Dziś jest:
Czwartek, 5 marca 2026
To, że potrafimy przyzwyczaić się do otaczających nas tajemnic, samo w sobie jest tajemnicą [...].
/Ian McEwan — Marzyciel (Prześladowca)/
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl
czytaj dalej 
Dnia 03 marca 2026 20:00 [...] > napisał(a):
Witam. Dzisiaj tj. 3 marca 2026 r. w nocy od strony zachodniej na niebie o godz. 0.05 do 0.35 byłam świadkiem dziwnego zjawiska. Mieszkam w Jasienicy w pow. bielskim. Lokalizacja: (szer. 49 48 46 N) (długość 18 55 14 E) przy drodze S 52
Z daleka na niebie pojawiły się rozświetlone punkty, które przedstawiają zdjęcia zrobione na moim smartfonie. W przybliżeniu przyjmują dziwne kształty, jakby były w ruchu. Ponieważ Państwo zajmujecie się takimi przypadkami, chciałam się z tym podzielić.
Z wyrazami szacunku
[adres i telefon - do wiad. FN]





powiększenie poniżej

czytaj dalej 
Astronomowie ogłosili odkrycie wyjątkowo nietypowej galaktyki, która niemal nie emituje światła. Wykorzystano do tego Kosmiczny Teleskop Hubble’a (NASA/ESA), teleskop Euclid (ESA) oraz naziemny teleskop Subaru na Hawajach (Obserwatorium Mauna Kea).
Galaktyka nosi oznaczenie Candidate Dark Galaxy-2 (CDG-2). Znajduje się w gromadzie galaktyk Perseus, około 300 milionów lat świetlnych od nas.

To jedna z najsłabiej świecących galaktyk, jakie kiedykolwiek wykryto. Zawiera bardzo niewiele gwiazd - świecą one ekstremalnie słabo. Cała galaktyka emituje światło odpowiadające jasności około miliona Słońc (dla porównania: Droga Mleczna świeci jasnością miliardów Słońc i ma ponad 150 gromad kulistych - CDG-2 ma tylko cztery).
Najbardziej zaskakujące: około 99 procent masy CDG-2 to ciemna materia. Zwykła materia (gwiazdy, gaz, pył) stanowi zaledwie niewielki ułamek. Cztery gromady kuliste odpowiadają za 16 procent całej widocznej treści galaktyki.
Odkrycie zaczęło się od poszukiwania ciasno skupionych gromad kulistych. Zaawansowane techniki statystyczne wyodrębniły cztery takie gromady znajdujące się niezwykle blisko siebie. Hubble zarejestrował je dokładnie, a wokół nich pojawiła się delikatna, rozproszona poświata - to cała galaktyka.

„To pierwsza galaktyka wykryta wyłącznie dzięki samej populacji gromad kulistych” - mówi David Li, główny autor badań z University of Toronto.
Dlaczego galaktyka CDG-2 zawiera tak niewiele zwykłej materii? Prawdopodobnie większość - głównie gaz wodorowy, z którego mogłyby powstawać gwiazdy - została wyrwana przez silne oddziaływania grawitacyjne z innymi galaktykami w gęstej gromadzie Perseus. Pozostał niewidzialny szkielet z ciemnej materii, który utrzymuje te cztery gromady razem.
Galaktyka jest tak słaba, że Hubble wychwycił głównie gromady. Dane z Euclid potwierdziły delikatną poświatę wokół nich - to pierwszy raz, gdy teleskop ujawnił tak słaby obiekt.
„Dane z Euclid wyraźnie potwierdzają obecność niezwykle słabego, rozproszonego światła CDG-2, odsłaniając galaktykę ukrytą za gromadami kulistymi po raz pierwszy” - dodaje Francine Marleau, współautorka badań.
Naukowcy podejrzewają, że takich "prawie" niewidocznych galaktyk jest znacznie więcej. Odkrycie podkreśla, jak wielką zagadką pozostaje ciemna materia - substancja, której nie obserwujemy bezpośrednio, a która kształtuje strukturę całego Wszechświata.
Na łamach naszego serwisu nie po raz pierwszy wracamy do zagadki ciemnej materii - pisaliśmy już o jej możliwej roli w wyjaśnianiu tajemnic galaktyk.
https://nautilus.org.pl/artykuly,2006,odkrycie-ciemnej-materii-moze-wyjasnic-zagadke-galaktyk.html?LoFi=0
czytaj dalej 
Najnowsze badania pokazują, że Wszechświat jest pełen niespodzianek. Okazuje się, że czarne dziury – najgęstsze i najpotężniejsze obiekty we Wszechświecie – nie zawsze zostają w centrach galaktyk. Niektóre mogą uciekać w przestrzeń kosmiczną z ogromną prędkością.
Naukowcy podkreślają: Uciekające czarne dziury – poruszające się w przestrzeni z dużymi prędkościami – to prawdziwe zjawisko.

Skąd się biorą takie obiekty? Jednym z powodów są fale grawitacyjne powstałe, gdy dwie czarne dziury zderzają się ze sobą. To działa jak potężny „kopniak”, który wyrzuca czarną dziurę w kosmos. Innym powodem mogą być skomplikowane grawitacyjne interakcje trzech ciał, w których jedno zostaje wyrzucone z układu. Dzięki temu czarne dziury mogą przemieszczać się przez kosmos z prędkościami setek, a nawet blisko tysiąca kilometrów na sekundę.
Jeszcze ciekawsze są ślady, które zostawiają po sobie takie obiekty. Tworzą one długie „ogony” gazu i pyłu, w których mogą powstawać nowe gwiazdy. To tak, jakby niewidzialny olbrzym przesuwał się przez kosmos i pozostawiał po sobie znak swojej obecności.
Do tej pory uważano, że supermasywne czarne dziury muszą znajdować się w centrach galaktyk. Teraz wiemy, że mogą opuszczać galaktykę i wędrować przez kosmos, co zmienia nasze wyobrażenie o tym, jak działa Wszechświat.
Choć zjawisko uciekających czarnych dziur było przewidywane teoretycznie i obserwowane pośrednio już wcześniej, dopiero w grudniu 2025 r. – a konkretnie 15 grudnia – astronomowie po raz pierwszy bezpośrednio potwierdzili taki obiekt. Obiekt, nazwany RBH-1, to supermasywna czarna dziura, czyli gigantyczny obiekt o masie milionów razy większej niż Słońce. Znajduje się w systemie galaktyk zwanym „Cosmic Owl” („Kosmiczna Sowa”) i leży około 8,8 miliarda lat świetlnych od Ziemi. RBH-1 porusza się z prędkością około 950–1000 km/s i zostawił za sobą długi ogon gazu i młodych gwiazd o długości około 200 000 lat świetlnych – mniej więcej tyle, ile wynosi średnica Drogi Mlecznej lub nieco więcej.
Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z astronomią, warto wyjaśnić, czym w ogóle są czarne dziury. Według Wikipedii: czarna dziura to obiekt astronomiczny o tak silnym przyciąganiu grawitacyjnym, że nic, nawet światło, nie może się z niego wydostać. Powstają zwykle w wyniku zapadnięcia się bardzo masywnej gwiazdy po zakończeniu jej życia. Chociaż nie możemy zobaczyć czarnej dziury bezpośrednio, możemy obserwować, jak oddziałuje na otaczającą materię, gaz i pobliskie gwiazdy.

czytaj dalej 
Pod koniec lutego 2026 roku wydarzyło się coś wyjątkowego - tarcza Słońca przez trzy kolejne dni (22–24 lutego) była całkowicie pozbawiona plam słonecznych. To pierwszy taki przypadek od 8 czerwca 2022 roku i pierwszy raz od czterech lat, gdy na widocznej z Ziemi stronie naszej gwiazdy nie było ani jednej plamy przez trzy dni z rzędu.
Dla wielu osób to tylko ciekawostka, ale dla astronomów i specjalistów od pogody kosmicznej jest to wyraźny sygnał, że aktywność Słońca zaczyna spadać po okresie maksimum.

Plamy słoneczne to ciemniejsze i chłodniejsze obszary na powierzchni Słońca, powstające w miejscach o wyjątkowo silnym polu magnetycznym. Im więcej plam, tym większe prawdopodobieństwo rozbłysków i wyrzutów masy koronalnej, które mogą zakłócać działanie satelitów, sieci energetycznych, komunikacji radiowej, a jednocześnie wywoływać spektakularne zorze polarne.
Słońce przechodzi naturalne cykle aktywności trwające średnio około 11 lat. W każdej z nich występują okresy maksymalnej aktywności (dużo plam, rozbłysków, burz geomagnetycznych) oraz spokojniejsze fazy, gdy plam jest bardzo mało lub nie ma ich wcale. Obecnie trwa cykl słoneczny 25, który osiągnął maksimum w 2024–2025 roku (oficjalnie uznane maksimum przypada na październik 2024). Teraz Słońce stopniowo wchodzi w fazę spadkową.
Pojedyncze dni (nawet trzy dni) bez plam nie oznaczają jeszcze pełnego minimum cyklu – tego można spodziewać się dopiero około 2029–2030 roku, a według niektórych prognoz nawet nieco później. Jednak fakt, że po ponad trzech latach ciągłej obecności plam pojawił się taki „czysty” okres, jest ważnym sygnałem zmian w aktywności naszej gwiazdy. Dane obserwacyjne (m.in. NOAA, NASA/SDO) potwierdzają, że po maksimum liczba plam systematycznie spada.
Spadek aktywności oznacza mniejsze ryzyko silnych burz geomagnetycznych i rzadsze występowanie zórz polarnych na niższych szerokościach. Nie oznacza to jednak, że Słońce całkowicie „ucichło” - nawet w fazie spadkowej mogą pojawiać się pojedyncze silne zjawiska.
Trzy dni bez plam można więc potraktować jako symboliczny początek spokojniejszego etapu cyklu 25. To naturalny rytm naszej gwiazdy i jeden z tych momentów, które naukowcy badający Słońce i jego wpływ na Ziemię obserwują z szczególną uwagą.

I jeszcze kilka ciekawostek przysłanych przez czytelników serwisu.
Oto, co się dzieje, gdy potężny strumień deszczu działa jak gigantyczny pryzmat. Gdy światło słoneczne pada na gęstą kolumnę spadającej wody pod idealnym kątem, załamuje się i rozprasza, zamieniając lokalną burzę w potężne widmo światła.

Poniżej przykład ciekawego efektu świetlnej smugi, która pojawiła się przy okazji słonecznego halo.

czytaj dalej 
Dzień dobry, Od dłuższego czasu obserwuje niebo w swojej okolicy (Dundee, Szkocja) przez ostatnich pare dni zauważyłam dziwne światło na niebie jakby pomarańczowe za chmurami. Na początku uznałam to za taki dziwny zachód słońca, jednak wczoraj o godzinie 20:50 czasu Brytyjskiego pojawiło się na niebie niebieskie światło. Przygasało i ponownie się nasilało jak światełko w samolocie jednak było to zbyt duże jak na samolot. Trwało to około dwie minuty i przemieszczało się po niebie, po czym po prostu zniknęło. Poniżej załączam zdjęcia, zrobione telefonem nie są najlepszej jakości.
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]




czytaj dalej 
Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba odkrył najdalszą potwierdzoną galaktykę - MoM-z14. Pokazuje nam ona Wszechświat takim, jaki był zaledwie 280 milionów lat po Wielkim Wybuchu, kiedy rodziły się pierwsze gwiazdy i galaktyki.

Światło tej galaktyki podróżowało do Ziemi około 13,5 miliarda lat, zanim teleskop Webba je uchwycił. Oznacza to, że widzimy ją taką, jaka była na samym początku historii kosmosu.
MoM-z14 okazała się jaśniejsza i bardziej rozwinięta, niż przewidywały wcześniejsze modele. Według naukowców zawiera więcej cięższych pierwiastków, niż spodziewano się w tak młodym Wszechświecie. Sugeruje to, że proces powstawania gwiazd mógł przebiegać szybciej i intensywniej, niż zakładały dotychczasowe teorie.
„Pojawia się coraz większa przepaść między teorią a obserwacjami dotyczącymi wczesnego wszechświata, co stawia fascynujące pytania, które trzeba będzie zbadać w przyszłości” - powiedział współautor badania Xuejian (Jacob) Shen z MIT.

Podobne wrażenie mają inni badacze.
„Dzięki Webbowi jesteśmy w stanie zobaczyć dalej, niż kiedykolwiek wcześniej udało się to ludziom, i wcale nie wygląda to tak, jak przewidywaliśmy, co jest zarówno trudne, jak i ekscytujące” - stwierdził główny autor badania, Rohan Naidu.
Przed startem teleskopu Webba wielu naukowców uważało, że wykrycie tak odległych galaktyk będzie niezwykle trudne. Tymczasem teleskop nie tylko spełnił oczekiwania, ale je przekroczył, odkrywając obiekty z bardzo wczesnych etapów istnienia Wszechświata.

„Mimo że liczyliśmy na odkrycie bardzo wczesnych obiektów, nie sądzę, aby ktokolwiek z nas spodziewał się pobicia rekordu przesunięcia ku czerwieni!” - powiedział Pieter van Dokkum z Uniwersytetu Yale.
„To niezwykle ekscytujący czas” - podkreślił Yijia Li z Pennsylvania State University - „Webb ujawnia wczesny wszechświat w niespotykany dotąd sposób i pokazuje nam, jak wiele jeszcze pozostaje do odkrycia”.
źródło informacji: earthsky.org, space.com
czytaj dalej 
Astronomowie odkryli niezwykły układ planetarny wokół gwiazdy LHS 1903, chłodnego czerwonego karła, znajdującego się około 116 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Rysia. Samo istnienie kilku planet nie jest niczym wyjątkowym - do tej pory potwierdzono już ponad 6 tysięcy egzoplanet. Tym razem zaskoczyło jednak ich nietypowe rozmieszczenie.
Obserwacje przeprowadził międzynarodowy zespół naukowców, któremu przewodzi Dr Thomas Wilson z University of Warwick w Wielkiej Brytanii, przy współpracy m.in. z badaczami z Canary Islands Institute of Astrophysics (IAC) w Hiszpanii. Dane wykorzystano dzięki satelicie CHEOPS należącemu do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), co podkreśla współpracę międzynarodową w badaniach egzoplanet.
W naszym Układzie Słonecznym planety skaliste (jak Ziemia czy Mars) krążą blisko Słońca, a gazowe olbrzymy (jak Jowisz) znajdują się dalej. Podobny schemat obserwowano także w wielu innych systemach planetarnych.
W przypadku LHS 1903 jest inaczej.
Najbliżej gwiazdy znajduje się planeta skalista. Dalej krążą dwa gazowe światy. Jednak na samym końcu układu odkryto kolejną planetę skalistą. I to właśnie ona jest największą zagadką.
„To dziwne zaburzenie sprawia, że jest to wyjątkowy odwrócony system. Planety skaliste zazwyczaj nie powstają daleko od swojej macierzystej gwiazdy, za światami gazowymi” - wyjaśnia Thomas Wilson.
Badania wykazały, że najbardziej zewnętrzna planeta jest skalista i przypomina rozmiarami Wenus.

Zgodnie z dotychczasowymi teoriami, planety skaliste powstają bliżej gwiazdy, ponieważ tam silne promieniowanie usuwa lekkie gazy. Dalej, w chłodniejszych obszarach, mogą tworzyć się gazowe olbrzymy. Tymczasem tutaj mała, skalista planeta znajduje się poza nimi. Naukowcy wykluczyli możliwość, że planety zamieniły się miejscami w wyniku zderzeń. Zamiast tego zaproponowali inną teorię - że planety powstawały kolejno, od wewnątrz na zewnątrz.
„Zanim powstała ta ostatnia, zewnętrzna planeta, w układzie mogło już zabraknąć gazu, który jest uważany za niezbędny do ich formowania się. Jednak mamy tu mały, skalisty świat, który przeczy oczekiwaniom. Wydaje się, że znaleźliśmy pierwsze dowody na istnienie planety, która powstała w środowisku pozbawionym gazu” - dodaje naukowiec.
Odkrycie pokazuje, że proces powstawania planet może być bardziej złożony, niż dotąd sądzono.
„Historycznie rzecz biorąc, nasze teorie dotyczące powstawania planet opierają się na tym, co widzimy i wiemy o naszym Układzie Słonecznym. Ponieważ obserwujemy coraz więcej różnych układów planet pozasłonecznych, zaczynamy ponownie analizować te teorie” - podsumowuje Isabel Rebollido z ESA.
Nowy układ wokół LHS 1903 może być rzadkim wyjątkiem. Może też być sygnałem, że takich „odwróconych” systemów jest we Wszechświecie więcej.
czytaj dalej 
Po tym, jak amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował ogromną część akt dotyczących afery Jeffreya Epsteina – setki tysięcy maili, zdjęcia, nagrania i dokumenty – internet został zalany przez falę fałszywych informacji, zdjęć i teorii spiskowych, które nie mają związku z rzeczywistymi ustaleniami śledztwa.
Poważne materiały – które dotyczą m.in. kontaktów Epsteina z najważniejszymi postaciami świata biznesu, polityki i nauki – zostały szybciej przyćmione przez sensacyjne, ale nieprawdziwe treści, powielane w mediach społecznościowych i aplikacjach.
Wśród najbardziej rozpowszechnianych fejków były m.in.:
obraźliwe kompilacje zdjęć sugerujące, że były prezydent Barack Obama miał związek ze sprawą w sposób, który nigdy nie został udowodniony;
zmanipulowane obrazy i grafiki z rzekomymi ofiarami – takimi jak dziewczynka z obrazka, którego druga część pokazuje ciało porzucone na śmietniku (w rzeczywistości to zdjęcia z zupełnie innej tragedii z 2015 roku);
fałszywe zdjęcia sportowców czy polityków – np. rzekome ujęcia piłkarzy i brytyjskich postaci publicznych – które miały dowodzić ich obecności na wyspie Epsteina lub w dokumentach aktowych;
teorie o rzekomych planach globalnych spisków lub dowodach na udział w aferze osób, które z Epsteina nigdy się nie zetknęły.
Wiele z tych materiałów to efekt manipulacji narzędziami sztucznej inteligencji, wyrwanych z kontekstu cytatów, montowanych zdjęć czy spreparowanych maili – które łatwo rozprzestrzeniają się w sieciach społecznościowych, ponieważ generują emocje i kliknięcia.
Eksperci od dezinformacji tłumaczą, że takie treści powstają nie tylko z powodu błędów użytkowników, lecz są też wykorzystywane przez grupy działające strategicznie, w tym przez prorosyjskie źródła, które starają się podważyć zaufanie do demokracji Zachodu i wykorzystać aferę do narracji antyzachodnich. Często fałszywe przekazy sugerują np. rzekome zamieszanie ukraińskich elit w handel ludźmi czy pedofilskie praktyki, co służy osłabieniu poparcia społecznego dla pomocy humanitarnej i politycznej wobec Ukrainy.
Oto przykład z naszej poczty:


I jeszcze sprawa asteroidy - poniżej tekst, który trafił do jednego z portali społecznościowych.


czytaj dalej 
[...] Witam serdecznie, piszę by opisać sytuację jaką miałam wraz z moją mamą w dniu 16.01.2026 r.
Wieczór godzina 20:00 wyszłam wraz z moja mama na balkon żeby zapalić papierosa. Zainteresowała nad bardzo jasna gwiazda na niebie ( codziennie obserwuję niebo i tej gwiazdy dotąd nie zauważyłam) - była ona nieruchoma, nagle zaczęła się poruszać niczym samolot, leciała wolno jednostajnie bardzo mocno święciła, gdy pokazałam ją mojej mamie, nagle ta gwiazda gwałtownie przyspieszyła i zniknęła.
[....] co w ostatnim czasie dzieje się na niebie?
Mój mąż dotąd sceptycznie nastawiony na tego typu zjawiska, pracując na nocne zmiany, również często zauważa dziwne niewyjaśnione ruchy na niebie. Niestety wraz z chęcią wyciągnięcia telefony celem udokumentowania danego zjawiska, ono nieoczekiwanie znika.
OD FN
Tego typu zgłoszeń jest sporo, choć tzw. nocne obserwacje jasnych punktów zawsze są obciążone dużym ryzykiem pomyłki (satelity, przeloty i rozbłyski małych meteorytów itp.)

czytaj dalej 
Pierwsze na świecie „wskrzeszone” wilki straszne – naukowcy odtworzyli gatunek wymarły od tysięcy lat
Firma biotechnologiczna Colossal Biosciences ogłosiła przełom w dziedzinie tzw. de-extinction – przywracania do życia wymarłych gatunków. W poście opublikowanym w serwisie X zaprezentowano dwa szczenięta o imionach Romulus i Remus, które są pierwszymi na świecie zwierzętami odtworzonymi dzięki wykorzystaniu DNA sprzed 72 000 lat.

Te wyjątkowe osobniki to wilki straszne (dire wolves), gatunek drapieżników zamieszkujących Amerykę Północną w plejstocenie, który wyginął około 10 000 lat temu. Naukowcy z Colossal Biosciences pozyskali i odsekwencjonowali DNA z doskonale zachowanych skamieniałości, a następnie – korzystając z zaawansowanych technik inżynierii genetycznej – odtworzyli materiał genetyczny wystarczający do stworzenia żywych organizmów.
Według firmy, narodziny Romulusa i Remusa stanowią kamień milowy w historii biologii, otwierając drogę do odtwarzania kolejnych gatunków, które zniknęły z powierzchni Ziemi. Colossal Biosciences zapowiedziało, że planuje informować opinię publiczną o dalszym rozwoju szczeniąt oraz ujawni wkrótce, nad jakim kolejnym gatunkiem pracują.
Choć projekt budzi ogromne zainteresowanie, wywołuje też dyskusję etyczną – niektórzy eksperci ostrzegają przed nieprzewidzianymi skutkami ekologicznymi i moralnymi przywracania wymarłych gatunków. Zwolennicy podkreślają jednak, że technologia ta może uratować zagrożone wyginięciem gatunki i przyczynić się do odbudowy ekosystemów.

Wpis firmy spotkał się z lawiną komentarzy internautów, w których dominują podziw, ciekawość, ale i ostrożny sceptycyzm wobec tego, co jeszcze może przynieść era wskrzeszania wymarłych gatunków.
czytaj dalej 
Przez stulecia marynarze przemierzający lodowate wody północy opowiadali historie o tajemniczych syrenach wynurzających się z głębin. W rzeczywistości wiele z tych legend mogło mieć swoje źródło w spotkaniach z bieługą arktyczną – niezwykłym wielorybem, którego sylwetka i sposób poruszania się potrafiły pobudzić wyobraźnię.
Bieługa, dzięki swojej jasnej, niemal mlecznobiałej skórze, gładkiemu ciału i „ludzkiemu” wyrazowi pyska, wygląda zupełnie inaczej niż większość wielorybów. Jej brak grzbietowej płetwy, zaokrąglony kształt oraz elastyczne ciało sprawiały, że z oddali mogła przypominać postać człowieka o rybim ogonie. Gdy marynarze widzieli, jak bieługa wynurza się, by zaczerpnąć powietrza, a następnie zanurza z wdziękiem w falach, łatwo było im uwierzyć, że mają do czynienia z mityczną syreną.
Tak narodziły się legendy, które przetrwały wieki – a bieługa arktyczna, choć jest pięknym i łagodnym stworzeniem, na zawsze już będzie częścią magicznej opowieści o syrenach.

To zdjęcie przedstawia białuchę arktyczną (ang. beluga whale).
Białuchy to gatunek wielorybów z rodziny narwalowatych, które wyróżniają się:
jasnym, białym kolorem (u dorosłych osobników),
„giętkim” ciałem – mają grubą warstwę tłuszczu (tzw. tran), przez co wydają się „miękkie”,
brakiem grzbietowej płetwy (zamiast niej mają niewielki grzbietowy wał tłuszczowy),
charakterystycznym, „ludzkim” wyrazem pyska – często sprawia wrażenie, jakby się uśmiechały.
Na zdjęciu sylwetka belugi pod wodą może w pierwszej chwili przypominać człowieka czy nawet „syrenę” – dlatego takie fotografie często krążą w internecie jako „dowód” na istnienie morskich legend.
czytaj dalej 
Coraz więcej turystów rezygnuje z wyjazdów do Japonii, a powodem nie jest wcale sytuacja geopolityczna, ceny czy pandemia. Tym, co budzi niepokój wśród podróżnych, jest... przepowiednia.
Wszystko zaczęło się od szeroko komentowanego wpisu japońskiego mistyka i duchowego nauczyciela, który zapowiedział, że 25 lipca 2025 roku dojdzie do potężnego trzęsienia ziemi w Japonii, mogącego doprowadzić do zniszczenia znacznej części kraju. Choć przepowiednia nie ma żadnych naukowych podstaw, to jej rozgłos w mediach społecznościowych sprawił, że wiele osób zaczęło traktować ją poważnie.
W efekcie, biura podróży notują rosnącą liczbę anulowanych rezerwacji. Turyści z zagranicy, szczególnie z Chin, Korei Południowej i Tajwanu, rezygnują z planowanych wakacji w Kraju Kwitnącej Wiśni. Część z nich przesuwa terminy wyjazdów na późniejsze miesiące, inni całkowicie porzucają plany podróży do Japonii.

– Sytuacja jest zaskakująca. Nie spodziewaliśmy się, że ludzie będą traktować tego typu przepowiednie tak poważnie – przyznaje pracownik jednego z japońskich touroperatorów.
Władze Japonii podchodzą do sprawy z dystansem, ale lokalne media odnotowują wpływ zjawiska na branżę turystyczną. Dla wielu osób przypomina to sytuacje znane z historii, gdy proroctwa czy astrologiczne przewidywania wpływały na masowe decyzje społeczne.
Co ciekawe, niektórzy Japończycy również traktują przepowiednię poważnie. W mediach społecznościowych pojawiają się głosy zachęcające do duchowego przygotowania się na nadchodzące wydarzenia. Popularność zyskują też kanały YouTube i blogi analizujące możliwe scenariusze nadchodzącej katastrofy.
Japońscy sejsmolodzy podkreślają, że nie ma żadnych dowodów na to, iż w najbliższym czasie miałoby dojść do trzęsienia ziemi o wyjątkowo dużej sile. Choć Japonia leży na styku płyt tektonicznych i regularnie doświadcza wstrząsów, naukowcy nie potwierdzają żadnych nadzwyczajnych zagrożeń związanych z końcem lipca 2025 roku.
Tymczasem przepowiednia żyje własnym życiem w Internecie. Jak długo jeszcze będzie wpływać na decyzje turystów – trudno przewidzieć. Pewne jest jedno: strach, nawet irracjonalny, potrafi mieć realne konsekwencje gospodarcze.
czytaj dalej 
Znany polityk obserwował UFO podczas pobytu u rodziców ok. 2005 roku. Obiekt UFO świecił intensywnym światłem, po czym błyskawicznie przyspieszył.
Opowiada o tym na samym początku programu z serii "Lot nad kaczym gniazdem".
O tej obserwacji było także na kanale Roberta Bernatowicza.
czytaj dalej 
To zawsze miłe, że znana osoba potwierdza istnienie UFO. Tym razem mowa o aktorce Małgorzacie Andrzejewicz, która nawet nagrała film z takim obiektem.

(0:00) Pamiętam też to, Gosiu, jak nagrałaś filmik, (0:04) w którym próbowałaś zidentyfikować UFO. (0:08) Ten filmik stał się viralem. (0:11) No właśnie.
I jaka to była historia z tym związana? (0:14) Ty tak po prostu zobaczyłaś ten obiekt na niebie? (0:17) Historia jest naprawdę niesamowita. (0:20) Ja... nie wiem, czy ja tu mogę zareklamować. (0:23) Bardzo często jestem w hotelu Marriott (0:26) i miałam to szczęście, że byłam na bardzo wysokim piętrze.
(0:31) Pamiętam do dzisiaj... (0:33) Już się pakowałam, bo już miałam wyjeżdżać, (0:36) doba hotelowa się kończyła i nagle zobaczyłam... (0:39) To było rano, przed dwunastą, prawda? (0:41) Doba hotelowa o tej porze jakoś tak się kończy. (0:46) I zobaczyłam za oknem dziwny obiekt. (0:49) I tak jak po prostu się pakowałam, rzuciłam to wszystko (0:52) i zaczęłam szukać komórki.
(0:54) Bo właśnie wtedy, gdy są najciekawsze rzeczy, (0:57) to ja tej komórki nie mam w ręku. (0:59) Więc zaczęłam szukać komórki i zaczęłam nagrywać. (1:03) Jak tylko zaczęłam nagrywać, to już ten obiekt oddalił się (1:05) troszeczkę od mojego okna.
(1:07) Ale tak się cieszyłam, że mam dowód. (1:10) Bo jak ja bym tylko opowiadała, że ja coś widziałam, (1:13) to nikt by mi w to nie uwierzył. (1:15) Ale że nagrałam to, to miałam dowód.
(1:18) No i oczywiście udało mi się wrzucić ten filmik. (1:24) Odezwały się różnego rodzaju stowarzyszenia, (1:27) które na co dzień śledzą te niezidentyfikowane obiekty. (1:32) I ten obiekt był widziany również właśnie w Szwajcarii i w Niemczech.
(1:36) Tak że on się po prostu, jakby nie tylko się pojawił tutaj w Warszawie, (1:40) ale on po prostu był też właśnie w innych krajach. (1:43) Tak że cieszę się, że miałam na tyle szczęścia, (1:46) że mogłam to nagrać. (1:48) Bo gdybym była w tym czasie, tak jak inni ludzie, (1:54) gdzieś na parterze czy na ulicy, (1:57) to nigdy nie zbliżyłabym, nawet bym nie przypuszczała, (2:01) żeby się odwrócić do góry i nagrać.
(2:05) Bo pewnie myślałabym, że jakiś ptak tam jest. (2:07) I dzięki temu, że byłam na wysokim piętrze, (2:09) mogłam nagrać przybliżenie. Tak że to było takie szczęście.
(2:12) I od tego czasu widziałam jeszcze jeden obiekt, (2:18) ale niestety nie udało mi się go nagrać. (2:21) Jedni raz jest tak, że po prostu nie mam tej komórki za sobą. (2:25) I tak jak mówię, ale tutaj cieszyłam się z tego.
(2:28) Gosia, czy ty wierzysz w kosmitów? (2:31) Wiesz co, nagrałam ich, więc mam dowód. (2:35) Ja jestem osobą, która musi coś zobaczyć, żeby uwierzyć. (2:41) Więc widziałam, nagrałam, masz dowód.
(2:46) Co byś zrobiła, gdyby porwali ci UFO? (2:50) Boże, umarłabym ze strachu. (2:54) Nie, to by było straszne. Bardzo bym nie chciała takiego doświadczenia.
(2:59) W jakichś największych koszmarach by mi się to śniło. (3:05) Mam nadzieję, że oni sobie tylko mnie obserwowali przez okno. (3:10) Ale nie, nie chciałabym być nigdy porwana.
(3:15) Masz takie poczucie, że przyciągasz te takie nieziemskie istoty? (3:20) Nie, nie mam poczucia, że przyciągam, ale mam poczucie, że jestem baczną obserwatorką (3:25) wszystkiego, co się wokół mnie dzieje. (3:27) I tak jak mówię, ludzie na co dzień są po prostu zajęci swoimi sprawami, swoim życiem. (3:33) A ja bardzo lubię obserwować.
(3:36) I obserwować niebo, i obserwuję przyrodę, i różne rzeczy. (3:42) I staram się też dużo nagrywać, więc po prostu polecam wszystkim. (3:46) Właśnie obserwacje przyrody to jest bardzo ciekawe, bo można doświadczyć czegoś, (3:52) co nie jest na co dzień takie do... po prostu coś niezwykłego.
czytaj dalej 
Nowe ustalenia dotyczące katastrofy łodzi podwodnej Titan rzucają światło na przebieg tragicznego zdarzenia, które miało miejsce w czerwcu 2023 roku podczas ekspedycji do wraku Titanica. Najnowsze informacje, opublikowane przez amerykańską Straż Przybrzeżną, wskazują na nieoczekiwany przebieg implozji jednostki.
Wiadomości Gazeta
Przebieg implozji: nowe informacje
Wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, implozja Titana nie była natychmiastowa. Zgodnie z analizą nowych danych, najpierw doszło do oderwania dziobu łodzi, a następnie przedział załogi został zgnieciony przez ogromne ciśnienie panujące na głębokości około 3800 metrów. Ten proces mógł trwać dłużej niż wcześniej sądzono, co stawia pod znakiem zapytania wcześniejsze oceny dotyczące natychmiastowości zdarzenia.
Wiadomości Gazeta
Nowe nagrania i ich znaczenie
Amerykańska Straż Przybrzeżna opublikowała nowe nagranie związane z katastrofą Titana. Choć nie ujawniono szczegółów dotyczących treści nagrania, jego istnienie może dostarczyć cennych informacji na temat ostatnich chwil ekspedycji i przyczynić się do lepszego zrozumienia przyczyn tragedii.
20 czerwca 2023 roku łódź podwodna Titan eksplodowała na głębokości ponad 3,8 tys. metrów podczas wyprawy do wraku Titanica. Nowe nagrania i zeznania świadków, ujawnione przez amerykańską Straż Wybrzeża, rzucają zupełnie inne światło na przebieg katastrofy.
Podczas przesłuchań przed Komisją Dochodzeń Morskich zaprezentowano animację ostatnich chwil Titana oraz nowe nagrania wraku. Wynika z nich, że katastrofa nie była natychmiastowa – najpierw oderwał się dziób, a dopiero potem nastąpiła gwałtowna implozja przedziału załogi. Ciśnienie dosłownie zmiażdżyło kabinę z ludźmi. Co ważne, załoga nie zdawała sobie sprawy z nadchodzącego niebezpieczeństwa – sześć sekund przed utratą kontaktu wysłali rutynową wiadomość dotyczącą balastu.
Cztery dni po katastrofie odnaleziono wrak. Na dnie oceanu leżała oderwana tylna część Titana oraz fragmenty kadłuba – głównie z włókien węglowych i tytanu. Przednia półsferyczna ściana kadłuba została odnaleziona oddzielona – bez wizjera, który do dziś nie został zlokalizowany.
W szczątkach odnaleziono ciała wszystkich pięciu pasażerów: Stocktona Rusha (szefa OceanGate), Hamisha Hardinga, Paula-Henriego Nargeoleta, oraz Shahzady i Sulemana Dawoodów.
Podczas przesłuchań ujawniono wiele ostrzeżeń ignorowanych przez Stocktona Rusha – założyciela firmy OceanGate. Byli pracownicy i inżynierowie od lat ostrzegali przed konstrukcją kadłuba, w tym przed jego łączeniem włókien węglowych z tytanem przy pomocy kleju. Ich uwagi były zbywane, a inżynierowie, którzy się nie zgadzali z Rushem, byli usuwani z projektu.
Tym Catterson, były konstruktor, uznał, że to właśnie połączenie przodu kadłuba zawiodło, prowadząc do oderwania przedniej części i błyskawicznego zapadnięcia się struktury. – Przód został czysto odcięty. To musiało się wydarzyć w ułamku sekundy – mówił.
Zeznania byłej szefowej kadr Bonnie Carl wskazują, że do pracy przy Titanie zatrudniano bardzo młodych, niedoświadczonych inżynierów, którzy często działali bez nadzoru. – Nie wiedziałam, co robię. A widziałam tam ludzi młodszych ode mnie, którzy pracowali przy konstrukcji łodzi – wspominała. Gdy w 2018 roku raport bezpieczeństwa Davida Lochridge’a został zignorowany, a on sam zwolniony, Carl również opuściła firmę.
Komisja nadal prowadzi dochodzenie. Raport końcowy zostanie opublikowany w ciągu najbliższego roku. Katastrofa Titana ujawnia dramatyczny obraz lekceważenia zasad inżynierskich i bezpieczeństwa w imię innowacji i komercjalizacji ekstremalnej turystyki.
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Prawdziwe nagranie czy AI? UFO 2026 |
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie