Dziś jest:
Czwartek, 22 października 2020

Samochód stanął w miejscu, wyraźnie zadziałała na niego potężna siła. Wysiadłem i od razu zobaczyłem ten obiekt.
/Steven Greer, świadek obserwacji UFO - Nevada 2013/

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




KORONAWIRUS - trzy scenariusze dla Polski amerykańskiego ośrodka prognoz medycznych Institute for Health Metrics and Evaluation (IHME)
Sob, 17 paź 2020 02:39 | komentarze: 5 czytany: 1925x

Ostatnie informacje płynące z praktycznie wszystkich krajów świata pokazują, że bez jakiegoś przełomowego leku lub skutecznej szczepionki drugiej fali wirusa nie da się powstrzymać. Warto zobaczyć, jakie scenariusze przyszłych wydarzeń wynikają z modeli matematycznych. Jak dotąd okazały się one niezwykle skuteczne i trafne, gdyż precyzyjnie przedstawiły wydarzenia związane z letnim, pozornym wyciszeniem.......

czytaj dalej

Ostatnie informacje płynące z praktycznie wszystkich krajów świata pokazują, że bez jakiegoś przełomowego leku lub skutecznej szczepionki drugiej fali wirusa nie da się powstrzymać. Warto zobaczyć, jakie scenariusze przyszłych wydarzeń wynikają z modeli matematycznych. Jak dotąd okazały się one niezwykle skuteczne i trafne, gdyż precyzyjnie przedstawiły wydarzenia związane z letnim, pozornym wyciszeniem pandemii i ponownym, zwielokrotnionym uderzeniem pandemii w październiku.


Jednym z najlepszych ośrodków matematycznych posiadającym odpowiednie możliwości obliczeniowe do badań operacyjnych dla tak dużej populacji jest amerykański Instytut Pomiarów i Oceny Zdrowia (Institute for Health Metrics and Evaluation - IHME) działający przy Uniwersytecie w Waszyngtonie. Prognozy opublikowane kilka miesięcy temu przez IHME okazały się zadziwiająco trafne i dokładnie wskazały okres kilku dni w październiku, kiedy pojawi się nagły wzrost liczby osób zarażonych w poszczególnych regionach świata.  Regularnie publikuje on przewidywania związane z rozwojem pandemii. Pojawiły się właśnie najnowsze prognozy obliczone o dane ostatniego skoku zachorowań na Covid-19. Warto się im przyjrzeć, gdyż takie modele zachowania się koronawirusa zostały przez komputery IHME policzone dla wszystkich krajów świata, w tym dla Polski.

Krytyczny grudzień: może zabraknąć respiratorów, nawet 500 zgonów dziennie

Najnowsza prognoza zakłada trzy scenariusze: w pierwszym ograniczenia są nakładane na sześć tygodni, gdy dzienna liczba zgonów osiągnie osiem na milion mieszkańców. Drugi to scenariusz, w którym rząd łagodzi obostrzenia. Trzeci – sytuacja, w której obok powrotu obostrzeń, gdy liczba zgonów dziennie osiągnie osiem na milion, powszechne jest używanie maseczek, a ludzie są zdyscyplinowani – w miejscach publicznych nosi je 95 proc. obywateli. Przewidywania dotyczą również naszego kraju.

Koronawirus. Jakie są prognozy dla Polski?

W pierwszym scenariuszu, czyli okresowych obostrzeń, ale bez ścisłego pilnowania nakazu zasłaniania twarzy, średnia dzienna liczba zgonów w Polsce mogłaby w połowie grudnia przekraczać 500, a potem spadać. Ale obostrzenia mogłyby zmniejszyć tę liczbę do około 200 w styczniu. Gdyby ich nie było i rząd nie decydował się na łagodzenie obostrzeń, w grudniu mielibyśmy również w okolicach 500-600 zgonów, ale w połowie stycznia moglibyśmy mieć średnio już nawet 1700 zgonów dziennie. Najlepszym wyjściem jest scenariusz trzeci – utrzymywanie obostrzeń i jednoczesna dyscyplina w noszeniu maseczek: to średnio 100 zgonów dziennie w grudniu i 150-200 w styczniu.




Według najbardziej optymistycznych prognoz instytutu łączna liczba zgonów od początku pandemii może sięgnąć na koniec stycznia 7,5-24 tys. osób (średnio 15 tys.), w nieco gorszym – 25-39 tys. (średnio 30 tys.); w sytuacji gdyby nie było żadnych obostrzeń – to 40-146 tys. zgonów (średnio 86,5 tys.).

Szacunkowa liczba zakażeń

W najgorszym scenariuszu dzienna liczba zakażonych może sięgać pod koniec stycznia średnio 280 tys. osób. UWAGA: instytut wlicza w te szacunki osoby zakażane każdego dnia, również te, które nie zostały przetestowane, stąd liczba ta niekoniecznie będzie widoczna w danych publikowanych przez resort zdrowia.

Na 14 października IHME szacuje liczbę nowych zakażeń na ok. 14 tys. dziennie. Gdyby jednak obostrzenia były wdrażane konsekwentnie, to od grudniowego szczytu (średnio 80 tys. zakażeń dziennie) liczba zakażeń miałaby szansę spadać. A gdybyśmy obok obostrzeń konsekwentnie stosowali się do nakazu noszenia maseczek, liczba zakażeń miałaby szansę utrzymać się również w grudniu na poziomie 13 tys. osób, rosnąc powoli do około 30 tys. w styczniu.





Czy wystarczy łóżek i respiratorów?

Kluczowa będzie pierwsza połowa grudnia. Instytut szacuje całkowitą pojemność polskiej służby zdrowia na 56,5 tys. łóżek, jednocześnie oceniając, że w najgorszym momencie liczba potrzebnych miejsc tylko dla pacjentów z COVID-19 może się zbliżać do 50 tys. Dużo gorzej jest, jeśli chodzi o prognozy dotyczące łóżek na intensywnej terapii – możliwości to ok. 4 tys., a potrzeby w grudniu mogą sięgać 5,7 tys. Potrzeby dotyczące respiratorów mogą również sięgać 5 tys. urządzeń.




Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz mówił w środę, że na pacjentów z COVID-19 czeka 14 tys. łóżek i 1020 respiratorów. Ta ostatnia liczba zmienia się z dnia na dzień. Przed kilkoma dniami słyszeliśmy od premiera o prawie 900 respiratorach, później wiceminister zdrowia Waldemar Kraska mówił o 838 respiratorach. A Agencja Rezerw Materiałowych informowała, że w magazynach ma obecnie zapas około 1,5 tys. respiratorów, choć – jak podkreśla – dokładna liczba chroniona jest tajemnicą państwową.

"Stoimy w obliczu śmiertelnego grudnia"

W opublikowanej na początku września prognozie eksperci instytutu oceniali, że do 1 stycznia dzięki takim środkom jak noszenie masek i dystans społeczny może zostać uratowanych prawie 770 tys. istnień ludzkich na całym świecie. Stoimy w obliczu śmiertelnego grudnia, szczególnie w Europie, Azji Środkowej i USA. Nauka jest jasna, a dowody niepodważalne: noszenie masek, dystans społeczny i ograniczenie spotkań towarzyskich są niezbędne, aby zapobiec przenoszeniu wirusa – mówił dr Christopher Murray, dyrektor IHME.

Instytut ostrzega, że liczba zgonów spodziewana do 1 stycznia to na całym świecie 2,8 miliona, a dzienna liczba zgonów w grudniu może sięgać nawet 30 tys.

Instytut stworzył trzy scenariusze:

„Najgorszy przypadek”, w którym używanie maski utrzymuje się na obecnym poziomie, a rządy nadal łagodzą wymogi dotyczące dystansu społecznego, może doprowadzić do 4 mln zgonów ogółem do końca roku.

„Najlepszy przypadek” to 2 mln zgonów ogółem. Zakłada, że użycie maski jest prawie powszechne, a rządy nakładają wymogi dotyczące dystansu społecznego, gdy ich dzienna śmiertelność przekracza osiem na milion

Z kolei „najbardziej prawdopodobny” scenariusz zakłada użycie maseczek przy jednoczesnym łagodzeniu restrykcji. Ten może spowodować około 2,8 miliona zgonów ogółem.

Ludzie na półkuli północnej muszą być szczególnie czujni, gdy zbliża się zima, ponieważ koronawirus, podobnie jak zapalenie płuc, będzie bardziej rozpowszechniony w zimnym klimacie – ostrzega Murray.

Zgodnie z najbardziej prawdopodobnymi scenariuszami IHME krajami o najwyższej łącznej liczbie zgonów na mieszkańca byłyby Holandia i Hiszpania. Instytut przestrzega przed stosowaniem tak zwanej strategii odporności populacyjnej; ocenia, że scenariusz, w którym przywódcy pozwalają na przenoszenie się koronawirusa, “ignoruje naukę i etykę oraz pozwala na miliony zgonów, których można było uniknąć”.

źródło: gazeta.pl


 

I jeszcze jedna ważna wiadomość dotycząca najnowszych informacji z ośrodków naukowych o koronawirusie, które warto zaprezentować w naszym dziale FN24 monitorującym publikacje w mediach.



Zidentyfikowanie mechanizmów molekularnych wspólnych dla trzech najgroźniejszych koronawirusów SARS-CoV-2, SARS i MERS otwiera drogę do opracowania skutecznych leków. Jeśli to się uda, przydadzą się teraz oraz w przyszłości, gdy zagrożą nam nowe epidemie.

Nareszcie ze świata nauki płyną jakieś pozytywne wieści na temat naszych szans w starciu z koronawirusami. Wśród ludzkich koronawirusów trzy najniebezpieczniejsze - czyli SARS, SARS-CoV-2 i MERS - mają pewne typowe cechy, które możemy teraz wykorzystać - dowodzą badacze.

Wspólne słabe strony śmiertelnych koronawirusów

Wirusy często używają wspólnych szlaków i procesów komórkowych. Zespół badawczy, składający się z 200 naukowców z sześciu krajów, zidentyfikował podobieństwa między koronawirusami wywołującymi najgroźniejsze infekcje układu oddechowego i znalazł kilka  procesów komórkowych oraz białek, które wydają się dobrym "celem" dla leków na te trzy wirusy razem.

- SARS-CoV-2 jest blisko spokrewniony z bardziej jeszcze śmiercionośnymi, choć mniej zaraźliwymi koronawirusami, które zaatakowały ludzi w ostatnich dwudziestu latach, czyli z SARS i MERS. Teraz naukowcy przeprowadzili analizę porównawczą interakcji wirus - ludzkie białko -białko wirusowe i analizę lokalizacji białek dla wszystkich trzech wirusów - czytamy w czasopiśmie "Science", które opublikowało wyniki badań.

Okazuje się, że te trzy koronawirusy są do siebie podobne w kilku newralgicznych punktach. Już wcześniej zidentyfikowano ponad 300 białek w komórkach gospodarza, które mogą wchodzić w interakcje z białkami SARS-CoV-2. Teraz dokładnie przebadano każde z nich. Naukowcy skoncentrowali się na sprawdzeniu, w jakim stopniu każde z tych białek jest w stanie zahamować (albo przyspieszyć) tempo namnażania się wirusa.

- Zidentyfikowaliśmy co najmniej 20 ludzkich genów, które odpowiadają za produkcję takich białek i wyraźnie wpływają na ilość wirusa replikującego się w zakażonych komórkach - mówi Christopher Basler, profesor Instytutu Nauk Biomedycznych (Institute of Biomedical Sciences) na Uniwersytecie Stanowym w Georgii.

Te białka mogą stać się celem interwencji medycznych, jak określają to naukowcy. - Na przykład jeśli białko komórkowe wyraźnie sprzyja namnażaniu się wirusa, można pacjentowi podać lek, który je hamuje. W efekcie mamy możliwość spowolnienia infekcji - tłumaczą badacze.

Jednym z takich związków jest Tom70, mitochondrialne białko wpływające zarówno na SARS, jak i SARS-CoV-2 (mitochondria zbudowane są z ponad 1000 różnych białek opowiadających za ich morfologię, a także biorących czynny udział w prowadzonych przez nie procesach życiowych).



Jest sposób na lekooporność

Naukowcy przeanalizowali ponadto dokumentację medyczną około 750 tysięcy pacjentów z COVID-19. Celem było zidentyfikowanie leków czy procedur medycznych, które okazały się najskuteczniejsze. Te terapie farmaceutyczne powinny stać się przedmiotem dalszych badań molekularnych i klinicznych - postulują badacze.

- Tradycyjne leki przeciwwirusowe celują w enzymy wirusa, które jednak często podlegają mutacjom, a tym samym sprzyjają powstawaniu lekooporności patogenów. Celowanie w białka gospodarza, których używa wirus do replikacji, jest strategią, która nie tylko omija problem lekooporności, ale może pomóc w znalezieniu leków o szerokim spektrum działania i na całe rodziny wirusów - czytamy w magazynie "Science".


Źródła: MedicalXpress.com, Science, Georgia State University



zwiń tekst

UFO NAD WASZYNGTONEM – na ekranie przekazu telewizyjnego ze stolicy USA zauważono niezwykłą manifestację świetlną
Wt, 13 paź 2020 07:05 | komentarze: brak czytany: 974x

Bardzo często się zdarza, że podczas przekazów telewizyjnych w stacjach informacyjnych można zauważyć coś ciekawego na niebie. Tak było także tym razem podczas transmisji on-line z Waszyngtonu. Na niebie były widoczne czerwone i białe światła ułożone w bardzo osobliwy sposób, które nieregularnie zapalały się i gasły. Jedyny ślad po tym wydarzeniu to zdjęcia ekranu telewizora wykonane telefonem komórkowym.......

czytaj dalej

Bardzo często się zdarza, że podczas przekazów telewizyjnych w stacjach informacyjnych można zauważyć coś ciekawego na niebie. Tak było także tym razem podczas transmisji on-line z Waszyngtonu. Na niebie były widoczne czerwone i białe światła ułożone w bardzo osobliwy sposób, które nieregularnie zapalały się i gasły. Jedyny ślad po tym wydarzeniu to zdjęcia ekranu telewizora wykonane telefonem komórkowym.



Mamy także zapis wideo – plik MP4 został zamieniony do postaci animacji GIF.




zwiń tekst

Kamera monitoringu nagrała niezwykłe zjawisko w Głogowie. Film z 2016 przypomniał lokalny głogowski serwis.
Czw, 8 paź 2020 08:02 | komentarze: brak czytany: 1753x

Do tego zdarzenia doszło w 2016 roku. Kamera monitoringu zarejestrowała dziwną poświatę, która przemierza podwórko i znika w drzwiach. Panie Małgorzata i Ewa, będące wówczas pracownicami Oberży były przekonane, że to byt sprawiający im od dawna kłopoty. Ducha nazwały Andrzej. Z ich relacji wynikało, że zjawa potrafiła włączyć urządzenia w kuchni, a nawet trzasnąć drzwiami.Wszystkie pracownice Oberży.......

czytaj dalej

Do tego zdarzenia doszło w 2016 roku. Kamera monitoringu zarejestrowała dziwną poświatę, która przemierza podwórko i znika w drzwiach. Panie Małgorzata i Ewa, będące wówczas pracownicami Oberży były przekonane, że to byt sprawiający im od dawna kłopoty. Ducha nazwały Andrzej. Z ich relacji wynikało, że zjawa potrafiła włączyć urządzenia w kuchni, a nawet trzasnąć drzwiami.






Wszystkie pracownice Oberży wiedziały, że w pobliżu kopalnianego szybu dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Kobiety, które pracowały na nocnej zmianie, szczególnie doświadczały zjawisk paranormalnych. Zjawisk, których nie da się w żaden sposób wytłumaczyć. Według relacji kobiet mogło mieć to związek ze śmiercią właściciela znajdującej się niedaleko stacji paliw. Mężczyzna został tam zamordowany. Nagranie, na którym widać zjawę pokazuje miejsce, gdzie był parkowany jego samochód.

Okolice stacji to jedno. Do dziwnych zjawisk dochodziło również w kopalnianym barze. Ten z kolei od Oberży dzieli jedynie kilkadziesiąt metrów. Poniżej film zmieniony do postaci animacji GIF.






zwiń tekst

PIŁKARZ AS ROMA POWIEDZIAŁ SŁOWA, KTÓRE WYPROWADZIŁY KOBIETĘ ZE ŚPIĄCZKI
Pon, 5 paź 2020 10:06 | komentarze: brak czytany: 1258x

Głos byłego kapitana włoskiej Romy Francesco Totti wyprowadził Włoszkę z dziewięciomiesięcznej śpiączki – pisze Repubblica. Według gazety, dwudziestoletnia piłkarka rzymskiego Lazio Ilenia Matilli była w śpiączce po wypadku samochodowym.Krewni Matilli pozwolili jej odsłuchać hymnu Romy, której dziewczyna kibicowała. Totti dowiedział się o sytuacji i nagrała dla fanki specjalną wiadomość wideo.- „Ilenia.......

czytaj dalej

Głos byłego kapitana włoskiej Romy Francesco Totti wyprowadził Włoszkę z dziewięciomiesięcznej śpiączki – pisze Repubblica. Według gazety, dwudziestoletnia piłkarka rzymskiego Lazio Ilenia Matilli była w śpiączce po wypadku samochodowym.




Krewni Matilli pozwolili jej odsłuchać hymnu Romy, której dziewczyna kibicowała. Totti dowiedział się o sytuacji i nagrała dla fanki specjalną wiadomość wideo.

- „Ilenia, nie poddawaj się, wszyscy jesteśmy z tobą” - powiedział piłkarz.

W rezultacie Matilli zaczęła wychodzić ze śpiączki. Jej pierwszym pragnieniem było spotkanie z Totti. 28 września br. piłkarz przybył do szpitala.

- „Uśmiechnęła się, przytuliła mnie i zaczęła płakać. Gdybym wiedział, że jest to możliwe, zrobiłbym to dużo wcześniej ”- powiedział sportowiec.

Totti przez całą swoją karierę bronił barw Romy. Włoch zdobył 250 bramek w 619 meczach. W barwach Romy pomocnik został dziewięciokrotnie wicemistrzem kraju. Zdobył złoto w Serie A. Jako członek reprezentacji Włoch Totti został mistrzem świata w 2006 roku. Karierę zakończył w 2017 roku.




zwiń tekst

ZAGADKA SKUTECZNOŚCI EKSPANSJI KORONAWIRUSASA - znieczulanie ludzi
Nie, 4 paź 2020 06:58 | komentarze: 4 czytany: 1422x

Naukowcy z University of Arizona Health Sciences mają hipotezę dotyczącą możliwych przyczyn "sukcesu" koronawirusa, który rozprzestrzenia się w dużym stopniu za pośrednictwem osób, które nie odczuwają żadnych objawów. Wyniki ich badań, opublikowane na łamach czasopisma "Pain" wskazują na to, że wirus może blokować jeden z istotnych receptorów bólu i w ten sposób znieczulać zakażone osoby. To sprawia.......

czytaj dalej

Naukowcy z University of Arizona Health Sciences mają hipotezę dotyczącą możliwych przyczyn "sukcesu" koronawirusa, który rozprzestrzenia się w dużym stopniu za pośrednictwem osób, które nie odczuwają żadnych objawów. Wyniki ich badań, opublikowane na łamach czasopisma "Pain" wskazują na to, że wirus może blokować jeden z istotnych receptorów bólu i w ten sposób znieczulać zakażone osoby. To sprawia, że nie zdają sobie sprawy z infekcji.

Odkrycie może wyjaśnić, dlaczego blisko połowa osób zakażonych koronawirusem ma łagodne objawy lub przechodzi zakażenie zupełnie bezobjawowo, równoczesnie w niekontrolowany sposób rozsiewając wirusa.

- To wydaje się dość logiczne, że przyczyną niesłabnącego rozprzestrzeniania się Covid-19 jest fakt, że we wczesnej fazie infekcji chorzy nie czują żadnego dyskomfortu, bo ból jest stłumiony - mówi współautor pracy, dr Rajesh Khanna.




Masz wirusa, ale nie czujesz się źle, bo nie czujesz żadnego bólu. Jeśli uda nam się potwierdzić, że to uśmierzające ból działanie SARS-Cov-2 sprawia, że może się tak szybko rozprzestrzeniać, to będzie miało kluczowe znaczenie - przyznaje naukowiec.

Autorzy pracy stawiają tezę, że białka powierzchniowe koronawirusa wiążą się z jednym z istotnych receptorów, który odpowiada za odczuwanie bólu i blokują go, uniemożliwiając przekazywanie sygnału. Dość szybko po nastaniu pandemii naukowcy przekonali się, że koronawirus wykorzystuje do ataku na komórki receptor ACE2, czyli enzym konwertazy angiotensyny 2. W lipcu jednak ukazały się dwie prace wskazujące na to, że białko powierzchniowe SARS-Cov-2 wiąże się też z innym receptorem, neuropiliną-1.  

Te prace zwróciły naszą uwagę, ponieważ od 15 lat w naszym laboratorium badamy dotyczące odczuwania bólu mechanizmy, związane z neuropiliną. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy białko powierzchniowe SARS-CoV-2 nie ma wpływu na bodźce bólowe
tłumaczy dr Khanna

Nasze ciało odczuwa ból na różne sposoby. Jeden z nich wiąże się z aktywnością białka VEGF-A, czyli czynnika wzrostu śródbłonka naczyniowego. Białko to ma kluczowe znaczenie dla procesu tworzenia się naczyń krwionośnych. Znane jest też jego znaczenie np. w chorobach nowotworowych i reumatoidalnym zapaleniu stawów. Gdy VEGF-A wiąże się z neuropiliną, uruchamia proces prowadzący do nadpobudliwości neuronów i bólu. Grupa dr Khanny odkryła, że białko koronawirusa przyłącza się do neuropiliny dokładnie w tym samym miejscu co VEGF-A.

Seria eksperymentów na szczurach pokazała, że faktycznie białko otoczki wirusa SARS-CoV-2 może całkowicie zablokować mechanizm wywoływany przez połączenie VEGF-A z neuropiliną.




- Niezależnie od tego, czy zastosowaliśmy białko otoczki koronawirusa w dużej, czy bardzo małej dawce, ból ustępował całkowicie - dodaje dr Khanna. To może potwierdzać, że koronawirus ma działanie uśmierzające. Grupa dr Khanny wraz zespołem immunologów i wirusologów z University Arizona Health Sciences będzie teraz kontynuować badania znaczenia neuropiliny dla rozprzestrzeniania Covid-19.

Mechanizm ten według naukowców z  University Arizona Health Sciences przypomina działanie kleszcza, który najpierw wprowadza pod skórę człowieka środek znieeczulający. To sprawia, że zaatakowana osoba nie ma szans poczuć, że została zaatakowana przez kleszcza.


I jeszcze z naszej "poczty do FN".






zwiń tekst

INDIE: kluczem do zrozumienia działania koronawirusa okazały się badania dzieci
Pt, 2 paź 2020 05:48 | komentarze: brak czytany: 1291x

Znaleziono poważne dowody na to, że dzieci się zakażają i przenoszą wirusa dalej. Naukowcy byli także zaskoczeni spadającą śmiertelnością z powodu COVID-19 wśród osób po 65 roku życia. Potwierdziło się ponadto kilka ważnych hipotez na temat epidemii.Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley przeanalizowali dane z Indii dotyczące niemal 85 tys. osób oraz prawie 600 tys. tzw. kontaktów (czyli.......

czytaj dalej

Znaleziono poważne dowody na to, że dzieci się zakażają i przenoszą wirusa dalej. Naukowcy byli także zaskoczeni spadającą śmiertelnością z powodu COVID-19 wśród osób po 65 roku życia. Potwierdziło się ponadto kilka ważnych hipotez na temat epidemii.

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley przeanalizowali dane z Indii dotyczące niemal 85 tys. osób oraz prawie 600 tys. tzw. kontaktów (czyli osób, które miały styczność z zakażonymi. Wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie "Science").




Co nowego wiemy o COVID-19 dzięki danym z Indii?

Badania przyniosły mocne dowody, że dzieci w każdym wieku mogą się zakazić i przenieść dalej koronawirusa. Zauważono, że wirus przenosi się między dziećmi, ale nie wiadomo jeszcze, w jakim stopniu młodzi ludzie zakażają dorosłe osoby.

Potwierdziła się także powszechnie przyjęta teza, że za rozpalenie epidemii odpowiedzialna jest stosunkowo niewielka grupa ludzi. Wykazano, że 71 procent zakażonych nie zainfekowało nikogo. Natomiast tylko 5 procent zakażonych odpowiada za 80 procent infekcji.

Tym, co zaskoczyło naukowców, była spadająca liczba zgonów wśród osób powyżej 65 roku życia (w bogatszych krajach umieralność na COVID-19 wzrasta wraz z wiekiem). Tłumaczy się to tym, że w Indiach tylko zamożni ludzie są w stanie zapewnić sobie wysokiej jakości opiekę medyczną i żyją dłużej, natomiast średnia długość życia w uboższych warstwach społecznych jest średnio o 10 lat niższa. Ogólny wskaźnik śmiertelności w Indiach utrzymuje się na poziomie 2 procent.

W Indiach przeciętny czas pobytu pacjenta z COVID-19 w szpitalu przed śmiercią wynosi pięć dni, w Stanach Zjednoczonych są to dwa tygodnie, w innych krajach nawet osiem tygodni, co dobitnie świadczy o możliwościach służby zdrowia. Ponadto Hindusi często cierpią na cukrzycę, nadciśnienie, zły ogólny stan zdrowia.




W uboższych krajach robi wrażenie sama liczba chorych na COVID-19, ale w porównaniu liczbą z mieszkańców nadal jest ona niższa niż dla przykładu w Hiszpanii, Francji, czy Stanach Zjednoczonych. A liczba zgonów nie przekroczyła 100 tys., co wydaje się niezwykłe - piszą eksperci na łamach "The New York Times".

- Indie to miejsce, w którym można się spodziewać, że taka choroba jak COVID-19 będzie się szybko rozprzestrzeniać, przynajmniej w starszych grupach wiekowych. Nie widzimy jednak, aby tak było - mówi dr Krutika Kuppalli z Uniwersytetu Medycznego Karoliny Południowej.

Pierwszymi ofiarami koronawirusa w Indiach byli starsi mężczyźni, którzy zakazili młodsze osoby - odkryli badacze. Ale zauważono też tendencję do przenoszenia infekcji raczej na osoby swojej płci i w swoim wieku, co wynika zapewne z tego, że trzymamy się zwykle w podobnych grupach wiekowych.



Ważne wnioski dla krajów mniej zamożnych

Indie zamieszkuje 1,3 mld ludzi. W tym bardzo gęsto zaludnionym kraju koronawirus ma "ułatwione zadanie". Do tej pory Indie zgłosiły 6,3 mln zakażeń oraz niemal 97 tys. zgonów. To drugi kraj na świecie po Stanach Zjednoczonych, w którym jest tak rekordowa liczba przypadków. Stąd też ogromna liczba danych epidemiologicznych, które mogą teraz wykorzystać naukowcy dla lepszego poznania przyczyn i przebiegu COVID-19.

- Wnioski wyciągnięte z tych badań zdają się być szczególnie ważne dla biednych i średnio zamożnych krajów - piszą autorzy badań. Jak do tej pory większość danych na temat COVID-19 pochodziła z krajów zamożnych. To tam koncentrowała się uwaga uczonych. Ale to w najbiedniejszych krajach jest największa liczba chorych, a zatem można się spodziewać, że dane epidemiologiczne będą miały ogromną skalę i łatwiej jest zweryfikować różne hipotezy.

Źródła: Science, New York Times, gazeta.pl



zwiń tekst

KOŃ TROJAŃSKI W POSTACI NANOCZĄSTECZKI - nowy pomysł na walkę z rakiem
Wt, 29 wrz 2020 04:07 | komentarze: brak czytany: 1140x

Pomysł opiera się na nanocząsteczce, której - dzięki pewnemu fortelowi - udaje się wniknąć do wnętrza komórki rakowej. A tam, już bez użycia tradycyjnych leków, zapoczątkowuje proces autodestrukcji.Nowy eksperymentalny lek oparty na nanotechnologii, opracowany przez naukowców z Nanyang Technological University w Singapurze (NTU Singapur), jest dla komórek rakowych czymś w rodzaju "konia trojańskiego.......

czytaj dalej

Pomysł opiera się na nanocząsteczce, której - dzięki pewnemu fortelowi - udaje się wniknąć do wnętrza komórki rakowej. A tam, już bez użycia tradycyjnych leków, zapoczątkowuje proces autodestrukcji.




Nowy eksperymentalny lek oparty na nanotechnologii, opracowany przez naukowców z Nanyang Technological University w Singapurze (NTU Singapur), jest dla komórek rakowych czymś w rodzaju "konia trojańskiego" - jak określają go sami autorzy. Aby wniknąć do wnętrza komórek, nanocząstka "oszukuje", udając jeden ze składników, którym żywi się rak, po czym wywołuje proces samozniszczenia.

W tym pomyśle chodzi o to, żeby komórka rakowa nie zorientowała się w prawdziwej zawartości nanocząsteczki. Naukowcy pokryli maleńką cząsteczkę krzemionki aminokwasem o nazwie L-fenyloalanina. Jest to tzw. aminokwas egzogenny, czyli taki, który nie jest wytwarzany przez organizm, lecz dostarczany wraz z pożywieniem. L-fenyloalaniną "żywi się" także rak, jest mu niezbędna, aby mógł się rozrastać. Najwięcej tego aminokwasu dostarczamy organizmowi wraz z mięsem oraz produktami mlecznymi.




Jedna z metod walki z rakiem polega na "głodzeniu" komórek nowotworowych. Niektórzy naukowcy sugerują, że pozbawienie komórek rakowych "pożywienia", czyli także aminokwasów, może spowolnić ich rozrost. Stąd sugestia, że post lub specjalna bezbiałkowa dieta mogą być sposobem na raka. Ale z drugiej strony prowadzenie rygorystycznej diety nie zawsze jest możliwe i grozi niedożywieniem. Stąd pomysł, aby "zagłodzić" komórkę rakową nie szkodząc przy tym całemu organizmowi.

Nanocząsteczka "oszukuje" raka

Dzieje się tak, ponieważ cząsteczka krzemionki (związek uznany za bezpieczny dla ludzi) została dla niepoznaki pokryta aminokwasem. Jest ultramała, jej średnica wynosi 30 nanometrów (jest 30 tys. razy cieńsza niż ludzki włos - wyjaśniają naukowcy). Nazwali ją nanoskopowy porowaty aminokwas naśladujący fenyloalaninę, w skrócie Nano-pPAAM (ang. Nanoscopic phenylalanine Porous Amino Acid Mimic).

Autorzy badania podkreślają, że ich pomysł na lek jest odmienny od konwencjonalnego podejścia. Nanomateriał nie jest tutaj nośnikiem leku, lecz sam jest lekiem. Nano-pPAAM to nanoterapeutyk zamaskowany L-fenyloalaniną na zewnątrz - tłumaczą naukowcy. Aminokwas pomaga nanocząsteczce wniknąć do wnętrza komórki nowotworowej poprzez komórkę transportującą aminokwasy. Gdy już nanocząstka znajdzie się w środku, zapoczątkowuje proces autodestrukcji komórki rakowej poprzez stymulowanie wytwarzania nadmiernych ilości reaktywnych form tlenu (RTF). Dla zdrowych komórek Nano-pPAAM pozostaje obojętny.




Właściwości przeciwrakowe cząsteczek Nano-pPAAM przetestowano w laboratorium na myszach. Okazało się, że w przypadku raka piersi, skóry i żołądka zabiły 80 procent komórek nowotworowych. Podobne wyniki uzyskuje się po chemoterapii prowadzonej przy użyciu cisplatyny.

Częstym problemem w przypadku chemioterapii jest to, że komórki rakowe z czasem stają się oporne na działanie leków. Nano-pPAAM może być dobrą alternatywą. Naukowcy chcieliby jeszcze, aby ich nanolek był bardziej precyzyjny w celowaniu w określone typy raka i osiągnął wyższą skuteczność terapeutyczną. Myślą o łączeniu tej metody z innymi terapiami, takimi jak immunoterapia, która wykorzystuje układ odpornościowy chorego do walki z rakiem.

Badanie zostało opisane na łamach czasopisma "Small".

Źródła: gazeta.pl, ScienceAlert.com, NTU Singapure, Small



zwiń tekst

CZY NOWA ASTEROIDA 2020 SW JEST ZAGROŻENIEM DLA ZIEMI?
Śr, 23 wrz 2020 18:19 | komentarze: 3 czytany: 1188x

24 września kolejna asteroida przeleci bardzo blisko Ziemi. Jej tor lotu przebiega zaledwie 27 tys. km od naszej planety.Centrum Studiów nad Obiektami Bliskimi Ziemi (CNEOS) NASA poinformowało, że zaledwie kilka dni temu Gianluca Masi z projektu Virtual Telescope odkrył zbliżającą się do Ziemi asteroidę. Z danych Centrum Studiów nad Obiektami Bliskimi Ziemi (CNEOS) NASA wynika, że 2020 SW, bo tym .......

czytaj dalej

24 września kolejna asteroida przeleci bardzo blisko Ziemi. Jej tor lotu przebiega zaledwie 27 tys. km od naszej planety.
Centrum Studiów nad Obiektami Bliskimi Ziemi (CNEOS) NASA poinformowało, że zaledwie kilka dni temu Gianluca Masi z projektu Virtual Telescope odkrył zbliżającą się do Ziemi asteroidę. Z danych Centrum Studiów nad Obiektami Bliskimi Ziemi (CNEOS) NASA wynika, że 2020 SW, bo tym mianem określono asteroidę, zbliży się do naszej Planety na odległość zaledwie 26,9 tys. kilometrów. Będzie to miało miejsce około godziny 13:18 czasu polskiego. Na tak niewielką odległość w tym roku nie zbliży się żadna inna znana naukowcom asteroida. Średnica 2020 SW wynosi około 4,3-9,7 metra, a Ziemię minie z prędkością 28 tys. km/h. 


Asteroidy co kilka tygodni przelatują blisko Ziemi. Ostatni raz o podobnym zjawisku NASA poinformowała na początku września w kontekście asteroidy 2011 ES4 odkrytej 2 marca 2011 roku. Mająca od 22 do 49 metrów średnicy przeleciała ona w bezpiecznej odległości ok. 123 tys. kilometrów. Do kolejnej takiej sytuacji dojdzie już w czwartek 24 września.
Z powodu stosunkowo niewielkich rozmiarów asteroida nie zagrażałaby Ziemi, nawet gdyby leciała w jej kierunku.

- Asteroida rozpadłaby się w atmosferze prawie całkowicie w pył, ale prawdopodobnie towarzyszyłby temu deszcz małych meteorytów - powiedział w rozmowie z  "Newsweekiem" dyrektor CNEOS Paul Chodas.

Inna rzecz jest warta uwagi. Ziemskie systemy monitorowania nieba i kosmosu wyłapują asteroidy dosłownie w ostatniej chwili. Jest złudzeniem wielu ludzi, że gdyby coś było, co zagraża Ziemi, to dawno byłoby opisane i byłyby do tego linki w sieci.

Projekt Virtual Telescope będzie śledził asteroidę na żywo za pomocą zaawansowanych, zdalnie sterowanych teleskopów we Włoszech. Przelot asteroidy będzie transmitowany na żywo pod adresem poniżej:

https://youtu.be/C1aUUpZ4MQg

źródło: gazeta.pl



zwiń tekst

CHINY: TYSIĄCE LUDZI POWAŻNIE CHORYCH NA NOWĄ CHOROBĘ ZAKAŹNĄ BRUCELOZĘ
Wt, 22 wrz 2020 06:46 | komentarze: 1 czytany: 1668x

Nowa epidemia w Chinach? Wszystko przez wyciek z fabryki szczepionki . Tysiące chorych na brucelozę zapełniają lokalne szpitale, gdzie powstało ognisko choroby.Polska Agencja Prasowa podaje, że władze miasta Lanzhou, stolicy prowincji Gansu w północno-zachodnich Chinach, potwierdziły, że wskutek wydostania się w ubiegłym roku bakterii brucelozy z należącego do tej firmy zakładu farmaceutycznego, przeciwciała.......

czytaj dalej

Nowa epidemia w Chinach? Wszystko przez wyciek z fabryki szczepionki . Tysiące chorych na brucelozę zapełniają lokalne szpitale, gdzie powstało ognisko choroby.


Polska Agencja Prasowa podaje, że władze miasta Lanzhou, stolicy prowincji Gansu w północno-zachodnich Chinach, potwierdziły, że wskutek wydostania się w ubiegłym roku bakterii brucelozy z należącego do tej firmy zakładu farmaceutycznego, przeciwciała przeciw tej odzwierzęcej chorobie wykryto u 3245 okolicznych mieszkańców.

W grudniu 2019 roku władze po raz pierwszy poinformowały o wycieku. Według Caixin brak szybkiej diagnozy uniemożliwił skuteczną terapię tysiącom osób, pozostawiając je z chronicznym i trudnym do zwalczenia schorzeniem.

Jak podaje PAP, bruceloza, znana również m.in. jako gorączka maltańska, gorączka gibraltarska i gorączka Rio Grande, zwykle atakuje owce, bydło, trzodę chlewną i psy. Człowiek może się nią zakazić poprzez kontakt z zainfekowanymi tkankami zwierzęcymi lub spożycie niepasteryzowanego nabiału. Nie ma dowodów na możliwość przenoszenia bakterii z człowieka na człowieka.




Jak twierdzi chiński portal Caixin chroniczna bruceloza u ludzi jest trudna do wyleczenia i powoduje m.in. osłabienie, bóle mięśni i długotrwałą gorączkę. Choroba rzadko bywa śmiertelna, ale uciążliwe objawy mogą się utrzymywać miesiącami, a nawet latami. Może też prowadzić do problemów z płodnością.

Portal opisuje zakład w Lanzhou jako ważny ośrodek produkcji szczepionek przeciw chorobom zwierzęcym akredytowany przez ministerstwo rolnictwa. Według lokalnych władz bakteria brucelozy wydostała się z zakładu, ponieważ latem 2019 roku używano w nim przeterminowanych środków odkażających.

Linia produkcyjna szczepionki przeciw brucelozie w zakładzie w Lanzhou została zamknięta w grudniu 2019 roku, a miesiąc później fabryka utraciła licencję na produkcję tego specyfiku. W lutym firma ogłosiła, że osiem osób zostało dyscyplinarnie ukaranych za wyciek, szef zakładu otrzymał upomnienie, a jego zastępca stracił pracę.

Władze medyczne w Lanzhou obiecały we wtorek, że będą nadzorować wypłatę odszkodowań przez zakład farmaceutyczny, co ma się rozpocząć w październiku i być prowadzone partiami.   

źródło: PAP

Zapraszamy do udziału w naszej najnowszej ECHO-SONDZIE

 NAJWIĘKSI JASNOWIDZE NA ŚWIECIE ZAPOWIADALI, ŻE W 2020 Z CHIN NADEJDĄ KOLEJNE ŚWIATOWE PANDEMIE PO KORONAWIRUSIE.W CHINACH ROŚNIE LICZBA ZAKAŻONYCH ZAKAŹNĄ CHOROBĄ PODOBNĄ DO KORONAWIRUSA - BRUCELOZĄ. CZY WIERZYSZ, ŻE BRUCELOZA STANOWI ZAGROŻENIE DLA ŚWIATA?


    TAK     

    NIE     

    NIE MAM ZDANIA NA TEN TEMAT     

/link do ECHO-SONDY FN/

https://www.nautilus.org.pl/echosonda,628,najwieksi-jasnowidze-na-swiecie-zapowiadali-ze-w-2020-z-chin.html




zwiń tekst

CZY NA DAWNYM POLU BITWY SFILMOWANO DUCHY ŻOŁNIERZY?
Nie, 20 wrz 2020 07:00 | komentarze: 9 czytany: 1411x

46-letni Greg Yuelling, kierownik sklepu z New Jersey, wraz z rodziną odwiedził historyczne miejsce bitwy w Gettysburgu w stanie Pensylwania. Wieczorem 2 września pojechali tam jako turyści. - Chcieliśmy dowiedzieć się więcej o historii wojny secesyjnej i zobaczyć dawne pole bitwy - wyjaśnia mężczyzna. Dostali jednak więcej, niż się spodziewali. Udało im się bowiem nagrać filmik, który wydaje się .......

czytaj dalej

46-letni Greg Yuelling, kierownik sklepu z New Jersey, wraz z rodziną odwiedził historyczne miejsce bitwy w Gettysburgu w stanie Pensylwania. Wieczorem 2 września pojechali tam jako turyści. - Chcieliśmy dowiedzieć się więcej o historii wojny secesyjnej i zobaczyć dawne pole bitwy - wyjaśnia mężczyzna. Dostali jednak więcej, niż się spodziewali. Udało im się bowiem nagrać filmik, który wydaje się pokazywać dwie zjawy biegnące po pustej i czarnej jak smoła drodze.




Cały przebieg wydarzeń Greg opisał w rozmowie z "The Sun". - Jechaliśmy tamtędy w nocy i zaczęliśmy słyszeć hałasy. Ja słyszałem je po lewej, a wujek po prawej. Wokół była mgła, ale bardzo dziwna. Znajdowała się tylko w jednym miejscu, nie rozproszona - wspomina mężczyzna. - Potem zobaczyliśmy te kształty poruszające się w ciemności. Były wielkości ludzi. Jeden z nich przebiegł przez armatę. To było dziwne, straszne, szalone… Wujek tak się przestraszył, że podniósł szybę - opowiada.

Dodaje, że to wydarzenie było naprawdę ekscytujące, ale zostawiło w nim "dziwne, złowieszcze uczucie". - Jakby coś mówiło mi, żebym tam wrócił. Nie mogłem zasnąć, ale byłem zbyt przerażony, by pojechać tam ponownie - podsumowuje Amerykanin.

Bitwa pod Gettysburgiem rozegrała się między siłami Unii i Konfederacji podczas wojny secesyjnej w lipcu 1863 roku. Szacuje się, że w trzydniowej bitwie zginęło od 46 tys. do 51 tys. ludzi. Od tego czasu miejsce to zostało nazwane jednym z najbardziej nawiedzonych w Ameryce. Greg wyjaśnia, że do tej pory zwykł kwestionować wszelkie opowieści o duchach i zawsze był bardzo sceptyczny, ale „teraz wierzy we wszystko”.



(źródło: Fakt.pl, New York Post, The Sun)



zwiń tekst

JAPOŃSKIE DOWÓDZTWO WOJSKA PRZEKAZAŁO ŻOŁNIERZOM INSTRUKCJE NA WYPADEK OBSERWACJI UFO
Czw, 17 wrz 2020 07:23 | komentarze: brak czytany: 864x

Japońska armia wydała oficjalne oświadczenie i instrukcje w związku z tym, co robić, kiedy na niebie pojawi się niezidentyfikowany obiekt latający czyli UFO. Jak można przeczytać w tekście "obiekty niewiadomego pochodzenia mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju".Japońscy żołnierze otrzymali rozkaz, aby przygotować nową strategię zachowania się podczas napotkania niezidentyfikowanych obiektów.......

czytaj dalej

Japońska armia wydała oficjalne oświadczenie i instrukcje w związku z tym, co robić, kiedy na niebie pojawi się niezidentyfikowany obiekt latający czyli UFO. Jak można przeczytać w tekście "obiekty niewiadomego pochodzenia mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju".




Japońscy żołnierze otrzymali rozkaz, aby przygotować nową strategię zachowania się podczas napotkania niezidentyfikowanych obiektów latających, także tych - cytat - "spoza naszej planety".

Armia wydała oficjalne instrukcje na temat tego jak obserwować, nagrywać, kontrolować i raportować przypadki natknięcia się na niezidentyfikowane obiekty w przestrzeni powietrznej. Jak donosi "Sky News", wojsko przyznaje, że spodziewa się nie tylko pojazdów z innych krajów, ale także "niewyjaśnionych zjawisk na niebie".

Powagi sytuacji dodaje fakt, że instrukcje popłynęły z biura samego Taro Kono, Ministra Obrony Japonii. W piśmie zwraca on uwagę na fakt, iż nawet Amerykanie stosunkowo niedawno powołali do życia Unidentified Aerial Phenomena Task Force, jednostkę zajmującą się reagowaniem na pojawienie się latających obiektów i innych zagadkowych zjawisk na niebie.




zwiń tekst

CISI NOSICIELE - KLUCZ DO TAJEMNICY KORONAWIRUSA
Śr, 16 wrz 2020 02:00 | komentarze: 3 czytany: 1320x

Znaleziono klucz do rozszyfrowania największej, unikalnej cechy koronawirusa. Chodzi o 'cichych nosicieli' - donosi najnowsza publikacja w New York Times.Coraz więcej naukowców publikuje materiały w sprawie nowych cech koronawirusa, których nie odkryto wcześniej. Wśród nich jest to, że osoby zupełnie bezobjawowo przechodzące koronawirusa mają zmiany w serce, płucach czy mózgu. Teraz okazuje się, że.......

czytaj dalej

Znaleziono klucz do rozszyfrowania największej, unikalnej cechy koronawirusa. Chodzi o 'cichych nosicieli' - donosi najnowsza publikacja w New York Times.

Coraz więcej naukowców publikuje materiały w sprawie nowych cech koronawirusa, których nie odkryto wcześniej. Wśród nich jest to, że osoby zupełnie bezobjawowo przechodzące koronawirusa mają zmiany w serce, płucach czy mózgu. Teraz okazuje się, że to właśnie osoby bezobjawowe są najważniejszą cechą koronawirusa, która wyróżnia go od tysięcy innych infekcji. Według najnowszych badań naukowych osoby bezobjawowe są idealnymi nosicielami infekcji, choć nie mają gorączki.




Badanie gorączki, powszechne podczas pandemii, daje iluzję bezpieczeństwa - uważa wielu ekspertów. W rzeczywistości nie identyfikuje osób, które w dużym stopniu roznoszą koronawirusa, czyli tzw. "cichych nosicieli".

Praktyka mierzenia temperatury przed wejściem do szpitali, urzędów, firm, czy terminali lotniczych stała się powszechna. Nawet niektóre amerykańskie restauracje uzależniają wstęp od sprawdzenia temperatury. Jednak nie ma zbyt wielu dowodów naukowych potwierdzających skuteczność tej metody ograniczania infekcji - pisze "New York Times", powołując się na opinie ekspertów.

- Mierzenie temperatury przy wejściach to nic innego jak teatr - cytuje "NYT" niektórych ekspertów - jest to gest, który prawdopodobnie nie pozwala odfiltrować większości zakażonych i który oferuje niewiele więcej niż iluzję bezpieczeństwa.




USA: nie będzie sprawdzania temperatury na lotniskach

Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) poinformowały, że zmieniają strategię zapobiegania zakażenia wirusem podczas podróży. W USA na lotniskach od połowy września pasażerowie nie będą mieli badania temperatury.

- Lepiej rozumiemy, jak przebiega transmisja SARS-CoV-2, badania przesiewowe oparte na objawach mają ograniczoną skuteczność. Osoby z COVID-19 mogą nie mieć żadnych symptomów, lub mają je w bardzo łagodnej formie. Transmisja wirusa może nastąpić od pasażerów, którzy są bezobjawowi - czytamy na stronie CDC.

- Coraz więcej danych wskazuje, że za wieloma zakażeniami stoją tzw. "cisi nosiciele" koronawirusa, którzy po prostu nie mają żadnych objawów, a zatem i gorączki. Powszechne badanie temperatury nie spowoduje, że uda nam się zidentyfikować te osoby. A ci, którzy czują się źle i mają temperaturę, zazwyczaj zostają w domu i raczej nie pojawiają się na lotniskach czy w restauracji - mówią dziennikowi dr David Thomas, specjalista ds. chorób zakaźnych na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa (Baltimore, USA) oraz dr Thomas McGinn z Northwell Health (dostawca usług medycznych w Nowym Jorku). - Kontrole temperatury mogą wykryć osoby, które nie są świadome tego, że mają podwyższoną temperaturę. Ponadto wątpliwości budzi czasem dokładność takich pomiarów ze względu - na przykład - na jakość samych urządzeń.

Nie oznacza to, że powszechne mierzenie temperatury nie ma żadnej wartości. Zdaniem dr. McGinn te działania uświadamiają nam, jak ważna jest czujność podczas pandemii.




Pięta achillesowa kontroli pandemii

Owa przysłowiowa "pięta" to oczywiście bezobjawowe przechodzenie COVID-19, a autorami tego porównania są autorzy artykułu w "New England Journal of Medicine", który uważają, że osoby bezobjawowe odgrywają główną rolę w transmisji SARS-CoV-2. Można więc być źródłem zakażenia dla innych osób, rozsiewać koronawirusa, a nie mieć takich objawów jak gorączka.

W dodatku są dowody, że całkiem spory odsetek osób, które zostały hospitalizowane, początkowo nie miało gorączki (ale inne objawy już tak). Na przykład obserwacje dr McGinna wskazują, że tylko u 30 procent pacjentów z COVID-19, którzy zostali przyjęci do szpitala Northwell Haelth, odnotowano gorączkę w momencie przyjęcia. Chińskie badania natomiast mówią, że zaledwie 44 procent chorych gorączkowało w czasie, gdy byli przyjmowani do szpitala (badania opublikowane w "New England Journal of Medicine").

Także Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) zaktualizowały wytyczne dla firm pisząc, że samo mierzenie temperatury pracownikom nie jest "w pełni skuteczne" z powodu bezobjawowego COVID-19.

- Kontrola temperatury to tylko jedna ze składowych szerszego wachlarza środków zapobiegawczych w czasie pandemii - mówi dziennikarzowi "NYT" dr Peter Kuhn z Uniwersytetu Południowej Kalifornii. - Mogą być przydatne, ale tylko w połączeniu z innymi środkami bezpieczeństwa, takimi jak maski, dystans fizyczny, dobra wentylacja w pomieszczeniu i dostęp do świeżego powietrza.

Źródła: New York Times, gazeta.pl



Już 194 467 osób zmarło w Stanach Zjednoczonych na Covid-19 - wynika z najnowszych danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore. Od wybuchu pandemii w USA zdiagnozowano ponad 6,55 mln zakażeń.

Jeśli obecny trend się utrzyma, to w drugiej połowie września bilans ofiar śmiertelnych epidemii przekroczy w Stanach Zjednoczonych 200 tys. W drugiej pod względem liczby zgonów Brazylii potwierdzono dotychczas 132 006 śmiertelnych przypadków koronawirusa.

Zgodnie z najnowszymi prognozami University of Washington w Seattle do końca roku liczba Amerykanów, którzy umrą na Covid-19, przekroczy 400 tys.

Najwięcej wykrytych przypadków SARS-CoV-2 w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców odnotowuje się obecnie w Dakocie Północnej, Dakocie Południowej oraz Missouri.

/poniżej mapa USA pokazująca tylko największe ogniska zakażeń - 16 września 2020/



zwiń tekst

NA WENUS BYŁO ŻYCIE - NAJNOWSZE USTALENIA NAUKOWCÓW
Pon, 14 wrz 2020 19:17 | komentarze: 5 czytany: 972x

Naukowcy odkryli w atmosferze Wenus rzadką cząstkę, która może świadczyć o istnieniu życia na tej planecie. Zdaniem badaczy jest bardzo prawdopodobne, że to żywe organizmy (mikroby) są odpowiedzialne za powstawanie jej na Wenus. Jednym z autorów badania jest Polak - dr Janusz Pętkowski.Międzynarodowy zespół naukowców z USA, Wielkiej Brytanii i Japonii poinformował na łamach "Nature Astronomy" o dokonaniu.......

czytaj dalej

Naukowcy odkryli w atmosferze Wenus rzadką cząstkę, która może świadczyć o istnieniu życia na tej planecie. Zdaniem badaczy jest bardzo prawdopodobne, że to żywe organizmy (mikroby) są odpowiedzialne za powstawanie jej na Wenus. Jednym z autorów badania jest Polak - dr Janusz Pętkowski.


Międzynarodowy zespół naukowców z USA, Wielkiej Brytanii i Japonii poinformował na łamach "Nature Astronomy" o dokonaniu niezwykłego odkrycia. Badacze odnaleźli na Wenus fosforowodór. Bardzo prawdopodobne, że znaleziona właśnie cząstka to dowód na istnienie życia pozaziemskiego.

Jako pierwsza oznaki obecności fosforowodoru w atmosferze Wenus odnalazła Jane Greaves z Cardiff University w Wielkiej Brytanii korzystając z teleskopu James Clerk Maxwell Telescope (JCMT). Odkrycie potwierdzono następnie przy użyciu teleskopu Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) w Chile, którego Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO) jest partnerem.

Gdy uzyskaliśmy pierwsze wskazówki dotyczące fosforowodoru w widmie Wenus, było to szokiem! - powiedziała Jane Greaves cytowana w komunikacie ESO.




Zespół badaczy faktycznie odnalazł cząstki, które zauważyła Jane Greaves. Policzył także ich stężenie. Fosforowodór występuje w atmosferze sąsiedniej nam planety w koncentracji około 20 cząsteczek na miliard. To bardzo mało, ale - jak podkreślają naukowcy - wystarczająco dużo, aby mogło świadczyć o istnieniu życia na planecie.

Badacze są w szoku, bo cząstek jest zdecydowanie zbyt dużo, aby mogły powstać w sposób niebiologiczny. Naukowcy wzięli pod uwagę wszystkie możliwe procesy - wpływ światła słonecznego, minerały wyrzucane w górę z powierzchni przez wulkany, zjawiska atmosferyczne na Wenus itp., ale okazało się, że są one w stanie wytworzyć znacznie mniej fosforowodoru.

I to aż tysięcy razy mniej. Tymczasem znane nam ziemskie organizmy beztlenowe przy pracy na około 10 proc. swojej maksymalnej produktywności mogą wyprodukować odkryte właśnie ilości fosforowodoru.

Wiadomo o ziemskich bakteriach wytwarzających fosforowodór: pobierają one fosforany z minerałów lub materiału biologicznego, dodają wodór i na końcu wydalają fosforowodór. Ewentualne organizmy na Wenus będą prawdopodobnie bardzo różne od ich ziemskich kuzynów, ale mogłyby być źródłami fosforowodoru w atmosferze
- czytamy w publikacji ESO.

Badacze podkreślają, że pomimo istnienia bardzo kwasowego środowiska w chmurach Wenus (w 90 proc. składają się one z kwasu siarkowego), mikroorganizmy mogą w nich przeżyć. Pomaga w tym przyjazna temperatura, która w wysokich partiach chmur ma ok. 30 stopni Celsjusza (a przy powierzchni planety jest ponad 400 stopni).



Odkrycia dokonano podczas obserwacji na długości fali około 1 milimetra, czyli znacznie dłuższej niż potrafi dostrzec ludzkie oko. Ślady fosforowodoru były możliwe do zaobserwowania wyłącznie przez instrumenty znajdujące się wysoko nad poziomem morza. Potwierdzenie tego odkrycia wymagało użycia aż 45 anten teleskopu ALMA.

Badacze podkreślają jednak, że aby w 100 proc. potwierdzić istnienie życia na Wenus (na razie znaleziono jego prawdopodobny ślad) trzeba wykonać dodatkowe badania, które z całą pewnością wykluczą inne - niż to, które znamy z Ziemi - pochodzenie fosforowodoru. Mimo wszystko środowisko naukowe już od około 60 lat przewidywało, że Wenus może być potencjalnym domem dla mikroorganizmów, a to odkrycie to na razie najsilniejszy dowód, że tak właśnie jest.

Gdy jednak uda się potwierdzić w 100 proc. biologiczne pochodzenie fosforowodoru na Wenus, będzie to jeden z największych przełomów w historii nauki. Badacze od wielu lat podejrzewają bowiem, że nie jesteśmy w kosmosie sami, ale wciąż nie mogli znaleźć dowodów, aby potwierdzić, czy tak jest naprawdę. Odkrycie to powinno cieszyć nas podwójnie. Jednym z autorów badania jest bowiem Polak, astrobiolog dr Janusz Pętkowski, który pracuje w USA. Od pięciu lat jest on częścią zespołu badawczego prof. Sary Seager w Massachusetts Institute of Technology (MIT).

W chmurach Wenus odkryliśmy fosforowodór, gaz, który zgodnie z aktualną wiedzą, jest produkowany przez istoty żywe
- powiedział Pętkowski.

źródło: gazeta.pl

A tak wyobrażali sobie ludzie przybyszy z Wenus (Archiwum FN)




zwiń tekst

Znany blogger zajmujacy się UFO twierdzi, że odkrył pojazd obcych wielkosci średniej planety
Nie, 13 wrz 2020 08:01 | komentarze: 6 czytany: 1537x

Scott C. Waringa uważa, że znalazł obiekt w kosmosie przypominający wielkoscią„stację kosmiczną” o wymiarach planety.Swojego odkrycia dokonał poprzez analizę zdjęć nocnego nieba transmitowane przez NASA, Kosmiczny Teleskop Hubble'a i Google Sky. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się plamą niebieskich pikseli, może być pozaziemskim obiektem o epickich proporcjach. Według Scotta C. Waringa, niebieski.......

czytaj dalej

Scott C. Waringa uważa, że znalazł obiekt w kosmosie przypominający wielkoscią„stację kosmiczną” o wymiarach planety.
Swojego odkrycia dokonał poprzez analizę zdjęć nocnego nieba transmitowane przez NASA, Kosmiczny Teleskop Hubble'a i Google Sky. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się plamą niebieskich pikseli, może być pozaziemskim obiektem o epickich proporcjach. Według Scotta C. Waringa, niebieski obiekt to stacja kosmiczna wielkości planety, zbudowana przez obcą cywilizację.

Waring, który prowadzi blog UFO Sightings Daily, powiedział: „Ten trójwymiarowy obiekt w kosmosie jest stuprocentowym dowodem na to, że obcy tworzą pojazdy wielkości planet.





Obiekt został znaleziony za pomocą Google Sky - interaktywnej mapy nocnego nieba, która pokazuje położenie gwiazd, konstelacji, galaktyk i planet.

Blogger podał nawet współrzędne -3,126643 ° -12,073192 °.

- „Znalazłem go za pomocą mapy Google Sky, po prostu skopiuj koordynaty i wklej do niego współrzędne, a znajdziesz to." - stwierdził w wywiadzie dla mediów.

Scott C. Waring znany jest z tego rodzaju odkryć.

W maju tego roku udostępnił fotografię tego, co, jak twierdził, było „flotą UFO” wychodzącą z podziemnej bazy. Dwa lata wcześniej pokazał zdjęcie czegoś, co uważał za kosmiczną kostkę podobną do Borga w pobliżu Słońca .



zwiń tekst

Koronawirus atakuje nie tylko płuca. Wpływa na wszystkie narządy - najnowsze ustalenia specjalistów publikują wszystkie najważniejsze światowe media.
Pt, 11 wrz 2020 07:04 | komentarze: 2 czytany: 1123x

Koronawirus SARS-CoV-2 atakuje głównie układ oddechowy chorego. Jednak im dłużej trwa pandemia, tym więcej wiemy o innych narządach, które uszkadza wirus. U pacjentów chorych na COVID-19 często obserwuje się też zmiany w sercu, nerkach, wątrobie oraz nieprawidłowe działanie układu nerwowego. Jak koronawirus niszczy te narządy? Lekarze opiekujący się pacjentami z COVID-19 zwracają uwagę, że koronawirus.......

czytaj dalej

Koronawirus SARS-CoV-2 atakuje głównie układ oddechowy chorego. Jednak im dłużej trwa pandemia, tym więcej wiemy o innych narządach, które uszkadza wirus. U pacjentów chorych na COVID-19 często obserwuje się też zmiany w sercu, nerkach, wątrobie oraz nieprawidłowe działanie układu nerwowego. Jak koronawirus niszczy te narządy?




Lekarze opiekujący się pacjentami z COVID-19 zwracają uwagę, że koronawirus niszczy nie tylko płuca, ale też inne narządy. Ok. 40 proc. pacjentów z COVID-19 rozwija zaburzenia rytmu serca. Koronawirus atakuje również nerki, wątrobę i jelita. W przebiegu choroby nawet co drugi zarażony skarży się na wymioty i biegunki. Najnowsze badania pokazują również, że stany zapalne pojawiające się w następstwie zakażenia uszkadzają szpik kostny. Zakażenie prowadzi też do upośledzenia układu nerwowego

Koronawirus dostaje się do organizmu przez drogi oddechowe i atakuje serce

Doktor Eric Cioe-Pena, dyrektor ds. globalnego zdrowia w Northwell Health w Nowym Jorku, tłumaczy, że koronawirus dostaje się do organizmu przez drogi oddechowe – usta lub nos, do płuc. By zarazić daną osobę, musi związać się z enzymem znajdującym się na powierzchni komórki. Kiedy koronawirus znajdzie się w naszym organizmie, może dostać się do krwiobiegu, a co za tym idzie atakować inne narządy.




Podczas leczenia pacjentów z COVID-19 na oddziale ratunkowym, na którym pracuje Cioe-Pena, zaobserwowano u niektórych chorych zapalenie mięśnia sercowego. Lekarze leczący pacjentów w Chinach i Stanach Zjednoczonych u chorych na COVID-19 odnotowywali również kardiomiopatię, choroby mięśnia sercowego oraz nieregularną pracę serca, mogącą prowadzić do zawału.

Doktor Mithell Elkind, neurolog z Uniwersytetu Columbia, powiedział w rozmowie z Washington Post, że u niektórych pacjentów następuje poprawa samopoczucia, a potem nagle rozwijają się poważne problemy z sercem, które wydają się nieproporcjonalnie większe od tych z oddychaniem.

Niewielkie badanie z Chin wykazało, że ok. 40 proc. pacjentów z COVID-19 cierpiało również na zaburzenia rytmu serca, a ok. 20 proc. miało jakieś formy uszkodzeń mięśnia sercowego.

Lekarze opiekujący się chorymi na COVID-19 zwracają także uwagę na fakt, że koronawirus może powodować uszkodzenia nerek. Alan Kliger, nefrolog z Yale School of Medicine powiedział, że prawie połowa osób hospitalizowanych z powodu COVID-19 ma krew lub białko w moczu, co wskazuje na wczesne uszkodzenie nerek. Zacytował też dane, które pokazują, że u 14 do 30 proc. pacjentów przebywających na intensywnej terapii w Nowym Jorku i Wuhan w Chinach pojawiły się problemy z utratą czynności nerek. Pacjenci wymagali dializowania.

Naukowcy z Wuhan, którzy przeprowadzali sekcje zwłok chorych zmarłych z powodu COVID-19 odkryli, że w 9 na 26 przypadków doszło do ostrych uszkodzeń nerek. W przypadku siedmiu z dziewięciu przypadków znaleziono cząstki koronawirusa w tkankach nerek.




SARS-CoV-2 przedostaje się do komórek poprzez łączenie się z receptorem ACE2, który znajduje się na ich powierzchni. W ten sposób infekuje komórki znajdujące się w drogach oddechowych, ale może również wykorzystywać to połączenie do infekowania innych narządów. Naukowcy zwracają uwagę, że w przewodzie pokarmowym znajduje się nawet 100 razy więcej receptorów, z którymi może połączyć się cząstka koronawirusa.

U pacjentów z COVID-19 pojawiają się takie objawy, jak biegunka i wymioty. Różne badania pokazują, że symptomy te odczuwał nawet co drugi zarażony.

Lekarze obserwują również u swoich pacjentów przypadki uszkodzenia wątroby w przebiegu COVID-19. W Washington Post możemy przeczytać o przypadku 59-letniej kobiety, u której lekarze stwierdzili ostre zapalenie wątroby. Wkrótce do objawów dołączył kaszel, a ostatecznie lekarze przypisali uszkodzenie wątroby zakażeniu SARS-CoV-2.

From: [...]
Sent: Thursday, September 10, 2020 10:12 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Koronawirus atakuje mózg i Wasza przepowiednia z 9 lipca

Szanowna Fundacjo,
natknąłem się na artykuł o infekowaniu mózgu przez koronawirusa. Skojarzyło mi się to z Waszym artykułem z 9 lipca br.

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3969,projekt-messing-co-dalej-z-koronawirusem.html

gdzie jeden z czytelników opisał przepowiednię znajomego jasnowidza: Według tego człowieka ludzkość musi się przygotować na to, że najpierw wirus pozornie zniknie, a potem będzie wielki powrót zarazy, ale w zupełnie nowym wydaniu. Tym razem nie będzie to choroba dotykająca osoby starsze, ale wszystkich bez wyjątku, a zwłaszcza dzieci. Umieralność będzie tak duża, że powrócą granice i będą zamykane miasta, gdzie ten nowy wirus się pojawi. Będzie on miał inną nazwę niż koronawirus i będzie atakował mózg podobnie jak ten stary wirus, ale czego nie są ludzie świadomi, bo tych zmian nie widać na pierwszy rzut oka.

Podaję link do artykułu:

https://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/7,173954,26286561,koronawirus-zagraza-takze-mozgowi-wywolujac-szereg-objawow.html#s=BoxOpImg6


Łączę wyrazy szacunku,
[...]




From: [...]
Sent: Thursday, September 7, 2020 1:13 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Izolacja / koronawirus

Przesyłam Wam fajną animację wizji izolacji obszaru dotkniętego pandemią, czyli czerwonej strefy.

Pozdrawiam załogę okrętu

[...]





zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 50 52
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 52

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN: [...] Dzień dobry jestem wiernym fanem waszej fundacji oraz Krzysztofa Jackowskiego. Oglądam każdy 'wykład' Pana Krzysztofa na You Tube i przyszła mi pewna myśl aby z Państwa pomocą ją zrealizować. Jestem ciekaw czy pomogliby Państwo w udostępnieniu jakiegoś rekwizytu muzealnego Panu Jackowskiemu w celu opowiedzeniu czegoś o jego właścicielu . Chodzi mi o rzeczy znanych i kontrowersyjnych postaci. Jestem ciekaw czego nowego dowiedzielibyśmy się o tych ludziach. Może udałoby się...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Nie, 18 paź 2020 09:32 | Mieszkaniec miejscowości Świebodzin (województwo lubuskie) przysłał informację, że 17 października 2020 roku ok. godz. 23.15 wyszedł na papierosa przed swój dom (mieszka w domu jednorodzinnym). Ok. godz. 23.00 jego uwagę zwrócił dziwny, ciemny kształt, który przemieszczał się nad polem na wysokości ok. 10-12 metrów. Była całkowita cisza, obiekt nie był ani helikopterem, ani dronem. Jego wielkość świadek ocenia na 'rozmiary małego samochodu ciężarowego', czyli długość obiektu wynosiła ok. 8 metrów...

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

UFO NAD ŁODZIĄ - dwie relacje świadków, którzy obserwowali UFO w kształcie dysków w latach 70-tych

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.