Dziś jest:
Środa, 29 czerwca 2022

Ten, kto podąża za tłumem, nigdy nie dojdzie dalej niż tłum. Ten kto podąża sam, znajdzie się w miejscu do którego nikt jeszcze wcześniej nie doszedł.
Albert Einstein

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




POCZUŁAM, ŻE KTOŚ USIADŁ OBOK
Czw, 31 mar 2022 13:42 komentarze: brak czytany: 2512x

[XXI PIĘTRO] Hejka. Wczoraj przeżyłam coś dziwnego. Siedziałam na kanapie i przeglądałam internet, syn był u siebie, a mąż na fotelu zajęty był grą WOT. Siedzę więc na kanapie i nagle poczułam jakby usiadł ktoś obok mnie. Szybkie spojrzenie, bo myślałam, że to nasza kotka, ale ona spała wygodnie na fotelu. Po małej chwili poczułam jakby za mną ktoś podparł się ręką na kanapie. Później przeszedł mi.......

czytaj dalej

[XXI PIĘTRO] Hejka. Wczoraj przeżyłam coś dziwnego. Siedziałam na kanapie i przeglądałam internet, syn był u siebie, a mąż na fotelu zajęty był grą WOT. Siedzę więc na kanapie i nagle poczułam jakby usiadł ktoś obok mnie. Szybkie spojrzenie, bo myślałam, że to nasza kotka, ale ona spała wygodnie na fotelu.

Po małej chwili poczułam jakby za mną ktoś podparł się ręką na kanapie. Później przeszedł mi po głowie prąd i włosy mi się zjeżyły. I wyczułam jakby zgęstnienie powietrza za mną, jakby tam faktycznie ktoś był. Syn mi się też niedawno skarżył, że nieraz w dzień słyszy z pokoju kroki do kuchni i nie są to moje kroki ani męża. Mieszkanie mamy małe, wchodzi się od razu na korytarz, który na prawo prowadzi do naszego pokoju, na lewo do kuchni i pokoju syna.

Do kuchni wchodzi się długim i wąskim korytarzem i tam właśnie syn słyszał kroki, takie łup łup. Kotka nasza czasami w dzień,wieczorem lub rano biega jak oszalała i wydaje takie dźwięki jakby się czemuś dziwiła. Nieraz wskoczy na fotel i patrzy się na ścianę i łapkami próbuje coś złapać.

To wszystko moi drodzy z obserwacji i własnego doświadczenia.

Pozdrawiam załogantów i całą ekipę!

[dane do wiad. FN]

/e-mail dostaliśmy 30 marca 2022/




zwiń tekst



11:11, 13:13, 14:14... o co z tym chodzi?!
Pon, 28 mar 2022 19:54 komentarze: 3 czytany: 2874x

[...]   Od dłuższego czasu obserwuję u siebie ciekawe zjawisko. Gdy spoglądam na zegar bardzo często widzę godzinę w charakterystycznym formacie: 11:11, 13:13, 22:22 itd. Początkowo uważałem, że to przypadek, ale zdarza się to nieustannie.    Kilkakrotnie miałem też przygodę ze zmieniającą się godziną w smartfonie - sama się przestawiała - w tym raz na oczach moich i mojej żony.......

czytaj dalej

[...]   Od dłuższego czasu obserwuję u siebie ciekawe zjawisko. Gdy spoglądam na zegar bardzo często widzę godzinę w charakterystycznym formacie: 11:11, 13:13, 22:22 itd. Początkowo uważałem, że to przypadek, ale zdarza się to nieustannie.

    Kilkakrotnie miałem też przygodę ze zmieniającą się godziną w smartfonie - sama się przestawiała - w tym raz na oczach moich i mojej żony - więc to nie halucynacja. Kładę to jednak na karb sygnału odbieranego przez telefon i ewentualnych błędów w sieci komórkowej.

    Jako nastolatek miałem historię z "przeskokiem czasowym" podczas eksploracji kopalni kwarcu w okolicach Jakuszyc. Zegarki moje i kolegi pokazały późniejszą godzinę, by po chwili pokazać prawidłową - o trzy godziny wcześniejszą. Zegarki w tamtych czasach były mechaniczne więc to nie kwestia sygnału sieci. Opisywałem tę historię w osobnym mailu do Fundacji.

    Wiem, że zjawiska synchroniczności badał Jung, ale nie spotkałem się nigdzie ze współczesną analizą obserwowanego przeze mnie zjawiska. Czy Fundacji Nautilus znane są podobne przypadki? Czy powinienem traktować je jako zwykłe zbiegi okoliczności i przypadek?

    Pozdrawiam serdecznie,

[...]  (dane do wiadomości Redakcji)






 

Pisaliśmy o tym wielokrotnie . Nazwaliśmy to zjawisko "klątwą czasu".

Na łamach naszych stron pisaliśmy już wiele razy na temat tego, że ktoś zaczyna być przekonanym, że dana liczba w jego otoczeniu nie pojawia się przypadkowo. Potrafi być to zwodnicze.

Na łamach naszych stron pisaliśmy już wiele razy na temat „Klątwy czasu”, czyli zupełnie dziwnego, niewytłumaczalnego zjawiska, w którym uporczywie powtarzają się cyfry w godzinach...

Jeśli nie jesteście wprowadzeni w ten temat (a wiemy, że każdego dnia na nasze strony wchodzą zupełnie nowi czytelnicy), zapraszam do przeczytania poprzednich artykułów i listów, które docierały do nas w tej sprawie: Artykuł 1: „Pomóżcie w sprawie tej upiornej godziny... o co w tym chodzi?” – do Fundacji trafiają czasami nietypowe prośby o wyjaśnienie różnych zagadek.

Czasami pytania czytelników wprawiają nas w zdumienie! Artykuł 2:

Nasz tekst o osobach, które ciągle widzą „tę samą godzinę” spowodował burzę. Oto kilka wybranych historii nadesłanych przez czytelników Nautilusa. Tymczasem jednemu z naszych Załogantów - udało się rozwikłać (a przynajmniej bardzo zbliżyć się do rozwikłania) tę zagadkę. Oto list, który nam w tej sprawie przekazał:

„Klątwa czasu” Gdy w Nautilusie pojawił się artykuł na temat czasu, który wydaje się płatać figle ludziom zaintrygowało mnie to gdyż sam miałem podobne doświadczenia i zdarzało mi się to bardzo często...

Właściwie za każdym razem, gdy spoglądałem na zegar była godzina, w której liczba godzin i minut była taka sama np. 13:13 22:22 lub 4:4 . Na pewno każdy słyszał o przesądzie, który mówi, że gdy ktoś notorycznie widzi takie „zjawisko” na zegarku jest przez kogoś skrycie kochany, więc było to nawet przyjemne. Postanowiłem jednak rozwikłać tę zagadkę i uzyskać jakąś logiczną odpowiedź, dlaczego tak się dzieje.

Założyłem, że cała sprawa ma podłoże psychologiczne, udałem się, więc do sympatycznej, doświadczonej pani psycholog, która przedstawiła mi następującą hipotezę zaznaczając jednak, że jest to tylko hipoteza. Czy jest prawdopodobna oceńcie sami… Każdy cywilizowany człowiek ma kontakt z wszelkiej maści zegarami od samego przyjścia na ten świat, a sam czas rządzi każdym dniem i jest nieodłącznym elementem całego naszego życia. Mało, kto wie, że przeciętnie spoglądamy na zegarek i odczytujemy godzinę średnio 80 razy dziennie (!!!), toteż ta czynność staje się w końcu dla człowieka tak bezwarunkowa, naturalna i podświadoma, że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.

Spoglądamy na zegarki i przez moment w podświadomości przetwarzamy informacje, po czym od razu zapominamy. Gdy na zegarze jest godzina np. 19:43 nie jest to nic niezwykłego, sprawdzamy np. godzinę przyjazdu autobusu na rozkładzie albo godzinę wyświetlenia programu w telewizji, ale po chwili już o tym nie pamiętamy. Natomiast, gdy jest np. 19:19 sprawa ma się trochę inaczej - nie jest to już tak normalne.

Po pierwsze logicznie rzecz ujmując wydaje nam się niezwykłe, że spojrzeliśmy na zegar akurat o takiej godzinie po drugie przypominają nam się różne związane z tym zagadnienia jak np. ten przesąd, o którym wspomniałem wcześniej. Dzięki temu informacja odczytana z zegarka nie przelatuje nam przez podświadomość i znika, tylko trafia do świadomości i po prostu się nad nią przez chwilę zastanawiamy, co sprawia, że ją zapamiętujemy!!!

W rezultacie suma tych zapamiętanych godzin w ciągu dnia miesiąca czy roku daje nam mylne wrażenie, że za każdym razem jest godzina o tej samej liczbie godzin i minut.

Podobnie sprawa ma się, jeśli chodzi o pełne godziny albo godziny połówkowe, np.12:30. Co jednak wówczas, gdy ni stąd ni zowąd budzę się w nocy i odczytuję godzinę 04:04, czy w tym przypadku działa podobny mechanizm?? Dodam jeszcze, że teraz, gdy zostałem „uświadomiony” zwracam już uwagę na każdy odczyt z zegara a „klątwa czasu” została ze mnie zdjęta… Z pozdrowieniami dla ekipy oraz wszystkich miłośników FN.



zwiń tekst



TEGO CZŁOWIEKA ZNAŁEM Z POPRZEDNIEGO WCIELENIA!
Sob, 26 mar 2022 04:34 komentarze: 5 czytany: 3438x

[...] Dzień dobry! Chciałem już wiele razy napisać do Państwa tego maila, jednak zawsze gdy zabierałem się za pisanie, nie potrafiłem ubrać w słowa tego co wydarzyło się w moim życiu. Myślę jednak, że tym razem podejmę kolejną próbę i uda mi się chociaż niezgrabnie to opisać. Przejdę jednak do sedna sprawy:Zdarzenie miało miejsce 5 lat temu w sierpniu. Piękny, słoneczny dzień. Dostaję telefon z firmy.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry! Chciałem już wiele razy napisać do Państwa tego maila, jednak zawsze gdy zabierałem się za pisanie, nie potrafiłem ubrać w słowa tego co wydarzyło się w moim życiu. Myślę jednak, że tym razem podejmę kolejną próbę i uda mi się chociaż niezgrabnie to opisać. Przejdę jednak do sedna sprawy:

Zdarzenie miało miejsce 5 lat temu w sierpniu. Piękny, słoneczny dzień. Dostaję telefon z firmy, w której pracuję jako kierowca ciężarówki z informacją załadunku - Bielsko-Biała, magazyn TRW; zrzutka Melfi.

Około godziny 11:00 stawiłem się na załadunek. Kazano mi podstawić się pod rampę (chyba nr 8). Na sam załadunek "zeszło" ok 3 godzin. W międzyczasie inną ciężarówką przyjechał, jak później się okazało, kolega z lat szkolnych. Porozmawialiśmy przez około godzinę, coś tam powspominaliśmy. Dzień jak każdy inny. W pewnym momencie magazynier dał znak, że moje auto jest załadowane i mam udać się do biura po dokumenty. Krzyknąłem do magazyniera "ok" i idę do biura.

Otwieram drzwi do budynku biurowego i w tym momencie widzę człowieka, jego twarz, jego zmieszanie i to że nie wiadomo skąd on zna mnie a ja jego. W mojej głowie, jak przebłysk (czy błyskawica-ciężko to opisać słowami) wpada myśl, obraz sytuacji: las, wilgoć, chłód, Germania (dokładnie taka nazwa). Ja w tej wizji (obrazie w mojej głowie) jestem ubrany w zbroję żołnierza rzymskiego (złoty napierśnik), w ręku trzymam miecz.

Czuję chłód otaczający mnie z każdej strony. Wiem, że przegrywamy bitwę; wiem, że sprawa jest przegrana. Widzę w tym obrazie tego człowieka wraz z dwoma innymi ludźmi w umundurowaniu żołnierzy rzymskich, którzy uciekają z pola bitwy. Krzyczę na nich dlaczego się wycofują, każę im wracać do walki. Nie słuchają mnie. Czuję w sobie gorycz, rozpacz, złość. Obraz się urywa.
Człowiek, który czekał na dokumenty patrzył na mnie z wyrazem twarzy przerażonego czy zmieszanego. Nie wiem czy on zobaczył to samo co ja gdyż po tej sekundzie zawieszenia w całej tej sytuacji, dostał dokumenty i szybko wyszedł.
Nigdy wcześniej, ani później nie spotkałem tego człowieka.

Oczywiście sprawdziłem czy legiony rzymskie walczyły w Germanii i czy przegrały tam bitwę.
Jest cały opis: Bitwa w Lesie Teutoburskim.

Zaznaczam, że nigdy wcześniej nie interesowałem się Cesarstwem Rzymskim i jego historią. Ba! Wręcz nie lubiłem tego tematu i wolałem "omijać" ten okres historyczny. Jednak od tamtej chwili czuję wręcz niewytłumaczalną tęsknotę za tamtymi czasami.
Wiem jedno: to nie moje pierwsze życie i (niestety) nie ostatnie.


Jeśli będzie z waszej strony chęć publikacji maila to macie moją zgodę.
Proszę tylko o zachowanie anonimowości.

Pozdrawiam całą Fundację Nautilus!
Robicie świetną robotę!

                                                                                     Z poważaniem
                                                                                                            [...]


Brytyjczyk twierdzi, że sesja hipnozy przywołała żywe wspomnienia z jego przeszłego życia jako fotografa i strzelca lotniczego podczas I wojny światowej.

Steve Mulligan urodził się w 1961 roku w Manchesterze, ale ma też bardzo wyraźne wspomnienia dorastania w Llandudno w Walii na początku XX wieku. Twierdzi, że dorastał jak Sidney Sutcliffe i zmarł w wieku 24 lat po tym, jak jego samolot został zestrzelony na froncie zachodnim podczas I wojny światowej.




 

Zawsze miał te dziwne, czarno-białe wspomnienia spoglądania w dół z nieba, ale nigdy nie mógł ich zrozumieć. A potem poszedł na sesję hipnozy i przypomniał sobie swoje przeszłe życie.

    „Zawsze ciągnęło mnie do Llandudno, odkąd byłem dzieckiem, nawet kiedy przyjechałem tutaj jako dziecko, znałem drogę, a moja mama była zdumiona, że ​​wiedziałem, dokąd się udać” – powiedział niedawno Steve w wywiadzie dla brytyjskiego Daily Post. „Kiedy po nim szliśmy, miałem wrażenie deja vu, jakbym był tu wcześniej. I dopiero gdy ktoś zasugerował wykonanie regresji z poprzedniego życia, wszystko stało się jasne”.

Podczas sesji hipnoterapii z Paulem Goddardem 61-latek rzekomo przypomniał sobie swoje przeszłe życie, w tym dołączenie do Fizylierów w Wrexham, a następnie dołączenie do Królewskiego Korpusu Lotniczego i pracę jako fotograf i strzelec wyborowy podczas I wojny światowej.

Przypomniał sobie nawet swoje ostatnie zadanie, lot rozpoznawczy nad liniami wroga w rejonie Cambrai we Francji, i spojrzał w dół, zanim samolot znalazł się pod ostrzałem wroga i rozbił się.

    „Pamiętam to uczucie, kiedy samolot spadał i było to bardzo dziwne, ponieważ nie mogłem go kontrolować” – powiedział Mulligan - „Czułem tę śmierć ludzi, ale nic nie mogłem zrobić”.

Chociaż rozumie, dlaczego większość ludzi jest sceptycznie nastawiona do jego historii, Steve Mulligan mówi, że niemożliwe byłoby znalezienie imienia mężczyzny, który faktycznie urodził się w Llandudno i mieszkał tam w tym samym czasie, co jego wspomnienia z poprzedniego życia.

    „Nie wiedziałem nic o Llandudno poza przyjściem tutaj jako dziecko, dopóki nie cofnąłem się” – powiedział 61-latek - „Nigdy nie słyszałem nazwiska Sidney Sutcliffe, więc to niewiarygodne, że mogę wybrać to imię spośród milionów nazwisk i być tym, który faktycznie mieszkał w Llandudno”.

Steve niedawno odwiedził Llandudno War Memorial i rzeczywiście znalazł nazwisko Sidneya Sutcliffe'a wśród miejscowych żołnierzy, którzy zginęli podczas I wojny światowej, a także wśród grobów rodziców Sidneya.

    „Widzenie imienia Sidneya na grobie było ekscytujące i wciąż staram się to rozgryźć. To dziwne uczucie” – powiedział Mulligan.



zwiń tekst



[...] te same znaki miałam sama kilka razy
Wt, 22 mar 2022 19:45 komentarze: brak czytany: 2341x

[...] Witam, Przypadkiem trafiłam na Państwa artykuły odnośnie znaków na ciele, które mają ludzie na całym świecie. Nie mogę jednak dotrzeć do informacji co udało się Państwu ustalić w tej sprawie?Temat mnie interesuje, ponieważ dokładnie te same znaki miałam sama kilka razy. U mnie były zawsze na przedramieniu. Każdorazowo zauważałam je po przebudzeniu. Wyglądało jak oparzenie od suszarki- ale takiej.......

czytaj dalej

[...] Witam, Przypadkiem trafiłam na Państwa artykuły odnośnie znaków na ciele, które mają ludzie na całym świecie. Nie mogę jednak dotrzeć do informacji co udało się Państwu ustalić w tej sprawie?

Temat mnie interesuje, ponieważ dokładnie te same znaki miałam sama kilka razy. U mnie były zawsze na przedramieniu. Każdorazowo zauważałam je po przebudzeniu. Wyglądało jak oparzenie od suszarki- ale takiej nigdy nie posiadałam. Było to na tyle dziwne zjawisko, że wszyscy domownicy szukali włącznie ze mną logicznego wytłumaczenia. Ale takiego na prawdę nie było. 

Za każdym razem co ciekawe pozostali domownicy spali piętro wyżej- byłam sama na parterze. Znaki miałam co kilka, kilkanaście miesięcy. Ileś razy. Początkowo nie był to cały okrąg a jego fragmenty- różne za każdym razem. Ostatni jaki miałam to już całe koło w formie "słoneczka". Od tego czasu więcej się nie pojawiły, ale też zmieniłam miejsce zamieszkania w międzyczasie- może dlatego?

 Znaki na prawdę budziły moje przerażenie (i nie tylko moje). Jestem osobą "twardo stąpającą" po ziemi i nie było dla nich logicznego wytłumaczenia. Nie miałam ani takiej suszarki, ani pościeli z takim wzorem, ani odzieży... na prawdę rozważałam skąd mogły się wziąć. Wyglądały jak oparzenie i jak oparzenie "schodziły", z czasem robiły się strupki po czym zostawał jasny ślad który znikał. 

Jeden ze znajomych gdy zobaczył ten znak na moim przedramieniu zaczął opowiadać, że porywa mnie obca cywilizacja, wyciąga z domu jakoś i później kasuje mi pamięć. Przyznam brzmi niedorzecznie, a jednak do dziś nurtuje mnie co to było i skąd mogło się pojawiać. 

Uprzedzę- nie mieszkałam nigdy na wsi, od urodzenia mieszkam w dużym mieście, w domu w którym znaki się pojawiały mieszkałam od urodzenia. Nikt inny z domowników takich nie miał. I zastanawia mnie też to, że za każdym razem moja Córka spała akurat piętro wyżej, a mojego rodzeństwa które mieszkało pokój obok akurat w nocy nie było.

 Będę wdzięczna za informację co udało się Państwu ustalić. Co łączy ludzi z tymi znakami? I skąd mogły się one wziąć? 

 Pozdrawiam serdecznie,

[...]

/poniżej zdjęcie z naszego Archiwum FN/



Więcej na ten temat po kliknięciu na link poniżej.

https://nautilus.org.pl/artykuly,4025,dziwne-znaki-na-ciele--to-moze-byc-eksperyment-obcych-istot-.html



zwiń tekst



Był dziadek u niej i upomina się o pasek!
Nie, 20 mar 2022 09:38 komentarze: brak czytany: 2329x

[...]Dobry wieczór , z tej strony [...] z okolic Bełchatowa. Postaram się w jak największym skrócie napisać 2 historie, które się przytrafiły,niestety nie mnie a siostrze i koledze z pracy. Ręczę za autentyczność.  W wielkim skrócie...  1) Podczas śniadania siostry z mężem pomiędzy nimi kubek zaczął się przesuwać, mało tego zaczął się jeszcze obracać po szkle na ławie. Wybiegli z domu po.......

czytaj dalej

[...]Dobry wieczór , z tej strony [...] z okolic Bełchatowa. Postaram się w jak największym skrócie napisać 2 historie, które się przytrafiły,niestety nie mnie a siostrze i koledze z pracy. Ręczę za autentyczność.  W wielkim skrócie...
 
1) Podczas śniadania siostry z mężem pomiędzy nimi kubek zaczął się przesuwać, mało tego zaczął się jeszcze obracać po szkle na ławie. Wybiegli z domu po mamę i tatę. Mama zdążyła to ujrzeć , tato już nie. Prawdopodobnie duch zmarłej tam babci.
 
2) Znajomy z pracy opowiadał jak ze szwagrem chowali bodajże teścia. Ubrali całego do trumny, ale nie było paska do spodni. Dali sobie spokój. Nikomu nic nie powiedzieli. Kilka dni później , córka szwagra mówi że był dziadek u niej i upomina się o pasek. Ci spojrzeli na siebie i mówią "komu powiedziałeś?" Oczywiście nikomu nie mówili.
 
Pozdrawiam.

[...]




zwiń tekst



Otrzymałem przekaz – przesłanie z tamtej strony
Pt, 18 mar 2022 22:45 komentarze: brak czytany: 3081x

[...] Dobry wieczór. WITAM KAPITANA I ZAŁOGĘ . Jestem krótko na Nautilusie lecz kapitana i niektóre Jemu bliskie osoby z racji różnych publikacji znam dość dobrze. Postanowiłem zaokrętować się na Nautilusie. Uznałem że powinienem wpaść na XXI Piętro. Otóż z czym przychodzę:Otrzymałem przekaz – przesłanie z tamtej strony. Od wielu lat staram się podnosić poziom mojej świadomości. Polega to na zgłębianiu.......

czytaj dalej

[...] Dobry wieczór. WITAM KAPITANA I ZAŁOGĘ . Jestem krótko na Nautilusie lecz kapitana i niektóre Jemu bliskie osoby z racji różnych publikacji znam dość dobrze. Postanowiłem zaokrętować się na Nautilusie. Uznałem że powinienem wpaść na XXI Piętro. Otóż z czym przychodzę:

Otrzymałem przekaz – przesłanie z tamtej strony. Od wielu lat staram się podnosić poziom mojej świadomości. Polega to na zgłębianiu wiedzy z takich dziedzin jak religie, historia, astronomia, astrologia, fizyka jądrowa, biologia, parapsychologia i wiele innych. Coraz dalej jestem od schematów myślowych które wrzucano mi w szkole, w domu czy Kościele. Coraz bliżej jestem stanu równowagi . Wszystko co mnie otacza nie wywołuje we mnie takich emocji jak dawniej. To miłe uczucie. Doznania, które miewałem z różną częstotliwością, a odbiegające od powszechnie przyjętych norm, nasilały się wprost proporcjonalnie do biegnącego czasu i zgłębiania wiedzy. Kulminacją i zdarzeniem był mój sen kilka miesięcy temu:

Kładę się spać około północy. Zwyczajowo zakładam w łóżku słuchawki i słucham interesujących mnie materiałów audio ze smartfona . Tego późnego wieczora położyłem się tuż przed godziną 24. Założyłem słuchawki na uszy. Po chwili otrzymałem polecenie „ odłóż to i uśnij” była godzina punktualnie 24 bo mój zegar zaczął wybijać tą godzinę. Zrobiłem tak jak mi polecono i momentalne zasnąłem. Wykonałem to bez żadnych emocji praktycznie mechanicznie. Spałem dokładnie pół godziny , bo po przebudzeniu zegar wybił jednym uderzeniem godzinę 0,30. Przebudzenie i chwila po nim były dla mnie bardzo emocjonujące, ponieważ miałem poczucie ogromnej wagi tego snu, a nie mogłem sobie przypomnieć kompletnie nic. Stan ten trwał bardzo krótko. Może minutę lub krócej. Chwila medytacji i koncentracji, a zarazem prośba , odsłoniły w ułamku sekundy cały film z tego snu.

„ Miałem spotkanie z mężczyzną . Nie pozwolono mi zapamiętać jego wizerunku. Skojarzenie i poczucie tuż po odsłonięciu miałem iż był to ktoś bardzo ważny z chrześcijańskiej hierarchii. Moje przypuszczenie pozostawiam sobie. Przekaz Jego był mniej więcej taki: „ To co robisz i jak rozumujesz aby zbliżyć się do Stwórcy – idziesz dobrym kierunku. Pamiętaj, tylko poprzez zgłębianie wiedzy, każdy sam może zbliżyć się do Stwórcy. Pamiętaj. Nie nauczaj lecz namawiaj do zgłębiania wiedzy – to jedyna droga.” To nie nauczaj było tak silnie wyartykułowane , abym w kontaktach z kimkolwiek nie starał się przekonywać do jakichkolwiek moich racji, lecz wymieniał się informacjami które można we własnych umysłach analizować.
Fałszywych proroków i nauczycieli było i jest mnóstwo. Zdobyta wszechstronna, głęboka niczym nie skażona wiedza , nie musi się bronić, lecz z pewnością w jakiś sposób ukierunkuje każdego z nas w podobnym wektorowo kierunku. Tak uważam. Pozdrawiam.


[...] Spotkalo mnie cos podobnego i rowniez mnie zaniepokoilo. Bylo to w miejscu publicznym, w bibliotece. Siedzialam przy komputerze i cos tam czytalam. Nagle oderwalam uwage od komputera i tak jakby ktos zciagnal mnie swoim wzrokiem, popatrzylam przed siebie. W odleglosci moze 15 metrow ode mnie siedzial mezczyzna wygladajacy normalnie jak czlowiek z wyjatkiem ze z jego oczu uderzalo swiatlo jak dwie zlote nitki lasera ktore padaly na moje pluca. Zamarlam. Gdyby to zdazylo sie w moim mieszkaniu umarlabum ze strachu, ale w miejscu publicznym sie nie balam. Popatrzylam na ludzi dookola, wszyscy zajeci swoimi pracami, nikt nic nie widzial.

Tak wygladalo ze tylko ja go widze. Spuscilam glowe, patrzylam chwile w komputer, pochwili podnioslam glowe. Zobaczylam ze on wciaz jest i patrzy tymi " laserowymi oczami". Kiedy za trzecim razem podnioslam glowe z za komputera juz go nie bylo. Po kilku dniach bylam chora.

Dostawalam taki atak kaszlu ze zaden syrop nie pomagal. Musialam isc do lekarki, dopiero po wzieciu antybiotyku przez piec dni ten okropny kaszel ustapil. Nigdy wczesniej nie pamietam chorowac na tak meczacy kaszel. Minelo moze 8 lat od tego zdarzenia. Nie choruje wiecej. Pozdrawiam serdecznie.

[...]



zwiń tekst



Mój sen sprzed dziesięciu lat
Śr, 16 mar 2022 04:31 komentarze: 3 czytany: 2938x

[e-mail z opisem snu trafił 13 lutego b.r.] Witam Szanowną Załogę :) Zastanawiałem się czy dzielić się z kimkolwiek moim snem sprzed dziesieciu lat... No ale w końcu z kim jak nie z Wami. Miewam sny "tego typu" od bardzo dawna. Jedne się sprawdziły, między innymi 9.11, tragiczne trzęsienie ziemi we Włoszech (ale o tym nie dziś) a inne jakby czekają na swoją kolej.. W każdym razie do rzeczy: Jak wspomniałem.......

czytaj dalej

[e-mail z opisem snu trafił 13 lutego b.r.] Witam Szanowną Załogę :) Zastanawiałem się czy dzielić się z kimkolwiek moim snem sprzed dziesieciu lat... No ale w końcu z kim jak nie z Wami. Miewam sny "tego typu" od bardzo dawna. Jedne się sprawdziły, między innymi 9.11, tragiczne trzęsienie ziemi we Włoszech (ale o tym nie dziś) a inne jakby czekają na swoją kolej.. W każdym razie do rzeczy: Jak wspomniałem sen miał miejsce przed dziesięciu laty. Śniło mi się że byłem u rodzicow w domu, nagle za oknem zauważyłem krwisto czerwone niebo a na jego tle leciało setki rakiet i wiedziałem że są to rakiey z głowicami nuklearnymi. Pamiętam moje przerażenie w tym śnie, przeświadczenie że to już koniec...

Nie wiedziałem co konkretnie znaczył ów sen, ale dziś zastanawiam się czy to czerwone niebo to nie symboliczne przedstawienie Rosji i wydarzeń które nadejdą być może za kilka dni.. Pozdrawiam Was wszystkich [...]


[...] Sny Prorocze.

Od paru miesięcy miewam prorocze sny.
Jakiś czas temu śniła mi się poniższa scena.

Byłem obserwatorem. Widziałem człowieka, który jest stary ciałem a młody duchem. Kąpał się w przeręblu, nagle lodowe wilki zaczęły wciągać go pod wodę, a jego twarz ze strachu tak jakby wyschła, pod wodą. Był to dość dziwny sen. Następnego dnia internet obiegła informacja o tym, że pod lodem zginął znany Youtuber Apetor. Wiem, że być może to zbieg okoliczności, ale ostatnio przyśniło mi się, że spotkam dawno niewidzianego znajomego i tak też stało się kilka dni później.

Dziękuję za waszą działalność i pozdrawiam.

[...]



zwiń tekst



TE DWA ŁUKI SIĘ DO SIEBIE ZBLIŻAŁY! - relacja zakonnicy o obserwacji UFO w 1969 roku
Pon, 14 mar 2022 04:50 komentarze: 1 czytany: 2038x

[...] Dzień dobry. W załączeniu przesyłam relację mojej siostry, która jest  zakonnicą i osobą poważną i po studiach, bez skłonności do fantazji. Osobiście jej wierzę, sama również miałam dziwne/niewiarygodne zdarzenie w 1969 roku, chociaż zgoła odmienne. Relacja dotyczy roku 2019, ale co do daty musiałabym się upewnić. Miałam już wtedy do Was napisać (właśnie dlatego skłoniłam ją do spisania.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. W załączeniu przesyłam relację mojej siostry, która jest  zakonnicą i osobą poważną i po studiach, bez skłonności do fantazji. Osobiście jej wierzę, sama również miałam dziwne/niewiarygodne zdarzenie w 1969 roku, chociaż zgoła odmienne. Relacja dotyczy roku 2019, ale co do daty musiałabym się upewnić. Miałam już wtedy do Was napisać (właśnie dlatego skłoniłam ją do spisania tej relacji), ale odpuściłam. Dopiero ostatnie spotkanie "Projekt Kontakt" zmobilizowało mnie do napisania tego maila.
Jeżeli będziecie Państwo zainteresowani tematem, proszę o informację mailową. Co do spotkania ze siostrą, będzie to sprawa dosyć drażliwa głównie, że jest zakonnicą i mieszka w klasztorze, ale myślę, że po odpowiednim przygotowaniu możliwa.
Orginały zapisków są w moim posiadaniu.

Z poważaniem
[dane do wiad. FN]





 

 

W serii XXI PIĘTRO - Twoja historia zamieściliśmy opowieści o dziwnych historiach p. Danuty Dudzik.

https://www.nautilus.org.pl/xxi-pietro,1363,podroz-autokarem-z-przyszlosci---przypadek-podrozy-w-czasie.html

Okazuje się, że jej historii jest znacznie więcej.

From: [...]
Sent: Saturday, March 12, 2022 6:35 PM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Przypadek Danuty Dudzik cz. 2

 

"Kwantowa Rzeczywistość" - Danuta Adamska - Rutkowska

Danuta Dudzik

 

Kaseta z przyszłości i schody po niewłaściwej stronie

Pewnego razu byłam na prywatce u koleżanki w jednej z pobliskich wsi, gdzie kilkakrotnie doświadczyłam przedziwnego wymieszania bieżących zdarzeń z tymi dotyczącymi przyszłości. Ze starego magnetofonu płynęły nagrania, które wtedy były na topie. Ktoś założył nową kasetę. Nagranie było liche, słychać było trzaski, zacinało się i nie można było go słuchać. Kolega zapytał: - Czyja to kaseta, co tam jest nagrane? Odtwarzanie zatrzymano, a ja nagle wtrąciłam się do rozmowy: - Jak to, nie znacie? Zostawcie Titanica. Rozległy się śmiechy: - Jakiego Titanica? Odpowiedziałam: - Nie wiecie? To zatopiony statek. Zaczęłam nucić tę piosenkę. W końcu pomyślałam, że coś mi się chyba pomyliło, może uczyłam się za dużo historii /był wtedy rok 1981, a to nagranie zespołu Lady Pank powstało znacznie później/.

Zaraz po zmianie tematu rozmowy opowiedziałam nagle koledze o znanym wszystkim miejscu przy głównej drodze. Stwierdziłam, że są tam koniki i namiot wojskowy. Znów spowodowałam wybuch śmiechu: - O czym ty mówisz? Czułam się dziwnie, jakbym nie ja to mówiła, i zareagowałam ostro, odzywając się podniesionym głosem do kolegi: - Nie denerwuj mnie, będziesz tamtędy jeździł w odwiedziny do domu rodzinnego, wcześniej wyjedziesz stąd i ożenisz się z (tu podałam imię i nazwisko dziewczyny, słabo mi znanej),  a jak będziesz tamtędy przejeżdżał, to dobrze się przyjrzyj, czy będą koniki i namiot, czy nie!

Dwadzieścia parę lat później sama tamtędy przejeżdżałam. Zauważyłam gospodarstwo agroturystyczne, namioty wojskowe i konie na wybiegu. Kolega rzeczywiście ożenił się z tą wskazaną przeze mnie dziewczyną i wyjechał. Wcześniej, parę lat po tej prywatce, analizowałam to, co podczas niej się wydarzyło, i zastanawiałam się, czy czasem ta dziwna kaseta nie znalazła się tam przeze mnie. Tuż przed wyjściem z domu byłam skupiona na przygotowaniach, przyjechali po mnie koledzy, więc pewnie przez to umknął mojej uwadze istotny fakt. Mój ojciec lubił pomagać sąsiadom w naprawach różnych sprzętów i urządzeń elektrycznych, zdarzała się i naprawa radioodbiorników czy telewizorów. Właśnie wtedy przyszła do naszego domu kobieta z dziwnym radiomagnetofonem. Wzięłam ją za kogoś mieszkającego w domkach letniskowych, które znajdowały się nieopodal. Tato zaczął oglądać ten odbiornik i głośno komentował, że nie zdoła go naprawić, ponieważ jeszcze nie widział takiego radia. O ile dobrze zapamiętałam, nie mógł znaleźć w nim tranzystora i innych części. Nawet wtyczki do gniazdka nie chciał początkowo włożyć, gdyż obawiał się, że to jakaś zabawka. Włączył jednak to radio i pamiętam, że zatrzeszczało. Ta kobieta wychodziła z domu razem ze mną. Trzymała w ręku kasetę, coś o niej mówiła i prawdopodobnie mi ją wcisnęła. Teraz, po latach, wiem jak wiele zmieniło się w elektronice. Gdyby pokazać dzisiejszy sprzęt radiowy komuś w minionym czasie, pewnie jego reakcja byłaby taka sama jak wtedy mojego ojca.

Podczas tej samej prywatki znalazłam się też nagle w jakiejś innej rzeczywistości, nałożonej na tę, której doświadczali inni. Zbiegłam po schodach z pierwszego piętra, ale te „moje” schody znajdowały się po drugiej stronie domu. Inni uczestnicy prywatki widzieli właściwe schody i po nich schodzili. Oglądający mój „wyczyn” świadkowe zdarzenia odnieśli wrażenie, że frunęłam w powietrzu. Próbowali wymyślać przeróżne racjonalne wyjaśnienia, np. wykorzystanie przeze mnie wgłębień w murze, o które sprytnie zaczepiałam stopami. Tymczasem ja dobrze widziałam, po czym zbiegałam, odczuwałam stopnie pod stopami tak, jakby naprawdę tam wtedy istniały. Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości. Wychodząc na mały balkonik bez poręczy, wyraźnie widziałam schody, ku którym się skierowałam. Nikt nie mógł zrozumieć, jak dokonałam tego wyczynu i jak to się stało, że nie spadłam.

 

 

Zimna rozżarzona blacha i wypadek, którego nie było

Podobne zdarzenie miało miejsce, gdy latem 1984 roku przyjechałam do domu rodzinnego ze swoim małym dzieckiem na odpoczynek. Wieczorem odwiedził nas niespodzianie jeden z kolegów, który był świadkiem poprzednich wypadków. Usypiałam synka, ale usłyszawszy jego głos, weszłam do kuchni. Stołki były zajęte, przy stole siedzieli rodzice, zatem oparłam się o kuchenny piec kaflowy i nieomal na nim usiadłam. Usłyszałam wtedy: - Co ty robisz, odsuń się od tego pieca! Spojrzałam za siebie. Blacha była pusta, piec zimny. Nie wiedziałam, o co im chodzi. Zauważyłam dziwne spojrzenia, niepokój i brak zrozumienia dla mojego zdumienia. Zaczęłam żartować i przyciskać obie dłonie do zimnej płyty, wyraźnie czując chłód. Kolega zerwał się ze stołka, przyskoczył do mnie i uchwycił moje ręce, odciągając mnie stamtąd. Mama z drżeniem w głosie kazała mi odwrócić dłonie, aby sprawdzić, czy nie są dotkliwie poparzone. Nie było na nich żadnego śladu kontaktu z gorącą blachą.  Nadal nie wierzyłam w ich opowieści i zachęcałam kolegę do dotknięcia płyty, by uwierzył mi, że nie jest gorąca. Poczułam, jak drgnął, wyrywając rękę z mojego uścisku, gdy ciągnęłam ją w tamtym kierunku. Jak się okazało, w piecu palił się ogień, blacha rozgrzana była niemal do czerwoności, ponieważ mama chciała przygotować gorącą kolację.

Nieco później pożegnałam się z kolegą. Poczułam się źle. Być może przez to całe zamieszanie bardzo rozbolała mnie głowa. Dziecko już spało, a ja położyłam się w tym samym pokoju, próbując przeczekać ból. Po pewnym czasie usłyszałam za oknem, tuż obok domu, jakieś gorączkowe rozmowy prowadzone podniesionymi głosami. Po chwili do mojego pokoju wbiegła kuzynka. Zmieszała się na mój widok i zatrzymała nagle, jakby napotkała niewidzialną przeszkodę. Zaczęła się nerwowo tłumaczyć. Widać było, że nie rozumie tego, co widzi, i nie wie, jak przekonująco wyjaśnić swoje wtargnięcie. Usłyszałam od niej, że przybiegła do pokoju na prośbę mojej mamy, aby zaopiekować się moim dzieckiem, ponieważ ja rzekomo siedziałam przed domem z rozbitą głową. Skoro ja jednak byłam cała i zdrowa, ona chciała szybko wrócić do swojego domu, ponieważ też ma małe dziecko i wychodząc, pozostawiła je pod opieką młodszej siostry. Byłam zdumiona, roześmiałam się, stwierdzając: - To niedorzeczne!

Zamknęłam oczy, wciąż byłam otumaniona bólem głowy, ale raczej nie usnęłam. W jakiś dziwny sposób wzięłam teraz udział w opowiedzianych mi przed chwilą wypadkach. Miałam pełną świadomość, że to jest projekcja, bo zobaczyłam tę samą scenę jakby z dwóch punktów widzenia, tzn. widziałam siebie z góry i jednocześnie czułam, że znajduję się na ziemi, opierając się na rękach. Siedziałam przed domem pod dużą, starą czereśnią. Chciałam wstać, ale byłam zbyt słaba. Miałam głęboką ranę pod okiem. Z boku głowy po prawej stronie widać było wgniecenie w czaszce i mocno krwawiłam. Stała tam moja mama i kolega, który u nas gościł. Zaprotestowali, widząc moje wysiłki. Zawołali, abym się nie ruszała, bo przecież ledwo dowlokłam się do tego miejsca. Nie chciałam tam jednak zostać, nie miałam zamiaru siedzieć spokojnie i czekać, aż oni wezwą pogotowie. Wyrywałam się im, chociaż nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Pragnęłam jak najszybciej wejść do domu, do dziecka.

Tę wizję przerwało nagłe otwarcie drzwi. Tym razem weszła do pokoju mama i pożegnany wcześniej gość. Nie chciałam z nimi rozmawiać, nadal bardzo źle się czułam i potrzebowałam spokoju. Struchlałam, gdy oni zaczęli mi opowiadać mi to moje przywidzenie sprzed paru chwil. Patrzyłam na nich, na ich przerażone miny i zaczynałam tracić rozeznanie w sytuacji, nie wiedziałam, co jest prawdziwe, a co nie. W końcu zaintrygowało mnie to. Mama z niedowierzaniem przyglądała się mojej głowie, a kolega prawie się nie odzywał, wtrącając tylko pojedyncze słowa. Na oparciu krzesła zawieszona była moja bluzka, nie zdążyłam jej jeszcze schować. Mama wzięła ją do rąk, oglądała ze wszystkich stron i nagle dała wyraz emocjom. – To przecież jest ta sama bluzka, którą miała na sobie. Popatrz, czyściutka, a była cała pokrwawiona! – zwróciła się do kolegi cała roztrzęsiona. – Co tu się dzieje? Wybiegli, sprawdzając coś na dworze, po czym zaraz wrócili, powtarzając: - No tak, i tam ani śladu. Ani śladu.

I wtedy przydarzyło mi się to samo, co miało miejsce wcześniej na tamtej prywatce. Zaczęłam mówić o takich sprawach, o jakich nie mogłam wtedy wiedzieć. Czułam się tak, jakbym nie ja wypowiadała te słowa. Wygłaszałam swoją opinię takim tonem, jakbym drwiła i wyśmiewała ich opowieść, ale analizując te zdania po upływie długiego czasu, uważam, że nie mogły być przypadkowe. Stwierdziłam, że skoro miałam rozbitą głowę, na pewno nie chciałabym mieć szytej rany, bo pozostałaby mi duża blizna. Wolałam więc skorzystać z możliwości bardziej nowoczesnej medycyny, gdyż jak w przeciwnym wypadku bym wyglądała? Przerwano mi natychmiast pytaniami: - Co ty mówisz, co ty wygadujesz? A ja ciągnęłam dalej, że tam przeprowadzane są operacje laserowe, podczas gdy tu nikt nie ma o tym pojęcia. To tam są specjaliści, którzy tak leczą chorych. Tu przecierpię tylko ból głowy, a tam mnie wyleczą i nie będzie żadnej blizny, żadnego śladu. – Gdzie jest to tam? Co to są operacje laserowe? – zapytał kolega. To był ten sam chłopak, który usłyszał podczas prywatki moją przepowiednię dotyczącą jego przyszłej żony. Przypomniałam mu teraz swoje proroctwo, dodając jeszcze: - I będziesz mieć troje dzieci (dziś wiem, że to też przewidziałam trafnie).

Wypowiadałam słowa jak nakręcona katarynka. – Nie martw się – mówiłam – ja także będę mieć troje, ale ty nie będziesz mieć syna. Sama nie rozumiałam tego dziwnego słowa (laser), którego użyłam. Nie znaliśmy go jeszcze. Pominęłam to i rzuciłam, nie zastanawiając się nad tym, co mówię: - A tam jest w przyszłości. Pamiętam jeszcze, że zaczęli odnosić się do tych dziwnych wydarzeń z dystansem, a mama nagle ze śmiechem dorzuciła: - Nie, to już jest chyba koniec świata. Ja natychmiast podchwyciłam to zdanie i dodałam zupełnie bez sensu: - Och nie. Koniec świata będzie w grudniu, gdy w lesie będziemy zbierać świeże grzyby na Wigilię. Wreszcie rozeszliśmy się, zmęczeni i zrezygnowani, ogłupieni całą sytuacją i rozmową, która wydawała się tak bezsensowna. Chyba wszyscy zdawali sobie sprawę, że najbardziej potrzebuję spokoju, powinnam położyć się do łóżka i postarać się usnąć.

Tej nocy miałam sen. Był związany z wcześniejszą wizją wypadków rozgrywających się pod czereśnią, ale jego akcja toczyła się pod domem ciotki i brało w niej udział znacznie więcej osób. Zaraz po obudzeniu się rano opowiedziałam ten dziwny sen mojej mamie. Ona westchnęła jakby z ulgą. Powiedziała, że wszystko to były tylko zwidy, może nawet razem śniłyśmy. – Ale miałaś rozbitą głowę – dodała i ucałowała mnie, ciesząc się, że to wszystko nie wydarzyło się naprawdę. Ból głowy ustąpił i wydawało się, że wszystko znów jest w porządku. Minione wypadki jednak nie dawały mi spokoju. Zaczęłam rozmyślać o poprzednim dniu. Przypomniałam sobie przedpołudniowy spacer z dzieckiem w wózeczku po leśnych drogach i przed oczami stanęła mi scena, z którą nie mogłam sobie poradzić. Odrzucałam ją, ponieważ tak nie było i nie mogło być, choć tak dobrze ją pamiętałam i widziałam wyraźnie.

Przed wejściem do lasu spotkałam koleżankę, tę samą, która zawsze przysparzała mi kłopotów. Zdziwiłam się ponieważ nie powinnam jej tam spotkać. Nie mieszkała w tej miejscowości. Zaproponowałam jej, aby pospacerowała z nami. Przez myśl mi nie przeszło, że do czegoś może dojść, kiedy w pewnym momencie przystanęłyśmy przy niebezpiecznie wysokiej skarpie. Wyraźnie wtedy wyczułam, że przysuwa się do mnie z wściekłością, aby zepchnąć mnie w dół. Choć wcześniej stałam na drodze, opierając ręce na dziecinnym wózku, teraz oderwałam je od niego, bojąc się, że pociągnę ze sobą dziecko. O nie bałam się najbardziej. Jednocześnie poczułam, że się rozdwajam. Zobaczyłam obok siebie drugą mnie, zdając sobie jednocześnie sprawę że to nie ja. Wypadki musiały rozgrywać się błyskawicznie, ale ja patrzyłam na nie jakby w rozciągniętym czasie. Modliłam się gorąco w duchu, aby pomyliła się i zepchnęła tę zjawę, a nie mnie. I tak zrobiła, pomyliła się. Za chwilę dostrzegła, że uciekam z wózkiem drogą w dół, w stronę domów, krzyknęła z przerażeniem i pobiegła drogą przez las w przeciwną stronę.

Nie umiałam tych wspomnień poukładać, ciągle coś mi się w nich nie zgadzało. Wydawało mi się przez chwilę, że leżałam tam pod skarpą obok dużego kamienia, a przecież nie spadłam. W końcu zaczęłam wypytywać mamę o wypadki z poprzedniego dnia i przy jej pomocy wyłapałam jeden szczegół. Zwróciła mi uwagę, że w tym miejscu droga wcale nie biegnie tak blisko urwiska. Dzieli ją od brzegu skarpy parę metrów. Rzeczywiście tak było, a więc musiały to być halucynacje, może jakieś dręczące wspomnienia ze snu, bo tu wydarzyć się to nie mogło. Pamiętałam również, że gdy wróciliśmy z synkiem z tego spaceru, byłam spokojna i uśmiechnięta, nikogo obcego nie spotkaliśmy po drodze, tylko mieszkających w sąsiedztwie ludzi. Po wielu latach tamten krajobraz jednak się zmienił. Ziemia osunęła się ze skarpy, w wielu miejscach wyrządzając dużo szkód. Obecnie droga biegnie tuż przy samym urwisku. Skąd mogłam o tym wcześniej wiedzieć? Skąd wzięły się te niesamowite wizje, w których uczestniczyłam nie tylko ja, ale i moi bliscy? Czy braliśmy udział w epizodach alternatywnych wersji naszego życia?

 

Zestawienie wizji z rzeczywistością

Nie tak dawno spotkałam się z koleżanką, w której domu odbywała się niegdyś prywatka. Celowo wypytywałam ją o dom rodzinny i uzyskałam bardzo interesujące informacje. Dom został odremontowany, trochę przebudowany i schody z balkonu znajdują się dziś z innej strony niż w lipcu 1981 roku, gdy odbywała się impreza. Czy to przypadek? Chyba nie, bowiem dowiedziałam się również o pracach melioracyjnych związanych z regulacją rzeki i jakąś dużą inwestycją w tamtej miejscowości, w której kiedyś byłam na zabawie. Kanału, który się tam wtedy znajdował, dziś już nie ma. Myślę, że wszystkie zdarzenia „zapisane są” już gdzieś w postaci poszczególnych wydarzeń, scen, wycinków życiorysu. Gdzieś istnieją choćby jako prawdopodobne możliwości i są gotowe do wykorzystania. Wydarzenia układałyby się więc niczym koraliki na sznurku, a my wybieralibyśmy z tego, co już jest, i układalibyśmy różne sekwencje. Może czasem zdarza się, że sięgamy po inny koralik, niepasujący do danego momentu na linii czasu. Bywa, że pozwala to nam uniknąć niebezpiecznej przygody, a czasem być może jest to ingerencja nieznanego czynnika, co sprawia, że zwracamy na coś naszą uwagę.

Mam wrażenie, że w moim życiu dochodziło do takich działań, kiedy ktoś – lub coś – próbował zmienić nakreślony mi scenariusz. Jednocześnie coś dostarczało mi energię, która pozwalała mi obronić się, wyrwać z tego zakłócenia i powrócić do zwykłej, znanej mi rzeczywistości, a nie zagubić się w tej nieznanej. Wydaje mi się, że gdybym była w stanie istnieć po zerwaniu więzi z obecną rzeczywistością, mogłabym nawet pozostać w tej wybranej. Podobnie działo się z przedmiotami, z którymi weszłam tam w kontakt. Zauważyłam, że gdy uznała je za część aktualnej rzeczywistości, to te rzeczy pozostawały, ale w wyniku mentalnego odrzucenia znikały. Tak działo się ze wszystkim w rzeczywistości, którą postrzegałam. Warto zaznaczyć, że odbiór tych obrazów niczym nie różnił się od zwykłego postrzegania rzeczywistości, w której co dzień żyjemy.

Odnoszę wrażenie, że nasze wyobrażenia o sobie to tylko skutek naszych przekonań i odczuwania bycia takimi, jakimi się wydajemy. Obserwujemy zmiany w naszym wyglądzie zachodzące w czasie, ale wcale nie odczuwamy, że rośniemy, tyjemy, starzejemy się. O tym, że coś się zmienia, informuje nas porównywanie siebie z zapamiętanym wcześniej obrazem. W światach równoległych jesteśmy dokładnie tacy sami, nawet jeśli dokona się skok czasowy. Potrafimy też poczuć się syci, gdy nasz świadomość zarejestruje tam czynność spożywania posiłku. Mogłabym przypuszczać na tej podstawie, że naszą rzeczywistość tworzą ciągi ruchomych klatek różnych filmów, gdzieś istniejących, zapisanych i trwałych. Czyżby moja świadomość przemieszczała się między nimi? Czy taki film może się czasami przerwać, kadry się wymienią i tracimy rozeznanie tego, co jest w końcu prawdą, a co nie? Czy w takim razie istnieją też takie sekwencje zdarzeń, które nigdy w naszej świadomości nie zaistniały i nie zaistnieją, a jednak gdzieś są i w jakiś sposób w nich również bierzemy udział?

Gdy sama świadomość dokona przeskoku w inny czas, jesteśmy w stanie wypowiadać słowa niepochodzące z zasobów świadomości, którą uważamy za aktualną, ale z tej innej, o której nie powinniśmy nic wiedzieć. Sprawia to takie wrażenie, jakbyśmy w życiu dobierali poszczególne zdarzenia ze światów równoległych, istniejących gdzieś poza czasem. Zmieniając nasze decyzje, być może nawet tworzylibyśmy w ten sposób jakąś nową wersję rzeczywistości, bo można odnieść wrażenie, że przypomina ona dynamiczną matrycę, wypadkową wielu planów. Być może nawet to, co już było, może zostać zmienione.

 



zwiń tekst



Odwrócił głowę i zobaczył swoją babcię martwo patrzącą się w jego stronę
Nie, 13 mar 2022 10:25 komentarze: brak czytany: 1727x

Witam ponownie.  Czytając ostatni artykuł o nawiedzonych miejscach przypomniała mi się historia babci mojego dobrego przyjaciela. Rzecz miała miejsce w [...], jakoś na przełomie zima-wiosna bodajże 2005, w sprawie tej uczestniczyło wiele osób, w tym policja oraz Wasz dobry znajomy Pan Jackowski. W skrócie przytoczę tę historię.Otóż, babcia mojego przyjaciela (P.[...]) była chora na cukrzycę i.......

czytaj dalej

Witam ponownie.  Czytając ostatni artykuł o nawiedzonych miejscach przypomniała mi się historia babci mojego dobrego przyjaciela. Rzecz miała miejsce w [...], jakoś na przełomie zima-wiosna bodajże 2005, w sprawie tej uczestniczyło wiele osób, w tym policja oraz Wasz dobry znajomy Pan Jackowski. W skrócie przytoczę tę historię.
Otóż, babcia mojego przyjaciela (P.[...]) była chora na cukrzycę i miała Alzheimera. Któregoś dnia wyszła z domu i po prostu już nie wróciła. Razem z całą rodziną mieszkała obok lasu, więc tam rozpoczęto poszukiwania. Zaingerowano w to wszystkich znajomych, rodzinę no i policję. Jednak bezskutecznie, aż postanowiono zwrócić się o pomoc do Pana Jackowskiego. Niestety i on nie zdołał odnaleźć babci, podobno widział ją w swoich wizjach gdzieś leżącą w rowie przy drodze, ale i tak nie udało się odszukać jej ciała.

Jakiś czas później, kiedy sprawa "ucichła" (w telewizji, oraz przestano wierzyć w to, że babcia może jeszcze żyć), mój przyjaciel zaczął miewać dziwne wizje.
Opowiadał mi, że któregoś wieczoru, kiedy leżał w łóżku miał wrażenie, że ktoś stoi na balkonie..odwrócił głowę i zobaczył swoją babcię martwo patrzącą się w jego stronę. Ten, oniemiały z wrażenia, sparaliżowany ze strachu, odwrócił się twarzą do ściany i próbował zasnąć, jednak myśl, że tym razem ktoś stoi mu za plecami uniemożliwiała mu to. Pamiętam, kiedy mi to opowiadał...był w takim szoku, praktycznie cały się trząsł..nigdy nie widziałam go w takim stanie, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że Krzysiek jest raczej opanowanym człowiekiem i niełatwo mu okazywać uczucia !

Kolejna sytuacja przytrafiła się, krótki czas po ostatnim zdarzeniu. Za dnia przyjaciel rozpalał ogień w sąsiednim budynku (takim świeżo postawionym, kiedy odwrócił głowę i spostrzegł w oknie babcię, która znów wpatrywała się w niego takim martwymi oczami...

Ostatni motyw pojawił się, kiedy przyjaciel wyjechał na coś w rodzaju seminarium kościelnego, wtedy również widział babcię ( w biały dzień) ale już z daleka i nie tak wyraźnie jak poprzedniego razu.

Pamiętam jak opowiadał również, że jego dziadek (mąż zaginionej) często widuje babcię przechadzającą się po ich podwórku...
Nie wiem, może przez to, że babcia się Krzyśkowi ukazywała (w dość krótkich odstępach czasu) chciała coś mu przekazać, albo naprowadzić na jakiś trop czy coś. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć, ciała do tej pory nie odnaleziono.

Być może Pan Jackowski coś jeszcze pamięta z tej sprawy, ja opowiadam, tak jak słyszałam od przyjaciela. Chciałabym tylko prosić, że w razie gdybyście mieli opublikować ten materiał, nie podawali miejscowości oraz imion i nazwisk podanych osób.

Dziękuje i pozdrawiam :)
do usłyszenia.

[...]


[...] Na wstepie chcialabym sie przedstawic,mieszkam w niemczech juz przeszlo 30 lat,jeszcze nigdy nie widzialam cos takiego jak teraz ogladam,pisze do panstwa w zaufaniu bo szczerze mowiac,nie wiem do kogo mam sie zwrocic,wasza strone odkrylam przed paroma dniami,bo szukalam kogos kto zna sie na takich sprawach,albo ewentualanie moze dac mi kontakt z kims kto zajmuje sie zmarlymi.duchami.Nie wiem cos niedobrego dzieje sie w w domu.W maju zmarl moj ziec, z poczatku bylo spokojnie.ale od niedawno jest dziwna atmosfera,czuje to,mam takze koty,w domu i w garazu ktore dokarmiam.jeden z nich dziwnie sie zachowuje,a ostatnio nawet nie nocuje,tylko przychodzi rano po karme.Nie mozna tak dokladnie wszystkiego opisac,ale np.swieczki ktore zapalam plona bardzo nerwowo niespokojnie przy tym na scianie powstaja,dziwne zjawiska,w srodku swieci strasznie iskrzy i nawet brzegi sa spopielone,jezeli jest to swieca np. w szle zapachowa.itd zrobilam pare zdjec z handy i jest to naprawde bardzo dziwne,na przykad gotowalm makaron,woda nie rozlala sie z garnka,spod byl czysty a na piecu byla blyskawica z rdzy.

Twarz ktora na krotko ukazala sie mi na kafelkach podlogowych w kuchni,stukanie dwa razy w komode ,a potem silny stukniecie w mebloscianke i w komputerze widze jak mi ktos przeszkadza,slyszac niezrozumiale odlosy,nie zawsze ale lubie mnie ktos denerwowac,i to bardzo,ktoregos razu gdy wyszlam przed dom,a bylo to juz pod wieczor ,widzialam jak od mojego miejsca gdzie stalam ,odlecialo cos w niebo wygladalo to jak swietlista blyskawica,na kafelkach w kuchi widze cos jasnego nie to nie jest zaden cien, czy cos w tym rodzaju,razem z corka kazda swoim hany zrobilysmy krotkie ujecia,tam sie cos poruszalo,trudno mi to okreslic,to wyglada jakby to byl jakis okragly przedmiot, moze tak to opisze,obok jakas twarz, corka mowila ze wyglada dziwnie jakby jacys obcy,albo to tylko ciala astralne nie wiem.Mialam juz duzo roznych dziwnych znakow,pokazywalam mezowi ale on nie wierzy w takie rzeczy,choc osobiscie byl swiadkiem,gdy byl na cmentarzu z corka to on jest ta wdowa i slyszeli krotkie stukanie zza grobu,bylo to 3 razy,maz corki zmarl w maju tego roku.Jest pochowany na cmentarzu w lesie.bo byl czlowiekiem ktory kochal nature przyrode ptaki .Naturfriedhof St. Ursula bei Alsleben tak nazywa sie ten cmentarz,bo tylko urny wiec,nie ma ciala,to jakim sposobem stukanie z ziemi Innym razem byl to tylko jeden raz jak bylam z corka ,uslyszelismy przerazajacy krzyk,krotki przed jego grobem,a potem mozna bylo wyczuc,ze sie oddala,bylo to straszne przezycie,,Zaznaczam ze grob,choc w lesie jest regularnie przez nas odwiedzany i dbamy o jego miejsce.

Mam pare dziwnych zdjec,itd.ale nie wiem z kim sie skontaktowac.Tego nie mozna tak dokladnie opisac,nie jestem takze nawiedzona ,nie mam zadnych innych chorob psychicznych.Halucynacji itd..jestem osoba wierzaca,nie mam wstretu do krzyza sw.Pana Boga,modle sie normalnie,wiec chyba to nie jest opetanie przez demony,tak przynajmniej mysle.To co widzialam,u nas widziala takze corka,ale u niej w domu takze byly juz dziwne rzeczy..balam sie do panstwa napisac,bo komu mam o tym opowiedziec,kazdy inny pomysli,ze mam cos z glowa,bo niestety tak reaguje wiekszosc spoleczenstwa.Przez to wszystko oczywiscie stracilam nerwy,bo nie wiem dlaczego sie tak dzieje,moga to byc istoty astralne,ale to tylko moja opinia,taka z obserwacji,przepraszam ze tyle napisalam ale naprawde nie wiem do kogo,mozliwe ze znaja panstwo kogos kto moglby mi wiecej pomoc,dziekuje za przeczytanie i przepraszam ze pisze takim tekstem,ale to z niemieckiej klawiatury..z powazaniem [...]

[...]



zwiń tekst



Podróż autokarem z przyszłości - przypadek podróży w czasie?
Sob, 12 mar 2022 04:22 komentarze: 3 czytany: 2452x

[...]Pod koniec lat 70. Powrót z niedzielnego pobytu u rodziców wiązał się z trudnościami dojazdowymi do miejscowości, w której się uczyłam. Podróż przebiegała etapami. W jednym z podkrakowskich  miasteczek przesiadałam się i spotykałam z grupą, która codziennie dojeżdżała stamtąd do mojej szkoły. Poniedziałek był okropnym dniem na taką podróż w tamtych czasach, pekaesy kursowały niezbyt często.......

czytaj dalej

[...]Pod koniec lat 70. Powrót z niedzielnego pobytu u rodziców wiązał się z trudnościami dojazdowymi do miejscowości, w której się uczyłam. Podróż przebiegała etapami. W jednym z podkrakowskich  miasteczek przesiadałam się i spotykałam z grupą, która codziennie dojeżdżała stamtąd do mojej szkoły. Poniedziałek był okropnym dniem na taką podróż w tamtych czasach, pekaesy kursowały niezbyt często, spóźniały się, nierzadko trudno było wsiąść z powodu braku miejsc. Tak stało się i tamtym razem, trzeba było czekać na kolejny autobus pojawiający się dopiero o godz. 8.20. Stojąc na przystanku, zauważyłam wtedy podjeżdżający piękny, kolorowy autokar, który zatrzymał się.

Podbiegłam do niego, ktoś z niego wysiadał, zapytałam kierowcę, dokąd jedzie i czy mogłabym się z nim zabrać do owej miejscowości. Zgodził się. Gdy obejrzałam się do tyłu, nie mogłam dostrzec kilku osób, z którymi stałam na przystanku, natomiast nie wiadomo skąd pojawiło się bardzo dużo innych ludzi. Autokar był wygodny, luksusowo wyposażony, nie przypominał zupełnie znanego mi środka komunikacji. Pomyślałam, że może to jakaś wycieczka zagraniczna, ponieważ przystanek znajdował się na trasie Zakopane – Kraków.

Zorientowałam się, że dzieje się coś dziwnego, gdy spróbowałam zapłacić za przejazd. Nie miałam drobnych, wiedziałam, że na mój zwykły bilet nie pojadę, bo nie jest to pekaes kursowy. Najmniejszy nominał, jaki miałam, to była czerwona stówka, podczas gdy cena zwykłego biletu bez żadnej zniżki wynosiła wtedy 5 zł. Podałam kierowcy banknot, a jego reakcja zupełnie mnie zaskoczyła. Oczekiwałam wydania reszty, tymczasem kierowca rzucił pieniądze na deskę rozdzielczą i krzyknął: - Czym ty mi płacisz? Coś takiego… Skoro wsiadłaś, to już jedź!

Banknot pofrunął i utknął zbyt daleko ode mnie, bym mogła go zabrać z powrotem. Zrobiło mi się przykro, czułam też na sobie spojrzenia pasażerów i ich drwiące uśmiechy. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Byłam stremowana, spięta, zszokowana. Nie patrzyłam na drogę, chciałam jak najszybciej dojechać na miejsce i wysiąść.

Autokar zatrzymał się na przystanku, ale przed dużym skrzyżowaniem dróg w miejscowości, do której jechałam. Gdy wysiadałam rzucił mi się w oczy inny wygląd tego miejsca, chodniki były szersze, ale nie przyglądałam się zbytnio. Spieszyłam się, bo do przejścia miałam jeszcze spory odcinek drogi. Przybyłam do szkoły na czas. Lekcje zaczynały się o godzinie ósmej. Pozostałe osoby, które zostały na tamtym przystanku, przyjechały godzinę później. Miały do mnie pretensje, że wypatrzyłam znajomego z samochodem i nie zabrałam ze sobą nikogo. Nikt nie zauważył tego wielkiego, pięknego autokaru, który zatrzymał się im przecież tuż pod nosem. Stałam się potem przedmiotem drwin, kawałów, śmiechu, co nie sprzyjało koleżeńskim relacjom.



 
Pierwsza przygoda z bilokacją

Uważam, że w dzieciństwie miałam doskonałe warunki do tego, by rozwijać swoje umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Wokół było dużo przestrzeni, wiele niełatwych do pokonania odcinków leśnych i różnych niedostępnych miejsc, w których mogłam do woli się sprawdzać. Nie musiałam ich specjalnie szukać. Te miejsca były blisko mojego domu i dobrze je znałam. Lubiłam przemierzać szuwary, gąszcze, wąwozy, chaszcze i grzęzawiska. Zawsze chodziłam tam, gdzie najtrudniej, gdzie najbardziej stromo. Lubiłam zbiegać z najwyższej góry lub turlać się z niej po trawie, a wszystko to było możliwe dzięki ukształtowaniu terenu wokół mojego domu. Nie obyło się przy tym bez przykrych w skutkach wypadków. Jeden z nich miał miejsce w połowie sierpnia 1971 roku. Po wakacjach miałam pójść do trzeciej klasy, ale któregoś dnia wspinałam się w niebezpiecznym miejscu i będąc już prawie na samej górze, przytrzymałam się małego drzewka, niezbyt silnie ukorzenionego w piaszczystej, suchej glebie. Zjechałam wraz z nim daleko w dół, ocierając się o ostre kamienie  i niepotrzebne rupiecie bezmyślnie przez kogoś wyrzucone, a znajdowały się pomiędzy nimi kawałki blachy i potłuczone szkło. Nie było wyjścia, musiałam wołać o pomoc. Tato wraz z sąsiadem wynieśli mnie stamtąd, ale miałam mocno poranioną nogę i obficie krwawiłam. Trzeba było wezwać pogotowie.

Nie była to wtedy prosta sprawa, bo najbliższy telefon znajdował się w odległości około czterech kilometrów. Tato popędził tam na swoim motocyklu. Wreszcie z rozprutą do kości, na całej długości uda, lewą nogą trafiłam do szpitala. Pamiętam pochwały lekarza na temat mojej dzielności, ponieważ umiałam znosić ból, chociaż nogę zszywano mi prawie bez znieczulenia. Rana była mocno zabrudzona ziemią i być może została oczyszczona niedokładnie, to nie chciała się goić. Po zdjęciu szwów zaczęła rozchodzić się i ropieć. Czekało mnie długie leczenie, aby nie dopuścić do jeszcze większych komplikacji. W rezultacie przez czterdzieści dni od rozpoczęcia roku szkolnego nie mogłam pójść do szkoły. Cały ten okres leżałam w domu, robiono mi zastrzyki, poddawano mnie wielu zabiegom i zmieniano opatrunki.

Zabroniono mi chodzić, a ja tak uwielbiałam wciąż gdzieś biec. Była to prawdziwa udręka. Nauczyciele nie przewidywali  trudności spowodowanych nieobecnością, ponieważ od najmłodszych lat przyzwyczajona byłam uczyć się sama. Tęskniłam jednak za szkołą, pragnąc jak najszybciej dołączyć do innych. Pewnego dnia odwiedziły mnie starsze koleżanki z nieprawdopodobną wręcz wiadomością. W szkole chodziły słuchy, że wagaruję. Widziano mnie pod szkołą z tornistrem na plecach, choć nie dotarłam na lekcje. Nauczycielka poleciła im to sprawdzić i stąd ich wizyta. W klasie było 18 uczniów, w całej szkole nie więcej niż 80, wszyscy doskonale się znali i nie było możliwości pomyłki. Tymczasem podobno nawet moja wychowawczyni wybiegła do mnie i rozmawiała ze mną przed budynkiem.

Moja mama wzburzyła się: Co to za bzdury, kto tak nakłamał? Domownicy wiedzieli, że z trudnością kuśtykam po domu, więc nie mogłabym dojść tak daleko. Nie mówiąc już o tym, że cały czas pozostawałam pod opieką i mama musiałaby zauważyć moje wyjście. Kto zatem miał przywidzenia? I czy były to tylko urojenia, czy kłamstwo? A jednak miałam jakieś niezbyt sprecyzowane wrażenie, że byłam pod bramą szkoły, rozmawiałam z dziećmi. Czy to był sen? Nie mogłam sobie tego dokładnie przypomnieć. Zmęczona i osłabiona często przysypiałam w ciągu dnia. Poza tym będąc tam, musiałabym wiedzieć o tym, pamiętałabym drogę do szkoły, a nie tylko mały fragment takiego zdarzenia. Rzeczywistość to rzeczywistość, a sen to sen. Byłam zbyt mała, by móc roztrząsać takie rzeczy. Nikomu innemu też nie udało się wtedy rozwiązać tej zagadki. /bilokacja/.

[...]


Dwie historie do działu XXI PIĘTRO trafiły dzięki naszemu czytelnikowi.

From: [...]
Sent: Friday, March 11, 2022 6:56 PM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Przypadek Danuty Dudzik

 Obecnie czytam pewną książkę zwianą z Fizyką Kwantową, i są tam różne historie polki – Danuty Dudzik, związane z przeskokami w czasie, alternatywnymi rzeczywistościami etc. Poniżej dwie historie które przepisałem.



zwiń tekst



Mieszkam w nawiedzonym domu
Wt, 8 mar 2022 04:29 komentarze: 1 czytany: 2693x

[...] Dzień dobry,mieszkam obecnie w miejscowości [...], powiat świecki, województwo kujawsko - pomorskie. Mój dom ma około 110 lat, mieści się bezpośrednio przy posesji, na której znajduje się kościół wraz z cmentarzem. Kaplica cmentarna, gdzie przechowuje się ciała zmarłych od zgonu do pogrzebu jest postawiona w ten sposób, że jej tylna ściana stanowi jednocześnie mur ogrodzeniowy mojej posesji........

czytaj dalej

[...] Dzień dobry,

mieszkam obecnie w miejscowości [...], powiat świecki, województwo kujawsko - pomorskie. Mój dom ma około 110 lat, mieści się bezpośrednio przy posesji, na której znajduje się kościół wraz z cmentarzem. Kaplica cmentarna, gdzie przechowuje się ciała zmarłych od zgonu do pogrzebu jest postawiona w ten sposób, że jej tylna ściana stanowi jednocześnie mur ogrodzeniowy mojej posesji.

Mój problem polega na tym, że w budynku ewidentnie manifestowane są zjawiska mogące świadczyć o obecności w nim innego bytu oprócz domowników. Są to głównie dźwięki zwykłego codziennego bytowania, odgłosy kroków, trzaskania drzwiami, krzątania się, np po kuchni, tj. przesuwania krzeseł, otwierania szafek, szuflad, stukanie sztućcami i zastawą stołową, pukanie do drzwi wejściowych.

Mało tego, niektórzy domownicy mają problem ze spokojnym snem, gdy we wspomnianej kaplicy przechowywane są zwłoki. Budzą się wtedy wielokrotnie w nocy bez wyraźnej przyczyny, odczuwają nieuzasadnione duszności, mają poczucie czyjejś nieokreślonej obecności.

Ponadto w 2015 roku jedna z domowniczek udała się na wizytę do ezoterysty (potocznie znanego jako jasnowidz) Tomasza Spodziewały z Grudziąca. Nie informowała go o żadnej z powyższych okoliczności gdyż udała się tam w całkiem innej sprawie. Pomimo to tenże niespodziewanie zapytał jej, czy jej dzieci widzą w domu duchy.

Zjawiska te mają miejsce przynajmniej od dziesięciu lat, wcześniej albo nikt się na nich nie skupiał, bo w domu zamieszkiwało znacznie więcej osób (w szczytowym okresie było to osiem osób) i być może dźwięki te ginęły wśród licznych odgłosów codzienności, wszak łączna powierzchnia domu to około 220 metrów, piwnica plus dwa piętra, sześć pokoi, dwie kuchnie i dwie łazienki. Albo też starsi, nieżyjący już domownicy z jakichś przyczyn nie wspominali o nich młodszym pokoleniom i spadkobiercom. Teraz jest tu zaledwie czterech stałych mieszkańców, z czego często zazwyczaj kogoś nie ma w domu z uwagi na pracę w systemie zmianowym. Tym łatwiej jest zweryfikować, że na pewno nikogo więcej w domu nie ma w danym momencie a czyjąś obecność ewidentnie słychać, odczuwa to wyraźnie każdy z domowników.

Odnosimy też nieodparte wrażenie, że dwa psy, które posiadamy, również reagują na manifestację innej obecności. Potrafią one zerwać się nagle zaaferowane, obserwować coś i ujadać na coś niewidocznego wewnątrz domu, po czym nagle zaskamleć i uciec spłoszone do innego pomieszczenia. Po ich zachowaniu ewidentnie widać, że reagują tak samo jak np. na nagłe wejście do domu kogoś obcego, np. listonosz, kurier czy inkasent, z tym, że w opisanych przypadkach szczekają na pustą przestrzeń.

Zjawiska te występują z częstotliwością mniej więcej raz na kilka tygodni. Konkretne przypadki z chęcią opowiemy na żywo lub przez telefon, jeśli to Państwa interesuje, gdyż opisanie ich zajęło by zbyt wiele zachodu. Pragnę podkreślić wyraźnie, że charakter tych zjawisk nie jest w żaden sposób skierowany przeciwko domownikom, tj. mam na myśli to, że nie zdarzają się sytuacje, które można by odczytać jako atak czy próba wystraszenia domowników, po prostu coś tu jest obok nas czy równolegle z nami, co jednakże wywołuje ewidentny dyskomfort psychiczny.

[...]

Z poważaniem
[...]

/poniżej zdjęcie ilustracyjne z naszego archiwum FN/




zwiń tekst



OBSERWACJA UFO (7 lat temu): zobaczyliśmy nad domem cztery obiekty w kształcie bumerangów!
Sob, 5 mar 2022 06:46 komentarze: brak czytany: 1401x

[e-mail z 4 marca 2022] Dzień dobry. Postanowiłam opisać swoją historię ,ponieważ niedawno natknęłam się na wywiady z panem Robertem [...] i wysłuchalam  wszystkich z wielkim zainteresowaniem.Zacznę może od tego że mam na imię [...], mieszkam w niewielkiej miejscowości niedaleko Włocławka .Historia ,którą chce opisać miała miejsce około 7 lat temu.Na wstępie dodam że odkąd pamiętam zawsze interesowały.......

czytaj dalej

[e-mail z 4 marca 2022] Dzień dobry. Postanowiłam opisać swoją historię ,ponieważ niedawno natknęłam się na wywiady z panem Robertem [...] i wysłuchalam  wszystkich z wielkim zainteresowaniem.

Zacznę może od tego że mam na imię [...], mieszkam w niewielkiej miejscowości niedaleko Włocławka .Historia ,którą chce opisać miała miejsce około 7 lat temu.

Na wstępie dodam że odkąd pamiętam zawsze interesowały mnie tematy o niezidentyfikowanych obiektach ,zawsze czułam że nie możemy przecież żyć sami w tym wielkim wszechświecie ,ale nigdy nic nie zobaczyłam na własne oczy do pewnego letniego późnego wieczoru .Siedzieliśmy wtedy na tarasie ,było nas w sumie 5 osób-4 dorosłe i moja 8 letnia córka. Była już dosyć późna godzina z tego co pamiętam na pewno po 22drugiej.

Gdy tak sobie siedzieliśmy i rozmawialiśmy nagle ktoś z nas zauważył kule światła która poruszała się dość nisko na niebie ,więc wszyscy wstaliśmy i zaczeliśmy obserwować to światło.Gdy tak staliśmy parę minut patrząc cały czas na kule światła ,nagle zobaczyliśmy nad moim domem 4 obiekty ,które poruszały się powoli mijając mój dom ,nie było słychać żadnego dźwięku .Była to bardzo niska wysokość,a widok był tak niesamowity że wszystkim staneły włosy na głowie ,moja córka zaczeła płakać słysząc nasze komentarze i nasze zdziwienie co to jest. Najdziwniejsze jest to że te obiekty miały kształt ogromnych bumerangów ,wszyskie cztery były  podświetlone pomarańczowym przytłumionym światłem. Był to widok tak niesamowity że na pewno nie zapomnimy go wszyscy do końca życia. Szukając później informacji w internecie ,czy może ktoś widział coś podobnego,chodziło mi głównie o kształt tych obiektów .Jednak świadkowie opisujący obiekty które widzieli przeważnie były  w kształcie spodka,cygara, kuli ,ale nigdzie nie znalazłam opisu świadka który by opisywał  obiekty o takim kształcie.

Po tym zdarzeniu często siedząc latem wieczorem na tarasie obserwuje niebo, a nóż znów zobaczę coś niezwykłego,ale od tamtej pory już tak niezwykłego nic nie zobaczyłam.

Pozdrawiam serdecznie pana Roberta [...] i wszystkich z nim współpracujących.

[dane do wiad. FN]

 

Opisywane przez autorkę relacji obiekty bardzo przypominają te, które widział Kenneth Arnold w 1947 roku


Obserwacji Kennetha Arnolda UFO miało miejsce w dniu 24 czerwca 1947 roku, kiedy prywatny pilot Kenneth Arnold twierdził, że widział ciąg dziewięciu błyszczące niezidentyfikowanych obiektów latających latania obok Mount Rainier przy prędkościach że Arnold szacuje się na co najmniej 1200 mil na godzinę (1932 km / godz.). Była to pierwsza obserwacja UFO w Stanach Zjednoczonych po drugiej wojnie światowej, która objęła ogólnokrajowe wiadomości i jest uznawana za pierwszą w nowożytnej erze obserwacji UFO, w tym liczne doniesienia o obserwacjach w ciągu następnych dwóch do trzech tygodni. Opis obiektów przez Arnolda doprowadził również do tego, że prasa szybko ukuła terminy latający spodek i latający dysk jako popularne określenia opisujące UFO.






zwiń tekst



MOJE SPOTKANIE Z 'NIEZWYKŁYM CZŁOWIEKIEM'
Pt, 4 mar 2022 06:43 komentarze: brak czytany: 2685x

[...] Witam nie wiem czy ktokolwiek będzie zainteresowany historią, którą przeżyłem natomiast osobiście jest ona niewyjaśniona i tajemnicza. Zacznę może od tego że mam 36 lat i ze swoją żoną jesteśmy w związku już 18 lat.  Po ślubie, kiedy nacieszyliśmy się sobą na tyle wystarczająco, że dojrzeliśmy do tego, żeby założyć rodzinę przez długi czas staraliśmy się o dziecko. Trwało to co najmniej.......

czytaj dalej

[...] Witam nie wiem czy ktokolwiek będzie zainteresowany historią, którą przeżyłem natomiast osobiście jest ona niewyjaśniona i tajemnicza. Zacznę może od tego że mam 36 lat i ze swoją żoną jesteśmy w związku już 18 lat.  Po ślubie, kiedy nacieszyliśmy się sobą na tyle wystarczająco, że dojrzeliśmy do tego, żeby założyć rodzinę przez długi czas staraliśmy się o dziecko. Trwało to co najmniej dwa lub trzy lata. Mimo wielu wielu prób niestety nie udało nam się począć potomka....i nie jest w tym nic nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach, bo wielu młodych ludzi przez długi czas stara się o dziecko.

W pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, że być może nie jest nam dane mieć swoje dziecko, a i w sumie to żyje nam się dobrze, możemy bez zobowiązań wyjeżdżać i bawić się a dzieci jest pełno w rodzinie i u znajomych... uzgodniliśmy, że jeżeli przyjdzie taki wiek, że już wszystko będzie stracone to zawsze jest adopcja - a dzieci potrzebujących rodziny są tysiące.

W 2014 roku pracy zostałem delegowany na szkolenie do ośrodka w Polańczyku. Na szkoleniu było około 50-60 osób. Znałem tylko niektórych. Wieczorem w pierwszy dzień była integracja na zewnątrz przy grilu i ognisku. Podczas imprezy - wiadomo, oprócz rozmowy i jedzenia spożywaliśmy alkohol. W pewnym momencie zauważyłem dwóch mocno kłócących się mężczyzn, którzy znajdowali się w stanie gotowości do walki. Natychmiast wstałem od stolika i energicznie zacząłem iść w ich kierunku chcąc ich oddzielić. Kiedy byłem już blisko podszedł do mnie jakiś nieznany mi wysoki mężczyzna i mnie powstrzymał. Spokojnym głosem o niskim radiowym tonie mówił do mnie po imieniu i chciał żebym poszedł z nim porozmawiać. Nie zaprotestowałem tylko z nim poszedłem. Udaliśmy się na drogę wyłożoną kamieniem, która biegła w dół od frontu w kierunku na tył hotelu. Usiedliśmy na tej drodze na kamieniach i zaczęliśmy rozmawiać.

Mężczyzna kład mi ręce na głowę a ja płakałem jak dziecko. Podczas rozmowy mężczyzna ten mówił do mnie, że jestem dobrym człowiekiem, że wierzę w boga i że w przeciągu roku urodzi mi się dziecko. Ja zacząłem odczuwać bardzo dziwne uczucie, czułem paniczny strach i smutek, ból i żal. Uczuć tych nie da się opisać. Zacząłem się go pytać czy ja umrę. powtarzałem to wielokrotnie - nie wiem dlaczego ale miałem takie przeczucie. Innych tematów tej rozmowy nie pamiętam, ponieważ znajdowałem się jakby w transie. W pewnym momencie zaczęło się robić jasno i mężczyzna ten poszedł mnie odprowadzić do pokoju. Mój pokój znajdował się na końcu długiego korytarza na parterze.

Kiedy szliśmy tym korytarzem i doszliśmy do drzwi otworzyłem je i wszedłem do pokoju i drzwi zamknąłem. Wówczas natychmiast je ponownie otworzyłem, ponieważ pojawiła mi się myśl, że przecież nie wiem wogóle jak się nazywa, w którym śpi pokoju, jak wygląda. Okazało się że nikogo tam nie ma ???? zdziwiłem się niesamowicie bo nie było to możliwe, żeby mężczyzna wszedł do innego sąsiedniego pokoju, ponieważ nie uszedł by nawet 2 metrów. Położyłem się spać i za godzinę poszedłem na śniadanie. Kolega z pokoju powiedział mi, że wróciłem o 5. Rozypytałem znajome mi osoby bo chciałem ustalić tożsamość tej osoby.

Nikt nie potrafił wskazać tego mężczyznę, nie widziałem go również na śniadaniu i pozostałej części szkolenia. Ktoś ponoć widział że z kimś szedłem ale jak to na imprezie przy grilu rozmawiałem z wieloma osobami. Kiedy pomyślałem o tym wyjątkowym spotkaniu przeszyły mnie dreszcze i zjeżyły mi się włosy na rekach - ( co zresztą występuje nawet do dnia dzisiejszego jak sobie to przypomnę, nawet w chwili kiedy to piszę).

Wróciłem po szkoleniu do domu i opowiedziałem o tym żonie- uwierzyła mi ale jakoś nie brała tego do siebie.  Żyliśmy jak dawniej, a ja zapomniałem o niezwykłym mężczyźnie. Żona w pewnym momencie chciała sobie kupić kota i zapytała się mnie co o tym sądze. Miał być to kot brytyjski z bursztynowymi oczami. Początkowo się wzbraniałem bo wiem że zwierze w domu to odpowiedzialność, ale jak poczytałem trochę o tych kotach to przystałem na to. Nawet ten pomysł mi się spodobał.  Sam znalazłem nawet hodowlę na jednej ze stron internetowych i złożyłem zamówienie na nadchodzący miot. Było to może miesiąc po tym szkoleniu może dwa. W pracy wyjechałem na 2 miesięczny kurs.

W pierwszy weekend kiedy wróciłem do domu żona powiedziała mi że jest w ciąży. Nieźle nie ??? Ciąża przebiegła prawidłowo i urodziła nam się córeczka. Kiedy wracaliśmy ze szpitala do domu nagle jakbym dostał z liścia w twarz. Przypomniała mi się ta historia i w sekundę dreszcze ponownie przeszyły moje ciało. Zapytałem się żony czy to pamięta, była w szoku......Myślałem że to koniec tej historii, ale życie jest bardziej skomplikowane niż nam się wydaje.

Trzy  tata później urodził mi się syn. Życie biegło dalej. Natomiast dwa lata temu mój 25 brat odebrał sobie życie.Zginał tragiczną śmiercią ponieważ rzucił się pod pociąg w Niemczech - był to bardzo ciężki okres w moim życiu, bo byłem z nim związany. W rok po jego śmierci pojechałem zrobić sobie tatuaż przedstawiający nadjeżdzający pociąg i portretem wychodzącym z oparów dymu lokomotywy. Kiedy po sesji tatuażu  wracałem do domu to w trakcie drogi przeszyła mnie olbrzymia fala dreszczy i wróciło do mnie uczucie, które czułem kiedy rozmawiałem z moim tajemniczym nieznajomym....to była śmierć, a raczej ból jaki czuje się po stracie kogoś bliskiego.

Wtedy dotarło do mnie, że kiedy rozmawiałem z tym mężczyzną to nie chodziło o to że ja umrę - ja po prostu czułem zwiastun śmierci mojego brata.... KONIEC. Ilekroć przypomnę sobie tą historię choć od tego spotkania minęło już 7 lat przechodzi przez moje ciało fala dreszczy aż włosy jeżą mi się na rękch.

Opowiedział o niej kilku osobom, ktoś uwierzył, ktoś nie ale ja wiem co przeżyłem. Opowiedziałem nawet o tym jednemu księdzu który powiedział mi, że bym o tym nie myślał i poszedł do spowiedzi. Życie tak się potoczyło, że od śmierci mojego brata zacząłem interesować się bardziej światem duchowym, sądzę że jest coś więcej od naszej ziemskiej egzystencji, wierzę że jest reinkarnacja, wędrówka dusz, że to nie ciało ma duszę ale dusza ciało. Z racji tego, że trafiłem na pana Bernatowicza postanowiłem podzielić się z nim tą historią, bo ma on bardzo szeroką wiedzę w sprawach daleko wybiegających poza rozumowanie zwyklych ludzi.   Byłoby mi bardzo miło jakby pan Robert zapoznał się z tą historią i napisał do mnie co o niej sądzi. Impulsem do tego, żeby się tym podzielić są nagrania pana Roberta na które natrafiłem ostatnio na Youtubie. Przepraszam za stylistykę, ale nie jestem zawodowym pisarzem...Serdecznie pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]




Drogi Panie Danielu,
Pięknie dziękujęmy za opis tej historii. Poruszająca.
Ciekawe, kim była ta postać, kim był ten mężczyzna… Czasami na naszej drodze stają niezwykli ludzie „z gwiazd”. Są przewodnikami, czasami pomagają. Spotkał Pan wtedy taką właśnie osobę.
Takie właśnie spotkanie jest opisane w filmie „Dotknięcie Anioła”, który bardzo Panu polecamy.

https://www.cda.pl/video/1344621e7

Pzdr

FN




From: [...]
Sent: Thursday, March 3, 2022 9:54 AM
To: NAUTILUS HD
Subject: Karma zbiorowości

 

Witam

 

Piszę w nawiązaniu do jednego z ostatnich pytań z działu " Pytania do FN " a mianowicie :

 https://nautilus.org.pl/pytania,482,czy-obecne-losy-ukrainy-moga-byc-efektem-tego-co-sie-dzialo-.html

 Czytając o karmie przypomniała mi się wypowiedz pewnej pani , która doświadczyła śmierci klinicznej a , która w wywiadzie także wypowiadał się na temat reinkarnacji oraz karmy.

Opisała bardzo osobliwą relacje lekarki , która miewała sny z czasów II Wojny Światowej , a które potwierdzone zostały podczas regresji hipnotycznej iż była SS-Aufseherin  ( Nadzorczyni) .

 Tą panią jest Beata Kempa , która opowiada o przypadku tejże lekarki podczas wywiadu między 39-42 minutą .

 Mając na uwadze jej wypowiedz , a konkretnie kolejne życie tej SS-manki ( obecnie jako lekarz ) zastanawia mnie jedno  : 

Czy tylko walczący oraz ginący dzisiaj z okupantem żołnierze , mieszkańcy Ukrainy byli w poprzednich życiach :

 - Członkami UPA - wedle zródeł  25-40tys.

-14 Dywizja Grenadierów Waffen SS (1 ukraińska) - w Polsce znana jako : 14 Dywizja Waffen SS-Galizien

( Po informacji o formowaniu dywizji, ogłoszonej 28 kwietnia 1943, do punktów werbunkowych zgłosiło się około 80 tysięcy osób)

- Funkcjonariusze służby pomocniczej m.in : Odziały wartownicze w obozach zagłady "Bełżec " , " Sobibór" oraz inne.

 Większość z nich okupowała , zajmowała tereny na dzisiejszej Lubelszczyźnie .

 Czy być może ( w świetle tego, o czym opowiadała pani Kempa) część z nich jest dzisiaj uciekającymi uchodźcami , którzy zamiast przysłowiowej " kuli w łeb " otrzymają coś zupełnie innego: współczucie , zrozumienie , dach nad głową itp ? 

 To taka moja refleksja na temat "Reguł Gry "

 Pozdrawiam serdecznie

[...]

 



zwiń tekst



Obserwacja UFO w kształcie kuli nad Warszawą - 1 marca 2022 około godziny 16.00
Czw, 3 mar 2022 05:13 komentarze: brak czytany: 1181x

[email z 2 marca 2022] obserwacja obiektu latającego nad Warszawą [...]  Dzień dobry redakcjo,Chciałbym podzielić się swoją relacją z obserwacji obiektu latającego, który zaobserwowałem wczoraj. Chciałbym prosić o zachowanie anonimowości oraz ukrycia konkretnego miejsca zamieszkania. Zdarzenie miało miejsce wczoraj, 1 marca 2022 około godziny 16.00 . Mam na imię [...]  i mieszkam w Warszawie.......

czytaj dalej

[email z 2 marca 2022] obserwacja obiektu latającego nad Warszawą [...]  Dzień dobry redakcjo,
Chciałbym podzielić się swoją relacją z obserwacji obiektu latającego, który zaobserwowałem wczoraj. Chciałbym prosić o zachowanie anonimowości oraz ukrycia konkretnego miejsca zamieszkania. Zdarzenie miało miejsce wczoraj, 1 marca 2022 około godziny 16.00 . Mam na imię [...]  i mieszkam w Warszawie, na Pradze północ przy placu Hallera. Pracuję z domu i moje okna wychodzą na niebo od południowej strony Warszawy.
Wczorajsze niebo było niesamowicie przejrzyste bez żadnej chmury, a ja zauważyłem gromadę ptaków, która latała niesamowicie wysoko i pamiętam, że po prostu przyglądałem się przez chwile tym ptakom ze zdziwieniem jak wysoko latają, tak ze ledwo można było je dostrzec.

W pewnej chwili, w obszar mojego wzroku wleciał obiekt o kształcie srebrnej kuli. leciał zdecydowanie niżej niż ptaki, które obserwowałem więc od razu zaciekawiłem się tym obiektem i próbowałem odgadnąć czym może on być. W pierwszej chwili pomyślałem, że jest to dron i zdziwiłem się jak to możliwe, że ktoś tak wysoko jest w stanie wylecieć dronem, po chwili zorientowałem się, że nie znam żadnego drona, który jest kulą i nie wydaje dźwięku. Ciężko określić mi wielkość obiektu, ale wydaje mi się, że wielkość piłki do koszykówki bądź trochę większy. Następnie pomyślałem, że musi to być dziecięcy balon z helem, który na srebrno odbija światło, który musiał zostać wypuszczony przez jakieś dziecko co się zdarza czasem zwłaszcza jęśli mieszka się przy zoo, ale wykluczyłem również tą możliwość, ponieważ balon porusza się w górę i jest często szarpany przez wiatr, natomiast ta kula przemieszczała się w jednej linii, poziomo, z południa na północ. Co więcej kula leciała względnie powoli, jednostajnym tempem. I mogłem obserwować ten obiekt przez dłuższą chwilę, powiedzmy pół minuty , do momentu aż nie zniknął nad dachem mojego bloku.

Dodam, że obiekt nie wydawał żadnego dźwięku, nie zostawiał za sobą śladów. Proszę wyobrazić sobie srebrną wypolerowaną kulę wielkości piłki do koszykówki, która po prostu przemieszcza się w powietrzu w linii prostej w dodatku względnie powoli. Ptaki zdecydowanie szybciej latały od tej kuli. Obiekt nie zmieniał swojej wysokości.
Myślałem również że może to być balon meteorologiczny, ale te są zdecydowanie większe i białe. Dochodzę do wniosku, że musiał to być jakiś niezidentyfikowany obiekt. Od wczoraj zastanawia mnie ten widok i nie daje mi spokoju, ponieważ było to coś zupełnie niecodziennego, czego nie widziałem do tej pory.
Pomyślałem sobie, że jeśli jest to UFO, a ja zaobserwowałem go przypadkowo w biały dzień, to musi być to zjawisko zdecydowanie bardziej powszechne niż to się wszystkim wydaje, ale po prostu w ciągu dnia, musi być na prawdę ciężko to dostrzec ze względu na to, że te obiekty są małe, latają bardzo wysoko i w świetle dnia są praktycznie niewidoczne dla ludzi. Zwłaszcza, że nikt nie spędza całego dnia wpatrując się w niebo.

Pozdrawiam całą redakcję.
[...]

 

/poniżej zdjęcie podobnego obiektu jak z relacji świadka - do helikoptera podleciała metaliczna kula, 28.08.2019, Archiwum FN/




zwiń tekst



Dziwne zachowania psa - historia o naszych 'braciach mniejszych'
Śr, 2 mar 2022 05:46 komentarze: 3 czytany: 1552x

[...] Witam i chciałbym dorzucić swoje co nieco w kwestii nasz braci mniejszych. Otóż lat temu kilka mój syn i jego ówczesna dziewczyna postanowili zakupić psa. Ot kaprys, pomimo nalegań mojej żony i moich jak postanowili tak uczynili. Ponieważ mieszkamy w UK, polecieli do Polski i zakupili szczeniaka.Po tygodniu dotarła do nas kulka białego futra która obecnie wyrosła na przepiękną sukę rasy Golden.......

czytaj dalej

[...] Witam i chciałbym dorzucić swoje co nieco w kwestii nasz braci mniejszych. Otóż lat temu kilka mój syn i jego ówczesna dziewczyna postanowili zakupić psa. Ot kaprys, pomimo nalegań mojej żony i moich jak postanowili tak uczynili. Ponieważ mieszkamy w UK, polecieli do Polski i zakupili szczeniaka.

Po tygodniu dotarła do nas kulka białego futra która obecnie wyrosła na przepiękną sukę rasy Golden Retriever. Przyznam szczerze ze od pierwszej chwili straciłem dla tego psiaka głowę. W swoim długim życiu miałem kilka psów ale powiem ze nigdy nie byłem jakimś specjalnym dog loverem jak mówią tutaj.

Natomiast Maja okazała sie dla mnie swego rodzaju duchowym katharsis. Związek mojego syna dobiegł do końca i w pewnym momencie stanął przed wyborem czy psa przekazać byłej partnerce czy zostawić przy sobie. Blady strach padł na mnie bo nie wyobrażałem sobie życia bez tego futrzaka a wiec decyzja mogła być jedna , Maya zostaje! Przejęliśmy cześć obowiązków związanych z wychowaniem psa i tak Maja spędza z nami cześć czasu żeby nie blokować zbytnio naszego syna. Powiem tak, cześć życia spędziłem w mundurze i pod bronią wiec raczej jak to mówią twardy był ze mnie zawodnik aczkolwiek wierze w duchy, reinkarnację i prawo karmy a kwestia UFO jest dla mnie oczywista.

Moim guru przez lata był i jest E.vDaniken. Ale do rzeczy, Maja zupełnie odmieniła moje życie, od ponad trzech lat nie zabiłem nawet muchy, każdy pająk jest wynoszony z mieszkania do ogrodu a każdą pszczołę czy osę która wpadnie do mieszkania będę gonił zawzięcie aż ją wygonie przez okno. Dlaczego? Bo to …życie, nawet insekta. Od kilku lat brałem lekarstwa psychotropowe ze względu na swój wybuchowy charakter ( a może charakterystykę poprzedniej pracy i stres z nią związany ,zdiagnozowane PTSD). Uwierzcie bądź nie ale dzięki temu psu przeszedłem jakąś duchową przemianę. Odstawiłem zupełnie tabletki od ktorych zaczynałem każdy dzień. Przestałem sie wściekać, ciskać i złorzeczyć zwłaszcza innym kierowcom :))

Każda chwila z tym psem na spacerze to czysta frajda, nawet w deszcz i wichurę a potrafi tutaj i przylać i dmuchnąć. Moja żona sie cieszy ze ma w domu nowego faceta a nie tego starego nieobliczalnego prowokującego wszystkich naokoło wariata a taki właśnie byłem . A na to co sie stało w zeszłym tygodniu nie posiadam żadnego logicznego wytłumaczenia. Otóż jak zwykle gdy Majka jest u nas mamy swoją marszrutę i miejsca gdzie Maja załatwia swoje fizjologiczne potrzeby. A wiec było dobrze po 22-drugiej, ruch na ulicy znikomy praktycznie żaden bo sobota i pogoda do kitu, Maja na trawniku w swojej miejscówce a ja trzy metry dalej z rozciągniętą smyczą żeby dać jej trochę intymności :) ale nie tym razem.

Pies był nie spokojny i nie mógł sobie znaleść miejsca żeby zrobić co było do zrobienia, a była w swoim ulubionym spocie. W końcu zaczęła ciągnąć jak wściekła w przeciwnym kierunku. Rad nie rad, ruszyłem za nią w inną miejscówkę i może za 5-10 sekund przemknęła za nami rozpędzone BMW. Sukinsyn ciął przynajmniej z 40 mil i to z góry ulicy. Gdybym stał tam dalej, na chodniku przy jezdni jak zwykle, zdjął by mnie bez żadnych wątpliwości bo zahaczył znacznie chodnik (lekki zakręt ). No powiem ze czułem sie lekko zaniepokojony obecną sytuacją. A co na to Maja? Zupełnie spokojna załatwiła oczekiwaną dwójkę w sąsiednim ogródku, woreczki mam zawsze przy sobie wiec No problem

.Dokonczylismy nasz spacer bez dalszych przygód. I co to było ? Psia intuicja? Ktoś lub coś zadecydowało ze to jeszcze nie mój dzień? Nie wiem. Żona była w szoku gdy to powiedziałem bo słyszała pisk hamulców na zakręcie ale nie sadziła ze moglibyśmy tam być, ot następny idiota za kierownicą. W nagrodę pies dostał smakołyka mimo ze było już po 22-giej :)) s ja wiem jedno, nie szukajmy cudów daleko bo są one ba wyciągnięcie ręki i biegają na czterech łapach a moja przemiana jest tego najlepszym przykładem, tam gdzie zawiodła farmakologia pomogła psia terapia :) ….a ja wciąż tonę w tych brązowych ślepiach…i dobrze….



Obserwacja nocna 01.03.2022, godzina 21:19 w miejscowości Rumia w woj. pomorskim
01.03.2022, godzina 21:19 w miejscowości Rumia w woj. pomorskim. Świadek obserwował jasny, biały obiekt na niebie przemieszczający się. Nagrał kilka filmów i przesłał na pokład okrętu Nautilus


Jeden z filmów.




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 30
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 30

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Fundacja NAUTILUS - jedyna w Polsce oficjalnie działająca organizacja pozarządowa zajmująca się zjawiskami niewyjaśnionymi ******* www.nautilus.org.pl ******** Adres korespondencyjny: Fundacja NAUTILUS, skr. 221, 00-950 Warszawa 1.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 3 maj 2022 08:44 | [...] 2 maja 2022 na zachodnich obrzeżach miasta Olsztyn miedzy godzina 20 a 21 widziane były na niebie świetliste obiekty w kształcie kuli. Na niebie pojawiło sie co najniej dziesięć lub więcej obiektów kulistych. Pierwszy obiekt był nieco większy. Wszystkie obiekty poruszały sie dokładnie w jednej linii i połączone były jakby nitka światła. poruszały sie z zachodu na wschód. kolor światła biały. Wielkość obiektów: pierwszy obiekt. Wszystkie obiekty jarzyły mocnym zimnym światłem. [...]

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 18 kwietnia 2022 | Zawsze trochę się śmiałem, kiedy ktoś wspominał o „czasach ostatecznych”, no bo jak? Czy kilka lat temu ktokolwiek sobie wyobrażał, że przyjdzie zaraza, a tuż po niej wielka, światowa wojna? Czy w dobie wszechobecnych sklepów za każdym rogiem ulicy przez myśl komukolwiek przyszło, że będzie apokaliptyczny brak wszystkiego i może nadejść wszechobecny głód? Dzisiaj, czyli 17 kwietnia 2022 ze zdumieniem...

czytaj dalej

FILM FN

PRZESŁUCHANIE W KONGRESIE USA W SPRAWIE UFO - maj 2022

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.