Dziś jest:
Wtorek, 16 października 2018

Posiąść wszelką wiedzę leży w zasięgu możliwości człowieka.
/Leonardo da Vinci/

Pytania do FN
ODPOWIEDZI NA PYTANIA NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas swoje pytanie - schowaj formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "Pytania do FN": pytania@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Czemu środowisko naukowe jest tak sceptycznie nastawione do NDE?
Wczoraj, 09:05 komentarze: brak czytany: 469x

Pytanie przesłane na pokład okrętu Nautilus dotyczy akurat zagadnienie NDE (doświadczeń z pogranicza śmierci), ale można je rozszerzyć o inne dziedziny zjawisk, którymi zajmuje się Fundacja Nautilus. Pytanie „dlaczego nauka się tymi zagadnieniami nie zajmuje, a nawet jest nastawiona sceptycznie?” ma dość prostą odpowiedź. Obecne instrumenty/narzędzia do prowadzenia badania energii duszy, boskiego .......

czytaj dalej


Pytanie przesłane na pokład okrętu Nautilus dotyczy akurat zagadnienie NDE (doświadczeń z pogranicza śmierci), ale można je rozszerzyć o inne dziedziny zjawisk, którymi zajmuje się Fundacja Nautilus. Pytanie „dlaczego nauka się tymi zagadnieniami nie zajmuje, a nawet jest nastawiona sceptycznie?” ma dość prostą odpowiedź. Obecne instrumenty/narzędzia do prowadzenia badania energii duszy, boskiego centrum, telepatii, jasnowidzenia itp. nie wykazują istnienia tych energii, gdyż nauka jest na początku długiej drogi. Będzie moment, kiedy w ośrodkach naukowych powstaną urządzenia na tyle czułe, że wychwycą zarówno świętego Grala fizyki cząstek elementarnych czyli tzw. ciemną materię (mówiąc wprost: energię duchową), jak i fale emitowane przez duszę. To będzie pierwszy krok zarówno do ustalenia zasad, na których opiera się jasnowidzenie, telepatia, opuszczanie ciała fizycznego przez ciało duchowe, a także naukowcy będą w stanie ustalić prawidła dotyczące reinkarnacji i powrotów dusz w nowe ciała fizyczne.

O antygrawitacji nawet nie ma co wspominać, bo w momencie odkrycia tajemnicy „ciemnej materii” błyskawicznie zostanie wynaleziony sposób pokonania bariery grawitacji. Ten moment będzie oznaczał dla historii naszej cywilizacji przełom i to nie tylko technologiczny. Stracą na znaczeniu religie, gdyż nie będzie można mówić o „wierze”, ale o wiedzy. Ludzkość wtedy gwałtownie ruszy do przodu. Kiedy ten moment nastąpi? Wiele osób pracuje nad tym, żeby stało się to jak najszybciej. W tym także załoga okrętu Nautilus.




zwiń tekst

CZY BADALIŚCIE PIRAMIDY NA POLSKICH KUJAWACH?
Sob, 13 paź 2018 09:47 komentarze: brak czytany: 803x

Witam,kilka miesięcy temu z żoną podczas wakacji na Kujawach zwiedziliśmy położone w lesie "polskie piramidy". Zrobilo to na nas wrazenie ze wzgledu na swa struktura i wielkosc owych kamieni.(Nie ma porownania do egipskich n.p. no ale jesli ktos kiedys mial przyjemnosc zciagac kamien traktorem z pola wie o czym mowa,plus fakt ,iz na kujawskiej ziemi jest b.malo kamieni zwlaszcza tych glazowatych ze.......

czytaj dalej

Witam,kilka miesięcy temu z żoną podczas wakacji na Kujawach zwiedziliśmy położone w lesie "polskie piramidy". Zrobilo to na nas wrazenie ze wzgledu na swa struktura i wielkosc owych kamieni.(Nie ma porownania do egipskich n.p. no ale jesli ktos kiedys mial przyjemnosc zciagac kamien traktorem z pola wie o czym mowa,plus fakt ,iz na kujawskiej ziemi jest b.malo kamieni zwlaszcza tych glazowatych ze wzg.na lodowiec,ktory tam przeszedl) Czy F.Nautilus badala obiekt??Pozdrawiam serdecznie.


Dziękujemy za przesłania pytanie. Odpowiedź jest b. prosta - nie mieliśmy ani okazji badać tego miejsca, ani nawet tam nie byliśmy. W przyszłym roku postaramy się uwzględnić ten punkt na mapie trasy naszego konwoju po Polsce Północnej.

Poniżej kilka podstawowych informacji o tzw. "Piramidach Kujawskich".

Kujawach koło Izbicy Kujawskiej można zobaczyć tzw. „Polskie piramidy”. To wznoszone przed tysiącami lat i wykonane z wielkich głazów grobowce, w których pochowano być może pierwszych władców Kujaw. Co prawda nie są tak potężne jak te wznoszone dla faraona Cheopsa i jego następców w Egipcie, ale pierwsze piramidy egipskie pojawiły się tysiąc lat później. Podobne budowle są w Wietrzychowicach, Sarnowie i Gaju.

„Kujawskie piramidy” to wielkie grobowce kamienne wzniesione na planie wydłużonego trójkąta. Najokazalsze z nich osiągały na naszych ziemiach ponad 100 m długości, a w najwyższym punkcie – przy jednym z boków – dochodziły do 5 m wysokości. W ich wnętrzu, w kamiennych komorach, od IV do III tysiąclecia p.n.e. grzebano zmarłych. Kultura megalityczna dotarła do nas najprawdopodobniej z wybrzeży Oceanu Atlantyckiego, gdzie powstało ich najwięcej, m.in. tak znani „krewniacy” polskich piramid, jak Stonehenge w Anglii czy grobowiec w Newgrange w Irlandii.




Nakład pracy oraz wysiłek potrzebny do wzniesienia grobowca musiał być ogromny i wymagał bardzo sprawnej organizacji. Całkiem możliwe, że wykorzystywano siłę pociągową zwierząt. Widoczna jest też nadzwyczajna troska konstruktorów o trwałość budowli, mającej, z założenia, oprzeć się niszczącej sile czasu. Dzięki temu grobowce kujawskie dotrwały do dnia dzisiejszego i są świadectwem fascynujących dokonań cywilizacji z epoki kamiennej.

Adam Myrta, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Izbicy, opiekun Parku Kulturowego w Wietrzychowicach, wskazuje na ciekawy fakt: pradawni mieszkańcy tych okolic doskonale znali się na medycynie. Dwie czaszki noszą bowiem ślady zagojonych ran po trepanacji. Ludzie ci przeżyli operacje, zmarli znacznie później. Być może pacjentów odurzano dymem z palonych liści konopi indyjskich, bowiem archeolodzy znaleźli w ziemi nasiona tej rośliny.

źródło: Polskie Radio / Odkrywcy.pl / Pomorska.pl



zwiń tekst

JAK MA SIĘ SPRAWA REINKARNACJI DO ZMARTWYCHWSTANIA CIAŁ, KTÓRE BYŁO OPISANE W BIBLII?
Pt, 12 paź 2018 10:23 komentarze: brak czytany: 878x

[...] Witam Fundację!  Jak się ma sprawa reinkarnacji do zmartwychwstania ciał przy końcu czasów opisanym w Biblii? [...]W Izraelu są ortodoksyjni Żydzi, którzy od setek lat są grzebani w pozycji "półsiedzącej". Dlaczego? Aby w momencie "ciał zmartwychwstania" po dźwięku trąb stwórcy jak najszybciej wygrzebać się z ziemi i stanąć w szeregach tych, którzy zasilą nowy, cudowny świat.Odpowiedź na.......

czytaj dalej

[...] Witam Fundację!  Jak się ma sprawa reinkarnacji do zmartwychwstania ciał przy końcu czasów opisanym w Biblii? [...]

W Izraelu są ortodoksyjni Żydzi, którzy od setek lat są grzebani w pozycji "półsiedzącej". Dlaczego? Aby w momencie "ciał zmartwychwstania" po dźwięku trąb stwórcy jak najszybciej wygrzebać się z ziemi i stanąć w szeregach tych, którzy zasilą nowy, cudowny świat.

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: reinkarnacja w sposób całkowity pozbawia sensu wizję "wielkiego wygrzebywania się z ziemi" zmarłych ciał i całość tej wizji stawia jako nieporozumienie. Naszym zdaniem była to alegoria, przenośnia związana z ponownym odradzaniem się duszy w ciele materialnym, którą wzięto "dosłownie" i potem zainteresowani zaczęli się tak umieszczać w ziemi po śmierci prosząc o odpowiednie ich zakopywanie, aby na sygnał startera (anioła z boskich zastępów) być pierwszymi na powierzchni, kiedy rozpocznie się nowy, lepszy świat... i tutaj postawmy kropkę. ;)


 I jeszcze jedno pytanie, które dostaliśmy w ostatnich godzinach.

From: [...]
Sent: Thursday, October 11, 2018 1:17 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: pytanko

 

Czy planujecie państwo jakieś spotkanie z sympatykami np. w Warszawie, bo zawsze 

gdzieś daleko od Warszawy. 

            

                                                  Pozdrawiam.

Planujemy takie spotkanie pod koniec roku. Będzie to 2 godzinna, multimedialna prezentacja "NAJWIĘKSZE TAJEMNICE NAUTILUSA" w grudniu 2018, która odbędzie się w... sali Nautilus w gmachu GPW, którą dobrze znamy i która jest idealna do takich prezentacji. Czy to będzie spotkanie otwarte dla wszystkich, czy tylko dla zaproszonych gości? Decyzja jeszcze nie zapadła.  Na razie zdjęcie sali NAUTILUS poniżej... w rzeczywistości wygląda jeszcze bardziej efektownie niż na zdjęciu.




zwiń tekst

CZY DUSZA PO ŚMIERCI CZŁOWIEKA ‘X’ MOŻE WEJŚĆ OD RAZU W CIAŁO CZŁOWIEKA ‘Y’?
Czw, 11 paź 2018 10:34 komentarze: brak czytany: 1454x

Zajmujemy się reinkarnacją i ustalamy od lat w projekcie REGUŁY GRY w ramach FN prawidłowości związane z karmą i wędrówką dusz. Od dawna już nikt nie szuka mitycznych ostatecznych dowodów na istnienie reinkarnacji, gdyż z punktu widzenia materiału zebranego przez FN sprawa jest oczywista – reinkarnacja istnieje. Interesują nas jednak zasady, według których następuję wejście duszy w ciało dziecka. .......

czytaj dalej

Zajmujemy się reinkarnacją i ustalamy od lat w projekcie REGUŁY GRY w ramach FN prawidłowości związane z karmą i wędrówką dusz. Od dawna już nikt nie szuka mitycznych ostatecznych dowodów na istnienie reinkarnacji, gdyż z punktu widzenia materiału zebranego przez FN sprawa jest oczywista – reinkarnacja istnieje. Interesują nas jednak zasady, według których następuję wejście duszy w ciało dziecka. Dostaliśmy właśnie bardzo ciekawe pytanie 11 października 2018.


From: [dane do wiad. FN]

Sent: Thursday, October 11, 2018 9:11 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: pytanie

 

Witam serdecznie

 Szanowni Państwo interesuję się reinkarnacją i prawem karmy od dawna. Chciałam opisać pewną sytuację i zapytać Państwa o zdanie.

Mój mąż urodził się w tym samym roku, tego samego miesiąca, dnia  i o tej samej godzinie w której umarła jego najstarsza siostra (wpadła pod tramwaj i po przewiezieniu do szpitala zmarła o godz. 15.00 ). Oczywiście cała rodzina przeżyła traumę, nigdy nie rozmawiano w domu o tym wydarzeniu. Mąż natomiast twierdzi, że czuje obecność tej siostry, uważa, że ona się nim opiekuje. Dodatkowo mąż posiada niesamowitą intuicję i potrafi przewidzieć mające się wydarzyć zdarzenia. Twierdzi, że po prostu wie co i jak ma się wydarzyć i są to rzeczy czasem odległe w czasie nawet o parę lat. Czy możliwe jest by dusza siostry ponownie weszła w ciało męża tak od razu.

 Pozdrawiam

[…]

(dane do wiadomości redakcji)

 

Dziękujemy za przesłanie pytania i opis sytuacji. Po pierwsze zacznijmy od tego, że tego typu korelacja zdarzeń (rok, miesiąc, dzień i godzina) nie są przypadkiem, ale mają podłoże karmiczne, czyli są konsekwencją zależności w poprzednich życiach. Pani mąż i jego siostra mieli razem coś, co ich połączyło silnym powiązaniem i czego konsekwencją były te dramatyczne wydarzenia. To oczywiste. Pytanie jest oczywiście najistotniejsze – czy jest to ta sama dusza?

Z naszego materiału wynika, że istoty umierające śmiercią nagłą (np. wypadki) schodzą na Ziemię ponownie minimum po okresie 2 lat, choć czas po tamtej stronie jest czymś innym niż dla nas, ale powiedzmy – to jest pewna prawidłowość. Można jednak wyobrazić sobie, że tego typu „odejście-powrót” mógł nastąpić nawet w czasie 1 minuty, jeśli tylko byłaby taka decyzja potężnych istot duchowych, które kontrolują takie wydarzenia (na wschodzie nazywają je „władcami karmy”). Inna sprawa, że wtedy Pani mąż nie czułby wyraźnie obecność zmarłej siostry, a tego typu przeczucia przeważnie są prawdziwe. Stąd skłaniamy się do tezy, że mamy tu do czynienia z różnymi duszami połączonymi silnym powiązaniem karmicznym, z których jedna musiała odejść, a druga kontynuuje „lekcję i misję” wspierana przez tę pierwszą.

W każdym razie sytuacja jest ciekawa, wyjątkowa i natychmiast trafia do archiwum projektu REGUŁY GRY prowadzonego w ramach FN.



zwiń tekst

Czy obcy porywają ludzi na swoje planety?
Wt, 9 paź 2018 12:05 komentarze: brak czytany: 1539x

Tak się zastanawiam, czy obcy porywają ludzi na stałe na swoje planety, statki? Jeśli tak to kim są ci ludzie? Ludźmi z wysokim IQ, wybitnymi naukowcami, dziećmi z sierocińca, czy może samotnymi ludźmi, których nikt nie będzie szukał ? Czy fundacja słyszała o takich przypadkach? Dziękujemy za przesłanie tego niezwykle pobudzającego wyobraźnię pytania, ale odpowiedź na nie jest prosta: obcy nie.......

czytaj dalej

Tak się zastanawiam, czy obcy porywają ludzi na stałe na swoje planety, statki? Jeśli tak to kim są ci ludzie? Ludźmi z wysokim IQ, wybitnymi naukowcami, dziećmi z sierocińca, czy może samotnymi ludźmi, których nikt nie będzie szukał ?

Czy fundacja słyszała o takich przypadkach?

 

Dziękujemy za przesłanie tego niezwykle pobudzającego wyobraźnię pytania, ale odpowiedź na nie jest prosta: obcy nie porywają ludzi na inne planety – tak jednoznacznie wynika z naszego materiału zebranego przez kilkadziesiąt lat. To nie znaczy, że ludzie nie trafiają na obce planety, ale dzieje się to zawsze za ich zgodą. Zauważyliśmy, że jest kilka zasad, które są ściśle przestrzegane przez te cywilizacje, które opanowały sztukę poruszania się na odległości międzygwiezdne lub przekraczania bariery światów równoległych. Jedna z podstawowych mówi o granicach ingerencji w życie świadków. Stąd masowe „usuwanie z pamięci” wspomnień z Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia.

Jeśli ktoś decyduje się na stały pobyt na obcej planecie, to zawsze musi to być planeta „na wyższym poziomie rozwoju”, gdyż posiadana przez niego wiedza mogłaby zakłócić naturalny rozwój cywilizacji i doprowadzić do samozniszczenia. To wyklucza, że między nami „poruszają się obce istoty”. Naszym zdaniem jest to bzdura, ale o tym napiszemy innym razem.


W naszym archiwum mamy historię z Brazylii, kiedy załoga UFO wzięła na pokład farmera i zabrała go na obcą planetę. Jednak decyzją tamtejszej władzy natychmiast odstawiła go z powrotem na Ziemię, a dowódca statku który złamał zasady został ukarany.

Proszę wybaczyć lakoniczność naszej odpowiedzi, ale po prostu nie mamy czasu szczegółowo opisać posiadane przez nas materiały i historie, ale na jedną rzecz musimy zwrócić uwagę – w kwestii „kim są ci ludzie” jest zły trop. Obcych nie interesują bowiem ani nasi naukowcy (których poziom wiedzy z ich punktu widzenia jest śmieszny), ani tym bardziej ludzie samotni czy dzieci (to wykluczone z powodów etycznych, a ich standardy w tym względzie są na poziomach niedościgłych nawet dla naszej wyobraźni). Jeśli ktoś dostaje taką propozycję, to tylko ludzie, którzy są „inkarnacją” obcych na Ziemi. A więc: umiera jeden z nich, wciela się na Ziemi jako zwykły człowiek, oni go odnajdują w jakiś sobie tylko znany sposób, odblokowują mu pamięć poprzedniego wcielenia na obcej planecie, a następnie taki człowiek może dostać propozycję powrotu do swojego wcześniejszego świata, czyli właśnie udania się na obcą planetę. Warunek jest jednak jeden: nie ma powrotu na Ziemię! Z naszych materiałów wynika, że nie wszyscy się decydują na taki krok, gdyż są przywiązani do swoich ziemskich przyjaciół, rodzin, dzieci itp.




zwiń tekst

Dlaczego muszą zginąć niewinni? Uderzenie asteroidy w Ziemię a sprawiedliwość
Śr, 3 paź 2018 09:36 komentarze: brak czytany: 1869x

[…] Witam, Całkowicie zgadzam się z Wami, że to co ludzie wyprawiają na naszej planecie niszcząc ją bez jakiejkolwiek refleksji musi spotkać się ze "stanowczą odpowiedzią", która powstrzyma to szaleńcze barbarzyństwo. Ja również czuję, że w końcu wydarzy się coś, co niespodziewanie zmiecie większość ludzkości z powierzchni Ziemi umożliwiając planecie złapanie oddechu i regenerację. Wydaje mi .......

czytaj dalej

[…] Witam, Całkowicie zgadzam się z Wami, że to co ludzie wyprawiają na naszej planecie niszcząc ją bez jakiejkolwiek refleksji musi spotkać się ze "stanowczą odpowiedzią", która powstrzyma to szaleńcze barbarzyństwo. Ja również czuję, że w końcu wydarzy się coś, co niespodziewanie zmiecie większość ludzkości z powierzchni Ziemi umożliwiając planecie złapanie oddechu i regenerację.

 

Wydaje mi się to słuszne i sprawiedliwe dopóki nie zacznę głębiej zastanawiać się nad tą kwestią. Pojawia się wtedy pytanie, dlaczego właściwie mam zginąć w taki sposób skoro w odróżnieniu od większości otaczających mnie ludzi bardzo dbam o środowisko naturalne. W ogóle nie jem mięsa, po deszczu przenoszę napotkane ślimaki z chodników lub szosy na trawę żeby uchronić je przed rozdeptaniem / rozjechaniem, staram się robić przemyślane zakupy i przekonywać do tego rodzinę  żeby nie produkować niepotrzebnych śmieci, nie zmieniam co chwilę telefonu, komputera ani samochodu w pogoni za modą tylko używam tych rzeczy długotrwale, jeżdżę spokojnie żeby zużywać jak najmniej paliwa i nie narażać życia innych ludzi na drogach itd. Dlaczego mam zostać potraktowany przez los w taki sam sposób jak egoistyczny cham, który co chwilę musi mieć nowego smartfona albo laptopa wyrzucając starego do śmietnika bez zastanowienia, samochodem pędzi jak psychopata narażając na śmierć niemal wszystkich których mija, nie segreguje śmieci i wyrzuca ich 10 razy tyle co ja nic sobie z tego nie robiąc? Uderzenie asteroidy nie zadziała przecież wybiórczo masakrując w danej miejscowości jednych i jednocześnie nie tykając stojących obok nich innych. Gdzie tu sprawiedliwość? Gdzie tu prawo karmy?

 

A co z niewinnymi zwierzętami, które w ogóle nie dewastują naszej planety a mimo tego również zginą w ogromnej liczbie od takiego zderzenia? Gdy tak sobie nad tym myślę to dochodzę do prostego wniosku, że coś tu jest bardzo, ale to bardzo nie tak. Co o tym sądzicie?

 

Pozdrawiam

Marcin

 

 

Szanowny Panie Marcinie – oczywiście to wszystko jest prawda i tego typu dylemat zawsze towarzyszył filozofom i teologom, którzy nie bardzo rozumieli „zamysłu Boga” realizowanego w wielkich katastrofach naturalnych. Nie trzeba sięgać do „scenariusza zagłady po upadku asteroidy” – wystarczy przejrzeć ostatnie doniesienia agencji informacyjnych o trzęsieniach ziemi, powodziach czy falach tsunami, które zbierają śmiertelne żniwo kilka razy w ciągu roku na całym świecie.

- Dlaczego giną dobrzy ludzie? – to pytanie jest stałym elementem oceny tego, co stało się w wyniku kataklizmu. Nie zrozumie się tego bez wprowadzenia pojęcia „karmy zbiorowej”. Ten subtelny mechanizm „prawa absolutnej sprawiedliwości wszechświata” dotyczy nie tylko jednostek, ale także zbiorowości. Ta nieprawdopodobnie precyzyjna maszyna „przyczyn i skutku” jest tak pomyślana, że każde jednostkowe działanie wpływa także na zbiorowość. Obce cywilizacje przybywające na Ziemię zawsze w rozmowie z uczestnikami CEIII powtarzają, że musimy pamiętać o karmie planety, która okaże się decydującym czynnikiem w naszej przyszłości. I niestety zło rozlewa się wokół niczym właśnie fala tsunami i porywa „niewinnych i dobrych”. Oni dzięki temu będą bardziej doskonali w swojej drodze duchowej, ale niestety nie jest to pocieszenie dla ludzi, którzy się z tym nie chcą pogodzić. Ale istnienie „karmy zbiorowej” także musimy przyjąć jak istnienie Prawa Ciążenia. Po prostu jest.


Ciąg dalszy odpowiedzi na to pytanie jest w naszej SZALUPIE RATUNKOWEJ.

https://www.nautilus.org.pl/szalupa,166,patrz-na-swoje-zycie-jak-na-cudowna-wstege-idaca-w-gore-do-doskonalosci.html




zwiń tekst

CZY DOSTRZEGACIE NADCHODZĄCĄ WIELKĄ ZMIANĘ NA ZIEMI?
Nie, 30 wrz 2018 12:52 komentarze: brak czytany: 1961x

[...] Witam :) Czy widzicie Państwo zmianę? Zmianę wręcz kosmiczną, którą można nawet poczuć... - a potwierdzeniem niech będą te ostatnio wyemitowane 3 filmiki, gdzie poważni ludzie mówią o tym (Pan Igor Witkowski i dr Aleksander Woźny, że o Dawidzie Wilcockiu, Corey Good i QAnon nie wspomnę). Tu trzy linki do wspomnianych przeze mnie filmów:  i dokończenie pytania: Pan Robert nie raz wspominał.......

czytaj dalej

[...] Witam :) Czy widzicie Państwo zmianę? Zmianę wręcz kosmiczną, którą można nawet poczuć... - a potwierdzeniem niech będą te ostatnio wyemitowane 3 filmiki, gdzie poważni ludzie mówią o tym (Pan Igor Witkowski i dr Aleksander Woźny, że o Dawidzie Wilcockiu, Corey Good i QAnon nie wspomnę).
Tu trzy linki do wspomnianych przeze mnie filmów:
 




i dokończenie pytania: Pan Robert nie raz wspominał, że posiada(ją) Państwo informacje, o których jeszcze (wtedy) nie należało mówić - czy ten czas właśnie nie zbliża się? (o ile już nie nastał).

Ja sam po sobie widzę, że nastąpił u mnie hmmm coś jak przeskok świadomościowy tak jakby o schodek wyżej, stąd też moje pytanie do Państwa, do FN od której wiele lat temu rozpoczął się proces mojego wewnętrznego rozwoju.

Pozdrawiam Wszystkich ciepło.
[dane do wiad. FN]

 

Dziękujemy za wszystkie e-maile i pytania kierowane do naszego okrętu. Czy dostrzegamy jakąś przemianę w ludziach? Tak, ale widzimy to trochę inaczej. Świat idzie w stronę nacjonalizmu i wzrostu agresji i energii nienawiści, co jest naturalne przy niekontrolowanym i wręcz logarytmicznym przyroście liczby ludzkości. Jest coraz mniej miejsca, za chwilę będzie brakować wody – to całkowita nowość, która pojawi się w Europie na taką samą skalę jak w Afryce. Co to oznacza? Agresja i nienawiść do „obcych, którzy nam zabierają dobra” będzie narastać. Oprócz tego drapieżnicza eksploracja Ziemi przyspiesza w tempie wcześniej niespotykanym. Niestety „filmiki na youtube” z wypowiedziami tego czy innego pana nic nie zmienią w ocenie tego, co się dzieje wokół nas. Wiedza duchowa jest postrzegana jako bajdurzemia „jakiś wschodnich sekt”, pogoń za dobrami materialnymi i folgowaniu najniższych instynktów jest uważana za podstawowy cel życia, a zabijanie żywych istot (zwierząt i roślin np. lasów tropikalnych) jest uważane za coś normalnego, oczywistego, czym nie warto sobie nawet zaprzątać głowy. Przemiana w ludziach nastąpi tylko poprzez gwałtowne, dramatyczne wydarzenie związane z karmą Ziemi, czyli przeznaczeniem budowanym także przez ludzkość. Ziemia niczym żywa istota obdarzona duszą w obronie przez zniszczeniem jej powierzchni i atmosfery przez gatunek ludzki „przyciąga” coś, co zatrzyma proces jest zabijania przez ludzkość poprzez jednorazowe zniszczenie. Ogień zostanie zatrzymany ogniem - ta metoda znana strażakom podczas gaszenia lasów jest niestety stosowana przez byty tak potężne jak byty duchowe planet (dla Ziemi ten byt nazywany jest Gają).




Będzie to niewątpliwie coś, co jest nam znane tylko z filmów katastroficznych. Wiele wskazuje na to, że w kierunku Ziemi leci potężne ciało kosmiczne (asteroida, kometa itp.), które uderzy w naszą planetę powodując zapowiadaną przez wszystkie święte pisma apokalipsę. Z całego świata docierają do nas przeróżne daty, ale nie ma sensu o tym pisać i straszyć ludzi. Możemy tylko powiedzieć, że na pewno mamy jeszcze 10 lat. Czy ludzkość może ten proces zatrzymać lub jakoś jemu przeciwdziałać? Odpowiedź jest prosta: absolutnie nie.

Po tym wydarzeniu nastąpi to wyczekiwane odrodzenie duchowe ludzkości. W obliczu biblijnego pogorzeliska i śmierci miliardów ludzi obecne religie w sposób naturalny stracą na znaczeniu. Ludzkość wtedy także zacznie na poważnie się zastanawiać, czy można naukowo uchwycić sprawy związane z celem życia, reinkarnacją, życiem po śmierci czy inteligentnym centrum zwanym przez ludzi Bogiem. Nauka spotka się z ezoteryka i na zawsze połączy – wtedy dopiero rozpocznie się nowy świat. Na razie jednak czeka nas zapłata za rachunek, który za chwilę wystawi nam Ziemia.




zwiń tekst

Czy wierzycie, że jest już dostępna technologia podróży w czasie?
Śr, 26 wrz 2018 11:04 komentarze: brak czytany: 1834x

[...] Witam Załogę! Miałem sen/widzenie ok rok temu że byłem pilotem niewielkiego statku powietrznego i wiedziałem że jestem na wojnie, już miałem startować za innymi tego typu jednoosobowymi statkami i na kontrolę mnie wzięto i jakieś istoty nie z tego świata zaczęły mi majstrować coś w brzuchu (jakieś badania, korekty) ja się tego wystraszyłem zacząłem krzyczeć i sen się skończył. Wczoraj miałem.......

czytaj dalej

[...] Witam Załogę! Miałem sen/widzenie ok rok temu że byłem pilotem niewielkiego statku powietrznego i wiedziałem że jestem na wojnie, już miałem startować za innymi tego typu jednoosobowymi statkami i na kontrolę mnie wzięto i jakieś istoty nie z tego świata zaczęły mi majstrować coś w brzuchu (jakieś badania, korekty) ja się tego wystraszyłem zacząłem krzyczeć i sen się skończył. 

Wczoraj miałem sen że jestem w jakimś miejscu (inna planeta-galaktyka) i tam były same techniczne stworzenia jak by roboty jak w filmach s-f. 

I tu pytanie - czy sądzicie że np opanowana została technologia podróży w czasie wstecz i w przód i np jest ukrywana i ktoś już wysłał do przeszłości w przyszłość technologię Sztuczną Inteligencję o której jest tak głośno o tym ostatnio i ona się usamodzielniła i teraz rządzi prawami wszechświata i ziemi dlatego jest tyle przypadków Ufo na przestrzeni ostatnich załóżmy 50lat?

Dziękujemy za przesłanie pytania. Obraz wyłaniający się z setek, a raczej tysięcy relacji o UFO z całego świata jest dosyć spójny i nie trzeba go sztucznie "podkręcać" teoriami spiskowymi. Na Ziemię przylatują obce cywilizacje z innych planet i wszechświatów, także światów równoległych do naszego. Obserwują, nie ingerują.

Wizja inteligencji, która się "usamodzielniła i rządzi światem" rodem z filmu Matrx jest fajnym pomysłem na film, ale... nie znajduje potwierdzenia w zebranym przez nas materiale.







zwiń tekst

Czy weryfikowaliście kiedyś przypadki reinkarnacji, a dotyczy to potwierdzenia relacji z poprzednich wcieleń?
Wt, 25 wrz 2018 09:13 komentarze: brak czytany: 1194x

Dzień dobry.Moje pytanie dotyczy reinkarnacji.Czy w archiwum Waszej fundacji znajdują się takie przypadki reinkarnacji, w których badana osoba wskazuje na inną osobę, z którą była spokrewniona w poprzednim wcieleniu a następnie bada się tę drugą osobę pod kątem potwierdzenia tez stawianych przez pierwszą?W oczekiwaniu na odpowiedź pozdrawiam serdecznie,Arek Rz.Dziękujemy za pytanie. Odpowiedź jest.......

czytaj dalej

Dzień dobry.
Moje pytanie dotyczy reinkarnacji.
Czy w archiwum Waszej fundacji znajdują się takie przypadki reinkarnacji, w których badana osoba wskazuje na inną osobę, z którą była spokrewniona w poprzednim wcieleniu a następnie bada się tę drugą osobę pod kątem potwierdzenia tez stawianych przez pierwszą?
W oczekiwaniu na odpowiedź pozdrawiam serdecznie,
Arek Rz.


Dziękujemy za pytanie. Odpowiedź jest oczywista - jak najbardziej takie sytuacje zdarzały się i są w naszym archiwum. Czy takie osoby "bada się" jak raczył się Pan wyrazić? Niestety nie, gdyż wymagałoby to:
- zaproszenia zawodowego hipnotyzera
- przeprowadzenia regresji hipnotycznej z taką osobą, na co ona oczywiście musiałaby wydać zgodę, a to... graniczy z cudem. Zwłaszcza w Polsce.
- przeznaczenie na taką "operację sprawdzającą" wielu tygodni przygotowań, skoordynowania działań itp.
To wszystko oznacza, że po prostu nigdy na coś takiego nie było czasu, gdyż czas jest najbardziej cenną rzeczą na pokładzie okrętu Nautilus. Czas, a raczej jego brak... Ale oczywiście w USA wielokrotnie były weryfikowane takie sytuacje i zawsze wszystko się potwierdzało, co ktoś - jeśli chce - może uważać za dowód na istnienie reinkarnacji.

Poniżej przykład, jak taka weryfikacja powinna wyglądać.




zwiń tekst

Czy weryfikowaliście kiedyś przypadki reinkarnacji, a dotyczy to potwierdzenia relacji z poprzednich wcieleń?
Wt, 25 wrz 2018 09:13 komentarze: brak czytany: 319x

Dzień dobry.Moje pytanie dotyczy reinkarnacji.Czy w archiwum Waszej fundacji znajdują się takie przypadki reinkarnacji, w których badana osoba wskazuje na inną osobę, z którą była spokrewniona w poprzednim wcieleniu a następnie bada się tę drugą osobę pod kątem potwierdzenia tez stawianych przez pierwszą?W oczekiwaniu na odpowiedź pozdrawiam serdecznie,Arek Rz.Dziękujemy za pytanie. Odpowiedź jest.......

czytaj dalej

Dzień dobry.
Moje pytanie dotyczy reinkarnacji.
Czy w archiwum Waszej fundacji znajdują się takie przypadki reinkarnacji, w których badana osoba wskazuje na inną osobę, z którą była spokrewniona w poprzednim wcieleniu a następnie bada się tę drugą osobę pod kątem potwierdzenia tez stawianych przez pierwszą?
W oczekiwaniu na odpowiedź pozdrawiam serdecznie,
Arek Rz.


Dziękujemy za pytanie. Odpowiedź jest oczywista - jak najbardziej takie sytuacje zdarzały się i są w naszym archiwum. Czy takie osoby "bada się" jak raczył się Pan wyrazić? Niestety nie, gdyż wymagałoby to:
- zaproszenia zawodowego hipnotyzera
- przeprowadzenia regresji hipnotycznej z taką osobą, na co ona oczywiście musiałaby wydać zgodę, a to... graniczy z cudem. Zwłaszcza w Polsce.
- przeznaczenie na taką "operację sprawdzającą" wielu tygodni przygotowań, skoordynowania działań itp.
To wszystko oznacza, że po prostu nigdy na coś takiego nie było czasu, gdyż czas jest najbardziej cenną rzeczą na pokładzie okrętu Nautilus. Czas, a raczej jego brak... Ale oczywiście w USA wielokrotnie były weryfikowane takie sytuacje i zawsze wszystko się potwierdzało, co ktoś - jeśli chce - może uważać za dowód na istnienie reinkarnacji.

Poniżej przykład, jak taka weryfikacja powinna wyglądać.




zwiń tekst

Kiedy będzie kolejny LIVE-STREAM z pokładu okrętu Nautilus?
Pon, 24 wrz 2018 11:34 komentarze: brak czytany: 452x

[...] czy live streamy mogą być częściej, albo czy moglby powstać cykliczny program  w telewizji albo w internecie z udzialem pana roberta albo ludzi fundacji?  taki jak kiedyś nautilus w radiu zet.............[...] z Warszawy...... [...]Pięknie dziękujemy za wiadomość i pytanie. Przesłaliśmy prośbę do naszego kolegi, który występuje jako "główny prowadzący" LIVE-STREAM. Oto jego odpowiedź.......

czytaj dalej

[...] czy live streamy mogą być częściej, albo czy moglby powstać cykliczny program  w telewizji albo w internecie z udzialem pana roberta albo ludzi fundacji?  taki jak kiedyś nautilus w radiu zet.............[...] z Warszawy...... [...]

Pięknie dziękujemy za wiadomość i pytanie. Przesłaliśmy prośbę do naszego kolegi, który występuje jako "główny prowadzący" LIVE-STREAM. Oto jego odpowiedź:


[...] Szanowni Państwo,

Dziękuję pięknie za pamięć o naszych LIVE-STREAM z pokładu okrętu Nautilus. Muszę niestety patrzeć na moje obowiązki zawodowe, a to oznacza, że nie mogę zbyt często "urywać sobie wieczoru". Mój czas jest bardzo rygorystycznie w tej chwili dzielony na prowadzenie firmy, występowanie jako dziennikarz, a wreszcie na końcu dla Fundacji Nautilus. Ta kolejność w tej chwili tak wygląda i potrzebuję czasu, aby uniezależnić się finansowo i móc przeznaczać więcej czasu na okręt Nautilus.

Mam jednak dobrą wiadomość - w październiku planuję kolejny LIVE-STREAM z pokładu Nautilusa. Temat? Najciekawsze historie, które trafiły do nas w ciągu ostatnich miesięcy, a o których nie było nic w serwisach FN. Naprawdę - warto na niego poczekać, bo dzieje się tyle nieprawdopodobnie ciekawych rzeczy... ;)

Pozdrawiam wszystkich załogantów bardzo serdecznie!

[...]



zwiń tekst

Czy planujecie współpracę z organizacjami zajmującymi się sprirytyzmem?
Nie, 23 wrz 2018 01:38 komentarze: brak czytany: 561x

[...]Witam! Może Fundacja jest zainteresowania współpracą z organizacjami spirytystycznymi? Zapewne niektórzy spirytyści przeżyli  niezwykłe historie a wiedza spirytystyczna oraz działalność mediów może okazać się pomocna. Być  może pomoże to w projekcie messing ?Chyba najszybsza współpraca może zostać nawiązana z stowarzyszeniem w Polsce.http://www.portal.spirytyzm.pl/lub zagranicznymi .......

czytaj dalej

[...]Witam! Może Fundacja jest zainteresowania współpracą z organizacjami spirytystycznymi? Zapewne niektórzy spirytyści przeżyli  niezwykłe historie a wiedza spirytystyczna oraz działalność mediów może okazać się pomocna. Być  może pomoże to w projekcie messing ?


Chyba najszybsza współpraca może zostać nawiązana z stowarzyszeniem w Polsce.

http://www.portal.spirytyzm.pl/

lub zagranicznymi organizacjami jak np.

https://www.buss.org.uk/

https://www.sgny.org/

https://cei-spiritistcouncil.com/

https://www.spiritist.us/

Jak wspominałem wyżej największy sens jest nawiązać kontakt z rodzimym towarzystwem i przez nie poszerzyć kontakt.

Jeśli Fundacja  pozytywnie rozpatrzy ten pomysł chciałbym zasugerować w tym miejscu lub bardziej doradzić. FN oraz spirytyzm jest spostrzegany przez liczne stereotypy dlatego w początkowym nawiązywaniu korespondencji sugeruje przedstawianie FN jako organizacji która mówi o  „ rozwoju duchowym opartym na kultywowaniu serca i umysłu, której najważniejszym celem jest zmiana ludzkości na lepsze” oraz poruszać na początku  tematy dotyczące ogólnej wiedzy moralnej i duchowej przed poruszeniem tematu mediów (projekt messing) , których działalność w spirytyzmie jest traktowana poważnie oraz jako pomoc w wyjątkowych sytuacjach.

Życzę samych sukcesów i wysyłam dobrą energię na Okręt

PS

W przypadku zmiany „działów” na stronie proponuje wprowadzenie systemu tagów oraz tagu „opinia FN’ , jeśli dany artykuł posiada na końcu komentarz Fundacji.



 

OD FN

Pięknie dziękujemy za wiadomość. Po kolei - pomysł z "opinią FN" bardzo ciekawy - zostanie zaprezentowany na najbliższym spotkaniu osób zajmujących się serwisem FN. Jeśli chodzi o spirytyzm, to generalnie mamy kontakty z 3 organizacjami na świecie, które zajmują się kontaktami z duchami. Rozszerzanie tej listy to dobry pomysł, ale i tak z czasem jest naprawdę źle i musimy dosłownie każdą minutę wykorzystywać w stopniu absolutnym, gdyż ilość spraw i projektów jest tak duża, że zajmuje nam 90 procent, a 10 procent to... prowadzenie serwisu. Tak wyglądają proporcje!

Na koniec - dziękujemy za wszystkie miłe słowa, które piszecie Państwo w korespondencji do FN.



zwiń tekst

Czy iluzjonista DYNAMO używa czegoś więcej niż tylko iluzji?
Wt, 18 wrz 2018 08:29 komentarze: brak czytany: 2402x

[...] Szanowna FN! Polecam obejrzenie filmu pokazującego to o czym w Wielkiej Brytanii mówi się od dawna. Chodzi o iluzjonistę Dynamo, który wykonał kilka gagów wykraczających poza zwykłe oszustwa sprytnych, szybkich rączek. Jego możliwości to absolutnie wykorzystanie energii Chi, do czego zresztą ostatnio przyznał się w wywiadzie. Co o tym myślicie?[dane do wiad. FN]Poniżej film, do którego link .......

czytaj dalej

[...] Szanowna FN! Polecam obejrzenie filmu pokazującego to o czym w Wielkiej Brytanii mówi się od dawna. Chodzi o iluzjonistę Dynamo, który wykonał kilka gagów wykraczających poza zwykłe oszustwa sprytnych, szybkich rączek. Jego możliwości to absolutnie wykorzystanie energii Chi, do czego zresztą ostatnio przyznał się w wywiadzie. Co o tym myślicie?

[dane do wiad. FN]

Poniżej film, do którego link przesłał nam czytelnik.


Kiedyś napisaliśmy o tej sprawie i dostaliśmy bardzo wiele e-maili od oburzonych czytelników, jak można o „tym prymitywnym oszuście mówić”, skoro on sam przyznaje się do tego, że to wszystko jest iluzja itp.

Ale my konsekwentnie twierdzimy, że tak nie jest, a przynajmniej w niektórych sytuacjach on używa czegoś więcej niż iluzja. Skąd taka pewność? Jedno, absolutnie wstrząsające wydarzenie związane z Dynamo, które mieliśmy okazję sami przetestować na sobie i proszę nam wierzyć – to było coś więcej niż iluzja na 100 procent. Dynamo opanował posługiwanie się energią, którą używają najpotężniejsi hipnotyzerzy i nie jest ona żadną „tanią sztuczką”.

Opisanie tego wydarzenia leży w gestii naszego kolegi z „Mostka Kapitańskiego okrętu Nautilus”. Prośba o taki tekst (opis nadający się do publikacji) została skierowana z „maszynowni okrętu”. I… zobaczymy! ;)

 



zwiń tekst

Czy wierzycie, że umysły małych organizmów mogą łączyć w jeden umysł?
Sob, 15 wrz 2018 04:20 komentarze: brak czytany: 1012x

Szanowna Fundacjo, bardzo ciekawi mnie jeden temat. Czytałem, że istnieje coś takiego jak jeden umysł dla całej planety złożony z wielu mniejszych umysłów zwierząt, ludzi czy roślin. Czy spotkaliście się z czymś takim? Serdecznie pozdrawiam. […] Oczywiście istnieje wiele książek o tym, że istnieje „jedno centrum”, z którą mogą się zsynchronizować wszystkie żywe organizmy na Ziemi. W niektórych.......

czytaj dalej

Szanowna Fundacjo, bardzo ciekawi mnie jeden temat. Czytałem, że istnieje coś takiego jak jeden umysł dla całej planety złożony z wielu mniejszych umysłów zwierząt, ludzi czy roślin. Czy spotkaliście się z czymś takim? Serdecznie pozdrawiam. […]

 

Oczywiście istnieje wiele książek o tym, że istnieje „jedno centrum”, z którą mogą się zsynchronizować wszystkie żywe organizmy na Ziemi. W niektórych źródłach istnieje pojęcie jednolitego pola morfogenetycznego, które potrafi przybrać formę wspólnego umysłu. Jedna rzecz jest fascynująca i warto ją przypomnieć, choć wielokrotnie pisaliśmy o niej w naszych serwisach. Co mamy na myśli? Stada ptaków, które zaczynają się poruszać po niebie tworząc niesłychane obrazy. Tego typu fenomen znany jest jako „murmuration”. Patrząc na stada szpaków wykonujących w tej samej sekundzie zwrot w powietrzu nie zderzając się ze sobą jedno jest pewne – w czasie wykonywania takich ewolucji znajdują się one w jakimś niezwykłym transie. Jest także jedno centrum, jeden wspólny umysł złożony z mniejszych umysłów tych niezwykłych skrzydlatych stworzeń, który nagle przejmuje kontrole nad stadem.

Zjawisko zapiera dech w piersiach i zdecydowanie jest czymś więcej niż tylko „kolejną ciekawostką związaną z niezwykłym zachowaniem stad ptaków”.










zwiń tekst

Dlaczego wierzycie w UFO czy reinkarnację, a kwestionujecie spisek 11 września 2001 zakładający, że zwykli Amerykanie pracujący w służbach zabili 3 tys. swoich rodaków dla 'kasy i władzy'?
Pon, 10 wrz 2018 16:36 komentarze: brak czytany: 1914x

Temat 11 września i ataku "USA NA USA" pojawia się regularnie i ostatnio powrócił w korespondencji do FN. Postanowiliśmy przypomnieć ten temat w dziale "PYTANIA DO FN" mają nadzieję, że spotka się z zainteresowaniem czytelników. Poniżej publikujemy wywiad z naszym kolegą z pokładu okrętu Nautilus, którego udzielił w Bazie FN wiele lat temu, lecz w żaden sposób nie stracił na aktualności, a nawet... .......

czytaj dalej

Temat 11 września i ataku "USA NA USA" pojawia się regularnie i ostatnio powrócił w korespondencji do FN. Postanowiliśmy przypomnieć ten temat w dziale "PYTANIA DO FN" mają nadzieję, że spotka się z zainteresowaniem czytelników. Poniżej publikujemy wywiad z naszym kolegą z pokładu okrętu Nautilus, którego udzielił w Bazie FN wiele lat temu, lecz w żaden sposób nie stracił na aktualności, a nawet... upływ kolejnych lat nadał mu nowej wartości.


 

Dobrze pamiętasz ten dzień, czyli 11 września?

 Oczywiście, jakby to było wczoraj. 11 września 2001 roku miałem umówione spotkanie w sprawie wykonania reklamówki radiowej dla kampanii politycznej Bloku Senat 2001. Zaparkowałem samochód przed teatrem Ateneum w Warszawie. Już miałem wysiadać, kiedy dostałem SMS. Pamiętam nawet jego treść.

 Możesz ją zacytować?

 Nie ma problemu, zaczekaj, jak to było... Bardzo krótki tekst. „Zaczęła się III Wojna Światowa. Włącz telewizję!”. Wszedłem na górę i zobaczyłem kilka osób w milczeniu patrzących w telewizor. Spotkanie zostało odwołane, błyskawicznie pojechałem do domu, włączyłem telewizor i natychmiast zacząłem nagrywać wszystko co tylko się dało na wideo. Od lat mam taki dziennikarski zwyczaj zbierania materiałów na temat, który uważam za ważny. Wtedy miałem poczucie, że na oczach całego świata zmieniają się losy naszej planety. Dokładnie tak wtedy myślałem.

 Czy to był początek powstania Twojego archiwum o 11 września?

 Praktycznie od samego początku zacząłem zbierać materiały, od razu po samym zamachu. Oczywiście już wcześniej interesowałem się islamskim terroryzmem, ale dopiero atak 11 września sprawił, że dokumentowanie tego wydarzenia stało się moją prawdziwą pasją. Muszę powiedzieć, że jest to fascynująca przygoda, która trwa już prawie 8 lat i nic nie wskazuje na to, żeby miała się szybko skończyć. Inna sprawa, że trochę mnie przytłoczyła ilość materiałów, niewyobrażalnie obszerny materiał dokumentacyjny. Tego się nie spodziewałem, przyznaję.

 To znaczy… możesz to wyjaśnić?

 Ja po prostu nie spodziewałem się, że 11 września ma tyle wątków, jest tyle przeróżnych płaszczyzn tego wydarzenia, równie fascynujących i jednocześnie tak samo obszernych jak kulisy na przykład uprowadzenie samolotów. Przykładem jest materiał z Niemiec dotyczący tego, co robili wcześniej terroryści, jak się organizowali, jak planowali sam atak. Na ten temat powstało kilkanaście filmów, co najmniej kilkadziesiąt książek w samych Niemczech. Państwo niemieckie spełniło w tym zamachu rolę zaplecza, na którym był przygotowywany zamach. Zachowały się notatki terrorystów, relacje setek świadków opisujących spotkania tej grupy, także są zapisy niektórych ich rozmów. Kolejna sprawa to wszystkie wątki dotyczące osób pracujących w kontroli lotów i śledzenia uprowadzonych samolotów. Kolejne ośrodki w USA przejmowały lecące samoloty, wszystkie rozmowy pomiędzy pilotami a kontrolerami zostały zarejestrowane. Samo przesłuchanie tego materiału i jego przeanalizowanie to praca na rok, jak nie na dłużej. Trzeba jeszcze powiedzieć, że wszystkie samoloty były obserwowane przez bardzo wiele załóg samolotów, które przebywały akurat w pobliżu. Na początku nikt nie przypuszczał, że to jest atak terrorystyczny na niewyobrażalną skalę. Początkowo nie było kontaktu z uprowadzonymi samolotami, pojawiały się różne hipotezy. Piloci dostali polecenie obserwowania dziwnie zachowujący się maszyn, których załogi zresztą wyłączyły swoje transpondery, ale stała się rzecz zupełnie bezprecedensowa w historii amerykańskiego lotnictwa cywilnego, gdyż inne maszyny jednocześnie dostały zakaz przebywania w pobliżu uprowadzonych samolotów. „Możecie lecieć gdzie chcecie, aby być dalej od tego samolotu czy tamtego” – takie komunikaty zostały odczytane przez kontrolerów lotów i pokazują one dobrze dramatyzm tamtych chwil. Muszę przyznać, że wszystkie ich relacje są naprawdę fascynujące z punktu widzenia historyka tamtych wydarzeń. Był na przykład moment, kiedy terroryści po zabiciu załogi próbowali przekazać komunikat dla pasażerów, ale nacisnęli niewłaściwy przycisk i całość została wyemitowana w przestrzeń radiową, komunikat wysłuchali piloci maszyn lecących w promieniu kilkuset kilometrów. Oni następnie zaczęli przekazywać do kontroli lotów ten nieprawdopodobny komunikat, że podejrzewają, że ten samolot został uprowadzony, a dokładniej chodziło tutaj o lot American 11. Ale to stało się dopiero po jakimś czasie. Na samym początku była ogromna niepewność, nikt nie wiedział, co się dzieje… Jak mówię, to są fascynujące materiały, które wręcz przytłaczają swoją obszernością.

 Ile tego jest?

 Masz na myśli dokumentację ataku 11 września?

 Tak.

 Powiedzmy wprost: tego jest niewyobrażalna ilość… To jest najlepiej udokumentowany zamach terrorystyczny w historii świata. Musisz pamiętać, że rok 2001 to już jest rok powszechnej dostępności środków audiowizualnych. Wtedy praktycznie każdy ma kamerę, każdy może rejestrować na przykład rozmowy telefoniczne, gdyż wystarczy nacisnąć przycisk „record” na sekretarce automatycznej w domu i już dysponujemy zapisem rozmowy. Pasażerowie uprowadzonych samolotów kontaktowali się z rodzinami, dzwonili do nich z pokładów maszyn. Niektórzy bliscy tych nieszczęsnych ludzi zdecydowali się wiedzeni jakimś przerażającym instynktem zarejestrować te rozmowy właśnie na sekretarkach telefonicznych. Powstała bardzo smutna dokumentacja, przejmująca i jednocześnie fascynująca. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś zbierze i opublikuje wszystkie relacje rodzin ofiar, którzy w dniu zamachów kontaktowali się z ludźmi, którzy potem zginęli. Te relacje są zresztą powszechnie dostępne, gdyż rodziny ofiar są zrzeszone w przeróżnych stowarzyszeniach, mają własne spotkania, strony internetowe i tak dalej. Już tylko analiza tego materiału może zająć kilka lat pracy, żeby zrobić to dobrze. A to tylko jedna wybrana rzecz z całej palety dokumentacji, która dotyczy ataku z 11 września 2001 roku.

 Ale przecież były już wcześniej podobne wydarzenia, które potem rodziły wiele kontrowersji… ot choćby zamach na Kennediego.

 Jak można porównać atak 11 września z takim zamachem na JFK?! Sprawa zamachu na JFK była w czasach, kiedy media elektroniczne dopiero raczkowały. Owszem, komisja prezesa Sądu Najwyższego Earla Warrena prowadziła dochodzenie, pojawili się jacyś tam świadkowie, przesłuchano kilka tysięcy osób, ale to naprawdę śmiech na sali w porównaniu z tym, co wiązało się z zamachami 11 września. Ocenia się, że w tej sprawie przesłuchano około 120 tysięcy osób, wszystkie relacje zostały zarejestrowane, nie trzeba się opierać na relacjach z drugiej czy trzeciej ręki, jak to miało miejsce w latach 60-tych, kiedy ruszył proces Lee Harveya Oswalda. Dokumentacja zamachów 11 września obejmuje zarówno bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń, ale także kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy wątków pobocznych. Przykładem jest choćby sprawa kursów pilotażu, które przechodzili terroryści. Ich zachowanie od samego początku budziło podejrzenia instruktorów, ale nikt z nich jednak nie przypuszczał, że zdecydują się na coś tak niebywałego… Zeznania instruktorów zostały zresztą zamieszczone w książce „Perfect Soldiers” Terriego McDermotta, a i tak on opublikował tylko małą część tych materiałów. Jeszcze jedna ważna uwaga. To był czas, kiedy nikt nie traktował samolotów jako bomb wypełnionych paliwem, które można by wykorzystać w misjach samobójczych. To była nowość, trzeba przyznać. Muszę powiedzieć, że członkowie komisji zajmującej się wydarzeniami 11 września wykonali bezprecedensową i tytaniczną pracę, przesłuchiwani byli nawet pozornie najmniej istotni pracownicy ośrodka szkoleniowego, ale ich relacje także dają pewien obraz tego, co wiązało się z procesem przygotowywania do zamachów. To tylko przykład bogactwa, z jakiego może korzystać każdy, kto zacznie interesować się historią zamachów 11 września. Wystarczy tylko chcieć, po prostu chcieć.

 Od czego ty zacząłeś?

 Kiedy tylko zobaczyłem w telewizji CNN płonące budynki WTC, wtedy natychmiast zacząłem nagrywać wszystko na kasety wideo. Mam bardzo bogatą dokumentację, choć wtedy jeszcze nie miałem tak wygodnych w prowadzeniu dokumentacji nagrywarek z twardym dyskiem, które mam dzisiaj. A jednak ten materiał jest także przejmujący i pozwala na wychwycenie wielu ważnych momentów tych ataków. Mało kto wie na przykład, że na samym początku niewiele osób zdawało sobie sprawę z tego, że atak został przeprowadzony za pomocą samolotów. Nie wszyscy stojący w pobliżu WTC oglądali telewizję, a zresztą niektóre stacje telewizyjne w Stanach Zjednoczonych w kilka minut po uderzeniu samolotu w pierwszą wieżę nadawało komunikaty, że ktoś podłożył w jednej z wież ładunki wybuchowe i doszło do eksplozji! Ludzie poruszający się w bezpośrednim pobliżu WTC w ogóle nie mieli pojęcia, że w pierwszą wieżę uderzył samolot. Zachowały się relacje ekip telewizyjnych, którym przerażeni ludzie opowiadali jedynie, że słyszeli eksplozje i że na pewno w WTC ktoś musiał podłożyć ładunek wybuchowy. Ludzie nie mieli pojęcia, że w gmach uderzył samolot, powtarzam to raz jeszcze! Choć brzmi to nieprawdopodobnie, ale pojęcia o tym nie mieli także strażacy, którzy przybyli na akcję ratowniczą. Tak dokładnie było! To są zupełnie niebywałe sceny, które można oglądać na chyba najlepszym filmie dokumentalnym zrealizowanym przez dwóch młodych Francuzów pod tytułem „WTC – 11 września”, którego pełna wersja trwa ponad 3 godziny, którzy razem ze strażakami weszli do jednej z wież. Ich zadaniem było nagrywanie materiałów do filmu o życiu nowojorskich strażaków, który z banalnego filmu o strażakach zamienił się w monumentalną historię o śmierci. W tym filmie jest taka scena, kiedy strażacy znajdują się w prowizorycznym centrum dowodzenia zorganizowanym w recepcji południowej wieży i pytają się nawzajem, co się stało. Są przekonani podobnie jak setki osób wokół WTC, że doszło do jakiegoś wybuchu gdzieś w połowie budynku. Nikomu się nie mieściło w głowie, że mogło dojść do uderzenie Boeinga 757 w budynek, ludzie nie wierzyli, kiedy ktoś mówił, że to jednak samolot… Taką scenę wykorzystali zresztą bez cienia zażenowania twórcy filmu „11 września niewygodne fakty”, a scena ta miała rzekomo przekonywać, że były ładunki wybuchowe, skoro świadkowie nie mówili o samolotach, a jedynie o jakieś eksplozji. Istotnie, tak było na samym początku i dotyczyło to nawet strażaków, co dobrze pokazuje film tych Francuzów. Warto także powiedzieć, że niewielu świadków widziało uderzenie pierwszego samolotu, gdyż poruszał się on niczym pocisk z prędkością około 850 kilometrów na godzinę! Dopiero uderzenie drugiego samolotu przecięło wszelkie spory, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Jeden z tych strażaków przyznał potem, że ludzie przed telewizorami wiedzieli znacznie więcej o tym, co się stało, niż ludzie znajdujący się w „ground zero”. Podobno byli też tacy, którzy uwierzyli w wersje o samolotach dopiero wtedy, kiedy w domu obejrzeli wiadomości telewizyjne i zobaczyli Boeingi uderzające w WTC. Kiedy znajdowali się w pobliżu płonących wież uważali takie wersje tego, co się stało, za zbyt nieprawdopodobne. W ciemno zakładali, że stało się to co kilka lat temu wcześniej, czyli że ktoś podłożył ładunki wybuchowe pod jedną z wież.

 Czy wcześniej były informacje o tym, że jest możliwy atak terrorystyczny na taką skalę?

 Takich informacji było mnóstwo. Kompromitacją amerykańskich służb wywiadowczych było to, że nie potrafili złożyć tej układanki w jedną całość. Potem było kilka dymisji, poleciało kilka wysokich głów z CIA, ale i tak nie ma wątpliwości, że była to po prostu klęska, całkowita klęska amerykańskiego wywiadu. Są fragmenty raportów CIA ujawnionych podczas śledztwa prowadzonego po zamachach, w których wprost mówi się o możliwości użycia przez islamskich samobójców samolotów do ataków na budynki w dużych miastach. Problemem amerykańskiego wywiadu jest jednak to, że tych informacji jest tak dużo, to jest istny potok informacji. Co z tego, że wiele rozmów telefonicznych jest monitorowanych i nagrywanych, że specjalne programy analizujące mowę wychwytują słowa klucze jak „atak” czy „bomba”, skoro fizycznie nikt nie był w stanie tych nagrań przesłuchiwać. Dopiero po 11 września sięgnięto do tych materiałów i wtedy atak okazał się czymś oczywistym, co musiało nastąpić. Muszę przyznać, że raporty CIA z początku 2001 roku zawierały bardzo precyzyjne informacje o przygotowywanym zamachu. Było nawet o ile dobrze pamiętam wymienione WTC jako cel uderzenia samolotów! Zresztą, nie trzeba było być jakimś wybitym specjalistą od wywiadu, aby przewidzieć to, co się stało w 2001 roku. Tu muszę wymienić mojego przyjaciela, znakomitego pisarza i znawcę terroryzmu islamskiego Igora Witkowskiego, który w pewien sposób przewidział ten atak. Igor od wielu lat śledził zjawisko ataków samobójczych na Bliskim Wschodzie i wiele razy mówił mi, że Amerykanie muszą tylko liczyć dni do momentu, kiedy zostaną zaatakowani w tego typu zamachach. Wydaje mi się, że Igor wymieniał nawet WTC jako idealne miejsce na taki atak. Myślał jednak, że podobnie jak w 1993 roku terroryści zdecydują się na podłożenie bomby pod wieżę World Trade Center. Podejrzewał także, że islamiści użyją ładunków jądrowych, które „wyciekły” ze Związku Radzieckiego. Zresztą, jego ostrzeżenie o możliwości ataku jądrowego jest cały czas aktualne. Ale trzeba oddać sprawiedliwość Igorowi i muszę przyznać, że on w pewien sposób przewidział 11 września, naprawdę go przewidział. Zresztą, nie on jeden… Ameryka wydawała się jednak zupełnie ignorować wszystkie ostrzeżenia, ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo tego supermocarstwa zachowywali się tak, jakby Stany Zjednoczone były terenem, na którym żadna organizacja nie zdecyduje się przeprowadzić zamachu samobójczego. Kontrola na lotniskach była symboliczna, a informacje o zagrożeniu terrorystycznym uznawano za ciekawostkę.

 Uważasz, że zbagatelizowano ostrzeżenia wywiadu?

 Należał się im ten 11 września, swoją nonszalancją solidnie na niego zapracowali. O tym, jak było w Stanach przed tym atakiem, najlepiej pokazuje historia, jaką opowiedział mi mój znajomy wykładowca uniwersytecki. Miał on okazję być w Waszyngtonie na stypendium naukowym i chciał koniecznie odwiedzić bibliotekę, która znajdowała się w słynnym budynku Pentagonu. Ku jego bezgranicznemu zdumieniu dostał bardzo łatwo pozwolenie na wejście na teren Pentagonu, a posiadając przepustkę zaczął się bezkarnie pętać po całym gmachu. Nikt go nie zatrzymywał, nikt go nie kontrolował. W pewnym momencie w swojej bezczelności, a trochę i z ciekawości postanowił wejść do jednego z pokojów, do którego akurat były otwarte drzwi. Na stole leżały jakieś papiery, pokój był pusty. Przez głowę przeleciała mu myśl, że może to są jakieś tajne informacje wywiadowcze, które bez większych problemów mógłby skopiować i zaoferować na przykład Rosjanom… Tak było w Ameryce przez wiele, wiele lat. Kiedy wrócił do Polski na zajęciach ze studentami w których brałem udział powiedział, że tego typu nonszalancja Amerykanów kiedyś nie zakończy się dobrze. Miał oczywiście rację, choć trzeba przyznać, że po wrześniu 2001 roku to wszystko się zmieniło. Ostatnio jednak Amerykanie znowu wydają się zapominać o lekcji „11 września” i chyba znowu potrzebne jest otrzeźwienie, ale to… temat na zupełnie oddzielną rozmowę.

 Mieliśmy rozmawiać o teorii spiskowych związanych z 11 września 2001 roku. Czy wiesz, kiedy po raz pierwszy ktoś powiedział o spisku?

 Oczywiście nie jestem w stanie śledzić wszystkich amerykańskich mediów, ale podejrzewam, że pierwsze nieśmiałe pomruki o tym, że to Republikanie i George Bush zorganizowali zamachy 11 września pojawiły się mniej więcej w czwartą rocznicę zamachów. Początkowo uznałem to za jakiś upiorny margines, za absurd, którego przecież nikt o zdrowych zmysłach nie potraktuje poważnie, wobec takiej ilości materiałów, relacji świadków, a także tego, co od tylu lat dzieje się w krajach muzułmańskich. Można bowiem powiedzieć, że 11 września jest logiczną konsekwencją wcześniejszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie, w każdym razie uznałem te dywagacje o ataku Ameryki na Amerykę za upiorny żart, ale... Zmieniłem zdanie wtedy, kiedy zacząłem czytać komentarze pod publikacjami na dużych portalach informacyjnych, kiedy tylko ukazał się jakikolwiek tekst o 11 września. Okazało się, że nienawiść do prezydenta Busha i jego ekipy jest tak obłąkańcza, że ludzie są gotowi zaakceptować nawet najbardziej nieprawdopodobne bzdury pogrążające „dżordża dablju” i kupować wersję spiskową w całości bez żadnych zbędnych pytań. Nikt jakoś nie zastanowił się nad tym, że nawet minimalnie kwestionując udział islamskich terrorystów w tym zamachu, wybielając ich i rzucając podejrzenie o zbrodnię na rodaków ofiar po prostu pluje się w twarz ludziom, którzy zginęli w tych zamachach. Nie mogłem uwierzyć, że znajdą się ludzie wierzący w te bzdury… Ale znaleźli się i to szybko, bardzo szybko.

 Kiedy po raz pierwszy pojawiła się hipoteza o spisku?

 Starałem się ustalić ten moment, ale Stany Zjednoczone to duży kraj i trudno jest sprawdzić wszystkie możliwe publikacje. Można jednak założyć, że pojawiła się ona dość późno, w 2005 roku. To zabawne, ale ja dokładnie pamiętam, co w 2001 roku sobie pomyślałem oglądając na żywo relacje w telewizji, kiedy na oczach setek milionów widzów na całym świecie o 9:03 samolot o numerze lotu 175 uderzył z szybkością 950 kilometrów na godzinę w południową wieżę, trafiając ją między piętrami 78 i 84. Pomyślałem mniej więcej coś takiego: „co za ulga, że stało się to na oczach całego świata, bo przynajmniej te amerykańskie świry od spisków nie będą gadać bzdur, że to nie był samolot!”. Pomyślałem sobie to z ogromną ulgą i nawet w najbardziej zwariowanych pomysłach nigdy nie wpadłbym na to, że oni pójdą krok dalej w tym wariactwie spiskowym. Ta grupa stworzyła zupełnie nową jakość w węszeniu spisków, gdyż w pierwszej fazie teorii spiskowych „11 września” mówili o specjalnych samolotach z podwieszonymi zbiornikami, w których były ładunki wybuchowe mające zniszczyć wieże. Potem poszli jeszcze dalej, bo zaczęli mówić zupełnie poważnie o tym, że owszem – samoloty jak najbardziej uderzyły w wieże, ale twórcy zamachów jeszcze jako „deser” założyli ładunki wybuchowe w obu wieżowcach! Że niby przydzwonienie dwoma wypełnionymi paliwem Boeingami 757 było „niewystarczające” i trzeba było jeszcze ukryć w konstrukcji wież ładunki, aby… wyobraźnia chyba odmawia mi posłuszeństwa… może po to, aby budynki zawaliły się na 100%, a nie tylko na 99%. Dlaczego pojawili się świadkowie mówiący o „wybuchach i eksplozjach” już mówiłem, ale ludzie serio traktujący tę szaleńczą hipotezę o wysadzaniu WTC nie mają pojęcia, że tego typu operacja oznacza rozszerzenie grona ludzi przygotowujących zamach o jakieś 200-300 osób i to wybitnych specjalistów od wysadzania dużych budowli. Nawet w tak dużym kraju jak Stany Zjednoczone tacy ludzie znają się praktycznie wszyscy nawzajem i tego typu „manewr z wysadzaniem piętra za piętrem” byłby natychmiast rozpoznany przez ludzi z branży i po tysiąckroć omówiony i zdemaskowany. Oczywiście nie muszę nawet mówić, że nikt ze znawców wysadzania budynków nawet przez chwilę nie pomyślał, że WTC poskładało się w gruz dzięki sprytnej pracy detonatorami.

 Skąd w takim razie ten pomysł o ładunkach w WTC?

 Jestem pewien, że stało się to po tym, jak kilkanaście minut po uderzeniu pierwszego samolotu skołowani ludzie chodzący wokół płonącego WTC mówili dla reporterów telewizyjnych, że nic im nie wiadomo o samolotach, natomiast oni słyszeli wyraźną eksplozje, więc raczej ktoś wysadził jedno piętro WTC. Skoro oni słyszeli eksplozję, to nie ma siły, że musiały być podłożone ładunki wybuchowe. Taka logika rodem z piaskownicy doprowadziła amerykańskich nawiedzonych wymyślaczy teorii spiskowych do odkrycia, że oni przecież „widzą”, jak następuje wybuch za wybuchem, kiedy składały się kolejne piętra wież WTC. I mało ich interesował fakt, że do 11 września 2001 roku nikt na oczy nie widział, jak zawala się drapacz chmur! Z takimi ludźmi dyskusja jest trudna, bo taki jeden z drugim „widzi wybuchy, widzi i już!”. Tłumaczenie, że każde zawalenie się kondygnacji tak potężnego budynku pod względem uwalnianej energii przypomina małą detonację kilkunastu kilogramów trotylu, że uderzenia kolejnych betonowych podstaw każdego piętra o znajdujące się poniżej wyzwala siły porównywalne tylko z wybuchem bomby, takie tłumaczenie tych ludzi mało interesuje… Co ja mówię, w ogóle ich nie interesuje! I można godzinami tłumaczyć, że uderzenie samolotów w WTC jest i tak rekordem świata i zastosowanie „extradopalaczy” w postaci nafaszerowania obu wież ładunkami wybuchowymi to absurd do trzeciej potęgi, że to zdecydowanie zahacza o raczej psychiatrię, a nie przemyślaną logistykę zamachów terrorystycznych… Ale ja myślę, że tutaj w grę wchodzą bardzo duże emocje. Jak człowiek „łyknie” na samym początku jakiś absurdalny pomysł, to potem poziom jego odporności na kolejne absurdy ulega znacznemu obniżeniu. To pewnie można by ująć w jakiś zgrabny wzór i może dałoby się to jakoś policzyć, kto wie...

 Jaka była Twoja pierwsza reakcja, kiedy pojawiły się teorię spiskowe dotyczące 11 września?

 Pierwsza reakcja? Chyba niedowierzanie... Tak, chyba także bezgraniczne zdziwienie. Byłem bowiem jednym z tych ludzi, którzy bardzo interesowali się wszystkim, co dotyczyło terroryzmu i wręcz byłem przekonany, że wcześniej czy później islamscy terroryści zaatakują kraje zachodnie w sposób spektakularny. Spodziewałem się nawet odpalenia ładunków jądrowych w stolicach państw zachodnich jak sugerował Igor Witkowski, więc 11 września nie był dla mnie jakąś szczególną niespodzianką. Tymczasem okazało się, że oto jest potężna grupa ludzi, którzy mówią mniej więcej tak: nie było żadnych zamachów, nie istnieje żaden terroryzm islamski, bo jest to wymysł George`a Busha i jego psubratów z Partii Republikańskiej. To oni zorganizowali ataki na WTC, które przy okazji na deser dodatkowo wysadzili, a Pentagon nie wiedzieć czemu nie potraktowali tak jak wieże WTC samolotami z podwieszonymi ładunkami wybuchowymi, ale Bóg jeden wie z jakiego powodu przydzwonili w niego zwykłym pociskiem samosterującym typu ziemia-ziemia albo powietrze-ziemia. Myślałem, że w takie bzdury nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, ale pomyliłem się i to srogo! Wersję o pocisku samosterujacym powtarzali nawet ludzie, których nigdy bym nie podejrzewał o taki brak krytycyzmu... Przed nosem wymachiwali mi wydrukami z internetu pokazującymi, jak to dziura w Pentagonie jest mniejsza niż powinna. To miało wyjaśnić wszystko: ludzie Busha odpalili pocisk i zabili 125 osób w Pentagonie. Dlaczego? Dla zysków rodziny Busha i ropy. Proste? Proste! Przyznaję, że sprawa tej teorii spiskowej mnie naprawdę zafrapowała... Wiem, że istnieje UFO, wiem, że istnieje reinkarnacja i życie po śmierci, wiem, że musiał być spisek przed zamachem na JFK i istnieje zmowa milczenia wysokich rangą wojskowych w sprawie obecności obcych na ziemi, ale na miły Bóg to nie oznacza, że mam przyjmować nawet największą bzdurę i wierzyć we „wszystko wszystkim”! Potrafiłem podczas spotkania w Polskiej Akademii Nauk wstać i powiedzieć „Panowie, mylicie się... obce cywilizacje od dawna przylatują na Ziemię!” i potrafię także w tej sprawie wstać i powiedzieć „dość!”. Od małego uwielbiałem brytyjską zasadę trzech A, czyli „Alone Against All”. Nawet, jeśli wszyscy ludzie wokół mówią kiwając sobie nawzajem głowami na potwierdzenie, że król jest ubrany, ktoś musi wstać i powiedzieć, że król jest nagi. W środowisku ezoterycznym przyjęło się, że wiara w wielki spisek rządu amerykańskiego jest świętością, niczym katolickie wyznanie wiary. Ludzie, którym sugerowałem idiotyzm tej teorii obrażali się na mnie tak, jakbym obrażał ich matkę... Dla nich nienawidzenie Stanów Zjednoczonych jest oczywistością, nawet wbrew logice, nawet wbrew racjonalnej ocenie naszego świata z demokracjami zachodnimi i drapieżnym, agresywnym światem islamu. Poza tym są jeszcze inne, kulturowe czynniki.

 Jakie?

 Jest ich wiele, ale ja wymienię dwa. Po pierwsze wiara w spisek 11 września jest modna, jest „trendy”. To efekt bardzo intensywnej pracy środowisk lewicowych działających w Europie i w Stanach Zjednoczonych, które od dawna przekonują, że demokracja i wolny rynek to największe zło tego świata. Ci zakłamani i obłudni ludzie osiągnęli zadziwiający efekt nawet w Polsce, gdzie tego typu myślenie staje się dowodem na „zdrowy rozsądek”. Ktoś, kto nie wierzy w spisek 11 września, kto z wypiekami i nabożeństwem nie ogląda wyjątkowo zakłamanego filmu „Zeitgeist” czy dzieła trzech studentów z Nowego Jorku, czyli „11 września niewygodne fakty”, ktoś kto nie wierzy w tezy postawione w tym filmie, to ciemniak, to naiwniak, który ma „klapki na oczach”, który odrzuca „oczywiste” fakty, może i niewygodne, ale jednak „fakty”... naprawdę trudno jest podejmować polemikę z takimi ludźmi

 To jeden czynnik, a drugi?

 Drugi nawet jest ciekawszy jak pierwszy. Otóż jest coś takiego, że generalnie jak ktoś się z czymś oficjalnym nie zgadza, to znaczy, że jest inteligentny, umie myśleć, nie kupuje wszystkiego, co mu „podsuwa propaganda”. Tę zasadę stosują zawsze politycy opozycji także w Polsce, którzy w programach telewizyjnych programowo nie zgadzają się z pomysłami rządu, bo dzięki temu w oczach widzów wypadają jako „łebscy goście, którzy myślą”. Człowiek krytykujący oficjalną wykładnię w oczach ludzi jest bohaterem, który nie boi się powiedzieć „nie” dla upiornego systemu. A że w ten sposób dopuszcza się nawet największej głupoty? A kogo to interesuje... Z teorią spiskową 11 września jest tak samo. Kiedyś ludzi wierzących w atak „Busha na Amerykę” w chwili słabości w jednej z moich publikacji nazwałem wprost idiotami. Czego później na mój temat nie wypisywali... Że się na niczym nie znam, że nie mam żadnej wiedzy o 11 września, że chodzę na pasku imperialistów, a nawet, że jestem opłacany przez CIA! /śmiech/

 Jakoś nie wyglądasz na człowieka, który tym się przejął?

 Widzisz, jestem już w takim wieku, że mam absolutny komfort posiadania własnego zdania. Nie muszę się kierować modą, opinią jakiegoś domorosłego eksperta tego czy innego, a nawet zdaniem przytłaczającej większości. Mało mnie interesuje, co uważa większość ludzi, bo ja wiem, na jakich przesłankach owa większość buduje swoje pojęcie o świecie. W mojej pracy dziennikarskiej wielokrotnie mogłem się przekonać, jak bardzo duże grupy ludzi mogą się mylić, jak są podatni na manipulację. Tak, jak jasno i głośno mówię od lat, że moim zdaniem istnieje reinkarnacja czy zjawisko UFO, tak będę wypowiadał głośno moje zdanie krytyczne, jeśli coś uznam za kompletną bzdurę. I mam prośbę do czytelników, aby uszanowali tę moją cechę, bo sztuka wypowiadania się w sposób sprzeczny z powszechnie obowiązującą modą wymaga silnej woli i odwagi. Mam nadzieję, że i jednego, i drugiego mi nie brakuje.

 Od czego zacząłeś analizę teorii spiskowej „11 września”?

 Od zebrania materiałów. Postanowiłem zdobyć wszystko, co pokazało się na świecie w sprawie teorii spiskowej 11 września. Na początek obejrzałem filmy, które są biblią dla zwolenników teorii spiskowej, czyli dwa arcydzieła manipulacji, a więc „11 września niewygodne fakty” i „Zeitgeist”.

 I jakie było Twoje wrażenie?

 Szczerze?

 Tak, jak najbardziej.

 Nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem... Naprawdę po prostu zatkało mnie. I nawet nie to było najgorsze, że był to moim zdaniem stek wyjątkowo perfidnych bzdur i przekłamań, ale sposób prezentacji, tak zwana zaangażowana narracja, obłudne poświęcenie pierwszego filmu „pamięci ofiar WTC” i usilne wybielanie islamskiego terroryzmu  wydało mi się szczytem zwykłego draństwa. Takiego zwykłego, ludzkiego draństwa, które zrobił ktoś ludziom zamordowanych 11 września 2001 roku w tak bestialski i bezwzględny sposób. Pamiętam, że postanowiłem dowiedzieć się wszystkiego na temat ludzi, którzy głoszą teorie spiskowe dotyczące spisku 11 września, a także zebrać wszystko, co tylko jest dostępne na temat tej teorii. Nie było to proste! Okazało się, że 99.999% ludzi, którzy uwierzyli w teorię o ataku „USA na USA” przekonały właśnie oba filmy, albo tylko jeden z nich. Było to naprawdę przygnębiające, ale ja sięgnąłem do tego, co jest wydawane w USA. W sumie o teorii spiskowej dotyczącej 11 września napisano ok. setki książek. Na szczęście okazało się szybko, że powielają one mniej więcej te same tezy i „szokujące dowody”. Postanowiłem zebrać je w całość i spisać je w punktach. Zajęło mi to trochę, ale zrobiłem to. I dopiero wtedy wyłonił się z tego spójny obraz. Zacząłem rozumieć, jaki był pomysł autorów na udowodnienie ataku „ludzi Busha na USA”, jak oni owe „szokujące dowody” znajdowali, jakim kluczem i jakimi kryteriami się kierowali.

 Czy ktoś z wielkich znawców terroryzmu przewidział ten atak?

 Oczywiście, jest wiele takich osób. Przykładem może być amerykański kandydat do nagrody Nobla w dziedzinie literatury, Don Delillo, który w swoich książkach wielokrotnie wspominał o kierunku, w jakim rozwinie się islamski terroryzm, a raz prawie opisał przyszły zamach na centrum Nowego Jorku. W jednej z ostatnich książek, naprawdę znakomitej „Spadając”, choć właściwie oryginalny tytuł tej książki to „Spadający Człowiek”, Delillo nawiązuje do słynnych scen uwiecznionych na fotografiach, kiedy to zdesperowani ludzie wybierali skok śmierci z wysokości kilkudziesięciu metrów na beton od spalenia się żywcem. Ten pisarz może jednak powiedzieć o sobie, że naprawdę przewidział ten atak w swoich wcześniejszych powieściach. Zresztą, dla osób uważnie śledzących wydarzenia na świecie wcale to nie było specjalnie trudne… To musiało się stać wcześniej czy później.

 Naprawdę myślisz, że 11 września musiał nastąpić?

 Rozmawiałem ostatnio z Krzysztofem Lidelem, dyrektorem CBnT, czyli Centrum Badań nad Terroryzmem. To człowiek obeznany z materią terroryzmu jak nikt inny, naprawdę znakomicie orientujący się zwłaszcza w terroryźmie islamskim.  Dla niego cały atak 11 września był logiczną konsekwencją wcześniejszych wydarzeń, a nie jakąś wielką niespodzianką. To smutne, ale specjaliści od terroryzmu w swoich publikacjach wielokrotnie uprzedzali, że to się wszystko zakończy jakimś masowym atakiem samobójczym na symbol zachodu, symbol naszego świata, naszego stylu życia. Zapytałem go o teorię spiskową dotyczącą 11 września i usłyszałem komentarz, którego niestety przytoczyć się nie da, choć nie ukrywam, że bardzo podobnie oceniam tych amerykańskich internetowo-domowych specjalistów od terroryzmu i spisków… Poprosiłem go także o krótką wypowiedź na temat 11 września. Myślę, że można ją będzie zamieścić przy okazji publikacji tego wywiadu.

 Ile osób musiałoby brać udział w organizacji zamachów 11 września 2001 roku, jeżeli założymy, że zamachy zostały zorganizowane przez USA?

 Za chwilę to wyjaśnię i podam bardzo precyzyjną liczbę organizatorów zamachów, ale najpierw muszę stanowczo zaprotestować wobec błędu, jaki jest w samym postawieniu takiego pytania.

 To znaczy?

 Nie ma czegoś takiego, jak „USA, które zrobiło to, czy USA które zrobiło tamto” itp.. Zawsze staram się protestować na tego typu kolektywistyczne i do cna fałszywe uogólnienia, które są równie prawdziwe jak teza głoszona przez Lenina, że komunizm zapanuje nad światem w ciągu 5 lat od wybuchu rewolucji…Nie istnieje żadne „USA sprawca tego czy tamtego”, ale są konkretni ludzie odpowiedzialni za dany projekt! Zawsze za wielkimi wydarzeniami historycznymi stoją decyzje konkretnych ludzi i cały urok zajmowania się historią polega na tym, aby ustalić takich ludzi i wymienić ich nazwiska, spojrzeć im prosto w twarz.

 Czy w przypadku ataku 11 września możemy wymienić republikańskich polityków odpowiedzialnych za zamach?

 Ależ oczywiście, zrobimy to za chwilę jednym tchem i o każdej porze dnia i nocy, ale jeszcze dwa słowa o absurdzie stawiania sprawy w stylu „USA zaatakowały” itp. Czy do USA zalicza się czarny raper z Dallas wykrzykujący teksty o tym, jak nienawidzi Ameryki? Odpowiedź prawidłowa brzmi – tak, że jest on częścią USA. Ale czy on stoi za atakiem USA na USA?! I tu także z odpowiedzią nie będziemy mieli kłopotów – nie, on z tym aktem nie ma nic wspólnego. W ten sposób już od tych 300 milionów Amerykanów składających się na Stany Zjednoczone musimy odliczyć tego dżentelmena. Idąc tym tropem możemy śmiało wyeliminować czarnoskórych trockistów, wyznawców przeróżnych wspólnot muzułmańskich, latynosów, homoseksualistów czy feministki o przeważnie bardzo lewicowych poglądach, a także ortodoksyjnie zwalczających ideę amerykanizmu tzw. czarnych protestanckich kościołów i tak z tych 300 milionów osób odpowiedzialnych za zamachy 11 września zrobi się 200 milionów. Teraz odliczmy starców i dzieci. Powiedzmy, że w organizowaniu zamachów brały udział osoby starsze niż 20 lat i młodsze niż 70 lat. Takiego zawężania tej grupy można zrobić jeszcze kilka etapów, wyeliminować fanatycznych zwolenników Demokratów i tak krok po kroku dojdziemy do grupy ok. 10 milionów ludzi, którzy są w przeważającej liczbie białymi mężczyznami, zwolennikami Partii Republikańskiej. Na czele tej przestępczej piramidy stoi oczywiście prezydent George Bush z grupą najbliższych współpracowników, którzy musieli być wprowadzeni w plan ataku „USA na USA”. I tak doszliśmy do potencjalnych winnych, w miarę precyzyjnie określiliśmy grupę, w której kryją się ci bandyci!

 Powróćmy jeszcze do pytania: ile osób z tajnych służb amerykańskich musiało by brać udział w organizowaniu takiej operacji?

 Zanim odpowiem na to pytanie, muszę coś opowiedzieć. Otóż na studiach na czwartym roku miałem wyjątkową okazję uczestniczenia w ciekawym seminarium, które było związane z... jak by to powiedzieć... podpisaniem specjalnego oświadczenia zawierającego coś w rodzaju przysięgi. Chodziło o to, że wszystkie informacje, które poznam w trakcie tego seminarium, pozostaną tylko i wyłącznie do wiadomości uczestników seminarium.

 Dlaczego?

 Bo akurat materia tego seminarium zahaczała o sprawy uznane przez armie na całym świecie za materię strategiczną dla bezpieczeństwa państwa. Fascynujące, prawda?

 Tak. A jak się nazywa ta wiedza?

 W sumie tak dość pospolicie i banalnie: Badania Operacyjne. Jednak to tylko pozory, bo kryje się pod nią prawdziwa bomba, bo Badania Operacyjne pozwalają z gigantyczną precyzją oszacować wielkość zbliżającej się armii, ilość środków przenoszenia ludzi i sprzętu potrzebnych do danej operacji, a także ilość osób potrzebnych do zorganizowania akcji specjalnych, w tym zamachów terrorystycznych, które także można zaliczyć do akcji specjalnych. W czasie studiów razem z kolegą postawiliśmy sobie zadanie policzenia, ile osób musiało by brać udział w zamachu na JFK, jeżeli założymy, że za zamachami kryłyby się amerykańskie służby specjalne. Wbrew pozorom Badania Operacyjne to także skomplikowana matematyka, dużo złożonych wzorów i rachunków opartych m.in. o całkowanie. Mówiąc krótko – bardzo poważna rzecz. Na samym początku zebraliśmy wszystkie dostępne dane dotyczące zamachu na Kennediego. Analizowaliśmy przebieg zamachu, ilość świadków, sposób maskowania operacji. Przy bardzo ostrożnych szacunkach z założeniem, że istniały grupy operacyjne związane z przygotowaniem, zabezpieczeniem, transportem sprzętu itp. w takim zamachu powinno uczestniczyć ok. pół tysiąca osób.

Wracając jednak do ataków z 11 września – proszę pamiętać, że tutaj mówimy o zupełnie innej skali operacji. Porównywać zamach na JFK i zamach 11 września to jak porównać imieniny u cioci z ewakuacją dużego miasta – i tu, i tu wymagane jest pewne przygotowanie do samego przedsięwzięcia, ale mówimy jednak o różnych półkach. A jednak podjąłem się takiego zadania i w oparciu o dostępną mi wiedzę policzyłem, ile osób ze służb specjalnych musiałoby być zaangażowanych w tę operację. Już w trakcie liczenia złapałem się za głowę, bo szybko okazało się, że musiała to być armia ludzi, cała armia ludzi… Jeżeli ktoś myśli, że to mógł zrobić George Bush z jakąś kameralną grupą agentów, to lepiej niech zamilknie, bo nie ma pojęcia, co znaczy operacja na taką skalę. Zacznijmy od tego, że musiały być wykonane potężne działania logistyczne zakładający tzw. maskowanie operacyjne. Akurat w przypadku tego zamachu jest to potężne wyzwanie, gdyż w grę wchodzą rodziny ofiar zamachu, które musiałyby być nie tylko manipulowane, ale także zastraszane. Łatwo powiedzieć „zastraszane”, prawda? Cóż to za problem, zastraszyć kilka tysięcy ludzi? Można powiedzieć „banał”! Tymczasem ktoś musi fizycznie przyjść do takich ludzi, ktoś musi ustalić formułę zastraszania, groźby, scenariusz wywierania presji, opcje odmowy i możliwe warianty posługiwania się elementami groźby związanej z zagrożeniem życia rodziny. Ktoś musi ustalić adresy, załatwić transport, ustalić kompetencje poszczególnych służb mających na celu zastraszanie. I tak niewinne hasło „zastraszanie świadków” z punktu widzenia Badań Operacyjnych nabiera zupełnie innego i niezwykle konkretnego wymiaru. Ponieważ mówimy o tysiącach osób bezpośrednio uczestniczących w organizowaniu zamachów 11 września, więc także skala służb zastraszania musiałaby być odpowiednio potężna. Ale jeszcze lepiej problem logistyki osobowej pokazuje operacja związana ze zmanipulowaniem członków rodzin ofiar, operacja, która musiała mieć miejsce, jeśli założymy, że całość zorganizowały służby specjalne Stanów Zjednoczonych. To jest wyzwanie nie mające nawet odpowiednika w historii nie tylko światowych służb specjalnych, ale chyba także światowego teatru. To musiałoby być bowiem przedstawienie na gigantyczną skalę, niewyobrażalną wręcz nawet dla największych specjalistów od planowania strategicznego. Próbowałem policzyć, ile osób, wysoko wykwalifikowanych specjalistów musiałoby brać udział w takiej operacji i przyznam, że miałem z tym kłopot, gdyż skala tego jest oszałamiająca. Ale załóżmy, że musiałoby by zostać do tego zaangażowanych ok. 5 tysięcy najlepszych specjalistów, w tym także grupa wybitnych aktorów, najlepszych w swoim fachu. Po prostu mistrzów zawodu!

 Możesz to bardziej sprecyzować?

 Oczywiście. Policzmy liczbę rodzin, którzy stracili swoich bliskich w zamachach 11 września, a mówię tutaj tylko o tych ludziach, którzy byli na pokładach samolotów użytych do ataków. W samolocie American Airlines lot 11 było 88 osób, w samolocie United Airlines lot 175 było 59 osób, na pokładzie Boeinga 757 American Airlines lot 77 było 59 osób, a w samolocie United 93 było dokładnie 40 osób. Odliczając 19 porywaczy i tak mamy 227 osób. Odliczając dzieci mamy około dwieście rodzin, które straciły bliskich, którzy tego feralnego dnia znaleźli się na pokładach tych czterech samolotów. W USA działają stowarzyszenia, w których ci ludzie są zrzeszeni, spotykają się nawzajem, starają wspólnie podtrzymywać w cierpieniu i smutku po stracie bliskich. Dlaczego sprawa tych rodzin jest bardzo ważna dla osoby, która chce na serio zająć się teorią wielkiego spisku? Powodem jest to, że część z pasażerów samolotów kontaktowała się ze swoimi rodzinami, dzwoniła do nich z pokładów maszyn, o czym zresztą mogę opowiedzieć więcej trochę później. Zapis części z tych rozmów jest powszechnie dostępny w sieci, to naprawdę poruszające materiały. Rodziny nagrywały te rozmowy na sekretarki telefoniczne, część z nich została odtworzona dzięki automatycznemu zapisowi central telefonii komórkowej. Z zapisu tych rozmów możemy się dowiedzieć sporo o tym, jak wyglądał sam moment uprowadzenia samolotów, jak nagle terroryści poderwali się z miejsc w pierwszej klasie i krzycząc „Allah Akbar!” wbiegli do kabiny pilotów. Pasażerowie nie wiedzieli, że są uprowadzone inne samoloty, błagali wręcz najbliższe rodziny, aby te natychmiast zawiadomiły jakieś służby o tym, że być może mają do czynienia z zamachem terrorystycznym. Ich bliscy natychmiast dzwonili zresztą pod numer 911, gdzie dość szczegółowo opisywali przebieg swoich rozmów z uprowadzonymi samolotami. Na całym świecie tego typu rozmowy są rejestrowane i w ten sposób mamy kolejny potężny materiał dla historyków dokumentujących 11 września 2001. Ten moment jest bardzo ważny, gdyż dzięki temu wiemy, że samoloty właśnie zostały uprowadzone – jak oni wtedy mówili – „przez jakiś bardzo agresywnych ludzi chyba jakiś Arabów”. To kluczowy moment dla teorii zakładających, że zamach był sfingowany przez służby amerykańskie. Dlaczego? Już wyjaśniam. Jeśli bowiem założymy, że to najemnicy Georga Busha zorganizowali ten zamach, to także tutaj musieli zadbać o zmanipulowanie rodzin i wytworzenie w nich wrażenia, że oto są jacyś islamscy terroryści na pokładach samolotów, których w rzeczywistości nie było. I mamy tutaj dwie możliwości: pierwsza, że specjaliści od udawania czyjeś mowy w czasie zamachów odgrywali cyrk z telefonami pasażerów samolotów do rodzin, albo że same rodziny zostały opłacone przez bandytów od George Busha, zastraszeni i oczywiście milczą, że dali się zmanipulować. Tu jednak pragnę zauważyć, że kiedy rodzice tracą własne dziecko, to są gotowi pójść choćby w ogień, aby ukarać sprawców. Mają gdzieś groźby, zastraszania, pieniądze, interes państwa, zyski z ropy rodziny Bushów... w miarę jak człowiek staje się coraz starszy, takie rzeczy tracą na znaczeniu. Nie ma możliwości, aby zmusić rodziców, którzy stracili własnego syna czy córkę, do odgrywania szopki kryjącej bandytę Busha przed ujawnieniem jego jako prawdziwego mordercy ich dzieci... chyba każdy intuicyjnie rozumie, że po prostu nie istnieje sposób na zastraszenie matki syna, który zginął w zamachach.

 Obie teorię są ciekawe, ale... Twoim zdaniem która mogłaby być bardziej prawdopodobna?

 Zanim odpowiem na to pytanie pozwolę sobie zwrócić uwagę, że sprawa owych pasażerów samolotów jest kluczowa w wykazaniu, że cała teoria spiskowa 11 września jest niewarta funta kłaków. Ten punkt został zbagatelizowany przez twórców tej teorii spiskowej, celowo pominięty jako mało wygodny... I wcale im się nie dziwię. Zawsze powtarzam dla wszystkich, którzy coś chcą udowodnić lub coś wykazać, że należy się opierać na konkretnych przykładach, których weryfikacja jest możliwa nawet wtedy, kiedy nie ma się bezpośredniego dostępu do dokumentów.

 Możesz to bardziej wyjaśnić?

 Tak. Najpierw jednak przywołam słynne twierdzenie, że „wszystkie koty są czarne”. Aby wykazać, że jest ono fałszywe, nie trzeba sprawdzać wszystkich kotów tego świata po kolei łapiąc naszych czworonożnych futrzastnych przyjaciół, ale wystarczy znaleźć jednego, słownie jednego białego kota, który natychmiast to pierwotne twierdzenie o wszystkich czarnych kotach posyła w kosmos. Tak samo jest z teorią spiskową dotyczącą 11 września. Amerykańscy orędownicy tej wyjątkowo zakłamanej teorii proponują ludziom pewną grę wciągając ich w setki, tysiące szczegółów, które się rzekomo nie zgadzają i które coś tam mają wykazać. A to, że gdzieś w Arabii Saudyjskiej podobno mieszka jeden z tych porywaczy, który miał być rzekomo na pokładzie porwanego samolotu. Mówią nawet więcej, że pracuje w saudyjskich liniach lotniczych. Jako tzw. przebitkę w materiale filmowym śmiga jego zdjęcie i jakiś papier sugerujący, że mamy do czynienia z dokumentem. Kto to sprawdzi? Kto pojedzie do Arabii Saudyjskiej i zrobi śledztwo w tej sprawie? Kto na miły Bóg to zweryfikuje? Oczywiście nikt! Widz ogląda ten fragment filmu i kręci z uznaniem głową „no proszę, ale numer... wszystko było ukartowane... a niech to!”. Taka osoba nie zdaje sobie sprawy, że jest to manipulacja nieweryfikowalnymi elementami tezy, klasyczny chwyt nowoczesnej erystyki, czyli sztuki prowadzenia sporów. Tymczasem osoba chcąca wyrobić sobie pogląd na temat prawdziwości spiskowej teorii nie powinna koncentrować się na tym, dlaczego nie było tysiąca kamer wokół Pentagonu, dlaczego tamten powiedział coś, co nie było zgodnego z czymś, co kto inny powiedział, ale na rzeczach pewnych, które nawet siedząc w fotelu przed ekranem monitora w Polsce można w miarę poprawnie zweryfikować. Trzeba bowiem ustalić listę jakichkolwiek aksjomatów, aby móc ocenić dane twierdzenie.

 Zacznijmy w takim razie od filmu „11 września niewygodne fakty”, który...

 ...został zrobiony przez trzech łebskich studentów, oczywiście wielce wybitnych ekspertów, zwłaszcza od chodzenia w czarnych koszulach „tych, co znają prawdę o 11 września”, bo wszędzie tych trzech durniów się w nich pokazuje. Scenarzystą i głównym reżyserem tego monumentalnego dzieła był Dylan Avery, a producentami Korey Rowe oraz Jason Bermas. Cała trójka studiowała na jednym z nowojorskich uniwersytetów. Film miał swoją premierę 13 kwietnia 2005 i został wyprodukowany jedynie za 2 tysiące dolarów. Błyskawicznie okazało się, że był komercyjnym strzałem w dziesiątkę i powstały dwie kolejne części, druga miała swoją premierę w sierpniu 2006, a ostatnia wyprodukowana już za 200 tysięcy dolarów w listopadzie 2007. Zarobili na tym furę pieniędzy, bo chętnych do poznania prawdy o „ataku złego Busha na Amerykę” znalazło się wielu na całym świecie. Film to już nawet nie stek głupot, a raczej luźno zebranych informacji z internetu przez nich kreowanych na jakieś poszlaki, które mają demaskować prawdziwych twórców zamachów... Prawdę mówiąc nie powinno się nawet zniżać do polemiki z tymi ludźmi.

 Możesz podać przykład?

 Wszystko w tym filmie jest dobrym przykładem ludzkiej głupoty, ale także manipulacji. Film zaczyna się pokazaniem rzekomego dokumentu z 1962 roku z operacji Nortwoods, który miał pokazać, jak to amerykański rząd miał przeprowadzić pozorowane ataki terrorystyczne w czasach konfliktu z Kubą. W dokumencie jest mowa o tym, jak to miały być użyte bezzałogowe samoloty do ataków na ważne obiekty w USA. Problem w tym, że na początku lat 60-tych bezzałogowe samoloty istniały jedynie jeszcze w wyobraźni inżynierów, co jakoś uszło uwadze trzem dzielnym demaskatorom. W filmie cytują zresztą masę równie idiotycznych dokumentów, których moim zdaniem wiarygodność nie jest już nawet bliska zeru, ale jest znacznie poniżej poziomu gruntu. Przy okazji podają dziesiątki autentycznych faktów, które mają wykazać, że Ameryka przygotowywała się na zamach terrorystyczny. Wszystko to razem odpowiednio zmieszane robi na widzach wrażenie, że oto mają do czynienia ze świetnie udokumentowanym przykładem wielkiego spisku wszystkich ze wszystkimi, ale głównie białych, amerykańskich polityków z Partii Republikańskiej. Popełniamy jednak błąd w założeniu, gdyż analizę tego, czy 11 września był spisek amerykańskich służb czy też, należy przeprowadzić na tak zwanym aksjomacie pewnym, ale o tym może za chwilę.

 Dobrze, a powiedz, czy... czy uważasz, że Ameryka w pewien sposób przygotowywała się do zamachów terrorystycznych?

 Oczywiście, choć czyniła to nieudolnie, ale takie przygotowywania były robione. Terroryzm islamski od lat 70-tych... ale wracając do filmu. Tam podaje się kilka faktów, które mają coś tam znaczyć. Ot, choćby to, że 1 grudnia 1984 firma Boeing przeprowadziła kontrolowaną katastrofę własnego samolotu typu Boeing 720 z kukłami na pokładzie. To rutynowy test bezpieczeństwa, klasyczny crash-test, jaki każda firma lotnicza musi przeprowadzić wiele razy. Tymczasem w filmie materiał z tego crash-testu jest użyty celowo. Jego prezentacja ma zrobić na widzach wrażenie, że niby te skunksy od Busha już wtedy w latach 80-tych przygotowywali się do użycia samolotów jako pocisków w ataku terrorystycznym... Naprawdę, ręce opadają. Albo to z ćwiczeniami Norad, w których jeden z wariantów zakładał atak samolotów na ważne obiekty w Stanach Zjednoczonych. Tego typu warianty analizują wszystkie systemy obrony dużych światowych mocarstw. Ale ta informacja naprawdę nie zawiera wskazówki, że analitycy systemu obrony Norad w jakikolwiek sposób symulowali uprowadzenie samolotów przez rząd amerykański! Głupota goni głupotę, ale jak się to wszystko ustawi obok siebie i odpowiednio sugestywnie naczyta głosem lektorskim, to „ludzie to kupią”.

 W filmie jest podana informacja o jakimś ubezpieczeniu, które miało dotyczyć WTC i które miało być podpisane tuż przed atakami. Znasz tę sprawę?

 Tak. W lipcu 2001 właściciel kompleksu WTC Larry Silvestrain podpisał kolejną umowę ubezpieczeniową na wypadek zniszczenia budynków, która opiewała na kwotę 3.5 miliarda dolarów. Zdaniem autorów „Niewygodnych Faktów” to ma pokazywać, że wiedział wszystko i był umoczony w spisku. Silvestrain wyjaśniał jednak wiele razy, że WTC były ubezpieczone od aktów terroryzmu od samego początku powstania, czyli od 4 kwietnia 1973 roku. Praktycznie nie było nawet jednego dnia, aby WTC nie były ubezpieczone! Ale taka informacja o dziwnej umowie ubezpieczeniowej podana w odpowiednim kontekście działa na wyobraźnię, prawda?

 Podobno ktoś zarobił na sprzedaży akcji wielkich towarzystw lotniczych?

 Kompletna bzdura. W filmie jest mowa o tzw. opcjach, czyli pewnego rodzaju zakładach, że cena akcji danej spółki wzrośnie lub spadnie. Wszelkie informacje o tym, że ktoś wiedział o ataku 11 września i wcześniej, pod tą katastrofę ustawił opcje, jest całkowitą bzdurą. Owszem, takich opcji pojawiło się na giełdzie przy Wall Street więcej 6 września 2001, ale był to już efekt ataku 11 września i trafnej oceny rynku przez inwestorów i wyzbywania się opcji w najlepszym momencie. Od 11 września 2001 roku ceny akcji producentów samolotów i linii lotniczych poszybowały w dół jak rzucone kamienie i wtedy ruszyła prawdziwa lawina spekulacji na opcjach.

 W filmie jest zaprezentowana jedna osoba, która wiedziała o spisku. Wiesz, o kim mówię...

 Oczywiście o Condoleezza Rice . Tak?

 Tak.

 Miała ona zadzwonić do czarnoskórego burmistrza San Francisco Willie Browna i uprzedzić go, aby ten 11 września nie latał samolotami. Miała to zrobić osobiście przez telefon, co poparło swoim autorytetem wybitne źródło informacji.

 Jakie?

 Radio Pacifica, programowo antyrepublikańskie, które treściowo nawiązuje do buntu hipisowskiego z lat 60-tych, ale takich szczegółów już autorzy filmu nie podają, bo i po co. Tego typu „niewygodne fakty” podawane są w filmie z prędkością karabinu maszynowego i nikt nawet przez chwilę nie ma szans aby się połapać, że jest to swoisty wyścig niesprawdzonej głupoty ze zmanipulowaną i wyjętą z kontekstu durnotą.

 W filmie pojawia się także Osama bin Laden. Może o nim chwilę porozmawiajmy?

 Świetny pomysł. Osama to typowy synalek arabskiej bogatej rodziny, który mimo nienawiści do zachodniej chrześcijańskiej kultury nie miał nigdy zamiaru korzystać z opieki zdrowotnej oferowanej przez swoich braci muzułmanów, ale grzecznie maszerował do szpitali amerykańskich płacąc za to żywą gotówką, jak cała jego rodzina liczna zresztą jak plemię Beduinów. Tymczasem tego typu fakt wyciągają autorzy filmu i puszczają oko do widzów: „acha, widzicie go? Skaptowany został pewnie przez tych jankeskich skunksów!”. Wobec takiej logiki myślenia demaskatorskiego nie należy się uśmiechać, ale po prostu popukać w głowę i odesłać do lekarza specjalisty.

 A co z teoriami, że to nie były samoloty pasażerskie?

 Tylko transportowce?

 Tak.

 Dobrze, że wspomniałaś tę piramidalną bzdurę, bo ona dobrze pokazuje sposób rozumowania twórców filmu. Skąd się wzięły transportowce? Otóż na początku dziennikarze nie wiedzieli dokładnie, co się stało, mówiłem o tym. Czy to może coś eksplodowało w WTC, a może uderzył jakiś samolot? W filmie jest nawet taka scena, kiedy widzimy dziennikarza w helikopterze, który zastanawia się po uderzeniu drugiego Boeinga w WTC, co to mógł być za samolot i że on patrząc z helikoptera po bokach nie widział żadnych okien. No zgoda, ale on opisuje samolot zasuwający z prędkością 850 kilometrów na godzinę, który widział z trzęsącego się w powietrzu małego helikoptera z odległości kilometra! Nie jest dziwne, że gada duby smalone o „pewnie jakimś transportowcu”, bo dobrze samolotu nie widział. To my jesteśmy w komfortowej sytuacji, gdyż możemy dysponować setkami zapisów wideo drugiego samolotu uderzającego w WTC także w jakości HD i tutaj nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że samolot „nie miał okien” i pewnie był jakimś transportowcem, bo te okna widać na wideo równie dobrze, jak wszystko inne łącznie ze znaczkiem United Airlines. Ale mimo tego autorzy filmu dają ten fragment z „samolotem bez okien” bez nawet cienia wstydu, że doprowadzają manipulację do poziomu zakładu zamkniętego z Tworek. W ten sposób bowiem traktują swoich widzów jak kompletnych idiotów, ale tę metodę stosują zresztą nagminnie przez cały czas i trzeba przyznać z niezłym skutkiem, jeśli czyta się komentarze polskich jedenastowrześniologów.

 Mówiłeś już o tych eksplozjach, które według autorów filmu zawaliły oba drapacze chmur...

 Tak, ale o czym tu mówić? Czy nazwanie tych ludzi idiotami będzie na pewno zniewagą, a nie przypadkiem diagnozą? Nie chcę powtarzać tego, że zawalanie się kolejnych kondygnacji i uderzania jednej kondygnacji o drugą pod względem uwalnianej energii można tylko porównać do małych eksplozji, ale chcę zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza to draństwo zastosowane przez autorów filmu, kiedy nagle pokazują młodego reportera telewizyjnego, który na żywo relacjonuje wydarzenia z WTC i nagle zaczyna się walić pierwsza wieża. On, zupełnie nie wiedząc co się dzieje, papla w stylu „ogromna eksplozja, gruz sypie się na wszystkich wokół... lepiej stąd uciekajmy!” Oczywiście najważniejsze jest słowo „eksplozja”, którą palnął w emocjach ten młody reporter, gdyż najpierw był słyszany wyraźny huk. Oczywiście celem takiej manipulacji jest wytworzenie wrażenia, że wszystko zaczęło się od eksplozji, a więc ładunku wybuchowego, którzy ludzie Busha założyli być może jeszcze w czasach, kiedy był budowany WTC, czego zresztą nie wykluczają te spiskoświry. Ale ważniejsza jest druga sprawa, na którą chcę zwrócić uwagę. Otóż obie wieże zawaliły się w zupełnie różny sposób, całkowicie różny. Pierwsza istotnie, zapadała się w sobie pochłaniając niczym w drapieżnej gardzieli kolejne piętra, ale druga wieża w pewien sposób przewróciła się wcześniej nawet się przechylając. Ten drobny fakt jakoś umknął uwadze wielu osobom analizujących upadek obu wież.

 A zawalenie się WTC7, czyli tego gmachu obok?

 Że niby co, że ten budynek amerykańscy złoczyńcy od Busha też wcześniej naszpikowali trotylem, o tym mówisz?

 No... tak!

 Budynek World Trade Center 7 to budynek w Nowym Jorku, który znajdował się w strefie World Trade Center na dolnym Manhattanie. Znajdował się on bezpośrednio przy strefie upadku głównej konstrukcji wieży południowej i którego upadek praktycznie przeorał na pół. Kiedy ja obserwowałem zawalenie się wież WTC byłem przekonany, że po czymś takim zawalą się budynki przy co najmniej dwóch ulicach. W roku 1998 byłem w WTC i dobrze znałem tereny wokół budynków. Nie mogłem uwierzyć, że po zawaleniu się wież rozsypał się tylko jeden, słownie jeden budynek stojący w ich bezpośrednim sąsiedztwie, tylko wspomniany wcześniej WTC7! To zupełnie zburzyło moją wizję skutków tego typu katastrofy, ale... jak się okazuje nawet ten fakt może okazać się znaczący dla ludzi, którzy na siłę szukają we wszystkim ręki Busha. Okazało się, że laski dynamitu agenci także wsadzili w WTC7 i jego wysadzili na wszelki wypadek aby wzmocnić efekt ataku, jak by mogło być inaczej... Czy z tego rodzaju teoriami w ogóle można poważnie dyskutować?

 No i czas na świętą krowę miłośników spisku 11 września, absolutny dowód, rodzaj dowodu nad dowodami, czyli... no właśnie, czy wiesz, o czym mówię?

 Masz na myśli lot numer 77 i Pentagon?

 Tak, oczywiście chodzi mi dokładnie o ten lot.

 Ech, tyle razy już o tym mówiłem, że już nie mam siły raz jeszcze... ale dobrze. Uderzenie w Pentagon samolotu samolotu Boeing 757 z 58 pasażerami i 6-cioma członkami załogi było wyjątkowe wśród wszystkich innych z jednego powodu.

 Mianowicie?

 Wysokości lotu. Czegoś takiego jeszcze nie było w historii, aby potężny odrzutowiec poruszał się z taką prędkością tak nisko! Tu muszę od razu zmartwić wszystkich obsesyjnie wierzących w teorię, że „dziura była za mała jak na taki samolot”, gdyż w odróżnieniu od autorów filmu ja zainteresowałem się świadkami przelotu tego samolotu, a było ich mnóstwo. Prawdę jest, że zapisy kamer zostały zarekwirowane przez FBI co jest zresztą standartową procedurą (tak samo było z taśmą Abrahama Zaprutera w przypadku zabójstwa JFK), ale nikt nie zabronił mówić świadkom. A było ich około tysiąca! Są to ludzie, którzy przejeżdżali w samochodach albo przechodzili w pobliżu lotu tego samolotu. Wszyscy oni opisywali widok, który paraliżował, który hipnotyzował i obezwładniał... Widok, którego się nie zapomni do końca życia.

 Jaki widok?

 Widok olbrzymiego samolotu, który rycząc pełną mocą silników poruszał się z prędkością ponad 800 kilometrów na godzinę tak nisko nad ziemią, że uszkadzał latarnię i prawie ocierał się o stojące samochody! To musiało być coś naprawdę niepojętego, skoro większość tych ludzi zapamiętała ten widok i opisywała go bardzo podobnie. Co mówią świadkowie? Wszystko rozgrywało się w tysięcznych ułamkach sekundy, ale opisują oni, że samolot jeszcze przed uderzeniem w gmach Pentagonu o coś potrącił, co sprawiło, że skrzydła zapadły się do wewnątrz i w sam gmach uderzyła ją tylko kula ognia. Naprawdę trzeba wykazać się wyjątkowo złą wolą, aby udawać, że nie istnieją bardzo precyzyjne relacje świadków tego wydarzenia. Oczywiście te głąby od „11 września niewygodnych faktów” pokazują na rysunkach, jak powinien wyglądać „ślad po samolocie”, gdyby wcześniej uderzył w ziemię... Jakoś nikt z nich nawet nie pomyśli, że mówimy o sytuacji szczególnej, kiedy kilkaset ton metalu porusza się z użyciem pełnego ciągu silników i przy tej prędkości nawet zderzenie z ptakiem musi uwolnić energię małej bomby! Nikt nigdy nie robił tego typu eksperymentów, tego typu doświadczeń i nikt nie może stwierdzić, jak co powinno wyglądać! Myślę, że na końcu tego wywiadu trzeba umieścić fragmenty filmów z mojego archiwum, w tym także ten, w którym mówią świadkowie przelotu nad ziemią Boeinga lotu nr 77.

Baza FM, 2009



zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 18
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 18

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Rój obiektów UFO na niebie? Zapraszamy do odwiedzenia XXI PIĘTRA - na końcu publikacji nowa relacja o tego typu obserwacji.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Nie, 14 paź 2018 09:41 | Miejscowość Radziechowy, obok Żywca. Godzina 17.43 (13 października - przyp. FN). Wracając z lasu szedłem drogą spod góry Matyska, gdy zaciekawiło mnie światło świecące samotnie w górach. Zrobiłem zdjęcie [...] ... RELACJA I ZDJĘCIE PREZENTUJEMY W DZIALE 'RELACJE' serwisu www.emilcin.com .... ....

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 23 września 2018 | Ta historia czasami jest przeze mnie opowiadana podczas spotkań z czytelnikami w różnych miejscach Polski. Ludzie mówią mi wtedy, że słuchając jej czują ciarki na plecach. I mają rację, choć nigdy słowa nie opiszą tego, jak ja się czułem, kiedy usłyszałem ją od jej uczestników.

czytaj dalej

FILM FN

Tajemnicza dziura k. Janówka (Lubelskie) - film pokazuje latarkę spuszczoną na dół otworu. Głębokość dziury to 18 m!

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.