Dziś jest:
Sobota, 10 października 2026
Bo dobry człowiek w mętnych zdarzeń tłumie prawdziwą ścieżkę zawsze znaleźć umie.
/Johann Wolfgang von Goethe/
Wyślij do nas swoje pytanie - kliknij, aby rozwinąć formularz
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "Pytania do FN": pytania@nautilus.org.pl
Zachowany w kajucie.
Dodaj do interesującychZ poczty FN:
Jako mała, około trzyletnia dziewczynka, wypadam z okna pierwszego piętra. Pamiętam z tego okresu tylko fragmenty szpitala, ale piszę o tym, ponieważ całe życie sobie tłumaczyłam, że moje lewitowanie w czasie odpoczynków musiało być właśnie konsekwencją tego upadku i dusza nie do końca potrafiła wskoczyć na swoje miejsce. O tym, że było to lewitowanie, dowiedziałam się z książek.
Moje lewitowanie wyglądało tak, że nigdy całkiem nie wyszłam z ciała, ponieważ cały tułów się unosił z rękami i nogami, a głowa zostawała zawsze na miejscu. Pamiętam, że ilekroć się położyłam po południu, to nie zasypiając, tylko wpatrując się w sufit, potrafiłam bawić się moimi rękami i nogami, które wychodziły z ciała i wykręcały się w nienaturalny sposób. Mogłam bawić się nimi jak gumą, bo wiadomo, dusza nie ma kości. Na tamten czas to było dla mnie normalne, taka zabawa.
Któregoś dnia, na przełomie lat 1979-81 (dokładnie nie pamiętam), gdy leżałam z mamą na łóżku po południu, popatrzyłam na futrynę drzwi i zobaczyłam niedużą, bo wielkości od futryny do sufitu, świetlistą, piękną sowę w nienaturalnie pięknych kolorach, która siedziała nad futryną drzwi i wpatrywała się we mnie swoimi dużymi oczyma. Zupełnie się jej nie bałam, tylko patrzyłam z ciekawością na to, co widzę. Powiedziałam do mamy: „Patrz, tam jest sowa”. Ona na to: „Gdzie? Nic nie widzę”. Pokazałam palcem, że nad futryną siedzi sowa, ale niestety widziałam ją tylko ja. Niestety mama nic nie widziała. A sowa po kilku minutach znikła.
A ja przez całe życie noszę wspomnienie i się zastanawiałam, po co mi się ta sowa ukazała. Czy to mój przewodnik duchowy, co miał mnie chronić, czy mądrość jakaś, po co to. Jedyne, co mi to dało, to to, że wiem, że jest coś więcej niż tylko życie na Ziemi. Przez to wierzę w reinkarnację, w życie po życiu, w UFO i dużo innych rzeczy.
Dzięki podcastowi z Filipem Chajzerem zaczęłam słuchać więcej pana opowieści z innymi ludźmi i tak dotarłam do książki, którą pan polecił, a mianowicie „Moje przeżycie z UFO na Rugii”, którą właśnie czytam. I tak po latach, dzięki sztucznej inteligencji, mogłam popytać, dlaczego tak późno autor napisał tę książkę. I tak też zapytałam mojego IP o to, co widziałam w dzieciństwie i jak to może się mieć do UFO. I co się dowiaduję? Że to mogło być właśnie spotkanie z UFO na zasadzie ekranów pamięciowych. Całe życie szukam, pytam, a tu zdaje się może już jest rozwiązanie. Zapytałam IP, czy mogło to spojrzenie sowy być wgrywaniem mi w mózg czegoś i czy ja też 50 lat, tak jak autor ww. książki, będę czekać na ewentualne rozpakowanie tego w mojej głowie i też napiszę książkę, ponieważ całe życie chodzi za mną, że muszę napisać książkę i całe życie tłumaczę sobie, że nie mam o czym i że nie ma tematu... Trzymając się książki i autora, który po 50 latach napisał książkę, to jeżeli tak, to jeszcze kilka lat poczekam.
Miałam jeszcze w trakcie dzieciństwa historię, gdzie w 5 klasie, w wakacje, bawiłam się z siostrą w piaskownicy. Przez długi czas tam i z powrotem chodził jakiś mężczyzna, cały na dżinsowo ubrany. Powiedziałam do siostry, że idę do domu coś zjeść. Nagle mężczyzna szybko gdzieś ruszył. Ja, jako ciekawe dziecko, pobiegłam za nim, żeby zobaczyć, na kogo czekał. Patrzę, a on wchodzi do mojej klatki.
Gdy to zobaczyłam, coś kazało mi siąść na ławce i nie wchodzić do klatki. Siadłam więc i wpatrywałam się w drzwi. Panu znudziło się siedzenie za drzwiami, wyszedł i zapytał: „Dziewczynko, czy ty chcesz iść do domu?”. Ja na to, że nie, ja tylko tak sobie siedzę.
Później ze strachu nawet z mamą nie chciałam wejść do klatki, darłam się wniebogłosy, że nie wejdę do klatki. Coś podpowiedziało mi, że mam nie wchodzić? Co i kto? Przecież dzieci z natury ciekawskie są. Jeszcze kilka podobnych historii mam, które uchroniły mnie przed śmiercią. Tu też mam pytania. Czy to przypadki, czy coś mnie chroni?
Chciałam podzielić się z Wami moją historią, gdyż wierzę, że może być ona ważnym elementem Waszych badań. Zostawiam Państwu tę relację jako autentyczny depozyt mojej własnej prawdy.

Komentarz FN:
Witamy,
bardzo dziękujemy za ciekawą relację.
To, co opisuje Pani po upadku z okna, wygląda jak spontaniczne doświadczanie częściowego OBE. Silna trauma potrafi sprawić, że psychicznie czujemy się bardziej „poza ciałem” i mniej z nim związani.
Jeśli chodzi o świetlistą sowę, mogła mieć ona znaczenie symboliczne lub duchowe. Jej motyw pojawia się również w niektórych relacjach związanych z UFO, stąd rozumiemy, dlaczego łączy Pani te dwa wątki. Warto mieć na uwadze, że małe dzieci są też często bardziej otwarte na energie i zjawiska, których dorośli już nie dostrzegają. Historia z mężczyzną przy klatce bardzo mocno pokazuje działanie intuicji. Czasem człowiek po prostu czuje, że czegoś nie powinien zrobić, mimo że nie potrafi logicznie wyjaśnić dlaczego. Jeżeli podobnych sytuacji było w Pani życiu więcej, naszym zdaniem trudno mówić wyłącznie o przypadku.
Poprzednie pytanieWejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Co dzieje się po śmierci? Dr Manuel Sans Segarra
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie