Dziś jest:
Wtorek, 11 maja 2021

Historia spotkania Jana Wolskiego z UFO w Emilcinie jest jedną z najprawdziwszych, jakie w ogóle zna nasza cywilizacja. Materiał dowodowy w tej sprawie jest mniej więcej tej samej mocy jak dowody o które sądy skazują ludzi na kary wieloletniego więzienia. A powiedziałbym nawet, że w oparciu o ten materiał dowodowy sąd mógłby skazać kogoś na karę śmierci.
Zbigniew Blania-Bolnar o Bliskim Spotkaniu III Stopnia z UFO w Emilcinie, które miało miejsce 10 maja 1978 roku

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - schowaj formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




INDIE: UBOCZNY EFEKT KORONAWIRUSA - OZDROWIEŃCY UMIERAJĄ LUB TRACĄ WZROK
Dziś, 07:27 | komentarze: 2 czytany: 1038x

Kiedy wyjątkowo śmiercionośna druga fala epidemii COVID-19 nawiedza Indie, lekarze zgłaszają coraz więcej przypadków mukormykozy wśród powracających do zdrowia i ozdrowieńców. Wskaźnik śmiertelności tej grzybicy to aż 50 procent.Czym jest mukormykoza? To rzadka infekcja spowodowana ekspozycją na grzyba rzędu Mucorales, który powszechnie występuje w glebie, roślinach, oborniku oraz rozkładających się.......

czytaj dalej

Kiedy wyjątkowo śmiercionośna druga fala epidemii COVID-19 nawiedza Indie, lekarze zgłaszają coraz więcej przypadków mukormykozy wśród powracających do zdrowia i ozdrowieńców. Wskaźnik śmiertelności tej grzybicy to aż 50 procent.

Czym jest mukormykoza? To rzadka infekcja spowodowana ekspozycją na grzyba rzędu Mucorales, który powszechnie występuje w glebie, roślinach, oborniku oraz rozkładających się owocach i warzywach.

- Jest wszechobecny, znajduje się nawet w nosie zdrowych ludzi - tłumaczył doktor Akshay Nair, chirurg i okulista z Bombaju.

Mucorales może zagrażać życiu osób chorych na cukrzycę lub z silnie obniżoną odpornością, takich jak pacjenci z nowotworami lub z HIV/AIDS.

Objawami tej infekcji są zatkany i krwawiący nos, obrzęk i ból oka, opadanie powiek, gorsze widzenie, aż wreszcie całkowita utrata wzroku. Na skórze wokół nosa mogą pojawiać się czarne plamy.

Lekarze twierdzą, że większość pacjentów zgłasza się za późno, gdy już straci wzrok, a wtedy trzeba usunąć oko, aby infekcja nie dotarła do mózgu. W niektórych przypadkach, jak mówili medycy z Indii, pacjenci stracili wzrok w obu oczach. W takiej sytuacji lekarz musi chirurgicznie usunąć kość szczęki, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się infekcji.

Wysoki wskaźnik śmiertelności

Doktor Nair uważa, że mukormykoza, której ogólny wskaźnik śmiertelności wynosi 50 procent, może być wywołana przez stosowanie sterydów ratujących życie ciężko i krytycznie chorych pacjentów z COVID-19. Sterydy zmniejszają stany zapalne w płucach i pomagają w powstrzymaniu niektórych uszkodzeń wywołanych koronawirusem, ale jednocześnie zmniejszają odporność ludzi i podnoszą poziom cukru we krwi. To powoduje, że chorzy na COVID-19 są bardziej podatni na tę rzadką chorobę.

- Cukrzyca obniża odporność organizmu, a koronawirus ją zaostrza, a wtedy sterydy, które pomagają zwalczać COVID-19, działają jak paliwo na ogień - mówi dr Nair.

Lekarz, który pracuje w trzech szpitalach w Bombaju, jednym z najbardziej dotkniętych drugą falą choroby miast, mówi, że w kwietniu widział już około 40 pacjentów cierpiących na infekcję grzybiczą. Wielu z nich było diabetykami, którzy wyleczyli się z COVID-19 w domu.

Między grudniem a lutym zaledwie sześciu jego kolegów w pięciu miastach - Bombaju, Bangalore, Hajdarabadzie, Delhi i Pune - zgłosiło 58 przypadków takiej infekcji. Większość pacjentów zachorowała na mukormykozę między 12. a 15. dniem po wyzdrowieniu z COVID-19.





"Tak właśnie działa ta choroba"

Doktor Akshay Nair niedawno operował 25-letnią kobietę, która trzy tygodnie wcześniej przeszła COVID-19. Pomagał mu jego kolega po fachu, który za pomocą rurki włożonej pacjentce w nos usuwał jej tkankę zainfekowaną przez grzyby z rzędu Mucorales. Ta agresywna infekcja atakuje nos, oko, a czasem także mózg. Po zakończeniu pierwszej części operacji doktor Nair przeprowadzi trzygodzinny zabieg usunięcia oka pacjentki.

- Będę usuwał jej oko, aby uratować jej życie. Tak właśnie działa ta choroba - powiedział w rozmowie z BBC lekarz.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy ruchliwy szpital Sion w Bombaju odnotował 24 przypadki infekcji grzybiczej w porównaniu z sześcioma przypadkami w roku - podała dr Renuki Bradoo, szefowa szpitalnego oddziału otolaryngologii. Jedenaście z nich musiało stracić oko, a sześć z nich zmarło. Większość jej pacjentów to diabetycy w średnim wieku, którzy zostali dosłownie "powaleni" przez grzyba dwa tygodnie po przejściu COVID-19. - Mamy już od dwóch do trzech takich przypadków tygodniowo. To koszmar w środku pandemii - powiedziała w rozmowie z BBC.

Źródło: BBC



From: [...]
Sent: Monday, May 10, 2021 1:19 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: Bezpośrednio z Indii info o C19

 

Witam,

Oglądam kanał tego człowieka. Powinien być wam też znany. Ostatnio przeszedł covida i ciekawie opowiada co się dzieje w Indiach. Możecie udostępnić link na stronie ku przestrodze, dla sceptyków?

Zajmuje sie badaniem starożytnych indyjskich świątyń itp. głosi tezę starożytnych astronautów i pod tym kątem wszystko analizuje.

Pozdrawiam serdecznie

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst

RIZWAN VIRK (MIT, USA) - BADANIE FENOMENU UFO KLUCZEM DO POSTĘPU W NAUCE
Pt, 7 maj 2021 07:13 | komentarze: 2 czytany: 778x

Zdaniem Rizwana Virka, absolwenta MIT i założyciela Play Labs na MIT, badania UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających, mogłyby potencjalnie zmienić podejście do nauki. Byłyby doskonałą okazją do osiągnięcia znacznego postępu w przemyśle i technologii.Na łamach serwisu NBC News Rizwan Virk wyjaśnił, dlaczego badania UFO powinny być poważnie traktowane przez środowisko akademickie, które.......

czytaj dalej

Zdaniem Rizwana Virka, absolwenta MIT i założyciela Play Labs na MIT, badania UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających, mogłyby potencjalnie zmienić podejście do nauki. Byłyby doskonałą okazją do osiągnięcia znacznego postępu w przemyśle i technologii.




Na łamach serwisu NBC News Rizwan Virk wyjaśnił, dlaczego badania UFO powinny być poważnie traktowane przez środowisko akademickie, które do tej pory doniesienia o niezidentyfikowanych obiektach latających traktowało jako temat tabu.
Badanie UFO może pomóc w rozwoju nauki i technologii

Virk jest zdania, że badanie UFO może potencjalnie przedefiniować "całą naukę" i "doprowadzić do nowego zrozumienia naszego miejsca we Wszechświecie i nowych postępów w materiałoznawstwie, biologii, fizyce kwantowej, kosmologii i naukach społecznych".

Warto zaznaczyć, że naukowiec nie chce udowadniać istnienia UFO. Zamierza natomiast "zachęcić naukowców i liderów branży do odrzucenia uprzedzeń i do świadomego śledztwa w celu ustalenia, kto lub co je stworzyło i jak działa".

Virk uważa również, że osoby zaangażowane w zgłębianie wiedzy na temat niezidentyfikowanych obiektów latających mogą osiągnąć z tego bardzo duże korzyści. Wspomina o perspektywach otrzymania nagród Nobla i odkryciach nowych praw fizyki. Jego zdaniem cena podjęcia takich działań może być wysoka ze względu na stosunek nauki do UFO. Trzeba więc zaryzykować to, że dla niektórych zostanie się pośmiewiskiem.

Temat UFO w ostatnich latach zaczął być poważniej traktowany przez wojsko USA. Niedawno pisaliśmy, że Pentagon opublikował nagrania przedstawiające niezidentyfikowane obiekty latające i potwierdził ich autentyczność. Filmy trafiły do sieci już w 2020 roku, jednak dopiero teraz wojsko zdecydowało się na ich oficjalną publikację.

W USA powstała też specjalna grupa zadaniowa, która ma ponownie zweryfikować wspomniane nagrania pochodzące z pokładów amerykańskich samolotów wojskowych i w czerwcu przedstawić Kongresowi raport w tej sprawie. Amerykanie chcą m.in. ustalić, czy UFO może stanowić zagrożenie militarne.

źródło: wp.pl



zwiń tekst

USA. CIA bada 'niewyjaśnione incydenty zdrowotne' w pobliżu Białego Domu. Przypominają syndrom hawański
Czw, 6 maj 2021 06:28 | komentarze: brak czytany: 855x

Federalne agencje w Waszyngtonie badają co najmniej dwa niewyjaśnione incydenty zdrowotne, które dotknęły urzędników administracji prezydenta. Oba miały miejsce w USA, w tym jeden w pobliżu Białego Domu. Objawy, na które skarżyli się amerykańscy urzędnicy, wydają się podobne do symptomów tajemniczych, niewidzialnych ataków uznawanych za tzw. syndrom hawański.W USA trwa dochodzenie w sprawie tzw. niewyjaśnionych.......

czytaj dalej

Federalne agencje w Waszyngtonie badają co najmniej dwa niewyjaśnione incydenty zdrowotne, które dotknęły urzędników administracji prezydenta. Oba miały miejsce w USA, w tym jeden w pobliżu Białego Domu. Objawy, na które skarżyli się amerykańscy urzędnicy, wydają się podobne do symptomów tajemniczych, niewidzialnych ataków uznawanych za tzw. syndrom hawański.




W USA trwa dochodzenie w sprawie tzw. niewyjaśnionych incydentów zdrowotnych. Dwóch amerykańskich urzędników pracujących w rejonie Waszyngtonu i Białego Domu doświadczyło nagłych objawów podobnych do syndromu hawańskiego, którego doświadczyli amerykańscy dyplomaci i szpiedzy w 2016 r. na Kubie.

Objawy syndromu hawańskiego to m.in. zawroty głowy, bezsenność, nudności, utrata pamięci, a nawet trwałe uszkodzenia mózgu. Ich przyczyna są infradźwięki (o częstotliwości niższej od słyszalnej) emitowane przez tzw. broń soniczną.




Ukierunkowane ataki energetyczne w pobliżu Białego Domu - trwa dochodzenie

Jak podaje "The Guardian", rozpoczęto kolejne dochodzenie w sprawie incydentów przypominających syndrom hawański. Tym razem jednak do niepokojących zdarzeń doszło w USA. Jeden przypadek miał miejsce w Białym Domu, a dokładniej w pobliżu tzw. Elipsy, czyli dużego trawnika znajdującego się po południowej stronie rezydencji. Jeden z urzędników Rady Bezpieczeństwa Narodowego, który znalazł się na tym terenie, niespodziewanie zachorował.

Do drugiego incydentu miało dojść w Arlington na przedmieściach Waszyngtonu. W 2019 r., gdy urzędniczka Białego Domu wyprowadzała psa, minęła zaparkowaną furgonetkę, z której wyszedł mężczyzna. Chwilę później jej zwierzę zaczęło się dziwnie zachowywać i kulić - również kobieta zaczęła odczuwać silne w dzwonienie w uszach, ból głowy oraz mrowienie z boku twarzy.

- Zdrowie i dobre samopoczucie amerykańskich urzędników państwowych jest priorytetem dla administracji prezydenta Bidena. Bardzo poważnie podchodzimy do wszystkich zgłoszeń incydentów zdrowotnych naszych pracowników - powiedziała portalowi thehill.com Jen Psaki, rzeczniczka Białego Domu.

Jak się okazuje, CIA powołała grupę zadaniową w grudniu 2020 r., a nowy dyrektor CIA, William Burns, wyznaczył specjalnego urzędnika do koordynowania zarówno opieki nad poszkodowanymi, jak i do badania źródeł ataków.

- Biały Dom ściśle współpracuje z departamentami i agencjami rządowymi, których celem jest zajęcie się niewyjaśnionymi incydentami zdrowotnymi i zapewnienie bezpieczeństwa Amerykanom służącym swojemu krajowi na całym świecie. Nadal oceniamy zgłoszone incydenty i musimy chronić prywatność osób poszkodowanych, dlatego też w tej chwili nie możemy podać ani potwierdzić innych szczegółów - dodała rzeczniczka Białego Domu.

Fala tajemniczych urazów mózgu, czyli syndrom hawański

W 2016 roku na Kubie doszło do niepokojących incydentów, które spowodowały u amerykańskich oficerów CIA oraz dyplomatów m.in. urazy mózgu. National Academy of Scientists uznało, że przyczyną było prawdopodobnie użycie tzw. broni sonicznej, która emituje infradźwięki (znacznie niższe od słyszalnych), mogące powodować zawroty głowy, bezsenność, nudności, utratę pamięci, a nawet trwałe uszkodzenia mózgu. Lekarze zatrudnieni przez Departament Stanu powiedzieli, że skany mózgu 21 osób wykazały zmiany strukturalne w mózgu, które nie zostały zidentyfikowane ani powiązane z żadnym znanym zaburzeniem.

Władze USA zdecydowały wówczas, że w sierpniu 2017 r. z terytorium Kuby wyjedzie część personelu ambasady amerykańskiej w Hawanie. Personel dyplomatyczny USA stacjonujący w Rosji oraz w Chinach zgłosił podobne, niewyjaśnione incydenty. Chociaż nie ma zgody co do tego, co powoduje objawy, w jednym z badań sponsorowanych przez Departament Stanu wykazano, że jednak prawdopodobnie były one wynikiem ataków energii mikrofalowej.








zwiń tekst

USA: NIEZWYKŁE ZACHOWANIE PTAKÓW
Śr, 5 maj 2021 07:15 | komentarze: brak czytany: 930x

Ogromna liczba ptaków wdarła się przez kominy do domów. Naukowcy nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego to robią. Czy to efekt zmian pola magnetycznego Ziemi, które dezorientuje ptaki?  Strażacy ze stanu Kalifornia przetarli oczy ze zdumienia, gdy odkryli, że w kominie w mieście Montecito utknęło około tysiąca niewielkich ptaków. Co ciekawe, podobna sytuacja zdarzyła się kilka dni wcześniej, ale .......

czytaj dalej

Ogromna liczba ptaków wdarła się przez kominy do domów. Naukowcy nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego to robią. Czy to efekt zmian pola magnetycznego Ziemi, które dezorientuje ptaki?  Strażacy ze stanu Kalifornia przetarli oczy ze zdumienia, gdy odkryli, że w kominie w mieście Montecito utknęło około tysiąca niewielkich ptaków. Co ciekawe, podobna sytuacja zdarzyła się kilka dni wcześniej, ale w innym mieście.




W ostatnim czasie w stanie Kalifornia duża liczba ptaków wdarła się do dwóch budynków mieszkalnych przez kominy.

Jak donoszą lokalne media, właściciel jednego z domów w mieście Torrance przekazał, że dwa tygodnie temu w środę przez kilka dni znajdowało się u niego ponad 800 ptaków. Zwierzęta latały dosłownie wszędzie i trudno było je powstrzymać.

- To trudno wytłumaczyć - powiedział właściciel. - Jeśli nie zobaczysz tego na własne oczy, nigdy w to nie uwierzysz - dodał. Podobnie było w innej miejscowości

Zaledwie kilka dni później, 25 kwietnia w miejscowości Montecito, kilka godzin jazdy na północ od Torrance, doszło do podobnej sytuacji. W niedzielę wieczorem miejscowa straż pożarna otrzymała wezwanie do domu, w którym około tysiąca ptaków z rodziny jerzykowatych utknęło w kominie domu. Strażacy zamieścili film z akcji, na którym widać zgromadzone ptaki.




"Strażacy liczyli, że ptaki przez noc same wylecą i odetkają komin" - napisano w komunikacie prasowym straży pożarnej w Montecito. Jednak takie samo wezwanie pojawiło się też kolejnego dnia. "Nadal tam siedziały" - podali strażacy.

Do pomocy postanowiono wezwać pracowników służb zajmujących się ochroną zwierząt. Ci przez cały poniedziałek próbowali opracować sposób na wypuszczenie ptaków na zewnątrz. Ostatecznie zwierzęta wydostały się na powietrze przez tylne drzwi domu.

Nie wiadomo, jaki był powód gościny tak ogromnej liczby ptaków, jednak jerzyki znane są z tego, że lubią zagnieżdżać się w okolicach kominów.



 


zwiń tekst

HOLANDIA: NAJBARDZIEJ ZACIEKŁA OSOBA NEGUJĄCA ISTNIENIE KORONAWIRUSA W CIĘŻKIM STANIE TRAFIŁA DO SZPITALA Z COVID-19
Pon, 3 maj 2021 04:35 | komentarze: brak czytany: 885x

Popularna w Holandii artystka Rachel Velberg, kwestionująca szkodliwość koronawirusa, trafiła w stanie ciężkim do szpitala z powodu Covid-19. Obecnie twierdzi, że "wirus to nie żart".Jeszcze niedawno MC Boogshe, to pseudonim artystki Rachel Velberg, aktywnie udzielała się w ruchu kwestionującym szkodliwość koronawirusa. Uczestniczyła w antyrządowych protestach przeciwko obostrzeniom wprowadzonym w.......

czytaj dalej

Popularna w Holandii artystka Rachel Velberg, kwestionująca szkodliwość koronawirusa, trafiła w stanie ciężkim do szpitala z powodu Covid-19. Obecnie twierdzi, że "wirus to nie żart".




Jeszcze niedawno MC Boogshe, to pseudonim artystki Rachel Velberg, aktywnie udzielała się w ruchu kwestionującym szkodliwość koronawirusa. Uczestniczyła w antyrządowych protestach przeciwko obostrzeniom wprowadzonym w związku z pandemią, była szczególnie aktywna w mediach społecznościowych.

Jak informują niderlandzkie media, w zeszłym tygodniu trafiła w stanie ciężkim do szpitala. Miała problemy z oddychaniem.

Velberg, która jeszcze niedawno uważała, że koronawirus to tylko "niegroźna grypa", obecnie twierdzi, że "wirus to nie żart". Poinformowała swoich fanów na Instagram Stories, że czuje się już lepiej i niedługo trafi do domu.



Tymczasem, jak informuje dziennik "Algemeen Dagblad", coraz więcej ludzi młodych zakażonych koronawirusem trafia do szpitala. "Nie tylko obniża się średni wiek pacjentów z Covid-19, ale także w wartościach bezwzględnych nastąpił znaczny wzrost liczby ciężko chorych młodych ludzi, którzy wymagają hospitalizacji" - czytamy w artykule.

Wzrost liczby młodych pacjentów występuje zarówno na oddziałach intensywnej terapii, jak i na zwykłych oddziałach. Eksperci, cytowani przez dziennik, podkreślają, że konieczne jest przyspieszenie procesu szczepień ludzi młodych.

Dziennik "Metro" poinformował również w sobotę o decyzji rządu w sprawie dalszego luzowania obostrzeń. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom od 11 maja nie zostaną otwarte siłownie i muzea. "Obłożenie szpitali jest ciągle zbyt duże" - napisał na Twitterze minister zdrowia Hugo de Jonge.

Z Amsterdamu Andrzej Pawluszek (PAP), źródło: gazeta.pl



zwiń tekst

BYDGOSZCZ - PIES OD DWÓCH LAT PRZYCHODZI NA CMENTARZ, GDZIE PRAWDOPODOBNIE JEST POCHOWANY JEGO OPIEKUN
Nie, 2 maj 2021 18:56 | komentarze: 4 czytany: 887x

Bydgoszcz. Pies od dwóch lat przychodzi na cmentarz. Mieszkańcy szukają dla niego osoby, która mu pomoże otrząsnąć się ze stresu po śmierci jego opiekuna.Pies przypominający husky'ego od dwóch lat przebywa na cmentarzu w Bydgoszczy. Osoby, które stale widują zwierzę, są przekonane, że tęskni za właścicielem, jednak nie wiadomo, kto nim był. Pani Karolina, która od kilku miesięcy karmi czworonoga, .......

czytaj dalej

Bydgoszcz. Pies od dwóch lat przychodzi na cmentarz. Mieszkańcy szukają dla niego osoby, która mu pomoże otrząsnąć się ze stresu po śmierci jego opiekuna.




Pies przypominający husky'ego od dwóch lat przebywa na cmentarzu w Bydgoszczy. Osoby, które stale widują zwierzę, są przekonane, że tęskni za właścicielem, jednak nie wiadomo, kto nim był. Pani Karolina, która od kilku miesięcy karmi czworonoga, podkreśla, że niezbędna jest pomoc psiego behawiorysty.

- Nie ma innego wytłumaczenia: on tęskni za panem, dlatego czuwa tutaj, jak na posterunku - powiedzieli w rozmowie z "Gazetą Pomorską" bydgoszczanie.

Od dwóch lat na jednym z bydgoskich cmentarzy mieszka pies, którego właściciel najprawdopodobniej zmarł i został pochowany w tej nekropolii. Nie wiadomo, jednak gdzie dokładnie spoczywa opiekun czworonoga, ponieważ zwierzę często przechadza się między kilkoma nagrobkami.

Niektórzy mieszkańcy Bydgoszczy twierdzą, że pies zamieszkał na cmentarzu dwa lata temu, jednak pani Karolina, z którą udało się porozmawiać reporterom "Gazety Pomorskiej" widuje go od lata zeszłego roku. Choć kobieta karmi czworonoga codziennie od ośmiu miesięcy, pies nadal nie ma do niej zaufania, a do miski z jedzeniem podchodzi dopiero wtedy, kiedy pani Karolina od niej odejdzie.

Buda dla psa na cmentarzu okazała się "niestosowna"

Zeszłej zimy piesek również przebywał na cmentarzu. Aby ukryć się przed mrozem, chował się między mogiłami w wykopanej norze. Grupa mieszkańców chciała pomóc zwierzęciu i postawić dla niego budę przed płotem cmentarza - nie mogli tego zrobić, ponieważ uznano to za niestosowne. W zamian przyniesiono legowisko, jednak szybko zostało ono wyrzucone.




W sprawie pieska interweniowali już strażnicy miejscy, weterynarz oraz pracownicy ochrony, jednak nie udało im się schwytać czworonoga. Osoby, które widują psa, sądzą, że zwierzę potrzebuje behawiorysty. Mieszkańcy Bydgoszczy szukają  osoby, która byłaby chętna pomóc psu.



Screen z naszego portalu na facebook'u.



Poniżej grafika, którą przysłał jeden z naszych czytelników.

From: [...]
Sent: Sunday, May 2, 2021 12:02 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: .





zwiń tekst

HONG KONG: PONAD 50 PASAŻERÓW ZAKAŻONYCH KORONAWIRUSEM PO LOCIE SAMOLOTEM
Czw, 29 kwi 2021 04:31 | komentarze: 5 czytany: 1200x

Koronawirus. Wszyscy pasażerowie połączenia z Delhi do Hongkongu mieli negatywne wyniki testów na koronawirusa, kiedy wsiadali na pokład samolotu. Po przylocie do miejsca docelowego podróżni - zgodnie z przepisami - trafili na kwarantannę. Przeprowadzono również ponowne badania, które wykazały, że u 52 osób stwierdzono obecność COVID-19.Od wtorku 20 kwietnia Hongkong zawiesił wszystkie loty łączące.......

czytaj dalej

Koronawirus. Wszyscy pasażerowie połączenia z Delhi do Hongkongu mieli negatywne wyniki testów na koronawirusa, kiedy wsiadali na pokład samolotu. Po przylocie do miejsca docelowego podróżni - zgodnie z przepisami - trafili na kwarantannę. Przeprowadzono również ponowne badania, które wykazały, że u 52 osób stwierdzono obecność COVID-19.




Od wtorku 20 kwietnia Hongkong zawiesił wszystkie loty łączące go z Indiami do 3 maja w związku z ogromnym wzrostem nowych przypadków zakażenia koronawirusem w tym kraju, informował portal ndtv.com. Decyzja rządu jest podyktowana między innymi sytuacją z początku kwietnia, kiedy to po locie organizowanym przez linie lotnicze Vistara okazało się, że ponad 50 pasażerów jest zakażonych pomimo przeprowadzonych przed lotem testów na obecność wirusa.

Koronawirus. Ponad 50 pasażerów chorych po locie samolotem

Lot odbył się 4 kwietnia z Delhi (Indie) do Hongkongu. Choć wszyscy pasażerowie mieli negatywne wyniki testów na obecność COVID-19, po skierowaniu na kwarantannę okazało się, że aż 52 osoby zostało zakażone wirusem. Zarówno linie lotnicze, jak i władze Hongkongu nie zdecydowały się udostępnić informacji o tym, ilu pasażerów dokładnie podróżowało samolotem. Wiadomo jedynie, że w normalnych warunkach na pokładzie może zmieścić się 188 pasażerów, informuje DailyMail.co.uk.

Sprawa masowych zarażeń jest wyjaśniania przez ekspertów. Wskazują oni, że ryzyko zakażenia się COVID-19 na pokładzie samolotu jest niewielkie w związku ze stosowanymi tam filtrami powietrza. Jako możliwość powstania ogniska podaje się cztery hipotezy.




Pierwsza z nich to możliwość zakażenia się w czasie pomiędzy wykonaniem testu a wejściem na pokład - zgodnie z zasadami test musi zostać zrobiony do 72 godzin przed wylotem. Drugą możliwością jest zakażenie się wirusem w trakcie kwarantanny w hotelu. Jako trzecią hipotezę uznano kupno fałszywego testu przez jednego z pasażerów i zarażenie pozostałych. Czwartą opcją jest wystąpienie "wyjątkowo zaraźliwej odmiany wirusa", który miałby być odporny na stosowany sposób wentylacji.

Jedna z pasażerek jest przekonana, że zaraziła się na pokładzie samolotu
Rashida Fathimia jest jedną osób, które leciały samolotem, w którym wykryto ognisko zakażenia. Kobieta była na pokładzie razem ze swoimi dziećmi oraz mężem. Cała rodzina otrzymała pozytywny wynik testu na obecność COVID-19. Jak mówiła Fathimia w rozmowie z "Wall Street Journal", jest przekonana, że zaraziła się podczas podróży. Opowiadała o pasażerach, którzy mieli zdejmować maseczki w trakcie lotu, kilka osób podobno kaszlało, a niektórzy chodzili po pokładzie razem ze swoimi dziećmi w celu uspokojenia ich.

Dr Eric Feigl Ding informował w mediach społecznościowych, że przed wysłaniem pasażerów na kwarantannę zakażenie zostało potwierdzone u 8 osób. Gdyby nie nakaz odizolowania się po podróży, 39 osób prawdopodobnie rozsiewałoby zakażenie dalej, nie będąc tego świadomymi. Jak argumentował, to właśnie dlatego tak ważne jest utrzymywanie ścisłych rygorów epidemicznych.



Sytuacja epidemiczna w Indiach jest najgorsza na świecie. System opieki zdrowotnej dosłownie załamuje się w wyniku druzgocącej fali epidemii, która pochłania ponad 2800 żyć dziennie. W poniedziałek kolejny dzień z rzędu padł rekord liczby nowych infekcji w ciągu jednej doby - 352 991 przypadków.

źródło: gazeta.pl, CNN, BBC, USA Today



zwiń tekst

POMORSKIE, 25 kwietnia 2021: TRĄBA WODNA W ZATOCE PUCKIEJ BYŁA WIDOCZNA PRZEZ KILKA MINUT
Wt, 27 kwi 2021 03:36 | komentarze: brak czytany: 695x

W niedzielę 25 kwietnia 2021 mieszkańcy Gdyni oraz powiatu puckiego (województwo pomorskie) mieli okazję zaobserwować nietypowe zjawisko atmosferyczne, które okazało się trąbą wodną. Wytworzyła się na wodach Zatoki Puckiej i utrzymywała przez kilka minut. Internauci pochwalili się w sieci niesamowitymi zdjęciami."Krótko po godzinie 19:00 mieszkańcy północnej części Gdyni, Kosakowa i okolic, oraz rejonu.......

czytaj dalej

W niedzielę 25 kwietnia 2021 mieszkańcy Gdyni oraz powiatu puckiego (województwo pomorskie) mieli okazję zaobserwować nietypowe zjawisko atmosferyczne, które okazało się trąbą wodną. Wytworzyła się na wodach Zatoki Puckiej i utrzymywała przez kilka minut. Internauci pochwalili się w sieci niesamowitymi zdjęciami.






"Krótko po godzinie 19:00 mieszkańcy północnej części Gdyni, Kosakowa i okolic, oraz rejonu Zatoki Puckiej mogli obserwować bardzo nisko osadzony lej kondensacyjny, a później także trąbę wodną nad wodami Zatoki Puckiej. Lej był widoczny przez przynajmniej 2-3 minuty i towarzyszył mu drugi, słabiej wykształcony zalążek trąby" - opisano na profilu Sieć Obserwatorów Burz na Facebooku.

Jak dodali autorzy profilu, nietypowe zjawisko atmosferyczne zostało sklasyfikowane jako "trąba wodna z potwierdzonym kontaktem z wodami Zatoki Puckiej".



Dlaczego nad Zatoką Pucką wytworzyła się trąba wodna?

Jak czytamy na stronie dobrapogoda24.pl, do Polski od kilku dni napływa zimne, arktyczne powietrze, co w połączeniu ze stosunkowo ciepłymi wodami Bałtyku powoduje "pionowy gradient temperatury". To z kolei sprzyja tworzeniu się chmur kłębiastych przynoszących opady deszczu ze śniegiem, krupy śnieżnej czy śniegu.




Znacznie ciekawszym zjawiskiem jednak portal określa trąbę wodną, która wytworzyła się w niedzielny wieczór nad Zatoką Pucką i była widoczna co najmniej przez kilka minut. Zgodnie ze wstępnymi informacjami nie dotarła ona do lądu. Prawdopodobnie była również pierwszą tego typu trąbą, która pojawiła się nad polskim wybrzeżem w tym sezonie.

żródło: gazeta.pl



zwiń tekst

KORONAWIRUS W INDIACH: MIESZKAŃCY MÓWIĄ O APOKALIPSIE
Wt, 27 kwi 2021 03:41 | komentarze: 9 czytany: 1542x

Brak łóżek, tlenu i leków w szpitalach, setki tysięcy nowych zakażonych dziennie i tysiące zmarłych - tak wygląda sytuacja epidemiczna w Indiach. "Jeśli chory przeżyje to z powodu cudu, a nie leczenia" - mówią mieszkańcy kraju. Eksperci alarmują, że Indie wkroczyły w etap katastrofy humanitarnej. Religijni mieszkańcy  małych miejscowościach mówią o tym, że rozpoczęła się Apokalipsa i za chwilę.......

czytaj dalej

Brak łóżek, tlenu i leków w szpitalach, setki tysięcy nowych zakażonych dziennie i tysiące zmarłych - tak wygląda sytuacja epidemiczna w Indiach. "Jeśli chory przeżyje to z powodu cudu, a nie leczenia" - mówią mieszkańcy kraju. Eksperci alarmują, że Indie wkroczyły w etap katastrofy humanitarnej. Religijni mieszkańcy  małych miejscowościach mówią o tym, że rozpoczęła się Apokalipsa i za chwilę skończy się świat. Sceny z Indii przypominają filmy katastroficzne z Holywood.




Czwarty dzień z rzędu w Indiach odnotowano bardzo wysoką liczbę dziennych zakażeń. W ciągu ostatniej doby potwierdzono 349 691 przypadków zachorowań, a 2767 osób zmarło. Rzeczywiste liczby mogą być jeszcze wyższe, ponieważ nie wszyscy są testowani - laboratoria są przeładowane.

Dramat zaczął się kilka dni temu

Stolica, Delhi, jest jednym z obszarów najbardziej dotkniętych pandemią. Portal BBC donosi, że szpitale są przepełnione, pracownicy ochrony zdrowia są wyczerpani, a obywatele zdesperowani. Zagraniczne media podają, że dla pacjentów brakuje nie tylko łóżek, ale i tlenu. Indyjski rząd wysyła już nawet samoloty wojskowe i pociągi, aby realizowały dostawy gazu do lecznic w stolicy, także z zagranicy, np. Singapuru. Brytyjski serwis podkreśla, że ludzie jeżdżą od szpitala do szpitala w poszukiwaniu miejsca. Niektóre placówki godzą się przyjąć chorego na oddział ratunkowy jedynie na "kilka godzin". W międzyczasie trzeba szukać miejsca gdzie indziej. Zakażeni koronawirusem z wysoką gorączką, zamiast leżeć w domach, poszukują łóżek dla bliskich, którzy mają problemy z oddychaniem.

W sobotę dwa szpitale w Delhi poleciły rodzinom zabrać swoich bliskich, właśnie z powodu kończącego się tlenu. W kraju brakuje również karetek z tlenem, więc nawet jeśli znajdzie się łóżko, co obecnie jest prawie niemożliwe, rodzinom trudno jest przewieźć pacjenta. BBC podkreśla, że niektórzy decydują się zabrać bliskich chorych do szpitali oddalonych o 300-500 km. Wyruszają więc z nimi w niebezpieczną podróż z nadzieją, że w innym mieście znajdzie się łóżko i tlen dla zakażonego koronawirusem. Brakuje leków, dostawcom zabrakło zapasów, nie działają infolinie.



Tak obecnie funkcjonuje stolica Indii. Media społecznościowe są pełne desperackich próśb o pomoc. "Rodzina wie, że jeśli chory przeżyje to z powodu cudu, a nie leczenia" - podaje BBC, cytując jedną z mieszkanek Indii. Podobna sytuacja jest także w innych miastach. Lekarze podkreślają, że niewiele mogą zrobić, jeśli brakuje tlenu.




Indie błagają świat o pomoc!

W sobotę rzeczniczka Białego Domu przekazała agencji Reutera, że Stany Zjednoczone są zaniepokojone sytuacją epidemiczną w Indiach. - Jesteśmy w trakcie rozmów na wysokich szczeblach i planujemy szybko dostarczyć dodatkowe wsparcie dla rządu Indii i indyjskich pracowników służby zdrowia, którzy walczą z tą poważną falą epidemii - powiedziała.

Ashish Jha, dziekan Szkoły Zdrowia Publicznego na Uniwersytecie Browna w Providence w USA, w artykule na łamach "Washington Post" ostrzegł, że Indie są na skraju katastrofy humanitarnej. Przekazał, że, według oficjalnych danych, dziennie umiera około 2 tys. osób, jednak większość ekspertów szacuje, że prawdziwa liczba jest pięć, a nawet dziesięć razy większa.

Premier Indii w niedzielę wezwał wszystkich obywateli do przyjęcia szczepionek przeciwko COVID-19 i zachowania ostrożności. - Nasze nastroje były bardzo dobre po pomyślnym poradzeniu sobie z pierwszą falą. Ale ta burza wstrząsnęła narodem - powiedział szef rządu.




zwiń tekst

Tanzania. Rekordowo zmutowany wariant koronawirusa, aż 34 mutacje. Kraj udaje, że pandemii nie ma. Jest zero obostrzeń czy restrykcji.
Sob, 24 kwi 2021 08:16 | komentarze: 4 czytany: 1022x

Wykryty u przybywających z Tanzanii osób wariant wirusa SARS-CoV-2 ma aż 34 mutacje, z których część ułatwia mu unikanie przeciwciał wytworzonych pod wpływem szczepionek - informuje nierecenzowane pismo "medRxiv". Tanzania nie testuje swoich obywateli, nie raportuje danych dot. zakażeń i nie wprowadziła niemal żadnych obostrzeń.Wariant wirusa uznany przez specjalistów za "wariant zainteresowania" (.......

czytaj dalej

Wykryty u przybywających z Tanzanii osób wariant wirusa SARS-CoV-2 ma aż 34 mutacje, z których część ułatwia mu unikanie przeciwciał wytworzonych pod wpływem szczepionek - informuje nierecenzowane pismo "medRxiv". Tanzania nie testuje swoich obywateli, nie raportuje danych dot. zakażeń i nie wprowadziła niemal żadnych obostrzeń.




Wariant wirusa uznany przez specjalistów za "wariant zainteresowania" (VOI) został odkryty dzięki rutynowym kontrolom u trzech podróżujących samolotem osób, które przybyły do Angoli z Tanzanii w połowie lutego. Eksperci uważają, że to najbardziej zmutowany szczep COVID na świecie. Wśród 34 wykrytych zmian jest 14 dotyczących białka kolca - części wirusa, której używa, aby dostać się do ludzkich komórek i wywołać chorobę. Dla porównania wariant brazylijski ma łącznie 18 mutacji, z których 10 dotyczy białka kolca, podczas gdy brytyjski - 17 mutacji (osiem w białku kolca).

Nowy wariant nazwany tymczasowo A. VOI. V2 zawiera również niepokojącą zmianę E484K - określaną jako "mutacja ucieczki" - która pomaga wirusowi pokonać przeciwciała i pojawia się w innych niepokojących szczepach.

Naukowcy z ministerstwa zdrowia Angoli, afrykańskich Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (Africa Centres for Disease Control and Prevention), uniwersytetów w Oksfordzie i Kapsztadzie oraz wieloinstytucjonalny organ badawczy KRISP ostrzegli, że nowy wariant wymaga "pilnych badań". Istnieją obawy, że nowe "super warianty" - na przykład indyjski i brazylijski - mogą przedłużyć pandemię. W Brazylii COVID-19 rozprzestrzenia się w sposób niekontrolowany, zaś w Indiach liczba nowych zakażeń przekroczyła 300 tys. dziennie. Powstały tam nowe warianty - P1 z Brazylii i "podwójny mutant" COVID-19 z Indii.




"Próżnia informacyjna" dot. Tanzanii

Specjaliści ostrzegają, że w Tanzanii panuje "w dużej mierze nieudokumentowana epidemia" z "kilkoma wdrożonymi środkami ochrony zdrowia publicznego". Oficjalna liczba przypadków w tym kraju to zaledwie 509 zakażeń i 21 zgonów - prawdopodobnie rzeczywiste liczby są znacznie wyższe. Rząd Tanzanii zaprzeczał istnieniu COVID, a prezydent John Magufuli wzywał do modlitw i stosowania ziół - aż do swojej nagłej śmierci w marcu br. Według oficjalnej wersji prezydent zmarł na skutek choroby serca, według opozycji - na pełnoobjawowy COVID-19.



Ekspertów niepokoi dotycząca Tanzanii "próżnia informacyjna", która utrudnia monitorowanie potencjalnie niebezpiecznych nowych mutacji.

Wakacje w Tanzanii są bardzo popularne wśród Polaków, ponieważ wycieczki są stosunkowo tanie, a w kraju nie obowiązują niemal żadne obostrzenia pandemiczne.

źródło: PAP



zwiń tekst

AKTOR JACEK BORKOWSKI PO CIĘŻKIM PRZEJŚCIU COVID-19 I POBYCIE W SZPITALU
Czw, 22 kwi 2021 08:44 | komentarze: 11 czytany: 1446x

- Mam ochotę dać w zęby każdemu, kto mówi, że nie ma koronawirusa, że jest niegroźny. Jeśli ktoś ma wątpliwości, powinien zobaczyć, co dzieje się na przykład w takim Szpitalu Powiatowym Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Wołominie - mówi aktor Jacek Borkowski po ciężkim przejściu Covid-19.Jacek Borkowski opuścił szpital. Wspomina najgorszy moment choroby. "Prawie nie mogłem oddychać"Jacek Borkowski.......

czytaj dalej

- Mam ochotę dać w zęby każdemu, kto mówi, że nie ma koronawirusa, że jest niegroźny. Jeśli ktoś ma wątpliwości, powinien zobaczyć, co dzieje się na przykład w takim Szpitalu Powiatowym Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Wołominie - mówi aktor Jacek Borkowski po ciężkim przejściu Covid-19.


Jacek Borkowski opuścił szpital. Wspomina najgorszy moment choroby. "Prawie nie mogłem oddychać"

Jacek Borkowski od początku kwietnia przebywał w szpitalu z powodu COVID-19. Teraz opowiedział nie tylko o pogorszeniu swojego stanu zdrowia i hospitalizacji. Wspomniał również, co sądzi o osobach, które bagatelizują zagrożenie związane z koronawirusem.

Jacek Borkowski, znany m.in. z roli psychologa Piotra Rafalskiego w serialu "Klan", właśnie opuścił szpital. Przebywał w nim od początku kwietnia z powodu ciężkiego przebiegu COVID-19. Ze względu na niską saturację krwi konieczna była hospitalizacja, która trwała przeszło dwa tygodnie. Przez pewien czas informacje dotyczące jego stanu zdrowia były bardzo niepokojące.

Jacek Borkowski chorował na COVID-19. Konieczna była hospitalizacja

O chorobie i wiążących się z nią zagrożeniach aktor opowiedział w rozmowie z  dziennikarzami. Nie ukrywał jednak, że gdy zachorował, na początku nie spodziewał się, że jego stan tak drastycznie się pogorszy.

- Żarty skończyły się, kiedy spadła mi saturacja i prawie nie mogłem oddychać. Karetka zabrała mnie do szpitala - przyznał.
Aktor zaapelował również o to, aby nie bagatelizować zagrożenia, jakie stanowi COVID-19. Wspomniał także o osobach, które twierdzą, że pandemia koronawirusa nie istnieje.

 - Mam ochotę dać w zęby każdemu, kto mówi, że nie ma koronawirusa, że jest niegroźny. Jeśli ktoś ma wątpliwości, powinien zobaczyć, co dzieje się na przykład w takim Szpitalu Powiatowym Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Wołominie - powiedział stanowczo Jacek Borkowski.

Jacek Borkowski wkrótce planuje wrócić na plan zdjęciowy "Klanu". Zanim jednak ten moment nastąpi, aktora czeka czasochłonna rehabilitacja.

- Przede mną jeszcze rehabilitacja po COVID-19 i wracam na plan filmowy - powiedział w rozmowie z dziennikarzami po wyjściu ze szpitala.

 

O "chojrakach, co to się nie kłaniają byle grypce" i bardzo tym imponują wielu ludziom  pisaliśmy tutaj:

https://www.nautilus.org.pl/news24,855,norwegia-najbardziej-zaciekly-zwolennik-teorii-spiskowych-o-.html

Już wkrótce w serwisie artykuł napisany przez naszego czytelnika "Koronawirus czyli wielki spisek Elona Muska, Gatesa, papieża i naczelnego rabina Izraela, czyli niegroźna grypka w pytaniach i odpowiedziach". ; - ) Polecamy! /poniżej screen do tekstu/



 



zwiń tekst

PODWÓJNY MUTANT KORONAWIRUSA WKRACZA DO POLSKI: JEST ODPORNY NA SZCZEPIONKI I O NIEBO BARDZIEJ ZARAŹLIWY NIŻ BRYTYJSKI
Śr, 21 kwi 2021 11:55 | komentarze: 6 czytany: 1487x

Lotnicy ostrzegają przed nową mutacją. "Lockdown będzie do końca świata, jeśli to się rozniesie". Nowy wariant koronawirusa pochodzi z Indii, charakteryzuje się dwiema mutacjami L452R i E484Q. Indyjscy naukowcy ostrzegają, że jest odporny na szczepionkę. Nazywany jest "podwójnym mutantem".Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego ostrzega - loty z Indii do Polski wciąż się odbywają, choć.......

czytaj dalej

Lotnicy ostrzegają przed nową mutacją. "Lockdown będzie do końca świata, jeśli to się rozniesie". Nowy wariant koronawirusa pochodzi z Indii, charakteryzuje się dwiema mutacjami L452R i E484Q. Indyjscy naukowcy ostrzegają, że jest odporny na szczepionkę. Nazywany jest "podwójnym mutantem".




Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego ostrzega - loty z Indii do Polski wciąż się odbywają, choć w azjatyckim kraju panoszy się coraz śmielej potencjalnie bardzo niebezpieczna nowa mutacja. Lotnicy przypominają historię z początku kwietnia, kiedy po locie z Indii do Hong Kongu zakażenie wykryto u przynajmniej co czwartego pasażera, choć na przynajmniej 72 godziny przed LOT-em wszyscy mieli negatywny test.

Indie zmagają się ze zdecydowanie największą od początku pandemii falą zachorowań i zgonów. Sytuacja w wielu miejscach kraju jest fatalna. Między innymi w New Delhi - stolicy kraju - brakuje miejsc w szpitalach, leków i tlenu. Właśnie zarządzono tam lockdown.

Za głównego winowajcę tej sytuacji uznaje się tzw. indyjską mutację koronawirusa. Jest ona nazywana "podwójnym mutantem", bo wykryto w niej zmiany znane zarówno z wariantu kalifornijskiego, jak i południowoafrykańskiego. Potencjalnie może z jednej strony wykazywać się wyższą zakaźnością, z drugiej - z większą łatwością atakować nawet osoby już zaszczepione lub takie, które przechorowały już COVID-19.

Badania nad tym wariantem wciąż trwają, ale naukowcy i Światowa Organizacja Zdrowia są nim mocno zaniepokojeni. Pojawiają się obawy, że indyjska mutacja (lub kolejne na jej "bazie") rozleją się po całym świecie.

Mocno reaguje Wielka Brytania, która odmawia przyjmowania podróżnych z Indii. Indyjski wariant pojawił się już na Wyspach. Brytyjczycy chcą powstrzymać jego rozprzestrzenianie się wskutek akcji masowego testowania.

- Wiecie, że w Indiach jest nowa odmiana wirusa? Wiecie, że ostatnio na locie z Indii zaraziło się ponad 40 osób, mimo negatywnych testów? Wiecie, że jak samolot z Polski leci do Indii to potem wraca? To właśnie leci
- pisał na Twitterze i dodawał: "w lockdownie będziemy siedzieć do końca świata, jeśli to się rozniesie".


Czytaj też:

NORWEGIA: NAJBARDZIEJ ZACIEKŁY ZWOLENNIK TEORII SPISKOWYCH O 'FIKCYJNYM WIRUSIE Z CHIN' ZMARŁ Z POWODU COVID-19

https://www.nautilus.org.pl/news24,855,norwegia-najbardziej-zaciekly-zwolennik-teorii-spiskowych-o-.html



zwiń tekst

NORWEGIA: NAJBARDZIEJ ZACIEKŁY ZWOLENNIK TEORII SPISKOWYCH O 'FIKCYJNYM WIRUSIE Z CHIN' ZMARŁ Z POWODU COVID-19
Wt, 20 kwi 2021 20:04 | komentarze: 2 czytany: 875x

Norwegia. Hans Kristian Gaarder twierdził, że COVID-19 jest "czymś w rodzaju przeziębienia". Zmarł po tym, jak zachorował z wszystkimi objawami Covid-19.Hans Kristian Gaarder zmarł na początku kwietnia w miejscowości Gran, znajdującej się kilkadziesiąt kilometrów na północ od Oslo. Lokalne władze poinformowały, że mężczyzna zmarł z powodu COVID-19. Przed śmiercią 60-letni Norweg nie poddał się testowi.......

czytaj dalej

Norwegia. Hans Kristian Gaarder twierdził, że COVID-19 jest "czymś w rodzaju przeziębienia". Zmarł po tym, jak zachorował z wszystkimi objawami Covid-19.




Hans Kristian Gaarder zmarł na początku kwietnia w miejscowości Gran, znajdującej się kilkadziesiąt kilometrów na północ od Oslo. Lokalne władze poinformowały, że mężczyzna zmarł z powodu COVID-19. Przed śmiercią 60-letni Norweg nie poddał się testowi na koronawirusa ani leczeniu. Zakażenie koronawirusem wykryto dopiero po jego śmierci - informuje Daily Mail.  





Gaarder na ponad tydzień przed śmiercią zorganizował dwie nielegalne imprezy w stodole na terenie swojej posiadłości. Po spotkaniach u kilkunastu osób potwierdzono zakażenie SARS-CoV-2. Lokalna policja nie zna dokładniej liczby osób, które wzięły udział w zgromadzeniu, ale zachęciła wszystkich do wykonania testu na koronawirusa. Jedno z nielegalnych zgromadzeń w stodole Gaardera odbyło się pod tytułem: "Trump, Biden i droga naprzód dla Stanów Zjednoczonych i świata".

Hans Kristian Gaarder był znanym zwolennikiem teorii spiskowych. Norweg twierdził, że COVID-19 jest "czymś w rodzaju przeziębienia lub lekkiej grypy". Gaarder powtarzał, że koronawirus nie przenosi się z człowieka na człowieka, był również przeciwnikiem szczepień. Jego posty na Facebooku były wielokrotnie oznaczane jako zawierające "fałszywe informacje".   

Po raz pierwszy zyskał rozgłos w 2009 r., kiedy zgłosił publiczną telewizję oraz norweski Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego na policję za "angażowanie się w szerzenie ekstremalnej propagandy strachu i kłamstwa na temat świńskiej grypy". Gaarder zajmował się również publikowaniem teorii spiskowych na temat iluminatów.  

 

Z POCZTY DO FN [...]

Witam Was, Piszę w sprawie publikacji w FN24 o p. Gaarderze. W Polsce też mieliśmy chojraka nacjonalistę, który podobał się suwerenowi bo się koronawirusowi nie kłaniał. Załączam screeny. Pzdr!

[...]





I nagle...








zwiń tekst

NASA: UDANY LOT HELIKOPTERA INGENUITY NA MARSIE
Wt, 20 kwi 2021 03:16 | komentarze: brak czytany: 485x

Do pierwszego lotu śmigłowca Ingenuity NASA przygotowywała się już od dłuższego czasu. Urządzenie wylądowało na Marsie wraz z łazikiem Perseverance 18 lutego, a po kilkunastu dniach rozpoczęto przygotowania do opuszczenia drona na powierzchnię Marsa (wcześniej był on przyczepiony do podwozia łazika). 3 kwietnia NASA odcięła urządzenie od Percy'ego, a w kolejnych dniach sprawdziła działanie wszystkich.......

czytaj dalej

Do pierwszego lotu śmigłowca Ingenuity NASA przygotowywała się już od dłuższego czasu. Urządzenie wylądowało na Marsie wraz z łazikiem Perseverance 18 lutego, a po kilkunastu dniach rozpoczęto przygotowania do opuszczenia drona na powierzchnię Marsa (wcześniej był on przyczepiony do podwozia łazika). 3 kwietnia NASA odcięła urządzenie od Percy'ego, a w kolejnych dniach sprawdziła działanie wszystkich kluczowych elementów. Przy okazji nie uniknięto drobnych problemów, przez co lot był kilkukrotnie przesuwany. Na szczęście usterkę udało się usunąć, a Ingenuity jest już w pełni sprawny.




Historyczna próba zakończona sukcesem

Na szczęście drobne problemy nie uniemożliwiły dokonania czynu - wydawałoby się - "niemożliwego". NASA udowodniła w poniedziałek, że loty wykorzystujące siłę nośną w niezwykle rozrzedzonej atmosferze Marsa są możliwe.


Ingenuity po raz pierwszy w historii wzniósł się w powietrze na planecie innej niż Ziemia. To chwila, którą część osób porównuje z pierwszą próbą Braci Wright z 1903 roku. NASA opublikowała właśnie dwa zdjęcia i krótki film pokazujący to wydarzenie z perspektywy kamer łazika Perseverance.



Autonomiczny dron Ingenuity wzniósł się na wysokość nieco ponad trzech metrów i zawisł tak przez niespełna 40 sekund. Start i lot odbył się bez żadnych problemów i chwilę później śmigłowiec bezpiecznie wylądował na powierzchni Marsa.



Cały proces odbył się zupełnie autonomicznie. Z powodu dużej odległości do Czerwonej Planety, inżynierowie NASA nie mieli kontroli nad dronem. Wykonał on wcześniej zaplanowane polecenia, a my na Ziemi dowiedzieliśmy się o tym po fakcie.







zwiń tekst

ŚWIETLISTY BOLID NAD FLORYDĄ
Sob, 17 kwi 2021 07:42 | komentarze: brak czytany: 765x

Bardzo jasny bolid przeleciał nad stanem Floryda (USA) i był widoczny przez kilka sekund, po czym eksplodował tworząc wielki błysk światła. W sieci pojawiły się liczne nagrania ukazujące to niezwykłe zjawisko.  Lokalna stacja telewizyjna otrzymała niemal 230 zgłoszeń od mieszkańców, którzy widzieli płonącą kulę nad wschodnim wybrzeżem stanu Floryda. Amerykańscy badacze z American Meteor Society.......

czytaj dalej

Bardzo jasny bolid przeleciał nad stanem Floryda (USA) i był widoczny przez kilka sekund, po czym eksplodował tworząc wielki błysk światła. W sieci pojawiły się liczne nagrania ukazujące to niezwykłe zjawisko.  







Lokalna stacja telewizyjna otrzymała niemal 230 zgłoszeń od mieszkańców, którzy widzieli płonącą kulę nad wschodnim wybrzeżem stanu Floryda.

Amerykańscy badacze z American Meteor Society podali, że świetlisty obiekt był widoczny wzdłuż Florydy i z Bahamów. Obserwacji tego zjawiska sprzyjało wyjątkowo przejrzyste niebo.


Jak widać na nagraniach, kula ognia na kilka sekund rozświetliła niebo, a potem spadła w kierunku ziemi. Świetlisty obiekt zamienił na moment nocne niebo w dzień. Świadkowie tego zjawiska przyznawali w relacjach, że był to naprawdę zaskakujący i niezwykły widok.  








Źródło: https://www.radiozet.pl


Na Filipinach można było dostrzec powstanie kolorowej „korony” nad szczytem chmury burzowej. Zjawisko miało miejsce 14 kwietnia 2021 w Mansalay na Filipinach.

Miejscowi z wyspy Mindoro zaczęli przedstawiać teorie spiskowe wyjaśniające fenomen tego niecodziennego zjawiska, jednak w rzeczywistości jest to naturalne i znane od lat zjawisko, aczkolwiek dość rzadkie. Korona w kilka minut powstała nad szczytem dużej chmury burzowej cumulonimbus. W sieci pojawiły się liczne zdjęcia i komentarze internautów, którzy wskazywali na „znak od Boga”. Oszałamiające zjawisko jest w rzeczywistości tak zwanym „opalizowaniem chmur”.

Ma miejsce, gdy światło słoneczne jest załamywane przez kropelki wody i kryształki lodu w chmurze.




zwiń tekst

STRONA
1 2 3 4 50 57
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 57

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

11 maja 2021: [...] Bardzo ważny tekst o Emilcinie opublikowany 10 maja odsłonił bezwstydne i parszywe kulisy metody 'na wnuczka', która była u podstaw stworzenia tzw. hipotezy o 'Wawrzonku hipnotyzerze'. Wielkie podziękowanie dla rodziny Wawrzonków, czyli p. Helenie i i p. Adamowi. Po ich relacji i oświadczeniach temat sprawy Emilcina dla wszystkich uważnie śledzących tę historię jest oczywisty - ta historia jest w 100 procentach prawdziwa i jest dowodem na istnienie UFO [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 06:01 | [...] Witam Kadrę oraz załogantów Nautilusa. W poniedziałek 10 maja 2021 około godziny 22:00, grupa 7 jasnych błękitnych obiektów przeleciała szykiem kolumnowym nad miejscowością Jelcz-Laskowice w woj. dolnośląskim, z kierunku południowo-zachodniego na kierunek północno-wschodni. Szacunkowa wysokość przelotu wynosiła około 10.000 m. (+/- 1000 m.) Kilkunastu świadków równocześnie obserwowało to wydarzenie. [...]

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 20 kwietnia 2021 | Kolejne informacje podawane przez Pentagon i armie USA nie pozostawiają wątpliwości – zjawisko Niezidentyfikowanych Obiektów Latających jest równie prawdziwe jak istnienie Antarktydy. Praktycznie nikt z czytających ten tekst nie był na Antarktydzie, ale dobrze wie, że Antarktyda istnieje. Z UFO jest tak samo. I tak pojawił się poważny problem. Z czym? A z tym, co mówią "obcy z UFO...

czytaj dalej

FILM FN

UFO I KAMIEŃ - reportaż o historii spotkania z UFO w Emilcinie z 1981 roku (Archiwum FN)

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.