Dziś jest:
Niedziela, 29 marca 2020

Uratować planetę?  Jak możemy być tak aroganccy?  Planeta jest, była i zawsze będzie silniejsza od nas. Nie możemy jej zniszczyć. Jeśli przekroczymy granicę, to planeta po prostu usunie nas z powierzchni i będzie istnieć dalej.
Paulo Coelho, „Zwycięzca stoi sam”

Komentarze: 1
Wyświetleń: 2766x | Ocen: 33

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 3/5


Czw, 12 mar 2020 08:02   
Autor: FN, źródło: FN   

KATASTROFA UFO W GDYNI W 1959 - CZY TO BYŁO POLSKIE ROSWELL?


To jedna z najbardziej klasycznych historii o UFO przypominające najlepsze odcinki serialu "X`Files" z tą różnicą, że wydarzyła się naprawdę. W Bazie FN odbyło się spotkanie 10 marca 2020 poświęcone temu wydarzeniu. Postanowiliśmy z tej okazji w serwisie przypomnieć relację Stanisława Kołodziejskiego, świadka upadku UFO do basenu portowego nr 5 w Gdyni, z którym mieliśmy ogromny zaszczyt spotkać się w 1996 roku.


Gdynia, Dworzec Morski, lata 50-te

 

 


Polskie Roswell - Katastrofa UFO w Gdyni w 1959

Do tego niezwykłego wydarzenia doszło wczesnym rankiem 21 stycznia 1959 roku. Tego dnia na Bałtyku był sztorm, siła wiatru dochodziła do 8 stopni w skali Beauforta. W Porcie Gdyńskim przy basenie portowym nr 5 trwał rozładunek statku. Było kilka minut po szóstej rano, kiedy na niebie pojawił się jasno świecący obiekt, który wydawał przerażający świst i leciał bardzo dziwnym torem. Rozpoczęliśmy w tej sprawie śledztwo i udało nam się porozmawiać ze świadkami tego niezwykłego wydarzenia. Tego dnia na portowym dźwigu pracował Stanisław Kołodziejski. Tak wspominał ten niezwykły moment (relacja została nagrana przez Fundację Nautilus w lipcu 1996 roku).


Stanisław Kołodziejski, zdjęcie wykonane przez FN w 1996 roku, Archiwum Projektu "OTWARTE NIEBO"

- Miałem wtedy 30 lat. Pracowałem tego dnia na najwyższym w porcie dźwigu, stojącym w pobliżu Basenu Polskiego. Wszystko widziałem dokładnie. Akurat miałem chwilę przerwy, kiedy nagle zobaczyłem to coś. Moim zdaniem obiekt miał 1,5-2 metry średnicy i przypominał taką trochę spłaszczoną kulę, w każdym tak to zapamiętałem... to była chwila, ułamek sekundy. To dziwadło świeciło jasnym światłem takim pomarańczowym i bardzo intensywnym, czasami wydawało się, że zmieniło kolor na czerwony. UFO leciało poziomo na niskiej wysokości, może 30-40 metrów i ciągnęło za sobą jasny płomień. Kiedy obiekt nadleciał nad statek i potem runął do wody, to pamiętam, że jak był nad statkiem miałem wrażenie, że na chwilę zatrzymał się w powietrzu.

Obiekt wykonał skręt pod kątem 90 stopni i dosłownie pionowo trzasnął w wodę tuż obok statku do basenu portowego. To wszystko działo się w ułamku sekundy, ułamku sekundy... Dźwięk? Rodzaj przeciągłego, przerażającego świstu. Jego prędkość była potężna, szybsza niż wszystkie samoloty, jakie kiedykolwiek widziałem. Nie był to na pewno meteor, bo one nie są w stanie wykonać tak nieprawdopodobnej ewolucji i skręcić nagle w zupełnie innym kierunku. Moim zdaniem było to UFO. Kiedy obiekt przeleciał nad statkiem i wykonał ten nagły skręt jego przelot spowodował, że potężnym statkiem mocno zakołysało. Tyle lat pracowałem na dźwigu, a pierwszy raz w życiu zobaczyłem, żeby cokolwiek mogło spowodować takie zachowanie potężnego statku.

Kiedy obiekt wpadł do basenu wzbił fontannę wody na wysokość kilku metrów, rozległ się potworny świst, a potem syk jak już to „coś” było w wodzie. Wybiegłem z kabiny i z niedowierzaniem patrzyłem się na to, jak kołysze się ten statek po przelocie nad nim tego UFO. Aby była jasność  - ten obiekt przeleciał tuż nad statkiem, potem na chwilę się zatrzymał,  a następnie skręcił w dół i uderzył w wodę. Powstały po tym uderzeniu ogromne fale, pamiętam je wyraźnie. Zewsząd zbiegli się ludzie, ja też stanąłem i gapiłem się w miejsce na wodzie, w którym zanurzył się ten obiekt.

Przez kilka minut woda się kręciła, a wokół widać było wychodzące z wody bąble powietrza, a nad wodą unosiła się para... w życiu czegoś takiego nie widziałem! W tamtych czasach nikt nie słyszał o UFO… to był 1959 rok. Zobaczyłem, że na miejsce upadku UFO do wody patrzył się Jarosław Dąbrowski, który był lukowym. Zapytałem go, czy coś widział. Potwierdził! Powiedział, że to coś wielkości dwustu-litrowej beczki!

Myśleliśmy, że to ruskie jakąś maszynę zrobili, która miała awarię. Inni ludzie mówili, że to ruski satelita, ale przecież to nie był żaden satelita. To było coś nie z tej Ziemi! Potem przyjechało wojsko i cały teren został otoczony kordonem przez żołnierzy. Ja tego nie widziałem, ale chłopaki opowiadali, że na dno schodzili płetwonurki z wojska i coś przy pomocy lin zostało wydobyte na powierzchnię, a potem umieszczone w ciężarówce z ruską rejestracją. To był taki typowy ciężarowy samochód z zieloną blandeką , wojskowa ciężarówką. Jeden z kolegów opowiadał, że ten obiekt był dużych rozmiarów, bo ledwo się na tę ciężarówkę zmieścił. Potem konwój wojskowych samochodów gdzieś pojechał i zawiózł do całe UFO, ale gdzie, to nie wiem.

My mieliśmy rozmowy z jakimiś fagasami z wojska, którzy mówili nam, żeby z nikim o tym nie rozmawiać. Co oni wtedy wydostali z tej wody? Ludzie różnie mówili, ale ja myślę, że to nie był żaden satelita, a o samolocie czy rakiecie nawet nie ma co mówić. Panowie mówicie, że kiedyś w Stanach Zjednoczonych w tym całym Roswell coś spadło i że to Amerykanie zdobyli. Ja myślę, że w 59 roku w tę styczniową noc wydarzyło się coś podobnego, tyle że w Polsce i nie spadło na ziemię, ale do wody. W tym sensie my też mamy takie polskie Roswell, które miało miejsce w Gdyni. Szkoda, że już wielu chłopaków nie żyje, którzy to wszystko widzieli.

 


Basen Portowy nr 5, Gdynia

Do katastrofy w Gdyni doszło 21 stycznia 1959 roku. Pierwszy artykuł na ten temat pojawił się po tygodniu. 23 stycznia 1959 do redakcji "Wieczoru Wybrzeża" rano zadzwonili Włodzimierz i Jadwiga Płonczkier, pracownicy POSTI w Gdyni. Powiedzieli, że o godzinie 6:05 rano zauważyli nadlatujący nad miasto od północnego zachodu talerz. Był duży, koloru pomarańczowego o różowych brzegach. Zawisł nad miastem na kilkanaście sekund.

W naszym archiwum jest zdjęcie, które wtedy rzekomo wykonali państwo Płonczkierowie. Prezentujemy je poniżej.



Później ukazał się artykuł zatytułowany "Portowcy opowiadają o tajemniczym przedmiocie". Okazało się, że było wielu świadków przelotu UFO nad portem w Gdyni. Pierwszym, który oficjalnie zgłosił w Kancelarii Miejskiej MO swoją relację był pracownik portu, Jan Blok. Oto fragment jego zeznań na komendzie:

Ja i pięciu moich kolegów pracowaliśmy w tym czasie w ładowni (...) Ten dźwięk przypominał raczej zgrzyt, powstały na skutek tarcia metali. Dźwigowy Władysław Kuczyński dodał, że coś; było długości około metra, raczej półkoliste niż okrągłe, najpierw różowe, później coraz bardziej czerwieniejące. Woda wytrysła na wysokość 1,5 metra.



O wydarzeniu pisały gazety. "Wieczór Wybrzeża" powołując się na relacje naocznych świadków, na pierwszej stronie zamieścił informację o katastrofie nieznanego pojazdu, który wcześniej przeleciał nad gdyńskim portem. Oto fragment tego artykułu:

"Zaobserwowany obiekt był dużych rozmiarów i miał kształt koła. Talerz ten był koloru pomarańczowego, jego brzegi zabarwione były na różowo. Obiekt nadleciał od strony miasta i wykonując gwałtowny manewr, jakby chciał uniknąć rozbicia się a ląd, spadł prawie pionowo do wód portu."

I jeszcze jeden fantastycznie ciekawy wątek tej historii. Inżynier Alojzy Data pracował wtedy w gdyńskim porcie. Był jednym z nielicznych świadków, którzy widzieli moment, kiedy żołnierze wydostali z wody dziwny obiekt w kształcie normalnej butelki. Dlaczego ten przedmiot był dziwny? Szokowała jego waga - prawie każda osoba ledwo go mogła unieść do góry, a przecież nie był dużych rozmiarów. Oto fragment jego relacji:

- Był to walcowaty pojemnik jakby z folii szklanej wypełniony rdzawą cieczą o wiele cięższą od wody. Nasze laboratorium bardzo bało się sprawdzić ten pojemnik. Trzeba wiedzieć, że po wojnie dno morza usiane było różnymi świństwami. Podejrzewano, że to może być iperyt albo fosgen. Problem został rozwiązany w bardzo prosty sposób: natychmiast pojawił się pracownik Urzędu Bezpieczeństwa, który zabrał znalezisko. I tyle je widzieliśmy.

Inżynier Data powiedział w rozmowie z Fundacją Nautilus w 1996 roku coś zdumiewającego. Jego zdaniem kilka dni później nad portem w Gdyni widać było unoszący się na wysokości ok. kilometra dysk, który miał wyraźny szary kolor i wydawał się być z jakiegoś metalu w rodzaju aluminium.

- To nie tylko ja ten obiekt widziałem, ale też moi koledzy. Mówiliśmy wtedy, że to pewnie Rosjanie robią jakieś zdjęcia terenu z powietrza, a ten obiekt to pewnie jakaś nowa technologia wojskowa, może jakieś nowej konstrukcji balon. Dziwiłem się tylko, że obiekt tak nieruchomo utrzymywał się w powietrzu, a przecież na takiej wysokości musiało nieźle wiać. Ile miał średnicy? Myślę, że co najmniej 10-15 metrów. Wisiał bardzo długo, może z godzinę albo dłużej. Nie wiem, jak odleciał. Kiedy po krótkiej przerwie spojrzałem na górę to już go nie było.

Potem pojawiały się nieprawdopodobne wątki związane z tą historią. Znaleźli się świadkowie, którzy opowiadali o pozaziemskiej istocie, która miała być znaleziona na gdyńskiej plaży i przetransportowana do szpitala Akademii Medycznej w Trójmieście. Próbowaliśmy wtedy w 1996 roku potwierdzić ten wątek, ale nasze śledztwo do niczego konkretnego nas nie doprowadziło. Wielu świadków tamtych wydarzeń już nie żyło – inni mimo upływu lat bali się mówić.

Nie mamy jednak wątpliwości – 21 stycznia 1959 roku wydarzyło się coś, co śmiało można nazwać „Polskim Roswell”. I tylko mamy nadzieję, że kiedyś Rosja stanie się normalnym państwem i udostępni akta tej sprawy, które muszą być gdzieś w tajnych wojskowych archiwach. Jeśli tak się stanie, będziemy pierwsi, którzy samolotem polecą do Moskwy, aby się z nimi zapoznać. Ta tajemnica na to ze wszech miar zasługuje.

FN, 10 marca 2020 roku

Projekt FN „OTWARTE NIEBO”

Komentarze: 1
Wyświetleń: 2766x | Ocen: 33

Oceń: 2/5
Średnia ocena: 3/5


Czw, 12 mar 2020 08:02   
Autor: FN, źródło: FN   


Komentarze (1)
Poniżej znajduje się lista komentarzy.

Wt, 17 mar 2020 13:41 | ocena: + 1

Tomash | Załogant

W latach 80-tych poprzedniego stulecia było takie czasopismo "Skrzydlata Polska". Kupowałem je regularnie bo interesowało mnie wtedy modelarstwo a w "Skrzydlatej Polsce" drukowano plany historycznych samolotów bojowych. Bodaj na ostatniej stronie były artykuły w rodzaju "Ciekawostki". Mama zwróciła moją uwagę na artykuł o UFO i w ogóle na temat UFO. Właśnie w owych "Ciekawostkach" przeczytałem o tym zdarzeniu z Gdyni. I w ogóle po raz pierwszy zetknąłem się z tematem przybyszów z kosmosu. Dodam tylko, że wspomniana rubryka traktowała takie tematy jako-dosłownie-"ciekawostki" a nie jako "nawiedzone bujdy". Pozdrawiam.

Wyświetl według: Chronologicznie Ocena
w kolejności: rosnąco malejąco

* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Aby dodać komentarz, zaloguj się.
szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, który zajmuje się monitorowaniem pandemii, podali, że wirusem SARS-CoV-2 zakaziło się na świecie ponad pół miliona ludzi. Liczba zgonów zbliża się do 30 tysięcy, a epicentrum pandemii znajduje się teraz w Europie, choć z coraz gorszą sytuacją mamy do czynienia w USA. Koronawirus dotarł już do wszystkich państw świata. Nakaz pozostania w domach obejmuje w tej chwili ponad jedną czwartą populacji na całym świecie. W Argentynie, Indiach i Egipcie wprowadzono...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pt, 27 mar 2020 17:22 | Witam, wczoraj (26 marca - przyp. FN) o godzinie 19 nad Olsztynem latał bardzo nisko dziwny śmigłowiec. Leciał bardzo nisko, miał dziwne oświetlenie (bardzo jasne nienaturalne światło), ciężko było dostrzec jego kontury ale miałem wrażenie że jest koloru głębokiej czerni i jakby to nie był śmigłowiec a latający samochód taki szeroki śmigłowiec do tego odgłos silnika taki dziwny jakby wydobywał się z głośników a nie z pracującego silnika. Pozdrawiam

Artykułem interesują się

Poniżej lista Załogantów, których zainteresował ten artykuł. Możesz kliknąć na nazwę Załoganta, aby się z nim skontaktować.

Dziennik Pokładowy

Piątek, 13 marca 2020 | Mam wrażenie, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawę z tego, co się stało na świecie w związku z koronawirusem. Cały czas czytam, że ‘to zwykła grypa, z tym że mniej groźna’, a w ogóle to ‘jest to burza w szklance wody’, wszystko minie, a o tym całym wirusie z Wuhan szybko zapomnimy. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie – koronawirus zmieni świat, jaki znamy.

czytaj dalej

FILM FN

KORONAWIRUS BYĆ MOŻE UWOLNI OSTATNICH NIEWOLNIKÓW, CZYLI ZWIERZĘTA TRAKTOWANE PRZEZ LUDZI JAK PRZEDMIOTY...

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.