Dziś jest:
Niedziela, 25 lutego 2024

W sztuce chodzi o sugestię, a nie o gotowe odpowiedzi. Większość ludzi kiedy znajdzie odpowiedź, przestaje dalej szukać.
W przypadku wielkiej sztuki, poszukiwania nigdy nie mają końca...
[J. Bryant Wilder, Historia sztuki dla bystrzaków, wyd. Helion, Gliwice 2022, s. 200]

Komentarze: 0
Wyświetleń: 37896x | Ocen: 4

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Sob, 2 luty 2013 20:01   
Autor: FN, źródło: FN   

Zjawisko jest powszechnie traktowane jako 'ludowy zabobon', lecz czy… nie kryje się za tym coś więcej?

Do tego niezwykłego zdarzenia doszło w sumie niedawno, bo 24 listopada 2012 roku. Jeden z naszych czytelników odwiedził gospodarstwo swoich teściów, które znajduje się w małej wsi pod Białymstokiem.  Razem ze swoją żoną i synem postanowił spędzić tam noc z soboty na niedzielę. Około dwunastej w nocy wszystkich mieszkańców domu zbudziło przeraźliwe wycie psów. Zaniepokojony tym dziwnym zachowaniem zwierząt gospodarz domu postanowił  sprawdzić, czy nie stało się coś złego. Dołączył do niego nasz czytelnik. Oto fragment jego relacji:

[…] Psy były przerażone. Mój teść twierdził, że jeszcze nigdy nie widział, aby tak się zachowywały. Ale to było jeszcze nic, bo prawdziwa niespodzianka czekała na nas, kiedy weszliśmy do stajni. Nie wiem, jak to mam napisać, aby Państwo nie pomyśleli, że nie zwariowałem lub coś fantazjuję.  Mam już swoje lata i gwarantuję, że nie ośmieliłbym się zawracać głowę poważnym ludziom jakimiś wymyślonymi bzdurami. Przed naszymi oczami był widok, którego nie zapomnę do końca życia. Miałem ze sobą zapaloną latarkę i od razu zobaczyłem, że coś jest nie tak z koniem.

To była czteroletnia, młoda klacz, zawsze bardzo łagodna i spokojna, która była używana tylko jako atrakcja w agroturystyce w gospodarstwie ojca. Klacz moich teściów dosłownie cała parowała, była spocona i ze świstem wydmuchiwała powietrze. Widać było, że coś złego stało się w tej stajni. Zwierzę było przerażone, ale to chyba też nie jest najlepsze słowo. Koń wyglądał tak, jakby przed chwilą ktoś się nad mim pastwił, jakby go ktoś męczył, prawie jakby ktoś go zamordował prawie na śmierć. Ale najciekawsze zostawiłem na koniec. Chodzi o to, co ten ktoś zrobił z jej grzywą. Kiedy to zobaczyłem, przecierałem oczy ze zdziwienia! Wszystkie pasma włosia były splecione w setki warkoczyków, podobnie jak ogon.

Jestem pewien, że tego człowiek by nie zrobił. Ja wiem, że Państwo powiecie „ktoś zrobił żart” albo że „po prostu koń ocierając się o ściany coś takiego sobie sam zrobił”, ale to nie tak. Te warkoczyki były tak niesamowicie splecione, że ja nawet potem nie byłem w stanie zrobić jednego, a co dopiero mówić o takiej ilości. Teść od razu powiedział, że tego nie zrobił człowiek, ale jakiś duch. Nie jestem człowiekiem specjalnie religijnym, w duchy raczej nie wierzę, choć czytam od kilku lat wasz portal. Jednak przyznam, że widok tych warkoczyków z końskiej grzywy i ogona był nie do opisania. Ktoś czytając moje słowa powie, że wszystko zmyśliłem, ale ja to widziałem na własne oczy. Nie ma takiej opcji, aby ktoś z rodziny teścia coś takiego zrobił. Poza tym musiałby to zrobić w całkowitej ciemności, bo prąd był w stajni wyłączony. Nie jestem w stanie nawet próbować tego wyjaśnić, bo po prostu zgłupiałem. Kiedyś widziałem UFO i napisałem wam o tym, wierzę, że coś takiego może być. Jednak ta historia z klaczą teścia jest czymś, z czym w żaden sposób nie potrafię sobie poradzić. Czy spotkaliście się z czymś takim kiedyś? Co to mogło być do jasnej ch…? I jeszcze jedna ważna sprawa, ta klacz po kilku godzinach zdechła. Wcześniej nie miała żadnych objawów jakiejkolwiek choroby. Nawet teraz jak o tym pisze, to dosłownie czuję zimny pot na plecach. Proszę o dyskrecję i zachowanie zarówno moich danych, jak i nazwy miejscowości dla siebie. Wybaczcie to, ale boję się ośmieszenia. Jeśli chcecie, to mogę dostać potwierdzenie mojego teścia w tej sprawie, a także mojej żony i córki. Wszyscy widzieliśmy te warkoczyki i nie zapomnimy tego widoku do końca życia. Jakby ktoś by mi to opowiedział, to bym go wyśmiał i radził, żeby przestał fantazjować. Ale nic na to nie poradzę.
Dziękuję za przeczytanie mojego listu […]

 

 

Aż trudno uwierzyć, że po tylu latach powróciła ta zagadkowa sprawa. O zaplataniu końskich grzyw w setki warkoczyków pisaliśmy w naszym serwisie w roku 2001, kiedy to podobny przypadek pojawił się w jednej z mazowieckich wsi.

Wtedy także kilkuletni ogier został nad razem znaleziony przez swoich właścicieli na krawędzi życia i śmierci, a jego grzywa była spleciona w setki warkoczyków. Według relacji świadków były to właśnie warkoczyki, a nie żadne „kołtuny” wynikające z zaniedbania higieny zwierzęcia.

Oczywiście całą sprawę można sprowadzić do żartu, ale… faktem jest, że polskie wierzenia ludowe zawierają wyraźnie informacje o tajemniczych niewidzialnych istotach, które potrafią robić „warkocze z końskich grzyw”. Po lektorze e-maila od naszego czytelnika  sięgnęliśmy do opracowania  p. Piotra Lasoty dotyczącego demonów. Wykonał on potężną pracę, zbierał relacje mieszkańców polskich wsi dotyczące demonów.

 

Oto fragment, który dotyczy czegoś, co jest nazywane „zmorą zwierzęcą”:

Zmory zwierzęce

Zmory męczące zwierzęta, jako cel swoich nocnych ataków szczególnie upodobały sobie konie. Powszechnym zwyczajem zmory a zarazem pozostawianym przez nią śladem były warkocze zaplecione  na grzywach i ogonach końskich.

Zmory plotły warkocze

Zmory to tam mówiły, że siedem zawsze jak córek było to jedna była zmora, słuchaj,  koniom na grzywie plotła te warkocze. No to to było tak. I u mojego taty tak było, że miał na grzywie warkocze zaplecione. A czy ta zmora rzeczywiście była czy nie to tego nie wiem.
[Czesława Mitrus, Kozłówka, 2011]

To to, to już doświadczone było, to [stryjek] kilka razy mi opowiadał to, kilka.  […] bat stał przy o, przy tej stajni, taki bat, co jechał  to brał, bo żeby nie zbrykała się, to trzeba było trochę podcinać bacikiem.  To tak warkocze naplotła w grzywie, że i bat ten wpletła i to leżało, proszę pana, to już ja to widziałam na swoje własne oczy . To ten bicysko to le, był to rzemyk wpleciony w grzywę, a to na gnoju leżało.
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

Ja się zetknąłem z tym, że koń tłuk się, znaczy przewracał się po stajni, no to konie się tak tłuką czasem, ale koń miał później warkoczyk taki, zawiązany na grzywie. I to mówili, że ta choroba co jego nachodzi to właśnie ten warkoczyk się wyw, wywyje i później już przejdzie ta choroba. [...] No bo niektórzy to zmora nazywają.
[Czesław Maj, Motycz, 2011]

Zmory oprócz plecenia warkoczy na końskich grzywach i ogonach, mogły również okropnie męczyć zwierze ujeżdżając je:

Zmora ujeżdżała konie

I tak nieraz tego konia zjeździła, zjeździła, że aż był no, zgrzany rano, tak dokuczała. A mój stryjek w Abramowie też, był to bezdzietny bogacz, ogry miał takie do klacz puszczał, to miał tak samo, mówi, że ujeździła mu ta zmora te, te konie w nocy i zasuszała, bo tak jeździła [...]
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2011]

Jak koń miał grzywe splecioną, taku jakby kołtun się zadał, ogon grzywa, to mówili, ze zmora na nim jeździ. […] Nie wiem, mówiły, że jeździło, zmora na kuniu jeździła, cały kuń zgrzany, grzywa spleciona wszystko, jak mówiu, no tłumaczą. [...] No ja nie wiem skąd się te zmory brały, to nie wiem, tylko mówiły: „O zmora na kuniu jeździ, bo zgrzany, grzywa spleciono, kuń mokry, cału noc na nim jeździła.” Ale skund ona się miała wziąć, jak ona wyglądała to nie wiem.
[Kazimierz Błaszczak, Zabłocie, 2011]

[…] Cały czas mówiono, że te zmory najbardziej dokuczały koniom właśnie, że na tych koniach jeździły, męczyły, że na przykład rano, jak poszedł gospodarz, to koń był taki zmęczony, aby mu piana z pyska leciała, że koń miał warkoczów naplecionych, ale że też nieraz tam że słychać było tam gdzieś na strychu, czy coś tam ktoś tam widział jakieś zmory […]
[Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009]

Kiedy zmora dosiądzie konia, wtedy na jego bokach pozostają znaki, które powstają podczas jej wspinaczki na grzbiet koński. Jednym ze sposobów zabezpieczenia zwierząt przed atakiem zmory, było wieszanie w stajni martwej sroki. Funkcje ochronne spełniały również rogi baranie lub zabita sowa, zawieszona na zewnętrznej ścianie stajni.
Martwy ptak odstraszał zmorę
No to zmora, takie te warkocze pletła, to niektórzy mieli, ot ja pamiętam nawet, to u nas nie było, nad tym, nad stajnią była rozpostarte i w ten sposób miały skrzydła i przybite były te takie ptak, to chyba czy to jastrząb, jak na polu gdzie jaki zdechły znaleźli, czy to sowa, jak złapali, tak żeby tam ta zmora nie mogła do tej wchodzić, do tej stajni. [...] odstraszał te zmore chyba żeby tam ta zmora tak nie wchodziła.
[Henryk Pacek, Zabłocie, 2011]

 

 

 

 

I jeszcze fragment z książki Leonarda J. Pełki „Polska demonologia ludowa”, która jest w naszej pokładowej bibliotece.

Końska zmora

Według starych legend i opowiadań chłopów w czasie zimy do stajni zaglądają złe duchy. W latach 50 kiedy konie były niezastąpione na roli trudno było znaleźć taką wioskę, gdzie nie spotkało się końskiej zmory. Teraz, gdy konie zastąpione są maszynami i mało kto jest ich  posiadaczem legenda końskiej zmory odeszła w prawie całkowite zapomnienie. Końska zmora atakowała zwierzęta nocą, gdy ich właściciel spał. Robiła to na różne sposoby, np; ujeżdżała, podszczypywała, dusiły, biła po szyi, plotła drobne, misterne warkoczyki na grzywie i ogonie, wodziła końmi tak, aby nie mogły trafić do zagrody czasami nawet doprowadzała do śmierci szkap poprzez ich zamęczenie. Nad ranem, gdy gospodarz chodził doglądnąć swoich koni zastawał je całkowicie spłoszone, całe zlane potem jakby ktoś oblał je kubłem wody. Niektórzy chłopi opowiadali także, że ich kobyły były tak wystraszone, że pozaplatane warkoczyki stały im, aż dęba! Są ludzie, którzy dziś nawet opowiadają historię jak to na ich oczach koniom coś plotło włosie. Podobno po rozplątaniu takich warkoczyków koń zdychał. Jedyną bronią na zmorę było święcenie stajni istniały jednak takie obrządki jak łapanie złego ducha przy pomocy świecy z cmentarza, wieszaniu martwego jastrzębia na drzwiach stajni, mocowaniu luster na żłobach, wieszaniu czerwonych szmat.
[…]

Drobne echa tych wierzeń dotrwały jeszcze w świadomości pewnej części ludu wiejskiego do dnia dzisiejszego. Świadczą o tym m.in. materiały z badań terenowych prowadzonych w regionach wschodnich. Od blisko 50% informatorów (78% - białostockie, 60% - lubelskie i 20% - rzeszowskie) uzyskano pewne fragmentaryczne dane dotyczące demonów dręczących zwierzęta. Demony te najczęściej określano nazwą mory lub mary, zmory bydlęcej lub końskiej oraz czarta lub złego ducha. Niekiedy wszakże nazywano je błędami, noculami i wiedźmami. Demonowi temu przypisywano zarówno postacie antropomorficzne (szpetne stare kobiety, młode dziewczęta bądź mali chłopcy w czerwonych czapeczkach na głowach), jak i zoomorficzne (czarny kot lub wilk), lecz w przekonaniu pewnej części informatorów był on niewidzialny, a więc bezpostaciowy.

Także na pewne drobne relikty omawianych wierzeń w demony dręczące zwierzęta gospodarcze oraz nawiedzające je wszelakimi chorobami do pomoru włącznie natrafić jeszcze można w niektórych wsiach Mazowsza i południowo-wschodniej Małopolski. Natomiast w pozostałych regionach kraju ten wątek wierzeń ludowych uległ już zanikowi. "

Źródło: Leonard J. Pełka: Polska demonologia ludowa. Warszawa 1987, s. 178-180.

 

 

 

Na koniec jeszcze jedna sprawa, która być może ma jakiś związek z opisanym powyżej fenomenem, jeżeli uznamy, że rzecz nie jest tylko wymyslem lub fantazją. Jest to tak dziwne i niespotykane, że nawet trudno nam znaleźć podobny opis w naszym ogromnym Archiwum FN. A szukaliśmy bardzo wytrwale! Ocenę zostawiamy Państwu, a oto opis i zdjęcia:

W dniu 2013-01-20 08:11:14 użytkownik […] napisał:
Witam mam takie może dość dziwne pytanie. Moja mama jest krawcowa i znajoma przyniosla jej starą pierzynę córki żeby przeszyła do nowej wsypy. Gdy wysypałyśmy pierza do wanny wszystkie były skrecone tak jakby w ślimaki- kłębki. Pierwszy raz takie coś widziałyśmy, żeby wszystkie pierza w całej pierzynie. Czy Państwo wiedzą co to może być. Jeżeli trzeba to mogę wysłać zdjecie na emeila- jak Państwo podadzą. Proszę o odpowiedź.

Na naszą prośbę o przesłanie fotografii dostaliśmy następującą odpowiedź:

Przesyłam w załączniku zdjęcia. pokazywaliśmy to różnym osobą od księdza po lekarza i każdy mówi że nie jest to dobre. Wszystko mówią że wiąże się to z tą 12 letnią córką tej znajomej. Chociaz gdy pierwszą kołdrę mama szyła tej znajomej dla starszej córki to też takie coś było. Czekam na jakąkolwiek odpowiedź.

 I załączone zdjęcia:

 

 

 

 

Drodzy załoganci - mała prośba z "pokładu Nautilusa". Mamy informację o niezwykle ciekawej historii z duchem, który od kilku dni nawiedza jednego z mieszkańców miejscowości Piotrowiny (obok Mińska Mazowieckiego).

Sprawa ma związek z wyjątkowo brutalnym morderstwem. Jeżeli ktoś z naszych czytelników mieszka w tej miejscowości (lub w jej pobliżu) i chce pomóc nam w zdobyciu kilku informacji na miejscu - prosimy o kontakt:

e-mail:  nautilus@nautilus.org.pl

 

Komentarze: 0
Wyświetleń: 37896x | Ocen: 4

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Sob, 2 luty 2013 20:01   
Autor: FN, źródło: FN   



* Komentarze są chwilowo wyłączone.

Wejście na pokład

Wiadomość z okrętu Nautilus

22 lutego o godz. 19.00 w warszawskiej restauracji POD GIGANTAMI odbędzie się spotkanie z Robertem Bernatowiczem w ramach serii SPOTKANIA NA KRAWĘDZI WSZECHŚWIATA. Adres: ul. Aleje Ujazdowskie 24. Wstęp... wolny! Zapraszamy i do zobaczenia.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Sob, 3 luty 2024 14:19 | Z POCZTY DO FN: [...] Mam obecnie 50 lat wiec juz długo nie bedzie mnie na tym świecie albo bede mial skleroze. 44 lata temu mieszkałam w Bytomiujednyna rozrywka wieczorem dla nas był wtedy jedno okno na ostatnim pietrze i akwarium nie umiałem jeszcze czytać ,zreszta ksiażki wtedy były nie dostepne.byliśmy tak biedni ze nie mieliśmy ani radia ani telewizora matka miała wykształcenie podstawowe ojczym tez pewnego dnia jesienią ojczym zobaczył swiatlo za oknem dysk poruszający sie powoli...

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Brak zainteresowanych Załogantów.

Dziennik Pokładowy

Sobota, 27 stycznia 2024 | Piszę datę w tytule tego wpisu w Dzienniku Pokładowym i zamiast rok 2024 napisałem 2023. Oczywiście po chwili się poprawiłem, ale ta moja pomyłka pokazała, że czas biegnie błyskawicznie. Ostatnie 4 miesiące od mojego odejścia z pracy minęły jak dosłownie 4 dni. Nie mogę w to uwierzyć, że ostatnią audycję miałem dwa miesiące temu, a ostatni wpis w Dzienniku Pokładowym zrobiłem… rok temu...

czytaj dalej

FILM FN

SAI BABA, OSA I NIEWIDOMY SŁUCHACZ

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.