Dziś jest:
Sobota, 22 sierpnia 2026
Bezinteresowna dobroć jest jedyną wartością absolutną.
/Zygmunt Mysłakowski/
Wyślij do nas swoje pytanie - kliknij, aby rozwinąć formularz
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "Pytania do FN": pytania@nautilus.org.pl
czytaj dalej 
Nasza czytelniczka podzieliła się z nami osobistymi przemyśleniami, które skłoniły ją do spojrzenia na codzienne życie z bardziej duchowej perspektywy. Zwyczajne obserwacje mogą prowadzić do głębszych pytań o nasze potrzeby, wybory i miejsce w świecie. Zachęcamy do przeczytania jej refleksji.
Z poczty FN:
"Gdy byłam mała a potem jako nastolatka wyjeżdżałam co jakiś czas do babci na wieś - na wakacje na dwa miesiące non stop czy na weekend. Była to taka prawdziwa wieś z krowami, kurami, sadem i polem, dzikie i wolno chodzące a człowiek ingerował tylko tyle na ile musiał by zwierzęta były bezpieczne a ludzie mieli z czego żyć. Ludzie akurat na tej wsi nie dążyli zbytnio do eliminowania tych dzikich rzeczy jak zrobiono to w miastach, gdzie dążono do wyrzucania wszystkiego co dzikie, gdzie chodniki się bieliło, by tam nie było tej dzikiej natury. Gdy babcia zmarła 20 lat temu przez kilkanaście lat nie jeździłam tam. Mieszkając w mieście zauważyłam, że brakuje mi nie tylko tych zwierząt ale i czegoś o czym rzadko się pisze - że na wsi zawsze coś się dzieje. Urwie się gałąź, zginie kura, przekwitną kwiaty, znajdzie się kamień na który wcześniej się nie zwróciło uwagi. Na wsi kolejny dzień nie będzie taki jak wczoraj. Od ponad miesiąca jestem tutaj znowu na wsi i gdy rano wstaję to się okazuje, że pojawiają się nowe rzeczy - kotka przyprowadziła małe kotki czego nikt się nie spodziewał tj. pokazała nam swoje dzieci; przyszedł nawet tata kot. Urwała się gałąź, w nocy była sowa a na polu wielkie łapy więc myśleliśmy, że to wilki.
Dzisiaj jak spadł deszcz to dla mnie to było wydarzenie i wybiegłam na dwór. Zdałam sobie sprawę z tego, że w mieście jak pada deszcz to człowiek siedzi w pracy, nie ma z tym styczności. Świętem jest burza z piorunami w Warszawie gdzie mieszkam. Ludzie z bloków burze nagrywają a na YouTube są popularne nagrania kataklizmów. To samo ze śniegiem czy jak wyschnie rzeka wtedy jest sensacja i ludzie odżywają. Takie zdarzenia pogodowe mają rangę sensacji w mieście. Myślę, że to nie jest normalne, ale tak działa właśnie telewizja i te dziwne programy o wymyślaniu przełomowych zjawisk.
Dzikie zwierzęta w lesie tego nie robią bo na co dzień to mają. Obserwują takie zmiany dookoła siebie - tydzień temu nie było liści, nad rzeką są tropy które mogą obwąchać i zastanowić się co dalej. I tak dalej. Przyszło mi na myśl, że ludzie mają ten sam instynkt, oni czują to samo przez ściany co zwierzęta. Mają wpisane to spotykanie się z tymi nowymi rzeczami i wchodzenie z nimi w relację. Do czego dążę - do zagadnienia z początku tego wpisu. Z tego właśnie może wynikać to, że ludzie kupują te wszystkie rzeczy i szukają kataklizmów tylko robią to nieświadomie. Im brakuje tego w mieście i blokach. Kupują jakąś rzecz a potem ją odkładają bo chodzi o nowość i różnorodność. Stworzenie iluzji że coś się zmienia, pojawia i odchodzi. Te rzeczy kupowane być może kojarzą się ludziom z tym co utracili mieszkając w blokach. Może gdzieś genetycznie jest nam wpisane że my musimy mieć zmiany obok siebie i naturę czyli ten las. Zmieniającą się naturę zastąpiły przedmioty. Ludzie sztucznie chcą tworzyć sobie te cosie którymi mogą się zająć. Drugą rzeczą jest chętne oglądanie modnych ostatnio właśnie wiadomości o kontrowersyjnych wydarzeniach czy programów o kataklizmach. Być może to się kojarzy z czymś naturalnym co zmieni coś w otoczeniu i stworzy wrażenie ruchu czyli życia. No bo ludzie zamknięci w blokach oprócz domowników nie mają relacji z szerszym otoczeniem. Wyjście do sklepu i znalezienie nowego smartfona kojarzy się ze znalezieniem czegoś. Zauważyłam to u siebie i być może (z naciskiem może, nie na pewno) jest to kupowanie w nadmiernych ilościach.
Gdyby to przełożyć na wieś to na wsi ludzie właśnie mają to wszystko. Ich nie dziwi burza ani deszcz ani że złamała się gałąź. Przerażają ich katastrofy a nie odwrotnie - nie szukają ich by były. Dla kogoś z miasta burza czy tornado to ruch czyli życie. Wydaje mi się, że ta sprawa z bogaceniem się to jest właśnie taki naturalny odruch odtwarzania sobie, wokół siebie tej natury tymi wszystkimi przedmiotami i relacjami z rzeczywistością. Czyli jakby to kupowanie i dążenie do bogactwa nie musi wynikać z jakiegoś wirusa psychologicznego że się zrobiło coś niedobrego i ludzie są wredni więc ich trzeba zmienić. No bo tego się nie da zmienić tej potrzeby wchodzenia w relacje z otoczeniem znajdowania czegoś nowego. Przy czym jeszcze trzeba zauważyć, że ludzie w miastach pracują na etatach co dodatkowo potęguje ten stan. Mogą czuć pustkę spowodowaną tym, że pracują nie u siebie. Nie mają poczucia kontroli nad tym co wytwarzają, za pracę otrzymują pieniądze. W naturze każda aktywność przynosi inne rzeczy niż pieniądze. Taka praca jeśli człowiek nie jest idealnie dopasowany do firmy gdzieś znika za biurkiem prezesa który kieruje tymi rzeczami i co się dzieje dalej nikt nie wie. Więc jest się odizolowanym od tego co się samemu wytwarza. Może i tego rodzaju praca po prostu przyczynia się do dążenia do bogactwa bo ludzie "odpalają sobie" mówiąc obrazowo coraz większe obroty, bo czekają na efekty swojej pracy. Po kilku latach mówi się że taka osoba jest "wypalona" zawodowo więc może coś w tym jest. No bo ile razy można się starać a po miesiącu człowiek dostaje pieniądze. Ludzie na wsi nie szukają sensacji. Oni się interesują prowadzeniem swoich gospodarstw, najczęściej ich upiększaniem czy remontami a tylko niektórzy dążą do powiększania dochodów bo jest kredyt albo się powiększy rodzina.
Trzeba dodać, że jeszcze jakiś czas temu miasta funkcjonowały inaczej. Mieszkała w nich inteligencja i siedzenie w mieszkaniach w izolacji było celowe. Potem inteligencja była niszczona, a do mieszkań budowanych na wzór takich miejskich domów wprowadzali się przypadkowi ludzie którzy nie mają celu i wiedzy po co mieszkać i co robić w mieście. Myślę, że skorelowała mi się odpowiedź do tego co pan mówił więc nie mogłabym nie napisać. Myślę, że chęć bogacenia się o którym pan wspomina to nic innego jak rośnięcie a to jest też niestety naturalne. Zatem ani kupowania ani tego dążenia do posiadania rzeczy w ogóle nie da się zatrzymać tylko że ludzie to robią w niewłaściwy sposób a co gorsza nie zdają sobie sprawy z własnego położenia".

Odpowiedź FN:
Dziękujemy za tak obszerną i ciekawą refleksję. To bardzo interesujące spojrzenie na temat kupowania, konsumpcji i dążenia do bogactwa, szczególnie w kontekście zestawienia życia w mieście z codziennym kontaktem z naturą na wsi.
Zwróciła Pani uwagę na coś, o czym rzeczywiście rzadko się mówi. Współczesny człowiek potrzebuje nie tylko rzeczy, ale również poczucia, że wokół niego coś się dzieje. Ciekawe jest również Pani spostrzeżenie, że przedmioty mogą w pewnym sensie zastępować kontakt z otoczeniem. Nowa rzecz daje poczucie odkrycia, zmiany i chwilowego ożywienia. Być może dlatego tak łatwo wpadamy w mechanizm kupowania kolejnych przedmiotów, nawet jeśli te, które już mamy, wciąż mogą nam służyć. Nie zawsze chodzi przecież o sam przedmiot - czasem ważniejsze jest samo doświadczenie nowości.
Na ten problem można spojrzeć również od strony duchowej. Kiedy człowiek traci kontakt ze sobą, z naturą i z tym, co dzieje się wokół niego, zaczyna szukać czegoś, co wypełni obecną w nim pustkę. Wtedy różne zewnętrzne doświadczenia mogą dawać chwilowe poczucie, że niczego nam nie brakuje. Może to być kupowanie, gromadzenie pieniędzy, praca, dążenie do sukcesu, szukanie nowych doświadczeń, a nawet ciągłe śledzenie tego, co dzieje się na świecie.
W pewnym sensie może to być również ucieczka od duchowości. Duchowość wymaga bowiem zatrzymania się i spojrzenia do wewnątrz. Tymczasem współczesny świat zachęca nas do czegoś zupełnie odwrotnego – do ciągłego działania, osiągania, kupowania i porównywania się z innymi. Łatwiej jest zająć się tym, co dzieje się na zewnątrz, niż zatrzymać się i zapytać, czego naprawdę potrzebujemy i skąd bierze się nasze poczucie braku. Być może właśnie dlatego tak łatwo uciekamy od duchowości w stronę materialnego świata. Rzeczy można zobaczyć, kupić i posiadać. Duchowość wymaga natomiast cierpliwości i spotkania z samym sobą. Nie daje natychmiastowej nagrody, którą można postawić na półce czy zobaczyć na koncie.
czytaj dalej 
Na naszą pocztę regularnie trafiają relacje osób, które obserwowały na niebie coś, czego nie potrafią wyjaśnić. Część z tych historii dotyczy obiektów wiszących nieruchomo w powietrzu, inne - szybkich przelotów, które trwają zaledwie sekundy. Dziś publikujemy jedną z nich. Jej autor opisał wydarzenie z 2002 roku, które do dziś pamięta w najdrobniejszych szczegółach.
Z poczty FN:
Chciałbym przytoczyć pewną historyjkę, która mi się kiedyś przytrafiła. Czy jest interesująca? Nie wiem. Ale ja się wtedy naprawdę bałem.
"Był wrzesień 2002 roku. Wyjechałem z dwoma kolegami do Holandii do pracy. Miałem wtedy 28 lat i nie miałem wtedy jeszcze samochodu, więc jechaliśmy tam busem. Pojechaliśmy tam w ciemno i na miejscu dopiero szukaliśmy zakwaterowania. Ostatecznie jedną noc spędziliśmy pod gołym niebem i w końcu udało nam się załatwić zakwaterowanie w wozie kempingowym u jednego gospodarza. Pracę znaleźliśmy po dwóch dniach, więc nie było tak źle. Niestety do pracy mieliśmy 5 km, więc kupiliśmy sobie rowery za 5 €, co było sporym zaskoczeniem. Po prostu poszliśmy do ludzi i pytaliśmy czy nie mają jakiegoś starego roweru na sprzedaż. Mało tego, te rowery naprawdę jeździły i były w pełni sprawne. To był tam nasz jedyny transport do pracy, na zakupy i… do budki telefonicznej. Nie miałem wtedy holenderskiej karty SIM, bo jeszcze nie było mnie na to stać, ale można było kupić specjalną kartę, za którą za grosze można było dzwonić do Polski. Miałem wtedy dziewczynę (moja obecna żona), która została w Polsce i żeby z nią porozmawiać, to musiałem wsiąść na rower i jechać ok 7 km do budki telefonicznej. I raz też po pracy, pojechałem do niej zadzwonić. Rozmowa przeciągnęła się na tyle, że kiedy wracałem do legowiska, to było już ciemno. Jednak księżyc oświetlał drogę, bo niebo było czyściutkie i nie było żadnej chmurki. Uwielbiam patrzeć na gwiazdy. Jako dziecko często leżałem na ziemi i patrzyłem w gwiazdy, czekałem na spadające gwiazdy, czy jakieś przelatujące sputniki. Tym razem mogłem jechać rowerem i podziwiać ten piękny widok. Nagle, w pewnej chwili jakiś punkt świetlny na niebie przeleciał z mojej prawej strony na lewą po czym zniknął za horyzontem. Trwało to może 1-2 sekundy. To coś przeleciało przez całe niebo w tak niesamowitym tempie, że pierwsza rzecz jaka mi przyszła do głowy, to UFO. Nie była to żadna asteroida, bo już się ich naoglądałem i to na pewno nie było to. Nie był to też żaden sputnik, no chyba, że kosmici go holowali. Jednak w tamtym momencie, bardzo się przestraszyłem, bo pierwszy raz w życiu i jak na razie jedyny, widziałem coś takiego. Pamiętam, że pomyślałem wtedy, że mogą mnie porwać. Na szczęście, czy może na nie szczęście, ale tego się już nie dowiem, nic takiego się nie wydarzyło. Tak przyspieszyłem, że nie pamiętam kiedy znalazłem się w kempingu. Rano okazało się, że roweru nie schowałem, ale leżał, tam gdzie go porzuciłem".

Komentarz FN:
Dziękujemy za tę relację. Oczywiście, że jest interesująca! To, co ją wyróżnia, to nie tylko sam przelot, ale też reakcja świadka. Punkt świetlny przeciął niebo w 1-2 sekundy, a strach był na tyle silny, że autor wrócił do kempingu, nie pamiętając nawet drogi. Rano rower leżał tam, gdzie go porzucił. Mamy tutaj do czynienia z prostą, konkretną opowieścią bez upiększeń -właśnie takie relacje najczęściej brzmią najbardziej autentycznie.
Nie wiemy, czym dokładnie był obiekt, który zobaczył autor. Wiemy natomiast, że dla niego było to wydarzenie wyjątkowe i na tyle mocne, że po ponad 20 latach nadal pamięta je bardzo dokładnie. I właśnie dlatego takie historie warto publikować. W Fundacji Nautilus od lat zbieramy relacje ludzi, którzy zobaczyli na niebie coś niezwykłego. Nie każdą z tych obserwacji da się dzisiaj wyjaśnić, a niektóre pozostawiają więcej pytań niż odpowiedzi. W tym przypadku sam opis rzeczywiście mocno sugeruje obserwację UFO - nie tylko ze względu na niezwykłą prędkość obiektu, ale przede wszystkim dlatego, że świadek nie potrafił dopasować tego, co zobaczył, do żadnego znanego mu zjawiska.
czytaj dalej 
Na poczcie FN regularnie pojawiają się prośby o przesłanie filmu z kulą nad piramidą. To efekt wywiadu na kanale "Polska Mówi" sprzed kilku lat.
From: [...]
Sent: Sunday, March 22, 2026 8:32 AM
To: FN
Subject:
Dzień dobry, w jednym z filmów na YouTube zaoferował pan przesłanie filmiku z piramidę i kulą.
Poproszę o niego, jesli to możliwe.
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]
link do filmu poniżej:


WIADOMOŚĆ Z OKRĘTU WWW.NAUTILUS.ORG.PL:
Szanowni Państwo,
zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc w odnalezieniu archiwalnego materiału wideo, który został zarejestrowany przez Fundację Nautilus około 2004 roku.
Chodzi o wywiad ze [...] , który opowiadał o zdarzeniu związanym z pościgiem przez niezidentyfikowany obiekt latający mającym miejsce w rejonie Poznania.
Od dłuższego czasu próbuję odnaleźć to nagranie w internecie, jednak bez skutku. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że materiał pochodzi z archiwum Fundacji i nie był szeroko publikowany lub nie jest już dostępny online.
W związku z tym chciałbym zapytać:
- czy takie nagranie rzeczywiście znajduje się w Państwa archiwum,
- czy istnieje możliwość jego udostępnienia (w całości lub fragmencie),
- ewentualnie czy mogą Państwo wskazać, gdzie można je odnaleźć.
Będę bardzo wdzięczny za każdą informację w tej sprawie.
Z wyrazami szacunku,
[...]
ODPOWIEDŹ FN:
Bohater tego materiału kilka lat temu zadzwonił i poprosił o usunięcie tego materiału. Zmienił pracę i obawiał się reakcji ludzi z nowej pracy, jeśli znaleźliby ten materiał. Wielka szkoda.
Pzdr
FN
czytaj dalej 
'Mam pytanie dotyczące świadków obserwacji UFO. Czy zauważyliście, że ludzie cały czas boją się o tym mówić, co widzieli? Jak sądzicie, z czego to wynika?'

Spotkanie z czymś niewyjaśnionym – niezidentyfikowanym obiektem na niebie, dziwną energią, postacią, której nie da się racjonalnie wyjaśnić – dla wielu osób jest momentem granicznym. Co ciekawe, świadkowie takich zdarzeń często podkreślają jedno: sama chwila zetknięcia się z nieznanym wcale nie jest najtrudniejsza.
To, co naprawdę okazuje się wyzwaniem, zaczyna się później.
Po wszystkim przychodzi moment refleksji. Człowiek próbuje nazwać to, co zobaczył. I nagle okazuje się, że brakuje słów. To doświadczenie nie pasuje do znanych kategorii. Nie jest snem, nie jest halucynacją – ale też nie daje się wpisać w ramy codziennej rzeczywistości. Nawet najbardziej szczere relacje bywają chaotyczne, nieprecyzyjne. Nie dlatego, że świadkowie coś ukrywają – ale dlatego, że sami nie wiedzą, jak to przekazać.
Pojawia się wtedy pytanie:
czy to w ogóle da się opowiedzieć tak, żeby ktoś zrozumiał?
I właśnie tutaj zaczyna się największy problem. Nie chodzi już o samo zjawisko, ale o ludzi. O ich reakcje. O ocenę. O to, co powiedzą znajomi, współpracownicy, rodzina. Wielu świadków boi się jednego: ośmieszenia. W świecie, który bardzo ceni racjonalność i „twarde fakty”, wszystko, co wykracza poza normę, bardzo łatwo zostaje zredukowane do:
błędu percepcji,
złudzenia,
albo – co najgorsze – fantazji.
Dlatego wiele osób w pewnym momencie zatrzymuje się i zadaje sobie pytanie:
czy naprawdę warto o tym mówić?
Problem pogłębia jeszcze jedno zjawisko, które w ostatnich latach przybrało na sile – styl narracji części twórców internetowych, a mówiąc dokładnie głupota ludzi interesujących się zjawiskami niewyjasnionymi. Wielu youtuberów zajmujących się tematyką UFO i zjawisk niewyjaśnionych przyjęło strategię… szyderstwa. Zamiast próbować zrozumieć relacje świadków, wolą je wyśmiewać, ironizować, sprowadzać do absurdu. W ich przekonaniu to oznaka „trzeźwego myślenia” i intelektualnej wyższości. W praktyce jednak robią coś bardzo konkretnego: przez nich ludzie wolą milczeć.
Bo jeśli ktoś widzi, jak inni są publicznie ośmieszani, nie chce być kolejnym bohaterem takiego materiału. Wybiera milczenie.
Ten strach nie jest przypadkowy. Człowiek od zawsze potrzebował przynależności do grupy. Przez tysiące lat wykluczenie oznaczało realne zagrożenie dla życia. Dziś żyjemy inaczej – ale te mechanizmy nadal działają. Dlatego obawa przed utratą reputacji, byciem uznanym za „dziwaka”, odrzuceniem przez środowisko jest często silniejsza niż potrzeba powiedzenia prawdy.
Do tego dochodzi jeszcze jeden, bardzo subtelny problem – konflikt wewnętrzny. Doświadczenie mówi jedno. Światopogląd – drugie. Umysł próbuje znaleźć racjonalne wyjaśnienie, jednocześnie nie chcąc zaprzeczyć temu, co zostało przeżyte. Ten dysonans poznawczy potrafi być niezwykle trudny. Często kończy się w ten sam sposób:
wycofaniem się i milczeniem.
Nawet jeśli ktoś zdecyduje się opowiedzieć swoją historię, reakcja otoczenia bywa chłodna. Zamiast ciekawości – sceptycyzm. Zamiast empatii – dystans. W efekcie wiele osób dochodzi do wniosku, że lepiej zachować to dla siebie. Że łatwiej jest żyć z tajemnicą niż z niezrozumieniem.
Warto zauważyć, że reakcje społeczne różnią się w zależności od kraju. W Stanach Zjednoczonych temat UFO jest obecny w kulturze masowej – w filmach, mediach, raportach rządowych. To sprawia, że część świadków czuje się pewniej, mówiąc o swoich doświadczeniach. W Polsce sytuacja wygląda inaczej. Tu relacje o UFO częściej spotykają się z niedowierzaniem, drwiną, a czasem wręcz napiętnowaniem. Dodatkowo silne ramy kulturowe i religijne powodują, że wszystko, co „niepasujące”, bywa traktowane jako zagrożenie dla ustalonego porządku.
Jeszcze trudniejsza sytuacja dotyczy osób pracujących w strukturach państwowych czy wojskowych. W wielu przypadkach świadkowie przez lata milczeli, związani tajemnicą służbową i obawą o konsekwencje zawodowe. Dobrym przykładem jest Charles I. Halt, który dopiero po odejściu ze służby zaczął publicznie mówić o wydarzeniach z Incydent w Rendlesham Forest.
Przez lata temat był bagatelizowany, mimo że dotyczył wojskowej bazy i wielu świadków.
Jednym z najbardziej znanych przypadków jest historia Travis Walton. W 1975 roku, podczas powrotu z pracy w lesie, on i jego współpracownicy zobaczyli intensywne światło unoszące się nad drzewami. Walton podszedł bliżej – i został porażony potężnym błyskiem. Zniknął na pięć dni.
Gdy wrócił, był zdezorientowany i wstrząśnięty. Twierdził, że znalazł się na pokładzie obiektu i miał kontakt z istotami, których nie potrafił opisać. Jego historia stała się podstawą książki The Walton Experience i filmu Fire in the Sky. Mimo licznych świadków, sprawa do dziś budzi kontrowersje. I pokazuje jedno: nawet najbardziej spektakularne przypadki nie chronią przed sceptycyzmem i drwiną.
A jednak coś się zmienia. Coraz więcej osób decyduje się mówić. Nie dlatego, że chcą sensacji – ale dlatego, że czują, iż milczenie nie ma już sensu. Widzą w swoich doświadczeniach coś realnego. Coś, co wymaga nazwania i zrozumienia. I są gotowi zapłacić za to cenę:
krytyki, hejtu, a czasem nawet wykluczenia.

czytaj dalej 
Nasz czytelnik zauważył coś dziwnego na filmie w serwisie YouTube. To zapis meczu Polska - Bosna i Hercegovina w ramach eliminacji EURO. W pewnym momencie pojawia się mały obiekt, który zawisa w powietrzu, po czym leci po lekkim skosie w dół. Wygląda tak:
fragment wiadomości od naszego czytelnika:
[...] przewińcie do 2:11:56 (lub w minutach meczu 90:24). Polecam na zwolnionym tempie. [...]
https://www.youtube.com/watch?v=0Dco0Q6odTU - przewińcie do 2:11:56 (lub w minutach meczu 90:24). Polecam na zwolnionym tempie.
Zgraliśmy ten film (fragment), obejrzeliśmy uważnie. I wie Pan, co? To jest ważka, która na chwilę podleciała w pobliże obiektywu. Ona ma taką "przedziałową" budowę. Jest taki moment, kiedy wyraźnie widać skrzydełka.


I jeszcze kilka screenów z filmu.




czytaj dalej 
Z POCZTY DO FN: [KONTAKT] Nie wiem czy w ogole przeczytacie co piszę. Jestem emerytką i 11 msc temu straciłam ukochanego psa. Tęsknię okrutnie, cierpię tym bardziej gdy słyszę ze nigdy go nie spotkam bo one nia mają zycia po smierci. Jak wygląda moje zycie bez niego? tragedia, bez kolorow i radości z kamieniem na sercu. Mimo tego adoptowalam ze schroniskowej mordowni w Sobolewie kolejnego ale na tęsknotę nie pomogło. Bez mojego psiego przyjaciela nie mam celu. Mam dzieci, wnuki ale to jest wyjątkowa miłosc do tamtego pieska. Ja juz nie żyję, ja trwam bo nie mam wyjscia. Może napisze ktoś do mnie i zapewni, ze nasze psy żyją nadal ale nie zeby pocieszyć, tego nie szukam. A moze ktoś będzie wiedział gdzie jest mój Atoś? [...]

Szanowna Pani,
Niech nas Pani nie załamuje... kto powiedział Pani, że pieski nie mają duszy jak ludzie?! Te bzdury powtarzane w przestrzeni publicznej powinny być karane długoletnim obowiązkiem pracy charytatywnej w schroniskach dla zwierząt. Oczywiście żartujemy, ale sprawa jest poważna.
Zwierzątka nie tylko mają dusze, ale także po śmierci fizycznej odwiedzają swoich właścicieli. Mamy na to setki (!) dowodów. Pani e-mail nas poruszył, bo sami straciliśmy wielu naszych czworonożnych przyjaciół i zawsze bardzo było nam ich brak i też mieliśmy łzy w oczachj, ale.... tu ważna informacja dla Pani:
Prosimy już nie rozpaczać za pieskiem, bo on tę rozpacz wyczuwa i może go to przytrzymać tutaj, a on musi ruszyć w dalszą drogę. Kiedyś na pewno się spotkacie, skoro była to silna więź emocjonalna. A więc - dość żałoby po Atosiu, czas na pogodzenie się z tym, że jesteśmy tu tylko na chwilę, przechodzimy świetlistą bramę i ruszamy dalej. I my, i oni - nasi młodsi bracia na drodze do światła. Proszę to zapamiętać!
Swoją drogą - proszę dbać o swoje zdrowie i postarać się żyć jak najdłużej, a być może spotka Pani swojego Atosia... ich dusze wracają szybko, szybciej niż nasze. I niekoniecznie musi to być piesek, ale to zupełnie inna historia. Będzie Pani wiedziała, że to Atoś. Na 100 procent.
proszę potraktować te słowa powyższe jako "polecenie służbowe" z pokładu okrętu Nautilus! ;-)

I jeszcze jedno pytanie do FN:
WIADOMOŚĆ Z OKRĘTU WWW.NAUTILUS.ORG.PL:
Od: [...]
Witajcie,mam pytanie kiedy podacie do wiadomości rozwiązanie tajemnicy znaków na ciele,bo Robert mówił w ostatnim wywiadzie z Jackowskim i tą panią od ezoteryki że sprawa znaków jest rozwiązana.No domyślam się że może być to podane w następnej książce Roberta Bernatowicza.Czekam na odpowiedż i z góry dziękuję za uwagę.
[dane do wiad. FN]

To poważna decyzja z ujawnieniem informacji, gdyż temat jest bardzo poważny. Tak, uważamy, że historia znaków na ludzkim ciele została przez nas wyjaśniona, ale musimy uzyskać jeszcze potwierdzenie, czy nasza hipoteza jest słuszna.
Pzdr
FN
czytaj dalej 
Oczywiście, że znakomicie jest nam znana postać prof. Michała Gryzińskiego. Postawił on zaskakującą tezę, że słynny wzór jest w pewnych warunkach trochę zwodniczy.
E≠mc²?

Każdy przynajmniej raz w życiu widział model cząsteczki atomu: duża kulka pełniąca rolę jądra atomowego i wokół po orbitach krążące mniejsze kulki symbolizujące elektrony. Tak naprawdę atom jest zbyt mały, żeby można było go zobaczyć. Skąd w takim razie wziął się ten model? W 1913 roku wybitny fizyk Niels Bohr uznał, że atom na pewno przypomina układ planetarny, gdzie elektrony poruszają się wokół jądra podobnie jak planety wokół Słońca – po orbitach kołowych. Przez wiele lat fizycy przeprowadzali eksperymenty, które wydawały się potwierdzać właśnie taką budowę najmniejszej cząstki, z której składa się materia. To właśnie opierając się m.in. na tym założeniu Albert Einstein opracował swoją słynną teorię względności. Była ona podstawą fizyki kwantowej, ale... to może się zmienić! Wszystko dzięki odkryciu polskiego fizyka, profesora Michała Gryzińskiego. Ten niezwykły naukowiec pracował w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku k. Warszawy, gdzie przez 40 lat prowadził swoje własne badania dotyczące budowy atomu. Kiedy przedstawił swoją teorię – wybuchła prawdziwa burza.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Model_atomu_Gryzińskiego
„Mechanika kwantowa to największa mistyfikacja w historii nauki” – ogłosił profesor w 1965 roku. Zgodnie z jego teorią budowę wszechświata i cząstek elementarnych można wytłumaczyć opierając się o najprostsze prawa mechaniki klasycznej Newtona. Według Michała Gryzińskiego Niels Bohr popełnił kardynalny błąd kierując się intuicją i opracowując „model planetarmy atomu”, gdyż atom wygląda zupełnie inaczej!
W swojej książce „Sprawa Atomu” wykazał, że „podstawowa cząstka materii” ma budowę „radialną”. Oznacza to, że elektrony w atomach poruszają się wokół jądra po torach przypominających hiperbole, a nie okręgi. Profesor nazwał tą hipotezę „modelem swobodnego spadku”. Sprawa wydaje się pozornie błaha, ale jeśli profesor Gryziński ma rację, to... czeka nas prawdziwa rewolucja!
Możliwe są podróże między różnymi układami planetarnymi, bo prędkość światła nie jest najwyższą prędkością we wszechświecie. Profesor Gryziński znalazł także w atomie ukryty istny ocean energii powstałej w momencie narodzin wszechświata. Oznacza to, że w jednej kropli wody może być dostatecznie dużo energii, aby wystarczyło jej na potrzeby całej naszej planety przez dziesiątki lat! Odkrycie profesora może być zagrożeniem dla światowych dostawców surowców naturalnych i w ogóle odmienić oblicze naszej planety. Przez wiele lat teoria o prawdziwej budowie atomu była niewygodna i ukrywana, chociaż...
Michał Gryziński był przekonany, że najbardziej genialny fizyk Albert Einstein znał prawdę o tym, że atom nie przypomina układu planetarnego. W latach 30-tych XX wieku twórca teorii względności miał celowo wprowadzić Niemców w błąd podsuwając im fałszywe teorie, aby uniemożliwić im wyprodukowanie bomby atomowej. Potem nie miał odwagi, żeby przyznać się do błędu i tak cała fizyka teoretyczna znalazła się w „ślepym zaułku”.
Teoria profesora Michała Gryzińskiego spotkała się z całkowitym potępieniem przez autorytety fizyki kwantowej. Jego hipoteza „innej budowy atomu” została nazwana pseudonauką, zaś sam profesor spotkał się z wyjątkowo zaciekłą krytyką środowiska fizyków kwantowych. Jest jeszcze jeden, tajemniczy wątek związany z osobą polskiego uczonego. Pod koniec życia profesor doszedł do wniosku, że musi istnieć jakaś inteligentna siła, która łączy wszystkie atomy, z których składa się wszechświat. Jego znajomi twierdzili, że profesor Michał Gryziński był przekonany, że jest na tropie zrealizowania marzenia Einsteina, czyli opracowania „teorii jednolitej” wyjaśniającej wszystko! Niektórzy twierdzą nawet, że mu się to udało... Profesor Michał Gryziński zmarł w 2004 roku w wieku 74 lat.

Ten człowiek rzucił wyzwanie fizyce kwantowej!
Michał Gryziński opracował nowy model atomu i podważył założenia planetarnej budowy atomu. Tym samym rzucił wyzwanie fizyce kwantowej. W opinii Gryzińskiego fizyka kwantowa jest wielkim błędem w podejściu, analizie i interpretacji zjawisk atomowych. Jednak pomimo prostoty opisu matematycznego opracowanego przez niego nowego modelu atomu, którego poprawności nie podważono, w literaturze można znaleźć bardzo mało informacji przybliżających jej istotę. Myślę, że powodów jest kilka.
Pierwszy z nich to ataki Michała Gryzińskiego na fizykę kwantową, która jest pełnoprawną teorią fizyczną i nie ma najmniejszego powodu, aby uważać tych, co zajmują się tą dziedziną fizyki, za oszustów lub głupców. W tej sytuacji szeroka rzesza fizyków cały czas ignoruje jego osiągnięcia. Następny powód to brak weryfikacji eksperymentalnej teorii. Jeśli jakaś obserwacja nie zgadza się z teorią to znaczy, że dana teoria ma zastosowanie w jakimś ograniczonym zakresie. Być może tak właśnie jest w przypadku fizyki kwantowej. Jedynym udokumentowanym doświadczeniem, które podważa prawdziwość Bohrowskiej zasady komplementarności (elementy świata atomów możemy obserwować albo jako cząstki, albo jako fale), podobnie jak teoria Gryzińskiego, jest seria doświadczeń przeprowadzona w 2004r. przez fizyka amerykańskiego Shahriara Afshara. Teoria Gryzińskiego jest jedną z przynajmniej kilku kontrowersyjnych teorii fizycznych (np. teoria strun), które czekają na doświadczalną weryfikację. Może dzięki hipotezie opracowanej przez Michała Gryzińskiego zbliżymy się to wielkiej unifikacji, czyli opracowania wymarzonej przez fizyków „teorii wyjaśniającej wszystko”.
czytaj dalej 
Witam Panie Robercie,
Zabawne, bo nie miałam pojęcia o Pana istnieniu do dziś, a ktoś podesłał mi wywiad z Rymanowskim. Mam na imię [...],mam 29 lat i nie przychodzę z namacalną historią, ale ze snami, które nie dają mi spokoju i są związane z kosmitami.
Jestem bardzo świadomą osobą, od urodzenia tematy jak reinkarnacja są dla mnie czymś zupełnie oczywistym. Jednak mam dar związany ze snami i niestety paraliżami sennymi, których doświadczam od 2 roku życia.
Intuicja podpowiada mi, że muszę zapytać o sny związane z kosmitami, bo napotkał mnie już 3. Tak, interesowałam się zawsze tą tematyką, jednak od pewnego czasu nie przykładam dużej wagi, nie sprawdzam, a jednak miałam sen , w którym przyleciały spodki na ziemię, szerząc panikę wśród ludzi.

Nagle na pokład wciągnięto mnie i kilka osób. Byłam przerażona co zobaczę, bałam się obcych, a wylądowałam w sali w której siedzieli niewiele bardzo różniący się od nas obcy, choć coś trudnego do opisania w ich twarzach wskazywało na różnice. Powiedzieli mi o zbliżających się zmianach, resecie na ziemi, który jest potrzebny, bo ludzie znaczyli z drogi.
Jednak ja oraz inni wybrańcy zostaliśmy rozpoznani jako istoty o dobrych duszach, których czeka misja naprawy świata, zwiększania wibracji ziemi. Po obudzeniu byłam w szoku, jednak to co przyśniło mi się wczoraj nie dało mi spokoju. Siedziałam w łódce, patrzyłam na mur na Antarktydzie, niczym w grze o tron. Był o wiele większy niż mogłam sobie wyobrazić, robił wrażenie, a jednak miałam poczucie, że nie jest to do końca naturalna formacja.
Nagle spojrzałam na mapę, którą miałam w ręku. Jakie głos kazał mi zaznaczać ołówkiem wysepki oraz zapamiętałam kilka liczb stanowiących współrzędne. Otóż kazano mi znaleźć wejście do Agharty. Zadałam sobie pytanie „ale dlaczego ja i po co? Ja tam się boję iść.”
W tym momencie we śnie przyleciał spodek kosmiczny, z którego wyszedł Plejadian - jednak wydaje mi się że miał ciemne włosy. Skąd wiem? Przemówił do mnie „[...], przecież wiesz że jesteś Plejadianką zesłaną na ziemię z misją. Masz odnaleźć swoich braci z agharty bo tam należysz. Pewnego dnia urodzisz plejadianskie dziecko (czułam że ten ktoś mógł być nawet moim partnerem, a na pewno ojcem tego dziecka).
O agharcie dowiedziałam się zupełnie przypadkowo tydzień temu. Nie zgłębiałam tego tematu. A to co najbardziej mnie przeraża to fakt, że zapamiętałam współrzędne. I tak, w pewnej kombinacji wskazują na Antarktydę i UWAGA północną Polskę. Absolutnie nie zajmuje się kartografią, nie miałam mapy w ręku od 10 lat.
Z kolei jakiś czas temu przypadków przewinęła mi się teoria że są pewne dowody na to że zgliszcza Atlantydy są na terenie ówczesnej, północnej Polski. Mam ogrom tematów dotyczące moich podróży astralnych w snach, rozmów ze zmarłymi, wszystko to jest mi dane, jest czymś dla mnie oczywistym i naturalnym. Nie wychylam się z tym, ale te sny o plejadianach, słysząc od mamy że jestem kryształowym dzieckiem nie dają mi spokoju. Tym bardziej słysząc w podcaście o nadejściu kogoś z góry, już niedługo. O zmiane.
W przeciwieństwie do Pana odczuwam ogromny fałsz w kościele katolickim, jednak Maria sama do mnie zaczęło przychodzić poprzez obrazki, znaki to samo z Jezusem. Ten sen o dziecku mnie zmroził. Może warto dodać że nazywam się [...] …może wie Pan coś, czego nie wiem ja, co mogłoby mi pomóc pojąć te sytuacje..bardzo dużo również myślę istocie Boga, reinkarnacji, zasad - wypisuje sama do siebie felietony, jakbym chalenowala coś z góry nigdy tego nie robiłam. Będę wdzięczna za kontakt i pozdrawiam

Witam,
Jeśli jest to prawda (a w dobrej wierze zakładam, że relacja nie jest żartem), to wpisuje się w pewien scenariusz wydarzeń, które rysują się także z innych relacji ludzi. W momencie wielkiego zagrożenia ma być ewakuacja wybranych osób na statki obcych cywilizacji. To tylko scenariusz, ale wręcz zbyt fantastyczny, żeby traktować go z pełną powagą. Relację zapisuję w archiwum, ale zachowuję wobec tego scenariusza dystans. Niemniej bardzo dziękuję za przysłanie opisu snu i relacji.
czytaj dalej 
Dzień dobry, Panie Robercie tak naprawdę nie wiem co napisać, nie wiem jak zacząć. Wierzę w istoty pozaziemskie jak w to, że mam dwie ręce i nogi. To pewne i bezsprzeczne.
Dziś w nocy (z 2 na 3 marca 2026) mój partner obudził się i powiedział "oni tu byli". Myślałam, że mówi przez sen, albo coś mu się przyśniło. Jednak za chwilkę znowu to powiedział i mówi, że sobie nie żartuje. Trochę to zbagatelizowałem, bo mimo że w nich wierzę to trochę się ich obawiam, bo nie do końca wiem czego mogliby ode mnie chcieć. Gdy mój partner pojechał przed chwilą do pracy i próbowałam ponownie zasnąć to usłyszałam nad swoją głową skaner, który kilkukrotnie przejechał w prawo i lewo. Mój pies śpi ze mną w nogach, ale tym razem miałam wrażenie jakby biegał mi za głową w panice.
Gdy wróciła mi świadomość to nie mogła się ruszyć mimo otwartych oczu, a mój pies spokojnie wciąż leży mi w nogach. Czułam jakby czas inaczej płynął. To nie był sen, tego dźwięku nie da się przyśnić. Mieszkam na wsi z dala od samochodów i innych dźwięków. Mój partner powiedział, że wczoraj jak wrócił nad ranem z pracy widział łysą postać za betonowym płotem, niewielka ale w naszym kolorze. Nie wie czy to było ramię czy głową, ale jest pewnym, że to widział. Moja mama jakiś czas temu opisywała, że nad domem sąsiadom widziała jakiś obiekt z trzeba światłami.
Mówiła o kolorach czerwonym i zielonym. Mieszkamy w jednym domu. Proszę Pana o opinie, czego te istoty mogły ode mnie chcieć, czy oni praktykują skanowanie mózgu ludzkiego? Do czego im to jest potrzebne? Pozdrawiam ciepło i życzę wszystkiego dobrego. [...]

Witamy
Dziękujemy za relację. Niestety w dzisiejszych czasach musielibyśmy sprawdzić Państwa wiarygodność i pojechać na miejsce, porozmawiać z Wami, a jest to… co najmniej trudne ze względu na brak czasu.
W każdym razie pięknie dziękujemy za opis.
Czy „skanowanie przez UFO” się zdarza? Nie spotkaliśmy się z takim przypadkiem
Pzdr
FN
czytaj dalej 
[...] Dzień dobry, pewnie takich maili dostali Państwo już sporo, tak zakładam, ale postanowiłem i tak do Państwa napisać. Nie jest to jakaś przełomowa historia ale być może zainteresuje Państwa w jakimś stopniu.
Zadaje sobie od czasu pytanie: czy sny mogą się powtarzać i czy może śnić się kilka razy w roku bardzo podobny sen. Dziś okładając Pana w Rymanowski Live postanowiłem wysłać tego maila.
Jestem umiarkowanym sceptykiem, tematem UFO interesowałem się ale nie na duża skale, raczej jako ciekawostkę, bądź filmy na kanale Discovery. W każdym razie do sedna, zastanawiam się czy jestem jedynym, który:
Ma raz na jakiś czas powtarzający się sen o UFO. Nie będę się o nim rozwodził, ale w skrócie chodzi o to, że jestem najczęściej w miasteczku Łobez w Zachodniopomorskim u mojej Świętej Pamięci babci, gdzie się wychowywałem i zaczynam dostrzegać światła, które migają, i zbliżają się do mnie. Zaczyna się niewinnie od jakiegoś rozbłysku (np. spadającej gwiazdy) zaś potem te światło mnie/nas goni. Ten sen mam zatarty bo ostatni raz śniło mi się to kilka miesięcy temu, ale mniej więcej taki jest tego scenariusz. Światło zaczyna nas "gonić" ja próbuję się ukryć, robi się nie przyjemnie, w śnie się boje i w jakimś momencie się budzę.
Zdałem sobie sprawę już jakiś czas temu, że ten sen jest dziwny bo się powtarza. Co prawda jak byłem "mały" to pamiętam, że bałem się UFO bo np. Oglądałem serial "zArchiwum x". Dlatego zawsze sobie tłumaczyłem, że to pewnie jakiś głęboki strach z dzieciństwa. Ale z drugiej strony bałem się również np. Duchów, a o duchch nie śnie.
Sceptyk mówi mi to, że ten sen jest odzwierciedleniem np. jakiś moich problemów, albo zakorzenionym strachem, jednak po obejrzeniu Rymanowski Live uznałem, że podzielę się ta historią i poznam Państwa opinie, i być może dowiem się czy takich ludzi jak ja jest więcej.
Z poważaniem,
[dane do wiad. FN]


OD FN
Regularne sny nigdy nie są przypadkowe. Być może autor pytania naprawdę przeżył takie doświadczenie (z obserwacją UFO), ale zostało mu to wykasowane z pamięci. Powraca właśnie w snach. Regularne sny pewnej osoby w Polsce, które miała od dziecka, okazały się jednym z kluczowych elementów do rozwiązania tajemnicy "znaków koła sterowego na ludziach". Stąd traktujemy je bardzo poważnie.
Cześć Załogo Nautilusa!
Śledzę Waszą stronę od dawna. Bardzo doceniam Waszą pracę i odwagę w badaniu tematów, które wciąż wymykają się oficjalnej nauce. Piszę, bo z wielką chęcią dołączyłbym do ekipy i pomógł Wam swoimi umiejętnościami.
Zjawiska niewyjaśnione fascynują mnie od zawsze, ale mam do nich dość konkretne podejście. Na co dzień siedzę głównie w nowych technologiach, inżynierii i szeroko pojętym rozwoju osobistym. Wierzę, że taki mix – otwarty na nieznane umysł połączony z twardym, analitycznym okiem – to najlepszy sposób na badanie tego typu spraw.
Chętnie pomogę tam, gdzie przydadzą się moje umiejętności. Analiza techniczna materiałów, ogarnianie kwestii technologicznych, czy po prostu bieżące wsparcie działań Fundacji – dajcie znać. Zależy mi na ciągłym poszerzaniu horyzontów, a współpraca z Wami to na pewno świetne (i niesamowite) doświadczenie.
Będę wdzięczny za krótkie info, czy w ogóle szukacie teraz wsparcia i w czym mógłbym się przydać. Chętnie odpowiem na pytania i opowiem o sobie coś więcej.
Trzymam kciuki za dalsze śledztwa. Dzięki za to, co robicie!
Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]

OD FN
Dziękujemy. Zapisaliśmy sobie dane kontaktowe. Zaległości są tak potężne, że ledwo... dajemy radę ze wstawianiem czegokolwiek na strony. Dołączenie do zespołu nowych ludzi, wysyłanie im e-maili, dzwonienie, wprowadzanie w "tematy"... na razie jest to fikcja. I wielka szkoda, bo zespół powinien być większy, ale... mamy nadzieję, że rozumie Pan naszą sytuację. W każdym razie pięknie dziękujemy za ofertę pomocy.
czytaj dalej 
Witam Załogę, Jestem stałym, wieloletnim czytelnikiem Waszego serwisu. Robicie naprawdę dobrą robotę ! Mam wrażenie, że często więcej wiecie niż piszecie w artykułach.
Proszę o informację, kto jest autorem projektu słynnego pomnika UFO w Emilcinie i co symbolizuje w nim specyficznie umieszczony sześcian. Takich informacji nie udało mi się nigdzie znaleźć. Z góry dziękuję za informację.
serdecznie pozdrawiam
[dane do wiad. FN]
Warszawa
Witamy
Autorem pomnika jest… w sumie autor zbiorowy. Na pomysł pomnika w Emilcinie wpadł nasz przyjaciel Andrzej Krysztofiak.

Pomysł kostkina monumencie przedstawił znany artysta, Andrzej Fogtt. Nawiązuje do tajemniczego sześcianu, który pojawia się w „Odysei Kosmicznej 2000”. Ma symbolizować tajemnicę.
Dziękujemy za ciepłe słowa. Mamy nadzieję, że będzie śledził Pan nasz serwis.
Istotnie, wiemy trochę więcej, niż jest w serwisie.
Pzdr
FN
czytaj dalej 
[KONTAKT] Dzień dobry.
Po obejrzeniu wywiadu Cypriana Majchra z panem Robertem Bernatowiczem, postanowiłam napisać o zjawisku, które wspólnie z trzema osobami widziałam na niebie.
Jesteśmy pasjonatami zorzy polarnej, poszukiwaliśmy nowego miejsca do obserwacji.
Było to w okolicach północy 23:45-55 21.11.2025r.
Patrzyliśmy na niebo w okolicach dużego wozu. Pojawił się dosyć mocno świecący obiekt, poruszał się z lewej strony, na prawą, zostawiał smugę i spłonął. Trwało to ładnych kilka, może nawet kilkanaście sekund. Poniżej link z informacją gdzie byliśmy w momencie obserwacji.
google.pl/maps/place/53°50'30.5"N+20°30'14.6"E/@53.8415244,20.5035725,315m/data=!3m1!1e3!4m13!1m8!3m7!1s0x46e27c6c77855a07:0xbb22185e86d5cbe!2s11-001+Dągi!3b1!8m2!3d53.8376237!4d20.5072882!16s%2Fg%2F120kbg25!3m3!8m2!3d53.841817!4d20.504046?entry=ttu&g_ep=EgoyMDI1MTExNy4wIKXMDSoASAFQAw%3D%3D
Podobną wiadomość wysłałam do profili związanych z obserwacją zjawisk astrologicznych.
Nie otrzymałam odpowiedzi.
Co jakiś czas zadaję pytanie do chatagpt i właściwie do tej pory nie ma odpowiedzi, żeby to był jakiś bolid, czy meteor.
Treść wiadomości, którą co jakiś czas wklejam go gpt (jest tam więcej informacji technicznych):
„Chcę, abyś przeprowadził/a szczegółową analizę astronomiczną zjawiska, które obserwowałam/em 21 listopada 2025 r. w godzinach 23:45–23:55. Lokalizacja obserwacji: 53.8418°N, 20.5040°E (okolice Dągi – Warmia i Mazury).
Patrzyłam/em w kierunku rejonu konstelacji Wielkiej Niedźwiedzicy (okolice 'Dużego Wozu'). Zaobserwowałam/em bardzo jasny obiekt poruszający się wyraźnie z lewej strony na prawą. Obiekt pozostawiał świetlistą smugę i zniknął w sposób przypominający spalenie/rozpad, po kilku do kilkunastu sekund.
Chcę, abyś analizował/a to zjawisko wyłącznie pod kątem możliwych obiektów astronomicznych i zjawisk atmosferycznych widocznych na niebie, uwzględniając:
* aktywność rojów meteorów dla tej daty,
* prawdopodobieństwo bolidu,
* możliwość deorbitacji obiektu sztucznego,
* potencjalny kierunek radiantów,
* kąt przemieszczania, jasność, długość trwania oraz zjawiska towarzyszące,
* warunki obserwacyjne dla tej lokalizacji i godziny,
* dostępne raporty o bolidach i zjawiskach meteorytowych z tego dnia (o ile są znane lub typowe). Traktuj ten prompt jako pełny kontekst i rozpocznij analizę astronomiczną od podstaw”
Z pozdrowieniami,
[dane do wiadomości FN]

Bardzo dziękujemy za zgłoszenie. A może ktoś z czytelników widział jeszcze podobny obiekt? Czekamy na informacje w komentarzach (zostały specjalnie ponownie uruchomione w serwisie na nowym silniku - nie wszystko jeszcze może działać, ale... będzie lepiej).
czytaj dalej 
OD FN: W pewnym momencie ktoś w Waszyngtonie uznał, że problemem nie są niezidentyfikowane obiekty latające, lecz… samo słowo „UFO”. Za bardzo kojarzyło się z zielonymi ludzikami i filmami z Holywood.
I tak oto amerykańska administracja dokonała rzeczy epokowej:
nie wyjaśniła zjawiska — zmieniła nazwę rozwodniając ją o wszelkie drony czy tajne projekty samolotów czy pocisków.
UFO stało się UAP.
Unidentified Aerial Phenomena.
Brzmi poważniej.
Drożej.
I zdecydowanie mniej sugeruje pozaziemski charakter tych obiektów.
.
Bo jak wiadomo — jeśli zmienimy nazwę, problem sam się rozwiąże.
Republikańscy kongresmeni, którzy jeszcze wczoraj domagali się „ujawnienia prawdy”, nagle zaczęli nerwowo poprawiać krawaty.
UFO? Nie, nie, broń Boże.
To słowo wygląda źle w kampanii wyborczej.
Wyborca mógłby pomyśleć, że polityk wierzy w coś… niezwykłego.
A tego przecież robić nie wolno.
Dlatego teraz nie ma już spodków.
Nie ma obcych.
Nie ma „latających talerzy”.
Są za to zjawiska powietrzne o nieustalonej naturze.
Tak bezpieczne, że można je włożyć między raport o infrastrukturze a tabelkę budżetową.
Bo UAP nie straszy.
UAP nie lata.
UAP po prostu… „występuje”.
W ten sposób dokonano cudu administracyjnego:
zjawisko pozostało równie niewyjaśnione jak wcześniej,
ale za to przestało być wstydliwe.
A jeśli ktoś zapyta:
– Czy to były obiekty sterowane inteligentnie?
Odpowiedź brzmi:
– Nie wiemy. Ale na pewno nie UFO.
Bo UFO brzmi niepoważnie.
A niewyjaśnione zjawisko — o ile ma odpowiedni akronim — może już spokojnie latać nad głowami obywateli.
Najważniejsze przecież, żeby nie przestraszyć elektoratu słowem UFO. Efekty już są - coraz więcej Amerykanów nie wierzy w pozaziemski charakter niezidentyfikowanych obiektów, tylko w drony Chin, Korei czy Rosji.

Poniżej tekst naszej koleżanki Ani z zespołu redakcyjnego FN.
Dlaczego fascynuje nas UFO? / UFO, kosmos i duchowa droga człowieka
Fundacja Nautilus od ponad 20 lat dokumentuje dowody na istnienie UFO i kontaktów z pozaziemskimi cywilizacjami, pamiętając, że prawda o niebie jest kluczem do przebudzenia ludzkości.Od wieków spoglądamy w gwiazdy z tą samą, niegasnącą ciekawością. Niezidentyfikowane obiekty latające, czyli UFO, wywołują emocje oraz pytania, które towarzyszą ludzkości od zarania dziejów: skąd przyszliśmy, dokąd zmierzamy i czy jesteśmy sami we wszechświecie? Jednym z głównych powodów tej fascynacji jest nasze wrodzone pragnienie poznania. Człowiek od zawsze starał się zrozumieć, kim jest i jaka jest prawda o świecie, który go otacza. UFO - jako bezpośredni dowód na istnienie pozaziemskich inteligencji ukazuje, że rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona i zagadkowa, niż mogłoby się wydawać. Niewiedza rodzi ciekawość, zachwyt, lęk - ale właśnie te odczucia popychają nas do poszukiwania najważniejszych odpowiedzi. Dzięki relacjom, które do nas trafiają, pytanie „czy jesteśmy sami w kosmosie?” dziś już nie budzi wątpliwości. To z kolei otwiera głęboką refleksję nad naturą człowieka, sensem istnienia i jego rolą we wszechświecie. Fascynacja UFO znalazła odbicie w kulturze i mediach, choć te często demonizują to zjawisko. Filmy, seriale czy gry przedstawiają obcych jako istoty agresywne, budząc strach i nieufność.
Tymczasem setki relacji zebranych przez Fundację Nautilus pokazują zupełnie inną prawdę: to dobre, wspierające siły, które od wieków czuwają nad ludzkością, inspirując rozwój duchowy i chroniąc nas przed autodestrukcją. Prawdziwa kosmiczna narracja to opowieść o miłości, trosce i duchowym przewodnictwie - warto o tym pamiętać. Czy powinniśmy obawiać się takich zjawisk? Absolutnie nie. Strach wynika z fikcji i stereotypów, a nie z faktów. Raporty świadków jasno pokazują, że kontakty z UFO przynoszą spokój, zrozumienie, a nierzadko nawet uzdrowienie. Istoty te nie ingerują na siłę, lecz szanują naszą wolną wolę i delikatnie wskazują drogę ku wyższej świadomości. To nasi starsi bracia i siostry, którzy przypominają nam, że jesteśmy częścią większej, kosmicznej układanki.
Martin Wiesengrün, który doświadczył otwartego kontaktu z inną cywilizacją, od dzieciństwa zadawał sobie kluczowe pytania: „Czasami w pogodne noce - kiedy gwiazdy na niebie mieniły się jak diamenty - siedziałem tam przez długi czas i patrzyłem na gwiazdy na firmamencie, aż bolały mnie oczy. Zastanawiałem się, co może się dziać w głębinach nieskończonego kosmosu. Oddałbym wszystko, by dowiedzieć się o tym czegoś więcej.” - czytamy w książce „Moje przeżycie z UFO na Rugii”
Historia w niej opisana przypomina, że gdy jesteśmy gotowi przyjąć prawdę, zaczyna się ona pojawiać w naszym życiu.Czy takich zjawisk będzie w przyszłości więcej? Wszystko wskazuje na to, że tak. Istoty te współgrają się z naszym poziomem gotowości: im bardziej otwieramy serca i umysły, tym więcej znaków nam pozostawiają. Przyszłość to nie inwazja, lecz stopniowe, pełne miłości objawienie, które przygotowuje nas do wejścia w nowy etap życia.

Komunikacja z obcymi nie ogranicza się do spektakularnych obserwacji i zjawisk, takich jak kręgi w zbożu czy obiekty na niebie - przybiera również subtelne formy, które wymagają otwartości oraz intuicji. Chociażby sny, które stają się kanałem bezpośrednim: tysiące świadków opowiada o spotkaniach, w których istoty przekazują wiedzę i ostrzeżenia w języku niezwykłych symboli. A także zagadkowe synchroniczności, które magicznie porządkują nasze życie: nagle spotykamy właściwą osobę, otwieramy książkę na odpowiedniej stronie lub słyszymy w radiu zdanie odpowiadające na nasze najgłębsze rozterki. To wszystko potwierdza, że przypadki nie istnieją, a my uczestniczymy w idealnie zaprojektowanej grze.
Warto pamiętać, że UFO to dopiero początek naszej drogi. Jest tylko dodatkiem do esencji, jaką jest rozwój duchowy i wiedza o reinkarnacji. A tego dziś brakuje wielu ludziom. Ich życie bywa puste, wypełnione mediami społecznościowymi, powierzchownymi rozrywkami i materialną pogonią za szczęściem, co pozostawia w sercach głęboką tęsknotę za autentycznością. Świadomość istnienia wspierających inteligencji uczy pokory, cierpliwości i wrażliwości na niewidzialne. Otwiera przestrzeń do refleksji nad sobą, sensem życia i połączeniem wszystkiego, co jest.
Masz swoje doświadczenie z UFO? Zgłoś je na adres nautilus@nautilus.org.pl.
czytaj dalej 
[..] Czy widzieliście nagranie samolotu Air India? Tuż przed katastrofą było widziane obok tego samolotu UFO. [...]

Zgodnie z relacjami, na filmie widać fragment oderwanej części kadłuba — prawdopodobnie drzwi awaryjne — które odpadły z samolotu tuż przed wybuchem i katastrofą. Świadek, który przeżył (siedział obok tych drzwi), wspomina, że mogły one odegrać kluczową rolę w jego ucieczce
Oficjalne źródła wykluczyły uderzenie ptaka oraz sabotaż
Wczesny raport wskazywał na celowe przełączenie zasuw paliwowych obu silników — mogą to być działania o charakterze wewnętrznym (funkcyjny błąd lub coś gorszego)
Na nagraniach widać również wysunięcie się Ram Air Turbine (mały awaryjny generator powietrzny), co potwierdza awarię obu silników tuż po starcie
Badacze lotów spekulują, że obiekt wystający na filmie to właśnie RAT — aktywowany przy całkowitej awarii silników — co potwierdza (choć nie jednoznacznie) teorię o podwójnej awarii tuż po oderwaniu się od ziemi
Sama sekwencja oderwania drzwi może tłumaczyć, jak udało się uratować jednego pasażera
Widoczny na filmie odrywający się fragment kadłuba/drzwi awaryjne to nie UFO, ale część samolotu – fragment prawdopodobnie oderwany w bezprecedensowej chwili awaryjnej. W najnowszej narracji badawczej wygląda na to, że doszło do celowego przycięcia paliwa w obu silnikach, co wywołało następujący po nim łańcuch wydarzeń: podcięcie mocy, wysunięcie RAT, oderwanie drzwi i ostateczny upadek. Ten dramatyczny ciąg próbuje wyjaśnić, jakie przyczyny doprowadziły do katastrofy
Niezwykłe, że katastrofę przeżył jeden człowiek.
Historia obywatela brytyjskiego Vishwashkumara Ramesha z Leicester, który siedział na miejscu 11a, był jedynym ocalałym i wyszedł z niej zaledwie z kilkoma zadrapaniami, jest naprawdę zdumiewająca.

I jeszcze przerażające zdjęcie rodziny, która zrobiła selfie na pokładzie samolotu i wysłała do bliskich.

czytaj dalej 
W jednym z najnowszych wywiadów Al Pacino, legendarny aktor i zdobywca Oscara za rolę w filmie „Zapach kobiety”, podzielił się poruszającym wspomnieniem z okresu pandemii. W wieku 84 lat ujawnił, że przeżył śmierć kliniczną.
Jak wyznał w rozmowie z New York Timesem, dramatyczne zdarzenie miało miejsce w jego domu. Nagle poczuł się bardzo źle – wystąpiła gorączka, odwodnienie, a jego stan szybko się pogarszał. Poprosił współpracowników o przysłanie pielęgniarki.
– Czułem się fatalnie. Potem przyszła gorączka, odwodnienie i wszystko się pogorszyło. Siedziałem w domu i… po prostu przestałem istnieć. Nie miałem pulsu – relacjonował aktor.
Kilka minut później przed jego domem zjawił się ambulans. Dzięki błyskawicznej interwencji ratowników medycznych udało się go uratować.
Wielu ludzi, którzy przeszli przez śmierć kliniczną, mówi o wizjach tunelu, światła, uczuciu spokoju. U Al Pacino było zupełnie inaczej.
– Nie widziałem żadnego białego światła. Tam nic nie ma. Jak powiedział Hamlet: „Być albo nie być”… a potem dodaje: „nic więcej”. To właśnie to – nic więcej. Po prostu cię nie ma – stwierdził aktor.
Opisując moment powrotu do świadomości, wspomina zaskoczenie, gdy otworzył oczy i zobaczył wokół siebie sześciu ratowników i dwóch lekarzy w kombinezonach ochronnych.
– Wyglądali, jakby byli z innej planety. A potem ktoś powiedział: „Wrócił. Jest z nami” – opowiada Pacino.
Choć przeżycie mogło być traumatyczne, aktor mówi o nim z charakterystyczną dla siebie ironią i dystansem.
– Nigdy wcześniej o tym nie myślałem. Ale znasz aktorów – dobrze brzmi, kiedy powiesz: „raz umarłem” – dodał z lekkim uśmiechem.

OD FN
W ogóle nie ma sensu tym się zajmować. 95 procent ludzi po przeżyciu śmierci klinicznej nie pamiętają niczego w czasie, kiedy zatrzymało się ich serce. On jest po prostu w tej grupie i tyle.
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Zobacz niesamowite obiekty UFO uchwycone na niebie
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie