Dziś jest:
Niedziela, 19 listopada 2017

"Nie należy mylić prawdy z opinią większości" J. Cocteau

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




FUNDACJA NAUTILUS W KATOWICKIM SPODKU - 22-23 czerwca 2013, PASJONATY 2013
Nie, 30 cze 2013 18:12 komentarze: brak czytany: 494x

To była spotkanie ludzi z "prawdziwą pasją"! W słynnym "Katowickim Spodku" odbyła się impreza Pasjonaty`2013, na którą zostaliśmy zaproszeni, gdyż organizator dostrzegł w naszej działalności pasję czystą jak kryształ... i bardzo słusznie, bo tak dokładnie jest. W Katowicach byli przedstawiciele wszystkich możliwych działalności uważanych powszechnie za pasje, a wśró.......

czytaj dalej

To była spotkanie ludzi z "prawdziwą pasją"! W słynnym "Katowickim Spodku" odbyła się impreza Pasjonaty`2013, na którą zostaliśmy zaproszeni, gdyż organizator dostrzegł w naszej działalności pasję czystą jak kryształ... i bardzo słusznie, bo tak dokładnie jest. W Katowicach byli przedstawiciele wszystkich możliwych działalności uważanych powszechnie za pasje, a wśród nich nasze skromne stoisko. Na pytanie:

- A jaka jest wasza pasja? - odpowiadaliśmy:

- Zbieranie opowieści ludzi o spotkaniu z czymś, czego nie potrafili wytłumaczyć!

Oto kilka zdjęć wykonanych w trakcie Pasjonatów`2013.

WYDAWAŁO SIĘ, ŻE NIE PRZYWIEŹLIŚMY NICZEGO SZCZEGÓLNEGO, ALE... USTAWIANIE NASZEJ EKSPOZYCJI ZAJĘŁO KILKA GODZIN!

 

MATEUSZ ZAWIESZA MODEL, KTÓRY ZOSTAŁ PRZYWIEZIONY DO BAZY FN ZE SŁYNNEGO PARKU ERICHA VON DANIKENA.

 

 

O TYM, CZYM ZAJMUJE SIĘ FUNDACJA NAUTILUS, INFORMOWAŁY NAPISY WYŚWIETLAJĄCE SIĘ NA SPECJALNIE W TYM CELU ZAKUPIONEJ PRZEZ NAS TABLICY.

 

 

 DO KATOWIC PRZYWIEŹLIŚMY TAKŻE KILKA DROBIAZGÓW Z NASZEGO ARCHIWUM, KTÓRE NIGDY NIE OPUSZCZAŁY BAZY FN.

 

 

KATOWICKI SPODEK IDEALNIE NADAWAŁ SIĘ NA SPOTKANIE WSZELKICH PASJONATÓW.

 

TO BYŁO JEDNO Z NAJWIĘKSZYCH STOISK - STARE SAMOCHODY KOLEKCJONOWANE PRZEZ MIŁOŚNIKÓW MOTORYZACJI.

 

BYŁY TAKŻE MODELE SAMOLOTÓW, A TAKŻE LATAJĄCY STEROWIEC Z KAMERĄ WIDEO.

 

 

NIE MOGŁO ZABRAKNĄĆ TAKŻE MODELI POCIĄGÓW.

 

NIE TYLKO MOŻNA JECHAĆ NA JEDNEJ WROTCE, ALE TAKŻE PRZY OKAZJI... ŻONGLOWAĆ PIŁECZKAMI!

 

ŻOŁNIERZ WERMACHTU, A OBOK JEGO JENIEC - ŻOŁNIERZ RADZIECKI Z CZASÓW PLANU BARBAROSSA (1941).

 

I JESZCZE BYŁA PIELĘGNIARKA, NICZYM ŻYWCEM WYJĘTA Z FRONTOWEGO SZPITALA WERMACHTU.

 

OBAJ ŻOŁNIERZE ODWIEDZALI CZĘSTO NASZE STOISKO.

 

 

PAMIĄTKOWE ZDJĘCIE "PASJONATÓW". MIMO RÓŻNYCH PASJI - COŚ NAS WSZYSTKICH ŁĄCZYŁO...

 

 

 TYM NIEZWYKŁYM POJAZDEM MOŻNA PORUSZAĆ SIĘ PO TORACH. WEDŁUG AUTORA "ELEKTRYCZNEJ DREZYNY" NAJWIĘKSZYM PROBLEMEM SĄ ZŁODZIEJE TORÓW.

 

OBOK NASZEGO STOISKA SWOJE KRÓLESTWO MIAŁ TOMEK. JEGO PASJA? SZTUKA PRZEŻYCIA W DZIKIEJ PRZYRODZIE.

 

NA GŁÓWNEJ SCENIE CAŁY CZAS ODBYWAŁY SIĘ WYKŁADY I PREZENTACJE.

 

DO NASZEGO STOISKA PODESZŁA GRUPA POSTAPOKALIPTYCZNA "OUT-POST". NIEZWYKLE BARWNI LUDZIE, TWORZYLI FANTASTYCZNY KLIMAT NA CAŁEJ IMPREZIE... MAMY WOBEC NICH POWAŻNE PLANY NA 2014 ROK. 

 

 

 W PEWNYM MOMENCIE GRUPA POSTAPOKALIPTYCZNA "UPROWADZIŁA" NASZEGO ALIENA.

 

 

 PAMIĄTKOWE ZDJĘCIE Z "ALIENEM". WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA ŚWIETNE STROJE CAŁEJ POSTAPOKALIPTYCZNEJ EKIPY.

 

PODCZAS POWROTU Z "UPROWADZENIA" NASZ ALIEN ODWIEDZIŁ KILKA INNYCH STOISK PASJONATÓW.

 

ZAKUPILIŚMY GO 15 LAT TEMU W SZWECJI, ABY STAŁ SIĘ JEDNĄ Z GWIAZD SPOTKANIA "PASJONATÓW" W KATOWICKIM SPODKU.

 

NASZ POJAZD BYŁ ZAPARKOWANY TUŻ OBOK KATOWICKIEGO SPODKA.

 

WIECZOREM PRZYGOTOWALIŚMY MAŁĄ KOLACJĘ. POTEM DOTARLI DO NAS INNI PASJONACI.

 

NASTĘPNEGO DNIA RANO WARTO SPRAWDZIĆ POCZTĘ E-MAIL...

 

... CHOĆ WYGLĄDAŁO TO DOŚĆ OSOBLIWIE.

 

 

NAD NASZYM STOISKIEM BARDZO CZĘSTO UNOSIŁ SIĘ JEDEN Z NASZYCH LATAJĄCYCH DRONÓW.

 

Spotkanie było naprawdę znakomicie zorganizowane, spędziliśmy wspaniałe dwa dni w Katowicach, poznaliśmy wielu niezwykłych ludzi... dziękujemy wszystkim i do zobaczenia za rok!

/PONIŻEJ ZAPIS WIDEO NAGRANY PRZEZ KAMERY NASZEGO DRONA/ 

 

 http://www.youtube.com/watch?v=MMWxo1xJTYs

 

 

SKOMENTUJ TEN TEKST W HYDEPARKU FN - KLIKNIJ NA LINK! 



zwiń tekst



BYŁEM W PIEKLE, TERAZ PRZEŚLADUJĄ MNIE DEMONY...
Nie, 16 cze 2013 20:45 komentarze: brak czytany: 570x

 Historia jest makabryczna, została opisana i opublikowana w sieci. Dotyczy 31-letniego mężczyzny, który trafił do szpitala psychiatrycznego. Oczywiście zawsze można "wyśmiać i wydrwić", bo choroba psychiczna i wiadomo, ale z drugiej strony dobrze wiemy, że obecność demonów w naszej rzeczywistości to nie są bajdurzenia naiwnych ludzi wierzących w "gusła i zabobony.......

czytaj dalej

 Historia jest makabryczna, została opisana i opublikowana w sieci. Dotyczy 31-letniego mężczyzny, który trafił do szpitala psychiatrycznego. Oczywiście zawsze można "wyśmiać i wydrwić", bo choroba psychiczna i wiadomo, ale z drugiej strony dobrze wiemy, że obecność demonów w naszej rzeczywistości to nie są bajdurzenia naiwnych ludzi wierzących w "gusła i zabobony". To całkiem realne zjawisko.

 

31-letni Clifford Hoyt odniósł poważne obrażenia w wypadku samochodowym w roku 1999. Po odzyskaniu przytomności opowiedział przerażonej pielęgniarce, że umarł i trafił do piekła. Ze szczegółami opisał tortury i cierpienia, jakich doświadczył. Odmówił pomocy psychologicznej i został zwolniony ze szpitala.

Kilka tygodni później sąsiedzi zaczęli skarżyć się gospodarzowi domu na dziwną muzykę, którą słychać było z mieszkania Hoyta przez całą noc. Gospodarz odnalazł Clifforda w takim stanie, jaki widać na zdjęciu. Hoyt był przytomny i nie zgodził się na wezwanie policji. Zaniepokojony stanem mieszkania, gospodarz zrobił zdjęcia, między innymi to widoczne powyżej. Następnie skontaktował się z rodziną Hoyta, która z kolei wezwała odpowiednie służby.

Clifford utrzymywał, że demony z piekła wciąż usiłują go porwać. Tłumaczył, że puszczał muzykę, aby je odstraszyć. Wychodził z domu tylko na krótko, aby zaopatrzyć się w podstawowe produkty, w tym duże bloki lodu, którym łagodził uczucie pieczenia na całym ciele.

Lekarze tłumaczą stan Clifforda obrażeniami mózgu odniesionymi podczas wypadku. Hoyt przebywa obecnie w szpitalu psychiatrycznym w Maryland.

żródło: http://grizzlytales.tumblr.com/post/7278176650/clifford-hoyt-age-31-suffered-serious-injuries



zwiń tekst



NIEJASNE SPRAWY Z JASNOWIDZEM
Śr, 12 cze 2013 20:46 komentarze: brak czytany: 574x

 W miesięczniku POLICJA 997 (wewnętrzne pismo policji) ukazał się bardzo ciekawy tekst dotyczący współpracy policji z jasnowidzami, a zwłaszcza z jednym - Krzysztofem Jackowskim. Z lektury tekstu jasno wynika, że policjanci przyznają często, że jasnowidz okazywał się zaskakująco skuteczny. Niezwykłe jest to, że tekst ukazał się praktycznie równocześnie wraz z publikacją.......

czytaj dalej

 W miesięczniku POLICJA 997 (wewnętrzne pismo policji) ukazał się bardzo ciekawy tekst dotyczący współpracy policji z jasnowidzami, a zwłaszcza z jednym - Krzysztofem Jackowskim. Z lektury tekstu jasno wynika, że policjanci przyznają często, że jasnowidz okazywał się zaskakująco skuteczny. Niezwykłe jest to, że tekst ukazał się praktycznie równocześnie wraz z publikacją w Gazecie Wyborczej "Jasno widać, że to ściema". Czytając oba teksty można odnieść wrażenie, że autorzy każdego z nich pisali o temacie "Jasnowidze i Policja" w dwóch różnych światach...

Zwrócił na ten fakt uwagę autor tekstu w portalu Wiadomości24:

TEKST O JACKOWSKIM W PORTALU WIADOMOSCI24 - kliknij na link!

 



zwiń tekst



PERPETUM MOBILE CZYLI JAK ZATRZYMAĆ CZAS
Sob, 8 cze 2013 17:50 komentarze: brak czytany: 440x

W lutym 2012 r. Frank Wilczek - laureat Nagrody Nobla z dziedziny fizyki - zaskoczył świat nauki dziwną i wydawać by się mogło niemożliwą do realizacji teorią. Mający polskie korzenie naukowiec przedstawił pomysł, który - odpowiednio rozwinięty - może doprowadzić do budowy pierwszego na świecie perpetuum mobile, czyli maszyny poruszającej się w nieskończoność. Fizyk przekonuje, że materia może.......

czytaj dalej

W lutym 2012 r. Frank Wilczek - laureat Nagrody Nobla z dziedziny fizyki - zaskoczył świat nauki dziwną i wydawać by się mogło niemożliwą do realizacji teorią. Mający polskie korzenie naukowiec przedstawił pomysł, który - odpowiednio rozwinięty - może doprowadzić do budowy pierwszego na świecie perpetuum mobile, czyli maszyny poruszającej się w nieskończoność.

Fizyk przekonuje, że materia może uformować "kryształ czasu", którego struktura nie będzie powtarzać się w przestrzeni, jak w typowym krysztale, a w czasie. Odkrycie takiego tworu diametralnie odmieniłoby oblicze współczesnej fizyki, gdyż wyjaśniłoby naturę wszechświata.

Frank Wilczek nie jest pierwszym lepszym, szalonym naukowcem, który nie ma merytorycznych podstaw do wysnuwania nietypowych teorii. Za pracę wykonaną wspólnie z Davidem Politzerem i Davidem Grossem, Wilczek w 2004 r. został uhonorowany najwyższym naukowym odznaczeniem, czyli Nagrodą Nobla. Dotyczyła ona asymptotycznej swobody w teorii silnych oddziaływań między cząstkami elementarnymi. Cząstki, o których tu mowa to najbardziej podstawowe cegiełki materii, czyli kwarki, zaś występujące między nimi oddziaływania to siły sprawiające, że jądro atomu, które jest 100 000 razy mniejsze od samego atomu, nie rozpada się. Asymptotyczna swoboda to zjawisko, które objawia się tym, że gdy kwarki są blisko siebie, w odległości dużo mniejszej niż 1 fm (femtometr), zachowują się jakby były swobodne, ale gdy oddalają się od siebie, oddziaływanie pomiędzy nimi staje się coraz silniejsze. W przypadku oddziaływania elektromagnetycznego czy sił grawitacji jest na odwrót. Swoboda asymptotyczna została teoretycznie przewidziana już 31 lat temu.

Cały tekst można znaleźć klikając na link:

http://nt.interia.pl/technauka/news-perpetuum-mobile-czyli-jak-zatrzymac-czas,nId,978180



zwiń tekst



DZIWNE SNY I DAR...
Śr, 5 cze 2013 09:45 komentarze: brak czytany: 557x

4 czerwca 2013 otrzymaliśmy e-mail zatytułowany: Dziwne sny i dar.. WitamOd niedawna zaczęłam się interesować Państwa stroną. Uważam że jest bardzo ciekawa i daje dużo do myślenia w dziedzinie życia po śmierci i nie tylko. Jeśli Państwo pozwolą chciałabym się podzielić moimi doświadczeniami w kierunku dziwnych snów i daru który pojawił się w 2005 roku po śmierci Jana Pawła .......

czytaj dalej

4 czerwca 2013 otrzymaliśmy e-mail zatytułowany: Dziwne sny i dar.. 

Witam

Od niedawna zaczęłam się interesować Państwa stroną. Uważam że jest bardzo ciekawa i daje dużo do myślenia w dziedzinie życia po śmierci i nie tylko. Jeśli Państwo pozwolą chciałabym się podzielić moimi doświadczeniami w kierunku dziwnych snów i daru który pojawił się w 2005 roku po śmierci Jana Pawła II.   Wszystko zaczęło się gdy zmarł nasz Kochany Papież Jan Paweł II.

Wtedy to wiele razy przychodził do mnie we śnie.

 

Sny te były tak realne że wydawało mi się to dziwne i niemożliwe.

 Ostatni raz (nie chcę się pomylić, ale to był 2007 rok) przyszedł do mnie we śnie jako starszy schorowany człowiek (wcześniej śnił mi się w wieku 50 lat-początek pontyfikatu) i uczynił znak krzyża na moim czole,po czym już więcej się w snach nie pojawił.I wtedy się zaczęło... dostałam dar pisania wierszy napisałam w sumie ponad 100.

 

Zaczęłam się interesować wiarą, bardziej zaczęłam ją pogłębiać, przeczytałam sporo książek związanych z objawieniami i świętymi. Czułam jak jestem bliżej Boga, czułam Jego miłość i opiekę jednak zły też się zaczął pojawiać i mnie straszyć.Czułam lęk jednak z drugiej strony opiekę Boga.Te zainteresowania trwały mniej więcej do roku 2007 roku. Później poznałam mojego obecnego męża i byłam w trakcie studiowania. To wszystko zaczęło się odsuwać, coraz to dalej i dalej aż w końcu zaprzestałam się tym tak bardzo interesować.

  

Jestem osobą wierzącą i kocham Boga, jednak nie jestem osobą, która chodzi do Kościoła.Moje zainteresowania Bogiem i paranormalnymi wydarzeniami są raczej bardzo osobiste i nie ograniczające się tylko i wyłącznie chodzeniem do Kościoła.Jednak zmierzam do snów które zaczęły się pojawiać w 2008 roku...  Byłam wtedy po bardzo skomplikowanej operacji i miałam małe szanse na zajście w ciążę.Jednak nie wierzyłam w to co mówią mi lekarze, byłam pewna że będę mogła mieć dzieci, coś mi mówiło wewnętrznie że zostanę mamą.

 

 

Tak też się stało w marcu 2009 roku urodziłam córeczkę. Jednak 2 tyg przed tym jak dowiedziałam się że jestem w ciąży miałam niesamowity sen, śniła mi się dziewczynka o jasnych włosach (wiek ok.5 lat) która przyniosła mi bukiet kwiatów i powiedziała "mamusiu to dla Ciebie"... byłam oszołomiona tym snem który powtarzał się także już w okresie ciąży. Teraz to wszystko jest jasne dla mnie, gdy już córka jest na świecie, do dzisiejszego dnia zawsze(jeśli jesteśmy na spacerze) zrywa mi kwiatki i mówi "to dla Ciebie mamusiu".Robi to nie raz nie dwa tylko zawsze kiedy jesteśmy na podwórzu.

 

Teraz z innej bajki... Rok po urodzeniu córki, zaczął nasilać się ból związany z chorobą na którą cierpiałam przed operacją,byłam załamana nie mogłam normalnie funkcjonować-a przecież miałam roczną córkę na wychowaniu.. Prosiłam Boga by mi pomógł.

Zostałam wysłuchana, ponieważ we śnie przyszedł do mnie Pan Jezus (tak to czułam wewnętrznie że to On),sen pamiętam do dzisiaj,leżałam na łóżku a On usiał i położył rękę mi na brzuchu, twarzy Jego nie widziałam , pamiętam natomiast Jego ciemne włosy do ramion i białą sutannę w którą Był ubrany, był bardzo skupiony a ja od tamtej pory nie mam bóli, a choroba się już więcej nie pojawiła.  Inne sny zaczęły mnie nawiedzać, gdy urodziłam córkę mianowicie były to sny o trąbach powietrznych, które śnią mi się do dzisiaj, nie rozumiem dlaczego tak się dzieje- czy ktoś chce mi coś przekazać lub mnie ostrzec??

Czy to będzie dotyczyło mojej osoby w przyszłości??Chcę Państwa wsparcia i zainteresowania w tej sprawie??Czy moglibyście mi pomóc w rozwikłaniu tych snów??W sumie miałam ich kilkanaście, tych o tornadach oczywiście. Pozdrawiam serdecznie

Sylwia

 

 

CZEKAMY NA PAŃSTWA OPINIE O TYM TEKŚCIE, ZAPRASZAMY DO HYDEPARK FN!



zwiń tekst



MOJE SNY
Nie, 2 cze 2013 09:48 komentarze: brak czytany: 465x

 Ten tekst jest opisem snów, jaki przysłała do nas czytelniczka ze Śląska.                                                     .......

czytaj dalej

 Ten tekst jest opisem snów, jaki przysłała do nas czytelniczka ze Śląska.

                                                                                                                                                                                                                       Tychy, 30.04.2013 r. 

 Witam, Przez przypadek weszłam na Waszą stronę i muszę powiedzieć,
że przeżyłam szok od kilkunastu lat szukam wyjaśnienia moich snów i nikt mi w tym nie mógł pomóc a tu tylu ludzi zmaga się z tym samym problemem.
 Mam teraz 44 lata a wszystko zaczęło się gdy skończyłam 15 lat.Któregoś dnia przyśniła mi się kaplica w której widziałam 2 trumny, jedna była zamknięta a w drugiej leżał mężczyzna ubrany w czarny garnitur
 z siwymi włosami, twarzy nie widziałam była zamglona. Przed kaplica stał ksiądz z biblia w ręku i dwoma wilczurami, które stały na dwóch łapach i opierały się o płot. Byłam tym widokiem przerażona  podeszłam do tego Księdza a on  mi powiedział , że mam się wyspowiadać już czas. Po czym się obudziłam. O wszystkim opowiedziałam mojej mamie była przerażona. Za dwa tygodnie zmarł mój dziadek na zawał serca , jak przyjechaliśmy do kaplicy to wpadłam w histerię bo zobaczyłam tą sama kaplicę co we śnie i taką sama trumnę a dziadek miał siwe włosy i ubrany był w czarny garnitur to był dla mnie koszmar. Po śmierci dziadka strasznie płakałam, bardzo za nim tęskniłam i dwa tygodnie po śmierci dziadek mi się przyśnił chwycił mnie za rękę i powiedział, że bardzo mnie kocha ale mam za nim nie płakać bo musi chodzić po wodzie a bolą go nogi i ma reumatyzm.

Powiedział mi, że jest szczęśliwy i tam gdzie jest,  jest bardzo pięknie i kiedyś mi pokarze to miejsce ale musi już odejść widziałam jak otwarły się drzwi i dziadek wyszedł do parku pełnego jesiennych liści przy czym wiał silny wiatr i drzwi zatrzęsły się za dziadkiem. Obudziłam się byłam zlana łzami i potem a rękę miałam jak sopel lodu mama przybiegła z pokoju i powiedziała mi czemu tak trzaskam drzwiami jak Jej to opowiedziałam to się popłakała. Następny taki sen miałam 31.12.1998 roku w Sylwestra śniło mi się , że byłam w kaplicy z moja córką miała komunię i przerwano nam uroczystość bo do kaplicy zbliżały się dwie trumny, które nieśli moi znajomi i wujek, byłam przerażona postanowiłam przejść do innej Sali , a jak ja otwarłam to zobaczyłam młoda parę i ślub.W styczniu 99 r. zmarł mój wujek na raka , którego wcześniej nie wykryto, w marcu mój kuzyn dostał wylew miał  26 lat, w kwietniu 99 byliśmy na weselu mojego drugiego kuzyna a w maju 99 moja córka miała komunię. To był jakiś koszmar.   Dwa miesiące przed śmiercią Papieża  07.02.2005 r. Błogosławionego Jana Pawła II śniło mi się , że szłam na spacer nagle przede mną  wylądował  helikopter , z którego 4  mężczyzn w czarnych garniturach wyniosło na purpurowym fotelu Papieża . Staneli przy nim i trzymali nad nim białe parasole, ludzie zaczęli się zbiegać i wszyscy dziwili się co tam robi Papież ja też podeszłam z ciekawości , uklękłam przed Papieżem nikt mnie nie zatrzymał i nie wierzyłam ,że go tak blisko mogę zobaczyć . Papież ubrany był na biało ,pogłaskał mnie po głowie i dał mi różaniec do reki powiedział mi dziecko ja już tu długo nie będę, ale Ty módl się  za Wszystkich ludzi bo bardzo grzeszą ja Mu podziękowałam pocałowałam w pierścień i spytałam się co Mu mogę od siebie ofiarować, powiedział mi „tylko modlitwę różańcową codziennie wieczorem”.

Strasznie to przeżyłam od tamtej nocy modlę się na różańcu codziennie , rok później pojechałam do Rzymu i modliłam się nad Jego grobem a w nocy w Hotelu w Rzymie śniło mi się ,że byłam u Papieża na audiencji i pokazywał mi swoje komnaty. Nie da się tego opisać co przeżyłam.Kiedy zmarła moja babcia moja córka najstarsza (miała wtedy 17 lat) została na noc z moja mamą i od mojej siostry z najmłodszym synem. Mówiła, że nie umiała zasnąć i długo leżała w łóżku i myślała o swojej prababci bardzo ją kochała. Moja babcia zmarła na zawał serca miała 87 lat. Nagle w dużym pokoju włączył się telewizor i zobaczyła mgłę, która wchodziła do jej pokoju w tej mgle zobaczyła babcię , która kazała
jej wyłączyć telewizor bo za głośno gra .
Moja mama obudziła się i widziała jeszcze mgłę i słyszała głośno grający telewizor  do rana nie zasnęły ze strachu choć gorąco się modliły.Mi natomiast babcia się przyśniła o 2:55 w nocy śniło mi się, że byłam u babci i zobaczyłam w przedpokoju drzwi. Których tam nigdy nie było otworzyłam je i zobaczyłam moją babcię jak wyciera szklanki pytam  się jej babciu co Ty tu robisz przecież Ty nie żyjesz , a ona mi odpowiedziała dziecko ja żyję jestem cały czas z wami tylko wy mnie nie widzicie, chodź ze mną to Ci coś pokarzę nagle przed sobą zobaczyłam postać mężczyzny, który się do nas zbliżał i łunę światła, która padała z lekko uchylonych ogromnych chyba trzymetrowych drewnianych i pięknie rzeźbionych drzwi , rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam ,
że jestem w jakimś magazynie z paczkami, z za których wybiegały małe dzieci zaczęły się do mnie tulić i powiedziały ,że one mnie znają ,że są z naszej rodziny wtedy podeszła do mnie babcia i chwyciła mnie za rękę pocałowałam ja w policzek i powiedziałam Babciu Ty nie jesteś taka zimna jesteś ciepła, a ona na to, że tam gdzie jest, jest ciepło podeszłyśmy do dziadka, bo okazało się, że to był mój dziadek.

Babcia wzięła go pod ramie i trzymając mnie za rękę otworzyła na oścież te ogromne drzwi. To co zobaczyłam to był przepiękny ogród jakiego w życiu nie widziałam z bujną roślinnością, na krzewach rosły tak cudowne kwiaty jakich w życiu nie widziałam , po łące chodziły kaczki i łabędzie naprzeciwko siebie zobaczyłam piękne jezioro i pełno ławeczek a na nich siedzieli ludzie starsi , młodsi w białych szatach to co  zobaczyłam trudno opisać słowami to było tak cudne ,że aż nie realne. Babcia mi powiedziała, że niczego im tam nie brakuje, że są szczęśliwi  i mam za nimi nie płakać bo jest im bardzo ciężko , a oni mnie zawsze będą odwiedzać bo jestem ich mostem telepatycznym pomiędzy światem żywych a umarłych.


Po czym kazała mi się odwrócić i wracać do siebie bo już na mnie pora. Nagle wszystko zrobiło się czarno szare zaczął wiać silny wiatr i tak jak w niemym filmie zaczęły mi się targać fragmenty  obrazu i babcia z dziadkiem znikli, a ja zobaczyłam za sobą zamykające się drzwi bałam się ciemności tylko słyszałam piskliwe głosy dzieci, które mi mówiły biegnij w stronę światła szybko. Jak doleciałam do światła to zobaczyłam pokój babci i weszłam do niego a za mną zatrzęsły się drzwi jak się obróciłam to nie było żadnych drzwi tylko pusta ściana , próbowałam pukać, krzyczałam na całe gardło, ale bez efektu. Wtedy zobaczyłam w pokoju na meblach babci  zegar na którym wybiła godzina 3 w nocy
 i obudziłam się byłam zlana potem i łzami a na zegarze była równo 3 w nocy.Oprócz rodziny przyśnił mi się syn sąsiadów, nawet nie wiedziałam, że zginął w wypadku samochodowym, przyszedł do mnie w garniturze w którym został pochowany. Przyszedł się do mnie pożegnać i powiedział mi, że tak bardzo żal mu życia a najbardziej córeczki i żony, które musi zostawić pytam się go dlaczego musi zostawić , a

On mi powiedział, że już nie jest na tej ziemi , że przeszedł do krainy wiecznej szczęśliwości ale się rozpłakał i przytulił do mnie a ja tego nie zrozumiałam  dopiero jak się dowiedziałam, że zginął dopiero do mnie to dotarło. Jeszcze mi się przyśnił parę razy , prosił bym opiekowała się jego rodzicami i powiedziała im ,że jest szczęśliwy męczył mnie tak długo aż podeszłam na pogrzebie innego sąsiada i powiedziałam to jego mamie bałam się ,że źle to odbierze ale nie miałam wyjścia. Teraz jesteśmy przyjaciółmi i wspieramy się wzajemnie. Wiem, że dzięki temu, że odważyłam się im
to powiedzieć są spokojniejsi a on też bo mi się na razie nie śni. .
W zeszłym roku w grudniu zmarła moja mama, a dwa tygodnie przed jej śmiercią śniło mi się, że do domu wpełzł przez balkon czarny wąż a moja mama go chwyciła z całych sił i trzymała za szyję, krzycząc, że mam uciekać bo mnie ugryzie. Potem mi się śniła babcia , że przyszła po mamę na badania i że musi zrobić sobie wszystkie badania łącznie z tomografią.

Teraz wiem, że Babcia chciała mnie przestrzec przed tym co się stanie. Mama zmarła na raka miała przezuty do kości a tym wężem była cała moja rodzina , która się odwróciła ode mnie bo w spadku po mamie dostałam mieszkanie. Moja mama tez miała takie sny i dopiero po czasie mogłyśmy zinterpretować to co się nam śniło, a potem w Realu zdarzyło.Po śmierci mamy strasznie rozpaczałam, załamałam się kompletnie. Mama mi się śniła codziennie , babcia też tuliły się do mnie i wspierały mnie ,że mam nie płakać bo one są szczęśliwe w jednym ze snów spytałam mamę kiedy umrę i powiedziała mi że 07.07.2018 roku ale na co nie chciała mi powiedzieć nie wiem co mam o tym sądzić to jest jak jakiś horror, który mnie prześladuje, ale jak kiedyś spytałam mojej babci  czemu mi się śnią skoro już nie żyją to mi powiedziała, że Bóg tak chciał i dostałam od niego taki dar i że mam mu być wdzięczna za to i modlić się za wszystkich ludzi bo bardzo grzeszą a nie wiedzą co ich czeka
po śmierci a ja już wiem i mam się nie obawiać i przyjąć to jako dar Boży.
Tylko po każdym takim śnie jestem nie do życia i czuje się strasznie.Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć nauczyłam się z tym żyć, ale wcale nie jest mi łatwo, jestem spokojniejsza jeśli chodzi o bliskich zmarłych bo czuję, że są szczęśliwi ale nikt nigdy nie był w stanie mi wytłumaczyć ani wyjaśnić czemu akurat mi się to wszystko przydarza. Ze względów osobistych proszę o niepodawanie mojego nazwiska i imienia. Pozdrawiam serdecznie.  Z poważaniem/dane do wiadomości red. FN/

CHCESZ SKOMENTOWAĆ TEN WPIS W XXI PIĘTRZE? KLIKNIJ NA LINK DO HYDEPARKU!



zwiń tekst



KIELICH I ZNAK JHS
Nie, 2 cze 2013 08:25 komentarze: brak czytany: 528x

Witam państwa serdecznie , chciałbym nadesłać państwu pewną historię która przydarzyła się mi ( wtedy jako 14 letni chłopiec ) oraz 10-14 innym osób z mojej okolicy. Była to wiosna o ile dobrze pamiętam ( mogę się mylić , ponieważ minęło sporo lat ) , wioska jak to wioska , składała się może z 40 mieszkańców , była godzina wieczorna 18-22;00 coś koło tego a może i nawet pó.......

czytaj dalej

Witam państwa serdecznie , chciałbym nadesłać państwu pewną historię która przydarzyła się mi ( wtedy jako 14 letni chłopiec ) oraz 10-14 innym osób z mojej okolicy. Była to wiosna o ile dobrze pamiętam ( mogę się mylić , ponieważ minęło sporo lat ) , wioska jak to wioska , składała się może z 40 mieszkańców , była godzina wieczorna 18-22;00 coś koło tego a może i nawet później ( rok 1986 lub 1987 ) musiałbym popytać ludzi którzy byli świadkami tego wydarzenia , a więc do rzeczy . Ja z grupką osób siedzimy sobie na dworzu i szykujemy się do wyjśćia ( nie pamiętam już gdzie , ale gdzieś mieliśmy iść ) w pewnym momencie słyszę , że ktoś krzyczy , ` Spójrzcie na niebo ` , a więc obróciłem głowę i spojrzałem , to co zobaczyłem pamiętam do dziś , ponieważ takich rzeczy chyba nie da rady zapomnieć.

Na niebie ukazany był Kielich z gwiazd a na nim JHS a obok niego Maryja , krzyknąłem na głos do reszty , oni też mogli to zobaczyć , całe zdarzenie trwało hmmm bardzo ciężko mi to ocenić ale był to ułamek sekundy ( maksymalnie 10 sekund ) Opowiadałem tą historię wiele razy ( mało kto wierzy ) ponieważ ciężko jest wierzyć w coś czego się samemu nie doświadczyło , ale ludzie którzy to widzieli wiedzą jak było naprawdę i także wspominają to wydarzenie , pisząc to łzy płyną mi po oczach , ponieważ to co się wtedy wydarzyło śmiało mogę nazwać cudem. Historia ta jest przesyłana przezemnie do fundacji Nautilus , możecie ją opublikować na swojej stronie jak i również zostawić wyłacznie dla siebie.

CHCESZ SKOMENTOWAĆ TĘ HISTORIĘ? KLIKNIJ NA LINK I PRZEJDŹ DO HYDEPARKU FN





zwiń tekst



'Zamknięte (?) Piekło' świętokrzyskie - KORYTNICA
Sob, 1 cze 2013 12:19 komentarze: brak czytany: 1067x

Pan Jerzy jest jednym z tych załogantów, którzy stanowią zupełnie odrębną, niezwykle cenną grupę. Od wielu, wielu lat na pokład Nautilusa przysyła niezwykle ciekawe i obszerne opracowania. Z racji braku czasu trudno jest nam je opracowywać i prezentować w serwisie, choć wszystkie materiały są absolutnie doceniane przez naszą załogę. Tym razem zaprezentujemy jeden z ostatnich jego odcink.......

czytaj dalej

Pan Jerzy jest jednym z tych załogantów, którzy stanowią zupełnie odrębną, niezwykle cenną grupę. Od wielu, wielu lat na pokład Nautilusa przysyła niezwykle ciekawe i obszerne opracowania. Z racji braku czasu trudno jest nam je opracowywać i prezentować w serwisie, choć wszystkie materiały są absolutnie doceniane przez naszą załogę. Tym razem zaprezentujemy jeden z ostatnich jego odcinków z serii "Polskie Piekła". Jeden z naszych kolegów postanowił napisać w tej sprawie kilka słów wywołany pytaniem zawartym w e-mailu od p. Jerzego.

 

Szanowny Panie Jerzy!

Poprosiłem kolegów o możliwość napisania kilka słów, a mam do tego pełne prawo, gdyż byłem tą osobą, która na spotkaniu FN relacjonowała dla całej załogi Pana cykl z serii "Polskie Piekła i Piekiełka". Jestem pełen szacunku dla potężnej pracy dokumentacyjnej, którą Pan wykonał. Całość materiału stanowi bardzo dobry materiał wyjściowy do książki. Od lat zajmuję się także wydawaniem książek i myślę, że kiedyś uda mi się namówić Pana na zredagowanie tego materiału i wydania w formie papierowej. Relacjonując Pana teksty przysłane w ramach cyklu "Polskie Piekła i Piekiełka" opowiedziałem o moim osobistym doświadczeniu. Z racji mojej pracy dydaktycznej na wyższej uczelni (choć prowadzony biznes daje mi coraz mniej czasu na pasję) często goszczę gości z zagranicy. Ostatnio postanowiłem zrobić niespodziankę dwójce Amerykanów i wziąłem ich na wycieczkę szlakiem jednego z "piekieł" tak pięknie przez Pana opisanych. Byli zachwyceni nie tylko polskimi krajobrazami, ale także ową tajemnicą, która rzeczywiście jest w opisanych przez Pana miejscach. Na szczęście poruszaliśmy się dwoma Land Roverami (na wycieczkę wziąłem także moją rodzinkę), bo dojechać pod niektóre góry byłoby bardzo ciężko! W każdym razie jako człowiek mający dostęp do wszelkiej poczty lub korespondencji Fundacji Nautilus natychmiast zwróciłem uwagę na Pana e-maile, gdyż wiem, ile pracy kosztuje taka dokumentacja. Poza tym jesteśmy chyba równolatkami, co także daje nić porozumienia. Dzięki Pana zdjęciom i filmom udało mi się namówić kolegów z Warszawy do zakupu porządnych teleskopów ze sterowaniem elektronicznym do obserwacji nieba... a to także jest coś!  Obiecuję odezwać się e-mailowo i wybierzemy się wspólnie szlakiem jednego z "piekiełek". Z pozdrowieniem serdecznym i ciepłym

Wierny czytelnik Pana e-maili, D. FN -MAŁOPOLSKA

 

From: jerzy [...]
Sent: Thursday, May 30, 2013 5:53 AM
To: FUNDACJA NAUTILUS
Subject: "Zamknięte (?) Piekło" świętokrzyskie - KORYTNICA

"... a my ledwo jesteśmy w stanie zapanować nad korespondencją, która trafia do Fundacji. Jest tego naprawdę bardzo dużo…"
 
Witam,
Dziś powędrujemy do kolejnego Piekła: http://www.miasta.polska24.com.pl/swietokrzyskie/jedrzejowski/korytnica  - "Województwo ŚWIĘTOKRZYSKIE - Powiat jędrzejowski - Korytnica 
Korytnica - lista dzielnic
• Piekło
• Pusta
• Przypuśnica "
Miejscowość Korytnica poznałem w latach osiemdziesiątych - przyciągnęła mnie jej międzynarodowa sława paleontologiczna. Z pobytu i penetracji pól zachowałem liczne muszle mioceńskie - fragment mych ówczesnych zbiorów widoczny jest na załączonej fotografii IMG_0438_paleoslimaki_Korytnica_50procentSharp.jpg. Spójrzcie na inne muszle lokalne - sprzedawane na Allegro - przykładowe fotki z internetu:
2886326102_Korytnica.jpeg
2901067898_Korytnica.jpeg
2901067923_Korytnica.jpeg
2901148273_Korytnica.jpeg
2904292906_Korytnica.jpeg
2904292924_Korytnica.jpeg
2904357478_Korytnica.jpeg
2904557775_Korytnica.jpeg
2909457691_Korytnica.jpeg
2909587130_Korytnica.jpeg
2915842538_Korytnica.jpeg
sd00361_Korytnica.jpg
 
Skąd na zboczach okolicznych gór około 250 m n.p.m. (nad poziom morza, obecnego) niezliczona ilość skamielin morskich ślimaków ? To świadectwo mioceńskiego POTOPU sprzed około ...15 milionów lat - aktualna podróż w czasie...
Jak wyglądał ten rejon wówczas możemy zobaczyć na załączonej mapce - skan  korytnica__002_crop.jpg - zawartej w artykule Pawła Króla "Fauna mioceńska okolic Korytnicy w zbiorach przyrodniczych Muzeum Narodowego w Kielcach" (Rocznik Muzeum Narodowego w Kielcach, Kielce 2000). Skany trzech pierwszych stron artykułu w załączeniu (pomniejszenia).
 
O istnieniu lokalnego "Piekła" dowiedziałem się dopiero dwa lata temu.
Skąd ta demoniczna nazwa lokalna ? W jakim rejonie wsi występuje ? Jak dawno pojawiła się w Korytnicy ?
Sięgnąłem do niezawodnych zasobów internetowego Geoportalu. Nazwa "Piekło" ujawnia się na południe od historycznego zespołu dworu i folwarku/późniejszego PGR, w rejonie dużego stawu - na mapie rastrowej (Clipboard03_kORYTNICA_PIEKLO_x_crop.jpg; kilka kilometrów na północ widzimy, dla kontrastu, ..."Świętą Górę").
Na powiększeniach ortofotomap lotniczych nazwa "Piekło" wędruje nieco na pólnocny-zachód/góra w lewo - wkracza na zaplecza wspólczesnej zabudowy przydrożnej (Clipboard01_KORYTNICA_PIEKLO_WLOSZCZOWICE_x_crop.jpg, Clipboard01_KORYTNICA_PIEKLO_BIGorto_x_crop.jpg).
Co ciekawe - dokładna mapa rastrowa 1:10.000 Korytnicy nie zawiera tej demonicznej nazwy (Clipboard01_kORYTNICA_crop.jpg).
Geoportal prezentuje mapy rastrowe z lat siedemdziesiątych i późniejszych, jak też ortofotomapy lotnicze z lat ostatnich.
Co było wcześniej?
Zajrzałem do swgo zbioru map historycznych, sprawdzając początek "uwiecznienia" lokalnego "Piekła". Niestety, ani mapy z roku 1801 i 1808, ani z 1839 i 1850, ani też z 1914 i 1938 nie oznaczają w Korytnicy nazwy "Piekło" (patrz opisane skany map). Najstarsze mapy pokazują dwa duże stawy w rejonie dworu, w tym jeden został później osuszony i obudowany (to teren "przesuniętego Piekła".
 
Może zachował się ślad tej nazwy w dawnych publikacjach?
 
Osobliwości etnograficzne ludu korytnickiego, ale bez nawiązań do "Piekła", prezentuje publikacja z XIX wieku:
ks.Władysław Siarkowski, Materyjały do etnografii ludu polskiego z okolic Pinczowa, Kraków 1884
s.6-7 [Trzech Króli]
W dzień ten w K o r y t n i c y chodzi po kolędzie czterech chłopów; jeden odziany w prześcieradło, drugi z workiem, trzeci z koszykiem, a czwarty tak sobie dla towarzystwa. Rodzaj takiego kolędowania nazywa się wyłącznie tu "szczodrakami" '). Kolędownicy wchodząc do domu, mówią tę oracyją:
1.
1. Pieczono tu szczodraki,                                                         
powiadano nam.                                                                        
Miła pani, szczodra pani,                                                             
dajcie też nam!                                                                            
2. Szczodraczka, kołaczka,
dajcie chleba, placka;
Zapłaci wam Pan Jezus sam
i ten święty Jan.
3. Siedziała panieneczka
na stołeczku,
dawała dzieciom
po szczodrałeczku.
Jedni nago, drudzy boso,
powłazili za piec w proso".
2. a.
1. "Przybieżeli, przybieżeli,
niebiescy anieli ;
złote piórka, złote piórka
mieli oni, mieli.
2. Stała się nam nowina,
dzisiaj nowa nowina,
Panna porodziła syna-
maleńka dziecina.
3. A jak-ci go porodziła,-
tam-ci go położyła,
w żłobeczku, na sianeczku
tam go ułożyła.
4. Ty Józefie, ty Józefie
jakiś ty niedbały,
nie otulisz. nie odziejesz -
Jezusa choć mały.
...
3.
1. A dejcież nam co macie dać,
bo będziemy strzechę targac,
2. A jak wy nam nic nie dacie,
to oj wielki cud poznacie:
3. Wszystkie gary potłuczemy,
które na szafie macie.
4. Jedni bosi, drudzy nadzy,
wleżli na piec - siedzą dziadzi.
5. A dejcież nam talareczka,
to włożymy do woreczka.

s.34
28. Samobójców chowają zdaIa od wsi, po lasach, i nieużytkach, gdyż zwłoki ich sprowadzają grady i nawałnice ') Koło góry Świetokrzyskiej chowają ich pod karpami drzew wywróconych od wichru.
 
s.37
19. W Korytnicy, czy to chłop, czy baba, sadząc kapustę, urywa pokrzywę i wtyka ją w środek zagona, poczem do trzeciego razu przysiaduje częścią tylną, mówiąc słowa: "n i e c h  b ę d ą  t a k i e  ł u p y, jak moje dupy".
 
s.39
17. Nie powinno się prowadzić krowy do buhaja przez most, gdyż zostałaby p u s t ą, jak dziura pod mostem. (Korytnica).
 
s.56-7
Dziad i Baba
Za czasów pogańskich mieszkańcy szczególniej okolic nad rzeką Nidą położonych, czcili "Dziada  i  Babę" . Świadczą o tem różne obrzędy i zwyczaje przechowujące się wiernie do dziś dnia wród ludu tamtych stron.
We wszystkich wsiach, należących do parafii Kije pod Pinczowem a nadto we wsi : Motkowice, Korytnicy, Włoszczowicach jest zwyczaj, iż na drugi dzień po ślubie i po oczepinach panny młodej, drużbowie robią bałwana ze słomy, przyodziewają go w stare łachmany, przyprawiają mu brodę z konopi, na głowę kładą kapelusz, lub czapkę i tak przybranego zaraz zrana przywłóczą przed skrzypka do domu godowników. Tu wśród powszechnego śmiechu zgromadzonych na tę uroczystość, drużbowie tańczą z owym bałwanem, a potem jeden z obecnych gospodarzy lub gospodyń ma taką do tego D z i a d a przemowę :
Jestem dziadek z daleki krainy;
już to siedem lat
jak'em z tego pieca chleb jad.
Dawniej byłem bogaty:
miałem gotówką dwa grosze za cholewą,
grosz w rogu czapy.
pół-grosza w nosie, -
i skonczyło sie.
Po tej przemowie wynoszą drużbowie "D z i a d a" na dach domu, przywięzują go powrósłami słomianemi do komina, dają mu w ręce stępór, lub kładą kółko od taczek przy jego nogach, a gdy go tak umieszczą, znów ktoś z weselników prawi do niego następujące przemowy:
Oj panie! oj panie!
czy się tu owsa, kupić nie dostanie?
Miałem owsa stóg a siana dwa brogi,
ale mi go spaśli żołnierze srogi.
Najgorsi byli Sasi z dużemi dupami 
strzelali za nami od butów kurpiami.
I poszli do sadu, objedli nam śliwy,
a tarki tam były to ich ślepi byli.
l poszli do kuchni, potłukli nam garce,
za piecem nie dali spokoju kucharce.
Widły cepy się ozigrały,
groch młóciły ;
stodoła się ozigrała
zająca złapała.
Stępa dziwy zobaczyła,
oknem wyskoczyła.
Pliszka mi się ocieliła
pod oknem na chwaście,
porodziła pięćset Żydów,
a Turków dwanaście.
Obrał się jeden Alcabon
na lipowym moście,
omylił się posilił się,
zjadł kobyłę w poście.
O mój Alcabonie.
na cóż to tak wiele?
Mój wilku kochany,
przynieś mi i ciełę.
Zadali mu za to
ogromną pokutę,
i wbili mu obręcz
żelazną na dupę,
co Alcabon skoczy,
to mu obręcz brzęczy. "
 
 
W latach dwudziestych XX wieku mieszkał w Korytnicy Ks. Stanisław Skurczyński, który spisał swe wspomnienia z penetracji okolic:
Ks. Stanisław Skurczyński, ARCHEOLOG NA PROBOSTWIE (Pamiętnik Kielecki 1948) - załączony skan pierwszej strony Korytnica_PamietnikKielecki1948_K-77-0008-8_9_0001_cropAL25procent.jpg
"Od najmłodszych lat miałem dziwny pociąg do włóczenia się po piaskach, na których wiosną lub jesienią zawsze się coś znalazło. W 1914 r. miałem trzy « gablotki» (pudełka z irysów) krzemiennych "nożyków" na Górze Łysej na północ od Pasturki w okolicy Pińczowa. Pamiętam, że na tej wydmie wiatr odsłonił część cmentarzyska. Popielnice w większych i mniejszych fragmentach zalegały w półkolu w dwóch szeregach i otaczały szarpany wichrami zachodnimi pagór, częściowo porośnięty jałowcami. Popielnice czernione z zewnątrz, z  ornamentem sznurowym. Znalazłem też kawałek miecza. Ojciec mój wytłumaczył mi, że to część "szabli" z czasów bitwy pod Grochowiskami.
Wydmę na Łysej Górze odwiedzałem co roku, a widząc na wierzchu fragmenty popielnic i kości, przykrywałem gałązkami jałowca i ze czcią zasypywałem piaskiem. Od 1915 r. nie byłem tam: wyjechałem na wikariat do Gnojna, potem do Wawrzeńczyc i do Niwki w pow. będzińskim. W tym czasie moje "zbiory" zginęły; z pewnością jakiś archeolog-oficer austriacki przywłaszczył je sobie.
I. KORYTNICA
V 1920 r. byłem już na probostwie w Korytnicy. Wieś Korytnica (w pow. jędrzejowskim, po lewej stronie Nidy) otoczona jest ze wszystkich stron w większej lub mniejszej odległości piaskami, wydmami rozwianymi. Leży w nizinie, otoczona z trzech stron górami.
Od strony wschodniej wznosi się góra Grodziskowa, pokryta lasem. Kiedyś tu, przed 50 laty, dobywano kamień litograficzny. Pamiątką jest posadzka w kościele z tego kamienia.
Dalej za górą Grodziskową leży wieś Karsy.
Od Kars na południe - góra Smokówka.
Pomiędzy Karsami a Smokówką ciągną się ogromne wydmy rozwiane z przerwami aż do szosy Kielce - Pińczów pod Włoszczowice. Bardzo obfite stacje wyrobów krzemiennych.
Na zachód od Korytnicy - Podgrodzie wydma rozwiana, a raczej szereg wydm nad torfowiskiem, ciągnącym się w stronę Nidy, tuż koło stawów dworskich. Wydmy najdlużej zamieszkane, najbogatsze w wykopaliska [s9] archeologiczne. Opowiadano mi, że przy kopaniu torfu znaieziono jakiegoś dużego zwierza w skórze i kiedy uderzono rydlem w brzuch, uszło powietrze z hukiem. Pozostał w torfowisku.
Na północnej stronie za górą leży uroczysko Niwki pod Nizinanami. Dawniej łąki, należące do probostwa, dzisiaj pastwiska, częściowo poorane, które zasypuje piasek z wydmy, kiedyś dość wysokiej.
W stronę Chomentowa dwa zapadliska, do których woda ścieka z całego pastwiska, nie zatrzymując się. Przed kilku laty było i trzecie tuż pod wydmą, dzisiaj zasypane piaskiem. Sądząc z dużej ilości krzemiennych okruchów tuż nad zapadliskami i mnóstwa wyrobów na wydmach, należy przypuszczać, że zapadliska te muszą być dawniejszymi kopalniami krzemienia. Chodnik prowadzi dalej na zachód, jak stwierdzono przy robotach wiertniczych w 1922 r., prowadzonych przez p. Korfantego. Dobywano tu węgiel brunatny w 1914 r. przez p. Ferta na zakręcie drogi do Chomentowa.
W 1919 r. firma sosnowiecka «Knothe i Przedpełski» w Jaworze, Chomentowie, Nizinach i Suliszowie prowadzi poszukiwania węgla brunatnego. W czasie wojny Niemcy, mając Żydów do roboty, kopali węgiel brunatny.
Na południowy wschód od Korytnicy, przy drodze do Borczyna znajduje się niewielka wydma, dziś częściowo przebudowana. Na południowej stronie uroczysko Pamięciny, pastwiska nad łąkami wśród wydm rozwianych, ciągnących się aż do Rębowa. Wszędzie tu widać ślady życia przedhistorycznego.
Najbogatszą jest wydma zachodnia - Podgrodzie i południowo-zachodnia - Pamięciny. W krzemienne narzędzia obfitują Niwki i Karsy. dalej Włoszczowice.
SI. Krukowski w sprawozdaniu (Wiadom. Arch. t. VIII str. 83) z Korytnicy pisze:
«Ks. SI. Skurczyński zgromadził liczne wytwory krzemienne, m. in. neolityczne i tardenuaskie i wśród pozostałych charakterystyczne narzędzia prakampinijskie w postaciach, właściwych pracowniom wschodniej i środkowej części Gór Swiętokrzyskich, takim jak Borki, Borownia i Polany II. Wśród surowców, jakimi się posłużono do ich wyrobu, najliczniej znalazłem woskowo-czekoladowy i pasiasty i prócz tego szary, biało nakrapiany i nieokreślony krzemieniak z wtórnego złoża, użyty do wyrobu przedmiotów prakampinijskich. W posiadaniu ks. St. Sk. znajdują się również liczne zabytki z powyższych cmentarzy protohistorycznych, groby kloszowe, lateńskie i epoki cesarstwa rzymskiego.»
W samej wsi natrafiono również na grób skrzynkowy w ogródku Staruli Vawrzyńca, na polu za młynem W. Brykowskiego i na grób podkloszowy przy budowie domu Stanisława Domagały. Na miejscu zostały zniszczone. Do proboszcza, mojego następcy, ks. J. Zwolińskiego dostały się tylko dwie przystawki-garnuszki: jeden bez ucha z lekko wydętym brzuścem i rozszerzoną szyjką, drugi z uchem i pionowymi liniami i zagłębieniami (pasmami) na całym brzuścu. Następca nie chciał mi ofiarować do moich zbiorów - zrobiłem rysunki (w wielkości nat. I i 2). Gdzie są obecnie - nie wiem.
W 1917 r. Stołyhwo badał Korytnicę. Stwierdził podobno, że Grodziskowa Góra nigdy grodziskiem nie była; rozkopywał wydmę zachodnią. [s10] Ks. Siarkowski, proboszcz w Kijach, przyjeżdzał tutaj i kopał pod Rębowem; plon odesłał do Akademii Umiejętności w Krakowie. SIadów tego rozkopywania dzisiaj pełno: po skorupach chodzi się, jak po bruku. Miejscowi ludziska od nie pamiętnych czasów, pasąc tu gęsi i bydło, znajdowali bardzo ładne garnki i miecze, noże, ostrogi, sprzączki, grzebienie - i niszczyli. Były to realne echa bitwy Karola XII z Augustem II, stoczonej w 1702 r. *
W 1921 r. przybył do Korytnicy p. Kazimierz Kowalewski, geolog, aby badać i zbierać trzeciorzęd korytnicki. Zamieszkał u mnie. Codziennie wybieraliśmy się na poszukiwania trzeciorzędu.
W napisanej przez siebie książce « Stratygrafia miocenu okolicy Korytnicy w porównaniu z trzeciorzędem pozostałych obszarów Gór Smiętokrzyskich» pisze p. Kowalewski na str. ł3: « Nadmienić muszę, że przy zbieraniu materiału korzystałem z cennej pomocy księdza Stanisława Skurczyńskiego, proboszcza w Korytnicy, któremu zawdzięczam posiadanie wielu pięknych i rzadkich gatunków i któremu na tym miejscu pozwalam sobie złożyć gorące podziękowanie. Organizowane przez ks. S.. Sk. z młodzieży wiejskiej wyprawy dostarczały obfitego plonu, wśród którego, prócz nieprzebranej ilości gatunków pospolitych, znajdowały się zawsze okazy rzadsze, uzupełniające stale moją kolekcję fauny korytnickiej, stanowiącej, jak dotychczas, najbogatszy na ziemiach polskich zespół».
* W 1917 r. kilku Szwedów przyjechało do Kij i stąd robili wycieczki w okolicę Kliszowa i Korytnicy.
Czegoś szukali, mieli dokładne mapy. W Kliszowie, w zabudowaniach dworskich był stragan, na którym było wypisane po łacinie, że tu stacjonował Karol XII. Chcieli kupić cały budynek i prawdopodobnie kupili, bo został rozebrany. Szukali podobno korony i całej wojennej kasy Augusta II.
Polacy i Sasi zostali pobici pod Kliszowem dn. 13 lipca 1702 r. Cały obóz, chorągwie, artyleria, a nawet wojenna kasa kr. Augusta II wpadła w ręce króla Szwedów. Ludzie mówili, że Szwedzi szukali "kapelusza" królewskiego. Znaleźli, odkryli piwniczkę sklepioną, zabrali skarby i więcej się nie pokazują.
W Czerniawie pod Motkowicami opowiadają, że dlatego tak sią nazywają roziewiska, przez które prowadzą mosty, że po bitwie pod Kliszowem bardzo dużo trupów długo niegrzebanych a potopionych, sczerniałych, leżało w wodzie. Rybacy mówią, że na sieć nie można łapać tu ryb, gdyż do tego czasu są w wodzie zatopione armaty. Był i drugi skarb, zakopany z tych czasów na wydmie, przy drodze do Borczyna. Chodząc po tej wydmie natrafiłem 5 cm pod powierzchnią na dużą płaską pokrywę gara. Nie mając nic ze sobą prócz laski, nie chciałem ruszać i odłożyłem na drugi dzień. Przyszedłem - rozkopane. Przeszedł mnie dreszcz.
Skorupa gruba, czerwono wewnątrz i zewnątrz malowana, gar widocznie duży, na skorupie zielone ślady poziome: a więc tu był skarb ukryty ! Po tygodniu przyszedł do mnie parafianin i przyniósł 10 ortów Zygmunta III. Mówi mi, że ojciec wykopał w ogródku. W czym? - W worku. Ile? Pół korca. Jaki worek? Płócienny. Poznałem, że on wykopał ten skarb, bo leżał opodal pod krzakiem. Kupiłem te orty i poszedłem z nim, aby zobaczyć inne. Pokazał mi tylko jeden talar i dukat z kwadrygą - sprzedać nie chciał; mówił, że tyIko był jeden. Ofiarował mi tylko trojak Zygmunta III. A potem Żydzi z Sobkowa handlowali talarami. Przepił. Czy inni wspólnicy skorzystali, wątpię. Upomniałem go, aby nie zmarnował, bo muzeum kupi i dobrze zapłaci, a on nie skorzystał.
Skarb ten był oznaczony na dużej sośnie kapliczką, ale tę sosnę ścięto, a kapliczkę przeniesiono dalej o 60 m, dlatego Szwedzi skarbu tego nie znaleźli, chociaż mieli dokładne mapy i wskazówki. [s11] ..."
 
Skórczyński świetnie znał penetrowane tereny i ich nazwy, ale wśród cytowanych nazw miejscowych brak "Piekła", jest natomiast ..."góra Smokówka" i "Łysa Góra" ... Góry Smokówki nie znajdziemy na mapach, Łysą Górę również nie...
 
Ksiądz Jan Wiśniewski, wizytujący parafię Korytnica przed rokiem 1930 (po 1923), nie wspomina nic o lokalnym "Piekle", cytuje jednak archiwalia kościelne, które obfitują w "piekielne spory" z dziedzicami i ich "czartowską działalność". - patrz załączone skany odnośnych stron (X. Jan Wiśniewski, Historyczny opis Kościołów, Miast, Zabytków i Pamiątek w Jędrzejowskiem, Marjówka 1930r. - strony 68-72).
Być może stąd bierze się historyczny związek demonicznej nazwy z rejonem dworu ?
 
Brak odniesień do korytnickiego "Piekła" w późniejszej publikacji monograficznej o Korytnicy:
Monografia historyczna i gospodarcza powiatu jędrzejowskiego. Cz. 1-2,  Część 1. Seweryn Borkiewicz. Z przeszłości ziemi Jędrzejowskiej. Monografie miejscowości i osiedli, Kielce 1937
"[s.58] Korytnica.
Leży w gmlme Sobków 18 klm. na południo.-wschód od Jędrzejowa - wśród pasma wzgórz, ciągnących się nad rzeką Nidą, leżąca, jakby w korycie, dolinie, utworzonej przez strumień, wpadający do Nidy. Wzgórza te są pochodzenia białej jury, (osady kimeryckie) i żółty wapień, podobny do kamienia litograficznego. Korytnica posiada kościół wystawiony w 1413 roku przez Floriana z Korytnicy h. Jelita, dziedzica, który kościół ten uposaża jednocześnie, dając plebanowi jeden łan pola z łąkami, pastwiskami, 1 sadzawkę gotową, 2 do zrobienia i młyn ze stawem; zapisuje poza tym w erekcji dziesięciny z Korytnicy i Jawora, oraz wolny wrąb do lasów 110). Syn Floriana Stanisław 1444 r. dodaje jeszcze pół łanu, na którym siedzi Piotr Lauda. Kościół był sprofanowany w 1570 r. przez kacerzy i przez 20 lat w ich ręku pozostawał 111). Poza tym Długosz wspomina, że proboszcz Korytnicki z pól dworskich i kmiecych pobierał 20 grzywien i zagrody pracowały dla proboszcza jeden dzień w tygodniu. W r. 1645 Andrzej Gawłowski, proboszcz Korytnicki. wystawił nową świątynię do dziś zachowaną.
W r. 1827 Korytnica miała 93 domy, 541 mieszkańców - około 1880 r. 100 domów. Ogólna przestrzeń wynosiła 2244 m. w czym ornego 1237 m., łąk 271 m., pastwisk 225 m., wody 6 m. (obecnie istnieje rozległe rybołóstwo), lasu 368 m., zarośli 30 m., placów nieużytków 101 m. Budynków mur 18, drew. 1. młyn wodny, pokłady torfu i kamienia wapiennego. Korytni-
109) H. K. Ks: K. Dz: II.
110) oryginał erekcji w arch. diecez. w Kielcach.
111) Bukowski Reform. 1-643.
[s.59] -ca posiadała folwarki: Janów, Racławice i Niziny. Wieś liczyła osad 95 i gr. or. 677 m. 112). Pietrasz Jelita z Korytnicy 1368 r. podcz. krak. 1373-1388, kasztelan małogoski, był wł. Korytnicy, jego syn Florian podcz. sandom. kasztelan wiślicki 1406-1411 r. miał pod Grunwaldem, wedle Długosza, chorągiew rodu, trzy włócznie na krzyż, w polu czerwonym. Żona jego Elżbieta z Trestczyna h. Gryf. Piotra synami byli: Stanisław z Korytnicy, piszący się Koryckim. Floriana synem był pewnie Stanisław Wiślicki, piszący się po ojcu Wiślickim z Kasztelanii 113). 1483 r. Jerzy Toczyński dz. Korytnicy zapisuje kościołowi w Chomentowie karczmę z polami w Korytnicy zw. Kopaczewską na modlitwy.
Długosz l14 ) wymienia wł. Korytnicy w połowie XV wieku Piotra Balickiego h. Topór i Jana Rokosza h. Połukoza. Piotr Balicki był synem Żegoty wł. Balic i Śladkowa 1429 r., był on kuchmistrzem król. 1488 r. i był wł. Balic, części Korytnicy, i Jaworu, miał on synów Jana i Stanisława w r. 1508 wł. Korytnicy, Jawora, Miławczyc, Stradowa i Ostrowa. Prócz tego Baliccy w XV w. posiadali Morawicę, Drochów, Brzegi, Brzezno, Bizorendę i Sokołów. W r. 1679 według Pawińskiego należy Jawór i Korytnica, do Jana, Żegoty i Stanisława. W r. 1619 wł. Korytnicy był Krzysztof Balicki oż. z Anną Podlodowską II-o Zygmuntową Boratyńską 1633 r., po tym posiadał ją Stanisław, brat księdza Franciszka i Jana zabitego w 1691 r. przez Turków w Kamieńcu Podolskim. Spotkałem w aktach wzniankę, że Korytnica w 1646 r. była w rękach Wojciecha Żukowskiego, podsędka sandomierskiego (może była w zastawie). Stanisława Balickiego córka Zofia ok. 1670 r. wyszła za mąż za Władysława z Pilicy Korycińskiego, stolnika krakowskiego, z którym żyła w separacji i w r. 1671 sprzedała Korytnicę za 50.000 złp. Krzysztofowi Wilczewskiemu podcz. drohickiemu, który jednocześnie był wł. Kars i Lipy. Gdy umarł Wilczewski bezdzietnie pretensje do dóbr wniósł brat jego Kazimierz Wilczewski podcz. magdeburski, żonaty z Elżbietą Oraczewską. W tym czasie 1683 r. akta chęcińskie 115) wymie-
112) Sł. geogr.
113) Bon. XI -210.
114) Dł. L. Ben. 11-363.
115) A. H K. T Kor. gr. chęc. Ins. L. 41, p. 550.
[s.60] niają wł. Korytnicy i Sokołowa Rafała Sarbiewskiego. W r. 1695 w Trybunale Lubelskim 116), znalazła się sprawa o Korytnicę Kazimierza Wilczewskiego z Zofią z Balickich. I-o Korycińską II-o żoną Jana z Rokszyc? łowczego bracławskiego wdową już 1695 r. 117), w konsekwencji czego Kazimierz Wilczewski doszedł do Korytnicy, potem miał różne sprawy z plebanem miejscowym, któremu sprawiał wiele przykrości. Jego córka Antonina wyszła za mąż za Jana Kuropatnickiego, któremu Korytnicę wniosła w posagu. Jan Kuropatnicki w 1705 r. dostał list przypowiedni na chorągiew pancerną, a w 1710 r. już nie żył, umarł, jako kasztelan biecki. Syn jego Józef w 1728 r. sprzedał Korytnicę biskupowi krakowskiemu Felicjanowi Konstantemu Szaniawskiemu h. Junosza i gdy ten biskup prawy i pobożny i zasłużony, szczególnie dla grodu kieleckiego zmarł 1732 r. Korytnica przeszła na jego bratanka Józefata Szaniawskiego, podstolego koronnego i żonę Annę z Osolińskich, która w 1754 r. daje Prebendę księdzu Pisulskiemu, jako wł. Korytnicy i kolatorka kościoła. Po niej otrzymał syn Konstanty, starosta małogoski, zm. w 1787 r., a ostatnim z rodu Szaniawskim wł. Korytnicy był syn tegoż Stanisław z Anny Scypio urodzony, krajczy koronny, szambelan i kaw. orderu Orła Białego i św. Stanisława, bezdzietny z Anną Kluszewską, zm. w 1822 r. w Krakowie, gdzie spędził ostatnie lata życia.
Od Szaniawskich przechodzi Korytnica do Przyłęckich. Jan Przyłęcki zm. w 1843 r. Po nim odziedziczyły dzieci: Teodor, Marian, Ludwik, Anastazy, Sabin i Franciszka z Przyłęckich Średnicka, Balbina Gierowska i Kornelia Janicka. W roku 1857 nabywa K. Józefa z Szymońskich Wodzińska za 46.950 rub. Wodziński był naczelnikiem komory celnej i dobrą po sobie pamięć zostawił. W r. 1858 nabywa Kamil Wydżga, który wydzierżawił K. K. Kulikowskiemu, sam z rodziną zamieszkał w oficynie, Kulikowski dobrze się rządził płacił długi, zaś w r. 1880 kupił Korytnicę, zaś Wydżga wyniósł się do Warszawy.
W r. 1901 nabywa K. Spółka: Kazimierz Majewski, Jan Rudnicki, Julian Tarnowski i Helena Wierzbicka, od nich
116) A. H. K. T Kor. fasc.
117) Ks: Wiśn, jędrz.
[s.61] w 1911 r. kupuje Jan Jeżewski syn Edmunda, który po dziś dzień posiada Korytnicę i doprowadził ją pod względem gospodarczym do stanu kwitnącego 118).
118) H. K. Ks. Kor. Dz. II. "
 
Lokalne ciekawostki kulturowe i przyrodnicze z rejonu Korytnicy, znów bez "Piekła", przynosi współczesny opis internetowy:
http://mgsobkow.info/156.html
"Rys historyczny wsi Korytnica
Ostatnia aktualizacja: 2012-07-12 16:56:31 | Przeczytano: 139 razy | Liczba komentarzy: 1
GMINA SOBKÓW, POWIAT JĘDRZEJÓW, WOJEWÓDZTWO ŚWIĘTOKRZYSKIE
Korytnica to wieś, która rozciąga się w Niecce Nidziańskiej na wysokości 200-270 metrów nad poziomem morza w malowniczej okolicy, wśród pasma wyniosłych wzgórz, ciągnących się w kierunku prawego brzegu Nidy. Nazwa miejscowości ma związek z korytami rzek Nidy i Czarnej Nidy. Leży w Gminie Sobków, 18 km na południowy wschód od Jędrzejowa. Dzieli ją tylko 15 km od krajowej trasy siódemki relacji Kielce- Kraków. Korytnica to obecnie największa wioska w gminie pod względem zajmowanej powierzchni (1423 ha) [1].
Korytnica jest miejscem atrakcyjnym turystycznie, o czym mogli się przekonać odwiedzający te strony. Rozległe, panoramiczne widoki, urozmaicone obecnością wzgórz i wydm piaszczystych, czynią z wioski dużą atrakcję. Najbardziej popularnym pagórkiem jest Góra Łysa (nazwa pochodzi od jej nie zalesionego szczytu), wznosząca się 234 metry n.p.m. Jest ona wapiennym wzniesieniu Pasma Sobkowsko-Korytnickiego kończącym ostatecznie Góry Świętokrzyskie. Zbocza pagórka i okolicę porastają rzadkie gatunki roślinności stepowej między innymi rośnie tu  pierwiosnek lekarski, zawilec wielkokwiatowy, miłek letni. Przyciągają tutaj co roku profesora Kazimierza Wiecha, entomologa z Katedry Ochrony Roślin Akademii Rolniczej w Krakowie.
Naprzeciwko Góry Łysej znajduje się drugie wzgórze, wyższe o ponad 30 metrów, zwane potocznie przez miejscową ludność Górą Grodziskową. Porasta ją bujny, ponad stuletni las. Jej nazwa wiąże się z kolei z legendą o warownym grodzie, który miał tu niegdyś się wznosić, jednak zagadka ta wciąż czeka na naukowe potwierdzenie.
Na zachód, w kierunku Nidy, na obszarze ponad 60 ha rozciąga się siedem stawów rybnych. Ze względu na obecność na obszarze akwenu rzadkich gatunków ptaków m.in. kani rudej, błotniaka stawowego, czapli białej, bąków i zimorodków,planuje się utworzenie na tym terenie parku ornitologicznego. Idąc dalej, natrafiamy wreszcie na Nidę, której meandry wiją się wśród łąk w kierunku południowym.
Pagórkowate tereny rozciągające się wokół Góry Łysej i Grodzisk kryją w sobie tajemnice zamierzchłej przeszłości. Można na nich znaleźć skamieniałe pozostałości fauny i flory tropikalnego morza mioceńskiego, pochodzące sprzed 15-16 milionów lat m.in. koralowce, pierścienice, rozgwiazdy, jeżowce, stomatopody, zachowane szczypce krabów oraz zęby i kostki słuchowe ryb, w tym największego ze wszystkich drapieżników morskich, rekina ludojada, który zapewne grasował niegdyś w Zatoce Korytnickiej.
Najbardziej popularne jest jednak całe bogactwo muszli ślimaków i małż (około 800 gatunków), które posłużyły europejskiemu gronu geologów, począwszy od XVIII wieku aż do dnia dzisiejszego, do opracowania kilku książek i opracowań odnośnie tego regionu. Warto wspomnieć, że około 30 okazów korytnickich nie miało do pewnego czasu i większość nadal nie ma swoich odpowiedników na świecie w dostępnych kolekcjach muzealnych.
Dzięki temu do Korytnicy, noszącej przydomek „mekki” bądź „perły miocenu” (jak ją określają geolodzy), zjeżdżają tłumy poszukiwaczy i miłośników skamieniałości z krajów Europy zachodniej i środkowej. Co roku, od ponad 10 lat, odwiedza te strony profesor Wacław Bałuk, paleontolog z Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego, badacz gatunków prehistorycznych ślimaków, zapoznający miejscowych z ciekawą historią procesów geologicznych zachodzących tutaj od milionów lat. Korytnica to prawdziwa skarbnica przeszłości – mawiają odwiedzający te strony. Mogli się o tym przekonać również archeolodzy z Uniwersytetu Jagiellońskiego pod kierunkiem Andrzeja Przychodniego, z kieleckiego oddziału Służby Ochrony Zabytków, którzy od sześciu już lat kontynuują na końcu wsi prace ratownicze starożytnego cmentarzyska kultury przeworskiej (II wiek przed naszą erą – IV wieku naszej ery). W 2004 roku  archeolodzy na 35 metrach rozkopanej ziemi natrafili na siedem obiektów. 5 z nich to groby, które pochodzą z II wieku naszej ery, w tym jeden bardzo specyficzny tak zwany "rowkowy", charakteryzujący się specjalnym potraktowaniem zwłok i wywodzi się z tradycji celtyckiej.
Ponadto na uwagę zasługuje jeszcze kilka grobów np.: grób wojownika odkryty w 1999 i 2001 roku, grób kowala, wojownika i groby kobiet. W grobach tych znajdowały się unikatowe przedmioty głównie w postaci żelaznych mieczy, grotów włóczni, zapinek, narzędzi kowalskich, uprzęży końskiej, ozdób kobiecych [2]. Część zbiorów można obecnie zobaczyć w kilku muzeach w Polsce m.in. Państwowym Muzeum Archeologicznym w Warszawie, Muzeum Narodowym w Kielcach, czy Muzeum Archeologicznym w Krakowie.
Na zachodnim i południowym krańcu wsi natrafiono poza tym na ślady jeszcze starszej osady łużyckiej (700 – 500 lat przed nazwą erą) oraz pozostałości znacznie późniejszego osadnictwa wczesnośredniowiecznego [3].
Tradycja badań sięga tutaj ponad osiemdziesiąt lat i jest zasługą przede wszystkim byłego miejscowego proboszcza, księdza Stanisława Skurczyńskiego, który przejął probostwo w 1920 roku. Nazywany on był "archeologiem na probostwie" i dostarczył wiele informacji o "Korytnickiej nekropolii". Odkrył on wiele grobów ciałopalnych, jamowych i popielnicowych, a także wiele narzędzi krzemiennych używanych w środkowej i młodszej epoce kamienia, pochodzących z przed 7 tys. lat przed Chrystusem. Swoje znaleziska dokładnie opisywał, a niektórym z nich robił w swoim pamiętniku rysunki [4].
Pierwszą wzmiankę na temat Korytnicy, zapisywanej w źródłach jako Choritnica bądź Corithnicza, posiadamy już z roku 1224, kiedy to książę sandomierski Leszek Biały nadał w Korytnicy przywilej dla klasztoru jędrzejowskiego podczas zjazdu rycerskiego [5].
W 1368 roku właścicielem Korytnicy był Pietrasz Jelita, kasztelan małogoski [6]. W 1413 roku syn Pietrasza Jelita, Florian, dziedzic i następny właściciel Korytnicy wybudował kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela [7]. W latach 1645-1656 Andrzej Gawłowski, proboszcz korytnicki, wystawił nową świątynię pod wezwaniem św. Floriana, która zachowała się do dziś [8]. Kościół jest murowany z kamienia, tynkowany, jednonawowy z węższym i niższym prostokątnym prezbiterium. Jego wnętrze wypełniają późnobarokowe ołtarze, główny i trzy boczne, z końca XVIII wieku, z klasycystyczną dekoracją, towarzyszącą zabytkowym freskom na ścianie południowej. Największą jednak atrakcją zdobniczą kościoła jest malowany na drewnie tryptyk z przełomu XVI/XVII wieku. Prawie sześciometrowy obraz nieznanego artysty przedstawia ukrzyżowanie Chrystusa, a na kwaterach skrzydeł ważniejsze sceny ewangeliczne z życia Jezusa. Zdaniem konserwatorów, to jedno z najcenniejszych malowideł Ziemi Kieleckiej.
W połowie XV wieku Jan Długosz wymienia Korytnicę jako własność Piotra Balickiego herbu Topór oraz Jana Rokosza herbu Półkoza [9]. Przez blisko trzysta następnych lat Korytnica przechodziła z rąk do rąk różnych właścicieli ziemskich i ich rodzin m.in. Balickich, Konarskich, Wilczewskich, Szaniawskich i Przyłęckich [10].Pod koniec XVIII wieku miejscowość wraz z kościołem padła ofiarą rabunku ruchów wojsk siejących spustoszenie w okolicy [11].W XIX wieku wybudowano tu młyn wodny, wykopano cztery stawy rybne, znaleziono liczne pokłady torfu i kamienia wapiennego. W tym czasie Korytnica posiadała trzy folwarki: Janów, Racławice i Niziny. W roku 1827 Korytnica miała 93 domy i 541 mieszkańców [12]. W 1901 roku wieś kupuje spółka złożona z czterech osób: Kazimierza Majewskiego, Juliana Tarnowskiego, Heleny Wierzbickiej i Jana Rudnickiego za łączną sumę 159 000 rubli srebrem.10 lat później prawa do niej rości sobie dziedzic Jan Jeżewski, który to doprowadza wioskę pod względem gospodarczym do stanu prężnego [13].
Rok 1932 to smutna karta w dziejach Korytnicy, miejscowość dotknął wielki pożar, w wyniku którego spłonęło 80 gospodarstw, a 400 osób straciło dach nad głową [14].
Po drugiej wojnie światowej majątek po korytnickich dziedzicach częściowo rozdano robotnikom. Resztę spadku po dawnym dworze przeznaczono na stworzenie Państwowego Gospodarstwa Rolnego, które ostatecznie upadło w 1992 roku.
--------------------------------------------------------------------------------
[1] Składnica Akt Gminy Sobków, sprawozdania Gminy z 2004 roku
[2] „Echo Jędrzejowa” 9 lipca 2004, „Perła archeologii” red. P. Chechelski
[3] „Echo Jędrzejowa” 9 lipca 2004, „Perła archeologii” red. P. Chechelski
[4] Pamiętniki ks. Stanisława Skurczyńskiwgo, Kielce 1947
[5] D. Kalina, Dzieje i zabytki małych ojczyzn, Kielce 2002 s. 42
[6] S. Borkiewicz, inż. Z. Linowicz, Monografia historyczna i gospodarcza powiatu jędrzejowskiego, Kielce 1937
[7] S. Borkiewicz, inż. Z. Linowicz, Monografia historyczna i gospodarcza powiatu jędrzejowskiego, Kielce 1937 pod red. J. Łozińskiego, B. Wolff, Katalog zabytków sztuki w Polsce, zeszyt 3,  Powiat Jędrzejowski Warszawa 1957, s. 13
[8] M. Sodo, Z Grodziska nad Nidę, Kielce - Korytnica 2000, s. 55
[9] Tamże s. 56
[10] D. Kalina, Dzieje i zabytki małych ojczyzn, Kielce 2002,s.46, 47
[11] Tamże s. 46
[12] M Sodo, Z Grodziska nad Nidę,  Kielce – Korytnica 2000, s. 55
[13] D. Kalina, Dzieje i zabytki małych ojczyzn,  Kielce2002, s. 47
[14] Akta Archiwalne Parafii Korytnica
 
autor: Anna Bujna, Małgorzata Kukuryk "
 
Czy wspomniany wyżej pożar wsi z 1932 roku pozostawił nie zatarte wspomnienie miejscowego "Piekła" ?
 
18 września 2012 roku wybrałem się do Korytnicy, by sprawdzić naocznie "piekielny rejon" z map i osobiście "zasięgnąć języka".
Wśród kilkunastu zapytanych osób nikt nie wiedział, co było dawnym powodem nadania lokalnej nazwy Piekło. Kilka osób przypuszczało, iż ta nazwa to międzywojenne echo ciągłych kłótni sąsiedzkich pomiędzy zwaśnionymi rodzinami.
"Rozpieklone" kobiety wciąż wrzeszczały na siebie, a obserwujący podniecali je zgiełkiem wydawanym z uderzeń blaszanymi przykrywkami w patelnie.
To był powtarzający się często "piekielny hałas" ...
 
Droga do "Piekła" nie wyróżniała się złowieszczymi fragmentami krajobrazu. Podworskie mury przydrożne wkraczały w fazę ruiny, przydrożne łąki okryte były gęstwiną traw, ziół, kwiatów i krzewów, staw z widokiem na zaplecze dworskie sprawiał wrażenie sielskości.
Dolina lokalnej rzeczki, sąsiadującej ze stawem, była już "piekielnie" zarośnięta - choć to przecież ekologiczny "raj"...
Rosochate wierzby przywodne, z wypalonymi dziuplami, mogły kojarzyć się z diabelskimi siedliskami "Rokity" ;-).
Intrygujące było Niebo nad "Piekłem" - samoloty pozostawiały smugi kondensacyjne, mające jeden lub dwa cienie w wyższych chmurach.
Entuzjaści UFO mogą dostrzegać w ich sąsiedztwie uwiecznione NOLe...
Załączone pomniejszenia opisanych fotografii z powyższymi motywami przybliżą "nastrój chwili".
 
Zagadka korytnickiego "Piekła" pozostała jednak otwarta...
Całe szczęście, iż w miejscowym kościele pręży się figura świętego Floriana, gotowego do walki z "ogniami piekielnymi" ...
Szkoda, iż przydrożna tablica "Przyrodnicza Ścieżka Dydaktyczna" zapomniała o oznaczeniu korytnickiego "Piekła"...
 
I tym kończę kolejny "tasiemiec", pozdrawiając czytających (są tacy ;-) ?).
 
P.S. Ostatnie e-maile z "Otwartym Niebem" (księżycowy tranzyt NOLa)  pozostały bez Waszego echa - może bardziej zainteresuje Was "Zamknięte (?) Piekło" ?
 

Zdjęcia załączone do tekstu:

 

 



zwiń tekst



Asteroida 1998 QE2 przeleci obok Ziemi
Pon, 20 maj 2013 10:34 komentarze: brak czytany: 1297x

Asteroida 10 razy większa od Titanica przeleci obok Ziemi już 31 maja tego roku - informuje independent.co.uk. Obiekt o nazwie 1998 QE2 ma długość ponad 2,7 km. Asteroida została odkryta 19 sierpnia 1998 roku przez słynny Massachusets Institute of Technology. Mimo swojej wielkości, obiekt nie zagraża naszemu bezpieczeństwu, ponieważ dystans pomiędzy asteroidą a Ziemią wyniesie 5,8 mln km. To 15 odległości.......

czytaj dalej

Asteroida 10 razy większa od Titanica przeleci obok Ziemi już 31 maja tego roku - informuje independent.co.uk. Obiekt o nazwie 1998 QE2 ma długość ponad 2,7 km.

Asteroida została odkryta 19 sierpnia 1998 roku przez słynny Massachusets Institute of Technology. Mimo swojej wielkości, obiekt nie zagraża naszemu bezpieczeństwu, ponieważ dystans pomiędzy asteroidą a Ziemią wyniesie 5,8 mln km. To 15 odległości Ziemia-Księżyc. 1998 QE2 zbliży się na najmniejszą odległość od 200 lat.

1998 QE2, będzie natomiast idealnym celem obserwacji dla astronomów.

- Mamy nadzieję zrobić bardzo dokładne zdjęcia jej powierzchni - mówi Lance Brenner z należącego do NASA Laboratorium Napędu Odrzutowego. Brenner, dodaje też, że jest duża szansa na określenie bardzo różnych parametrów asteroidy. Mowa tu na przykład o dokładnym rozmiarze, a także o kierunku jej obrotu.

Zdobycie tego typu informacji pomoże m.in. określić pochodzenie ciała niebieskiego.

Ostatni przelot tego typu obiektu naukowcy zarejestrowali na początku marca tego roku. Około 100-metrowa asteroida 2013 ET znalazła się wówczas zaledwie 960 tys. km od Ziemi.

(independent.co.uk, space.com)

 

 

 

I jeszcze jedna wiadomość związana z Księżycem.

Wielka eksplozja na Księżycu po uderzeniu meteorytu

Wielki meteoryt uderzył w Księżyc, pozostawiając na jego powierzchni krater o średnicy ok. 20 metrów. Zdaniem naukowców, błysk, jaki towarzyszył uderzeniu, był tak duży, że dało się go zauważyć gołym okiem – podaje skynews.com.

Księżyc, fot. NASA
Księżyc, fot. NASA

Do zdarzenia doszło 17 marca tego roku w regionie nazywanym Mare Ibrium, jednak dopiero teraz informację o nim podano do wiadomości publicznej.

Zdaniem naukowców, kosmiczna skała prawdopodobnie poruszała się z prędkością ponad 90 tys. km/h godzinę w chwili, gdy rozbiła się na powierzchni naszego satelity.

I chociaż średnica meteorytu prawdopodobnie nie przekraczała 0,5 metra, siła uderzenia odpowiadała eksplozji prawie 5 ton trotylu. Pozostał po nim kolejny krater na księżycowej tarczy. Błysk światła był tak silny, że dało się go zauważyć nawet bez teleskopu.

NASA ma nadzieję, że gdy sonda Lunar Reconnaissance Observer zdoła sfotografować krater, gdy znajdzie się w pobliżu miejsca eksplozji.

Księżyc jest szczególnie podatny na uderzenia meteorytów, ponieważ – w przeciwieństwie do Ziemie - nie ma atmosfery. Dlatego kosmiczne skały nie spalają się, zbliżając się do jego powierzchni.

Od 2005 roku NASA udało się zarejestrować ponad 300 uderzeń meteorytów w naszego satelitę. Żadne z nich nie miało jednak siły eksplozji z 17 marca.

(skynews.com)



zwiń tekst



MOJA PRZYGODA Z BRZOZĄ
Pon, 8 kwi 2013 08:24 komentarze: brak czytany: 695x

O tym, że drzewa posiadają niezwykłą energię, świadczy wiele relacji czytelników serwisu FN. Oto jedna z nich:  Droga Redakcjo,pozwoliłem sobie wysłać link do mojego bloga, w którym przedstawiam autentyczną historię z moją ukochaną brzozą. Upłynęło już 4 lata a ja wciąż mam w swoich oczach jej widok i głębokie odczucia.  Jeśli uważacie Państwo, że tekst ten m.......

czytaj dalej

O tym, że drzewa posiadają niezwykłą energię, świadczy wiele relacji czytelników serwisu FN. Oto jedna z nich: 

 

Droga Redakcjo,

pozwoliłem sobie wysłać link do mojego bloga, w którym przedstawiam autentyczną historię z moją ukochaną brzozą. Upłynęło już 4 lata a ja wciąż mam w swoich oczach jej widok i głębokie odczucia.  Jeśli uważacie Państwo, że tekst ten mógłby zainteresować Czytelników Nautilusa chętnie wyrażam na to zgodę. 

 
  

Moje doświadczenie z "Umysłem" drzewa

Zbliżała się wiosna, pierwsze słoneczne zaloty do budzącej się szybko przyrody stwarzały szansę na koniec zimowej drzemki. Moje piękne okazałe trzy brzozy  przed domem pierwsze zareagowały swym ożywieniem na zaistniałe zmiany. Kochałem je, bo odpłacały urodą i promieniującą żywotną energią, ale równocześnie strofowałem za destrukcyjną rolę ich systemu korzennego. Ekspandując w ogród zniszczyły chodnik i zagrażały schodom. Nadeszła więc pora na bolesne, ale konieczne usunięcie z ogrodu moich przyjaciół.

Wczesnym rankiem, przed przyjściem ekipy drwali, podszedłem pod ich korony pożegnać się z nimi, dziękując w sercu za układającą się między nami zażyłość a równocześnie przeprosić za pozbawienie ich życia. Objąłem koronę gałęzi najbardziej okazałej i lubianej brzozy, tuląc się do niej z głębokim uczuciem wdzięczności i równoczesnych przeprosin.

Kiedy tak złączyliśmy swoje energie usłyszałem coś dziwnego. Nie znany uszom dźwięk, taki wdzięczny, ale równocześnie smutny, coś w rodzaju cichego dłuższego paf….paf.. Drgania płynące od brzozy mocno poruszyły moje zmysły dając mi osobliwe uczucie entuzjazmu.


Odskoczyłem od korony i wówczas moim oczom ukazał się niezwykły obraz, przecudnej chmury elektronów wydobytych z całej korony drzewa. Słońce, które wychodziło z za  horyzontu podkreśliło urodę zjawiska. Każdy elektron w tej potężnej i gęstej chmurze na tle promieni wschodzącego słońca zdawał się manifestować w cudownym krysztale, wielokątnymi odbiciami promieni. Mimo woli w tym ekstatycznym przeżyciu z moich oczu popłynęły łzy radości z widoku absolutnego piękna. Równocześnie wzmocniona energia mego ciała wyostrzyła wszystkie zmysły, czyniąc mnie Najszczęśliwszym – Tu i Teraz.

Rozkoszowałem się tym boskim widokiem, ale chmura cudownych mini krysztalików z każdą sekundą zawężała swój obłok. Wprawdzie czas dla mnie stanął w miejscu, niemniej jednak zdawałem sobie sprawę z nieuchronności końca zjawiska. Brzoza wchłaniała swoje ciało astralne czy eteryczne i po kilkunastu sekundach dotknęła już odnóżek swoich gałęzi. A ja długo jeszcze stałem zahipnotyzowany cudowną energią „mowy” mojej ukochanej brzozy.

Pojawili się drwale a ja nie byłem wstanie opowiedzieć im doznanego „cudu” by nie profanować przeżycia a równocześnie niczym zdrajca potwierdzić zgodę na wydany wcześniej wyrok. Była to najbardziej bolesna  decyzja w moim życiu.

Po usunięciu korzeni i oczyszczeniu terenu przez trzy miesiące wycięta brzoza dawała o sobie znak w postaci fontanny wydobywającej się z ziemi białej piany.
Ziemia była nasączona z tej piany tak obficie wodą, że przez kilka miesięcy miejsce nie było dostępne dla ludzkiej stopy.
Pozostałe wycięte brzozy jakby nie istniały, umarły tak bez żadnego krzyku rozpaczy, czy pożegnania. Na ich miejscu nie pojawił się żaden ślad.

Jestem pewien, że świat przyrody stanowi integralną część z człowiekiem. Obojętność czy nawet wrogość względem niej to takie samo kalectwo duchowe,  jak brak empatii dla drugiego człowieka. Przyroda podobnie jak my, tylko może w mniejszym stopniu, posiada jakąś nieznaną nam jeszcze jaźń, która dzięki naszej otwartości na nią może ubogacić naszą Świadomość.

 

http://www.bochenia.pl/blogi/jozef-lacki/2013/moje-dowiadczenie-z-umyslem-drzewa.html

 

Serdecznie pozdrawiam

 Józef Łącki Bochnia

 

"Jeśli inteligencja jest zdolnością do zdobywania i przyswajania wiedzy, to rośliny są inteligentne w pełnym tego słowa znaczeniu" - Leslie Sieburth

Pisałem na Bochenii o fenomenie  świata roślin. Temat ten mimo woli stał się również moim osobistym, niezwykłym doświadczeniem, którym chciałem się z Państwem podzielić.

KLIKNIJ NA LINK, ABY SKOMENTOWAĆ TEKST W HYDEPARKU FN



zwiń tekst



Wywiad z neurochirurgiem Ebenem Alexandrem
Pon, 8 kwi 2013 07:05 komentarze: brak czytany: 494x

 -----Original Message-----From: xxxxxxxxxxxxSent: Friday, April 05, 2013 12:33 AMTo: Fundacja NautilusSubject: Śmierć kliniczna, wywiad z neurochirurgiem Ebenem Alexandrem Witam Państwa!Polecam wysłuchanie wywiadu (3 kwietnia 2013 roku), którego zapis dźwiękowy dostępny jest na stronach serwisu internetowego Radia TOK FM w dziale podcasty - http://www.tokfm.pl/Tokfm/0,130515.html.......

czytaj dalej

 

-----Original Message-----
From: xxxxxxxxxxxx
Sent: Friday, April 05, 2013 12:33 AM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Śmierć kliniczna, wywiad z neurochirurgiem Ebenem Alexandrem

 Witam Państwa!

Polecam wysłuchanie wywiadu (3 kwietnia 2013 roku), którego zapis dźwiękowy dostępny jest na stronach serwisu internetowego Radia TOK FM w dziale podcasty -

http://www.tokfm.pl/Tokfm/0,130515.html

Myślę, że warto poinformować sympatyków Fundacji Nautilus o tym materiale. 

Kod źródłowy, który można wstawić na blog, stronę internetową, etc.,  zawiera bezpośredni adres do pliku audio -  

 

http://bi.gazeta.pl/im/1/13674/m13674671.mp3 

Pozdrawiam

Rafał, Starachowice

 

SKOMENTUJ TEKST W HYDEPARKU FN



zwiń tekst



MÓWIŁA, ŻE JEST JASNOWIDZEM I... UDOWODNIŁA TO!
Pon, 1 kwi 2013 09:44 komentarze: brak czytany: 537x

Czy ta kobieta naprawdę miała zdolności jasnowidcze? Wszystko wskazuje, że tak. Oto treść e-maila, który przyszedł na naszą skrzynkę nautilus@nautilus.org.plWitam drogiego Nautilusa,  natknąłem się na ciekawy odcinek "Gry w ciemno" (teleturniej prowadzony przez Ibisza, który leciał swego czasu w Polsacie, potem w Polsacie 2) gdy jeszcze Ibisz był stary :). Zaintrygowała.......

czytaj dalej

Czy ta kobieta naprawdę miała zdolności jasnowidcze? Wszystko wskazuje, że tak. Oto treść e-maila, który przyszedł na naszą skrzynkę nautilus@nautilus.org.pl

Witam drogiego Nautilusa,

 natknąłem się na ciekawy odcinek "Gry w ciemno" (teleturniej prowadzony przez Ibisza, który leciał swego czasu w Polsacie, potem w Polsacie 2) gdy jeszcze Ibisz był stary :). Zaintrygowała mnie Pani biorąca udział w grze - poprawnie odgadła zawartość wszystkich kopert 

 

Zrobiła to bez większego wahania. Od ludzi słyszałem - mentalistka - cóż...

tylko, że ona w większości nie patrzy na twarz Krzysztofa tracąc cenne w mentalistycznych technikach informacje behawioralne. Może warto byłoby spotkać się z tą Panią - może nadałaby się do projektu Messing?

 

Jak najbardziej ta osoba nadaje się do naszego projektu "Messing". Musimy jednak ustalić do niej kontakt. Z tym może być kłopot, ale... zobaczymy, co da się zrobić.

Cały film można zobaczyć po przejściu do Hydeparku FN, wystarczy kliknąć link poniżej:

KLIKNIJ NA LINK I SKOMENTUJ TEKST W HYDEPARK FN



zwiń tekst



TAJEMNICZE BRAMY DO INNYCH ŚWIATÓW
Pon, 1 kwi 2013 09:20 komentarze: brak czytany: 874x

Szanowna Redakcjo,Podsyłam interesujący materiał. Skomponowałem go jakiś czas temu, i może Was zainteresuje. Przepraszam, za pewną ilość linków, lecz dobrym jego uzupełnieniem są chyba rysunki i fotografie:###Tajemnicze bramy do innych światówOto Puerta de Hayu Marca, w Chile, nazywana Bramą Bogów:http://nieznanaplaneta.files.wordpress.com/2011/06/a2.jpgNa temat tajemniczej struktury.......

czytaj dalej

Szanowna Redakcjo,

Podsyłam interesujący materiał. Skomponowałem go jakiś czas temu, i może Was zainteresuje. Przepraszam, za pewną ilość linków, lecz dobrym jego uzupełnieniem są chyba rysunki i fotografie:

###

Tajemnicze bramy do innych światów

Oto Puerta de Hayu Marca, w Chile, nazywana Bramą Bogów:
http://nieznanaplaneta.files.wordpress.com/2011/06/a2.jpg

Na temat tajemniczej struktury w Andach pisze Ellen Lloyd w "The Stargate of the Alien Gods" (http://www.redicecreations.com/specialreports/2006/08aug/stargate.html - skrócone tłumaczenie):
"Mając klucz i sekretną wiedzę można otworzyć kosmiczny portal który prowadzi do świata bogów, wykraczający poza ludzką wyobraźnię, gdzie spotkać można gwiezdnych mistrzów. Podania indian, mówią, iż istnieje pewna międzywymiarowa brama ukryta gdzieś w Andach. Ma to być jedno z wielu tego typu wrót. Brama w Peru, widoczna na zdjęciach, znajduje się w odległości około 35 km od miasta Puno (leżącyn nad jeziorem Titicaca). Ta "Brama Bogów" nazywana jest Puerta de Hayu Marca. Dawna legenda opowiada, jakoby istniał do tej bramy klucz - złoty dysk. Jego właściciel może otworzyć bramę, wchodząc do królestwa dawnych władców niebios. Zgodnie z legendą, Amaru Muru (Manco Capac), pierwszy król – kapłan Inków miał pochodzić z tajemniczego miejsca, z którego na krótko przed jego zniszczeniem został wysłany w świat z innymi mędrcami, z misją nauczania i tworzenia cywilizacji. Ze zniszczonego świata zabrali sekretne pisma, przybywając w świetlnych statkach do doliny w Peru. Wznosili miasta i światynie na silnych wirach, a imperium rozciągnęło się na całą Amerykę Południową. Ze złotego (słonecznego) dysku uruchamiającego bramę (prawdopodobnie zbudowaną przez Amaru Muru) korzystano rzadko, przechowując w specjalnej komnacie. Dziś świadkowie zamieszkujący tę okolicę mówią o tajemniczych istotach, w zagadkowy sposób przenikających tamtejszy portal. Co interesujące, w środku bramy znajduje się otwór, wykonany jakby specjalnie do włożenia weń dysku."

Brama wygląda tak, jakby się coś "odcisnęło" w płynnej skale. Jakby wziąć jakiś przedmiot i odcisnąć w plastelinie. Gdyby tak było, to nie byłyby to wrota ale odciśnięcie czegoś wielkiego w skale, która zanim zastygła napotkała na jakiś regularny twór na powierzchni. Wejście do innego wymiaru, powiedz "przyjacielu" i wejdź?

To nie jedyna tajemnicza brama na świecie. Oto, uważana dawniej za grobowiec Króla Midasa, świątynia (550 p.n.e) poświęcona frygijskiej bogini Kybele:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/51/MidasSehri.Tomb.jpg



Zbieżność?

Z boginią Kybele także łączy się... tajemniczy dysk:
http://farm4.static.flickr.com/3100/2565047376_b169ab8df7.jpg
http://www.sourcememory.net/art/anadolu/serdica.png

Ten okrągły dysk, to tzw. tympanon, w rozwiniętym kulcie bogini oznaczający tamburyn. Czy bogini frygijska mogła być podróżniczką, korzystającą dzięki swojemu dyskowi z bramy? Kybele, czczona odtysiącleci jako bogini matka, była boginią płodności, urodzaju, wiosny i miast obronnych. Czy podobnie jak Amaru Muru mogła być ona "budowniczką" światów, przyniósłszy ze sobą wiedzę potrzebną do budowy cywilizacji? A może, tajemniczy monument w Turcji był jedynie kopią prawdziwej bramy, stworzoną na potrzeby kultu, gdy bogini opuściła już Ziemię?

To nie jedyna bogini matka, której atrybutem był dysk. Egipska Izyda na głowie nosiła tzw. dysk słońca:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/cd/Egypt.IsisHorus.01.png

Czy nie ma to związku z tajemniczym dyskiem z Peru? Czy starożytni bogowie byli w rzeczywistości podróżnikami, trafiwszy na Ziemię po katakliźmie, a korzystający później z gwiezdnych bram które zbudowali?

Inna boginia matka, której atrybutem był rodzaj dysku:
Isztar i ośmioramienna gwiazda (http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/aa/Kudurru_Melishipak_Louvre_Sb23_Ishtar-star.jpg). Przy okazji, czy poświęcenie przez Nabuchodonozora II monumentalnej bramy w starożytnym Babilonie właśnie bogini Isztar, nie było jakimś nawiązaniem do faktycznego miejsca z którego mogła przybywać? A może to wciąż jedna i ta sama osoba?  Na temat portalu w Peru - pełne polskie tłumaczenie jest m. in. tutaj:
http://forum-przebudzenie.rozwojduchowy.net/?/p/913/gwiezdne-wrota-i-powr%C3%B3t-bog%C3%B3w

Inne źródła o portalu w Peru:
http://www.vismaya-maitreya.pl/zakryte_zagadki_brama_do_gwiazd.html
http://nieznanaplaneta.wordpress.com/2011/06/08/puerta-de-hayu-marca/ (zdjęcia w wysokiej rozdzielczości)
http://www.labyrinthina.com/maplaketiticaca.htm (po angielsku, szczególnie nt. słoneczego dysku)

O świątyni Kybele w Turcji (po angielsku)
http://www.turkeytravelplanner.com/go/Aegean/Afyon/MidasSehri.html ###  Z pozdrowieniami,Czytelnik

 



zwiń tekst



Szatan włazi z butami - wywiad z egzorcystą
Nie, 31 mar 2013 16:23 komentarze: brak czytany: 528x

 Dzisiaj, gdy ludzie odchodzą 
od Ewangelii, zło osobowe może mieć dużo do powiedzenia. A to jest bardzo realny świat, nieraz byłem świadkiem, jak różne złe duchy 
w człowieku komunikowały się ze sobą czy rozkazywały sobie – mówi ks. Michał Olszewski, egzorcysta, Michałowi Płocińskiemu.źródło: http://www.rp.pl/artykul/107684,994804-Rozmowa-z-egzorcysta--.......

czytaj dalej

 Dzisiaj, gdy ludzie odchodzą 
od Ewangelii, zło osobowe może mieć dużo do powiedzenia. A to jest bardzo realny świat, nieraz byłem świadkiem, jak różne złe duchy 
w człowieku komunikowały się ze sobą czy rozkazywały sobie – mówi ks. Michał Olszewski, egzorcysta, Michałowi Płocińskiemu.

źródło: http://www.rp.pl/artykul/107684,994804-Rozmowa-z-egzorcysta--Szatan-wlazi-z-butami.html

 

 

 

 

 Papież Franciszek często wspomina o Szatanie, podczas jednej z pierwszych po wyborze homilii powiedział: „Kto nie modli się do Boga, to modli się do Szatana”. Jak to rozumieć?


To są niesamowite słowa, byłem zaszokowany, jak je przeczytałem. Ojciec Święty pokazał wszystkim katolikom, że mamy tylko jeden kierunek: Ewangelię. Jeżeli zostaliśmy ochrzczeni, czyli otworzyliśmy swoje serce przed Jezusem Chrystusem, to nie możemy już przestać modlić się do Boga, bo jeżeli przestaniemy, to automatycznie staniemy po drugiej stronie, po stronie Zła pisanego wielką literą. To samo mówi Apokalipsa: nie można być letnim – albo będziesz gorący, albo będziesz zimny. Cieszę się więc, że Ojciec Święty nie bał się tak mocno powiedzieć o potrzebie wiary, bo od Pawła VI żaden papież tak konkretnie nie postawił tej sprawy.


Na ile w dzisiejszym świecie można w ogóle mówić o Szatanie? To brzmi jak kazanie rodem ze średniowiecza.


To kwestia tego, jak podchodzimy dziś do wiary. Jeżeli poważnie traktujemy Ewangelię, to musimy przyjąć ją w całości: z objawieniem się Boga, jego miłością, ale także ze świadomością tego, że istnieje zło, także zło osobowe. Przecież nie brakuje w Piśmie Świętym opowieści, jak Jezus egzorcyzmował i wyrzucał z opętanych ludzi złe duchy. Niestety, nie brakuje w Kościele i ludzi zajmujących stanowisko liberalne, którzy choć może nie odrzucają istnienia zła, to jednak podważają osobowe jego istnienie. Banalizują ten problem, próbują go zepchnąć do przestrzeni fantasy i podchodzą do tego zagadnienia w kategoriach baśniowych.


W historii Kościoła poglądy podważające istnienie osobowego zła nie były rzadkością, może jest więc coś na rzeczy...


Na przestrzeni wieków rzeczywiście pojawiało się wielu duchownych, którzy twierdzili, że jedyne zło, jakie istnieje, to zło, które czynią ludzie. Przeczytajmy jednak wypowiedzi papieży, choćby tych z ostatnich lat: Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI, a w ostatnich dniach także Franciszka. Wynika z nich, że każdy, kto odrzuca istnienie Szatana, sam stawia się poza nauczaniem Kościoła. To jasno wynika z Ewangelii. Poza tym odrzucanie istnienia złych duchów zawsze jest ze szkodą dla człowieka. Gdybyśmy mieli większą świadomość istnienia osobowego zła, to mielibyśmy jeszcze większą świadomość wielkości Pana Boga. Co za tym idzie, jaśniej widzielibyśmy potrzebę życia w zgodzie z Ewangelią i łatwiej czynilibyśmy świat piękniejszym. Po prostu wszystkim żyłoby się lepiej.


Co właściwie ksiądz ma na myśli, mówiąc o osobowym Złu? Czy istnieją jakieś złe duchy?


W Piśmie Świętym mamy naukę o aniołach, którzy zostali stworzeni jako dobre duchy. Z tradycji jednak wiemy, że w pewnym momencie część aniołów zbuntowała się, bo nie chcieli służyć Bogu, który postanowił przyjąć ludzkie ciało w osobie Jezusa z Nazaretu. I teraz tak: jeśli Bóg przyjął ludzkie ciało, to naturalnie Szatan człowieka do cna znienawidził. Znienawidził nas przez to, że Bóg nas ukochał. Złe duchy więc robią Bogu na przekór, wydzierają Mu ludzkie dusze i przeciągają na swoją stronę. Wszystko to z zemsty, a przerodziło to się w nieustanną walkę dobra ze złem. Ona wciąż trwa, choć po zmartwychwstaniu Jezusa my na szczęście jesteśmy po stronie wygranej – jeśli przyjmujemy do serca Jezusa Chrystusa, to te duchy nam nie zagrażają. Pod opieką Pana Boga nic nam nie grozi.


Skoro Kościół nie ma wątpliwości co do istnienia złych duchów, które dręczą człowieka, dlaczego polskie diecezje zaczęły powoływać własnych egzorcystów dopiero w ostatnich dwóch–trzech latach? Wcześniej dotrzeć do egzorcysty to była droga przez mękę.


Rzeczywiście, dawniej egzorcyści byli trochę ukrywani, traktowani jako temat tabu. Nie wiadomo było, jak do nich dotrzeć, kim oni właściwie są, co robią. Kiedy byłem na kursie egzorcystów w Rzymie, jeden z wysokich hierarchów opowiadał nam, że dziś Kościół zrozumiał, że egzorcystów trzeba zacząć formować tak, jak się formuje wychowawców czy spowiedników. Zmieniło się zupełnie patrzenie na tę posługę. To jest świeżość i prostota nowego spojrzenia na Ewangelię. Dziś podkreśla się, że to, co działo się 2000 lat temu i zostało spisane w Nowym Testamencie, także dzieje się dzisiaj. Jezus Chrystus nadal chodzi po ziemi, co prawda za pośrednictwem swoich uczniów, i nadal chce dokonywać tych samych znaków i cudów – chce uzdrawiać, uwalniać, dawać ludziom słowo, które budzi wiarę. Ja, jako ksiądz i egzorcysta, z cudów opisanych w Ewangelii jeszcze nie widziałem chyba tylko wskrzeszenia, a wierzę, że i to Pan Bóg da mi doświadczyć.


Ale nawet nie wszyscy księża wierzą w egzorcyzmy. Niedawno jeden z jezuitów stwierdził publicznie, że dziś praktyką Kościoła jest odsyłanie ludzi poszukujących egzorcysty do psychiatry. A on sam – jak mówił - w pierwszej kolejności wysłałby do psychiatry wszystkich egzorcystów.


Trudno mi dyskutować z ludźmi, którzy nigdy nie byli świadkami egzorcyzmu. Myślę sobie wtedy: zabrałbym cię na jeden egzorcyzm, pozostawił na kilka godzin przy osobie opętanej, przy jej rodzinie i dał ci szansę zmierzyć się z tym. Dopóki czegoś nie doświadczymy sami, opieramy się jedynie na swoich wyobrażeniach, nie zawsze prawdziwych.


Także wielu ludzi nauki uważa, że Kościół mami czarami ludzi, którzy tak naprawdę potrzebują pomocy psychiatrycznej.


Takim naukowcom ewidentnie brakuje pokory co do swojej wiedzy. Ich pojęcie nauki odrzuca przestrzeń duchową, wyklucza ją. To wynika z tego, że brakuje im narzędzi, by te kwestie ogarnąć swoim językiem. Dla mnie jest zrozumiałe, że naukowcy szukają naukowej odpowiedzi na problem opętania, tak samo jak zrozumiałe jest, że jej nie znajdują.


Ksiądz odrzuca naukowe wyjaśnienia przypadków opętania? Nie współpracuje ksiądz z psychologami czy psychiatrami, bo oni nie rozumieją przestrzeni duchowej?


Absolutnie tak nie jest, zawsze pracuję w zespole z psychiatrą, 
a także z psychologiem mężczyzną 
i psychologiem kobietą oraz z innymi księżmi, by mieć różne narzędzia do rozpoznania problemów osób, które się do mnie zgłaszają. Przecież nieraz tak jest, że komuś się wydaje, iż jest opętany przez złe duchy, a tak naprawdę nie ma on problemu duchowego, lecz psychiczny i potrzebuje nie egzorcysty, tylko lekarza. Często jest też tak, że te problemy się nakładają na siebie, więc ja sam tej osobie w pełni nie pomogę. Człowiek ma ciało, umysł i duszę – nie można leczyć tylko duszy, jeśli jej problemy przekładają się także na psychikę, powodują lęki, depresję albo gdy uszczerbku doznało ciało, bo przez opętanie ktoś nie mógł jeść, pić, okaleczał się itd.


Rozumiem, że ludzi mających problemy psychiczne, a nie duchowe ksiądz odsyła do psychologa. A czy psycholodzy czasem odsyłają do księdza ludzi opętanych?


Część diecezji w Polsce każdego, kto zgłasza się po pomoc egzorcysty, najpierw kieruje do psychologa, a dopiero potem psycholog może skierować taką osobę do egzorcysty. To bardzo niedobre rozwiązanie, bo psychologowie nie mają przecież narzędzi do rozpoznania obecności złych duchów. Sam nieraz miałem problem w takim rozeznaniu. Pamiętam, jak kiedyś przyszła do mnie prosta, niewykształcona kobieta, nieznająca żadnego języka obcego itd. Myślałem, że potrzebuje ona psychiatry, skontaktowałem ją więc z bardzo dobrym lekarzem i jak już się żegnaliśmy, postanowiłem ją pobłogosławić. Jak tylko położyłem na niej rękę i zacząłem się modlić, w nią jak gdyby coś wstąpiło. Zaczęła wyklinać mnie po włosku, całym stekiem wyszukanych przekleństw bez ani jednego błędu językowego. Jak to wyjaśnić chorobą psychiczną?...


Czytałem ostatnio książkę Roberta Tekielego „Zmanipuluje Cię, kochanie”, w której praktycznie cały świat poza Kościołem przedstawiony jest jako zagrożenie duchowe. Wychodzi na to, że wschodnie sztuki walki to prawie satanizm...


Nie banalizowałbym tak tego, bo sam trenowałem wyczynowo sporty walki, mam czarny pas w taekwondo, a cztery lata spędziłem nawet w kadrze narodowej. Wszystko to odczułem na własnej skórze. Trenując przez dziesięć lat taekwondo, codziennie wchodziłem na salę i kłaniałem się do jin-jang, symbolu umieszczonego na fladze Korei. Ten symbol wyraża wiarę, że w każdym złu jest coś dobrego i w każdym dobru jest coś złego. A taka koncepcja jest zupełnie nie do pogodzenia z chrześcijaństwem, bo my wiemy, że nie ma równowagi sił dobra i zła w kosmosie, jak twierdzi filozofia Wschodu. Jezus pokonał zło raz na zawsze, poprzez krzyż i zmartwychwstanie.


Ale co jest złego w tym, że ksiądz się kłaniał przed jakimś symbolem?


Po prostu była we mnie niespójność, oddawałem pokłon jakimś bożkom, a dekalog mówi: nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Nie sama flaga jin-jang czy taekwondo było dla mnie jakimś zagrożeniem, ale to, że w moim sercu dopuszczałem się pewnej formy zdrady. Kiedy oddajemy jakiejkolwiek filozofii sprzecznej z Ewangelią swoje serce, to tworzy się w nim szczelina. To przestrzeń, którą złe duchy mogą dostać się naszej duszy, aby ją opanować. A złe duchy od Pana Boga odróżnia także to, że Bóg zawsze szanuje naszą wolną wolę i pyta człowieka, czy chce go przyjąć. Szatan nie pyta, tylko włazi z butami. Niestety, doświadczenie egzorcystów nie zawsze jest brane na poważnie, a szkoda, bo dzisiaj, gdy ludzie odchodzą od Ewangelii, zło osobowe może mieć dużo do powiedzenia. Trzeba wiedzieć, że to jest bardzo realny świat, nieraz byłem świadkiem, jak różne złe duchy w człowieku komunikowały się ze sobą, rozkazywały sobie itd.


A więc jest tak, jak mówi papież Franciszek: każdy, kto nie wierzy w Boga, prędzej czy później trafi w ręce Szatana?


Pan Jezus oczywiście nie umarł tylko za katolików, umarł za każdego człowieka. Każdy, kto nie spotkał Jezusa i nie poznał Ewangelii, może być zbawiony, jeśli będzie żył zgodnie z własnym sumieniem i po prostu czynił dobro. Tylko że my, ludzie ochrzczeni, mamy pełniejszą wiedzę o Prawdzie i naturalne dla nas jest życie zgodne z Ewangelią. Dla nas opuścić drogę wytyczoną przez Jezusa Chrystusa to tak jakby rybę wyciągnąć z akwarium i położyć obok na stole. Ale oczywiście nie tylko ludziom ochrzczonym zagrażają złe duchy, bo zagrażają one każdemu, kto odda się złu. Nie przypadkiem w innych wierzeniach także sprawuje się egzorcyzmy. Inne religie mają przecież bardzo dużą świadomość istnienia duchów. Kiedyś egzorcyzmowałem kobietę, która była przez wiele lat w ruchu Hare Kriszna. Wyjaśniła mi, że krisznowcy co roku wcale nie przechodzą wybrzeżem Bałtyku i biją w bębenki ot, tak sobie. Oni wtedy przyzywają złe duchy, aby wstąpiły w ludzi, którzy leżą na plaży.


Ks. Michał Olszewski jest sercaninem, egzorcystą diecezji kieleckiej 
i znanym rekolekcjonistą

 

SKOMENTUJ TEKST W HYDEPARKU FN



zwiń tekst



CZŁOWIEK, KTÓRY PRZEKROCZYŁ GRANICĘ ŚMIERCI
Nie, 24 mar 2013 10:19 komentarze: brak czytany: 668x

To jedna z najbardziej ciekawych sytuacji - zaciekły sceptyk, który po przeżyciu z pogranicza życia i śmierci zmienia swoje poglądy o 180 stopni! Mamy w Polsce całkiem sporą grupę takich ludzi. Na portalu onet.pl ukazał się bardzo ciekawy wywiad z Dr Eben`em Alexander`em.http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/czlowiek-ktory-przekroczyl-granice-smierci,1,5450841,wiadomosc.htmlWszystko zaczęło.......

czytaj dalej

To jedna z najbardziej ciekawych sytuacji - zaciekły sceptyk, który po przeżyciu z pogranicza życia i śmierci zmienia swoje poglądy o 180 stopni! Mamy w Polsce całkiem sporą grupę takich ludzi. Na portalu onet.pl ukazał się bardzo ciekawy wywiad z Dr Eben`em Alexander`em.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/czlowiek-ktory-przekroczyl-granice-smierci,1,5450841,wiadomosc.html

Wszystko zaczęło się, gdy ten znany lekarz zapadł na groźną chorobę. Jak mówi, udało mu się wtedy przekroczyć granicę życia i śmierci. Teraz przedstawia dowód na istnienie Boga i nieba. Jego relacja to wstrząs dla całego dorobku naukowego ludzkości. 

Dr Eben Alexander, znany amerykańscy neurochirurg, był sceptykiem jeśli chodzi o wiarę w Boga i życie po śmierci. Pięć lat temu dotknęło go zapalenie opon mózgowych, które kompletnie przewartościowało jego życie. Gdy przez siedem dni leżał w śpiączce, "zajrzał do nieba". To doświadczenie pozwoliło uzyskać mu wiedzę na temat Boga i "królestwa ducha". Napisana przez niego książka "Dowód", która w Polsce ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak, wywołała ożywioną dyskusję w środowisku naukowców, ponieważ rzuca wyzwanie całej zdobytej przez ludzkość wiedzy.

Z doktorem Ebenem Alexandrem rozmawia Przemysław Henzel.

 

Przemysław Henzel: Panie doktorze, historia uzdrowienia pańskiej duszy rozpoczęła się 10 listopada 2008 roku o godzinie 4.30 rano. Co dokładnie stało się tego dnia? 

 

Eben Alexander: Ten dzień zaczął się bardzo wcześnie. Obudziłem się z potwornym bólem, jakiego nigdy wcześniej nie doznałem. Wziąłem gorącą kąpiel, mając nadzieję, że choć trochę uśmierzy ona mój ból, ale tak się nie stało. Położyłem się jeszcze na chwilę przed wyjściem do pracy. Moja żona Holley radziła, bym udał się do lekarza, ale ja jako doktor zapewniłem ją, że był to tylko "skurcz mięśni". Mój syn Bond wychodząc do szkoły, zdążył mi jeszcze powiedzieć "do widzenia", odpowiedziałem mu, że zobaczymy się po południu, ale nie wiedziałem jeszcze, jak bardzo się mylę.

 

Żona poszła odwieźć syna do szkoły i miała wrócić do mnie za pół godziny. Jak się okazało, doznałem zapalenia opon mózgowych. Holley zadzwoniła natychmiast po karetkę, po czym przewieziono mnie do szpitala w Lynchburgu, w którym pracowałem. Dr Laura Potter przebadała mnie, a wyniki badań szybko wskazały, że cierpię na zapalenie opon mózgowych. W czasie badań musiało trzymać mnie osiem osób, a moja żona w korytarzu słyszała jak krzyczę: "Boże, pomóż mi!".

 

Jak te wydarzenia zmieniły pańskie życie? Z pańskiej książki wynika, że była to prawdziwa rewolucja, która wywróciła pańskie poglądy "do góry nogami".

 

Całkowicie! Dorastałem wierząc mocno w istnienie "czegoś większego" niż ja, ale po tym, jak rozpocząłem naukę w szkole medycznej, zaczęło do mnie docierać, że wiara była jedynie fajną ideą, która nie była jednak oparta na realnych faktach. Z czasem po prostu stałem się "człowiekiem nauki". Po doświadczeniu, jakie przeżyłem w czasie śpiączki, przekonałem się, że jest "coś większego" niż ty czy ja, i że "tym czymś" jest miłość. To bezwarunkowa, pełna chwały miłość jest podstawą wszelkiego bytu, a miłość ta jest nam znana jako Bóg.

 

Przez lata był pan sceptykiem jeśli chodzi o kwestie wiary. Teraz twierdzi pan, że życie po śmierci istnieje. Co jest dowodem na pańskie twierdzenia? 

 

Teraz nie tylko wierzę, ale, co więcej, pozbyłem się już nawet najmniejszych wątpliwości. Dowodem jest to, co przeżyłem. To nie był jakiś sen czy halucynacje, to była "hiper-pamięć", coś, co uświadomiło mi jasno, że nie jesteśmy nigdy sami. Moja opowieść ukierunkowuje dowód w stronę "twardego problemu w teorii świadomości", najtrudniejszego pytania dotyczącego świadomości wszystkich istot ludzkich. Ci, którzy badali tajemnicę świadomości, odkryli, że mechanizm jej powstania jest prawdopodobnie na zawsze niepoznawalny, ponieważ mózg w sensie fizycznym nie tworzy świadomości. Mózg służy raczej za filtr, który sprowadza świadomość do poznawania "tu i teraz". Trzeba wspomnieć, że osoby starsze stają się bardziej uświadomione, gdy zaczynają widzieć duchy swoich bliskich zmarłych, które chcą powitać ich w "królestwie duszy". Mózgi takich osób często zaczynają wykazywać nadludzkie zdolności umysłowe, w rodzaju zapamiętywania ogromnej ilości danych, takich jak chociażby długie listy numerów telefonicznych. Nie ma żadnego konwencjonalnego wytłumaczenia dla tego fenomenu, dysponujemy jedynie pewnymi śladami, wskazówkami.

 

Jak zatem wygląda niebo? Czy pańskie doświadczenia odpowiadają chrześcijańskiej wierze na ten temat? 

 

W książce przedstawiam idylliczne obrazy przepełnione oszałamiającym pięknem, niezwykłym blaskiem i nieskończoną miłością oraz mocą boską. Najważniejsze jest jednak to, że nie chodzi o spójność takich opisów z wiarą chrześcijańską, ale ze wszystkimi wiarami. Nie ma jednego Boga dla mnie czy dla ciebie, tylko jedno ogarniające wszystko niebo - coś, co trudno jest nam sobie w ogóle wyobrazić. Nie znam nawet słów, którymi można by w pełni to opisać. Zdałem sobie sprawę z podobieństw w opisach nieba, które powstały w ciągu tysięcy lat w wielu religiach oraz relacjach mistyków i proroków, które przeważają nad różnicami. Tego królestwa nie da się opisać przy wykorzystaniu naszego prostego ziemskiego języka. Ci, którzy tam byli, próbują wprawdzie tworzyć opisy, ale w pełni nie pozwala im na to znany nam obecnie zasób słów.

 

Napisał pan, że rozmawiał pan z Bogiem. Kim, lub może czym, według pana, on jest? 

 

"Królestwo ducha” jest całkowicie realne, jest podstawą wszystkiego, co znamy, i tego, co dopiero poznamy. To nie jest po prostu chrześcijańskie, muzułmańskie, żydowskie czy hinduistyczne królestwo; to królestwo jest o wiele większe, ponieważ absorbuje wszystkie poprzednie. Wszechmogący, wszechwiedzący, nieskończenie i bezwarunkowo kochający Bóg, Allah, Jehowa czy Jahwe jest jeden. Wszystkie próby dzielenia go przez jednostki ludzkie, twierdzące że "tylko nasz religia jest prawdziwa" są całkowicie fałszywe, bo są wytworem dysfunkcjonalnych umysłów ludzkich, dążących do zdobycia kontroli nad innymi.

 

Bóg to nieskończona wiedza i moc, bezwarunkowa miłość, wykraczająca poza jakąkolwiek możliwość zrozumienia z naszej strony. Nie trzeba znaleźć się na skraju życia i śmierci, by tego doświadczyć; doznać tego może każdy z nas poprzez głęboką medytację, skoncentrowaną modlitwę i chęć poznania.

 

Czym w takim razie jest śmierć? Rodzajem przejścia w inny wymiar? 

 

Uważam, że śmierć fizycznego ciała jest prawdziwa, ale to nie koniec, to tylko etap przejścia, który nie powinien być postrzegany jako tragedia. Smutne jest nie być kochanym w tym świecie, ale jeśli tylko kochamy, wyznajemy miłość, to powinniśmy wiedzieć, że dusze naszych bliskich żyją nadal i komunikują się z nami, jeśli tylko oczywiście jesteśmy otwarci na rozmowę z nimi.

 

Czy ludzie, uważani za "grzeszników", powinni w takim razie obawiać się śmierci? Bóg przecież oczekuje od nas czynienia dobra w naszym ziemskim życiu. 

 

W życiu po śmierci nie da się uczynić niczego, co byłoby złe; Bóg niewątpliwie nie chce, byśmy wyrządzali krzywdę sobie i innym ludziom. Największym darem od Boga jest wolna wola, czyli możliwość dokonywania wyborów w życiu. Uwzględniając przyczynowość, możemy wybrać, czy chcemy być "kanałem" przepływu nieskończonej i bezwarunkowej miłości stwórcy, istotami zdolnymi do współczucia i wybaczania; kochajmy wszystkich przez całe życie.

 

Możemy także wybrać coś zupełnie innego, ale zadawanie bólu i cierpienia wcześniej czy później powróci do nas samych, jako nauczka albo jako większa lekcja udzielona nam w ciągu życia, w którym cierpimy taki ból, jaki zadaliśmy innym.

 

Czy to, co pana spotkało, było planem Boga, rezultatem jego woli? 

 

Początkowo próbowałem tłumaczyć to jako fenomen związany z ludzkim mózgiem. Gdy jednak spojrzałem na to jak na autentyczną duchową podróż, która potwierdzała doświadczenia duchowe innych ludzi, zdałem sobie sprawę z głębokiego charakteru udzielonej mi lekcji i wiedziałem, że muszę jak najpełniej opowiedzieć ją innym. Zajęło mi dwa lata, by w pełni zdać sobie z tego sprawę, ale możliwe, że stało się to z jakiegoś powodu.

 

Część naukowców kwestionuje pańskie twierdzenia, twierdząc, że są "nienaukowe". Podobnie mówią o pana książce, którą określają mianem "fantazji"…

 

Tak, ale jest także wielu naukowców, którzy w pełni rozumieją moją podróż, tak jak zresztą istnieją tysiące udokumentowanych przypadków tzw. doświadczenia śmierci (ang. near-death experience). Wielu naukowców, którzy ignorują rolę świadomości, odrzuca moja opowieść. Zapalenie opon mózgowych powinno zablokować przecież większość elementarnych doświadczeń w mojej świadomości, a jednak powróciłem z tej niezwykłej podróży, wykraczającej daleko poza możliwości mojego mózgu. W niewyjaśniony sposób powróciłem także do zdrowia. Zapewniam, że to nie był sen, fantazja czy przywidzenia, ponieważ część mojego mózgu, odpowiedzialna za konstruowanie takich rzeczy, była nieaktywna. W mojej książce wyjaśniam, że tego typu "fantazje" nie były możliwe z powodu natury choroby, na jaką zapadłem.

 

Naukowcy twierdzą, że nie wie pan nic o ludzkim mózgu. Jakie naukowe wyjaśnienie, tego co pana spotkało, mógłby pan zaprezentować na poparcie swojej relacji? 

 

Ignorancja okazywana przez takich "ekspertów" powinna podważać ich wiarygodność, ale niestety dla opinii publicznej "naukowiec to naukowiec i koniec". Wszystko polega na dużo głębszym zrozumieniu natury świadomości i istoty naszej egzystencji. Nauka musi wyjść poza czysty materializm, który milczy na temat świadomości. Sam mogę zresztą polecić wiele przydatnych publikacji na ten temat.

 

Tysiące osób na całym świecie twierdzą, że przeżyli doświadczenie śmierci (ang. near-death experiences). Dlaczego naukowcom tak ciężko uwierzyć w takie historie?

 

Sam jestem naukowcem i zdaje sobie sprawę, że nasza materialistyczna wiedza jest zbyt prymitywna i uproszczona. Ale ten naukowy materializm powoli się kończy. Rozumie to coraz większa liczba naukowców, ale media niekoniecznie chcą przedstawić ich opinie. Powinniśmy jednak mówić, o powiązaniu naszej egzystencji z naszą duszą i o jedności naszych świadomości z Bogiem na innym poziomie. Czas już dojrzeć i poszerzyć granice naszej wiedzy, by móc ogarnąć tajemnicę naszej świadomości, by w bardziej kompetentny sposób zrozumieć nasze życie.

 

Może Pańskie uzdrowienie było medycznym cudem, a nie wynikiem "boskiej interwencji"? 

 

Tak, to z pewnością był medyczny cud, dużą rolę w moim ozdrowieniu odegrała także nauka – gdyby nie antybiotyki, nie przeżyłbym. Ale nawet lekarze, którzy się mną zajmowali powiedzą, że mój powrót do zdrowia po siedmiu dniach śpiączki jest poza jakimkolwiek wyjaśnieniem w sensie medycznym. Biorąc pod uwagę wszystko, co już wiemy, nie powinienem był w ogóle mieć jakichkolwiek doświadczeń, a tymczasem moje nieziemskie doświadczenie pozwoliło zajrzeć mi do "królestwa duszy".

 

Czy, pańskim zdaniem, będziemy kiedykolwiek w stanie pogodzić naszą wiedzę naukową z wiarą na temat Boga i życia po śmierci? 

 

Liczba naukowców i filozofów rozumiejących ten "głębszy poziom" cały czas rośnie. Świadomość jest o wiele większą tajemnicą niż wcześniej nam się to wydawało. Nigdy nie poznamy wszystkich odpowiedzi, a dyskusja na temat "teorii wszystkiego" prowadzona na bazie medycyny i kosmologii jest śmiechu warta. To, że tacy naukowcy sądzą, że uda im się wyjaśnić podstawową naturę wszystkiego, co istnieje, bez uwzględnienia Boga, jest zwykłą pychą!

 

Czy nauka będzie w stanie kiedykolwiek określić, że niebo istnieje naprawdę, bazując na tzw. doświadczeniu śmierci? 

 

Jestem prawie pewny, że ludzki mózg i ludzki umysł nie będą nigdy w stanie poznać w pełni mechanizmu świadomości. Tzw. doświadczenia śmierci to klucz do zbliżenia nauki i sfery duchowej, i lepszego zrozumienia natury naszej egzystencji w świetle naszej wiedzy.

 

 

 

I jeszcze tekst z "Polska The Times" 
 
 Profesor, który powrócił z nieba: Doktor Eben Alexander przekonał się, że życie po życiu istnieje naprawdę!

Niektórzy widzą wieczność niebiańskiej rozkoszy. Jednoczą się z rodzinami. Zbuntowany jezuita - miał zakaz publikacji nałożony przez Święte Oficjum - Pierre Teilhard de Chardin wskazywał, że jednostki bardziej duchowo rozwinięte mogą w takich stanach doświadczać komunii z Bogiem. Brytyjski pisarz Julian Barnes twierdzi, że ma się wtedy mnóstwo czasu na grę w golfa. 

Trwa kulturowa wojna dotycząca życia po śmierci. Lub - jak chcą inni - życia po życiu. Dwa miesiące temu przybrała ona całkiem nieoczekiwany obrót. Były profesor neurochirurgii na Uniwersytecie Harvarda - znany jako zdecydowany sceptyk w kwestii wszystkiego, co nadprzyrodzone - oświadczył, że przeżył doświadczenie "wejścia po schodach" i wrócił bogaty w niezwykłe obrazy umysłowe.

58-letni dr Eben Alexander napisał o swoich przeżyciach wiodący artykuł do "Newsweeka." Mamy w nim wszystko: pierzaste obłoki, muzykę chóralną, zmysłowych aniołów i jedną anielicę, która szczególnie przykuwa uwagę swoją urodą. 

Jego rajskie wizje o charakterze sakralnym wywołały jednak piekielną awanturę. Sceptycy natychmiast orzekli, że naukowiec musiał przejść poważne załamanie nerwowe z objawami psychotycznymi. Azjatyccy komentatorzy potępili go jako "pośmiertnego imperialistę" pragnącego skolonizować Wschód w imieniu Zachodu. Głos zabrali też wściekli chrześcijańscy fundamentaliści: - Alexandra czeka niechybna kara za promowanie "niemoralnych" poglądów. 

Dlaczego? Bo w wizjach neurochirurga nie było ani śladu piekła. 

Wcześniej doktor opuścił Uniwersytet Harvarda i wrócił do domu w miejscowości Lynchburg w Wirginii. Tu zajął się rodziną i pracą nad chirurgią ultradźwiękową. Dla niego samego cała wrzawa wokół jego przeżyć okazała się nieco kłopotliwa. Jednak w wywiadzie dla "The Sunday Times" Alexander mówi, że miał poczucie, iż znalazł się w sytuacji bez wyjścia - musiał nagłośnić swoje "transcendentne" przeżycie. 

- Gdy moi pacjenci opisywali mi doświadczenia, jakie przeszli podczas śmierci klinicznej - jasne światła i całą tę scenerię - zawsze starałem się być wobec nich życzliwy, ale nawet przez chwilę nie brałem ich relacji na poważnie. Jak wszyscy poprawni naukowcy odrzucałem je jako halucynacje, zbiór danych odrzuconych przez mózg zmagający się z nieznaną dlań sytuacją. W każdym razie - nic rzeczywistego. Dziś jednak uważam - i wiem! - że jest inaczej. Tak zupełnie inaczej - mówi Alexander. Te »wyższe istoty, aniołowie, kimkolwiek były«, śpiewały niesamowicie radosne hymny i pieśni, które dosłownie unosiły duszę naukowca

Nowa droga otworzyła się przed nim 10 listopada 2008 roku o godzinie 4.30. Obudził się wtedy z potwornym bólem głowy. Jego 58-letnia żona Cecelia Holley Bell Alexander zaczęła masować mu skronie. Ból nie ustawał, a po chwili zaatakował też kręgosłup. W ciągu kwadransa profesor dosłownie zaczął zwijać się z bólu. 

- Zachorowałem na rzadko spotykaną odmianę zapalenia opon mózgowych. Prawdopodobieństwo zachorowania na tę właśnie postać wynosi 1:10. Tylko 2 proc. chorych przeżyje. Jednak prawie nikt nie wychodzi z tej choroby inaczej niż - jak to się mówi - w stanie warzywa pozbawionego kontaktu ze światem zewnętrznym. Byłem tak blisko śmierci, jak tylko można być. Dalej jest już tylko przyjazd koronera. Ale w tej samej chwili byłem też gdzie indziej - wspomina Alexander. 

Przez tydzień był w śpiączce. Kluczowe znaczenie ma to, że tomografia komputerowa mózgu wskazywała brak jakiejkolwiek aktywności obszaru kory nowej odpowiedzialnej za naszą świadomą myśl. "Zgodnie ze współczesnym rozumieniem działania mózgu i umysłu jest absolutnie niemożliwe, bym w trakcie śpiączki mógł doświadczać choćby mglistej i ograniczonej świadomości. Tym bardziej, abym mógł odbyć tak niezwykle wręcz żywą, jaskrawą i całkowicie spójną odyseję. A tego właśnie doświadczyłem" - pisał w swoim artykule w "Newsweeku" doktor Alexander. 

Prześledźmy etapy tej odysei? Pierwsze "miejsce postoju" to czyste paskudztwo: "widziałem ziemię z pozycji dżdżownicy.

Nagle, wiedziony tajemniczą melodią, poczuł, że z siłą wybuchu przebija się przez szczelnie porośniętą korzeniami ziemię. Zaczyna krążyć nad łąką jako "drobinka na skrzydle motyla". W rzece życia i barw tańczyły miliony innych motyli. Płynęły przez podobne do siebie drzewa i kwiaty, które właśnie zakwitły. 

Nad pierzastymi chmurami unosiły się stada przeźroczystych i pobłyskujących w świetle istot. Krążąc po nieboskłonie, robiły łuki ze złota i srebra. Tuż pod swoimi stopami profesor widział wodospady i stawy o niezwykłych kolorach. Nad głową krążyły "ogromne, skłębione, pluszowe, różowo-białe obłoki. Wyraziście wybijały się na tle głębokiej czerni nieba". 

Te "wyższe istoty, aniołowie, kimkolwiek były" śpiewały "niesamowicie radosne" hymny i pieśni, które dosłownie unosiły jego duszę. I to mimo faktu, że tak naprawdę nie pamiętał, kim jest. 

Podobnie jak Dantemu towarzyszyła Beatrycze, u boku profesora znalazła się urodziwa przewodniczka. Razem z nim przysiadła na skrzydle motyla. W tym punkcie tekstu hollywoodzcy producenci wytężyli zapewne swoją uwagę. 

Przewodniczka Alexandra była o 30 lat od niego młodsza. Pięknie ukształtowane kości policzkowe, głębokie niebieskie oczy i złote włosy. Tak musi wyglądać anielica. Miała na sobie chłopską suknię w kolorach brzoskwiniowo-brązowym, jasnoniebieskim i indygo. 

Nie mówiła ani słowa, ale "jej niosące ukojenie myśli telepatycznie przenikały do mojego umysłu... to, co mi przekazywała, napełniło mnie ogromnym i szalonym poczuciem wytchnienia" - twierdzi doktor. 

W tym momencie Eben Alexander nagle się obudził. Zobaczył, że leży w szpitalu w Lynchburgu. Miał poczucie, że traci zmysły. Czuł się zagubiony. - Nie wiedziałem, kim jestem. Zachowywałem się psychotycznie. Byłem wściekły i pogubiony. Chciałem wrócić do tego, co widziałem. Pierwszy dzień wśród żywych stanowił dla mnie przerażający wstrząs - mówi profesor "The Sunday Times". - Jednak w ciągu kilku dni po tym, gdy na Święto Dziękczynienia - tego roku według mnie chodziło o prawdziwe dzięki-czynienie - wróciłem do domu, doszło do mnie, że nie tylko cudem przeżyłem, ale że i zaproszono mnie na wyprawę w jeszcze bardziej cudowne wymiary. Myślałem, żeby wszystko to zatrzymać dla siebie, ale czułem wewnętrzny przymus podzielenia się z rodziną tym, co przeżyłem. Powiedzieli mi, abym się uspokoił i zrelaksował. Jednak wstałem o godzinie 2.30 i zacząłem zapisywać całe to doświadczenie. Pierwszy szkic powstał w ciągu sześciu tygodni - 20 tys. słów - wspomina Alexander. Swój opis opublikował w formie książki "Proof of Heaven: A Neurosurgeon's Journey into the Afterlife" ("Niebiosa istnieją - wyprawa neurochirurga w życie po życiu"). Książka błyskawicznie znalazła się na liście bestsellerów "New York Timesa". 

Krytycy twierdzą jednak, że jego opis nieba podejrzanie przypomina standardowy model judeochrześcijański. Podobnie i muzułmanie, gdy opisują swoje doświadczenia śmierci klinicznej, często wspominają, że spotykali dziewice. Buddyści tybetańscy często mówią natomiast, iż widzieli demony. Wizje i jednych, i drugich odzwierciedlają elementy ich własnych religii. 

Czy zatem stosując brzytwę Ockhama - najlepsze jest wyjaśnienie mające jak najmniej założeń - możemy uznać, że w przypadku Alexandra mieliśmy do czynienia z halucynacją wytworzoną w chwili umierania przez doświadczenia jego własnej przeszłości? Przez swoich przybranych rodziców został wychowany w wierze metodystów.

Jest zupełnie inaczej - odpowiada naukowiec. - Brzytwa Ockhama mówi w tym wypadku, że po prostu byłem tam, gdzie już od 3 tys. lat bywają wszyscy, którzy przeżyli doświadczenie śmierci klinicznej. Dlatego wszystko to brzmi tak podobnie. Prawda - jak Dante miałem przewodniczkę. Wszyscy doświadczamy tego samego nieba - twierdzi Eben Alexander. 

W jego głosie wyczuwam lekki ton mesjanistyczny. Chce teraz założyć własny kościół? - Och, nie! Skąd! Wydałem tę książkę i teraz wrócę do swoich pacjentów. Wciąż uważam się za chrześcijanina głównego nurtu. Teraz mam tylko po prostu nowy wgląd i nowe spojrzenie. 

Wielu ludzi kwestionowało postawę autora i opis, który umieścił w internecie. Zostawmy ponad 1,6 tys. pozytywnych komentarzy. Mnóstwo z nich wskazywało, że wizje nastąpiły tuż przed jego wyjściem ze śpiączki. Najbardziej uszczypliwe ataki nastąpiły ze strony dwu brytyjskich naukowców. Peter Fenwick jest honorowym starszym wykładowcą w londyńskim Instytucie Psychiatrii. Ten uznany naukowiec wskazuje, że wiadomo, iż nasza pamięć jest niezwykle zawodna i "elastyczna". Nie sposób pokładać zaufania w obrazach wytworzonych w chwili, gdy mózg znajduje się w stanie bałaganu i konfuzji. 
Colin Blakemore wykłada neurobiologię na Uniwersytecie Londyńskim. Jego zdaniem bez uzyskania dowodów nie powinniśmy pokładać wiary przede wszystkim właśnie w słowach naukowców. - Aby rozważyć twierdzenia dr. Alexandra potrzebujemy nie kwiecistej prozy czy hiperbolicznych nagłówków w artykule, lecz twardych dowodów - mówi kategorycznie. 


Neurochirurg zdaje sobie sprawę, jak trudno niektórym ludziom uwierzyć w to, co opisał. Mówi o "łagodnym wyrazie niewiary", jaki dostrzega na twarzach kolegów lekarzy, gdy opowiada o swoich przeżyciach. Twierdzi jednak, że trzeba zakwestionować standardowy pogląd nauki, iż świadomość i mózg są nierozerwalnie ze sobą związane. 

- Gdy twierdza starej teorii naukowej zaczyna ujawniać "linie uskoku", z początku nikt nie zwraca na nie uwagi. Dlaczego? Bo jej wzniesienie zajęło zbyt wiele pracy. Jeśli jednak mury upadną, na miejsce starej twierdzy będziemy musieli wznieść nową - mówi metaforycznie Alexander. 

Przyznajmy, że sam jest świetną reklamą niebiańskiej wyprawy. Czy zmienił się od czasu doświadczenia? - Sądzę, że jestem milszy i bardziej szczodry w stosunku do ludzi. Czuję się i wyglądam młodziej. Jakieś 10 lat. Ale o to proszę pytać moją żonę - śmieje się Eben Alexander. 

Tłumaczenie: Zbigniew Mach


zwiń tekst



STRONA
1 2 3
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 3

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

 Jaką Wigilię i święta Bożego Narodzenia widzi jasnowidz Krzysztof Jackowski? 'Ja mam wrażenie, że zima będzie kapryśna może być okresowo bardzo ciepła, ale momentami będzie bardzo zimna. Z całą pewnością będzie to jednak aura, która będzie dużo zimniejsza od poprzednich zim. Wydaje mi się, że w tym roku święta Bożego Narodzenia będą białe'

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 23:39 | 17 listopada 2017 był obserwowany obiekt UFO, który miał kształt walca - według świadka UFO emanowało jasnym, silnym światłem. Obiekt był widzialny nad autostradą A2 w okolicy miejscowości Jordanów. Czekamy na świadków, którzy także widzieli ten obiekt. Więcej w serwisie www.emilcin.com

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 13 listopada 2017 | Ludzie chyba nie dostrzegli mocy tekstu o zdjęciach w Emilcinie, które zostały wykonane 5 listopada 2017. Ot, kolejny tekst w serwisie FN… o czym tu mówić? Ale to błąd.

czytaj dalej

FILM FN

TRÓJKĄTNE UFO O ŚREDNICY 60 METRÓW TRZY RAZY PRZELATUJE NAD TYM SAMYM ŚWIADKIEM - historia z 2006 roku

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.