Dziś jest:
Środa, 27 maja 2020

To, że potrafimy przyzwyczaić się do otaczających nas tajemnic, samo w sobie jest tajemnicą [...].
/Ian McEwan — Marzyciel (Prześladowca)/

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




ŚWIAT W SPRAWIE KORONAWIRUSA ZAMIENIA SIĘ W SZWECJĘ – ZERO OBOSTRZEŃ, ZERO ZAKAZÓW, ZERO NAKAZÓW
Wczoraj, 07:08 | komentarze: 8 czytany: 670x

Wszyscy zwolennicy ignorowania zagrożenia koronawirusem będą mogli na własne oczy przekonać się, jak to jest, kiedy spełni się ich wizja. Przy rosnącej liczbie zakażeń praktycznie wszystkie państwa świata przerażone widmem bankructwa finansów publicznych decydują się na wariant wprowadzony przez Szwecję. Wszyscy mają zachowywać się tak, jakby koronawirusa nie było. Podobnie będzie w Polsce i w Europie.......

czytaj dalej

Wszyscy zwolennicy ignorowania zagrożenia koronawirusem będą mogli na własne oczy przekonać się, jak to jest, kiedy spełni się ich wizja. Przy rosnącej liczbie zakażeń praktycznie wszystkie państwa świata przerażone widmem bankructwa finansów publicznych decydują się na wariant wprowadzony przez Szwecję. Wszyscy mają zachowywać się tak, jakby koronawirusa nie było. Podobnie będzie w Polsce i w Europie.




Liczba zmarłych zakażonych koronawirusem w Szwecji wzrosła i jest jedną z najwyższych w Europie. "Ogółem w Szwecji mamy prawie 5 tysiąca zgonów w związku z koronawirusem. To jest bardzo wysoka liczba, jakiej nie odnotowaliśmy w przypadku żadnej innej choroby od dawna" - przyznał główny epidemiolog kraju Anders Tegnell, uważany za twórcę szwedzkiej liberalnej strategii walki z pandemią.






To pierwsza tak szczera wypowiedź Tegnella, który bez okazywania uczuć odpowiadał zazwyczaj, że "z punktu widzenia epidemiologii dane o ofiarach śmiertelnych nie są przydatne" lub też wskazywał na zaniedbania w domach opieki, których pensjonariusze stanowią ok. 30 proc. ofiar.



Oficjalnie główny epidemiolog twierdzi, że celem jego polityki nie jest nabycia przez społeczeństwo odporności, a zabezpieczenie możliwości służby zdrowia. Szwedzka liberalna strategia walki z koronawirusem polega na stosowaniu zaleceń i apeli o zachowanie odległości zamiast zakazów i kar. Jedynym obostrzeniem jest zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób.
Maciej Zaremba Bielawski, polski pisarz i dziennikarz od lat mieszkający w Szwecji uważa, że ten model mógł się sprawdzić tylko i wyłącznie w Szwecji, gdzie zachowanie dystansu pomiędzy ludźmi jest czymś naturalnym.

- Taką mamy kulturę. Nie lubimy, gdy ktoś podchodzi do nas blisko, nie dotykamy się. Jest nawet taki mem - zdjęcie przystanku autobusowego, gdzie ludzie czekają na autobus w kolejce przed epidemią i teraz. To dokładnie to samo zdjęcie. [...]  Teraz, po trzech miesiącach, wiemy, że ten wirus zachowuje się zupełnie nienormalnie, nie przypomina wszystkich wcześniejszych epidemii. W związku z czym nikt właściwie nie mógł zareagować od początku odpowiednio. Reagowano na podstawie wcześniejszej wiedzy. Moim zdaniem, najważniejszym wytłumaczeniem szwedzkiej odrębności jest to, że szwedzcy politycy, zarówno rząd, jak i opozycja, zgodzili się, żeby akceptować wszystkie zalecenia i rekomendacje Urzędu Zdrowia Publicznego. To znaczy, żeby nie robić polityki wokół tej epidemii. Do dzisiaj jest tak, że co kilka dni ten urząd wydaje swoje zalecenia i rząd je spełnia. W szwedzkiej tradycji jest, że takie urzędy są od kilkuset lat względnie niezależne od rządu. Wszystkie urzędy, także podatkowy, transportu, podróży kosmicznych, opieki społecznej. Zabronione jest, aby jakiś minister mieszał się do ich decyzji. Naukowcy postąpili wedle swojego uznania i na razie nie bardzo wiadomo, czy słusznie, czy niesłusznie, dlatego że jak już powiedziałem, ten wirus jest kompletnie nieprzewidywalny. On nas ciągle zwodzi. Na przykład osoby zupełnie bez objawów też zarażają. Gdyby nasi eksperci wiedzieli to dwa miesiące wcześniej, to być może postąpiliby inaczej.

Szwecja zdecydowała się na bardzo ciekawy wariant postępowania wobec koronawirusa, na który teraz decyduje się cały świat przyciśnięty do muru wizją całkowitego upadku poszczególnych gospodarek państw. Najwięksi światowi eksperci od wirusów twierdzą, że na Ziemi najpierw rozpoczął się największy globalny eksperyment związany z zamykaniem gospodarek przy bardzo niskiej ilości osób zarażonych, a teraz rozpoczyna się jeszcze większy eksperyment medyczny i społeczny z uruchamianiem gospodarek i zniesieniem całkowitym obostrzeń w sytuacji, kiedy liczba chorych na COVID-19 wzrasta.

Poniżej:
Tak kilkadziesiąt godzin temu wyglądał deptak w Ocean City (USA), główna promenada. Maski są zalecane, ale nie wymagane.





zwiń tekst

KORONAWIRUS ŚMIERTELNYM ZAGROŻENIEM DLA WYŚCIGU PAŃSTW 'NA WZROST PKB'
Nie, 24 maj 2020 08:05 | komentarze: brak czytany: 940x

Koronawirus zmienił zwyczaje zakupowe ludzi na całym świecie. Wielka produkcja miliardów potrzebnych, ale także przede wszystkim niepotrzebnych rzeczy nagle zaczyna zwalniać - alarmują ekonomiści z Bank of America Merrill Lynch..W recesję wpędza świat głównie przez zmiany zachowań ludzi, a nie rządowe ograniczenia. Przykładem jest Szwecja, gdzie wydatki konsumpcyjne spadły ostatnio o niewyobrażalne.......

czytaj dalej

Koronawirus zmienił zwyczaje zakupowe ludzi na całym świecie. Wielka produkcja miliardów potrzebnych, ale także przede wszystkim niepotrzebnych rzeczy nagle zaczyna zwalniać - alarmują ekonomiści z Bank of America Merrill Lynch..

W recesję wpędza świat głównie przez zmiany zachowań ludzi, a nie rządowe ograniczenia. Przykładem jest Szwecja, gdzie wydatki konsumpcyjne spadły ostatnio o niewyobrażalne przed pandemią 25 proc., podczas gdy w sąsiedniej, zamkniętej całkiem Danii o 29 proc. To naprawdę niewielka, żeby nie powiedzieć symboliczna, różnica.





Potężne spowolnienie praktycznie na całym świecie jest spowodowane tym, że ludzie sami (nie dlatego, że rządy im to nakazały) zaczęli masowo stosować dystansowanie społeczne - twierdzą ekonomiści z Bank of America Merrill Lynch. No to twierdzenie nie brakuje dowodów - porównanie sprzedaży detalicznej w Szwecji i Danii, to tylko jeden z nich.

W Stanach Zjednoczonych np. nie wprowadzono żadnych formalnych ograniczeń w podróżach lotniczych po kraju. Mimo to ludzie i tak bali się latać. Teraz ruch lotniczy na połączeniach krajowych w USA jest na poziomie ledwo około 10 proc. tego, co przed pandemią.

Za oceanem działa też znowu większość restauracji, ale kilka dni temu miały ruch na poziomie nieco ponad 20 proc. tego, co rok temu. W Polsce w lokalach też nie pojawiają się tłumy. Do tego wiele z nich i tak czeka na lepsze czasy – nie są w stanie spełnić obowiązków związanych z nowym reżimem sanitarnym lub jest to dla nich rujnujące. Bardzo podobnie jest w Azji - mimo tłumów na ulicach sklepy sprzedające towary luksusowe są na krawędzi bankructwa.




Niezbędne jest pokonanie koronawirusa

Podobnie jest z zakupami w galeriach handlowych. Z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych wynika np., że dzienne poziomy odwiedzalności z 90 centrów handlowych z całej Polski w drugim tygodniu otwarć wyniosły zależnie od dnia od 60 proc. do 68 proc. w stosunku do tego samego okresu 2019 roku.

Tego typu dane zaprowadziły ekonomistów Bank of America Merrill Lynch do dość ciekawego wniosku, który nienajlepiej wróży dla światowego wzrostu gospodarczego, ale jest wielką nadzieją dla wszystkich przerażonych wielkim wyścigiem państw na PKB kosztem środowiska naturalnego.

Nawet jeśli wszystkie przeciwepidemiczne restrykcje zostaną zniesione, to i tak wydatki konsumpcyjne dalej nie powrócą do normalności i szczególnie dotknie to sferę usług – uważają. Ich zdaniem kryzys gospodarczy został wywołany głównie przez koronawirusa, a odmrożenie gospodarki nie jest lekarstwem na tę chorobę.


Nasz czytelnik przysłał ten link z tylko jednym zdaniem "bez komentarza".

Mamy nadzieję, że na Ziemi rozpoczął się proces zmian, który doprowadzi do zatrzymania tej machiny cierpienia i łez. Oby koronawirus szybko rozpoczął zmiany, które właśnie się zaczęły...



zwiń tekst

OSOBY CHORE NA COVID-19 TRACĄ ZMYSŁ WĘCHU I SMAKU. POLSCY NAUKOWCY ZNALEŹLI WYJAŚNIENIE TEGO FENOMENU.
Pt, 22 maj 2020 05:03 | komentarze: brak czytany: 948x

To jeden z najbardziej dziwnych objawów infekcji koronawirusem: pacjenci opowiadają, że nagle utracili węch i smak. Zespół polskich naukowców z Bydgoszczy ustalił, że jest to związane z bardzo osobliwym działaniem koronawirusa. Zespół w ramach Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika pod przewodnictwem prof. Rafała Butowta prowadzi badania nad tym, jak koronawirus może wniknąć do mózgu przez.......

czytaj dalej

To jeden z najbardziej dziwnych objawów infekcji koronawirusem: pacjenci opowiadają, że nagle utracili węch i smak. Zespół polskich naukowców z Bydgoszczy ustalił, że jest to związane z bardzo osobliwym działaniem koronawirusa. Zespół w ramach Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika pod przewodnictwem prof. Rafała Butowta prowadzi badania nad tym, jak koronawirus może wniknąć do mózgu przez układ węchowy. Badacze opublikowali już dwa artykuły naukowe na ten temat, m.in. w amerykańskim czasopiśmie ACS Chemical Neuroscience.




Zdaniem badaczy to nie neurony węchowe, a prawdopodobnie jakieś komórki nieneuronalne w obrębie nabłonka węchowego są najpierw zakażane przez koronawirusa. To była pierwsza hipoteza naukowców. W drugiej udało im się zidentyfikować komórki.

- Są to tzw. komórki podporowe, które są istotną częścią nabłonka węchowego, gdyż współpracują metabolicznie z neuronami węchowymi, pomagając niejako neuronom odbierać bodźce zapachowe - wyjaśnia prof. Butowt.

Naukowcy jako pierwsi na świecie postawili hipotezę, że do uszkodzenia węchu u pacjentów z koronawirusem dochodzi przez uszkodzenie tych komórek podporowych. W efekcie neurony węchowe nie działają poprawnie. To oznacza, że koronawirus nie uszkadza neuronów węchowych bezpośrednio, ale pośrednio.

Prof. Butowt zaznacza, że zjawisko przenikania koronawirusa do mózgu musi być dalej badane, ponieważ to umożliwi przewidzenie powikłań po chorobie COVID-19 i tworzenie metod na blokowanie takich ścieżek.


Koronawirus: pacjent chory na COVID-19 pokazał zdjęcia sprzed i po zarażeniu

Amerykański pielęgniarz zaraził się koronawirusem. Jedną z konsekwencji leczenia była znaczna utrata wagi oraz wyniszczenie organizmu. Mężczyzna postanowił upublicznić swoje stare i nowe zdjęcie, aby ostrzec innych przed konsekwencjami COVID-19.

Mike Schultz pochodzi z San Francisco w stanie Kalifornia. Pielęgniarz przyznał w rozmowie z "BuzzFeed", że w przeszłości lekceważył koronawirusa. Był przekonany, że jako 43-latek nie musi obawiać się COVID-19, ponieważ choroba stanowi zagrożenie tylko dla osób w podeszłym wieku.

- Nie sądziłem, że to tak poważne, dopóki nie zaczęło się dziać. Myślałem, że jestem wystarczająco młody, żeby to (koronawirus – przy. red.) na mnie nie wpłynęło i wiem, że wielu ludzi tak myśli – przyznał Mike Schultz w wywiadzie dla "BuzzFeed".




Stan pielęgniarza był na tyle ciężki, że 43-latek trafił do szpitala w Bostonie. Jak podaje "New York Post", spędził tam około 6 tygodni, z czego przez 4 i pół poddawano go intubacji.

W jamie opłucnej 43-latka pojawił się płyn. Mike Schultz miał wysoką gorączkę, przez 6 tygodni stracił ponad 20 kilogramów. W trakcie choroby stał się tak słaby, że nie dawał rady utrzymać w ręku telefonu komórkowego. Doświadczał także gwałtownego drżenia rąk.

Kiedy 43-latek nabrał sił, zdecydował się udać do łazienki i zrobić sobie zdjęcie. Następnie opublikował je na Instagramie, zestawiając z fotografią wykonaną na krótko przed chorobą. Za pośrednictwem social mediów zaapelował do internautów, żeby wzięli sobie jego przypadek do serca i zaczęli bardziej dbać o zdrowie.
Mike Schultz wrócił już do zdrowia i został zwolniony ze szpitala.

Jednym z symptomów COVID-19, których doświadczył, były utrata smaku i węchu. Zaraz po wyjściu zdecydował się zakupić ulubiony zestaw w sieci McDonald's: dwa podwójne cheeseburgery, małe frytki i koktajl truskawkowy. Jak przyznał, po przejściu zarażenia koronawirusem potrawy zaczęły smakować mu w inny sposób.



zwiń tekst

NAUKOWCY O KORONAWIRUSIE: już 5 mln przypadków SARS-CoV-2, ale do odporności daleko.
Czw, 21 maj 2020 04:06 | komentarze: brak czytany: 700x

Druga fala epidemii jest więcej niż pewna. Pytanie tylko, jak duża – ostrzega Andrea Ammon, szefowa Europejskiego Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób. Zwraca uwagę, że na świecie na razie tylko pomiędzy 2 a 14 proc. ludzi ma przeciwciała na koronawirusa. Nasze nadzieje na zbiorową odporność jak na razie okazały się płonne.Szwecja: tylko 7 proc. mieszkańców Sztokholmu ma przeciwciałaWedług informacji.......

czytaj dalej

Druga fala epidemii jest więcej niż pewna. Pytanie tylko, jak duża – ostrzega Andrea Ammon, szefowa Europejskiego Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób. Zwraca uwagę, że na świecie na razie tylko pomiędzy 2 a 14 proc. ludzi ma przeciwciała na koronawirusa. Nasze nadzieje na zbiorową odporność jak na razie okazały się płonne.




Szwecja: tylko 7 proc. mieszkańców Sztokholmu ma przeciwciała

Według informacji szwedzkiego Urzędu ds. Zdrowia Publicznego tylko 7,3 proc. mieszkańców stolicy przeszło zakażenie i wykształciło przeciwciała na SARS-CoV-2. W mniej zaludnionych częściach kraju odsetek odpornych był jeszcze mniejszy – 4,2 proc. w Skanii i 3,7 proc. w regionie Västra Götaland

Szwedzcy eksperci wezwali obywateli do zachowania zasad społecznego dystansu, ale nie zamknęli szkół, barów czy restauracji. Wielu Szwedów i kibicujących im zmęczonych restrykcjami mieszkańców innych krajów miało nadzieję, że po kilku miesiącach większość populacji przejdzie zakażenie i epidemia samoistnie wygaśnie. Okazało się jednak, że koronawirus – mimo że bardzo zaraźliwy w dużych skupiskach ludzi w zamkniętych pomieszczeniach – nie rozprzestrzenia się aż tak szybko.




W Szwecji na COVID-19 zmarło już 3,8 tys. osób, z czego ok. jednej trzeciej w domach opieki. Liczba zgonów na milion mieszkańców jest tam znacznie większa niż w innych krajach nordyckich, które zastosowały lockdown.

Drugiej fali COVID-19 można zapobiec

Podczas gdy w wielu rejonach świata epidemia COVID-19 wydaje się pod kontrolą, zaczynają się pojawiać obawy przed drugą falą koronawirusa. Po otwarciu granicy chińsko-rosyjskiej wkrótce pojawiły się nowe przypadki zakażeń. W Niemczech nowe infekcje powiązane zostały ze złymi warunkami mieszkaniowymi pracowników rzeźni, natomiast w Seulu kilka na nowo otwartych barów i klubów nocnych "rozsiało" wirusa. Poluzowanie obostrzeń w Niemczech, Wielkiej Brytanii, na Tajwanie czy w Korei Południowej spowodowało natychmiast wzrost zakażeń, a tzw. liczba R (liczba reprodukcyjna mówiąca o średniej liczbie osób, które zakaziły się od jednej zainfekowanej osoby) przekroczyła 1.

Epidemiolog Rowland Kao z Uniwersytetu w Edynburgu uważa jednak, że to nie liczba R powinna nas teraz przede wszystkim niepokoić. W artykule napisanym dla "The Guardian" naukowiec podnosi inny problem. Uważa, że drugą falę COVID-19 będziemy w stanie opanować, jeżeli zostaną wdrożone procedury związane z testowaniem i śledzeniem kontaktów oraz ograniczone zostaną masowe spotkania.





"Wskaźnik R ma znaczenie względne" - pisze epidemiolog. "Nawet jeżeli jest wyższy, nie zawsze oznacza takie samo niebezpieczeństwo. Co innego bowiem wzrost liczby reprodukcyjnej w sytuacji, gdy ogólna liczba infekcji jest niewielka i ograniczona do znanego nam terytorium, a służba zdrowia wydolna, a co innego, gdy nie mamy nad nią żadnej kontroli. Najbardziej niepokojące jest, gdy liczba R rośnie w sposób, który zagraża grupom podwyższonego ryzyka, takim jak mieszkańcy domów opieki i innych podobnych miejsc. Ważne są także regionalne różnice" - pisze autor artykułu.

"Grożący nam wzrost liczby reprodukcyjnej po złagodzeniu obostrzeń jest dobrze znany epidemiologom" - pisze R. Kao.





zwiń tekst

Będzie dochodzenie ws. zarządzania pandemią koronawirusa. Decyzję podjęły kraje należące do WHO.
Śr, 20 maj 2020 09:42 | komentarze: brak czytany: 622x

Będzie dochodzenie w sprawie międzynarodowych działań po pojawieniu się koronawirusa na świecie. Zdecydowały o tym wszystkie państwa członkowskie Światowej Organizacji Zdrowia. Na zakończonym we wtorek posiedzeniu krajów należących do WHO jej szef mówił, że organizacja działała zgodnie z procedurami. Politycy zgodnie krytykowali też zapowiedź Donalda Trumpa o możliwości wycofania składki członkowskiej.......

czytaj dalej

Będzie dochodzenie w sprawie międzynarodowych działań po pojawieniu się koronawirusa na świecie. Zdecydowały o tym wszystkie państwa członkowskie Światowej Organizacji Zdrowia. Na zakończonym we wtorek posiedzeniu krajów należących do WHO jej szef mówił, że organizacja działała zgodnie z procedurami. Politycy zgodnie krytykowali też zapowiedź Donalda Trumpa o możliwości wycofania składki członkowskiej do WHO.




Szef Światowej Organizacji Zdrowia zapowiedział w czasie spotkania, że dochodzenie rozpocznie się w najbliższym możliwym czasie. - Dziękuję krajom członkowskim za przyjęcie rezolucji w sprawie dochodzenia. Będzie ono obejmowało działania WHO, a także innych podmiotów - mówił. Tedros Adhanom Ghebreyesus bronił działań Światowej Organizacji Zdrowia po informacji o wykryciu koronawirusa w Chinach.

Zarówno WHO, jak i Chiny są oskarżane przez USA, że zbyt późno poinformowały o patogenie i mogły chcieć zatajać ważne dane. Amerykański prezydent zapowiedział, że jeśli Światowa Organizacja Zdrowia nie poprawi swoich działań, to Waszyngton wstrzyma składkę członkowską. W 2018 roku USA wpłaciły do WHO niemal 900 milionów dolarów, co stanowi 18 procent budżetu organizacji. Zapowiedzi Donalda Trumpa zgodnie skrytykowali przywódcy krajów członkowskich. Szefowa Komisji Europejskiej i premier Australii mówili w czasie spotkania, że takie decyzje w trakcie pandemii byłyby nieodpowiedzialne.

Chińskie władze oświadczyły z kolei, że prezydent Trump próbuje odwrócić uwagę opinii publicznej od problemów USA w walce z pandemią. To właśnie Stany Zjednoczone mają największą na świecie liczbę ofiar i chorych na COVID-19. Chiny zapowiedziały, że wpłacą do WHO dodatkowe dwa miliardy dolarów na walkę z pandemią.

źródło: PAP, gazeta.pl



zwiń tekst

Twierdził, że koronawirus to mistyfikacja. Po 3 tygodniach walki o życie w szpitalu zmienił zdanie.
Wt, 19 maj 2020 03:36 | komentarze: 18 czytany: 2050x

Brian Hitchens z USA twierdził, że koronawirus to mistyfikacja stworzona przez rząd. Zmienił zdanie po tym, gdy on i jego żona trafili do szpitala z powodu COVID-19. Teraz apeluje, by ludzie traktowali pandemię poważnie.Brian Hitchens twierdził, że pandemia koronawirusa nie jest prawdziwa i to oszustwo stworzone przez rząd. Mówił, że "Bóg jest większy niż ten wirus kiedykolwiek będzie", a zachowanie.......

czytaj dalej

Brian Hitchens z USA twierdził, że koronawirus to mistyfikacja stworzona przez rząd. Zmienił zdanie po tym, gdy on i jego żona trafili do szpitala z powodu COVID-19. Teraz apeluje, by ludzie traktowali pandemię poważnie.

Brian Hitchens twierdził, że pandemia koronawirusa nie jest prawdziwa i to oszustwo stworzone przez rząd. Mówił, że "Bóg jest większy niż ten wirus kiedykolwiek będzie", a zachowanie ludzi noszących maseczki i rękawiczki określił "histerią".

Kilka tygodni później Brian i jego żona trafili do szpitala z powodu zakażenia koronawirusem. Kierowca z Florydy szybko zmienił zdanie i teraz zachęca ludzi, by poważnie traktowali pandemię.

- Nie chcę, aby ktokolwiek przechodził przez to, przez co przeszedłem. Moja żona korzysta z respiratora.To nie była jakaś przerażająca taktyka, której ktoś używał. To nie była jakaś wymyślona rzecz. To był prawdziwy wirus, który musisz brać na poważnie - napisał na Facebooku.




Koronawirus w USA

W USA jest najwięcej przypadków i ofiar koronawirusa na świecie. W kraju stwierdzono już niemal 1,5 miliona zakażeń oraz ponad 88 tys. zgonów.

 

Poniżej kilka refleksji o koronawirusie jako o pozytywnym impulsie do przebudzenia ludzkości - materiał nagrany obok pomnika UFO w Emilcinie 10 maja 2020.



zwiń tekst

Poszukiwania 3,5-letniego Kacpra z Nowogrodźca trwały od 27 kwietnia. W sobotę 9 maja policja znalazła ciało dziecka. Miejsce położenia zwłok wskazał Krzysztof Jackowski.
Sob, 16 maj 2020 07:33 | komentarze: 6 czytany: 1005x

– W godzinach dopołudniowych z rzeki Kwisa zostały wyciągnięte zwłoki dziecka. Najprawdopodobniej jest to 3,5-letni Kacper z Nowogrodźca, którego szukaliśmy przez ostatnie dni – przekazała aspirant sztabowy Anna Kublik-Rościszewska. Jak dodawała, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Bolesławcu będą odbywać się teraz czynności mające na celu potwierdzenia tożsamości chłopca. W związku z tym policja.......

czytaj dalej

– W godzinach dopołudniowych z rzeki Kwisa zostały wyciągnięte zwłoki dziecka. Najprawdopodobniej jest to 3,5-letni Kacper z Nowogrodźca, którego szukaliśmy przez ostatnie dni – przekazała aspirant sztabowy Anna Kublik-Rościszewska. Jak dodawała, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Bolesławcu będą odbywać się teraz czynności mające na celu potwierdzenia tożsamości chłopca. W związku z tym policja wstrzymuje poszukiwania i wszelkie działania z nimi związane.

Portal 112 Polkowice ujawnił informację, że zwłoki dziecka znaleziono w pobliżu wiaduktu kolejowego na rzece Kwisa w Nowogrodźcu. Trwające od poniedziałku 27 kwietnia poszukiwania rozpoczęły się od zgłoszenia zaginięcia przez ojca chłopca, który przebywał z nim na terenie tych samych ogródków działkowych. Podczas przesłuchania wyjaśniał, że „stracił dziecko z oczu”. Ojciec usłyszał już zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Policja poinformowała też, że został zatrzymany, ponieważ poszukiwano go do odbycia kary za przestępstwa przeciwko mieniu.

Akcja poszukiwawcza Kacperka trwała od 5 dni, mimo to wciąż nie odnaleziono chłopca. Wtedy matka dziecka postanowiła działać i poprosiła o pomoc Krzysztofa Jackowskiego. Znany jasnowidz powiedział jej, co sądzi na temat zaginięcia jej synka.




„Pierwszej nocy, gdy zaginął chłopczyk, skontaktowano się ze mną w tej sprawie. Nie znając szczegółów, nie wiedząc nic, poczułem, że dziecko jest w rzece. Zobaczyłem wodę” – mówi Jackowski.

PRZYGOTOWAŁ MAPKĘ

Jasnowidz przygotował też mapkę, zgodnie z którą dziecko miało wpaść do Kwisy, niedaleko swojej działki. Żeby wizja ta była jednak bardziej szczegółowa i namacalna, Jackowski musiałby zobaczyć i dotknąć kilku rzeczy osobistych chłopca.

Jego wizja okazała się w 100 procentach trafna. Ponizej dowód - dokument na pokład okretu Nautilus przysłał Krzysztof Jackowski.




zwiń tekst

Miedwiediew: Kosmici odwiedzają Ziemię. Kontrolujemy ich.
Czw, 14 maj 2020 17:17 | komentarze: 13 czytany: 1801x

Niezwykłe wyznanie rosyjskiego premiera do kamery. Dmitrij Miedwiediew przyznał, iż dostał informacje na temat przybyszów z kosmosu odwiedzających Ziemię. Dodał też, że istnieje tajna jednostka, która ich kontroluje.- Powiem to pani pierwszy i ostatni raz - oświadczył Dmitrij Miedwiediew po zakończeniu specjalnego wywiadu dla pięciu kanałów rosyjskiej telewizji, który odbył się w sobotę. Dziennikarka.......

czytaj dalej

Niezwykłe wyznanie rosyjskiego premiera do kamery. Dmitrij Miedwiediew przyznał, iż dostał informacje na temat przybyszów z kosmosu odwiedzających Ziemię. Dodał też, że istnieje tajna jednostka, która ich kontroluje.

- Powiem to pani pierwszy i ostatni raz - oświadczył Dmitrij Miedwiediew po zakończeniu specjalnego wywiadu dla pięciu kanałów rosyjskiej telewizji, który odbył się w sobotę. Dziennikarka dociekała, czy premier Rosji wierzy w nadchodzący koniec świata i czy naszą planetę odwiedzają "Obcy" z kosmosu.

- Prezydent Rosji, gdy obejmuje urząd, dostaje specjalną walizkę zawierającą kody do broni jądrowej oraz specjalną teczkę z adnotacją "Ściśle tajne". Ta teczka poświęcona jest przybyszom z obcych planet, którzy odwiedzili Ziemię - odparł szef rosyjskiego rządu.



Dziennikarka nie reagowała, a rosyjski premier z niewzruszoną miną kontynuował:

- Istnieje także raport specjalnej ściśle tajnej jednostki, która kontroluje przybyszów przebywających na terytorium naszego kraju - wyjaśniał. I na koniec dorzucił:

- Dokładne informacje znajdzie pani w filmie dokumentalnym "Faceci w czerni". Więcej nie powiem, bo może to wywołać panikę - podsumował Dmitrij Miedwiediew, wywołując salwę śmiechu u przysłuchujących się jego wypowiedzi osób.

Rosyjski premier dobrze znany jest ze swojego poczucia humoru.

źródło: dziennik.pl



zwiń tekst

Koronawirus: nietypowe objawy u dzieci we Włoszech, Wielkiej Brytanii i USA
Czw, 14 maj 2020 16:42 | komentarze: brak czytany: 574x

Tajemnicza choroba dzieci. Naukowcy z Włoch powiązali ją z koronawirusem. Po Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii nowe przypadki schorzenia występującego u dzieci stwierdzono także we Włoszech. Choroba Kawasakiego, wywołująca wielonarządowy stan zapalny, zdiagnozowana została już u kilkunastu dzieci w tym kraju.Jak podaje "The Guardian", tajemnicza choroba dzieci pojawiła się w Stanach Zjednoczonych.......

czytaj dalej

Tajemnicza choroba dzieci. Naukowcy z Włoch powiązali ją z koronawirusem. Po Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii nowe przypadki schorzenia występującego u dzieci stwierdzono także we Włoszech. Choroba Kawasakiego, wywołująca wielonarządowy stan zapalny, zdiagnozowana została już u kilkunastu dzieci w tym kraju.

Jak podaje "The Guardian", tajemnicza choroba dzieci pojawiła się w Stanach Zjednoczonych, a później w Wielkiej Brytanii - w tych krajach diagnozuje się najwięcej przypadków zakażeń koronawirsem. Lekarze zaczęli obserwować u najmłodszych pacjentów objawy choroby zapalnej zwanej chorobą Kawasakiego. U niektórych dzieci, tak jak we Włoszech, potwierdzono, że choroba Kawasakiego może mieć związek z epidemią SARS-CoV-2.



Włochy. Według lekarzy choroba Kawasakiego jest powiązana z epidemią koronawirusa

W Wielkiej Brytanii na "wielonarządowy stan zapalny" leczonych jest od 75 do 100 dzieci w całym kraju. We wtorek lekarze szpitala dziecięcego Evelina London poinformowali o śmierci 14-letniego chłopca, który wykazywał objawy tajemniczej choroby. "The Lancet" informuje z kolei, że nowe schorzenie wśród dzieci diagnozowane jest także we Włoszech.

"W ubiegłym miesiącu stwierdziliśmy 30-krotnie większą częstotliwość występowania choroby Kawasakiego. Dzieci diagnozowano po rozpoczęciu epidemii SARS-CoV-2. Pacjenci wykazywali oznaki odpowiedzi immunologicznej na wirusa. Epidemia koronawirusa mogła być związana ze zwiększeniem częstości zapadania dzieci na rzadką chorobę Kawasakiego. Podobne schorzenia mogą pojawić się też w innych krajach dotkniętych epidemią" - napisano w interpretacji badań opublikowanych w "The Lancet".

Badacze zajmowali się przypadkami dzieci z prowincji Bergamo ze zdiagnozowaną chorobą Kawasakiego. Naukowcy przeanalizowali wyniki pacjentów, którzy zachorowali od 2015 do 20 kwietnia 2020 roku. Pierwszą grupą były dzieci, u których stwierdzono chorobę w ciągu pięciu lat od wybuchu epidemii koronawirusa. Druga grupa objęła pacjentów już po tym czasie.





Od wybuchu epidemii we Włoszech liczba dzieci z chorobą Kawasakiego wzrosła z 0,3 do 10 miesięcznie

Według danych włoskich lekarzy, przed epidemią koronawirusa choroba Kawasakiego diagnozowana była statystycznie u 0,3 dziecka miesięcznie. Od marca do kwietnia 2020 roku liczba ta wzrosła do 10 miesięcznie. U 10 z 12 dzieci z tej drugiej grupy stwierdzono też obecność przeciwciał przeciwko koronawirusowi. - Nasze badania dostarczają pierwszych wyraźnych dowodów na związek między zakażeniem SARS-CoV-2 a pojawiającym się stanem zapalnym u dzieci. Mamy nadzieję, że te wyniki pomogą lekarzom na całym świecie. Nie mam wątpliwości, że choroba Kawasakiego u tych pacjentów spowodowana została przez infekcję wywołaną przez SARS-Cov-2 - powiedział doktror Lorenzo Antiga.

- Z naszego doświadczenia wynika, że tylko niewielki odsetek dzieci zakażonych koronawirusem rozwija objawy stanu zapalnego (1 na 1000 przypadków). Jednak ważne jest to, by zrozumieć konsekwencje, jakie może nieść ze sobą koronawirus u dzieci. Jest to ważne zwłaszcza teraz, kiedy kraje na całym świecie zmieniają decyzje o obostrzeniach - powiedziała dr Annalisa Gervasoni.

źródło: gazeta.pl, CNN, BBC



zwiń tekst

Ekologiczny cud w Indiach: przez koronawirusa spadła emisja dwutlenku węgla. To pierwszy raz od 40 lat
Wt, 12 maj 2020 17:59 | komentarze: 2 czytany: 752x

Mniejsze zapotrzebowanie na paliwa kopalne w Indiach spowodowane koronawirusem SARS-CoV-2 zmniejszyło zużycie energii elektrycznej. W kraju coraz częściej wykorzystuje się także odnawialne źródła energii, ze względu na ich niższe koszty eksploatacji. Te czynniki sprawiły, że po raz pierwszy od prawie 40 lat w Indiach spadła emisja dwutlenku węgla do atmosfery.Emisja dwutlenku węgla w Indiach zmniejszyła.......

czytaj dalej

Mniejsze zapotrzebowanie na paliwa kopalne w Indiach spowodowane koronawirusem SARS-CoV-2 zmniejszyło zużycie energii elektrycznej. W kraju coraz częściej wykorzystuje się także odnawialne źródła energii, ze względu na ich niższe koszty eksploatacji. Te czynniki sprawiły, że po raz pierwszy od prawie 40 lat w Indiach spadła emisja dwutlenku węgla do atmosfery.

Emisja dwutlenku węgla w Indiach zmniejszyła się po raz pierwszy od 40 lat. Jak informują autorzy serwisu Carbon Brief, w marcu emisja dwutlenku węgla spadła o 15 procent, a w kwietniu prawdopodobnie o kolejnych 30 procent.

Redukcja emisji jest tak drastyczna, ponieważ ograniczono działalność elektrowni węglowych. Jak wynika z danych lokalnej sieci, w marcu produkcja spadła tam o 15 procent, a w trzech pierwszych tygodniach kwietnia o 31 procent. Jednak jeszcze przed wydaniem obostrzeń spowodowanych koronawirusem, w Indiach słabło zapotrzebowanie na węgiel.




W roku fiskalnym kończącym się w marcu 2020 roku dostawy węgla spadły o około dwa procent, co stanowi niewielki, ale znaczący spadek, podczas gdy trend produkcji energii cieplnej o rośnie o 7,5 procent rocznie w porównaniu z poprzednią dekadą.

Spadek wzrostu popytu odnotowuje się także w przypadku ropy naftowej. Jej zużycie spadło w marcu 2020 roku o 18 procent względem roku poprzedniego.

Tymczasem dostawy energii ze źródeł odnawialnych wzrosły w ciągu roku i wzrosty te utrzymują się także podczas pandemii COVID-19. Odporność sektora energii odnawialnej nie dotyczy jednak jedynie Indii.

Według danych opublikowanych pod koniec kwietnia przez Międzynarodową Agencję Energetyczną (IEA), w pierwszym kwartale roku zużycie węgla na świecie spadło o 8 procent. Natomiast w przypadku zapotrzebowania na energię wiatrową i słoneczną odnotowano lekki wzrost na całym świecie.


Z powodu kryzysu wywołanego koronawirusem pojawiły się spore problemy w indyjskim sektorze węglowym. Rząd oszacował, że potrzebny pakiet pomocowy może sięgnąć około 900 milionów rupii (50 milionów złotych). Jednak jednocześnie zaznaczono, że dalej wspierane będą programy energii odnawialnej.

Na korzyść środowiska może działać fakt, że energia słoneczna może kosztować zaledwie 2,55 rupii za kilowatogodzinę, podczas gdy średni koszt energii elektrycznej wytwarzanej z węgla wynosi 3,38 rupii za godzinę.

Inwestowanie w odnawialne źródła energii jest również zgodne z krajowym krajowym programem czystego powietrza, uruchomionym w 2019 roku.

Ekolodzy mają nadzieję, że czyste powietrze i niebo niebo, którymi cieszą się Hindusi od czasu zamknięcia elektrowni, zwiększy presję społeczną na rząd, aby oczyścić sektor energetyczny i poprawić jakość powietrza.

Źródło: tvnmeteo.pl, BBC NEWS



zwiń tekst

WHO: wykrycie koronawirusa u "ozdrowieńców" to nie jest powtórna infekcja
Pon, 11 maj 2020 21:09 | komentarze: 1 czytany: 945x

ojawiają się doniesienia o osobach, które wyzdrowiały z COVID-19, ale po kilku tygodniach uzyskały dodatni wynik na obecność koronawirusa. Czy to oznacza, że można ponownie zachorować w tak krótkim okresie? Eksperci WHO uważają, że raczej nie. Jest to tylko jeden z etapów zdrowienia.Zaniepokojenie na świecie wzbudziły doniesienia z Korei Południowej, gdzie zaczęto odnotowywać nawrót objawów COVID-.......

czytaj dalej

ojawiają się doniesienia o osobach, które wyzdrowiały z COVID-19, ale po kilku tygodniach uzyskały dodatni wynik na obecność koronawirusa. Czy to oznacza, że można ponownie zachorować w tak krótkim okresie? Eksperci WHO uważają, że raczej nie. Jest to tylko jeden z etapów zdrowienia.

Zaniepokojenie na świecie wzbudziły doniesienia z Korei Południowej, gdzie zaczęto odnotowywać nawrót objawów COVID-19 już po, wydawałoby się, całkowitym wyzdrowieniu, potwierdzonym zresztą ujemnym testem. Okazało się, że u części byłych pacjentów po zaledwie kilku tygodniach od wyjścia ze szpitala, ponownie znaleziono żywego koronawirusa. I znowu wyniki testu okazywały się pozytywne. W samym tylko kwietniu odnotowano w tym kraju ponad 100 tego typu przypadków. Zaczęto się obawiać, że może to być reinfekcja.

Gdyby tak było, bylibyśmy w niemałym kłopocie. Zniesienie kwarantanny mogłoby okazać się praktycznie niemożliwe do czasu wynalezienia leku. Nie wspominając już o tym, co by to oznaczało dla trwających aktualnie prac nad szczepionką, opartą przecież na założeniu, że odpowiednio wsparty organizm jest w stanie zbudować odporność na SARS-CoV-2.




WHO zabrało głos

- To nie ponowna infekcja, ale wydalane przez organizm martwe komórki płuc - wyjaśniła w rozmowie z BBC epidemiolog Maria Van Kerhove z WHO's Health Emergencies Program, w czasie niedzielnej audycji zatytułowanej The Andrew Marr Show.

- Gdy płuca się goją, martwe komórki, uszkodzone przez koronawirusa, muszą zostać usunięte z organizmu. To dlatego osoby po przebyciu COVID-19 mogą uzyskiwać ponownie dodatnie wyniki testu - tłumaczyła ekspertka. - Gdy wirus jest już inaktywowany (zabity) przez układ odpornościowy i zablokowany przez przeciwciała, przestaje być zakaźny, ale nadal jest wykrywalny przez testy wymazowe.

- Nie jest to zakaźny wirus ani reaktywacja choroby. To właściwie część procesu leczenia - wyjaśniała w czasie rozmowy przedstawicielka WHO. - Nie wiemy jednak, czy to oznacza, że taka osoba jest już odporna na koronawirusa, czy rzeczywiście zdobyła mocną ochronę przed ponownym zakażeniem. "Nie znamy jeszcze odpowiedzi na to pytanie".

Jeszcze niewiele możemy powiedzieć na temat budowania odporności po COVID-19
Wiadomo, że inna choroba, taka jak SARS, też wywoływana przez koronawirusa, dawała odporność na okres od kilku miesięcy do kilku lat. Obserwacje COVID-19 wydają się wskazywać na to, że odporność zaczyna się tworzyć po około tygodniu od zakażenia lub wystąpienia objawów.  Ale nadal nie wiemy, czy jest już wystarczająca, aby odeprzeć ponowny atak wirusa.

Ekspertka tłumaczyła też, że posiadanie żywego wirusa niekoniecznie oznacza, że można go przekazać innej osobie. Potrzebne są dalsze badania, prowadzone u osób, które przechorowały COVID-19, aby zrozumieć cały proces zdrowienia i to, jak długo nasze organizmy pozbywają się resztek patogena i kiedy przestajemy być zaraźliwi dla innych. WHO zastrzega, że jednak na ten temat mamy jeszcze zbyt mało danych.

Źródło: gazeta.pl, ScienceAlert.com, WHO



zwiń tekst

USA: pandemia koronawirusa wpędza ludzi w depresję. Z powodu rozpaczy może umrzeć nawet 75 tysięcy Amerykanów.
Sob, 9 maj 2020 01:48 | komentarze: 2 czytany: 1103x

Bezrobocie w USA wystrzeliło w kwietniu do 14,7 proc. Tak źle nie było od lat 30-tych. Koronawirus: 75 tys. Amerykanów "umrze z rozpaczy". Przedawkują albo popełnią samobójstwo - ostrzegają eksperci.Dziesiątki tysięcy Amerykanów mogą umrzeć w wyniku samobójstw, przedawkowania narkotyków albo zatrucia alkoholem. Wszystko z powodu pandemii - ostrzegają lekarze zajmujący się psychiatrią.Ostrzeżenie, .......

czytaj dalej

Bezrobocie w USA wystrzeliło w kwietniu do 14,7 proc. Tak źle nie było od lat 30-tych. Koronawirus: 75 tys. Amerykanów "umrze z rozpaczy". Przedawkują albo popełnią samobójstwo - ostrzegają eksperci.



Dziesiątki tysięcy Amerykanów mogą umrzeć w wyniku samobójstw, przedawkowania narkotyków albo zatrucia alkoholem. Wszystko z powodu pandemii - ostrzegają lekarze zajmujący się psychiatrią.

Ostrzeżenie, cytowane przez CNN, wystosowała amerykańska organizacja zdrowia publicznego Well Being Trust (WBT). Jej eksperci policzyli, że - z powodu problemów psychicznych wywołanych pandemią koronawirusa – umrzeć może 75 tys. Amerykanów. Najczęstszą przyczyną zgonów mają być samobójstwa, a także nadużywanie alkoholu i narkotyków.

Organizacja alarmuje, że do tak dużej liczby zgonów wywołanych problemami psychicznymi przyczyni się spowodowany pandemią wzrost bezrobocia, kryzys gospodarczy i stres wynikający z izolacji i niewiedzy, kiedy będzie możliwy powrót do normalnego życia. Eksperci z WBT alarmują, że – jeśli władze wszystkich szczebli nie podejmą stosownych działań, by pomóc zdesperowanym Amerykanom – dojdzie do ogromnego wzrostu tzw. zgonów wynikających z rozpaczy.

Organizacja stworzyła swój model, opierając się na danych z poprzednich lat dotyczących wpływu na liczbę zgonów takich czynników, jak bezrobocie, izolacja i niepewność jutra.




Konieczne wsparcie na wszystkich poziomach

- Konieczne jest uruchomienie środków państwowych, federalnych i lokalnych, które pozwolą poprawić dostęp do wysokiej jakości leczenia problemów zdrowia psychicznego – przekonuje cytowany w CNN dr Benjamin F. Miller, który w WBT odpowiada za strategię.

Niezbędne jest też wsparcie udzielane na poziomie lokalnych społeczności. Jeśli nie zadziałamy sprawnie, boję się, że nastąpi dramatyczne pogorszenie sytuacji, jeśli chodzi o samobójstwa, a także nadużywanie alkoholu i narkotyków – ostrzega.

Podkreśla jednocześnie, że przedstawione przez jego organizację dane to jedynie prognozy, których spełnieniu można jeszcze zapobiec.

Możemy zmienić te liczby, ale musimy zacząć działać natychmiast – przypomina dr Miller.

Analitycy z WBT podkreślają, że jednym z czynników najmocniej wpływających na liczbę zgonów jest gwałtowny wzrost bezrobocia, dlatego władze powinny zadbać, by osoby, które w czasie pandemii z dnia na dzień tracą pracę, nie zostały bez pomocy. „W czasie wielkiej recesji właśnie bezrobocie wiązano ze wzrostem liczby samobójstw i śmierci z przedawkowania” – przekonują, przypominając wydarzenia z lat 2007-09, kiedy Amerykę dotknęła najdłuższa recesja od Wielkiego Kryzysu z lat 30.




Nie pozwólmy ludziom umierać z rozpaczy

Także dzisiaj amerykańscy eksperci nie mają złudzeń – z powodu pandemii bez pracy zostaną miliony Amerykanów. Już w marcu stopa bezrobocia w USA wyniosła 4,4 proc., rosnąc o 0,9 pkt proc. od lutego, co było największym miesięcznym skokiem od prawie pół wieku. W kwietniu bezrobocie wzrosło do 14,7 proc., czyli wyniosło najwięcej od zakończenia II wojny światowej – poprzedni rekord zanotowano w listopadzie 1982 r., kiedy wyniosło ono niecałe 11 proc.

Miller podkreśla, że pandemia pokazała istniejące już wcześniej problemy – głównie poważne braki w opiece nad osobami z problemami psychicznymi.

To szansa na sprawdzanie, co nie działa, i stworzenie nowej strategii – tłumaczy. Namawia do wprowadzenia na stałe, a nie tylko w czasie pandemii, możliwości świadczenia pomocy psychologicznej za pośrednictwem technologii. – Nigdy nie będziemy mieli wystarczającej liczby specjalistów od zdrowia psychicznego, dlatego musimy być kreatywni – tłumaczy.

Eksperci z WBT przypominają, że tworzą swoje modele, analizując dane z przeszłości. „Kiedy nasze społeczności mierzyły się z rosnącym bezrobociem, izolacją i jednostkową niepewnością, ludzie cierpieli, a to prowadziło do większej liczby zgonów – napisali w swoim raporcie. – Tym razem możemy sprawić, że będzie inaczej. Właściwie oceniając rozmiary obecnego kryzysu, przewidując, ile potencjalnie ludzi może umrzeć, i kreatywnie proponując odpowiednie rozwiązania, możemy tym zgonom zapobiec. Nie powinniśmy siedzieć bezczynnie, czekając, aż 75 tys. ludzi umrze z rozpaczy”.


Policja prowadzi dochodzenie w sprawie samobójstwa jednego z pracownków Biuro Pogotowia Ratunkowego w Nowym Jorku, który prawdopodobnie nie wytrzymał obciążenia pracą i przytłoczenia pandemią koronawirusa. Nowy Jork, 24 kwietnia 2020 r. (Fot. Shutterstock)



zwiń tekst

'El Pais': Analiza ścieków pozwala przewidzieć rozwój epidemii. Pokazano to na przykładzie Walencji
Czw, 7 maj 2020 18:45 | komentarze: 1 czytany: 830x

Analiza wody ze ścieków pozwala przewidzieć kilka tygodni wcześniej nasilenie się epidemii koronawirusa - wynika z ustaleń hiszpańskich biologów i epidemiologów, które w czwartek publikuje dziennik "El Pais".Z badania wielodyscyplinarnego zespołu ekspertów z Murcji, uniwersytetu Walencji oraz madryckiej Wyższej Rady Badań Naukowych (CSIC) wynika, że nasilenia przypadków zakażenia koronawirusem można.......

czytaj dalej

Analiza wody ze ścieków pozwala przewidzieć kilka tygodni wcześniej nasilenie się epidemii koronawirusa - wynika z ustaleń hiszpańskich biologów i epidemiologów, które w czwartek publikuje dziennik "El Pais".

Z badania wielodyscyplinarnego zespołu ekspertów z Murcji, uniwersytetu Walencji oraz madryckiej Wyższej Rady Badań Naukowych (CSIC) wynika, że nasilenia przypadków zakażenia koronawirusem można było się spodziewać w Murcji już 12 marca. Wówczas w stolicy tego południowo-wschodniego regionu Hiszpanii notowanych było zaledwie kilka przypadków zachorowania na COVID-19.

Ekipa naukowców współpracujących z miejskimi zakładami uzdatniania wody w Murcji ustaliła, że badanie ścieków pozwoliło z ponad tygodniowym wyprzedzeniem przewidzieć nasilenie liczby infekcji w mieście. Podobne wnioski przyniosły rozpoczęte w marcu badania obecności koronawirusa w wodach ściekowych trzech miast regionu Murcji: Lorca, Cieza i Totana. Obecność kwasów rybonukleinowych (RNA) koronawirusa w ściekach stwierdzono tam już na 16 dni przed pierwszym potwierdzonym przypadkiem zachorowania.




Biorąca udział w badaniu Gloria Sanchez z CSIC potwierdziła, że również w Walencji próbki ze ścieków pobranych z kanałów miejskich 24 lutego wskazywały na zbliżającą się eksplozję epidemii. Nastąpiła ona dwa tygodnie później.

Hiszpańscy eksperci twierdzą, że analiza wody ściekowej jest skutecznym sposobem określania w danym regionie stopnia rozwoju epidemii. Potwierdzają jednocześnie skuteczność procesu uzdatniania wody zawierającej koronawirusa.

Z przeprowadzonych badań wody ściekowej oczyszczonej w miejskich zakładach uzdatniania wody w Murcji wynika, że po tym procesie nie zawiera ona już kwasów rybonukleinowych wirusa, które mogłyby prowadzić do kolejnych zakażeń.

Poza ludzkim organizmem wirus szybko przestaje być niebezpieczny, choć wciąż pozostają fragmenty jego RNA, umożliwiające jego identyfikację. Wzrost stężenia wirusa w ściekach poprzedza wystąpienie objawów klinicznych, dając opiece medycznej nieco czasu na przygotowania. Podobnie jest w przypadku innych chorób – prowadzone w Izraelu badania ścieków wykryły epidemię polio z lat 2013-14, zanim pojawił się uchwytny klinicznie wzrost zachorowań.

źródło: PAP




zwiń tekst

Naukowcy z Los Alamos National Laboratory - nowy szczep koronawirusa jest groźniejszy i bardziej zaraźliwy niż ten z początku epidemii.
Wt, 5 maj 2020 19:48 | komentarze: 1 czytany: 1352x

Rozprzestrzeniający się obecnie w większości świata szczep koronawirusa jest groźniejszy i bardziej zaraźliwy, niż ten, który został wykryty na początku epidemii - wynika z badań amerykańskiego Los Alamos National Laboratory. Może więc okazać się, że szczepionki i leki nie będą skuteczne wobec nowego szczepu.Jak podaje "Los Angeles Times", według badań amerykańskiego Los Alamos National Laboratory.......

czytaj dalej

Rozprzestrzeniający się obecnie w większości świata szczep koronawirusa jest groźniejszy i bardziej zaraźliwy, niż ten, który został wykryty na początku epidemii - wynika z badań amerykańskiego Los Alamos National Laboratory. Może więc okazać się, że szczepionki i leki nie będą skuteczne wobec nowego szczepu.

Jak podaje "Los Angeles Times", według badań amerykańskiego Los Alamos National Laboratory rozprzestrzeniający się obecnie w większości świata szczep koronawirusa jest groźniejszy i bardziej zaraźliwy, niż ten wykryty na początku epidemii.

Naukowcy twierdzą, że nowy szczep pojawił się w Europie w lutym, szybko migrował na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, a w połowie marca stał się dominującym szczepem na świecie. Oznacza to również, że osoby, które już raz chorowały na COVID-19 mogą być podatni również na zainfekowanie przez nowego koronawirusa.

"Pilna potrzeba wczesnego ostrzeżenia"

Autorzy badań stwierdzili, że odczuli "pilną potrzebę wczesnego ostrzeżenia", aby szczepionki i leki opracowywane na całym świecie były skuteczne przeciwko zmutowanemu szczepowi. Dlatego może się okazać, że nie są one skuteczne wobec tego szczepu, ponieważ były opracowane do genomu wcześniej wykrytego szczepu wirusa.

- To niepokojące, ponieważ bardzo szybko pojawiła się zmutowana postać wirusa, która w marcu stała się dominującą postacią- napisała na Facebooku Bette Korber, biolożka z Los Alamos i dodała, że takie mutacje szybko przedostają się do "lokalnych epidemii" i są bardziej "przenośne".

Zespół Los Alamos, wspierany przez naukowców z Duke University i University of Sheffield w Anglii zidentyfikował 14 mutacji.

Przypomnijmy, że pierwsze wzmianki o koronawirusie pojawiły się na koniec grudnia ubiegłego roku. Od tego czasu na świecie zainfekowanych zostało ponad 3,5 miliona ludzi. Wskutek COVID-19 zmarło ponad 250 tys. osób.




zwiń tekst

Na świecie jest coraz głośniej o nowym zjawisku: "quarandreams" . Ma to być jeden ze skutków ubocznych pandemii: ludzie mają wyraziste, barwne sny.
Wt, 5 maj 2020 04:00 | komentarze: 1 czytany: 1237x

Czy ty także miewasz ostatnio żywe, barwne, czasem straszne sny, które długo potem pamiętasz? Okazuje się, że teraz jest to doświadczenie wielu osób. Zyskało nawet swoją nazwę: "quarandreams" - kwarantannowe sny. Co na ten temat mówi nauka? Trudne czasy zawsze wyzwalały w ludziach nocne lęki. Ale nie zawsze jest to złe - mówią specjaliści.Śledząc wątki na blogach czy w serwisach społecznościowych, .......

czytaj dalej

Czy ty także miewasz ostatnio żywe, barwne, czasem straszne sny, które długo potem pamiętasz? Okazuje się, że teraz jest to doświadczenie wielu osób. Zyskało nawet swoją nazwę: "quarandreams" - kwarantannowe sny. Co na ten temat mówi nauka? Trudne czasy zawsze wyzwalały w ludziach nocne lęki. Ale nie zawsze jest to złe - mówią specjaliści.




Śledząc wątki na blogach czy w serwisach społecznościowych, znajdziemy całkiem sporo wpisów o niepokojących snach, które szczególnie teraz, w czasie pandemii, znacznie się nasiliły. Jeśli wziąć pod uwagę liczbę tych wpisów, to sprawa wydaje się niebagatelna. Wpisy z hashtagiem #coronadreams  pojawiały się tak często na Twitterze, że powstało specjalne konto @Quarandreams do ich udostępniania. Są tam opisy najróżniejszych i najdziwniejszych snów, związanych z koronawirusem, od takich, w których ktoś znajduje lekarstwo na Covid-19, aż po takie, w których śniący zostaje gwiazdą rocka o pseudonimie Kwarantanna.

Aby dobrze funkcjonować, zachować zdrowie i dobre samopoczucie, dorosły człowiek powinien spać od siedmiu do dziewięciu godzin - mówią eksperci. W czasie snu przechodzimy przez różne fazy, nazywane fazami NREM oraz REM. NREM oznacza sen o wolnych ruchach gałek ocznych (non-rapid eye movement). Bywa też określany mianem snu wolnofalowego lub snu głębokiego. Natomiast faza REM oznacza dosłownie sen o szybkich ruchach gałek ocznych (rapid eye movement), który nazywamy również snem paradoksalnym albo snem płytkim. Faza REM dominuje w drugiej połowie nocy.

Śnimy na wszystkich etapach snu, ale to faza REM jest najbogatsza w te najbardziej intensywne, wyraziste marzenia senne. Te sny zresztą częściej zapamiętujemy. W czasie gdy śpimy, przechodzimy przez kilka faz REM, które pełnią ważną funkcję. Uważa się, że jest to czas, gdy nasz umysł porządkuje doświadczenia z poprzedniego dnia, przyswaja i przetwarza zdobyte informacje, co jest nie bez znaczenia dla naszego późniejszego nastroju i zdolności poznawczych.

Jak pandemia "psuje" nasz sen

- Pandemia i związane z nią ograniczenia, mogą mieć wpływ na to, jak i kiedy śpimy. Niesie to pozytywne skutki dla niektórych, ale także negatywne. Obie sytuacje mogą prowadzić do wzmożonego przypominania sobie snów - uważa dr Rosie Gibson z Massey University w Nowej Zelandii.

Czas niepewności i nowe zagrożenia zwykle zakłócają normalny sen. Wiele osób cierpi w tym okresie na zaburzenia snu, bezsenność, zbyt krótki lub przerywany sen. - Wysłuchane wieczorem niepokojące informacje czy przeżycia mogą przyczynić się do tego, że będziemy mieć problem z zaśnięciem i snem, a wtedy wzrośnie "presja" na fazę REM. Przy następnej okazji nastąpi więc tak zwane odbicie w fazie REM - pisze Gibson. W rezultacie marzenia senne okażą się znacznie bardziej barwne i emocjonujące, a ich treści dotyczyć będą najpewniej wydarzeń z poprzednich dni. We śnie przeżywamy więc na nowo nasze "pandemiczne" lęki.

Z drugiej strony, izolacja i praca zawodowa, przeniesiona do domu, powodują, że więcej czasu spędzamy w łóżku - wskazują eksperci. Amerykanie, którzy wykorzystali ostatnie wydarzenia do przeprowadzenia ankiety na temat długości nocnego odpoczynku, zauważyli, że wraz z wprowadzeniem ograniczeń zmieniły się wzorce snu. Okazało się, że w większości przypadków ludzie później kładą się spać, ale za to dłużej śpią i wielu z nich uznaje swój sen za dobry.

Ten trend zauważono także w Europie. Średni czas snu w Mediolanie wydłużył się na początku marca, kiedy północne Włochy zaczęły kwarantannę, w Paryżu czas snu zaczął gwałtownie rosnąć po 15 marca, kiedy ogłoszono zamknięcie szkół i zakazano zgromadzeń publicznych.

- Pracując w domu mniej się ruszamy, bo nie musimy choćby śpieszyć się na tramwaj czy autobus, aby dojechać do pracy na czas. Gdy nie trzeba wstawać wcześnie rano, śpimy dłużej i budzimy się zgodnie z naturalnymi fazami snu, a więc w fazie REM. To sprzyja zapamiętywaniu tego, co się nam śniło. W dodatku wiele osób ma teraz czas, aby relacjonować swoje sny domownikom, co pomaga w ich zapamiętywaniu. Może to także oznaczać, że tym bardziej będziemy pamiętać sny przez kolejne noce - uważa dr Gibson.

Czy sny w czasie pandemii mogą nam pomóc?

- Koszmary nie są takie złe. Tak naprawdę to dobrze, że tak intensywnie teraz śnimy. Sny pomagają nam dostosować się do zmieniającej się sytuacji oraz regulować nasze emocje. Są pomocne, ponieważ pozwalają ludziom poradzić sobie mentalnie z sytuacją na jawie. Odzwierciedlają także realia i nasze największe obawy - pisze dr Gibson.

Marzenia senne pełnią zatem funkcję obronną. Psychika wykorzystuje je - niczym nasz wewnętrzny psychoanalityk - aby przepracować stresy i lęki, których wcześniej doświadczyliśmy.




To normalne, że sny stają się bardziej wyraziste, gdy doświadczamy stresujących sytuacji i żyjemy w natłoku wiadomości. Nasz mózg ma bowiem do przeanalizowania w nocy znacznie więcej danych. Badacze zauważają, że teraz w naszych snach dominuje strach, zakłopotanie, tabu społeczne, stres związany z pracą zawodową, a także uczucie żalu i straty. Śnimy o rodzinie, z którą jesteśmy rozdzieleni, a także o chorobach oraz o skażeniu. Najbardziej dotknięte koszmarami są osoby z zaburzeniami lękowymi oraz uczestnicy, czy bezpośredni świadkowie stresujących wydarzeń, przede wszystkim pracownicy służb medycznych.

Więcej snów wiąże się także ze zmianami w codziennej rutynie. - Gdy zdarza się coś niezwykłego, jak na przykład pandemia, nasze mózgi "przetrawiają" tę niecodzienność właśnie w czasie snu - mówi dla "Los Angeles Times" dr Rubin Naiman z University of Arizona. - Możliwe też, że więcej śnimy o tych aspektach życia, za którymi tęsknimy podczas kwarantanny. Czy możemy się czegoś z tych snów nauczyć? Nawet koszmary mogą być bogatym źródłem informacji o sobie - uważa dr Naiman.

Źródło: ScienceAlert.com, The Conversation,Los Angeles Times



zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 47
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 47

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Ważny dzień dla Fundacji Nautilus! 27 maja 1996 okręt Nautilus pojawił się w sieci www. Początki były trudne - mogliśmy wstawić jeden tekst i jedno zdjęcie bez możliwości umieszczania ich w archiwum. ... ....

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 11:05 | witam serdecznie. kilka dni temu spotkałem się z kolegą w sprawach zawodowych. obydwaj zajmujemy się filmowaniem, również dronami. w pewnym momencie zauważyłem nad nami obiekt- bardzo czarny, o nieregularnych kształtach. szerokość, około 2m. Nie był to na pewno dron. przeleciał nad nami dosyć wolno na wysokości około 100m. nie wydawał dźwięku. Miało to miejsce w Białymstoku. Czy taki obiekt był może przez kogoś widziany? nie potrafię wyjaśnić dlaczego żaden z nas nie nagrał tego obiektu. pozdrawim...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

JAK KORONAWIRUS ZMIENI ŚWIAT? KILKA SŁÓW PRZY POMNIKU UFO W EMILCINIE

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.