Dziś jest:
Czwartek, 26 listopada 2020

Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nie śniło filozofom.
Wiliam Szekspir, Hamlet

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




UFO: tajemniczy głos nad rzeką powiedział słowo 'woda!' i… wtedy obie zobaczyły ten dysk
Dziś, 03:40 komentarze: brak czytany: 231x

[...] Dzień Dobry, Postanowiłem opisać Państwu historię, którą opowiedziała mi moja nieżyjąca niestety już dziś babcia, ale zaręczam, że wydarzyła się naprawdę. To była osoba, która nigdy by nie pozwoliła sobie na żarty, więc wiem, że mówiła prawdę. Historia ma związek ze zjawiskiem, którym zajmuje się Fundacja Nautilus, czyli UFO. Było to w roku 1953, kiedy moja babcia wraz ze swoją siostrą spędzały.......

czytaj dalej

[...] Dzień Dobry, Postanowiłem opisać Państwu historię, którą opowiedziała mi moja nieżyjąca niestety już dziś babcia, ale zaręczam, że wydarzyła się naprawdę. To była osoba, która nigdy by nie pozwoliła sobie na żarty, więc wiem, że mówiła prawdę. Historia ma związek ze zjawiskiem, którym zajmuje się Fundacja Nautilus, czyli UFO. Było to w roku 1953, kiedy moja babcia wraz ze swoją siostrą spędzały lato w domu rodziców w malej wsi pod Bytomiem. Był lipiec, bardzo upalna noc. Babcia miała wtedy 15 lat, a jej siostra była o dwa lata młodsza. Według jej relacji postanowiły tego wieczoru jeszcze wybrać się na mały spacer nad rzekę, gdzie często zbierała się miejscowa młodzież. Babcia mówiła, ze była godzina 22.00 lub coś koło tego. Okazało się, że nad rzekę nie ma nikogo, więc ruszyły z powrotem do domu. I nagle obie usłyszały głos, który powiedział jedno słowo:

- Woda!

Był męski, bardzo silny. Babcia mówiła, że była pewna, że był to żart jej kolegi, gdyż głos powiedział słowo woda w sposób, jakby się śmiał. Obie siostry spojrzały w stronę rzeki i w tej samej sekundzie zobaczyły, że na wysokości ok. 2-3 metrów nad taflą wody w rzece pojawił się obiekt w kształcie dysku o średnicy tak jak opisywała babcia dawnego autobusu typu Jelcz, wiec ok. 10 metrów.

Wokół dysku widać było czerwonawą poświatę, a babcia z siostrą czuły coś bardzo dziwnego, bo wibrujące powietrze, które falami do nich docierało i czuć je było wyraźnie na twarzy, ale także na całym ciele przez ubrania. Obie stały jak urzeczone i w ogóle tego czegoś się nie bały. To były czasy, kiedy nikt nie słyszał o zjawisku UFO czy latających spodkach, więc tym bardziej ta relacja jest cenna. Obiekt stał w tym miejscu ok. minuty, po czym nagle zaczął się wznosić pionowo do góry i nabrał takiej prędkości, że babcia nawet nie miała słów, aby opisać tę prędkość. Zniknął w oka mgnieniu w ciemnym niebie. Obie wróciły do domu i umówiły się, że nie będą opowiadać o tym rodzicom. Jakież było ich zdziwienie, kiedy w domu czekała ich awantura, bo nie było ich trzy godziny i rodzice bardzo się martwili, że coś im się stało. I babcia i jej siostra były przekonane, że cały spacer nad rzekę i powrót do domu zajęły nie więcej niż 15 minut. Nigdy nie potrafiła zrozumieć, jak to możliwe, że ten obiekt sprawił, że tak wydłużył się czas. Pomyślałem sobie, że zainteresuje FN ta historia. Moje namiary załączam, potwierdzić tę historię może moja mama, bo babcia i jej siostra opowiadały tę historię tyle razy, że zna ja cała moja rodzina.
Dziękuję za przeczytanie mojej relacji. Możecie z nią zrobić co chcecie, ja zaręczam, że jest prawdziwa.
[dane do wiad. FN]





Dziękujemy za wszystkie historie, które trafiają do naszego działy XXI PIETRO – Twoja Historia. Poniżej jeszcze kilka najnowszych zgłoszeń, które trafiły do działu RELACJE serwisu FN www.emilcin.com

https://www.emilcin.com/relacje,621,23112020-ufonad-bialoleka.html


Witam, 23.11.2020 nad Białołęką na wysokości osiedla Regaty był widoczny bardzo duży obiekt tuż nad chmurami. Obiekt widziała moja partnerka oraz jeszcze jeden sąsiad podczas spaceru z psami.Jak na razie odnalazłem jeszcze jedną osobę która widziała ten obiekt 15 min później już szybko lecący. Wstępnie oceniamy że obiekt mógł mieć kilkaset metrów długości. Był bardzo duży Proszę popytajcie czy ktoś na Białołęce 23.11.2020 koło godziny 23.15 czegoś nie widział.

[dane do wiad. FN]

 

From:[...]
Sent: Saturday, November 21, 2020 9:01 AM
To: nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Czyżby UFO?

Zamość, 20 listopada, godzina 16.48. Zapada zmierzch. Filmujemy Księżyc w mrocznej scenerii zanikających chmur. Nagle, w lewym górnym rogu kadru pojawia się dziwny obiekt. Leci do  góry z niezwykłą prędkością. Świetlista kula pulsuje i po kilku sekundach znika nad Księżycem. Zobaczmy:

https://youtu.be/9Iq1MfFCi9o

Pozdrawiam serdecznie
autor

 

Witam Fundację :)
Jakiś czas temu, trafiłam na kanał Franko Tv, na YouTube.
Bardzo odważny człowiek jak dla mnie, nagrywa filmiki na cmentarzach, w starych budynkach... itp.
Ostatnio odwiedził Area 51.
Polecam ten filmik, w szczególności od 23 min.
Pozdrawiam
Załogantka Monika :)


 

Witam! Wypatrzyłem właśnie obiekt poruszający się nad lustrem wody na filmie z krokodylem i rekinem. Wygląda jak biała pulsująca kula światła i jest widoczny od 15 sekundy filmu.
https://wideo.wp.pl/krokodyl-kontra-zarlacz-zobacz-wynik-spotkania-6579348853483649v
A jeszcze na samym początku tego filmu też widoczna jest taka biała kula, z tym że porusza się dużo szybciej.

From: [...]
Sent: Wednesday, November 25, 2020 12:15 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Re: ISS(?)
 
Ok nagranie znajduje się już na YouTube. Wcześniej nie mogłem wysłać na YT z przyczyn technicznych.
 
https://youtu.be/-L7nCJPaJ7Y

Obserwacja w Kędzierzynie-Koźlu, woj. Opolskie. Rynek.

Data obserwacji:
24.11.2020 godz. 16:38:40



zwiń tekst



ANIOŁ STRÓŻ
Wt, 24 lis 2020 22:06 komentarze: 1 czytany: 970x

Dzień dobry, uprzednio wspomniałem, że w moim życiu zdarzyło się trochę dziwnych historii. Na razie opisałem dwie z nich.  Może Państwa zainteresują, może potwierdzą przypuszczenia... Tak, czy inaczej są prawdziwe i to jest najważniejsze.Proszę o to, by moje dane zachować do wiadomości redakcji.Pozdrawiam! Anioł Stróż? To zdarzyło się, gdy miałem może 17 lat. Wracałem od mojej ówczesnej dziewczyny.......

czytaj dalej

Dzień dobry, uprzednio wspomniałem, że w moim życiu zdarzyło się trochę dziwnych historii. Na razie opisałem dwie z nich.  Może Państwa zainteresują, może potwierdzą przypuszczenia... Tak, czy inaczej są prawdziwe i to jest najważniejsze.
Proszę o to, by moje dane zachować do wiadomości redakcji.
Pozdrawiam!




Anioł Stróż?

To zdarzyło się, gdy miałem może 17 lat. Wracałem od mojej ówczesnej dziewczyny, która mieszkała na sąsiedniej dzielnicy. Było jakoś przed północą. Nasze dzielnice oddzielała ruchliwa ulica, ale żeby do niej dotrzeć trzeba było przejść słabo oświetlonymi uliczkami. Gdy wyszedłem zza rogu jednej z nich zobaczyłem, że naprzeciwko mnie (może dwadzieścia metrów przed mną) stoi grupa jakichś 5, 6 łysych kolesi. Klasyczni dresiarze. Zauważyli mnie od razu, wymienili kilka zdań i zaczęli rechotać. Nie mogłem się cofnąć, bo wiedziałem, że to ich sprowokuje. Rozejrzałem się wokół, ale nie było żywego ducha. Zwolniłem kroku, jednak wiedziałem, że i tak idę na zderzenie czołowe. Pamiętam, że stali naprzeciwko mnie z szeroko rozstawionymi nogami, głowami opuszczonymi nisko. Ich intencje były aż nader jasne.
I wtedy zdarzyło się coś dziwnego.
Gdyby byłem mniej więcej dziesięć metrów przed nimi, z bocznej uliczki wyszedł jakiś wielki kształt. Spojrzałem kątem oka i zobaczyłem, że to pies. Pamiętam, że sapał głośno. Wtedy pomyślałem sobie – „No ładnie, jak oni mnie nie pobiją, to pogryzie mnie ten olbrzym”. Czekałem aż się na mnie rzuci, ale tak się nie stało. Pies zrównał się ze mną krokiem i człapał majestatycznie. Szliśmy niczym pan i jego właściciel. Dresiarze wyraźnie stracili rezon. Patrzyli na to na mnie, to na psa. W końcu rozstąpili się, a ja nie oglądając się za siebie przeszedłem dalej. Wtedy odważyłem się przyjrzeć mojemu towarzyszowi. A była to niezła bestia. Jak później sprawdziłem wyglądem przypominał Mastifa Hiszpańskiego. Tymczasem przede mną zamajaczyła już ruchliwa ulica i przystanek tramwajowy. Na horyzoncie zobaczyłem kilkoro ludzi. Byłem bezpieczny. Pies przeszedł ze mną jeszcze parę metrów, po czym jakby nigdy nic skręcił w boczną uliczkę, idąc tym samym majestatycznym krokiem. Po chwili zniknął w ciemności…
Od tego czasu często zastanawiam się, czy to mógł być mój Anioł Stróż.

UFO

To działo się, gdy miałem może 14 lat. Okno mojego mieszkania w bloku wychodziło na park. Za parkiem była rzeka, a po drugiej stronie rzeki, hen daleko - cmentarz. W letnie noce, gdy nie mogłem zasnąć patrzyłem sobie przez okno, oparty o parapet. I właśnie wtedy dwa może trzy razy zobaczyłem na niebie (od strony rzeki) dziwne, jasne punkty. Było ich zawsze kilka. Mniej więcej pięć lub sześć. Najpierw były tak malutkie, że można było je pomylić z gwiazdami. Potem jednak rosły nieco i zaczynały poruszać się w dynamiczny sposób. Na przykład robiąc zygzaki, albo przesuwając się w szybkim tempie z góry w dół i odwrotnie. Po jakichś trzydziestu sekundach znikały nagle (jakby przyśpieszyły i odleciały). W tamtych czasach nie było telefonu z możliwością nagrywania, więc nie mogłem tego utrwalić. Zresztą szczerze mówiąc nie chciałem przepuścić ani chwili tego spektaklu. Minęło wiele lat i już nigdy potem czegoś takiego nie widziałem. Nie dbam o to, czy ktoś mi wierzy, czy nie. Wiem co widziałem. A piszę po to, żeby dać świadectwo prawdzie.

/dziękujemy za wszystkie opisy przeżyć z własnego życia, które trafiają do naszego działu XXI PIĘTRO i do Archiwum FN/



zwiń tekst



MOJA DZIWNA WIZJA - 20.XI. 2020 godzina 6-7 rano.
Sob, 21 lis 2020 08:32 komentarze: 4 czytany: 2333x

[...] Szanowni Państwo, Jestem starszym człowiekiem, 67 lat na emeryturze, nie mam skłonności do konfabulacji i twardo stąpam po ziemi. Ukończyłem  studia ścisłe. Czytam z zainteresowaniem artykuły na stronie Messing i Nautilus i sam byłem świadkiem niektórych dziwnych wydarzeń związanych z bliskimi mi osobami. Posiadam kolekcję zdjęć Orbs wykonanych przez moja córkę, posiadam również zdjęcie.......

czytaj dalej

[...] Szanowni Państwo, Jestem starszym człowiekiem, 67 lat na emeryturze, nie mam skłonności do konfabulacji i twardo stąpam po ziemi. Ukończyłem  studia ścisłe. Czytam z zainteresowaniem artykuły na stronie Messing i Nautilus i sam byłem świadkiem niektórych dziwnych wydarzeń związanych z bliskimi mi osobami. Posiadam kolekcję zdjęć Orbs wykonanych przez moja córkę, posiadam również zdjęcie wykonane moim aparatem w podziemiach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego na którym znajduję się w otoczeniu licznych obiektów ORBS. Wysłałem je to Nautilusa i potwierdzono jego autentyczność.

Ale nie o tym chciałem tu napisać. Dzisiaj 20 listopada 2020 obudziłem się o godzinie 5:35, ze względu na wczesną porę jeszcze  nie wstawałem. Planowałem zajęcia na dzisiejszy dzień.

Nagle jakiś przebłysk, słowa "Chorąży pokoju" tak nazywano zmarłego przed ponad 60-ma laty Józefa Stalina. Zupełnie nie myślałem o nim ani o sprawach związanych z minioną historią.
Następnie pojawiła się, jak mawia pan Krzysztof Jackowski, wizja ...

Opisałem ją w załączonym pliku.

Mam prośbę, nie mam kontaktu z panem Jackowskim, a byłbym bardzo ciekawy co zobaczyłby używając słowa "wyzwalacza" CHORĄŻY POKOJU.

Proponuję aby ewentualnie plik tekstowy pokazać panu Jackowskiemu po jego wizji, aby niczego nie sugerować.

 


/poniżej tekst z pliku dołączonego przez czytelnika do wiadomości/

Wizja z 20.XI. 2020 godzina 6-7 rano.

Może wszystko mi się śniło, chociaż przysiągł bym, że nie spałem.

Po przebłysku słów Chorąży Pokoju, zobaczyłem sceny jak z czarno białego filmu niemego. Wszystko działo się bezgłośnie.

Widziałem sceny jakby okiem kamery dokonującej zbliżeń i ujęcia panoramy.
Przejeżdżała kolumna wojska.
Były to współczesne transportery opancerzone poruszające się z lewej na prawą stronę, może to sugerować kierunek na wschód, ale niekoniecznie.

Dziwnym było to, że były to wojska międzynarodowe. Na czele oddziały Federacji Rosyjskiej, jakieś inne nacje. Zobaczyłem polskie oddziały kawalerii pancernej czy jednostki specjalne. Tu przeszła mi taka myśl, że znaleźliśmy się w doborowym towarzystwie, był to myśl połączona z sarkazmem.
Następnie również na transporterach (??) niemieccy spadochroniarze. Kim są przejeżdżające oddziały dowiadywałem się niejako podświadomie, ot wiedziałem, że teraz np. jadą Niemcy.

To była ogromna ilość wojska, kolumna ciągnęła się od horyzontu z lewej strony aż po horyzont z prawej strony. Miałem świadomość, że jest to tylko fragment jakiejś gigantycznej kolumny.

Nie wiedziałem dokąd jadą i w jakim celu. Nie odbywały się żadne walki, spokojny przejazd jak podczas defilady. Wszystko to jakieś dziwne.

Następnie przebitka jak na filmie obraz strony jakby z Wikipedii, ze zdjęciem polskiego dowódcy, nazwiska nie zapamiętałem, zaczynało się chyba na K.

Wstałem i na świeżo postarałem się to opisać.
Mam nadzieję, że nie mam jakichś halucynacji.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Obserwowałem "przelot" obiektu (?) o niewidocznym dla mnie kształcie ale wyraźnym rzędzie pięciu prostokątnych "okien/wizjerów"...
Wt, 17 lis 2020 09:05 komentarze: 2 czytany: 1434x

[...] Bez wchodzenia w szczegóły - chcę wiedzieć czy moja obserwacja, znana tylko mi i moim najbliższym, w dniu 9 lutego 1984 roku, w jednej ze wsi północnego Mazowsza, znajduje potwierdzenie w relacjach innych obserwatorów. W tym dniu, między 16 a 17 obserwowałem "przelot" obiektu (?) o niewidocznym dla mnie kształcie ale wyraźnym rzędzie pięciu prostokątnych "okien/wizjerów". Szarych w stosunku .......

czytaj dalej

[...] Bez wchodzenia w szczegóły - chcę wiedzieć czy moja obserwacja, znana tylko mi i moim najbliższym, w dniu 9 lutego 1984 roku, w jednej ze wsi północnego Mazowsza, znajduje potwierdzenie w relacjach innych obserwatorów. W tym dniu, między 16 a 17 obserwowałem "przelot" obiektu (?) o niewidocznym dla mnie kształcie ale wyraźnym rzędzie pięciu prostokątnych "okien/wizjerów".

Szarych w stosunku do otaczającej je ciemności nieba. "Okna" te prostokątne (dłuższy był bok pionowy) zapamiętałem jak posiadające zaokrąglone lekko rogi. Odległości między "oknami" były niewielkie ale jednakowe. Obiekt w mojej ocenie kończyła krawędź niewidoczna ale wyraźnie stanowiąca skokowe przejście z czerni do słabej poświaty "strumienia gazów(?)".

Obserwowany obiekt (dla mnie stojącego twarzą w kierunku południowym) przemieszczał się stosunkowo powoli, bezgłośnie, mam wrażenie że na stos. niewielkiej wysokości, z zachodu na wschód. Mam nadzieję, że to co piszę pozwoli potwierdzić czyjąś obserwację. Pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Przez chwilę zamarłem, w głowie niczym strzała przebiegła myśl, ze siostra nie żyje i odruchowo spojrzałem na zegarek i była 9:38.
Śr, 11 lis 2020 20:13 komentarze: 5 czytany: 1984x

[...] Dzień dobry,Piszę do was jako wieloletni czytelnik i na wstępie pozdrawiam wszystkich załogantów. Czytam was od ponad 10 lat i zacząłem wchodzić na waszą stronę mając 13 lat (pamiętam jeszcze starą stronę :) ). Nie bez powodu trafiłem do was, a już tłumaczę dlaczego. Odkąd tylko żyje ciągle słyszę o różnych rodzinnych dziwnych niewytłumaczalnych historiach i o nie których dzisiaj napiszę. Zagłębiając.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry,

Piszę do was jako wieloletni czytelnik i na wstępie pozdrawiam wszystkich załogantów. Czytam was od ponad 10 lat i zacząłem wchodzić na waszą stronę mając 13 lat (pamiętam jeszcze starą stronę :) ). Nie bez powodu trafiłem do was, a już tłumaczę dlaczego. Odkąd tylko żyje ciągle słyszę o różnych rodzinnych dziwnych niewytłumaczalnych historiach i o nie których dzisiaj napiszę. Zagłębiając się wtedy w te "dziwne i niewytłumaczalne tematy" majac te 13 lat trafiłem na wasza stronę.

Przechodząc do rzeczy na wstępie chciałbym opisać zdarzenie, które miało miejsce w dniu śmierci brata mojej mamy. Brat tego feralnego dnia wracał z wojska i wszyscy czekali za nim w domu. Brat mamy wiedział, ze ma iść do domu cioci, gdyż wszyscy czekali tam z przyjęciem. Całe to przyjęcie to ogólnie przedsięwzięcie cioci, wiec zaprosiła wszystkich do siebie. Z opowieści wiem, że gdy wszyscy czekali przy stole nagle słychać było ciężkie wojskowe buty. Ciocia mieszkała na pierwszym pietrze kamienicy, więc trzeba było wejść po schodach, byli pewni, ze idzie brat i wyczekiwali dzwonka do drzwi. Po chwili odgłos zanikł i w przedpokoju rozległ się wielki hałas. Ciocia trzymała tam kanarka w klatce i metalowa klatka spadła na podłogę i była cala powyginana, a ptaszkowi nie stało się nic.

Był poza klatką i hasał po meblach w przedpokoju, ciocia miała w zwyczaju go wypuszczać. Nikt nie rozumiał co sie właściwie stało, ponieważ zwykły upadek takiej klatki z wysokości ok. 1,5 metra mógł spowodować wgniecenie w jednym miejscu, a nie doprowadzić klatkę do takiego stanu, jakby przejechało po niej auto. Kilkanaście minut po tym zdarzeniu odwiedziła ich policja przekazując, że brat zginął na miejscu w wypadku samochodowym.

Druga historia również tragiczna miała związek bezpośrednio ze mną i moją zmarłą już siostrą. Zginęła w szpitalu po 5 dniach walki po skutkach wypadku samochodowego. Ogólnie ta tragedia w rodzinie mojej mamy przydarza się raz na pokolenie jak w jakiejś pętli i ofiarami są zawsze młodzi ludzie. Brat mamy miał 20 lat, a siostra 17. Jeszcze wcześniej również w wypadku zmarł brat mojej babci w wieku 21 lat. W momencie, kiedy moja siostra odeszła była specyficzna pogoda, która w jakimś stopniu od zawsze u mnie powoduje niepokój, a mianowicie padał deszcze, a jednocześnie świeciło słońce. Byłem wtedy w samochodzie i miałem wychodzić i w momencie wychodzenia zorientowałem się jaka jest pogoda. Jeszce chwile wcześniej było po prostu pochmurno, miałem wrażenie, ze zaczęło padać w momencie, kiedy wychodziłem z auta.

Przez chwilę zamarłem, w głowie niczym strzała przebiegła myśl, ze siostra nie żyje i odruchowo spojrzałem na zegarek i była 9:38. Otrząsłem się z tej strasznej myśli i wróciłem do swojego zajęcia. Jak się później okazało taka godzina widniała na akcie zgonu mojej siostry. Kolejny przypadek miał związek z nagłą gęstą mgłą, która pojawiła się w czasie, kiedy nikt sie jej nie spodziewał. Tuta znowu było zdarzenie, którego dotknęło moją mame i babcie i to własnie z jej opowieści o tym się dowiedziałem. Będąc w odwiedzinach u kuzynki na wsi tradycją latem był spacer nad staw, który znajdował się w lesie. Trzeba było przejść ok. kilometra leśną ścieżka, by dojść we właściwe miejsce. Ścieżka była szeroka i prosta, więc nikt nigdy nie miał problemów z dotarciem na miejsce. Po wejściu w las szło się dosłownie cały czas prosto, bez żadnych skrętów. Na miejscu była polana i kawałek dalej staw. Pewnego jednak razu nastąpiło coś dziwnego.

Podczas bezchmurnego nieba nagle w okół stawu pojawiła się mgła i co ciekawe ścieżka zniknęła! Nie było właściwie żadnej możliwości powrotu, gdyż w miejscu, gdzie była jedyna ścieżka zwyczajnie były gęste krzaki, przez którego ciężko było przejść. W momencie zdarzenia nikt się tym nie przejmował, jakby to było normalne, choć pierwsza myśl była taka, ze trzeba wracać. Taka myśl była przez chwilę, wszyscy wiedzieli, że jedyna ścieżka zniknęła, ale każdy wrócił do pływania i zabaw w wodzie. Dopiero po wyjściu z lasu i będąc na ścieżce do domu dotarło do nich co właściwie się wydarzyło. Takie dziwne zdarzenie z mgłą trwało może ok. 30 minut i wszystko wróciło do normy. Mgła ustąpiła i wróciło bezchmurne niebo. Nie było tutaj również zjawiska dylatacji czasu, więc 30 minut była faktycznie takim czasem.

Ostatnia rzecz, o której chciałem napisać to moje poczucie oczekiwania na czas, w którym wszyscy będą pilnie monitorować wydarzenia na świecie. Że wszyscy, nawet ci, którzy nie interesują się tym co dzieje się w okół nas będą patrzeć z zainteresowaniem na wiadomości w TV, sprawdzac w internecie czy czytać gazety. Odkąd tylko pamiętam, grubo przed tym, kiedy dowiedziałem się o zjawiskach paranormalnych i poznałem wasz portal (to uczucie mam gdzieś od ok. 9-10 roku życia) miałem dziwne poczucie, że nadejdzie taki czas, w którym ludzie będą pilnie oczekiwać nowych wiadomości, że to co będzie się dziać będzie ważne, choć tak na prawdę nie wiem co to oznacza nawet w tej chwili. Miałem, a właściwie nadal mam jedynie poczucie zmiany, że w ludziach lub z ludźmi na stałe coś się zmieni.

Przez całe życie myślałem, ze to tylko mój wymysł jako głupiego małolata, ze coś sobie ubzdurałem, nawet prawie o tym zapomniałem, ale skojarzyłem sobie to z tym co teraz się dzieje na świecie Jak ludzie oczekują nowych informacji o covidzie. Jak ludzie czekają na konferencje premiera dotyczącej pandemii czy oczekują nowych informacji co do np.obostrzeń albo jak zaraza rozwija się w innych krajach itd. Nigdy wcześniej odkąd miałem to poczucie nie działo się na świecie tak jak teraz. Równocześnie miałem inne poczucie, ze równo z tym moze być jakaś wojna i będe w okopie lub bunkrze. Gdy na świecie wybuchała jakaś wojna lub były jakieś zdarzenia militarne często dyskutowaliśmy o tym w szkole. Ja czasem mówiłem pół żartem pół serio do swoich rówieśników, że będą takie wakacje, które spędzimy w bunkrach lub okopach. No, ale oby to nie nastąpiło i oby to zostało tylko żartem :). To tyle choć mógłbym jeszcze wstawić kilka historii. Jeszcze raz pozdrawiam,

[dane do wiad. FN - opis trafił na pokład okrętu Nautilus 10 listopada 2020]




zwiń tekst



SEN O ASTEROIDZIE, A TAKŻE 'MOJA WIZJA 136 ROKU... TRZECIEJ ERY'
Nie, 8 lis 2020 07:39 komentarze: 7 czytany: 2489x

[...] Podczas stanu letargu (09.01.2006 r.), przeniosłem się w przyszłość i spotkałem mężczyznę imieniem Gregor, który pozwolił wstąpić mojej duszy w swoje ciało, abym mógł doświadczyć realnie jego świata. Nie wiem, jaki to był kontynent i w jakim języku rozmawiałem, ale ludzie których spotkałem byli biali, a przyroda podobna do środkowoeuropejskiej.Pierwszą osobą, którą spotkałem posługując się ciałem.......

czytaj dalej

[...] Podczas stanu letargu (09.01.2006 r.), przeniosłem się w przyszłość i spotkałem mężczyznę imieniem Gregor, który pozwolił wstąpić mojej duszy w swoje ciało, abym mógł doświadczyć realnie jego świata. Nie wiem, jaki to był kontynent i w jakim języku rozmawiałem, ale ludzie których spotkałem byli biali, a przyroda podobna do środkowoeuropejskiej.

Pierwszą osobą, którą spotkałem posługując się ciałem Gregora, była jego matka, która krzątała się w kuchni. Na ścianach widziałem kafelki, ale widać biedna to była rodzina, lub trudno było w tych czasach zdobyć ów budulec, ponieważ miały różne, kłócące się ze sobą wzory i kolory. Tak, jakby kupili resztki produkcji. Widać też było, że starano się je ułożyć w jakieś konkretne wzory, naprzemiennie, ale nie wyglądało to estetycznie. Szafki z półkami zawieszone były dosyć wysoko i trudno było mi je dosięgnąć. Matka Gregora poprosiła mnie, bym naprawił jej cieknący kran, ale wyjaśniłem, że jestem w tej epoce na chwilę i przedstawiłem się jej z imienia i nazwiska. Nie była zaskoczona, że jestem w Gregorze, jakby była do tego przyzwyczajona.

Kobieta zasugerowała, abym nie marnował czasu i zrobił wycieczkę, a sama zamierzała wyjść z obszernej kuchni. Zanim wyszła, zadałem jej kilka pytań:

Który jest teraz rok?

136.

Odpowiedź mnie zaskoczyła i domyślając się, że mam do czynienia ze zmianą liczenia lat, zapytałem:

A jaki był ostatni dzień poprzedniej ery?

25 września 2039 roku (nie zapamiętałem dokładnie dnia miesiąca, ale chodzi o przedział dni 23-29 września – przypis autora).

I co się wtedy stało?

Meteor uderzył w Yellowstone – odrzekła z niezrozumiałym dla mnie smutkiem, bo przecież nie mogła doświadczyć katastrofy na własnej skórze.

Ja żyję w roku 2006.

Następnie wyszedłem z kuchni. Budynek okazał się obszernym, skromnym, ale o sporym metrażu, domem jednorodzinnym. Jego konstrukcja była prosta, bez zbędnych ozdobników. Dom znajdował się na środku pustego, obszernego trawnika. Zdziwiło mnie, że obok domu nie było żadnych kwiatów ani krzaków. Nie wiem, z czego to mogło wynikać – może oszczędzano wodę? Teren domostwa ogradzał wysoki na 2-3 metry płot z płyt betonowych lub z otynkowanej cegły. Wzdłuż płotu, od wewnętrznej strony rosły „gęsiego”, jedno obok drugiego, drzewa liściaste jednego gatunku, ale nie wiem jakiego, bo nie przyglądałem się im uważnie. Za płotem usłyszałem odgłos przejeżdżającej grupy motocyklistów. Nie wiem, czy to były motocykle, czy inne pojazdy o podobnym brzmieniu silników, bo jak wspomniałem – płot był wysoki i otynkowany. Trwało to krótką chwilę.

Udałem się do domu sąsiadów. Trochę zamożniejszej rodziny, aczkolwiek uboższej od przeciętnej rodziny naszych czasów. Meble i wyposażenie domostwa skojarzyło mi się z wyposażeniem mieszkańców polskiej wsi z lat pięćdziesiątych lub początku sześćdziesiątych.

Spotkałem tam kobietę i jej córkę (ok. 10 lat), która pokazywała jej swój „rysunek”. Kobieta zauważyła mnie, a następnie powiedziała do córki:

Twojej nauczycielce bardzo nie spodobała się twoja praca, a przede wszystkim wybuchający samochód i płonący w budynku wóz strażacki. Nie rysuj nigdy takich brzydkich rzeczy, dobrze?

Dobrze, mamo – i teraz dziewczynka mnie zauważyła – Cześć, Gregor! Mama zaraz mi zniszczy rysunek!

Mogę zobaczyć? – i wziąłem go do ręki.

Przypominał sztywną tabliczkę o grubości około 5 mm, na której umieszczono jakąś dziwną masę plastyczną, która w dwóch fragmentach regularnie zmianiała kolory wywołując złudzenie ruchu. Animowany obrazek przedstawiał budynek z dużym oknem, z którego wylatywał dym i błyskały ognie-błyskawice. Przed domem stał wóz policyjny, który co chwilę eksplodował. Scenka powtarzała się w krótkich odstępach.

Masz zadatki na prawdziwą artystkę, bo dzieła sztuki powinny wywoływać emocje u odbiorcy…

Oddałem „rysunek” matce, a ta wzięła nóż i zaczęła wydłubywać (wycinać?) okno z pożarem i wóz policyjny. Wychodziły z tego wiórki-grudki. Podobnie zachowywałby się modelina w naszych czasach. Być może wydłubana masa plastyczna posłuży do stworzenia następnego „dzieła”.

Wyjaśniłem potem, że nie jestem Gregorem i przedstawiłem się z imienia i nazwiska, oraz podałem rok, z którego pochodzę. Także i tych ludzi to nie zdziwiło. Gdy się przedstawiłem, usłyszałem nagle w drugim pokoju jakiś rumor, jak gdyby ktoś upadł lub zeskoczył na podłogę, a zaraz potem wybiegł z niego chłopiec-kaleka. Był strasznie mały, chudy, łysy i miał wyłupiaste oczy. Na oko mógł mieć około 4 lat. Zamiast rąk i nóg, miał cztery cienkie kikuty pozbawione fragmentów od rzepki/łokcia do palców. Dłoni i stóp w ogóle nie miał, ale był bardzo żywy i radosny. Ucieszył się na mój widok i przytulił mnie, jakby długo mnie nie widział. Miałem wrażenie, że to bliska mi osoba, którą znam w moim obecnym życiu (wiem kto, ale wolę by ta osoba nie wiedziała co ją czeka w nowym wcieleniu). Jego widok wywołał u mnie tak wielki szok, że wyszedłem nagle z transu i wizja znikła.

Zastanawiam się, dlaczego chłopiec był taki chory? Czyżby skutek spożywania żywności genetycznie modyfikowanej przez jego dziadków? A może mutacji popromiennej lub nieznanej choroby? Zastanawiam się również, czy pamięć o poprzednich wcieleniach będzie w roku 136 powszechna (tłumaczyłoby to smutek matki Gregora na wspomnienie Yellowstone). Tego już się chyba nigdy nie dowiem.



Tekst polecany przez naszego czytelnika, źródło poniżej za zgodą administratora serwisu:

https://wolnemedia.net/wizja-roku-136/

https://wolnemedia.net/dechrystianizacja/


[...] Witam FN,
Wczoraj (4-tego listopada 2020 - przyp. red.) miałem dziwny sen, bardzo realistyczny. Pomyślałem, że Wam go opiszę, bo wiem, że zbieracie takie rzeczy. Śniło mi się, że jadę samochodem z moją żoną i córką, a po niebie przelatuje ogromna czerwona bryła ciągnąca za sobą wielki ogon ognia. Nigdy mi się nie śnią ani sny prorocze, ani takie, które swoją wyrazistością by się nawet do tego snu zbliżyły. Pamiętam każdy element tego ogromnego meteoru lub komety, wszystkie barwy. Pamiętam też przerażenie mojej rodziny. Nie wiedziałem, gdzie mam jechać, aby się ukryć przed falą zniszczenia, bo wiedziałem w tym śnie, że to coś uderzy w ziemię. Nie było wokół żadnych samochodów czy ludzi, ale ten widok sunącej po niebie wielkiej skały w kolorze czerwonym był tak przejmujący, że postanowiłem dziś to opisać, aby został z tego snu jakiś ślad.
Dodam, że nie oglądałem w ostatnich miesiącach żadnych filmów czy innych tego typu rzeczy, gdzie byłoby o upadku meteorytu lub asteroidy. Naprawdę nic, a ten sen pojawił się i był tak wyraźny. Oby nie proroczy!
Trzymajcie się
[dane do wiad. FN]

From: [...]
Sent: Saturday, November 7, 2020 3:28 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Wizja: choroba polimerosacharydoza

Dzień Dobry,
Wizje zdarzają mi się samoistnie, bardzo sporadycznie, podczas snu, nie potrafię ich wywoływać. Nie jestem ani medykiem, ani chemikiem.

Miałem dzisiaj w nocy taką wizję. Dwukrotnie szliśmy do szpitala, aby odwiedzić chorego. Nie można było odwiedzać chorych, nie pozwolono nam wejść. Ale za drugim razem usłyszałem jak za drzwiami mówią o chorobie i usłyszałem nazwę choroby bardzo wyraźnie i głośno, jakby specjalnie mi to podyktowano: polimerosacharydoza. Zaraz po tym przebudziłem się i poszedłem do drugiego pokoju i zapisałem nazwę. Szukałem informacji o tej nazwie, ale nic nie znalazłem. Znalazłem informację o różnego rodzaju chorobach kończących się na -sacharydoza, które oznaczają choroby gdzie uszkodzeniu ulegają organy wewnętrzne. Znalazłem za to takie artykuły:

Polimery i nanomateriały w walce z wirusami powodującymi choroby układu oddechowego
04.06.2014
https://biotechnologia.pl/biotechnologia/polimery-i-nanomaterialy-w-walce-z-wirusami-powodujacymi-choroby-ukladu-oddechowego,14120

Zastosowanie nowych tworzyw bakteriostatycznych w obiektach użyteczności publicznej
2020-04-03
https://www.plastech.pl/wiadomosci/Zastosowanie-nowych-tworzyw-bakteriostatycznych-w-obiektach-15032

Moja interpretacja jest taka, że to będzie nowa choroba - skutek zastosowania szczepionek na koronawirusa. Nanocząsteczki plastiku (polimer) nie będą wydalane z organizmu i będą uszkadzać narządy wewnętrzne.

Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



MÓJ SEN O ZAWALENIU SIĘ BUDYNKU I NIEZWYKŁY ZBIEG OKOLICZNOŚCI
Sob, 7 lis 2020 07:44 komentarze: 3 czytany: 1227x

[...] Dzień Dobry, Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale czasami widzę tego typu listy czytelników, więc pomyślałam, że podzielę się swoim snem. Około 9 dni temu śniło mi się, że jestem w centrum handlowym na ostatnim piętrze budynku. Nagle zauważyłam pęknięcia na suficie, które coraz bardziej się powiększały i zauważylam dziury w podlodze. Mam lęk wysokości i mnie to przeraziło. Stwierdziłam, .......

czytaj dalej


[...] Dzień Dobry, Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale czasami widzę tego typu listy czytelników, więc pomyślałam, że podzielę się swoim snem. Około 9 dni temu śniło mi się, że jestem w centrum handlowym na ostatnim piętrze budynku. Nagle zauważyłam pęknięcia na suficie, które coraz bardziej się powiększały i zauważylam dziury w podlodze. Mam lęk wysokości i mnie to przeraziło. Stwierdziłam, że muszę zejść poziom niżej. Zeszłam na niższe piętro, ale już rozpoczęła się panika. Coraz wiecej ludzi zbiegało na dół. Postanowiłam poczekać na parterze budynku na znajomego z ktorym tam byłam. Budynek jednak zaczął się trząść i kawałki ściany odpadały.

Z niepokojem stanęłam koło drzwi. Powiedziano mi jednak, że muszę się zdecydować co zrobić bo, że wkrótce drzwi będą zamknięte. Wyszlam na zewnątrz ciągle oglądając się za siebie. Po krótkiej chwili zobaczyłam jak budynek się wali i przygniata wszystkich ludzi zgromadzonych przy drzwiach gruzami. Widok był przerażający. Rzuciłam się na ziemię i zaczęłam głośno płakać krzycząc 'opuściłam go'.

Po przebudzeniu czułam sie dziwnie. Mialam zapisać ten sen na kartce z datą, jeśliby coś podobnego miałoby się wydarzyć w rzeczywistości na swiecie. Nawet zgooglowałam ten temat, ale nie znalazlam nic. Po dwóch dniach czyli 30 października usłyszałam w wiadomościach  o trzęsieniu ziemi w Turcji i Grecji i o tym, że dużo budynków się zawaliło. Oczywiście to mógł być tylko przypadek, że mialam taki sen.

Tylko, że to nie jest pierwszy raz kiedy widzę przyszłość w snach. Czasami jest to coś podobnego do prawdziwego wydarzenia, a czasami dosłownie fragment przyszłości. Innym snem w którym zobaczyłam coś, a raczej kogoś kogo nigdy wcześniej nie widzialam i nie znałam jest sen sprzed kilku lat. Śniło mi się, że popatrzyłam w lustro I zobaczyłam kogoś innego w odbiciu. Twarz była charakterystyczna i zupełnie inna od mojej, np. gęste czarne włosy (a ja jestem blondynką). Obudziłam się zdziwiona, ale ponieważ sen był taki wyraźny zapamiętałam dokładnie rysy twarzy tej osoby. Jeszcze bardziej zdziwiłam się  gdy po kilku dniach poznałam nową koleżankę z pracy i była to osoba z odbicia w lustrze.

Nikt nigdy nie pokazał mi jej zdjęcia. Mialam z tą osobą później problemy, więc może to było jakieś ostrzeżenie. Niestety ja nie panuję nad tym darem. Nie potrafię wyśnić sobie cyfr totka, ani rozwiązać swoich własnych problemów w ten sposób. Gdybym zobaczyła coś 'użytecznego' mogłabym nagle się wzbogacić i odmienić swoje życie. Nie wiem dlaczego widzę te rzeczy, które widzę i nie potrafię tego sprowokować. Wiem jednak, że wydarzyło się to tak dużo razy, że to nie jest możliwe, żeby za kazdym razem to był tylko przypadek.

Pozdrawiam

[...]

30 października 2020 r. o godz. 11:51:25.7 czasu UTC na obszarze południowo-wschodniej Europy, w rejonie greckich wysp Dodecanese położonych w pobliżu zachodniego wybrzeża Turcji, zarejestrowane zostało bardzo silne trzęsienie ziemi. Według Europejskiego Śródziemnomorskiego Centrum Sejsmologii (EMSC) wielkość obliczonej magnitudy wstrząsów wynosiła M7.0. Skutkami tego zdarzenia objęte były terytoria Turcji i Grecji. Źródło wstrząsów znajdowało się na głębokości 10 km pod dnem Morza Egejskiego, 11 km na północ od greckiej wyspy Samos. Centrum obszaru epicentralnego znajdowało się w miejscu opisanym współrzędnymi geograficznymi B=37.910N, L=26.840W.







[...] Czesc,witam zaloge i wszystkich,ktorzy sledza poklad statku Nautilus.Dzis mialem sen (w sumie nie pierwszy taki) o soczewkowatych obiektach nad moim miastem.Byl jakis festyn i jeden z tych statkow unosil sie niedaleko festynu,bylo pelno ludzi ale go nie widziali tylko ja.Podszedlem do niego i we snie poczulem elektryczne powietrze.Nagle znalazlem sie w srodku,byli tam ludzie tylko w dziwnych strojach,wygladali jak my i slyszalem ich mysli a oni moje.Zadawalem im mnostwo pytan na temat zycia,wszechswiata,Kreacji itd.Wiedzialem ze jak sie obudze bede pamietal co mowili i bylem tak skupiony na ich slowach,zeby je zapamietac ze zatracilem czas.Czulem od nich niesamowita aure i dobro.Ja rozmawialem z kobieta,przez chwile bylismy poza statkiem ale nikt nas nie widzial.Obudzilem sie i staralem sie przypomniec co mowili.Nie pamietam nic.Pozdrawiam

[...]



[...] moje sny o lataniu.
Jest na świecie dużo ludzi,którzy nie mają snów,śpią bezproblemowo,budząc się wypoczętym.Ja należę do osób senno latających.We śnie,najgorszy sen o lataniu,to przelot między drutami wysokiego napięcia.Najlepszy,udało mi się opuścić kulę ziemską,i spojrzenie na nią z góry.Nie pamiętam jak to wszystko się zaczęło,ale latanie jest super.Oczywiście jest potrzebne pełne skupienie,i wiara w siebie.Pomijając latania.Miałem dziwny sen,dotyczył doświadczalnego budynku mieszkalnego,który został zalany,jakby ćwiczenie przed powodzią,tylko że ten budynek był nafaszerowany elektroniką,kontrolowany przez robota,który sprawdzał szczelność na zewnątrz.Może te wszystkie sny nas ostrzegają przed czymś niebezpiecznym?Coś może nam grozi z kosmosu?Dlaczego od wielu lat człowiek patrzy w niebo?Czy to nasz dom,amy tutaj jesteśmy czymś jak króliki doświadczalne?Im dłużej mieszkam na ziemi,czuję się niepewnie,nieswojo,jakbym coraz mniej poznawał świat.Czy koniec świata jest bliski? [...]




zwiń tekst



OBECNA PANDEMIA POMAGA! – list od naszego jasnowidza z Projektu Messing
Pt, 6 lis 2020 09:08 komentarze: 3 czytany: 2305x

Doświadczamy obecnie dosłownego końca świata. Świata jaki znamy. Ludzkość przechodzi jak przez „ucho igielne”. Z niżej wibrujących wymiarów w lżejsze jaśniejsze i przyjaźniejsze energie. – pisze w liście do Projektu Messing jedna z naszych osób jasnowidzących.W Projekcie Messing nazywamy ją „Anną” i tak także będzie zaprezentowana w tym tekście. Tym razem prezentujemy najnowszą publikację w ramach.......

czytaj dalej

Doświadczamy obecnie dosłownego końca świata. Świata jaki znamy. Ludzkość przechodzi jak przez „ucho igielne”. Z niżej wibrujących wymiarów w lżejsze jaśniejsze i przyjaźniejsze energie. – pisze w liście do Projektu Messing jedna z naszych osób jasnowidzących.




W Projekcie Messing nazywamy ją „Anną” i tak także będzie zaprezentowana w tym tekście. Tym razem prezentujemy najnowszą publikację w ramach PROJEKTU MESSING, czyli z serwisu www.messing.org.pl


[…] Witam serdecznie,

Jakiś czas nie udzielałam się ostatnio, niewiele  wizji przesyłałam. Wynika to z kilku powodów. Jednym z nich jest istniejąca tzw. zasada nieingerencji – w mojej ocenie obejmuje ona również   różnego rodzaju przepowiednie, wizje i proroctwa. Uważam, że obecnie nie mają one większego znaczenia. Nie wnoszą bowiem nic nowego w życie pojedynczego człowieka.

Mam na myśli, to, że co ma nadejść i tak nadejdzie i jeszcze żadna przepowiednia dotycząca przyszłości nie miała takiej mocy, żeby los odwrócić. Wiedza o tym co się być może wydarzy jest w pewnym sensie bezużyteczna jeśli nie może doprowadzić do zmiany scenariusza.

Co z tego, że napiszę, że tu i tam będzie trzęsła się Ziemia, że nadal będą prowadzone krwawe konflikty, że na ulice wyjdzie jeszcze więcej ludzi, że w pewnych krajach nadal będą rządzić szaleńcy i dyktatorzy prowadzący narody do upadku.

Bo tak właśnie będzie. Niezależnie czy o tym Was poinformuję czy nie , na razie to szaleństwo które ogarnęło świat się nie zmieni. Zresztą wielu o tym dobrze wie, wielu jasnowidzów przepowiada to samo, więc jakoś myślę, że nie ma potrzeby się powtarzać.

Lepiej żeby każdy z ludzi skoncentrował się na dniu dzisiejszym, swoim sercu i obecnym działaniu. Nie patrzcie w przyszłość, nie szukajcie wizji , nie przewidujcie, nie planujcie.
Trzeba teraz zaufać. Odpuścić wszelkie oczekiwania , nauczyć się żyć dniem dzisiejszym, reagować na bieżące wydarzenia spontanicznie lecz z sercem, bez agresji.
Czuj sercem, patrz sercem, odbieraj świat intuicyjnie, dostrajaj się do nowych wibracji, nie wymagaj , nie oczekuj. To są słowa klucze.

Bądź sobą, otwórz się a świat dostarczy Ci wszystkiego czego potrzebujesz.
Nie bój się. Najważniejsze to pozbyć się obaw. Strach rujnuje,
Bądź sobą , taki jaki jesteś naprawdę, ponieważ już wkrótce wszystko i tak będzie transparentne. Wokół będą płonęły miasta, staną barykady, będzie dużo ofiar , także katastrof naturalnych. To Wam mówię ja, tak jak wielu innych jasnowidzów.

Dokręcanie śruby i coraz większe zawirowania we wszystkich dziedzinach życia , które będą doprowadzać wielu ludzi na skraj obłędu potrwa jeszcze kilka lat.

Mniej niż dziesięć.

Mapa świata ulegnie w tym czasie całkowitej zmianie. Granic będzie niewiele te co zostaną będą całkowicie zmienione i różne od tego co znamy dzisiaj.
Po upływie 10 lat nic już nie będzie takie samo jak dziś.

Ani pieniądze, ani złoto, ani kamienie szlachetne czy inne kruszce nie będą miały mocy środka płatniczego.
Nie będzie takiej potrzeby, chociaż trudno w to dziś uwierzyć .
Świat zorganizuje się zupełnie inaczej.
Nie będzie handlu w znanej nam dzisiejszej formie.
Brzmi naiwnie i nierealnie ? Dzisiaj tak.
Ale poczekajmy. Zobaczycie. Za naszego życia jeszcze.
Dlatego z uśmiechem i niedowierzaniem patrzę na to jak ciągle buduje się nowe sklepy, galerie, pawilony handlowe , salony samochodowe etc.
Zdziwią się ci co inwestują teraz w taki handlowy interes. Krach i załamanie w dziedzinach handlu to nieodległa wcale przyszłość.
Jak widać już się zaczęło, a to dopiero początek.

Na szczęście ludzie stają się coraz bardziej świadomi i doskonale widzą, że tak dalej być nie może.

Doświadczamy obecnie dosłownego końca świata. Świata jaki znamy.
Ludzkość przechodzi jak przez „ucho igielne”. Z niżej wibrujących wymiarów w lżejsze jaśniejsze i przyjaźniejsze energie.

To niestety musi niektórych zaboleć. Lecz jest spora część ludzkości , która zmiany przejdzie łatwiej, łagodniej.

Budujemy teraz nowy świat.
Tworzymy nową rzeczywistość dla nas samych i następnych pokoleń.
To ogromna odpowiedzialność, ale i zaszczyt że żyjemy w takich czasach.

Podkreślam – nadal będą trudne czasy, lecz nie dłużej niż 10 lat.
Potem zmiana mapy świata.
Populacja się znacznie zmniejszy, znikną w większości granice.
Uprości się życie.
Będziemy nadal rozwijali nowoczesne technologie, będą one jednak przyjazne i służące człowiekowi i planecie.

Zniknie wszystko co destrukcyjne i szkodzące planecie.

To już nie jest ewolucja. Obecnie to rewolucja. W sensie szybkości zachodzących zmian.
Paradoksalnie obecna pandemia bardzo nam w tym procesie pomaga.

Ogólnie przyszłość jawi mi się pozytywnie. Aczkolwiek potwierdzam że najbliższe kilka lat nie będzie łatwo.
Nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo.
Kto się wcześniej przygotował do podwyższania wibracji ma lżej. Dla niektórych wejście w nowy porządek świata oznacza początkowo ruinę i katastrofę.

Powtarzam, że najważniejsze jest to , żeby zaufać. Zaufać, że wszystko co się wydarza jest właściwe i w odpowiednim czasie. Wzmacnia Was.
Płyńcie z prądem przemian. Z otwartym sercem. Na fali. A nie pod prąd.
Odkrywajcie prawdę.

Nie dawajcie sobie zawracać głowy głupotami, krzykliwymi reklamami i fałszywymi obietnicami. To już nie działa. Traci siłę. Teraz jest czas na PRAWDĘ.

Anna



Tyle jasnowidz z projektu Messing. Poniżej jeszcze jeden, ciekawy materiał, który poleca jeden z naszych kolegów – koordynator Mirek z projektu Messing.






I jeszcze z naszej poczty – najnowsze e-maile na pokład okrętu Nautilus.

From: […]
Sent: Monday, November 2, 2020 9:21 AM
To: […]
Subject: o. Augustyn Pelanowski "(.) będzie pandemia rozpaczy (.)" - ponad 3 lata temu nagrywane, jak to teraz brzmi.
Importance: High


„(…) będzie pandemia rozpaczy (…)” – ponad 3 lata temu nagrywane, jak to teraz brzmi…













From: […]
Sent: Wednesday, November 4, 2020 2:25 AM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Re: Mail jakich pewnie wiele dostajecie...

Powtórzę: "Z prezydenturą Donalda Trumpa związane są STRZAŁY" - taki przekaz mentalny mam od 4 lat.Dziś w noc wyborczą nadal nie wiemy Biden czy Trump. Ja też nie wiem. Nie miałem żadnych przeczuć, dlatego nic do Was nie pisałem w tej sprawie. Nadal nic nie wiem, pustka ze "źródła", którego pisałem 4 lata temu.
Dlatego "asekuracyjnie" napiszę to, co mi rozum podpowiada...
Jeśli na początku Biden nie uzyskał jakieś przewagi, to może jednak Trump ponownie?
To tylko mój umysł, nie przewidywania (też widzę STRZAŁY - jedyna niespełniona "przepowiednia/wizja" jaką miałem w tym życiu).
Pzdr.
[…]




zwiń tekst



Nieznajoma KOBIETA która powiedziała mu... że istnieje INNY ŚWIAT.
Pon, 2 lis 2020 08:56 komentarze: 2 czytany: 2880x

[...] Witam chciałabym podzielić sie z czytelnikami nautilusa rodzinną historią którą znam niestety "z drugiej ręki" gdyż wydarzyła sie na kilka lat przed moim narodzeniem. Dotyczy ona pierwszego męża mojej mamy. Pewnego grudniowego dnia 1986 roku został sam w domu gdyż mama z moimi dwiema siostrami wyjechały do babci.Mama po powrocie do domu usłyszała niezwykłą historie od swojego ówczesnego męża.......

czytaj dalej

[...] Witam chciałabym podzielić sie z czytelnikami nautilusa rodzinną historią którą znam niestety "z drugiej ręki" gdyż wydarzyła sie na kilka lat przed moim narodzeniem. Dotyczy ona pierwszego męża mojej mamy. Pewnego grudniowego dnia 1986 roku został sam w domu gdyż mama z moimi dwiema siostrami wyjechały do babci.

Mama po powrocie do domu usłyszała niezwykłą historie od swojego ówczesnego męża. Otóż bowiem twierdził on że
podczas ich nieobecności przyszła do niego nieznajoma KOBIETA która powiedziała mu że istnieje INNY ŚWIAT i to jak jest na tym innym świecie.

Warunek był jednak taki że nie mógł pod przysięgą nic więcej on o tym powiedzieć bo mu zabroniła. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu zmarł...
Ta historia  zawsze była mi znana jednak nikt z rodziny nie przywiązywał do tego wielkiej wagi

Wspominam o tym gdyż ja zauważam podobieństwo w tym zdaniu które znam od kilku miesięcy
"Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym" - Maryja w Lourdes

Pozdrawiam

[...]

/opis dostaliśmy 2-go listopada 2020/

 

 

[...]

Szanowna FN,

Bardzo lubię Wasz dział XXI PIĘTRO. Chyba też mam coś do niego, choć wspomnienie pochodzi sprzed II Wojny Światowej. W mojej rodzinie jest powtarzana opowieść, że w małej wsi w Wielkopolsce (gdzie kiedyś mieszkał mój ojciec) doszło w 1937 roku do bardzo dziwnego wydarzenia. We wsi był drewniany kościół z wysoką wieżą. Kiedyś kilka osób w tym mój pradziadek dostrzegli ludzką sylwetkę na samej wieży kościoła. Nie byłoby może w tym nic niezwykłego, bo przecież ktoś mógł się wspiąć, ale potem ten dziwny stwór (bo raczej to nie był człowiek) rozpostarł skrzydła i odleciał. Czy słyszeliście o czymś podobnym?

pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

 

 

Dziękujemy za opis. O takiej historii z terenu Polski nic nie ma w Archiwum FN. Inna sprawa świat - oto przykład filmu, który krąży w sieci, choć trudno orzec, na ile jest prawdziwy.






zwiń tekst



Opowiadał, że goni go zjawa...
Sob, 31 paź 2020 07:06 komentarze: 2 czytany: 1643x

[...] Witam FN! Swego czasu około 10 lat temu moja szwagierka z mężem i małym synkiem przeprowadzili się do mieszkania w bloku. Maksymilian miał wtedy 3-4 latka. Opowiadali nam że w ich domu jest duch małego chłopca. Opowiadali że oni spali razem w jednym łóżku a Maksymilian w drugim pokoju dziecięcym i przybiegał do nich często w nocy i opowiadał że goni go zjawa i że ta zjawa chce się z nim pobawić.......

czytaj dalej

[...] Witam FN! Swego czasu około 10 lat temu moja szwagierka z mężem i małym synkiem przeprowadzili się do mieszkania w bloku. Maksymilian miał wtedy 3-4 latka. Opowiadali nam że w ich domu jest duch małego chłopca. Opowiadali że oni spali razem w jednym łóżku a Maksymilian w drugim pokoju dziecięcym i przybiegał do nich często w nocy i opowiadał że goni go zjawa i że ta zjawa chce się z nim pobawić i ucieka do łazienki.

To było małe mieszkanie w bloku - takie starsze budownictwo - oni wynajęli to mieszkanie od kogoś na okres chyba 2-3 lat. i ten Maksymilian rodzicom to opowiadał i oni dalszej rodzinie. Dziecko się trochę bało i przybiegało w środku nocy do łózka rodziców. Trwało to dłuższy czas aż wyprowadzili się z tego mieszkania do innego bloku.

[...]


I jeszcze z poczty do FN.

[...]

Już dwukrotnie na przestrzeni ostatnich kilku tygodni przyśniło mi się miasto Chełm. Tam się urodziłem i mieszkałem w pierwszych latach życia. Śnił mi się przerażający ogień z nieba. To wyglądało jak wiele niedużych meteorytów. Spadały jeden po drugim. Ludzie zaczęli budować coś jakby zasieki wokół swoich domostw. Barykadowali się w domach. Ja razem z moją rodziną próbowałem dostać się do domu w którym kiedyś mieszkałem, żeby się uratować, ale obecni właściciele nie chcieli nas wpuścić. Obraz dookoła był taki jakby to miejsce było objęte działaniami wojennymi. Ten ogień z nieba był przerażający. Przerażający świst i ogłuszający huk. To coś spadało jedno za drugim. Czułem potworny, potworny strach.

[...]

Przed nami wojna, w tym roku jeden "incydent" na bliskim wchodzie że ho ho … Przyszły rok, luty, to wielkie bombardowanie przez NATO terytorium na bliskim wschodzie. Na morze śródziemne zostaną wysłane okręty. Patrząc na mapę prawa strona morza. Tam będzie stała ogromna flota. Będą osłaniać Europę ale i walić na w kierunku południowo wschodnim. W maju wszyscy będziemy przyzwyczajeni do wojny tak jak teraz do dezynfekowania rąk w sklepach.  Z Końcem lata miedzy południkiem 60E a 90E nowy front. Tam RP będzie chciała wysłać wsparcie.  W tym roku jedzenia nikomu nie zabraknie, następna jesień to już będą braki w żywności, będzie trzeba ją bardzo oszczędzać. Kto może niech robi zapasy na następna zimę DZISIAJ. W tym roku spiżarnie muszą być pełne najlepiej na 3 lata. To wydaje się nie możliwe ale zapasy należy robić w pierwszej kolejności z produktów które tyle wytrzymają i je oszczędzać. Najlepiej wymieniać na bieżąco. Zjadać i odkładać nowe. Pieniądze stracą bardzo na wartości. Rodziny i przyjaciele to będzie najważniejsze. Nastąpi poplatanie z pomieszaniem. Wszyscy będą kłamać. Chaos zostanie utwierdzony. Jak już kiedyś pisałem korona to nie zagrożenie. Zagrożenie przyjdzie potem. Stop wojnie trzeba pisać na murach  już teraz. Słuchajmy tych którzy wołają o pokój, o rozmowy i ład. Nie krzykaczy.
Nie słuchajmy głupot z tv. Działajmy. RODZINA, zabezpieczyć rodzinę daleką i bliską nam trzeba. Trzeba nam działać w tym kierunku.

[...]




zwiń tekst



MOJE SNY O LATANIU
Wt, 27 paź 2020 07:40 komentarze: brak czytany: 1324x

Dzień dobry, Do napisania tego maila skłoniło mnie, to jak pan Jackowski podzieliłsię swoim ostatnim snem, w którym latał.Nie chodzi mi o to, że też mialam sny o lataniu, bo takiesny ma mnóstwo ludzi, ale w moim wypadku od jakiegoś czasu, te sny są jakby chronologiczne.Te sny trafiają się od czasu do czasu, a zaczęło się lata temu, kiedy śniło mi sięże jestem pod swoim blokiem i ktoś -  niewidoczne.......

czytaj dalej

Dzień dobry, Do napisania tego maila skłoniło mnie, to jak pan Jackowski podzieliłsię swoim ostatnim snem, w którym latał.
Nie chodzi mi o to, że też mialam sny o lataniu, bo takiesny ma mnóstwo ludzi, ale w moim wypadku od jakiegoś czasu, te sny są jakby chronologiczne.

Te sny trafiają się od czasu do czasu, a zaczęło się lata temu, kiedy śniło mi sięże jestem pod swoim blokiem i ktoś -  niewidoczne głosy, chyba w mojej głowie- , uczył mnie jak oderwać się od ziemi. Umiałam tylko podskakiwać, ale nie byłam w stanie na dłużej oderwać się od ziemi. Głosy mówiły mi wyraźnie- musisz na 100% uwierzyć, tylko wtedy możesz latać. To wszystko zależy tylko od twojej wiary i pewności.
Pod koniec snu, kilka razy udalo mi sie troszkę polecieć ( nisko ), ale okupione to było olbrzymim wysiłkiem umysłu i walką z moimi obawami, że coś mi się stanie, że spadnę.

Następny sen tego typu jakiś czas później, znów latałam, niepewnie, pamiętając o tym, żeby wierzyć że potrafię. Wychodziło już lepiej, ale ciągle musiałam być skoncentrowana na tej pewności. Jeśli tylko na chwile traciłam wysokość i chcialam się znów trochę wspiąć, to musiałam wytężać ten swój umysł. Kolejny sen, byłam już dość pewna i nie miałam problemów z oderwaniem się od ziemi i unosiłam się na wysokości drugiego piętra, uczyłam się swobodnie obracać, obserwowałam sobie osiedle dokoła ( nocą )

Kolejne sny, byly już absolutnie, całkowicie swobodne - pewność latania, robienie fikołków, latanie na wysokości wieży kościoła, który akurat mi sie snil. Zdarzalo sie tez, że mówiłam innym osobom we śnie, jak sie lata i powtarzałam te same słowa - musisz absolutnie uwierzyć.

Wygląda na to, że jak juz raz moja dusza ( czy umysł ) uwierzył, nauczył się tej sztuki, bez problemu kontynuuje.

Miałam jeszcze kilka innych, wartych wspomnienia, snow odnosnie tych słów " musisz tylko absolutnie uwierzyć" Wydaje mi sie, że to podsumowuje życie duszy i jej zdolności. Jak nie uwierzysz, że jest życie poza życiem w ciele, po śmierci, możesz mieć problem z pójściem dalej - nie można iść dalej w świat w który się nie wierzy. Wiara wydaje sie byc drzwiami, a w relacjach NDE często czytalam, że w tym "uwierzeniu" pomaga opiekun duchowy, który zawsze czuwa i pojawia sie jak tylko osoba uświadomi sobie, że może jednak nie żyje, ale że jest gdzieś indziej.

- sen 1:  uczono mnie, że świat duchowy jest tuż obok, i żeby sie tam przenieść na chwile i zobaczyc np zmarłą mamę, muszę wskoczyć w kałużę.
   Skakałam i skakałam i nic. Mówiono mi wyraźnie - musisz być absolutnie pewna, że się przeniesiesz.  Probowalam az sie udalo, ale było to
   znów tak trudne jak pierwsze lekcje latania.
- sen 2: We śnie umierałam ja i inna osoba. Inna osoba miała byc pierwsza i ja powtarzałam jej, żeby się nie bała, bo to tylko chwila i bedzie w drugim świecie. Jedyny warunek - musisz tylko uwierzyć i być pewnym, nic więcej.
- sen3: jechałam samochodem z grupa ludzi, spadaliśmy w przepaść, jako jedyna wiedzialam ze to koniec i mówilam wszystkim, żeby sie nie bali i zeby tylko zaufali i uwierzyli, i ze przeniesiemy się do dalszego życia/świata.

Bylo jeszcze kilka, ale wszystkie sa wlasciwie o tym samym. Zawsze w tych snach czuje, ze to nie jest zwykły sen o lataniu a kontakt
duszy z innym wymiarem - wyjscie z ciala noca i fruwanie. Moze to jest po prostu dla przyjemności, dusza chce choć na chwile pozbyc sie ciała,
te sny zawsze są cudownie przyjemne.

Chciałam się po prostu podzielić tym, że moja dusza jakby zdobywała doświadczenie w lataniu na przestrzeni kilku snów i nie zdarza się, żebym miala znów sen w ktorym nie umiem latać. Może inni też mają takie doświadczenia senne :)

Pozdrawiam serdecznie

[...]



Sen Krzysztofa Jackowskiego poniżej.



zwiń tekst



TATO, CO TY TU ROBISZ...
Nie, 25 paź 2020 09:14 komentarze: brak czytany: 1711x

[...] Witam droga redakcjo.Chciałem podzielić się jednym z moich snów, który choć krótki, zapamiętam do końca życia. Mam też sporo bardzo ciekawych przeżyć, połączeń w medytacjach, ale czy byłyby właściwie odebrane i  zrozumiane ..?   Nie mniej sen,  jego połączenia i przekazy z niego płynące to bardzo interesujący temat.To było wiele lat temu, okresie kiedy na własną rękę uczyłem.......

czytaj dalej

[...] Witam droga redakcjo.
Chciałem podzielić się jednym z moich snów, który choć krótki, zapamiętam do końca życia. Mam też sporo bardzo ciekawych przeżyć, połączeń w medytacjach, ale czy byłyby właściwie odebrane i  zrozumiane ..?   Nie mniej sen,  jego połączenia i przekazy z niego płynące to bardzo interesujący temat.
To było wiele lat temu, okresie kiedy na własną rękę uczyłem się wywoływać świadomy sen – lucid dream. Efekty mojej nauki nie były szczególnie poruszające, a nie  w pełni przespane noce i związane z tym zmęczenie w dzień trochę zniechęcało do systematycznej pracy.

Jednak po kilku nocach przyśniło mi się, że jestem w jakiejś nieokreślonej ciemności, a przede mną siedzi postać starszego mężczyzny. Zdałem też sobie sprawę, że znajduję się w jakiejś innej rzeczywistości, że tak naprawdę to po prostu teraz śnię !
Wówczas spojrzałem w twarz osoby, która na mnie patrzyła. Spojrzałem w  starą zmęczoną twarz, w ciemne zmęczone oczy i zobaczyłem w nich ogromne milczące cierpienie… Wtedy, nagle uzmysłowiłem sobie że to jest mój tata ! Co  mnie też zszokowało, bo  ten człowiek kompletnie nie był podobny do mojego ojca !

Jednak serce mi mówiło że to mój tata ! Że spotkałem go we śnie, choć z wyglądu to obcy człowiek ! Nie umiem tego wytłumaczyć racjonalnie, ale to tak jakbym odczytał w nim świadomość mojego taty.
Wtedy moje zatroskane serce wydarło wtedy ze mnie słowa :

- Tato, co ty tu robisz ? Co ci jest ?

Bo wyglądał bardzo, bardzo źle. Bardzo przygnębiony, milczący, smutny a dodatkowo na twarzy miał liczne bąble, zmiany jak przy jakiejś chorobie skórnej. Jakby trąd.

Moje emocje w tamtym momencie były jednak tak silne, że wyciągnęły mnie z tego snu, jakbym jechał jakąś windą z podziemi na powierzchnię ziemi… I obudziłem się, a był to środek ciemnej nocy, około 2-3ciej nad ranem. Serce mi łomotało z emocji. Leżałem przez moment w ciemnościach i dochodziłem do siebie, po czym zapaliłem lampkę nocną by zanotować szkic snu.
Tak naprawdę to nie musiałem, bo realizm snu trochę mnie przeraził i wszystko wyraźnie zapamiętałem.

Rano, o stosownej porze zadzwoniłem do mamy z zapytaniem o tatę. Usłyszałem jednak uspokajające słowa – wszystko w porządku, drzemie sobie w łóżku.
Po kilku dniach będąc w odwiedzinach u rodziców, próbowałem porozmawiać z tatą, jednak był jakiś osowiały i leżąc w łóżku stwarzał wrażenie, że mu przeszkadzam, że go niepotrzebnie wybudzam.

Mama stwierdziła, że od kilku dni jest taki niechętny i zdawkowy.
Mój tata mając ponad siedemdziesiąt lat dużo już leżał w łóżku, całymi dniami, gdyż rozłożył go zaawansowany gościec. Mama będąc podobnie w stosownym wieku roztoczyła nad nim wszelką opiekę, lecz nie radziła sobie najlepiej z niepełnosprawnym już tatą. Jednak jej niełatwa natura nie pozwalała by zatrudnić do pomocy jakąś osobę z zewnątrz. My synowie zabiegani przez codzienne sprawy i własne rodziny zaglądaliśmy do rodziców sporadycznie.

Wówczas podczas wizyty, jednak pod wpływem spotkania we śnie zacząłem się mu przyglądać i wyciągać z niego słowa. Zaniepokoił mnie bardzo, bo ciągle się zawieszał i nie potrafił kontynuować dialogu.
Wtedy na poważnie się wystraszyłem, uświadomiłem mamę o problemie i z miejsca załatwiłem tacie wizytę u neurologa. Trwało to kolejnych kilka dni, ale wizyta i badanie wykazały, że tata przeszedł lekkie niedotlenienie mózgu, prawdopodobnie przez jakiś zator w żyle doprowadzającej krew, i że jest to dosyć świeże… Ale zmiany w mózgu były już nieodwracalne. Tata już nigdy w pełni do nas nie powrócił, był w stanie podobnym do zaawansowanego alzheimera…
I tak, po jakimś czasie, gdy powróciłem myślami do mojego ld snu nagle mnie olśniło. Czyżby ten sen z cierpiącym w ciemności tatą był jego wołaniem o pomoc…? Albo ostrzeżeniem

Nie wiem tego do dziś i trochę mnie to dołuje, że nie zareagowałem natychmiast, bo być może mogłem powstrzymać mocno efekt zmian w mózgu w wyniku niedotlenienia. Bo niestety z tatą już nigdy nie było „normalnego kontaktu”. Ciężko żyć z takimi myślami

Ale, z drugiej strony na to patrząc może to było błogosławieństwo dla niego, bo będąc zdrowym tata był bystrym,  bardzo energicznym człowiekiem, pełniącym wiele funkcji społecznych, lubianym, dobrym człowiekiem. A gościec przykuł go swoimi kajdanami do łóżka i sprawił mu ogromne cierpienie fizyczne i psychiczne. Może zesłano mu ulgę w cierpieniu.
 Z pozdrowieniami
maxxx

E-mail dostaliśmy Thursday, October 22, 2020 12:12 PM

 

/z poczty do FN/

Tekst,który jest w załączniku jako list ukazał się w miesięczniku Nieznany Świat,(maj 2019) niemniej  zdecydowałem się przesłać do Nautilusa. Obecna sytuacja związana  z Covidem zobligowała  mnie do podzielenia się z jeszcze jednym  moim przypadkiem- a właściwie snem.

Jesienią ubiegłego roku mam sen-śni mi się brat,który z synem wykonuje prace fizyczne obok domu. Moja żona  ma do mnie  pretensje,że im nie pomagam.Podchodzę do brata, on mówi damy sobie radę. W tym momencie budzę się i słyszę w głowie nakaz .Wstań i zapisz to zdanie."KAŻDY DZIEŃ ŻYCIA NA ZIEMI JEST ZAPRZECZENIEM WOLNOŚCI".
Kiedy rano, i w następne dni dzielę się tym  przekazem z rodziną, nikt z nas  nie wie co to miało  znaczyć. Obecnie to nasze zagrożenie ,zastraszenie,restrykcje, pozwalają mi sądzić, że zaświat wie co nas czeka na tym wymiarze istnienia.

Pozdrawiam i jako osoba wierząca mam  w pamięci słowa Jezusa-Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą.

ŚWIAT JEST INNY

Podobno zdziwienie jest zaczątkiem  filozoficznego myślenia. Zdziwienie na otaczające  nas  zjawiska, zdarzenia oznacza, że poglądy indoktrynowane  nam przez  oficjalną naukę, religię czy uznawane  przez nas  autorytety stają się  niewystarczające. Moje zdziwienie skłaniało mnie do sięgania  po takie teorie, które  próbowały, lub w sposób  przekonujący  tłumaczyły  fenomen życia i  percepcję dziejących się  wokół  niego zjawisk. Na  ile wczytywanie się w  teorię bioelektronicznej teorii życia Sedlaka poprzez  dzieła filozoficzno- teologiczne  Teilharda de Chardna  aż do współcześnie  prezentowanych mniej lub bardziej  przekonujących tez  Ruperta Sherdrake, Nasima Harameina – wpływały na  to co na przestrzeni  kilkudziesięciu lat  było moim udziałem w realu ,czy w świecie  subtelnym, który  daje  znać o sobie  w snach.
           W bardzo  wyraźnym śnie  przeżywam śmierć mojego ojca. Po przebudzeniu  pytam mamę, gdzie  jest tata? W tym czasie  na wsi ,w której przyszło mi  się  pojawić  na  „tym świecie” po żniwach odbywały się  omłoty zebranego zboża. Mama  odpowiada, że tato jest  właśnie  przy omłotach  u  sąsiada. Mocno przeżywany realistyczny sen, każe mi  pobiec do sąsiada i przez  długi czas  obserwować ojca- czy aby dobrze się  czuje i nie grozi mu śmierć.  Po upływie  około piętnastu lat śmierć upomniała się  o ojca. Odszedł nagle  i w dzień  jego pogrzebu u sąsiada odbywały się  omłoty.
       

  Po śmierci kuzyna  mojego ojca (który żył  i pracował   w USA  i żywo interesował się  moim życiem, które  wkraczało w dorosłość, założenie rodziny, wychowanie dzieci)mam sen. Kuzyn, który zmarł  zaprasza mnie  do wędrówki- mówi choć coś ci pokaże. W chodzimy  jak gdyby  do rzeki ( symbol upływu czasu), przechodzimy  pod jakimś mostem .Moim oczom  ukazuję się  hala  produkcyjna. Przechodzimy obok oszklonej ściany, za którą widzę dziwne  obrabiarki, monitory, pod nogami mam  gładką posadzkę  w kolorze popielatym, drogi komunikacyjne w kolorze  pomarańczowym. Sen się  urywa.  W „realu” jestem  pracownikiem  dużej firmy produkującej sprzęt AGD. I kiedy po kilku latach w zakładzie  przeprowadza się generalny remont, doposażenie  w maszyny, ja zdziwionym  kolegom  mówię o nowoczesnych obrabiarkach CNC, elektrodrążarkach  montowanych w  odizolowanym szklaną ścianą pomieszczeniu. Jeszcze większe było   ich zdziwienie, kiedy powiedziałem w jakim kolorze będzie posadzka, której jeszcze  nie  było. Po kilku miesiącach  sen stał się rzeczywistością.
    

  Życiowe doświadczenia  i uwarunkowania w jakich przychodzi nam przeżywać  wyznaczony nam czas wśród towarzyszących nam osób, które zwykliśmy zwać  najbliższymi- powinno nas czegoś nauczyć. W moim życiu i w mojej rodzinie  do roku 2005 by zwiększyć deficyt miłości obecna  była siostra .Urodzona  z zespołem Downa, upośledzona  na tyle, że wymagała stałej opieki, ze strony mamy, i całej mojej rodziny, z którą  mieszkała. Szpital że względu brak  komunikacji werbalnej  z chorą, opiekę nad  odchodzącą  powierzył rodzinie. W noc  poprzedzającą dzień jej śmierci   mam sen( chociaż trudno nazwać snem czuwanie, które na przemian z żoną miało miejsce przy łóżku  umierającej)- zjawia się obok mnie  około trzydziestoletnia  ruchliwa ,niezwykle pogodna brunetka, która  mnie zachęca bym z nią gdzieś poszedł. Ja w tym momencie razem z nią  staję na cmentarzu  nad  rodzinnym  grobem w którym  pochowany jest nasz ojciec. Mówię do niej –ty nie wiesz  co się  u nas dzieje- i pokazuje jej  grób ,w którym miała być pochowana siostra. Ona, jakby to nie było ważne macha ręką i  namawia  mnie bym jednak poszedł  za nią, mówi  coś ci pokaże mówi. W tym  momencie  znajduję się jak gdyby w innym kraju. Stoimy  przed  domem, ja zaglądam  przez okno –widzę  sąsiada, chcąc zobaczyć więcej, moja  głowa przechodzi przez szybę i widzę całą kuchnię(pokój) w nim żona  sąsiada. W tym czasie  sąsiedzi  przebywali w USA i tam mieszkali. Sen  się  urywa, powraca smutna  rzeczywistość, w czasie  której trudno  rozpamiętywać  co ten sen  oznaczał. Ówczesny  stan mojej wiedzy na temat „rzeczywistości tego i tamtego świata” dopuszczał  upatrywać się  w osobie  zdrowej i ruchliwej wesołej  trzydziestolatki  moją  umierającą siostrą, która  jak  wcześniej  zauważyłem  zwiększała  deficyt miłości   mojej rodziny  przez 62 lata. Ale co miała  oznaczać ta astralna wizyta  u moich sąsiadów  w Stanach. Po jakimś  czasie  przyszła mi do głowy dziwna koincydencja. Otóż  śmierć mojego ojca  była nagła, na polnej drodze(bramy wieczności są wszędzie) Pierwszymi , którzy zauważyli, że ojciec przewrócił się  i umiera  byli właśnie owi sąsiedzi.
 

  W niedługim czasie  po tym jak siostra przeszła do świata „wszelkich możliwości” tak ja wierzę, ten ziemski turnus wzrastania w duchu opuścił ,też w trybie przyspieszonym  mój  starszy  brat. Brat był  raczej sceptyczny  w stosunku do dziwnych zdarzeń określanych  jako  paranormalne. To co mi się wydarzyło w  rocznicę  śmierci brata niewątpliwie  do takich  należy. Wracając  z pracy do domu (dojeżdżałem wówczas autobusem)   myślałem  o tej  rocznicy, w pewnym momencie zadzwonił  telefon- wyświetla  się nr telefonu brata- słyszę tylko szum. Pomyślałem sobie, bratowa korzystając z telefonu brata próbuje  się  ze mną kontaktować. Jako, że śpieszyłem się by zdążyć na autobus –nie oddzwaniałem. Wsiadając do autobusu  w momencie  kiedy moja  noga  stanęła  na stopniu  autobusu- dzwoni  telefon, numer  ten sam- brata. Trzeci raz telefon  dzwoni, kiedy wysiadam z autobusu Po  powrocie  do  domu  dzwonię do bratowej z  telefonu stacjonarnego z pytaniem  czy  nie  dzwoniła z  telefonu  brata. I  tutaj  mamy historię najciekawszą. Brat  pracował w  pewnym stowarzyszeniu użyteczności publicznej, w którym  jednym z jego zadań  było prowadzenie księgowości finansowej.

Za namową znajomego branży telefonii komórkowej wszedł w posiadanie  aparatu telefonicznego , korzystając jak sądził  z  umowy i abonamentu  rozliczanego  przez stowarzyszenie. Tej  umowy nie  zaakceptował  prezes stwierdzając, iż jest to pańska sprawa. Niezbyt długo korzystał z tego  telefonu, galopująca choroba i szybka śmierć sprawiła ,że inne sprawy  stały się ważniejsze. Rachunki jednak zaczęły się pojawiać, i w pertraktacjach z operatorem  w zaistniałej sytuacji-rodzina  podjęła decyzję odłożyć telefon, nie  używając go do czasu wygaśnięcia  umowy. I tak  się  stało, aparat w momencie kiedy do mnie dzwonił –leżał  bez baterii   w szafie miedzy bielizną., Ale historii tej jeszcze nie koniec. Dzwonienie  powtórzyło się  jeszcze  dwukrotnie na drugi dzień  i trzeci. By nadać jej większej niesamowitości, dzwonienie  trzykrotne przez te trzy dni  miało miejsce nie w określonym (choć zbliżonym ) czasie lecz  miało miejsce sytuacyjne –przechodząc obok tej samej ławki na skwerze , stawiając nogę na stopniu autobusu. Na trzeci dzień  jeż w domu, mówię  do żony- brat się  spóźnia i tym momencie  głuchy telefon  dzwoni. W opinii  ze znawcami telefonii  opisana  historia   nie  mogła  mieć  miejsca.- a jednak miała .
     

Zdarzeń  z pogranicza lub raczej z za granicy przez racjonalistów określanych jako  nie możliwe, ciąg dalszy:.
W środowisku wiejskim, zresztą nie tylko, mamy  do czynienia  z ludźmi  nadużywającymi alkohol. W moim przypadku  nieco młodszy ode mnie kolega w niedzielne późne  popołudnie będąc  w stanie wskazującym na znaczne spożycie trunku zażyczył sobie bym go odwiózł do domu. Ponieważ mieszkał na tzw.  odludziu, nieco wzburzony powiedziałem-dobrze odwiozę cię, ale słono za to zapłacisz i to „ od ręki” bo jutro umrzesz!!.  W drodze  przyszła  mi myśl, zrobię tak  -przed moim domem  stoi ponad  stuletnia  kaplica mszalna. Wiedziałem, że  mój pasażer  z praktykowaniem wiary w której się  urodził i którą  będąc młodzieńcem praktykował-jest na bakier. W zbliżającym się miesiącu maju zaciągnę go za „ten transport”   na odmówienie litanii loretańskiej . (Pustej – bo młodzi, którzy kiedyś byli trzonem modlitewnych skupień-dziś mają inne obiekty celebracji) Zamiaru tego nie  wypowiedziałem do niego- w tym stanie  nie było sensu Jakie nazajutrz było moje przerażenie, kiedy usłyszałem  wiadomość- Staszek nie żyje-tak miał  na imię. Historii tej jeszcze nie koniec. Minęło jakieś trzy tygodnie- był już maj, W nocy ok. godz. drugiej obudzony potrzebą fizjologiczną, wracając z łazienki  widzę, że drogą biegnącą  obok kaplicy przemieszcza się  bezszelestnie śnieżnobiała kula świetlna –pomyślałem UFO, ORBS, i nagle na wysokości kaplicy, też bez  jakiś odgłosów biała kula rozsypuje się na  wielobarwne  cząstki -fajerwerki przy tym bledną. Odległość okna ,z którego to wszystko obserwowałem –jakieś  25 m. Co to było – Duch Staszka?

  Bywają sny, których rozumienie  nadejdzie  w czasie, lub też  już  nadeszło, lecz nie potrafiliśmy ich odczytać. Czy ten sen już  się urzeczywistnił  w przeżytych zdarzeniach, czy  też dopiero się wyłoni?.-Śni mi się szpital, ale jakoś inaczej wyposażony, zdecydowanie mniej aparatury. Obsługa przesiąknięta empatyczną wrażliwością na  każdy ruch chorego- to daje mi się odczuć.. Na moje  zdziwienie co ja tu robię, natychmiast obok mnie pojawiają się  dwie istoty-jakby człekokształtne. Jedna  z nich mówi mi „musisz przejść przez tą chorobę, ale nie bój się my ci pomożemy przez nią przejść-tyle sen.
Czy sen ten już się urzeczywistnił tego nie wiem, ale czym był przeżyty epizod chorobowy?

Po od kleszczowej infekcji związanej z boreliozą(wcześniej nabytą) z ropiejącą raną wielkości jajka, zapaleniem płuc –w środku lata, kilkutygodniowa kuracja antybiotykowa pozwoliła na to, że stanąłem na nogi. Ale ropień nie chce znikać, dodatkowo pod tzw pachą –węzły chłonne pojawił się  drugi duży ropień. Pojawiają się obawy, że może to być coś gorszego. I pewnego wieczoru, położyłem się do łóżka, jeszcze nie było mowy o zaśnięciu- leżąc na przeciwnym boku czuję jak od ramienia do łokcia coś się przesuwa, wydając przy tym  charakterystyczny odgłos jaki wydaje  skaner. Zdziwiony spoglądam na rękę i po paru sekundach zjawisko to się powtarza.  Ja określiłem to jako skanowanie, byłem  całkowicie świadomy, bez żadnych leków, oprócz dezynfekujących. Trwało to   około minuty. Po tym zdarzeniu ropień z każdym dniem malał, by po kilkunastu dniach zniknąć zupełnie.

Moje  zapachowe  epizody  miały początek w latach osiemdziesiątych. W tych latach publikacje książkowe  o ojcu Pio były śladowe, dlatego też znalezioną  w antykwariacie broszurkę  opisującą jego fenomen natychmiast kupiłem. W tym okresie dojeżdżałem  do pracy autobusem PKS. Opóźnienia w tym czasie były normą, dlatego czytanie tej broszurki rozpocząłem  na dworcu. Kiedy już w autobusie  zatłoczonym maksymalnie, kończyłem czytanie zdarzyło się coś niezwykłego. Na  końcu tekstu broszurki zamieszczona  była  modlitwa o beatyfikację ojca Pio- w momencie kiedy w modlitwie  czytając ją wypowiedziałem  słowo Amen,  poczułem bardzo intensywny, niezwykły w kompozycji zapach. Zapach przemiły i bardzo intensywny trwał  około minuty. Jak  nagle się pojawił, tak nagle  zniknął. Rozglądając się wokół współpasażerów odniosłem wrażenie, że ten niezwykły zapach czułem tylko ja. Wielokrotnie  analizowałem ten przypadek, biorąc możliwość, że  zapach mógł dochodzić z zewnątrz. Nagłe wyczucie i nagłe  zakończenie, jakby cięciem  i w tych okolicznościach  utwierdziło mnie w przekonaniu, że zapach ten  nie pochodził z przyczyn  naturalnych.

Kilka lat temu, nagle stwierdziłem, że  z dnia  na dzień straciłem  powonienie. Nie wyczuwałem żadnych zapachów, ani przyjemnych, ani też nieprzyjemnych –nawet groźnych dla życia, takich jak ulatniający się gaz, benzyna, amoniak. Badania lekarskie, łącznie z tomografią  nie potrafiły wskazać przyczyny. Leczenie  neurologiczne, otolaryngologiczne, mocnymi lekami sterydowymi nie  przywróciły mi węchu, ani nawet poprawy. Lekarze stwierdzili –musi  pan z tym żyć. Jesienią roku 2016 w podrzeszowskiej Jasionce  miały miejsce dwudniowe rekolekcje charyzmatycznego księdza Johna Bashobory. Postanowiłem  w nich  uczestniczyć. W tych rekolekcjach (konferencje, nauki, modlitwa, msza św.) uczestniczyło  ok.3000 ludzi. Moje  uczestnictwo podyktowane  tym, iż  jako praktykujący katolik chciałem doświadczyć  atmosfery, charyzmatycznej duchowości.  W przeżywaniu  tych rekolekcji i późniejszych refleksji nad wieloma  aspektami  tej  duchowej przygody, nie bez  znaczenia było najbliższe sąsiedztwo osób siedzących obok mnie –a nawet tuż  przede mną. ( ale to byłby inny wątek  również ciekawej  sprawy). Rekolekcje kończyła adoracja Najświętszego sakramentu z modlitwami o uzdrowienie. Intencje  moje  były wielorakie, ponieważ są  w rodzinie  osoby bliskie, które  potrzebują  zdrowia. W końcowej modlitwie uczestnicy trzymają się za ręce, patrząc sobie  w oczy.

Patrząc w oczy osobie siedzącej  naprzeciw (musiała się odwrócić, gdyż z jednej jej strony  było puste  krzesło) mentalnie  starałam się wyobrazić, że przez jej oczy patrzy na mnie Jezus. W pewnym momencie  nie koncentrując na tej części ciała, poczułem jak gdyby coś  mi z nosa zwisało. Poczułem zażenowanie, bo cóż sobie pomyśli o mnie ta osoba, jeśli rzeczywiście coś tam z nosa  zwisa. Druga ręka trzyma inną osobę, więc nie mam możliwości wykonać szarmanckiego ruchu pod nosem. Po skończonych modlitwach, ręka wykonała  ruch sprawdzający-nos okazał się czysty. Kiedy w samochodzie czekając  na wyjazd z parkingu sięgnąłem po mandarynki- szok mandarynka  pięknie zapachniała. Sprawdzam dalej- odświeżacz powietrza też ładnie pachnie. Po powrocie  do domu, pierwsze  kroki kieruję  do łazienki, sprawdzam wody toaletowe  i inne płyny zapachowe- ja  czuję. Na chwilę obecną oceniam stan mego powonienia na ok. 80%.

Dlaczego uważam, że świat jest inny? Opisane przeze mnie przypadki utwierdzają mnie w przekonaniu, że istnieje rzeczywistość, której nie sięga  bezpośrednio nasza percepcja i nie przystaje do obowiązującego paradygmatu. Uważam, że bliżej wyjaśnienia rzeczywistości, którą próbujemy zrozumieć są poeci. Staram się żyć tak by: „Dostrzegać Wszechświat w ziarnku piasku, blask niebios z polnych kwiatów chłonąć, godzinę w splot wieczności zasnuć, ogarnąć dłonią nieskończoność.” W.Blake


                                                                                                                  [dane do wiad. FN]
                                                                                                                       podkarpackie







zwiń tekst



Sen o Bogu krytykującym religie światowe
Czw, 22 paź 2020 06:25 komentarze: 11 czytany: 2131x

Bardzo poruszył mnie Wasz artykuł o tym co Obcy mówią o życiu na Ziemi. I ten przykład betoniarki....:-) W komentarzu pod artykułem opisałam Wam moje wnioski z zajmowania się akwarystyką. Bo to kojarzy mi się z cudem życia. A my akwaryści - mamy coś z kosmitów :-) Nie stwarzamy życia, bo to przekaracza nasze skromne możliwości, ale tworzymy planety, czyli akwaria, a na niej odpowiednie warunki dla.......

czytaj dalej

Bardzo poruszył mnie Wasz artykuł o tym co Obcy mówią o życiu na Ziemi. I ten przykład betoniarki....:-) W komentarzu pod artykułem opisałam Wam moje wnioski z zajmowania się akwarystyką. Bo to kojarzy mi się z cudem życia. A my akwaryści - mamy coś z kosmitów :-) Nie stwarzamy życia, bo to przekaracza nasze skromne możliwości, ale tworzymy planety, czyli akwaria, a na niej odpowiednie warunki dla danych stworzeń i roślin. Jesteśmy niczym Strażnicy tego życia :-) Jak stworzy się daną planetę, czyli akwarium - chce się stworzyć kolejną - dla trochę innych stworzeń i roślin. Jest to niezwykle wciągające...

Przypomina mi się mój sen...

Pamiętam, jak na początku mego snu byłam w jakiś podziemiach. Odbywały się tam prezentacje mulitmedialne dotyczące historii planety Ziemia. Widziałam tam początki życia na ziemi, dinozaury, prehistoryczne lasy z paprociami. Te podziemia to było wnęrze Ziemi, ze wszystkimi warstwami skalnymi itp. Bardzo podobały mi się te prezentacje i byłam ciekawa co będzie dalej. Oczekiwałam na jakieś prezentacje historii ludzkości, ale długi korytarz poprowadził mnie do szatni. Wzięłam stamtąd moje palto i beret. W pobliżu szatni był niewielki sklepik z dewocjonalnami. Kierowana ciekawością ruszyłam w stronę tego sklepiku. Były tam plastikowe różańce, święte obrazki itp. Kupiłam tam plastikową butelkę w kształcie św. Maryji i parę jeszcze innych głupstw.

Zadowolona wyszłam na zewnątrz. Była bardzo wczesna wiosna. W oddali było widać kopuły różnych świątyń. Dumnie wnosiły się ponad horyzont. Mój wzrok przyciągnał przepiękny meczet. To była wspaniała budowla! Ze świętymi Maryjkami w kieszeni podreptałam w jego stronę. Zachwycona pięknem tej światyni, która udekorowana była kolorowymi witrażami weszłam do środka. A tam było jeszcze piękniej, bo przez witraże wpadały snopy światła. Coś wspaniałego. Spojrzałam na cudowne sklepienie tej świątyni. Zachwycające! Nagle w rogu świątyni ujrzałam kulę światła. Ku memu zdziwieniu kula ta wysłała snop światła w moim kierunku i wciągneła mnie do siebie.

Kulę tę sama z siebie nazwałam Bogiem, choć miałam dziwne uczucie, że tych Kul jest znacznie więcej we Wszechświecie. Nie wiem skąd miałam to uczucie.

Była to czysta Inteligencja przewyższająca o miliardy lat naszą ludzką. W jej "ręku" byłam niczym niezdarna rybka, którą wyciągnięto z akwarium. Jednocześnie nie czułam strachu, bo to była ręka "kochającego" Właściciela (???? - nie wiem jak to określić). Byt ten dobrze znałam, bo nie poczułam chęci ucieczki. Było mi z tym Bytem bardzo dobrze niczym z Mądrym Przyjacielem, ale na poziomie Mistrza Duchowego. We wnętrzu Kuli było niczym w lekkiej mgle. Porozumiewaliśmy się ze sobą telepatycznie wysyłając obrazy mentalne. Miałam dziwne uczucie, jakbym siedziala na jego ramieniu i machała nogami jak dziecko na gałęzi jabłoni. Kula ta od razu zapytała się mnie o te święte Maryjki w mojej kieszeni. Bardzo zaskoczyła mnie jej wypowiedź, w dosyć "prebejskim slangu" - "Ależ to są Pierdoły!". "Co ty takie pierdoły kupujesz! Po co ci to wszystko?" "Ależ to jest wizerunek św. Maryji...I zobacz jaki piękny różaniec! ", "Pomaga mi to modlić się do Ciebie! Dlaczego to ci się nie podoba???". Kula wysłała mi kilka obrazów mentalnych ze swoim komentarzem. "Zobacz, ludzie modlą się do mnie w tych swoich świątyniach wielu religii, a ja tam za każdym razem "biję głową w ścianę"! Bo nie o to w tym wszystkim chodzi! Zobacz - ksiądz odbywa celebrę na mszy - a ja biję tam głową w ścianę za każdym razem! Zobacz, że to wszystko oparte jest na Głupstwie i Kłamstwie!" Kula wysłała mi obrazy meczetu oraz z tego, że jest on zbudowany z rur, kabli, betonu. Nie za bardzo zrozumiałam o co Jej chodzi. Podkreśliła ona jeszcze raz, że religie oparte są na kłamstwie i manipulacji. I to, że nie podoba się Jej żadna świątynia!

Zrozpaczona i jednocześnie oburzona, trzesąc ze złości moim moherowym berecikiem na głowie zadałam jej mocne pytanie: "A jaka świątynia podoba ci się najbardziej? Co my ludzie mamy wyznawać? Do czego mamy się modlić? Jak?".

Wówczas Kula wysłała mi obraz mentalny, ale taki, że mogłam się przenieść w przestrzeń przez nią wytworzoną. Znalazłam się na jakimś wiosennym pikniku.

Było tam sporo zaprzyjaźnionych ze sobą ludzi. Różnych ras, religii. Siedzieli oni beztrosko na swoich kocyckach z koszykami piknikowymi. Wszyscy wytwarzali miłą atmosferę. NIkt się nie kłócił, tylko wymieniali się informacjami. "Najważniejszy jest przepływ informacji. Sprawdzanie, dodawanie coś od samego siebie" - mówiła mi Kula w mojej głowie.
Ludzie faktycznie mówili coś o swoich krajach, zwyczajach, jak się im żyje, czego się nauczyli, jakie wynieśli wnioski dla siebie. Nikt się nie wywyższał - to były przyjacielskie rozmowy, na równym poziomie. Wszyscy podjadali jakieś pysznosći ze swoich koszyków częstując się nawzajem. Smakołyki były z różnych krajów, więc rozmowy dotyczyły również tych pyszności. "My robimy taką herbatkę - spróbuj! A u nas piecze się takie ciasteczka - pewnie ci posmakują :-)". Ktoś podał mi kartkę z przepisem na pyszne ciasto. Za bardzo nie wiedziałam co mam z tym zrobić. Wszyscy uśmiechęli się w moją stronę.

Wtedy Kula powiedziała mi wyraźnie w mojej głowie - "wypróbuj ten przepis i dodaj coś od siebie :-) Może to być i błahostka typu jakaś nowa przyprawa - byle to było coś od ciebie. Następnie podaj dalej ten przepis z ową nowością od ciebie. Kolejna osoba niech wypróbuje ten przepis - i niech też doda coś od siebie. Albo coś zmieni. Tak wygląda życia - nieustanne zmiany i dodawanie ulepszeń. Wtedy można coś ciekawego wynaleść i wprowadzić w życie. Ty, oni, wy - wszyscy - w ten sposób tworzycie najpięksniejszą "Świątynię" dla Mnie :-) Rozumiesz?

I w ten sposób mój sen się zakończył....

[e-mail z opisem snu dostaliśmy 22 października 2020, poniżej link do naszego tekstu o 'betoniarce zwanej wszechświatem']

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,4011,spotkanie-zespolu-projektu-reguly-gry--prawdopodobienstwo-powstania.html





zwiń tekst



Widzisz to światło, Oni tam idą...
Pon, 19 paź 2020 02:38 komentarze: 8 czytany: 2514x

Witam przesyłam komentarz osoby która przeżyła śmierć kliniczną do artykułu na wp.pl odnośnie umierania.  [...] Należę do tych co przeżyli śmierć kliniczna i to co widziałem i przeżyłem będąc klinicznie martwym tylko ja wiem! Zgoda samo umieranie jest przyjemne tak przyjemne!Po operacji będąc w śpiączce czułem ogromny ból oddał bym nawet duszę za chwilkę bez bulu prosisz Boga o tę chwilkę i nagle.......

czytaj dalej

Witam przesyłam komentarz osoby która przeżyła śmierć kliniczną do artykułu na wp.pl odnośnie umierania.  [...] Należę do tych co przeżyli śmierć kliniczna i to co widziałem i przeżyłem będąc klinicznie martwym tylko ja wiem! Zgoda samo umieranie jest przyjemne tak przyjemne!

Po operacji będąc w śpiączce czułem ogromny ból oddał bym nawet duszę za chwilkę bez bulu prosisz Boga o tę chwilkę i nagle nic nie czujesz ,dosłownie nic! szok!! Zastanawiasz się co się stało? Rozglądasz się w koło i widzisz starców twoich rówieśników i dzieci Oni gdzieś idą mimo że nie ma dróg tak jakby w przestrzeni i widzisz to światło Oni tam idą i Ciebie tam jakaś siła kieruje. Podążam z nimi dochodzę do tunelu a tam siedzący starzec zatrzymuje mnie i każe wracać! Inni przechodzą ja nie mogę pytam Starca czemu???

Odrzekł tylko że mam jeszcze dużo do zrobienia !!! Odwracam się i nagle znowu czuję potworny ból i tylko ból.Po wybudzeniu ze śpiączki dowiaduje się że tak na prawdę to umarłem bo ponad 15 min zanikła praca mojego serca i dopiero po którejś tam defibrylacji udało się Niemieckim lekarzom bo operacje miałem w klinice w Gerlingen/ Sztudgard uruchomić moje serce!. Wiem że mój mózg po zatrzymaniu serca pracuje ludzie wiedzą że umierają!! Ale dopiero po śmierci dowiadują się gdzie ich dusze podążają. Czy do światłości i wiecznego życia - czy do ciemności do wiecznej męki i pogardy. [...]

 

Dziękujemy za przesłanie tego komentarza znalezionego "pod tekstem na wp.pl o śmierrci klinicznej". Opis samej śmierci fizycznej jest właściwy, ale oczywiście nie zgadzamy się z wnioskami autora na końcu o tym co jest jego zdaniem potem, że "najpierw sąd, a potem albo piekło, albo raj, albo ostatnie czyściec". Faktycznie w Polsce 95 procent tak myśli, ale naszym zdaniem prawda wygląda inaczej i do światła idą wszyscy. Winy i zło faktycznie muszą mieć swój skutek, ale nie w postaci "wiecznej męki". Jest reinkarnacja i to jest właściwe oczyszczenie z błędów i zła. Najsprawiedliwsze i doskonałe.

Przypominamy o wiele ciekawszą relację o śmierci klinicznej dr Jacka Matlaka z Bielska-Białej.

 

From:[...]
Sent: Sunday, October 18, 2020 4:25 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: dziwna sytuacja podczas livestreamu Krzysztofa Jackowskiego

Witam
Wczoraj tj. 17.10.2020 Pan Jackowski nagrał audycję pod tytułem "Właściwie nie korzystamy z arsenału mocy jaka nam przysługuje, bo nie mamy o tym pojęcia". Dziś rano oglądałem tę audycję i był moment, w którym jasnowidz odnosił się do siły sprawczej 53:54, następnie w tym konkretnym momencie 54:14 padły słowa "...nie czułem w tym wszystkim głębi dla siebie". W tym momencie, w tych słowach głos Pana Krzysztofa się zmienia. Słychać jakby ktoś jeszcze mówił dokładnie to samo i były dwa różne głosy w tym samym czasie.
Link do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=K2UqZQM-BJQ&t=3265s&ab_channel=JASNOWIDZKrzysztofJackowskiOfficial.
Pozdrawiam
[...]

/materiał z K. Jackowskim poniżej/




-----Original Message-----
From:[...]
Sent: Sunday, October 18, 2020 1:07 PM
To: Nautilus
Subject: Duch w Lesie Kabackim

Witam, z tej strony [dane do wiad. FN],mieszkaniec warszawskiego Ursynowa.

Przesyłam film z mojej fotopułapki:

https://www.youtube.com/watch?v=za5QuozvNdM

Film umieszczony na moim amatorskim kanale w serwisie YouTube.

Mieszkam w warszawskiej dzielnicy Ursynów od dziecka i od zawsze jestem miłośnikiem spacerów przyrodniczych, las kabacki mam blisko więc znam go jak własną kieszeń, jak i jego historię.

Las ten pamięta nie tylko morderstwa hitlerowskie z czasów II wojny światowej, ale też morderstwa powojenne, jak i w latach 80 i 90 XX wieku, w końcu to też świadek katastrofy samolotu w 1987 roku.

Film został nakręcony niedaleko właśnie w/w katastrofy samolotu, choć ktokolwiek lub cokolwiek pojawia się na filmie, niekoniecznie musi być związane z tym wydarzeniem.

Wg mnie na filmie widać ewidentnie twarz człowieka, zarys ust, nosa i oczu.
Dodam szczerze, że wiele osób które widziały ten film nie widzi nic.

Kręcę filmy fotopułapką od prawie 3,5 roku, w tym czasie poznałem te sprzęty na wylot, moim zdaniem film jest ciekawy i rzeczywiście może coś w nim być, chociażby ze względu na historię tego lasu i wielu ludzi, którzy tam zginęli.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



I WTEDY NADE MNĄ PRZELECIAŁY DWA PASTELOWE OBIEKTY UFO
Nie, 18 paź 2020 04:46 komentarze: 3 czytany: 1084x

[…] Jestem bardzo chory na nowotwór (?) i chciałbym przed śmiercią opowiedzieć co mnie spotkało przed wielu laty. Był to okres kiedy najpierw pojawiła się kometa chyba  Kometa Halleya (miało to miejsce 9 lutego 1986 – przyp. FN), a później jakaś mniejsza ale też widoczna na bezchmurnym wieczornym niebie w kierunku północno-zachodnim patrząc z mojego dawnego mieszkania w Lesznie. Aby lepiej obserwować.......

czytaj dalej

[…] Jestem bardzo chory na nowotwór (?) i chciałbym przed śmiercią opowiedzieć co mnie spotkało przed wielu laty. Był to okres kiedy najpierw pojawiła się kometa chyba  Kometa Halleya (miało to miejsce 9 lutego 1986 – przyp. FN), a później jakaś mniejsza ale też widoczna na bezchmurnym wieczornym niebie w kierunku północno-zachodnim patrząc z mojego dawnego mieszkania w Lesznie. Aby lepiej obserwować kometę poszedłem na strych i wybrałem odpowiednie okno.

W pewnej chwili kontem oka z kierunku zachodniego zauważyłem coś jasnego na niebie. Kiedy zwróciłem tam wzrok było już za późno a nade mną przeleciały dwa jasne pastelowe obiekty, w kolorach bladej tęczy, bez okienek, drzwi i świateł. Leciały równolegle ale jeden za drugim w niewielkiej odległości. Moment kiedy przeleciały nad moją głową wynosił ułamki sekund i nie zdążyłem się dokładniej przyjrzeć.

Najpierw osłupiałem, poczułem gęsią skórkę i jeżące się na ciele włosy a potem cofnąłem się w głąb strychu i pobiegłem do pokoju od strony wschodniej ale obiektów już nie zobaczyłem nawet w oddali. Musiały albo szybko się przemieszczać albo ja nie miałem wyczucia czasu przez doznany szok. Całe życie czekałem na coś takiego a kiedy mnie to spotkało wykrztusiłem na głos " niesamowite ".

Jestem zdrowy psychicznie, opowiedziałem o tym tylko żonie i córce gdyż nie chciałem aby patrzono na mnie jak na nawiedzonego ale teraz w obliczu śmierci jest mi to obojętne. […] Pozdrawiam wszystkich którzy to przeczytają.

[dane do wiad. FN] z Leszna

/wiadomość przyszła na pocztę FN 17 października 2020/



WIADOMOŚĆ Z OKRĘTU WWW.NAUTILUS.ORG.PL:
Od: [e-mail do wiad. FN]

Witam serdecznie,to tej pory byłam biernym obserwatorem ale chciałam zapytać, czy zetknęliście się kiedykolwiek z podobną relacją. Na początku Sierpnia wracałam z wakacji drogą S3 (nie byłam kierowcą)po prawej stronie na niebie zobaczyłam helikopter a właściwie jego szkielet gdyż obudowa była jakby z kryształu(nawet pomyślałam w tym momencie o czaszkach z Paracas). Zwlekałam z przekazaniem tej relacji gdyż mi samej trudno zrozumieć,co właściwie widziałam, pozdrawiam Was wszystkich serdecznie- robicie świetną robotę.




Temat: sen o orbach

Witam,

Jako, że niedawno zamieściliście opis snu pewnej kobiety, która skontaktowała się, poprzez sen, ze swoim zmarłym ojcem - ja chciałabym opisać swój sen, który był niezwykły w tym aspekcie, że ukazywał orby.

Mój sen przyśnił mi się kilka miesięcy po odejściu na zawsze ważnej dla mnie osoby.

Śniło mi się, że jestem w domu, gdzie spędziłam swoje dzieciństwo, a dokładnie - w pokoju dziecinnym. Miałam tam swoje ulubione miesce, za moim fotelem a zarazem pod półką z moimi lalkami. Tam często, jako dzieciak, urządzałam swoje "bazy". Śniło mi się, że tam właśnie jestem, i niczym piłeczka od ping-pongu podskakuję do góry. Jestem radosna niczym skowronek i odczuwam niezwykłą lekkość. Nieopodal mnie podskakuje inna kulka, srebrzysta, mieniąca się różnymi kolorami. Jestem nam bardzo wesoło. Czuję, że ta kulka jest szczęśliwa i odczuwa wielką wolność - od bycia w wielu rolach - żony, matki, babki itp. Dobrze nam razem i wesoło sobie podskakujemy, niczym dzieci na skakance.

Nagle zdaję sobie sprawę, że znam tą drugą Kulkę. Pytam się (wysyłając swoją myśl), czy my czasem się nie znamy. Kulka ta zachęca mnie, abym się do niej zbliżyła. Wskazuję, abym zajrzała lepiej w jej srebną powłokę. Dziwi mnie to, ale robię to, o co mnie prosi. Nagle część srebnej powłoki odsuwa się i widzę tam bardzo wyraźny obraz, niczym w telewizorze najlepszej jakości. To wszystko jest takie wielowymiarowe. Widzę tam jakiś las i uciekającą parę, ktrórą jest w latach młodości mój dziadek i babcia. II wojna światowa - uciekają przed Niemcami. Rozpoznaję ich, bo często oglądam albumy rodzinne. Naglę widzę "najazd kamery" na twarz mojej babci. Widzę ją wyraźnie! Naglę wykrzykuję - "To ty jesteś moją Babcią!" . Kula zabłysnęła swoim srebrzystym światłem jakby chciała potwierdzić moje słowa. Dopytuję się Kuli, czy czasem ma "w sobie" inne filmiki - z innych żyć. Ponoć ma tam w sobie inne filmiki...

W końcu pytam się, czy jeżeli umarli mają postać srebrzystej Kuli, to dlaczego ja też mam taką postać, skoro jeszcze nie umarłam. Niestety nie otrzymuję odpowiedzi. Czuję jakieś wibracje i bardzo szybko wpadam do swojego śpiącego ciała i sen mi się urywa...

Jako post scriptum mogę napisać, że wiele lat temu moja babcia opowiadała mi o swoim dawnym znajomym, który interesował się zjawiskami niewyjaśnionymi. U niego zaczęło się to od pewnej nocy, gdy wracał do domu, i przechodził blisko cmentarza. Na murze cmentarnym unosiła się święcąca Kulka. Bardzo zaintrygowało to tego mężczyznę i postanowił sprawdzić co to takiego. Niestety Kulka znikła w głębi ciemnego już wówczas cmentarza. Człowiek ten od tego zdarzenia zaczął zbierać różne ciekawe historie i je spisywał. Nie wiem co stało się potem z jego zebranymi historiami. A szkoda!
[dane do wiad. FN]

/opis snu dostaliśmy 17 października 2020/




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 50 76
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 76

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Ostatnie dwa tygodnie zajęły nam zmiany oskryptowania stron. Serwis czasami nie był dostępny, ale teraz wszystko powinno działać bez problemów. Zapraszamy na pokład okrętu Nautilus wszystkich zainteresowanych największymi zagadkami naszego świata... okręt Nautilus jest właśnie dla Was! ... ...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 03:00 | Witam, 23.11.2020 nad Białołęką na wysokości osiedla Regaty był widoczny bardzo duży obiekt tuż nad chmurami. Obiekt widziała moja partnerka oraz jeszcze jeden sąsiad podczas spaceru z psami.Jak na razie odnalazłem jeszcze jedną osobę która widziała ten obiekt 15 min później już szybko lecący. Wstępnie oceniamy że obiekt mógł mieć kilkaset metrów długości. Był bardzo dużyProszę popytajcie czy ktoś na Białołęce 23.11.2020 koło godziny 23.15 czegoś nie widział.

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

KORONAWIRUS - bestialskie polowania i zjadanie dzikich zwierząt kluczem do zrozumienia tajemnicy pandemii koronawirusa

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.