Dziś jest:
Piątek, 2 października 2026
Bo dobry człowiek w mętnych zdarzeń tłumie prawdziwą ścieżkę zawsze znaleźć umie.
/Johann Wolfgang von Goethe/
Wyślij do nas swoje pytanie - kliknij, aby rozwinąć formularz
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "Pytania do FN": pytania@nautilus.org.pl
Zachowany w kajucie.
Dodaj do interesującychZ poczty FN:
Nie wiem właściwie, od czego zacząć, bo cała ta sytuacja brzmi absurdalnie nawet dla mnie.
Mój syn miał trzy lata, kiedy pierwszy raz wspomniał o miejscu, którego nazwa nigdy wcześniej nie padła w naszym domu. Siedział na podłodze i bawił się klockami. W telewizji leciał jakiś program historyczny - nikt go specjalnie nie oglądał, po prostu grał w tle. W pewnym momencie na ekranie pojawiło się stare zdjęcie drewnianych chat.
Syn nagle zastygł. Przestał się bawić, spojrzał na ekran i powiedział cicho: - To mój dom. - Jaki twój dom? - zapytałem, lekko rozbawiony. Wskazał palcem telewizor. - Ten. - Młody, przecież to nie jest nasz dom. Popatrzył na mnie z powagą, jakiej u niego wcześniej nie widziałem, i odpowiedział: - Teraz nie. Ale dawniej tak. Pomyślałem, że po prostu coś mu się pomieszało. Żeby obrócić to w żart, zapytałem: - A gdzie był ten twój dom? - W Wielkiej Głuszy - odparł bez wahania.
Nie znałem tej nazwy. Nie miałem nawet pewności, czy to prawdziwa miejscowość, czy zmyślone słowa. - A co tam było? - dopytałem. - Mój dom - odpowiedział krótko i wrzucił kolejny klocek do pudełka, jakby temat był zamknięty. Nie chciałem tego ciągnąć. Ale kilka dni później zauważyliśmy, że zaczął rysować budynek, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Różnił się od naszego: miał inne okna, drzwi z boku i coś na kształt małego ganku. Z każdym kolejnym dniem na jego kartkach pojawiał się ten sam schemat. Zaczęły pojawiać się też postaci - ludzie, których nie potrafiliśmy rozpoznać. I dziwny, czarny prostokąt tuż obok chaty. Początkowo nie zwracaliśmy na to uwagi. Dzieci w tym wieku mają przecież rozbudowaną wyobraźnię i rysują różne rzeczy. Tyle że u niego te same elementy wracały z obsesyjną dokładnością. Ten sam dom. Te same twarze. Ten sam tajemniczy kształt obok.
Pewnego dnia usiadłem przy nim. - Kto tu jest? - zapytałem, wskazując postacie na kartce. Wskazał pierwszą z nich. - Ja. Potem kobietę: - Mama. Mężczyznę: - Tata. Na końcu dotknął małej sylwetki dziewczynki. - Zosia. - Kto to jest Zosia? - Moja siostra - odpowiedział zupełnie zwyczajnie, jakby mówił o czymś oczywistym. Syn nie miał siostry. Był jedynakiem. Kilka dni później narysował wnętrze. To był chyba najbardziej niepokojący rysunek ze wszystkich. Nie przypominał żadnego pomieszczenia z naszego mieszkania. Dwa małe okienka, duży piec i przejście do drugiej, mniejszej izby. - Co tu narysowałeś? - Kuchnię. - A tu? - wskazałem drugie pomieszczenie. - Pokój Zosi.
Kiedy próbowaliśmy pytać go o ten dom w rozmowie, nie potrafił go opisać słowami. Nie znał trudnych pojęć. Ale podawałeś mu kredkę i bez zastanowienia odtwarzał dokładnie ten sam układ pomieszczeń. Raz za razem. Dopiero wtedy dotarło do nas, że nazwa „Wielka Głusza” mogła nie być przypadkowym zbitkiem słów. Zaczęliśmy szukać w sieci i w starych atlasach.
Okazało się, że Wielka Głusza naprawdę istniała. Była małą wsią na Polesiu, tuż przy granicy z Wołyniem, w przedwojennym powiecie koszyrskim. Zaczęliśmy czytać o tym, co działo się w tamtych rejonach pod koniec lata 1943 roku - i wtedy dreszcz przebiegł mi po plecach.
Miejscowość była jednym z miejsc dotkniętych tragicznymi wydarzeniami fali czystek etnicznych i napaści na polskie osady. W 1943 roku wieś została niemal całkowicie zniszczona. Napastnicy spalili większość polskich zagród, a mieszkańcy ginęli w swoich własnych domach lub uciekali w okoliczne lasy i bagna. W archiwach i na stronach poświęconych wspomnieniom Kresowian znaleźliśmy wzmianki o konkretnych rodzinach, które straciły tam cały majątek i bliskich.

Wtedy przypomniałem sobie ten dziwny, czarny prostokąt, który syn rysował obok domu na niemal każdym rysunku. Wcześniej myślałem, że to po prostu nieudolnie narysowany ogródek albo płot. Zrozumiałem, co ten kształt mógł przypominać: wykopany w ziemi dół albo zwęglony fundament po pożarze. To był moment, w którym ostatecznie przestaliśmy traktować to jako zwykłą dziecięcą fantazję. Sytuacja stała się wręcz przytłaczająca. Mijały lata. Rysunki z czasem gdzieś się zapodziały - zaginęły podczas którejś z przeprowadzek, wyrzucone niechcący przy porządkach. Mój syn jest dzisiaj dorosłym facetem, żyje własnym życiem i kiedy czasem próbuję delikatnie wywołać ten temat, patrzy na mnie jak na wariata. Z tamtego okresu nie pamięta absolutnie nic. Dziecięce wspomnienia znikły całkowicie, jakby ta historia nigdy go nie dotyczyła. Ale we mnie to wszystko dalej głęboko siedzi. Minęły dwie dekady, a w mojej głowie wciąż krąży masa tych samych niedających spokoju pytań.
Skąd trzyletnie dziecko znało nazwę dawnej, spalonej poleskiej wsi, o której ja sam nie miałem pojęcia? I dlaczego przez kolejne tygodnie rysowało z pamięci ten sam dom, ten sam rozkład izb i małą dziewczynkę o imieniu Zosia, której w XXI wieku nie miało prawa poznać?
Publikujemy historię anonimowo, bez danych pozwalających na identyfikację autora.
Komentarz FN:
Dziękujemy za podzielenie się tą historią. To bardzo ciekawy przypadek. Szkoda, że rysunki się nie zachowały, ale sama relacja jest bardzo interesująca i z pewnością warta zapisania. Najbardziej zastanawia fakt, że Pana syn jako małe dziecko podał nazwę miejsca, którego wcześniej nie znał, a później wielokrotnie rysował ten sam dom, jego wnętrze i osoby, które traktował jak swoją rodzinę. Takie historie mocno sugerują pamięć poprzedniego wcielenia. Podobne wspomnienia często pojawiają się u malutkich dzieci, a z wiekiem stopniowo zanikają.
Dlaczego tak się dzieje? Wraz z dorastaniem coraz silniej utrwala się obecna tożsamość dziecka. Pojawiają się nowe doświadczenia, relacje i codzienne sprawy, a pamięć związana z obecnym życiem zaczyna dominować. Jak często powtarzamy naszym słuchaczom: gdybyśmy pamiętali wszystkie dawne traumy, relacje i zdarzenia z poprzednich wcieleń, znacznie trudniej byłoby nam funkcjonować tu i teraz. Można powiedzieć, że zostało to bardzo dobrze „pomyślane” - po to, abyśmy nie żyli ciężarem dawnych historii, tylko mogli rozwijać się z możliwie czystą kartą.
Poprzednie pytanieWejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Najciekawsze nagrania UFO z różnych stron świata
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie