Dziś jest:
Sobota, 19 czerwca 2021

To oczywiste, że obróbkę kamieni w starożytności robiono przy użyciu zaawansowanej technologii. Dowodem może być to, że wykonanie nawet prostego muru z tamtych czasów z dopasowanymi do siebie  głazami ważącymi każdy po kilkadziesiąt ton jest dzisiaj poza zasięgiem specjalistycznych zespołów, które dysponują współczesnymi maszynami.
Erich von Däniken, W krzyżowym ogniu pytań (Im Kreuzverhör, 1978)

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




NIE WIEM, CZY TO BYŁ BÓG CZY CO INNEGO, ALE…
Czw, 27 maj 2021 04:55 komentarze: 1 czytany: 2754x

[…] Witam FN. Chciałem opowiedzieć dla was taką dziwną historię, którą przeżyłem w 1993 roku. Miałem wtedy dziewczynę we Francji, która mieszkała w Nicei. Jako 26-latek pojechałem do niej na tydzień, a o ona zorganizowała nam spływ kajakowy po bardzo atrakcyjnym wizualnie terenie, wokół góry – po prostu przepięknie. Był tam jeden moment, kiedy trzeba było ominąć taki kamień cały czas mocno wiosłując.......

czytaj dalej

[…] Witam FN. Chciałem opowiedzieć dla was taką dziwną historię, którą przeżyłem w 1993 roku. Miałem wtedy dziewczynę we Francji, która mieszkała w Nicei. Jako 26-latek pojechałem do niej na tydzień, a o ona zorganizowała nam spływ kajakowy po bardzo atrakcyjnym wizualnie terenie, wokół góry – po prostu przepięknie. Był tam jeden moment, kiedy trzeba było ominąć taki kamień cały czas mocno wiosłując, bo inaczej woda wciągała, bo był bardzo silny nurt. Ja nie znam francuskiego, więc tylko pamiętam, że podpłynąłem do tego kamienia, a potem usłyszałem krzyki Francuzów. Oni krzyczeli, abym  wiosłował, ale ja ich nie rozumiałem i byłem ciekaw, jak mnie poniesie nurt. W pewnym momencie oczywiście siła wciągnęła mnie pod wodę i na głębokości około 2 metrów zaklinował mi się kajak. Wpadłem w panikę, bo jednocześnie siła wody tego strumienia omijającego kamień uniemożliwiała mi wyjście z kajaka i wypłynięcie na powierzchnię. Zacząłem tonąć i przez głowę przeszła mi taka myśl, że zakończę życie w taki głupi sposób. Wiedziałem, że nikt mi nie pomoże, bo nurt przy tym kamieniu był zbyt silny. Już prawie pogodziłem się z myślą o śmierci, kiedy nagle gdzieś w głowie usłyszałem wyraźny głos:

- To nie jest twój czas, nie bój się… będziesz żył!

Głos był ciepły, bardzo wyraźny. Poczułem spokój i nagle jakaś siła wyrwała mój kajak z potrzasku między głazami i wypłynąłem na powierzchnię. Moja dziewczyna w panice już chciała biec po pomoc. Twierdziła, że pod wodą byłem ponad 2 minuty i już myślała, że nie wypłynę. Do dziś zastanawiam się, co to za głos. Nie wiem, czy to był Bóg czy co innego, ale nie mam wątpliwości, że był to głos jakieś potężnej istoty, która tamtego dnia zdecydowała, że moja przygoda będzie trwała nadal. Pomyślałem, że zainteresuje Was moja historia.

Proszę, aby moje nazwisko (imię może być) pozostało dla waszej wiadomości

Piotr [dane do wiad. FN]

 



[...] Bóg istnieje i mi pomaga.

Chciałabym poświadczyć Wam o działaniu Boga w moim życiu. Nie jest to post o nawiedzeniu, ani o głoszeniu idei, ale o Jego realnej pomocy w moim życiu. Mam syna z zaburzeniami AS w kierunku autyzmu. Syn funkcjonuje bardzo dobrze, jest ponadprzeciętnie inteligentny, rozmowny, kontaktowy, ale w większej grupie dzieci czuje się nieswojo. Były problemy już od przedszkola. W moim życiu zwątpiłam w Boga przez księży i historie o nich, które wyszły na jaw. Lecz będąc w ciemnym dole, że tak to ujmę, poczułam, że tylko Bóg może nam pomóc. Wszystkie nieudane wizyty u lekarzy (bo syn jest za mały, żeby coś zdiagnozowac) wpędzały mnie prawie w rozpacz, że nie potrafię pomóc dziecku. Zaczęłam w myślach się modlić po swojemu, dodając formułkę "Ojcze nasz" i "Chwała Ojcu i Synowi". I wiecie co? Poskutkowało.

Bóg postawił na naszej drodze wspaniałych pedagogów, dyrektorów szkół, terapeutów. Tak się szczęśliwie zlożyło, że moja koleżanka prowadziła terapię SI, której syn potrzebował. Pani dyrektor w poprzedniej szkole wysłuchała nas z mężem i podpowiedziała, ze we Wrocławiu mogą zdiagnozować nam syna. Pojechaliśmy, koszt wizyty był pokryty w części przez MGOPS - też nam załatwiła pani dyrektor. Syn dostał diagnozę autyzm dziecięcy wysokofunkcjonalny.

Wszystko co przecyztałam na ten temat pokrywa się z zachowaniem syna. Syn dostał w szkole nauczyciela wspomagającego, ale po ukończeniu klasy trzeciej potrzebna była zmiana szkoły, bo nauczyciel wspomagający przyznany był tylko w nauczaniu początkowym. Cóż, powiedziałam, działaj Boże, pomóż nam. No i kolejny dyrektor i kolejny cud. Wspaniała szkoła, wspaniali nauczyciele, terapeuci i pan dyrektor przewspaniały. Co jakis czas sie modlę, boże prowadź mojego syna itp. I co jakiś czas syn nas zaskakuje swoim zachowaniem. Rozumiem, że te wszystkie zajęcia i terapie dają efekt, ale to Bóg podsyła nam myśli, pomysły i ludzi. Mąż sceptycznie do tego podchodzi, ale ja wierzę widząc to wszystko. Co jeszcze? Teraz jest trudny okres pandemii. dwa razy byłam chora na grypę - raz rok temu w lutym i potem w listopadzie.

Nie mam powikłań, więc to była zwykła grypa. Ani syn, ani mąż nie byli chorzy, nie zarazili się ode mnie. I tylko z tyłu głowy kołaczy sie cichy dzięcięcy głos pieśni, którą uwielbiałam jako dziecko: "Kto się w opiekę odda Panu semu". Myślcie co chcecie. Żyjemy zgodnie z przykazaniami Bożymi, dbamy o wnętrze i wspólne relacje i szczęściem od Boga omija nas zaraza. Nie namawiam nikogo do wiary, ale to jest moje świadectwo. Gdy miewam chwile zwątpienia odpowiedzią jest wręcz głód czytania Biblii, którą mam na telefonie. Niech moje świadectwo da Wam nadzieję.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


From: [...]
Sent: Wednesday, March 24, 2021 5:35 PM
To: FUNDACJA NAUTILUS
Subject: UFO CZ

Dobry dzień,
Pozdrowienia dla Fundacji NAUTILUS.
Niedawno obejrzałam na YouTube ciekawy wywiad z Robertem Bernatowiczem . Znam waszą fundację od lat, ale jeszcze tego nie widziałem. Widać, że bardzo interesujecie się tym tematem i podoba mi się Wasza działalność . Piszę o "podróżowaniu po światach za granicą" w UFO. Znam mężczyznę, który przeżył w zasadzie to samo co dziecko. Nazywa się Josef Květoň i mieszka we wsi Kváskovice nr 18. Po przewrocie politycznym, którego również dokonał, wykłady i byłem na jednym Muszę powiedzieć, że wtedy byłem z jego historii w szoku i nie wiedziałem, co o tym myśleć. Minęło dużo czasu, ale trochę pamiętam.
Kiedy był chłopcem, pewnego dnia pasł krowy na łące. Nagle przyleciał dysk i wyszła postać. Przyszedł do Josefa i powiedział mu, że jest obcym, Franta, i gdyby chciał z nimi polecieć inna planeta. Ale Franta zapewnił go, że to nie potrwa długo, więc Josef zgodził się. Podczas lotu był nawet pilotowany, wciąż pamięta wszystkie kody i jest w stanie kontrolować UFO. Po przybyciu na planetę znalazł że wszędzie i przed nimi były skały. Weszli do środka i znaleźli się w dużej sali, w której znajdowało się 7 dużych ekranów z panelami kontrolnymi wzdłuż ścian. Przy każdym z nich siedziała postać. Otrzymał informację, że 7
„Komputery” kontrolują 7 galaktyk, z których każda kontroluje jedną. Nagle ktoś przyszedł i Joseph wiedział, że to Bóg. Wyższy mężczyzna, z długimi białymi włosami i brodą, miał na sobie kamizelkę z jagnięciny uszytą z kawałków gałązek z krzaka lub drzewa.
Wyglądał, jakby był przedstawiony na wielu ilustracjach, z których Józef wywnioskował, że ktoś musiał go wcześniej widzieć. Bóg podzielił niektóre zadania, a kiedy zobaczył Józefa, zapytał: „Co on tutaj robi? nie musi widzieć wszystkiego. "Josefa zabrano do bocznej jaskini i Bóg powiedział mu, że będzie spał tutaj na wielkim kamieniu. Joseph sprzeciwił się, że będzie mu zimno, ale zapewnił go, że na pewno nie będzie. I naprawdę powiedział, że jest mu ciepło przez cały czas.
Potem pamiętam, jak po kilku dniach polecieli do domu, a Josef z wysokości zobaczył swojego ojca pasącego krowy i zaczął się bać kary. Bał się, że zostanie pobity. Ale po wylądowaniu Franta wszystko wyjaśnił ojcu i było to w porządku.
Od tego czasu Josef miał uzdrawiające zdolności, widział aurę, spawane kości itp. Przyszły do niego tłumy ludzi, którym pomagał. Pamiętam też, że kilkakrotnie spotykał objawienie Najświętszej Marii Panny, zapomniałem o szczegółach…
Nie wiem nawet, czy nadal goi się w ciągu dnia, ale chyba tak. Jeśli chcesz się z nim skontaktować, przesyłam zdjęcie telefonu i jego miejsce w załączniku. Myślę, że jego historia jest tego warta Niestety nie pamiętam szczegółów z wykładu iz pewnością nie powiedziałem wtedy wszystkiego.
Życzę wszystkim powodzenia i ciekawych przeżyć.
Pozdrawiam [...] , CZ

Dobrý den,
Zdravím nadaci NAUTILUS.
Nedávno jsem shlédl na YouTube – „Sueneé universe“ zajímavé rozhovory s Robertem Bernatowiczem.Vaši nadaci znám už roky,tohle jsem ale ještě neviděl.Je vidět že Vás tato problematika velmi zajímá a líbí se mi Vaše aktivita.Píši ohledně tématu „Cestování na cizí světy“ v UFO.Znám člověka který v dětství prožil v podstatě to samé.Jmenuje se Josef Květoň a žije v obci Kváskovice č.18.Po politickém převratu pořádal i přednášky a na jedné jsem byl.Musím říci že tehdy jsem byl z jeho vyprávění šokován a nevěděl jsem co si o tom mám myslet.Už je to hodně dlouho,ale něco si z toho pamatuji.
Když byl chlapec,pásl jednoho dne krávy na louce.Najednou přiletěl disk a z něj vystoupila nějaká postava.Přišel k Josefovi a řekl mu že je mimozemšťan Franta a jestli chce letět s nimi na jinou planetu.Josef namítl že nemůže,protože musí hlídat krávy.Franta ho ale ujistil že to nebude na dlouho a tak Josef souhlasil.Při letu ho dokonce nechali pilotovat,prý si dodnes pamatuje všechny kódy a je schopen řídit UFO.Po příletu na planetu zjistil že všude jsou skály a před nimi byl vchod do nějaké jeskyně.Vešli dovnitř a ocitli se v rozlehlém sále,kde bylo podél stěn 7 velkých obrazovek s řídícími pulty.U každého seděla nějaká postava.Dostalo se mu informace že těch 7
„počítačů“ řídí 7 galaxií,každý řídí jednu.Najednou kdosi přišel a Josef zcela jasně věděl že je to Bůh.Vyšší chlap,dlouhé bílé vlasy a vousy,na sobě měl vestu z beránka sepjatou kousky větviček z nějakjého keře nebo stromu.
Vypadal prý stejně jako je vyobrazen na spoustě ilustrací,z čehož Josef usuzoval že ho už někdy někdo musel spatřit.Bůh rozdělil nějaké úkoly a když viděl Josefa,zeptal se: „Co ten tady dělá?Odveďte ho vedle,nemusí všechno vidět.“Potom Josefa odvedli do vedlejší jeskyně a Bůh mu řekl že tady na tom velkém kameni přespí.Josef namítl že mu bude zima,ale dostalo se mu ujištění že určitě nebude.A skutečně mu prý bylo celou dobu teplo.
Potom si vzpomínám jak letěli po několika dnech domů a už z výšky Josef viděl otce jak pase krávy a začal se obávat trestu.Bál se že dostane výprask.Ale po přistání Franta otci všechno vysvětlil a bylo to v pořádku.
Od té doby měl Josef léčitelské schopnosti,viděl auru,svařoval kosti atd. Jezdili k němu davy lidí,kterým pomáhal.Také si vzpomínám že se několikrát setkal se zjevením Panny Marie,Podrobnosti už jsem zapomněl…
Ani nevím zda ještě dne léčí,ale asi ano.Kdyby jste ho chtěli kontaktovat,posílám v příloze obrázek na kterém je telefon a místo pobytu.Myslím že jeho příběh stojí za to.Bohužel už si z přednášky nepamatuji podrobnosti a určitě neřekl tenkrát všechno.
Přeji Vám všem mnoho štěstí a zajímavých zážitků.
S pozdravem [...],CZ




zwiń tekst



WIDZIAŁEM TRÓJKĄTNY OBIEKT UFO
Wt, 25 maj 2021 04:31 komentarze: 1 czytany: 1193x

[…] Witam. Postanowiłem do serwisu fn napisać, bo wiele lat temu widziałem UFO . Było to w 1972 roku, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o samolotach w takim kształcie. Mieszkam w Zabrzu i tego dnia szedłem rano do pracy. Był to maj, ale dziś już nie pamiętam, jaki dzień. Razem ze mną szedł kolega z pracy i to on zauważył, że po niebie bardzo szybko leci coś w kształcie trójkąta. Miało na końcach jasne.......

czytaj dalej

[…] Witam. Postanowiłem do serwisu fn napisać, bo wiele lat temu widziałem UFO . Było to w 1972 roku, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o samolotach w takim kształcie. Mieszkam w Zabrzu i tego dnia szedłem rano do pracy. Był to maj, ale dziś już nie pamiętam, jaki dzień. Razem ze mną szedł kolega z pracy i to on zauważył, że po niebie bardzo szybko leci coś w kształcie trójkąta. Miało na końcach jasne, białe światła, które świeciły tak jasno, jak nawet trudno napisać. Trochę tak, jak wygląda paląca się magnezja lub łuk elektryczny, bardzo bardzo jasno. Obiekt leciał bezszelestnie i bardzo szybko, widzieliśmy go może z dziesięć sekund góra. Na jakiej wysokości to trudno mi powiedzieć, ale myślę, że było to z trzysta metrów. Jego prędkość była nieporównywalna z prędkością samolotu czy nawet rakiety. Leciał znacznie szybciej. Pomyślałem, że przyda się ta relacja w archiwum fn, że takie UFO w takim kształcie też się pojawia. Ciekaw jestem, czy mieliście już do czynienia z relacjami o pojawianiu się takich obiektów w kształcie trójkąta. I jeszcze jedno, czyli jego wielkość. Potem rozmawiałem z kolegą o tym, co widzieliśmy i wspólnie zgodziliśmy się, że UFO musiało być ogromne, co najmniej ten trójkąt miał 100-150 metrów długości. Był to trójkąt równoramienny, w czasie lotu obiekt był nieco pochylony.

Pozdrawiam ekipę, podziwiam za to, co robicie

[dane do wiad. FN]

 


 

From: […]

Sent: Monday, March 22, 2021 10:24 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Ufo V

 

Dzień Dobry .

Pisze do Państwa z pytaniem, czy posiadacie jakaś wiedzę na temat obiektów ufo w kształcie litery V?

Lubię patrzeć w niebo, potrafię odróżnić podstawowe konstelacje, wiem kiedy patrzę na spadający bolid a kiedy na flare iridium, gapię się w nocne niebo przy każdej możliwej sytuacji od kilkunastu lat ,nigdy nie widziałem obiektu lub zdarzenia którego nie można było logicznie wytłumaczyć , aż do wczorajszego dnia

21.03.2021  godzina 22.30 Wschodnia część Łodzi obiekt w kształcie litery V , nie oświetlony, delikatnie odznaczający się na nocnym niebie, bez wydawania dźwięku poruszał się z zachodu na wschód

Obserwacja trwała kilka sekund ale jestem pewien że widziałem coś dziwnego, do tej pory jestem w szoku.

 

Proszę o odpowiedź

Pozdrawiam

[…]

 

 

From: […]
Sent: Thursday, February 25, 2021 6:48 PM
To: Fundacja NAUTILUS
Subject: UFO

 

Witam. Z tej strony [dane do wiad. FN]

Napisałem kiedyś do was około mniej więcej 3 lata temu w wiadomości prywatnej na facebooku, że widziałem ufo to było we wakacje w lipcu bądz w sierpniu

że bardzo się aż wystraszyłem, oraz podesłałem wam też wiadomości które pisałem w tym czasie z moim znajomych.. Ufo które widziałem miał kształt takiego trójkąta i bardzo nisko i wolno leciał, przed dosłowną chwilą znalazłem artykuł o podobnej obserwacji, przesyłam wam artykuł w którym ktoś zagranicą TAKIE SAME UFO WIDZIAŁ!!!

przesyłam link do tego artykułu: https://www.mufon.com/ufo-news?fbclid=IwAR3UKsZodhLb4Z7jXaEAQ5xvbkMsqic0z33MKIQ_pEXEeSjfE13iJbkn8fs

na dodatek nie psiałem wam o tym bo zablokowaliście możliwość pisania do was na facebooku ale w tamtym roku we wakacje chyba nawet to był wrzesień, to samo doświadczyłem tylko że ich chyba było trzy, słyszeliśmy w domu szum jakby odkurzacz i wiedziałem że to jest to co dwa lata wcześniej widziałem od razu zawołałem swoją rodzinę na dwór i widzieli to samo co ja dwa lata temu! tylko że ten incydent był mniej więcej 18:00/19:00 a dwa lata temu to samo ufo widziałem około 23:00! 

nie wiem czy mam racje ale jakby czegoś oni szukali na ziemi, skoro widziałem w 2018 i w 2020roku, teraz ten artykuł że ktoś podobne ufo widział...

Co o tym myślicie? może w końcu zrobicie o tym artykuł?

o tym ufo które widziałem w 2018 i wtedy podesłałem wam na facebooku dosyć długą wiadomość, bo to jest naprawdę ciekawa sprawa

/poniżej pliki przesłane przez czytelnika/

 


From: […]

Sent: Sunday, May 23, 2021 12:49 AM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Trójkątne ufo.

 

Witam. Tak trochę zastanawiam się czy warto o tym pisać ale z drugiej strony czuję nieco taki niedosyt lub coś podobnego gdybym tego nie zrobił tym bardziej że mnie samego również takie rzeczy bardzo interesują. Ogólnie to historia dotyczy nie mnie a mojej siostry ale ona raczej nie zdecydowała by się aby kiedykolwiek o tym napisać. A tak do rzeczy to sprawa miała miejsce kilka lat temu ok roku 2000-2003 a ja dowiedziałem się  o tym podczas przypadkowo rozmowy z siostrą dłuższy czas temu. Sprawa dotyczy obserwacji przez nią trójkątnego obiektu- ufo podczas nocnego powrotu rowerem z pracy przez wiejskie mało uczęszczane dróżki (skróty)  w bliskich okolicach Torunia. Historia o której zacząłem pisać jest prawdziwa w stu procentach i nie mam najmniejszych wątpliwości w wiarygodność siostry która mi ją kilkukrotnie odpowiedziała. Jest jeszcze dużo szczegółów o których nie napisałem ale nie wiem na ile sprawa będzie interesującą więc na ten moment nie będę dalej się rozpisywał. W razie zainteresowania pozostawiam kontakt do siebie oczywiście proszę o anonimowość. Pozdrawiam Serdecznie [dane do wiad. FN]

 



zwiń tekst



STRACH NA WRÓBLE
Nie, 23 maj 2021 14:17 komentarze: 2 czytany: 1825x

[...] Witam, Chciałam się podzielić dziwnym zdarzeniem które mnie spotkało jakiś czas temu. Ma ono swój początek ponad 20 lat temu, ale o tym zdałam sobie sprawę dopiero niedawno. Może zacznę od właściwego wydarzenia. Jakiś rok temu w pewien bardzo zwyczajny poranek ok 5 rano spałam już dość płytko. Pamiętam, że się przebudziłam i sprawdziłam godzinę. Leżałam jakąś chwilę z zamkniętymi oczami, gdy.......

czytaj dalej

[...] Witam, Chciałam się podzielić dziwnym zdarzeniem które mnie spotkało jakiś czas temu. Ma ono swój początek ponad 20 lat temu, ale o tym zdałam sobie sprawę dopiero niedawno. Może zacznę od właściwego wydarzenia. Jakiś rok temu w pewien bardzo zwyczajny poranek ok 5 rano spałam już dość płytko. Pamiętam, że się przebudziłam i sprawdziłam godzinę. Leżałam jakąś chwilę z zamkniętymi oczami, gdy poczułam że coś delikatnie ale bardzo wyraźnie dotyka mojego policzka tak jakby od  ucha w stronę nosa ktoś powoli przesuwał palcem. Odruchowo podniosłam lewą ręke żeby się podrapać i ju mojemu zdziwieniu jakieś kilka centymetrów od mojej twarzy natrafiłam na to coś. Jakbym dotknęła bardzo gęstej, wibrującej, intensywnej i bardzo zimnej mgły.

Nie umiem tego lepiej nazwać, ponieważ nigdy w życiu nie doświadczyłam niczego do czego mogłabym to porównać. W momencie kiedy moje palce zatopiły się w tej dziwnej energii cały ten chłód powędrował przez ręke do całego ciała wywołując paraliż jaki znam tylko ze snów, kiedy człowiek jest świadomy ale nie może się poruszyć . Rozpaczliwie próbowałam zebrać się i zwrócić uwagę męża który spał obok, ale mogłam tylko leżeć bezwładna i przerażona. Po chwili, może minucie, zaczęłam odzyskiwać władzę nad ciałem. Kiedy otwarłam oczy bardzo wyraźnie widzialm wysuwający się z pokoju czarny cień. Pora roku była taka, że było już całkiem jasno o tej godzinie.

Dopiero po chwili kiedy mogłam już usiąść obudziłam męża i opowiedzialam mu co się stało. Jestem pewna, że nie był to sen ponieważ chwilę wcześniej już nie spałam. Najdziwniejsze jest to że przez cały dzień towarzyszyl mi chłód i odrętwienie w lewej dłoni promieniujące aż do łokcia tak jakbym ją przemroziła do szpiku kości i nie mogła jej ogrzać .

Byłam tym mocno wystraszona, ponieważ w domu były moje małe dzieci, które spaly w swoim pokoju a jeżeli to mogło dotknąć mnie to mogło też dotknąć ich. Zaczęłam szukać informacji o tym co mogło mnie spotkać . Opowiedziałam mamie, która w takie rzeczy wierzy.

Dała mi numer telefonu do jej znajomej, która jest wróżką i całe życie   zajmowała się podobnymi rzeczami.
To w trakcie rozmowy z nią zdałam sobie sprawę z tego co i dlaczego się wtedy stało.

Jakieś 2 tygodnie przed zdarzeniem spotkałam u mojej mamy jej przyjaciółkę , która od kilku lat mieszka za granicą. Kiedyś jednak, za czasów mojego dzieciństwa mieszkałyśmy klatka w klatkę a ja nazywałam ją ciocią. Pamiętam pewną historię która rozegrała się kiedy miałam jakieś 10-12 lat mniej więcej. Historię tę właściwie podsłyszałam w ich rozmowach i krótkich zdawkowych odpowiedziach na moje pytania. Teraz rozumiem że nie chciały mnie straszyć jako dziecka. Ja i tak zapamiętałam ją jako historię o pajacyku.

Dopiero wtedy kiedy się spotkałyśmy usłyszałam ją w całości.

Były lata 90 a mąż cioci od lat pracował za zachodnią granicą i wracał do domu na weekendy. Zawsze jednak przywoził sporo skarbów z tak zwanych wystawek. Ciocia była wielka fanką staroci więc w jej domu można było znaleźć wiele unikatowych przedmiotów. Kiedyś przywiózł jej lalkę - pajacyka. Niewielką, drewnianą malowaną ręcznie figurkę wielkości dłoni. Po kilku dniach cioci przyśnił się sen. Tak straszny, że pamiętam kiedy go opowiadała mamie to płakała.

Śniło jej się że w jej domu jest cień, który krążył po pokojach. Bardzo bała się o dzieci więc go złapała i zaczęła dusić ca potem wyrzuciła za drzwi. Kiedy w końcu go wypchnęła zdała sobie sprawę że to nie cień leży na klatce schodowej a pobite przez nią małe dziecko. Była tym bardzo przerażona.

Od tego czasu w domu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Jej pies warczał i był niespokojny jakby widział coś czego nikt inny nie dostrzega. Kiedy pewnego dnia siedziały z moją mamą w kuchni cioci i zastanawiały się skąd mogło to się wziąść moja mama zapytała, czy ostatnio mąż nie przywiózł jej czegoś nowego,bo czasem się zdarza że przedmioty mają złą energię. Wtedy ciocia popatrzyła na lalkę, która siedziała na jednej z półek i zamarła. Zdała sobie sprawę że pajacyk ma taką samą buzię jak to dziecko ze snu. Niewiele myśląc zabrały lalkę i zapakowały w foliowe worki i okleiły szczelnie taśmą klejącą. Worek zaniosły do kontenera i wrzuciły w odległy kąt.

Chwilę później przyszła ogromną nawałnica i lało aż do wieczora. Ciocia dzwoniła do mamy przerażona prosząc żeby do niej przyszła bo zaklinała się że słyszy jakby pod jej oknem w strugach płakało dziecko i coś drapało w parapet. Mimo że zabawka zniknęła to energia została w domu i dopiero oczyszczanie przez znajomą wróżkę pomogło.

A teraz wróćmy jeszcze do momentu kiedy poprosiłam ciocię , żeby mi opowiedziala historie o pajacyku. Ona pyta wtedy ''- o jakim pajacyku? " więc mówię, że o tym nawiedzonym. A ona na to : " Ale to nie był pajac tylko mały strach na wróble... "

Kiedy potem o tym myślałam przypomniał mi się sen który miałam będąc mniej więcej w czasie kiedy te zdarzenia się rozgrywały. Śniło mi się że w przedpokoju przy drzwiach stał  wielki i przerażający strach na wróble. Kiedy uciekłam przed nim do pokoju wszedł za mną i zaczął mnie dusić. Pamiętam jego szorstkie szpony na gardle i jak realistyczny był to sen. Mimo upływu lat sen ten wciąż wywoływał u mnie dreszcze i niepokój. Nagle zdałam sobie sprawę że może była to ta energia która krążyła wtedy w okolicy i szukała miajsca. Fakt że mogłam miec z tym styczność napawił mnie przerażeniem i zadzwoniłam do mamy żeby się z nią podzielić tym spostrzeżeniem. Cała ta sytuacja z poznaniem tej historii i moim odkryciem zdarzyła się na kilka dni przed doświadczeniem z dotykiem.

Kiedy mi się to przypomniało w trakcie rozmowy z wróżka stanowczo zgodziła się z tym, że przez moje intensywne myślenie o tej istocie sama ja do siebie ściągnęłam, tworząc jej portal. Od tego czasu przestałam myśleć o tej sytuacji, choć długo czułam strach przed zaśnięciem. Porzuciłam wszystkie filmy, seriale czy artykuły na temat duchów itp mimo że do tamtej pory bardzo je lubiłam.
Moja historia jest chaotyczna, ale chciałam pokazać jak rzeczy które sobie uzmysłowiłam i myśli które Ukierunkowałam ściągnęły do mnie coś z czym mam nadzieję nigdy już się nie zetknąć.

PS. Pamiętam jeszcze jak oglądałam kiedyś program na faktach w którym przedstawiona była historia pani psychiatry która leczyła pewnego młodego mężczyznę. Słyszał on głosy i opowiadał różne dziwne rzeczy. Po jakimś czasie rzeczy które jej opowiadał zaczęły dziać się w jej domu. Była tym coraz bardziej przerażona i pojechała do jego domu. Początkowo nie chciał z nią rozmawiać, ale wtedy mu opowiedziała czego doświadcza i zapytała dlaczego to przyszlo od niego do niej. Wtedy ten mężczyzna powiedział jej coś w tym stylu : to od zawsze chciało się dostać do ciebie. Od zawsze chodziło mu właśnie o ciebie tylko nie miało wcześniej dostępu.
Nie wiem czy mój tok rozumowania jest dobry a łączenie faktów sensowne. Wiem że brzmi to jak nonsens ale czuję, że właśnie to było powodem mojego doświadczenia.
Pozdrawiam serdecznie
[dane do wiad. FN] /opis historii na pokład okrętu Nautilus trafił 27 kwietnia 2021/




zwiń tekst



MOJA OBSERWACJA UFO: I NAGLE KTOŚ ZAUWAŻYŁ SREBRNĄ KULĘ...
Pt, 21 maj 2021 05:38 komentarze: brak czytany: 1069x

Dzień Dobry  !!!!  Długo zastanawiałam się czy opisać moje przypadki zobaczenia UFO , ale teraz jak jestem od stycznia na emeryturze mam więcej czasu.  [...] Odkąd pamiętam interesuje się tym zjawiskiem od dziecka może dlatego że pierwszy raz mając 5 lat {ur. się 24.12.1960 r} bawiłam się przed naszym blokiem z innymi dziećmi w piaskownicy i nagle ktoś z nas zauważył srebrną kule bardzo.......

czytaj dalej

Dzień Dobry  !!!!  Długo zastanawiałam się czy opisać moje przypadki zobaczenia UFO , ale teraz jak jestem od stycznia na emeryturze mam więcej czasu.  [...] Odkąd pamiętam interesuje się tym zjawiskiem od dziecka może dlatego że pierwszy raz mając 5 lat {ur. się 24.12.1960 r} bawiłam się przed naszym blokiem z innymi dziećmi w piaskownicy i nagle ktoś z nas zauważył srebrną kule bardzo wysoko nad piaskownicą, ale nie idealnie tylko tak trochę w bok.

Kula była w miejscu nie przemieszczała się , była tam parę godzin potem znikła nikt z nas nie zauważył kiedy . Drugi raz to było u mnie w domu , mieszkam na trzecim piętrze , miałam 16 lat i stałam na balkonie . Był piękny słoneczny dzień patrzyłam w niebo jak zwykle , widzę lecący samolot smuga za nim i nagle na niebie w odległości może 10 cm z mojego punktu widzenia pokazał się spodek srebrny był, mniejszy od samolotu i leciał idealnie za samolotem jego torem . Po czasie znikli mi z oczu . Trzeci raz to 14.06.2020 byłam w domu i zachwyciło mnie niebo .

Piękny błękit z przeplatającym się różem . Pomyślałam muszę zrobić zdjęcie dawno nie widziałam takiego nieba . Zrobiłam zdjęcie na komórce i zapisałam . Niczego nie podejrzewałam . Dopiero po jakimś czasie powiększyłam zdjęcie i zobaczyłam to coś. Myślę że to niebo było nie na darmo takie piękne !!!! Mam prośbę , czy można by było w jakiś sposób to obrobić lub powiększyć żeby zaspokoić moją ciekawość co to było posyłam zdjęcia z komórki . Pozdrawiam [...] serdecznie i proszę o tak ciekawe audycje . Czytałam książkę Misja i zaraz skojarzyłam te kolory nieba z tymi kolorami które są na ich planecie, oczywiście nasze są dużo bledsze !

[dane do wiad. FN]



[KONTAKT] Dzień dobry, postanowiłem założyć konto i podzielić się swoim doświadczeniem z 10 kwietnia 2010 roku.

Miałem bardzo, bardzo realistyczny sen, nigdy wcześniej, ani później mi się to nie zdarzyło. W śnie widziałem samolot z perspektywy jakby trzeciej osoby, mogłem oglądać to co się dzieje na pokładzie, ale sam nie byłem widziany przez innych pasażerów. Ludzie ci byli elegancko ubrani, miałem poczucie, że to ważne osobistości. Panowała wesoła atmosfera, było wiele prowadzonych rozmów na raz. Po chwili znalazłem się obok w powietrzu i zobaczyłem ten samolot z zewnętrznej perspektywy, jak leci wśród mgły. Widziałem po prostu samolot, a wszędzie wokół było białawo, mglisto, widziałem jedynie samolot. Tu już akcja potoczyła się błyskawicznie i mnie przeraziła. Usłyszałem huk i okropne krzyki ludzi, a samolot szybko opadał, ludzie cały czas krzyczeli, cierpieli. W momencie uderzenia o ziemie drugi huk był tak duży, że wyrwał mnie ze snu, miałem wrażenie jakbym usłyszał ten huk wewnątrz własnej czaszki. Serce biło mi jak szalone z przerażenia. Po obudzeniu podniosłem od razu telefon by sprawdzić godzinę i było około 8:45. Nie pamiętam dokładnie, na pewno było około 20-15 minut przed godziną 9:00.

Miałem wtedy 13 lat, a w domu byłem akurat sam z mamą, która była w łazience, więc zrobiłem sobie jedzenie w kuchni i oparłem się o blat rozmyślając o tym śnie (zrobił na mnie wielkie wrażenie), czekając by jej to opowiedzieć, gdy wyjdzie z łazienki. W kuchni mieliśmy radio i około 9:15-20 w radiu zet lub rmf fm (raczej to pierwsze) powiedziano, że coś się stało w Smoleńsku, bo urwał się kontakt z samolotem prezydenckim i czekają na więcej informacji w tej sprawie. Zamurowało mnie. Później już było jasne, że wszyscy pasażerowie samolotu zginęli. Opowiadałem tą historie różnym osobom... historia robiła wrażenie, ale ludzie nie wiedzieli co o tym myśleć lub byli nieprzekonani.

Jakiś czas później, gdy już były nagrania z czarnych skrzynek z zapisem czasowym itd. to połączyłem fakty, że ten sen miałem dokładnie w momencie, gdy się to wydarzyło.

Nie sądzę, żebym miał takie zdolności do śnienia o czymś co się właśnie dzieje na świecie, a jednak mi się to zdarzyło. Nie interesuję się lotnictwem. Nigdy wcześniej czy później nie śniły mi się samoloty. W tamtym okresie nie oglądałem, ani nie czytałem filmów związanych z taką tematyką, więc nie może to być zbieg przypadków.

Próbowałem cofać się myślami do tego snu, by przypomnieć sobie coś więcej, czy to była katastrofa czy jak to niektórzy uważają zamach. Niestety nie mam pojęcia lub nie pamiętam. Wiem tylko, że najpierw był jeden huk i krzyki, a później drugi ogromny huk, który mnie wybudził.

Przysięgam, że napisałem prawdę.

Pozdrawiam

PS: Mam też inną historię o obserwacji statku kosmicznego.

To było w 2013 r. kiedy zbliżałem się do zakończenia 1 klasy liceum ogólnokształcącego w Brodnicy w kujawsko-pomorskiem. Mieszkałem w internacie obok szkoły i w okresie maja/czerwca wspólnie z kolegą z pokoju pobraliśmy program na komputer, który pokazywał, o której godzinie będą przelatywać satelity na niebie. Wieczorami otwieraliśmy okno na oścież i obserwowaliśmy niebo za satelitami. Któregoś wieczora czekając na przelot satelity, która miała być za około 5-10 minut, zobaczyliśmy złoty, intensywnie świecący trójkąt wysoko na niebie.

Kształt miał taki jak trójkąt równoboczny, lecz u środka dolnej podstawy było wklęśniecie do środka, więc tak naprawdę przypominało to trójkąt, ale ścian było 4 ze względu na to wklęśniecie dwóch ścian do środka, tam gdzie powinna być podstawa trójkąta. Trójkąt poruszał się po niebie wbrew wszystkim prawom fizyki, przemieszczał się subtelnie po niebie i się obracał najwyższym wierzchołkiem, gdy zmieniał kierunek lotu. Wreszcie na chwile się zatrzymał po czym wystrzelił z prędkością światła, została po nim na sekundę tylko kreska na niebie, taka jak jest widoczna na ułamek sekundy od spadającego meteoru. obserwowaliśmy go z zapartym tchem przez około minutę i więcej go nie widzieliśmy. Rzecz jasna razem z kolegą opowiadaliśmy tego wieczora o tym, ale zostaliśmy wyśmiani, że widzieliśmy ufoludki, więc więcej, już nie wróciliśmy do tematu. Ja chciałem do tego wrócić, ale kolega traktował to jak temat tabu.
Czy w Waszych zbiorach ktoś udokumentował podobny obiekt? Mój wujek raz opowiedział mi, że jak był na rybach to zobaczyli przelatujące cygaro. Wtedy zabrzmiało to niewiarygodnie, ale sprawdzałem i są relacje o obiektach, w kształcie cygaro. Jestem ciekawy jednak czy ktoś zaobserwował taki czworościan przypominający trójkąt jak opisywałem powyżej.

Przepraszam, że się tak rozpisałem.
Pozdrawiam raz jeszcze.

[dane do wiad. FN]



Obiekt UFO w kształcie metalicznej kuli, który został zauważony nad dzielnicą Los Angeles (San Gabriel Valley, USA) we wrześniu 2017 roku.





Policyjny helikopter okrążył obiekt UFO - chwilę potem kula błyskawicznie odleciała. W Archiwum FN mamy film z tego wydarzenia (poniżej fragment przekształcony do postaci krótkiej animacji).




zwiń tekst



NIEPOKOJĄCY SEN: WIEŻA EIFFLA W PARYŻU BYŁA POŻERANA PRZEZ OGROMNE PŁOMIENIE!
Pon, 17 maj 2021 06:05 komentarze: 6 czytany: 2461x

[...] Piszę do Was, gdyż w nocy z niedzieli na poniedziałek miałem bardzo niepokojący sen. Zdarzało mi się już mieć 'prorocze' sny, jeden z nich Wam opisałem, a Wy go umieściliście na stronie razem z innymi mu podobnymi (chodziło o wybuch bomby pod stadionem krótko przed ostatnimi Mistrzostwami Świata w piłkę nożną).Wracając do mojego ostatniego snu, otóż sytuacja rozgrywała się niby w miasteczku, .......

czytaj dalej

[...] Piszę do Was, gdyż w nocy z niedzieli na poniedziałek miałem bardzo niepokojący sen. Zdarzało mi się już mieć 'prorocze' sny, jeden z nich Wam opisałem, a Wy go umieściliście na stronie razem z innymi mu podobnymi (chodziło o wybuch bomby pod stadionem krótko przed ostatnimi Mistrzostwami Świata w piłkę nożną).

Wracając do mojego ostatniego snu, otóż sytuacja rozgrywała się niby w miasteczku, z którego pochodzę (małe miasto w Wielkopolsce), dlaczego niby? Za chwilę wyjaśnię.

No więc chodziłem ze znajomymi po głównej ulicy naszego miasta, od knajpki do knajpki i zatrzymywaliśmy się w każdej na przekąskę oraz drinka, co mnie jednak zdziwiło jako pierwsze, w rzeczywistości, ta ulica w moim miasteczku w zasadzie 'nie żyje', tzn. znajdują się tam banki, apteki, punkty sieci komórkowych itp., ale nie ma tam żadnych barów, pubów, restauracji itp., więc siłą rzeczypo 18 ruch tam zamiera. We śnie jednak, każda z tych kanjpek była wypełniona ludzmi. Porównałbym tę ulice we śnie, do uliczek w Barcelonie, Dubrowniku czy Paryżu (nie przypadkiem, do czego zaraz dojdę).

W pewnym momencie snu, nagle nastał wieczór, gwar nie ustawał a my szliśmy w dół tej ulicy, w kierunku Rynku miejskiego. Nagle zobaczyliśmy, że przed wejściem na rynek, zgromadziło się mnóstwo ludzi i widać potężną, pomarańczową łunę. Kiedy podeszliśmy bliżej, zobaczyliśmy....wieżę Eiffla, pożeraną od dołu przez ogromne płomienie!
Widok ten był tak wyraźny, że mogę porównać go tylko do patrzenia na Wieżę Eiffla stojąc przed nią w rzeczywistości. Całość snu nie miała takiej 'rozdzielczości', tylko momenty kiedy patrzyłem na tę wieżę.




Po kilku sekundach wpatrywania się, usłyszałem potężny wybuch i kiedy obróciłem się w stronę, z której dochodził, zobaczyłem, że miał on miejsce w jednej z knajpek. W tym momencie wybuchła potężna panika, ludzie zaczęli uciekać we wszystkie strony, zaczęły migać policyjne światła i nastąpił chaos.

Ja wraz z kolegami, ruszyłem w stronę innej ulicy i kiedy już na niej byliśmy, nastąpił kolejny wybuch, tym razem w piekarni.
Tym razem widzieliśmy ofiary, panika wybuchła ze wzmożoną siłą, pojawiło się jeszcze więcej wozów policyjnych...

Zaraz po tym nastąpiła seria wybuchów w różnych punktach miasta, a my, nie wiem skąd, ale w końcu to sen, wiedzieliśmy już, że to seria islamskich ataków terrorystycznych.

Cofnęliśmy się grupą w stronę ulicy gdzie nastąpił pierwszy wybuch i będąc już na niej, znów spojrzeliśmy na płonącą Wieżę Eiffla i w tym momencie, w 3/4 jej wysokości, nastąpił wybuch i wieża złamała się, upadając w prawą stronę.

W tym momencie poczułem we śnie potężny niepokój i wybudziłem się. Niepokój towarzyszył mi przez jeszcze ok. 2 minuty, po czym znów zasnąłem.

Chciałbym dodać, że ani w niedzielę, ani nawet dni czy tygodnie wcześniej, nie oglądałem, nie czytałem czy nawet nie myślałem ani o terrorystach ani o Paryżu. Piszę to, bo często sny powstają na bazie czegoś co wywarło na nas podświadomy wpływ (albo i świadomy) w ostatnim czasie.

Największą zagadką dla mnie jest ta wyrazistość/ jakość/rozdzielczość widoku na Wieżę Eiffla. Cała reszta snu odbywała się w 'normalnej jakości', ale ten widok pokazany był mi niewyobrażalnie wyraźnie.

Mam szczerą nadzieję, że nie było to nic innego niż majaki mojego mózgu i że do scen w nim zawartych nigdy nie dojdzie.

Pozdrawiam załogę,
[...]  (dane do wiadomości redakcji) e-mail z opisem snu dostaliśmy 14 maja 2021


Poniżej przepowiednia z naszego Projektu Messing największego niemieckiego jasnowidza Aloisa Irlmayera.





zwiń tekst



MOJA OBSERWACJA UFO Z 1995 ROKU
Sob, 15 maj 2021 03:51 komentarze: 1 czytany: 1135x

[KONTAKT] Witam Ponownie Szanowną Redakcje Nautilus. Chciałem opisać moją obserwacje UFO z 1995 roku z sierpnia, pasuje to artykułu "OBSERWACJA DZIWNEJ ISTOTY I POJAZDU UFO". Dlaczego? - otóż czas podobny i miejsce, (woj.wielkopolskie) wieś Małgów na południe od Jarocina, blisko miasteczka Pogorzela. Obserwacja miała miejsce około godziny 24tej... Szedłem z Ojcem wiejską drogą, kiedy to na niebie .......

czytaj dalej

[KONTAKT] Witam Ponownie Szanowną Redakcje Nautilus. Chciałem opisać moją obserwacje UFO z 1995 roku z sierpnia, pasuje to artykułu "OBSERWACJA DZIWNEJ ISTOTY I POJAZDU UFO". Dlaczego? - otóż czas podobny i miejsce, (woj.wielkopolskie) wieś Małgów na południe od Jarocina, blisko miasteczka Pogorzela. Obserwacja miała miejsce około godziny 24tej... Szedłem z Ojcem wiejską drogą, kiedy to na niebie ujrzeliśmy obiekt, który "krążył wokół gwiazdy" wyglądał podobnie jak ona... Idziemy dalej, a obiekt jakby nas zauważył? Podążał dość szybko w naszym kierunku i obniżał lot.

Doszliśmy z Ojcem do dwóch, dwu piętrowych bloków. Ojciec poszedł do domu cioci, a Ja zatrzymałem się pomiędzy blokami,obiekt się gwałtownie zatrzymał nad blokami, tak , że widziałem jego okrągły spód, i odziwo kolor biały,ale skąd on odbijał światło, może sam emanował jakoś delikatną białawą poświatą? Patrzyłem na niego przez pare chwil, po czym poczułem najpierw ciekawość po chwili lęk. Obiekt nagle niczym meteor odleciał, z miejsca nie nabierając prędkości!!! Znalazłem listy, które pisałem na brudno w 1997 roku do Pana Bronisława Rzepeckiego. Odświeżyłem w miare dokładne pamięć. Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



PROROCZE SNY, ALE NIE TYLKO...
Sob, 8 maj 2021 16:07 komentarze: 7 czytany: 3129x

[...] Kolejny sen z kolekcji snów proroczych co do mojego życia. Kiedyś miałam narzeczonego, ale nie dane nam było razem iść przez życie, bo on był ze wsi, ja z miasta i zerwaliśmy. Przed zerwaniem, zanim zaczęło się psuć w naszym związku, miałam sny, że nie potrafimy się dogadać, że zrywamy itp. Pamiętam pewien sen: byłam w kościele i był przy nawie bocznej ustawiony stolik, trwały zapisy na bal. .......

czytaj dalej

[...] Kolejny sen z kolekcji snów proroczych co do mojego życia. Kiedyś miałam narzeczonego, ale nie dane nam było razem iść przez życie, bo on był ze wsi, ja z miasta i zerwaliśmy. Przed zerwaniem, zanim zaczęło się psuć w naszym związku, miałam sny, że nie potrafimy się dogadać, że zrywamy itp. Pamiętam pewien sen: byłam w kościele i był przy nawie bocznej ustawiony stolik, trwały zapisy na bal. Wpisane było moje nazwisko, drugie niezrozumiałe, nieczytelne, ale wiedziałam, że to nie jest mój ówczesny narzeczony. Potem znalazłam się w miejscu, auli, gdzie dokonywałam urzędowych spraw.

Na koniec przyśniło mi się miejsce: wielki rynek, kamieniczki ze schodami między nimi, tak że z jednej strony można było przejść w inną uliczkę, bez schodzenia na rynek. Nie miałam pojęcia, że takie miejsce istnieje naprawdę. Zerwaliśmy zaręczyny, cierpiałam tylko 2 tygodnie, chodziłam na randki i kiedy już straciłam nadzieję, odezwał się na funskunie mój mąż. Jakież było moje zdziwienie, że kiedy załatwialiśmy formalności ze ślubem, wszystko było co do joty jak we śnie. Po ślubie pojechaliśmy na wycieczkę do Chorwacji i kiedy stanęliśmy w Dubrowniku na rynku starym, to mnie zatkało z wrażenia. Kamieniczki, między nimi wąskie uliczki ze schodami, przewodnik coś objaśniał, a ja wiedziałam, że sen się spełnił.

[dane do wiad. FN]



[...] Dzień dobry! Zacznę od tego, że miałam dobry sen. W tym śnie dostałam przekaz od osoby, że warto być dobrym człowiekiem, bo za to czeka nas nagroda po śmierci. Zanim doszło do tej sceny we śnie, przeżyłam lęk o syna, bo oczywiście we śnie wszystko rządzi się swoimi prawami.

Byłam na kawie u miłych ludzi, w tle była Matka Boska, w normalnych ciuchach i mały Jezus, który chciał bym z Nim wszędzie szła, nawet do toalety. Później było tak, że syn mój bawił się z jakimiś dziećmi poza domem i zrobiło się źle. Nagle zaczęły nadbiegać złe, dzikie zwierzęta domowe, wściekłe i groźne, zostałam rozdzielona z synem. Przeżyłam lęk o niego. Potem szłam gdzieś sama, bez męża i syna. Później była scena w jakimś pięknie umeblowanym mieszkaniu i ta "rozmowa" o byciu dobrym człowiekiem. Wtedy się odwróciłam i zobaczyłam młodego chłopaka medyka, a na jego piersi plakietkę z imieniem mojego syna i nazwą "lekarz" obok imienia. I zaraz potem druga postać powiedziała mi o byciu dobrym. Obudziłam się z ulgą, że syn jest z nami zdrowy i cały, że nikt go nie rozdzielił od nas. Na razie ma zainteresowania ściśle komputerowe, więc do medycyny daleko.

Chodzi mi o przekazanie mentalnej wiadomości, że warto czynić dobro, mieć dobre serce i ogólnie być dobrym człowiekiem.

[dane do wiad. FN]


 

[...] Chciałam wam opisać historię sprzed 11 lat, kiedy byłam w ciąży. Miałam wtedy niezwykły sen. W tym śnie było ciemno w pokoju i nagle zadzwonił telefon - wtedy jeszcze stacjonarny. Telefon jarzył się poświatą, odebrałam pytając się halo? Chwile później ujrzałam dwunastoletniego chłopca, który do mnie powiedział: cześć mamo! Wystraszyłam się na maksa. Teraz syn ma 11 lat i wygląda ja z tamtego snu, nawet głos ma podobny. [...]


 

[...] Życie jest podróżą.

Od wczesnych lat szkolnych miałam przeświadczenie , że nigdzie nie pasuję , że to nie powinno być moje życie, a nawet że chyba żyję za karę. Moje dzieciństwo nie było łatwe, zawsze ciągnęło mnie do książek , lubiłam się uczyć i miałam różne pasje, ale w domu rodzinnym nie było to istotne, potrzeby dzieci były spychane na dalszy plan bo przecież ,, dzieci i ryby głosu nie mają ” , praca w gospodarstwie i chodzenie do kościoła – to miało kształtować charakter i zapewnić szacunek dla rodziców. Nie pamiętam dokładnie kiedy po raz pierwszy doświadczyłam porażenia sennego, mogłam mieć wtedy kilka lat.

Pamiętam jak obudziłam się w nocy przerażona nie mogąc się poruszyć , chciałam krzyczeć ale nie mogłam wydobyć głosu. Czułam jakby coś siedziało mi na nogach. Oczywiście nie miałam wtedy pojęcia co się ze mną dzieje – dopiero lata później kiedy Internet stał się powszechny zrozumiałam co to było. Epizody tego typu pojawiały się u mnie bardzo często , czasem po kilka razy w nocy. W domu rodzinnym często straszono mnie i rodzeństwo diabłami i zmorami , które przyjdą po nas jak będziemy niedobrzy i nieposłuszni. Bałam się zasypiać , byłam przerażona i byłam z tym sama . Idąc spać zawsze naciągałam kołdrę po samą szyję żeby zmora do mnie nie przyszła.

Może komuś to wydać się śmieszne ale noce były dla mnie koszmarem. W dodatku pewnej nocy na strychu było słychać jakieś kroki, słyszeli je wszyscy domownicy i nie dało się tego racjonalnie wytłumaczyć. Prawie w tym samym czasie zaczęłam się buntować nie chcąc chodzić do kościoła i nie chodziło o msze niedzielne gdzie nie było dyskusji tylko o mszę w tygodniu. Nie dość że na naukę było mało czasu ponieważ na pierwszym miejscu były prace w polu to jeszcze przymusowo uczestnictwo we mszy w pierwszy piątek miesiąca. Chodziłam wtedy do LO. Zbuntowałam się i usłyszałam od mamy że jestem diabła warta , że jestem nic nie warta. Tak , jakby chodzenie do kościoła decydowało o wartości człowieka, a nie wszystko inne. Moje życie było koszmarem, marzyłam o tym żeby zasnąć i się nie obudzić, a nawet sen nie był dla mnie łaskawy. To było jak klątwa rzucona na mnie w imię kościoła.

W nocy jak już wydawało mi się że zasypiam pojawiał się ten wibrujący dźwięk zwiastujący następny koszmar. Walczyłam z tym i siłą woli starałam się poruszyć np. głową jak już wiedziałam że to pomaga się wybudzić. Najgorsza była zachowana świadomość i przerażenie, powtarzalność tego zjawiska. Pewnego razu podczas „ snu” zorientowałam się , że moja głowa znajduje się na wysokości górnej części drzwi , unosiłam się nad łóżkiem zachowując świadomość, ogarnęło mnie przerażenie. Problemy ze snem , niska samoocena oraz brak jakiegokolwiek wsparcia spowodowały że zaczęłam bać się ludzi, czułam się gorsza i nie wierzyłam że spotka mnie w życiu coś dobrego. Choć byłam lubiana w szkole to wolałam jak nikt nie zwraca na mnie uwagi. Zaczęłam wtedy słuchać audycji Pana Roberta Bernatowicza w Radiu Zet, zafascynowało mnie wszystko to co nie wyjaśnione – pamiętam audycję o piramidach egipskich. Przeczytałam wtedy wszystkie dostępne w bibliotece książki Ericha von Danikena , interesowały mnie książki popularnonaukowe. Pamiętam też że czytałam „ Kosmologię” Hellera i fascynowałam się ornitologią. To była moja odskocznia . Lubiłam też majsterkować i szyć ,pisałam wiersze.

Potem matura i studia, ciągłe zastanawianie się nad własną wartością, związki, które nie miały prawa przetrwać. W momentach spokoju i wydawałoby się szczęścia śniło mi się że latam , a może faktycznie opuszczałam ciało mimowolnie, leciałam niewysoko i nie za daleko ale wtedy czułam że mogę sterować swoim lotem, swoim życiem. Pamiętam bardzo dobrze taki epizod , wtedy moje dzieci miały już po kilka lat a ja uczęszczałam na grupę wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie i marzyłam o tym żeby definitywnie zmienić swoje życie i otoczenie, uwolnić się od przeszłości i traum. Mieszkałam wtedy w drewnianym domku po babci , obok rodziców, pewnej nocy jak zwykle to miało miejsce zaczęło się od wibrującego dźwięku, z czym zresztą zdążyłam się oswoić, ale tym razem wiedziałam że to będzie podróż.

Przeniknęłam przez ścianę tuż nad śpiącymi dziećmi i znalazłam się na podwórku , pamiętam że aby wznieść się wyżej i nabrać rozpędu potrzebna była siła woli. To było wszechogarniające poczucie wolności i błogości. Skierowałam się na drogę prowadzącą do głównej drogi asfaltowej biegnącej przez wieś. Minęłam piwnicę w ogrodzie i drzewa owocowe w sadzie. Dotarłam do głównej drogi i w jednym momencie znalazłam się z powrotem w łóżku. Wiedziałam wtedy że muszę wreszcie coś zmienić w swoim życiu, sama będąc matką wiedziałam że muszę uchronić swoje dzieci przed agitacją kościelną, chciałam żeby moje dzieci były szczęśliwe.

Zmieniłam otoczenie i próbowałam ułożyć sobie życie daleko od domu rodzinnego, to jednak nie uchroniło mnie od niepowodzeń. Teraz wiem że dopiero wyjaśnienie sobie dręczących spraw, które nosimy w sobie, pozwala na otwarcie się na nową drogę .To było latem tego roku, będąc w odwiedzinach w domu rodzinnym ponownie moja mama zaczęła namawiać mnie na chodzenie do kościoła, próbowała mi w mówić że bardzo źle postępuję nie uczestnicząc we mszach . Oczywiście moje argumenty że nie jestem przez to gorszą osobą i że modlić się można np. pracując w ogrodzie, nie dotarły do Niej , wypaliłam : ” czy znów usłyszę, że jestem diabła warta ? ”Moja mama była w szoku , nie spodziewała się że ja to pamiętam, tłumaczyła się że to było w nerwach i takie tam. Powiedziałam jej że te słowa zapamiętałam na całe życie . To one zawsze przypominały mi się w wyjątkowo trudnych chwilach , były jak klątwa. Nie wspomniałam o latach bezsenności i lękach , o tym jak często myślałam kim byłabym teraz gdyby moje skrzydła mogły się rozwinąć.

Ale co najważniejsze to był przełom- może za późno ,a może to właśnie tak miało być . Żyję w zgodzie ze sobą i przede wszystkim spełniam się jako matka i moje dzieci – jedno już dorosłe a drugie prawie, mają we mnie wsparcie jakiego sama nie doświadczyłam. Nie mogę tylko zrozumieć jak można w imię kościoła czy jakiejkolwiek religii tak się zatracić aby nie zauważać że się krzywdzi własne dzieci. Takiej religii mówię nie. Wieżę w siłę wyższą i w reinkarnację, nawet jeśli moje życie jest podróżą za karę, to jestem gotowa ją przebyć . Staram się rozwijać duchowo i dokształcam się. Nie dążę do posiadania zbędnych przedmiotów , czasem wolę towarzystwo zwierząt niż ludzi . Oczywiście moje przekonania i zainteresowania nie są mile widziane na forum rodzinnym , dlatego też zawsze gdy wybieramy się w rodzinne strony proszę dzieci , które zresztą mają taką samą wizję świata jak ja, żeby nie poruszały drażliwych tematów, ponieważ wszystko co odbiega od nauk kościoła jest odbierane jako dzieło szatana. Kocham życie mimo wszystko. Niedawno znów śniłam że latam, wyżej i dalej niż kiedykolwiek , pomimo trudnych czasów jakie obecnie nastały przepełnia mnie nadzieja że jeszcze będzie normalnie.
Moje motto życiowe :

Człowiek okrętem po falach życia przemierza morza i oceany,
Czasem podmuchem wiatru jest gnany,
czasem przeraża go bezkresna cisza.
Bo życie zmienne jest niezmiernie,
nieznane jak Diabelskie Morze,
czasem przeraża nas śmiertelnie,
czasem przyjmuje nas w pokorze.
Więc z białym żaglem ponad głową płyń poprzez uczuć oceany,
Nawet gdy maszt twój przez sztorm złamany – pamiętaj – bądź zawsze SOBĄ.

[dane do wiad. FN]

Pozdrawiam serdecznie zaloge Fundacji Nautiliusa a takze wszystkich zalogantow i czytelnikow.
Chcialbym Podzielic sie z Wami doswiadczeniem ktore dalo mi duzo do myslenia.
Bylo to kika tygodni temu.
Codziennie staram sie przesylac energie milosci dla tych ktorzy sa w potrzebie.
Pod koniec medytacji ukazal mi sie Aniol.
Stanal w niewielkiej odleglosci ode mnie i byl ustawiony bokiem.
Z wygladu przypominal troche Rzymskiego lub Greckiego wojownika.
Jego skrzydla byly zlozone.
W prawej rece trzymal cos co przypominalo troche wlucznie. Cala jego postac promieniowala zloto-sloneczna energia.
Stal tak jakby na warcie .
To wygladalo jakby pilnowal energii ktore przyjmuje moja dusza.
Zapytalem kim jest. Odpowiedzial Aniolem Strozem.
W miejscu mojej klatki piersiowej powstala pusta przestrzen ktora promieniowala delikatna purpurowo-fioletowa energia. Czulem ogromna moc od tej Postaci i bylo to w formie energii-wibracji .
Nikomu nie zyczylbym stanac na Jego drodze.
Wygladal On jakby ze starozytnego swiata lub innego wymiaru .
Kilka lat wstecz widzialem kilku Aniolow w kosciele podczas chrztu dzieci ale Oni wygladali jak normalne osoby.
Jednak bylo cos podobnego.
W czasie ich pojawienia caly kosciol wypelnil sie pieknym i bardzo delikatnym purpurowo-fioletowym Swiatlem.
Szukalem podobizny Aniola z mojej wizji na internecie ale bez skutku.
Pozdrawiam raz jeszcze serdecznie i dziekuje ze jestescie.

Rysiek

Ps. W najblizszym czasie postaram sie opisac wiecej doswiadczen.

 

 

 

From: [...]
Sent: Saturday, May 8, 2021 2:00 PM
To: NAUTILUS HD
Subject: Dobro powraca !

 
 
Witam znalazłem niesamowitą opowieść byłego więźnia obozu  
KL -Sachsenhausen Pana Stafana Króla , który opowiada o przypadku gdy opatrywał SS-mana , a następnie o jego wypowiedzi na Gestapo , która to ostatecznie uratowała życie 40 więźniów.
Samo wydarzenie to nieostrożność  SS-mana !
Opowieść zaczyna sie od około 23 minuty !
 
 
https://www.youtube.com/watch?v=y3bmsbE-d8A
 
Pozdrawiam
 
[dane do wiad. FN]


 



zwiń tekst



I NA CMENTARZU USŁYSZALEM W GŁOWIE GŁOS „Mareczku, co ty tutaj robisz?”
Pt, 7 maj 2021 05:12 komentarze: 1 czytany: 1894x

Witam FN! Bardzo lubię Wasz serwis, a najbardziej dział XXI PIĘTRO. Postanowiłem także ja opowiedzieć, a raczej opisać dziwne zdarzenie w moim życiu, które miało miejsce 7 lat temu. Gdybym tego sam nie przeżył to pewnie bym nigdy nie wpadł na to, że to może być prawda. Tego dnia usłyszałem pierwszy raz w życiu głos w głowie, który wymienił moje imię i powiedział coś bardzo konkretnego. Tu może zaznaczę.......

czytaj dalej

Witam FN! Bardzo lubię Wasz serwis, a najbardziej dział XXI PIĘTRO. Postanowiłem także ja opowiedzieć, a raczej opisać dziwne zdarzenie w moim życiu, które miało miejsce 7 lat temu. Gdybym tego sam nie przeżył to pewnie bym nigdy nie wpadł na to, że to może być prawda. Tego dnia usłyszałem pierwszy raz w życiu głos w głowie, który wymienił moje imię i powiedział coś bardzo konkretnego. Tu może zaznaczę, że wiem, że jest choroba zwana schizofrenią, kiedy ludzie zaczynają słyszeć głosy, które z nimi prowadzą konwersację, często dają im jakieś rady i tym podobne. Ale ja uważam, że natura tej choroby nigdy nie została do końca poznana i nie można wykluczyć, że w niektórych przypadkach te głosy mogą być efektem tego, że ktoś przeżywa silny syndrom opętania przez jakiś byt demoniczny. Ale może opowiem o mojej historii.

W 2014 pracowałem w firmie, która zajmowała się transportem, miała samochody i przewoziła różne rzeczy. Ja byłem kierowcą i tego dnia dostałem trochę dziwne zlecenie zawiezienia metalowych części do naprawy ogrodzenia na jednym z cmentarzy. To była miejscowość obok Kielc, a cmentarz dosłownie był w centrum miasta, co mnie nawet trochę zdziwiło. Było już ciemno, kiedy przyjechałem w to miejsce i od razu ekipa zaczęła rozładowywać wszystkie części, aby następnego dnia zacząć pracę przy ogrodzeniu. Ja postanowiłem zapalić papierosa i przejść się. Z braku lepszego pomysłu wszedłem na teren tego cmentarza. Byłem może 25-30 metrów od samochodu, więc bardzo blisko. Nagle usłyszałem w głowie super wyraźny głos męski, zdecydowany i nawet stanowczy:

- Mareczku, co ty tutaj robisz?

Dodam, że mam na imię Marek. Błyskawicznie rozejrzałem się wokół, ale nikogo nie było. Nie było ciemno, bo światła lamp od ulicy dawały wystarczająco dużo światła. Dosłownie stanęły mi włosy dęba na głowie. Rzuciłem się do ucieczki i uspokoiłem dopiero wtedy, kiedy stanąłem po drugiej stronie ulicy na chodniku. Wiem, że to było coś w rodzaju telepatii, a może nawet po prostu telepatia. Tam na tym cmentarzu było coś, co do mnie przemówiło i nikt mnie nie przekona, że uległem złudzeniu. Ta historia upewniła mnie, że jest życie po śmierci, a duchy nie są bajkami dla dzieci, ale rzeczywistymi bytami, które mogą przemówić do człowieka.

Mam nadzieję, że ta historia Wam się przyda do archiwum.
Pozdrawiam załogę i Kapitana okrętu!
[dane do wiad. FN]




From: [.]
Sent: Thursday, May 6, 2021 8:39 PM
To: FN
Subject: Moja historia ze słyszanym w głowie głosem

Dzień dobry .
[...] z tej strony
Chciałbym opowiedzieć Państwu moją historię która mi się przydarzyła .
O głosie który słyszałem w swojej głowie.
Opisuje to w wielkim skrócie ponieważ jest to bardzo dużo pisania:
 
Moja Historia:
 
Cała historia zaczęła sie w dniu 3 lipca 1998 Roku miałem wtedy 25 lat.
Brałem udział w Ogólnopolskim Festiwalu Polskiej Piosenki lat 60-70 organizowanym przez Świdnicki Ośrodek Kultury.
Był to pierwszy dzień Festiwalu i jako Gwiazda tego Festiwalu występował Zespół Chrząszcze. Grali muzykę lat 60 -70
Więc siedziałem sobie przy stoliku i przysłuchiwałem się muzyce którą grali ,obok mojego stolika przeszła Dziewczyna 19 letnia wtedy ,Pomysłodawczyni Festiwalu pod nazwą (.....).Zaznaczam ,że nie byłem pijany bo w ogóle nie piję alkoholu naćpany tym bardziej ponieważ nie używam żadnych tego typu środków. Nagle w mojej głowie usłyszałem głos. Nie wiem czyj to był głos ale powiedział do mnie tak.
 
"TO JEST TA DZIEWCZYNA KTÓREJ SZUKA TWOJE SERCE,
BĘDZIECIE SIĘ DOBRZE ZNALI,
ALE MUSISZ NA NIĄ UWAŻAĆ BO BĘDZIE CHCIAŁA CIĘ OSZUKAĆ"
 
Chciałbym dodać ,że wtedy nie znałem jej jeszcze w ogóle nawet nie wiedziałem jak ma na imię.
 
Dalej ten głos mówił:
 
"BĘDZIECIE GDZIEŚ RAZEM"
 
Więc w myślach zadałem pytanie? :
Gdzie będziemy razem?
Głos odpowiedział:
 
"ZAJDZIECIE RAZEM NA SZCZYTY"
 
26 Lipca byliśmy już w Szczytnie byłe województwo Olsztyńskie na Dniach i Nocach Szczytna.
 
Dalej ten głos mówił będziecie jeszcze gdzieś razem :
Więc znowu w myślach zadałem pytanie temu głosowi :
Gdzie będziemy jeszcze razem?
Głos odpowiedział pytaniem :
 
"A GDZIE BYŁA PIERWSZA STOLICA POLSKI???"
 
No wiadomo że w Gnieżnie.
I w tym momencie zobaczyłem w  myślach obrazy ze szkolnej książki Orle gniazda i rycerzy LECH CZECH I RUS.
 
i już na zakończenie lata byliśmy na koncercie organizowanym przez TVP2 w Gnieznie.
 
Dalej ten głos mówił :
BĘDZIECIE RAZEM ,ALE POKŁUCICIE SIĘ,NIE BĘDZIECIE ZE SOBĄ ROZMAWIAĆ.BĘDZIESZ BARDZO CIERPIAŁ ,NIGDY NIE ZAZNAŁEŚ TAKIEGO BÓLU.
Więc zadałem pytanie w myślach dlaczego muszę tak bardzo cierpieć i jak długo nie będziemy ze sobą rozmawiać?
Więc głos odpowiedział:
 
"ABYŚCIE SIĘ SZANOWALI ,NIGDY NIE ZDRADZALI ABYŚCIE ZROZUMIELI ,ŻE NIGDNY NIE BĘDZIECIE SZCZĘSLIWI BEZ SIEBIE".
Nie pamiętam jak długo mieliśmy nie rozmawiać ze sobą ponieważ nie do końca w to wszystko wierzyłem ,ale wiem że miało być to bardzo długo i zacząłem się wtedy jakby kłócić z tym głosem. Więc ten głos powiedział wtedy ,że:
 
"MINIMUM 10 LAT NIE BĘDZIEMY ZE SOBĄ ROZMAWIAĆ, ALE ONA WRÓCI I BĘDZIECIE SZCZĘŚLIWI"
 
Widziałem wtedy jakby cała historie swojego życia aż do jej powrotu i założenia z nią rodziny widziałem dwójkę naszych małych dzieci jak wszyscy jesteśmy w Kościele Św. Wojciecha w Gnieżnie w tym samym w którym byliśmy podczas wycieczki do Gniezna.
 
Dodam jeszcze ,że ten głos mówił ,że będę grał w innym składzie z innym Gitarzystą, a wtedy grałem z innym kolegą w duecie graliśmy razem 16 lat a obecnie od 10 lat gram w innym składzie .
 
Dodam jeszcze ,że przez przypadek trafiłem na opowieść tej dziewczyny na youtube że też cierpiała przez 10 lat była nawet u Egzorcysty. Nie chce podawać jej imienia ani nazwiska bo jest to osobą bardziej publiczna a pewnie też by sobie tego nie życzyła. Dodam też że do dzisiejszego dnia ten głos nie daje mi spokoju ja do dziś pamiętam wszystko słowo w słowo co ten głos do mnie mówi widzę obrazy które wtedy widziałem jak ten głos mówił o moim życiu . Nie wiem dlaczego ? Co to był ? Kto do mnie mówił ?
Przez to wszystko nie ułożyłem sobie życia do dziś jestem sam .Po zakończeniu znajomości z tą dziewczyną nie mogłem się pozbierać przez ponad 10 lat.
Ta cała historia jest bardzo długa nie dałoby się tego opisać w kilku zdaniach.
 
Pozdrawiam serdecznie.
[dane do wiad. FN]
 
 




zwiń tekst



PODCZAS MEDYTACJI UJRZAŁAM SIEBIE W STROJU... ZE ŚREDNIOWIECZA
Czw, 6 maj 2021 06:39 komentarze: 1 czytany: 1617x

[...] Hejka,  Niedawno natrafiłam na Waszą fundację z czego bardzo się cieszę.  Piszę do Was bo doświadczyłam czegoś niesamowitego pół roku temu. Otóż podczas medytacji ujrzałam siebie w stroju kobiety ze średniowiecza. Widzę siebie od tyłu, nie widzę twarzy ale czuję, że to ja. Czuję odwagę, siłę i emocje takiej chwały i dumy. Trzymam za rękę dziecko, chłopca, którego twarzy też nie widzę.......

czytaj dalej

[...] Hejka,  Niedawno natrafiłam na Waszą fundację z czego bardzo się cieszę.  Piszę do Was bo doświadczyłam czegoś niesamowitego pół roku temu.

Otóż podczas medytacji ujrzałam siebie w stroju kobiety ze średniowiecza. Widzę siebie od tyłu, nie widzę twarzy ale czuję, że to ja. Czuję odwagę, siłę i emocje takiej chwały i dumy. Trzymam za rękę dziecko, chłopca, którego twarzy też nie widzę ale mam poczucie jakbym uratowała to dziecko i siebie. Oboje stoimy na polu ....bitwy bo wszędzie jest czarna ziemia i płoną gdzieniegdzie ogniska. Jest noc.

To była moja wizja podczas medytacji.

Po kilku dniach od tej wizji musiałam udać się do osteoopatki, która zajmuje się też energioterapią i z powodu drętwienia mojej prawej ręki postanowiłyśmy zrobić sesję w której ona przechodząc dłońmi po moim ciele łączy się z moją energią i sprawdza co widzi.

Oprócz tego, że widziała mnie w łonie mojej mamy i doświadczyła lęku od dziecka (co by się zgadzało, bo moja mam była zestresowana w pierwszym trymestrze ciąży) to zobaczyła kobietę z dzieckiem i opisuje mi dosłownie scenę, którą opisałam wyżej.

Mówię jej czy widziała twarze kobiety i dziecka. Potwierdziła, że widziała twarz dziecka i miała poczucie że kobieta to ja. I teraz najlepsze......  Mówię jej że mam obecnie 3 synów i ona prosi żebym pokazała jej ich zdjęcia. A ona z całym przekonaniem potwierdza że twarz, którą widziała  to mój najmłodszy syn Piotruś l. 6 (taki wiek przypisałabym również dziecku z mojej wizji) Pierwszy szok ale kolejny przychodzi gdy składam puzzle swojego życia.

Gdy byłam w nieplanowanej ciąży z 3 synem ( z Piotrusiem) moja druga relacja w której byłam, była bardzo toksyczna, zła, przemocowa. W pierwszych tygodniach po tym gdy dowiedziałam się o ciąży - moje myśli krążyły wokół usunięcia ciąży ale co ciekawe ciało "mówiło" co innego. Ignorowałam to bo logiczne wydało mi się nie mieć nic wspólnego z tatą dziecka. Już właściwie organizowałam konieczne kroki ........ i zatrzymało mnie. Nie mogłam. Coś mi mówiło - nie rób tego, będzie dobrze, poradzisz sobie a to dziecko musi żyć, bo to nie jest przypadek.

No więc urodziłam Piotrusia. Później potrzebowałam 3 lat żeby odejść od partnera i zrobiłam to gdy zostałam uderzona przez niego w twarz trzymając Piotrusia na ręku.
Po tym incydencie z wizją skojarzyłam to poczucie "uratowania dziecka i siebie" z tą sytuacją w moim obecnym życiu.....

Jak byście to wyjaśnili? Czy moja dusza potrzebowała doświadczyć tych emocji jeszcze raz? Albo ta wizja była wiadomością aby uratować to dziecko teraz? ciekawe prawda? Ja bardzo wiele czuję i działam zgodnie z intuicją. Dopiero od 3 lat rozumiem, że to dusza woła ;-) Do tej pory nazywałam to "bezmyślnością" czyli "najpierw działam a później myślę" ;-) ale gdy patrzę wstecz to wszystkie moje decyzje w życiu podjęte zgodnie z głosem duszy - były IDEALNIE właściwe. To oczywiście możemy dostrzec dopiero gdy patrzymy wstecz.

Jest tak wiele pozytywów w moim obecnym życiu odkąd pojawił się Piotruś. Jakby przypadkowe dziecko a jednak nie ;-)  
Chciałam się z Wami tym podzielić, bo ta historia jest taka żywa we mnie i czuję całą sobą, że to wszystko zatoczyło jakieś koło i zaczynam dostrzegać sens swojego istnienia i moich dzieci. Zresztą wierze, że nasze dusze podpisały kontrakt. Uczymy się o sobie tak wiele poprzez kontakt z innymi duszami/ludzmi tylko trzeba być tego świadomym. Jesteśmy na tym świecie po to aby doświadczać to co nas spotyka aby móc wejść na wyższe poziomy wibracyjne i tym samym pewnie inkarnować na wyższe poziomy.
 
Mam na koniec taki cytat Ramana Mahariszi - indyjski mistrz duchowny:
"Najwyższy kieruje przeznaczeniem dusz zależnie od karmy każdej z nich, a co nie jest przeznaczone, nie wydarzy się, choćbyśmy się o to najusilniej starali. To co jest przeznaczone, stanie się, choćbyśmy starali się by tego uniknąć. To jest niezawodne i pewne. Najlepiej pozostać w milczeniu"
Można w tym zdaniu się przerazić lub .....odpocząć, zrelaksować i żyć normalnie, fajnie ;-) Ja odpoczywam. Czego wszystkim nam życzę z całego serca.
--
Pozdrawiam serdecznie,
[dane do wiad. FN]





zwiń tekst



DUCH W MIESZKANIU ZAMORDOWANEJ OSOBY?
Śr, 5 maj 2021 07:59 komentarze: 3 czytany: 1584x

[..] Dzień dobry, wiem że państwo się zajmują takimi sprawami dlatego piszę ponownie. Już dawno temu pisałam, dzieliłam się przemyśleniami i swoimi snami. Ostatnio doświadczyłam chyba czegoś gorszego. Z tego co pamiętam, również mieliście podobne listy ale nie mogę ich znaleźć. Zacznę od początku. Wprowadziłam się z chłopakiem do świeżo wyremontowanego mieszkania,  mamy pokój na parterze. Od .......

czytaj dalej

[..] Dzień dobry, wiem że państwo się zajmują takimi sprawami dlatego piszę ponownie. Już dawno temu pisałam, dzieliłam się przemyśleniami i swoimi snami. Ostatnio doświadczyłam chyba czegoś gorszego. Z tego co pamiętam, również mieliście podobne listy ale nie mogę ich znaleźć. Zacznę od początku.

Wprowadziłam się z chłopakiem do świeżo wyremontowanego mieszkania,  mamy pokój na parterze. Od głównych drzwi wejściowych idzie korytarz bardzo krótki i po jednej stronie są 2 pokoje, jeden wolny drugi zajęty, są schody na kolejne piętro gdzie są kolejne pokoje itd ale to nas nie interesuje.  są też drzwi które prowadzą do korytarzyka gdzie jest nasz pokój i obok jest salon z  kuchnią   i ogród.

Gdy wychodzi się z naszego pokoju idzie się prosto do kuchni, tuż obok jest zlew. W środku nocy słyszeliśmy kroki właśnie od naszych drzwi w kierunku zlewu - myślę że ja nawet częściej bo prosiłam chłopaka nie raz żeby poszedł sprawdzić a on otwierał drzwi mówi że nic nie słyszy ale sprawdzi. Ja słyszałam wyraźnie że ktoś chodzi o wraca i jakby rozpływa się mimo że powinien przejść jeszcze kawałek w kierunku drzwi na korytarz i albo iść do pokoju na parterze albo na piętrze. Może nie chciał mnie straszyć, nie wiem ale wiem że czasem sam z siebie też słyszał i sprawdzał. Oprócz tego w zlewie słychać było zlewana wodę. Gdy otwierałam drzwi automatycznie cisza. Podeszłam do zlewu, zlew jest suchy. Konsternacja.

Po którymś razie zaczęłam się zastanawiać co jest grane. W żartach powiedziałam do chłopaka, że chyba duchy, a tak naprawdę pomyślałam o tym, że prędzej mam schizofrenie, że wpadam w obłęd niż to się dzieje naprawdę. Potem, stopniowo doszły inne rzeczy. Siedziałam z papierosem przy oknie (mamy takie duże wyjściowe na ogród i pod tym stopień jeszcze więc nogi mi zwisaly) zamyślona patrzyłam w bok gdy nagle poczułam coś przede mną, czy to małego szczura nie wiem ale dotknęło nogi a ja w tym momencie automatycznie spojrzałam w dół i przed siebie i... Szok. Stoi facet ubrany na czarno, ręce spuszczone rozluźniona postawa, cały zarys było widać ale mimo światła nie zobaczyłam twarzy, cała czarna postać i tylko wlepione oczy we mnie. Z wrażenie wbiegłam do domu potknęłam się o kable i zamknęłam drzwi, zasłoniłam zasłony i w strachu siedzę, nie wiem co robić.

W końcu idę do kuchni gdzie też jest okno i widzę że nadal stoi. Spokojnie, nie agresywnie, normalnie stoi i patrzy na mnie, nic nie mówi. Po około 20 minutach  usłyszałam skrzypnięcie drzwiczek. Najlepsze jest to że ciężko jest się do nas dostać wokół, za ogródkami jest puste pole, cegły gruz, i do ogrodu można wejść tylko Przez cudzy dom, nie wiemy jak on się dostał. Nie widziałam żeby się ruszał ciągle stał jak przedmiot i nagle zniknął. Mój chłopak wrócił, wystraszył się ze ktoś chce nas okrasc i napasc i zainstalowaliśmy kamery ale to na nic. Ostatnio stał sam na fajce w ogródku i patrzył na kuchnie, światło było zapalone. Ono automatycznie nie gasnie, nikogo nie było i nagle zgasło. Aż odskoczył, mówi jak to możliwe. Mało tego w końcu gdy ja zasnęłam a on nie, mówi że słyszał te kroki i wodę... I pukanie w szybę naszych drzwi od strony ogrodu. Obudziłam się gdy płakał. Była cisza, ja mam lepszy słuch i zawsze nawet mimo tv słyszałam a teraz  on w końcu usłyszał to.

Tak samo usłyszeliśmy w tym samym momencie huk w kuchni i przesuwanie kartonów pod naszym łóżkiem , taki dźwięk ale fizycznie nic nie było widać. Widać było jedna rzecz w sumie 3 razy. Nigdy nie wychodzi nam ciasto. Raz poszliśmy na sekundę do pokoju, słyszeliśmy kroki wyszliśmy nikogo nie było a grzałka była przekręcona na 250 stopni (!!) i ciasto zaczęło się palić momentalnie! Innym razem byliśmy sami w kuchni stałam przy blacie obok i grzałka też się sama przekręciła na maxa ze 180 stopni!

W pokoju u nas też jest zimno mimo że grzejniki są na maxa włączone, wszystko zaczęło nam się składać w całość gdy ostatnio nasz współlokator przyznal się do morderstwa, gdy mój zauważył wybrzuszone panele w kuchni i nie chciał otwartego okna. Gdy otwiera się je, jest ok ale wystarcza 3 godziny i czuć smród. Tak samo z jego pokoju. [...]  Pozdrawiam

i list kolejny

Dnia 28 kwietnia 2021 [...]

Oczywiście z powodu emocji nie dokończyłam. Chciałam jeszcze dopisać ze to wszystko działo się od 1 dnia do teraz, a jakiś tydzień temu inny współlokator wyskoczył z nożem i zaczął grozić śmiercią (zabije cie jak poprzedniego z twojego pokoju i nic mi nie zrobią! ) mojemu chłopakowi, zmroziło nas. Zaczęliśmy wszystko składać do kupy. Te kroki, woda, mężczyzna (postać w ogrodzie).. I to że współlokator zawsze pilnował czy okno w kuchni jest otwarte i drzwi w salonie też a gdy szliśmy podsłuchiwał nas, jego drzwi były otwarte. Tak samo jednej dziewczyny z góry która wg mojego chłopaka miał wzrok taki jakby chciała coś powiedzieć. Ta myślą podzielił się ze wspollokatorem
Być może się domyślił ze mój coś przeczuwa, bo też zwracał uwagę na panele w kuchni, lekko wybrzuszone i smród, a ja nie. Może pod wpływem emocji pękł.
Ciągle chodzi ubrany na czarno, nie wychodzi z domu.. Ta sprawa się rozwiąże ale dreszcze mnie przechodzą co sekundę.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Uśmiechnął się, powiedział „do zobaczenia mój ukochany synu” i sen się skończył.
Pon, 3 maj 2021 05:27 komentarze: 1 czytany: 1804x

„Witam NAUTILUSIE!Moja opowieść dotyczy historii związanej z moim ojcem, który mieszkał w Warszawie, a ja pracowałem w Stanach Zjednoczonych. Wtedy, a były to lata 70-te nie było możliwości żadnego kontaktu telefonicznego i dlatego byliśmy skazani tylko na listy. Kiedy pisałem do żony, to także zawsze pisałem do mojego ojca, bo mama już nie żyła.To był 12 luty 1973 roku, kiedy w nocy miałem bardzo.......

czytaj dalej

„Witam NAUTILUSIE!

Moja opowieść dotyczy historii związanej z moim ojcem, który mieszkał w Warszawie, a ja pracowałem w Stanach Zjednoczonych. Wtedy, a były to lata 70-te nie było możliwości żadnego kontaktu telefonicznego i dlatego byliśmy skazani tylko na listy. Kiedy pisałem do żony, to także zawsze pisałem do mojego ojca, bo mama już nie żyła.

To był 12 luty 1973 roku, kiedy w nocy miałem bardzo dziwny sen. Przyśnił się mi mój ojciec. Był uśmiechnięty i szczęśliwy, a wokół niego była taka jasna poświata. Nigdy mi się nie śnił, a jego uśmiechnięta twarz bardzo nie pasowała do ówczesnej sytuacji, bo bardzo długo i ciężko chorował. Ojciec powiedział, żebym się nie martwił, bo on odchodzi do świetlnego świata i i nie może mi wysłać listu, a tylko może mi to powiedzieć w ten sposób. I żebym się w ogóle nie martwił, bo on żyje dalej i że się spotkamy, ale jeszcze nie teraz. I prosił, żebym dbał o moją żonę i ją kochał, bo miłość jest bardzo ważną rzeczą. Uśmiechnął się, powiedział „do zobaczenia mój ukochany synu” i sen się skończył.

Obudziłem się zlany potem. Co było dalej, na pewno możecie się domyśleć. Następnego dnia dostałem telegram, że mam wracać do Polski, bo zmarł mój ojciec, który dostał wylew. Nie mam złudzeń, że we śnie mój ojciec przyszedł do mnie z tą informacją i powiem więcej, że od tamtego momentu wierzę w te sprawy, którymi się moja ulubiona Fundacja zajmuje. Pozdrawiam. Edward L., Warszawa.”

 [dane do wiad. FN]


I jeszcze jeden list, tym razem z 26 października 2006

  [...]  Od jakiegoś czasu "chodzę" po Waszych stronach i pewnie dlatego postanowiłam się podzielić swoją minutą z życia.  Mam na imię Monika  i chcę się podzielić jednym z moich przeżyć, które pewnie długo jeszcze pozostanie tak "jasne" w mojej pamięci.

      Dokładnie nie pamiętam ile mogłam mieć wtedy lat, ale chodziłam chyba do ostatniej klasy szkoły podstawowej.  Były wakacje, i jak zawsze, co roku gdzieś się jechało z grupą. Tym razem w około 15 osób wybraliśmy się pod namioty w góry. Woda, góry, więc odpoczywaliśmy sobie spokojnie, dodam, żeby nie wydawało się, że takie dzieciaki same pod namiotami, że średnio co 3,4 dni odwiedzali nas nasi rodzice.

      Moja przyjaciółka, bardzo kochająca swoją babcię, często mi o niej opowiadała. Ale nigdy nie pokazała mi jej zdjęcia. Pewnej nocy miałam sen, że przychodzi do nas do campingu, bo myśmy akurat tej nocy spały w campingu, we śnie, poczułam, że ktoś mnie budzi, i jednocześnie jakby kazał mi się zachowywać cicho, żeby nie obudzić reszty (3 osoby). W tym śnie wyszłam z tego campingu na dwór, i ta osoba, widziałam ją dokładnie i do dzisiaj wiem jak wygląda, powiedziała mi, że mam ucałować i pożegnać od niej tą moją przyjaciółkę, jej siostrę - która też była z nami. I powiedzieć jej * że ją bardzo kochała i nadal będzie kochać ale musi w tej chwili odejść. Przy tym niczym nie dała do zrozumienia, że tym odejściem jest jej śmierć. Tego się w trakcie rozmowy z nią domyśliłam.   Następnie weszła do campingu, pocałowała moją przyjaciółkę i odeszła w głąb lasu.  A ja po tym wszystkim po prostu położyłam się spać.

       Następnego dnia nie wiedziałam co mam robić, czy faktycznie mi się to przyśniło czy nie i czy w zw. z tym powiedzieć to całym zajściu. Postanowiłam przeczekać, cała grupa poszła na kajaki a ja pod przykrywką bólu głowy zostałam, a gdzieś koło południa przyjechał jej ojciec z wiadomością, i nie wiedzieć dlaczego spytał się czy ja już wiem.  

             Nie wiem czy to co piszę jest dość wiarygodne, ale chciałam się tym podzielić, wierzę, że są ludzie, którzy mieli już takie chwile w swoim życiu i pewnie w tym jest jakiś sens.  

            Pozdrawiam, Monika.  

 

Dziękujemy za wszystkie przysłane do nas historie. Są one katalogowane, opisywane i trafiają do jednego z największych archiwów zjawisk niewyjaśnionych na świecie, czyli ARCHIWUM FUNDACJI NAUTILUS. Dzięki temu jesteśmy w stanie zbliżać się do największych tajemnic naszego życia.

Na koniec polecamy dzisiejsze ZDJĘCIE DNIA - to także poruszająca historia niezwykłej smugi na zdjęciu osoby, która niedługo potem odeszła do światła. Naprawdę polecamy przeczytać opis do tego zdjęcia.


 

Cały opis do zdjęcia jest tutaj:

https://www.nautilus.org.pl/zdjecie-dnia,1505.html



zwiń tekst



DRAMATYCZNA ŚMIERĆ ANDRZEJA ZAUCHY – Sen i słowa ‘wiem o tym, drogie dziecko…’
Sob, 1 maj 2021 04:30 komentarze: 6 czytany: 2030x

[…] Witajcie, Przeglądam wasze strony na „Kajucie Załogi „ i natknełam się o artykułach o Andrzeju Zaucha.(nie wiem jak odmienić to nazwisko) Przypomniało mi się że tez miałam z nim spotkanie w zaświatach. Często podróżuję  we śnie do  tzw. : Koloni duchowych , są to piękne miejsca , z zupełnie inną  energia niż ziemia. Wiec raz , znalazłam się w takim miejscu , wyobraźcie sobie wielki.......

czytaj dalej

[…] Witajcie, Przeglądam wasze strony na „Kajucie Załogi „ i natknełam się o artykułach o Andrzeju Zaucha.(nie wiem jak odmienić to nazwisko) Przypomniało mi się że tez miałam z nim spotkanie w zaświatach. Często podróżuję  we śnie do  tzw. : Koloni duchowych , są to piękne miejsca , z zupełnie inną  energia niż ziemia. Wiec raz , znalazłam się w takim miejscu , wyobraźcie sobie wielki taras cały w zieleni i kwiatach , wiszący nad błękitna zatoką , po prawej stronie góry. Znalazłam się tam i widzę ze stoi p. Andrzej z półprzeźroczystą kobietą , trzyma ją pod rękę. Zupełnie zignorowałam ten fakt (przypuszczam ze to jego żona). Podchodzę do niego i mówię :” Panie Andrzeju skoro Pana widzę to znak ze Pan żyje a ja cofnęłam się w czasie.  Muszę Pana ostrzec ,w przyszłości  zabija pana , musi się pan , bronić , uciekać. Błagam Pana niech się pan ratuje, niech Pan ucieka” .Andrzej uśmiecha się do mnie i mówi : „ wiem o tym moje drogie dziecko” W tym momencie zostałam wyciągnięta z tego snu.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN, e-mail przyszedł na pokład okrętu Nautilus 30 kwietnia 2021]




/poniżej link do tekstu w serwisie FN, w którym opisaliśmy niezwykłe okoliczności śmierci Andrzeja Zauchy/

https://www.nautilus.org.pl/xxi-pietro,1233,w-druga-noc-od-smierci-mojego-taty-uslyszalam-glos-ktory-powiedzial.html

 



zwiń tekst



TAKI SAM SEN TRZECH PRACOWNIKÓW SZPITALA
Czw, 29 kwi 2021 03:46 komentarze: 2 czytany: 2913x

[…] Dzień Dobry, Jestem czytelnikiem Waszego znakomitego serwisu od niedawna i chciałem opisać bardzo dziwną sytuację, która wydarzyła się […] w szpitalu powiatowym w […] zamienionym w tzw. szpital covidowy. Nie chcę, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, gdzie jest ten szpital, bo jedną z osób uczestniczących w tym całym tragicznym wydarzeniu była moja żona, która pracuje tam jako pielęgniarka. O .......

czytaj dalej

[…] Dzień Dobry, Jestem czytelnikiem Waszego znakomitego serwisu od niedawna i chciałem opisać bardzo dziwną sytuację, która wydarzyła się […] w szpitalu powiatowym w […] zamienionym w tzw. szpital covidowy. Nie chcę, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, gdzie jest ten szpital, bo jedną z osób uczestniczących w tym całym tragicznym wydarzeniu była moja żona, która pracuje tam jako pielęgniarka. O tej sprawie pisały media i nie chcę, aby moja żona miała kłopot, a także jeszcze ten lekarz i jeszcze inna koleżanka żony. Jeśli zdecydujecie się opublikować tę historię w XXI piętrze, to tylko pod warunkiem, że usuniecie nazwę szpitala i miejscowość, a także datę. Już wyjaśniam, co się stało. Lekarz na oddziale popełnił błąd i nie zauważył, że bardzo spadło ciśnienie tlenu w systemie. Musicie Państwo wiedzieć, że koronawirus zabija ludzi w taki sposób, że oni się duszą i są najpierw półprzytomni z powodu niedotlenienia mózgu, a potem umierają. Personel szpitalny nigdy wcześniej nie miał do czynienia z taką liczbą osób nagle na granicy życia i śmierci, proszę mi wierzyć, że moja żona wracała z płaczem do domu, bo chwilami była bezradna. Tego dnia, kiedy lekarz nie zauważył tego, że obniżyło się ciśnienie w systemie pechowo zdarzyło się to, że mieli dwa pilne transporty do szpitala wojewódzkiego z R-ki, więc było trochę zamieszania i nie ma co go za to winić. W każdym razie ludzie nagle zaczęli najpierw się dusić, a potem dopiero moja żona zorientowała się, że coś nie tak jest z ciśnieniem i wtedy przestawiano ludzi jak oni mówią „na butle”, ale przynieść butle z magazynu to nie jest takie proste. Te dziewczyny robiły co mogły, ale nie zdążyły i kilka osób zmarło. W mediach było tylko o dwóch osobach, ale naprawdę przez te wypadek zmarło więcej, ale to inna sprawa. Zarówno ten lekarz, jak i moja żona i jej koleżanka przeżyli załamanie. Tego się nie da opisać słowami, ale wierzcie mi, że to są też ludzie i jak nie można komuś pomóc bo ona umiera, to nie ma nic gorszego. Rzeczy, które ludzie pracujący w szpitalach przez tę potworną zarazę muszą przeżywać trudno nawet opisać.

Ale teraz wyjaśnię, dlaczego piszę do Fundacji Nautilus. Był jeden pacjent, który mimo bardzo niskiej saturacji cały czas był świadomy i nawet tuż przed śmiercią żartował. Niestety zmarł i jego śmierć bardzo dotknęła ludzi, którzy nie zdążyli go uratować, w tym moją żonę. Wszyscy płakali i mimo że w tym zawodzie śmierć do nic szczególnego, ale to są bardzo młodzi ludzie (ten lekarz i moja żona są mniej więcej w tym samym wieku, czyli ok. 30-stki).

Tydzień temu w nocy mojej żonie przyśnił się ten pacjent. Był w jasnym świetle, bardzo szczęśliwy, wręcz promieniał szczęściem. Powiedział, żeby już przestała się martwić, bo jemu jest dobrze. Sen był niezwykle realistyczny, po przebudzeniu żona od razu mi powiedziała, że we śnie dostała od tego człowieka znak i już nie będzie się martwić.

Przyszła do szpitala i tam dosłownie ścięło ją z nóg, bo ten sam sen tej samej nocy miała jej koleżanka pielęgniarka, a także ten  lekarz, czyli trzy osoby miały ten sam sen! Przyśnił im się ten sam pacjent w takim jasnym świetle. Nie wiem, czy spotkaliście się z takim przypadkiem, ale to się zdarzyło i moim zdaniem jest dowodem na to, że zmarli potrafią kontaktować się z żyjącymi przez sen i to wcale nie musi być ich najbliższa rodzina, ale obcy ludzie.

Jeszcze raz proszę, aby usunąć nazwę miejscowości, moje nazwisko i nazwę szpitala, jeśli zdecydujecie się na publikację.

Bardzo dziękuję za odpowiedź i to, że mogłem opisać to wydarzenie. Podaję dokładnie datę tego snu – […]

Pozdrawiam całą redakcję

[dane do wiad. FN] [e-mail z opisem historii dostaliśmy 28 kwietnia 2021]

/poniżej tekst z najnowszej Polityki, z którego zdjęcie zostało użyte jako grafika - historia opisana przez naszego czytelnika nie dotyczy tego szpitala!/

 



zwiń tekst



HISTORIA SPOTKANIA Z UFO: 'GDZIE TY RYSIU BYŁEŚ CAŁY DZIEŃ ?'
Wt, 27 kwi 2021 05:42 komentarze: brak czytany: 2103x

W dziale XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA publikujemy spisane relacje o dziwnych, niewytłumaczalnych wydarzeniach w życiu naszych czytelników. Te relacje są gigantycznym zbiorem informacji o tym, że istnieje życie po śmierci, reinkarnacja, istnieją duchy czy na Ziemię przylatują pojazdy UFO. Oto fantastyczna historia, którą przysłał do nas p. Ryszard [...] . Jego historia natychmiast trafia do naszego .......

czytaj dalej

W dziale XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA publikujemy spisane relacje o dziwnych, niewytłumaczalnych wydarzeniach w życiu naszych czytelników. Te relacje są gigantycznym zbiorem informacji o tym, że istnieje życie po śmierci, reinkarnacja, istnieją duchy czy na Ziemię przylatują pojazdy UFO. Oto fantastyczna historia, którą przysłał do nas p. Ryszard [...] . Jego historia natychmiast trafia do naszego projektu OTWARTE NIEBO, który zajmuje się zjawiskiem UFO. Opis p. Ryszarda to typowy przykład Bliskiego Spotkania Trzeciego Stopnia z UFO z tzw. efektem missing time, czyli pamięci celowo wymazanej przez obce istoty.

 

From: [dane do wiad. FN[
Sent: Monday, April 26, 2021 12:01 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Ciekawe doświadczenia życiowe

Dzień dobry, chciałbym podzielić się z Państwem moimi doświadczeniami, które mogą mieć coś wspólnego z kosmitami oraz zjawiskami paranormalnymi. Może ktoś miał tak samo jak ja? Jeżeli tak to proszę o kontakt.

Mieszkam obecnie w Domu Pomocy Społecznej w [dane do wiad. FN]

Niech Moc Dobroci Wszechświata będzie z Wami!

Pozdrawiam
Ryszard  [nazwisko do wiad. FN]

 

Przeminęło z wiatrem

 Postanowiłem napisać tutaj część swojego życia.

Urodziłem się w Białymstoku. Kiedy miałem około 7 lat, babcia wysłała mnie rano na łąkę po polne kwiaty. Poszedłem i zacząłem je zrywać. Nagle patrzę, a tam na trawie widać wielki cień. Spojrzałem w górę, a nade mną wisiało coś ogromnego koloru rdzy. Nie wiedziałem co to jest, myślałem, że to jakiś wielki latawiec. Nie ruszał się, tylko wisiał w bezruchu. Teraz wiem, że to było UFO, ale w tamtych latach nikt nie wiedział o takich rzeczach, a szczególnie ja, siedmioletnie dziecko. W pewnym momencie urwał mi się film, a gdy się obudziłem, na dworze było już ciemno. W rękach miałem zwiędnięte kwiaty. Zaszedłem do domu, a babcia mówi: „gdzie ty Rysiu byłeś cały dzień?”.

 

Inny przypadek:

Moja babcia już nie żyła od około 5 lat. Jesteśmy w naszym domu w Białymstoku. Środek nocy, coś mnie nagle obudziło. Patrzę, a tam w półmroku, przy łóżku na którym spała, stoi moja babcia. Stała, ale widziałem przez nią, to co się za nią znajdowało. Teraz wiem, że to nazywa się ciało astralne. Nie przestraszyłem się, bo było mi jakoś dziwnie przyjemnie. Zapytałem jej: „babciu, jak to jest? Przecież Ty nie żyjesz”. Odpowiedziała mi, choć jej usta były zamknięte: „to tylko tak się Wam wydaje” i uśmiechając się zniknęła.

 

Kolejny przypadek:

Jestem kościelnym w Białymstoku. Zamykałem kościół. Była to noc z gwiaździstym niebem, na którym księżyc świecił bardzo mocno. Nagle na niebie zobaczyłem trzy małe gwiazdki, które poruszają się, ale ciągle w tym samych odległościach od siebie. Zatrzymywały się i stawały kilkukrotnie. Nie odleciały, tylko tak jakby, rozpłynęły się w powietrzu.

 

Być może warto by było tutaj wspomnieć nieco więcej o mnie. Pracowałem w cyrku przy sławnej treserce tygrysów. Wyjechała ona z cyrkiem do RFN, a w tamtych czasach potrzebna była wiza i zaproszenie, na co trzeba było czekać miesiącami. A dostanie tego i tak było niepewne. Postanowiłem przejść przez „zieloną granicę”. Dojechałem do Bratysławy, aby przekroczyć granicę do Austrii. Moja szefowa wcześniej podała mi dokładny adres, gdzie znajdował się cyrk. Zatrzymali mnie jednak na granicy Czesko-Austriackiej. Prokurator domagał się 5 lat więzienia za domniemany zarzut szpiegostwa. Byłem wtedy 18 lat i to, że dotarłem tak daleko było podejrzane. Nie miałem przy sobie żadnych map, ani wskazówek, prócz adresu w głowie. Na sprawę w sądzie przyjechała moja szefowa i powiedziała, że jest starsza o 20 lat, ale jest ze mną w nieformalnym związku, co skróciło moją karę do 10 miesięcy.

Piszę to wszystko po to, aby czytelnicy poznali nieco mnie i moje doświadczenia. Fajnie o tym pisać, choć może wydawać się nieco chaotycznie. Myśl goni myśl. Moja rodzina była bieda i nigdy nie miałem łańcuszka. Mama znalazła kiedyś rzemyk, a ja wystrugałem z drzewa krzyżyk. Dopiero, gdy zamieszkałem w Domu Pomocy Społecznej w Kocku, stało się coś pięknego. Pani Dyrektor podarowała mi srebrny łańcuszek z krzyżykiem. Nie wiem, co o tym powiedzieć, może tutaj też w pewien sposób zadziałała telepatia.

Wracając jednak do Białegostoku. Poznałem tam Siostrę zakonną Teresę Mitros z Kościoła Świętej Rodziny. Było to przeszło 10 lat temu, a nadal dzwonimy do siebie. Wówczas bardzo mi pomagała. Dostawałem paczki żywnościowe Caritas i dary Unii. Chodziłem tam na ciepłe posiłki i otrzymywałem piękne, nowe ubrania. Korzystając z możliwości Internetu, pragnę przekazać i przesłać Siostrze i Jej przełożonej, najserdeczniejsze podziękowania. Mało jej obecnie takich osób, w wieku przeszło 90 lat, które pamiętają jeszcze o swoim podopiecznym Rysiu.

Jak już wspomniałem, miałem wiele przypadków zdarzeń dla mnie niezrozumiałych. Jeżeli ktoś miał podobne, to proszę o kontakt listowny lub przez Internet.

Na zakończenie, wszystkim ludziom dobrej woli życzę szczęścia w nowym roku. Moje motto: Niech Moc Dobroci Wszechświata będzie z Wami.

 [dane do wiad. FN]


/z e-maila od FN - 27 kwietnia 2021/

Drogi Panie Ryszardzie!

Fantastyczny list, fantastyczne historie. Pięknie dziękujemy!

Pana list:

- trafia do naszego projektu Otwarte Niebo i do archiwum FN

- zostaje opublikowany w systemie informacji

 https://www.nautilus.org.pl/xxi-pietro,1238,27-kwietnia-2021--historia-spotkania-z-ufo-gdzie-ty-rysiu-byles.html

 Pozdrawiamy serdecznie, prosimy o nas nie zapominać i odwiedzać pokład okrętu Nautilus!

Niech Moc będzie z Panem!

FN

Jeśli ktoś chce napisać list do autora e-maila, to prosimy o wiadomość na adres: nautilus@nautilus.org.pl, a my prześlemy e-mail na adres naszego czytelnika. FN



zwiń tekst



PRZYPADKOWE SPOTKANIE
Pon, 26 kwi 2021 06:11 komentarze: 2 czytany: 1797x

[…] Witam FN, Bardzo lubię czytać XXI piętro i historie ludzi, którzy przeżyli różne dziwne rzeczy. Opowiem o jednej sprawie sprzed dwóch tygodni, która nie daje mi spokoju i pokazuje, że są pewne rzeczy w pewien sposób ze sobą połączone jaką dziwną nicią zdarzeń. To był dzień, kiedy musiałem wyjść na chwilę z pracy, aby załatwić formalność na parkingu, gdzie parkuję moje auto po przyjeździe do pracy.......

czytaj dalej

[…] Witam FN, Bardzo lubię czytać XXI piętro i historie ludzi, którzy przeżyli różne dziwne rzeczy. Opowiem o jednej sprawie sprzed dwóch tygodni, która nie daje mi spokoju i pokazuje, że są pewne rzeczy w pewien sposób ze sobą połączone jaką dziwną nicią zdarzeń. To był dzień, kiedy musiałem wyjść na chwilę z pracy, aby załatwić formalność na parkingu, gdzie parkuję moje auto po przyjeździe do pracy. Nie wszystko da się załatwić on-line, więc konieczny był mój podpis. Idąc zwróciłem uwagę na mężczyznę ubranego w niebieską kurtkę i wojskowe buty, które trochę nie pasowały do tej kurtki. Ten człowiek skręcił w prawo i poszedł chodnikiem w swoją stronę. Ja załatwiłem, co miałem do załatwienia, po czym wróciłem do pracy. Potem miałem wizytę u lekarza w zupełnie innym końcu miasta.

Po znalezieniu miejsca do parkowania ruszyłem do przychodni, a nagle ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu zobaczyłem, że tuż przede mną idzie ten sam człowiek w niebieskiej kurtce i ciężkich wojskowych butach. Pomyślałem sobie: rekord świata, co za zbieg okoliczności… jaki ten świat jest mały! Po zakończeniu wizyty u lekarza pojechałem do teściowej, aby odebrać pewną przesyłkę dla żony. Teściowa mieszka pod Warszawą w małej miejscowości, do której przez korki przebijałem się ponad godzinę.

Kiedy wjeżdżałem w bramę domu teściów nagle przede mną przeszedł… ten sam człowiek w niebieskiej kurtce i wojskowych butach! Tym razem nie wytrzymałem i wybiegłem z samochodu, aby z nim porozmawiać. Wyjaśniłem mu, o co chodzi i dlaczego o zatrzymałem. Był bardzo miły i zaskoczony tą sytuacją. Powiedział, że oczywiście mnie nie widział (zawsze ja byłem z tyłu), ale faktycznie ten dzień jest wyjątkowy, bo musiał jeździć po Warszawie i załatwiać różne sprawy, stąd jego obecność w tych trzech miejscach. Wymieniliśmy do siebie kontakt, umówiliśmy się na spotkanie „po pandemii”. Co w tym wszystkim jest niezwykłe? Mam cały czas wrażenie, że mimo spotkania po raz pierwszy w życiu w jakiś sposób ja go już znałem wcześniej. Nie wiem, czy jest jakaś siła przeznaczenia, która postawiła nas na swojej drodze, ale gwarantuje, że ten zbieg okoliczności jest czymś wyjątkowym i niezwykłym

Pozdrawiam i dziękuję za Waszą ciężką pracę.

[dane do wiad. FN]


From: […]
Sent: Sunday, April 25, 2021 4:22 PM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Synchroniczności pomniejsze

 

Hejka, 

Czasem łapię w życiu takie małe synchroniczności że chwilę zastanawiam się czy to ja zaczynam wariować czy to rzeczywistość wokół robi mi 'psikusa' ;) - tym bardziej że 99% z nich nie sposób opisać 

 Teraz będąc w trakcie przesłuchiwania polecanych (w poprzedniej wiadomości) "Zwiastunach Świtu" będąc na ok 27 min wszedłem w Dziennik Pokładowy.

Fragment 

zjawisko Niezidentyfikowanych Obiektów Latających jest równie prawdziwe jak istnienie Antarktydy

Przeczytałem dosłownie chwilę po usłyszeniu

"Cywilizacjach które leżą pogrzebane pod grubymi czapami lodowymi..."

 



From: [...]
Sent: Sunday, April 25, 2021 12:23 PM
To: nautilus
Subject: Dziwne obiekty na tle Księżyca

 Szanowna Redakcjo,

Pod koniec marca przesłąłem Państwu zdjęcia obiektu, który uwidocznił się na tle Księżyca. Stwierdziliście Państwo, że to refleksy (lub BLIK). Przyjąłem na wiarę, że ten sam obiekt sfotografowany przeze mnie i żonę (na dwóch niezależnych aparatach telefonicznych) w dniu 28 marca około godziny 22 55 jest BLIKiem. Tymczasem w dniu 24 kwietnia około godziny 20 27 sfotografowałem jasno świecący Księżyc. Nic się wokół niego "kręciło".  Około godziny 20 40 ten sam obiekt pojawił się na zdjęciach. Sfotografowała go moja żona i ja. Na dwóch niezależnych aparatach telefonicznych. Jak może uwidocznić się to samo??? Około 20 51 niebo się zachmurzyło i obiekt znikł.  Może nasze aparaty telefoniczne mają jakieś skazy? Zaznaczam, że fotografowaliśmy Księżyc z balkonu na wysokości 9 piętra  nie mając przed sobą nic oprócz nieba i jasno świecącego Księżyca. Zdjęcia z dnia 28 marca i 24 kwietnia przedstawiają identyczny obiekt. 

Przekazyję Państwu tę informację jako ciekawostkę. Wiem, że to co piszę jest tak dziwne, że aż niewiarygodne. Cóż, świat lubi płatać figle.

Pozdrawiam 

[...] z Warszawy (Ursynów)




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 42
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 42

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

19  czerwca 2021: [...]  Afrykańskie upały sprawiły, że w Bazie FN musieliśmy uruchomić klimatyzację, co przeważnie nie jest konieczne. Jasnowidz Jackowski zapowiada, że od połowy lipca nastąpi załamanie pogody [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 15 cze 2021 07:29 | [...] Zwracam się do Państwa z takim pytaniem,które od wczoraj chodzi mi po głowie i nie potrafię sobie na nie odpowiedzieć. Otóż wczoraj tj 14.06 wraz z żoną i synem poszliśmy na spacer i wracając do domu zobaczyliśmy 2 białe pkt na niebie (często patrzymy w stronę.nieba ponieważ lubimy obserwować  jak samoloty kierują się do lądowania na lotnisku w Pyrzowicach ) . Początkowo myśleliśmy,że to samoloty,jednak po chwili owe punkty stanęły w miejscu. Po około 3_4minutach obiekty odleciały ...

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 7 czerwca 2021 | Kiedyś do Pabla Picassa przyszedł młody człowiek mówiąc, że on także chce być wielkim malarzem jak Picasso, też tak potrafi malować i chce kilku lekcji „od mistrza”. Picasso postawił przed nim wazon z kwiatami i poprosił, żeby namalował go najbardziej realistycznie, jak tylko potrafi – bez żadnych uproszczeń, pojedynczych linii czy abstrakcyjnych symboli znanych z obrazów Pabla Picassa. Wyjaśnił mu...

czytaj dalej

FILM FN

11 czerwca 2021 - dwa podłużne obiekty zarejestrowane przez kamerę drona (UTAH, USA)

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.