Dziś jest:
Wtorek, 22 września 2026
Mało kocha ten, kto potrafi wyrazić słowami, jak bardzo kocha.
/Dante Alighieri/
Wyślij do nas wiadomość - kliknij, aby rozwinąć formularz
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania newsa do działu "FN 24": nautilus@nautilus.org.pl
czytaj dalej 
Na początku tego roku w „Nature” pojawiło się zaskakujące doniesienie – astrofizycy przeczesujący kosmos za pomocą radioteleskopu Chime w Kanadzie, zarejestrowali dziwne „błyski” fal radiowych – FRB, z ang. fast radio bursts. To ultrakrótkie, trwające zaledwie kilka milisekund impulsy promieniowania radiowego o bardzo niskiej częstotliwości. Błyski zostały zarejestrowane latem ubiegłego roku – w ciągu trzech tygodni pojawiło się ich 13. Skąd pochodzą? Nie wiadomo. Na pewno z odległego kosmosu, najpewniej spoza naszej galaktyki, ale jakie zjawisko mogłoby odpowiadać za wygenerowanie takiego pulsowania, astronomowie nie mają pojęcia.
Nic więc dziwnego, że pojawiły się też hipotezy mówiące, że są one sygnałem od jakiejś niezwykle zaawansowanej cywilizacji pozaziemskiej, która dysponowała odpowiednimi urządzeniami czy technologiami dla wygenerowania tak olbrzymiej energii. Co więcej, podobne serie sygnałów radiowych z kosmosu zarejestrowały w 2015 roku radioteleskopy w Arecibo, a po raz pierwszy ultraszybki radiowy błysk astronomowie z tego obserwatorium zarejestrowali w 2007 roku. Nie ma więc mowy o tym, że to błąd sprzętu czy pomiarów. Dr Cherry Ng, astrofizyk z University of Toronto sądzi, że mogą one być wysyłane przez odległe czarne dziury czy supernowe. Problem tylko w tym, że znane obiekty tego typu nie emitują FRB. Czy to możliwe, że wysyłane są przez kosmitów? Jak uważa prof. Avi Loeb z Harvard – Smithsonian Observatory, mogą to być swoiste przecieki z nadajników obcych cywilizacji albo z ich hiperzaawansowanych napędów statków kosmicznych.
Zdaniem prof. Loeba, to nie jedyny ślad aktywności kosmitów w ostatnim czasie. W 2017 roku astronomowie wyśledzili w Układzie Słonecznym tajemniczego gościa z dalekiego kosmosu – asteroidę nazwaną Oumuamua (w języku hawajskim oznacza to podróżnika, posłańca). I rzeczywiście, asteroida z pewnością dotarła do nas z przestrzeni międzygwiezdnej, a uwagę astronomów wzbudził od razu jej bardzo nietypowy kształt.
Oumuamua wygląda jak wąskie cygaro i porusza się bardzo powoli. Jak określają naukowcy, jest w stanie spoczynku względem prędkości okolicznych gwiazd. Jednak kiedy znalazła się w Układzie Słonecznym, nieznacznie przyspieszyła. Zdaniem prof. Loeba, który był bliskim znajomym i współpracownikiem prof. Stephena Hawkinga, nie da się tego wytłumaczyć tylko przyciąganiem słonecznym. Może to więc statek zwiadowczy Obcych, napędzany światłem słonecznym. – To tak zwany żagiel słoneczny, napędzany ciśnieniem wiatru słonecznego – twierdzi prof. Loeb w swoim artykule w „Scientific American”.

czytaj dalej 
To przykład tego, jak bardzo zabobony i przesądy decydują w wielu rejonach świata o ludzkim życiu. W indyjskim mieście Shahjahanpur w stanie Uttar Pradesh uratowano nowonarodzone dziecko pochowane żywcem przez rodziców na żądanie kapłana, donosi gazeta Daily Mail. Tantryczny kapłan przekonał rodziców 20-dniowej dziewczynki, że została owładnięta przez złe duchy.
Twierdził, że jej obecność w domu zrujnuje ich życie. Potem postanowili pochować swoją córkę. Siostra matki zabrała dziewczynkę do stawu i zakopała ją.
Kilka godzin później, gdy temperatura powietrza spadła do trzech stopni, płacz dzieci usłyszał przechodzeń. Szybko znalazł jego źródło i wykopał zamarzające dziecko.
„Takie okrucieństwo. Nie mogę sobie wyobrazić, jak można było zostawić dziecko na takim mrozie” — mówi przechodzień, który je znalazł.
Dziewczynka przebywa w szpitalu w stanie stabilnym. Kapłan, ojciec, siostra matki i jej mąż zostali aresztowani. Matka zdołała uciec, jest poszukiwana.
źródło: Daily Mail

czytaj dalej 
Przepowiednia z Tęgoborza to tekst nieznanego autorstwa, opisujący, z użyciem licznych alegorii, wydarzenia dotyczące dziejów świata i Polski, następujące po rzekomej dacie powstania utworu (1893).

Pierwsza znana publikacja przepowiedni nastąpiła 27 marca 1939. W 86 numerze „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” znalazł się tekst przepowiedni, poprzedzony tekstem od redakcji pisma, informującym o jej pochodzeniu. Według owego tekstu przepowiednia była opublikowana "ostatnio" (tzn. niedługo przed publikacją w "Kurierze") przez "prasę pomorską" i pochodzi z roku 1893.
Tekst stwierdzał, iż 23 września 1893 w pałacu hr. Władysława Wielogłowskiego, "zapalonego spirytysty", w majątku rodziny Wielogłowskich we wsi Tęgoborze, odbył się seans spirytystyczny, podczas którego "medium niewiadomego nazwiska" podało właśnie ową, publikowaną w "Kurierze" przepowiednię. Wielogłowski zanotował ją, podobnie jak wyniki innych seansów, w których brał udział. Zapiski te, w formie zeszytów, znalazły się w jego osobistym archiwum, a po jego śmierci przejęte zostały przez jego bratanka, Aleksandra, który przeglądając je, natrafił na wierszowaną przepowiednię.

Według zgodnej oceny Olizarowskiego i Krzyżewskiego informacje redakcji "Kuriera" są "legendą" i "zabiegiem uprawdopodobniającym", a czas powstania i autorstwo są całkiem inne, choć Olizarowski przyznaje, iż rzeczywiście w pałacu Wielogłowskiego seanse spirytystyczne się odbywały i taka przepowiednia mogłaby tam powstać.
Według legendy przytoczonej przez Czesława Miłosza przepowiednię podyktował "duch Mickiewicza. Według Miłosza oryginał zapisu seansu z Tęgoborza przechowywany był w Bibliotece Ossolińskich we Lwowie i zaginął po II wojnie światowej, a przepowiednię opublikowano po raz pierwszy w 1912, w Gazecie Narodowej, wydawanej we Lwowie w języku polskim. Jednak Miłosz nie podaje źródeł tych informacji, a Olizarowski i Krzyżewski zgodnie twierdzą, że przepowiednia nie była publikowana przed rokiem 1939.
Tekst "Przepowiedni z Tęgoborza" przypomniał nasz czytelnik.
Szanowna redakcjo Nautilusa!
Bliska mi osoba, z mojego otoczenia, opowiedziała mi wczoraj późnym wieczorem o przepowiedni zwanej "Przepowiednia z Tęgoborza" spisanej przez nieznanego autora. Wklejam ją poniżej:
Proszę zwrócić uwagę chociażby na 15 zwotkę, w której mowa o "pomazańcu z Krakowa". Czy to aby nie dotyczy naszego Papieża? 2 zwrotka - "Polska powstanie ze świata pożogi, Trzy orły padną rozbite" Polska pod zaborami 3 krajów, które w herbach miały orły.
To tylko dwa przykłady interpretacji, ale z pewnością dostrzeżecie ich więcej.
Proszę o anonimowość.
Dziękuję i pozdrawiam!


czytaj dalej 
Podczas wiecu po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza w sieci ukazało się wiele filmów. Na jednym z nich nasz czytelnik dostrzegł jasny punkt, który przemierzał niebo.


Poniżej e-mail od naszego czytelnika:
From: [...]
Sent: Saturday, January 19, 2019 12:36 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Obiekt?
Witam
Zaciekawił mnie moment z nagrania wiecu, ku czci tragicznie zmarłego Pana Prezydenta Adamowicza, mianowicie w minucie 3:20 pojawia się w kadrze obiekt, który pod koniec jakoś dziwnie zmienia swój tor lotu? może to helikopter? Nie wiem ale może się wam przyda to spostrzeżenie:) a może już widzieliście:)
Pozdrawiam


Stawiamy tutaj na drona lub helikopter któreś z trzech stacji informacyjnych, gdyż nad placem poruszały się takie obiekty. Zawsze jednak pozostawić sobie trzeba margines niepewności, czy przypadkiem nie było to coś innego... Ilość naszych "urządzeń latających potrafiących lecieć bardzo wolno" sprawiła, że praktycznie każde nagranie jasnego światła na niebie jest określane w dzisiejszych czasach jako "dron".
czytaj dalej 
W procesie Pawła K. oskarżonego o zabójstwo Anny K. i próbę zabójstwa Macieja B. zeznają pierwsi świadkowie. Jeden z nich – lokator mordercy – stwierdził, że to był dobry i spokojny człowiek. Zupełnie inne zdanie o mężczyźnie miał drugi ze świadków, który przeczuwał, że może dojść do czegoś złego i opuścił miejsce, gdzie wcześniej wszyscy pili alkohol.
Paweł K. podczas libacji alkoholowej zaatakował swoją byłą kobietę i jej aktualnego partnera. Pobił oboje do nieprzytomności, a następnie rozebrał i związał Annę K. Później postanowił podpalić altankę, w której pomieszkiwała. Kobieta nie przeżyła, Maciej B. w porę oprzytomniał i wydostał się z pożaru. Oskarżony sam powiadomił służby, a później przyznał się do winy. Nie wie, co nim kierowało. W złość wpadł po tym, gdy kobieta odmówiła dalszego współżycia z nim.
Nieco więcej światła na sprawę rzuciło dwóch świadków. Jeden z nich, lokator Pawła K., zeznał, że był to spokojny i dobry człowiek, nie zauważył u niego agresywnych zachowań. Po zdarzeniu to właśnie od Pawła F. wziął telefon i powiadomił policję o tym, co zrobił. – Do końca mu nie wierzyłem. Mówił o tym bez emocji – stwierdził świadek.
„Może miałem halucynacje, ale widziałem…”
Leszek B. to 67-letni postawny mężczyzna. Feralnego dnia przebywał w altance i spożywał z innymi alkohol, choć wcześniej zeznał, nie pił blisko 3,5 roku. Swoje w życiu widział i też odsiedział. W sumie spędził 4,5 roku w zakładach karnych za różne przestępstwa.
– Chodziło o pobicia. Po alkoholu jestem agresywny. Musi być tak, jak ja chce – twierdzi. Ostatni raz w więzieniu był 10 lat temu. W dzień, gdy zginęła Anna K., pił razem z innymi. Twierdzi jednak, że nie był pijany. Alkomat na izbie wytrzeźwień tego samego dnia pokazał 0,5 promila alkoholu we krwi mężczyzny.
Leszek B. tak relacjonuje pierwsze spotkanie z Pawłem K.: – Dziś jak na niego patrzę, widzę normalnego człowieka – zaczął swoje zeznania, obracając się w stronę oskarżonego, który ze spuszczoną głową słuchał świadków. – Wtedy miał w oczach szaleństwo połączone z desperacją.
– Patrzyłem na pana Pawła… Może to zabrzmi dziwnie albo miałem halucynacje, panował tam półmrok, zauważyłem, że z głowy wystają mu rogi. Miał dziwny wyraz twarzy. Pomyślałem sobie, że mam do czynienia z człowiekiem, z czymś... Doszedłem do wniosku, że trzeba opuścić to miejsce. I wyszedłem stamtąd. Tego człowieka należy leczyć, to człowiek chory – zeznał Leszek B.
Sąd postanowił dopytać o kwestię wspomnianych przez świadka rogów. Zwłaszcza że podczas postępowania przygotowawczego, Leszek B. o tym nie mówił. – Jakbym o tym powiedział, to odwieźliby mnie do Kobierzyna. Dziś mówię, bo uważam, że tak należało postąpić. Wtedy wpadł w jakiś szał, coś nim kierowało – kontynuował opowieść.
Leszek B. stwierdził, że w innym przypadku zostałby w altance, ale wówczas uznał, że jeśli doszłoby do takiej sytuacji, że musiałby stanąć do walki, nie miałby żadnych szans. – Dziwnie się zachowywał, kręcił głową, stękał, wykrzywiał twarz. Dla mnie taka była rzeczywistość – podkreślił.
Dopytywany przez sąd stwierdził, że nie ma zdiagnozowanej żadnej choroby psychicznej ani nie pije alkoholu często. Sprawa jest w toku. Pawłowi K. grozi od 8 do 25 lat pozbawienia wolności lub dożywotnie więzienie.
źródło: http://lovekrakow.pl/aktualnosci/swiadek-o-mordercy-widzialem-rogi-na-jego-glowie_28661.html
czytaj dalej 
W Wielkiej Brytanii zaczęło się czterodniowe dochodzenie w sprawie śmierci w Warszawie znanego pasjonata teorii spiskowych. Polska prokuratura twierdzi, że do śmierci przyczyniło się przedawkowanie tureckiego leku uspokajającego.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
39-letni Max Spiers był postacią znaną na Wyspach Brytyjskich. Zajmował się teoriami spiskowymi i zjawiskami paranormalnymi. Szukał UFO, twierdził, że jest na tropie wielkiego spisku pedofilów oraz programu hodowania „superżołnierzy” o nadzwyczajnych mocach.
W kwietniu 2016 r. przyjechał na konferencję Projekt Ziemia do Warszawy. Poznał tam Monikę D., z którą się spotykał, a potem u niej mieszkał. W lipcu 2016 r. zmarł w jej mieszkaniu.
„Wymiotował brunatną substancją”
Kobieta zeznawała, że przed śmiercią „wymiotował brunatną substancją”. Według brytyjskiego dziennika „The Guardian” polska policja została poinformowana o jego śmierci dopiero po tym, jak ciało zostało wysłane do Wielkiej Brytanii. Brytyjscy lekarze przeprowadzili sekcję dopiero tydzień po jego zgonie. Twierdzili, że po takim czasie nie są w stanie ustalić przyczyny.
To stało się powodem wielu teorii spiskowych. Dodatkowo podsycało je to, że kilka dni przed śmiercią Spiers wysłał do matki wiadomość poprzez aplikację WhatsApp. Pisał, że nie czuje się bezpieczny i prosił, by domagali się śledztwa, jeśli coś mu się stanie. Matka zmarłego Vanessa Bates zażądała śledztwa. Procedura, jak informuje „The Guardian”, zaczęła się dzisiaj (7 stycznia) w urzędzie miejskim w miejscowości Sandwich w hrabstwie Kent.
"Coś zaczęło go usypiać, jak tylko poruszał trudny temat"
Podczas dochodzenia odczytano zeznania Moniki D. (nie przyjechała do Wielkiej Brytanii) złożone przed polską prokuraturą. Kobieta zeznała, że latem 2016 r. wspólnie ze Spiersem pojechała na Cypr. Tam Brytyjczyk – który według Moniki D. często źle się czuł i miał kłopoty z koncentracją – poprosił ją o kupno leku uspokajającego, odpowiednika leku Xanax. Wskazał specyfik produkowany w Turcji, który był sprzedawany bez recepty. I poprosił o kupienie „całego zapasu”, czyli jak zeznała kobieta, ośmiu–dziesięciu pudełek.
Cztery dni przed śmiercią Spiers udzielił wywiadu polskiemu portalowi Porozmawiajmy.tv. „To nagranie było bardzo trudne, ponieważ gdy tylko Max poruszał »niewygodne tematy«, natychmiast coś powodowało, że stawał się śpiący i miał
znieczulone gardło. Po pół godzinie nagrania przerwaliśmy i poprosiliśmy go, aby poskakał na trampolinie (co również zostało nagrane) i wziął zimny prysznic. Kiedy już czuł się odświeżony, rozpoczęliśmy nagrywanie od początku. Niestety, już po kilku minutach coś zaczęło przejmować jego świadomość i go usypiać” – napisali autorzy portalu.
Feralnego dnia w lipcu 2016 r. – jak odczytano z zeznań Moniki D. na poniedziałkowej rozprawie – Max Spiers połknął 10 tabletek „tureckiego Xanaxu”, zapewniając swoją przyjaciółkę, że ten specyfik należy przyjmować właśnie w takiej dawce. Zaraz potem zasnął na kanapie. Kilka godzin później Monika D. stwierdziła, że Brytyjczyk nie oddycha. Wezwała pogotowie i próbowała przeprowadzić sztuczne oddychanie. To podczas tej procedury Max Spiers zaczął wymiotować „brunatną substancją”.
Rozpoczęte dzisiaj dochodzenie zaplanowano na cztery dni. „The Guardian” cytuje matkę Brytyjczyka, Vanessę Bates, która mówiła, że nie wie, czego się spodziewać po śledztwie, „oprócz tego, że chcę, żeby ktoś mógł powiedzieć: »Jest więcej rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę«. Bo wierzę, że jest”.
czytaj dalej 
Piątek w Brukseli. "Co robi Komisja Europejska, by znaleźć UFO?". Rzecznik odpowiada- Zastanawiam się, co Unia Europejska i Komisja Europejska robią, by znaleźć obcych? - takie pytanie zadał Minie Andrejewej jeden z belgijskich dziennikarzy podczas piątkowego spotkania dziennikarzy z rzecznik Komisji Europejskiej. Andrejewa skierowała go po odpowiedź do... komisarz Elżbiety Bieńkowskiej.
- W ubiegłym roku w Belgii bardzo często wyszukowano informacji na temat UFO. Ponieważ Komisja Europejska zajmuje się dużymi przedsięwzięciami, a szukanie pozaziemskich form życia jest chyba największym z nich, zastanawiam się, co Komisja i Unia Europejska robią, by znaleźć obcych? - tak brzmiało pytanie, które w piątek usłyszała Mina Andrejewa, rzecznik Komisji Europejskiej. - Jesteśmy na sali konferencyjnej, więc żarty powinniśmy zostawić na zewnątrz - odparła Andrejewa.
- Ale wspieramy unijną politykę kosmiczną, więc jeśli jest pan tym naprawdę zainteresowany, to może się pan zwrócić w tej sprawie do komisarz Elżbiety Bieńkowskiej. Mogę poprosić ją o zabranie głosu, chyba że chce pan porozmawiać z nią osobiście - dodała rzecznik KE.

czytaj dalej 
[...] Witam! Ogladając tv zauważyłem coś takiego - klatka z filmu w zalaczniu, lewy górny róg. Korzystając z możliwości cofnięcia filmu nagrałem ten fragment kamera (1080p 60fps) i wyciąłem kilka sekund, film również w załączniku.
Niestety nie znalazłem fimu w lepszej jakości niż moje nagranie kamerą...
https://autostrada.tv/blog/top-gear-season-13-episode-4/57132/ 48minuta14sekunda
Najpewniej to był dron bo w tamtych czasach były już wykorzystywane takie sprzęty tym bardziej w tak prestiżowym programie motoryzacyjnym, ale biorąc pod uwagę że jest sobota i mam troche czasu to podsyłam.
Pozdrawiam!


Od FN
Witamy,
Faktycznie ładny przelot czegoś. Niestety nawet, jeśli to jest UFO, to i tak w programie ekipa używa dronów i tak zostałoby to wyjaśnione.
W każdym razie pięknie dziękujemy
Pzdr
FN

czytaj dalej 
Grupa hakerów występujących pod nazwą Dark Overlod twierdzi, że udało jej się wykraść 18 tys. dokumentów od firmy ubezpieczeniowej Hiscox i kilku kancelarii prawniczych, które były zaangażowane w postępowania sądowe związane z atakiem na World Trade Center 11 września 2001 roku. Hakerzy grożą, że ujawnią te dokumenty, jeżeli nie otrzymają okupu wypłaconego w bitcoinach.
W oświadczeniu opublikowanym w internecie Dark Overlord utrzymuje, że dysponuje "setkami gigabajtów danych związanych z postępowaniami sądowymi" w sprawie ataku terrorystycznego na WTC. Wśród zdobytych przez nich materiałów mają znajdować się e-maila, nagrania audio, umowy na usługi prawne, umowy o poufności i korespondencja pomiędzy agencjami rządowymi i przedstawicielami firm znajdujących się na liście 500 największych przedsiębiorstw w USA.
Rzecznik Hiscox Group potwierdził, że ubezpieczyciel padł ofiarą ataku hakerskiego i że wśród dokumentów, które zostały skradzione są dokumenty dotyczące postępowań sądowych związanych z wypłatą ubezpieczenia po zamachach z 11 września.
Dark Overlord twierdzi, że ujawnienie przez nich dokumentów przyćmi wyciek tajnych dokumentów amerykańskiego rządu do jakiego doszło w wyniku działania Edwarda Snowdena "zarówno pod względem wielkości, jak i wpływu" jaki wywrze na świat ten wyciek.
"Zapłaćcie (...) albo was tym pogrzebiemy" - grożą hakerzy, którzy zapowiadają, że będą publikować dokumenty w pięciu, 10-gigabajtowych pakietach, wypuszczanych sukcesywnie jeżeli ich żądania dotyczące okupu nie zostaną spełnione. "Nie jesteśmy motywowani poglądami politycznymi. Nie jesteśmy haktywistami (hackerami-aktywistami). Motywuje nas jedynie pragnienie internetowych pieniędzy" - podkreślają.
Wcześniej hakerzy napisali na Twitterze, zanim ich konto zostało usunięte przez administrację tego serwisu, że "dostarczą wielu odpowiedzi dotyczących teorii spiskowych" związanych z zamachem na WTC.
Przedstawiciele Dark Overlord twierdzą, że dysponują również dokumentami związanymi z istnieniem pozaziemskich form życia.
Hakerzy ujawnili już część wykradzionych materiałów - w tym dokumenty związane z roszczeniami odszkodowawczymi po ataku na WTC. Jak zauważa amerykański "Newsweek" na razie w dokumentach tych nie ma niczego sensacyjnego - niektóre z nich wręcz podważają istniejące teorie spiskowe. Jedna z nich sugerowała, że właściciel WTC, firma Silverstein Properties, zarobiła na zniszczeniu przez terrorystów wież. Tymczasem z ujawnionych dokumentów wynika, że roszczenia odszkodowawcze Silverstein Properties opiewały jedynie na niewielki ułamek wartości budynków.

czytaj dalej 
Chińska sonda Czang'e 4 wylądowała na dnie krateru von Karmana, który znajduje się niedaleko południowego bieguna Księżyca po jego niewidocznej z Ziemi stronie. Ten krater o średnicy ok. 180 km ma dla Chińczyków wielką wartość, zarówno symboliczną, jak i naukową.
Nikt jeszcze nie lądował po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. To dla nas w większości ziemia nieznana, czyli terra incognita. Często jest ona zwana "ciemną stroną Księżyca", ale niesłusznie. Jest ona tak samo oświetlona przez Słońce jak ta strona, którą na co dzień widzimy.
Księżyc się bowiem obraca dookoła swej osi, a więc - z wyjątkiem obszarów położonych w zagłębieniach przy biegunach - wszędzie na jego powierzchni regularnie wschodzi i zachodzi Słońce. Tyle że wirowanie naszego satelity zsynchronizowało się z jego obiegiem wokół Ziemi - w ten sposób, że pozostaje on zwrócony cały czas tą samą twarzą w stronę Ziemi.

Chińska sonda Czang'e 4 wylądowała na dnie krateru von Karmana, który znajduje się niedaleko południowego bieguna Księżyca po jego niewidocznej z Ziemi stronie. Ten krater o średnicy ok. 180 km ma dla Chińczyków wielką wartość, zarówno symboliczną, jak i naukową.
Nikt jeszcze nie lądował po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. To dla nas w większości ziemia nieznana, czyli terra incognita. Często jest ona zwana "ciemną stroną Księżyca", ale niesłusznie. Jest ona tak samo oświetlona przez Słońce jak ta strona, którą na co dzień widzimy.
Księżyc się bowiem obraca dookoła swej osi, a więc - z wyjątkiem obszarów położonych w zagłębieniach przy biegunach - wszędzie na jego powierzchni regularnie wschodzi i zachodzi Słońce. Tyle że wirowanie naszego satelity zsynchronizowało się z jego obiegiem wokół Ziemi - w ten sposób, że pozostaje on zwrócony cały czas tą samą twarzą w stronę Ziemi.
Chińska sonda Chang'e 4 wylądowała w czwartek, 3 stycznia, na niewidocznej z Ziemi półkuli Księżyca. To pierwsze lądowanie statku wysłanego z Ziemi na tej półkuli. Chińska telewizja państwowa podała, że sonda Chang’e 4 wylądowała na Księżycu o godzinie 10.26 czasu lokalnego, czyli o godz. 3.26 w Polsce.
Sonda wystartowała 8 grudnia z kosmodromu Xichang w południowo-zachodnich Chinach. Została wyniesiona przez rakietę Długi Marsz 3B.
Niewidoczna z Ziemi półkula Księżyca, w odróżnieniu od tej widocznej stale z naszej planety, jest praktycznie niezbadana.
Sonda Chang’e 4 - zadanie
Przed sondą Chang’e 4 zadanie zbadania powierzchni naturalnego satelity Ziemi. Pozna jego strukturę i skład mineralny, przeprowadzi też testy radioastronomiczne. Niewidoczna strona Księżyca wolna jest od ludzkich zakłóceń radiowych, szumu radiowego powodowanego przez zorze polarne oraz całej jonosfery Niebieskiej Planety. Chińska agencja prasowa Xinhua podała, że łazik może mieć na pokładzie nasiona i jajka jedwabników.
Zdjęcie zrobione przez sondę Chang'e 4 po lądowaniu na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca
Foto: ICHPL Imaginechina/Associated Press / East News Zdjęcie zrobione przez sondę Chang'e 4 po lądowaniu na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca
Agencja Associated Press zaznacza, że pionierskie lądowanie Chang'e 4 pokazuje rosnące ambicje Chin jako potęgi kosmicznej. W 2013 roku Chang'e 3 był pierwszym statkiem kosmicznym, który wylądował na Księżycu od czasu ostatniej radzieckiej sondy kosmicznej Łuna 24, wystrzelonej w 1976 roku w ramach programu Łuna.
Chińskiej agencji kosmicznej pogratulował na Twitterze m.in. Jim Bridenstine, szef NASA:
Ambicje Chin w wyścigu kosmicznym
Chiny starają się doścignąć USA i Rosję w wyścigu kosmicznym. Do 2030 roku chcą stać się światową potęgą w tej dziedzinie. W roku 2019 mają rozpocząć się prace nad załogową chińską stacją kosmiczną.
Program badawczy Chang'e bierze swoją nazwę od chińskiej bogini Księżyca. Pięć lat temu Państwo Środka przeprowadziło misję księżycową z użyciem łazika Yutu (chiń. Jadeitowy Królik). Na start w 2019 roku przygotowywana jest już sonda Chang'e 5, która po raz pierwszy od 1976 roku powróci na Ziemię z próbkami pochodzącymi z Księżyca.
Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna (CNSA) podobno rozważa również przeprowadzenie badawczej misji załogowej na Księżyc oraz wysłanie łazika na Marsa po 2020 roku.
Niewidoczna strona Księżyca
Niewidoczna strona Księżyca nazywana jest tak ze względu na trudności w jej obserwacji, a nie brak światła (wcześniej mówiono o niej "ciemna strona Księżyca" – ale strona niewidoczna z Ziemi bywa oświetlona, np. gdy Księżyc znajduje się w nowiu). Przez synchroniczną rotację naturalnego satelity z Ziemią półkula ta pozostaje względnie niezbadana przez astronomów. Jej powierzchnia ma mieć także inną strukturę niż znana naukowcom strona.
Geolog Harrison Schmidt – członek amerykańskiej misji Apollo 17 z 1972 roku i ostatni człowiek, który postawił stopę na powierzchni Księżyca – chciał, by jego misja wylądowała na jego odwrotnej stronie, ale NASA ostatecznie zdecydowała się na lądowanie na widocznej stronie naszego naturalnego satelity. Jedną z trudności związanych z lądowaniem na odwrotnej stronie Księżyca jest utrudniona łączność z Ziemią.
Pierwsza chińska misja kosmiczna z ludzką załogą odbyła się w 2003 roku. Państwo wysłało astronautów w kosmos jako trzeci kraj na świecie (po USA i ZSRR). Chiny posiadają dwie stacje kosmiczne na orbicie, z czego druga ma być gotowa do pracy w 2022 roku. Chińska Republika Ludowa nie korzysta z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) ze względu na zakazy prawne ze strony USA.
czytaj dalej 
Z POCZTY DO FN: [...] Szanowni Państwo, Mam ciekawą ale bardzo złą i smutną wiadomość. Oto wstęp z artykułu zamieszczonego w portalu Defence 24:
"Japończycy postanowili zerwać ogólnoświatowe porozumienie o zaprzestaniu komercyjnych połowów na wieloryby. Do nierównej walki z tymi największymi na świecie ssakami zostaną zaangażowane zakamuflowane jednostki pływające, uzbrojone w specjalne armaty na harpuny i sonary."
Link: www.defence24.pl/japonia-rozpoczyna-wojnez-wielorybami-niedziela
Pozostawiam to bez komentarza, bo cisną się słowa mocno nieparlamentarne. Może Pan Kapitan coś doda od siebie, jako że był w Japonii i pewnie trochę poznał ten kraj.

Od FN
To oczywiście tragiczna wiadomość, ale tylko takie docierają do nas ze wszystkim zakątków naszej planety w temacie "zabijanie zwierząt". Innych nie ma! Dla ludzi masowe mordowanie istot żywych w celu "zjedzenia ich, a ze skóry zrobienia wielu pożytecznych rzeczy" jest równie naturalne jak to, że po dniu przychodzi noc. Nie ma cienia refleksji, że jest to przejaw największego barbarzyństwa i prymitywizmu, którego kiedyś będziemy się okropnie wstydzić...
Japonia jest częścią Azji, a tam niestety jest mentalność w traktowaniu sprawy "żywego, chodzącego lub pływającego mięsa" tak niezwykle brutalna, że dosłownie zatyka dech w piersiach... szkoda nawet pisać o szczegółach. Na koniec jedna informacja, która powinna wszystkim uświadomić skalę problemu, przed jakim stajemy jako cywilizacja po przekroczeniu cienkiej, czerwonej linii "przeludnienia planety".
Ilość ludzi na świecie jest taka, że w ciągu kolejnych 5 lat będziemy musieli wyprodukować tyle żywności, ile na Ziemi wytworzono... od początku istnienia człowieka!
I jeszcze jedna wiadomość: gdyby wszyscy ludzie na Ziemi mieliby się odżywiać na poziomie Europejczyków czy Amerykanów, to - według naukowców - potrzeba by było dwóch takich planet jak Ziemia, gdyż nasza planeta nawet po wycięciu wszystkich lasów i zamianie ich w pastwiska dla bydła (tak się dzieje teraz w Brazylii) nie będzie w stanie wyprodukować tak ogromnej góry mięsa i innych produktów potrzebnych do zaspokojenia rosnących potrzeb kolejnych "fal ludzkości", które przelewają się przez Ziemię... to nie zakończy się dobrze i to stanie się szybciej, niż komukolwiek mogło się nawet śnić. Co mamy na myśli? To, czyli pierwsze dramatyczne konsekwencje wyczerpywania się możliwości naszej planety do wyżywienia takiej liczby ludzi. Na razie trwa sielanka, ale pierwsze zwiastuny nadciągającego Armagedonu już są...
* Szacuje się, że w XVIII w.p.n.e. na świecie żyło około 5 mln ludzi. Światowa populacja przekroczyła miliard mieszkańców dopiero w czasie rewolucji przemysłowej, około 1800 roku. W ciągu kolejnych 130 lat liczba ludzi na świecie podwoiła się i przekroczyła 2 mld. W 1987 roku populacja globu wynosiła już 5 mld. Liczba ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi szacuje się na około 108 miliardów, z czego około 7 proc. żyje obecnie.

czytaj dalej 
Niebo w Nowym Jorku rozjaśniło się w czwartek wieczorem niebieską poświatą. Spektakularne zjawisko wywołał wybuch transformatora w Astorii, czyli części nowojorskiego okręgu Queens.
Wybuch, który doprowadził do powstania jasnoniebieskiej poświaty, nastąpił około godziny 21 czasu lokalnego. Jak stwierdził Bob McGee, rzecznik firmy energetycznej Con Edison, do której należy transformator, przyczyną eksplozji i małego pożaru był prawdopodobnie tak zwany łuk elektryczny. Jest to ciągłe wyładowanie elektryczne, do którego najczęściej dochodzi na skutek zwarć. Dokładna przyczyna wybuchu transformatora nie jest jednak jeszcze znana.
Inwazja kosmitów
- Nastąpił huk i błysk światła - powiedział w piątek Jim Long, rzecznik prasowy nowojorskiej straży pożarnej. Przyznał, że obecnie wszystko jest pod kontrolą, jednak strażacy jeszcze wczesnym rankiem w piątek odbierali telefony od mieszkańców okolicy, którzy pytali, co się wydarzyło.
W mediach społecznościowych pojawiły się materiały z jasno rozświetlonym nocnym niebem nad Nowym Jorkiem. Niektórzy sugerowali, że to inwazja kosmitów.
- Myślałem, że UFO trafiło w Con Edison - stwierdził Joe Calderone, mieszkaniec Nowego Jorku.
Awarie i opóźnienia
Wybuch i niewielki pożar spowodowały kilka awarii elektrycznych, utrudnienia w kursowaniu pociągów miejskich oraz pozbawiły prądu port lotniczy Nowy Jork-LaGuardia. Kilka lotów zostało anulowanych, a wiele miało opóźnienia. Komplikacje w kursowaniu samolotów mogą pojawić się jeszcze w piątek.
Źródło: Reuters


czytaj dalej 
Po raz kolejny nad Irlandią zgłoszono obserwację niezidentyfikowanego pojazdu latającego czyli UFO.
To już trzeci raz, kiedy nad Irlandią w ostatnich tygodniach zaobserwowano Niezidentyfikowany Obiekt Latający. W listopadzie kilku pilotów zgłosiło, że widzieli UFO w przestrzeni powietrznej nad Irlandią nad miastem Kerry.
Niedługo potem UFO było widziane nad Crumlin i lotniskiem w Dublinie. Obiekt został opisany jako bardzo jasne światło zmierzające w różnych kierunkach z bardzo dużą prędkością.
26 grudnia 2018 portal Dublin Live przytoczył słowa mężczyzny, który twierdzi, że nagrał UFO nad Dublinem. Świadek myślał, że zaobserwował meteor, ale szybko się zorientował, że ma do czynienia z UFO.
Według jego relacji obiekt nie był ani dronem, ani samolotem. Nie wydawał także żadnego dźwięku. Zmieniał jednak swój kształt. Mężczyzna twierdzi, że obiekt nadleciał z Howth i przypominał wrzeciono, lecz nad Clonshaugh był już okrągły. Obiekt miał kolor pomarańczowy i dookoła niego były światła. Po dwóch minutach światła zgasły i obiekt zniknął z nieba.

czytaj dalej 
[...] Witam, Jadąc samochodem autostradą a4 z Wrocławia do Opola, pod Wrocławiem zauważono dość mocno oświetlony obszar ziemi i nieba. Kolor światła żółtawo-pomarańczowy. Data zdarzenia: 26.12.2018r godz. 17:21. Nagranie zdarzenia w załączniku.
Pozdrawiam.
[...]
Tak wygląda screen z przesłanego filmu.

... poniżej film przesłany przez świadka.

Poniżej wyjaśnienie zagadki:
Witam Fundację!
Szanowni Państwo,
ta poświata, to najprawdopodobniej oświetlenie kilku hektarów szklarni położonych w Siechnicach pod Wrocławiem przy Drodze krajowej 94.
Parę kilometrów od DK 94 przebiega równoległa do niej autostrada A4.
Proszę spojrzeć:
https://www.google.com/maps/place/Siechnice/@51.0138358,17.0921801,10739m/data=!3m1!1e3!4m5!3m4!1s0x470fdc60b4e11515:0x488d6b6ffb56126c!8m2!3d51.0308895!4d17.1437027
Pozdrawiam
Kazimierz
Tak jak pisałem: to oświetlenie szklarni.
:) Kazimierz




czytaj dalej 
Tysiące krystalicznych kwiatów pojawiło się we wtorek na jeziorze Valdai w północno-zachodniej Rosji. Jak wyjaśnił dyrektor Parku Narodowego Valdai Nikołaj Sokołow do zjawiska przyczynił się nagły spadek temperatury. Dla porównania, tak właśnie wygląda jezioro Valdai w zimie.
„Zaledwie wczoraj, w Valdai, mieliśmy mały minus, a dzisiaj termometry pokazywały już -20” – powiedział Sokolov. Dodał, że przez wszystkie swoje 24 lata pracy w Valdai był to pierwszy raz, kiedy mógł być świadkiem tak zadziwiającego i pięknego widoku. „To coś naprawdę pięknego i cudownego, jak z bajki” – dodał.
Aby zjawisko miało miejsce, potrzeba idealnych warunków: woda w jeziorze musi być wystarczająco ciepła, by wciąż płynęła, a nagły napływ zimnego powietrza tworzy lód blisko powierzchni.
Woda docierająca na powierzchnię cienkiego lodu szybko się wychładza i zamarza, tworząc krystaliczne płatki, a proces powtarza się. W niektórych przypadkach powstają „kwiaty”, które mają kilka centymetrów wysokości.
Zjawisko to było jednak krótkotrwałe, gdyż silniejszy wiatr, wzrost temperatury oraz obfite opady śniegu sprawiły, że niezwykłe kwiaty znikły z widoku niemal tak szybko, jak się pojawiły.
Źródło: rt.com
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Warto być uważnym i patrzeć w niebo
Archiwalne audycje FN
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie