Dziś jest:
Czwartek, 4 marca 2021

Wszechświat dobrze wiedział, że pojawimy się tu.
/Freeman John Dyson z Princeton University/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




JAKBYM MIAŁ ODBIORNIK UKF W GŁOWIE
Nie, 31 sty 2021 08:44 komentarze: 1 czytany: 2088x

Witajcie. Jest sprawa, która mnie zastanawia od bardzo dawna. Nie jest może sensacyjna. Nie widziałem nigdy UFO, nie spotkałem chupacabry. Mam obecnie 36 lat. Gdy miałem lat ok. 12-17, nie wiem, jak to napisać... Leżąc wieczorem w łóżku i próbując usnąć, słyszałem radiostację. Niemal codziennie. Nie chorowałem nigdy na poważne choroby, nie miałem wybujałej fantazji. Słyszałem nie z zewnątrz, tylko.......

czytaj dalej

Witajcie. Jest sprawa, która mnie zastanawia od bardzo dawna. Nie jest
może sensacyjna. Nie widziałem nigdy UFO, nie spotkałem chupacabry. Mam
obecnie 36 lat. Gdy miałem lat ok. 12-17, nie wiem, jak to napisać...
Leżąc wieczorem w łóżku i próbując usnąć, słyszałem radiostację. Niemal
codziennie. Nie chorowałem nigdy na poważne choroby, nie miałem
wybujałej fantazji. Słyszałem nie z zewnątrz, tylko jakby wewnątrz głowy
charakterystyczne pi pi pi... pi... pi. Kropki i kreski. Dźwięki znane
chyba każdemu, choćby z filmów. Tak, jakbym miał jakiś odbiornik UKF w
głowie. Co ciekawe, młodszy brat nigdy nic nie słyszał. Te dźwięki nie
wywoływały we mnie strachu, jedynie ciekawość, później złość, że nie
mogę przez to usnąć. Żałowałem zawsze, że nie znam alfabetu Morse'a,  
może mógłbym odszyfrować przekaz? Jako nastolatek rozmawiałem kiedyś o
tym z kolegą. Mówił, że jego ojciec interesował się zawsze tematyką UFO,
duchów itp., podobno chodził nawet na jakieś spotkania
badaczy-miłośników niewyjaśnionych zjawisk w Szczecinie. Kolega
stwierdził, że jego ojciec mówił mu o przypadkach słyszenia
"radiostacji" i że to nic nowego. Nie wiedziałem, czy traktować to jako
pocieszenie, czy jako tym bardziej coś sensacyjnego. Jeśli słyszeliście
kiedyś o podobnych przypadkach, proszę o jakiekolwiek wyjaśnienie, ja
nigdy nic nie znalazłem na ten temat. Zapewniam, że nie zmyślam.
Pozdrawiam całą Ekipę.

[dane do wiad. FN]


[...] Nawiązując do historii o trzech postaciach w białych kombinezonach to miałam właśnie z ich udziałem bardzo realistyczny sen. Nadmienię tylko że przyśniło mi się to po wcześniejszym zdiagnozowaniu u mnie boreliozy, gdzie bardzo się zmartwiłam, ponieważ wiedziałam jakie są objawy i leczenie antybiotykami tej choroby
(mój mąż miał jej przedawnioną postać). Tej nocy po uprzednim odebraniu testu z wynikiem pozytywnym (lato 2019 roku) przyśniło mi się jasne pomieszczenie, bardzo jasne, prawie laboratoryjne i właśnie takie trzy postacie w białych kombinezonach na stojąco, trzymające przed sobą deskę informacyjną z jakimiś zapiskami w które wnikliwie wpatrywały się.
W rzędzie przed nimi ustawiona była moja najbliższa rodzina czyli mąż, syn, córka(brakowało wnucząt) i ja byłam zapraszana do dołączenia do nich od ich
lewej strony. Oczywiście robiłam to niechętnie i z pewnymi obawami. W tym momencie dostałam informację w myśli (nie werbalnie)
"nie bój się, wyleczymy wszystkie wasze choroby". Z mojej rodziny byliśmy tylko my
nasza czwórka, bez moich wnucząt bez brata, bez zięcia itd...Bardzo dziwny był ten sen i taki realny i chyba nigdy bym się nim nie podzieliła
na forum gdyby nie ta historia małej dziewczynki i jej widzenia właśnie takich postaci w realu.
Pozdrawiam!
[dane do wiad. FN, wiadomość otrzymaliśmy 30 stycznia 2021]




zwiń tekst



CZUŁEM, ŻE COŚ IDZIE W MOIM KIERUNKU...
Sob, 30 sty 2021 06:50 komentarze: brak czytany: 1434x

Witam. Chcialbym podzielic sie moim doznaniem. Majac tak mysle 6 lub 7 lat, glownie wieczorem , przed zasnieciem odczowalem cos co w odczuciu szlo w moja strone trudno to opisac   ale ogolnie pamietam ze mowilem do moich rodzicow  " ze juz to idzie" uczucie bylo okropne I straszne ogolnie to bylo jak gdyby cale istniejace zlo szlo w moja strone tzn uczucie zblizania sie do mnie czegos.......

czytaj dalej

Witam. Chcialbym podzielic sie moim doznaniem. Majac tak mysle 6 lub 7 lat, glownie wieczorem , przed zasnieciem odczowalem cos co w odczuciu szlo w moja strone trudno to opisac   ale ogolnie pamietam ze mowilem do moich rodzicow  " ze juz to idzie" uczucie bylo okropne I straszne ogolnie to bylo jak gdyby cale istniejace zlo szlo w moja strone tzn uczucie zblizania sie do mnie czegos olbrzymiego ale wiedzialem ze jest to czyste zlo.  Ciezko to slowami opisac bardzo sie tego balem
Ojciec ktory ma 67 lat powiedzial mi ze tez
Tak mial w tym wieku I w tym samym pokoju
Mieszkalismy na wsi
Zerkowice obok lwowka slaskiego
Dom stoi doslownie obok cmentarza I kosciola
Kiedys podobno to byla niemiecka szkola3a pozniej dom zakonnic..
Moje pytanie jest takie .
Czy mieliscie panstwo takie lub podobne opisy od sluchaczy?
Dziekuje

[...]


[...] Wiosną tego roku zaczęłam miewać bóle brzucha – z początku o małym nasileniu, ustępujące po krótkiej chwili. Z czasem bardziej uporczywe, mocniejsze, nie pozwalające zasnąć. W pewnym momencie nie dało się tego już bagatelizować i trzeba coś było postanowić. Zaplanowałam sobie niezbędną diagnostykę i oswajałam się z myślą, że w razie zaostrzenia będę kierować się do szpitala. Szczerze i po ludzku pomyślałam, że głupio w XXI wieku przez własne zaniedbanie „zejść z tego łez padołu” z powodu jakiejś banalnej infekcji, np. wyrostka.

Dobrze wszystko rozplanowałam krok po kroku i położyłam się spać spokojniejsza. Mimo to mój sen był bardzo płytki, niespokojny, ból przebijał się do świadomości wybudzając mnie co jakiś czas. Dyskomfort uniemożliwiał wypoczęcie. Zgięta wpół próbowałam ukołysać i rozproszyć te dolegliwości. Ale miarka się przebrała i zdecydowałam, że od rana działam.

Obudziłam się bardzo wcześnie i pierwsze co zauważyłam to to, że nic nie czuję. Niesamowita ulga i nieopisana błogość. Automatycznie skierowałam dłoń na brzuch żeby wybadać, czy przy palpacji nie jest tkliwy. Nie był, ale pod palcami wyczułam coś. Spojrzałam i zobaczyłam ślady. Byłam na wpół świadoma i strasznie zmęczona z niewyspania. Pierwsza moja myśl jak to zobaczyłam, że „szwy po operacji za szybko zdjęto” i że rana mi się rozejdzie. Totalnie głupie, ale trzymało mnie chwilę. W takiej dezorientacji poszłam obejrzeć w lustrze jak to wygląda – ślady jak po sześciu szwach. Zanim ogarnęłam rzeczywistość minęła chwila.

Dotarło do mnie, że nie byłam operowana i zaczęłam interpretować skąd mam na skórze te ślady. Najpewniej odcisnęłam albo przetarłam ubraniem. Tylko, że nie zdarzyło mi się to nigdy wcześniej ani później. Moje motto to „wygoda a nie moda”. Mam po kilka par takich samych modeli spodni, które mi pasują i tylko je wymieniam. A najdziwniejsze w tym wszystkim, że dolegliwości bólowe złagodniały, a później całkowicie ustąpiły i już nie wróciły.

[...]



zwiń tekst



PRZYŚNIŁY MU SIĘ TRZY LICZBY Z LOSOWANIA LOTTO
Czw, 28 sty 2021 06:28 komentarze: 3 czytany: 1184x

Szanowna FN! Chciałem opowiedzieć bardzo krótką historię. W sumie drobiazg, ale pomyślałem, że was zaciekawi. Mój ojciec jest namiętnym graczem w Lotto od zawsze, od kiedy pamiętam. Czasami trafił trójkę, raz czwórkę, ale nie miał wielkich wygranych. To było ok. 12 lat temu, kiedy miał sen. Opowiedział o nim rano przy śniadaniu, a świadkami tego oprócz mnie i siostry była moja mama i babcia. Przyśniły.......

czytaj dalej

Szanowna FN! Chciałem opowiedzieć bardzo krótką historię. W sumie drobiazg, ale pomyślałem, że was zaciekawi. Mój ojciec jest namiętnym graczem w Lotto od zawsze, od kiedy pamiętam. Czasami trafił trójkę, raz czwórkę, ale nie miał wielkich wygranych. To było ok. 12 lat temu, kiedy miał sen. Opowiedział o nim rano przy śniadaniu, a świadkami tego oprócz mnie i siostry była moja mama i babcia. Przyśniły mu się trzy numery z sześciu, które są losowane w tzw. dużym lotku. Powiedział te numery wszystkim, co oczywiście zostało skwitowane śmiechem.

Tato skreślił te numery, ale dodał trzy własne. Dosłownie o mało nie pospadaliśmy z krzeseł, kiedy wieczorem okazało się, że dokładnie te trzy numery padły. Te pozostałe trzy które skreślił w kolekturze okazały się nietrafione. Trafił trójkę i to były dokładnie te numery, które mu się przyśniły. Niby nic, ale pomyśłałem, że wam to opiszę, gdyż to był naprawde moment jakiegoś jasnowidzenia czy może raczej snu proroczego.
Pozdrawiam i trzymajcie tak dalej, serwis jest świetny
[dane do wiad. FN]





[...] Witam serdecznie naszego Kapitana i całą załogę naszego "okrętu"! Po pierwsze chcę podziękować za ostatni livestream, w którym niestety nie uczestniczyłem "na żywo" bo był opóźniony i odsłucham go dopiero dwa dni później na YT. Oczywiście jak zawsze był nader interesujący i mam tylko jedną uwagę do naszego Kapitana.

Otóż nigdy Pan nie nudzi mnie swoimi wypowiedziami, a co za tym idzie jak myślę nas wszystkich, tj. załogantów Nautilusa. Stąd jak livestrem trwa 1,5 godziny nie jest to żadnym problem i mógłby trwać znacznie dłużej:). Jak mówi porzekadło dobrego nigdy nie za wiele:). Ale to tylko tak na marginesie. Po drugie chciałem napisać małą dygresję nt. dziś przeczytanego na jakimś portalu artykułu nt. ludzi wygrywających ogromne pieniądze w loteriach na całym świecie. Jedną z części tego artykułu była historia bodaj Kanadyjczyka, który wysłał dwa losy. Jeden przed godziną 21szą, a drugi dokładnie o 21:07. Oba losy jeśli dobrze zrozumiałem wysłał na zasadzie "chybił-trafił" a więc wylosowane kupony przez automat wystawiający kupony.

Oczywiście drugi los był "trafiony" tj. wygrać miał w przeliczeniu ok. 50 milionów złotych. Okazało się jednak, że "Loteria" nie wypłaciła mu tych pieniędzy bo los był wysłany 7 sekund po terminie wysyłki na losowanie w dniu, w którym liczby te zostały wylosowane. Przez siedem lat ponoć procesował się o te pieniądze i oczywiście przegrał, bowiem sądy wszystkich instancji uznały, że jego roszczenia są niezasadne, gdyż los dotyczył losowania następnego a nie tego, w którym te liczby były wysłane. Oczywiście z punktu prawnego nie ma się czemu dziwić, bo na każdym losie (w Polsce też) jest zawsze data losowania na ktory kupon jest wystawiony. Gracz był zwyczajnie naiwny i dał się "naciągnąć" jak się domyślam przez prawników na długotrwały proces, który ponoć go łącznie kosztował prawie pół miliona dolarów. Ale nie o tym chcę pisać.

Otóż w tym przypadku ów gracz czuł się pokrzywdzony przez los bowiem zaledwie 7 sekund jego opóźnienia "kosztowało go" 50 milionów złotych! W życiu każdego z nas 7 sekund jest śmiesznie krótkim okresem czasu. Nawet niezauważalnym. A tym przypadku owe 7 sekund ten Kanadyjczyk pamiętać będzie do grobowej deski. Jaka jest konkluzja. Według mojej opinii. 99,9% ludzi na Ziemi uznaje takie zdarzenie za... niefart., czy jak kto woli potwornego pecha. Ja jednak uważam, że nie ma to nic wspólnego ani z pechem ani z niefartem. To był wielki grzmot SYNCHRONICZNOŚCI o której pisze Jung! Owe 7 sekund dało temu człowiekowi wielkiego kopa, którego on w ogóle nie zauważył tj. nie wyciągnął wniosków, że to co go otacza a co za tym otacza każdego z nas nie jest tylko przypadkowym zbiegiem okoliczności oraz wykładnią wyłącznie naszych świadomych wyborów. Jest bowiem SIŁA, która w naszych prymitywnych do bólu umysłach kieruje całym Uniwersum.

Choć homo sapiens uważa się za absolutne ukoronowanie wszechrzeczy jest biegunowo odmiennie. To co nas spotyka ma o wiele głębszy sens i jest ukierunkowane o wiele bardziej "logicznie" aniżeli może się największym filozofom wydawać. Stąd ów żal i pretensje jakie zapewne ów Kanadyjczyk miał do całego świata i "oszukańczej" Loterii był śmieszny. Pytanie tylko czy z czasem ten człowiek doszedł do podobnych wniosków? Obawiam się mając graniczącą z pewnością przekonanie, iż do dnia dzisiejszego pluje na ów los... i na cały świat, że go tak ukarał i okradł. Tak bowiem reaguje 99,9% populacji, której prymitywizm jest wręcz porażający, a bezmyślność jak powiedział kiedyś sam Einstein nieskończona. Hmm... pozdrawiam serdecznie ze Szczecina całą Załogę NAUTILUSA oraz naszego Kapitana! Gdyby nie było mi dane już pisać do Was, serdeczne życzenia w Nowym 2021 Roku! Do Siego Roku!:)

[...]



zwiń tekst



MÓJ DZIADEK MIAŁ PRAWDOPODOBNIE IMPLANT OD OBCYCH. MÓWIŁ ‘JAKIEŚ CUDO W RĘKĘ MI TE KULE WŁOŻYŁY'.
Wt, 26 sty 2021 08:13 komentarze: 3 czytany: 2037x

[…] Zgodnie z moją obietnicą złożoną przez telefon w kilku słowach opisuję to, co dotyczy mojego dziadka. On nie żyje od 13 lat, ale cały czas pamiętam jego opowieść. Dziadek przeżył bardzo dziwne spotkanie z UFO, kiedy był dzieckiem. Próbowałem dokładnie ustalić datę, tak jak prosiliście. Wspólnie z moim ojcem uważamy, że było to w roku 1944 lub 1945, a dziadek miał wtedy 7-8 lat. To była końcówka.......

czytaj dalej

[…] Zgodnie z moją obietnicą złożoną przez telefon w kilku słowach opisuję to, co dotyczy mojego dziadka. On nie żyje od 13 lat, ale cały czas pamiętam jego opowieść. Dziadek przeżył bardzo dziwne spotkanie z UFO, kiedy był dzieckiem. Próbowałem dokładnie ustalić datę, tak jak prosiliście. Wspólnie z moim ojcem uważamy, że było to w roku 1944 lub 1945, a dziadek miał wtedy 7-8 lat. To była końcówka Drugiej Wojny Światowej, a wtedy ludzie w ogóle nie słyszeli o UFO, a o umieszczaniu implantów w ludzkim ciele przez obcych nawet nie ma co wspominać. Według relacji dziadka był to ciepły, sierpniowy dzień. Razem z innymi dziećmi z okolicy dziadek często bawił się na polu, które nazywali pustynią, bo było tam bardzo dużo żółtego piasku. Ustaliłem, że oprócz dziadka była jego młodsza siostra, a także dwóch innych chłopców mniej więcej w jego wieku, dzieci sąsiadów.
Było już po obiedzie, czyli w ok. 15.00-16.00, kiedy jak co dzień dzieci poszły bawić się „na pustynię”. I nagle wszystkie dzieci zauważyły dziwne dwie srebrzyste kule, które pojawiły się na wysokości kilku metrów w bardzo bliskiej odległości od nich. Miały średnicę każda po ok. 2 metry, a przypominały takie srebrne bombki choinkowe, gdyż od ich metalicznej powierzchni idealne odbijało się otoczenie. Kule były nieruchome, nie wydawały z siebie żadnego dźwięku. Przez chwilę wisiały nieruchomo, a potem dosłownie znikły. Jedna rzecz była ciekawa.

Dziadek opowiadał, że jak zapadły się w sobie w jeden punkt (jak mówił), to nagle też stało się już prawie ciemno. Czytając wasz serwis myślę, że został im wykasowany ten czas od pojawienia się tych kul po ich zniknięcie. Jeszcze jedna rzecz za tym przemawia. Kiedy dziadek wrócił do domu jego rodzice byli zaniepokojeni, dlaczego tak długo nie przychodził do domu i już jego mama miała iść sprawdzić, co się dzieje z dziećmi.

Pewnie dla fundacji Nautilus to historia jedna z wielu, ale ta ma jeszcze jeden, ciekawy element. Dziadek od tego dnia miał coś w lewym ręku, takie małe zgrubienie, które było wyczuwalne. Śmiał się zawsze, że te kule mu „jakieś cudo w rękę mi te kule włożyły”. Nie bolało go to, nie miał też żadnych innych dolegliwości. I to coś dawało się wyczuć po tym, jak przycisnęło się to miejsce na ręku. Dziś już dziadka nie ma, ale ja cały czas myślę, że to mógł być implant obcych istot. Bo to, że dziadek przeżył bliskie spotkanie z UFO nie mam wątpliwości.
Jak chcecie, to możecie zamieścić tę historię w swoim portalu, tylko nie podawajcie moich danych.
[dane do wiad. FN]




 

W ramach projektu „Otwarte Niebo” przygotowywana jest prezentacja on-line dla naszych amerykańskich kolegów zajmujących się UFO. Będzie ona dotyczyła właśnie implantów i historii z implantami w Polsce, ale także z krajów z nami sąsiadujących.
Wśród materiałów zostanie przedstawiona bardzo świeża sprawa ze Słowacji. Jeden z naszych słowackich czytelników przysłał nam materiały mogące wskazywać na to, że w swoim ciele miał implant obcych, który… udało mu się wydobyć.
Przypomina on część organiczną, ale tak często takie implanty wyglądają.

[…] Nieznany obiekt wszczepiony pod skórę głowy po lewej stronie […]



Pozdrowienia z Nitry na Słowacji

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



JA CHYBA DOSTAŁEM TAKIE SŁABE CIAŁO....
Nie, 24 sty 2021 13:13 komentarze: 2 czytany: 1884x

[...] Witam FN! Mój bliski przyjaciel - już dorosły mężczyzna (42lata) jest chory i wymaga opieki, ma dużo przypadłości i pewnego dnia z nim rozmawiałem o życiu-chorobach-cierpieniu i wgl i on mi powiedział takie słowa "Wiesz Daniel, ja chyba dostałem słabe/złe ciało.." i tak mnie to zastanowiło że człowiek wierzący i praktykujący katolik który jest swoiście bardzo sceptyczny co do "innych wyżyn duchowych.......

czytaj dalej

[...] Witam FN! Mój bliski przyjaciel - już dorosły mężczyzna (42lata) jest chory i wymaga opieki, ma dużo przypadłości i pewnego dnia z nim rozmawiałem o życiu-chorobach-cierpieniu i wgl i on mi powiedział takie słowa "Wiesz Daniel, ja chyba dostałem słabe/złe ciało.." i tak mnie to zastanowiło że człowiek wierzący i praktykujący katolik który jest swoiście bardzo sceptyczny co do "innych wyżyn duchowych" jak by z przypadku powiedział takie słowa.. I ja i on już o tym zapomnieliśmy ale to jest ciekawe bo wychodzi na to że on już - być może - był już kiedyś na Ziemi w innym ciele a teraz jest w tym..
Pozdrowienia dla FN!


Z POCZTY DO FN: [...] Dzień dobry, Chciałbym się podzielić tym, co wydarzyło się wczorajszego wieczoru. Wróciłem od babci do domu z dużą ilością starych rodzinnych zdjęć. Koło 19 zaczęliśmy z mamą je oglądać. W końcu natknęliśmy się na zdjęcie rodzeństwa mojej prababci i zaczęliśmy sobie o nich wspominać. Co się stało ? W momencie kiedy zaczęliśmy o nich mówić zgasły na dwie sekundy wszystkie lampki, które są wbudowane w sufit. Po chwili samoistnie pękł kubek, który stał na blacie w kuchni. Można to wyjasnić ? Pozdrawiam, [...]



zwiń tekst



JAK UMRĘ PIERWSZY, TO DAM CI ZNAĆ, CZY TAM COŚ JEST PO DRUGIEJ STRONIE
Sob, 23 sty 2021 08:07 komentarze: 3 czytany: 2935x

Chciałem opowiedzieć niezwykłą historię, którą usłyszałem od mojego ojca. Jako młody dwudziestoletni chłopak miał kolegę, z którym pracował latem w firmie ojca, aby trochę dorobić. Często rozmawiali na różne tematy, w tym o audycjach Nautilus Radia Zet, gdzie było wiele ciekawych spraw, w tym o życiu po śmierci. Kolega ojca cały czas powtarzał, że on ma przeczucie, że nie będzie żył długo. To zawsze.......

czytaj dalej

Chciałem opowiedzieć niezwykłą historię, którą usłyszałem od mojego ojca. Jako młody dwudziestoletni chłopak miał kolegę, z którym pracował latem w firmie ojca, aby trochę dorobić. Często rozmawiali na różne tematy, w tym o audycjach Nautilus Radia Zet, gdzie było wiele ciekawych spraw, w tym o życiu po śmierci. Kolega ojca cały czas powtarzał, że on ma przeczucie, że nie będzie żył długo. To zawsze spotykało się z protestem ojca, bo przecież nikt nie może mieć takiego przeczucia, a los i długość życia nie zależy od jakiegoś szczęśliwego trafu, ale od tego, jak żyjemy, czy się zdrowo odżywiamy, czy uważamy na siebie i tak dalej. Tamten kolega był jednak bardzo pewny, że nie dożyje starości, a nawet kiedyś powiedział do mojego ojca takie słowa:

- Jak umrę pierwszy to dam ci znać, czy coś tam jest po drugiej stronie. Dam ci znak i rozbiję butelkę. Jak coś takiego się stanie, to pamiętaj, że jest niebo.

Mój ojciec o całej sprawie prawie zapomniał. Po wakacjach wrócił na studia i kontakt z tym kolegą miał tylko sporadyczny. Minęły dwa lata, kiedy doszło do tragicznego wypadku samochodowego, w którym ten jego kolega zginął. Był pogrzeb, ogromna rozpacz rodziny. Po miesiącu od pogrzebu wydarzyła się nieprawdopodobna historia, która według mojego taty była znakiem od jego nieżyjącego kolegi. Sytuacja wyglądała następująco. Któregoś wieczoru mój ojciec sięgnął po pustą szklaną butelkę w kuchni, aby ją wyrzucić do śmieci. Kiedy tylko wziął ją do ręki butelka z wielkim hukiem dosłownie eksplodowała na setki kawałków. Nigdy ani wcześniej, ani później mój ojciec niczego takiego nie przeżył ani o podobnym czymś nawet nie słyszał. Tłumaczył potem, że to było tak, jakby w butelce był jakiś materiał wybuchowy, a przecież była pusta. Wtedy natychmiast przypomniał sobie swoją rozmowę z kolegą i jego obietnicę, że dostanie od niego znak, czy jest życie po śmierci.
Pomyślałem, że zainteresuje pokład Nutilusa ta historia. Możecie ją opublikować w dwudziestym pierwszym piętrze. Ręczę, że jest prawdziwa.
Wszystkiego dobrego w nowym roku
[dane do wiad. FN]




[...] Witam  
Ciekawa historia z mojego życia.

https://zawiercie.naszemiasto.pl/19-latka-zabila-ojczyma-ugodzila-go-nozem-rodzinna-awantura/ar/c1-7524493

Ten zabity człowiek to mój kuzyn , z którym przepracowałem kilka lat na budowie , często byliśmy sami tylko we dwóch  i był jedynym człowiekiem który powiedział że wierzy w to  co mu powiedziałem , jedynym z którym prowadziłem dyskusję i analizę Zycia na Ziemi […] Tak się zle czułem ,mówię mu że jak kopnę w kalendarz to dam  mu znać że jest tam życie dalej ,jakoś,.A on na to ale ja mogę być pierwszy ,a był dużo młodszy ode mnie.
No tak racja. To umówiliśmy sie że kto pierwszy przejdzie na tamtą stronę to da jakoś znać.
Umarł  z piątku na sobotę ,rok temu bez dwóch dni .W poniedziałek dwa dni po opuszczeniu ciała na budowie zakręcałem gniazdka , na strychu przesuwały się deski ,
strych zamknięty bez okien, pomodliłem się za spokojne odejście.
[…]


 Poniżej niezwykła historia opowiedziana przez Krzysztofa Jackowskiego o tym, że każdy z nas rodzi się mając na naszej ścieżce życia zapisane wydarzenia, które jasnowidz potrafi odczytać.
 



zwiń tekst



WIDZIAŁA PRZEZ CAŁE ŻYCIE DUCHY, A NAWET Z NIMI ROZMAWIAŁA
Wt, 19 sty 2021 07:02 komentarze: 7 czytany: 2510x

Witam, Chciałem opowiedzieć pewną historię do działu XXI PIĘTRO, która dotyczy osoby z mojej rodziny, która zmarła trzy lata temu. Była moją ciocią i bardzo było mi smutno, kiedy zmarła, choć dokładnie przewidziała swoją śmierć. Na dwa dni przed nią zadzwoniła do mojej mamy i powiedziała, że dokładnie dwa dni umrze, bo tak powiedziały jej duchy. I tu dochodzimy do jej daru. Moja ciocia widziała przez.......

czytaj dalej

Witam, Chciałem opowiedzieć pewną historię do działu XXI PIĘTRO, która dotyczy osoby z mojej rodziny, która zmarła trzy lata temu. Była moją ciocią i bardzo było mi smutno, kiedy zmarła, choć dokładnie przewidziała swoją śmierć. Na dwa dni przed nią zadzwoniła do mojej mamy i powiedziała, że dokładnie dwa dni umrze, bo tak powiedziały jej duchy. I tu dochodzimy do jej daru. Moja ciocia widziała przez całe życie duchy, a nawet z nimi rozmawiała. Jej niezwykła umiejętność ujawniła się już wtedy, kiedy była dzieckiem. Jak 3-4 letnia dziewczynka zaczęła być odwiedzana przez duchy zmarłych ludzi. Opowiadała kiedyś, że początkowo brała ich za takich samych ludzi jak inni, a jedyna różnica była taka, że nie można ich było nigdy dotknąć, bo jedynie ręka przemierzała puste powietrze. Z czasem moja ciocia przestała o tym darze komukolwiek mówić, gdyż ludzie jej albo nie wierzyli, albo chcieli kierować na badania psychiatryczne. Jej starsza siostra dobrze wiedziała, że ciocia mówi prawdę, bo wielokrotnie miała okazję przekonać się o tym. W mojej rodzinie o niezwykłych umiejętnościach cioci było głośno, choć raczej traktowano ją jako niegroźną, choć bardzo dziwną osobę, bo mówiła na przykład to samo co wy, czyli że istnieje reinkarnacja i dusze ponownie wracają na Ziemię.
Szkoda, że już jej nie ma, bo być może udałoby się ją namówić do tego, żeby opowiedziała o swoim życiu. Jej umiejętność widzenia duchów potwierdzić może jej bliska rodzina, czyli mąż i córka. Wiem jednak, że bardzo boją się o tym mówić, bo jak kiedyś powiedział mi wujek - ludzie nie są na to gotowi. Mam nadzieję, że ta historia Wam się przyda. Jak chcecie, to możecie ją opublikować, tylko nie podawajcie moich danych.
Pozdrawiam
[…]





Witam,
Mam na imię[….], chciałabym częściowo podzielić się z Wami historią swojego "daru".
Odkąd pamiętam zawsze widziałam kolorowe poświaty wokół wszystkich żywych istot,
które mówiły mi o ich charakterze, zamiarach, stanie zdrowia itp. Mam też bardzo dobry kontakt ze zwierzętami, ponieważ od razu wiem jakie mają do mnie nastawienie. Nigdy też nie rozumiałam dlaczego jestem przez wszystkich ostrzegana przed obcymi zwierzakami. Wiedziałam jakie są i nie rozumiałam tej wszechobecnej nieufności - przecież wystarczy się skupić i od razu wiadomo z kim albo z czym ma się do czynienia. Była to dla mnie naturalnie towarzysząca rzecz - nie zdawałam sobie sprawy, że tylko ja to wszystko widzę.
Jako dziecko byłam badana pod kątem zdrowia psychicznego, wzroku, problemów ze skupieniem i innych. Wszyscy szukali przyczyny dlaczego takie rzeczy widzę - zakładano, że coś jest nie tak. Badania jednak niczego niepokojącego nie wykazały. Moja mama zainteresowana tym zjawiskiem trochę na ten temat poczytała. Dotarła do informacji o dzieciach indygo i aurach. Przekazywała mi ona wiedzę, którą sama zdobyła tłumacząc mi, że nie mogę oczekiwać od ludzi, żeby widzieli i rozumieli to co ja. Nigdy też nie czułam się kimś "dziwnym" - bardziej inni sprawiali takie wrażenie.

Z wiekiem zauważyłam, że nie mam tu swojego miejsca, nie pasuję do takiego świata i społeczeństwa. Mama wyczytała, że z wiekiem moje zdolności powinny zacząć zanikać, lecz jedynie od tamtej pory się nasiliły. Zamiast traktować to jako coś normalnego w życiu, zaczęło mi to przeszkadzać. W zupełnie losowych momentach widzenie aur jakby "włączało się" i wysysało ze mnie bardzo dużo energii, szczególnie w dużych skupiskach ludzi. Czasem w pomieszczeniach widziałam aury bez ciała, które czasem były dobre, czasem neutralne, a jeszcze innym razem wyraźnie złe, co napawało mnie lękiem i odbierało energię. Lata po stracie mojego ukochanego psa mój chłopak zasugerował mi żebym spróbowała go jakoś przywołać do siebie. Udało się - w moim pokoju pojawiła się złota aura, którą bez problemu rozpoznałam. Niestety nie udało się nawiązać "rozmowy" lub czegoś w tym rodzaju. Obecność to jedyne czego doświadczyłam.
Innego dnia, gdy pracowałam na stoisku, znikąd podszedł do mnie mężczyzna i powiedział, że wie że też to wszystko widzę i że mam wielki dar. Sprawdzał coś na mojej dłoni, niestety nie pamiętam co dokładnie tam zobaczył. Na moje nieszczęście pod wpływem szoku nie wpadłam na pomysł, by zapytać się kim jest, choćby po to by się z nim kiedyś skontaktować.
Wiem, że człowiek umiera, lecz jego aura wychodzi z ciała, które jest jedynie ziemskim opakowaniem. Aura żyje dalej, może doglądać swoich bliskich i być z nimi kiedy tego potrzebują lub gdy sama tego chce. Widzę też aury, które nie mogą zaznać spokoju i tkwią w miejscach z którymi wiążą się ich sprawy.
Uważam też, że widzenie tego typu zjawisk to rzecz wrodzona, a nie nabyta. Osobiście nie widzę w aurach podziału na czakry i nie wierzę w takie schematyczne i encyklopedyczne klasyfikowanie.
Chętnie dopowiem resztę w formie rozmowy telefonicznej lub internetowej - nie czuję się na siłach wszystkiego opisywać w mailach, bo treści wystarczyłoby na całą książkę.
Pozdrawiam :)


 

Poniżej film "WIDZIEĆ DUCHY" z Archiwum FN



zwiń tekst



PRZED APOKALIPSĄ W TYM LESIE BÓG OJCIEC WEZWAŁ WSZYSTKIE ZWIERZĘTA NA ZEBRANIE
Nie, 17 sty 2021 05:59 komentarze: 1 czytany: 2542x

Tę historię już dawno chciałem przesłać do archiwum Fundacji Nautilus, bo jest nieprawdopodobna, choć świadkowie to bardzo wiarygodni ludzie, gdyż pracują jako leśnicy. Wydarzyła się bardzo dawno, bo w połowie lat 90-tych. Niestety czytałem o tej relacji w gazecie i była tak poruszająca, że zapadła mi w pamięć i nie mogę o niej zapomnieć. Wraca do mnie to, co powiedzieli ci leśnicy, choć nie pamiętam.......

czytaj dalej

Tę historię już dawno chciałem przesłać do archiwum Fundacji Nautilus, bo jest nieprawdopodobna, choć świadkowie to bardzo wiarygodni ludzie, gdyż pracują jako leśnicy. Wydarzyła się bardzo dawno, bo w połowie lat 90-tych. Niestety czytałem o tej relacji w gazecie i była tak poruszająca, że zapadła mi w pamięć i nie mogę o niej zapomnieć. Wraca do mnie to, co powiedzieli ci leśnicy, choć nie pamiętam, o jaki las chodziło, miejscowość itp.

Ale czas na samą historię. To był reportaż o gigantycznej nawałnicy połączonej prawdopodobnie z trąbą powietrzną, która dosłownie zmiotła całą połać lasu z powierzchni ziemi. To zagadkowe zjawisko natura prawie meteorologicznej powtarza się co kilka lat i wtedy zamiast lasu po przejściu takiego żywiołu zostaje tylko pas połamanych drzew i wystających gdzieniegdzie kikutów dawnych pięknych sosen, świerków itp. Totalny Armagedon – to jest jedyne słowo, które jakoś pasuje do opisu takiego zdarzenia.

W reportażu w tej gazecie była rozmowa z leśnikami, którzy opowiadali o tym, jak w ciągu jednego dnia na skutek apokaliptycznej nawałnicy dosłownie las zniknął z powierzchni ziemi. Ale nie to jest najciekawsze.
Leśnicy opowiedzieli dziennikarzowi coś, co wprawiło ich w bezgraniczne zdumienie, a co widzieli wieczorem na kilka godzin przed pojawieniem się kataklizmu. Odtworzę z pamięci to, co powiedział jeden z nich:

- Jechaliśmy samochodem wracając z patrolu,  byliśmy akurat na leśnej drodze  przecinającej  ten obszar puszczy, który następnego dnia zniknął z powierzchni ziemi. Wjechaliśmy na taką dużą polanę i nagle zobaczyłem coś, czego nie zapomnę do końca życia. Na skraju lasu przy polanie zobaczyłem kilkadziesiąt różnych zwierząt stojących obok siebie. Były tam niedźwiedzie,  żubry, wilki, sarny i jelenie, ale także mniejsze zwierzęta, jak lisy, zające czy jakieś ptaki. Widok był tak wstrząsający, że mój kolega patrząc na to zrobił znak krzyża i się przeżegnał, gdyż normalnie te zwierzęta nigdy nie przebywają w swoim pobliżu. A to wyglądało tak, jakby sam Bóg Ojciec wezwał wszystkie zwierzęta na zebranie, gdyż za kilka godzin ich świat przestanie istnieć. Kiedy zatrzymaliśmy samochód całe to zgromadzenie zauważyło nas, ale nie ruszali się, tylko nas w ciszy obserwowali. Miałem wrażenie, że widzimy z kolegą najbardziej niezwykły widok, którego ludzkie oczy nie powinny nigdy zobaczyć, gdyż jest on zastrzeżony do tajemnic innego świata, świata zwierząt. Po ok. minucie ruszyliśmy i powoli wyjechaliśmy z tej polany, gdyż nie powinniśmy się tam znaleźć w tamtej chwili. Następnego dnia taka podróż nie byłaby możliwa, gdyż ten las przestał istnieć. Moim zdaniem zwierzęta mają w sobie jakąś tajemnicę, której my ludzie nigdy ani nie pojmiemy, ani nie zgłębimy.

Tak mniej więcej brzmiała jego wypowiedź. Zapamiętałem ją bardzo dokładnie, więc śmiało można ją uznać za wiarygodny cytat.

Uznałem, że powinniście ją mieć w swoim archiwum, bo wiem, jak bardzo szanujecie zwierzęta, które nazywacie tak pięknie „młodszymi braćmi”. Znalazłem w sieci jedno takie niezwykłe zdjęcie z zagranicznych serwisów, które jakoś pokazuje, jak ta sytuacja mogła wyglądać. Pomijając obecność egzotycznej lamy można śmiało założyć, że taki widok musieli zobaczyć leśnicy. Zdjęcie załączam do wiadomości. Pozdrawiam całą załogę i dziękuję za Waszą pracę, dajecie nadzieję dla wielu, wielu ludzi. Ale o tym pewnie dobrze wiecie.

[dane do wiad. FN]


 

[...] Witam.
Kilka lat temu miałem sen z gatunku tych bardzo realistycznych. Dotychczas w moim ponad czterdziestoletnim życiu miałem trzy takie sny. Tylko je zapamiętałem.
We śnie leżę późnym wieczorem na ławce na skraju parku. To park w Warszawie przy którym się wychowałem. Patrzę w górę i widzę typowe nocne niebo w mieście. Zachmurzone jednolicie ciemno szare z pomarańczową poświatą od latarni ulicznych. Jednakże jest ono jakby przezroczyste. Można by to porównać do patrzenia na dno basenu przez lekko ruchomą wodę. Na różnych poziomach tego nieba porusza się mnóstwo obiektów. Jedne malutkie jak gwiazdy, inne niżej lecące i większe. Nie rozpoznaje żadnych konkretnych kształtów. Poza obiektami lecą w różnych kierunkach rejsowe samoloty pasażerskie. Całe niebo jest trójwymiarowe i pełne ruchu.

Patrzyłem na to kilka chwil, po czym spuściłem wzrok na ulicę i jadące samochody. W tym momencie ogarnęło mnie uczucie strachu i wielkiego niepokoju. Dopiero po przebudzeniu wyjaśniłem sobie to poczucie jako obawę przed tym co nas otacza, a czego nie widzimy i nie rejestrujemy naszymi zmysłami. Takie poczucie bezsilności i bycia całkowicie zależnym od czegoś nieznanego.

Porównałbym to do rośliny w doniczce całkowicie zależnej od człowieka i nie mającej świadomości tego. Tak samo człowiek całkowicie bezsilny, zależny od istot żyjących tu obok nas, ale na innym niedostępnym dla nas poziomie. Skoro znany nam świat działa na zasadzie łańcucha pokarmowego, czyli wszyscy wszystkich zjadają, może nad nami są istoty, żywiące się naszą energią, o których nie mamy pojęcia. Może wcale nie jesteśmy na samej górze tego łańcucha?
Pozdrawiam serdecznie.
[dane do wiad. FN] ... opis trafił na pocztę FN 15 stycznia 2021

Pięknie dziękujemy za wszystkie nadesłane do nas historie, które trafiają do Archiwum FN, ale także działu XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA.



zwiń tekst



Z JEDNEGO OBIEKTU UFO WYLECIAŁY... TRZY!
Wt, 12 sty 2021 06:22 komentarze: brak czytany: 1564x

[...] Z jednego obiektu wyleciały trzy. Witam całą załogę FN. Oto moja przygoda z NOL,która się wydarzyła w 1989.Zobaczyłem ,,To" z moją,ówczesną , dziewczyną,a obecnie żoną.Któregoś ciepłego majowego Romantycznego wieczoru siedzieliśmy na schodach wpatrując się w gwiazdy.W pewnym momencie zobaczyliśmy coś na wysokości gwiazd co się poruszało.Pomyśleliśmy o nocnym locie samolotu.Jednak ów samolot .......

czytaj dalej

[...] Z jednego obiektu wyleciały trzy. Witam całą załogę FN. Oto moja przygoda z NOL,która się wydarzyła w 1989.Zobaczyłem ,,To" z moją,ówczesną , dziewczyną,a obecnie żoną.Któregoś ciepłego majowego Romantycznego wieczoru siedzieliśmy na schodach wpatrując się w gwiazdy.W pewnym momencie zobaczyliśmy coś na wysokości gwiazd co się poruszało.Pomyśleliśmy o nocnym locie samolotu.Jednak ów samolot zaczął się dziwnie zachowywać.

Zaczął lecieć zygzakiem,skakał jak piłeczka w górę i w dół,a także zaczął lecieć na wstecznym,do tyłu.Co ciekawe z tego obiektu nagle wyleciały trzy obiekty,które odleciały każdy w inną stronę ale były blisko obiektu z którego wyleciały.Moja pierwsza myśl to "Matka wypuściła swoje dzieci na dwór".

Dziewczyna przestraszyła się tego co zobaczyliśmy i nie chciała mnie puścić do domu, do którego miałem około 1,5 km.powiedziała do mnie może zawołać rodziców którzy spali, odpowiedziałem że nie i ruszyłem do domu.Idąc oglądałem się za siebie ,obiekt nie wiem który ,leciał za mną. Przybliżał się do mnie .Był moment gdy biegłem.Co ciekawe obiekt który był widziany na wysokości gwiazd ,przybliżając sie do mnie nie zmieniał wielkości.

Gdy dotarłem do domu stanąłem przed drzwiami na schodach ,obiekt zatrzymał się od strony południowej i patrzyliśmy na siebie około minuty po czym wystrzelił w górę z ogromną szybkością ,która była widoczna przez ułamek sekundy i zniknął.Od tej przygody rozegrało się wiele sytuacji innych dla mnie.Opowiem o nich innym razem. Pozdrawiam  [...]. Proszę o zachowanie moich danych osobowych dla FN.

[opis przyszedł na pocztę FN 10 stycznia 2021]



Z poczty do FN.

29 grudnia 2020 nad Nowym Sączem jeden z naszych czytelników zauważył na niebie bardzo ciekawe zjawisko. Bardzo wysoko na jasnym, bezchmurnym niebie poruszały się dwie białe kule. Oba obiekty były w bliskiej odległości i na kolejnych zdjęciach wykonanych przez świadka obserwacji widać, że poruszają się zachowując taką samą pozycję. Autor zgłoszenia wykonał kilka zdjęć, które prezentujemy poniżej.


From: [...]
Sent: Monday, January 11, 2021 1:48 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Nowy Sącz 29 Grudnia 2020

Witam serdecznie zaobserwowane w Nowym Sączu. prosze niepublikowac moich danych osobowych .zezwalam na zamieszczenie w serwisie jeśli macie ochotę pozdrawiam. 



 

Poniżej oryginalne zdjęcia przysłane przez autora obserwacji UFO.









zwiń tekst



POMYŚLAŁEM WTEDY: CUDOWNIE, ŻE MOGĘ LATAĆ...
Pt, 8 sty 2021 08:11 komentarze: 12 czytany: 2290x

Witam Państwa, Nazywam się […], mam 64 lata i mieszkam na Śląsku. Chciałem opowiedzieć do XXI piętra o tym, czego doświadczyłem jako 16 letni chłopak. To było lato. Razem z ojcem i młodszym bratem poszliśmy nad jezioro na miejską plażę, aby się wykąpać. Mój brat był jeszcze zbyt mały, aby wchodzić daleko do wody, więc bawił się na brzegu. Ja natomiast razem z jeszcze dwoma kolegami postanowiliśmy .......

czytaj dalej

Witam Państwa, Nazywam się […], mam 64 lata i mieszkam na Śląsku. Chciałem opowiedzieć do XXI piętra o tym, czego doświadczyłem jako 16 letni chłopak. To było lato. Razem z ojcem i młodszym bratem poszliśmy nad jezioro na miejską plażę, aby się wykąpać. Mój brat był jeszcze zbyt mały, aby wchodzić daleko do wody, więc bawił się na brzegu. Ja natomiast razem z jeszcze dwoma kolegami postanowiliśmy odpłynąć od brzegu, ale też niezbyt daleko, najwyżej 15-20 metrów. Pamiętam niewiele z samego momentu, kiedy zacząłem tonąć. W pewnym momencie zachłysnąłem się wodą i próbowałem odbić się od dna, ale tam był jakiś dół i nie dałem rady tego zrobić. Ja tego oczywiście nie pamiętam, ale ci koledzy kiedy zobaczyli, że nie wypływam, to narobili alarmu i ratownik wraz z moim ojcem wyciągnęli mnie z wody. Ale teraz wyjaśnię, dlaczego piszę do fundacji. W pewnym momencie zobaczyłem siebie, jak leżę na brzegu jeziora, a ten ratownik mnie reanimuje. Obraz był bardzo ostry, dosłownie super ostry. Ja byłem około 10 metrów nad ziemią i wiedziałem, że tam na dole jest moje ciało, ale czułem, że ja jestem tutaj gdzie jestem. Dziwnie to może brzmi, ale nie chciałem wcale wracać, było mi bardzo dobrze i nawet sobie myślałem, że cudownie, że mogę latać. Potem nagle zapadła ciemność i obudziłem się w szpitalu. Opowiadałem potem o tym ojcu i mamie, ale nie wierzyli, więc dałem sobie spokój. W tamtych czasach nikt nie słyszał o śmierci klinicznej, przynajmniej w moim środowisku, a ja na pewno coś takiego przeżyłem.
Od tego czasu nie boję się śmierci. Macie pełną rację, że śmierć nie jest końcem, lecz początkiem, a raczej końcem jakiegoś etapu życia. Potem jest się dalej, tyle że poza ciałem fizycznym.
Wszystkiego najlepszego w 2021 roku, pozdrawiam
[dane do wiad. FN]


From: [...]
Sent: Wednesday, September 9, 2020 7:39 PM
To: FN
Subject: Wszystko zrozumiałem

Witam serdecznie
Na początku roku uczestniczyłem w wypadku samochodowych, zgodnie z informacją medyczną jak i rozmową z lekarzem w czasie wypadku ustały moje reakcje życiowe. Z wypisu szpitalnego można się dowiedzieć że na około 5 minut. Jak trwała walka o moje życie tu na ziemi ja znalazłem się hmm przyjmijmy umownie że w niebie, było to błyskawicznie jak za pstryknięciem palcami,. Zobaczyłem tam bardzo dużo jasnych punktów wielkości piłki do tenisa, była to czysta energia. Były to tzw duszę poruszały się cały czas jak atomy cały czas w ruchu, nie zauważyłem tam żadnej materi żadnych sal do nauki dusz czy niby okien aby duszę mogły sobie wybierać następne opakowania biologiczne. Słyszałem je co mówią ale tylko te co znajdowały się blisko mnie w odległości 2-3 metry. Były radosne bawiły się tym stanem w którym były. Ja sam będąc tam czułem się wspaniale, jedno co pamiętam dość mocno jest to że nie odczuwałem tęsknoty za rodzina, przyjaciółmi, znajomymi. Nagle obudziłem się w szpitalnej sali, również w błyskawicznym tempie pstryk i już. I zrozumiałem na wiele pytań które mnie trapiły znałem odpowiedź tak normalnie. A mianowicie każdy z nas posiada aurę chemiczną i duchową. Chemiczna jest stała ale duchowa już nie. Można określić że są trzy rodzaje aur.

Dobra, tzw zawieszona i zła. Aurę budujemy przez całe nasze życie będąc tu na ziemi. Przez nasze czyny postępowania to jak żyjemy buduję naszą aurę. Aura dobra to jak postępujemy zgodnie z hmm prawami kreacji 10 przykazaniami itp, aura zawieszona to jak niby jesteśmy dobrzy bo co niedzielę idziemy do kościoła ale w święta Bożego Narodzenia kupujemy 2 skrzynki wódki i zabijamy 10 karpi bo taka tradycja niby pracujemy ale w pogoni za materializmem aby kupić sobie coś niepotrzebnego, stabilne życie praca dom raz w roku wakacje kredyt mieszkaniowy wydaje nam się że tak trzeba żyć,. Aura zła to taki człowiek co ma klapki na oczach interesuje się tylko tu i teraz nie wierzy w pogoni za pieniądzem zrobi wszystko aby zaspokoić swoje materialne potrzeby jest złośliwy zawistny i za pieniądze sprzeda przyjaciela. Przykład Idąc sobie ulicą spotykamy inną osobę co posiada podobną aurę jak my, pierw nasze aury zaczynają się łączyć pasują do siebie przyciągają się. Po krótkiej rozmowie możemy zauważyć że mamy wiele wspólnego że mamy podobne poglądy interesują nas te same rzeczy podobne gusta muzyczne, kinowe, teatralne te same potrawy nam smakują mamy tzw wspólny język nawet jeśli chodzi o zapachy.

Rozmowa i przebywanie z tą osobą sprawia nam przyjemność pasujemy do siebie. Ludzie to pięknie nazwali miłość. Po pewnym okresie przychodzi czas na potomka, potomek otrzymuję jak by w pakiecie naszą aurę i teraz tam w niebie jest duszyczka co ma podobną aurę która pasuje, przyciąga się i automatycznie wchodzi w te opakowanie biologiczne. Tak samo się dzieje w przypadku pozostałych aur. Naszym zadaniem jest abyśmy wychowywali nasze dzieci dobrze pokazywali im dobrą drogę aby budowały pozytywną i dobrą aurę. Wydaje mi się że teraz to co się dzieje na świecie z wirusem i skutkami ekonomicznymi które powoduje to jest próbą, test. Nasza mama Gaja już dawno mogła się oczyścić z szarańczy która ją niszczy czyli z ludzi ale jest wiele osób które mają bardzo mocną i dobrą aurę planeta to czuję i tylko dla tego jeszcze tu jesteśmy bo jest nadzieja że ludzie mogą emanować pozytywną energię.

Teraz aury tzw zawieszone przechodzą test, całe ich poukładane życie się wywróciło i w którą stronę pójdą będą kreować negatywną aurę będą przechodzić na złą stronę. Tu na ziemi trwa wojna dobra ze złem wiele razy to słyszałem czytałem. Wyobrażałem sobie że my ludzie to oczywiście ci dobrzy że ci źli albo tu przylecą z kosmosu albo wyjdą z piekła. My wszyscy wtedy złapiemy za broń i będziemy walczyć hehe płytkie myślenie. Ale wojna trwa ale duchowa na aury na emanacje energii byle tych dobrych było więcej.



zwiń tekst



UNIOSŁEM SIĘ I ZOBACZYŁEM SIEBIE Z GÓRY
Nie, 3 sty 2021 09:09 komentarze: 3 czytany: 2518x

[...] Przy okazji wysłania zdjęć chciałbym podzielić się swoim przeżyciem, które miało miejsce 32 lata temu, a do tej pory nie mogę zapomnieć. Około godziny 23.00 położyłem się spać, po kilkunastu minutach uniosłem się i zobaczyłem pokój i siebie z góry, zacząłem unosić się coraz wyżej, przeszedłem przez sufit i tak coraz wyżej. Widziałem miasto z góry, potem województwo, Polskę, całą naszą planetą.......

czytaj dalej

[...] Przy okazji wysłania zdjęć chciałbym podzielić się swoim przeżyciem, które miało miejsce 32 lata temu, a do tej pory nie mogę zapomnieć. Około godziny 23.00 położyłem się spać, po kilkunastu minutach uniosłem się i zobaczyłem pokój i siebie z góry, zacząłem unosić się coraz wyżej, przeszedłem przez sufit i tak coraz wyżej. Widziałem miasto z góry, potem województwo, Polskę, całą naszą planetą ziemię i tak oddalałem się od ziemi coraz dalej i dalej, aż dotarłem do takiego punktu, że jak bym dalej się cofnął to mógłbym już z powrotem nie wrócić.

Więc zacząłem wracać i ziemia zaczęła robić się coraz większa, aż dotarłem do swego ciała. Po wejściu w ciało wstałem z łóżka. W głowie miałem bardzo dziwne uczucie trudne do opisania. Poczułem, że odczuwam potrzebę zaspokojenia podstawowych zmysłów człowieka, jakbym je zatracił tj. węch, smak, wzrok, słuch, dotyk. Zapach powietrza był bardzo intensywny, dotykałem przedmiotów, dotykałem, stukałem w powierzchnię, żeby je poczuć, żeby usłyszeć. Włączyłem muzykę, słuchałem jak bym odzyskał słuch, patrzyłem jakbym odzyskał wzrok. Smak, jadłem co popadło tylko żeby doznać uczucia smaku. Obmywałem wodą twarz co było też dziwnym uczuciem.

Tego typu zaspakajanie zmysłów trwało przez około 1 godzinę z coraz mniejszym nasileniem. Wszedłem do pokoju rodzica, który oglądał wtedy film w telewizji, chciałem spróbować o wszystkim opowiedzieć, ale po kilku zdaniach odpuściłem (usłyszałem, że to sen i żebym obejrzał razem film, spróbowałem, ale nie mogłem usiedzieć). Po jakimś czasie położyłem się do łóżka. Zasnąłem (co nie było łatwe). Na drugi dzień spytałem się matki o to czy przychodziłem do jej pokoju i co mówiłem. Potwierdziła to co wcześniej napisałem i że grałem muzykę, stukałem, lałem wodę, jadłem itp. czego normalnie o tej porze nie robię. Nigdy więcej mi się to nie przydarzyło. Jak to nazwać ? Co to było ?

Pozdrawiam, [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



ODRUCHOWO SPOJRZAŁ NA ZEGAR, A TEN... ZATRZYMAŁ SIĘ NA TEJ SAMEJ GODZINIE!
Pon, 4 sty 2021 20:44 komentarze: brak czytany: 1851x

Witam. Od wielu lat z zainteresowaniem słucham [...] audycji. Mam 39 lat i chciałbym się podzielić moim wspomnieniem sprzed około 30 lat. Sytuacja absolutnie nieprawdopodobna a świadkami była cała moja rodzina. Nie jest to nic tak spektakularnego jak większość opowieści [...] nie mniej jednak prawdopodobieństwo, że to zdarzenie było przypadkowe jest na prawdę znikome. Otóż pewnego późnego wieczoru.......

czytaj dalej

Witam. Od wielu lat z zainteresowaniem słucham [...] audycji. Mam 39 lat i chciałbym się podzielić moim wspomnieniem sprzed około 30 lat. Sytuacja absolutnie nieprawdopodobna a świadkami była cała moja rodzina. Nie jest to nic tak spektakularnego jak większość opowieści [...] nie mniej jednak prawdopodobieństwo, że to zdarzenie było przypadkowe jest na prawdę znikome. Otóż pewnego późnego wieczoru mój tata chcac nastawić budzik na rano do pracy zauważył, że wskazówki były zatrzymane.

Odruchowo spojrzał na zegar i ten zatrzymał się o dokładnie tej samej godzinie. Zdziwienie było tym większe, że ręczny zegarek też zatrzymał się i wskazywał również ta sama godzinę. Moja mama absolutnie nie jest osoba, która chciałaby w ten sposób zażartować a mój brat był jeszcze malutki. A teraz najciekawsze.

Kiedy tata podniósł zegarek, wszystkie trzy zaczęły chodzić! Po sprawdzeniu godziny w radiu, nasze zegary były około 20 minut opóźnione... To były czasy, kiedy nie było X-Files, zwykła wiejska rodzina, ani rodzice ani ja nie mieliśy pojęcia o takich tematach. Ponieważ sytuacja była tak nieprawdopodobna, tata wiele razy o tym wspominał rodzinie i znajomym i ja również. Proszę o anonimowość, dla [...]  informacji nazywam się [...], mieszkam w UK, a do zdarzenia doszło w miejscowości [....]  w Gorcach.
Pozdrawiam serdecznie.

[dane do wiad. FN]


 

From: [...]
Sent: Thursday, December 31, 2020 3:46 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: Rysunek syna

Szanowni Państwo,
Dziś mój 6,5 letni syn, fan serii Starożytni Kosmici, wykonał rysunek-kompilację różnych tematów. Postanowiłem podzielić się nim z Państwem. Gwoli wyjaśnienia.. ;) Górna część rysunku przedstawia pojazdy ufo lądujące w Strefie 51 a poniżej, po kolei - wydłużone czaszki, rysunki naskalne, tunel czasoprzestrzenny, inne zamieszkałe planety spoza układu słonecznego (100 km od nas ;-D, jak mówi, stąd liczba 100) oraz coś co przeleciało nas miastem..

Pozdrawiam i przy okazji życzę udanego 2021 roku!
załogant
[...]


From: [...]
Sent: Sunday, January 3, 2021 9:31 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Zegarmistrz Światła

Witam serdecznie,
czytając wczorajszy wpis z działu XXI piętro: " Odruchowo spojrzał na zegar, a ten zatrzymał się na tej samej godzinie "  postanowiłam wysłać do Was to zdjęcie, chociaż nie  przedstawia ono zjawiska nadprzyrodzonego ani UFO ( :) ) , ale wywołuje pewien sentyment, przynajmniej we mnie, za czymś co minęło i w dobie elektroniki chyba już  jest nie do zobaczenia, ponieważ nie wiem czy jeszcze można spotkać takiego zegarmistrza-starszego Pana pośród starych zegarów pochłoniętego z pasją swoją pracą.
Pozdrawiam
Marika3-04


P.S. w razie publikacji można podpisać nickiem.




zwiń tekst



To nie było dziecko... to było coś czego nigdy w swoim życiu nie widział.
Pt, 31 sty 2020 04:57 komentarze: 3 czytany: 4158x

Witam serdecznie Fundację Nautilus !W załączeniu chciałbym przesłać Państwu opis zdarzenia jakie przytrafiło się mojemu ojcu w lesie w latach 90-tych podczas jednej z wypraw na grzyby. Ojciec mój zmarł w 1999 r i nie jestem już w stanie pogłębić informacji o tym tajemniczym spotkaniu.[...]Chciałym opowiedzieć załogantom pewne zdarzenie jakie przydarzyło się mojemu ojcu w lesie.Było to w latach 90-.......

czytaj dalej

Witam serdecznie Fundację Nautilus !
W załączeniu chciałbym przesłać Państwu opis zdarzenia jakie przytrafiło się mojemu ojcu w lesie w latach 90-tych podczas jednej z wypraw na grzyby. Ojciec mój zmarł w 1999 r i nie jestem już w stanie pogłębić informacji o tym tajemniczym spotkaniu.

[...]


Chciałym opowiedzieć załogantom pewne zdarzenie jakie przydarzyło się mojemu ojcu w lesie.
Było to w latach 90-tych, jesienią na terenie wschodniego Mazowsza. Kiedy przyszła pora na zbiór grzybów mój ojciec oczywiście zawsze musiał być pierwszy w lesie. Kiedy inni wybierali się na grzyby on już wracał z lasu. Wstawał tego dnia bardzo wcześnie tak naprawdę było jeszcze ciemno kiedy dotarł na skraj lasu. Do ukazania się pierwszym promieni słonecznych siedział  na brzegu lasu i czekał by z lekka się rozwidniło i wtedy ruszał w najbardziej oddalone fragmenty lasu i miejsca mało uczęstrzane przez ludzi. Wiedział że tam będą największe zbiory i tak też było. Ale to co się stało pewnego ranka zmieniło  już na zawsze tak wczesne terminy jego grzybobrania.

Kiedy przedzierał się przez leśną gęstwinę i wyszedł na małą leśną polanę zauważył przed sobą małą postać. Jak powiedział mi – z początku myślałem że to małe 4-5 letnie dziecko o wzroście ok 1 metra, które zgubiło się w lesie. Pomyślał, że to dziecko mogło należeć do rodziny która zamieszkuje na skraju lasu ale około 10 km od miejsca w którym się znaleźli. Zaskoczyło go to, że to niby dziecko jak powiedział  nie miało na sobie ubrania było szare od brudu. Dzieliło ich od siebie może ok 5-7 metrów. Jednakże kiedy stanęli przed sobą na tej polance a w zasadzie niewielkiej przecince leśnej ta mała postać odwróciła się w w jego stronę i wówczas ojciec stanął jak wryty, ugięły mu się nogi a pot i strach przeleciały po całym ciele. Powiedział mi że to nie było dziecko to było coś czego nigdy w swoim życiu nie widział. Na twarzy tej postaci były olbrzymie wyłupiaste, przekrwione  oczy – oczy w których można było dostrzec jedynie strach. Jak mogłem przestraszyć się tak małej postaci a jednak tak było. Wówczas kiedy ta postać spojrzała się w jego kierunku spostrzegł że  była chyba naga - to nie było dziecko.

Nie miało też na sobie odzieży( spodnie, koszula ) lecz jakby było jakimś  zwierzęciem odzianym w dziwną szarą powłokę. Skończyło się jedynie na spojrzeniach. Jak mi dalej opowiadał ojciec ta postać tak go sparaliżowała, że nie dał rady wydobyć z siebie żadnego słowa. Po chwili zniknęła w zaroślach ale to nie był zwykły chód tylko jakby ślizg połączony z delikatynym skokiem kangura. Od tamtego zdarzenia ojciec więcej nie zagłębiał się w leśne zakamarki gdzie trudno było spotkać innych grzybiarzy.

Po tym zdarzeniu znajomy ojca tj. ten który  który ze swoją rodziną mieszkali na skraju lasu zaprzeczył by kiedykolwiek  jedno z ich dzieci oddaliło się tak daleko od domu. Ojciec powiedział mi że musiał o to zapytać by całkowicie wykluczyć że to było dziecko bo przecież ale dziecko tak nie mogło wyglądać. Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy ale nigdy nie dowiedziałem się co tak naprawdę ojciec zobaczył w lesie.
Dzisiaj mogę powiedzieć że mój ojciec w lesie mógł się prawdopodobnie natknąć na tzw. chupacabrę lub też przybysza innej cywilizacji.

Pozdrawiam [...]



zwiń tekst



Moja córka miała niezwykłe doświadczenie z UFO!
Śr, 29 sty 2020 10:05 komentarze: brak czytany: 2918x

[…] Dzień Dobry, Chciałbym opowiedzieć historię, której uczestnikiem była moja 23 l. córka w kwietniu ub. roku. Prosiłem ją, aby sama to opisała, ale tłumaczy, że boi się reakcji jej znajomych, więc opiszę to tak, jak ona to relacjonowała. Mieszkamy pod Szczecinem. Był 17-sty kwietnia 2019 ok. godziny 15.20. Moja córka tego dnia pojechała na zajęcia z aerobicu i wracając do swojego mieszkania postanowiła.......

czytaj dalej

[…] Dzień Dobry, Chciałbym opowiedzieć historię, której uczestnikiem była moja 23 l. córka w kwietniu ub. roku. Prosiłem ją, aby sama to opisała, ale tłumaczy, że boi się reakcji jej znajomych, więc opiszę to tak, jak ona to relacjonowała. Mieszkamy pod Szczecinem. Był 17-sty kwietnia 2019 ok. godziny 15.20. Moja córka tego dnia pojechała na zajęcia z aerobicu i wracając do swojego mieszkania postanowiła zajrzeć także do nas. Kiedy była tuż przy klatce kątem oka zauważyła, że niebo błyskawicznie przeciął lot obiektu w kształcie talerza. Jej opis był zdumiewający. Mówiła, że obiekt miał średnicę co najmniej 20 metrów i leciał na bardzo niskiej wysokości, czyli najwyżej 100-120 metrów. Był szary i wydawał się być z metalu w odcieniu takiego szarego śniegu. Lot był błyskawiczny, dosłownie ułamek sekundy. Prędkość tego obiektu musiała być jakaś absurdalna, pewnie z kilka tysięcy kilometrów na godzinę. Córka opisywała, że to był dosłownie moment. Wszystko odbyło się w idealnej ciszy. Nikt poza nią tego przelotu nie zauważył, gdyż pytałem o to sąsiadów. Mogę jedynie zapewnić, że córka na pewno nie kłamała, gdyż bardzo podekscytowana opisała nam wszystko od razu po wejściu do domu. Wykonała nawet rysunek, ale nie mogę go znaleźć. Wiem, że macie pewnie takich wiele relacji, ale tę także wam przesyłam. Nie ma dwóch zdań – UFO jest zjawiskiem w 100 procentach prawdziwym. Nie jesteśmy sami na tej Ziemi.

Z serdecznymi pozdrowieniami

[dane do wiad. FN]

 

From: […]

Sent: Tuesday, January 21, 2020 4:37 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Chm.

 

Dzień dobry ,

W załączeniu przesyłam opis moich przygód z nieznanym . Przekazuję to Państwu dla wszystkich zainteresowanych .

Proszę nie udostępniać moich danych.

Pozdrawiam serdecznie .

[…]










zwiń tekst



Zobaczyłem nad polem jak się coś unosi...
Wt, 28 sty 2020 07:43 komentarze: 1 czytany: 2101x

[...] Witam serdecznie chciałbym opisać moja przygodę która wydarzyła się kilka lat temu.. Miałem wtedy z.. 17 lat może 18 nie pamiętam dokładnie bylo wtedy ciepło czerwiec lipiec jak to w tym wieku lubialo wypic sobie piwko ze znajomym a że moja matka była cięta na alkohol trzeba było się ukrywać :) zaczęło się od wiadomości od kolegi czy wypijemy sobie po piwku i pogadamy no spoko tylko gdzie żeby.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie chciałbym opisać moja przygodę która wydarzyła się kilka lat temu.. Miałem wtedy z.. 17 lat może 18 nie pamiętam dokładnie bylo wtedy ciepło czerwiec lipiec jak to w tym wieku lubialo wypic sobie piwko ze znajomym a że moja matka była cięta na alkohol trzeba było się ukrywać :) zaczęło się od wiadomości od kolegi czy wypijemy sobie po piwku i pogadamy no spoko tylko gdzie żeby nikt nas nie widział bo matka mnie udusi jak ktoś jej powie więc pomyśleliśmy że przejdziemy się w polna drogę która prowadzi na około wioski bokiem kilka kilometrów mówię ujdziemy z kilometr staniemy posiedzimy pogadamy i zwijamy..

Było jeszcze jasno szaro.. Dochodzimy w te miejsce i zauważyliśmy że latają bardzo nisko samoloty te duże z Powidza nie wiem jak one się nazywają ale sąsiad mówi że to herkulesy.. Stoimy gadamy samoloty dwa latają przelatują nam bardzo nisko nad głowami i zawracają znowu nisko nam nad głowani mówię do kumpla co oni robią widzą nas czy co postanowiliśmy iść z kilometr dalej i mówię zobaczymy co teraz zrobią no i samoloty nawracają i znowu nam nisko nad głowami zrobiło się ciemno przyznam że trochę spanikowaliśmy zaczęliśmy tak isc kilka kilometrów i patrzyliśmy jak nam latają nad głowami bardzo nisko pamiętam mocne światła tych samolotów i takie zielone swiecace linie na samolocie jakby paski stwierdziliśmy trzeba uciekać do domu wiec nawrotka i idziemy oni ciągle nad nami byliśmy przerażeni bo nie wiedzieliśmy dlaczego tak robią gdy stanęliśmy na chwilę na fajkę zobaczyłem nad polem jak się coś unosi wyglądało to jak trójkąt i czerwona jakby kropka na każdym narożniku

bez dźwięku po prostu wisiało to w powietrzu bardzo duże większe od tych samolotów byliśmy w szoku mówię do kumpla nagrywaj to wyciągaj telefon wyciągnął telefon nagrywał chwilę ale wtedy to była nokia e51 chyba taka metalowa co tylko było coś tam lekko widać jakby kropki no i się zaczęło od tego momentu... Od tego momentu już nie było żartów samoloty tak nisko nad nami latały że myśleliśmy że nas zahaczą

byliśmy przerażeni tak że schowaliśmy się w krzakach i nie wiedzieliśmy co robić w pewnym momencie kolega do mnie co masz na bluzie wielka czerwona kropka jakby świecili w nas jakimiś laserami odrazu wstaliśmy i uciekaliśmy ile sił po drodze był park uciekając przez ten park mój brat że swoją dziewczyną siedział na ławce szybko podbiegamy i opowiadamy co się dzieje nagle duże jasne światło oświetliło park a mój brat krzycząc co wy odje [...] pamiętam tylko te słowa jakąś lukę i jak nad ranem szarówka jak wchodzę z kolegą w stronę mojego domu a tam brat przerażony z dziewczyną patrzą na nas i nic nie mówią wycięło nam jak doszliśmy do domu i dlaczego oni byli prędzej niż my nie wiem.. Następnego dnia sąsiedzi kurde co tak nisko wczoraj te samoloty tak latały...

Nie mówiliśmy nic na ten temat tylko ja po tylu latach niedawno napisałem do kolegi ej pamiętasz ta nasza sytuację to było naprawdę??? A on odpisał tak mam gdzieś nawet to nagranie... Brat już nie żyje a jego byłej dziewczyny wstydzę się pytać o tej sytuacji.. Od tamtego czasu minęło kilka lat oby dwóch czujemy się źle zawroty głowy i inne objawy tak dzień w dzień szkoda że nie było takich telefonów jak teraz no i człowiek może aż tak by się nie bał tego mówiłem kiedyś o tym sąsiadowi jego mama mieszka blisko tego miejsca mówił że widział tam kule co robiła zygzaki i wystrzeliła szybko w powietrze i mi wierzy może wy wiecie co to miało być i dlaczego takie zachowanie pilotów pozdrawiam

[relacja trafiła na pokład okrętu Nautilus 27 stycznia 2020]




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 6 7 8
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 8

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN: [...]  Kolejną kwestią zapewne Państwu wiadomą jest wskazanie miejsca ukrycia zwłok małej Madzi z Sosnowca ( głośna sprawa wiele lat temu ) ale nie wiedzą Państwo, że prawie to ciało znalazłem. Pan Jackowski wskazał wtedy w Sosnowcu precyzyjnie miejsce ukrycia zwłok dziecka, małej Madzi ukrytych przez matkę, czytałem wtedy tą wizję wieczorem i od razu skojarzyłem to miejsce, ponieważ jestem z Sosnowca, ale że było późno, postanowiłem poczekać do rana zamiast latać po ciemku...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Czw, 18 luty 2021 04:26 | 13.02.2021 roku około godziny 18 w miejscowości Okonek spędziłem czas z rodziną przy ognisku. Niebo było czyste gwiaździste. W pewnym momencie na niebie pokazała się jasnozielona długa łuna światła i zamierzała w stronę ziemi. Nie był to meteoryt czy bolid. Znam te zjawiska . To coś weszło w atmosferę zbyt wolno i w pewnym momencie wygasło bez płomieni i dymu. W ostatnim momencie udało mi się zobaczyć czarny obiekt który leciał dalej. Przez ułamek sekundy i zniknął . Widzieliśmy to wszyscy. Każdy...

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 19 stycznia 2021 | Witam - Panie i Panowie… jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Takimi słowami ostatnio rozpocząłem wirtualny wykład w sieci (mała fucha na boku) dla pracowników jednej z firm w ramach ‘szkoleń w sieci’. W zasadzie zabrzmiało to jak żart, bo przecież ktoś na naszej planecie musi być bardziej szczęśliwy niż ja, ale potem już po zakończeniu wykładu zacząłem długo o tym myśleć i doszedłem do...

czytaj dalej

FILM FN

21 LUTEGO 2021 OBIEKT UFO OBSERWOWAŁA ZAŁOGA SAMOLOTU LINII AMERICAN AIRLINES NAD NOWYM MEKSYKIEM (USA) - zapis rozmów z kokpitu

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.