Dziś jest:
Środa, 19 grudnia 2018

Ludzie są brani przez załogi UFO na pokłady ich pojazdów. Od kiedy? Prawdopodobnie od początku pobytu człowieka na Ziemi.
/Budd Hopkins, zajmuje się przypadkami CEIII i CEIV/

Komentarze: 30
Wyświetleń: 5401x | Ocen: 21

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Pon, 19 lis 2018 09:51   
Autor: FN, źródło: FN   

SPOTKANIE BILLY MEIERA Z MICHELLE DELLAFAVE – SPRAWA JEDNEGO Z NAJSŁYNNIEJSZYCH ‘DOWÓDÓW NA OSZUSTWO MEIERA’ MA NIEZWYKŁY FINAŁ

Sprawa szwajcarskiego farmera Billego Meiera wielokrotnie pojawiała się w serwisie FN. Jest to człowiek, który twierdzi, że od dzieciństwa ma kontakt z cywilizacją z Plejad z planety Erra. Brzmi to fanastycznie i wręcz wydaje się pozycją z zakresu S-F, ale sprawa jest bardziej niż 'po prostu ciekawa' i możecie nam wierzyć - im częściej jeździmy do Szwajcarii na spotkania z Meierem tym bardziej rzecz jest intrygująca.


Jest on od wielu lat traktowany jako „największy oszust”, powszechnie opluwany i wyśmiewany. I już to powinno skłonić do małej refleksji, gdyż nasze doświadczenie nam mówi, że im bardziej dana sprawa jest opluwana przez głupich i zawistnych ludzi, tym bardziej jest prawdziwa. Przerabialiśmy to w Polsce wiele razy. Dla tych, którzy być może nie spotkali się z tą postacią polecamy obejrzenie filmu „Kroniki Meiera” z naszego Archiwum FN.

Opluwanie i ośmieszanie postaci Billego Meiera szło wielotorowo, a jeden z najbardziej łajdackich sposobów znany jest także z naszego „podwórka”, czyli bezczelne podrzucanie fałszywek. To wyjątkowe draństwo świadczące o braku poczucia wstydu i całkowitej bezsilności, ale nam także podrzucają fałszywki od początku działalności, czyli od 20 lat. Stąd takie historie jak Meiera są nam bliskie.

Ale wracając do jego postaci - jednym z koronnych dowodów na jego „bezczelne oszustwo” było zdjęcie Plejadanki (czy też Plejaranki – jak kto woli, bo krążą w sieci obie wersje) Asket, które potem okazało się klatką z programu telewizyjnego z udziałem amerykańskiej piosenkarki Michelle DellaFave. 


„O… macie tu swojego wielkiego kontaktowca… proszę!” – takie e-maile po publikacji tekstu o Meierze dostawaliśmy regularnie. ;) Zawsze nas ta sprawa interesowała, gdyż było jasne, że tam musi być jakieś banalne wyjaśnienie. I właśnie dostaliśmy ciekawego emaila od naszego stałego załoganta Reserachera.



From: [dane do wiad. FN]
Sent: Sunday, November 18, 2018 6:36 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Billy Meier
Importance: High


Witam. Znalazłem w Necie bardzo ciekawy i emocjonalny reportaż ze spotkania Billy Meiera z Michelle DellaFave. Billy Meier wyjaśnia po latach, jak doszło do manipulacji, kradzieży i podmienienia autentycznego zdjęcia plejadianki Asket na fałszywe, przedstawiające kadr z telewizyjnego show „Dean Martin Variety Show, Episode Feb 25, 1971”, na którym to Michelle DellaFave przedstawiana była później w publikacjach na temat przypadku Meiera jako Asket. Billy wyjaśnia tutaj mechanizm działania pewnych grup próbujących dyskryminować jego działalność, a także mówi o tym dlaczego nie zauważył podmiany autentycznych zdjęć plejadianek. Naprawdę fascynujący materiał.


https://www.youtube.com/watch?v=YTlMuzdDXnA


Pozdrawiam: załogant Researcher 


Faktycznie materiał, jak i całe spotkanie jest fascynujący. Billy Meier kiedyś „na lewo i prawo” rozdawał swoje fotografie z UFO. Jeszcze w latach 80-tych każdy, kto przyjechał do niego do Szwajcarii wyjeżdżał z oryginalnymi (!) kliszami i fotografiami z obiektami UFO. Meier podczas tego programu opowiada o tym, jak wśród osób, które go odwiedziły był podły oszust, którego celem było skompromitowanie Meiera podmieniając jego prawdziwe zdjęcia fałszywkami z programu Deana Martina. Wykorzystał fakt, że Michelle DellaFave była bardzo podobna do osoby ze zdjęcia, które posiadał Billy Meier. To wręcz nieprawdopodobne, że te dwie osoby czyli Billy Meier i Michaelle DellaFave nagle spotkały się… DellaFave opowiedziała w tym materiale wideo, że nagle ktoś jej powiedział, że jej zdjęcie z programu jest znane na całym świecie jako „dowód na oszustwo Billego Meiera”.

- Kim jest Billy Meier? Dlaczego akurat ja?! – tak piosenkarka zainteresowała się postacią szwajcarskiego farmera. W 2017 przyleciała do Szwajcarii i spotkała się z Meierem. 

Nie mamy siły ani czasu tłumaczyć ten materiał, więc wybaczcie nam, że jest tylko w wersji angielskojęzycznej. Powinny go jednak obejrzeć wszystkie osoby, które interesują się przypadkiem Billego Meiera i śledzą jego działalność chociażby poprzez publikacje w serwisie FN.


Oto kilka przykładowych punktów przekazu Plejadian, które rzekomo otrzymał od „obcych” Billy Meier:

* sensem życia jest zbieranie doświadczeń, umożliwiające rozwój duchowy i postęp na trwającej miliony wcieleń drodze do ponownego zjednoczenia się z Inteligencją Stwórczą, znaną również Bogiem. Każdy z nas ma w sobie jego cząstkę, która życie za życiem uczy się i rozwija.

* karma wraca w następnym wcieleniu, to znaczy człowiek odradza się dokładnie w takim świecie, jaki w poprzednim życiu pomógł wytworzyć swoimi czynami, słowami i myślami. W naszej galaktyce forma ludzka wyewoluowała niezależnie na 44 milionach planet - ma swoje miejsce w potencjale rozwoju życia we Wszechświecie tak samo jak gwiazdy, planety, rośliny czy zwierzęta; przy czym jest to pozycja uprzywilejowana, najwyższa, choć na innych planetach zdarzają się także inne 'formy końcowe' 

* istnieją miliardy miliardów wszechświatów i ciągle powstają nowe. Ludzki umysł nie obejmie ilości życia stworzonego przez Kreację

* najważniejsze prawo Wszechświata to prawo wszystkich istot do wolnej woli i podążania własną ścieżką rozwoju; dlatego nikt nie zbawi naszej planety za nas, ponieważ byłoby to pogwałcenie naszego prawa do uczenia się na własnych błędach - one właśnie po to są!

* rywalizacja pomiędzy ludźmi jest błędem. Wszyscy jesteśmy tak naprawdę tym samym, cząstkami jednej siły. Wszystko jest jednym! W tym sensie obcy i my to bracia na tej samej drodze do Kreacji.

* myśli to też są czyny; tak samo słowa. Ludzie bagatelizują je, a one (słowa i myśli) operują potężnymi energiami, które zmieniają świat.

Jak widzicie przekaz Meiera praktycznie pokrywa się z tym, co nam udało się ustalić "inną drogą" prowadząc Fundację Nautilus... i już tylko to jest na tyle ciekawe, aby uważnie pochylić się nad historią tego Szwajcara.

Pozostaje sprawa najważniejsza. Sprowadza się ona do pytania: czy przypadek Meiera jest prawdziwy, czy też nie?


Na koniec jeszcze mała rozmowa, która odbyła się na pokładzie okrętu Nautilus w sprawie B. Meiera. Miała ona miejsce wiele lat temu i już była publikowana, ale mimo wszystko warto ją w tym miejscu przypomnieć.

Czy wierzysz w historię Billego Meiera?

Tak, mówię tylko i wyłącznie w moim imieniu, a nie Fundacji czy nawet ludzi od nas, którzy się zajmują UFO... Wierzę mu. Z wielu powodów.

Dlaczego? 

Przecież ta sprawa została nazwana oszustwem przez wielu najsłynniejszych światowych badaczy UFO. Mogę wymieniać nazwiska… ba, nawet powstały książki torpedujące jego historię! Podobno były jakieś modele latających talerzy, no i zeznania jego byłej żony, która zdemaskowała...

Pozwól, że odpowiem trochę przewrotnie na Twoje pytanie. Aby poznać wszystkie szczegóły historii Meiera, warto spojrzeć na to, co mieliśmy okazję obserwować w związku z historiami, które trafiły na pokład Nautilusa. Powiedz, która historia związana ze zdjęciami UFO jest Twoim zdaniem najlepiej zbadana i najbardziej wiarygodna?

Z tych, które miałem okazję samemu badać?

Tak.

No to Zdany i długo, długo nic... potem pewnie ta seria zdjęć ze Stąporkowa...

A właśnie, Zdany. Oceniamy, że w Polsce jest kilka tysięcy osób przyznających się do tego, że czynnie zajmuje się badaniem zjawiska UFO. Prowadzą oni przeróżne portale internetowe, mają własne programy telewizyjne i radiowe. Nie można tego wykluczyć, że oni mają bardziej wiarygodne, lepiej zbadane, bardziej efektowne i wyraźne zdjęcia UFO, które kiedyś tam poznamy. My prowadząc przez tyle lat naszą skromną działalność bez chwili zawahania wskażemy Zdany jako historię, która jest absolutnie „Top over the Top” jak mawiają Brytyjczycy, która wyrasta ponad wszystko, z czym się spotkaliśmy i co mieliśmy okazję zbadać osobiście. Tymczasem czytając niektóre teksty na temat Zdanów publikowane przez tak zwanych „badaczy UFO” przecieraliśmy oczy ze zdumienia i łapaliśmy się za głowę, jak można mówić takie bzdury bez osobistego spotkania ze świadkami... Historia o Zdanach pokazała, że nazwanie niektórych „znawców tematu” durniami to nie jest żadne obrażanie kogoś, ale zwykła diagnoza. Praktycznie na drugi dzień po pokazaniu zdjęć ze Zdanów zaczęliśmy dostawać zdjęcia misek, które ci ludzie fotografowali podrzucając je do góry. Ile takich zdjęć dostaliśmy, pamiętasz?

Setki.

Setki i to praktycznie na drugi dzień po publikacji w serwisie. Niektóre zdjęcia były całkiem podobne do tych, które zostały wykonane 8 stycznia 2006. Pamiętasz, jakie było przesłanie tego rzucania miskami? Jeśli można wykonać zdjęcie, które będzie podobne to tego czy innego zdjęcia, więc oczywiście można natychmiast uznać rzecz za niewiarygodną. W ten sposób można zakwestionować wszystkie zdjęcia latających spodków wykonane na świecie, gdyż spodek lub talerz rzucony w powietrze i sfotografowany przy odrobinie szczęścia będzie wyglądał tak, jak to czy tamto zdjęcie. Ci durnie – proszę wybaczyć, że tak ich nazywam, ale to słowo pasuje najlepiej i nijak nie mogę znaleźć lepszego– za wszelką cenę starali się ośmieszyć najciekawszy przypadek wykonania zdjęć UFO w historii Polski tylko dlatego, że od lat spode łba patrzą na FN, są całkowicie bezsilni i dlatego… zresztą mniejsza z tym. Ale wracając do sprawy – to był powód, dla którego od rana do wieczora rzucali miskami i darli się w niebogłosy, że „zdemaskowali i udowodnili”. Na wszelki wypadek rozsyłali po całym świecie informacje, że Zdany to oszustwo, aby Broń Boże ktoś nie pomyślał, że to prawdziwe zdjęcia. To wszystko było podszyte nie żadną ufologią czy badaniem zjawisk takich czy innych, ale zwykłą ludzką zawiścią. Takie to polskie, takie to nasze. Nie mówmy o Zdanach, bo wiem, że powstaje tekst o kulisach publikacji tych zdjęć w rocznicę ich wykonania i całej tej niesłychanej historii wokół tych zdjęć. Ja ci jednak zadam inne pytanie: jaką masz gwarancję, że z podobnymi historiami nie mamy do czynienia w przypadku Billego Meiera? Jaką masz gwarancję? 

Tak, nie ma gwarancji żadnej, ale…. Ale wracając do Meiera: myślisz, że tę historię też chciał ktoś ośmieszyć? 

Oczywiście. Ale tak naprawdę nie o to chodzi w tym przykładzie. Ja Ci tylko pokazuję, że nawet w wydawać by się mogło najbardziej wiarygodnej sprawie zawsze znajdzie się kilku takich, którzy wytupią i wygwiżdżą. I tak naprawdę historia związana ze zdjęciami ze Zdanów była dla nas wielką lekcją związaną z ludzką psychologią, a czasami wręcz psychiatrią... To też jest ważny element w ocenie prawdziwości danego przypadku. Mówiąc w największym skrócie: nie ma znaczenia, co ten czy tamten wykoncypował w swojej pustej łepetynie czy co napisał. Ważne jest to, co samemu można było zweryfikować osobiście. Od sprawy Zdanów nasz dystans do internetu znacznie się zwiększył i poznaliśmy kulisy niektórych demaskujących teorii, jak one powstają, na jakich przesłankach i tak dalej... głupoty wypisywane przez „internetowych znawców Zdanów” nie tylko były obiektem ciągłych żartów na pokładzie Nautilusa, ale także... wiele nas nauczyły. I ta wiedza jest także bardzo przydatna w ocenie innych przypadków, choćby Meiera. 

Czy uważasz, że wiele osób kieruje się innymi niż merytoryczne przesłankami w ocenie historii Meiera?

Oczywiście. Podam przykład. Wiele osób zajmujących się badaniem UFO upatrują w tym zjawisku szansę na „zdemaskowanie istnienia Boga”. Są naprawdę psychiatryczne przypadki ludzi, którzy cały czas ględzą o tym, że „Boga nie ma, a wszystkie religie zostały stworzone przez kosmitów”. To często chorzy ludzie, owładnięci prawdziwą antychrześcijańską obsesją... Znam co najmniej jeden przypadek, który kwalifikowałby się do zakładu zamkniętego. Tymczasem Meier mówił o tym, że człowiek ma duszę, która potem przenosi się do innego świata, a następnie z powrotem powraca do świata materii wcielając się w nowe materialne ciało. Taka teoria nie pasowała „ufologicznym ateistom”, którym już tylko to wystarczyło do tego, aby opluć Meiera i jego zdjęcia i filmy. Już tylko to, że mówił o reinkarnacji dla wielu było wystarczającą przesłanką do tego, że „łże jak pies”. Dlaczego? Bo Boga nie ma, reinkarnacji nie ma. Oni to wiedzą. Więc jeśli ktoś mówi o tych dwóch rzeczach, to musi być kłamcą i oszustem. Zawsze się wtedy znajdzie kilka tysięcy poszlak wskazujących na to, że jest to oszustwo. Jak się chcę uderzyć psa, to kij się zawsze znajdzie. Podobnie jest w drugą stronę. Są nawiedzone religijnie osoby, dla których UFO jest interesujące tylko i wyłącznie dlatego, że udowadnia jakieś ich psychiatryczne teorie. On sobie do łba wbił, że UFO to demony i już. Wszystko mu pasuje, wszystko takiemu durniowi „się zgadza”. Z takim nie ma dyskusji, nie ma rozmowy, nie ma argumentów, bo on ma za plecami wiarę i ona mu wystarcza na wszelkie niejasności. Przykładów mógłbym podawać wiele… szkoda na nie czasu.

Ale Meiera oskarżono o to, że tworzy sektę.

Tak, tak.... jak chce się komuś przyszyć łatę, to najlepiej go nazwać sektą. I po sprawie. To jest sprawdzona metoda wykluczenia i naprawdę nie poświęcajmy jej wiele miejsca. To nie jest argument.

Ale Meier sprzedaje książki, filmy. Czy to jest w porządku?

Dobrze, ale z drugiej strony co ma robić? Rozdawać te filmy? Nie wygrał majątku w lotto, o ile wiem i tak głównie żyje z renty. On w pewien sposób traktuje swoją działalność jako pewne zadanie uświadamiania ludzi o tym, że nie są sami we wszechświecie. Jak ma to inaczej robić? Jeździć po świecie, zatrzymywać się na dużych placach w wielkich miastach i przez megafon mówić „Ludzie, nie jesteśmy sami... Są jeszcze ludzie z Plejad!”? Absurd. Robi to tak, jak robi. Może źle, może nieudacznie, może czasami powie słowo za dużo... Ale to robi. I to od wielu lat, a pamiętaj, że ocena człowieka czy jakiegokolwiek zjawiska jest możliwa dopiero na przestrzeni wielu lat. Wszelkie „oszustwa i podwórkowe zagrywki” mają krótki żywot. Dwa, trzy lata, a potem wszystko zdycha... Lewi świadkowie już nie chcą odgrywać "teatru", przeważnie przyznają się do wszystkiego, aby wreszcie im dać spokój. Meier jest konsekwetny od prawie 40 lat. To naprawdę daje do myślenia.

Ktoś powie „na UFO się dorobił”. I co ty na to?

Tak mogą mówić tylko ci, którzy nie mają pojęcia, co to znaczy prowadzić działalność publiczną i mówić o UFO. Na tym można tylko tracić i Meier miał kilka razy chwile, kiedy mówił „dość”. Chciał wszystko rzucić i zaprzestać wszelkich kontaktów z mediami, gdyż z roku na rok żyło mu się coraz gorzej. Do jego domu przyjeżdżały przeróżne UFO-świry z całego świata, które oczywiście chciały się spotkać z Plejadianami i – autentyk – „przelecieć się spodkiem”. Przyjaciele Meiera stworzyli z czasem coś w rodzaju bariery, żeby odgrodzić Meiera od tego towarzystwa... Co się wtedy stało? Zostali nazwani sektą. Znam tę historię, bo mam bliski kontakt z jedną z osób z kręgu Meiera. Ludzie nie zdają sobie sprawy oceniając daną historię, jakie ona zawiera elementy, jak różne są aspekty oceny takiego przypadku... 

Znaleziono u niego modele latających spodków. Słyszałeś o tym? To podobno zdemaskowało oszustwa...

Wiesz, to jest prawda. Ale tylko częściowo. To jest tak jak w tym dowcipie o tym, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają luksusowe samochody. I jest prawda jak najbardziej, ale... Nie w Moskwie, tylko w Petersburgu, nie na Placu Czerwonym, tylko na prospekcie Puszkina, nie luksusowe ale używane, nie samochody a rowery, i nie rozdają, ale kradną. Poza tym informacja jest prawdziwa... /śmiech/

Więc jak to było z tymi modelami latających spodków?

Meier próbował wykonać zdjęcia latających obiektów UFO w nadziei wykazania, że takich zdjęć zrobić się nie da. Tak dobrych zdjęć jak te, które pokazywał jako prawdziwe zdjęcia UFO... Przyznawał się do tego wielokrotnie, mówił o tym w wywiadach. Ludzie z jego bliskiego kręgu także wspominali o tym. W czasach, kiedy jeszcze nie był tak znany, do jego domu mógł wejść każdy. Kiedyś przyjechał ktoś, kto był takim typowym przypadkiem człowieka wierzącego w UFO i ogarniętego obsesją walki z religiami.... On będąc w jego domu zauważył model takiego spodka, wykradł go i zaniósł do mediów triumfując, że oto ma dowód na to, że Meier to krętacz i oszust. Ten człowiek jechał do Meiera z nastawieniem, że musi go zdemaskować. Na przestrzeni ostatnich 30 lat było kilka takich osób, które upatrywały szansy ośmieszenia Meiera w pokazywaniu na siłę, że „takie zdjęcia da się zrobić”. Tak, jakby to rozstrzygało wszystko... Głupoty się nie sieje, sama się rodzi.

A sprawa jego byłej żony? Podobno poszła do prasy opowiadając, że Meier to oszust...

Słyszałem o tym, ale nie znam szczegółów. Może tak było, może nie – po prostu gdzieś ktoś mi o tym powiedział, ale zapytam o to, jak pojadę do niego za kilka miesięcy. Wiem, że jeszcze w latach 80-tych jego była żona była często nagabywana przez dziennikarzy do wypowiadania się na temat kontaktów z UFO jej męża. Wtedy chętnie mówiła o swoich obserwacjach UFO nad domem, jej dzieci wykonywały rysunki obiektów... W tej sprawie mogą też wchodzić w grę sprawy męsko-damskie, które czasami sprawiają, że jedna lub druga strona chce się zemścić i wtedy... ale nie chcę się na ten temat wypowiadać. Warto jednak wrócić do tego twierdzenia, które już padło w tej rozmowie. Wierz tylko w to, co możesz zweryfikować sam.

Co masz na myśli?

Byłem u Meiera. Przebywając w Szwajcarii zrobiłem ciekawy eksperyment. Zacząłem chodzić po zagrodach byłych sąsiadów Meiera, który kiedyś mieszkał w miejscowości Hinwil. Farmerzy z tych gospodarstw, uczciwi do bólu Szwajcarzy, których trudno posądzać o fantazję i chęć uczynienia z Hinwil dziwowiska mówili: „Meier? To dziwak, z jakąś taką grupą ludzi wokół siebie... odludek. Ale trzeba przyznać, że coś tam do niego przylatywało. Te światła to nie tylko ja widziałem, ale inni też...”. To ważne relacje w sprawie Meiera, których trudno uznać za nieistotne przy ocenie jego prawdziwości.

A więc wierzysz mu?

Powiem inaczej. Nie widziałem obiektów, które opisuje Meier i które są na jego filmach czy zdjęciach. Nie widziałem także na oczy Antarktydy, ale przecież wiem, że istnieje. Nie jest wcale prawdą, że wierzyć można tylko w to, co „gały widziały”, bo w każdej sprawie liczy się kontekst. Pisał o tym w jednym z tekstów na naszych stronach ktoś, już nie pamiętam w którym tekście... Podsumowując – sprawa Billy Meiera wcale nie jest zamknięta. Można w nią nie wierzyć, ale warto ją znać. Jego historia trwa i uważam, że jest niezwykle ciekawa mimo tego, że w wielu miejscach jest co najmniej niezrozumiała.

W jakich?

Wiele rzeczy, wiele rzeczy jest co najmniej wątpliwych, w wielu całkowicie Meier jest niewiarygodny, w kilku wręcz uważam, że kłamie. Mówię to jako człowiek, który był u Meiera. Mam prawo zabierać głos w jego sprawie, bo byłem u niego. Wiem, jak to wygląda od środka, gdzie mieszkał kiedyś, gdzie teraz, znam tę historię. Tak uważam. W odróżnieniu od wielu osób, które znają jego historię tylko z filmów czy artykułów w sieci, mam prawo zabierać w tej sprawie głos. Uważam, że kilka rzeczy rzuca negatywne światło na tę postać, ale to nie oznacza, aby wrzucić jego przypadek do kosza! Ja powrócę na koniec do Zdanów, bo ten przypadek jest szczególny, jest dla mnie jakimś tam punktem odniesienia… w każdym razie to jest tak, że jak na drugi dzień po publikacji zdjęć ktoś przysłał nam ogromne emaile pełne prawie identycznych zdjęć jak te ze Zdanów, bo dzień wcześniej kilka godzin rzucał miskami i ciął fotę za fotą i kilka razy wyszło mu podobnie, to… my powinniśmy natychmiast śmiejąc się uznać, że sprawa została wyjaśniona i zrezygnować z dokumentowania tej historii! Podobnie jest z Meierem i innymi przypadkami. Jestem zresztą ciekaw, co myślą o historii Billego Meiera inni czytelnicy serwisu. Interesuje mnie zwłaszcza jedna grupa.

Jaka?

Ci, którzy mieli okazję z nim rozmawiać, a jest takich ludzi całkiem sporo w Polsce, wiem o tym. Znawcy Meiera „internetowi” mnie interesują mniej, bo przeważnie budują obraz na podstawie tego, co jest w sieci… A tam są bzdury. Byłem u Meiera. Rozmawiałem z nim, rozmawiałem z ludźmi, którzy mieszkają wokół jego domu, przypadkowych farmerów, którzy mówili „tak, dziwny człowiek, ale te światła nad jego domem to widziałem…”. Spróbuj namówić farmerów do opowiadania takich lewych historii... No Way!I niech to będzie puentą dla tej sprawy.

Dziękuje za rozmowę.

Komentarze: 30
Wyświetleń: 5401x | Ocen: 21

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 5/5


Pon, 19 lis 2018 09:51   
Autor: FN, źródło: FN   


Komentarze (30)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.
1 2 3

Nie, 2 gru 2018 22:30 | brak oceny

PilotNes | Załogant

Największa wtopa to ozdabiające fronton jego domu czaszki i poroża zabitych zwierząt, taki niby oświecony koleś, a wiesza jakieś barbarzyńskie trofea. Ja obstawiam, że oryginalny Billy siedzi już gdzieś na Plejadach, a ten tutaj to jakaś prymitywna, reptyliańsko- tajwańska podróbka.

Nie, 2 gru 2018 21:25 | brak oceny

PilotNes | Załogant

Demaskowania ciąg dalszy. Po gruntownych poszukiwaniach, odnalazłem nowy trop.,Zdjęcie u boku Billego nie było jedynym śladem obecności dziewczyn z Plejad na naszej planecie. Tutaj, od ok. 21 sekundy, po lewej Asket, po prawej Semjase:
https://www.youtube.com/watch?v=xFrGuyw1V8s

Sob, 1 gru 2018 21:25 | ocena: -1

m__b | Gość

Meier jest skompromitowanym oszustem i próba bronienia go to prosty sposób, żeby pójść razem z nim na dno. Jego nie przyłapano na kłamstwie raz tylko obalono dosłownie każde jego twierdzenie. Wyjaśniono dokładnie w jaki sposób filmował modele statków, wyjaśniono czym był ów minerał (i nie, nikt nie twierdził że to kawałek garnka), wyjaśniono rzekomo niepodrabialny dźwięk statku kosmicznego plejadan, wyjaśniono sprawę zdjęcia kosmitki (zostało ono opublikowane w książce UFO z Plejad, a więc zostało zaakceptowane przez Meiera), wyjaśniono sprawę zdjęcia dinozaura (pochodziło z malowanej książki dla dzieci), wyjaśniono zdjęcia robione z kosmosu (pochodzą z archiwum NASA, tyle że są niezbyt popularne). A ta cała new-ageowska pisanina Meiera to w ostatnich latach po prostu żale starego tetryka, któremu świat ucieka do przodu i którego nie rozumie. Siedzi na rencie więc może pisać i pisać...

Polecam rewelacyjny film ostatecznie demaskujący tego oszusta:
https://www.youtube.com/watch?v=HxHt-R687pE

Czw, 29 lis 2018 23:56 | brak oceny

Ddd | Gość

Tajemnicze wstrząsy na całym świecie. "Jakby planeta zamieniła się w dzwon"

https://www.o2.pl/artykul/tajemnicze-wstrzasy-na-calym-swiecie-jakby-planeta-zamienila-sie-w-dzwon-6322097717167745a

Nigdy nie spotkałem się z czymś podobnym - mówi Göran Ekström, sejsmolog z Uniwersytetu Columbia.

Naukowcy głowią się nad wstrząsami, które 11 listopada obiegły Ziemię. Czujniki sejsmiczne najpierw wzbudziły się między Madagaskarem a wschodnim brzegiem Afryki. Potem sygnały o wstrząsach nadchodziły z Chile, Nowej Zelandii, Kanady, Hawajów, Kenii czy Hiszpanii.

Było tak jakby planeta rozdzwoniła się jak dzwon, utrzymując monotonną, niską częstotliwość - opisuje Ekström w rozmowie z "New Zealand Herald".

Zagadka z 11 listopada polega na tym, że nie było fali pierwotnej ani wtórnej. Zarejestrowano jedynie głęboką, rezonującą falę powierzchniową, która wzbudziła czujniki na całym świecie. W dodatku nie "dudniła". Naukowcy mówią, że utrzymywała czystą, niemal "muzyczną" częstotliwość.

Sob, 24 lis 2018 02:45 | ocena: + 1

W drodze na Elizjum | Gość

Warto w tej całej dyskusji zadać sobie jedno podstawowe pytanie, mianowicie: czy przypadek Billy'ego Meiera dyskredytuje temat UFO? YES or NO? Wypowiem się za siebie, dla mnie jest to tylko kolejna odsłona skomplikowanego zagadnienia dot. UFO i przykład na brak świadomości egzystencjalnej ludzkiej populacji. Czy atakując Meier'a atakujemy osobę czy też może temat UFO, a może piętnujemy wiarę w zjawiska paranormalne oddając hołd logice i rozumowi z nauką (a jakże!) na czele? Nie mówię, aby być bezkrytycznym wobec wszystkiego co internet zawiera, ale zastanówmy się na chwilę, czy dyskredytując Meier'a w całej rozciągłości, "nie wylewamy czasem dziecka z kąpielą", chcąc uchodzić za racjonalistów przyjmujących jako argument tylko naukowy dowód, hmm? Czy dobrze zrobimy, skreślając ten przypadek w całości, tylko dlatego że mogło z jego strony dojść do manipulacji dowodami. Sam autor art. twierdzi - tu cytat: "wiele rzeczy jest co najmniej wątpliwych, w wielu całkowicie Meier jest niewiarygodny, w kilku wręcz uważam, że kłamie."...szkoda, że autor nie stwierdza, w których przypadkach dopatrzył się kłamstwa. Niektóre elementy tej układanki pasują do siebie. Przypominam sobie art. z FN o ludziach z Plejad, link: https://www.nautilus.org.pl/artykuly,2568,bogowie-przybyli-z-plejad.html?cat_id=23 (plemię Toradżów). Nie będę dywagował, czy Meier czerpał z tych mitów czy też opowiada prawdziwą historię, zaś dla uwierzytelnienia jej stosował dodatkowe zabiegi? choć przyznam, że to eufemizm w kontekście zarzutów dot. udzielonych przezeń informacji. Możliwe, że chciał dotrzeć do jak największej liczby ludzi i dodatkowo zaimplementował w swojej historii elementy, nie mające związku ze stanem faktycznym i tym samym kolokwialnie mówiąc -"strzelił sobie w kolano"?Nie znam tego przypadku zbyt dogłębnie - przyznaję bez bicia, ale...NIE buduję obrazu prawdziwości zjawiska UFO w oparciu o przekazy Meiera. Trudno w tej sprawie oddzielić prawdę od kłamstwa, ale zastanowiwszy się nad pewnym elementem tej historii w ujęciu holistycznym - za możliwe do zaakceptowania uważam przekazy od obcej cywilizacji nt. ludzkości i jej roli we wszechświecie aniżeli zdjęcia czy filmy spodków. Możliwe, iż Meier miał faktyczny kontakt z cywilizacją Plejadian na poziomie tylko telepatycznym, jednak wiedział że w jego opowieść nie uwierzy nikt o zdrowym podejściu do tematyki, toteż posunął się do wielu zabiegów mających podnieść atrakcyjność tychże przekazów w oczach ludzi oczekujących na tego typu doniesienia. Być może udzielone przez niego informacje w postaci filmów i zdjęć to odpowiedź na zapotrzebowanie ludzi na "SHOW"? Nikt nie chce informacji podanych w nudnej wersji, powtarzanej przez rzesze badaczy UFO, aby się przebić, trzeba być wyrazistym, odznaczać się krzykliwym i prowokującym charakterem. Być może Meier chciał dać ludziom to, czego w istocie potrzebują?, ale nie rozgrzeszam go - to jego opowieść i "jego prawda", jednak uważam, że ta historia zasługuje na wysłuchanie.

Pt, 23 lis 2018 17:43 | ocena: + 2

youll | Gość

To jest prawda. Zawsze wybierają prostych ludzi. Kontaktują się od dzieciństwa.

Często z duszami które będą = są już Plejadanami itd. Często spotykają samych siebie z przyszłości...

Czw, 22 lis 2018 21:20 | brak oceny

Kapitan_Nemo | Załogant

Drodzy Nautilanie... Interesuje się przypadkiem Meiera od dziecka. Pierwszy raz usłyszałem o nim czytając Faktor X a potem oglądając "Nie Do Wiary - Zagadka Meiera". Przez wiele lat wierzyłem w ten przypadek ale w końcu musiałem zmienić zdanie. Ale o tym za chwilę. Dlaczego jak ktoś krytykuje jakąś sprawę to zaraz jest to dla was "opluwaniem"? Oczywiście są różni tacy co obrażają ale tych powinniście ignorować a nie wrzucać do jednego worka z rzeczowymi kontestatorami. W materiale pada zdanie: "Wszelkie „oszustwa i podwórkowe zagrywki” mają krótki żywot.". Właśnie... Tłumaczenie Meiera, że ktoś mu to zdjęcie podrzucił nie wytrzymuje krytyki m. in. z tego powodu. Gdyby ktoś chciał go zdyskredytować to krótko po podrzuceniu zdjęcia zadbałby o to by ktoś to zauważył i zasygnalizował a nie czekał kilkadziesiąt lat aż kiedyś tam ktoś skojarzy, że to kadr z programu TV! Czyż nie? Meier w ogóle znany jest z tego, że na przestrzeni lat wielokrotnie zmieniał szczegóły swojej historii gdy na jaw zaczeły wychodzić coraz to inne szwindle, tworząc urągające ludzkiej inteligencji tłumaczenia np. wymazywanie przez Plejaran z ludzkiej świadomości pamięci o rosnących choinkach czy zainspirowanie projektanta pokryw od beczek przemysłowych przez kosmiczne inteligencje! I tutaj nie chodzi też o jakieś jedno tylko zdjęcie Plejadanki. Prawie wszystkie (za wyjątkiem mostka the great spacer'a) kosmiczne zdjęcia meiera mają swoje dokładne (detal w detal)odpowiedniki w książkach, obrazach i programach TV. Wasz i mój autorytet od UFO - Zbignie Blania Bolnar w swojej książce "Akta Ufologiczne" nie zostawia na Billym suchej nitki. Przedstawia nazwy organizacji, które po przeanalizowaniu jego zdjęć ogłosiły oszustwo i podaje nawet opisy jak to robił. Co do tego czy da się takie zdjęcia zrobić metodami szalbierczymi to Michael Horn twierdził, że zdjęcia są "niereprodukowalne", co przyniosło naturalny odzew w postaci rozmaitych debunkerów, którzy udowadniają, że zdjęcia Billego można było zrobić w latach jego działalności więc nie ma się czym zachwycać. Co do modeli to we wspomnianym programie "Nie do Wiary" był wywiad z Billym, w którym stwierdza: "Dość jest świadków, którzy mogą zaświadczyć, że (...) żadnych modeli nigdy nie budowałem ani nie zabierałem ze sobą gdy jechaliśmy na miejsce kontaktu." a ten, który został znaleziony u niego w stodole nie został wykonany jak twierdzi przez niego tylko mieli mu go podarować studenci. Kto chce niech UFO. Poza eksperymentem z UFO na kiju, z Tomem Welchem i Wendellem Stevensem Meier nie próbował nigdy sprawdzać czy da się zrobić za pomocą modelu takie zdjęcia. Na końcu artykułu pojawia się jednak krytyka, że Meier w niektórych sprawach kłamie lub jest niewiarygodny. Dobrze, że to zostało podkreślone bo ludzie którzy mówią że sprawa Meiera jet kryształowo prawdziwa są niepoważni. Barszo się cieszę i dziękuję wam że nadal tą sprawę odgrzewacie bo czy jest ona prawdziwa czy nie nadal jest bardzo fascynująca.
Pozdrawiam Serdecznie

Czw, 22 lis 2018 19:18 | ocena: + 1

W drodze na Elizjum | Gość

Niezwykle trudno powstrzymać się od oceny tak kontrowersyjnego przypadku. Osobiście (nie chcę użyć słowa "wierzę", nacechowanego kontekstem religijnym, chociaż tak naprawdę nauka pozbawiona kontekstu religijnego jest niepełna zważywszy na istnienie zjawisk wymykających się zwykłym metodom pomiarowym) optuję za istnieniem inteligentnego życia we wszechświecie, chociaż parafrazując fragment artykułu "Antarktydy nie widziałem"...czy to jednak jest argumentem przeciwko jej istnieniu? Pójdę tym tokiem myślenia, powiedzmy - dowiaduję się o odkryciu nieznanego mi lądu, na którym nie miałem okazji postawić stopy - niech to będzie wspomniana Antarktyda. Widzę zdjęcia, wyniki pomiarów temperatury, opracowania znawców, ekspertyzy glacjologów oraz czytam opowiadania polarników...zaczynam wyrabiać sobie zdanie na temat skutego lodem surowego pejzażu. Po chwili okazuje się, że internetowy, domorosły znawca chce zakwestionować owe zdjęcia Antarktydy, robi zatem podobne zdjęcie (lub kręci film) z innego skutego lodem pejzażu - podobnego do zdjęć Antarktydy i udowadnia wszystkim, że to co widzę to jedno wielkie oszustwo, bo przecież zdjęcie przedstawia Grenlandię, zatem kwestionujemy prawdomówność autora. Dla mnie sprawa Billy'ego Maiera nie jest argumentem "ZA" istnieniem Ufo ani też argumentem, który deprecjonuje to zjawisko. Jest zbyt wiele innych dowodów poszlakowych, jak chociażby akta FBI nt. UFO z The Vault Project. Nikt oczywiście nie opisuje tam "sekcji zwłok kosmity" ani wywiadu z przedstawicielem obcej cywilizacji, ale jest ważnym głosem w dyskusji nt. powoli progresującej świadomości w kierunku ujawnienia prawdy nt. Ufo, przez rządy światowe. Na pewno nie uzależniałbym "wiary w Ufo" od przypadku Meiera. Jest to tylko kolejny głos w tej sprawie i tak też go traktuję. Czy mam odrzucać opcję istnienia Antarktydy, tylko dlatego iż ktoś podłożył do publikacji zdjęcia podobnego pejzażu (np. Grenlandzkiego), zaś później zdemaskował oszustwo? Przepraszam, że pozwoliłem sobie na rozwinięcie przykładu Antarktydy z art., ale jest niezwykle trafny. Jestem świadomy, iż nie uda mi się osobiście zbadać sprawy Billy'ego Meiera, nie mam na to ani czasu ani środków finansowych, zaś ludzie chroniący tego staruszka przed intruzami z pewnością nie ułatwili by mi zadania spotkania z nim, biorąc pod uwagę całą gamę "nawiedzeńców" z jakimi przyszło mu się zmagać przez 30 lat. Innymi słowy - nie pojadę na rzeczoną Antarktydę, co nie znaczy, iż nie mogę wzbogacić swojego spojrzenia na świat o kolejną przeczytaną o niej książkę. Przypadek Meiera to tylko jedna księga spośród tysięcy w tym temacie i tak też traktuje ową kwestię. Tak, z chęcią przeczytam wzmiankowaną książkę również jako studium ludzkiej psychiki. W kwestii progresowania świadomości nt. UFO, polecam

Rozwiń odpowiedzi (2)

Pt, 23 lis 2018 10:18 | ocena: -2

Kapitan_Nemo | Załogant

@W drodze na Elizjum, Twój przykład z Antarktydą myślę, że jest nieadekwatny bo jej istnienie jest poświadczone przez naukę. Wszystkie "dowody" Meiera na dzień dzisiejszy są podważone najdelikatniej mówiąc. Otóż co do badań tych dowodów, przeprowadzonych przez ekipę Stevensa czy japońską NTV to były one tendencyjne i niewystarczające. Np. w filmie "Kontakt" cytowany jest raport o zdjęciach, że nie znaleziono śladów fabrykacji. Przemilczona została jednak dalsza cześć tego raportu która mówi, że więcej informacji dostarczyłoby badanie ORYGINAŁÓW (badano kopie kopii). Poza tym skupiono się na możliwości fałszowania zdjęć poprzez obróbkę w ciemni typu podwójna ekspozycja, nie wziąwszy pod uwagę jak genialną metodą iluzji jest tzw. głębia pola, która w oparciu o fałszywą perspektywę może dać zaskakujące efekty. W tym przypadku oszustwo zaczynałoby się i kończyło w momencie naciskania migawki aparatu. Albo co do dźwięku statku promiennego to błędnie założono, że aby wykonać taki dźwięk Meier musiałby być w posiadaniu wielu nowoczesnych syntezatorów, których mieć przecież nie mógł. Tymczasem metoda została odkryta wiele lat później i okazała się wyjątkowo prymitywna.
Oczywiście zdjęcia podobne do tych Meiera, zrobione przez debunkerów nie dowodzą jeszcze, że tamte są nieprawdziwe ale wobec tego co twierdził Michael Horn (że są niereprodukowalne) podważają niezwykłość tego materiału.

Rozwiń odpowiedzi (2)

Pt, 23 lis 2018 18:01 | ocena: + 1

W drodze na Elizjum | Gość

@Kapitanie_Nemo, pozwolę sobie na wyrażenie swoistego votum separatum w kwestii rzetelności naukowej, jaką często inteligentny człowiek uznaje za dogmatyczną niemalże, chociaż tak naprawdę powinienem powiedzieć aksjomatyczną w kontekście operowania nauką, natomiast piszę nie bez kozery o dogmacie z powodu często bezkrytycznego powoływania się na współczesną naukę, która nie jest wolna od błędów pomiarowych osób wykonujących badania a co ważniejsze - od wpływu lobby, wpływającego na wyniki wielu badań, poprzez przekupywanie lub zastraszanie naukowców. Dam prosty tego przykład. Poniżej cytuję fragment artykułu: "Manipulacje przemysłu cukrowniczego. Badania ujawniono po 50 latach. Przez ponad pół wieku lobby cukrownicze w USA skrywało w tajemnicy te badania. Szwindel ujawniono na łamach czasopisma 'PLOS Biology'. Autorzy publikacji pokazali, w jaki sposób Sugar Association powstrzymywało publikację badań naukowych dotyczących szkodliwych skutków spożywania cukru, które zostały przeprowadzone na gryzoniach 50 lat temu"...[link do artykułu: https://dzienniknaukowy.pl/czlowiek/manipulacje-przemyslu-cukrowniczego-badania-ujawniono-50-latach]. Przykład Antarktydy w ujęciu możliwości osobistego jej zbadania jest jak najbardziej trafny (osobiście nie mam na to środków finansowych ani wiedzy tematycznie korespondującej z w.w zagadnieniem). Ile osób może pozwolić sobie na przeprowadzenie własnych badań oraz zebranie sztabu naukowców, hmm? Dowody naukowe nt. Antarktydy istnieją, owszem, ale czy masz do nich bezpośredni dostęp? Jaką masz pewność, że są one całkowicie rzetelne? Jeśli badania przeprowadzono by ponad 170 milionów lat temu, okazało by się, że ów ląd wcześniej był częścią superkontynentu Gondwany, i nie istniał w obecnej formie jaką znamy z TV czy internetu. Zmierzam w swoim przykładzie do ukazania gamy możliwości manipulowania tematem rzetelności naukowej przez współczesne lobby. Mam tu na myśli odniesienia do konkretnych przykładów naukowych, których zakwestionowanie równe jest z zakwestionowaniem autorytetu i prawdomówności autora (co też uczyniono w przypadku Meier'a). Tak jak wcześniej napisałem, dla mnie sprawa Meiera nie dyskredytuje przypadku UFO. Nie wiemy, czy faktycznie nie istnieją naukowe dowody na inteligentne życie we wszechświecie?Jaką masz pewność, że lobby z rządami supermocarstw na czele, nie stoją za manipulowaniem świadomości ludzkiej w kwestii tematyki ujawnienia prawdy nt. UFO? Brak w ręku dowodu, nie jest argumentem na rzecz odrzucenia tematu UFO czy też stygmatyzowania go jako MIT (chociaż można go w zależności od kontekstu interpretować jako: Massachusetts Institute of Technology). Jak wcześniej wspomniałem - mamy dowody poszlakowe. Z pewnością nie zaczynałbym zapoznawania się z tematyką UFO od przypadku Meiera, który nie jest "kryształowo czysty". Istotne jest dla mnie to, co ten człowiek ma do przekazania w kwestii rozwoju świadomości, to "ziarno które odsiałem od plew". Pozdrawiam

Rozwiń odpowiedzi (1)

Sob, 24 lis 2018 16:34 | brak oceny

Kapitan_Nemo | Załogant

Otóż...
Primo - nigdzie nie twierdzę, że przypadek Meiera wpływa na pozytywną lub negatywną ocenę zjawiska UFO=ETI.
Secundo - "Nie jest możliwe by fachowcy brali się do weryfikowania dowolnych, przedkładanych im hipotez, choćby nawet były na oko poprawnie zbudowane i sensowne, ponieważ w każdej sferze poznania naukowego hipotez takich można stawiać nieskończenie wiele. Nauka nie jest też pogotowiem zobowiązanym do zajmowania się wszechmożliwymi hipotezami tylko dlatego, że ktoś takowe wyartykułował. Uczeni nie mogą porzucać prowadzonych przez siebie prac, nawet gdyby coś zakrawało na rewelację poznawczą, gdyż przy podobnej dekoncentracji wysiłków uległyby zniweczeniu wszelkie przyrosty wiedzy" Stanisław Lem.
Tertio - popełnia pan błąd logiczny twierdząc, że praca analityczna kogoś nie dysponującego fakultetem naukowym nadaje się ad hoc do kosza.
Quatro - kiedyś krytykując prace Langdona też podnosiłem podobną kwestię: "Czy jeśli sfotografuję realistyczną replikę samolotu pasażerskiego na tle nieba z wykorzystaniem fałszywej perspektywy, będzie to oznaczało, że udowodniłem tym samym, że te prawdziwe nie istnieją?" Ale nie o to tu chodzi. Zwolennicy Meiera często podnoszą argument, że materiał dowodowy Szwajcara jest nie do podrobienia bez specjalistycznych współczesnych programów komputerowych. Otóż ludzie, którzy dokonali replikacji takich "dowodów" jak filmy, zdjęcia, a nawet dźwięk statku dowiedli, jest to możliwe i było w latach siedemdziesiątych na drodze prostych trików z perspektywą i głębią pola oraz wykorzystując drgania strunowe. Te materiały nie mają jeszcze wartości falsyfikującej dla oryginałów Meiera i jego historii ale z pewnością falsyfikują pogląd o niezwykłości i niereprodukowalności tychże.
Quinto - Z dogłębnej analizy tzw. badań prowadzonych przez ekipę Stevensa i Telewizję NTV wynika, że w pierwszym przypadku mamy do czynienia z tendencyjnością sprzyjającą uwiarygadnianiu sprawy a w drugim z powierzchownymi analizami przy błędnych założeniach co do formy ewentualnego oszustwa.
Sexto - co najmniej 3 profesjonalne organizacje (MUFON, Ground Saucer Watch: ICUFON, w tym niezwiązani z nimi fotonalitycy z NASA), które po zbadaniu zdjęć Meiera, sformułowali (w wielkim skrócie) następujące wnioski:
"Wszystkie nadesłane fotografie (10 zostało zbadane przez GSW) są sfabrykowane i nie możemy ich traktować jako dowodu niezwykłych latających pojazdów
Obrazy UFO są nieostre w porównaniu do innych części obrazu, które wskazują, że rzekome UFO były małymi obiektami w pobliżu obiektywu
Obliczenia uwzględniające cechy układu optycznego aparatu Meiera dowodzą, że odległość, na której znajdowało się UFO, wynosiła od 1,2 do 1,8 metra
Na usytuowanie modelu tuż przed aparatem również wskazuje również brak efektu rozmazania obrazu obiektu przez atmosferę
Istnieją sprzeczności między rozmieszczeniem świateł i cieni na powierzchni obiektów a bliższym i dalszym planem, co wskazuje, że rzekome UFO zostało sfotografowane po nałożeniu na inne zdjęcie

Pt, 23 lis 2018 19:36 | ocena: + 1

W drodze na Elizjum | Gość

Pozwolę sobie na jeszcze jeden uzupełniający komentarz (z uwagi na limit znaków), otóż napisałem (przepraszam za cytowanie samego siebie): "Czy mam odrzucać opcję istnienia Antarktydy, tylko dlatego iż ktoś podłożył do publikacji zdjęcia podobnego pejzażu (np. Grenlandzkiego), zaś później zdemaskował oszustwo?" That's the point, otóż odnosząc się do właściwego kontekstu Pańskiej wypowiedzi Monsieur Nemo, cytuję: " Twój przykład z Antarktydą myślę, że jest nieadekwatny bo jej istnienie jest poświadczone przez naukę"...pragnę zauważyć, iż powołuję się w swojej wypowiedzi na uzależnieniu swojego przeświadczenia o istnieniu Antarktydy od publikacji zdjęcia pejzażu -jak możemy przeczytać powyżej. Ranga dowodu naukowego a zdjęcia wykonanego przez domorosłego, internetowego znawcę (piszę o tym w komentarzu powyżej) jest nieadekwatna. Otóż nie zestawiam ze sobą dowodu naukowego vs publikacji pesudo-fachowca. W analityce zdjęć Meiera oraz jego filmów, nie brały udziału profesjonalne laboratoria czy naukowcy, lecz zwykli pseudo-badacze. Zapytam zatem: gdzie naukowe dowody obalające prawdziwość "rewelacji" Billy'ego Meiera? Czy są jakieś ekspertyzy, nie linki do stron-blogów, czy własnych dywagacji. Czy są oświadczenia naukowców posiadających dyplomy w tejże kwestii? Przepraszam, że wywołuję "do tablicy", ale nie jestem w tej dziedzinie takim specjalistą jak Pan. Z pożytkiem dla wszystkich, zarówno sceptyków jak i entuzjastów, racjonalistów i huraoptymistów będzie przedstawienie rzetelnego opracowania naukowego dyplomowanego profesora lub też doktora biegłego w dziedzinie której dotyczy przedmiot analizy. Proszę zatem o stosowną publikację naukową w tejże kwestii. Nie chcę być uprzedzony do tej tematyki, proszę mnie źle nie zrozumieć...uważam jednak, że większość osób kwestionujących "rewelacje" Meiera nie oparła ich na rzetelnej analizie naukowej, lecz tylko i wyłącznie na zasadach logiki...zaś logicznie rzecz ujmując "UFO nie istnieje". Łatwiej jest udowodnić, iż nie istnieje coś co nie zostało zbadane naukowo i sklasyfikowane a niżeli udowodnić, iż istnieje coś, czego w istocie nie udało się postawić na szalce Petriego i zbadać, mówiąc: TAK, oto mamy dowód! To logiczne...kwestionować jest łatwo, zwłaszcza taką sprawę jak UFO. Tak jak w sprawie Zdanów, nie wypowiedział się profesor z PAN'u czy MIT, tak w sprawie Mieiera, nie wypowiadały się ośrodki naukowe...chyba że o czymś nie wiem? Większość tej krytyki, strzykania żółcią, opluwania w zawistnym amoku i prób uczynienia tematyki mianem groteskowej, wywodzi się od pseudobadaczy, ludzi którzy również chcieli - wydając książki - zarobić na swoim "naukowym podejściu" (a jakże by inaczej), chociaż obok nauki nawet nie stali...To tak jakby deprecjonować zjawisko kręgów w zbożu, opierając się na fakcie, iż dwojgu emerytom mającym piątki z geometrii udało się przy pomocy deski i sznurka dokonać podobnego wyczynu (było takie wyjaśnienie). Diabeł tkwi w szczegółach, dlatego proszę o owe szczegóły.

Pt, 23 lis 2018 19:09 | ocena: + 1

KRIS2018 | Załogant

@W drodze na Elizjum, Przypomniał mi się słabej jakości dowcip który dał mi sporo do myślenia. Tematem jego jest założenie, że Albania nie istnieje!

Albania - czyli kraj, którego nie ma.

1. Czy znasz jakiegoś Albańczyka?
2. Czy znasz kogoś, kto zna jakiegoś Albańczyka?
3. Czy słyszałeś o jakimś Albańczyku?
4. Znasz tytuł jakiejkolwiek albańskiej książki?
5. Czy słyszałeś jakiekolwiek słowo w języku albańskim?
6. Znasz albańską walutę?
7. Czy widziałeś kiedyś albańską tablicę rejestracyjną?
8. Widziałeś jakiekolwiek zdjęcie z Albanii?
9. Słyszałeś o albańskiej kuchni?
10. Znasz numer kierunkowy do Albanii?
11. A może znasz jakąś albańską firmę?
12. A jakiś albański film?
13. Wiesz o jakimś wydarzeniu historycznym dotyczącym Albanii?
14. Jak ma na imię prezydent Albanii?
15. To na pewno jest republika?
16. Skoro tak, to może gdzieś ci się obiło o uszy o jakichś wyborach?
17. Widziałeś kiedyś metkę z napisem „Made in Albania”?
18. Pokaż mi albańskie kodowanie znaków.
19. Spróbuj wyjechać na wycieczkę do Albanii z biura podróży.
20. Kup gdzieś „Rozmówki albańskie”.
21. Zapytaj kogokolwiek, co wie o Albanii.
22. Podaj chociaż jednego gracza reprezentacji piłkarskiej Albanii.
23. Wymień trzy albańskie miasta. I nie próbuj zaglądać do atlasu – tam wszystko jest zafałszowane.
24. Dobra, wobec tego chociaż dwie albańskie rzeki.
25. OK, niech będzie – jeden albański zabytek.
26. To chyba mówi samo za siebie.

Nie musicie mi odpowiadać na te pytania bo wystarczy, że sami wiecie jakie są wasze odpowiedzi. To jak to jest z tą Albanią? Istnieje czy nie istnieje?

Działamy ogólnie w globalnej społeczności, która dzieli się informacjami z założeniem, że są one jak najbardziej prawdziwe. Tematy dotyczące UFO, reinkarnacji itd. są dostępne są też omawiane i istnieją w przestrzeni informacyjnej nieprzypadkowo. Ktoś coś widział, ktoś coś doświadczył, ktoś coś sfotografował itd. Istnienie tego typu zjawisk jest równie prawdopodobne co fakt istnienia Albanii. Wiem skróciłem przewód myślowy ale nie do końca jestem w błędzie. Jakie my w swoim otoczeniu możemy mieć doświadczenia? Raczej skromne biorąc pod uwagę rzadkość występowania opisów tego typu zjawisk. Czy to oznacza, że one nie istnieją? Cóż na podstawie Albanii logika podpowiada, że istnienie nie jest wykluczone ;D

Śr, 21 lis 2018 18:50 | ocena: + 1

KRIS2018 | Załogant

Fundacjo i to mi się podoba w was (nas;) najbardziej, że nie odpuszczacie. Zgłębić problem zebrać wszelkie dostępne informacje i przeprowadzić dogłębną analizę to bardzo profesjonalne podejście do zagadnienia.

Śr, 21 lis 2018 16:53 | brak oceny

Christi | Gość

zdjęcia jak zdjęcia ale ten" kawałek garnka żeliwnego".Pan Meier dał komuś do ekspertyzy kawałek metalu.Ciemniaki powiedziały że to kawałek garnka żeliwnego.Po paru latach znalazł właściwych,kompetentnych ludzi i oni nie uważali że to stare żeliwo tylko coś pozaziemskiego.A ta kobieta co niby miała być Panią Asket to nawet nie jest do niej podobna.Jej wredny charakter odbija się na twarzy,twarz Asket jest milsza.

Rozwiń odpowiedzi (1)

Czw, 22 lis 2018 21:27 | brak oceny

Kapitan_Nemo | Załogant

@Christi, Ekspert który potwierdził niezwykłość materiału - Marcel Vogel nie był kompetentny - był chemikiem nie metalurgiem. Poza tym nie był w stanie za pomocą tak słabego mikroskopu jakim dysponował zobaczyć struktury na poziomie o jakim mówił, że zauważył metal który jednocześnie był kryształem.
Co do pani Dela Fave to akurat to zdjęcie porównawcze jest nienajlepsze. Widziałem takie, gdzie ślicznie się uśmiecha i wygląda jak Asket ze zdjęc Meiera a dłuższe płatki uszu (cecha Plejaran) okazały się kosmykami włosów. Obejrzyj sobie na youtube "Dean Martin & The Golddiggers - Concert #23 & Show Ending" (2:53)

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

STRONA
1 2 3
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Najbliższy czat z FN

Tym razem cały LIVESTREAM będzie poświęcony najbardziej fascynującemu ze wszystkich naszych projektów, czyli PROJEKTOWI KONTAKT ... tego dnia musicie być z nami na pokładzie okrętu NAUTILUS - początek o 21.00

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Uwaga wszyscy zainteresowanie Projektem KONTAKT! Między innymi o tej sprawie jest najnowszy wpis w DZIENNIKU POKŁADOWYM... zapraszamy do lektury! ... .... ..... ..... ...... ...... ..... ....

UFO24

więcej na: emilcin.com

Śr, 12 gru 2018 09:05 | [...] dzisiaj [10 grudnia - przyp. FN]  na Krakowem w okolicy godziny 11 zaobserwowałam białą kulę sunącą po niebie.akurat jechałam autobusem linii 144 ulicą czarnowiejską (od aleji Kijowskiej) po lewej stronie na niebie, sporo nad budynkami, jednak dobrze widoczna sunęła biała kula, lub srebrna odbijąjąca biel chmur które znajdowały się nad nią. Przyznam, że ostatnio częściej sprawdzam doniesienia o UFO, z tego powodu nie wyciągnęłam telefonu. Myślałam, że za chwilę uznam to za przywidzenie...

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Dziennik Pokładowy

Środa, 19 grudnia 2018 | Zbliża się rocznica pojawienia się UFO w Zdanach. Oczywiście jak co roku będziemy na miejscu gdzie wszystko się zdarzyło, ale przy okazji zawsze zdumiewa mnie coś innego. Postawa ludzi, którzy są gotowi wygłaszać nawet najbardziej zidiociałe, wariackie tezy na granicy kabaretu, aby tylko na siłę „zdemaskować, opluć i w ich mniemaniu wyjaśnić wbijając w piach, bo… on widzi, on wie i już...

czytaj dalej

FILM FN

MOC ENERGII CHI

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.