Dziś jest:
Piątek, 13 marca 2026
Nie mogłem się nadziwić, jak doskonały był metal, z którego zrobiony był ten pojazd. Przypominał najlepsze lustro, był po prostu idealny. Żaden warsztat na Ziemi nigdy nie osiągnie takiego efektu.
Frank Lepperd, świadek obserwacji UFO w USA
Komentarze: 0
Wyświetleń: 180x | Ocen: 5
Oceń: 



2/5
Średnia ocena: 



5/5
OTO ABSOLUTNY DOWÓD NA UFO, A NAWET WIĘCEJ - NA ODWIEDZANIE ZIEMI PRZEZ OBCYCH!
Henryk Bronowicki to polski pilot doświadczalny, który 13 lipca 1984 roku samolotem Iskra TS-11 ruszył w pościg za UFO. To była metalowa kula o średnicy (minimum) 25 metrów, którą kierowały inteligentne istoty, które na pewno nie były ludźmi. Dowód na UFO? To coś więcej - to dowód na to, że w naszej przestrzeni powietrznej poruszają się obiekty, które są spoza Ziemi.

12 marca 2026 doszło do historycznego dla Fundacji Nautilus spotkania. W 25 rocznicę powstania FN spotkaliśmy się z jednym z najważniejszych ludzi w Polsce, którego relacja jest dowodem na UFO, choć jest to nawet za mało powiedziane.
Precyzyjny, lotniczo-inżynierski opis pościgu za gigantyczną metalową kulą (miała minimum 25 metrów średnicy) jest dowodem, że nad naszymi głowami poruszają się nie żadne "Niezidentyfikowane Obiekty Latające" (czyli w domyśle nie wiadomo co), ale pojazdy UFO wykonane przez obce istoty spoza Ziemi, które dysponują technologią, która dla ziemskich producentów dronów i samolotów jest tylko w sferze fantazji i wizji S-F.
Pan Henryk Bronowicki w sposób niezwykle szczegółowy opisał cały incydent. To nie jest relacja, jakich setki na zasadzie "i zobaczyłem z sąsiadem coś dziwnego na niebie". To super profesjonalny, precyzyjny opis zachowania się pojazdu latającego o wielkości dużego bloku mieszkalnego, którego możliwości i technologia po prostu ośmieszyły naszą rodzimą TS-11 Iskrę.

- My lecieliśmy samolotem z dobrą aerodynamiką i dla nas 650 km/h nie było problemem. Ale jak ta gigantyczna, metalowa kula pokonała barierę oporu powietrza? UFO leciało tak, jakby leciało w próżni! Do dziś nie mogę zrozumieć, jak to było możliwe? Mówię to nie tylko jako pilot, ale także jako inżynier konstruktor lotniczy. Jestem przekonany, tym obiektem kierowały inteligentne istoty - mówił nam Henryk Bronowicki.
Dlaczego jest to dowód na odwiedzanie Ziemi przez istoty z innych planet?
Klucz tkwi w fizyce lotu. Kształt idealnej kuli jest jednym z najgorszych możliwych kształtów aerodynamicznych, jeśli chodzi o poruszanie się w atmosferze z dużą prędkością. Wszystkie samoloty, rakiety i drony na Ziemi mają wydłużone, opływowe kształty właśnie dlatego, aby zmniejszyć opór powietrza. Każdy inżynier lotniczy wie, że przy prędkościach rzędu kilkuset kilometrów na godzinę kula o średnicy kilkudziesięciu metrów powinna zachowywać się jak gigantyczny hamulec aerodynamiczny. Opór powietrza byłby tak potężny, że do jej rozpędzenia potrzebne byłyby niewyobrażalne ilości energii.
A jednak według relacji Bronowickiego obiekt zachowywał się tak, jakby prawa aerodynamiki w ogóle go nie dotyczyły.

Najpierw wisiał nieruchomo w powietrzu, mimo że wiał wiatr. Już to samo jest niezwykłe – zwykły balon meteorologiczny zostałby natychmiast zniesiony przez prąd powietrza. Tymczasem metaliczna kula potrafiła pozostawać w jednym miejscu jak zawieszona w przestrzeni.
Potem UFO zaczęło się przemieszczać.
I właśnie w tym momencie wydarzyło się coś, co dla pilota doświadczalnego było absolutnie niewytłumaczalne.
Samolot TS-11 Iskra, którym leciał Bronowicki, to maszyna o bardzo dobrej aerodynamice. Zaprojektowana tak, aby przy dużych prędkościach opór powietrza był jak najmniejszy. A jednak nawet ona potrzebuje ogromnej mocy silnika, aby utrzymywać prędkość kilkuset kilometrów na godzinę.
/poniżej film, który wczoraj nagraliśmy w Mielcu - tak wygląda TS-11 Iskra/

Natomiast metalowa kula – obiekt o kształcie absolutnie nieprzystosowanym do lotu – przyspieszała tak, jakby nie istniał dla niej opór powietrza.
To właśnie ten moment sprawił, że Bronowicki, jako pilot i konstruktor lotniczy, przestał traktować obiekt jako coś, co mogło być wytworem ziemskiej technologii.
Kula najpierw utrzymywała stałą wysokość, potem zaczęła oddalać się z ogromną prędkością. Samolot próbował ją dogonić, lecz mimo znacznej prędkości nie był w stanie zmniejszyć dystansu. Obiekt zachowywał się tak, jakby poruszał się w próżni – bez żadnego oporu, bez turbulencji, bez śladu napędu.
Nie było żadnego dymu, żadnych spalin, żadnego dźwięku.
Nic.
Tylko idealnie gładka, metaliczna kula odbijająca światło słońca.

Dla pilota doświadczalnego jest to szczególnie ważny szczegół. Każdy silnik odrzutowy, rakietowy czy nawet elektryczny pozostawia charakterystyczne ślady działania – zmiany ciśnienia, hałas, turbulencje powietrza. W przypadku tego obiektu nie było absolutnie niczego, co wskazywałoby na znany nam rodzaj napędu.

A to prowadzi do jednego wniosku.
Jeśli obiekt o tak fatalnej aerodynamice może przyspieszać i poruszać się w atmosferze tak, jakby opór powietrza w ogóle nie istniał, oznacza to, że korzysta z technologii, której nie znamy.
Technologii, która najprawdopodobniej nie polega na klasycznym napędzie odrzutowym ani rakietowym.
Wielu fizyków spekuluje, że takie obiekty mogłyby wykorzystywać manipulację polem grawitacyjnym lub wytwarzanie wokół siebie swoistej „bańki”, w której powietrze jest odsuwane lub neutralizowane. Gdyby tak było, obiekt faktycznie mógłby poruszać się w atmosferze tak, jakby znajdował się w próżni.
Dla współczesnej technologii ziemskiej to wciąż science fiction.
Ale dokładnie tak zachowywał się obiekt obserwowany przez Henryka Bronowickiego.
Dlatego ta historia jest tak niezwykła. Nie opowiada jej przypadkowy świadek patrzący w niebo z podwórka. Opowiada ją pilot doświadczalny i inżynier lotniczy, człowiek, który całe życie zajmował się aerodynamiką, konstrukcją samolotów i fizyką lotu.
Ktoś taki bardzo dobrze wie, co może latać w ziemskiej atmosferze.
I właśnie dlatego jego słowa mają tak ogromną wagę.
Bo kiedy człowiek z takim doświadczeniem mówi, że to, co widział, nie mogło być wytworem ziemskiej technologii – warto go uważnie posłuchać i nawet nie ma sensu z nim polemizować.
Historia z 13 lipca 1984 roku nad Mielcem pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych i najlepiej udokumentowanych polskich przypadków spotkania z UFO. I jest także jednym z tych zdarzeń, które pokazują, że w naszej przestrzeni powietrznej pojawiają się obiekty stworzone przez cywilizacje znacznie bardziej zaawansowane technologicznie niż nasza, czyli technologia opanowana przez ludzi na Ziemi.

Oczywiście można negować wszystko i bawić się w zabawę "to żaden dowód". I dywagować, że:
- najlepsi polscy piloci lecący za tym obiektem w odleglości 100 metrów (!) gonili zwykły balon, taki zwykly balon meteo...
- najlepsi polscy piloci "sobie wymyślili historyjkę" podobnie jak pracownicy lotniska obserwujący ten gigantyczny obiekt i postronni świadkowie (mamy artykuły z gazet, w których opisywano tę obserwację)
- można kpić, że był to pewnie "chiński dron, koreański, sowiecki itp. - ot po prostu, kula 25 metrów średnicy z metalu lecąca 650 km/h? Jaki problem dla inżynierów pracujących dla wywiadów w 1984 roku!
I tak dalej, i tak dalej... ale dla nas to dowód na to, że obiekt dysponował technologią niedostępną na Ziemi. Kurtyna mili czytelnicy serwisu FN... kurtyna! :- )

Poniżej fragmenty artykułu z codziennej gazety wojewódzkiej „Nowiny” nr 178 autorstwa redaktora Anatola Wołoszyna:
„Tajemniczy i dziwnie się zachowujący obiekt, który pojawił się na niebie w piątek 13 lipca br. w godzinach popołudniowych, wywołał duże wrażenie wśród mieszkańców naszego regionu. Przez dłuższy czas obserwowało go tysiące ludzi, zastanawiając się, co to też może być. Widoczny był wyraźnie na czystym, bezchmurnym niebie mniej więcej od godziny 16.30 do późnych godzin popołudniowych. Obiekt pojawił się nad Rzeszowem nagle i przez dłuższy czas jakby zawisł nieruchomo nad miastem. Później zaczął się powoli przemieszczać w stronę Mielca. Jego ruchowi nie towarzyszyły żadne odgłosy. Przesuwał się jakby płynąc po niebie. Kształtem przypominał sporej wielkości balon, co do wyglądu i rozmiarów panują rozbieżne opinie.”
A oto kilka wypowiedzi naocznych świadków:
Stanisław R. – mieszkaniec Baranówki:
„W pierwszej chwili pomyślałem, że to jakiś zwyczajny balon. Kiedy jednak zacząłem mu się przyglądać uważniej, zastanowił mnie fakt, że obłoki płynęły po niebie, a on wisiał nieruchomo w jednym miejscu, jak przyczepiony. I tak jakoś dziwnie błyszczał w słońcu.”
Janusz B. – Nowe Miasto:
„Obiekt był bardzo wyraźnie widoczny i stąd wnioskowałem, że musi znajdować się niezbyt wysoko. Mógł mieć dwa, trzy metry średnicy. Doskonale odbijał promienie słoneczne, jakby był wypolerowany lub powleczony srebrem. Nie wzbudzał we mnie większych emocji. Jestem przekonany, że był to zwykły balon meteorologiczny.”
Tajemniczy balon został także zauważony przez służby naziemne lotniska. Kontroler lotów na rzeszowskim lotnisku w Jasionce, Janusz Szpont, przekazał informację o obiekcie pilotom i służbom technicznym.
Pogoda była idealna. Pełniący wówczas służbę kierownik lotów Kazimierz Lubera podał dane, jakie wskazywały przyrządy pomiarowe: zachmurzenie 6/8 cumulus, podstawa chmur 1800 m, widzialność 20 km, wiatr 70°, prędkość wiatru 5 m/s, ciśnienie 747,8 mm Hg.
Komentarze: 0
Wyświetleń: 180x | Ocen: 5
Oceń: 



2/5
Średnia ocena: 



5/5
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Artykułem interesują się
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Prawdziwe nagranie czy AI? UFO 2026 |
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie