśmy sobie o różnych rzeczach i sprawach, które wydarzyły się w ciągu dnia, i nie tylko. To był taki nasz czas na rozmowy o wszystkim. Postanowiłam to wykorzystać i spytałam go, czy to prawda, że miał dzisiaj gościa.

Odpowiedział mi, że był u niego dziadek Tadek. Myślałam, że chodzi o teścia - mają to samo imię. Powiedziałam mu, że dziadka dzisiaj nie było w domu.

Na to Tadzio odpowiedział, że nie chodzi o tego dziadka Tadka.

Zdębiałam i zapytałam więc, o jakiego dziadka mu chodzi.

Odpowiedział:

- Twojego dziadka.

Mój dziadek też miał na imię Tadeusz i zmarł, gdy miałam 8 lat. Tadzio nie wiedział, jak wyglądał mój dziadek. Nigdy go nie widział i nie miał prawa znać szczegółów, o których mi później opowiedział po rozmowie z moim dziadkiem. Dokładnie opisał mi, jak dziadek wyglądał. Powiedział, że miał śmieszne, małe wąsy - dziadek miał wąsy jak Adolf H. - oraz jasny płaszcz. Dziadek miał ulubiony beżowy prochowiec. Powiedział też, że był trochę pijany. Dziadek lubił trunki wszelkiej maści, a Tadzio na pewno nie słyszał o tym od nikogo z rodziny. Dodał jednak, że był bardzo sympatyczny i przyszedł go odwiedzić.

Pytałam go o to jeszcze kilka razy. Za każdym razem opowiadał dokładnie to samo.

Wierzę w to bliskie spotkanie dziadka i prawnuka.


Tadek miał jeszcze jedno cudowne przeżycie ze swoim dziadkiem, moim teściem - też zresztą Tadkiem ;) -z którym był bardzo mocno zżyty i do dziś nie jest pogodzony z jego odejściem.

Otóż w 2020 roku, w ciągu niespełna dwóch miesięcy, zmarł teść i nasz ukochany kundelek Bajka. Tadek bardzo mocno przeżywał te dwa odejścia. Tłumaczyłam mu, że Bajka i dziadek Tadek są teraz razem i na pewno chodzą wspólnie na kaczki i na grzyby. Mówiłam, że psie niebo jest połączone z ludzkim i że na pewno już się tam odnaleźli i jest im razem raźniej. Tadek uwierzył w to bardzo mocno i miałam wrażenie, że przyniosło mu to ulgę w jego dziecięcym cierpieniu i tęsknocie.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie katechetka na religii i ksiądz, który przyszedł po kolędzie. Zburzyli w jednej chwili w tym małym umyśle całą konstrukcję, która dawała mu poczucie bezpieczeństwa i spokój o dziadka i ukochanego zwierzaka. Dziecko najzwyczajniej na świecie chciało podzielić się z tymi ludźmi swoim szczęściem, że wie już, iż najważniejsze dla niego istoty są razem w jednym niebie i nie tęsknią za tym światem, bo są tam razem. I wówczas padły słowa, że zwierzęta nie idą do nieba!

Tadek był załamany. Miał pretensje, że go oszukałam. Na nic zdały się tłumaczenia, że nasza Bajka też jest w niebie razem z dziadkiem. Było to bardzo trudne do przeforsowania, zarówno dla nas, jak i dla dziecka. Po jakimś czasie sytuacja trochę się uspokoiła, temat przycichł i pewnego ranka Tadek schodzi ze swojego pokoju uradowany od ucha do ucha, z błyskiem w oku, i mówi:

- Mamo, nie uwierzysz, co się stało... Był u mnie w nocy dziadek i była z nim Bajka. Dziadek nic nie mówił, tylko na mnie patrzył. Jak zapytałem go, czy zostanie ze mną, to wtedy Bajka zaczęła go ciągnąć za nogawkę od spodni, jakby chciała go już ode mnie odciągnąć, że muszą iść.

I wtedy dziadek mi powiedział:

- Tadziu, na mnie już czas.

I spokojnie poszli...

Tadek wie - sam do tego doszedł - że dziadek przyszedł, żeby rozwiać jego wątpliwości.

Fajnie, że nawet po ich śmierci możemy na NICH liczyć...

P.S. Kiedyś napiszę Panu o moich przeczuciach, które bardzo często mnie nachodziły, ale nauczyłam się je zwalczać, bo działy się same złe rzeczy... A tak na marginesie - nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale myślę, że chyba tak. Moja prababcia była Szeptuchą... Myślę, że coś mi zostawiła.

Jeszcze raz pozdrawiam i dziękuję, że dotrwał Pan do końca.

 



zwiń tekst



SEN O ZMARŁEJ ANI. JEDEN SZCZEGÓŁ TRUDNO UZNAĆ ZA PRZYPADEK
Nie, 20 wrz 2026 21:28 komentarze: brak czytany: 1109x

Z poczty FN:Mój kolega, perkusista, miał córkę, która od urodzenia była sparaliżowana. Ale ona urodziła się normalnie, tyle że jak się urodziła, to zachorowała od razu na zapalenie opon mózgowych i zanim lekarze zorientowali się, że to zapalenie opon mózgowych, a nie zapalenie płuc, to zrobiły się takie zmiany w mózgu, że dziewczynka cały czas była sparaliżowana. Zmarła 2 lata temu.Ja jej praktycznie.......

czytaj dalej

Z poczty FN:

Mój kolega, perkusista, miał córkę, która od urodzenia była sparaliżowana. Ale ona urodziła się normalnie, tyle że jak się urodziła, to zachorowała od razu na zapalenie opon mózgowych i zanim lekarze zorientowali się, że to zapalenie opon mózgowych, a nie zapalenie płuc, to zrobiły się takie zmiany w mózgu, że dziewczynka cały czas była sparaliżowana. Zmarła 2 lata temu.

Ja jej praktycznie nie widziałem na żywo. Tylko na zdjęciach na Facebooku. Po jej śmierci miałem dziwny sen. Znów z kolan wstawałem do pozycji stojącej i przyglądałem się trawie, i się zastanawiałem, czy to wiosna, czy jesień, bo trawa była taka wymieszana, sucha ze świeżą. Ciepło, a kolor światła taki przyjemny, bardzo złoty!! Patrzę, a tu step cały trawą porośnięty. Patrzę, a tu dziewczynka kręci się w sukience takiej do samej ziemi, a sukienka biała w żółte kwiaty albo wzory. Ciężko było dokładnie zobaczyć, bo się kręciła. Patrzę na nią i poznałem, że to 14-letnia Ania mojego kolegi perkusisty. Mówię do niej: - Ania, ty żyjesz? A ona mi na to: - tak, ale tata nie chce słuchać.


I koniec snu. Nie wiedziałem, co mam z tym zrobić i czy mam zadzwonić do tego mojego kolegi i mu o tym powiedzieć. Nie wiedziałem, czy go nie urażę. Wiem, że strasznie cierpiał, jak Ania umarła. Trzymałem to dla siebie aż rok, aż nie wytrzymałem i napisałem do niego na Facebooku, że widziałem jego Anię we śnie i że była wkurzona. Zareagował natychmiast. Poprosił, żebyśmy o tym porozmawiali wieczorem, bo jego żona z pracy wróci, a też chce posłuchać. Zadzwoniłem wieczorem. Mówię, jak było, a żona mojego kolegi się pyta: - Ty byłeś na pogrzebie Ani?? A ja mówię, że nie, że byłem w Anglii w tym czasie. A ona mi na to, że dokładnie w takiej sukience, jak ja opisałem, Ania została pochowana. Później zaczęła krzyczeć na męża Marcina: A nie mówiłam Ci!!? A ty nie chcesz wierzyć!!

 



zwiń tekst



WIEDZIAŁEM, ŻE TO ONA. NIEZWYKŁA HISTORIA SPRZED 35 LAT
Pt, 18 wrz 2026 10:22 komentarze: brak czytany: 936x

W związku z wysłuchaniem audycji Roberta Bernatowicza i Filipa Chajzera chciałem opisać historię przeznaczenia, swoistego znaku od wszechświata. Sytuacja dotyczy mnie i mojej małżonki. Jest rok 1991 ja mam niespełna 19 lat i jak to młody chłopak zaczynam się rozglądać za dziewczynami ( taki wiek, takie prawo ). Nie szukam na siłę, że muszę, bo wiem bo czuję że jak ma to być ta jedyna to się znajdzie.......

czytaj dalej

W związku z wysłuchaniem audycji Roberta Bernatowicza i Filipa Chajzera chciałem opisać historię przeznaczenia, swoistego znaku od wszechświata. Sytuacja dotyczy mnie i mojej małżonki. Jest rok 1991 ja mam niespełna 19 lat i jak to młody chłopak zaczynam się rozglądać za dziewczynami ( taki wiek, takie prawo ). Nie szukam na siłę, że muszę, bo wiem bo czuję że jak ma to być ta jedyna to się znajdzie w odpowiednim czasie. Dzieje się to wszystko w Zabrzu, ja młody chłopak namiętnie grający w piłkę i mający swoje marzenia od czasu do czasu chodzimy lub jeździmy sobie na dzielnice z kolegami zobaczyć dziewczyny, czy są jakieś ładne itp i podczas jednej takiej wizyty wpada mi w oko ładna drobna blondynka. Podoba mi się, ale niestety nie obraca się w kręgu moich znajomych z dzielnicy i nie mam z nią kontaktu. Pozostaje tylko nadzieja że kiedyś może jakoś się uda poznać.



Mijają jakieś 2-3 miesiące i jestem u babci, gdzie praktycznie się wychowuje w Zabrzu i tak od niechcenia siadam przy telewizorze i w tym momencie jest na TVP 3 Katowice kilkuminutowa relacja podczas wiadomości lokalnych z festynu w dzielnicy Zabrza. Widzę w tej relacji obrazki z tego festynu, a na pierwszym planie widzę właśnie tą drobną blondynkę która tam jest i się uśmiecha. Wtedy przeszywa mię coś niesamowitego, już wtedy rozumiem, że to jest ona, nie ma innego wyjścia.

To był swoisty drogowskaz, wskazówka to o czym piszą mistycy w książkach. Finał jest taki, że jakieś 1-2 miesiące po emisji tego programu doprowadzam do spotkania z nią i wtedy już na pierwszym naszym spotkaniu wiem, że to jest ta druga połowa mojej osobowości. Pomimo kompletnie innych charakterów, priorytetów życiowych i dzielących nas różnic, dzisiaj jesteśmy już z sobą 35 lat w tym 26 lat po ślubie, mamy 2 już dorosłych dzieci. Nawet jednego dnia nie było miedzy nami przerwy w byciu razem. Jesteśmy szczęśliwi i spełnieni bez szaleństw z młodości z kilkoma partnerami, przed zawarciem małżeństwa, a żona miała w dniu poznania się ze mną 16 lat, to jest nasz pierwszy i mam nadzieje ostatni związek w tym życiu. Pomimo upływu tych lat nic bym nie zmienił, a obraz z telewizji jaki utkwił mi w głowie z moją już teraz żoną pamiętam jakby to było wczoraj, był taki trwały i nie do zapomnienia typowy błysk. Teraz wiem po latach, że to był ten znak, po tym miałem ją poznać, bez dwóch zdań. Szukałem w necie nawet archiwalnych relacji TVP3 Katowice, jednak nie mogę nic znaleźć, a dokładnej daty oprócz tego, że był to rok 1991 i raczej wiosna nie znam. Tak wiec obraz tyko został w mojej głowie wyraźny i realny :-)



zwiń tekst



NIESAMOWITY SEN, KTÓRY ODMIENIŁ MOJE ŻYCIE
Śr, 16 wrz 2026 15:38 komentarze: brak czytany: 1382x

Dzień dobry Panie Robercie,Pański wywiad z Małgorzatą Ohme zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mam podobne przemyślenia dotyczące reinkarnacji i tego, co może czekać nas po śmierci. Czytałam również książkę Wędrówka dusz. Nie planowałam do Pana pisać, ale ostatnio zaczął mi Pan „wyskakiwać” wszędzie - w telefonie, w mediach społecznościowych, w różnych materiałach. Odebrałam to jako znak i postanowiłam.......

czytaj dalej

Dzień dobry Panie Robercie,

Pański wywiad z Małgorzatą Ohme zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mam podobne przemyślenia dotyczące reinkarnacji i tego, co może czekać nas po śmierci. Czytałam również książkę Wędrówka dusz. Nie planowałam do Pana pisać, ale ostatnio zaczął mi Pan „wyskakiwać” wszędzie - w telefonie, w mediach społecznościowych, w różnych materiałach. Odebrałam to jako znak i postanowiłam podzielić się swoją historią.

Kiedy moja córka Zuzia miała zbliżające się pierwsze urodziny, przyjechali do nas moi rodzice. Przywieźli mi wtedy duży zapas papierosów. Zaznaczę, że mieszkam w Anglii od ponad 20 lat.  Paliłam przez większość swojego życia, z przerwą na ciążę i karmienie piersią. Gdy tylko przestałam karmić, wróciłam do nałogu. Dziś trochę wstyd mi to przyznać, ale wtedy naprawdę lubiłam palić. Nie miałam żadnego zamiaru rzucać. W noc przed pierwszymi urodzinami Zuzi miałam niezwykły sen. Śniło mi się, że umarłam. Nie mieliśmy ciał, a komunikacja odbywała się telepatycznie. Rozmawiałam z istotą, którą wtedy uznałam za Boga, choć dziś myślę, że mógł to być jakiś przewodnik duchowy.

Powiedział mi, że umarłam. Co ciekawe, przyjęłam tę informację z całkowitym spokojem. Czułam błogość i poczucie bezpieczeństwa, jakiego nigdy wcześniej ani później nie doświadczyłam.

Następnie usłyszałam słowa, które na zawsze pozostały w mojej pamięci:

„Umarłaś, bo nie dbałaś o siebie. Za dużo paliłaś. Teraz pokażę ci życie tak, jakbyś nie paliła papierosów.”

I wtedy się obudziłam.

Nie potrafię opisać uczucia, które mi towarzyszyło po przebudzeniu. To było coś pięknego, czego nie da się wyrazić ziemskimi słowami. Rano opowiedziałam rodzinie o tym śnie. Później, jak zwykle, wyszłam do ogrodu z kawą i papierosem. Po każdym zaciągnięciu miałam odruch wymiotny, jakby moje ciało nagle zapomniało, że kiedykolwiek paliłam. Ten stan utrzymywał się przez kilka tygodni. W końcu przestałam próbować.

Od tamtego dnia minęło 12 lat. Nie zapaliłam ani jednego papierosa.


Nie twierdzę, że wiem, czym było to doświadczenie. Wiem tylko, że zmieniło moje życie. Dzięki niemu stałam się lepszą wersją siebie, zdrowszą i bardziej świadomą. Do dziś czuję, że był to jakiś znak i że miało to głębszy sens.  Od tamtego doświadczenia zaczęłam interesować się tematyką życia po śmierci, świadomości i duchowości. Przeczytałam wiele książek na ten temat. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie "100 sekund w niebie". Autor opisuje swoje doświadczenie śmierci klinicznej, a czytając jego relację, miałam momentami wrażenie, jakby opisywał to, co sama czułam podczas tego snu i tuż po przebudzeniu. Przez lata nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić ten stan, a kiedy przeczytałam tę książkę, po raz pierwszy pomyślałam: „Tak, właśnie o to mi chodziło”. To było bardzo zaskakujące i dało mi do myślenia. To doświadczenie nie było jedyną niezwykłą rzeczą w moim życiu. Mam wrażenie, że moje życie składa się z wielu podobnych historii. Od dziecka byłam bardzo wrażliwa na energię ludzi. 

Zdarzało mi się również mieć sny o osobach zmarłych. W takich snach przekazywały mi różne informacje lub wiadomości. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ktoś może uznać to za zwykłe sny, jednak niektóre z tych doświadczeń były dla mnie na tyle wyraźne i znaczące, że do dziś o nich pamiętam.Szczególnie zastanawiająca była dla mnie historia mojego syna. Gdy miał około trzech lat, opowiadał rzeczy, które interpretowałam jako wspomnienia z poprzedniego wcielenia. Był jeszcze bardzo mały, a mimo to mówił o sprawach, których nie miał prawa znać. To również skłoniło mnie do głębszego zainteresowania tematem reinkarnacji.  Nie oczekuję, że ktoś bezkrytycznie uwierzy w moje doświadczenia. Chciałam jedynie podzielić się historią, która przez lata skłaniała mnie do zadawania pytań o to, kim jesteśmy i co dzieje się z nami po śmierci. 



zwiń tekst



„SKĄD WIEDZIAŁEŚ, ŻE TO JA?” POTEM PADŁA PRZEPOWIEDNIA
Wt, 15 wrz 2026 09:10 komentarze: brak czytany: 897x

Z poczty FN: Historia mojej taty która wydarzyła się w latach 92-93. Po powrocie z wojska mój tata przeżył coś, co do dziś trudno jednoznacznie wyjaśnić. Pewnej nocy, leżąc w łóżku i przysypiając, usłyszał znajomy dźwięk – skrzypnięcie starej drewnianej furtki ze sprężyną, znajdującej się na podwórku. Pomyślał wtedy w myślach:„To pewnie idzie śmierć po dziadka...”W tym momencie poczuł chłód, .......

czytaj dalej

Z poczty FN: 

Historia mojej taty która wydarzyła się w latach 92-93. Po powrocie z wojska mój tata przeżył coś, co do dziś trudno jednoznacznie wyjaśnić. Pewnej nocy, leżąc w łóżku i przysypiając, usłyszał znajomy dźwięk – skrzypnięcie starej drewnianej furtki ze sprężyną, znajdującej się na podwórku. Pomyślał wtedy w myślach:

„To pewnie idzie śmierć po dziadka...”

W tym momencie poczuł chłód, a czas jakby się zatrzymał. Przed jego łóżkiem stanęła czarna, bardzo wysoka postać. Nie ruszała się. Po chwili odezwała się głosem, którego tata do dziś nie zapomniał:

- Skąd wiedziałeś, że to ja?

Przerażony, odpowiedział, że po prostu naszła go taka myśl. I że dopiero co wrócił do domu z wojska, a żal mu, że nie spędzi więcej czasu z dziadkiem. Dodał, że gdyby mógł, oddałby rok swojego życia, żeby dziadek żył dłużej.

Postać przez chwilę milczała, po czym powiedziała:

- To odważne - oddać rok młodego życia, nie wiedząc, ile ci go zostało.

Po tych słowach dodała jeszcze jedno zdanie, które zapadło mu w pamięć na całe życie:

- Przyjdę za dziesięć lat.

Następnie zniknęła. Tata nie wiedział, czy to był sen, wizja, czy może coś więcej.
Dokładnie dziesięć lat później jego dziadek - a mój pradziadek - zmarł.



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 50 90
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 90

//

Wejście na pokład

//

Wiadomość z okrętu Nautilus

[KONTAKT] Dzień dobry Panie Robercie. Zdecydowałam się do Pana napisać, ponieważ chcę opowiedzieć Panu o moich snach, które są w jakiś sposób powiązane z opowieściami pacjentów dr Newtona. Zrozumiałam to dopiero po przeczytaniu książki, wcześniej nie potrafiłam sobie tego wytłumaczyć...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 11:50 | Dzień dobry. Przypadkiem 'złapałem' na fotografii Księżyca jakiś obiekt. Zastanawia mnie co to może być, szczególnie, że w trakcie fotografowania nie był widoczny. Chyba że tak skupiłem się na robieniu zdjęcia, że go przeoczyłem...

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 28 lipca 2026 | Wracam do publikacji w Dzienniku Pokładowym mocnym akcentem. A zresztą... przeczytajcie sami!

czytaj dalej

FILM FN

Czasami wystarczy trochę częściej spoglądać w niebo

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.