Zanim skończyłam 10 lat, miewałam przebłyski dotyczące istnienia reinkarnacji. Widziałam energie astralne, czułam świat duchowy i miałam kolorowe, żywe sny, których nie do końca rozumiałam. Nikt w mojej rodzinie nie interesował się szczególnie tym, co mówiłam.
Byłam wrażliwym dzieckiem i już w wieku przedszkolnym zaczęłam zadawać pytania, które dobrze pamiętam do dziś. Pytałam mamę i babcię, co było, zanim weszłam do brzuszka, oraz którędy wychodzi się z ciała w momencie śmierci, aby wrócić do Boga.
Kiedy słyszałam, że nic nie ma, czułam, że to nieprawda - przecież pamiętałam biało-złotą przestrzeń, z której przyszłam. Gdy zadawałam dziwne pytania, rodzice patrzyli na mnie z dezorientacją. W zasadzie nikogo nie obchodziły „bzdury”, o których opowiadałam. Powtarzałam na przykład, że przyszłam tutaj, aby komuś pomóc i kogoś odnaleźć. W mojej głowie często pojawiały się pytania: kim jestem i co tutaj robię?
Jedną z moich ulubionych zabaw było budowanie dużych piramid z klocków. Ustawiałam je obok siebie i kontynuowałam ten rytuał niemal codziennie przez wiele miesięcy. Myślę, że nie była to przypadkowa zabawa – wręcz przeciwnie, odbijała moją pamięć reinkarnacyjną. Na pytanie babci, co robię jako cztero- czy pięcioletnie dziecko, odpowiadałam, że buduję „schody do nieba”.

Od najmłodszych lat towarzyszyło mi również wyraźne wspomnienie momentu „poza ciałem”, który miał miejsce, gdy byłam jeszcze noworodkiem. Rozmyślałam o nim już w przedszkolu.
Unosiłam się nad dobrze znanym mi osiedlem w moim mieście. Miałam wrażenie, że jestem jedynie małym punktem świadomości – jakby samymi oczami. Obraz był czarno-biały, a przemieszczanie przypominało zmianę klatek w filmie. W jednej chwili znajdowałam się tam, gdzie kierowałam myśl.
W pewnym momencie postanowiłam zlecieć w dół. Z dużym impetem „wpadłam” w swoje niemowlęce ciało leżące w wózku. Mama stała odwrócona tyłem, oparta o barierki mostu nad rzeką.
W chwili, gdy znalazłam się w tym małym ciele, zaczęłam płakać. Wtedy mama podeszła do mnie i wzięła mnie na ręce.
W dorosłym życiu opowiedziałam jej o tej sytuacji. Okazało się, że doskonale ją kojarzyła i była zaskoczona tym, co mówię. Odpowiedziała:
– Dziecko, to prawda. Pamiętam tę sytuację, bo byłam wtedy zamyślona i przygnębiona. Odwróciłam się i podeszłam do ciebie, bo zaczęłaś kaszleć. Myślałam, że się krztusisz. To rzeczywiście było nad rzeką, na moście. Miałaś wtedy kilka miesięcy.
Mama była zdziwiona, że pamiętałam jej fryzurę, kolor sukienki, kocyka i wózka.
W wieku 7 lat ogromne wrażenie zrobił na mnie jeden z odcinków serialu Z Archiwum X. Od razu poczułam, że to, co zobaczyłam, ma sens – jakby ta historia rezonowała ze mną na głębszym poziomie.
Odcinek opowiadał o chłopcu żyjącym w trudnej rodzinie, zaniedbywanym przez rodziców. Był osamotniony i nieśmiały, a mama często wymierzała mu kary, na które nie zasługiwał. Pewnego dnia zaprzyjaźnił się z kobietą mieszkającą na pobliskim osiedlu. Była dla niego życzliwa i interesowała się jego losem. Kobieta była w ciąży.
Któregoś dnia chłopiec, wybiegając z domu, wpadł pod samochód. Trafił do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie. W tym samym czasie wspomniana kobieta została przyjęta na oddział, ponieważ rozpoczął się poród. W odcinku pokazano wędrówkę duszy bohatera, który po śmierci wcielił się w jej nowo narodzone dziecko. Od tej pory znalazł się przy kochającej matce, która długo na niego czekała.
Historia ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Byłam na początku szkoły podstawowej i poczułam, że reinkarnacja musi być faktem.
W wieku 8–9 lat zaczęłam doświadczać epizodów widzenia aury wokół swojego ciała i innych osób. Pojawiały się u mnie bóle głowy oraz mrowienie w okolicy tzw. trzeciego oka. Drażniły mnie ostro zakończone przedmioty – noże czy kanty mebli. Gdy bawiłam się na podłodze, odczuwałam dyskomfort w okolicach oczu i czoła, kiedy moja głowa zbliżała się do twardych krawędzi.
Pierwszy raz zobaczyłam aurę w szkole. Kiedy nauczycielka pisała flamastrem na białej tablicy, widziałam wokół niej kolorową poświatę lub lejki wychodzące z jej uszu i gardła. Początkowo patrzyłam na to spontanicznie, nie rozumiejąc, że jest to coś niecodziennego.
Aurę widziałam także nocą. Gdy kiedyś byłam chora, tata przyniósł mi lekarstwa. W ciemnym pokoju zobaczyłam przyczepiony do jego głowy biały lejek o długości około 20 cm. Obserwowałam go przez kilka minut. Dziś wiem, że były to czakry, a nie mój wymysł czy urojenie.
Innym wyraźnym doświadczeniem była sytuacja u koleżanki. Nie miałam wtedy więcej niż 10 lat. Nagrywałyśmy układ taneczny na kasetę wideo. W pewnym momencie koleżanka postanowiła umyć włosy, aby lepiej wyglądać. Poszłyśmy do łazienki. Nachyliła się nad umywalką i odkręciła wodę, a ja radośnie podskakiwałam za nią, patrząc w duże lustro. Byłam wtedy bardzo szczęśliwa.
Nagle, gdy wspięłam się na palce, zobaczyłam, jak z okolicy mojej klatki piersiowej dynamicznie wydobywa się gęsty, zielony dym, który następnie unosi się nad głowę i rozlewa na boki niczym fontanna. Wyglądało to tak, jakby coś otworzyło się z innej przestrzeni i otuliło moje ciało. Był to najintensywniejszy epizod widzenia aury w moim życiu – sięgała około 30–40 cm i była w ciągłym ruchu.
Zaniemówiłam. Pierwszą myślą było to, że jest to jakiś duch. Zjawisko trwało około minuty. O tej i innych sytuacjach nie powiedziałam nikomu.
Były to czasy, gdy nie było jeszcze swobodnego dostępu do internetu, dlatego ze swoim zagubieniem i emocjami pozostawałam sama. Minęło wiele czasu, zanim zdobyłam informacje, które uporządkowały moje doświadczenia.
Około 13. roku życia zaczęłam szukać odpowiedzi w książkach, między innymi w pobliskiej bibliotece. Trafiłam tam na publikacje dotyczące nie tylko UFO, lecz także innych zjawisk niewyjaśnionych, co pomogło mi stopniowo poukładać wątpliwości.
Ciągłość tych niezwykłych doświadczeń sprawiła, że nie zapomniałam o tym, co dla mnie ważne. W wieku kilkunastu lat intensywnie zainteresowałam się ezoteryką i rozwojem duchowym, aby samodzielnie odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania.
Na zakończenie chciałabym podzielić się refleksją dotyczącą wrażliwości małych dzieci. Wiele z nich rodzi się z otwartym sercem i umysłem - są jak czyste odbiorniki, które wciąż pamiętają świat duchowy, z którego przyszły. Nie mają jeszcze filtrów narzuconych przez dorosłych - społecznych norm, sceptycyzmu czy lęku przed „dziwnością”.
Ich pytania, wizje i odczucia, podobnie jak moje w dzieciństwie, płyną prosto z duszy, ponieważ nie oddzieliły się jeszcze od źródła, z którego wszyscy pochodzimy.
Jednak w okresie socjalizacji, gdy zaczynają chodzić do szkoły i uczą się zasad tego świata, wiele z nich stopniowo zapomina. Dorośli i otoczenie często wmawiają im, że to „tylko wyobraźnia”, a codzienne obowiązki - nauka, zabawa i dostosowanie się - zagłuszają subtelne głosy duszy.
Z czasem dar ten przygasa, a jeśli nie jest pielęgnowany, umysł uczy się skupiać wyłącznie na tym, co materialne. Pamięć o snach, aurze i innych wymiarach zostaje wyparta.