Dziś jest:
Wtorek, 12 maja 2026
Bo dobry człowiek w mętnych zdarzeń tłumie prawdziwą ścieżkę zawsze znaleźć umie.
/Johann Wolfgang von Goethe/
Zachowany w kajucie.
Dodaj do interesującychZastanawiałem się, czy zamieścić obszerny fragment książki nad którą pracuję, czy też może napisać tekst na nowo. Łatwiej byłoby tekst, bo gotowy i w ogóle, ale przeczytałem ten mój tekst sprzed miesięcy i jednak postanowiłem napisać go specjalnie do tego odcinka „Dziennika Pokładowego”, gdyż wtedy pisałem go w bardzo radosnym nastroju. Jest on zabawny i bardzo pogodny, a dziś mam nastrój trochę inny przez sprawy rodzinne.
Mój tato (85 l.) wkroczył bowiem w okres życia, który przypomina przekroczenie wysokości 8 tysięcy metrów na ośmiotysięcznikach, gdzie groźne dla naszego życia i zdrowia jest absolutnie wszystko. Właśnie po raz kolejny trafił do szpitala przez niewydolność krążenia i mam gorącą linię z moją mamą.
Tak naprawdę ważą się losy mojego wyjazdu do Emilcina i każda godzina przynosi nowe informacje, które sprawiają, że cały czas się waham – jechać do Emilcina czy nie jechać… Piszę te słowa jeszcze przed podjęciem ostatecznej decyzji. Wiem jednak, że moja obecność przy pomniku UFO jest konieczna, aby dać świadectwo prawdzie o tych wydarzeniach. W tym roku po raz pierwszy pojawią się tam ci, którzy od lat promowali najbardziej szkodliwe kłamstwo w dziejach polskiej ufologii o „hipnotyzerze wszechczasów”.
Szkodliwe dla ufologii, ale przede wszystkim dla Emilcina. Przez lata byłem jedynym, który w sposób zdecydowany i jednoznaczny dawał opór tej wymyślonej przez cwaniaka bzdurze i jako jedyny mówiłem o tym, jak bardzo te brednie o hipnotyzerze Witoldzie Wawrzonku są takim zwykłym łajdactwem, które z niskich pobudek były promowane w mediach między innym przez jutjuberów zajmujących się UFO. To oni w tym roku do Emilcina przyjadą i postanowili zrobić coś, co nawet mnie – a proszę mi wierzyć, jest to trudne –zdumiało takim zwykłym brakiem poczucia wstydu.
Bo ja pamiętam ich wykpiwające komentarze pod każdym moim wywiadem, w którym mówiłem o prawdziwości Emilcina. W komentarzach tych pod niebiosa wychwalali idiotyzm o hipnozie Wolskiego. Dziś nagle hokus-pokus wajcha im się przestawiła i już teoria o hipnozie stała się „passe”. Ale ja pamiętam, co oni wypisywali i wygadywali. I nie można pozwolić, żeby ten okres został zapomniany, bo naprawdę szkody dla tej historii wyrządzili ogromne. I opluskwili ją kłamstwem, które zafunkcjonowało publicznie i które usunąć będzie bardzo trudno, ale to zrobimy. Potrzeba tylko czasu.
Ale zanim przejdziemy do Emilcina najpierw wyjaśnijmy, skąd ten dziwny tytuł mojego wpisu i jak to się stało, że w Dzienniku Pokładowym znalazł się fantastyczny pod każdym względem i po prostu legendarny aktor z Hollywood, którego cenię i szanuję . Grał on bowiem postacie na wskroś pozytywne, które łączył jeden element: w pewnym momencie grany przez niego bohater pojawiał się i robił porządek z jakimiś kanaliami i palantami. I za to należy mu się dożywotni szacun! ; -)

Jeśli miałbym polecić wam drodzy czytelnicy tego odcinka Dziennika Pokładowego jeden film, gdzie John Wayne jest kwintesencją swojej legendy, to chyba wymienił bym film „Poszukiwacze” (The Searchers). Jako Ethan Edwards jest uparty, charyzmatyczny i nieugięty, a na końcu robi porządek. Ten film to ikona westernu, a jego postać to esencja tego, czego ludzie oczekują od Johna Wayne’a.
Okazało się, że ten fantastyczny aktor także w moim życiu odegra superpozytywną rolę i sprawi, że wreszcie będę mógł opisać to draństwo w postaci „Bezinteresownej Zawiści”, z którym się mierzę od praktycznie samego początku mojej przygody z UFO.
Tę piękną definicję tego jakże polskiego zjawiska usłyszałem od znanego polityka. Pod wywiadem ze mną na jego kanale na YouTube jak zawsze zameldowali się ci sami zakompleksieni ludzie na czele z kontem parasiury (nazwę wyjaśnię za chwilę) wypisujący jak zawsze szkalujące mnie wpisy, o czym go uprzedziłem. Zadzwonił do mnie po premierze odcinka podcastu z moim udziałem i powiedział mniej więcej tak:
- Miałeś rację, ta cała sfora zawistników natychmiast się pojawiła, ale żeśmy ich zablokowali. Jest takie trafne określenie, czyli „bezinteresowna zawiść”. Niestety w Polsce bardzo jest ona w cenie i występuje prawie w każdej dziedzinie życia. Przykre, że musisz się z tym zmagać, ale w ogóle się tym nie przejmuj. Ich komentarze pod każdym z twoich wywiadów pokazują, że jesteś dla tych małych ludzi punktem odniesienia, tak naprawdę oni ciebie podziwiają, choć w tych komentarzach opluwają ile wlezie. I mają przez ciebie nieustający ból pewnej tylnej części ciała, ale to jest rzecz super pozytywna. Pamiętaj Robert, ze te ich wpisy są jak medal dla ciebie i dowód, że osiągnąłeś coś spektakularnego w swojej dziedzinie, a ci mali ludzie opluwając ciebie tak naprawdę klaszczą tobie z podziwu, bo tak jest w Polsce. Pamiętaj o tym!
Jego słowa o „bezinteresownej zawiści” tak bardzo mi się spodobały, że od razu przejąłem tę nazwę jako najbardziej trafne określenie tego stanu umysłu, który pcha taką czy inną zakompleksioną sierotę do tego, żeby najpierw sprawdzić, kiedy będzie miał premierę kolejny wywiad ze mną w YouTube, a następnie choćby przez dwie godziny lub dłużej siedzieć non-stop przed ekranem wypisywać teksty w stylu:
„Znowu ten narcyz co się wszędzie wpycha, znowu ten kłamca o Zdanach i znakach po suszarkach, znowu ten szur milczący o tym, że Emilcin został już dawno wyjaśniony hipnozą , który nie ma nic do powiedzenia” i tak dalej w tym stylu – to tylko przykład komentarza, których dziesiątki, jeśli nie setki, znajdziecie pod wywiadami ze mną. Wszystkie są bardzo podobne do siebie, wręcz bliźniaczo podobne. Tą sprawą zainteresował się jeden z Jutjuberów, czyli Żurnalista.
Po ich lekturze dostrzegł rzecz oczywistą, że piszą je ci sami ludzie z tych samych nicków, co go nawet bardzo rozbawiło. Dlaczego? A dlatego, że skoro te bidule piszą tak konsekwetnie, że mnie – cytat - „się nie da oglądać”, a jednak zaciekle każdy wywiad ze mną oglądają, to świadczy to o ich wyjątkowych kompleksach wobec mojej osoby, ale także o unikalnym, wręcz olimpijskim ich zakłamaniu i obłudzie. I tu akurat trafił w dziesiątkę, do czego jeszcze wrócę.
Jaka jest skala tego zjawiska? Najlepiej to widać na pewnym kanale, który prowadzą moi koledzy z dawnych, radiowych lat. Wraz z pojawieniem się u nich pana jutjubera o UFO komentarze pod wywiadami ze mną dosłownie z dnia na dzień zamieniły się w nienawistny ściek. Poprosiłem sztuczną inteligencję o przeanalizowanie komentarzy i ocenienie, jaka część zawiera hejt przeciwko mojej osobie. Okazało się zresztą ku mojemu szczeremu rozbawieniu, że komentarze hejterskie stanowią ok. 75 (!) procent, natomiast pod materiałami pana jutjubera o UFO 2 procent. I tylko dla formalności i rozbawienia Ciebie drogi czytelniku tego tekstu dodam, że materiały pana jutjubera od UFO na kanale moich kolegów nie są stanie pod względem tzw. oglądalności nawet zbliżyć się do wywiadów z moim udziałem. Podobnie jest na innych kanałach, gdzie występowałem i gdzie inni panowie jutjuberzy od UFO się pojawiali.
Tymczasem od pewnego czasu w komentarzach pojawiły się nowe elementy, które sprawiły, że dziś postanowiłem opowiedzieć o mojej przygodzie z Johnem Waynem i robię to z ogromną radością, gdyż wiąże się z tym dość osobliwe wydarzenie i przepowiednia wygłoszona przez dwóch jasnowidzów i to niezależnie od siebie. Jaka przepowiednia? O tym za chwilę. Sami zobaczycie, ze to bardzo ciekawa i osobliwa historia. Czy się sprawdzi? Zobaczymy. Moi przyjaciele z fundacji ciągle mnie dopingowali do napisania tego tekstu mówiąc:
- Opisz to wszystko. Ludzie jak poznają kulisy tej historii z Johnem Wayne`em, to wszystko dla nich stanie się jasne. Napisz to wszystko, co nam powiedziałeś i co my wiemy o tej sprawie! I koniecznie opisz tę sprawę. Koniecznie!
Oczywiście mieli rację, choć chciałem to zrobić w planowanej przeze mnie książce, gdyż temat komentarzy Johna Wayne`a wydawał mi się do niej wręcz wymarzony i pokazujący kulisy działalności na YouTube i tak zwanych „kanałów kanalii” budujących siłę na opluwaniu i szkalowaniu, a także owej wspomnianej przeze mnie jakże polskiej „bezinteresownej zawiści”, która zasługuje jak najbardziej na opisanie. Bo dotyczy nie tylko dziedziny, którą ja się zajmuję, ale każdej innej, w tym na przykład polityki. Niestety to wyraźnie część naszej „polskiej duszy”.
Od czego w takim razie zacznę? A nietypowo, bo od tego, że panowie” jutjuberzy prowadzący serwis parasiurów” (za chwilę wyjaśnię, skąd ta pełna uroku nazwa) zaczęli mnie ostatnio nazywać… Bossem. ;-)
W zasadzie nie mam nic przeciwko temu, bo można potraktować to jako dowód uznania. Wszystko przez to, że to słowo pojawia się w opisie do jednego zdjęcia, które pojawiło się w książce „Jestem z Gwiazd”. Ponieważ ci zawistnicy czytali każde słowo w tej książce szukając „kompromatów na mnie” w każdym miejscu gdzie tylko się da, więc chwycili się bidule tego Bossa. Autorem podpisu pod zdjęciem jestem ja – umieściłem swój pseudonim z liceum i oczywiście nie przypuszczałem, że w swojej głupocie tak nobilitująco zaczną mnie nazywać „parasiury”. W sumie wyszło naprawdę genialnie, bo mamy Bossa i „parasiury” – wystarczy jeden rzut oka i wszystko jest jasne. Zobaczcie, jak to określenie znalazło się w książce.
Jak to było z tym Bossem? To fantastyczna i bardzo sympatyczna historia. Odsyłam wszystkich do książki „Powrót do Gwiazd”, nad którą teraz pracuję z Anią Matusiak. Zdradzę tylko, że wszystko przez to, że w pierwszym dniu mojego pobytu w liceum zrobiłem piorunujące wrażenie na panu profesorze Marku K. od PO (Przysposobienia Obronnego), gdyż przez przypadek znałem na pamięć dokładną formułkę meldowania o stanie klasy. Potem „pan peowiec” postawił przy moim nazwisku w dzienniku tajemniczą literkę „D” czyli… „dowódca”. Koledzy łaskawie zmienili to na Boss i… tak już zostało. Zawsze to określenie traktowałem żartobliwie i z przymrużeniem oka.
Tyle o „Bossie”. A teraz o „parasiurach”. To genialne i wyjątkowo trafne określenie oddające w pełni stan umysłu tych panów prowadzących własny kanał na YouTube, którego to określenia - przyznam to ze smutkiem i zazdrością - nie ja jestem autorem. Wszystko się wiąże z bardzo konkretną wizytą na Komisariacie Policji po fali nocnych telefonów, których zadaniem było uniemożliwienie mi spokojnego snu.
Musicie bowiem wiedzieć drodzy czytelnicy, że hejt wobec mnie od lat daleko wykracza poza obrażanie mnie w nawet najbardziej wymyślny sposób w komentarzach pod wywiadami ze mną. Ci bezwzględni w swojej nienawiści do mnie ludzie (to inna grupa, której już nie ma, ale też o stanie umysłu „parasiura”) wysyłali pisma do mojej redakcji i do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, aby za „szerzenie kłamstwa o zdjęciach UFO w Zdanach” zwolnić mnie i zakazać wykonywania zawodu. Nie było granicy chamstwa, którą w imię „bezinteresownej zawiści” nie dało się przekroczyć.
Bez najmniejszego wstydu, a raczej przy pełnym bezwstydzie w komentarzach pod wywiadami ze mną i mnie używając najbardziej obraźliwych sformułowań (z których „szur” jest najbardziej łagodnym). Wynaleźli też ciekawą metodę „na parasiura” szkalowania mojej osoby w swoich audycjach. Pan parasiur nie podaje mojego nazwiska choć cały czas do mojej osoby nawiązuje, a „na pełnej o Bernatowiczu” jest dopiero w komentarzach, bo miłośnicy parasiurów doskonale wiedzą, kogo pan parasiur ma na myśli mówiąc np. „szur” czy „narcyz budujący własny kościół”. Skąd to się wzięło? A stąd, że oni nie mogą znieść tego, że moja osoba budzi zainteresowanie w takiej skali, która jest poza ich zasięgiem. Bo oni są po prostu nie budzą ludzkiej sympatii. Bo to co? No to dawaj mówić, że „ten popularny buduje kościół” i pozamiatane. Proste? Proste.
Pomyślałem, że skoro tak, to ja w tym tekście w zasadzie też nie będę używał żadnych nazwisk – to jest zupełnie zbyteczne, bo raczej chodzi mi o pokazanie stanu umysłu tych ludzi, ale także kontekstu związanego z UFO. Nazywałem ich faktycznie różnie, gdyż polski język jest bardzo bogaty na określanie przaśnych i komicznych postaw ludzi małych i zakompleksionych, szerzących hejt wobec tych lepszych od nich, ale absolutny „strzał w dziesiątkę” usłyszałem właśnie na komendzie policji, gdzie zgłosiłem tę sprawę z prośbą o ustalenie sprawców. Było to po kolejnej prowokacji wobec mojej osoby, bardzo wyrafinowanej i wyjątkowo chamskiej nawet jak na świat tych hejterów, gdyż miałem telefony z ukrytych numerów non-stop w środku nocy. Pomyślałem, że skoro takie prowokacje pojawiają się regularnie, to może warto zgłosić tę sprawę i zapytać, czy można ustalić osoby, które stały za tą prowokacją. Z braku lepszego pomysłu nazywałem ich hejterami. I właśnie wtedy usłyszałem to genialne określenie.
Funkcjonariusz najpierw długo uśmiechał się, a potem powiedział mniej więcej tak (odtwarzam z pamięci):
- Panie Robercie, my po pana zgłoszeniu sprawdziliśmy media społecznościowe i internet, kto mógłby robić te prowokacje i właściwie od razu widać, kto ma „pier…” na pana punkcie. Ale panie Robercie, ja panu powiem szczerze – pan nie ma hejterów, a co najwyżej ma pan takie siury… Z mojego doświadczenia wynika, że na pewno te prowokacje są od nich lub ludzi z ich kręgu. Te siury jakąś tam grupę swoich sympatyków nauczyli nienawiści do pana osoby i być może trafił się tam psychopata, który rzeczywiście wykonuje te nocne telefony do pana. Szkoda pana czasu i energii na nich. Ale panie Robercie… niech pan spojrzy na tego całego parasiura z kanału parasiurów – sierota wygląda fatalnie, w dodatku jego nie da słuchać bo jest nudny jak flaki z olejem, ma kompleksy wobec pana widoczne na kilometr już po pierwszym spojrzeniu na gościa… przecież to jest nieszczęście polskiego internetu, że facet z takim wyglądem i z takim brakiem zdolności medialnych wymyślił sobie, że będzie się pokazywał i coś tam opowiadał, choć nigdy z powodów czysto estetycznych tego robić nie powinien. Przecież on ciągle do pana nawiązuje, ciągle jest pan dla tego siura punktem odniesienia. A jeszcze jakby tego było mało… czy zwrócił pan uwagę na rzecz bardzo zastanawiającą, że te wszystkie obłąkańce na pana punkcie mają… takie śmieszne, przaśne nazwiska? To też jest źródło kompleksów i frustracji. Z nazwisk co prawda się śmiać nie wolno, ale panie Robercie… taki jeden z drugim zawsze będzie tylko tym kim jest, czyli takim gnojkiem, który musi płacić podczas pana wywiadów, żeby pana opluć w jego siurowym mniemaniu wreszcie skutecznie. Naprawdę niech pan tych biednych ludzi zostawi w spokoju, bo oni i tak mają wyraźnie zmarnowane życie przez pana i przez to, że pan w ogóle jest. Bo pan jest wszędzie panie Robercie, a tego przaśnego i utytego parasiura nikt nie zaprosi do podcastów, bo jego się po prostu nie da oglądać i on nigdy nie zrobi takich wyników jak pan. Poza tym niech pan zobaczy… pan reprezentuje organizację, macie siedzibę, pokoje z archiwum, kampera, prowadzicie rachunkowość, przesyłacie sprawozdania do urzędów. A oni co? Nic, tylko mają własny kanał i tyle tego wszystkiego. Parasiury to tak naprawdę taka para dwóch siurów, takie dwie bidule, które sobie kanał na YouTube otworzyły. Szkoda pana energii i czasu, poza oni tak żle wyglądają w tym YouTubie i tak są pokraczni w tych swoich kompleksach wobec pana osoby, że naprawdę niech pan spojrzy na nich ze współczuciem… oni mogą pisać setki komentarzy nienawistnych pod pana adresem, a zawsze będą to takie dwa żałosne i niespełnione fagasy. Niech pan na to tak spojrzy i zostawi ich z tymi kompleksami. Szkoda pana nerwów i czasu.
Określenie „parasiury” mnie po prostu zachwyciło trafnością i tylko zazdrość człowieka bierze, że nie ja na to określenie wpadłem. O tym, że w fundacji nazywamy ich „parasiurami” dowiedziała się cała Polska podczas jednego z wywiadów ze mną w serwisie YouTube, kiedy ta żałosna, zawistna bidula nie tylko że oglądała moją rozmowę od początku do końca (jak zawsze zresztą), ale jeszcze nawet gość zapłacił (!) za to, aby zamieścić płatny komentarz oczywiście mnie opluwający. Małe, żałosne, takie przaśne jak cała ta sierota pokraczna z portalu parasiuró.
Kilka lat temu miałem zabawną sytuację. Z redakcji miesięcznika, w której ten szkalujący mnie non-stop parasiur pracuje zadzwonił do mnie właściciel wydawnictwa. Okazało się, że szukają redaktora naczelnego tego szacownego pisma. Osoby charyzmatycznej, znanej, z mocnym nazwiskiem. Czasami potrafię być trochę złośliwy, więc zapytałem właściciela pisma parasiura, bo przecież do obsady naczelnego jest on na wyciągnięcie ręki. W odpowiedzi usłyszałem… napiszę to szczerze – po tej rozmowie tego parasiura nawet zrobiło mi się tak po ludzku żal. Jej szczegóły zachowam dla siebie, ale zawsze jak widzę nienawistny komentarz pod jakimś wywiadem tego zakompleksionego człowieka, to sobie tę rozmowę przypominam. I zawsze się uśmiecham.
Mój kolega zwrócił mi uwagę, że jestem w stopce tego miesięcznika, a skoro zastępcą naczelnego pisma jest człowiek z mocnym psychicznym odlotem na moim punkcie, to chyba czas, żeby się z tej stopki usunąć. Kolega Marek zaproponował, że napisze w tej sprawie list do właściciela pisma. Poprosił mnie o nagranie „głosówki”, co powinno się w tym liście znaleźć. Zrobiłem to, a on to spisał i skwapliwie dodał. Pozwólcie, że zacytuje fragment tego pisma. Usuwam nazwę miesięcznika i wszelkie nazwiska.
[…] zauważyłem, że pod każdym wywiadem Roberta Bernatowicza w sieci niezależnie od tego, jak mały i niszowy byłby to kanał, w komentarzach pojawia się wice-naczelny najbardziej zasłużonego pisma ezoterycznego w Polsce i jako [parasiur] wypisuje najgorsze, opluwające Roberta Bernatowicza plugastwa. Pomińmy szczeniacki, wręcz chamski poziom tych komentarzy, które pokazują małość, kompleksy i prostactwo ich autora, gdyż to sprawa drugorzędna. Najważniejsze jest to, że to prymitywne opluwanie człowieka ze stopki redakcyjnej […] robi zastępca redaktora naczelnego[…] . Nie wiem, czy Pani redaktor jest tego świadoma, że [pan parasiur] śledzi zaciekle YouTube pod jednym kątem - kiedy tylko pojawi się informacja, że Robert Bernatowicz będzie gościem gdzieś na kanale, to [pan parasiur] jako [kanał parasiurów] z wyraźnie obsesyjną gorliwością poświęca swój czas, natychmiast się na takim kanale melduje jako [kanał parasiurów]i już w momencie premiery wywiadu na YouTube pisze te swoje plugawe teksty pod adresem Roberta Bernatowicza i potrafi je pisać przez nawet dwie godziny i dłużej, jeśli tyle trwa rozmowa z Robertem Bernatowiczem i jest uruchomiony chat. To jest tak szczeniackie, tak małe i tak po ludzku smutne. Niestety w Polsce opluwanie ludzi, którzy coś w życiu osiągnęli, bardzo się podoba i zyskuje w małych ludziach uznanie i poklask. Tak jest też w tej sprawie.
Wszelkie granice chamstwa i prostactwa wicenaczelny […] przekroczył w audycji na swoim nowym kanale UFO-Historie wyemitowanej 4 grudnia, czyli w dniu premiery książki […]. Przez ponad godzinę wydając z siebie od czasu do czasu obleśny rechot zastępca redaktora naczelnego […] dosłownie miał jeden cel – oblać autorów książki swoimi nienawistnymi żygowinami i zniechęcić maksymalną liczbę ludzi do zakupu książki. [jujuber Parasiur] pozwolił sobie także na prymitywne wycieczki pod adresem autorki wywiadu […] . Pani nie występuje w mediach, więc w sposób naturalny twarzą tego pisma jest ten mały, zawistny człowieczek prowadzący [kanały parasiurów]. Dla mnie miesięcznik […] był zawsze symbolem klasy i poziomu, do którego było daleko innym podobnym tytułom zajmującym się szeroko pojętą ezoteryką. Dosłownie w głowie się nie mieści, że zastępca redaktora naczelnego […] w ten sposób traktuje człowieka, który jest w stopce redakcyjnej pisma i tak naprawdę jest jednym z nielicznych ludzi, których nazwisko jest znane nie tylko ludziom interesującym się ezoteryką.
Nawet tam w komentarzach znaleźli się ludzie, których także zniesmaczył nie tylko poziom [jutjubera parasiura][ i jego prostactwo, ale przede wszystkim stopień nienawiści do Roberta Bernatowicza, który moim już dawno przekroczył wszelkie granice, także estetyczne i związane z czymś, co polskie prawo uznaje za szkalowanie. To nie jest jeden czy dwa pojedyncze komentarze – ten człowiek jako [kanał parasiurów] wypisuje ich od lat dziesiątki pod każdym, dosłownie każdym wywiadem współpracownika […] ze stopki redakcyjnej pisma, w którym jest zatrudniony.
[…]
List był znacznie dłuższy, ale państwu jego lekturę go daruje. Pan jutjuber parasiur w odpowiedzi do Marka wysłał… analizę AI, że za listem stoję ja ;- ) i że on parasiur to zdemaskował. Uwierzycie w to? ; -) Ten drobny fakt także dobitnie pokazuje, jaki ciężki psychoodlot pod kopułą ma ten bidula na moim punkcie. Musicie bowiem wiedzieć, że ja o jego kanale i innych kanałach o UFO nie mówię nawet jednym słowem. Powodem jest choćby to, że ja na jego patrzeć nie mogę, nie mogę go słuchać, nie interesują mnie sprawy, które takie parasiury poruszają i nawet mi przez myśl nie przejdzie, aby te sprawy opluwać w nadziei, że to rykoszetem uderzy w nich samych. A oni? No limits. Mówię o jakieś postaci? Parasiury wyją, że ta postać to oszsust. Wspomnę o jakieś książce? I już parasiury tę księżkę opluwają ile wlezie. Czego nie dotknę, to ci ludzie niczym psy na podwórku natychmiast do tego dopadają, żeby to skutecznie i natychmiast… wiecie, co mam na myśli, bo na pewno widzieliście zachowania naszych czworonożnych przyjaciół na podwórku. Nienawiść do każdej rzeczy, którą ja poruszam w wywiadach (jak postać Sai Baby czy innych tego typu ludzi) jest znakiem rozpoznawczym parasiurów.
Kiedyś miałem okazję rozmawiać z zaprzyjaźnioną osobą, która pracuje w redakcji szacownego miesięcznika. Zapytałem o mojego głównego hejtera. Kim jest do jasnej cholery ta mściwa i zawistna miernota wypisująca te nienawistne wobec mnie komentarze? Jaką trzeba mieć obsesję, żeby poświęcać swój czas i przez bite dwie godziny z konta wypisywać pod moim adresem nienawistne wpisy? Mój rozmówca z tej redakcji dość szczegółowo opowiedział mi o panu parasiurze i o jego „pracy zdalnej”, ale w pewnym momencie powiedział coś, co sprawiło, że... napiszę tak - jeśli tak jest, jak mój rozmówca podejrzewa, to mogę panu parasiurowi tylko współczuć. Ale to i tak niczego nie zmienia.
Pan parasiur raz przeżył bolesną lekcję pokory. Zadzwonił do prowadzącego jeden z kanałów o religiach i zaproponował, że w temacie UFO powinno się zaprosić jego czyli „pana parasiura”, a nie „tego Bernatowicza”. I faktycznie prowadzący parasiura zaprosił. Ale szybko okazało się, że wywiady ze mną biły rekordy popularności i przekraczały nawet 100 tysięcy odsłon, natomiast wywiady z tą sierotą szorowały po dnie i ledwo, ledwo przekraczały żenujący i najniższy poziom klikalności… po prostu nikt parasiura nie chciał oglądać. Potem zauważyłem, że jego ciężka przypadłość na moim punkcie pojawiła się nawet tutaj, a każdy program na tym kanale podobnie jak na kanałach parasiurowych jest poświęcony nie tylko UFO, ale także mojej osobie. Zażądałem usunięcia wywiadów ze mną. I to dość stanowczo. Właściciel kanału nie chciał tego zrobić, bo na mnie zarabiał pieniądze, a na parasiurze nie bardzo… dopiero porada prawnika i zdecydowany tekst w wiadomości wysłany via SKYPE sprawiły, że usunął wywiady ze mną w 24 godziny. Poniżej fragment tej korespondencji. Jak trzeba będzie, to z przyjemnością ujawnię jej całość – nie ma najmniejszego problemu. ;)

Już przechodzę do mojego ulubionego Johna Wayne`a, ale jeszcze tylko jedna sprawa. Powszechnie jest znany psychologiczny mechanizm projekcji własnych frustracji i ocen samego siebie na innych. Pan z serwisu „parasiurów” został zaproszony jako gość na kanał mojej koleżanki, także jutjuberki, na którym zresztą kilka razy wystąpiłem. Zaproponowała ona mu rozmowę, ale jego odpowiedź naprawdę ją zdumiała. Myślę, że jest warta tego, aby ją zamieścić, gdyż pokazuje to, jaki ten człowiek jest naprawdę i jak postrzega występowanie na YouTube.

Jeśli doczytaliście mój wpis w Dzienniku Pokładowym aż do teraz, to mam dla Was dobrą wiadomość – czas na Johna Wayne`a. Zacznę nietypowo. W ub. roku mój serdeczny i dość znany kolega miał własny incydent z UFO. Napisał książkę, a nawet odwiedził podcasty na YouTube o tym jakże fascynującym zjawisku. Kiedy podczas spotkania w jego restauracji zapytałem o jego wrażenia z tych rozmów odpowiedział krótko:
- Powiem szczerze – moim zdaniem ci ufolodzy których poznałem to skończone głupki!
* mój kolega użył nawet mocniejszego słowa
Jeszcze jednym świadkiem jego stanowczej deklaracji był J. - jeden z szefów dużego portalu internetowego. Widziałem po jego twarzy, że jest mocno zdziwiony mocną oceną polskich jutjuberów o UFO (z ufologami oni nie mają nic wspólnego!), które głośno wyraził nasz wspólny kolega. Ja nie pytałem, dlaczego on tak uważa, bo od razu się domyśliłem. W ciemno zakładam, że spotkał się po prostu z chroniczną patologią polskich podcasterów o UFO, czyli negowaniem, demaskowaniem i ośmieszaniem UFO w nadziei, że skoro coś wyśmiewasz, to jest ponad to, jesteś bez stereotypów, jesteś „ponad to”. Efekt tego jest dramatyczny, bo ludzie się boją opowiadać takiemu jutjuberówi o własnych przeżyciach z UFO lękając się wyśmiania. Nigdy tego nie rozumiałem. Po co prowadzić podcasty o UFO, skoro głównie się szydzi z innych ludzi, którzy coś z UFO przeżyli?
Ten paskudny mechanizm dotknął przede wszystkim Emilcin i historię Jana Wolskiego, kiedy pojawiła się zakłamana i wykreowana oszustwem, idiotyczna hipoteza o wielkiej hipnozie. Przez lata byłem opluwany w najbardziej nikczemny sposób, kiedy tylko wspomniałem o tym, że teoria hipnotyczna jest bzdurą, a historia z Emilcina jest niczym kryształ – praktycznie nie ma jednej rysy na tej historii. W komentarzach ludzie nazywani przeze mnie parasiurami zamieszczali cały czas komentarze w stylu:
„Bernatowicz, nie kompromituj się. Emilcin jest już dawno wyjaśniony! Przyznaj się, że to była mistyfikacja!”
Ja to czytałem non-stop. Latami!
Nikt nie bronił Emilcina wobec tego draństwa, dosłownie nikt. Dlaczego tak chętnie uznali kłamstwo o hipnozie Wolskiego? Powód był prosty – liczyli, że rykoszetem uderzy to we mnie, bo jestem przekonany, że kompleksy na moim punkcie są wręcz rakietowym paliwem dla tych małych, zakompleksionych ludzi. Kiedy się okazało, że dotarłem do rodziny Witolda Wawrzonka, to wszystkim piewcom kłamstwa o hipnozie prawdopodobnie z wrażenia opadły szczęki na ziemię. Idiotyzm „teorii o hipnozie” powtarzanej przez tych zawistnych i małostkowych ludzi był już zbyt widoczny, aby można było dalej brnąć w to kłamstwo o „mistrzu hipnozy Witoldzie Wawrzonku”.
Pozwólcie, że zaprezentuję tutaj dwa materiały z naszego archiwum, czyli wypowiedź syna Witolda Wawrzonka i jego żony Heleny Wawrzonek. Właściwie po nich kłamstwo o hipnozie zostało pozamiatane.
Czy uwierzycie, że wieloletni piewcy kłamstwa o hipnozie w Emilcinie pojawią się w tym roku na tzw. pikniku i będą tam kręcili się jako „eksperci”? W głowie mi to się nie mieści, jak ogromne szkody wyrządziło to kłamstwo dla tej historii. Teraz ludzie promujący to kłamstwo zostaną docenieni. Długo szukałem jakiegoś trafnego porównania, które jakoś oddałoby tę sytuację. Z pomocą przyszedł mi mój kolega, kiedy powiedziałem mu, kto przyjedzie na spotkanie do Emilcina. On po chwili namysłu podsumował to tak:
- Niebywałe… to jest mniej więcej tak, jakby na kongres żydów do Izraela w roli głównych gości i prelegentów zaprosić Grzegorza Brauna i Braci Kamratów!
I myślę, że w tym zdaniu zawiera się cała prawda, a ja nie mam nic do dodania. Ale wróćmy do pytania: dlaczego w takim razie robią podcasty ludzie, którzy głównie historie z UFO wyśmiewają? Odpowiedź na to pytanie znalazła się w wypowiedzi mojego kolegi, który usłyszał od jutjubera zwanego przeze mnie „parasiurem” wyjaśnienie tej zagadki. Fragment rozmowy z nim przytaczam.
A teraz na koniec historia z Johnem Wayne`em, która wprawi was w doskonały humor i o której najwyższy czas opowiedzieć. Jak wiecie moje nazwisko gwarantuje dobre zasięgi w internecie. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji pojawiła się cała plejada jutjuberów-opluwaczy (to moje autorskie określenie), którzy na opluwaniu innych budują swoje kanały. Jednym z nich okazał się pan jutjuber z figlarnym wąsikiem, który bez krępacji zamieszczał cale fragmenty moich programów, po których wyemitowaniu robił szydercze grymasy i starał się je wyśmiać w najbardziej wymyślny sposób. W ten sposób można robić „szydercę podobającą się masowej gawiedzi” dosłownie z każdego. Bez wyjątku.
Od dawna wiedziałem, że wcześniej czy później muszę zgłosić sprawę do YouTube, ale ja miałem cały czas ważniejsze sprawy na głowie. Wreszcie po kolejnym programie, w którym wykorzystał bezprawnie mój materiał uznałem, że miarka się przebrała. Jeden z innych, zaprzyjaźnionych ze mną jutjuberów zasugerował, aby wysłać mu ostrzeżenie z mojego konta, którego używam do przeglądania internetu. On to konto zauważył i szybko ściągnął komentarze, które z tego konta napisałem. Było ich tyle, co kot napłakał, ale wszystkie je za chwilę opublikuje z odpowiednim komentarzem.
Najpierw jednak opiszę, jak do tego doszło. Był poniedziałek, kiedy moja koleżanka mająca zdolności pozazmysłowe powiedziała mi dziwną rzecz.
- Robert, szykowany jest na ciebie atak hejterski. Poczułam to dzisiaj…
Ja odpowiedziałem, że to niemożliwe, bo nic na nie mnie mają. Ja nie prowadzą żadnej kompromitującej działalności, na tych zawistnych siurów opluwających mnie w internecie patrzeć nie mogę, więc ich w ogóle nie oglądam. Ten główny mój zawistnik jest tak obleśny i tak niemiłosiernie nudny, że ja nie byłby w stanie napisać na tym jego siurowym kanale nawet jednego komentarza, gdyż po prostu na jego gębę patrzeć nie dam rady… zresztą wiesz o tym. Więc spokojnie – nic na mnie mają. Zero!
Okazało się, że zapomniałem, że jest… jeszcze konto John`a Wayne`a, z którego przez ostatnie lata napisałem dosłownie 20-30 komentarzy i to głównie pod materiałami o polityce, a także kilka pojedynczych pod… wywiadami ze mną (pomijając komentarz z ostrzeżeniem dla pana jutjubera z grupy „internetowych kanalii”). On te komentarze zaprezentował, co od razu wzbudziło wycie radości parasiurów. Oni zawsze coś chciały te zawistne miernoty na mnie znaleźć, ale nigdy nigdy im się nic nie udało. To, że uważam parasiura z psychoodlotem na moim punkcie za zawistną, niemedialną i obleśnie wyglądającą personę nie jest żadnym wielkim odkryciem – to akurat wiedzą wszyscy zainteresowani. ; -)
Mieliśmy jednak problem z panem jutjuberem. On się po prostu nie przedstawiał i z jakiego powodu ukrywał swoje nazwisko. Powody mogły być dwa: albo jego nazwisko jest w jakiś sposób niemiłosiernie przaśne lub komiczne (jak nazwiska także innych moich zawistników), albo pan jutjuber wie, że opluwanie ludzi i na tym budowanie kanału jest draństwem i dlatego lepiej nie ujawniać swoich imienia i nazwiska. Mogło być też połączenie tych dwóch hipotez.
Uznałem, że w tej sytuacji nazwiemy go „panem jutjuberem siurkiem”. Tam są siury, no to niech będzie „pan siurek”. Tak w łagodniejszej wersji.
Powiem wam jak na spowiedzi: kiedy dowiedziałem się, jak on się naprawdę nazywa i porównałem z moją „spontaniczną propozycją”, to… jakby to powiedzieć… ze śmiechu dosłownie spadłem z krzesła… nie potrafię tego wyjaśni, jak bardzo byłem blisko i jak prawie trafiłem w sam środek tarczy – to jest jakieś zjawisko niewyjaśnione. Nigdy tego momentu nie zapomnę! ; -)
Pan jutjuber siurek prezentował komentarza z mojego konta, który miały jego zdaniem coś tam pokazywać. Ja te komentarze wszystkie przeczytałem i za chwile je zaprezentuje jeden po drugim, choć mam pewien żal do pana jutjubera siurka. On bowiem nie wspomniał o ważnej rzeczy: ile tych komentarzy było i że nie było ani jednego na kanałów… panów parasiurów. To był bowiem bolesny dowód na to, że ja ich oglądać po prostu nie mogę z powodów estetycznych, a więc tym bardziej nie mogę „z setek ukrytych kont” komentować, jak to pan parasiur z portalu parasiurów gdzieś tam mówił, co słyszała na własne uszy nasza Asia z fundacji i o czym mi rozbawiona powiedział.
Chcecie poznać moje komentarze jako John Wayne? ; -) A proszę bardzo, mój krótki komentarz będzie na końcu:


























I kilka słów komentarza od Johna Wayne`a ;- )
Drodzy Państwo,
Widzicie Państwo wszystkie moje komentarze, które napisałem przez... 7 lat? Aby była jasność - więcej nie ma. Pan jutjuber siurek założę się, że zgrał wszystko i już nic nie ma poza tym, co widzicie wyżej.
Wszystkie są pod wywiadami ze mną, pisane w momentach, kiedy czytałem miłe komentarze od ludzi, na przykład o moim głosie, bo bardzo dwa dniużo ludzi przy nim usypia. Znajomy buddysta mojej koleżanki Asi z fundacji Nautilus powiedział jej kiedyś, że jest to efektem tego, że mam w głosie wbudowaną mantrę... kto wie? ;-)
Zwracam Wam uwagę, że nie ma ani jednego komentarza pod audycjami ludzi mnie nieprzytomnie opluwających, co - gwarantuje - w sposób niemiłosierny zawiodło parasiurów... a ja naprawdę nie mogę patrzeć na inich, a już słuchać... to ponad moje siły.
Fascynująca jest historia z komentarzem:
:To będzie kiedyś materiał numer jeden na tym kanale.
Kiedy pisałem ten komentarz mój materiał miał ledwie dwa dni i był na szarym końcu, a teraz jest numerem 2 na kanale Żurnalisty, a ja ruszyłem po Cejrowskiego. Aby zrozumieć sens tego komentarza musicie poznać szczegóły mojej rozmowy z Żurnalistą odbytej po audycji. Ale to dopisze po powrocie z Emilcina.
Jeden z komentarzy napisałem w bardzo szczególnych okolicznościach, kiedy to... o nich wie tylko mój kolega, którego za niego przeprosiłem od razu po tym, jak pan jutjuber siurek go opublikował. Po prostu przeczytałem kilkanaście komentarzy o tym, że nie powinienem przerywać gościowi pytaniami. Napisałem go, a potem zapomniałem skasować... stało się. Przeprosiłem go. Czy napisałem szczerze to, co myślę? To już moja sprawa.
Cała historia była wręcz prezentem dla mnie, bo dzięki niej wydarzyło się tyle pozytywnych rzeczy, że to był porostu dar od niebios. Moja sympatia do Johna Wayne`a stała się jeszcze bardziej większa niż była.
Wiecie Państwo, co jest najgorsze? Że ja w tym tekście opisałem zaledwie... 10 procent tego, co chciałem napisać. Mam też ciekawe materiały audio, ale o tym następnym razem. Pozdrawiam Was serdecznie i wsiadam do pojazdu Nautilus!
; - )
ps.
Asiu, Marku... wybaczcie, że ten tekst powstał dopiero teraz... wiecie, że jestem bardzo zajęty i mam zaległości. Ale poprawie się obiecuję! ; -)
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Tajemnicze Obiekty UFO Uchwycone na filmach
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie