Dziś jest:
Sobota, 24 września 2022

'Nie bój się. Nie masz powodu, żeby się bać. Nie zamierzamy was skrzywdzić. Chcemy przeprowadzić tylko kilka testów. Kiedy je skończymy, odprowadzimy cię z Barneyem do waszego samochodu. Wkrótce będziecie z powrotem w drodze do domu.'
Słowa, który powiedziała jedna z obcych istot podczas CE III z UFO Betty i Barneya Hillów 19 września 1961 roku

FN 24
WIADOMOŚCI OD NASZYCH CZYTELNIKÓW
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




URZĄDZENIE DO ODCZYTYWANIA MYŚLI?
Czw, 7 luty 2019 08:52 | komentarze: brak czytany: 2922x

Urządzenie "AlterEgo" powstało w laboratoriach Massachussets Institute of Technology w USA. Trzeba je założyć na głowę. Nie jest duże, wygląda trochę jak skrzyżowanie słuchawki z mikrofonem, tyle że przylega ciaśniej do twarzy. Cztery elektrody zbierają impulsy elektryczne, wysyłane do mięśni odpowiedzialnych za mowę – są przesyłane, gdy powiemy coś do siebie w myślach. Urządzenie te impulsy zbiera.......

czytaj dalej

Urządzenie "AlterEgo" powstało w laboratoriach Massachussets Institute of Technology w USA. Trzeba je założyć na głowę. Nie jest duże, wygląda trochę jak skrzyżowanie słuchawki z mikrofonem, tyle że przylega ciaśniej do twarzy. Cztery elektrody zbierają impulsy elektryczne, wysyłane do mięśni odpowiedzialnych za mowę – są przesyłane, gdy powiemy coś do siebie w myślach. Urządzenie te impulsy zbiera, analizuje i rozpoznaje kilkaset słów. Może wysłać zapytanie do wyszukiwarki Google, a wbudowane słuchawki wyszepczą odpowiedź do ucha.


Prototyp, który rozpoznaje słowa

Na razie to prototyp, który testowano na ośmiu osobach. Nie jest też doskonały, rozpoznaje nieco ponad 90 proc. wypowiedzianych słów z uprzednio zdefiniowanej listy – nazw kilkudziesięciu miast oraz liczb. Ale to wystarcza, żeby zadać pytanie, która godzina jest teraz w Sydney, albo jaki jest pierwiastek kwadratowy ze 144. Urządzenie po chwili zastanowienia wyszepcze odpowiedź do ucha. Można też za jego pomocą przekazywać proste polecenia i w ten sposób sterować elementami na ekranie.

Urządzenie do czytania w myślach przyda się tam, gdzie potrzeba ciszy

Badacze chcą urządzenie udoskonalić, żeby mogło współpracować z oprogramowaniem rozpoznającym mowę i wirtualnymi asystentami Google, Alexą Amazona czy Siri od Apple. Nie wiadomo, czy znajdą się chętni, żeby z urządzenia noszonego na głowie skorzystać – Google Glass poniosło przecież fiasko. Może ono jednak znaleźć zastosowanie do komunikacji wszędzie tam, gdzie trzeba zachować ciszę (choćby w wojskowości, gdy oddziały specjalne podczas operacji porozumiewają się za pomocą gestów). Może też umożliwić komunikację osobom niemym.

Facebook już nam czyta w myślach

Zarówno Facebook, jak i Neuralink (firma założona przez Elona Muska) pracują nad zbieraniem impulsów nie z mięśni twarzy, lecz z mózgu. W ten sposób urządzenia mogłyby odczytywać nie tylko to, co powiemy do siebie w myślach, ale to, co sobie wyobrazimy. Takie wynalazki, rzecz jasna, pozwolą na wgląd w nasze wyobrażenia korporacjom, a te będą mogły sprzedawać nasze myśli reklamodawcom, tak jak teraz Facebook sprzedaje informacje o nas.

źródło: polityka.pl



zwiń tekst

TAJEMNICA TRAGEDII NA PRZEŁĘCZY DIATŁOWA - PONOWNIE RUSZA ŚLEDZTWO W ROSJI
Wt, 5 luty 2019 15:14 | komentarze: brak czytany: 5775x

W rocznicę tragicznych wydarzeń rosyjska Prokuratura Generalna ogłosiła, że wraca do śledztwa w sprawie tajemniczej śmierci grupy Diatłowa. Dziewięcioro uczestników studenckiej wyprawy zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach prawdopodobnie w nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku. O decyzji prokuratury poinformował 1 lutego jej przedstawiciel, Alekdandr Kuriennoj podając, że śledczy za najbardziej .......

czytaj dalej

W rocznicę tragicznych wydarzeń rosyjska Prokuratura Generalna ogłosiła, że wraca do śledztwa w sprawie tajemniczej śmierci grupy Diatłowa. Dziewięcioro uczestników studenckiej wyprawy zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach prawdopodobnie w nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku.


 O decyzji prokuratury poinformował 1 lutego jej przedstawiciel, Alekdandr Kuriennoj podając, że śledczy za najbardziej prawdopodobne przyjmują trzy scenariusze, przy całkowitym wykluczeniu motywu kryminalnego. Jak podkreślił, prokuratura z obwodu swierdłowskiego wróciła do sprawy zagadkowej śmierci grupy Diatłowa we wrześniu ubiegłego roku. – Prokuratura zajęła się tą sprawą dlatego, że i rodziny, i prasa, ale też zwykli ludzie, zwracają się z prośbami o ustalenie prawdy – zaznaczył Kuriennoj.

Jak wskazał, kończąc śledztwo w maju 1959 roku prokuratura uznała za oficjalną przyczynę śmierci „siłę naturalną, której grupa turystów nie zdołała pokonać”. – I to wszystko. Ale liczba wersji, które dziś są przedstawiane zarówno przez ekspertów, jak i zainteresowanych ludzi, sięga 75. A są wśród nich i tak dziwne jak interwencja obcych, czy działanie innej siły nadprzyrodzonej – relacjonował prokurator.
Hipotezy śledczych

Kuriennoj wyjaśnił, że spośród wszystkich możliwych scenariuszy, które przez lata narosły wokół tej tragedii, prokuratura planuje przy pomocy ekspertów zweryfikować trzy.

Wszystkie z nich w ten lub inny sposób dotyczą zjawisk naturalnych – zaznaczył Kuriennoj. Jak wskazał, śledczy nie zamierzają m.in. badać wątku kryminalnego, bowiem nie ma według nich żadnych przesłanek ku temu. Wśród hipotez, które są brane pod uwagę, wymienił: zejście lawiny, uderzenie huraganu bądź tzw. deska śnieżna. Jest to rodzaj lawiny, która powstaje w wyniku osunięcia się warstwy świeżego śniegu, który nie przywarł jeszcze do podłoża bądź oderwania się nawisu śnieżnego.




Przedstawiciel prokuratury z obwodu świerdłowskiego Andriej Kuriennoj zapowiedział, że śledczy chcą m.in. przeprowadzić testy, żeby sprawdzić, czy możliwe było wydostanie się z namiotu poprzez przecięcie go nożem, wyjście w góry i powrót do namiotu. Specjaliście stworzą też profile psychologiczne wszystkich uczestników wyprawy. Łącznie zaplanowano dziewięć ekspertyz, które mają ostatecznie wyjaśnić wątpliwości wokół tajemniczej śmierci dziewiątki młodych ludzi z lutym 1959 roku.

Wyprawa na Ural

Narciarska wyprawa dziewięciu studentów i absolwentów uniwersytetu w Swierdłowsku (obecnie Jekateryngurg – red.) w góry północnego Uralu w towarzystwie 37-letniego przewodnika Siemiona Zołotariowa rozpoczęła się 23 stycznia 1959 roku. Jej uczestnicy mieli duże doświadczenie w podobnych trasach i byli przygotowani na surowe warunki. Ich celem było zdobycie dwóch szczytów Północnego Uralu: Góry Otorten i Ojka-Czakur. Porruszali się po ziemiach naleacych do ludu Mansów, a administracyjnie podległych sieci łagrów. 27 stycznia od grupy odłączył się Jurij Judin, który zachorował. Dzięki temu jako jedyny pozostał przy życiu.

Z dziennika prowadzonego przez uczestników wyprawy wynika, że od 28 do 30 stycznia poruszali się wzdłuż rzek Łozwy i Auspii, a 31 stycznia dotarli do granicy lasu. Tam w małym schronie zostawili zapasy żywności na drogę powrotną. Wieczorem 1 lutego dotarli na zbocze góry Chołatczachl, którą pierwotnie planowali ominąć. Zmienili jednak plany ze względu na pogarszającą się pogodę. Grupa Diatłowa postanowiła rozbić obóz i przeczekać złe warunki.

Co wydarzyło się na Przełęczy Diatłowa?

Według planów, ekspedycja miała wrócić do Wiżaju najpóźniej 12 lutego, a Diatłow obiecał przesłać telegram znajomym. Wobec braku wieści, zaniepokojone rodziny uczestników wyprawy zawiadomiły służby. Akcja poszukiwawcza rozpoczęła się z opóźnieniem m.in. na skutek opieszałości władz, złej współpracy z władzami uczelni i słabej organizacji oraz braku mapy z naniesionym planem wyprawy.

Ostatecznie dopiero 21 lutego rozpoczęto kompletowanie ekipy poszukiwawczej, a 23 lutego rozwieziono jej członków do różnych miejsc, gdzie spodziewano się znaleźć studentów. 26 lutego grupa ratownicza znalazła namiot grupy Diatłowa. Jedna z jego ścian była rozcięta – jak się później okazało – od wewnątrz.

Wyszli w popłochu, boso na mróz

Kolejnego dnia ratownicy dotarli do ściany lasu. Pod cedrem znaleźli ślady po małym ognisku i szczątki dwóch uczestników wyprawy. Zwłoki były bose i ubrane jedynie w bieliznę. Podczas drogi powrotnej do namiotu odnaleziono w śniegu kolejno ciała Diatłowa (300 m od sosen), Słobodina (480 m) i Kołmogorowej (630 m). Pozy, w jakich ich znaleziono, wskazywały, że próbowali oni powrócić do namiotu. Badania ciał wskazały, że wszystkie pięć osób zmarło z powodu hipotermii – zamarzło na śmierć. Jedna z osób miała lekko pękniętą czaszkę, jednak zdaniem anatomopatologów nie było to obrażenie zagrażające życiu.

Ciała kolejnych osób odnaleziono dopiero po długich poszukiwaniach, 4 maja. W położonym nieopodal jarze odnaleziono pod warstwą śniegu zwłoki czterech pozostałych osób. W tym przypadku szczątki nosiły poważne obrażenia: Thibeaux-Brignolle miał strzaskaną czaszkę, zaś Zołotariow i Dubinina zmiażdżone klatki piersiowe.

Rozcięty namiot, krew na drzewie i znak na śniegu

Z uwagi na brak świadków, przebieg wydarzeń rekonstruowano na podstawie dedukcji, oglądu miejsca zdarzenia i zwłok. Ze śladów znalezionych wokół namiotu wynika, że studenci opuścili namiot nagle. Mimo mrozu, część z nich była częściowo rozebrana, inni wyszli boso lub w jednym bucie. Namiot został rozcięty nożem od wewnątrz, a na śniegu znaleziono ślady 8 lub 9 osób.

Zagadką jest to, co uczestnicy wyprawy robili po wydostaniu się ze schronienia. Pod cedrem znaleziono ślady ogniska. Na korze drzewa, z którego obłamano do wysokości około 4 metrów gałęzie, znaleziono ślady krwi i wyszarpanych tkanek ciała. Z niewyjaśnionych przyczyn ofiary ścięły nożem około 20 choinek i zaciągnęły je po ziemi do jaru, w głębi lasu, a następnie ułożyły je na ziemi w formie prostokąta. Rzeczy turystów znaleziono w namiocie oraz w śniegu, niedaleko od miejsc w których odkryto zwłoki.


Tajne archiwa

Śledztwo w sprawie tajemnicy Przełęczy Diatłowa zamknięto 28 maja 1959 roku bez wskazania jednoznacznej tajemnicy tragedii. Według oficjalnej wersji przyczyną śmierci członków wyprawy było „działanie nieznanej siły”. Akta zostały objęte zamkniętą klauzulą na 50 lat. Po upływie tego czasu, w 2009 roku dziennikarze śledczy ustalili, że osoba, która została pochowana jako Siemion Zołotariow, przewodnik wyprawy, to prawdopodobnie nie on. Potwierdziły to w kwietniu 2018 roku badania DNA – w grobie pochowany był mężczyzna o nieznanej tożsamości.

Co ich zabiło?

Przez lata wokół sprawy narosło wiele hipotez. Wśród nich są teorie dotyczące przyczyn naturalnych, takich jak zejście lawiny, huraganowy wiatr, atak dzikich zwierząt, czy nawet upadek meteorytu bądź wystąpienie infradźwięków.

Liczne były hipotezy kryminalne. Ich zwolennicy wskazują kilka możliwości: atak ludu Mansów, napaść zbiegłych więźniów uralskich łagrów bądź tzw. eskadronu śmierci, czyli żołnierzy wysłanych w celu wyłapywania dezerterów z obozów. Brana pod uwagę była także możliwość, że zabójca mógł znajdować się wśród turystów bądź że wewnątrz grupy doszło do konfliktu, który zakończył się tragedią. Za tymi koncepcjami przemawiało oznaczenie śledztwa w aktach prokuratury jako „sprawa kryminalna”.

Kolejne teorie dotyczą działań wojskowych, które przypadkowo miały doprowadzić do tragedii studentów. Mowa jest m.in. o prowadzonych na Uralu tajnych operacjach wojskowych bądź testach broni. Członkowie innej ekspedycji, przebywającej w tym czasie 50 kilometrów na południe od przełęczy, opowiadali o dziwnych pomarańczowych kulach, jakie widzieli na niebie na północ od swojej pozycji. Dodatkowo, ubrania niektórych ofiar wykazywały znaczną radioaktywność. Członkowie rodzin ofiar twierdzili, że oddane im ciała miały nietypowy, pomarańczowy odcień skóry, a w rejonie Chołatczachlu znaleziono sporo części jakiegoś tajemniczego urządzenia.

źródło: wprost.pl


From: [...]
Sent: Monday, February 4, 2019 1:16 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Pomysł na Projekt "Przełęcz Diatłowa"!!!

 [...] dzisiaj już sobie obiecałem że napiszę koniecznie i przedstawię o co mi chodzi ponieważ z tym zamiarem nosiłem się już chyba 3 miesiące. Dzisiaj przeczytałem informację w internecie o tym że prokuratura w Rosji zamierza jeszcze raz zbadać i odpowiedzieć na pytanie co tak naprawdę się stało w Przełęczy Diatłowa w 1959 roku ponieważ mimo upływu czasu znajomi i rodziny naciskają aby rozwiązać tę zagadkę.Pod presją społeczną prokuratura postanowiła jeszcze raz zbadać sprawę. Ponieważ interesuję się bardzo wszystkimi sprawami  które są omawiane na stronie Fundacji Natilus i mam bardzo dobrze wyrobione zdanie na wiele tematów (interesuję się od roku 1977,78 kiedy to po raz pierwszy oglądałem na jednym z dwóch kanałów reportaż z udziałem Wolskiego oraz cykliczny program prowadzony przez przeuroczą Panią redaktor o dawnych cywilizacjach też w tych latach), pomyślałem sobie o następującej sprawie.

Bardzo dobrze się składa że w Naszym Kraju mamy takiego Pana jak Krzysztof Jackowski, którego światopogląd i opinie na różne tematysą identyczne jak moje i którego bardzo szanuję i pozdrawiam. Póki jego mamy i niech żyje nam Pan Jackowski jak najdłużej 100 a może i więcej lat to (celowo napiszę w cudzysłowiu ponieważ nie chcę jego obrazić a wręcz przeciwnie) to "WYKORZYSTAJMY GO" przy projekcie Przełęcz Diatłowa właśnie w tym momenciekiedy temat budzi się na nowo i jest ku temu duże poparcie ze strony rodzin i ich znajomych tychże studentów.

Jestem pewien że Pan Krzysztof Jackowski jeżeli będzie miał ich rzeczy będzie mógł chociaż w zarysie powiedzieć co tak naprawdę tam się wydarzyło. Tam są takie wątki sprawy że na pewno mielibyśmy obraz tego co się tam stało. Fundacja Nautilus może przecież otrzymać od znajomych lub rodzin tych studentów pewne osobiste rzeczy, które są niezbędnedo przeprowadzenia wizji przez Pana Jackowskiego.Mniemam że Pan Krzysztof zgodziłby się wziąć udział w takim projekcie.

Jest wiele niewyjaśnionych spraw na Ziemi ale ten przypadek uważam jest najciekawszy który może rzucić światło na wiele spraw. Panie Robercie bardzo serdecznie pozdrawiam. Również pozdrawiam całą załogę Fundacji Nautilus jak również Pana Krzysztofa Jackowskiego.

 paweł

Ciekawy pomysł... dziękujemy! Sprawa zostanie omówiona na spotkaniu FN za tydzień w naszej bazie.

I jeszcze jeden e-mail od p. Pawła.

Dzień Dobry

przesyłam dodatkowo link do materiału filmowego na którym są nazwiska osób znajomych oraz rodzin które mogą dysponować rzeczami osobistymi studentów oraz nazwiska twórców Fundacji Diatłowa. Oni również mają przedmioty z tej wyprawy.

Jeszcze raz pozdrawiam

pawel



zwiń tekst

Amerykański program badania UFO - ten projekt nadal istnieje
Sob, 2 luty 2019 07:20 | komentarze: 1 czytany: 3229x

W latach 2008-2011 Kongres Stanów Zjednoczonych przekazywał co roku po 22 mln dol. na projekt o nazwie Advanced Aerospace Threat Identification Program. Jego zadaniem było badanie niezidentyfikowanych obiektów latających oraz niewyjaśnionych zjawisk powietrznych.Ujawnione dokumenty przedstawiają istnienie projektu, chociaż szczegóły dotyczące prowadzonych badań nadal pozostają tajemnicą. Niektóre .......

czytaj dalej

W latach 2008-2011 Kongres Stanów Zjednoczonych przekazywał co roku po 22 mln dol. na projekt o nazwie Advanced Aerospace Threat Identification Program. Jego zadaniem było badanie niezidentyfikowanych obiektów latających oraz niewyjaśnionych zjawisk powietrznych.





Ujawnione dokumenty przedstawiają istnienie projektu, chociaż szczegóły dotyczące prowadzonych badań nadal pozostają tajemnicą. Niektóre informacje zostały utajnione.

Program poruszał aspekty podróży kosmicznych, ale także "broni laserowej o wysokiej energii", która mogłaby być w posiadaniu cywilizacji pozaziemskiej. Inne tematy także brzmią jakby zostały przeniesione z powieści science fiction, bo dotyczą napędu WARP, ciemnej energii i manipulowania dodatkowymi wymiarami.

O programie zrobiło się głośno, gdy Luis Elizondo, który nim kierował, podał się do dymisji. Ujawnił on jednocześnie, że większość z 22 mln dol. trafiała do firmy kosmicznej Bigelow Aerospace, należącej do potentata hotelowego, Roberta Bigelowa. Firma ta była pozornie odpowiedzialna za renowację budynków w celu przechowywania materiałów odzyskanych z UFO.

Program nadzorował także badania cywilów i personelu wojskowego, którzy weszli w jakiekolwiek interakcje z UFO. Naukowcy mieli na celu sprawdzić potencjalne zmiany w fizjologii tych osób.

Advanced Aerospace Threat Identification Program został oficjalnie zakończony w 2011 r., kiedy zadecydowano, że nie dostarcza satysfakcjonujących wyników do dalszego finansowania. Jednak według niektórych źródeł (w tym Elizondo), może on nadal działać.



zwiń tekst

Dwa tajemnicze zjawiska zaobserwowano ostatnio z Ziemi. Poważni naukowcy zadają pytanie: czy to sygnał od obcych?
Czw, 31 sty 2019 10:34 | komentarze: 1 czytany: 4058x

Na początku tego roku w „Nature” pojawiło się zaskakujące doniesienie – astrofizycy przeczesujący kosmos za pomocą radioteleskopu Chime w Kanadzie, zarejestrowali dziwne „błyski” fal radiowych – FRB, z ang. fast radio bursts. To ultrakrótkie, trwające zaledwie kilka milisekund impulsy promieniowania radiowego o bardzo niskiej częstotliwości. Błyski zostały zarejestrowane latem ubiegłego roku – w ciągu.......

czytaj dalej

Na początku tego roku w „Nature” pojawiło się zaskakujące doniesienie – astrofizycy przeczesujący kosmos za pomocą radioteleskopu Chime w Kanadzie, zarejestrowali dziwne „błyski” fal radiowych – FRB, z ang. fast radio bursts. To ultrakrótkie, trwające zaledwie kilka milisekund impulsy promieniowania radiowego o bardzo niskiej częstotliwości. Błyski zostały zarejestrowane latem ubiegłego roku – w ciągu trzech tygodni pojawiło się ich 13. Skąd pochodzą? Nie wiadomo. Na pewno z odległego kosmosu, najpewniej spoza naszej galaktyki, ale jakie zjawisko mogłoby odpowiadać za wygenerowanie takiego pulsowania, astronomowie nie mają pojęcia.




Nic więc dziwnego, że pojawiły się też hipotezy mówiące, że są one sygnałem od jakiejś niezwykle zaawansowanej cywilizacji pozaziemskiej, która dysponowała odpowiednimi urządzeniami czy technologiami dla wygenerowania tak olbrzymiej energii. Co więcej, podobne serie sygnałów radiowych z kosmosu zarejestrowały w 2015 roku radioteleskopy w Arecibo, a po raz pierwszy ultraszybki radiowy błysk astronomowie z tego obserwatorium zarejestrowali w 2007 roku. Nie ma więc mowy o tym, że to błąd sprzętu czy pomiarów. Dr Cherry Ng, astrofizyk z University of Toronto sądzi, że mogą one być wysyłane przez odległe czarne dziury czy supernowe. Problem tylko w tym, że znane obiekty tego typu nie emitują FRB. Czy to możliwe, że wysyłane są przez kosmitów? Jak uważa prof. Avi Loeb z Harvard – Smithsonian Observatory, mogą to być swoiste przecieki z nadajników obcych cywilizacji albo z ich hiperzaawansowanych napędów statków kosmicznych.

Zdaniem prof. Loeba, to nie jedyny ślad aktywności kosmitów w ostatnim czasie. W 2017 roku astronomowie wyśledzili w Układzie Słonecznym tajemniczego gościa z dalekiego kosmosu – asteroidę nazwaną Oumuamua (w języku hawajskim oznacza to podróżnika, posłańca). I rzeczywiście, asteroida z pewnością dotarła do nas z przestrzeni międzygwiezdnej, a uwagę astronomów wzbudził od razu jej bardzo nietypowy kształt.

Oumuamua wygląda jak wąskie cygaro i porusza się bardzo powoli. Jak określają naukowcy, jest w stanie spoczynku względem prędkości okolicznych gwiazd. Jednak kiedy znalazła się w Układzie Słonecznym, nieznacznie przyspieszyła. Zdaniem prof. Loeba, który był bliskim znajomym i współpracownikiem prof. Stephena Hawkinga, nie da się tego wytłumaczyć tylko przyciąganiem słonecznym. Może to więc statek zwiadowczy Obcych, napędzany światłem słonecznym. – To tak zwany żagiel słoneczny, napędzany ciśnieniem wiatru słonecznego – twierdzi prof. Loeb w swoim artykule w „Scientific American”.




zwiń tekst

Dramatyczne wydarzenie w Indiach - małe dziecko zakopane żywcem, gdyż podejrzewano "opętanie przez złe duchy".
Śr, 23 sty 2019 07:26 | komentarze: 2 czytany: 4264x

To przykład tego, jak bardzo zabobony i przesądy decydują w wielu rejonach świata o ludzkim życiu. W indyjskim mieście Shahjahanpur w stanie Uttar Pradesh uratowano nowonarodzone dziecko pochowane żywcem przez rodziców na żądanie kapłana, donosi gazeta Daily Mail. Tantryczny kapłan przekonał rodziców 20-dniowej dziewczynki, że została owładnięta przez złe duchy.Twierdził, że jej obecność w domu zrujnuje.......

czytaj dalej

To przykład tego, jak bardzo zabobony i przesądy decydują w wielu rejonach świata o ludzkim życiu. W indyjskim mieście Shahjahanpur w stanie Uttar Pradesh uratowano nowonarodzone dziecko pochowane żywcem przez rodziców na żądanie kapłana, donosi gazeta Daily Mail. Tantryczny kapłan przekonał rodziców 20-dniowej dziewczynki, że została owładnięta przez złe duchy.

Twierdził, że jej obecność w domu zrujnuje ich życie. Potem postanowili pochować swoją córkę. Siostra matki zabrała dziewczynkę do stawu i zakopała ją.

Kilka godzin później, gdy temperatura powietrza spadła do trzech stopni, płacz dzieci usłyszał przechodzeń. Szybko znalazł jego źródło i wykopał zamarzające dziecko.

Takie okrucieństwo. Nie mogę sobie wyobrazić, jak można było zostawić dziecko na takim mrozie” — mówi przechodzień, który je znalazł.

Dziewczynka przebywa w szpitalu w stanie stabilnym. Kapłan, ojciec, siostra matki i jej mąż zostali aresztowani. Matka zdołała uciec, jest poszukiwana.

źródło: Daily Mail






zwiń tekst

PRZEPOWIEDIA Z TĘGOBORZA
Pon, 21 sty 2019 10:42 | komentarze: 15 czytany: 5545x

Przepowiednia z Tęgoborza to tekst nieznanego autorstwa, opisujący, z użyciem licznych alegorii, wydarzenia dotyczące dziejów świata i Polski, następujące po rzekomej dacie powstania utworu (1893). Pierwsza znana publikacja przepowiedni nastąpiła 27 marca 1939. W 86 numerze „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” znalazł się tekst przepowiedni, poprzedzony tekstem od redakcji pisma, informującym o jej.......

czytaj dalej

Przepowiednia z Tęgoborza to tekst nieznanego autorstwa, opisujący, z użyciem licznych alegorii, wydarzenia dotyczące dziejów świata i Polski, następujące po rzekomej dacie powstania utworu (1893).




Pierwsza znana publikacja przepowiedni nastąpiła 27 marca 1939. W 86 numerze „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” znalazł się tekst przepowiedni, poprzedzony tekstem od redakcji pisma, informującym o jej pochodzeniu. Według owego tekstu przepowiednia była opublikowana "ostatnio" (tzn. niedługo przed publikacją w "Kurierze") przez "prasę pomorską" i pochodzi z roku 1893.

Tekst stwierdzał, iż 23 września 1893 w pałacu hr. Władysława Wielogłowskiego, "zapalonego spirytysty", w majątku rodziny Wielogłowskich we wsi Tęgoborze, odbył się seans spirytystyczny, podczas którego "medium niewiadomego nazwiska" podało właśnie ową, publikowaną w "Kurierze" przepowiednię. Wielogłowski zanotował ją, podobnie jak wyniki innych seansów, w których brał udział. Zapiski te, w formie zeszytów, znalazły się w jego osobistym archiwum, a po jego śmierci przejęte zostały przez jego bratanka, Aleksandra, który przeglądając je, natrafił na wierszowaną przepowiednię.




Według zgodnej oceny Olizarowskiego i Krzyżewskiego informacje redakcji "Kuriera" są "legendą" i "zabiegiem uprawdopodobniającym", a czas powstania i autorstwo są całkiem inne, choć Olizarowski przyznaje, iż rzeczywiście w pałacu Wielogłowskiego seanse spirytystyczne się odbywały i taka przepowiednia mogłaby tam powstać.

Według legendy przytoczonej przez Czesława Miłosza przepowiednię podyktował "duch Mickiewicza. Według Miłosza oryginał zapisu seansu z Tęgoborza przechowywany był w Bibliotece Ossolińskich we Lwowie i zaginął po II wojnie światowej, a przepowiednię opublikowano po raz pierwszy w 1912, w Gazecie Narodowej, wydawanej we Lwowie w języku polskim. Jednak Miłosz nie podaje źródeł tych informacji, a Olizarowski i Krzyżewski zgodnie twierdzą, że przepowiednia nie była publikowana przed rokiem 1939.

Tekst "Przepowiedni z Tęgoborza" przypomniał nasz czytelnik.

Szanowna redakcjo Nautilusa!

 

Bliska mi osoba, z mojego otoczenia, opowiedziała mi wczoraj późnym wieczorem o przepowiedni zwanej "Przepowiednia z Tęgoborza" spisanej przez nieznanego autora. Wklejam ją poniżej:

 

W dwa lat dziesiątki nastaną te pory,
Gdy z nieba ogień wytryśnie.
Spełnią się wtedy pieśni Wernyhory,
Świat cały krwią się zachłyśnie.

Polska powstanie ze świata pożogi,
Dwa orły padną rozbite,
Lecz długo jeszcze los jej jest złowrogi,
Marzenia ciągle niezbyte.

Gdy lat trzydzieści we łzach i rozterce
Trwać będą cierpienia ludu,
Na koniec przyjdzie jedno wielkie serce
I samo dokona cudu.

Gdy czarny orzeł znak krzyża splugawi,
Skrzydła rozłoży złowieszcze,
Dwa padną kraje, których nikt nie zbawi,
Siła przed prawem jest jeszcze.

Lecz czarny orzeł wejdzie na rozstaje;
Gdy oczy na wschód obróci,
Krzyżackie szerząc swoje obyczaje,
Z złamanym skrzydłem powróci.

Krzyż splugawiony razem z młotem padnie.
Zaborcom nic nie zostanie.
Mazurska ziemia Polsce znów przypadnie,
A w Gdańsku port nasz powstanie.

W ciężkich zmaganiach z butą Teutona
Świat morzem krwi się zrumieni.
Gdy północ wschodem będzie zagrożona
W poczwórną jedność się zmieni.

Lew na zachodzie nikczemnie zdradzony
Przez swego wyzwoleńca
Złączon z kogutem dla lewka obrony
Na tron wprowadzi młodzieńca.

Złamana siła mącicieli świata
Tym razem będzie na wieki.
Rękę wyciągnie brat do swego brata,
Wróg w kraj odejdzie daleki.

U wschodu słońca młot będzie złamany.
Pożarem step jest objęty.
Gdy orzeł z młotem zajmą cudze łany
Nad rzeką w pień jest wycięty.

Bitna Białoruś, bujne Zaporoże,
Pod polskie dążą sztandary.
Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze
Wracając na szlak swój prastary.

Witebsk, Odessa, Kijów i Czerkasy
To Europy bastiony,
A barbarzyńca aż po wieczne czasy
Do Azji ujdzie strwożony.

Warszawa środkiem ustali się świata,
Lecz Polski trzy są stolice.
Dalekie błota porzuci Azjata,
A smok odnowi swe lice.

Niedźwiedź upadnie po drugiej wyprawie.
Dunaj w przepychu znów tonie.
A kiedy pokój nastąpi w Warszawie,
Trzech królów napoi w nim konie.

Trzy rzeki świata dadzą trzy korony
Pomazańcowi z Krakowa,
Cztery na krańcach sojusznicze strony
Przysięgi złożą mu słowa.

Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie,
Trzy kraje razem z Rumunią.
Przy majestatu polskiego tronie
Wieczną połączą się unią.

A krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki,
Choć wiary swojej nie zmieni,
Polski potężnej uprosi opieki
I stanie się wierny tej ziemi.

Powstanie Polska od morza do morza.
Czekajcie na to pół wieku.
Chronić nas będzie zawsze Łaska Boża,
Więc cierp i módl się, człowieku.

Proszę zwrócić uwagę chociażby na 15 zwotkę, w której mowa o "pomazańcu z Krakowa". Czy to aby nie dotyczy naszego Papieża? 2 zwrotka - "Polska powstanie ze świata pożogi, Trzy orły padną rozbite" Polska pod zaborami 3 krajów, które w herbach miały orły.

To tylko dwa przykłady interpretacji, ale z pewnością dostrzeżecie ich więcej.

Proszę o anonimowość. 

Dziękuję i pozdrawiam! 

 




zwiń tekst

DRON? HELIKOPTER? A MOŻE JESZCZE COŚ INNEGO? Film z Gdańska po śmierci Pawła Adamowicza
Nie, 20 sty 2019 08:32 | komentarze: brak czytany: 4100x

Podczas wiecu po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza w sieci ukazało się wiele filmów. Na jednym z nich nasz czytelnik dostrzegł jasny punkt, który przemierzał niebo.Poniżej e-mail od naszego czytelnika:From: [...] Sent: Saturday, January 19, 2019 12:36 PM To: nautilus@nautilus.org.pl Subject: Obiekt?WitamZaciekawił mnie moment z nagrania wiecu, ku czci tragicznie zmarłego Pana Prezydenta Adamowicza.......

czytaj dalej

Podczas wiecu po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza w sieci ukazało się wiele filmów. Na jednym z nich nasz czytelnik dostrzegł jasny punkt, który przemierzał niebo.



Poniżej e-mail od naszego czytelnika:

From: [...]
Sent: Saturday, January 19, 2019 12:36 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Obiekt?


Witam

Zaciekawił mnie moment z nagrania wiecu, ku czci tragicznie zmarłego Pana Prezydenta Adamowicza, mianowicie w minucie 3:20 pojawia się w kadrze obiekt, który pod koniec jakoś dziwnie zmienia swój tor lotu? może to helikopter? Nie wiem ale może się wam przyda to spostrzeżenie:)  a może już widzieliście:)

Pozdrawiam

 



Stawiamy tutaj na drona lub helikopter któreś z trzech stacji informacyjnych, gdyż nad placem poruszały się takie obiekty. Zawsze jednak pozostawić sobie trzeba margines niepewności, czy przypadkiem nie było to coś innego... Ilość naszych "urządzeń latających potrafiących lecieć bardzo wolno" sprawiła, że praktycznie każde nagranie jasnego światła na niebie jest określane w dzisiejszych czasach jako "dron".



zwiń tekst

Świadek o mordercy: Widziałem rogi na jego głowie
Pt, 18 sty 2019 06:24 | komentarze: brak czytany: 4668x

W procesie Pawła K. oskarżonego o zabójstwo Anny K. i próbę zabójstwa Macieja B. zeznają pierwsi świadkowie. Jeden z nich –  lokator mordercy – stwierdził, że to był dobry i spokojny człowiek. Zupełnie inne zdanie o mężczyźnie miał drugi ze świadków, który przeczuwał, że może dojść do czegoś złego i opuścił miejsce, gdzie wcześniej wszyscy pili alkohol.Paweł K. podczas libacji alkoholowej zaatakował.......

czytaj dalej

W procesie Pawła K. oskarżonego o zabójstwo Anny K. i próbę zabójstwa Macieja B. zeznają pierwsi świadkowie. Jeden z nich –  lokator mordercy – stwierdził, że to był dobry i spokojny człowiek. Zupełnie inne zdanie o mężczyźnie miał drugi ze świadków, który przeczuwał, że może dojść do czegoś złego i opuścił miejsce, gdzie wcześniej wszyscy pili alkohol.

Paweł K. podczas libacji alkoholowej zaatakował swoją byłą kobietę i jej aktualnego partnera. Pobił oboje do nieprzytomności, a następnie rozebrał i związał Annę K. Później postanowił podpalić altankę, w której pomieszkiwała. Kobieta nie przeżyła, Maciej B. w porę oprzytomniał i wydostał się z pożaru. Oskarżony sam powiadomił służby, a później przyznał się do winy. Nie wie, co nim kierowało. W złość wpadł po tym, gdy kobieta odmówiła dalszego współżycia z nim.

Nieco więcej światła na sprawę rzuciło dwóch świadków. Jeden z nich, lokator Pawła K., zeznał, że był to spokojny i dobry człowiek, nie zauważył u niego agresywnych zachowań. Po zdarzeniu to właśnie od Pawła F. wziął telefon i powiadomił policję o tym, co zrobił. – Do końca mu nie wierzyłem. Mówił o tym bez emocji – stwierdził świadek.

„Może miałem halucynacje, ale widziałem…”

Leszek B. to 67-letni postawny mężczyzna. Feralnego dnia przebywał w altance i spożywał z innymi alkohol, choć wcześniej zeznał, nie pił blisko 3,5 roku. Swoje w życiu widział i też odsiedział. W sumie spędził 4,5 roku w zakładach karnych za różne przestępstwa.

Chodziło o pobicia. Po alkoholu jestem agresywny. Musi być tak, jak ja chce – twierdzi. Ostatni raz w więzieniu był 10 lat temu. W dzień, gdy zginęła Anna K., pił razem z innymi. Twierdzi jednak, że nie był pijany. Alkomat na izbie wytrzeźwień tego samego dnia pokazał 0,5 promila alkoholu we krwi mężczyzny.

Leszek B. tak relacjonuje pierwsze spotkanie z Pawłem K.: – Dziś jak na niego patrzę, widzę normalnego człowieka – zaczął swoje zeznania, obracając się w stronę oskarżonego, który ze spuszczoną głową słuchał świadków. – Wtedy miał w oczach szaleństwo połączone z desperacją.

Patrzyłem na pana Pawła… Może to zabrzmi dziwnie albo miałem halucynacje, panował tam półmrok, zauważyłem, że z głowy wystają mu rogi. Miał dziwny wyraz twarzy. Pomyślałem sobie, że mam do czynienia z człowiekiem, z czymś... Doszedłem do wniosku, że trzeba opuścić to miejsce. I wyszedłem stamtąd. Tego człowieka należy leczyć, to człowiek chory – zeznał Leszek B.

Sąd postanowił dopytać o kwestię wspomnianych przez świadka rogów. Zwłaszcza że podczas postępowania przygotowawczego, Leszek B. o tym nie mówił. – Jakbym o tym powiedział, to odwieźliby mnie do Kobierzyna. Dziś mówię, bo uważam, że tak należało postąpić. Wtedy wpadł w jakiś szał, coś nim kierowało – kontynuował opowieść.

Leszek B. stwierdził, że w innym przypadku zostałby w altance, ale wówczas uznał, że jeśli doszłoby do takiej sytuacji, że musiałby stanąć do walki, nie miałby żadnych szans. – Dziwnie się zachowywał, kręcił głową, stękał, wykrzywiał twarz. Dla mnie taka była rzeczywistość – podkreślił.

Dopytywany przez sąd stwierdził, że nie ma zdiagnozowanej żadnej choroby psychicznej ani nie pije alkoholu często. Sprawa jest w toku. Pawłowi K. grozi od 8 do 25 lat pozbawienia wolności lub dożywotnie więzienie.

źródło: http://lovekrakow.pl/aktualnosci/swiadek-o-mordercy-widzialem-rogi-na-jego-glowie_28661.html




zwiń tekst

Tajemniczy sygnał spoza naszej galaktyki.
Pt, 18 sty 2019 02:48 | komentarze: brak czytany: 3147x

Naukowcy po raz drugi odebrali powtarzające się szybkie błyski radiowe. Podejrzewają, że źródłem tych tajemniczych sygnałów mogą być ogromne obiekty astrofizyczne. Niektórzy nie wykluczają jednak obcych cywilizacji.Coś, co znajduje się w odległości prawie 1,5 miliarda lat świetlnych od Drogi Mlecznej, wysyła w przestrzeń kosmiczną powtarzające się szybkie błyski radiowe (fast radio bursts - FRB). .......

czytaj dalej

Naukowcy po raz drugi odebrali powtarzające się szybkie błyski radiowe. Podejrzewają, że źródłem tych tajemniczych sygnałów mogą być ogromne obiekty astrofizyczne. Niektórzy nie wykluczają jednak obcych cywilizacji.

Coś, co znajduje się w odległości prawie 1,5 miliarda lat świetlnych od Drogi Mlecznej, wysyła w przestrzeń kosmiczną powtarzające się szybkie błyski radiowe (fast radio bursts - FRB). Latem ubiegłego roku naukowcom udało się odebrać je po raz drugi. Wyniki swoich badań opublikowali w środę w czasopiśmie "Nature".

Te krótkie błyski radiowe, trwające zaledwie milisekundy, nie są rzadkością. W tym przypadku przykuwają one uwagę naukowców tak bardzo, ponieważ to dopiero drugi raz, kiedy udało się znaleźć błyski w tym samym miejscu na niebie. Badaczy zastanawia, co jest przyczyną ich powstawania. Pojawia się wiele teorii i jak zwykle w przypadku kosmosu niektórzy podejrzewają udział obcych cywilizacji.

Pierwszy z szybkich błysków radiowych, oznaczony jako FRB 121102, został odebrany w 2015 roku przez radioteleskop Arecibo. Najnowszy sygnał pochodzi z miejsca oddalonego od Drogi Mlecznej o 1,5 miliarda lat świetlnych. Nazwany został FRB 180814.J0422+73 i odebrano go trzynastokrotnie. To jedno z pierwszych odkryć dokonanych za pomocą kanadyjskiego teleskopu CHIME. Naukowcy sądzą, że powtarzające się rozbłyski w przyszłości dostarczą informacji, skąd pochodzą.

- Jeśli będą się one powtarzać, a będziemy mieli także więcej dostępnych źródeł, to uda się zrozumieć tę kosmiczną układankę - powiedziała w rozmowie z CNN Ingrid Stairs, członek załogi CHIME i astrofizyk z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie.

Jedną z hipotez powstawania FRB są ogromne zjawiska astrofizyczne. Pierwszy powtarzalny szybki błysk radiowy został zarejestrowany na częstotliwości 700 megaherców, ale niektóre z rozbłysków, które odkrył CHIME, były nadawane na częstotliwości 400 megaherców.

Niska częstotliwość najnowszego odkrycia może sugerować, że źródła tych rozbłysków się różnią. W FRB odkryto zjawisko rozpraszania się, a - zdaniem naukowców - to może pomóc w dokładniejszym określeniu środowiska, z jakiego pochodzą.

Zespół badaczy CHIME twierdzi, że za rozpraszaniem tych sygnałów stać mogą potężne obiekty astrofizyczne, takie jak pozostałości po supernowych (wybuchach kończących życie gwiazd) albo czarne dziury usytuowane w centrum galaktyk.

Według innych przypuszczeń, za sygnały mogą być odpowiedzialne bardzo silne, wirujące pole magnetyczne albo dwie gwiazdy neutronowe (powstałe w wyniku wybuchu supernowej) łączące się ze sobą. W mniejszości zaś są astronomowie, którzy twierdzą, że FRB mogą być sygnałem obcych statków kosmicznych.

Źródło: CNN, BBC



zwiń tekst

SETI NA TROPIE OBCYCH
Śr, 16 sty 2019 13:17 | komentarze: brak czytany: 3537x

Badacze z projektu Search for Extraterrestrial Intelligence (SETI), mającego na celu nawiązanie kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi, uruchomili nowe narzędzie, które ma pomóc w poszukiwaniu obcych. Technosearch jest bazą danych, która zawiera wszystkie wyniki badań SETI od roku 1960. Pracom nad jej powstaniem przewodziła współzałożycielka SETI Jill Tarter. Przedstawiciele organizacji wyrazili nadzieję.......

czytaj dalej

Badacze z projektu Search for Extraterrestrial Intelligence (SETI), mającego na celu nawiązanie kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi, uruchomili nowe narzędzie, które ma pomóc w poszukiwaniu obcych. Technosearch jest bazą danych, która zawiera wszystkie wyniki badań SETI od roku 1960. Pracom nad jej powstaniem przewodziła współzałożycielka SETI Jill Tarter. Przedstawiciele organizacji wyrazili nadzieję, że cała jej społeczność będzie wspólnie pracować, aby utrzymywać bazę aktualną.

- Zaczęłam prowadzić to archiwum obserwacji odkąd byłam doktorantką - przekazała Tarter. - Niektóre z naszych prac były przedstawiane na konferencjach prasowych lub pojawiały się w niszowych czasopismach, które są trudno osiągalne dla początkujących w SETI. Cieszę się, że mamy teraz narzędzie, z którego może korzystać całe społeczeństwo oraz metodologię, która pozwoli utrzymywać je aktualnym - dodała.

Technosearch stworzono we współpracy ze stażystami programu naukowego Research Experience for Undergraduates (REU), który zrzesza absolwentów studiów zajmujących się naukami ścisłymi. Uczestnicy programu współpracują między innymi z Jasonem Wrightem, poszukiwaczem egzoplanet i badaczem gwiazd z Uniwersytetu Stanowego w Pensylwanii.

W internecie zawrzało po tym, jak tuż po zachodzie słońca na niebie nad północną Kalifornią pojawiła się tajemnicza smuga. Początkowo nie było wiadomo, w jaki sposób powstała.

- Jestem przekonany, że Technosearch będzie istotnym narzędziem dla naukowców i amatorów zainteresowanych eksploracją kosmosu w poszukiwaniu oznak istnienia obcych rozwiniętych cywilizacji - przyznał Andrew Garcia, jeden z uczestników REU.

Program SETI został zapoczątkowany w 1959 roku. Istnienia obcych cywilizacji poszukuje się poprzez poszukiwanie sztucznie wytworzonych sygnałów radiowych i świetlnych.

Narzędzie Technosearch przedstawiono w środę na 223. spotkaniu American Astronomical Society, organizacji zrzeszającej zawodowych astronomów.

Źródło: livescience.com




zwiń tekst

Brytyjski pasjonat zjawisk paranormalnych zmarł w Warszawie. Śledczy ustalili przyczynę
Wt, 8 sty 2019 21:21 | komentarze: 1 czytany: 4127x

W Wielkiej Brytanii zaczęło się czterodniowe dochodzenie w sprawie śmierci w Warszawie znanego pasjonata teorii spiskowych. Polska prokuratura twierdzi, że do śmierci przyczyniło się przedawkowanie tureckiego leku uspokajającego.Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu39-letni Max Spiers był postacią znaną na Wyspach Brytyjskich. Zajmował się teoriami spiskowymi i zjawiskami paranormalnymi. .......

czytaj dalej

W Wielkiej Brytanii zaczęło się czterodniowe dochodzenie w sprawie śmierci w Warszawie znanego pasjonata teorii spiskowych. Polska prokuratura twierdzi, że do śmierci przyczyniło się przedawkowanie tureckiego leku uspokajającego.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

39-letni Max Spiers był postacią znaną na Wyspach Brytyjskich. Zajmował się teoriami spiskowymi i zjawiskami paranormalnymi. Szukał UFO, twierdził, że jest na tropie wielkiego spisku pedofilów oraz programu hodowania „superżołnierzy” o nadzwyczajnych mocach.

W kwietniu 2016 r. przyjechał na konferencję Projekt Ziemia do Warszawy. Poznał tam Monikę D., z którą się spotykał, a potem u niej mieszkał. W lipcu 2016 r. zmarł w jej mieszkaniu.


„Wymiotował brunatną substancją”



Kobieta zeznawała, że przed śmiercią „wymiotował brunatną substancją”. Według brytyjskiego dziennika „The Guardian” polska policja została poinformowana o jego śmierci dopiero po tym, jak ciało zostało wysłane do Wielkiej Brytanii. Brytyjscy lekarze przeprowadzili sekcję dopiero tydzień po jego zgonie. Twierdzili, że po takim czasie nie są w stanie ustalić przyczyny.

To stało się powodem wielu teorii spiskowych. Dodatkowo podsycało je to, że kilka dni przed śmiercią Spiers wysłał do matki wiadomość poprzez aplikację WhatsApp. Pisał, że nie czuje się bezpieczny i prosił, by domagali się śledztwa, jeśli coś mu się stanie. Matka zmarłego Vanessa Bates zażądała śledztwa. Procedura, jak informuje „The Guardian”, zaczęła się dzisiaj (7 stycznia) w urzędzie miejskim w miejscowości Sandwich w hrabstwie Kent.
"Coś zaczęło go usypiać, jak tylko poruszał trudny temat"

Podczas dochodzenia odczytano zeznania Moniki D. (nie przyjechała do Wielkiej Brytanii) złożone przed polską prokuraturą. Kobieta zeznała, że latem 2016 r. wspólnie ze Spiersem pojechała na Cypr. Tam Brytyjczyk – który według Moniki D. często źle się czuł i miał kłopoty z koncentracją – poprosił ją o kupno leku uspokajającego, odpowiednika leku Xanax. Wskazał specyfik produkowany w Turcji, który był sprzedawany bez recepty. I poprosił o kupienie „całego zapasu”, czyli jak zeznała kobieta, ośmiu–dziesięciu pudełek.

Cztery dni przed śmiercią Spiers udzielił wywiadu polskiemu portalowi Porozmawiajmy.tv. „To nagranie było bardzo trudne, ponieważ gdy tylko Max poruszał »niewygodne tematy«, natychmiast coś powodowało, że stawał się śpiący i miał
znieczulone gardło. Po pół godzinie nagrania przerwaliśmy i poprosiliśmy go, aby poskakał na trampolinie (co również zostało nagrane) i wziął zimny prysznic. Kiedy już czuł się odświeżony, rozpoczęliśmy nagrywanie od początku. Niestety, już po kilku minutach coś zaczęło przejmować jego świadomość i go usypiać” – napisali autorzy portalu.

Feralnego dnia w lipcu 2016 r. – jak odczytano z zeznań Moniki D. na poniedziałkowej rozprawie – Max Spiers połknął 10 tabletek „tureckiego Xanaxu”, zapewniając swoją przyjaciółkę, że ten specyfik należy przyjmować właśnie w takiej dawce. Zaraz potem zasnął na kanapie. Kilka godzin później Monika D. stwierdziła, że Brytyjczyk nie oddycha. Wezwała pogotowie i próbowała przeprowadzić sztuczne oddychanie. To podczas tej procedury Max Spiers zaczął wymiotować „brunatną substancją”.

Rozpoczęte dzisiaj dochodzenie zaplanowano na cztery dni. „The Guardian” cytuje matkę Brytyjczyka, Vanessę Bates, która mówiła, że nie wie, czego się spodziewać po śledztwie, „oprócz tego, że chcę, żeby ktoś mógł powiedzieć: »Jest więcej rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę«. Bo wierzę, że jest”.



zwiń tekst

UFO i Unia Europejska? Dla polityków UE ta sprawa to jedynie 'żart'.
Nie, 6 sty 2019 08:28 | komentarze: brak czytany: 3276x

Piątek w Brukseli. "Co robi Komisja Europejska, by znaleźć UFO?". Rzecznik odpowiada- Zastanawiam się, co Unia Europejska i Komisja Europejska robią, by znaleźć obcych? - takie pytanie zadał Minie Andrejewej jeden z belgijskich dziennikarzy podczas piątkowego spotkania dziennikarzy z rzecznik Komisji Europejskiej. Andrejewa skierowała go po odpowiedź do... komisarz Elżbiety Bieńkowskiej.- W ubiegłym.......

czytaj dalej

Piątek w Brukseli. "Co robi Komisja Europejska, by znaleźć UFO?". Rzecznik odpowiada- Zastanawiam się, co Unia Europejska i Komisja Europejska robią, by znaleźć obcych? - takie pytanie zadał Minie Andrejewej jeden z belgijskich dziennikarzy podczas piątkowego spotkania dziennikarzy z rzecznik Komisji Europejskiej. Andrejewa skierowała go po odpowiedź do... komisarz Elżbiety Bieńkowskiej.
- W ubiegłym roku w Belgii bardzo często wyszukowano informacji na temat UFO. Ponieważ Komisja Europejska zajmuje się dużymi przedsięwzięciami, a szukanie pozaziemskich form życia jest chyba największym z nich, zastanawiam się, co Komisja i Unia Europejska robią, by znaleźć obcych? - tak brzmiało pytanie, które w piątek usłyszała Mina Andrejewa, rzecznik Komisji Europejskiej. - Jesteśmy na sali konferencyjnej, więc żarty powinniśmy zostawić na zewnątrz - odparła Andrejewa.
- Ale wspieramy unijną politykę kosmiczną, więc jeśli jest pan tym naprawdę zainteresowany, to może się pan zwrócić w tej sprawie do komisarz Elżbiety Bieńkowskiej. Mogę poprosić ją o zabranie głosu, chyba że chce pan porozmawiać z nią osobiście - dodała rzecznik KE.




zwiń tekst

Co przeleciało w programie TOP GEAR?
Sob, 5 sty 2019 11:07 | komentarze: brak czytany: 3261x

[...] Witam! Ogladając tv zauważyłem coś takiego - klatka z filmu w zalaczniu, lewy górny róg. Korzystając z możliwości cofnięcia filmu nagrałem ten fragment kamera (1080p 60fps) i wyciąłem kilka sekund, film również w załączniku.Niestety nie znalazłem fimu w lepszej jakości niż moje nagranie kamerą...https://autostrada.tv/blog/top-gear-season-13-episode-4/57132/ 48minuta14sekundaNajpewniej to był.......

czytaj dalej

[...] Witam! Ogladając tv zauważyłem coś takiego - klatka z filmu w zalaczniu, lewy górny róg. Korzystając z możliwości cofnięcia filmu nagrałem ten fragment kamera (1080p 60fps) i wyciąłem kilka sekund, film również w załączniku.

Niestety nie znalazłem fimu w lepszej jakości niż moje nagranie kamerą...

https://autostrada.tv/blog/top-gear-season-13-episode-4/57132/ 48minuta14sekunda

Najpewniej to był dron bo w tamtych czasach były już wykorzystywane takie sprzęty tym bardziej w tak prestiżowym programie motoryzacyjnym, ale biorąc pod uwagę że jest sobota i mam troche czasu to podsyłam.

Pozdrawiam!



Od FN

Witamy,

Faktycznie ładny przelot czegoś. Niestety nawet, jeśli to jest UFO, to i tak w programie ekipa używa dronów i tak zostałoby to wyjaśnione.

W każdym razie pięknie dziękujemy

Pzdr

FN



zwiń tekst

AKTA DOTYCZĄCE ZAMACHU NA WTC NA CELOWNIKU HAKERÓW
Pt, 4 sty 2019 09:20 | komentarze: brak czytany: 3272x

Grupa hakerów występujących pod nazwą Dark Overlod twierdzi, że udało jej się wykraść 18 tys. dokumentów od firmy ubezpieczeniowej Hiscox i kilku kancelarii prawniczych, które były zaangażowane w postępowania sądowe związane z atakiem na World Trade Center 11 września 2001 roku. Hakerzy grożą, że ujawnią te dokumenty, jeżeli nie otrzymają okupu wypłaconego w bitcoinach.W oświadczeniu opublikowanym.......

czytaj dalej

Grupa hakerów występujących pod nazwą Dark Overlod twierdzi, że udało jej się wykraść 18 tys. dokumentów od firmy ubezpieczeniowej Hiscox i kilku kancelarii prawniczych, które były zaangażowane w postępowania sądowe związane z atakiem na World Trade Center 11 września 2001 roku. Hakerzy grożą, że ujawnią te dokumenty, jeżeli nie otrzymają okupu wypłaconego w bitcoinach.

W oświadczeniu opublikowanym w internecie Dark Overlord utrzymuje, że dysponuje "setkami gigabajtów danych związanych z postępowaniami sądowymi" w sprawie ataku terrorystycznego na WTC. Wśród zdobytych przez nich materiałów mają znajdować się e-maila, nagrania audio, umowy na usługi prawne, umowy o poufności i korespondencja pomiędzy agencjami rządowymi i przedstawicielami firm znajdujących się na liście 500 największych przedsiębiorstw w USA. 

Rzecznik Hiscox Group potwierdził, że ubezpieczyciel padł ofiarą ataku hakerskiego i że wśród dokumentów, które zostały skradzione są dokumenty dotyczące postępowań sądowych związanych z wypłatą ubezpieczenia po zamachach z 11 września.

Dark Overlord twierdzi, że ujawnienie przez nich dokumentów przyćmi wyciek tajnych dokumentów amerykańskiego rządu do jakiego doszło w wyniku działania Edwarda Snowdena "zarówno pod względem wielkości, jak i wpływu" jaki wywrze na świat ten wyciek.

"Zapłaćcie (...) albo was tym pogrzebiemy" - grożą hakerzy, którzy zapowiadają, że będą publikować dokumenty w pięciu, 10-gigabajtowych pakietach, wypuszczanych sukcesywnie jeżeli ich żądania dotyczące okupu nie zostaną spełnione. "Nie jesteśmy motywowani poglądami politycznymi. Nie jesteśmy haktywistami (hackerami-aktywistami). Motywuje nas jedynie pragnienie internetowych pieniędzy" - podkreślają.

Wcześniej hakerzy napisali na Twitterze, zanim ich konto zostało usunięte przez administrację tego serwisu, że "dostarczą wielu odpowiedzi dotyczących teorii spiskowych" związanych z zamachem na WTC.

 

Przedstawiciele Dark Overlord twierdzą, że dysponują również dokumentami związanymi z istnieniem pozaziemskich form życia.

Hakerzy ujawnili już część wykradzionych materiałów - w tym dokumenty związane z roszczeniami odszkodowawczymi po ataku na WTC. Jak zauważa amerykański "Newsweek" na razie w dokumentach tych nie ma niczego sensacyjnego - niektóre z nich wręcz podważają istniejące teorie spiskowe. Jedna z nich sugerowała, że właściciel WTC, firma Silverstein Properties, zarobiła na zniszczeniu przez terrorystów wież. Tymczasem z ujawnionych dokumentów wynika, że roszczenia odszkodowawcze Silverstein Properties opiewały jedynie na niewielki ułamek wartości budynków.




zwiń tekst

Chińska sonda na Księżycu
Czw, 3 sty 2019 15:26 | komentarze: brak czytany: 3151x

Chińska sonda Czang'e 4 wylądowała na dnie krateru von Karmana, który znajduje się niedaleko południowego bieguna Księżyca po jego niewidocznej z Ziemi stronie. Ten krater o średnicy ok. 180 km ma dla Chińczyków wielką wartość, zarówno symboliczną, jak i naukową.Nikt jeszcze nie lądował po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. To dla nas w większości ziemia nieznana, czyli terra incognita. Często.......

czytaj dalej

Chińska sonda Czang'e 4 wylądowała na dnie krateru von Karmana, który znajduje się niedaleko południowego bieguna Księżyca po jego niewidocznej z Ziemi stronie. Ten krater o średnicy ok. 180 km ma dla Chińczyków wielką wartość, zarówno symboliczną, jak i naukową.


Nikt jeszcze nie lądował po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. To dla nas w większości ziemia nieznana, czyli terra incognita. Często jest ona zwana "ciemną stroną Księżyca", ale niesłusznie. Jest ona tak samo oświetlona przez Słońce jak ta strona, którą na co dzień widzimy.

Księżyc się bowiem obraca dookoła swej osi, a więc - z wyjątkiem obszarów położonych w zagłębieniach przy biegunach - wszędzie na jego powierzchni regularnie wschodzi i zachodzi Słońce. Tyle że wirowanie naszego satelity zsynchronizowało się z jego obiegiem wokół Ziemi - w ten sposób, że pozostaje on zwrócony cały czas tą samą twarzą w stronę Ziemi.

Chińska sonda Czang'e 4 wylądowała na dnie krateru von Karmana, który znajduje się niedaleko południowego bieguna Księżyca po jego niewidocznej z Ziemi stronie. Ten krater o średnicy ok. 180 km ma dla Chińczyków wielką wartość, zarówno symboliczną, jak i naukową.


Nikt jeszcze nie lądował po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. To dla nas w większości ziemia nieznana, czyli terra incognita. Często jest ona zwana "ciemną stroną Księżyca", ale niesłusznie. Jest ona tak samo oświetlona przez Słońce jak ta strona, którą na co dzień widzimy.

Księżyc się bowiem obraca dookoła swej osi, a więc - z wyjątkiem obszarów położonych w zagłębieniach przy biegunach - wszędzie na jego powierzchni regularnie wschodzi i zachodzi Słońce. Tyle że wirowanie naszego satelity zsynchronizowało się z jego obiegiem wokół Ziemi - w ten sposób, że pozostaje on zwrócony cały czas tą samą twarzą w stronę Ziemi.


Chińska sonda Chang'e 4 wylądowała w czwartek, 3 stycznia, na niewidocznej z Ziemi półkuli Księżyca. To pierwsze lądowanie statku wysłanego z Ziemi na tej półkuli. Chińska telewizja państwowa podała, że sonda Chang’e 4 wylądowała na Księżycu o godzinie 10.26 czasu lokalnego, czyli o godz. 3.26 w Polsce.

Sonda wystartowała 8 grudnia z kosmodromu Xichang w południowo-zachodnich Chinach. Została wyniesiona przez rakietę Długi Marsz 3B.

Niewidoczna z Ziemi półkula Księżyca, w odróżnieniu od tej widocznej stale z naszej planety, jest praktycznie niezbadana.
Sonda Chang’e 4 - zadanie

Przed sondą Chang’e 4 zadanie zbadania powierzchni naturalnego satelity Ziemi. Pozna jego strukturę i skład mineralny, przeprowadzi też testy radioastronomiczne. Niewidoczna strona Księżyca wolna jest od ludzkich zakłóceń radiowych, szumu radiowego powodowanego przez zorze polarne oraz całej jonosfery Niebieskiej Planety. Chińska agencja prasowa Xinhua podała, że łazik może mieć na pokładzie nasiona i jajka jedwabników.
Zdjęcie zrobione przez sondę Chang'e 4 po lądowaniu na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca
Foto: ICHPL Imaginechina/Associated Press / East News Zdjęcie zrobione przez sondę Chang'e 4 po lądowaniu na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca

Agencja Associated Press zaznacza, że pionierskie lądowanie Chang'e 4 pokazuje rosnące ambicje Chin jako potęgi kosmicznej. W 2013 roku Chang'e 3 był pierwszym statkiem kosmicznym, który wylądował na Księżycu od czasu ostatniej radzieckiej sondy kosmicznej Łuna 24, wystrzelonej w 1976 roku w ramach programu Łuna.

Chińskiej agencji kosmicznej pogratulował na Twitterze m.in. Jim Bridenstine, szef NASA:
Ambicje Chin w wyścigu kosmicznym

Chiny starają się doścignąć USA i Rosję w wyścigu kosmicznym. Do 2030 roku chcą stać się światową potęgą w tej dziedzinie. W roku 2019 mają rozpocząć się prace nad załogową chińską stacją kosmiczną.

Program badawczy Chang'e bierze swoją nazwę od chińskiej bogini Księżyca. Pięć lat temu Państwo Środka przeprowadziło misję księżycową z użyciem łazika Yutu (chiń. Jadeitowy Królik). Na start w 2019 roku przygotowywana jest już sonda Chang'e 5, która po raz pierwszy od 1976 roku powróci na Ziemię z próbkami pochodzącymi z Księżyca.

Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna (CNSA) podobno rozważa również przeprowadzenie badawczej misji załogowej na Księżyc oraz wysłanie łazika na Marsa po 2020 roku.


Niewidoczna strona Księżyca

Niewidoczna strona Księżyca nazywana jest tak ze względu na trudności w jej obserwacji, a nie brak światła (wcześniej mówiono o niej "ciemna strona Księżyca" – ale strona niewidoczna z Ziemi bywa oświetlona, np. gdy Księżyc znajduje się w nowiu). Przez synchroniczną rotację naturalnego satelity z Ziemią półkula ta pozostaje względnie niezbadana przez astronomów. Jej powierzchnia ma mieć także inną strukturę niż znana naukowcom strona.

Geolog Harrison Schmidt – członek amerykańskiej misji Apollo 17 z 1972 roku i ostatni człowiek, który postawił stopę na powierzchni Księżyca – chciał, by jego misja wylądowała na jego odwrotnej stronie, ale NASA ostatecznie zdecydowała się na lądowanie na widocznej stronie naszego naturalnego satelity. Jedną z trudności związanych z lądowaniem na odwrotnej stronie Księżyca jest utrudniona łączność z Ziemią.

Pierwsza chińska misja kosmiczna z ludzką załogą odbyła się w 2003 roku. Państwo wysłało astronautów w kosmos jako trzeci kraj na świecie (po USA i ZSRR). Chiny posiadają dwie stacje kosmiczne na orbicie, z czego druga ma być gotowa do pracy w 2022 roku. Chińska Republika Ludowa nie korzysta z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) ze względu na zakazy prawne ze strony USA.




zwiń tekst

STRONA
1 34 35 36 37 38 39 40 50 66
Strona 37 / 66

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Barney i Betty Hill byli amerykańską parą, która twierdziła, że ​​zostali uprowadzeni przez istoty pozaziemskie w wiejskiej części stanu New Hampshire Stało się top 19 września 1961 roku. Do dziś ich historia jest uważana za jedną z najbardziej wiarygodnych w historii.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pt, 16 wrz 2022 19:45 | 20.07.2022 w środę około godz. 22.00 wyszedłem na ogród przez domem i zauważyłem świetlny punkt jasny obiekt przypominający samolot lecący w nocy.Obiekt przelatywał bezpośrednio nad moim domemw zupełnej ciszy nie wydając żadnych dźwięków.Zacząłem ten obiekt obserwować i wydawało mi się że zauważył mnie że jego obserwuję . Obiekt świetlny próbował zawrócić w przeciwległym kierunkujak znajdował się bezpośrednio nad moim domem.Na pewno nie był to samolot ponieważ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 18 września 2022 | Mamy najciekawszy moment w historii ludzkości– powiedzmy – ostatniego tysiąca lat. Czeka nas całkowita zmiana naszego sposobu życia. I przyszedł czas płacenia rachunku życia ponad stan. Łatwiej to wszystko znieść, kiedy spojrzy się na rzeczywistość wokół jak na przepiękną mandalę z piasku tworzoną przez tybetańskich mnichów. Jest piękna także dlatego, że na końcu znika...

czytaj dalej

FILM FN

Na wyższych piętrach... - opowieścć z pokładu okretu Nautilus wrzesień 2022

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.