Dziś jest:
Czwartek, 17 września 2026
Upojenie zmysłów ma się tak do miłości, jak sen do życia.
/Novalis/
Komentarze: 0
Wyświetleń: 104x | Ocen: 2
Oceń: 



2/5
Średnia ocena: 



5/5
Zachowany w kajucie.
Dodaj do interesujących„Zapominamy, że jesteśmy duszą”. Po tym doświadczeniu nic nie było takie samo
Ingrid Honkala jest biologiem morskim i oceanografem. Pracowała m.in. dla kolumbijskiego Ministerstwa Środowiska, przy projektach związanych z NASA oraz dla amerykańskiej marynarki wojennej. Jedno z najważniejszych wydarzeń w jej życiu miało jednak miejsce znacznie wcześniej, kiedy miała niespełna trzy lata. To właśnie wtedy przeżyła doświadczenie bliskie śmierci, które na zawsze zmieniło jej sposób patrzenia na życie, ciało i świadomość.
Jako małe dziecko wpadła do dużego zbiornika z zimną wodą przy rodzinnym domu w Kolumbii. Początkowo ogarnęło ją przerażenie. Nie mogła oddychać, słyszała gwałtowne bicie własnego serca i próbowała wydostać się na powierzchnię. Potem, jak wspomina, wszystko zmieniło się w jednej chwili: „W jednej chwili przeszłam od całkowitego przerażenia do absolutnego spokoju.”
Zniknął lęk i potrzeba walki o oddech. Pojawiły się cisza, spokój i poczucie bezpieczeństwa.
To właśnie cisza stała się jednym z najmocniejszych wspomnień tamtego wydarzenia. Dopiero po latach zrozumiała, że nie chodziło o brak dźwięków, ale o głębokie poczucie wewnętrznego wyciszenia.
W pewnym momencie pojawiło się światło. Ingrid obserwowała pęcherzyki unoszące się w wodzie. Kiedy się odwróciła, zobaczyła własne ciało. Nie wywołało to w niej strachu. Jak wspomina, miała raczej poczucie, że widzi coś naturalnego. Największe wrażenie zrobiły na niej otwarte oczy, które wydawały się puste i bez wyrazu. To właśnie wtedy pojawiło się w niej silne przekonanie, że człowiek jest czymś więcej niż tylko ciałem.
Później miała znaleźć się w przestrzeni wypełnionej intensywnym białym światłem: „Po raz pierwszy w moim prawie trzyletnim życiu poczułam, że jestem w domu.”
Opisywała to jako poczucie bezpieczeństwa, ciepła i bycia otuloną.

W dalszej części doświadczenia przestała postrzegać siebie wyłącznie jako dziecko o określonym imieniu i ciele. Miała poczucie, że jest czymś większym i połączonym ze wszystkim, co istnieje. Później tłumaczyła ten stan za pomocą prostego obrazu. Porównywała ludzkie „ja” do małego pudełka stojącego pośrodku ogromnego stadionu. Człowiek może sądzić, że jest tylko tym pudełkiem. Dopiero gdy się ono otwiera, okazuje się, że rzeczywistość jest znacznie większa.
Mówiła też o doświadczeniu jedności i miłości, której nie potrafiła porównać z niczym znanym z codziennego życia.
Jej matka nagle poczuła, że w domu dzieje się coś złego, dlatego natychmiast zawróciła. Wyciągnęła córkę ze zbiornika. Według relacji kobiety Ingrid nie oddychała, była blada, a jej ciało bezwładne. Matka błyskawicznie rozpoczęła reanimację. Powrót nie był dla dziewczynki łatwy. Przez pewien czas nie mogła pogodzić się z tym, że ponownie znalazła się w ciele. Patrząc w lustro, powtarzała, że nie jest już tą samą osobą, co kiedyś. Gdy pytano ją, jak ma na imię, odpowiadała: „Nie potrzebuję imienia.”
Dla otoczenia było to trudne do zrozumienia, szczególnie że miała zaledwie kilka lat.
Honkala twierdzi, że po tym wydarzeniu pojawiły się u niej zdolności, których wcześniej nie miała. Nie był to jednak wyłącznie dar. Bardzo trudno było jej się odnaleźć wśród innych ludzi. Po doświadczeniu jedności nie rozumiała, dlaczego miałaby traktować rodziców jako kogoś „wyżej” od siebie. Jeszcze większy dystans czuła wobec rówieśników. Patrzyła na inne dzieci i miała poczucie, że nie wiedzą tego, co ona sama pamięta. Z czasem coraz silniej odczuwała samotność i niedopasowanie. Sama przyznaje, że coś, co można było uznać za błogosławieństwo, szybko stało się dla niej psychicznym ciężarem.
W kolejnych latach przeżywała także doświadczenia poza ciałem. Opowiadała, że podczas snu wracała do rzeczywistości światła zapamiętanej z chwili utonięcia. Pojawiały się w niej „Istoty Światła”, których obecność dawała jej poczucie spokoju i bezpieczeństwa.
Przez długi czas próbowała odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:
„Jak mogę być duchowa i jednocześnie prowadzić zwyczajne życie?”
Z czasem postanowiła skupić się na codzienności. Rozpoczęła studia i zrobiła karierę zawodową. Mimo sukcesów wciąż towarzyszyła jej silna tęsknota za „domem”. Sama określała ten stan jako depresję egzystencjalną. W jednym z najtrudniejszych okresów życia poprosiła o pomoc i rozpoczęła terapię. Rozmowa z psychologiem stała się dla niej punktem zwrotnym. Zaczęła wtedy patrzeć na swoje cierpienie nie tylko jak na ciężar, ale również jak na doświadczenia, które ją ukształtowały.
Z czasem doszła do przekonania, że choć nie zawsze mamy wpływ na to, co nas spotyka, możemy zdecydować, co później z tym zrobimy.
Dziś jednym z najważniejszych motywów, do których Ingrid wraca, jest cisza. Jej zdaniem współczesny człowiek jest stale czymś zajęty: telefonem, informacjami, obowiązkami i kolejnymi bodźcami. Coraz trudniej znaleźć nawet kilka chwil prawdziwego wyciszenia.
W wywiadach podaje prosty przykład: kiedy czekamy, aż zagotuje się woda na kawę, często automatycznie sięgamy po telefon. A ten moment można wykorzystać inaczej - choćby na jeden świadomy oddech. Z czasem zaczęła też dostrzegać głębszy sens własnych trudnych doświadczeń i to, do czego ją doprowadziły. Jak mówi, nauczyła się wchodzić w „przestrzeń wdzięczności”.
Pod koniec rozmowy pada jedno z najważniejszych zdań:
„Po prostu się rozpraszamy i zapominamy, że jesteśmy duszą, że jesteśmy światłem, że jesteśmy świadomością.”
Polecamy materiał, w którym Ingrid opowiada o swoim niezwykłym doświadczeniu (Można włączyć tłumaczenie).
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Artykułem interesują się
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Warto być uważnym i patrzeć w niebo
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie