Dziś jest:
Wtorek, 24 listopada 2020

Lubicie agresję, wojnę, zabijanie. Jesteście niebezpieczni dla siebie samych. Także w pewien sposób dla pokojowo nastawionych cywilizacji zamieszkujących inne planety.
/obca istota z UFO podczas CEIII w Brazylii/

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Przerażający eksperyment w Wielkiej Brytanii - zachorować na koronawirusa mają wszyscy i po prostu się uodpornić. Włoscy lekarze - Brytyjczycy popełniają dramatyczny błąd.
Pon, 16 mar 2020 07:46 | komentarze: 1 czytany: 4501x

Brytyjczycy nie zamierzają walczyć z koronawirusem, gdyż uznali, że to nic nie da. Zarazić się nim mają wszyscy, a koronawirus będzie towarzyszył ludzkości już zawsze. Wyciekł do mediów brytyjski raport dot. koronawirusa: Epidemia nawet do 2021 r. Zakazić może się 80 proc. Brytyjczyków"The Guardian" opisuje treść dokumentu rządowej agencji, z którego wynika, że koronawirusem - w pesymistycznym wariancie.......

czytaj dalej

Brytyjczycy nie zamierzają walczyć z koronawirusem, gdyż uznali, że to nic nie da. Zarazić się nim mają wszyscy, a koronawirus będzie towarzyszył ludzkości już zawsze. Wyciekł do mediów brytyjski raport dot. koronawirusa: Epidemia nawet do 2021 r. Zakazić może się 80 proc. Brytyjczyków



"The Guardian" opisuje treść dokumentu rządowej agencji, z którego wynika, że koronawirusem - w pesymistycznym wariancie - zakazi się 80 proc. mieszkańców Wielkiej Brytanii, z czego nawet 15 proc. (ok. 7,9 mln osób) będzie wymagało hospitalizacji. Raport wskazuje też, że epidemia szybko się nie skończy, może potrwać do wiosny 2021 r.

Chodzi o raport opracowany w Public Health England, rządowej agencji podległej brytyjskiemu departamentowi zdrowia. Jak opisuje "The Guardian", z dokumentu wynika, że epidemia koronawirusa w Wielkiej Brytanii może potrwać do przyszłej wiosny. Na COVID-19, w najgorszym scenariuszu, zachoruje 80 proc. populacji, z czego 15 proc., czyli blisko 8 mln osób, będzie wymagało hospitalizacji. Dokument trafił do dyrekcji szpitali w Wielkiej Brytanii.

Koronawirus w Wielkiej Brytanii. Wyciekł pesymistyczny raport

Według Paula Huntera, profesora medycyny z Uniwersytetu Wschodniej Anglii, którego cytuje "Guardian", rok jest prawdopodobnym wariantem. Specjalista podkreślił jednak, że rok trwania epidemii koronawirusa może być błędnie rozumiany. - Myślę, że obniży się latem, pod koniec czerwca, i wróci w listopadzie, tak jak zwykła grypa sezonowa. Uważam, że będzie to trwało wiecznie, ale wraz z upływem czasu będzie mniej dotkliwe, w miarę zbudowania odporności - stwierdził ekspert.

W raporcie napisano, że epidemia w ogromnym stopniu obciąży brytyjską ochronę zdrowia i służby. Ponadto szacunki mówią, że aż 500 tys. z 5 mln osób pracujących w "kluczowych usługach i istotnej infrastrukturze" może zachorować. Ponadto z danych wynika, że przebadanie wszystkich osób z objawami może być niemożliwe, bo laboratoria nie podołają takiej liczbie.

W dokumencie pojawia się informacja, że od teraz jedynie poważnie chore osoby, które są już w szpitalach, a także osoby przebywające w więzieniach i domach opieki, w których wykryto koronawirusa, powinny być poddawane testom. Przy założeniu, że zakażeniu ulegnie 80 proc. obywateli, a śmiertelność wyniesie 1 proc., to przez koronawirusa może umrzeć 531 tys. osób.



Brytyjski rząd wybrał całkowicie odmienną strategię walki z epidemią koronawirusa, niż reszta państw europejskich. Podczas, gdy te zamykają szkoły, odwołują imprezy masowe, a niektóre nawet zamykają granice, w Wielkiej Brytanii niemal wszystko działa normalnie.

Przejście do drugiej fazy – spowalniania – sprowadza się na razie głównie do zalecenia, by osoby, które mają gorączkę lub powtarzający się kaszel, pozostały w domach przez co najmniej siedem dni, szkoły odwołały wyjazdy zagraniczne, a osoby starsze zrezygnowały z wycieczek, zwłaszcza na wielkich statkach jak Diamond Princess, który do niedawna był jednym z głównych ognisk choroby.

Gabinet Borisa Johnsona na każdym kroku podkreśla, że przy podejmowanych decyzjach kieruje się nauką. Przy chorobie, której skutki nie są jeszcze znane, nie ma jednak też jednoznacznej opinii naukowców, co jest właściwą drogą postępowania i jest wiele głosów mówiących, że strategia rządu jest co najmniej ryzykowna. Albo że rząd bardziej przejmuje się stanem gospodarki niż stanem zdrowia ludzi.




Dowody są jasne. Potrzebujemy pilnego wdrożenia polityki społecznego zdystansowania i zamykania. Rząd gra w ruletkę z opinią publiczną. To poważny błąd – uważa Richard Horton, redaktor naczelny brytyjskiego magazynu medycznego „Lancet”. Mieliśmy samozadowolenie, akademicki stosunek do wybuchu epidemii. Nasi ministrowie zachowują się jak XIX-wieczni kolonialiści, grający pięciodniowy mecz krykieta – powiedział z kolei John Ashton, były regionalny szef służby zdrowia w północno-zachodniej Anglii.

Ale rząd ma też swoich naukowców, którzy – zwłaszcza ci zajmujący się psychologią behawioralną – mówią coś zupełnie przeciwnego. Próbujemy, w sposób niespotykany dotychczas, wykorzystać wszystkie narzędzia: medyczne i matematyczne, ale również behawioralne - powiedział w jednym z wywiadów David Halpern, szef rządowego zespołu Behavioral Insights Team i członek komitetu zarządzającego reakcją na epidemię. Modele w dużej mierze polegają na tym, co ludzie będą robić. Czy ludzie będą stosować się do instrukcji, i w jakim stopniu? Jeśli dzieci nie pójdą do szkoły, co się stanie? – dodaje.

Wyjaśnia, że ubocznym skutkiem tego będzie to, że dzieci więcej czasu spędzać będą z dziadkami, czyli osobami, które jako grupę najbardziej narażoną, rząd właśnie chce ochronić. Podobnie jest z wydarzeniami sportowymi – zamknięcie stadionów oznacza, że więcej ludzi będzie się gromadzić w pubach czy innych zamkniętych pomieszczeniach, gdzie ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa jest wyższe niż na wolnym powietrzu.

Włoscy lekarze z Lombardii uważają podejście Brytyjczyków za wielki błąd.

- Oni myślą, że to kolejna grypa, na którą się uodpornią i tyle. Tymczasem ten wirus to zabójca, o jakim im się nie nawet nie śniło. Błyskawicznie zablokują im się szpitale ze względu na liczbę osób wymagających do przeżycia respiratora. Już tylko ten drobny fakt spowoduje lawinę wydarzeń, którą my już obserwowaliśmy we Włoszech i wiemy, co ona oznacza. Ludzie ponownie zarażają się koronawirusem, nie dostrzegliśmy żadnej zwiększonej odporności, a wręcz przeciwnie. Współczujemy tym nacjom europejskim, których rodacy pracują na Wyspach Brytyjskich, bo to oznacza, że ich walka z chorobą nie przebiegnie tak jak w Chinach, ale jest skazana na porażkę - mówił jeden z lekarzy w wywiadzie dla BBC.

Tymczasem bardzo znani włoscy lekarze przez koronawirusa zaczęli umierać.

W wyniku zakażenia koronawirusem w szpitalu we włoskim Como zmarł Roberto Stella, szef stowarzyszenia lekarzy prowincji Varese – podały włoskie media. "Jego śmierć reprezentuje krzyk wszystkich naszych kolegów, którzy nadal nie są wyposażeni w odpowiedni sprzęt, by chronić samych siebie" – napisano w piątkowym oświadczeniu włoskiej federacji lekarzy.

67-letni Stella, lekarz rodzinny z miasta Busto Arsizio, w najbardziej dotkniętym koronawirusem regionie Włoch, Lombardii, trafił do szpitala, po tym gdy zakaził się wirusem od jednego z pacjentów.



Taktyka obrana przez Brytyjczyków wobec koronawirusa oznacza dość ważne wnioski dla Polski. Skoro na Wyspach Brytyjskich pracuje 2 miliony naszych obywateli to oznacza, że będziemy mieli stały i potężny napływ zarażonych do naszego kraju wynikający z tego, że ludzie muszą odwiedzać rodziny. W tej sytuacji wszelkie próby powstrzymania ekspansji wirusa w Polsce mogą okazać się ekstremalnie trudne, o ile w ogóle możliwe.

 

źródła: https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/6461881,koronawirus-wielka-brytania-walka-z-koronawirusem-brytyjczycy-wyspy-brytyjskie-epidemia.html

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,173952,25792272,80-proc-populacji.html#s=BoxMMt2



I jeszcze poruszający obrazek z Włoch.

Koronawirus. Przybywa nekrologów. Bergamo to "miasto duchów"

Gazeta z Bergamo opublikowała 10 stron nekrologów. - To jest miasto duchów - mówi grający w miejscowym klubie Atalanta piłkarz Robin Gosens.

To jest obrazek bardziej dosadny niż jakiekolwiek słowa. Lokalna gazeta "L'eco di Bergamo" w wydaniu z 9 lutego umieściła 1,5 strony poświęconej nekrologom. W numerze z 13 marca nekrologi zajmują już 10 stron. Wideo przedstawiające porównanie obu numerów rozchodzi się po sieci w zawrotnym tempie. Bergamo w okręgu Lombardia na północy Włoch jest jednym z miast najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa.

W piłkę, w klubie Atalanta gra tam niemiecki piłkarz Robin Gosens. - To drastyczne, ale prawdziwe. Żyjemy w mieście duchów - mówi teraz dla ZDF. - Możemy wychodzić z domu, tylko wtedy gdy jest to konieczne. A jeśli już zdarzy nam się wyjść, to tylko w maskach i ochronnych rękawiczkach - dodaje.

I mówi, że jeszcze 10 dni temu wszystko wyglądało normalnie. Można było wyjść do restauracji, gdziekolwiek się chciało. - I teoretycznie, można było się zarazić.




zwiń tekst

KORONAWIRUS RÓWNA Z ZIEMIĄ ŚWIATOWE LOTNICTWO CYWILINE - samoloty latają puste lub nie latają wcale
Nie, 15 mar 2020 06:48 | komentarze: 1 czytany: 1787x

Koronawirus. Zagrożone nawet 50 mln miejsc pracy. I to tylko w światowej turystyce. Linie lotnicze i branża turystyczna przeżywają przez koronawirusa najgorsze chwile w swojej najnowszej historii. Gorsze od czasów ostatniego kryzysu finansowego i po zamachach z 11 września 2001 roku. Turystyka odpowiada za 10 proc. globalnego PKB, mniej więcej też w tym sektorze pracuje co dziesiąty zatrudniony.W .......

czytaj dalej

Koronawirus. Zagrożone nawet 50 mln miejsc pracy. I to tylko w światowej turystyce. Linie lotnicze i branża turystyczna przeżywają przez koronawirusa najgorsze chwile w swojej najnowszej historii. Gorsze od czasów ostatniego kryzysu finansowego i po zamachach z 11 września 2001 roku. Turystyka odpowiada za 10 proc. globalnego PKB, mniej więcej też w tym sektorze pracuje co dziesiąty zatrudniony.

W tym świetle najnowsze oświadczenie Światowej Rady Podróży i Turystyki brzmi groźnie. Organizacja twierdzi, że przez epidemię koronawirusa w całym sektorze turystycznym zagrożonych jest nawet 50 mln etatów. Strata, według jej szacunków, trzymiesięcznych wpływów sektora spowoduje likwidację w nim od 12 do 14 proc. etatów.

Koronawirus a linie lotnicze – najgorzej od 42 lat

Pojawiają się pierwsze szacunki strat w światowym lotnictwie cywilnym spowodowane przez koronawirusa. Jefferies Financial Group szacuje teraz, że rynek przewozów lotniczych skurczy się w tym roku o niemal 9 proc. i będzie to największy spadek od 42 lat – nie ma wcześniejszych precyzyjnych danych. Tym samym spadek ruchu lotniczego w tym roku może być większy, niż po jego zawieszeniu po atakach na World Trade Center w 2001 r. i większy niż w czasach najgłębszej recesji ostatniego kryzysu finansowego w 2008 roku.

Są też pierwsze twarde dane od przewoźników informujące o skali załamania, które ich właśnie dotknęło. Lufthansa np. odwołała mniej więcej połowę swoich lotów, Air France anulował 3600 lotów zaplanowanych na marzec, kasując tym samym europejską sieć swoich połączeń o jedną czwartą. Również o 25 proc. zmniejszy się liczba zagranicznych lotów australijskich linii Quantas.

Niezwykle trudne chwile przeżywają chińskie linie lotnicze. Tylko na trasach wewnątrzkrajowych straciły od początku roku prawie 10,5 mln biletów, a rezerwacje na kwiecień są mniej więcej o 80 proc. mniejsze niż przed rokiem.

Koronawirus. Odbudowa ruchu potrwa dekadami

Powrót do wcześniejszego poziomu biznesu będzie dla nich niezwykle trudny i powolny. Z początkiem marca chińskie władze zezwoliły przewoźnikom lotniczym na wznowienie części zawieszonych wcześniej przez koronawirusa połączeń. By ktokolwiek chciał lecieć, linie stosują gigantyczne upusty cenowe. Bilet na lot z Szanghaju do Chendgu trwający 3,5 godziny sprzedawany był ostatnio za 90 juanów plus 50 juanów opłat i podatków – to mniej więcej jedna dziesiąta ceny z września.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Powietrznego szacuje, że przychody linii lotniczych w tym roku spadną od 11 proc. do 19 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Tym samym nie trafi do nich od 63 mld dol. do 113 mld dol. To ogromne straty. Będą zwolnienia, będą bankructwa. I to nawet jeżeli rządy będą próbowały pomóc przewoźnikom – wszystkim może się nie udać.

Tekst pochodzi z bloga PortalTechnologiczny.pl.




zwiń tekst

NIE MYŚLCIE, ŻE JEST TO KOLEJNA GRYPA... TEN WIRUS TO ZABÓJCA! - dramatyczny list z Włoch
Pt, 13 mar 2020 17:37 | komentarze: 28 czytany: 4787x

Zabrakło i solidarności, i koordynacji. Smutna lekcja, której nie zapomnimy. Kiedy minie zaraza, nic nie będzie tak jak wcześniej. Unia musi się dogłębnie zreformować - pisze Gianluca Di Feo, wicenaczelny dziennika "La Repubblica".Maski, gumowe rękawiczki i plastikowe okulary. To są pierwsze rzeczy, o które Włochy poprosiły Europę – o pomoc potrzebną do wzniesienia najprostszej bariery przeciw koronawirusowi.......

czytaj dalej

Zabrakło i solidarności, i koordynacji. Smutna lekcja, której nie zapomnimy. Kiedy minie zaraza, nic nie będzie tak jak wcześniej. Unia musi się dogłębnie zreformować - pisze Gianluca Di Feo, wicenaczelny dziennika "La Repubblica".

Maski, gumowe rękawiczki i plastikowe okulary. To są pierwsze rzeczy, o które Włochy poprosiły Europę – o pomoc potrzebną do wzniesienia najprostszej bariery przeciw koronawirusowi. Nie dostały odpowiedzi. A Francja i Niemcy wręcz zabroniły eksportu.

Jasne, Bruksela pozwoliła rządowi włoskiemu na naruszenie limitów długu publicznego, aby podtrzymać gospodarkę zdewastowaną przez epidemię. Jasne, Ursula von der Leyen powiedziała: „Wszyscy jesteśmy Włochami”. A jednak...




Koronawirus jak zwykła grypa? Niestety nie

Może znajdzie się jeszcze ktoś, kto uważa, że COVID-19 to „zaledwie mocniejsza wersja grypy”. Nie, to jest zabójca. Rozprzestrzenia się szybko, niszczy płuca. Najpierw ludzi starszych. Liczba ofiar rośnie. Całe pokolenie może zostać zmiecione, a podstawa gospodarki podkopana.

Podjęliśmy środki zaradcze bez precedensu w najnowszej historii Zachodu. Wszyscy Włosi muszą zostać w domu, pozamykano sklepy i restauracje. Życie zostało wywrócone do góry nogami.



Widzieliście obrazy wyludnionego Mediolanu, pustych ulic Rzymu. Mniej wiecie o walce, którą prowadzą szpitale na północy Włoch przytłoczone liczbą chorych.
Połowa zakażonych musi być leczona w szpitalach, jeden na dziesięciu musi być na intensywnej terapii, podłączony do respiratora. Opór można kontynuować, tylko tworząc nowe oddziały dla zakażonych, rzucając tam nowy personel i sprzęt. To walka z czasem: szukanie setek nowych miejsc dla pacjentów, zanim epidemia zbierze większe żniwo. Szczęściem w tej tragedii jest to, że wirus zaatakował Lombardię, która ma najlepszy system opieki zdrowotnej w kraju. Ale pozostaliśmy sami, z Unii nie przybył choćby jeden lekarz, choćby jedna maska, żaden szpital polowy.

Unia nawala w tym kryzysie

Dlaczego Europa ze swoim aparatem administracyjnym i technicznym nie zrobiła nic, by zapobiec epidemii, by koordynować walkę? Każdy kraj działa na własną rękę, a skutek jest taki, że to, co się dzieje we Włoszech, niebawem może się wydarzyć we Francji czy w Niemczech. Chcieliśmy wspólnych rozwiązań – tych zabrakło.

Dlaczego Europa natychmiast nie wdrożyła w życie planu produkcji podstawowych rzeczy, takich jak maski i rękawiczki, oraz urządzeń, które w Chinach okazały się skuteczną bronią? Teraz wszyscy poszukują respiratorów i odzieży ochronnej, mimo że potencjał przemysłowy Unii mógł w miesiąc wyprodukować niezbędne zapasy. Dla Włochów, dla wszystkich. Nic z tego.
Pomoc gospodarcza będzie niezbędna jutro, dzisiaj walczymy o powstrzymanie upadku naszego społeczeństwa. Teraz lekarstwa są ważniejsze niż biznes. I wiemy, że bez szpitali, które są w stanie przyjmować chorych, panika zwiększy chaos, rujnując rynki.

W tej sytuacji Unia okazuje się odległa od problemów obywateli – unika podjęcia interwencji. Zabrakło i solidarności, i koordynacji. Smutna lekcja, której nie zapomnimy. Kiedy minie zaraza, nic nie będzie tak jak wcześniej. Unia musi się dogłębnie zreformować, począwszy od pochylenia się nad potrzebami ludzi. W przeciwnym razie nic nie zdoła jej obronić przed ksenofobicznym populizmem, który z wirusa czyni potężną broń polityczną, by zadać ostateczny cios.

tłum. Bartosz Hlebowicz

Tekst ukazuje się jednocześnie w siedmiu dziennikach europejskich należących razem z „Wyborczą” do sojuszu LENA


Przecież "zwykła grypa zabija więcej osób"... po co gadać o zwykłej, sezonowej chorobie i robić z igły widły?!!! Ten wirus to śmiech na sali... Ani nie spowoduje żadnego kryzysu gospodarczego, ani nie jest groźny dla ludzi bardziej, niż lekkie pokasływanie dziecka po jesiennych chłodach... po co o nim pisać znowu? Zwykła grypka i nic więcej... Nie macie lepszych tematów?! Po co straszyć ludzi? Lepiej nie pisać o tym wcale albo mało... nie róbcie paniki z niczego! - w komentarzach pod tekstami wszystkich polskich portali ukazywały się tysiące tego typu komentarzy przeróżnej maści specjalistów od grypy, która "jest bardziej groźna niż ta medialna wydmuszka z Wuhan". One w znacznej mierze znikły w ostatnich 48 godzinach, kiedy najważniejszy indeks Warszawskiej GPW spadł najbardziej w swojej historii. Pamiętacie kryzys bankowy z 2008 roku i potężny kryzys na świecie? Wszystko wskazuje na to, że tamten czas był prawie żartem wobec tego, co w tej chwili staje się na świecie.


Polecamy także najnowszy wpis w Dzienniku Pokładowym okrętu Nautilus, który został dodany 13 marca 2020.

https://www.nautilus.org.pl/dziennik,191,13-marca-2020--strach--swiat-w-cieniu-pandemii--wpis-w-dzienniku.html



zwiń tekst

WŁOCHY OGŁASZAJĄC NAJWYŻSZY STAN ZAGROŻENIA Z POWODU KORONAWIRUSA
Śr, 11 mar 2020 09:28 | komentarze: 8 czytany: 2987x

Włochy to kraj, w którym sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa jest najgorsza w Europie. Dotychczasowy bilans epidemii to ponad 8,5 tysiąca potwierdzonych zachorowań i ponad 630 zgonów. Tylko w ciągu ostatniej doby, jak podał we wtorek szef włoskiej Obrony Cywilnej Angelo Borrelli, zanotowano 169 śmiertelnych ofiar. W całym kraju weszły w życie restrykcyjne przepisy, zakładające.......

czytaj dalej

Włochy to kraj, w którym sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa jest najgorsza w Europie. Dotychczasowy bilans epidemii to ponad 8,5 tysiąca potwierdzonych zachorowań i ponad 630 zgonów. Tylko w ciągu ostatniej doby, jak podał we wtorek szef włoskiej Obrony Cywilnej Angelo Borrelli, zanotowano 169 śmiertelnych ofiar. W całym kraju weszły w życie restrykcyjne przepisy, zakładające m.in. ograniczenie możliwości poruszania się po terytorium państwa. O zamknięciu granicy z Włochami poinformował też premier Słowenii Marjan Szarec.

Nasi znajomi z Hong Kongu uprzedzali, że we Włoszech jest potężnna wspólnota z chińskiego Wuhan.

- Włosi tę piekielną chorobę bagatelizują i zobaczycie, że ona wywróci ten kraj do góry nogami - mówili nam przez skype.




Opinię tę wydają się potwierdzać ostatnie wydarzenia. Dr Piotr Podemski - amerykanista i italianista z UW - powiedział w TOK FM, że nastroje we Włoszech rzeczywiście są dość napięte, a dynamika wydarzeń "bardzo zastanawiająca". - Dekrety rządu spadają jeden za drugim, jak deszcz. I coraz bardziej zaostrzają ten reżim, któremu mają się Włosi poddać. A i tak słychać w mediach głosy, że premier [Giuseppe Conte - red.] tylko ustępuje przed presją otoczenia, swoich doradców medycznych, a także poszczególnych regionów żądających jeszcze ostrzejszych przepisów - opowiadał w audycji Połączenie.




Jak mówił dalej, region Lombardii, w którym w lutym zaczęła się cała epidemia, apeluje do rządu, aby zamknąć sklepy (za wyjątkiem spożywczych oraz aptek) i zablokować transport publiczny. - Żeby naprawdę, mówiąc literalnie, wszyscy siedzieli w domu. To już naprawdę nie są przelewki. Zwłaszcza, że tego żądają nie biurokraci z Rzymu, tylko lokalne władze Mediolanu i regionu Lombardia - wskazywał dr Podemski.

Koronawirus we Włoszech. Pasmo porażek

Ekspert podkreślał też, że od samego początku we Włoszech popełniono długą listę błędów, które przyczyniły się do szybkiego rozprzestrzeniania się choroby. Przypomnijmy, pierwszy przypadek zarażenia Covid-19 w tym kraju oficjalnie potwierdzono 20 lutego w miasteczku Codogno w Lombardii. - Ale jak się okazuje, zanim jeszcze gruchnęła wieść o koronawirusie, lekarze z Codogno zastanawiali się, że na tym właśnie obszarze wystąpił zagadkowy przyrost liczby przypadków dziwnego, uporczywego zapalenia płuc, którego specjalnie nie dało się niczym dobrym leczyć - wspominał Podemski. Chorych pacjentów przybywało, niektórzy umierali, ale były to w większości osoby starsze, więc - jak mówił - tłumaczono to wiekiem i współwystępowaniem także innych chorób.

Osób zarażonych specjalnie wówczas nie izolowano, więc rozjechały się po całym terenie północnych Włoch. Z czasem, kiedy sytuacja zaczęła być coraz bardziej poważna, w kraju zaczęto wprowadzać strefy zamknięte lub z ograniczonym dostępem (pisaliśmy o tym m.in. tu). Ograniczenia jednak nie pomagały, a koronawirus dalej zbierał swoje żniwo.

Miasto zamknięte. Teoretycznie

Przed kilkoma dniami włoskie władze podjęły decyzję o całkowitym zamknięciu północy kraju - całej Lombardii i 11 prowincji. Tu jednak też, jak wskazywał dr Podemski, nie obyło się bez błędów. - Premier podpisał dekret o "odcięciu" Lombardii o godzinie 2 nad ranem, z soboty na niedzielę. Już dzień wcześniej w internecie krążyły jednak plotki o tym dekrecie i konkretne zapisy, które ostrzegały, że z Lombardii trudno będzie się wydostać. Efekt był taki, że ludzie rzucili się do pociągów i autokarów, i rozjechali po całym kraju, zwłaszcza na południe państwa - mówił gość Połączenia. - Po czym, ku mojej kompletnej konsternacji, jeszcze przez całą niedzielę transport normalnie funkcjonował, więc można było zwyczajnie pójść na dworzec i wyjechać z tego Mediolanu. Podobno zamkniętego. Dopiero następnego dnia zaczęto wprowadzać kontrole - dziwił się.




Podemski zaznaczył, że Mediolan to ważne miasto, nazywane często Nowym Jorkiem Włoch. To stolica finansowa i biznesowa, w której pracuje wiele osób pochodzących z biedniejszego południa kraju. Jest tam także bardzo dużo studentów.

- W związku z czym władze południowych regionów zaczęły bić na alarm i ostrzegać, żeby tych ludzi poddać jakiejkolwiek kontroli, a najchętniej żeby ich zawrócić znów na północ. Wyganiano ich z tych małych ojczyzn, ale było za późno, mleko się rozlało - stwierdził italianista z UW.

Kolejny punkt, który - jak mówił Podemski - jest dość ostro krytykowany, jeśli chodzi o działania włoskich władz to brak tzw. "twardej kontroli". Nie zamknięto szlabanów, nie wyprowadzono wojska. Rząd postawił raczej na pewien rodzaj autokontroli - wydano zalecenia i poproszono obywateli, aby się do nich zastosowali. - Teraz efekt jest taki, że w ciągu ostatnich dni mamy około tysiąca nowych przypadków zarażeń dziennie i około sto ofiar śmiertelnych dziennie - wskazał Podemski.

Liczby te przemawiają do wyobraźni, dlatego w poniedziałek premier Conte zarządził kolejne restrykcje - wprowadzające ograniczoną możliwość poruszania się po terytorium całych Włoch. - Ale znowu są wyjątki. Można podróżować, aby wrócić do domu, z powodów obowiązków zawodowych, jeśli wymaga tego leczenie lub w "ważnych sprawach" - powiedział Podemski i podał, że niektóre regiony - zwłaszcza Lombardia - przekonują, że to zdecydowanie zbyt łagodne obostrzenia, które nie pomogą zatrzymać koronawirusa. - Lombardia przekonuje, że potrzeba środków policyjnych i kontroli narzuconej - wskazał gość TOK FM.

I dodał, że we wtorek jeden z włoskich dzienników na swojej tronie tytułowej alarmował:  "Zatrzymajcie wszystko. Ale naprawdę!".

Koronawirus we Włoszech. Co dalej?

Zdaniem italianisty, główny cel włoskich władz obecnie to spowolnienie rozprzestrzeniania się koronawirusa i ograniczenie liczby pacjentów potrzebujących intensywnej terapii. Jeśli to się nie stanie, włoski system ochrony zdrowia może przestać być drożny. Już w ostatni weekend, jak wskazywał nasz gość, władze Lombardii alarmowały, że ochrona zdrowia jest w tym regionie "na kolanach". A należy liczyć się z tym, że potrzebna będzie jeszcze większa liczna respiratorów i odpowiedniej aparatury, niezbędnej do ratowania życia.

Koronawirus we Włoszech - brakuje respiratorów. Lekarze muszą wybierać, komu ratować życie

Anestezjolog ze szpitala w Bergamo przyznał, że lekarze zmagają się z problemem zbyt małej liczby respiratorów i łóżek, które mogą być wykorzystane w przypadku najciężej zakażonych pacjentów. Christian Salaroli powiedział, że lekarze muszą przeprowadzać selekcję pacjentów - z tego powodu starsze osoby mogą nie być przyjmowane na oddział.

Anestezjolog szpitala w Bergamo w północnej części Włoch, Christian Salaroli, w rozmowie w "Corriere della Sera" przyznał, że z powodu ograniczonej liczby miejsc i respiratorów, lekarze muszą dokonywać większej selekcji pacjentów. - Oprócz wieku i ogólnego stanu zdrowia, trzecim wskaźnikiem jest zdolność pacjenta do powrotu do zdrowia po intensywnej terapii - przyznał lekarz. Salaroli zaznaczył też, że z tego powodu na oddziały przyjmowane są częściej osoby młode, które mają szansę wygrać z chorobą, niż starsi pacjenci.

Włochy. "Nie jesteśmy w stanie czynić cudów. Staramy się ratować tych, którzy mają szansę przeżyć"

- Jeśli osoba w wieku od 80 do 95 lat ma poważną niewydolność oddechową, prawdopodobnie nie da rady pokonać koronawirusa. To samo dotyczy pacjentów z niewydolnością więcej niż trzech narządów. W przypadku zakażenia oznacza to dla nich niemal 100-procentową śmiertelność. To jest okropne zadanie, ale taka jest prawda. Nie jesteśmy w stanie czynić cudów. Taka jest rzeczywistość. (...) To trochę jak wojna: staramy się ratować tych, którzy mają szansę przeżyć - dodał Christian Salaroli.

Lekarz zaznaczył, że każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie i dopiero po przebadaniu pacjenta da się stwierdzić jego szanse na wyzdrowienie. Drugi z lekarzy w rozmowie z "Politico", anestezjolog Luigi Riccioni przyznał, że selekcja wynika z tego, że organizmy pacjentów zmagających się z przewlekłymi chorobami np. płuc nie byłyby w stanie tolerować niektórych metod leczenia.

- Musimy oszczędzać i tak ograniczone zasoby na pacjentów, którzy mają szansę przeżyć. Oznacza to priorytetowe traktowanie młodszych, wcześniej zdrowych pacjentów, niż osoby starsze, które cierpią na dodatkowe schorzenia - dodał.

- Zostań w domu. Będę to powtarzał bez końca. Widzę zbyt wielu ludzi na ulicach, a to nie jest dobra odpowiedź na koronawirusa. Nawet nie wyobrażacie sobie, co dzieje się w szpitalach. Zostańcie w domu - apelował dalej anestezjolog.

We Włoszech stwierdzono już 10 149 przypadków zakażenia koronawirusem. Z tego aż 631 pacjentów zmarło. Za wyleczonych uznaje się 724 osoby. Komisarz Obrony Cywilnej Angelo Borrelli podał najnowsze statystyki dotyczące śmiertelności pacjentów zakażonych SARS-CoV-2. Wynika z nich, że we Włoszech aż 45 proc. osób umierających z powodu koronawirrusa to pacjenci w wieku 80-89 lat.




W sprawie sytuacji we Włoszech z koronawirusem CZY WŁOSI PORADZĄ SOBIE Z KORONAWIRUSEM? uruchomiliśmy specjalną ECHO-SONDĘ w naszym serwisie, zapraszamy do udziału:

https://www.nautilus.org.pl/echosonda,592,dramatyczna-walka-wlochow-z-koronawirusem---caly-kraj-czerwona.html



I jeszcze ciekawa wypowiedź kanclerz Niemiec.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała, że ok. 60-70 proc. niemieckich obywateli zakazi się koronawirusem. Słowa te padły z jej ust podczas spotkania jednej z grup parlamentarnych.




Z opinią Angeli Merkel miał zgodzić się niemiecki minister zdrowia Jens Spahn, który stwierdził jednocześnie, że ok. 80 proc. zakażonych koronawirusem przejdzie chorobę bez żadnych objawów lub bardzo łagodnie - informuje niemiecki portal bz-berlin.de. "Deutsche Welle" pisze z kolei, że o możliwości zakażenia koronawirusem 60-70 proc obywateli Niemiec mówił wcześniej m.in. dyrektor Instytutu Wirusologii Charité w Berlinie Christian Drosten. Wirusolog podkreślał jednocześnie, że nie wiadomo dokładnie, w jakim czasie dojdzie do zakażenia tak znacznej części społeczeństwa.

- Może to potrwać dwa lata lub nawet dłużej - stwierdził Christian Drosten, którego słowa cytuje "DW".



zwiń tekst

NIEPOKOJĄCE USTALENIA NAUKOWCÓW: WIRUS ZARAŻA PRZEZ POWIETRZE!
Wt, 10 mar 2020 15:55 | komentarze: 4 czytany: 3237x

Koronawirus, który powoduje chorobę Covid-19, może utrzymywać się w powietrzu przez co najmniej 30 minut. Dodatkowo chińscy naukowcy odkryli, że wirus może przemieszczać się na większy dystans, niż wynika to z "bezpiecznej odległości", którą służby zalecają utrzymywać od osób zakażonych SARS-CoV-2.Jak podaje serwis South China Morning Post, chińscy epidemiolodzy z prowincji Hunan odkryli, że koronawirus.......

czytaj dalej

Koronawirus, który powoduje chorobę Covid-19, może utrzymywać się w powietrzu przez co najmniej 30 minut. Dodatkowo chińscy naukowcy odkryli, że wirus może przemieszczać się na większy dystans, niż wynika to z "bezpiecznej odległości", którą służby zalecają utrzymywać od osób zakażonych SARS-CoV-2.

Jak podaje serwis South China Morning Post, chińscy epidemiolodzy z prowincji Hunan odkryli, że koronawirus może utrzymywać się na powierzchniach przedmiotów nawet przez kilka dni. Oznacza to, że jeszcze bardziej zwiększa się ryzyko przeniesienia na ludzi, którzy mogą mieć kontakt z daną powierzchnią, a następnie dotkną twarzy.

Nowe ustalenia chińskich naukowców w sprawie koronawirusa

Długość utrzymywania się patogenu na powierzchni zależy od wielu czynników, między innymi temperatury otoczenia i rodzaju powierzchni. Na szkle, tkaninie, metalu, plastiku i papierze, w temperaturze do 37 stopni wirus może przetrwać od dwóch do trzech dni.

Chińscy naukowcy podważyli też oficjalne zalecenie ministerstw zdrowia na całym świecie, zauważając, że "bezpieczna odległość", która ma chronić przed zakażeniem koronawirusem, nie wynosi już od jednego do dwóch metrów w przypadku zamkniętych pomieszczeń. Naukowcy przebadali przypadek pasażera, który 22 stycznia usiadł na tyle autobusu dalekobieżnego. Okna w pojeździe były zamknięte i działała klimatyzacja.

Chory zakaził koronawirusem pasażerów, którzy znaleźli się w odległości do 4,5 metrów od niego. - W zamkniętym otoczeniu z klimatyzacją odległość transmisji koronawirusa przekracza powszechnie uznaną bezpieczną odległość - napisali naukowcy na łamach czasopisma "Practical Preventive Medicine". Dodatkowo w zamkniętej przestrzeni wirus może unosić się w powietrzu dłużej - do około 30 minut. Świadczyć o tym ma fakt, że inni pasażerowie następnego kursu autobusu, którym podróżował zarażony Chińczyk, także zostali zakażeni.


Pielęgniarka z Wuhan: „w samej prowincji zakażonych #coronavirus jest ponad 90 tysięcy ludzi”! Wirusolog, który w 2003 zidentyfikował SARS ostrzega, że nowy wirus ma 10 razy większy potencjał pandemiczny. Jest zakaźny nawet w okresie inkubacji.



zwiń tekst

WŁOCHY - PEŁNA BLOKADA CAŁEGO KRAJU PRZEZ KORONAWIRUSA
Wt, 10 mar 2020 08:37 | komentarze: 1 czytany: 1701x

Cały kraj ogłoszony czerwoną strefą, Włochy się izolują. Premier kraju apeluje o pozostanie w domach. Od 10 marca Włochy będą praktycznie odizolowane od świata. Premier kraju ogłosił, że całe państwo zaczyna być traktowane jako czerwona strefa i przepisy będą jednakowe dla wszystkich regionów. To oznacza ograniczenia w poruszaniu się po kraju, odwołanie imprez sportowych i kulturalnych. Giuseppe Conte.......

czytaj dalej

Cały kraj ogłoszony czerwoną strefą, Włochy się izolują. Premier kraju apeluje o pozostanie w domach. Od 10 marca Włochy będą praktycznie odizolowane od świata. Premier kraju ogłosił, że całe państwo zaczyna być traktowane jako czerwona strefa i przepisy będą jednakowe dla wszystkich regionów. To oznacza ograniczenia w poruszaniu się po kraju, odwołanie imprez sportowych i kulturalnych. Giuseppe Conte zaapelował do rodaków, by pozostali w domach.

W poniedziałek włoskie władze przekazały, że tylko 9 marca zmarło 96 osób zakażonych koronawirusem - od czasu wybuchu epidemii w tym kraju liczba ofiar śmiertelnych wyniosła 463.




Dwie trzecie zgonów zanotowano w regionie Lombardii na północy ze stolicą w Mediolanie. Wszystkich zakażonych jest ponad dziewięć tysięcy. Włochy wyprzedziły Koreę Południową, stając się drugim, po Chinach, państwem pod względem liczby zakażonych.

By ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa we Włoszech wyznaczono tzw. czerwoną strefę, którą objęto 11 gmin - przez dwa tygodnie były otoczone kordonem sanitarnym. Od kilku dni obserwowany jest tam spadek nowej liczby zakażeń.

Premier Włoch ogłosił cały kraj czerwoną strefą.

Jeszcze w poniedziałek czerwoną strefę rozszerzono na Lombardię i 14 innych prowinicji. Łącznie restrykcje dotyczyły blisko 16 milionów osób. Same obostrzenia wielokrotnie się zmieniały w trakcie epidemii, obejmując np. zakaz organizacji uroczystości religijnych, ale poniedziałkowy wieczór przyniósł nieoczekiwaną decyzję szefa włoskiego rządu.

Premier Włoch Giuseppe Conte ogłosił, że cały kraj zaczyna być traktowany jako czerwona strefa z jednakowymi przepisami. Tym samym nowym rozporządzeniem objęto blisko 60 milionów ludzi, którzy mieszkają we Włoszech. - Nasz styl życia musi ulec zmianie. Od zaraz. Wszyscy będziemy musieli zrezygnować z czegoś dla dobra kraju - mówił Conte uzasadniając dekret.

Od 10 marca zakazano jakichkolwiek zgromadzeń publicznych, odwołano wydarzenia sportowe i kulturalne, a poruszanie się po kraju będzie ograniczone. Nowy dekret oznacza, że na terenie całego kraju będzie można podróżować wyłącznie z ważnych powodów zawodowych, zdrowotnych lub rodzinnych.

Bary i restauracje będą czynne do godziny 18.00. Szkoły i uczelnie pozostaną zamknięte do 3 kwietnia.

Na terenie całych Włoch obowiązywać będzie zakaz organizowania imprez sportowych, konferencji i zgromadzeń. Zamknięte będą wszystkie kina, teatry, muzea i siłownie. Funkcjonować będzie komunikacja miejska. Za niestosowanie się do dekretu, który będzie obowiązywać od 10 marca, grozi więzienie i grzywna.

Poniżej wideo-blog, który polecił nam czytelnik FN.


Wenecja jest jednym z najchętniej odwiedzanych miast w Europie. Co roku kraj zwiedzają miliony turystów. Dziś widok opuszczonej Wenecji wzbudza niepokój. Z powodu koronawirusa do miasta nie przyjeżdżają turyści, a mieszkańcy większą część doby spędzają w domu, wychodząc tylko po to, by załatwić niezbędne sprawy. Widok pustej Wenecji to historyczny dzień dla Włoch, zupełnie niespotykany.

 










zwiń tekst

Zagadkowy nowy „miniksiężyc” Ziemi uchwycony w kadrze
Pon, 9 mar 2020 15:25 | komentarze: brak czytany: 1375x

Zespół astronomów kierujących obserwacjami na Hawajach zlokalizował i zobrazował tajemniczy „miniksiężyc”, którego obecność potwierdzono niedawno na orbicie Ziemi. Jak stwierdzono na podstawie wstępnych badań, może chodzić zarówno o obiekt naturalny, jak i wykonany przez człowieka - odpowiedź na to pytanie wymaga nadal pogłębionych analiz.Zobrazowania przedstawiające tajemniczy "miniksiężyc" Ziemi.......

czytaj dalej

Zespół astronomów kierujących obserwacjami na Hawajach zlokalizował i zobrazował tajemniczy „miniksiężyc”, którego obecność potwierdzono niedawno na orbicie Ziemi. Jak stwierdzono na podstawie wstępnych badań, może chodzić zarówno o obiekt naturalny, jak i wykonany przez człowieka - odpowiedź na to pytanie wymaga nadal pogłębionych analiz.

Zobrazowania przedstawiające tajemniczy "miniksiężyc" Ziemi wykonano przy pomocy teleskopu Gemini North na Hawajach, dysponującego średnicą zwierciadła rzędu 8 metrów. Sam obserwowany obiekt kosmiczny, który od niedawna utrzymuje się na trajektorii orbitalnej wokół Błękitnej Planety, ma prawdopodobnie rozmiary zaledwie kilku metrów.

Grigori Fedorets, który kierował obserwacjami, uważa, iż ciało to może być naturalnym skalistym obiektem lub nawet czymś wykonanym przez człowieka i umieszczonym w kosmosie kilkadziesiąt lat temu - czyli kosmicznym złomem, np. pozostałością po nieaktywnych już satelitach.




Minor Planet Center prowadzone przez Międzynarodową Unię Astronomiczną (IAU) nadało obiektowi tymczasowe oznaczenie 2020 CD3. Jeżeli jest to ciało pochodzenia naturalnego, np. fragment planetoidy (asteroidy), to byłby drugi w historii przypadek odkrycia skalistego satelity Ziemi innego niż Księżyc. Poprzednia taka sytuacja nastąpiła w 2006 roku, ale odkryty wtedy obiekt był tymczasowym księżycem Ziemi i obecnie już został wyrzucony poza orbitę okołoziemską. Naukowcy przypuszczają, że podobny los czeka i obiekt z 2020 roku, który może zostać wyrzucony z orbity okołoziemskiej już w kwietniu.

Ciało 2020 CD3 zostało odkryte w ramach przeglądu nieba Catalina Sky Survey prowadzonego przez Uniwersytet Arizoński w Tucson (USA), a dokładniej przez jego Lunar and Planetary Laboratory. Odkrywcami obiektu są Kacper Wierzchoś i Teddy Pruyne. Pierwszy z astronomów to Polak urodzony w Lublinie, który jako dziecko wyjechał za granicę i obecnie pracuje w USA. O odkryciu informowało amerykańskie National Optical-Infrared Astronomy Research Laboratory.

Na zdjęciu uzyskanym 24 lutego obiekt wygląda jak niewielki punkt na tle śladów gwiazd. Wynika to z tego, że teleskop utrzymywano w trybie szybkiego śledzenia obiektu w trakcie jego ruchu po niebie względem gwiazd.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl



zwiń tekst

Chińscy lekarze: koronawirus może nieodwracalnie uszkadzać płuca.
Nie, 8 mar 2020 08:17 | komentarze: 4 czytany: 3323x

Koronawirus może nieodwracalnie uszkadzać płuca, nawet mimo wyzdrowienia pacjenta - twierdzą chińscy lekarze. O tych ustaleniach poinformowały w ostatnich dniach pismo naukowe "Journal of Forensic Medicine" oraz tamtejszy dziennik "Global Times".Naukowcy ze Środkowochińskiego Uniwersytetu Naukowo-Technicznego w Wuhan przeprowadzili sekcję zwłok dziewięciu osób, które zmarły w wyniku powikłań spowodowanych.......

czytaj dalej

Koronawirus może nieodwracalnie uszkadzać płuca, nawet mimo wyzdrowienia pacjenta - twierdzą chińscy lekarze. O tych ustaleniach poinformowały w ostatnich dniach pismo naukowe "Journal of Forensic Medicine" oraz tamtejszy dziennik "Global Times".

Naukowcy ze Środkowochińskiego Uniwersytetu Naukowo-Technicznego w Wuhan przeprowadzili sekcję zwłok dziewięciu osób, które zmarły w wyniku powikłań spowodowanych koronawirusem, wyniki opublikowano w "Journal of Forensic Medicine". Lekarzy zaniepokoił szczególnie stan płuc byłych pacjentów.




Jak mówił w rozmowie z dziennikiem "Global Times" Peng Zhiyong, dyrektor oddziału intensywnej terapii szpitala Zhongnan w Wuhan, "wpływ COVID-19 [choroba wywołana przez koronawirusa - red.] na ludzkie ciało jest jak kombinacja SARS i AIDS, ponieważ niszczy zarówno płuca, jak i układ odpornościowy".

- Myślę, że teraz najważniejsze jest podjęcie działań na wczesnym etapie choroby, aby chronić płuca pacjentów przed nieodwracalnym zwłóknieniem - dodał. Zwłóknienie objawia się m.in. dużymi trudnościami z oddychaniem i kaszlem.

Jak wskazał Pen Zhiyong, COVID-19 "powoduje reakcję zapalną, która uszkadza drogi oddechowe i pęcherzyki płucne".




"To nie jest tak, że każde zapalenie śródmiąższowe płuc w przebiegu COVID-19 prowadzi do zniszczenia płuc. Na 100 chorych z zapaleniem płuc, 85 wyzdrowieje. Jak będą wyglądać ich płuca i inne organy po kilku latach - nie wiadomo, ale patrząc wstecz, po SARS można wiele przewidzieć" - skomentował na Twitterze dr Paweł Grzesiowski, immunolog, wykładowca Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń.



Epidemia koronawirusa sprawiła, że Włochy izolują kilkanaście prowincji na północy kraju. Włoski rząd wprowadza dekret, na mocy którego cały region Lombardia i 11 innych prowincji zostaje objętych ścisłymi restrykcjami wjazdu i wyjazdu. Wśród zamkniętych miast są Mediolan i Wenecja.




Co najmniej dwa przypadki koronawirusa stwierdzono w Bułgarii, poinformował na nadzwyczajnej konferencji prasowej w nocy z soboty na niedzielę szef sztabu kryzysowego prof. Wencisław Mutafczijski, rektor wojskowej akademii medycznej. Covid -19 potwierdzono w dwóch badaniach u kobiety i mężczyzny, którzy nie wyjeżdżali za granicę. Dwie kolejne osoby też miały pozytywne testy na Covid-19, ale wymagają on potwierdzenia w drugim badaniu - powiedział profesor Mutafczijski.

Na egipskim statku wycieczkowym "Luxor Nile" stwierdzono 45 przypadki koronawirusa wśród 171 osób znajdujących się na jego pokładzie. Statek zacumowany jest obecnie na Nilu w Luksorze.

Choroba rozprzestrzenia się też w Ameryce Południowej. Dzisiaj pierwszy przypadek zarażenia ogłosił Paragwaj, a kolejne cztery Brazylia (łącznie w tym drugim kraju jest 17 zakażonych).

Przedłużenie zamknięcia szkół do 3 kwietnia rozważają też władze Rzymu. Duże wydarzenia sportowe, takie jak mecze piłkarskiej Serie A, mają być rozgrywane przy zamkniętych drzwiach.

Według sobotnich danych we Włoszech odnotowano łącznie 5883 przypadki zarażenia chorobą. To wzrost o ponad 1,2 tys. w ciągu 24 godzin. Z powodu koronawirusa w tym kraju zmarły 233 osoby.

O pozytywnym wyniku testu na koronawirusa poinformował sam Nicola Zingaretti w wiadomości wideo umieszczonej na Facebooku.

- Lekarze poinformowali mnie, że mój test na wirusa dał wynik pozytywny. Czuję się dobrze, ale w najbliższych dniach muszę zostać w domu – powiedział szef Partii Demokratycznej. – Stąd będę nadal pełnił wszystkie swoje obowiązki. Życzę wszystkim odwagi i do zobaczenia wkrótce!

Zingaretti ma 54 lata, rządzi regionem Lacjum od lutego 2013 roku, od marca zeszłego roku kieruje PD, która w sierpniu zastąpiła prawicową Ligę Salviniego jako partner koalicyjny Ruchu 5 Gwiazd.

Kilka dni temu SARS-CoV-2 wykryto m.in. u Alessandra Mattinzolego, asesora ds. rozwoju gospodarczego regionu Lombardia. Wczoraj poinformowano o zakażeniu prefekta (czyli szefa prokuratury i lokalnego „namiestnika” rządu) Bresci w Lombardii, prefekta i kwestora (questore – naczelnik policji) lombardzkiego Bergamo, prefekta Matery (region Bazylikata) oraz burmistrzyni Remanzacco (region Friuli-Wenecja Julijska).




Prawie 4 tys. zakażonych

Według danych z piątku wieczór 3916 osób we Włoszech jest obecnie zakażonych koronawirusem. Rośnie też liczba tych, którzy wyzdrowieli (523) względem liczby zmarłych (233) od początku wybuchu epidemii.

Lombardia jest najbardziej dotkniętym koronawirusem regionem Włoch (ponad 2 tys. osób, czyli ponad połowa wszystkich zakażonych w Italii). 36 proc. zakażonych w Lombardii ma ponad 75 lat, 20 proc. to osoby od 65. do 70. roku życia, a 25 proc. – osoby mające 50-64 lata. Wśród osób w wieku poniżej 25 lat zakażonych jest zaledwie 2 proc. Wśród 98 osób, które do piątku wieczór zmarły w Lombardii, 71 było mężczyznami. 67 osób miało ponad 80 lat, a tylko jedna mniej niż 60 lat.

„Wojna przeciw nowemu i nieznanemu przeciwnikowi”

Federica Brena, onkolożka ze szpitala Humanitas Gavazzeni w Bergamo, opisuje na Facebooku, jak wygląda codzienność z punktu widzenia lekarzy zmagających się z epidemią.

„Nieprawda, że zagrożeni są tylko starzy i pacjenci bardziej podatni na chorobę. Są też młodzi z poważnym obrazem klinicznym” – napisała.

Brena w dramatycznym wpisie przedstawia 12-godzinną pracę w niewygodnej masce, nieustanną walkę o życie pacjentów, którzy przestają oddychać, pisze o współczuciu dla bliskich, którzy nie mają nawet prawa pożegnać się z umierającymi.

Myślę także o moich kolegach, którzy mi pomagają, pielęgniarzom, którzy dwoją się i troją, by stawić czoła stanowi wyjątkowemu. Myślę też o zniewagach, bo niestety, one też się zdarzają. Nawet w sytuacji kryzysowej. I myślę też o strachu – o tym, że się sama zakażę i zakażę moją rodzinę. O tym, że może przyjdzie nam pracować w warunkach niewystarczająco bezpiecznych. O strachu przed popełnieniem błędu – w końcu jako onkolog o chorobach infekcyjnych wiem niewiele. To jest wojna – przeciw nowemu i nieznanemu przeciwnikowi” – napisała Brena.

„Wszystko to piszę dla tych, którzy zaprzeczają, że sytuacja jest poważna i którzy, nie będąc lekarzami, mówią, że to tylko grypa. Dla tych, którzy nie respektują ograniczeń życia towarzyskiego, którzy wciąż spotykają się w grupach. Przestańcie. Szpitale już stały się lazaretami”.

„Służba zdrowia ryzykuje upadek, wszystkie zwykłe czynności zredukowano albo zawieszono. Co zrobią inni chorzy? Czy zdajecie sobie sprawę z powagi sytuacji?”
– pyta Brena.




Sobotnia „La Stampa” relacjonuje, że do tej pory szeregi pracowników służby zdrowia stawiającej czoła epidemii musiało opuścić około 500 lekarzy i pielęgniarzy w Lombardii (jak podają władze tego regionu). Część z nich została zakażona, inni zostali poddani kwarantannie. Do tej liczby należy dodać zakażonych 60 lekarzy rodzinnych.

Często przyczyną zakażenia medyków i sanitariuszy jest nieujawnienie przez pacjentów informacji, że mieli do czynienia z osobami pochodzącymi z zakażonych stref. Ostatnio potężny cios musiał przyjąć szpital Molinette w Turynie, gdzie na skutek ukrycia tej informacji przez chorych pacjentów zamknięto oddział z 30 łóżkami, a na kwarantannę musiało pójść ponad 30 pielęgniarzy i lekarzy.

Region Wenecja Euganejska informuje z kolei o 450 zakażonych lub poddanych kwarantannie pracownikach służby medycznej, których trzeba było odsunąć od pracy.

Do pomocy na oddziałach intensywnej terapii przerzucani są lekarze i sanitariusze z innych oddziałów. Inni przerywają emeryturę i wracają, by pomóc kolegom.




Nowy dekret na ratunek służbie medycznej

Środowy dekret, nakazujący zamknięcie szkół i innych miejsc publicznych oraz maksymalne ograniczenie międzyludzkich kontaktów, ma na celu nie tyle zlikwidowanie epidemii, ile zwolnienie tempa jej rozwoju.

– Prawdziwym problemem związanym z epidemią jest to, że na oddziałach terapii intensywnej zabraknie miejsc dla pacjentów chorujących także na inne ciężkie choroby – mówi Ilaria Capua, jedna z najsłynniejszych włoskich wirusolożek.

Rząd szybko się zorientował, że środowy dekret nie wystarczy, i w nocy z piątku na sobotę uchwalił następny. Pozwala on prefektom na rekwirowanie hoteli w celu umieszczenia w nich osób poddawanych kwarantannie. Przeznaczono 50 mln euro na pomoc firmom, które produkują leki i urządzenia potrzebne służbie zdrowia. Szpitale nie będą przyjmować pacjentów z chorobami uznanymi za niewymagające natychmiastowej interwencji medycznej.

Przede wszystkim dekret pozwala na szybkie podjęcie pracy 5 tys. nowych lekarzy, 10 tys. sanitariuszy (obie grupy z kontraktami na przynajmniej dwa lata) i 5 tys. pracowników społeczno-sanitarnych (na krótsze terminy). Pozwala też na przyśpieszony powrót do pracy lekarzy i pielęgniarzy przebywających na kwarantannie, których test na koronawirusa dał wynik negatywny.

Spadła liczba dawców krwi

W całych Włoszech z powodu strachu przed koronawirusem gwałtownie zmalała liczba dawców krwi. Poinformowało o tym Narodowe Centrum Krwi i związek stowarzyszeń dawców krwi CIVIS, ostrzegając, że ta sytuacja zagraża 1,8 tys. pacjentów, którzy wymagają codziennej opieki na oddziałach intensywnej terapii. „Zapasy krwi praktycznie zniknęły” – podano w komunikacie Narodowego Centrum Krwi. Niektóre regiony, nawet te, w których historycznie dawców było zawsze najwięcej, już znalazły się w tarapatach. Wśród tych, które poprosiły o zwiększenie dostaw krwi, pierwsze jest Lacjum.

Na razie dajemy radę – mówi szef włoskiego NCK Giancarlo Maria Liumbruno – ale nie możemy czekać, ponieważ regiony, którym zazwyczaj pomagają inne, w których zbiera się więcej krwi, bez tej pomocy sobie nie poradzą.

Włoski NCK przypomniał, że podczas oddawania krwi nie istnieje zagrożenie zakażenia koronawirusem. Krew może oddać każdy, kto cieszy się dobrym zdrowiem i w ostatnich tygodniach nie przebywał w Chinach ani w żadnej z zagrożonych stref we Włoszech

Na mocy rządowego dekretu z ostatniej środy szkoły w całych Włoszech zamknięto do 15 marca, ale wszyscy już się szykują na to, że okres ten zostanie przedłużony przynajmniej do końca miesiąca.




zwiń tekst

AKT WANDALIZMU NA WYSPIE WIELKANOCNEJ
Pt, 6 mar 2020 05:52 | komentarze: 3 czytany: 1517x

Media w wielu krajach informują o incydencie, do którego doszło w niedzielę na Wyspie Wielkanocnej. Chilijczyk uderzył pick-upem w jeden ze słynnych posągów moai, powodując spore zniszczenia. Mężczyzna został zatrzymany.Chilijczyk usłyszał zarzut zniszczenia narodowego pomnika - podaje gazeta "El Mercurio de Valparaiso". Ze wstępnych informacji wynika, że przyczyną zdarzenia była awaria hamulców. .......

czytaj dalej

Media w wielu krajach informują o incydencie, do którego doszło w niedzielę na Wyspie Wielkanocnej. Chilijczyk uderzył pick-upem w jeden ze słynnych posągów moai, powodując spore zniszczenia. Mężczyzna został zatrzymany.

Chilijczyk usłyszał zarzut zniszczenia narodowego pomnika - podaje gazeta "El Mercurio de Valparaiso". Ze wstępnych informacji wynika, że przyczyną zdarzenia była awaria hamulców. Zdarzenie przyciągnęło uwagę mediów z całego świata.

- Coś takiego nie jest po prostu straszne, to obraza żywej kultury, która przez ostatnie lata walczyła o odzyskanie swojego historycznego i archeologicznego dziedzictwa - mówi Camilo Rapu, przewodniczący lokalnej społeczności Ma’u Henua, cytowany przez "The Guardian".



- Wszyscy postanowili nie wprowadzać przepisów dotyczących ruchu pojazdów w świętych miejscach, ale my, jako rada, rozmawialiśmy o zagrożeniach i doskonale wiedzieliśmy, co może oznaczać wzrost liczby turystów i mieszkańców - komentował w "El Mercurio" burmistrz wyspy Pedro Edmunds Paoa.

Na Wyspie Wielkanocnej znajduje się ok. 900 posągów moai. Powstały w latach 1250-1500. Średnio mają ok. czterech metrów wysokości.





zwiń tekst

BYŁ WYLECZONY Z KORONAWIRUSA, O CZYM TRIUMFALNIE ZAWIADOMIŁY CHIŃSKIE WŁADZE. ZMARŁ KILKA DNI PÓŹNIEJ.
Czw, 5 mar 2020 09:37 | komentarze: brak czytany: 2569x

Pacjent z Wuhan zmarł z powodu niewydolności oddechowej pięć dni po tym, jak został wypisany ze szpitala jako "wyleczony" z COVID-19 - podaje "South China Morning Post". Dziennik z Hongkongu zwraca uwagę, że chiński portal, który jako pierwszy informował o sprawie, później usunął artykuł. Mężczyzna został przyjęty do tymczasowego szpitala w Wuhan 12 lutego z umiarkowanymi symptomami choroby wywołanej.......

czytaj dalej

Pacjent z Wuhan zmarł z powodu niewydolności oddechowej pięć dni po tym, jak został wypisany ze szpitala jako "wyleczony" z COVID-19 - podaje "South China Morning Post". Dziennik z Hongkongu zwraca uwagę, że chiński portal, który jako pierwszy informował o sprawie, później usunął artykuł.

Mężczyzna został przyjęty do tymczasowego szpitala w Wuhan 12 lutego z umiarkowanymi symptomami choroby wywołanej koronawirusem. Wyszedł ze szpitala po dwóch tygodniach i przez kolejnej 14 dni miał przebywać w izolacji w hotelu. Po dwóch dniach zaczął czuć się gorzej. W końcu został ponownie zabrany do szpitala, gdzie zmarł.

Szpital miał także wydać komunikat, że pojawia się więcej przypadków "wyleczonych" pacjentów, którzy ponownie są przyjmowani do szpitala z objawami choroby. W związku z tym teraz każda osoba przed wypisaniem będzie badana na obecność przeciwciał by upewnić się, że jest zdrowa. Już wcześniej pojawiały się informacje o nawrocie choroby u wypisanych pacjentów.




Ponad trzy tysiące ofiar koronawirusa w Chinach

Liczba ofiar śmiertelnych koronawirusa w Chinach przekroczyła trzy tysiące. Całkowita liczba zakażonych w tym kraju wynosi ponad 80 tysięcy osób. Według danych Narodowej Komisji Zdrowia w ciągu ostatniej doby zmarło 31 osób, wszystkie w prowincji Hubei, gdzie znajduje się ognisko koronawirusa. Zakażonych zostało 139 osób.

Minionej doby służby medyczne odnotowały 119 przypadków nowych zachorowań. W stolicy prowincji Hubei, mieście Wuhan, zmarły 23 osoby.


Szczegółowa informacja o licznie zakażonych na świecie jest tutaj:

https://gisanddata.maps.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html?fbclid=IwAR2u6-EwhQT_51GkE4bf1aIVH-G7wKXGHCOVe80JmP2fmNObxfazVXmG8O0#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6




zwiń tekst

CZY KORONAWIRUS ZOSTANIE Z LUDZKOŚCIĄ... ZA ZAWSZE?
Wt, 3 mar 2020 09:09 | komentarze: 2 czytany: 2834x

Nowy koronawirus może z nami zostać na zawsze jako sezonowy patogen - obawiają się eksperci. Prawdopodobnie nie zniknie bez szczepionki. Będzie nam towarzyszył i powracał wraz z każdym sezonem jesienno-zimowym. Podobnie jak grypa, przeziębienie i inne infekcje dróg oddechowych. Niestety, najprawdopodobnie będzie także mutował - prognozują epidemiolodzy.Wielu lekarzy i epidemiologów z nadzieją patrzy.......

czytaj dalej

Nowy koronawirus może z nami zostać na zawsze jako sezonowy patogen - obawiają się eksperci. Prawdopodobnie nie zniknie bez szczepionki. Będzie nam towarzyszył i powracał wraz z każdym sezonem jesienno-zimowym. Podobnie jak grypa, przeziębienie i inne infekcje dróg oddechowych. Niestety, najprawdopodobnie będzie także mutował - prognozują epidemiolodzy.




Wielu lekarzy i epidemiologów z nadzieją patrzy na nadchodzącą wiosnę. Wyższe temperatury nie służą  koronawirusom. Otoczka, czyli podobna do żelu substancja, w której chroni się wirus, staje się coraz bardziej nietrwała wraz ze wzrastająca temperaturą. Zatem im cieplej, tym wirus krócej jest w stanie przetrwać w powietrzu i tym trudniej jest mu przenieść się na kolejne osoby - twierdzą eksperci. Podobnie zresztą dzieje się z wirusami grypy, które latem atakują z rzadka i dają ludziom czas na stworzenie szczepionki na nowy sezon.

Ekspert ds. chorób zakaźnych w Johns Hopkins Centre for Health Security, Amesh Adalja powiedział reporterowi Bussines Insider:

- Wirus SARS-CoV-2 pobędzie z nami jeszcze jakiś czas. Ma charakter endemiczny i nie zniknie bez szczepionki. Widzimy, że nigdzie się nie wybiera. Zmniejszeniu ulegnie tylko częstotliwość zakażeń, co da nam czas na stworzenie szczepionki.



Koronawirus najprawdopodobniej będzie powracał z każdą jesienią - piszą eksperci. W dodatku pory roku są inne na północnej, a inne na południowej półkuli, dlatego nadal na którymś kontynencie będzie miał dobre warunki do przetrwania. Istnieją ponadto kraje, które nie mają tak wyraźnych pór roku. U nich nowy koronawirus będzie się dobrze czuł przez cały rok - uważają eksperci.

- Mamy nadzieję, że nadchodząca wiosna spowoduje, że koronawirus nieco ustąpi. Nie możemy jednak być tego pewni - stwierdził w wypowiedzi dla CNN specjalista ds. chorób zakaźnych William Schaffer z Uniwersytetu Vanderbilt.

- Wiemy, że niewiele wiemy o nowym koronawirusie - przyznają naukowcy

Już cztery inne koronawirusy krążą wśród ludzi i to od dawna, wirus SARS-CoV-2 jest piąty. Powodują sezonowe infekcje dróg oddechowych, czasami kończące się zapaleniem płuc i większość ludzi styka się z nimi wiele razy w ciągu życia. Wywołują na przykład banalne przeziębienie. Ale dlaczego niektóre wirusy wykazują aktywność tylko w określonych porach roku, nie jest dla naukowców jasne. Może mieć to coś wspólnego z wilgotnością powietrza, jak podejrzewa prof. Schaffer, ale niekoniecznie wyczerpuje to temat.

Amerykańscy specjaliści od chorób zakaźnych powiedzieli niedawno reporterowi CNN, że ich zdaniem jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o tym, co będzie się dalej działo z nowym koronawirusem, ponieważ nie mamy wystarczającej wiedzy na jego temat.




Profesor epidemiologii Marc Lipsitch z Harvardu jest przekonany, że nowego koronawirusa ostatecznie nie da się zatrzymać.
Epidemiolog przewiduje, że w nadchodzącym roku około 40-70 procent ludzi na świecie zostanie zainfekowanych nowym koronawirusem i wielu z nich zachoruje na COVID-19, a jego kolega profesor Christian Dorsten (szef wirologii w 'Charité')
przewiduje 60-70 procent.



zwiń tekst

Panika w Niemczech: przez strach przed koronawirusem znikają towary w sklepach spożywczych
Pon, 2 mar 2020 11:28 | komentarze: 1 czytany: 2265x

W Berlinie puste półki w sklepach, brakuje środków do dezynfekcji, ryżu i makaronu. Brak środków dezynfekcyjnych, mydła, a nawet niektórych artykułów spożywczych - tak wygląda coraz więcej sklepów w Niemczech. Niektóre z nich wprowadzają już limity dla klientów. - Strach przed koronawirusem spowodował, że Niemcy rzucili się na zakupy - czytamy w dzienniku "BZ Berlin". I faktycznie wystarczy rzucić.......

czytaj dalej

W Berlinie puste półki w sklepach, brakuje środków do dezynfekcji, ryżu i makaronu. Brak środków dezynfekcyjnych, mydła, a nawet niektórych artykułów spożywczych - tak wygląda coraz więcej sklepów w Niemczech. Niektóre z nich wprowadzają już limity dla klientów.

- Strach przed koronawirusem spowodował, że Niemcy rzucili się na zakupy - czytamy w dzienniku "BZ Berlin". I faktycznie wystarczy rzucić okiem na sklepowe półki, by zobaczyć prawdziwą panikę. Najszybciej rozchodzą się te produkty, które można "zachomikować" na wiele dni - na przykład makarony, ryż czy konserwy. W sklepach bardzo często długimi metrami ciągną się półki, które jeszcze kilka dni temu były pełne. Dziś? Nie ma tam nic.




Wykupywane są oczywiście również środki dezynfekcyjne. Tak szybko, że na przykład sklep sieci drogerii DM w berlińskiej dzielnicy Prenzlauer Berg wprowadził limit. Jeden klient może kupić najwyżej trzy takie artykuły. Jeśli podejdzie do kasy z większą liczbą, będzie musiał towary zwrócić.




Półki z tymi produktami są puste w wielu marketach w Berlinie, ale coraz więcej jest podobnych sytuacji w innych częściach Niemiec - czytamy w lokalnej prasie. Warto za to podkreślić, że powodów do paniki nie ma: nie mają jej ani Niemcy, ani Polacy. W tej chwili w całych Niemczech potwierdzone zostało 48 przypadków koronawirusa. Jednocześnie już 16 osób zostało wypuszczonych z placówek medycznych. W Polsce z kolei wciąż nie ma ani jednego potwierdzonego przypadku zachorowania. Ministerstwo Zdrowia apeluje o spokój. W tym też ten sklepowy.

Zdjęcia pustych półek w berlińskich sklepach zyskują natomiast coraz większą popularność w mediach społecznościowych.

- Aldi w Berlinie, co się tu dzieje? Pracownicy już nawet nie podchodzą do pustych półek... - zauważył użytkownik Twittera Rolf Kunert.




zwiń tekst

Światowa Organizacja Zdrowia podniosła globalne ryzyko związane z koronawirusem do najwyższego możliwego poziomu.
Sob, 29 luty 2020 10:13 | komentarze: 3 czytany: 2729x

Podczas konferencji prasowej Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że podniosła globalne ryzyko wybuchu epidemii koronawirusa do bardzo wysokiego, a więc najwyższego z możliwych. Szef Programu Zdrowia w Sytuacjach Nadzwyczajnych WHO Dr Ryan dodał, że obecne dane, którymi dysponuje Światowa Organizacja Zdrowia nie dają podstaw do stwierdzenia, że wirus może stać się globalną pandemią.– Jeśli zadeklarujemy.......

czytaj dalej

Podczas konferencji prasowej Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że podniosła globalne ryzyko wybuchu epidemii koronawirusa do bardzo wysokiego, a więc najwyższego z możliwych. Szef Programu Zdrowia w Sytuacjach Nadzwyczajnych WHO Dr Ryan dodał, że obecne dane, którymi dysponuje Światowa Organizacja Zdrowia nie dają podstaw do stwierdzenia, że wirus może stać się globalną pandemią.




Jeśli zadeklarujemy, że istnieje pandemia koronawirusa,zasadniczo będzie oznaczać to, że każdy człowiek na planecie jest narażony na kontakt z nim. Dane na razie na to nie wskazują. Chiny jasno pokazały, że w przypadku podjęcia działań wcale nie musi być to naturalny rezultat – wyjaśnił. Zdaniem dyrektora generalnego WHO Tedroasa Adhanoma Ghebreyesusa największym wyzwaniem do pokonania są obecnie strach i dezinformacja.

Co ze szczepionkami?

WHO przygotowała raport, w którym znalazły się rekomendacje dla wszystkich państw. Wzywa w nim władze do edukowania ludności oraz rozszerzenia nadzoru, by znaleźć, odizolować i leczyć każdą osobę zakażoną. To nie jest zadanie tylko dla ministerstwa zdrowia - podkreślił. Tedros Adhanom Ghebreyesus dodał również, że obecnie trwają prace nad 20 szczepionkami, kilka leków jest w trakcie testów klinicznych. Pierwsze efekty mają być znane za kilka tygodni.




Pies może zachorować na koronawirusa! To zupełnie nieznany wymiar tej epidemii

Pies osoby zakażonej koronawirusem został zdiagnozowany jako nosiciel SARS-CoV-2. Informację o „niskim poziomie” wirusa u czworonoga podał rząd w Hongkongu.

Informację o pozytywnym wyniku testu przeprowadzone na psie podał w piątek 28 lutego departament rolnictwa i rybołówstwa Hongkongu. Urzędnicy muszą teraz przeprowadzić dalsze testy, by wykluczyć możliwość, że obecność koronawirusa w organizmie psa była tylko efektem skażenia jego otoczenia. Próbki wirusa znaleziono w ustach i nosie zwierzęcia.




W związku z doniesieniem azjatyccy eksperci przypominają jednak, że koronawirus SARS-CoV-2 wciąż nie został całkowicie poznany. Podejrzewa się, że przeniósł się na ludzi z nietoperzy lub innych zwierząt i może być przekazywany na kilka sposobów. Hongkoński departament podkreśla, iż wciąż nie ma niezbitych dowodów na fakt, jakoby zwierzęta mogły być nosicielami wirusa, lub same padać ofiarą choroby COVID-19.

Opisywany tutaj pies został tymczasowo odizolowany w pustym schronisku dla zwierząt. Urzędnicy z Hongkongu stanowczo doradzają, by zwierzęta nosicieli koronawirusa także były poddawane kwarantannie.

Koronawirus i zwierzęta

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) twierdziła wcześniej, że nie ma dowodów na to, że zwierzęta takie jak psy czy koty mogą zostać zarażone wirusem. Organizacja przekazała, że „nie jest jasne, czy 2019-nCoV ma jakikolwiek wpływ na zdrowie zwierząt” i zaznaczyła, że „nie odnotowano takiego przypadku u żadnego gatunku”.

Epidemiolog i członek zespołu utworzonego w celu badania koronawirusa Li Lanjuan przekazał jednak w rozmowie z China Central Television, że zwierzęta mogą się zarazić, jeżeli mają kontakt z osobą, u której stwierdzono koronawirusa. – Należy szczególnie uważać na inne ssaki, zwłaszcza zwierzęta domowe – podkreślił.

Chińskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom uważa, że źródłem koronawirusa jest targ w Wuhan, na którym sprzedawane były żywe i martwe zwierzęta, owoce morza, a także m.in. „ciepłe mięso”, czyli takie ze zwierząt ubijanych na miejscu. Paul Hunter, profesor medycyny w brytyjskiej Norwich School of Medicine przekazał w rozmowie z Newsweekiem, że choć nie jest do końca jasne, skąd dokładnie pochodzi wirus, najbardziej prawdopodobnym źródłem są nietoperze i węże. – Już wcześniej wirus wykryto zarówno u nietoperzy jak i węży. Szczepy 2019-nCoV u tych zwierząt były podobne jak teraz u ludzi – wyjaśnił.

https://zdrowie.wprost.pl/medycyna/choroby/10302586/pies-z-pozytywnym-wynikiem-testu-na-koronawirusa-zarzadzono-dalsze-badania.html

To kompletnie zaskoczyło naukowców - koronawirus może zostać przeniesiony z ludzi na zwierzęta?! Prawdopodobnie możliwe jest zakażenie w drugą stronę.

Co to oznacza? Po pierwsze nie jest to żadna "kolejna grypa", jak usilnie chcą go wyśmiać ludzie bagatelizujący to, co się dzieje na świecie od kilku tygodni. Mamy do czynienia z czymś nieznanym nauce akademickiej, co wykracza poza wszystkie książki medycyny o wirusologii, które są dostępne dla studentów medycyny.

Koronawirus potrafi także rzecz niebywałą - infekuje osobę, która nie ma żadnych objawów (zero gorączki, zero kaszlu itp.), a staje się nieświadomym roznosicielem tej choroby. Ma swoją wersję "uśpioną". Kolejna sprawa wcześniej nieznana.


Dostajemy sporo ciekawych materiałów od naszych przyjaciół z Hong Kongu - postaramy się je przetłumaczyć i opublikować w serwisie. Generalnie udowadniają one, że wirusa nie da się "wyleczyć i wyleżeć", lecz przechodzi on w stan hibernacji i atakuje ponownie.

Jeden z naszych czytelników przysłał nam tekst na portalu społecznościowym, który opublikował J.K.Mikke. Publikujemy go poniżej.





zwiń tekst

Japonia i Chiny. Uznani za wyleczonych wyszli ze szpitala. Okazało się, że znowu mają koronawirusa
Pt, 28 luty 2020 06:16 | komentarze: brak czytany: 2445x

Na południu Chin ponowne testy potwierdziły, że około 14 procent pacjentów uznanych za wyleczonych, ponownie zostało zakażonych koronawirusem. Podobna sytuacja została zaobserwowana w Japonii. Lekarze obawiają się, że wirus ma zdolność do pozostawiania w "stanie uśpienia".Władze prefektury Osaka w Japonii potwierdziły, że u 40-latki, która została uznana za wyleczoną i opuściła szpital, po raz drugi.......

czytaj dalej

Na południu Chin ponowne testy potwierdziły, że około 14 procent pacjentów uznanych za wyleczonych, ponownie zostało zakażonych koronawirusem. Podobna sytuacja została zaobserwowana w Japonii. Lekarze obawiają się, że wirus ma zdolność do pozostawiania w "stanie uśpienia".

Władze prefektury Osaka w Japonii potwierdziły, że u 40-latki, która została uznana za wyleczoną i opuściła szpital, po raz drugi zdiagnozowano zakażenie koronawirusem. Kobieta, która pracuje jako przewodniczka turystyczna, jest pierwszą osobą w Japonii, która znowu zmaga się z tym wirusem.

Ponowne badania potwierdziły koronawirusa u wyleczonej 40-latki. "Wirus może pozostawać w stanie uśpienia"
Jak podaje Reuters kobieta ponownie zgłosiła się do szpitala, kiedy pojawiły się u niej objawy: bóle gardła i klatki piersiowej. 40-latka została zakażona koronawirusem już w styczniu. Po leczeniu i badaniach, które potwierdziły jej wyleczenie, 1 lutego została wypisana ze szpitala.




Minister zdrowia Japonii Katsunobu Kato zapowiedział, że resort musi przejrzeć listy pacjentów i śledzić stan zdrowia osób, które zostały wypisane ze szpitali. Według lekarzy ponowne zachorowanie oznacza, że wirus ma zdolność do pozostawania w fazie "uśpienia".

- Po zakażeniu może on pozostawać w stanie uśpienia i objawiać się minimalnymi objawami. Następnie stan pacjenta ulega zaostrzeniu, zwłaszcza, jeśli wirus ponownie dostanie się do płuc - powiedział profesor mikrobiologii Philip Tierno Jr.

Koronawirus w Chinach. U 14 proc. wyleczonych pacjentów ponownie stwierdzono obecność patogenu
Lokalne służby medyczne prowincji Guangdong na południu Chin przekazały informacje dot. ponownych testów u pacjentów, którzy zostali uznani za wyleczonych z koronawirusa. Jak się okazało, u 14 proc. osób testy wykazały ponowne zakażenie wirusem. Wicedyrektor chińskiego regionalnego Centrum Kontroli i Przeciwdziałania Chorobom (CDC) Song Tie przekazał, że na razie nie jest jasne, czy pacjenci zarazili się po wyjściu ze szpitala, czy byli zakażeni podczas wypisu ze szpitala.

- Eksperci oceniają na podstawie wstępnych ustaleń, że osoby te mogły wciąż mieć w organizmie wirusa, gdy wychodziły ze szpitali. Możliwe, że w organizmach zwolnionych pacjentów wciąż są wirusy lub fragmenty ich materiału genetycznego. Nie wiadomo, czy mogą przenosić się na inne osoby - powiedział Song Tie.




Uwaga! O możliwości sytuacji "uśpienia koronowirusa" w organiźmie osoby pozornie wyzdrowiałej pisaliśmy tutaj:

/na końcu tekstu - wiadomość od Billego Meiera/

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3898,czy-koronawirus-powstal-w-tajnym-super-laboratorium.html



zwiń tekst

MA ŚREDNICĘ 3,5 METRA I OKRĄŻA ZIEMIĘ. ASTRONOMOWIE NAZWALI GO MINIKSIĘŻYCEM.
Czw, 27 luty 2020 13:26 | komentarze: brak czytany: 1422x

Krąży wokół naszej planety już około trzech lat, ale dopiero niedawno udało się go uchwycić. Polsko-amerykański duet naukowców z Uniwersytetu Arizony odkrył obiekt, który został "wciągnięty" na orbitę przez ziemską grawitację. Badacze określają asteroidę 2020 CD3 jako tymczasowy miniksiężyc.Asteroidę, nazwaną 2020 CD3, odkryli Polak Kacper Wierzchoś i Amerykanin Theodore Pruyne, naukowcy z Catalina.......

czytaj dalej

Krąży wokół naszej planety już około trzech lat, ale dopiero niedawno udało się go uchwycić. Polsko-amerykański duet naukowców z Uniwersytetu Arizony odkrył obiekt, który został "wciągnięty" na orbitę przez ziemską grawitację. Badacze określają asteroidę 2020 CD3 jako tymczasowy miniksiężyc.

Asteroidę, nazwaną 2020 CD3, odkryli Polak Kacper Wierzchoś i Amerykanin Theodore Pruyne, naukowcy z Catalina Sky Survey, pracujący w laboratorium księżycowym Uniwersytetu Arizony. Na swoim Twitterze Wierzchoś poinformował, że obiekt ma od 1,9 do 3,5 metra średnicy. To prawdopodobnie mały kawałek skały węglowej. Patrząc po jego trajektorii, obiekt został wciągnięty na ziemską orbitę trzy lata temu.




Odkrycie zostało ogłoszone we wtorek przez Centrum Małych Planet (MPC) instytutu badawczego Smithsonian Astrophysical Observatory. "Ilustracje orbitalne wskazują, że obiekt jest tymczasowo związany z Ziemią. Nie znaleziono żadnego związku ze znanym sztucznym obiektem" - podano w komunikacie.






zwiń tekst

STRONA
1 6 7 8 9 10 11 12 50 53
Strona 9 / 53

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Fundacja NAUTILUS - jedyna w Polsce oficjalnie działająca organizacja pozarządowa zajmująca się zjawiskami niewyjaśnionymi ******* www.nautilus.org.pl ******** Adres korespondencyjny: Fundacja NAUTILUS, skr. 221, 00-950 Warszawa 1.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 17 lis 2020 08:47 | Witam.Dziś tj. 12.11.2020 r. ok. godz. 13 wjeżdżałem do Krakowa od strony Olkusza. Nagle nad miastem zobaczyłem jasną kulę światła. Była może kilometr nad nim. Obiekt nagle zaczął spadać w dół niczym strącony przez jakiś pocisk. Jego prędkość była nienaturalnie duża. Wszystko trwało może 5 sekund. Dodam, że podobne zdarzenie zaobserwowałem może pół roku temu w tym samym miejscu, ale wtedy odpuściłem. Dziś chciałbym się dowiedzieć co widziałem, lub poznać kogoś kto też to widział.Pozdrawiam...

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

KORONAWIRUS - dzikie zwierzęta kluczem do zrozumienia tajemnicy pandemii

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.