Dziś jest:
Niedziela, 27 listopada 2022

Posłuchaj mnie Solonie, będzie to opowieść dziwna, ale ze wszech miar prawdziwa...
Platon - „Timajos”

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




POWIEDZIAŁ MI, ŻE TERAZ JEST SZCZEŚLIWY
Śr, 27 kwi 2022 23:46 komentarze: 1 czytany: 4001x

Witam Szanowną Redakcję!Pod koniec 2018 roku zmarł mój tata. Od tej pory śnił mi się dwa razy. W pierwszym śnie (chyba około 3 miesięcy po śmierci) przyśnił mi się jako znacznie młodszy niż był w rzeczywistości. Powiedział mi, że teraz jest szczęśliwy.Po raz drugi przyśnił mi się chyba w listopadzie lub grudniu 2021 roku. Śniło mi się, że byłem w swoim mieszkaniu, w przedpokoju. Nagle usłyszałem dzwonek.......

czytaj dalej

Witam Szanowną Redakcję!

Pod koniec 2018 roku zmarł mój tata. Od tej pory śnił mi się dwa razy. W pierwszym śnie (chyba około 3 miesięcy po śmierci) przyśnił mi się jako znacznie młodszy niż był w rzeczywistości. Powiedział mi, że teraz jest szczęśliwy.

Po raz drugi przyśnił mi się chyba w listopadzie lub grudniu 2021 roku. Śniło mi się, że byłem w swoim mieszkaniu, w przedpokoju. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Wyglądam przez wizjer, a tam mama i tata (mama żyje). Otwieram drzwi i mówię : "zapraszam, zapraszam". Mama i tata weszli do środka, a ja mówię :" tata, przecież Ty nie żyjesz"... Tata mi odpowiedział: " no, tak, ale przyszedłem z zaświatów Cię odwiedzić i dam Ci znak. No bo wiesz, my ludzie w zaświatach wiemy więcej niż Wy tu na ziemi i dam Ci znak, co będzie. Będzie zablokowana gospodarka, będzie wstrzymany handel międzynarodowy ". Zapytałem się taty, kiedy się to stanie, a on odparł, że " już niedługo ". W tym momencie sen się zakończył. 

Uważam, że to co powiedział mi tata właśnie się sprawdza, ponieważ są nałożone sankcje gospodarcze, największy port morski tj. port w Szanghaju jest zamknięty z powodu lockdawnu, a wczoraj Rosja zakręciła kurek z gazem. To wszystko blokuje światową gospodarkę. 

Nadmieniam, że tata nigdy nie był w mieszkaniu, w którym obecnie mieszkam, bo przeprowadziłem się tam po jego śmierci. Ponadto mama niezbyt wierzy w życie pozagrobowe, ale ja opowiedziałem jej ten sen i zaczyna się powoli przekonywać.

Pozdrawiam 

Wasz czytelnik [...]




zwiń tekst



Tak Tato... pamiętam
Śr, 27 kwi 2022 02:30 komentarze: 1 czytany: 3539x

Droga Załogo,  od wielu lat jestem wierną czytelniczką Waszego serwisu. Sposób w jaki przedstawiacie reinkarnację wierzę bez żadnych wątpliwości.  W listopadzie 2020 roku zmarł mój Tata. Zachorował na covid, miał choroby współistniejące, respirator, 10 dni walki Taty i wreszcie całkowita niewydolność nerek. Nie mogliśmy być przy nim, pożegnać się, nikt się tego nie spodziewał.Po jego śmierci.......

czytaj dalej

Droga Załogo,  od wielu lat jestem wierną czytelniczką Waszego serwisu. Sposób w jaki przedstawiacie reinkarnację wierzę bez żadnych wątpliwości.  W listopadzie 2020 roku zmarł mój Tata. Zachorował na covid, miał choroby współistniejące, respirator, 10 dni walki Taty i wreszcie całkowita niewydolność nerek. Nie mogliśmy być przy nim, pożegnać się, nikt się tego nie spodziewał.

Po jego śmierci Tata śnił mi się niemalże każdej nocy, czasem te sny pamiętałam dokładnie, a czasem tylko ogólnie. Wiem, że w jednym ze snów dokładnie opowiadał mi jak TAM jest ale po obudzeniu nie pamiętałam nic, poza tym, że to było tematem rozmowy.

Z powodu pandemii czas od śmierci do pogrzebu trwał 9 dni. W tym czasie będąc u siebie w domu kilkakrotnie intensywnie dolatywał do mnie zapach jego dezodorantu, mieszkałam sama z 7-letnim synem, nic innego nie mogło być źródłem tego zapachu. Nie bałam się, obserwowałam to z zaciekawieniem. Jednej nocy syn zawołał mnie, że chciał wstać do toalety ale ktoś zapukał w drzwi jego pokoju.

Tuż po pogrzebie Tata przyśnił się mojej siostrze, siostra powiedziała mu, że bardzo za nim tęsknimy, Tata odpowiedział, że niepotrzebnie, bo cały czas jest przy nas. Zapytany jak mu jest powiedział, że bardzo dużo odpoczywa i spaceruje po plaży. (Tata kochał Chorwację).

Od czasu snu siostry wszystko ustało, conocne sny o Tacie, wyczuwanie jego zapachu, teraz śni mi się sporadycznie.

Zeszłej jesieni byłam w górach. W dzieciństwie Tata uczył mnie jak bezpiecznie chodzić po szlakach, jak stawiać stopy, mówił „pamiętaj, żeby każdy krok stawiać świadomie”. Przysięgam, że podczas mojej wycieczki, dosłownie co kilka minut słyszałam to w głowie „pamiętaj, żeby każdy krok stawiać świadomie”, nawet w którymś momencie powiedziałam na głos „tak Tato pamiętam, jestem ostrożna”. Jestem pewna, że był wtedy przy mnie.

Chciałam się tym podzielić.
Moje dane osobowe i kontaktowe oczywiście tylko do wiadomości redakcji :)

Pozdrawiam,
[...]



From:  [...]
Sent: Tuesday, April 26, 2022 12:40 PM
To: Fundacja NAUTILUS <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Cegła - K. Jackowski

Witam Załogę i Mostek Kapitański
Oglądnąłem jeszcze raz ostatni film fundacji bo coś mi w nim nie pasowało względem oglądania na Live, a późniejszego opisu i faktycznie okazało się, że prawdopodobnie (proszę nie brać tego do siebie byłem po prostu po ciężki dniu) zasnąłem i nie oglądnąłem do końca więc dzisiaj nadrabiam. Wpadł w mi w oko wątek, o którym wcześniej czytałem na stronie FN o wspomnianej w temacie cegle, którą otrzymał Pan Krzysztof oraz względem, której miał odczucia, że to on ją zrobił czy tam dał.
Pomimo mojego obszernego wykształcenia w innym kierunku już od kilku lat pracuję z żoną (udokumentowaną przez ASP) Panią Konserwator w zabytkach, wykonujemy głównie badania zabytkowych budynków oraz następnie ich konserwację. Wierzę, że Pan Krzysztof chciałby trochę więcej się dowiedzieć co do cegły więc tyle co wiem podaję.
Owy podpis na cegle nazywany jest ,,GMERKIEM”. Gmerk na cegłach występował w kilku różnych typach/formach/przeznaczeniach (zwał jak zwał). Główne z nich:
- Oznaczenie ceglarni wypalającej cegły (oznaczenia literami, cyframi plus symbolami)
- Jeżeli budynek był budynkiem dla budowanym dla osób majętnych lub też miał pełnić ważną funkcję to na cegle umieszczano również oznaczenia (liczby, litery od nazwiska właścicieli, herbarze itp.)
- Modlitwy/symbole religijne, aby budynek był chroniony
- I na sam koniec owe oznaczenia pochodzą również od samych rzemieślników, którzy pomimo, że wiele nie znaczyli to chcieli się dać upamiętnić w jakiś sposób.

Jak jest z cegłą Pana Krzysztofa? Wszystko zależy od tego z jakiego miejsca pochodzi cegła (Archeolog pewnie wie), a także z jakiego okresu pochodzi. Im bliżej do naszych czasów tym pieczęcie były dokładniejsze i ładniejsze. Jeżeli ja miałbym obstawiać względem Państwa danych czyli ok. 300 lat i po wyglądzie to obstawiałbym 3 opcje: Cegła pochodzi z małej ceglarni, która nie miała sprzętu do ładnego oznaczania cegieł swojego wyrobu (mała wiejska ceglarnia); Budynek był budynkiem małej ważności publicznej, budowanym przez nie zamożnych ludzi, którzy chcieli pomimo to jakoś dać się zapamiętać; Jakiś budowniczy rzemieślnik chciał dać się zapamiętać (opcja tym bardziej prawdopodobna jeżeli budynek, z którego pochodzi cegła należałby do osób majętnych co przenosiłoby się na jego rozmiary jak i posiadanie funduszy na dobre materiały.

Najbardziej prawdopodobne?
Po mojemu opcja 3, a zaraz po niej 2.

Podsyłam jeszcze artykuł, który znalazłem gdzie widnieją dane osoby zajmującej się kwestiami Gmerków na Cegłach, która też pewnie jeżelibyście do niej dotarli mogłaby coś podpowiedzieć.
Sygnatury i znaki na cegłach mogą nam bardzo dużo powiedzieć | Zwiadowca Historii

Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłem.
Moc z Wami!
Załogant [...]




zwiń tekst



POŻEGNANIE CZARUSIA
Śr, 27 kwi 2022 23:30 komentarze: 23 czytany: 4238x

W dziale XXI PIĘTRO prezentujemy niezwykłe historie, które przysłali nam nasi czytelnicy. Ale tym razem to my opowiemy niezwykłą historię z naszym fundacyjnym kotkiem, który odszedł w stronę światła 23 kwietnia 2022. Czaruś był wyjątkową istotą, niezwykłą. W jakiś niepojęty sposób wiedział, że jedzie samochód FN i wychodził na spotkanie. Czekał przy bramie, głośno coś miauczał i wspólnie szedł aż .......

czytaj dalej

W dziale XXI PIĘTRO prezentujemy niezwykłe historie, które przysłali nam nasi czytelnicy. Ale tym razem to my opowiemy niezwykłą historię z naszym fundacyjnym kotkiem, który odszedł w stronę światła 23 kwietnia 2022. Czaruś był wyjątkową istotą, niezwykłą. W jakiś niepojęty sposób wiedział, że jedzie samochód FN i wychodził na spotkanie. Czekał przy bramie, głośno coś miauczał i wspólnie szedł aż do głównych drzwi do Bazy FN.



Towarzyszył nam w chwilach dobrych i złych. Potrafił wyczuć, czy ktoś jest chory lub coś go boli. Wtedy przytulał się do tego miejsca i naprawdę zdarzało się, że na przykład brzuch przestawał boleć.

To było w sobotę 16 kwietnia, kiedy opuszczaliśmy Bazę FN na tydzień. Czaruś pojawił się, ale wyglądał słabo. Nie zjadł tego, co dostał na swoją miseczkę. Siedział i patrzył na załogę FN. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Bazy FN stało się coś nadzwyczajnego – przyszedł i usiadł pośrodku drogi wyjazdowej w taki sposób, że samochód nie mógł wyjechać z terenu bazy. Trzeba było wyjść z samochodu, pogłaskać go i delikatnie przenieść obok. Zamykając bramę cały czas widzieliśmy, że nasz kotek się na nas patrzy siedząc na terenie Bazy obok naszego pojazdu, w którym tak bardzo lubił przebywać. To był ostatni raz, kiedy go widzieliśmy. To było nasze pożegnanie… Do zobaczenia milutki Czarusiu, nasz dzielny przyjacielu, z którym przeżyliśmy wspólnie 17 lat. Płaczemy za Tobą i Ty wiesz, że tak jest… do zobaczenia kiedyś przy Tęczowym Moście. Na pewno będziesz tam na nas czekał tak, jak zawsze czekałeś przy bramie wjazdowej do Bazy FN.

 


Ciężko jest, że tego stwora już nie ma wśród nas... bardzo jest ciężko.

 



Dnia nie, kwi 24, 2022 o 08:57 PM,
Kochana Fundacjo, z bolem serca przeczytalam o odejsciu Czarusia.... do zobaczenia po drugiej stronie tęczy...
Bardzo wspolczuje straty tego wyjatkowego Przyjaciela....
Trzymajcie sie....
J
 
 
 
Dziękujemy za słowa pocieszenia. jesteśmy bardzo, bardzo smutni... To była prawdziwa "istota światła"
Pozdrawiamy
FN

 

From:  [...]
Sent: Monday, April 25, 2022 11:25 AM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: Re: Wspolczuje

 

Bardzo Was rozumiem....moja istota nie z tej ziemi jest jeszcze na tej ziemi, chociaz zachowaniem przypomina czesto Nosferatu :)

Koty sa fantastyczne!

[...]  pozdrawia mostek kapitanski

 

Dziękujemy za ciepłe słowa. Musieliśmy dzisiaj opuścić Bazę FN, bo pustka bez tego kochanego zwierzaczka jest nie do zniesienia. Naprawdę, brakuje słów, co ten kotek nam zrobił odchodząc… I jak wiele dla nas znaczył.

Pzdr

FN

 

Dlatego Wasza misja jest taka wazna, ze nie ma smierci, zycie dalej trwa chociaz jestesmy tylko ludzmi I odejscie drogich nam istot lamie serca I pozostawia wyrwe w duszy....

....On tam gdzies jest, nie na darmo mówia ze koty maja kilka zyc...:)

[...]

 

From:[...]
Sent: Monday, April 25, 2022 2:41 PM
To: FN
Subject: żegnanie psa

 

Szanowna Załogo, nawiązując do odejścia Czarusia, wyjątkowego kota - proszę się nie martwić - kotek jest z Wami cały czas, lecz w nieco innej, subtelnej formie. Jest bezpieczny i kochany. Poniżej mój wiersz, w którym niegdyś żegnałem mojego ukochanego pieska-pozdrawiam
[...]

Żegnanie psa

 
Wiele lat temu miałem psa, którego trzeba było uśpić.

 Rude futerko matowiało w oczach, jego świat także.

 Martwy pies zmieścił się w kartonie, patrzyłem w okno.

 Po powrocie do domu położyłem się. To był ciemny,

 krótki sen. Nagle do pokoju wbiegł mój pies razem

 z nową właścicielką. Znałem ją kiedyś, dawno.

 Oboje się uśmiechali, pies polizał mi rękę.

 Kiedy się obudziłem, miałem mokre palce.

 

[...] Droga Fundacjo Nautilus, Przeczytałem wczoraj artykuł o śmierci kotka Czarusia, o którym tak często wspominaliście. Kotka, który był częścią Waszej załogi. I wiem jakie to smutne i trudne stracić kogoś bliskiego spośród braci mniejszych. Dobrze pamiętam śmierć mojego kotka Teosia, choć minęły już ponad 2 lata. Nie ma dnia żebym za Nim nie tęsknił, nie myślał czy nie wspomniał dobrych chwil. Czas nie leczy ran, czas je po prostu bardziej tuszuje. Bardzo Wam współczuję utraty kociego przyjaciela. Wspominajcie Go i przekazujcie Mu dobre myśli i słowa. On na pewno jest gdzieś po drugiej, lepszej stronie, z moim kociakiem i wieloma innymi. A pewnie powróci tutaj jeszcze nie raz, w innym futerku i kto wie, może znowu do Was dołączy. Zdrowia i serdeczności, [...]




zwiń tekst



Sen z... Putinem
Wt, 26 kwi 2022 03:14 komentarze: 4 czytany: 4589x

Witam,  Mam na imię [...] , mieszkam w Darłowie, zachodnio-pomorskie. Piszę bo chciałem się podzielić ciekawym snem jaki miałem.     Śniło mi się że byłem na jakiejś starej sali sądowej (wystrój stary, kojarzy mi sie jak za komuny), wokół sali porozstawiane były ławki i krzesła. Obok mnie siedział Putin, byłem bardzo niepewny siedząc obok niego,  wydawał mi sie bardzo poważny.......

czytaj dalej

Witam,  Mam na imię [...] , mieszkam w Darłowie, zachodnio-pomorskie. Piszę bo chciałem się podzielić ciekawym snem jaki miałem.

    Śniło mi się że byłem na jakiejś starej sali sądowej (wystrój stary, kojarzy mi sie jak za komuny), wokół sali porozstawiane były ławki i krzesła. Obok mnie siedział Putin, byłem bardzo niepewny siedząc obok niego,  wydawał mi sie bardzo poważny, miał posępną mine. Ludzie w sali byli poubierani w jakieś ciemno-zielone stroje. Byli na tej sali tylko starzy i młodzi widoczna różnica wieku. Ta cała sytuacja wydawała mi się dziwna jakby odgrywana. Czekaliśmy jeszcze na dwie osoby (wydawało mi sie że przyjdą młodzi).Putin zaczął robić zdjęcia sali i sobie, przełamałem się i zapytałem czy mu zrobić zdjęcie, zgodził się. Miałem problem żeby to zrobić bo zoom nie działał, jak przekierowywałem aparat na Putina to zoom uciekał zbliżał sie, oddalał i nie było go widać, po jakiejś chwili udało mi się. Później do sali weszło dwóch starszych mężczyzn w mundurach (jak dziadki wyglądali), byłem zaskoczony ich widokiem bo wydawało mi się że przyjdzie ktoś młody. Na tym sen się kończy.

    Piszę tego maila bo miewam prorocze sny i czuje że warto się nim z wami podzielić.
    Miłego dnia życzę.

[...]


 

Z POCZTY DO FN: [...] Miałem ostatnio podobny sen, jak ten zamieszczony na Waszej stronie.
W moim śnie Putin siedział jak w studio tv, a przed nim było kilka młodych osób. Każda z tych osób wytykała jaki Putin jest i co złego zrobił. A Putin z każdym tym zarzutem był bardzo wściekły i strasznie wrzeszczał. Może to taka podpowiedź w jakiej jest teraz sytuacji i możliwie jak reaguje na tą porażkę.  [...]

 

[...]Witam,

Przeczytałam na Waszej stronie historię osoby, która miała ostatnio sen z Putinem. Ja również miałam o nim sen, było to niecały miesiąc temu. Śniło mi się, że siedziałam z nim przy bardzo długim stole, wyglądało to jak jego słynna rozmowa z Macronem. Rozmawialiśmy o wojnie. Nagle któreś z nas, nie pamiętam czy był to on czy ja, zaproponowało, że zdejmiemy swoje prawe buty, rzucimy je przed siebie i ten kto rzuci dalej wygrywa. Stawką była wojna na Ukrainie. Gdybym wygrała ja Putin musiałby natychmiast zakończyć wojnę, jeśli wygrałby on- wojna trwałaby nadal. Pierwsza rzuciłam ja, niestety rzut okazał się beznadziejny. Putin rzucił następny, zrobił to o wiele dalej. Nie powiedział nic, tylko się uśmiechnął. Wiedziałam we śnie co to oznacza, wojna na Ukrainie miała się nie skończyć. Wtedy nagle powiedziałam mu: "Ale ze mną jest Maryja." Słysząc to przestał się uśmiechać, milczał. Obudziłam się. Muszę przyznać, że dawno nie miałam tak wyraźnego snu.

[...]


From: [...]
Sent: Sunday, April 24, 2022 5:55 PM
To: FN
Subject: Sen z P.

 

Dzień dobry,

 Przeczytałam na portalu Nautilus już o dwóch snach z Putinem. Jeszcze przed tym, ja też miałam z nim sen. Co ciekawe, tak samo jak w snach u innych, odbyło się wszystko przy stole. Przesyłam jako ciekawostkę.

 Sen zaczyna się, że siedzę przy stole z Putinem ( ale nie byłam w swoim ciele, a w ciałach dwóch mężczyzn, którzy z nim siedzieli przy stole ). Mężczyźni byli albo jeńcami, albo współpracownikami, którzy popadli w niełaskę. Wiedziałam, będąc nimi, że już po nas, i że zaraz P. nas zabije. Czekaliśmy tylko na to jaki poda powód, który był tylko formalnością. Podał jakiś mało ważny powód i strzelił jednemu mnie w brzuch ( straciłam przytomność ), a potem drugiemu w głowę. Ocknełam się będąc tym pierwszym postrzelonym z ogromnym bólem w brzuchu i pomyślałam z nadzieją, żeby mnie szybko dobił a nie znęcał się. I tak się stało - szybki strzał i obudziłam się. 

 To dziwny sen ( nie proroczy ) zważając na to, że byłam jakby kimś innym. Nie śnią mi się takie sny często. Ale teraz czytając dużo o sytuacji jaka się dzieje, pewnie umysł mieli obrazy i kreuje takie sny.

 Pozdrawiam :)

 L.



zwiń tekst



ŚNIŁO MI SIĘ PUSTE MIASTO
Pon, 18 kwi 2022 09:31 komentarze: 22 czytany: 4241x

Witam FN, Chciałem opowiedzieć o śnie, jaki miałem kilka dni temu. Myślę, że możecie go opublikować w tym Waszym XXI PIĘTRZE, jak chcecie. Śniło mi się, że wyszedłem z domu i widziałem puste ulice. Wszędzie było pusto! Chodziłem po pustym mieście, nie było nawet śladu człowieka, zupełnie nic. Miałem wrażenie w tym śnie, że ludzie gdzieś uciekli. Potem spojrzałem w górę i zobaczyłem słońce, ale takie.......

czytaj dalej

Witam FN, Chciałem opowiedzieć o śnie, jaki miałem kilka dni temu. Myślę, że możecie go opublikować w tym Waszym XXI PIĘTRZE, jak chcecie. Śniło mi się, że wyszedłem z domu i widziałem puste ulice. Wszędzie było pusto! Chodziłem po pustym mieście, nie było nawet śladu człowieka, zupełnie nic. Miałem wrażenie w tym śnie, że ludzie gdzieś uciekli. Potem spojrzałem w górę i zobaczyłem słońce, ale takie przez mgłę jakby. I się obudziłem. Opowiedziałem o śnie żonie, a ona wspomniała mi o Waszej Fundacji i o tym, że Jackowski mówił o opustoszałej Polsce. Pomyślałem, że muszę w takim razie ten mój sen opisać i go Wam przysłać.

Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt

[dane do wiad. FN]


 

From: [...]
Sent: Wednesday, April 6, 2022 12:04 PM
To: REDAKCJA FN
Subject: Ciekawostka, ale jakie w tym czasie może to okazać się ważne.

Zestawienie dwóch wypowiedzi, które Wam poniżej przedstawię po prostu zbiło mnie z nóg, dlatego postanowiłem, że do Was o tym napiszę, bo być może to umknęło Waszej uwadze...

1) Fragment książki Krzysztofa Kamińskiego pt: "Przepowiednie Ojca Klimuszki" str. 59 (skan w załączniku), słowa wypowiedziane około 50-60 lat temu...




"Wojna wybuchnie na Południu wtedy, kiedy będą zawarte wszystkie traktaty i będzie otrąbiony trwały pokój. Rosję zdradzą jej sąsiedzi. Nie, nie my! ..."

2) Fragment wypowiedzi Krzysztofa Jackowskiego w jego vlogu na youtubie z dnia 27 marca 2022 roku, 44-ta minuta jego audycji.

"Cały czas w zanadrzu, w takich poczuciach moich wewnętrznych, mam jeszcze jedną kwestię...
A mianowicie to, że Rosja zostanie nagle zaatakowana od strony południowej, będą to jakieś rakiety... Cios, którego się raczej nie spodziewają i cios nagły, zdecydowany, cios jak zdrada... Być może nawet na tą zdradę będą przygotowani ale to to będzie trochę wyglądało jak zdrada..."

W zasadzie jeden i drugi powiedział około 3 zdania, niby nie wiele i nic z tego dokładnie nie wynika, bo nie wiemy kto, gdzie ani nawet kiedy...
Ale jak cholernie uderzający jest dobór słow:

WOJNA, POŁUDNIE, ROSJA, ZDRADA... Czy to może być przypadek ???

Czy to może być przypadek ???

Tak, wiem, wiem... Ci niemiłosiernie opluwający Jackowskiego wszystkowiedzący geniusze bez wahania stwierdzą, że Jackowski to taki sprytny cwaniaczek, który w swoim życiu przeczytał wszystkie dostępne książki i teraz kozaczy na youtubie cytując dowolne ich fragmenty w zależności od aktualnie panującej na świecie sytuacji politycznej i gospodarczej...

I to by było na tyle,

Pozdrawiam serdecznie całą fundację i Kapitana,

Wasz stały i wierny czytelnik.

[...]



[....] Grudzień 2017, środek nocy po 03:00 jak spojrzałem potem na zegarek. Zostaje wybudzony z głębokiego snu i słyszę w głowie jasny przekaz "Jak zginie Erdogan dół Europy zapłonie", koniec przekazu. Piszę bo obecna sytuacja z wojną na Ukrainie i mediacjami Turcji nasuwa mi skojarzenie że to może być już niedługo.
Ponoć 5 maja w Stanbule maja się spotkać przywódcy Rosji i Ukrainy wraz z Erdoganem na mediacjach. Krzysztof Jackowski wspominał o długim moście na którym ma zginąć jakiś ważny przywódca. Oby to nie był most nad Bosforem i Erdogan. [....]

 

[...] O Kapitanie FN. W jednym z wywiadów Kapitan FN Robert Bernatowicz stwierdził że śpi tylko 2 godziny na dobę. Prowadzący powtórnie dopytał czy się nie przesłyszał . Pan Robert potwierdził z uśmiechem na twarzy że tak 2 godziny. Ja to rozumiem i tego sam doświadczam. Są osoby o wysokiej lub bardzo wysokiej świadomości, które energię życiową czerpią z kosmosu. Tacy ludzie nie potrzebują do utrzymania prawidłowych funkcji życiowych dużo snu a także zdecydowanie mniej kalorii dla swojego organizmu z potraw . Energie życiową możemy czerpać z otaczającego nas świata przyrody, szerzej mówiąc z kosmosu. Najprostszym przykładem jest doładowanie energetyczne z brzozy.

Stojąc przed pniem drzewa w odległości około 3 metrów z uniesionymi rozłożonymi rękoma i otwartymi dłońmi skierowanymi na drzewo po krótkiej medytacji i skupieniu można odczuć przypływ strumienia energii wchodzący poprzez dłonie , dalej wpompowany w całe ciało. Jest to uczucie jakby napompowania.

Są osoby które mają taki nadmiar energii że wrażliwi energetycznie (media) przy takich osobach maja określone kłopoty . Miałem takie zdarzenie dawno temu. Byłem zimą na 3 dniowym kursie w Zakopanem. Wieczorem po wykładach Pani kierownik kursu zaprosiła kilka osób – w tym i mnie z kolegą – na kawę i wieczorną pogawędkę. Podczas tego spotkania Pani kierownik opowiedziała jak ona jest silna energetycznie do tego stopnia iż często zdarza się iż ktoś potrafi zemdleć w jej towarzystwie. Mówiła że nawet jej dzieci ileś razy traciły przytomność. Ja wspomniałem o moich różnych doznaniach „ nie z tej ziemi”.

Pani kierownik kontynuując swoje opowiadania i zdarzenia w pewnym momencie zwróciła się do mnie jeżeli mam ochotą abym odebrał energie którą ona wysyła. Wyglądało to tak że stanęliśmy naprzeciw siebie w odległości około 3m. Pani kierownik uniosła rękę i skierowała dłoń w moją stronę. Podobnie zrobiłem i ja. Efekt był piorunujący. W ułamku sekundy napływ strumienia energii do mojego ciała był tak ogromny iż pot na twarzy po prostu ze mnie trysnął. Czułem że eksploduje moje ciało, że rozsadzi mnie coś od wewnątrz. Nie zważając na to gdzie jestem i w jakim towarzystwie błyskawicznie zrzuciłem z siebie marynarkę i koszulę, wybiegłem na taras i nacierałem się śniegiem.

Po kilku minutach zacząłem łapać rzeczywistość. Wszyscy byli zaszokowani całym tym zdarzeniem a najbardziej Pani kierownik. Przepraszała mnie i osoby które były obecne. Powiedziała że nie zdawała sobie sprawy że jestem tak podatny na przyjęcie energii którą ona mnie wysłała. Powoli ubrałem się , usiadłem w fotelu z opuszczoną lewą ręką do dołu i z małego palca przez pół godziny czułem ja ten nadmiar energii odpływa. Po około pół godzinie wróciłem do normalnego stanu.

Energia bywa pozytywna i negatywna. Otrzymałem raz w moim życiu negatywną energię która odbiła się na określony czas na moim zdrowiu. A było to tak. Odwiedził mnie znajomy u którego stwierdzono nieuleczalny nowotwór trzustki. Lekarze dali mu pół roku życia. Zrozumiałe było iż szukał najróżniejszych sposobów aby ratować życie. Odwiedził mnie jedyny raz i wiedząc że mam różne predyspozycje z wyższego wymiaru zapytał czy mógłbym mu w jakiś sposób pomóc.

Po dłuższej rozmowie poprosiłem aby wstał i przesuwając dłonie wzdłuż jego ciała od góry do dołu w odległości kilkunastu cm, pozbierałem ogrom energii z niego. Po prostu ta energia od niego mnie „oplątała” Od razu poczułem się bardzo niedobrze. Nie mogłem w żaden sposób jej się pozbyć. Z każdą godziną moje samopoczucie się pogarszało do takiego stopnia, iż czułem się poważnie zagrożony. Samopoczucie było podobne jak przy bardzo ciężkim przeziębieniu i trwało kilka dni. Potem powoli ustąpiło. Ja mu niestety nie pomogłem. Tak jak wyrokowali lekarze znajomy zmarł. Często można komuś pomóc w niekonwencjonalny sposób ( ja wielokrotnie pomogłem innym ), ale również można zaszkodzić sobie. Taki negatywny przypadek zdarzył mi się tylko raz, ale się zdarzył.

[...]

 

From [...]
Sent: Tuesday, April 5, 2022 4:08 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Jeźdźcy Apokalipsy i Jezus w 2022?

 

Dzień dobry. Drogi Nautilusie, czytając ostatni tekst na waszej stronie "CZY NA NASZYCH OCZACH MAMY POCZĄTEK BIBLIJNEJ APOKALOIPSY" zacząłem szukać głębiej w internetowym archiwum waszej Fundacji. Czytam pierwszy znaleziony artykuł na temat Paruzji i... nie dowierzam! W artykule z 04.04.2010 (niemal równo 12 lat!) jest wzmianka o ponownym przyjściu Jezusa w roku 2022. Dwanaście lat temu, w czasach kiedy nikomu nie śniły się takie tematy jak Covid, koszmarna wojna na Ukrainie, ogromna inflacja, nadchodzący głód... To naprawdę niesamowite. W związku z tym mam ogromną prośbę do FN. Czy mogli byście przygotować kolejny tekst lub live stream na temat powrotu Jezusa, czasów ostatecznych i Biblijnych przepowiedni? Bo jeśli to wszystko nie jest niesamowitym zbiegiem okoliczności to żyjemy w naprawdę ważnym i niezwykłym czasie. Pozdrawiam serdecznie całą załogę!



From: [...]
Sent: Monday, April 4, 2022 7:43 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: Przepowiednie Jackowskiego

 

Dzień dobry.  

Potwierdzenie wizji Jackowskiego czy to może być fałszywa flaga. 

Pozdrawiam 





zwiń tekst



Pierwsze co mi wyskoczyło to wikipedia, przyłączenie Ukrainy do Rosji i wojna polsko-rosyjska
Pt, 8 kwi 2022 05:57 komentarze: brak czytany: 5083x

[...] Dzień dobry,  Od kilku lat zajmuję się medytacją na swoje potrzeby. Raczej po to, aby wyciszyć umysł i zrelaksować się po dniu. W roku 2013 miałam sen, w którym moja babcia mówi mi, że nadchodzi wojna. Pokazała mi szachownicę i monetę z napisem "taurus". Widziałam w tym śnie też blondynkę, młodą kobietę, której ktoś próbował strzelić w głowę. To było przerażające, a swoim snem podzieliłam.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry,  Od kilku lat zajmuję się medytacją na swoje potrzeby. Raczej po to, aby wyciszyć umysł i zrelaksować się po dniu.

W roku 2013 miałam sen, w którym moja babcia mówi mi, że nadchodzi wojna. Pokazała mi szachownicę i monetę z napisem "taurus". Widziałam w tym śnie też blondynkę, młodą kobietę, której ktoś próbował strzelić w głowę. To było przerażające, a swoim snem podzieliłam się wtedy z użytkownikami portalu paranormalne na forum (jest data i godzina). Nie wiem czemu, po prostu ten sen był inny, ważny...

Dlaczego dziś do Państwa piszę - i to o tej porze? Przed chwilą skończyłam swoją medytację, tym razem była ona głęboka, chciałam doświadczyć regresji aby zgłębić swoje poprzednie wcielenia. Nie wiem co się stało ale zapytałam swoją podświadomość: "jakie wydarzenie z przeszłości ma wpływ na moje obecne życie?", jestem zdumiona i rozbita. Otóż znów zobaczyłam młodą kobietę, na łożu, martwą. Poprosiłam o możliwość wejścia w tę sytuację, tę scene, w to wydarzenie. Gdy się "obudzila", zapytałam ją ktory jest rok. Odpowiedziała mi, ze 1654 i ma na imię Izabela ale czuję, że nie była Polką, to był raczej jakiś angielski pokoj - styl.

Nie jestem i nie byłam nigdy znawcą historii. Momentalnie wyrwalo mnie z medytacji. Wpisalam tę datę w Google, to oczywiste, i.. I dlatego piszę. Pierwsze co mi wyskoczyło to wikipedia, przyłączenie Ukrainy do Rosji i wojna polsko-rosyjska.

Przepraszam, że do Państwa piszę, nie wiem, czy zostanę dobrze odebrana ale tym razem jest we mnie ogromny strach. To nie była "zwykła medytacja". Znów to po prostu czuję. Chciałam się podzielić tym z kimś, kto choć trochę może mi uwierzy..

Pozdrawiam serdecznie całą Fundację.

[dane do wiad. FN]

opis przyszedł na pokład okrętu Nautilus 8.04.2022




zwiń tekst



CZY TO BYŁO POPRZEDNIE WCIELENIE KANCLERZA NIEMIEC OLAFA SCHOLZA?
Nie, 3 kwi 2022 12:39 komentarze: 12 czytany: 4585x

[...] Witam Państwa ponownie, Natrafiłem w sieci na ciekawy moim zdaniem możliwy przypadek reinkarnacji znanej postaci. Chodzi o obecnego kanclerza Niemiec Olafa Scholza i jego dziadka Fritza von Scholza.Dziadek był wysoko postawionym oficerem niemieckim https://pl.wikipedia.org/wiki/Fritz_von_ScholzSą w sieci niepotwierdzone informacje, że na swoim sumieniu miał wielu Żydów. Zmarł w 1944.......

czytaj dalej

[...] Witam Państwa ponownie, Natrafiłem w sieci na ciekawy moim zdaniem możliwy przypadek reinkarnacji znanej postaci. Chodzi o obecnego kanclerza Niemiec Olafa Scholza i jego dziadka Fritza von Scholza.


Dziadek był wysoko postawionym oficerem niemieckim https://pl.wikipedia.org/wiki/Fritz_von_Scholz

Są w sieci niepotwierdzone informacje, że na swoim sumieniu miał wielu Żydów. Zmarł w 1944 w wyniku obrażeń wojennych.

Wnuk Olaf - przyszły kanclerz - urodził się w 1958 r.  Podobieństwo fizyczne moim zdaniem jest duże. Z moich badań wynika, że próba "naprawienia" błędów przeszłości w kolejnej inkarnacji nie jest niczym niezwykłym.

Na ten trop wpadłem na fejsbukowym profilu gruzińskiej jasnowidzki 

https://www.facebook.com/ProphetLelaKakulia/posts/299772752278187

Przy pomocy tłumacza da się nieco z tego zrozumieć. Pisze ona, że Olaf bardzo pognębi Rosję.

Załączam zdjęcia obu postaci.

Pozdrawiam

[...]

Absolutnie może tak być! Dziękujemy za zgłoszenie. Poniżej kilka spraw związanych z reinkarnacją z naszej POCZTY DO FN.

[...] Właściwie to nie tyle pytanie, co prośba. Słuchałem ostatnio audycji o reinkarnacji FN sprzed kilku-nastu lat w której był poruszony wątek dziewczynki, która w poprzednim życiu zginęła z mężem w wypadku na przejeździe kolejowym w samochodzie maluchu i pamiętała to poprzednie wcielenie. Czy jest gdzieś artykuł na ten temat na stronach FN. Jeżeli nie to myślę, że warto żeby Fundacja Nautilus to upubliczniła, swoje materiały, bo pomogłoby to uwierzyć ludziom. Może są jakieś nagrania.

Witamy,

Niestety. Rodzina nie wyraziła wtedy na to zgody przestraszona tym, jak to może zostać przyjęte przez ludzi.

Wielka szkoda.

Pozdrawiamy

FN

 

 

[...] Proszę o odpowiedź jak to jest z tą reinkarnacją, karmą i czynieniem dobra, skro z doświadczenia oraz obserwacji wynika że dobre uczynki często przynoszą szkodę. Nawet funkcjonuje powiedzenie"Żaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie".  [...]

Prosimy przeczytać ten tekst:

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,2946,fenomen-wielkiej-wstegi-i8230-jednego-ogniwa.html

pzdr

FN


From: [...]
Sent: Friday, April 1, 2022 12:07 AM
To: [...]
Subject: Walka o miłość matki do niepełnoprawnego syna

 

Witajcie . Przypomniał mi się dawny artykuł, którego nie mogę znaleźć, dotyczył miłości matki do niepełnosprawnego syna tzn.walki o tą milosc i to miało na celu czegoś nauczyć. Nie pamiętam dokładnie, ale mniej więcej tak. Chodziło w nim o odwróceniu się ról. Mam podobna sytuację w życiu,  która bardzo mi ciąży i zastanawiam się czy to tak jest, bo nie da się od tego uciec...cokolwiek innego chciałoby się robić to ten ból człowiek czuje.

Druga sprawa jest historia p.Beksinskiego, ta która znacie i przekazywaliscie. Czy uważacie, że to chora psychika prowadzi do takiego czynu? Wiecie czasem się nie układa i jest to uczucie bycia niepotrzebnym, niekochanym,  odrzuconym. Jeśli tego dokonał to po co chciał wejść w cialo syna tej Pani,tak jakby chciał być na planie ziemskim. Czy to psychika czy sprawa duchowa ??? Szpitale psychiatryczne przepełnione są ludźmi tak samo jak więzienia,  a przecież w więzieniach są ludzie którym ktoś " cos" zrobil i nie potrafili się pogodzić tzn.pobili kogoś lekko mowiąc albo np.palajacy nienawiścią, co na wolności mogli by komuś coś zrobić . Panie Robercie proszę opowiedzieć co Pan o tym myśli, szczególnie na live,my tak lubimy Pana słuchać. Te historie są fascynujące i zmieniają poglądy na świat. Pozdrawiam



zwiń tekst



POCZUŁAM, ŻE KTOŚ USIADŁ OBOK
Czw, 31 mar 2022 13:42 komentarze: brak czytany: 2969x

[XXI PIĘTRO] Hejka. Wczoraj przeżyłam coś dziwnego. Siedziałam na kanapie i przeglądałam internet, syn był u siebie, a mąż na fotelu zajęty był grą WOT. Siedzę więc na kanapie i nagle poczułam jakby usiadł ktoś obok mnie. Szybkie spojrzenie, bo myślałam, że to nasza kotka, ale ona spała wygodnie na fotelu. Po małej chwili poczułam jakby za mną ktoś podparł się ręką na kanapie. Później przeszedł mi.......

czytaj dalej

[XXI PIĘTRO] Hejka. Wczoraj przeżyłam coś dziwnego. Siedziałam na kanapie i przeglądałam internet, syn był u siebie, a mąż na fotelu zajęty był grą WOT. Siedzę więc na kanapie i nagle poczułam jakby usiadł ktoś obok mnie. Szybkie spojrzenie, bo myślałam, że to nasza kotka, ale ona spała wygodnie na fotelu.

Po małej chwili poczułam jakby za mną ktoś podparł się ręką na kanapie. Później przeszedł mi po głowie prąd i włosy mi się zjeżyły. I wyczułam jakby zgęstnienie powietrza za mną, jakby tam faktycznie ktoś był. Syn mi się też niedawno skarżył, że nieraz w dzień słyszy z pokoju kroki do kuchni i nie są to moje kroki ani męża. Mieszkanie mamy małe, wchodzi się od razu na korytarz, który na prawo prowadzi do naszego pokoju, na lewo do kuchni i pokoju syna.

Do kuchni wchodzi się długim i wąskim korytarzem i tam właśnie syn słyszał kroki, takie łup łup. Kotka nasza czasami w dzień,wieczorem lub rano biega jak oszalała i wydaje takie dźwięki jakby się czemuś dziwiła. Nieraz wskoczy na fotel i patrzy się na ścianę i łapkami próbuje coś złapać.

To wszystko moi drodzy z obserwacji i własnego doświadczenia.

Pozdrawiam załogantów i całą ekipę!

[dane do wiad. FN]

/e-mail dostaliśmy 30 marca 2022/




zwiń tekst



11:11, 13:13, 14:14... o co z tym chodzi?!
Pon, 28 mar 2022 19:54 komentarze: 3 czytany: 3475x

[...]   Od dłuższego czasu obserwuję u siebie ciekawe zjawisko. Gdy spoglądam na zegar bardzo często widzę godzinę w charakterystycznym formacie: 11:11, 13:13, 22:22 itd. Początkowo uważałem, że to przypadek, ale zdarza się to nieustannie.    Kilkakrotnie miałem też przygodę ze zmieniającą się godziną w smartfonie - sama się przestawiała - w tym raz na oczach moich i mojej żony.......

czytaj dalej

[...]   Od dłuższego czasu obserwuję u siebie ciekawe zjawisko. Gdy spoglądam na zegar bardzo często widzę godzinę w charakterystycznym formacie: 11:11, 13:13, 22:22 itd. Początkowo uważałem, że to przypadek, ale zdarza się to nieustannie.

    Kilkakrotnie miałem też przygodę ze zmieniającą się godziną w smartfonie - sama się przestawiała - w tym raz na oczach moich i mojej żony - więc to nie halucynacja. Kładę to jednak na karb sygnału odbieranego przez telefon i ewentualnych błędów w sieci komórkowej.

    Jako nastolatek miałem historię z "przeskokiem czasowym" podczas eksploracji kopalni kwarcu w okolicach Jakuszyc. Zegarki moje i kolegi pokazały późniejszą godzinę, by po chwili pokazać prawidłową - o trzy godziny wcześniejszą. Zegarki w tamtych czasach były mechaniczne więc to nie kwestia sygnału sieci. Opisywałem tę historię w osobnym mailu do Fundacji.

    Wiem, że zjawiska synchroniczności badał Jung, ale nie spotkałem się nigdzie ze współczesną analizą obserwowanego przeze mnie zjawiska. Czy Fundacji Nautilus znane są podobne przypadki? Czy powinienem traktować je jako zwykłe zbiegi okoliczności i przypadek?

    Pozdrawiam serdecznie,

[...]  (dane do wiadomości Redakcji)






 

Pisaliśmy o tym wielokrotnie . Nazwaliśmy to zjawisko "klątwą czasu".

Na łamach naszych stron pisaliśmy już wiele razy na temat tego, że ktoś zaczyna być przekonanym, że dana liczba w jego otoczeniu nie pojawia się przypadkowo. Potrafi być to zwodnicze.

Na łamach naszych stron pisaliśmy już wiele razy na temat „Klątwy czasu”, czyli zupełnie dziwnego, niewytłumaczalnego zjawiska, w którym uporczywie powtarzają się cyfry w godzinach...

Jeśli nie jesteście wprowadzeni w ten temat (a wiemy, że każdego dnia na nasze strony wchodzą zupełnie nowi czytelnicy), zapraszam do przeczytania poprzednich artykułów i listów, które docierały do nas w tej sprawie: Artykuł 1: „Pomóżcie w sprawie tej upiornej godziny... o co w tym chodzi?” – do Fundacji trafiają czasami nietypowe prośby o wyjaśnienie różnych zagadek.

Czasami pytania czytelników wprawiają nas w zdumienie! Artykuł 2:

Nasz tekst o osobach, które ciągle widzą „tę samą godzinę” spowodował burzę. Oto kilka wybranych historii nadesłanych przez czytelników Nautilusa. Tymczasem jednemu z naszych Załogantów - udało się rozwikłać (a przynajmniej bardzo zbliżyć się do rozwikłania) tę zagadkę. Oto list, który nam w tej sprawie przekazał:

„Klątwa czasu” Gdy w Nautilusie pojawił się artykuł na temat czasu, który wydaje się płatać figle ludziom zaintrygowało mnie to gdyż sam miałem podobne doświadczenia i zdarzało mi się to bardzo często...

Właściwie za każdym razem, gdy spoglądałem na zegar była godzina, w której liczba godzin i minut była taka sama np. 13:13 22:22 lub 4:4 . Na pewno każdy słyszał o przesądzie, który mówi, że gdy ktoś notorycznie widzi takie „zjawisko” na zegarku jest przez kogoś skrycie kochany, więc było to nawet przyjemne. Postanowiłem jednak rozwikłać tę zagadkę i uzyskać jakąś logiczną odpowiedź, dlaczego tak się dzieje.

Założyłem, że cała sprawa ma podłoże psychologiczne, udałem się, więc do sympatycznej, doświadczonej pani psycholog, która przedstawiła mi następującą hipotezę zaznaczając jednak, że jest to tylko hipoteza. Czy jest prawdopodobna oceńcie sami… Każdy cywilizowany człowiek ma kontakt z wszelkiej maści zegarami od samego przyjścia na ten świat, a sam czas rządzi każdym dniem i jest nieodłącznym elementem całego naszego życia. Mało, kto wie, że przeciętnie spoglądamy na zegarek i odczytujemy godzinę średnio 80 razy dziennie (!!!), toteż ta czynność staje się w końcu dla człowieka tak bezwarunkowa, naturalna i podświadoma, że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.

Spoglądamy na zegarki i przez moment w podświadomości przetwarzamy informacje, po czym od razu zapominamy. Gdy na zegarze jest godzina np. 19:43 nie jest to nic niezwykłego, sprawdzamy np. godzinę przyjazdu autobusu na rozkładzie albo godzinę wyświetlenia programu w telewizji, ale po chwili już o tym nie pamiętamy. Natomiast, gdy jest np. 19:19 sprawa ma się trochę inaczej - nie jest to już tak normalne.

Po pierwsze logicznie rzecz ujmując wydaje nam się niezwykłe, że spojrzeliśmy na zegar akurat o takiej godzinie po drugie przypominają nam się różne związane z tym zagadnienia jak np. ten przesąd, o którym wspomniałem wcześniej. Dzięki temu informacja odczytana z zegarka nie przelatuje nam przez podświadomość i znika, tylko trafia do świadomości i po prostu się nad nią przez chwilę zastanawiamy, co sprawia, że ją zapamiętujemy!!!

W rezultacie suma tych zapamiętanych godzin w ciągu dnia miesiąca czy roku daje nam mylne wrażenie, że za każdym razem jest godzina o tej samej liczbie godzin i minut.

Podobnie sprawa ma się, jeśli chodzi o pełne godziny albo godziny połówkowe, np.12:30. Co jednak wówczas, gdy ni stąd ni zowąd budzę się w nocy i odczytuję godzinę 04:04, czy w tym przypadku działa podobny mechanizm?? Dodam jeszcze, że teraz, gdy zostałem „uświadomiony” zwracam już uwagę na każdy odczyt z zegara a „klątwa czasu” została ze mnie zdjęta… Z pozdrowieniami dla ekipy oraz wszystkich miłośników FN.



zwiń tekst



TEGO CZŁOWIEKA ZNAŁEM Z POPRZEDNIEGO WCIELENIA!
Sob, 26 mar 2022 04:34 komentarze: 5 czytany: 4221x

[...] Dzień dobry! Chciałem już wiele razy napisać do Państwa tego maila, jednak zawsze gdy zabierałem się za pisanie, nie potrafiłem ubrać w słowa tego co wydarzyło się w moim życiu. Myślę jednak, że tym razem podejmę kolejną próbę i uda mi się chociaż niezgrabnie to opisać. Przejdę jednak do sedna sprawy:Zdarzenie miało miejsce 5 lat temu w sierpniu. Piękny, słoneczny dzień. Dostaję telefon z firmy.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry! Chciałem już wiele razy napisać do Państwa tego maila, jednak zawsze gdy zabierałem się za pisanie, nie potrafiłem ubrać w słowa tego co wydarzyło się w moim życiu. Myślę jednak, że tym razem podejmę kolejną próbę i uda mi się chociaż niezgrabnie to opisać. Przejdę jednak do sedna sprawy:

Zdarzenie miało miejsce 5 lat temu w sierpniu. Piękny, słoneczny dzień. Dostaję telefon z firmy, w której pracuję jako kierowca ciężarówki z informacją załadunku - Bielsko-Biała, magazyn TRW; zrzutka Melfi.

Około godziny 11:00 stawiłem się na załadunek. Kazano mi podstawić się pod rampę (chyba nr 8). Na sam załadunek "zeszło" ok 3 godzin. W międzyczasie inną ciężarówką przyjechał, jak później się okazało, kolega z lat szkolnych. Porozmawialiśmy przez około godzinę, coś tam powspominaliśmy. Dzień jak każdy inny. W pewnym momencie magazynier dał znak, że moje auto jest załadowane i mam udać się do biura po dokumenty. Krzyknąłem do magazyniera "ok" i idę do biura.

Otwieram drzwi do budynku biurowego i w tym momencie widzę człowieka, jego twarz, jego zmieszanie i to że nie wiadomo skąd on zna mnie a ja jego. W mojej głowie, jak przebłysk (czy błyskawica-ciężko to opisać słowami) wpada myśl, obraz sytuacji: las, wilgoć, chłód, Germania (dokładnie taka nazwa). Ja w tej wizji (obrazie w mojej głowie) jestem ubrany w zbroję żołnierza rzymskiego (złoty napierśnik), w ręku trzymam miecz.

Czuję chłód otaczający mnie z każdej strony. Wiem, że przegrywamy bitwę; wiem, że sprawa jest przegrana. Widzę w tym obrazie tego człowieka wraz z dwoma innymi ludźmi w umundurowaniu żołnierzy rzymskich, którzy uciekają z pola bitwy. Krzyczę na nich dlaczego się wycofują, każę im wracać do walki. Nie słuchają mnie. Czuję w sobie gorycz, rozpacz, złość. Obraz się urywa.
Człowiek, który czekał na dokumenty patrzył na mnie z wyrazem twarzy przerażonego czy zmieszanego. Nie wiem czy on zobaczył to samo co ja gdyż po tej sekundzie zawieszenia w całej tej sytuacji, dostał dokumenty i szybko wyszedł.
Nigdy wcześniej, ani później nie spotkałem tego człowieka.

Oczywiście sprawdziłem czy legiony rzymskie walczyły w Germanii i czy przegrały tam bitwę.
Jest cały opis: Bitwa w Lesie Teutoburskim.

Zaznaczam, że nigdy wcześniej nie interesowałem się Cesarstwem Rzymskim i jego historią. Ba! Wręcz nie lubiłem tego tematu i wolałem "omijać" ten okres historyczny. Jednak od tamtej chwili czuję wręcz niewytłumaczalną tęsknotę za tamtymi czasami.
Wiem jedno: to nie moje pierwsze życie i (niestety) nie ostatnie.


Jeśli będzie z waszej strony chęć publikacji maila to macie moją zgodę.
Proszę tylko o zachowanie anonimowości.

Pozdrawiam całą Fundację Nautilus!
Robicie świetną robotę!

                                                                                     Z poważaniem
                                                                                                            [...]


Brytyjczyk twierdzi, że sesja hipnozy przywołała żywe wspomnienia z jego przeszłego życia jako fotografa i strzelca lotniczego podczas I wojny światowej.

Steve Mulligan urodził się w 1961 roku w Manchesterze, ale ma też bardzo wyraźne wspomnienia dorastania w Llandudno w Walii na początku XX wieku. Twierdzi, że dorastał jak Sidney Sutcliffe i zmarł w wieku 24 lat po tym, jak jego samolot został zestrzelony na froncie zachodnim podczas I wojny światowej.




 

Zawsze miał te dziwne, czarno-białe wspomnienia spoglądania w dół z nieba, ale nigdy nie mógł ich zrozumieć. A potem poszedł na sesję hipnozy i przypomniał sobie swoje przeszłe życie.

    „Zawsze ciągnęło mnie do Llandudno, odkąd byłem dzieckiem, nawet kiedy przyjechałem tutaj jako dziecko, znałem drogę, a moja mama była zdumiona, że ​​wiedziałem, dokąd się udać” – powiedział niedawno Steve w wywiadzie dla brytyjskiego Daily Post. „Kiedy po nim szliśmy, miałem wrażenie deja vu, jakbym był tu wcześniej. I dopiero gdy ktoś zasugerował wykonanie regresji z poprzedniego życia, wszystko stało się jasne”.

Podczas sesji hipnoterapii z Paulem Goddardem 61-latek rzekomo przypomniał sobie swoje przeszłe życie, w tym dołączenie do Fizylierów w Wrexham, a następnie dołączenie do Królewskiego Korpusu Lotniczego i pracę jako fotograf i strzelec wyborowy podczas I wojny światowej.

Przypomniał sobie nawet swoje ostatnie zadanie, lot rozpoznawczy nad liniami wroga w rejonie Cambrai we Francji, i spojrzał w dół, zanim samolot znalazł się pod ostrzałem wroga i rozbił się.

    „Pamiętam to uczucie, kiedy samolot spadał i było to bardzo dziwne, ponieważ nie mogłem go kontrolować” – powiedział Mulligan - „Czułem tę śmierć ludzi, ale nic nie mogłem zrobić”.

Chociaż rozumie, dlaczego większość ludzi jest sceptycznie nastawiona do jego historii, Steve Mulligan mówi, że niemożliwe byłoby znalezienie imienia mężczyzny, który faktycznie urodził się w Llandudno i mieszkał tam w tym samym czasie, co jego wspomnienia z poprzedniego życia.

    „Nie wiedziałem nic o Llandudno poza przyjściem tutaj jako dziecko, dopóki nie cofnąłem się” – powiedział 61-latek - „Nigdy nie słyszałem nazwiska Sidney Sutcliffe, więc to niewiarygodne, że mogę wybrać to imię spośród milionów nazwisk i być tym, który faktycznie mieszkał w Llandudno”.

Steve niedawno odwiedził Llandudno War Memorial i rzeczywiście znalazł nazwisko Sidneya Sutcliffe'a wśród miejscowych żołnierzy, którzy zginęli podczas I wojny światowej, a także wśród grobów rodziców Sidneya.

    „Widzenie imienia Sidneya na grobie było ekscytujące i wciąż staram się to rozgryźć. To dziwne uczucie” – powiedział Mulligan.



zwiń tekst



[...] te same znaki miałam sama kilka razy
Wt, 22 mar 2022 19:45 komentarze: brak czytany: 2861x

[...] Witam, Przypadkiem trafiłam na Państwa artykuły odnośnie znaków na ciele, które mają ludzie na całym świecie. Nie mogę jednak dotrzeć do informacji co udało się Państwu ustalić w tej sprawie?Temat mnie interesuje, ponieważ dokładnie te same znaki miałam sama kilka razy. U mnie były zawsze na przedramieniu. Każdorazowo zauważałam je po przebudzeniu. Wyglądało jak oparzenie od suszarki- ale takiej.......

czytaj dalej

[...] Witam, Przypadkiem trafiłam na Państwa artykuły odnośnie znaków na ciele, które mają ludzie na całym świecie. Nie mogę jednak dotrzeć do informacji co udało się Państwu ustalić w tej sprawie?

Temat mnie interesuje, ponieważ dokładnie te same znaki miałam sama kilka razy. U mnie były zawsze na przedramieniu. Każdorazowo zauważałam je po przebudzeniu. Wyglądało jak oparzenie od suszarki- ale takiej nigdy nie posiadałam. Było to na tyle dziwne zjawisko, że wszyscy domownicy szukali włącznie ze mną logicznego wytłumaczenia. Ale takiego na prawdę nie było. 

Za każdym razem co ciekawe pozostali domownicy spali piętro wyżej- byłam sama na parterze. Znaki miałam co kilka, kilkanaście miesięcy. Ileś razy. Początkowo nie był to cały okrąg a jego fragmenty- różne za każdym razem. Ostatni jaki miałam to już całe koło w formie "słoneczka". Od tego czasu więcej się nie pojawiły, ale też zmieniłam miejsce zamieszkania w międzyczasie- może dlatego?

 Znaki na prawdę budziły moje przerażenie (i nie tylko moje). Jestem osobą "twardo stąpającą" po ziemi i nie było dla nich logicznego wytłumaczenia. Nie miałam ani takiej suszarki, ani pościeli z takim wzorem, ani odzieży... na prawdę rozważałam skąd mogły się wziąć. Wyglądały jak oparzenie i jak oparzenie "schodziły", z czasem robiły się strupki po czym zostawał jasny ślad który znikał. 

Jeden ze znajomych gdy zobaczył ten znak na moim przedramieniu zaczął opowiadać, że porywa mnie obca cywilizacja, wyciąga z domu jakoś i później kasuje mi pamięć. Przyznam brzmi niedorzecznie, a jednak do dziś nurtuje mnie co to było i skąd mogło się pojawiać. 

Uprzedzę- nie mieszkałam nigdy na wsi, od urodzenia mieszkam w dużym mieście, w domu w którym znaki się pojawiały mieszkałam od urodzenia. Nikt inny z domowników takich nie miał. I zastanawia mnie też to, że za każdym razem moja Córka spała akurat piętro wyżej, a mojego rodzeństwa które mieszkało pokój obok akurat w nocy nie było.

 Będę wdzięczna za informację co udało się Państwu ustalić. Co łączy ludzi z tymi znakami? I skąd mogły się one wziąć? 

 Pozdrawiam serdecznie,

[...]

/poniżej zdjęcie z naszego Archiwum FN/



Więcej na ten temat po kliknięciu na link poniżej.

https://nautilus.org.pl/artykuly,4025,dziwne-znaki-na-ciele--to-moze-byc-eksperyment-obcych-istot-.html



zwiń tekst



Był dziadek u niej i upomina się o pasek!
Nie, 20 mar 2022 09:38 komentarze: brak czytany: 2788x

[...]Dobry wieczór , z tej strony [...] z okolic Bełchatowa. Postaram się w jak największym skrócie napisać 2 historie, które się przytrafiły,niestety nie mnie a siostrze i koledze z pracy. Ręczę za autentyczność.  W wielkim skrócie...  1) Podczas śniadania siostry z mężem pomiędzy nimi kubek zaczął się przesuwać, mało tego zaczął się jeszcze obracać po szkle na ławie. Wybiegli z domu po.......

czytaj dalej

[...]Dobry wieczór , z tej strony [...] z okolic Bełchatowa. Postaram się w jak największym skrócie napisać 2 historie, które się przytrafiły,niestety nie mnie a siostrze i koledze z pracy. Ręczę za autentyczność.  W wielkim skrócie...
 
1) Podczas śniadania siostry z mężem pomiędzy nimi kubek zaczął się przesuwać, mało tego zaczął się jeszcze obracać po szkle na ławie. Wybiegli z domu po mamę i tatę. Mama zdążyła to ujrzeć , tato już nie. Prawdopodobnie duch zmarłej tam babci.
 
2) Znajomy z pracy opowiadał jak ze szwagrem chowali bodajże teścia. Ubrali całego do trumny, ale nie było paska do spodni. Dali sobie spokój. Nikomu nic nie powiedzieli. Kilka dni później , córka szwagra mówi że był dziadek u niej i upomina się o pasek. Ci spojrzeli na siebie i mówią "komu powiedziałeś?" Oczywiście nikomu nie mówili.
 
Pozdrawiam.

[...]




zwiń tekst



Otrzymałem przekaz – przesłanie z tamtej strony
Pt, 18 mar 2022 22:45 komentarze: brak czytany: 3518x

[...] Dobry wieczór. WITAM KAPITANA I ZAŁOGĘ . Jestem krótko na Nautilusie lecz kapitana i niektóre Jemu bliskie osoby z racji różnych publikacji znam dość dobrze. Postanowiłem zaokrętować się na Nautilusie. Uznałem że powinienem wpaść na XXI Piętro. Otóż z czym przychodzę:Otrzymałem przekaz – przesłanie z tamtej strony. Od wielu lat staram się podnosić poziom mojej świadomości. Polega to na zgłębianiu.......

czytaj dalej

[...] Dobry wieczór. WITAM KAPITANA I ZAŁOGĘ . Jestem krótko na Nautilusie lecz kapitana i niektóre Jemu bliskie osoby z racji różnych publikacji znam dość dobrze. Postanowiłem zaokrętować się na Nautilusie. Uznałem że powinienem wpaść na XXI Piętro. Otóż z czym przychodzę:

Otrzymałem przekaz – przesłanie z tamtej strony. Od wielu lat staram się podnosić poziom mojej świadomości. Polega to na zgłębianiu wiedzy z takich dziedzin jak religie, historia, astronomia, astrologia, fizyka jądrowa, biologia, parapsychologia i wiele innych. Coraz dalej jestem od schematów myślowych które wrzucano mi w szkole, w domu czy Kościele. Coraz bliżej jestem stanu równowagi . Wszystko co mnie otacza nie wywołuje we mnie takich emocji jak dawniej. To miłe uczucie. Doznania, które miewałem z różną częstotliwością, a odbiegające od powszechnie przyjętych norm, nasilały się wprost proporcjonalnie do biegnącego czasu i zgłębiania wiedzy. Kulminacją i zdarzeniem był mój sen kilka miesięcy temu:

Kładę się spać około północy. Zwyczajowo zakładam w łóżku słuchawki i słucham interesujących mnie materiałów audio ze smartfona . Tego późnego wieczora położyłem się tuż przed godziną 24. Założyłem słuchawki na uszy. Po chwili otrzymałem polecenie „ odłóż to i uśnij” była godzina punktualnie 24 bo mój zegar zaczął wybijać tą godzinę. Zrobiłem tak jak mi polecono i momentalne zasnąłem. Wykonałem to bez żadnych emocji praktycznie mechanicznie. Spałem dokładnie pół godziny , bo po przebudzeniu zegar wybił jednym uderzeniem godzinę 0,30. Przebudzenie i chwila po nim były dla mnie bardzo emocjonujące, ponieważ miałem poczucie ogromnej wagi tego snu, a nie mogłem sobie przypomnieć kompletnie nic. Stan ten trwał bardzo krótko. Może minutę lub krócej. Chwila medytacji i koncentracji, a zarazem prośba , odsłoniły w ułamku sekundy cały film z tego snu.

„ Miałem spotkanie z mężczyzną . Nie pozwolono mi zapamiętać jego wizerunku. Skojarzenie i poczucie tuż po odsłonięciu miałem iż był to ktoś bardzo ważny z chrześcijańskiej hierarchii. Moje przypuszczenie pozostawiam sobie. Przekaz Jego był mniej więcej taki: „ To co robisz i jak rozumujesz aby zbliżyć się do Stwórcy – idziesz dobrym kierunku. Pamiętaj, tylko poprzez zgłębianie wiedzy, każdy sam może zbliżyć się do Stwórcy. Pamiętaj. Nie nauczaj lecz namawiaj do zgłębiania wiedzy – to jedyna droga.” To nie nauczaj było tak silnie wyartykułowane , abym w kontaktach z kimkolwiek nie starał się przekonywać do jakichkolwiek moich racji, lecz wymieniał się informacjami które można we własnych umysłach analizować.
Fałszywych proroków i nauczycieli było i jest mnóstwo. Zdobyta wszechstronna, głęboka niczym nie skażona wiedza , nie musi się bronić, lecz z pewnością w jakiś sposób ukierunkuje każdego z nas w podobnym wektorowo kierunku. Tak uważam. Pozdrawiam.


[...] Spotkalo mnie cos podobnego i rowniez mnie zaniepokoilo. Bylo to w miejscu publicznym, w bibliotece. Siedzialam przy komputerze i cos tam czytalam. Nagle oderwalam uwage od komputera i tak jakby ktos zciagnal mnie swoim wzrokiem, popatrzylam przed siebie. W odleglosci moze 15 metrow ode mnie siedzial mezczyzna wygladajacy normalnie jak czlowiek z wyjatkiem ze z jego oczu uderzalo swiatlo jak dwie zlote nitki lasera ktore padaly na moje pluca. Zamarlam. Gdyby to zdazylo sie w moim mieszkaniu umarlabum ze strachu, ale w miejscu publicznym sie nie balam. Popatrzylam na ludzi dookola, wszyscy zajeci swoimi pracami, nikt nic nie widzial.

Tak wygladalo ze tylko ja go widze. Spuscilam glowe, patrzylam chwile w komputer, pochwili podnioslam glowe. Zobaczylam ze on wciaz jest i patrzy tymi " laserowymi oczami". Kiedy za trzecim razem podnioslam glowe z za komputera juz go nie bylo. Po kilku dniach bylam chora.

Dostawalam taki atak kaszlu ze zaden syrop nie pomagal. Musialam isc do lekarki, dopiero po wzieciu antybiotyku przez piec dni ten okropny kaszel ustapil. Nigdy wczesniej nie pamietam chorowac na tak meczacy kaszel. Minelo moze 8 lat od tego zdarzenia. Nie choruje wiecej. Pozdrawiam serdecznie.

[...]



zwiń tekst



Mój sen sprzed dziesięciu lat
Śr, 16 mar 2022 04:31 komentarze: 3 czytany: 3358x

[e-mail z opisem snu trafił 13 lutego b.r.] Witam Szanowną Załogę :) Zastanawiałem się czy dzielić się z kimkolwiek moim snem sprzed dziesieciu lat... No ale w końcu z kim jak nie z Wami. Miewam sny "tego typu" od bardzo dawna. Jedne się sprawdziły, między innymi 9.11, tragiczne trzęsienie ziemi we Włoszech (ale o tym nie dziś) a inne jakby czekają na swoją kolej.. W każdym razie do rzeczy: Jak wspomniałem.......

czytaj dalej

[e-mail z opisem snu trafił 13 lutego b.r.] Witam Szanowną Załogę :) Zastanawiałem się czy dzielić się z kimkolwiek moim snem sprzed dziesieciu lat... No ale w końcu z kim jak nie z Wami. Miewam sny "tego typu" od bardzo dawna. Jedne się sprawdziły, między innymi 9.11, tragiczne trzęsienie ziemi we Włoszech (ale o tym nie dziś) a inne jakby czekają na swoją kolej.. W każdym razie do rzeczy: Jak wspomniałem sen miał miejsce przed dziesięciu laty. Śniło mi się że byłem u rodzicow w domu, nagle za oknem zauważyłem krwisto czerwone niebo a na jego tle leciało setki rakiet i wiedziałem że są to rakiey z głowicami nuklearnymi. Pamiętam moje przerażenie w tym śnie, przeświadczenie że to już koniec...

Nie wiedziałem co konkretnie znaczył ów sen, ale dziś zastanawiam się czy to czerwone niebo to nie symboliczne przedstawienie Rosji i wydarzeń które nadejdą być może za kilka dni.. Pozdrawiam Was wszystkich [...]


[...] Sny Prorocze.

Od paru miesięcy miewam prorocze sny.
Jakiś czas temu śniła mi się poniższa scena.

Byłem obserwatorem. Widziałem człowieka, który jest stary ciałem a młody duchem. Kąpał się w przeręblu, nagle lodowe wilki zaczęły wciągać go pod wodę, a jego twarz ze strachu tak jakby wyschła, pod wodą. Był to dość dziwny sen. Następnego dnia internet obiegła informacja o tym, że pod lodem zginął znany Youtuber Apetor. Wiem, że być może to zbieg okoliczności, ale ostatnio przyśniło mi się, że spotkam dawno niewidzianego znajomego i tak też stało się kilka dni później.

Dziękuję za waszą działalność i pozdrawiam.

[...]



zwiń tekst



TE DWA ŁUKI SIĘ DO SIEBIE ZBLIŻAŁY! - relacja zakonnicy o obserwacji UFO w 1969 roku
Pon, 14 mar 2022 04:50 komentarze: 1 czytany: 2365x

[...] Dzień dobry. W załączeniu przesyłam relację mojej siostry, która jest  zakonnicą i osobą poważną i po studiach, bez skłonności do fantazji. Osobiście jej wierzę, sama również miałam dziwne/niewiarygodne zdarzenie w 1969 roku, chociaż zgoła odmienne. Relacja dotyczy roku 2019, ale co do daty musiałabym się upewnić. Miałam już wtedy do Was napisać (właśnie dlatego skłoniłam ją do spisania.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. W załączeniu przesyłam relację mojej siostry, która jest  zakonnicą i osobą poważną i po studiach, bez skłonności do fantazji. Osobiście jej wierzę, sama również miałam dziwne/niewiarygodne zdarzenie w 1969 roku, chociaż zgoła odmienne. Relacja dotyczy roku 2019, ale co do daty musiałabym się upewnić. Miałam już wtedy do Was napisać (właśnie dlatego skłoniłam ją do spisania tej relacji), ale odpuściłam. Dopiero ostatnie spotkanie "Projekt Kontakt" zmobilizowało mnie do napisania tego maila.
Jeżeli będziecie Państwo zainteresowani tematem, proszę o informację mailową. Co do spotkania ze siostrą, będzie to sprawa dosyć drażliwa głównie, że jest zakonnicą i mieszka w klasztorze, ale myślę, że po odpowiednim przygotowaniu możliwa.
Orginały zapisków są w moim posiadaniu.

Z poważaniem
[dane do wiad. FN]





 

 

W serii XXI PIĘTRO - Twoja historia zamieściliśmy opowieści o dziwnych historiach p. Danuty Dudzik.

https://www.nautilus.org.pl/xxi-pietro,1363,podroz-autokarem-z-przyszlosci---przypadek-podrozy-w-czasie.html

Okazuje się, że jej historii jest znacznie więcej.

From: [...]
Sent: Saturday, March 12, 2022 6:35 PM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Przypadek Danuty Dudzik cz. 2

 

"Kwantowa Rzeczywistość" - Danuta Adamska - Rutkowska

Danuta Dudzik

 

Kaseta z przyszłości i schody po niewłaściwej stronie

Pewnego razu byłam na prywatce u koleżanki w jednej z pobliskich wsi, gdzie kilkakrotnie doświadczyłam przedziwnego wymieszania bieżących zdarzeń z tymi dotyczącymi przyszłości. Ze starego magnetofonu płynęły nagrania, które wtedy były na topie. Ktoś założył nową kasetę. Nagranie było liche, słychać było trzaski, zacinało się i nie można było go słuchać. Kolega zapytał: - Czyja to kaseta, co tam jest nagrane? Odtwarzanie zatrzymano, a ja nagle wtrąciłam się do rozmowy: - Jak to, nie znacie? Zostawcie Titanica. Rozległy się śmiechy: - Jakiego Titanica? Odpowiedziałam: - Nie wiecie? To zatopiony statek. Zaczęłam nucić tę piosenkę. W końcu pomyślałam, że coś mi się chyba pomyliło, może uczyłam się za dużo historii /był wtedy rok 1981, a to nagranie zespołu Lady Pank powstało znacznie później/.

Zaraz po zmianie tematu rozmowy opowiedziałam nagle koledze o znanym wszystkim miejscu przy głównej drodze. Stwierdziłam, że są tam koniki i namiot wojskowy. Znów spowodowałam wybuch śmiechu: - O czym ty mówisz? Czułam się dziwnie, jakbym nie ja to mówiła, i zareagowałam ostro, odzywając się podniesionym głosem do kolegi: - Nie denerwuj mnie, będziesz tamtędy jeździł w odwiedziny do domu rodzinnego, wcześniej wyjedziesz stąd i ożenisz się z (tu podałam imię i nazwisko dziewczyny, słabo mi znanej),  a jak będziesz tamtędy przejeżdżał, to dobrze się przyjrzyj, czy będą koniki i namiot, czy nie!

Dwadzieścia parę lat później sama tamtędy przejeżdżałam. Zauważyłam gospodarstwo agroturystyczne, namioty wojskowe i konie na wybiegu. Kolega rzeczywiście ożenił się z tą wskazaną przeze mnie dziewczyną i wyjechał. Wcześniej, parę lat po tej prywatce, analizowałam to, co podczas niej się wydarzyło, i zastanawiałam się, czy czasem ta dziwna kaseta nie znalazła się tam przeze mnie. Tuż przed wyjściem z domu byłam skupiona na przygotowaniach, przyjechali po mnie koledzy, więc pewnie przez to umknął mojej uwadze istotny fakt. Mój ojciec lubił pomagać sąsiadom w naprawach różnych sprzętów i urządzeń elektrycznych, zdarzała się i naprawa radioodbiorników czy telewizorów. Właśnie wtedy przyszła do naszego domu kobieta z dziwnym radiomagnetofonem. Wzięłam ją za kogoś mieszkającego w domkach letniskowych, które znajdowały się nieopodal. Tato zaczął oglądać ten odbiornik i głośno komentował, że nie zdoła go naprawić, ponieważ jeszcze nie widział takiego radia. O ile dobrze zapamiętałam, nie mógł znaleźć w nim tranzystora i innych części. Nawet wtyczki do gniazdka nie chciał początkowo włożyć, gdyż obawiał się, że to jakaś zabawka. Włączył jednak to radio i pamiętam, że zatrzeszczało. Ta kobieta wychodziła z domu razem ze mną. Trzymała w ręku kasetę, coś o niej mówiła i prawdopodobnie mi ją wcisnęła. Teraz, po latach, wiem jak wiele zmieniło się w elektronice. Gdyby pokazać dzisiejszy sprzęt radiowy komuś w minionym czasie, pewnie jego reakcja byłaby taka sama jak wtedy mojego ojca.

Podczas tej samej prywatki znalazłam się też nagle w jakiejś innej rzeczywistości, nałożonej na tę, której doświadczali inni. Zbiegłam po schodach z pierwszego piętra, ale te „moje” schody znajdowały się po drugiej stronie domu. Inni uczestnicy prywatki widzieli właściwe schody i po nich schodzili. Oglądający mój „wyczyn” świadkowe zdarzenia odnieśli wrażenie, że frunęłam w powietrzu. Próbowali wymyślać przeróżne racjonalne wyjaśnienia, np. wykorzystanie przeze mnie wgłębień w murze, o które sprytnie zaczepiałam stopami. Tymczasem ja dobrze widziałam, po czym zbiegałam, odczuwałam stopnie pod stopami tak, jakby naprawdę tam wtedy istniały. Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości. Wychodząc na mały balkonik bez poręczy, wyraźnie widziałam schody, ku którym się skierowałam. Nikt nie mógł zrozumieć, jak dokonałam tego wyczynu i jak to się stało, że nie spadłam.

 

 

Zimna rozżarzona blacha i wypadek, którego nie było

Podobne zdarzenie miało miejsce, gdy latem 1984 roku przyjechałam do domu rodzinnego ze swoim małym dzieckiem na odpoczynek. Wieczorem odwiedził nas niespodzianie jeden z kolegów, który był świadkiem poprzednich wypadków. Usypiałam synka, ale usłyszawszy jego głos, weszłam do kuchni. Stołki były zajęte, przy stole siedzieli rodzice, zatem oparłam się o kuchenny piec kaflowy i nieomal na nim usiadłam. Usłyszałam wtedy: - Co ty robisz, odsuń się od tego pieca! Spojrzałam za siebie. Blacha była pusta, piec zimny. Nie wiedziałam, o co im chodzi. Zauważyłam dziwne spojrzenia, niepokój i brak zrozumienia dla mojego zdumienia. Zaczęłam żartować i przyciskać obie dłonie do zimnej płyty, wyraźnie czując chłód. Kolega zerwał się ze stołka, przyskoczył do mnie i uchwycił moje ręce, odciągając mnie stamtąd. Mama z drżeniem w głosie kazała mi odwrócić dłonie, aby sprawdzić, czy nie są dotkliwie poparzone. Nie było na nich żadnego śladu kontaktu z gorącą blachą.  Nadal nie wierzyłam w ich opowieści i zachęcałam kolegę do dotknięcia płyty, by uwierzył mi, że nie jest gorąca. Poczułam, jak drgnął, wyrywając rękę z mojego uścisku, gdy ciągnęłam ją w tamtym kierunku. Jak się okazało, w piecu palił się ogień, blacha rozgrzana była niemal do czerwoności, ponieważ mama chciała przygotować gorącą kolację.

Nieco później pożegnałam się z kolegą. Poczułam się źle. Być może przez to całe zamieszanie bardzo rozbolała mnie głowa. Dziecko już spało, a ja położyłam się w tym samym pokoju, próbując przeczekać ból. Po pewnym czasie usłyszałam za oknem, tuż obok domu, jakieś gorączkowe rozmowy prowadzone podniesionymi głosami. Po chwili do mojego pokoju wbiegła kuzynka. Zmieszała się na mój widok i zatrzymała nagle, jakby napotkała niewidzialną przeszkodę. Zaczęła się nerwowo tłumaczyć. Widać było, że nie rozumie tego, co widzi, i nie wie, jak przekonująco wyjaśnić swoje wtargnięcie. Usłyszałam od niej, że przybiegła do pokoju na prośbę mojej mamy, aby zaopiekować się moim dzieckiem, ponieważ ja rzekomo siedziałam przed domem z rozbitą głową. Skoro ja jednak byłam cała i zdrowa, ona chciała szybko wrócić do swojego domu, ponieważ też ma małe dziecko i wychodząc, pozostawiła je pod opieką młodszej siostry. Byłam zdumiona, roześmiałam się, stwierdzając: - To niedorzeczne!

Zamknęłam oczy, wciąż byłam otumaniona bólem głowy, ale raczej nie usnęłam. W jakiś dziwny sposób wzięłam teraz udział w opowiedzianych mi przed chwilą wypadkach. Miałam pełną świadomość, że to jest projekcja, bo zobaczyłam tę samą scenę jakby z dwóch punktów widzenia, tzn. widziałam siebie z góry i jednocześnie czułam, że znajduję się na ziemi, opierając się na rękach. Siedziałam przed domem pod dużą, starą czereśnią. Chciałam wstać, ale byłam zbyt słaba. Miałam głęboką ranę pod okiem. Z boku głowy po prawej stronie widać było wgniecenie w czaszce i mocno krwawiłam. Stała tam moja mama i kolega, który u nas gościł. Zaprotestowali, widząc moje wysiłki. Zawołali, abym się nie ruszała, bo przecież ledwo dowlokłam się do tego miejsca. Nie chciałam tam jednak zostać, nie miałam zamiaru siedzieć spokojnie i czekać, aż oni wezwą pogotowie. Wyrywałam się im, chociaż nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Pragnęłam jak najszybciej wejść do domu, do dziecka.

Tę wizję przerwało nagłe otwarcie drzwi. Tym razem weszła do pokoju mama i pożegnany wcześniej gość. Nie chciałam z nimi rozmawiać, nadal bardzo źle się czułam i potrzebowałam spokoju. Struchlałam, gdy oni zaczęli mi opowiadać mi to moje przywidzenie sprzed paru chwil. Patrzyłam na nich, na ich przerażone miny i zaczynałam tracić rozeznanie w sytuacji, nie wiedziałam, co jest prawdziwe, a co nie. W końcu zaintrygowało mnie to. Mama z niedowierzaniem przyglądała się mojej głowie, a kolega prawie się nie odzywał, wtrącając tylko pojedyncze słowa. Na oparciu krzesła zawieszona była moja bluzka, nie zdążyłam jej jeszcze schować. Mama wzięła ją do rąk, oglądała ze wszystkich stron i nagle dała wyraz emocjom. – To przecież jest ta sama bluzka, którą miała na sobie. Popatrz, czyściutka, a była cała pokrwawiona! – zwróciła się do kolegi cała roztrzęsiona. – Co tu się dzieje? Wybiegli, sprawdzając coś na dworze, po czym zaraz wrócili, powtarzając: - No tak, i tam ani śladu. Ani śladu.

I wtedy przydarzyło mi się to samo, co miało miejsce wcześniej na tamtej prywatce. Zaczęłam mówić o takich sprawach, o jakich nie mogłam wtedy wiedzieć. Czułam się tak, jakbym nie ja wypowiadała te słowa. Wygłaszałam swoją opinię takim tonem, jakbym drwiła i wyśmiewała ich opowieść, ale analizując te zdania po upływie długiego czasu, uważam, że nie mogły być przypadkowe. Stwierdziłam, że skoro miałam rozbitą głowę, na pewno nie chciałabym mieć szytej rany, bo pozostałaby mi duża blizna. Wolałam więc skorzystać z możliwości bardziej nowoczesnej medycyny, gdyż jak w przeciwnym wypadku bym wyglądała? Przerwano mi natychmiast pytaniami: - Co ty mówisz, co ty wygadujesz? A ja ciągnęłam dalej, że tam przeprowadzane są operacje laserowe, podczas gdy tu nikt nie ma o tym pojęcia. To tam są specjaliści, którzy tak leczą chorych. Tu przecierpię tylko ból głowy, a tam mnie wyleczą i nie będzie żadnej blizny, żadnego śladu. – Gdzie jest to tam? Co to są operacje laserowe? – zapytał kolega. To był ten sam chłopak, który usłyszał podczas prywatki moją przepowiednię dotyczącą jego przyszłej żony. Przypomniałam mu teraz swoje proroctwo, dodając jeszcze: - I będziesz mieć troje dzieci (dziś wiem, że to też przewidziałam trafnie).

Wypowiadałam słowa jak nakręcona katarynka. – Nie martw się – mówiłam – ja także będę mieć troje, ale ty nie będziesz mieć syna. Sama nie rozumiałam tego dziwnego słowa (laser), którego użyłam. Nie znaliśmy go jeszcze. Pominęłam to i rzuciłam, nie zastanawiając się nad tym, co mówię: - A tam jest w przyszłości. Pamiętam jeszcze, że zaczęli odnosić się do tych dziwnych wydarzeń z dystansem, a mama nagle ze śmiechem dorzuciła: - Nie, to już jest chyba koniec świata. Ja natychmiast podchwyciłam to zdanie i dodałam zupełnie bez sensu: - Och nie. Koniec świata będzie w grudniu, gdy w lesie będziemy zbierać świeże grzyby na Wigilię. Wreszcie rozeszliśmy się, zmęczeni i zrezygnowani, ogłupieni całą sytuacją i rozmową, która wydawała się tak bezsensowna. Chyba wszyscy zdawali sobie sprawę, że najbardziej potrzebuję spokoju, powinnam położyć się do łóżka i postarać się usnąć.

Tej nocy miałam sen. Był związany z wcześniejszą wizją wypadków rozgrywających się pod czereśnią, ale jego akcja toczyła się pod domem ciotki i brało w niej udział znacznie więcej osób. Zaraz po obudzeniu się rano opowiedziałam ten dziwny sen mojej mamie. Ona westchnęła jakby z ulgą. Powiedziała, że wszystko to były tylko zwidy, może nawet razem śniłyśmy. – Ale miałaś rozbitą głowę – dodała i ucałowała mnie, ciesząc się, że to wszystko nie wydarzyło się naprawdę. Ból głowy ustąpił i wydawało się, że wszystko znów jest w porządku. Minione wypadki jednak nie dawały mi spokoju. Zaczęłam rozmyślać o poprzednim dniu. Przypomniałam sobie przedpołudniowy spacer z dzieckiem w wózeczku po leśnych drogach i przed oczami stanęła mi scena, z którą nie mogłam sobie poradzić. Odrzucałam ją, ponieważ tak nie było i nie mogło być, choć tak dobrze ją pamiętałam i widziałam wyraźnie.

Przed wejściem do lasu spotkałam koleżankę, tę samą, która zawsze przysparzała mi kłopotów. Zdziwiłam się ponieważ nie powinnam jej tam spotkać. Nie mieszkała w tej miejscowości. Zaproponowałam jej, aby pospacerowała z nami. Przez myśl mi nie przeszło, że do czegoś może dojść, kiedy w pewnym momencie przystanęłyśmy przy niebezpiecznie wysokiej skarpie. Wyraźnie wtedy wyczułam, że przysuwa się do mnie z wściekłością, aby zepchnąć mnie w dół. Choć wcześniej stałam na drodze, opierając ręce na dziecinnym wózku, teraz oderwałam je od niego, bojąc się, że pociągnę ze sobą dziecko. O nie bałam się najbardziej. Jednocześnie poczułam, że się rozdwajam. Zobaczyłam obok siebie drugą mnie, zdając sobie jednocześnie sprawę że to nie ja. Wypadki musiały rozgrywać się błyskawicznie, ale ja patrzyłam na nie jakby w rozciągniętym czasie. Modliłam się gorąco w duchu, aby pomyliła się i zepchnęła tę zjawę, a nie mnie. I tak zrobiła, pomyliła się. Za chwilę dostrzegła, że uciekam z wózkiem drogą w dół, w stronę domów, krzyknęła z przerażeniem i pobiegła drogą przez las w przeciwną stronę.

Nie umiałam tych wspomnień poukładać, ciągle coś mi się w nich nie zgadzało. Wydawało mi się przez chwilę, że leżałam tam pod skarpą obok dużego kamienia, a przecież nie spadłam. W końcu zaczęłam wypytywać mamę o wypadki z poprzedniego dnia i przy jej pomocy wyłapałam jeden szczegół. Zwróciła mi uwagę, że w tym miejscu droga wcale nie biegnie tak blisko urwiska. Dzieli ją od brzegu skarpy parę metrów. Rzeczywiście tak było, a więc musiały to być halucynacje, może jakieś dręczące wspomnienia ze snu, bo tu wydarzyć się to nie mogło. Pamiętałam również, że gdy wróciliśmy z synkiem z tego spaceru, byłam spokojna i uśmiechnięta, nikogo obcego nie spotkaliśmy po drodze, tylko mieszkających w sąsiedztwie ludzi. Po wielu latach tamten krajobraz jednak się zmienił. Ziemia osunęła się ze skarpy, w wielu miejscach wyrządzając dużo szkód. Obecnie droga biegnie tuż przy samym urwisku. Skąd mogłam o tym wcześniej wiedzieć? Skąd wzięły się te niesamowite wizje, w których uczestniczyłam nie tylko ja, ale i moi bliscy? Czy braliśmy udział w epizodach alternatywnych wersji naszego życia?

 

Zestawienie wizji z rzeczywistością

Nie tak dawno spotkałam się z koleżanką, w której domu odbywała się niegdyś prywatka. Celowo wypytywałam ją o dom rodzinny i uzyskałam bardzo interesujące informacje. Dom został odremontowany, trochę przebudowany i schody z balkonu znajdują się dziś z innej strony niż w lipcu 1981 roku, gdy odbywała się impreza. Czy to przypadek? Chyba nie, bowiem dowiedziałam się również o pracach melioracyjnych związanych z regulacją rzeki i jakąś dużą inwestycją w tamtej miejscowości, w której kiedyś byłam na zabawie. Kanału, który się tam wtedy znajdował, dziś już nie ma. Myślę, że wszystkie zdarzenia „zapisane są” już gdzieś w postaci poszczególnych wydarzeń, scen, wycinków życiorysu. Gdzieś istnieją choćby jako prawdopodobne możliwości i są gotowe do wykorzystania. Wydarzenia układałyby się więc niczym koraliki na sznurku, a my wybieralibyśmy z tego, co już jest, i układalibyśmy różne sekwencje. Może czasem zdarza się, że sięgamy po inny koralik, niepasujący do danego momentu na linii czasu. Bywa, że pozwala to nam uniknąć niebezpiecznej przygody, a czasem być może jest to ingerencja nieznanego czynnika, co sprawia, że zwracamy na coś naszą uwagę.

Mam wrażenie, że w moim życiu dochodziło do takich działań, kiedy ktoś – lub coś – próbował zmienić nakreślony mi scenariusz. Jednocześnie coś dostarczało mi energię, która pozwalała mi obronić się, wyrwać z tego zakłócenia i powrócić do zwykłej, znanej mi rzeczywistości, a nie zagubić się w tej nieznanej. Wydaje mi się, że gdybym była w stanie istnieć po zerwaniu więzi z obecną rzeczywistością, mogłabym nawet pozostać w tej wybranej. Podobnie działo się z przedmiotami, z którymi weszłam tam w kontakt. Zauważyłam, że gdy uznała je za część aktualnej rzeczywistości, to te rzeczy pozostawały, ale w wyniku mentalnego odrzucenia znikały. Tak działo się ze wszystkim w rzeczywistości, którą postrzegałam. Warto zaznaczyć, że odbiór tych obrazów niczym nie różnił się od zwykłego postrzegania rzeczywistości, w której co dzień żyjemy.

Odnoszę wrażenie, że nasze wyobrażenia o sobie to tylko skutek naszych przekonań i odczuwania bycia takimi, jakimi się wydajemy. Obserwujemy zmiany w naszym wyglądzie zachodzące w czasie, ale wcale nie odczuwamy, że rośniemy, tyjemy, starzejemy się. O tym, że coś się zmienia, informuje nas porównywanie siebie z zapamiętanym wcześniej obrazem. W światach równoległych jesteśmy dokładnie tacy sami, nawet jeśli dokona się skok czasowy. Potrafimy też poczuć się syci, gdy nasz świadomość zarejestruje tam czynność spożywania posiłku. Mogłabym przypuszczać na tej podstawie, że naszą rzeczywistość tworzą ciągi ruchomych klatek różnych filmów, gdzieś istniejących, zapisanych i trwałych. Czyżby moja świadomość przemieszczała się między nimi? Czy taki film może się czasami przerwać, kadry się wymienią i tracimy rozeznanie tego, co jest w końcu prawdą, a co nie? Czy w takim razie istnieją też takie sekwencje zdarzeń, które nigdy w naszej świadomości nie zaistniały i nie zaistnieją, a jednak gdzieś są i w jakiś sposób w nich również bierzemy udział?

Gdy sama świadomość dokona przeskoku w inny czas, jesteśmy w stanie wypowiadać słowa niepochodzące z zasobów świadomości, którą uważamy za aktualną, ale z tej innej, o której nie powinniśmy nic wiedzieć. Sprawia to takie wrażenie, jakbyśmy w życiu dobierali poszczególne zdarzenia ze światów równoległych, istniejących gdzieś poza czasem. Zmieniając nasze decyzje, być może nawet tworzylibyśmy w ten sposób jakąś nową wersję rzeczywistości, bo można odnieść wrażenie, że przypomina ona dynamiczną matrycę, wypadkową wielu planów. Być może nawet to, co już było, może zostać zmienione.

 



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 38
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 38

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Fundacja NAUTILUS - jedyna w Polsce oficjalnie działająca organizacja pozarządowa zajmująca się zjawiskami niewyjaśnionymi ******* www.nautilus.org.pl ******** Adres korespondencyjny: Fundacja NAUTILUS, skr. 221, 00-950 Warszawa 1.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pt, 16 wrz 2022 19:45 | 20.07.2022 w środę około godz. 22.00 wyszedłem na ogród przez domem i zauważyłem świetlny punkt jasny obiekt przypominający samolot lecący w nocy.Obiekt przelatywał bezpośrednio nad moim domemw zupełnej ciszy nie wydając żadnych dźwięków.Zacząłem ten obiekt obserwować i wydawało mi się że zauważył mnie że jego obserwuję . Obiekt świetlny próbował zawrócić w przeciwległym kierunkujak znajdował się bezpośrednio nad moim domem.Na pewno nie był to samolot ponieważ...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 18 września 2022 | Mamy najciekawszy moment w historii ludzkości– powiedzmy – ostatniego tysiąca lat. Czeka nas całkowita zmiana naszego sposobu życia. I przyszedł czas płacenia rachunku życia ponad stan. Łatwiej to wszystko znieść, kiedy spojrzy się na rzeczywistość wokół jak na przepiękną mandalę z piasku tworzoną przez tybetańskich mnichów. Jest piękna także dlatego, że na końcu znika...

czytaj dalej

FILM FN

NIEZWYKŁE LOSY PILOTÓW (II WŚ)

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.