Dziś jest:
Poniedziałek, 16 grudnia 2019

"Kto raz znalazł sam siebie, nie może stracić nic na tym świecie. A kto raz zrozumiał człowieka w sobie, zrozumie wszystkich ludzi" S. Zweig

Komentarze: 16
Wyświetleń: 11760x | Ocen: 16

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Pon, 27 lis 2017 10:35   
Autor: FN, źródło: FN   

SIŁA PRZEZNACZENIA – MOC WIĘKSZA NIŻ SIŁA ROZPADU GWIAZD!

Ludzie myślą, że najpotężniejszą energią we wszechświecie jest np. energia bomby jądrowej, którą przebija jeszcze bardziej energia np. wnętrza gwiazd. Ale tak naprawdę największą mocą jest siła, którą my nazywamy „Kreacją”. To ta siła kiedyś tak ułożyła planety w naszym Układzie Planetarnym, aby mogło rozwinąć się na niej życie. Ziemia będzie o 1 procent bliżej Słońca? Wyparują oceany. O 1 procent dalej? Będzie zbyt zimno. Myślicie, że to był „po prostu taki przypadek w kosmicznej ruletce”? Absolutnie nie.

Jeśli sięgnięcie do relacji osób, które miały okazję spotkać się z istotami z pojazdów UFO zauważycie, że bardzo często pochodzą oni z planet, które są położone wobec ich gwiazd praktycznie identycznie jak Ziemia – mają podobne proporcje i odległości od słońc. Przypadek? Nie – to po prostu działanie „Kreacji”. Po tym słowem można oczywiście wstawić inne, znane nam z wielkich światowych religii, ale my jednak trzymajmy się jego dalej.

„Kreacja” potrafi nie tylko ustawiać gwiazdy i planety tak, aby mogły się na planetach pojawić istoty inteligentne, ale także bez najmniejszego problemu tworzyć przeróżne dziwne „spotkania ludzi”, którzy są trochę takimi oddzielnymi planetami… Dla niej nie ma z tym najmniejszego problemu.


Jak działa jej siła? Podamy przykład, który już się pojawiał w naszym serwisie, ale który jest znakomity. Pochodzi z kanadyjskiej serii dokumentalnej o spotkaniach z duchami i dokładnie opisuje sytuację, kiedy mężczyzna miał się spotkać ze swoją matką z poprzedniego wcielenia. Jak to zrobił? Jechał samochodem przez niekończące się przestrzenie Kanady i nagle poczuł potworny ból zęba. Szukając rozpaczliwe dentysty siła przeznaczenia postawiła go w miejscu, gdzie zakończył życie w poprzednim wcieleniu. Dla „Kreacji” nie ma żadnego problemu w dowolnym „wyreżyserowaniu” nawet najbardziej nieprawdopodobnej sytuacji, zbiegu okoliczności zahaczającego o „absurd” – wręcz niemożliwego… poniżej materiał z naszego archiwum.

Wiele osób pisze nam, że serwis FN „zmienił ich życie, bo coś tam zrozumieli i inaczej patrzą na świat”. A skoro tak, to ich świat się zmienił. Wniosek jest oczywisty – Fundacja Nautilus po prostu miała powstać, gdyż tak było zapisane w gwiezdnych szlakach wszechświata. Siła „Kreacji” tak poustawiała życie kilku ludzi, aby powołali oni do życia okręt Nautilus.


Ale ten przykład nie jest najlepszy – o wiele lepiej opisać prawo „Kreacji” i siłę przeznaczenia na bardzo drobnych, wręcz banalnych rzeczach. Spójrzcie na spotkania osób – bardzo często w naszym życiu spotykamy kogoś, kto zmienia nasze życie o 180 stopni. Tak, macie na myśli swoje „drugie połówki”, ale nam chodzi o spotkania drobniejsze.


Ktoś napotkany tylko raz w życiu mówi kilka słów, które wpływają na naszą decyzję. Drobną, małą, prawie niepozorną, ale to ona okazuje się zmianą kierunku podróży i wytyczeniem szlaku na przykład do odnalezienia naszego partnera. Przykładów działania tego cudownego „mechanizmu przypadku który nie jest przypadkiem” jest bardzo wiele w życiu każdego z nas – trzeba tylko nauczyć się je dostrzegać i poczuć subtelną moc „prawa Kreacji”, a kiedy już to człowiek dostrzeże, to wtedy nic nie będzie takie samo jak było.


Na koniec tych krótkich rozważań o sile przeznaczenia i spotkaniach z ludźmi, które nie było przypadkowe, ale które było dla nas „ważnym znakiem” przedstawimy historię z naszego archiwum, którą opowiedział aktor Arkadiusz Jakubik. Oczywiście pan Jakubik nie rozpatrywał tego w kategoriach działania mocy „Kreacji”, ale jego historia znakomicie właśnie ten nieprawdopodobny mechanizm opisuje.

 

Przeprosił i odszedł. Ja za nim. Nie wiem dlaczego. Poczułem, że nie mogę tego gościa zostawić samego. Arkadiusz Jakubik opowiada Aleksandrze Peździe o najważniejszym człowieku w swoim życiu.

To będzie historia jak z filmu. Kiedyś na jej podstawie napiszę scenariusz. Ale mnie przydarzyła się naprawdę, jakieś 20 lat temu.

 Była zima. Ja bez pracy. Kilka miesięcy temu nowy dyrektor Warszawskiej Operetki Bogusław Kaczyński wyrzucił mnie i moją żonę. Nie wypalił plan poprzedniego dyrektora Jana Szurmieja, który chciał zrobić tam teatr muzyczny i wziął nas na etat. Zresztą Szurmiej miał mocno pod górkę, bo wtedy panoszyła się strasznie antyżydowska nagonka, ciągłe telefony do teatru z pogróżkami, że żydokomuna, ktoś raz nawet ekskrementami narysował na drzwiach teatru Gwiazdę Dawida.

 Mieszkaliśmy wtedy z Agnieszką przy ulicy Koźlej przy Rynku Nowego Miasta. Mieszkanie maleńkie, 21 metrów kwadratowych, za to kredyt wielki. Wracałem któregoś wieczoru do domu moim zwyczajowym „szlakiem hańby” – miałem kilka miejsc, które lubiłem odwiedzać. No – barów, krótko mówiąc. Wracałem więc w dobrym humorze, ale o własnych siłach, żeby nie było wątpliwości. No, ale tamtej nocy, tak koło godziny trzeciej, zaczepił mnie starszy człowiek. Na oko przed sześćdziesiątką, niósł wypakowane czymś dwie duże reklamówki. Bardzo kulturalnie zwrócił się do mnie:

 – Przepraszam pana bardzo. Mam tutaj kilka książek w bardzo dobrej cenie, może pan kupi?

 Pokazuje mi jakiś album impresjonistów, jakiegoś Picassa, książkę o arrasach. Patrzę – facet dobrze wygląda, w kożuszku, no dziwne. Mówię:

 – Wie pan, ja nie mam pieniędzy, bo wydałem.

 Przeprosił i odszedł. Ja za nim. Nie wiem, dlaczego w sumie, coś mi po prostu nie pasowało. Poczułem, że nie mogę tego gościa zostawić samego. Widziałem, że wchodzi do sąsiedniej knajpy. Poszedłem tam. W środku nie było nikogo oprócz barmana i faceta z książkami, który oczywiście próbuje te książki sprzedać. Podsłuchuję więc ich rozmowę. Barman, taki 20-letni cwaniaczek, od razu przechodzi ze starszym gościem na „ty”.

 – A ile byś za te książeczki chciał?

 – Nie wiem. A jak pan uważa?

 Barman zaczyna wyciągać albumy z reklamówek.

 – No będzie ich tu jedna, dwie... cztery. mamy 11 książeczek. To chyba tak sześć „żywczyków” wystarczy?

 Widziałem, ile kosztowało faceta z książkami to upokorzenie. Kiwnął głową z rezygnacją. Barman włożył więc butelki do pustych reklamówek, ale na koniec dodał, że trzeba by oblać taką transakcję. Oblali piwem za książki. Było zimno jak cholera, a ten gościu wychylił piwo jednym haustem. I w długą. A ja za nim. Zatrzymuję go w jakiejś bramie:

 – Proszę pana, pogadajmy, przecież widzę, że coś złego się dzieje. Dlaczego pan te książki za bezcen sprzedaje?

 – Bo jestem alkoholikiem i nie trzymam w domu pieniędzy.

 

I zaczął opowiadać o swoim życiu, otworzył się. Zapamiętałem, że był wojskowym, najmłodszym pułkownikiem w PRL-u, miał chyba 33 lata, kiedy dostał ten awans. Ale teraz już na emeryturze, strasznie samotny, pokłócony z byłą żoną, syn nie chce go znać – tyle mu się złych rzeczy nazbierało, że teraz to już w sumie chciałby się tylko napić, a potem odkręcić gaz. Zacząłem go pocieszać, przekonywać, że to bez sensu. Trzymałem go w tej bramie i ze strachu, żeby naprawdę tego gazu nie odkręcił, próbowałem zaciągnąć do mojego mieszkania, bo było nieopodal. Ale się nie dał. Bąknął coś, że musi iść na stronę, po czym zniknął. Szukałem go, wołałem. Przepadł jak kamień w wodę.

 Mniej więcej po roku urodził się mój starszy syn Kuba. My dalej bez kasy. W naszej klitce, na tych 21 metrach, darł się niemowlak, ja usiłowałem pisać jakieś scenariusze w przedpokoju wielkości metr na dwa. Pamiętam, pisałem wtedy libretto „Jeźdźca burzy”, spektaklu o Jimie Morrisonie, do dziś grają to w Rampie. Paliłem tak, że siekierę w powietrzu można było tam powiesić, więc otwierałem lekko drzwi wejściowe, żeby dym miał ujście. Za to z kolei dostawałem bęcki od sąsiadów, że palę na klatce. Wtedy dotarło do nas, że jeśli nie znajdziemy większego mieszkania, to się nam zaraz to wszystko rozpadnie.

 Daliśmy ogłoszenie do gazety. To był czas, kiedy na rynku pojawiły się mieszkania komunalne z perspektywą wykupu. Zazwyczaj były do generalnego remontu, ludzie je chętnie zamieniali, na nowe – mniejsze, ale własnościowe. A my takie właśnie mieliśmy. Tyle że klitka. No więc daliśmy takie ogłoszenie i odezwał się do nas klient z mieszkaniem w Konstancinie. Pamiętam, jak jechaliśmy do tego Konstancina naszym daewoo tico w kolorze butelkowej zieleni, a po drodze zabraliśmy tego klienta. Kabaret normalnie, śmiechu co niemiara, on prawie dwa metry, do tego kapelusz i siedział w tym tico tak na bok przechylony, bo się nie mieścił.

W tym Konstancinie patrzymy: nowy blok, mieszkanie dwupoziomowe, trzy pokoje i 68 metrów! Szok. Do tego pokój na piętrze wysoki na kilka metrów, czyli jest potencjał na antresolę. Mówię:

 – No ale jak pan chce zamienić te mieszkania? Przecież nasze jest dużo mniejsze.

 A on, że jemu to pasuje, bo chce takie małe dla syna. I jeszcze nam tutaj schody wewnętrzne dorobi, bo na razie tylko drabinka. Jedziemy z powrotem. Znowu ta komedia z przechyloną głową pasażera w kapeluszu. Jedziemy i tak sobie gadamy – kim jesteśmy, co robimy, że aktorzy, że dziecko, normalne takie zapoznawcze rozmowy. Wtem gość mówi:

 – A ja jestem emerytowanym wojskowym, byłem najmłodszym pułkownikiem w PRL-u, miałem wtedy 33 lata...

 Zamurowało mnie. To był tamten facet z książkami! Nie wiem, dlaczego go nie poznałem. Wtedy była noc, teraz dzień, wtedy zima, teraz wiosna, inaczej ubrany, nie wiem. A przecież to był dokładnie ten facet, który mi nad ranem żenił książki za alkohol! No, ku. mać!

 Wszedł do naszej kawalerki, rozejrzał się pobieżnie i powiedział, że OK, że możemy podpisywać umowę, kiedy będziemy tylko gotowi. I wyszedł.

Opowiedziałem Agnieszce wszystko. Że moim zdaniem to oszust. Oszust jak nic. Przecież facet, który nocą sprzedaje książki za piwo, nie może mieć własnego mieszkania. Jakim cudem chce zamieniać je na trzy razy mniejsze bez dopłaty? Cholera jasna, myślałem, jak to człowiek musi uważać, w życiu nic nie ma za darmo i ciągle trzeba mieć oczy dookoła głowy, inaczej oszuści naciągną. Agnieszka była jednak spokojniejsza. Przekonała mnie, żebym chociaż sprawdził papiery. Nigdy nic nie wiadomo, a w tej klitce już nie wytrzymamy. Pojechałem z gościem znowu do Konstancina. Nic mu nie mówiłem, bo co miałem mówić, że go rozpoznałem i uważam za oszusta? Wpadam do księgowej w spółdzielni, do której należało mieszkanie:

 – Pani mi powie, czy ten lokal jest czysty, czy długi jakieś ma, hipoteki, współwłaścicieli?

 No ale tu niespodzianka – lokal czysty. Żadnej ściemy, księgowa do mnie:

Niech pan w to wchodzi w ciemno. Ten człowiek jest uczciwy.

 Wracamy znowu moim tico, gość przekrzywiony, z nosem w podsufitce i nagle mówi do mnie:

Pan oczywiście wie, że myśmy się już kiedyś spotkali?

 Zatkało mnie. Po długiej, trwającej wieki ciszy, odpowiadam:

 – No wiem.

 – To ja chciałem panu bardzo podziękować.

 Koniec rozmowy, już bez słowa dojechaliśmy do miasta.  Zamieniliśmy te mieszkania, w Konstancinie zostaliśmy jeszcze osiem lat, tam się urodził nasz drugi syn. A człowiek, który się z nami zamienił, przez wiele następnych lat był naszym bliskim znajomym, przychodził na premiery, spotykaliśmy się. Kiedyś opowiedział mi, że po naszym spotkaniu w bramie wszystko sobie poukładał, przestał pić, pogodził się z synem i byłą żoną, znalazł sobie kogoś.

 Najważniejszy człowiek w moim życiu. Od niego po raz pierwszy i może ostatni dostałem coś bezinteresownie. I to coś naprawdę ważnego, co przyniosło spokój i szczęście mojej rodzinie. Przypadek? Możliwe. Zbieg okoliczności? Na to wygląda. Ale jestem pewien, że wszystko, co robimy w życiu dobrego i złego innym ludziom, wraca spotęgowane do nas i to w najmniej oczekiwanym momencie. Nie jestem wierzący, wolę myśleć, że tym przypadkiem nie sterowała jakaś wyższa siła. A może jestem już raczej agnostykiem, bo ostatnio coraz częściej pytam siebie o to, co będzie dalej. Zupełnie jak bohater piosenki „Zmartwychwstaniemy” z płyty, którą nagrałem z moim zespołem Dr Misio.

Źródło: Duży Format, GW

 

Na koniec jeszcze ciekawostka z naszego „Projektu Messing”, w którym szukamy śladów po poprzednich wcieleniach przeróżnych ludzi, ale także… zwierząt (o tym powstaje właśnie duży tekst!).

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Friday, March 3, 2017 6:46 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Witold Szabłowski na fb 23.11.2016 r.

 

Szanowny Nautilusie!

Zapewne znają Państwo Witolda Szabłowskiego dziennikarza, reportażyste, Polecam lekture posta z jego fb z 23.11.2016 r. Pozdrawiam Was! Poniżej skopiowany post;

Witold Szablowski 23 listopada 2016 · Wołomin, Województwo mazowieckie ·

Coś panu opowiem.

Kilka lat temu założyłam sobie konto na facebooku, bez zdjęć, tylko z nazwiskiem. Uczę w podstawówce, tu, na południu Bejrutu, i nie chcę, żeby uczniowie komentowali moje posty.

Kilka godzin później dostałam zaproszenie od jakiegoś mężczyzny z Indii. Starszy pan, wygląda na nobliwego. Imię - Shiva. Myślę sobie: zaakceptuję. Co mi szkodzi. Jak będzie pisał głupoty, to go wyrzucę i tyle.

Zaczęliśmy pisać. Mieszka w New Delhi. Lat prawie 80. Całe życie był inżynierem. Mówi, że zaprosił mnie do znajomych bo miał takie przeczucie. Że powinien.

Po kilku tygodniach poprosił, czy mogę mu wysłać swoje zdjęcie. Wysłałam - i nagle cisza. Dzień, drugi trzeci - nic. Myślę sobie: uraziłam go czymś? Ale czym!?

Wreszcie pisze: przepraszam, że się nie odzywałem, ale wyglądasz dokładnie jak moja zmarła siostra Sarut. Masz czterdzieści dwa lata a ona zmarła 42 lata temu. To dla mnie wielki szok. Już wiem, dlaczego miałem intuicję, żeby cię zaprosić.

Dlaczego?

Wierzę, że jesteś reinkarnacją Sarut. To niesamowite, że cię znaleźliśmy. Chcę, żebyś przyjechała poznać moją rodzinę.

I dalej: że kupią mi bilet. Że będą gościć. I że on jest już bardzo stary i bardzo mu na tym zależy.

Myślę sobie: pewnie chcą mnie na coś naciągnąć. Tyle się słyszy, że ktoś z tobą pisze w internecie, a potem każe wysyłać pieniądze. Albo jak pojadę do Indii, to tam mnie okradną.

Ale z drugiej strony - nie miałam w życiu zbyt dużo przygód. Znam angielski, jakbym poczuła, że jestem w niebezpieczeństwie, pójdę do policjanta.

Przysłali bilet. Poleciałam.

Rodzina Shivy czekała na mnie na lotnisku. Ponad czterdzieści osób. Jego synowie podeszli, przyklękli, pocałowali mnie w stopy i mówili: witaj, ciociu. Myślę sobie: niezły początek. Gościli mnie przez dwa tygodnie. Codziennie przychodzili jacyś nowi członkowie rodziny, żeby mnie poznać. Nikt nie użył ani razu mojego prawdziwego, libańskiego imienia, Magde. Wszyscy mówili: Sarut.

Potem wróciłam do Libanu, a Shiva od tej pory pisze do mnie codziennie. Że tęskni. Że cieszy się, że się odnaleźliśmy przed śmiercią.

Co o tym myślę? Rzeczywiście, zobaczyłam zdjęcia Sarut i jestem do niej podobna. Rzeczywiście to niezwykłe. Nie wierzę w reinkarnację, ale gdzieś, w środku, zaczęłam myśleć o Shivie i jego dzieciach jak o swojej rodzinie. Czasem budzę się w nocy i nie mogę zasnąć, bo boję się, że on umrze zanim zdążymy znów się zobaczyć.

Jedno tylko mnie dziwi. Nie chcą mi tylko powiedzieć, jak zmarłam. To znaczy jak zmarła Sarut. To musi być trudny temat, bo Shiva, jak go o to pytam, mówi: sama wiesz lepiej. I potem przez kilka dni jest jakby obrażony.








Komentarze: 16
Wyświetleń: 11760x | Ocen: 16

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Pon, 27 lis 2017 10:35   
Autor: FN, źródło: FN   


Komentarze (16)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.
1 2

Nie, 10 gru 2017 13:27 | brak oceny

jogi2 | Załogant

z tą strefa życia to nie ma co przesadzać

GDYBY GDYBY ....
Gdyby było inaczej to nie dyskutowalibyśmy o tym ,,,,a jeżeli dyskutujemy to tak się stało ..
Przy tej ilości Galaktyk ,a w nich gwiazd i planet nadal zostaje tak duże pole do popisu dla rachunku prawdopodobieństwa ,że można spać spokojnie

Sob, 9 gru 2017 17:02 | brak oceny

janek | Gość

Jak najbardziej może to być przypadek.Sfera życia w naszym układzie planetarnym obejmuje oprócz Ziemi także Marsa i Wenus,tak że teza sformułowana w artykule to gruba przesada.

Czw, 7 gru 2017 19:37 | brak oceny

AO | Gość

Przeznaczenie to właśnie dopadło nas wszystkich: ludzi, "kosmitów", Wszechświat, Nieskończoność itd. Jest takie coś, co "naprawia" Wszechświat. Potrzebuje do tego informacji lokalnych i spoza strefy lokalnej w bardzo szerokim rozumieniu tych słów. To coś właśnie dotarło do informacji, że gdzieś kiedyś ktoś "ustawił" lokalne ziemskie kanały energii na pełną moc maksymalną i skierował je poza Ziemię. W skrócie mówiąc, ktoś pobiera z Ziemi prawie całą moc. Problem w tym, że ten ktoś tak te kanały ustawił, że nie można tego wyłączyć tak po prostu, bo można zniszczyć lub uszkodzić wiele cywilizacji. Trzeba ręcznie sprawdzić całą sieć energetyczną, do której dociera energia z Ziemi. Drugi problem jest taki, że Ziemia z tego powodu nie ma rezerw energetycznych. Bilans rozpływu mocy jest bardzo blisko zera. Czeka nas dużo pracy przez wiele tysięcy lat lub dłużej. Możliwe, że trzeba będzie przyspieszyć rozwój technologiczny, żeby można było zbudować potrzebny sprzęt.

Nie, 3 gru 2017 20:16 | ocena: + 2

Jana | Gość

Zgadzam się z autorem artykułu. Dodam jeszcze, że nasze życie tu i teraz, jest lekcją nauki do końca życia w tym wcieleniu. Całe życie to kreacja. Od momentu uświadomienia sobie jak to działa, życie staje się lepsze. Możemy nim świadomie sterować. Nie jestem taka mądra, bo sobie to wyczytałam. Mam już za sobą kilkadziesiąt lat kreacji. Nie obyło się bez błędów. Prawie zawsze dostawałam to o co prosiłam. Błędy wynikały z niewiedzy jak precyzować ? Dostawałam więc dodatkowe" gratisy" które w dużym stopniu utrudniały życie.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Pon, 4 gru 2017 15:24 | brak oceny

barbarian7 | Załogant

@Jana, jak to zrobić w praktyce?

Rozwiń odpowiedzi (1)

Wt, 5 gru 2017 15:34 | ocena: + 3

Jana | Gość

@barbarian7, wiara w to co się robi, to podstawa. Przy czym nie wystarczy myśleć, że chcę mieć piękny dom i kasę. Myśl, słowo, czyn z wiarą, że tak już się dzieje. Dam przykład. Mieliśmy z mężem stary dom. Dziadek zmarł i mężowi bardzo zależało na sprzedaży. Niby dawał ogłoszenia ale nic się szczególnego nie działo, Ludzie przychodzili, ogladali i na tym się kończyło. Trwało to dwa lata. Mnie osobiście nie zależało wtedy na sprzedaży. Czas płynął. Kiedyś mąż przyszedł i mówi, że koszty utrzymania rosną. Musimy coś zrobić, może oddać do biura nieruchomości. Wtedy chyba do mnie dotarło, że nie będę już czekać. Zwróciłam się do Źródła. Zaczęłam wyobrażać sobie sprzedaż i co kupię z tych pięndzy. Z mężem rozmawialiśmy o tym, tak jakby sprzedaż już za chwilę miała się dokonać. Tutaj taka mała śmiesznostka. Mąż marzył o samochodzie, a do mnie mówi, że kupi mi kompresor do aerografu. Zaczęłam się śmiać. Mówię a po co mi on? Przecież mam kompresor. Jest prawie nowy ;))) W ciagu miesiąca znalazł się kupiec. Dom sprzedaliśmy, a w krótkim czasie po, zepsuł się mój kompresor. Nie dał się naprawić i trzeba było kupić nowy. Takich sytuacji w moim zyciu było wiele. Dzisiaj wiem, że każde słowo, każdy czyn nie jest bez znaczenia. Unikam złych ludzi i złych energii i staram się sama ich nie tworzyć. Cóż nie jest to łatwe. Na tym właśnie polega nauka samorozwoju.

Czw, 30 lis 2017 12:20 | ocena: -3

m__b | Gość

Ehh, panu Bernatowiczowi mylą się już te wszystkie bajki. "Kreacja" to wymysł Billy'ego Meiera, skompromitowanego oszusta.

Śr, 29 lis 2017 20:28 | ocena: + 9

Nimahuya | Załogant

Wszystko fajnie gdyby nie ten bubel na poczatku tj. "Ziemia będzie o 1 procent bliżej Słońca? Wyparują oceany. O 1 procent dalej? Będzie zbyt zimno."

Otóż, wahania odlegości Ziemia-Słonce z uwagi na eliptyczność orbity Ziemi to +-1,67%, czyli w punkcie najdalszym Ziemia znajduje się o 3,3% dalej niż w najbliższym. Oceany nie parują, nie zamieniamy się też w kulkę śniegu. To skoro zmiany odległości o 3,3% nie mają znaczenia to dlaczego zmiana o 1% miałaby cokolwiek zmienić?

Wt, 28 lis 2017 20:03 | ocena: + 2

stevan | Gość

Dzięki George za poradę! Nareszcie zlikwidowałem tego uprzykrzonego szerszenia, przeszkadzającego czytać. Chcieli ulepszyć, a wyszło odwrotnie. ;-) Wystarczyłaby mała tabelka z boku ze spisem, lub baner do linków.
Mam pytanie do wszystkich. U góry jest piękna animacja galaktyki. Zawsze intrygowało mnie, co to tak świeci w środku galaktyki. Takie olbrzymie słońce? Przecież spaliłoby całą galaktykę.

Wt, 28 lis 2017 17:01 | ocena: + 3

Kooler | Gość

Od teorii jest lepsza praktyka a dokladniej osobiste doswiadczanie prawd Wszechswiata. Pod linkiem jest darmowa ksiazka Thanissaro Bhikku o medytacji uwaznosci oddech. Na koncu ksiazki autor porusza glebokie stany medytacyjne. Wiecej o jhāna na sasana.pl.
http://sasana.wikidot.com/local--files/download/TB-Z%20każdym%20oddechem-pdf.pdf

Wt, 28 lis 2017 10:20 | ocena: + 3

Rimobul | Załogant

... a tak na marginesie każdy z nas ma przypadek w swoim życiu (synchroniczny jak w/w Jung napisałem), który wymyka się spod logicznego rozumowania. Ja takich miałem sporo np. taki banalny jak pojechałem będąc na studiach jeszcze do mojej nie żyjącej już Babci, która miała imieniny. Był 15 maja (Zofii - Jej imieniny) i jak to student nie miałem auta tylko pojechałem autobusem. Wszedłem do kwiaciarni po jakiś bukiecik a tam stoi jakaś kobieta i wydziwia, wybiera zastanawia się... więc ja konkretnie i bez zastanowienia proszę sprzedawczynie te róże proszę. Kobieta mi sprzedaje, płacę. I...ta wybrzydzająca kobieta to moja ciocia, siostrzenica Babci. Hmm... mieszkam w Szczecinie, pojechałem autobusem 75 z Zawadzkiego na Krzywoustego około 14tej bo tak mi akurat "fantazja" podpowiedziała... prawdopodobieństwo spotkania ciotki po kwiaty na imieniny mojej Babci w tym momencie i tym samym miejscu to prawdopodobieństwo jak... no co najmniej 1 do 400.000 tj. tyle ile mieszkańców ma mniej więcej Szczecin. Banalna historia ale jakże obrazowa...

Wt, 28 lis 2017 10:14 | ocena: + 8

Rimobul | Załogant

Karol Gustaw Jung nazywa to wszystko co jest opisane powyżej SYNCHRONICZNOŚĆ... nic ponad... albo aż tyle. Niemniej super ciekawy artykuł... jak zwykle zresztą. Pozdrawiam Załogę Naszego Okrętu:)

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

STRONA
1 2
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Ekipa FN ponownie na pokładzie okrętu Nautilus!

UFO24

więcej na: emilcin.com

Sob, 14 gru 2019 23:04 | Dnia 12.12.2019 (dzisiaj) W Starachowicach został zauważony obiekt przypominający swoim kształtem ufo .Obiekt poruszał się wolno w  dół. Na początku była widoczna tylko biała kula po czym zauważalne było na jej szczycie coś czarnego  . Wykonane zostały tylko 3 zdjęcia bo obiekt nagle zniknął za chmurami . Zdjęcie zostało wykonane w zbliżeniu X8 (telefonem xiaomi redmi note 7 potem jeszcze raz zbliżone )  Co ciekawe dnia 18.08.2019 W Starachowicach kilometr od lotniska został...

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Brak zainteresowanych Załogantów.

Dziennik Pokładowy

Środa, 2 października 2019 |  Jeden z moich znajomych powiedział, że czytając serwis Fundacji Nautilus wiele lat temu doznał czegoś, co nazwał ‘przebudzeniem’. To był jeden tekst, który zmienił całe jego życie, gdyż przed tym tekstem nie brał pod uwagę, że istnieje reinkarnacja, a po jego lekturze już był pewien, że wędrówka dusz jest prawdą.  Podobnie było z naszą drogą do filozofii Zen.

czytaj dalej

FILM FN

Symulacja zderzenia Ziemi z asteroidą

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.