Dziś jest:
Poniedziałek, 6 lipca 2020

Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę.
franciszkanin o. Klimuszko.

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




ZBLIŻAMY SIĘ DO PUNKTU KRYTYCZNEGO NA GRENLANDII
Pt, 17 kwi 2020 22:16 | komentarze: 1 czytany: 907x

W 2019 roku lodowce Grenlandii skurczyły się bardziej niż kiedykolwiek w historii pomiarów - potwierdzają naukowcy. To efekt bardzo wysokiej temperatury, ale też mniejszych opadów śniegu i słonecznego lata. Dwa letnie miesiące wystarczyły, żeby stopniało 600 miliardów ton wody - dość, by podnieść poziom morza o około dwa mm.Psi zaprzęg sunący po powierzchni morza. W rzeczywistości poruszał się on .......

czytaj dalej

W 2019 roku lodowce Grenlandii skurczyły się bardziej niż kiedykolwiek w historii pomiarów - potwierdzają naukowcy. To efekt bardzo wysokiej temperatury, ale też mniejszych opadów śniegu i słonecznego lata. Dwa letnie miesiące wystarczyły, żeby stopniało 600 miliardów ton wody - dość, by podnieść poziom morza o około dwa mm.

Psi zaprzęg sunący po powierzchni morza. W rzeczywistości poruszał się on po świeżo roztopionym lodzie. Błękitne niebo i ostre słońce. To zdjęcie obiegło cały świat i pokazuje skalę topnienia lodu na Grenlandii.



Już wtedy było jasne, że to bezprecedensowe zdarzenie. Teraz potwierdzają to wyniki badań i analiz - wynika z nowej publikacji naukowej w serwisie The Cryosphere. Autorzy badania piszą, że "niespotykane warunki atmosferyczne występujące latem 2019 r. nad Grenlandią" wpłynęły na rekordowe lub zbliżone do rekordowych topnienie. Spływ wody z topniejącego lodu był drugi największy w historii (po tym w roku 2012), zaś rekordowa była strata w tzw. bilansie masy (to współczynnik mierzący bilans między utratą lodu a przybywaniem nowego dzięki opadom).

Do wyjątkowych warunków należały zmiany w cyrkulacji mas powietrza, niskie opady śniegu w lecie (co dodatkowo sprawiło, że mniejsza była jasna powierzchnia odbijająca promieniowanie słoneczne) i większa liczba słonecznych dni. Rekordy topnienia lodu w Grenlandii pokazują, jak poważne jest ryzyko szybszego wzrostu poziomu morza z powodu zmian klimatu.




- W dekady niszczymy to, co powstawało tysiąclecia - skomentował wyniki raportu jeden z jego autorów, prof. Marco Tedesco z Columbia University. W rozmowie z Agencją Reutera powiedział, że to, to dzieje się w Grenlandii, niesie skutki dla całego świata.

W ubiegłym roku pokrywa lodowa Grenlandii straciła 600 miliardów ton wody. Ten jeden rok - a właściwie sezon, bo lodowce tracą masę w letnich miesiącach - topnienia może oznaczać wzrost poziomu morza o 1,5-2,2 mm (wg różnych badań). Ta pozornie niewielka liczba oznacza bezprecedensowy wzrost w krótkim czasie. Stopnienie całej pokrywy lodowej Grenlandii oznaczałoby wzrost poziomu morza o siedem metrów (zajmie to jednak tysiące lat). W Polsce pod wodą znalazłyby się Żuławy Wiślane, duża część wybrzeża i nadmorskich miast.

Woda z topniejącego lodu Grenlandii przyczyniła się 20-25 proc. dotychczasowego wzrostu poziomu morza. Jeśli emisje gazów cieplarnianych dalej będą rosły, to ten udział również będzie rosnąć, choć eksperci nie są pewni, jak może przebiegać topnienie największego lądolodu - w Antarktydzie. Jeżeli drastycznie nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych, to do końca stulecia poziom morza podniesie się o około jeden metr, wpływając na życie stek milionów ludzi, zwiększając zagrożenie związane z huraganami i powodziami.  

Dramat na Grenlandii

Nowe badanie pokazuje, że do rekordowego topnienia na Grenlandii przyczyniła się nie tylko temperatura, ale też inne czynniki, jak poziom nasłonecznienia i zmiany cyrkulacji powietrza. Reuters zwraca uwagę, że większość modeli, przy pomocy których naukowcy prognozują utratę lodu w Grenlandii, nie uwzględnia efektu zmian zmian w cyrkulacji atmosferycznej.

Tymczasem w 2019 nie tylko sama temperatura, ale właśnie inne warunki związane z cyrkulacją w atmosferze - więcej bezchmurnych dni, mniejsze opady śniegu - przyczyniły się do rekordowego topnienia lodu Grenlandii. To oznacza, że modele mogą poważnie zaniżać poziom topnienia lodu w przyszłości - uważają autorzy badania. - To niemal jakby pominąć połowę topnienia - ocenił prof. Tedesco.

Punkt krytyczny już w 2030

Topnienie lodu Grenlandii jest jednym z tzw. punktów krytycznych kryzysu klimatycznego. Oznacza to próg, po którego przekroczeniu dochodzi do poważnej zmiany całego systemu i dalszego napędzania ocieplenia. Ponadto jeden punkt krytyczny może wpłynąć na przekroczenie kolejnego i doprowadzić do "kaskady".

W Grenlandii może to oznaczać punkt, w którym utrata lodu jest tak duża, że sama wpływa na wzorce pogodowe. Np. odsłonięta przez topnienie ziemia pochłania większość energii ze słońca, podczas gdy jasny lód ją odbija. To przyczynia się do jeszcze większego ocieplenia. Inny mechanizm jest bardziej złożony, ale nie mniej groźny. Topnienie lodu w Arktyce i Grenlandii wprowadza dużo słodkiej wody do oceanu; to przyczynia się do spowolnienia cyrkulacji wody, która jest kluczowa w globalnym "transporcie" ciepła; to z kolei destabilizuje porę deszczową w Zachodniej Afryce i wywołuje susze w regionie Sahelu oraz Amazonii; wreszcie zakłóca to porę deszczową we wschodniej Azji, co z kolei wywołuje ocieplenie na Oceanie Południowym i przyspieszacza topnienie lodu Antarktyki.




Punktem krytycznym dla lądolodu Grenlandii jest ocieplenie o około 1,5°C - zatem może on zostać przekroczony już około 2030 roku.

źródło: Reuters, gazeta.pl



zwiń tekst

BURZA PYŁOWA NA LUBELSZCZYŹNIE - Polskę czeka ogromna burza
Pt, 17 kwi 2020 06:47 | komentarze: 4 czytany: 1324x

"To, co ujrzeliśmy, przypominało typową burzę piaskową z amerykańskich filmów" - opisują osoby, które spotkały zamieć pyłową na Lubelszczyźnie. Silny wiatr i panująca susza sprawiły, że powstały zjawiska kojarzone raczej z obszarami pustynnymi.Wiele doniesień wskazuje, że w tym roku czeka nas susza. Pierwsze skutki braku wody to nie tylko coraz liczniejsze pożary (więcej na ten temat: W Polsce płoną.......

czytaj dalej

"To, co ujrzeliśmy, przypominało typową burzę piaskową z amerykańskich filmów" - opisują osoby, które spotkały zamieć pyłową na Lubelszczyźnie. Silny wiatr i panująca susza sprawiły, że powstały zjawiska kojarzone raczej z obszarami pustynnymi.

Wiele doniesień wskazuje, że w tym roku czeka nas susza. Pierwsze skutki braku wody to nie tylko coraz liczniejsze pożary (więcej na ten temat: W Polsce płoną lasy. Od początku roku ponad 200 pożarów. "Sytuacja jest niebezpieczna). Niedobory wody zauważalne są już m.in. na Lubelszczyźnie.


Zgodnie z zapowiedziami Instytututu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na wschodniej ścianie kraju należało się spodziewać silnego wiatru. Ten w połączeniu z przesuszoną glebą formował zamiecie pyłowe na nieobsianych polach.

Taką zamieć odnotowano w powiecie bialskim we wsi Kijowiec - donosi "Kurier Lubelski". Paweł Reducha, autor nagrania z tego zjawiska, opisywał, że coraz częściej obserwuje takie zamiecie, a widzialność "była ograniczona do zera".



"Burza piaskowa z amerykańskich filmów"
Podobne relacje zamieszczono na portalu meteolu.pl, którego autorzy wybrali się na poszukiwanie takiej zamieci:

To, co ujrzeliśmy, przypominało typową burzę piaskową z amerykańskich filmów. Widoczność była zerowa... Samochód cały brudny, wnętrze samochodu w piachu, ale dla poczucia tego zjawiska na własnej skórze warto było. Według prognoz w woj. lubelskim deszcz spadnie dopiero w niedzielę 19 kwietnia i ewentualnie w kolejnych dniach.




zwiń tekst

WHO: nie wszyscy wyleczeni z koronawirusa mają przeciwciała i są odporni na nową infekcję
Wt, 14 kwi 2020 15:37 | komentarze: 1 czytany: 1113x

- Osoby, które mają wykrywalny poziom przeciwciał, powinni być chronieni, ale nie wiadomo, przez jaki czas - informują eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). - Jeśli chodzi o wyleczenie, a następnie ponowne zakażenie, uważam, że nie mamy tu odpowiedzi. Nie wszyscy wyleczeni mają przeciwciała i są odporni - dodaje ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO, dr Mike Ryan.- Wstępne badanie pacjentów.......

czytaj dalej

- Osoby, które mają wykrywalny poziom przeciwciał, powinni być chronieni, ale nie wiadomo, przez jaki czas - informują eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). - Jeśli chodzi o wyleczenie, a następnie ponowne zakażenie, uważam, że nie mamy tu odpowiedzi. Nie wszyscy wyleczeni mają przeciwciała i są odporni - dodaje ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO, dr Mike Ryan.

- Wstępne badanie pacjentów w Szanghaju wykazało, że niektórzy nie mieli "wykrywalnych przeciwciał", podczas gdy inni mieli ich bardzo wysoki poziom - podkreśliła epidemiolog WHO, dr Maria Van Kerkhove. Dodała, że to, czy pacjenci z wysokim poziomem przeciwciał są odporni na drugą infekcję, stanowi "osobne zagadnienie".

Ponad 300 tys. osób z 1,87 mln potwierdzonych zakażonych na całym świecie wyzdrowiało - zauważyli przedstawiciele WHO, dodając, że potrzebują więcej danych, by zrozumieć odpowiedź immunologiczną wyleczonych i to, czy daje ona odporność i na jak długo.

WHO przestrzega przed znoszeniem ograniczeń i otwieraniem firm.

Dyrektor generalny WHO, Tedros Adhanom Ghebreyesus, przestrzegł również w poniedziałek przed zniesieniem ograniczeń w przemieszczaniu się ludności i ponownym otwarciem firm, pomimo że prezydent USA Donald Trump czy gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo wyrazili nadzieję na ponowne otwarcie firm, gdy tylko będzie to możliwe.

- Chociaż COVID-19 przyspiesza bardzo szybko, to spowalnia znacznie wolniej - podkreślił Tedros. - Oznacza to, że środki kontrolne należy znosić powoli i pod nadzorem - dodał. Tedros zaapelował również o to, by decyzje dotyczące znoszenia ograniczeń były oparte przede wszystkim na trosce o ochronę życia ludzkiego.


Badania pokazują, które choroby towarzyszące są najgroźniejsze

Jednak CarePort (amerykańska firma zbierająca dane dotyczące koronawirusa w USA) zauważa, że po skorygowaniu szacowanej śmiertelności i uwzględnieniu wieku pacjentów, okazuje się, że przewlekła choroba nerek powoduje 2,5-krotnie większe ryzyko śmierci wśród pacjentów.

Według CarePort, dla 85-latka, który nie ma chorób przewlekłych i jest hospitalizowany, ryzyko śmiertelności wynosi między 22 a 27 proc. Ale jeśli dana osoba ma np. ostre uszkodzenie nerek, ryzyko śmiertelności wzrasta do 39, a nawet 49 proc. - Choroba nerek wydaje się być największym zagrożeniem - przyznaje reprezentująca firmę Lissa Hu.

Do powszechnych chorób, z którymi wiąże się wyższy poziomem umieralności przy zakażeniu koronawirusem należą: cukrzyca, choroby płuc i choroby serca.




zwiń tekst

KORONAWIRUS DAJE OGROMNĄ SZANSĘ NA ZATRZYMANIE ŚWIATOWEJ RZEZI DZIKICH ZWIERZĄT
Śr, 8 kwi 2020 09:51 | komentarze: 3 czytany: 1548x

W Azji przestraszono się pandemii. Mieszkańcy kilku krajów chcą zakazu handlu dzikimi zwierzętami. Z najnowszych badań WWF wynika, że coraz większa liczba mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej popiera zakaz handlu dzikimi zwierzętami. Wpływ na to może mieć wysokie zaniepokojenie pandemią koronawirusa, która zasięgiem objęła już cały świat./targ mięsem dzikich zwierząt w Wuhan, Chiny)Jak czytamy na.......

czytaj dalej

W Azji przestraszono się pandemii. Mieszkańcy kilku krajów chcą zakazu handlu dzikimi zwierzętami. Z najnowszych badań WWF wynika, że coraz większa liczba mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej popiera zakaz handlu dzikimi zwierzętami. Wpływ na to może mieć wysokie zaniepokojenie pandemią koronawirusa, która zasięgiem objęła już cały świat.


/targ mięsem dzikich zwierząt w Wuhan, Chiny)

Jak czytamy na stronie WWF, 93 procent mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej i Hongkongu popiera pomysł zamknięcia nielegalnych i nieuregulowanych rynków, na których prowadzony jest handel dzikimi zwierzętami. Ankieta została przeprowadzona w marcu wśród 5000 respondentów z Hongkongu, Japonii, Mjanmy, Tajlandii i Wietnamu.

WHO potwierdziła, że pandemia SARS-CoV-2, podobnie jak epidemie SARS, MERS i Ebola ma pochodzenie odzwierzęce. W związku z tym WWF postanowiła sprawdzić, czy koronawirus zmienił stosunek mieszkańców Azji do handlu dzikimi zwierzętami. Pandemią koronawirusa poważnie lub bardzo poważnie zaniepokojonych jest aż 82 procent badanych. 9 proc. ankietowanych przyznało, że znają kogoś lub sami kupili mięso dzikich zwierząt na takich targach w ciągu ostatni 12 miesięcy. Aż 84 proc. przyznaje jednak, że jest mało prawdopodobne, by po ostatniej pandemii w przyszłości sięgnęli jeszcze po takie produkty.




Chiny już 24 lutego wprowadziły całkowity zakaz polowania, handlu, transportu i jedzenia dzikich zwierząt, który obowiązuje na terenie kraju. Nad podobną dyrektywą pracuje też rząd Wietnamu. - Inne rządy azjatyckie muszą także podążać tą drogą, zamykając swoje rynki handlu dziką przyrodą o wysokim ryzyku i kończąc ten handel raz na zawsze, aby uratować życie i pomóc zapobiec powtórzeniu się zakłóceń społecznych i gospodarczych, których doświadczamy dzisiaj na całym świecie - powiedział dyrektor regionalny programu Azji i Pacyfiku WWF Christy Williams. Ankieta WWF jest pierwszym badaniem publicznym na temat związku między pandemią COVID-19, a handlem dziką przyrodą, która została przeprowadzona w Azji.

- Ludzie są głęboko zaniepokojeni i wyrażają chęć wsparcia swoich rządów w podejmowaniu działań zapobiegających potencjalnym przyszłym globalnym kryzysom zdrowotnym pochodzącym z rynków handlu dziką fauną i florą. Czas połączyć kropki między handlem dziką przyrodą, degradacją środowiska i zagrożeniem dla zdrowia ludzi. Podjęcie działań zarówno w stosunku do ludzi, jak i wielu gatunków dzikich zwierząt zagrożonych konsumpcją i handlem, ma zasadnicze znaczenie dla naszego przetrwania - dodaje z kolei dyrektor generalny WWF International Marco Lambertini.

Tego typu informacje pokazują, że pandemia koronawirusa ma charakter karmiczny. To oznacza, że to wydarzenie ma szansę doprowadzić do przebudzenia ludzkości.

Koronawirus w Stanach Zjednoczonych. Naczelny lekarz USA pokazuje jak w 40 sekund zrobić maseczkę z koszulki

Naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych dr Jerome Adams zademonstrował, jak w zaledwie 40 sekund zrobić maskę na twarz, która może chronić przed zakażeniem koronawirusem. Lekarz zaleca noszenie ich w miejscach publicznych, gdzie nie zawsze da się utrzymać bezpieczny dystans dwóch metrów od kolejnej osoby.

Jak podaje ABC News 4 maseczka na twarz zaprezentowana przez Jerome Adamsa może być wykonana z materiałów, które można znaleźć w naszym domu. Może to być szalik, chusta, ręcznik lub koszulka. Naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych na nagraniu zamieszczonym na serwisie YouTube pokazał, jak wykonać maseczkę.

Naczelny lekarz USA pokazuje, jak w 40 sekund zrobić maseczkę - wystarczy koszulka i dwie gumki

Najpierw musimy wyciąć większy prostokąt materiału, który składamy do połowy od jego dolnej części oraz do połowy z jego górnej części. Następnie po raz kolejny zaginamy dolny i górny brzeg koszulki do środka. Później należy wziąć dwie gumki recepturki i umieścić je przy końcach złożonej tkaniny. Wystające końcówki ponownie składamy do środka, a następnie przykładamy maskę do twarzy.

Wcześniej dr Jerome Adams apelował do mieszkańców Stanów Zjednoczonych, by przestali kupować i nosić maseczki. Anestezjolog na początku marca mówił, że nie chronią one przed zakażeniem koronawirusem, a nawet mogą zwiększyć ryzyko infekcji.

- Z ostatnich badań wiemy, że znaczna część osób zakażonych koronawirusem jest bezobjawowa, a część osób może zakażać wirusem jeszcze zanim rozwiną się u nich objawy infekcji - dodaje amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób wyjaśniając powód zmiany zaleceń.

CDC kontynuuje badania dotyczące rozprzestrzeniania się koronawirusa w społeczeństwie. W świetle dotychczasowych ustaleń amerykańska jednostka badawcza zaleca zakrywanie twarzy maseczkami w miejscach publicznych oraz w miejscach, gdzie trudno utrzymać zalecany dystans np. w sklepach czy aptekach.

"Bardzo ważne jest podkreślenie, że utrzymywanie dwumetrowego dystansu społecznego jest istotnym krokiem w spowolnieniu rozprzestrzeniania się wirusa. CDC dodatkowo zaleca stosowanie prostych, materiałowych maseczek na twarz. Dzięki temu osoby, które jeszcze nie mają objawów zakażenia, nie będą rozprzestrzeniały koronawirusa na inne osoby. Zalecane jest tworzenie własnych materiałowych maseczek na twarz, ponieważ maski chirurgiczne czy z filtrami N-95 są na wyczerpaniu, a muszą być dostarczone przede wszystkim pracownikom służby zdrowia" - napisano w komunikacie na stronie CDC.


źródło: gazeta.pl



zwiń tekst

KORONAWIRUS 2.0 - MAMY JUŻ DO CZYNIENIA Z BARDZIEJ AGRESYWNĄ ODMIANĄ WIRUSA NIŻ TEN Z WUHAN
Wt, 7 kwi 2020 06:05 | komentarze: 6 czytany: 2849x

Nowy koronawirus ma w sobie wpisany mechanizm samodoskonalenia i wyraźnie zmutował, stąd jest o wiele bardziej skuteczny w atakowania człowieka niż ta wersja, którą poznaliśmy w Wuhan w grudniu 2019. Udoskonalił metody przyłączania się do komórek i "usypiania" czujności układu immunologicznego. Mimo wielu podobieństw do znanych nam wcześniej koronawirusów, wydaje się być ich doskonalszą wersją.Na .......

czytaj dalej

Nowy koronawirus ma w sobie wpisany mechanizm samodoskonalenia i wyraźnie zmutował, stąd jest o wiele bardziej skuteczny w atakowania człowieka niż ta wersja, którą poznaliśmy w Wuhan w grudniu 2019. Udoskonalił metody przyłączania się do komórek i "usypiania" czujności układu immunologicznego. Mimo wielu podobieństw do znanych nam wcześniej koronawirusów, wydaje się być ich doskonalszą wersją.

Na łamach "The Conversation" amerykański biolog Benjamin Neuman podsumowuje dotychczasową wiedzę na temat tego, w jaki sposób nowy koronawirus tak skutecznie atakuje ludzkie ciało.




Nowy koronawirus, nazwany SARS-CoV-2, jest w zasadzie pod względem genetycznym bardzo podobny do innych znanych nam już groźnych wirusów z tej rodziny, takich jak SARS-CoV lub MERS-CoV (CoV to skrót od słowa coronavirus). Dlaczego jednak tak łatwo i ciężko zakaża ludzi, zataczając znacznie szersze kręgi niż tamte patogeny? Po dwóch latach ataków SARS w końcu zaniknął wśród ludzi. MERS co prawda nadal stanowi problem, ale nie przenosi się tak łatwo i szybko jak nowy koronawirus. Jego zasięg ogranicza się w zasadzie do Bliskiego Wschodu i kilku niewielkich rejonów w Azji.




Uważne obserwacje genetyków pokazują, że nowy koronawirus jest niemal doskonałe przystosowany do atakowania ludzkich komórek. W wyniku wielu mutacji udało mu się dokonać tego, czego nie osiągnęły tamte koronawirusy. Zyskał bowiem inny zestaw genów, zwanych akcesoriami, które stanowią o jego przewadze w strategicznych miejscach.

W jaki sposób nowy koronawirus zakaża komórkę?

Najpierw cząsteczka, zawierająca materiał genetyczny w postaci RNA, szuka odpowiedniego miejsca, gdzie mogłaby się zadokować. Koronawirus upodobał sobie receptory ludzkie określane nazwą ACE2. Ten receptor zbudowany jest z białka, zaangażowanego w procesy regulacji ciśnienia krwi.




Koronawirus, wyglądający jak mała niemal idealna kuleczka z wystającymi kolcami, zbliża się zatem do receptorowego białka i kieruje w jego stronę koniec tego kolca, uzbrojony w białko S. To białko występuje  w dwóch tzw. podjednostkach, określanych jako S1 i S2, które wyróżnione zostały ze względu na pełnione funkcje.

Infekcja rozpoczyna się w momencie, gdy białko S zaczepi się o białko receptora ACE2. W tym momencie na koniuszku kolca następują pewne zmiany. Kolec rozkłada się, a potem ponownie składa, w czym pomaga mu specyficzna budowa białka S, przypominająca sprężynę. Dzięki tym przekształceniom kolec może się uczepić receptora, a następnie utworzyć kanał, łączący wirusa i komórkę. Przez ten kanał do wnętrza komórki przedostaje się materiał genetyczny koronawirusa. Gdy to już się stanie, zaczyna się proces namnażania wirusa, czyli reprodukcji materiału genetycznego.

Jak rozwija się choroba COVID-19?

Nowy koronawirus osiedla się w komórkach płucnych typu II. To te komórki, który wydzielają specjalny śluz, ułatwiający wślizgnięcie się powietrza do płuc. Szkody, jakie COVID-19 wyrządza w organizmie, tak naprawdę spowodowane są przez układ odpornościowy, który prowadzi "politykę spalonej ziemi", aby powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa - pisze Benjamin Neuman.

Tak wyglądają płuca osoby, którą zainfekował koronawirus.




Wygląda to tak, że miliony komórek układu odpornościowego atakują zainfekowaną tkankę płucną i powodują ogromne zniszczenia podczas procesu oczyszczania z wirusa. Ta walka, manifestująca się wzmożonym procesem zapalnym, powoduje zmiany w płucach różnej wielkości, od niewielkich (wielkości winogrona) do dużych (wielkości grapefruita). I to jest wyzwanie dla lekarzy, którzy muszą utrzymać odpowiedni poziom dotlenienia krwi, podczas gdy uszkodzone płuca naprawiają szkody. W takiej sytuacji podłącza się pacjentów do urządzeń wspomagających oddychanie, czyli do respiratora lub - w skrajnym przypadku - do tzw. płucoserca.

Wydaje się, że to dlatego COVID-19 w tak różnym stopniu dotyka chorych, że młode organizmy - po prostu - lepiej sobie radzą z usuwaniem wirusa. Ponadto, jeżeli po infekcji większość białka ACE2 jest nieczynna, wzrastają problemy u osób z wysokim ciśnieniem krwi -  pisze autor artykułu.

Przebieg COVID-19 dlatego też jest cięższy niż np. sezonowa grypa, ponieważ nowy koronawirus potrafi na wiele sposobów powstrzymać układ odpornościowy od interwencji zaraz na początku infekcji, w momencie gdy dopiero zaczyna atakować komórkę. Gdy organizm próbuje zaalarmować układ odpornościowy za pomocą białka o nazwie interferon, koronawirus blokuje ten alarm, odcinając substancje białkowe, niosące ostrzeżenie, a ostatecznie niszcząc wszelkie instrukcje antywirusowe. W rezultacie koronawirus może się zagnieździć w organizmie nawet na miesiąc, podczas gdy zwykła grypa mija po tygodniu. Dlatego szybkość transmisji koronawirusa jest nieco wyższa niż wirusa grypy H1N1 w 2009 roku, a przy tym SARS-CoV-2 jest 10 razy bardziej zabójczy - podsumowuje autor.

Czego nadal nie wiemy o SARS-CoV-2

Nie potrafimy jeszcze w szczegółach powiedzieć, w jaki sposób dochodzi do rozwoju choroby, nie wiadomo też, jakie interakcje zachodzą pomiędzy białkami wewnątrz komórki, jaka jest struktura białek wytwarzanych przez zreplikowane wirusy i jak pracuje "maszyna" do kopiowania wirusów.

Ponadto nadal nie wiemy, jak koronawirus zareaguje na zmiany pór roku. Jak wiadomo, grypa woli raczej zimną porę roku, niektóre ludzkie wirusy są aktywne przez cały rok. Ale nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego.

Autorem artykułu, opublikowanego na łamach The Conversation, jest Benjamin Neuman, profesor biologii w Texas A&M University-Texarkana.

Źródła: ScienceAlert.com, The Conversation  ViralZone, The Lancet, gazeta.pl



Brytyjski premier Boris Johnson został przeniesiony na szpitalny oddział intensywnej terapii po tym, jak z powodu zakażenia koronawirusem w poniedziałek wieczorem raptownie pogorszył się stan jego zdrowia. Na prośbę Johnsona obowiązki szefa rządu przejął tymczasowo minister spraw zagranicznych Dominic Raab. Brytyjskie media spekulują, że być może przeniesienie premiera na OIOM oznacza to, że jego oddychanie wspomaga respirator.


Brytyjski premier na początku wybuchu pandemii zasłynął tym, że wyśmiewał zagrożenie koronawirusem uznając koronawirus za "zwykłą grypę, której nie powinno się poświęcać zbyt wiele czasu". W jednej z cytowanych przez tabloidy wypowiedzi zasugerował, że cyt. "lepiej ze śmiechem pójść do pubu i nie przejmować się bzdurami i medialnymi bajdurzeniami fantastów, którzy tylko chcą szerzyć niepotrzebną panikę, która dumnym Brytyjczykom naprawdę nie jest potrzebna".

Informację o przeniesieniu 55-letniego Borisa Johnsona na oddział intensywnej terapii przekazało w poniedziałek wieczorem biuro brytyjskiego premiera na Downing Street. Dodano, że Johnson poprosił ministra spraw zagranicznych Dominica Raaba o tymczasowe przejęcie jego obowiązków.



zwiń tekst

Koronawirus wpłynął na wibracje Ziemi! CNN: Ograniczenia sprawiają, że Ziemia mniej wibruje
Pt, 3 kwi 2020 22:08 | komentarze: 6 czytany: 2343x

O tym zdumiewającym zjawisku poinformowała telewizja CNN - sejsmolodzy obserwują znacznie mniej hałasu sejsmicznego, czyli wibracji wytwarzanych przez samochody, pociągi, autobusy i ludzi poruszających się na co dzień. Ma to wynikać z ograniczenia mobilności wywołanego przez pandemię koronawirusa.Według CNN, jako pierwszy na zjawisko to uwagę zwrócił w Brukseli Thomas Lecocq, geolog i sejsmolog z .......

czytaj dalej

O tym zdumiewającym zjawisku poinformowała telewizja CNN - sejsmolodzy obserwują znacznie mniej hałasu sejsmicznego, czyli wibracji wytwarzanych przez samochody, pociągi, autobusy i ludzi poruszających się na co dzień. Ma to wynikać z ograniczenia mobilności wywołanego przez pandemię koronawirusa.

Według CNN, jako pierwszy na zjawisko to uwagę zwrócił w Brukseli Thomas Lecocq, geolog i sejsmolog z Królewskiego Obserwatorium w Belgii.





Według Lecocqa od połowy marca w Brukseli obserwuje się nawet 50-procentową redukcję hałasu sejsmicznego. Ma to miejsce od momentu, kiedy kraj ten podjął decyzję o zamknięciu szkół i przedsiębiorstw oraz wprowadził inne środki, których celem jest ograniczenie kontaktu między ludźmi. Spadek hałasu sejsmicznego jest podobny do tego, co zaobserwować można co roku przy okazji Świąt Bożego Narodzenia.

Sejsmolodzy w innych miastach widzą podobne efekty w swoich regionach. Paula Koelemeijer zamieściła na Twitterze wykres pokazujący poziom hałasu w zachodnim Londynie. Do znaczącej redukcji doszło w okresie po zamknięciu szkół i wprowadzeniu szeregu ograniczeń w Wielkiej Brytanii.



W rozmowie z CNN Lecocq stwierdził, że wykresy przedstawiające redukcję hałasu sejsmicznego są dowodem na to, że ludzie przestrzegają wprowadzonych przez rządy ograniczeń. - Z sejsmologicznego punktu widzenia możemy powiedzieć: jeśli jesteście samotni siedząc w domach, może pocieszy was to, że nie jesteście sami, wszyscy przestrzegają zasad - powiedział belgijski naukowiec.




zwiń tekst

ZADZIWIAJĄCE EFEKTY ŚWIATOWEJ PANDEMII KORONAWIRUSA - w Chinach pierwsze miasto zakazało jedzenia mięsa psów i kotów
Pt, 3 kwi 2020 04:43 | komentarze: 4 czytany: 1668x

Zwolennicy teorii (w tym my) o tym, że koronawirus to koło ratunkowe rzucone przez Ziemię (Gaję) dla maltretowanych zwierząt zyskali mocne potwierdzenie jej prawdziwości. Shenzhen jest pierwszym chińskim miastem, w którym wprowadzony został zakaz sprzedaży i spożywania mięsa psów oraz kotów. Nowe prawo wejdzie w życie od 1 maja.Jak podaje BBC nowe rozporządzenie pojawiło się w wyniku epidemii koronawirusa.......

czytaj dalej

Zwolennicy teorii (w tym my) o tym, że koronawirus to koło ratunkowe rzucone przez Ziemię (Gaję) dla maltretowanych zwierząt zyskali mocne potwierdzenie jej prawdziwości. Shenzhen jest pierwszym chińskim miastem, w którym wprowadzony został zakaz sprzedaży i spożywania mięsa psów oraz kotów. Nowe prawo wejdzie w życie od 1 maja.

Jak podaje BBC nowe rozporządzenie pojawiło się w wyniku epidemii koronawirusa. Ogniskiem zakażeń miał być targ w Wuhan, w którym sprzedawano mięso dzikich zwierząt np. węży czy nietoperzy. W lutym "South China Morning Post" poinformował o wprowadzeniu przez chińskie władze nowego prawa, na podstawie którego zakazano jedzenia dzikich zwierząt i handlu nimi. Ustawa weszła w życie w trybie natychmiastowym, jednak po protestach została zmieniona. Z listy wykreślone zostały żółwie i żaby, które mogą nadal mogą być spożywane w Chinach.  




W Shenzhen zakazano jedzenia psów i kotów. W Chinach rocznie zabijanych jest 14 mln tych zwierząt
Władze miasta Shenzhen postanowiły pójść o krok dalej i rozszerzyć zakaz także o mięso psów i kotów. Nowe przepisy wejdą w życie 1 maja. - Psy i koty jako zwierzęta domowe nawiązały znacznie bliższe relacje z ludźmi, niż jakiekolwiek inne zwierzęta. Zakaz konsumpcji psów i kotów oraz innych zwierząt domowych jest powszechną praktyką w krajach rozwiniętych, ale też w bliskim nam kulturowo Hongkongu i na Tajwanie - powiedziały władze miasta Shenzhen argumentując wprowadzenie zakazu. Obostrzenia mają także "odpowiadać na potrzeby i ducha cywilizacji człowieka".

Decyzję chińskiego miasta pochwaliła organizacja Humane Society International, która zajmuje się ochroną życia i praw zwierząt na całym świecie. - To naprawdę może być przełomowy moment dążący do zniesienia brutalnego handlu zwierzętami. W Chinach z tego powodu rocznie zabijanych jest około 10 milionów psów i 4 miliony kotów - powiedział dr Peter Li, specjalista ds. kontaktów HSI z Chinami. Doktor Li powiedział, że większość Chińczyków deklaruje, że nigdy nie jadła mięsa psów lub kotów i nigdy nie chce tego spróbować.

Jak zauważa BBC decyzja o zakazie jedzenia psów i kotów w Shenzhen zbiegła się w czasie z decyzją władz Chin, gdzie do leczenia koronawirusa zatwierdzono stosowanie kwasu żółciowego niedźwiedzi. Płyny trawienne tych zwierząt od lat stosowane są w tradycyjnej chińskiej medycynie. Pobierana jest z żywych niedźwiedzi, które przebywają w niewoli. Oczywiście żadne badania nie potwierdziły, by kwasy żółciowe miały wpływ na leczenie jakiejkolwiek choroby, w tym koronawirusa. - W ogóle nie powinniśmy wprowadzać terapii produktami odzwierzęcymi, takimi jak kwas żółciowy niedźwiedzia, a zwłaszcza w leczeniu koronawirusa, który prawdopodobnie wziął się z dzikiej przyrody - powiedział rzecznik fundacji Animals Asia Brian Daly.


Z poczty do FN ...

[...] W tych dość posępnych dniach mroku moze by Tak dla odmiany coś emanującego pozytywną energią. Zdecydowanie zalecam:

youtu.be/pLxd3UshLDo

Podrawiam i życzę wszystkim zdrowych, radosnych, pełnych empatii, przyjaznych, bezkrwawych* Światów!!! (bo każdy ma poniekąd swój)



zwiń tekst

Tajemnica włoskiego miasteczka Ferrera Erbognone. Nikt nie jest zarażony koronawirusem, choć wokół miasteczka jest czerwona strefa.
Czw, 2 kwi 2020 03:11 | komentarze: brak czytany: 2249x

Dotychczas we Włoszech zdiagnozowano ponad 101 tys. przypadków zakażenia koronawirusem. Jednym z najbardziej dotkniętych przez pandemię regionów jest Lombardia. Na jej terenie znajduje się jednak miasteczko, w którym dotychczas żaden z mieszkańców nie został zarażony. Naukowcy rozpoczęli badania nad tym fenomenem.Włoskie władze publikują najnowsze dane dotyczące rozprzestrzeniania się pandemii koronawirusa.......

czytaj dalej

Dotychczas we Włoszech zdiagnozowano ponad 101 tys. przypadków zakażenia koronawirusem. Jednym z najbardziej dotkniętych przez pandemię regionów jest Lombardia. Na jej terenie znajduje się jednak miasteczko, w którym dotychczas żaden z mieszkańców nie został zarażony. Naukowcy rozpoczęli badania nad tym fenomenem.




Włoskie władze publikują najnowsze dane dotyczące rozprzestrzeniania się pandemii koronawirusa codziennie około godziny 18.00. Z ostatniego komunikatu wynika, że łącznie od początku trwania epidemii we Włoszech zdiagnozowano 101 739 przypadków zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2, z czego w ciągu doby – 4050. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła od wczoraj o 812, całkowity bilans to 11591 osób. Najwięcej przypadków COVID-19 wykryto w Lombardii, gdzie zakażonych zostało aż 42161 osób, z czego 6818 zmarło. Od wczoraj w tym regionie zdiagnozowano 1154 nowych pacjentów, a 458 kolejnych osób zmarło.

Zagadkowa miejscowości

Lombardia jest jednym z najbardziej dotkniętych regionów przez koronawirusa. Co ciekawe w miejscowości Ferrera Erbognone, położonej we wspomnianym regionie, nie potwierdzono dotychczas ani jednego przypadku COVID-19. Ten fakt do tego stopnia zaciekawił naukowców, że postanowili rozpocząć prace badawcze na ten temat. Chętni mieszkańcy mają wykonać badania krwi, a testy rzecz jasna będą dobrowolne. Naukowcy zakładają dwa scenariusze – twierdzą, że brak potwierdzonych przypadków na terenie Ferrera Erbognone może być całkowicie przypadkowy, ale z drugiej strony liczą się z tym, że może występować ewentualne podłoże na tle genetycznym, które np. pozwala mieszkańcom tej miejscowości przechodzić infekcję bezobjawowo.




I jeszcze jedna ciekawa informacja w sprawie koronawirusa.


George Gao, szef chińskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób, jest głównym mózgiem walki z epidemią w Chinach. Wywiad z nim na temat pandemii COVID-19 udało się przeprowadzić tygodnikowi "Science" (dziennikarze starali się o to przez dwa miesiące).

Zalecenia Gao są m.in. następujące:

Wszyscy, którzy wychodzą z domów, muszą nosić maseczki.
Zakażonych koronawirusem, nawet jeśli nie mają objawów, należy izolować
Maseczki nie mają służyć ochronie tych, którzy w miejscach publicznych je noszą. Mają chronić innych przed potencjalnymi zakażonymi koronawirusem SARS-CoV-2.

- To, że ludzie [przebywający w strefie publicznej] nie noszą maseczek, to największy błąd, jaki popełniają USA i Europa - uważa Gao.

- Wirus przenosi się drogą kropelkową i podczas bliskiego kontaktu. Nawet kiedy mówimy, kropelki [śliny] wypryskają nam z ust. A przecież wiele osób, które nie mają żadnych objawów choroby [COVID-19] albo mają je bardzo ograniczone, jest zakażonych! W maseczkach nie zakażałyby innych ludzi - mówi Gao.

Pytany o to, czego inne kraje mogą się nauczyć od Chin i ich walki z koronawirusem oraz pandemią choroby COVID-19, Gao nie ma wątpliwości:

- Podstawą trzymania w ryzach każdej choroby zakaźnej, szczególnie tych przenoszonych drogą kropelkową i atakujących układ oddechowy, jest zachowanie bezpiecznej odległości pomiędzy ludźmi.

Stąd społeczne czy raczej fizyczne odosobnienie (bo przecież możemy ciągle pielęgnować nasze kontakty społeczne - przez internet czy telefon) jest pierwszą niefarmaceutyczną odpowiedzią na wybuch epidemii. Dopóki nie ma leków i szczepionki, to jedyny sposób na powstrzymanie rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych.

- Po drugie - tłumaczy dalej Gao - trzeba bezwzględnie odizolować wszystkich zakażonych.
Po trzecie, poddać kwarantannie wszystkich tych, którzy mieli kontakt z zakażonymi. Po czwarte, zawiesić wszelkie spotkania w strefie publicznej. Po piąte, ograniczyć przemieszczanie się ludzi [żeby nie roznosili choroby].

Przy czym Chiny wprowadziły te zasady o wiele bardziej restrykcyjnie niż państwa zachodnie. Nawet osoby z łagodnymi objawami choroby są izolowane - w tymczasowych szpitalach, które wybudowano specjalnie w tym celu. Rodziny zakażonych nie mają tam dostępu.

W Polsce i innych krajach cywilizacji zachodniej tacy pacjenci mają przechorować COVID-19 w domach.

- Zakażeni muszą zostać odizolowani [żeby nie zakażali innych, m.in. swoich bliskich] - podkreśla Gao. - Jedynym sposobem zachowania kontroli nad COVID-19 jest usunięcie źródła infekcji. Dlatego pobudowaliśmy modułowe [kontenerowe] szpitale i zamieniliśmy stadiony w szpitale.

Jak jednak wykryć zakażonych, jeśli mają tylko łagodne objawy choroby albo wręcz żadnych? Tak zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 przechodzi 80 proc. zainfekowanych.

Chiny wprowadziły masowe pomiary temperatury. Bez jej pomiaru nie można wejść nawet do sklepu czy do transportu zbiorowego. Innym środkiem wprowadzonym na Tajwanie, w Korei Południowej czy w Niemczech oraz krajach skandynawskich są masowe testy wykrywające obecność koronawirusa w organizmach ludzi. Dzięki temu można odizolować więcej osób zakażonych, a te zdrowe mogą normalnie pracować.

Pytany o to, czy mieszkańcy Chin, w których epidemia pojawiła się pierwsza, nabyli już zbiorową odporność na koronawirusa SARS-CoV-2, Gao nie ma wątpliwości, że jeszcze na to za wcześnie (szacuje się, że aby osiągnąć zbiorową odporność, zakażeniu lub zaszczepieniu - a szczepionki długo nie będzie - musi ulec co najmniej 70 proc. populacji).

Uczeni z Chin - oraz naukowcy z innych krajów - pracują obecnie zarówno nad znalezieniem leku na COVID-19, jak i szczepionki na SARS-CoV-2. W kwietniu, obiecuje Gao, Chińczycy mają opublikować wyniki swoich badań klinicznych nad zastosowaniem remdesiviru. To lek stosowany dotąd w leczeniu zakażeń wirusami Ebola i Marburg.

W swoich badaniach nad nowymi lekami Chińczycy (jak i inni badacze) wykorzystują również tzw. modele zwierzęce - małpy oraz transgeniczne myszy, które mają w komórkach układu oddechowego receptory ACE2, do których przyczepia się koronawirus SARS-CoV-2.
"Science" pytało szefa chińskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób także o to, czy Chiny zrobiły wszystko, co należało, żeby odpowiednio wcześnie ostrzec świat przed nową epidemią. Jak można się spodziewać, George Gao uważa, że tak.

Pytany o to, czy źródłem SARS-CoV-2 był niesławny mokry targ w Wuhanie (na którym zabija się i sprzedaje m.in. dzikie zwierzęta), Gao odpowiada, że to możliwe. Ale targ mógł być też nie tyle pierwotnym źródłem koronawirusa, ile miejscem, w którym uległ on namnożeniu.

Cały wywiad można przeczytać na stronach "Science.






Ostatnie dni na świecie przynoszą kolejne fotografie, które przechodzą do historii świata. Oto kolejna z nich - odkażanie słynnej "Ściany Płaczu" w Jerozolimie. Zdjęcie trafia do Archiwum Foto FN.




zwiń tekst

Johnson & Johnson ma potencjalną szczepionkę na koronawirusa i umowę z rządem USA na mld dolarów
Wt, 31 mar 2020 08:45 | komentarze: 5 czytany: 1540x

Koncern Johnson & Johnson poinformował, że pracuje nad szczepionką na koronawirusa, a testy kliniczne z udziałem ludzi rozpoczną się we wrześniu. Pierwsze dawki miałyby być gotowe na początku przyszłego roku.Johnson & Johnson podał, że prace nad szczepionką na nowego koronawirusa rozpoczął w styczniu tego roku wraz z jednym z wydziałów departamentu zdrowia USA.Johnson & Johnson ma potencjalną.......

czytaj dalej

Koncern Johnson & Johnson poinformował, że pracuje nad szczepionką na koronawirusa, a testy kliniczne z udziałem ludzi rozpoczną się we wrześniu. Pierwsze dawki miałyby być gotowe na początku przyszłego roku.

Johnson & Johnson podał, że prace nad szczepionką na nowego koronawirusa rozpoczął w styczniu tego roku wraz z jednym z wydziałów departamentu zdrowia USA.
Johnson & Johnson ma potencjalną szczepionkę na koronawirusa

Koncern ogłosił, że na podstawie prowadzonych analiz, udało mu się wyodrębnić wiodący typ szczepionki, który zostanie następnie poddany testom. Po opublikowaniu tej informacji akcje spółki na giełdzie w Nowym Jorku wzrosły o 8 proc.

Badania kliniczne nad szczepionką na koronawirusa z udziałem ludzi mają ruszyć do września, a na początku przyszłego roku J&J prognozuje wypuszczenie pierwszych partii do wykorzystania w sytuacjach awaryjnych. Ten plan przedstawia proces znacznie szybszy, niż zwykle ma to miejsce przy opracowywaniu nowych szczepionek, co jak podaje Johnson & Johnson trwa od pięciu do siedmiu lat.
Miliard dolarów na badania i testy.



W ramach współpracy ze wspomnianą agencją rządową - BARDA [Biomedical Advanced Research and Development Authority, czyli agencją zaawansowanych biomedycznych badań i rozwoju - przyp. red.] - obie strony przeznaczą na prace nad szczepionką łącznie miliard dolarów (Reuters podaje, że ze strony BARDA będzie to około 420 mln dolarów). Johnson & Johnson zamierza m.in. zwiększyć swoje globalne możliwości produkcyjne tak, by mógł dostarczyć na rynek miliard dawek.

"Firma planuje natychmiastowe rozpoczęcie produkcji i zobowiązuje się do dostarczenia społeczeństwu niedrogiej szczepionki na zasadach non-profit, do awaryjnego wykorzystania w czasie pandemii" - pisze J&J w komunikacie. W rozmowie z CNBC prezes J&J, Alex Gorsky, powiedział, że jak na razie wstępne testy i modele wskazują na to, że szczepionka będzie nie tylko bezpieczna, ale i skuteczna. Koncern ma też w zapasie dwie inne potencjalne szczepionki.

Johnson&Johnson niejedyna firma, która pracuje nad szczepionką na nowego koronawirusa. Na świecie jest ich przynajmniej kilkanaście, a Stanach Zjednoczonych robi to m.in. biotechnologiczna Moderna, która także współpracuje z rządową agencją w tej sprawie. Moderna zaczęła już bardzo wstępne testy. Amerykański rząd chce w ten sposób wspierać jeszcze innych kandydatów, którzy pracują nad eksperymentalnymi szczepionkami, by zwiększyć szanse na wyprodukowanie takiej, która będzie skuteczna.

źródło: CNN, BBC




zwiń tekst

USA: TAK WYGLĄDAJĄ PŁUCA OSOBY ZAATAKOWANEJ PRZEZ KORONAWIRUSA
Sob, 28 mar 2020 03:36 | komentarze: 1 czytany: 2900x

We wcześniejszych publikacjach w dziale FN24 sygnalizowaliśmy, że koronawirus nie jest "zwykłą grypą", bo ma bardzo ciekawy pakiet dodatkowy. W odróżnieniu od grypy jest nie tylko kilkaset razy bardziej agresywny w atakowaniu nowych ofiar i przenoszeniu się na kolejne osoby, ale także nawet w stanie najbardziej łagodnej zaczyna zwłókniać płuca.Szpital w Waszyngtonie opublikował nagranie pokazujące.......

czytaj dalej

We wcześniejszych publikacjach w dziale FN24 sygnalizowaliśmy, że koronawirus nie jest "zwykłą grypą", bo ma bardzo ciekawy pakiet dodatkowy. W odróżnieniu od grypy jest nie tylko kilkaset razy bardziej agresywny w atakowaniu nowych ofiar i przenoszeniu się na kolejne osoby, ale także nawet w stanie najbardziej łagodnej zaczyna zwłókniać płuca.

Szpital w Waszyngtonie opublikował nagranie pokazujące w technologii 3D, jak wyglądają płuca pacjenta zakażonego koronawirusem. Widać na nim, że u mężczyzny, który wcześniej był leczony na nadciśnienie, wystąpiły duże uszkodzenia.
Skany płuc pacjenta zakażonego koronawirusem. Żółty kolor pokazuje obszar płuc zajęty infekcją.



fot. youtube.com/George Washington University Hospital.


Ordynator chirurgii w szpitalu uniwersyteckim George'a Washingtona w Stanach Zjednoczonych dr Keith Mortman w rozmowie z CNN powiedział, że kilka dni wcześniej 59-letni pacjent nie miał żadnych objawów choroby. Teraz jego wyniki potwierdziły zakażenie koronawirusem. Przebieg infekcji jest tak szybki, że płuca pacjenta przestały prawidłowo funkcjonować. Wcześniej mężczyzna leczony był tylko na nadciśnienie. Obecnie jego stan jest krytyczny, musiał też zostać podłączony do respiratora.

- To nie jest 70-letni czy 80-letni pacjent z cukrzycą, czy chorobą autoimmunologiczną, gdzie można byłoby się spodziewać takich wyników. Poza wysokim ciśnieniem krwi pacjent nie miał żadnych istotnych problemów medycznych. Za tydzień te wyniki mogą być jeszcze gorsze, a proces zapalny może postępować dalej - powiedział doktor Mortman. Ordynator wyjaśnił też, co widać na nagraniu udostępnionym przez szpital.

Koronawirus. "Chcemy, żeby ludzie zobaczyli i zrozumieli, z czym mają do czynienia"

Obszary w płucach zaznaczone na żółto to zainfekowane regiony, które dotknięte są także stanem zapalnym. Ze skanów wynika, że obszar zaatakowany przez wirusa, a więc regiony, w których pojawiły się uszkodzenia, są zlokalizowane w dużych obszarach płuc. To pokazuje, że infekcja szybko i agresywnie atakuje organizm nawet zdrowych pacjentów. - U pacjentów zaczyna dochodzić do postępującej niewydolności oddechowej. Jak pokazujemy na nagraniu, uszkodzenie płuc jest szybkie i dotyka ogromnego obszaru. Niestety po zainfekowaniu takiego obszaru płuc pacjentowi zajmuje bardzo dużo czasu, by całkowicie wyzdrowieć. U około 2-4 proc. pacjentów zakażonych COVID-19 uszkodzenia będą nieodwracalne - mówi dalej lekarz.

- Wirus dostaje się do błon śluzowych organizmu, a następnie trafia do płuc. Organizm próbuje się bronić przed zakażeniem, co objawia się stanem zapalnym. Żółty obszar na nagraniu oznacza zarówno obszary zainfekowane koronawirusem, jak i objęte stanem zapalnym. To z kolei objawia się dusznościami i niedotlenieniem krwi. Pacjenci często opisują to jako problem ze złapaniem oddechu lub poczuciem, że nie oddychają pełną piersią - wyjaśnia dalej dr Mortman.

- Chcemy, żeby ludzie zobaczyli i zrozumieli, z czym mają do czynienia. Ludzie muszą brać tę sytuację na poważnie - mówi dalej lekarz, apelując, by stosować się do zaleceń dotyczących izolacji i zachowania dystansu społecznego. Nagranie powstało dzięki technice obrazowania CT (z wykorzystaniem tomografii komputerowej). Powstały w ten sposób modele 3D wykorzystywane są przez lekarzy do planowania operacji czy też w diagnostyce chorób nowotworowych. Wcześniej skany płuc młodych ludzi zakażonych koronawirusem opublikował szpital w Belgii.

Film poniżej.

 

 

Od wielu tygodni powtarzamy, że koronawirus to nie jest żadna "zwykła grypa". O tym, aby się o tym przekonać, należy odwiedzić jeden ze szpitali, gdzie przebywają osoby zakażone. Ta choroba naprawdę uszkadza płuca, także młodych osób. Ważne są przykłady pojedyńczych osób - właśnie ukazały się informacje o tym, że w ciężkim stanie jej córka znanej piosenkarki, która uczy się w Wielkiej Brytanii.


Córka Kasi Kowalskiej przez koronawirusa trafiła do szpitala w Anglii. Jej stan jest poważny. Niezbędna jest intubacja. Jej stan jest związany z pandemią koronawirusa.

Kasia Kowalska o dramatycznej historii opowiedziała w specjalnym nagraniu na Facebooku.

    Witam serdecznie, dzisiaj dostałam telefon z Anglii, z jednego ze szpitali, w którym leży moja córka. Spytali się mnie, czy zgadzam się na jej intubację. Chciałabym tym filmikiem sprowokować was do myślenia, czy rzeczywiście musicie wychodzić z domu i czy naprawdę jest to konieczne.

Do nagłośnienia tej smutnej historii poprosił piosenkarkę znajomy lekarz.

    Zainspirował mnie do nagrania tego filmiku jeden z lekarzy, z którym rozmawiałam. Powiedział, niech pani przemówi do rozumu młodym ludziom, bo oni nie zdają sobie sprawy z tego, co się dzieje, więc.... Nie potrafię płakać, a dzisiaj wiele godzin  wypłakałam, Kochani, jeśli nie musicie wychodzić, zostańcie w domu - mówiła zapłakana wokalistka. 



zwiń tekst

ZASKAKUJĄCE ODKRYCIE NAUKOWCÓW W SPRAWIE KORONAWIRUSA - to prawdopodobnie 'chimera' dwóch różnych wirusów
Śr, 25 mar 2020 01:35 | komentarze: 8 czytany: 2916x

Nowy koronawirus to być może chimera powstała z dwóch różnych wirusów pochodzących od nietoperzy i łuskowców - zastanawiają się naukowcy. To całkiem nowy wirus, który zdobył zdolność wnikania do komórek człowieka. Odpowiada za to mechanizm rekombinacji genetycznej, czyli wymiany materiału genetycznego.Nowy koronawirus nadal kryje w sobie wiele tajemnic, mimo ogromnego wysiłku naukowców z całego świata.......

czytaj dalej

Nowy koronawirus to być może chimera powstała z dwóch różnych wirusów pochodzących od nietoperzy i łuskowców - zastanawiają się naukowcy. To całkiem nowy wirus, który zdobył zdolność wnikania do komórek człowieka. Odpowiada za to mechanizm rekombinacji genetycznej, czyli wymiany materiału genetycznego.




Nowy koronawirus nadal kryje w sobie wiele tajemnic, mimo ogromnego wysiłku naukowców z całego świata, aby możliwie szybko rozpoznać, z jakim wrogiem mamy do czynienia. Na łamach The Conversation francuski biolog Alexandre Hassanin, wykładowca na Sorbonie, dzieli się jedną z hipotez na temat pochodzenia wirusa SARS-CoV-2.

Wiemy, że pierwsi chorzy na COVID-19 pojawili się w grudniu w chińskim mieście Wuhan i byli w większości sprzedawcami lub klientami na lokalnym targu żywności, który wydawał się źródłem koronawirusa. Jednak nie wszyscy zakażeni mieli kontakt z tym miejscem. U co trzeciego hospitalizowanego pacjenta nie znaleziono powiązań z targiem. W dodatku naukowcy po zsekwencjonowaniu genomu koronawirusa i jego analizie doszli do wniosku, że SARS-CoV-2 najprawdopodobniej zaatakował człowieka już w listopadzie 2019 roku.

Co odkryli genetycy, badając genom nowego koronawirusa?

Genom SARS-CoV-2 jest cząsteczką RNA (RNA to kwas rybonukleinowy, materiał genetyczny wirusa) i składa się z 30 000 zasad i 15 genów. Kluczowy dla nas gen S koduje białko S (białko szczytowe, od ang. spike), znajdujące się na powierzchni koronawirusa. Białko S bierze udział w procesie łączenia się wirusa z receptorami w komórkach gospodarza.

Nowy koronawirus należy do grupy betakoronawirusów, podobnie jak atakujący ludzi kilkanaście lat temu SARS. Epidemia objęła wówczas 29 krajów, gdzie zachorowało w sumie 8 098 osób. Choroba zabiła wówczas 774 osoby. Rezerwuarem tamtego wirusa SARS były nietoperze z rodzaju Rhinolophus, a pośrednim gospodarzem paguma chińska (łaskun chiński, łac. Paguma larvata) - gatunek drapieżnego ssaka z podrodziny łaskunów, popularnie zwany cywetą.

Badania genetyczne wskazują na to, że nietoperze, zwłaszcza z rodzaju Rhinolophus, stanowią rezerwuar wirusów SARS-CoV oraz SARS-CoV-2 - pisze Alexandre Hassanin. U nietoperzy wyizolowano wirusa, nazwanego RaTG13, którego genom jest w 96 procentach zgodny z genomem nowego koronawirusa.




Kolejne badania nieco zmieniły obraz. Okazało się, że istnieje zwierzę, u którego znaleziono wirusa jeszcze bardziej zbliżonego genetycznie do SARS-CoV-2. Wirus odkryty u łuskowca okazał się w 99 procentach zgodny z genomem nowego koronawirusa - jak donieśli naukowcy 7 lutego na łamach Nature. To odkrycie sugerowało, że łuskowiec jest jeszcze bardziej prawdopodobnym rezerwuarem koronawirusa niż nietoperze - czytamy w artykule.

Wkrótce jednak kolejne badanie genomu koronawirusa, wyizolowanego z malezyjskich łuskowców (pangolin jawajski, łac. Manis javanica) pokazało jedynie 90 procent zgodności. "Aktualnie atakujący nas wirus nie pochodzi jednak od łuskowców?" - zadaje pytanie Alexandre Hassanin. "Gdzie jest rezerwuar nowego koronawirusa?".

"Koronawirus znaleziony u łuskowców ma jednak pewien fragment niemal identyczny z nowym koronawirusem" - zauważa autor. Zgodność, wynosząca aż 99 procent, dotyczy kluczowego miejsca, a mianowicie białka S. To dzięki niemu koronawirus potrafi wiązać się z receptorem ACE2 w komórkach człowieka i wnikać wewnątrz. Natomiast wirus RaTG13 ma już tylko 77 procent podobieństw w tym kluczowym miejscu.

- Oznacza to, że koronawirus izolowany z łuskowców jest zdolny do wchodzenia do komórek ludzkich, podczas gdy koronawirus izolowany z nietoperzy nie jest - uważa naukowiec.

Porównania genomów sugerują, że wirus SARS-Cov-2 jest wynikiem rekombinacji dwóch różnych wirusów, jednego zbliżonego do RaTG13, a drugiego bliższego wirusowi izolowanemu z łuskowca. Innymi słowy, to chimera, czyli organizm zbudowany z komórek różniących się od siebie genetycznie.
Zdaniem badaczy, aby doszło do takiej rekombinacji, dwa różne wirusy musiały zakazić ten sam organizm jednocześnie. Tak powstał nowy rodzaj wirusa, mający zdolność do zakażania zupełnie innych gatunków.

Alexandre Hassanin na koniec stawia pytania, na które nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. A mianowicie, gdzie doszło do rekombinacji genów, w czyim organizmie, czy u nietoperzy, czy też u łuskowców, a może jeszcze zupełnie gdzieś indziej? Oraz w jakich warunkach doszło to aktywacji mechanizmu rekombinacji genów i co temu sprzyjało?

Źródło: ScienceAlert.com, The Conversation, gazeta.pl




Jedno z najbardziej wstrząsających zdjęć pokazujących świat w czasach "apokalipsy z koronawirusem" , które stało się także symbolem włoskiej tragedii - w Bergamo ze względu na ogrom zgonów, 70 wojskowych ciężarówek wywoziło trumny do innych regionów na kremacje. Już 19 marca zgonów z powodów koronawirusa we Włoszech było więcej niż w całych Chinach. Trwa poszukiwanie powodu, dla którego tyle osób umiera w najbardziej obciążonym regionie Lombardii.„Corriere della Sera” przedstawia dwie hipotezy: „albo faktyczna liczba zakażonych koronawirusem jest drastycznie, być może dziesięciokrotnie, wyższa od tej potwierdzonej badaniami, albo koronawirus zmutował. Na koncentrację zakażeń w okolicach Bergamo wpłynął mecz Atalanta–Valencia rozegrany 19 lutego na San Siro, to była bomba biologiczna”. Nikt nie wie, kiedy tendencja wzrostowa zachorowań zostanie zatrzymana. Epidemiolog Pierluigi Lopalco w wywiadzie dla dziennika„Repubblica”powiedział tylko, że „prognozy dotyczące pandemii są jak prognozy pogody – wiary- godne jedynie na trzy dni do przodu”.



zwiń tekst

KORONAWIRUS: JESZCZE W TYM ROKU NADEJDZIE DRUGA FALA...
Wt, 24 mar 2020 07:22 | komentarze: 5 czytany: 3906x

Wyjaśnia się powoli tajemnica taktyki Wielkiej Brytanii, która w pierwszej fazie (do momentu całkowitego paraliżu służby zdrowia, czego wyraźnie nie wzięli pod uwagę) zdecydowała się na taktykę, aby pozwolić zarażenia się wszystkim koronawirusem z uwzględnieniem śmierci jednostek najstarszych czy najsłabszych. Do brytyjskich mediów dostały się małe fragmenty symulacji nieuchronnego rozwoju pandemii.......

czytaj dalej

Wyjaśnia się powoli tajemnica taktyki Wielkiej Brytanii, która w pierwszej fazie (do momentu całkowitego paraliżu służby zdrowia, czego wyraźnie nie wzięli pod uwagę) zdecydowała się na taktykę, aby pozwolić zarażenia się wszystkim koronawirusem z uwzględnieniem śmierci jednostek najstarszych czy najsłabszych. Do brytyjskich mediów dostały się małe fragmenty symulacji nieuchronnego rozwoju pandemii, które zrobił jeden z najlepszych tego typu ośrodków na świecie w Oxfordzie. Zakładał on tzw. drugą falę zachorowań, która ma być znacznie potężniejsza niż pierwsza i nadejdzie w drugiej połowie 2020 roku. Wirus wtedy ma być bardziej dostosowany do ludzkiego DNA i przez to groźniejszy, gdyż już wiadomo, że ulega mutacji i ma cechę, którą naukowcy nazwali "przystosowaniem".

24 marca okazało się, że do identycznych wniosków doszedł kolejny zespół specjalizujący się w modelach badań operacyjnych przedstawiających rozwój pandemii, ale tym razem z Harvardu (USA).
Materiał dopiero co dostaliśmy, ale już teraz można postawić najważniejsze wnioski.

Modelowanie epidemii koronowirusa przez naukowców z Harvardu:
1) im większy powszechny dystans społeczny tym większa druga fala epidemii w drugiej połowie 2020,
2) restrykcje przesuwają drugą falę mniej więcej o czas ich trwania.





To fatalne rokowanie dla świata, niestety także dla polskiej gospodarki. Według tego modelu w Polsce czas restrykcji i pierwszej fali epidemii można szacować do czerwca (przesunięcie o miesiąc w stosunku do Stanów). Koszty wyboru taktyki pełnej blokady kraju zamiast skupienia się na izolacji i wsparciu 70+ będą wręcz trudne do oszacowania. Jeżeli te modele są prawdziwe, to taktyka przyjęta przez cały świat próby stłamszenia wirusa przez izolację pomoże pozornie tylko na chwilę, lecz nie zlikwiduje wirusa, który jest ze swojej natury o wiele bardziej groźny, niż początkowo zakładano. Powróci i uderzy ponownie ze zdwojoną siłą.

źródło:
https://dash.harvard.edu/handle/1/42638988

/dziękujemy naszym czytelnikom z USA za materiał i tłumaczenie/






zwiń tekst

Premiera drugiego sezonu serialu 'Projekt Błękitna Księga' na kanale Epic Drama
Nie, 22 mar 2020 08:21 | komentarze: brak czytany: 1489x

Intrygująca seria, wyprodukowana przez laureata Oscara i Złotego Globu Roberta Zemeckisa, powróciła na antenę kanału Epic Drama. W drugim sezonie serialu “Projekt Błękitna Księga” przyjrzymy się początkom fenomenu, pokazując prawdziwe przypadki, które wywołały fascynację Ameryki tym tematem. Każdy odcinek będzie oparty na autentycznych zapisach z archiwów sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, które.......

czytaj dalej

Intrygująca seria, wyprodukowana przez laureata Oscara i Złotego Globu Roberta Zemeckisa, powróciła na antenę kanału Epic Drama.

W drugim sezonie serialu “Projekt Błękitna Księga” przyjrzymy się początkom fenomenu, pokazując prawdziwe przypadki, które wywołały fascynację Ameryki tym tematem. Każdy odcinek będzie oparty na autentycznych zapisach
z archiwów sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, które w latach 1952–1969 prowadziły ściśle tajne badania niezidentyfikowanych obiektów latających i powiązanych z nimi zjawisk. Seria przedstawia m.in. takie przypadki jak incydent w Roswell czy tajemnice Strefy 51, łącząc konspiracyjne teorie z autentycznymi wydarzeniami historycznymi.

W rolach głównych zobaczymy Aidana Gillena (Gra o tron, Peaky Blinders) oraz Michaela Malarkeya (Pamiętniki wampirów). Obsadę uzupełniają Neal McDonough (Yellowstone, Altered Carbon) jako generał James Harding; Michael Harney (Orange Is The New Black) jako generał Hugh Valentine oraz Laura Mennell (Watchmen, Człowiek z Wysokiego Zamku) jako Mimi Hynek i Ksenia Solo (Czarny łabędź, Zagubiona tożsamość) jako Susie Miller.

 

 

“Projekt Błękitna Księga” to opowieść inspirowana osobistymi doświadczeniami genialnego profesora college'u J. Allena Hyneka (w tej roli Aidan Gillen), zatrudnionego przez siły powietrzne USA do kierowania tajną operacją, w której przebadano tysiące nieprawdopodobnych zdarzeń, z których większość pozostaje nierozwiązana do dziś. Doktor Hynek i kapitan Michael Quinn (Michael Malarkey) w poszukiwaniu prawdy podejmują niebezpieczną grę, zagłębiając sie w tematykę tajemnicy i globalnego spisku. Nostalgiczny kontekst lat 50-tych stanowi tło wydarzeń, które trwale wpłynęły na amerykańską praktykę wojskową i technologię militarną.

***

Projekt Błękitna Księga

Premiera drugiego sezonu: w każdy czwartek, godz. 21:30 tylko na kanale Epic Drama

Rok: 2019

Sezon 2: 10 x 60 min

Gatunek: kryminalny i thriller

Twórcy: David O'Leary

Obsada: Aidan Gillen, Michael Malarkey, Laura Mennell, Ksenia Solo, Neal McDonough, Michael Harney





zwiń tekst

ILE NAPRAWDĘ OSÓB W CHINACH ZABIŁ KORONAWIRUS?
Nie, 22 mar 2020 06:20 | komentarze: brak czytany: 3655x

Prawdziwe dane o liczbie zmarłych na COVID19 w Chinach podają nie rząd, lecz operatorzy sieci komórkowych. W styczniu i lutym nagle utracono 14,5 mln. abonentów.Oficjalnie Chiny mają wręcz "modelowe" opanowanie epidemii, co wzbudza ogromną nieufność na całym świecie patrząc choćby na to, co dzieje się we Włoszech. Zarażonych w Chinach ma być ponad 81 tysięcy osób, a zmarłych w wyniku zakażenia nieco.......

czytaj dalej

Prawdziwe dane o liczbie zmarłych na COVID19 w Chinach podają nie rząd, lecz operatorzy sieci komórkowych. W styczniu i lutym nagle utracono 14,5 mln. abonentów.

Oficjalnie Chiny mają wręcz "modelowe" opanowanie epidemii, co wzbudza ogromną nieufność na całym świecie patrząc choćby na to, co dzieje się we Włoszech. Zarażonych w Chinach ma być ponad 81 tysięcy osób, a zmarłych w wyniku zakażenia nieco ponad 3200 osób. Chińczycy w mediach społecznościowych od dawna kwestionowali te liczby sugerując, że jest to efekt zakłamanej propagandy partii komunistycznej, która naprawdę zataiła wymiar tragedii, która dotknęła Wuhan. Ich posty o "dziesiątkach tysięcy ofiar" były natychmiast likwidowane przez służby specjalne Chin.

Tymczasem ciekawa informacja została podana przez osoby monitorujące rynek telefonii komórkowej. Okazuje się, że W styczniu i lutym nagle z sieci dosłownie "znikło" 14,5 mln. abonentów.

 

[...]

Stały czytelnik wita szanowną FN

A może to Rosja niechcąca stoi za tym wirusem
oto link do artykułu z września ub. roku który dotyczy wybuchu laboratorium z wirusami na Syberii.

https://polskatimes.pl/rosja-eksplozja-w-laboratorium-wektor-w-kolcowie-na-syberii-wybuch-mogl-uwolnic-smiercionosne-wirusy/ar/c1-14431481

Pozdr.
Marek




From: [...]
Sent: Tuesday, March 17, 2020 11:51 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Najnowsze dane o covid19 od Billego Meiera

Najnowsze dane o covid19 od Billego Meiera I FIGU

POD LINKIEM pozdrawiam:)

https://covid19.8b.io/


/poniżej tłumaczenie translatorem google/

Wiadomości na temat wirusa koronowego i tego, co należy rozsądnie obserwować. Według Plejadanina o imieniu Ptaah.

Ptaah: Zaraza pojawiła się po raz pierwszy we wrześniu 2005 r. W chińskiej prowincji Guangdong na południu Chin SARS, który do tej pory nie był znany. Jednak czynnik sprawczy zarazy nie wykazał żadnych pasożytów, które mogą się namnażać w komórkach gospodarza, takich jak Mycoplasma lub. małe bakterie klasy
Mollicute, które żyją tlenowo do fakultatywnie beztlenowo, jak żadne małe Chlamydiaceae odpowiednio Bakterie Gram-ujemne, co oznacza, że ​​nie ma infekcji bakteryjnej, ale infekcja wirusowa
był obecny. Nie było więc tak patogenów, że atypowe zapalenie płuc odpowiada.
Powoduje zapalenie płuc, ale wirus. W związku z tym antybiotyki nie występowały u chorych skuteczne, powodujące wiele zgonów w ciągu 2 lat, oficjalnie z nieco więcej niż Podano 1000, ale prawda była znacznie większa. Nieznany wirus był następnie zdefiniowany jako koronawirus z rodzaju Coronaviridae, który w tajnym laboratorium badawczym od patogenu ssaka latającego odpowiednio. podkowa (Rhinolophidae) zmutowane, chociaż twierdzi się, że pochodzenie patogenu nie jest znane, ale może mogły zostać przesłane przez nietoperze. Wirus ten został następnie powiązany z SARS Wirus koronowy o nazwie SARS-CoV, jednak krótko po prostu SARS odpowiednio.
‹Ciężkie ostre zespół oddechowy ›. W rzeczywistości nie była to prosta choroba, ale epidemia potem pandemia SARS. Patogen był przenoszony głównie przez bezpośrednie lub pośrednie zakażenie kropelkami, mianowicie przez oddech kropelkowy.
1. Po pierwsze: podczas mówienia oddech staje się bardzo delikatnym oddechem kropelek wydalony. Jednak w tym procesie powietrze, którym oddychamy, jest dostępne tylko w chłodne dni
ale widoczny w ciepłe dni ma tę właściwość, że ten oddech z kropelkami oddechu zwykle rozszerza się na około pół metra na zimno w konsekwencji wdychane przez partnerów mówiących blisko osoby mówiącej, co prowadzi do infekcji kropelkami oddechowymi.
2. Po drugie: W chłodne dni wydychany z ust oddech skrapla się i tak się staje Oddech-oddech jest widoczny i wygląda jak małe mgły z ust.
3. Po trzecie: Kondensujący oddech-kropelkowy oddech występuje nie tylko u ludzi, ale także u zwierząt i niektórych zwierząt.
4. Po czwarte: w procesie oddechu kropelkowego, który, jak wyjaśniono, tylko w chłodne dni, nie widać go w ciepłe dni, należy jednak zauważyć, że to również wyrzucany z ust podczas mówienia w czasie ciepłym i w wyniku powiązane osoby są wdychane.
5. Po piąte: oddech kropelkowy oddechu istot ludzkich, o których wspomina się ponownie jest zawsze widoczne, gdy ciepłe, wilgotne powietrze jest emitowane z Usta stykają się z zimnym i wilgotnym powietrzem zewnętrznym. Powód tego jest oparty na jednym
fizyczna własność powietrza, ponieważ jest to tylko pewna ilość
Może pochłaniać parę wodną i uwidaczniać ją. Ciepłe powietrze również bierze Woda i więcej niż zimne powietrze, które wydala się z ust Ciepłe powietrze w cieple, w przeciwieństwie do zimna, rozprzestrzenia się dalej i niewidocznie, do około jednego (1) metra, co jest z grubsza najbardziej zewnętrzną granicą wydechu
odpowiada.
6. Po szóste: oddech człowieka w postaci kropelek ma również wagę, i przy zerowych stopniach waga zależy od osoby i na metr sześcienny około 4,5 - 4,8 gramów, co daje około 30 gramów w 30 stopniach. Oddech kropelkowy Jednak powietrze również nasyca się, w związku z czym ma pod tym względem ograniczoną wilgotność
może nagrywać.
7. Po siódme: jeśli oddech-kropla-oddech utrzymuje chłodzenie, wówczas zmienia się para wodna oddechowa, tak że powstają małe kropelki wody oddechowej następnie unosić się w powietrzu i rozpostrzeć.
8. Po ósme: oddech, który staje się widoczny przez zimno, to oddech kropelkowy z jednej strony w zależności od temperatury otoczenia, ale z drugiej strony również od wilgotności powietrza.
2. miejsce: Oddech kropelkowy może być widoczny tylko w niższej temperaturze są produkowane i stają się widoczne, i tylko wtedy, gdy są wyrzutkami Cząsteczki skondensowanej pary wodnej kondensują tak szybko, że natychmiast maleńka mgła krystalizuje się.
9. Po dziewiąte: Kontakt z infekcją może być również zainfekowany przez kaszel i kichanie Występują ludzie, psy i koty, ponieważ zwierzęta domowe również niosą wirusa koronowego
może być. Pośredni sposób poprzez infekcję kontaktową lub rozmaz infekcji za pomocą Wirusy na przedmiotach, powierzchniach ciała lub żywności, które mogą być zakaźne Krople wydechowe spadły, co prowadzi do zanieczyszczenia, jeśli one następnie przez błony śluzowe, np. do ust, nosa lub oczu, dostać się do ciała.


zwiń tekst

WŁOSKIE BERGAMO: WOJSKOWE CIĘŻARÓWKI WYWOŻĄ ZMARŁYCH PRZEZ KORONAWIRUSA
Pt, 20 mar 2020 14:28 | komentarze: 3 czytany: 2057x

"To najgorszy miesiąc w tym najbardziej okrutnym czasie" - tak włoskie media opisują sytuację w Bergamo na północy Włoch, gdzie liczba zakażonych koronawirusem oraz osób zmarłych z tego powodu cały czas rośnie. Wojskowe ciężarówki zaczęły wywozić trumny z ciałami zmarłych, bo lokalne krematoria nie nadążają z pracami."To najgorszy miesiąc w tym najbardziej okrutnym czasie" - tak o sytuacji w Bergamo.......

czytaj dalej

"To najgorszy miesiąc w tym najbardziej okrutnym czasie" - tak włoskie media opisują sytuację w Bergamo na północy Włoch, gdzie liczba zakażonych koronawirusem oraz osób zmarłych z tego powodu cały czas rośnie. Wojskowe ciężarówki zaczęły wywozić trumny z ciałami zmarłych, bo lokalne krematoria nie nadążają z pracami.

"To najgorszy miesiąc w tym najbardziej okrutnym czasie" - tak o sytuacji w Bergamo pisze m.in. "Corriere della Sera".W środę 15 wojskowych ciężarówek, jadąc w eskorcie policji, pomogły przetransportować 60 trumien z ciałami zmarłych z powodu koronawirusa. Bergamo, które znajduje się na północny wschód od Mediolanu, jest jednym z obszarów najbardziej dotkniętych wirusem we Włoszech. Miejskie krematorium od kilku dni działa przez całą dobę, zajmując się kremacją około 25 ciał - jest to dwukrotnie wyższy wynik niż przed epidemią.

Dramatyczna sytuacja w Bergamo. "Wszyscy, którzy mówią, że to tylko grypa, niech spojrzą na nagrania"





Problemem jest także to, że w kostnicy w Bergamo od kilku dni brakuje miejsca, by pomieścić kolejne trumny. Domy pogrzebowe muszą nawet tworzyć listy oczekujących na pochówki. W ostatnich tygodniach w mieście tym zmarło aż 500 osób zakażonych koronawirusem, a skalę tę pokazuje m.in. włoski dziennikarz David Carretta, który pokazał stronę z nekrologami w lokalnej gazecie. Wcześniej nekrologi zajmowały 1,5-2 strony, a w miniony piątek było to już 11 stron. Z powodu rosnącej liczby zgonów oraz braku miejsc w krematoriach i kostnicach, o pomoc sąsiednich miast zaapelował burmistrz Bergamo Giorgio Gori. Na jego apel odpowiedziało 12 miejscowości z północnych Włoch, w tym m.in. Parma i Modena, do których przewiezione zostały trumny ze zmarłymi z Bergamo.

Poniżej przejmujący film pokazujący kolumny w gazetach z informacjami o osobach zmarłych.



W czwartek 19 marca szef Obrony Cywilnej Angelo Borelli poinformował, że liczba ofiar koronawirusa wzrosła we Włoszech do 3 405 osób. Oznacza to, że liczba osób, które zmarły w wyniku COVID-19 w tym kraju jest wyższa niż w Chinach. Liczba zakażonych we Włoszech wyniosła w piątek 20 marca już 41 035 osób. Za wyleczonych z infekcji uznaje się 4 440 pacjentów.  






zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 5 6 7 49
Strona 4 / 49

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Fundacja NAUTILUS - jedyna w Polsce oficjalnie działająca organizacja pozarządowa zajmująca się zjawiskami niewyjaśnionymi ******* www.nautilus.org.pl ******** Adres korespondencyjny: Fundacja NAUTILUS, skr. 221, 00-950 Warszawa 1.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 30 cze 2020 07:04 | Witam, Czy zgłosił się może do Was ktoś kto dokonał 'jakiejś' obserwacji z powiatu cieszyńskiego w nocy 27 na 28 czerwca (noc z soboty na niedziele)?Np. z gminy Brenna, bądź dalej Ustroń, Skoczów albo sam Cieszyn etc.? Albo i Bielsko-Biała? Jeśli można oczywiście prosić. Niekoniecznie spodziewam się twierdzącej odpowiedzi, ale... nie zaszkodzi zapytać, prawda? Takiej obserwacji mógł ktoś dokonać gdzieś w godzinach pomiędzy 22:50 a 00:20Nie miałem przy sobie zegarka, więc nie potrafię ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

UFO - ten fenomen z roku na rok staje się coraz bardziej rzeczywisty

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.