Dziś jest:
Niedziela, 15 września 2019

Większość ludzi jest duchowo zamrożona w szablonach tej czy innej religii albo naukowej, fundamentalnej pozycji. Tylko uwolnienie się z tych szablonów jest drogą wyzwolenia.
/Max Freedom Long, autor "Huny"/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Tajemnice ludzkiego przeznaczenia
Wt, 30 kwi 2019 07:52 komentarze: 2 czytany: 1499x

[...] Ze szczególnym zaciekawieniem przeczytałem Państwa artykuł o mocy przeznaczenia. Poza pracą zawodową (naukową i urzędniczą) od wielu lat zajmuję się zagadnieniami czasu, celu naszego istnienia i jego genezy, otaczającej nas rzeczywistości i śmierci, uważając te sprawy za najistotniejsze ze wszystkich. Jestem coraz bardziej przekonany, że nasze zawodowe problemy czy sprawy powszednie to błahostki.......

czytaj dalej

[...] Ze szczególnym zaciekawieniem przeczytałem Państwa artykuł o mocy przeznaczenia. Poza pracą zawodową (naukową i urzędniczą) od wielu lat zajmuję się zagadnieniami czasu, celu naszego istnienia i jego genezy, otaczającej nas rzeczywistości i śmierci, uważając te sprawy za najistotniejsze ze wszystkich. Jestem coraz bardziej przekonany, że nasze zawodowe problemy czy sprawy powszednie to błahostki wobec tego, co naprawdę istotne a wobec przyspieszającej przemijalności życia trudno mi znaleźć jego prawdziwy cel, nie potrafię gonić za pieniędzmi czy pochwałami ludzi.

Ponieważ w mojej rodzinie brakowało często jednego pokolenia (mężczyźni późno zakładali rodziny), niewiele wiedziałem o naszej historii. Z całkiem racjonalnych powodów powinienem był zostać lekarzem a zdecydowałem się na prawo. Dopiero niedawno odkryłem dokumenty potwierdzające, że przez ponad dwieście lat przewijali się u nas sędziowie, notariusze, adwokaci. Mój dziadek był natomiast przez kilka lat burmistrzem, o czym nikt z nas nie wiedział (pod koniec wojny ukrywał się a później bał się cokolwiek o sobie mówić). Dziś ja także jestem samorządowcem.

Kilka lat temu pojechałem pierwszy raz do Japonii. W pewnym momencie przypomniałem sobie o bioenergoterapeutce, którą odwiedzałem będąc jeszcze dzieckiem. Podczas jednego z seansów powiedziała mi, że będę dużo podróżował. Mój ojciec tylko się sarkastycznie zaśmiał na te słowa, bo wówczas były one całkowicie bezpodstawne. Obecnie mój paszport jest pełen pieczątek z najróżniejszych krajów a mnie trudno jest usiedzieć w jednym państwie na dłużej.

Mój dobry przyjaciel prowadzi kwitnący, polsko-niemiecki biznes, ale przy trudniejszych negocjacjach potrzebuje wsparcia językowego. Studiując jeszcze w Polsce pojechałem z nim do Berlina, żeby pomóc mu nawiązać nowe kontakty handlowe z jedną z hurtowni. W październiku tego samego roku rozpocząłem studia w Niemczech i zamieszkałem w akademiku kilkadziesiąt metrów od rzeczonego sklepu; przy ulicy, o której powstał film a jeden z jego bohaterów nosi moje, wcale nieczęste nazwisko.

Inna historia z mojego życia poruszyła mnie jednak szczególnie mocno. W dzieciństwie, ponad 30 lat temu, mieszkałem na wsi, gdzie miałem trzech starszych towarzyszy zabaw. Pewnej chłodnej, kwietniowej soboty odwiedził mnie jeden z nich, ośmioletni przyjaciel (ja miałem cztery lata) i wyciągnął na podwórko. Chodziliśmy wokół jeziora patrząc, co można zmajstrować. Kolega wpadł na pomysł, że będzie wybierał jajka z gniazd. Kiedy zbierał je, wszedłem na wąski pomost. Wiał silny wiatr. Nagle zakręciło mi się w głowie i wpadłem do jeziora tak jak stałem – w ciężkich butach, ciepłych spodniach i kurtce, która chociaż zadziałała jak kapok to spędziłem trochę czasu w lodowatej wodzie. Wyprostowałem ręce w górę, kolega mnie wyciągnął i zaprowadził do domu.

Kolejny obraz jaki pamiętam, to moja mama trzymająca mnie na rękach i ogrzewającą czym się dało, ale widok ten pamiętam tylko z perspektywy trzeciej osoby. Trudno mi jednak uwierzyć, że wychłodzenie organizmu mogło spowodować chwilowe opuszczenie ciała. Co ciekawe, dzień wcześniej, podczas kąpieli w wannie, mój ojciec tłumaczył mi co robić, kiedy wpadnie się do wody (nigdy wcześniej tego nie robił). Jak mi mówił, tak następnego dnia zachowałem w wodzie absolutny spokój. Niedługo potem przenieśliśmy się do pobliskiego miasta a ja całkowicie straciłem kontakt z kolegami. Kilka lat temu wziąłem udział w spotkaniu młodzieżowym, którego byłem stałym uczestnikiem i spotkałem na nim pewną bardzo atrakcyjną dziewczynę.

Pamiętała mnie z jednej z wcześniejszych edycji i miała o mnie jak najgorsze zdanie, postrzegając mnie jako opryskliwego bufona, natomiast ja nie kojarzyłem jej ani trochę. Ku zaskoczeniu cały wieczór doskonale nam się ze sobą rozmawiało i następnego dnia, kiedy impreza dobiegła końca byłem przekonany, że chcę kontynuować tę znajomość.

Po kilkunastu tygodniach, raczej luźnego ale częstego kontaktu przypomniała mi o zaproszeniu, które oboje otrzymaliśmy, wraz z pytaniem, czy nie chcę z nią pojechać do Niemiec. Nie potrafiłem odmówić. Przyjechałem po nią wieczorem do domu, porozmawiałem chwilę z rodzicami i ruszyliśmy w drogę. Po pierwszym tankowaniu spytała mnie, gdzie moi rodzice budują dom. Odpowiedziałem jej, że w małej wsi, której z pewnością nie zna. Ona na to:

-Tam była taka sklepowa.

Ja:

-No była i miała syna.

-To siostra mojej babci.

Nie wiedzieliśmy o jej istnieniu. Po śmierci sprzątałam z mamą jej mieszkanie... Mnie zamurowało. Tym synem był kolega, który mnie uratował. Nasza dalsza historia nie potoczyła się niestety pomyślnie, ale do dziś pamiętam to spotkanie tak dobrze, jak byśmy widzieli się najdalej wczoraj.

Coraz bardziej zaczynam wierzyć, że w naszym życiu ustalone są nie tylko ramy dnia narodzin i śmierci, ale także kamienie milowe, które musimy osiągnąć. Wolna wola pozwala nam natomiast wybrać tylko jedną z dróg, którą do nich dotrzemy. A może jesteśmy tylko pacynkami w teatrze i odgrywamy sztukę o wcześniej ustalonym scenariuszu? Istnienie takiego planu nie wydaje się wcale niedorzeczne wobec rozbieżności i konfliktu ludzkich interesów. Tłumaczyłoby także, dlaczego jedne modlitwy (zgodne z planem, wolą bożą) zostają wysłuchane, inne zaś nie. Samodzielnie możemy decydować co najwyżej o sprawach pozbawionych jakiegokolwiek znaczenia a realny wpływ mamy tylko na to, jak wewnętrznie ustosunkujemy się do spotykających nas wydarzeń.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Ile masz lat? Tysiąc...
Pon, 29 kwi 2019 06:57 komentarze: 2 czytany: 1881x

Bardzo interesuje mnie temat reinkarnacji i wspomnień ludzi, którzy jako dzieci opowiadały o swoich poprzednich wcieleniach. Ja również mam pewną  historię, ale nie wiem czy dotyczy ona bezpośrednio tego samego tematu-jeśli nie, to myślę jednak, że jest pokrewna.Otóż z opowiadań mojej matki dowiedziałem się  kiedyś, że w wieku około 2,5 może 3 lat wypowiedziałem bardzo dziwne słowa, które.......

czytaj dalej

Bardzo interesuje mnie temat reinkarnacji i wspomnień ludzi, którzy jako dzieci opowiadały o swoich poprzednich wcieleniach. Ja również mam pewną  historię, ale nie wiem czy dotyczy ona bezpośrednio tego samego tematu-jeśli nie, to myślę jednak, że jest pokrewna.
Otóż z opowiadań mojej matki dowiedziałem się  kiedyś, że w wieku około 2,5 może 3 lat wypowiedziałem bardzo dziwne słowa, które tak u moich rodziców jak i u adresata wywołały po pierwsze śmiech, a po drugie zdziwienie. Zdarzyło się tak, że podczas przeprowadzki moich rodziców do naszego nowego domu ( mógł to być rok 1984 lub 1985) byli w domu obecni mężczyźni odpowiedzialni za montaż mebli. Gdy stanąłem w drzwiach od pokoju, w którym pracowali, jeden z nich zapytał mnie : "Ile ty masz lat chłopczyku?", moja odpowiedź była  o tyle dziwna, że bez głębszego zastanowienia odpowiedziałem : TYSIĄC.

Nie potrafię wyjaśnić tego faktu, ani nie potrafię sobie przypomnieć czy oprócz tego powiedziałem coś wiecej. W każdym razie wśród zgromadzonych tam dorosłych ludzi wywołałem dziwne wrażenie, bo tak jak potem twierdzili, dziecko mogło podać każda możliwą liczbę, ale mieszczącą się w zakresie 0-100 lat( powiedzmy, że taka odpowiedź nie wywołałaby aż takiego zdumienia).Nie wiem czy to może mieć jakikolwiek związek z moją wcześniejszą karnacją czy było to po prostu głupie stwierdzenie małego dziecka.
Obecnie mam 24 lata, jestem studentem UJ w Krakowie i chociaż jestem człowiekiem trzeźwo myślącym, nie neguję spraw, które poruszacie w serwisie.

Michał



From: [...]
Sent: Friday, February 22, 2019 12:47 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Reinkarnacja

Witam.
Pod wpływem historii

https://www.nautilus.org.pl/xxi-pietro,874,13-lutego-2019--miejsce-z-mojego-snu.html?year=2019&month=2&day=13

zdecydowałam się dodać też cos ze swojego doświadczenia. Dodam, że w reinkarnację wierzę, od kiedy tylko o niej usłyszałam. Stała się wtedy dla mnie czymś oczywistym, jak pasujący fragment wielkiej układanki.

Rzecz działa się w zeszłym roku, we wrześniu. Miałam bardzo wyraźny sen, do tej pory pamiętam wszystkie detale. Śniła mi się Kalkuta, ale we śnie nazywałam ja Kolkata. Stałam wtedy przed białym budynkiem z filarami i dużymi oknami zwróconymi w moją stronę, czarnym metalowym płotem i drzewami po obu stronach. Mnie od tego budynku dzieliła ulica, przy której parkowała żółta taksówka. Podświadomie wiedziałam, że za mną jest ogrodzenia, za nim park, a po środku niego stoi budynek, a nie daleko po lewej stronie płynie rzeka. Gdy już napatrzyłam się na budynek przede mną, nachyliłam się i dotknęła ziemi, po czym podniosłam ją do twarzy i przyjrzałam się swoim palcom i rdzawo- szarej ziemi, którymi była ubrudzona. Kolor skóry był dosyć jasny, ale nadal ciemniejszy niż mój obecny. Wtedy sen się urwał.

Od samego początku czułam olbrzymią, dojmującą i przepełnioną bólem tęsknotę. Nigdy w całym obecnym życiu za nikim  ani niczym tak nie tęskniłam. To uczucie było tak silne, że aż obudziłam się że łzami w oczach. Prawdopodobnie gdyby nie oni, teraz już bym o tym nie pamiętała.

Po przebudzeniu pojawiła się w mojej głowie myśl, że musze znaleźć ten budynek. Na szukanie poświęciłam trzy dni. I znalazłam. Ratusz- Town Hall. Przeraziło mnie to odkrycie i przez trzy miesiące bałam się komukolwiek o tym powiedzieć. Przełamałam się na początku grudnia, a osoba, której się zwierzyła to mój najlepszy przyjaciel Dev (imię zmienione na potrzeby historii). Poznaliśmy się ponad trzy lata temu i od razu pojawiła się ta szczególna nić porozumienia pomiędzy nami. Dev na co dzień mieszka w Bangalore, a pochodzi właśnie z Kalkuty.

Opowiedziałam mu wszystko i jego reakcję można opisać jako szok. Powiedział, że do tej pory podchodził do reinkarnacji tak, jak spora grupa hindusów czyli „Jest, bo jest. Uczestniczę w tej szopce, bo rodzice uczestniczyli.” W tamtym momencie przestał mieć wątpliwości i skomentował mój sen. Mówił, że ten budynek istnieje i wygląda do tej pory dokładnie tak, jak opisałam, że po drugiej stronie ulicy jest ogrodzenie, za ogrodzeniem park, po środku którego stoi siedziba gubernatora całego stanu. Niedaleko jest też rzeka Hugli. Powiedział też, że do tej pory Kolkata jest jedynym miastem w Indiach, w którym jeżdżą żółte taksówki i często można je zauważyć przed ratuszem.

Nie wiem, co o tym myśleć. Nie wiem skąd wziął się w mojej głowie obraz, którego nie miałam nigdy nawet szansy zobaczyć.

W załączeniu przesyłam zdjęcie, które znalazłam w internecie. Ja widziałam ten budynek od lewej strony, trochę pod kątem. Dziękuję za poświęcenie mi czasu i prosze o ukrycie moich personaliów.

Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]





zwiń tekst



Przyśnił mi się zmarły dziadek
Nie, 28 kwi 2019 05:49 komentarze: 1 czytany: 1262x

[...]Dzień dobry, Chciałbym opisać swój dzisiejszy sen, nie wiem czy to zainteresuje fundację ale też chciałbym poznać opinię na temat tego snu. Miałem dzisiaj sen, przyśnił mi się mój dziadek to już drugi sen w którym z nim rozmawiałem i coś mówił do mnie, opisze tylko ten sen z dzisiaj (26.04.2019) Śniło mi się że byłem w jakimś domu w którym trwało zebranie rodzinne widziałem tam swojego tatę, .......

czytaj dalej

[...]Dzień dobry, Chciałbym opisać swój dzisiejszy sen, nie wiem czy to zainteresuje fundację ale też chciałbym poznać opinię na temat tego snu. Miałem dzisiaj sen, przyśnił mi się mój dziadek to już drugi sen w którym z nim rozmawiałem i coś mówił do mnie, opisze tylko ten sen z dzisiaj (26.04.2019)

Śniło mi się że byłem w jakimś domu w którym trwało zebranie rodzinne widziałem tam swojego tatę, wujka, dziadka, moją mamę i jakieś osoby których nie znam. Podszedłem do dziadka i nagle uświadomiłem sobie we śnie że on już nie żyje i zapytałem go jak umrę, dziadek odpowiedział mi będziesz miał wypadek ktoś będzie trzymał twoje usta w ręce a potem zaznasz ulgi, po chwili chciałem zapytać się czy naprawdę tak będzie on na to, że nie może mówić, zapytałem go czy widzi przyszłość a on powiedział tak i pokazał rękoma na tyle (ręce położył na stole jakoś odległość mniej więcej metra) powiedział też że usłyszę bzyczenie ale nie wiem czy to tyczyło się mojej śmierci.

Potem dziadek położył się na kanapie i znowu zapytałem o moją śmierć a on tylko kiwnął głową nie i miał w ustach makaron taki ugotowany na spaghetti i ja taki makaron też podnosiłem z ziemi (może to nic nie znaczy ale wczoraj miałem obronę pracy inżynierskiej i się stresowałem nie jadłem nic prawie cały dzień gdy wróciłem popołudniu na obiad to mama podała mi właśnie spaghetti).

Później mój sen się zmienił byłem w pokoju ze swoją dziewczyną dziadek tam wszedł i powiedział tylko bez bicia, potem znowu sen się zmienił i stałem z dziadkiem na przedpokoju w mieszkaniu rodziców, przytuliłem się do niego i powiedziałem, że mi go brakuje oraz zapytałem jak mu tam jest on odpowiedział, że dobrze i powiedział jeszcze że ciągle kombinuje jak nas tu ściągnąć. Na koniec wróciłem do tego nieznanego domu i stałem w kuchni, w tym domu jakaś awantura była o jakąś książkę ale to raczej nie jest istotne i był tam mój tata który siedział przy małym stole z dziadkiem i o czymś rozmawiali. Jak popatrzyłem w okno usłyszałem bzyczenie i zobaczyłem samochód z paką na który robotnicy wnosili nie wiem jak to nazwać konstrukcje z cegieł coś w tym stylu.

Po chwili mój wujek zaczął się wygłupiać i udawaliśmy, że boksujemy ze sobą, odwróciłem się i stał mój dziadek bardzo blisko przestraszyłem się i krzyknąłem on odszedł na przedpokój i się obudziłem. Po około 2 minutach od przebudzenia zadzwoniła do mnie dziewczyna i chwilę pogadaliśmy. Po rozłączeniu zacząłem płakać przez chwilę ale nie wiem do końca dlaczego, wspominam o tym telefonie na koniec bo miałem ustawiony budzik lecz dziadek wybudził mnie przed nim, a wchodząc na stronę fundacji zobaczyłem na górze wiadomość dziś jest: "Fakt, że budzik nie zadzwonił, zmienił już wiele ludzkich przeznaczeń."
Agatha Christie
Nie wiem czy to nie jest nadinterpretacja ale ogólnie troszkę się zaniepokoiłem szczególnie tym fragmentem o śmierci mojej, dlatego chciałbym poznać opinię fundacji o tym śnie. Ogólnie wierzę, że zmarli mogą się kontaktować z ludźmi przez sny. Już raz do mnie przyszedł dziadek we śnie i też rozmawialiśmy ale ta wiadomość jest już dość długa więc prosiłbym o jakiś komentarz do tego snu z góry dziękuję i pozdrawiam całą fundację.


Sny bez wątpienia są wykorzystywane przez duchy bliskich nam istot (które już są w krainie światła) do komunikacji z żyjącymi w świecie materii - mamy zbyt dużo dowodów na prawdziwość tej tezy. Bardzo ciekawa rzecz jest z tym budzikiem... być może właśnie przez ten sen zmienił się bieg wydarzeń na taki, gdzie niebezpieczny scenariusz został zmieniony. Tego też wykluczyć nie można.

I już na koniec - wiele osób pisze nam o tym, jak ważne są dla nich owe "cytaty" ukazujące się w serwisie na górze strony i że nie są one przypadkowe.



zwiń tekst



Moje sny ze zmarłym ojcem
Pt, 26 kwi 2019 04:59 komentarze: 1 czytany: 1491x

To co jest nie wyjaśnione, nie sprawdzone jest zawsze najbardziej ciekawe, jest to coś co od dawna fascynowało. Opowiem sen, który dał mi dużo do myślenia i nie każdemu może się w ten sposób przyśnić. Skończyła się obecnie zima, która jak się mówi nie była w tym roku żadnym utrudnieniem dla ludzi, a w szczególności dla kierowców. Przyszła tak bardzo oczekiwana przeze mnie wiosna na którą z utęsknieniem.......

czytaj dalej

To co jest nie wyjaśnione, nie sprawdzone jest zawsze najbardziej ciekawe, jest to coś co od dawna fascynowało. Opowiem sen, który dał mi dużo do myślenia i nie każdemu może się w ten sposób przyśnić. Skończyła się obecnie zima, która jak się mówi nie była w tym roku żadnym utrudnieniem dla ludzi, a w szczególności dla kierowców. Przyszła tak bardzo oczekiwana przeze mnie wiosna na którą z utęsknieniem czekałem. Wiosna jest porą kiedy zaczynam wyjazdy  na działkę na tereny nadbużańskie wschodniego Mazowsza. 

Wcześniej jeździł tam mój ojciec, który jak ja teraz jestem zakochany w tym regionie gdzie czuje się prawdziwe powietrze, podziwia przepiękne widoki przyrody ze zwierzyną, która dziś jeszcze jest obecna , ale w niedalekiej przyszłości  może być wspomnieniem. Piszę o ojcu ponieważ jeździł tam w minionym okresie, ale zmarł w 1999 r. Mija już 20 lat od jego śmierci.

Od tamtego czasu zawsze każdego roku ojciec śni mi się zawsze na wiosnę. Myślę, że przypomina mi za każdym razem, że nadeszła wiosna- pora, abym jechał na działkę i kontynuował prace działkowe, które były dla niego przyjemnościami. Zawsze zastanawiałem się dlaczego ten sen spotyka mnie a nie moją siostrę czy mamę.  A w nim mój ojciec uśmiechnięty, zadowolony wyglądający jakby naprawdę żył i uczestniczył w rodzinnym gronie. Tak się zawsze składało, że za każdym razem kiedy mi się przyśnił tak bardzo chciałem go dotknąć. Nie wiem dlaczego chciałem to zrobić, ale myślę, że chciałem dotknąć jego  po to, aby sprawdzić czy poczuję jego fizyczną obecność czy też moja  ręka przejdzie przez mgłę lub obłok. Pamiętam, że ojciec w snach mi mówił i przypominał że on żyje i jest mu dobrze . Prosił abym się nie martwił jego nieobecnością w naszym życiu.

Nigdy w snach nie udało mi się do ojca tak zbliżyć aby poczuć prawdziwą obecność. Zawsze był jakiś unik, odsuwał się, robił tak abym był nieco dalej od niego. Tak to wyglądało jakby wiedział czy też przeczuwał że ja chcę go niepodziewanie dotknąć. Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie można dotykać osób w snach, gdyż oni muszą uzyskać zgodę od ,, Swoich Wyższych „na kontakt z nami. I powiem Wam Wszystkim, że właśnie teraz na wiosnę w marcu br. (2019), kiedy pojawił, się sen, którego się spodziewałem mój ojciec odwrócił się w moją stronę, przysunął się do mnie bardzo blisko i powiedział,, Przecież mówiłem Ci, że żyję - nie wierzysz to dotknij mnie”. Powiem szczerze, że poczułem jego ciało, fizyczną prawdziwą postać. Dotknąłem jego ramienia i dłoni. To wszystko było czymś prawdziwym, żadnym obłokiem czy mgłą. Widziałem jego zadowolenie, że mógł mi potwierdzić to co naprawdę chciałem usilnie wiedzieć. Jak się obudziłem to nie mogłem uwierzyć, że nie ma go wśród nas.  I w tym momencie zdałem sobie sprawę, że jakby a może na pewno istnieje świat równoległy ocierający się o ten Nasz.

Myślę,  że mój ojciec chciał mi powiedzieć, że inne życie istnieje, jest w nim obecny, ale ich świat ma swoje zasady i jest   nieco inny od ziemskiego. To świat do którego My nie mamy teraz dostępu. Myślę również, że przyjdzie kiedyś czas i pora że otrzymamy dokładny przekaz dlaczego tak się dzieje, że są dwa światy a żaden z nich nie może ingerować w ten drugi – zupełnie inny, odmienny, ten którego jeszcze nie znamy.

Chciałbym bardzo podziękować Fundacji Nautilus za to czym się zajmujecie, za to, że przez Waszą działalność łatwiej zrozumieć świat, za to, że wyjaśniacie sprawy nie znane, a które  rozgrywają się wokół nas wszystkich.

 Pozdrawiam [dane do wiad. FN]                                                                                                                 

( Orion_1957)



From: [...]
Sent: Thursday, April 25, 2019 1:34 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: :) :) :)

Witam i pozdrawiam cala fundacje nautilus :)

[...]
 w 2016 r widzialem przez okno jak latajacy spodek wielkosci pilki noznej przelecial nad moim podworkiem. Pierwsza mysl jaka przyszla mi do glowy to czego on jest taki maly haha
Druga zabawna rzecz ktora chce panstwu napisac o energii.
Latem 2016 r w nocy nie moglem spac i wlaczylem TV i lecial program ezoteryczny z wrozka na zywo ktora przepowiadala ludziom przyszlosc z kart Tarota. Postanowilem przeslac jej pozytywna energie. A ta wrozka prawie w tym samym momencie powiedziala tak
-jakies dziwne rzeczy dzieja sie tej nocy w tym programie. Jakies energie wokol mnie...
:D
[...]
Jestm wiernym czytelnikiem panstwa strony od 2006 r :)
Pozdrawiam jeszcze raz.
[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Moja historia z UFO i spotkanie z 'dziwnym hindusem' oraz niezwykły sen
Czw, 25 kwi 2019 07:14 komentarze: brak czytany: 1492x

[...] Tak pomyślałam, że Wam napiszę kolejną historię o UFO, może mam zbyt dużo obowiązków do zrobienia i pewnie kombinuję by tylko się pracą nie zająć, więc przyszło mi na myśl, że opiszę Wam taki jeden przypadek widzenia UFO może ? Przynajmniej zawsze to coś do poczytania.      No więc mniej więcej w 2012 roku wsiadłam około godziny 23 może koło północy do autobusu dalekobieżnego.......

czytaj dalej

[...] Tak pomyślałam, że Wam napiszę kolejną historię o UFO, może mam zbyt dużo obowiązków do zrobienia i pewnie kombinuję by tylko się pracą nie zająć, więc przyszło mi na myśl, że opiszę Wam taki jeden przypadek widzenia UFO może ? Przynajmniej zawsze to coś do poczytania.
 
     No więc mniej więcej w 2012 roku wsiadłam około godziny 23 może koło północy do autobusu dalekobieżnego w Poznaniu. Z dworca głównego Poznań (nie pochodzę z Poznania). Autobus ten jechał nad morze zdaje się docelową stacją było Unieście i tam właśnie jechałam. Dokładnie nie znam trasy czyli miejsca w którym to co opisuję widziałam, bo tego rodzaju autobusy ze środkowopolskich miast jeżdżą różnymi trasami czasem przez Łódź itp. ale wydaje mi się, że ten akurat jechał jakoś przez okolice Konina, potem przez drawsko-pomorskie następnie kluczył aż nad morze po małych miejscowościach bardziej pod Bydgoszcz bo jazda trwała 11 h. dopiero o 10 miał być nad morzem. Piszę o tym by tak orientacyjnie ustalić jaka to mogła być miejscowość przez którą przejeżdżałam gdy zobaczyłam to co zobaczyłam.
          Mianowicie mniej więcej po 2 godzinach jazdy tak oceniam może trzech a może po jednej czyli pewnie coś między Poznaniem a Koninem lub pod Poznaniem wsiadł do autobusu facet.
     Siedziałam po prawej stronie autobusu tj. w prawych rzędach, niedaleko kierowcy, na siedzeniach nr. 2 licząc od wejścia bo na pierwszych były rzeczy kierowcy i na tych pierwszych przy wejściu zazwyczaj podróżni nie siedzą. Facet który wsiadł był niski i chudy i był cały ubrany na czarno w obcisłe spodnie może dżinsy a może z materiału – nie wiem i coś co bym określiła jako golf lub czarną krótką kurtkę bez kaptura. Ja się ubrań czarnych nie boję więc nie o to chodzi że on był na czarno, ale jego wygląd i tak przykuł moją uwagę bo trochę mi się skojarzył z hindusem jest taki typ hindusów o takim wyglądzie aczkolwiek urodę miał raczej polską powiedzmy. Zwróciłam na niego uwagę od razu jak wsiadł i myślę sobie „och nie” ponieważ ja ogólnie za hindusami nie przepadam – to muszę się Wam przyznać szczerze. Nie chcę tu nikogo obrażać, ale się nie identyfikuję więc zdziwiłam się po co i dlaczego reasumując. Nie jestem wrogo nastawiona ale nie wyznaję religii hinduskich ani buddyjskich i ogólnie nie chciałabym żyć w Indiach ani tam jeździć. No powiedzmy nie lubię.
    Tak czy inaczej pomyślałam „o nie”.
    Siedziałam przy oknie i pech chciał, że facet ten usiadł koło mnie bo tak zawsze jest że o nie to na pewno będzie o tak. Udałam, że śpię i że nie zwracam uwagi na niego oparłam głowę o szybę i faktycznie poszłam spać. Tak czy inaczej facet siedział przy moim lewym boku i był dziwny ogólnie i sprawiał wrażenie, że czuwa. Ogólnie, odcinał się od reszty. Już wiedziałam, że typ nietypowy więc tym bardziej udawałam że wszystko normalnie.
     [...]  poszłam spać. Śpię i śpię no i teraz nie wiem czy to była jawa czy sen – mianowicie była noc za oknem. Za oknem tym krajobrazy typowo polno-leśne. Pole przy drodze chyba już bez zboża a w dali jakieś 500 m.dalej widoczne kępy drzew lub obrzeża lasów, oczywiście ciemno bo środek nocy.
     Zobaczyłam – lub śniło mi się podczas tego mojego śnienia – dwa pojazdy za oknem. Były raczej duże jeden był za drugim, w niewielkiej odległości, może kilkunastu metrów od siebie. Nad ziemią też nie były daleko myślę około 30 metrów coś w tym rodzaju ale trudno mi określić proporcje wielkość - wysokość i odległość.  Drugi wisiał nieco może wyżej niż ten bliżej okien, z ukosa, za nim. Wielkość bym określiła na pewno nie na typowe 2 metry na 3 tylko raczej idąc w kategoriach 15 x 15 metrów i wyglądało to jak obiekt mieszkalny raczej niż pojazd.
     Kształt tego był taki jakby złączyć dwa trapezy dłuższymi podstawami ze sobą a krótsze podstawy były u góry lub jakby połączyć podstawami dwie piramidy i ściąć im wierzchołki.
     To coś było bardzo czarne i ten kolor był taki nienaturalnie czarny, smolisty jak sadza bym powiedziała, taki tępy czarny jak w jakichś starych ciągnikach typu „Ursus”, nie błyszczący tylko taki tępy czarny nie widziałam nigdy takiego koloru, chociaż mój ojciec kiedyś miał takiego znajomego speca od elektryki i on mi się jakoś kojarzył podobnie z tym całym klimatem kolorystycznym tu opisywanem (ten znajomy też był spod Poznania). Odnosiłam wrażenie, że w tym kolorze jest jakby zawarty kolor brudnopomarańczowy on jakby gdzieś był w tych ścianach tego czegoś. To coś na pewno nie było gładkie - chyba. Natomiast w środku po całej długości były myślę, dwa rzędy, jeden pod drugim, okien. Okna te były wąskie i małe o kształcie prostokątów, oczywiście boki krótsze u góry i wysokość dłuższa. Małych tych okienek było dużo myślę że około 15 na pewno w każdym rzędzie ale myślę, że więcej. Rzędy te dwa po środku jeden pod drugim lub cztery a może nawet i więcej po całości były jeden pod drugim w równych odstępach.
     To, że sobie tego nie ubzdurałam wytłumaczyłam sobie tym, że te okna świeciły światłem takim dziwnym żółtym bez widocznego źródła od środka tylko każde z nich świeciło z taką samą jednostajnością. Nigdy nie widziałam takiego tępo żółtego światła, jakby źródłem były żarówki tylko jakieś staroświeckie. I ten kolor żółty tego światła był taki pasujący do tego smolistego czarnego i pomarańczu i odniosłam wrażenie, że to jest ludzka robota a nie kolor pozaziemski, jakby inny rodzaj żarówek lub światła robiony gdzieś tam w innym miejscu bo te żółte światło to było takie jak w starych lampkach choinkowych i nie było podobne do tego światła które jest w dzisiejszych żarówkach. Mieliśmy kiedyś stare lampki choinkowe sprzed wojny i one świeciły takim właśnie bardzo topornym światłem. Światła się nie poruszały nic nie migało ani się nie obracało. Światła te też były trochę jakby "przybrudzone" a nie przejrzyste.
     Ja to tak widziałam w tym śnie z przerwami tj. budziłam się i zasypiałam i znów to widziałam. W tle autobus buczał i buczał jakby jechał. Dziwne było to, że tego nie minęliśmy jakby na tym polu tylko to było wciąż przy autokarze jakby w tej samej prędkości i wciąż na tej samej wysokości tak, że nie widać było ruchu. Jakby się przykleiło do autobusu. Może leciało wraz z autokarem ale w sumie przecież autobus jechał i to zapewne na zakrętach więc nie wiem. W pewnym momencie miałam wrażenie, że słyszę głos jadącego autobusu, ale autobus jakby nie przemieszczał się, tylko wisiał w miejscu  nad ziemią. Natomiast nadal był słyszalny odgłos jazdy. Być może to był sen i ja to akurat tak to widziałam ale w sumie skąd sen skoro niczego takiego nigdy nie oglądałam nigdzie zwłaszcza odnośnie tych kolorów.
     Tak czy inaczej był taki moment, że zobaczyłam, że dookoła tego pojazdu przynajmniej tego co był bliżej okna że on jest otoczony takim jakby jasno siwym dymem. Ten dym był nieregularny i był za tym pojazdem ale nie spowijał go z przodu. Z przodu była ta czerń. Dym wił się za pojazdem jakby przysłaniał tło - drzew, nieba i lasów i rozprzestrzeniał jakby na boki. W końcu wyglądało to tak, jakby dym połączył się z autobusem, był pod jego podstawą i po jego bokach, jakby zajmował całe pole widzenia w ten sposób, że nie widać było już lasu ani pola tylko ten pojazd i dym.
      Obudziło mnie moje własne chrapnięcie lub coś w tym rodzaju i ten fakt, że coś jest nie tak w sumie a może to, że ten pan wysiadł z autobusu gdzieś w polu. Ogólnie psychodeliczne bo wsiada facet do autobusu, siada koło mnie i jest dziwny potem ja to widzę a następnie on wysiada. No cóż.
      [...]
 
Pozdrawiam

--
Edyta



/poniżej jeszcze jeden opis z naszej najnowszej poczty do FN/

From: [...]
Sent: Wednesday, April 24, 2019 2:31 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Odp: RE: [KONTAKT] Kontakt z formularza na stronie WWW FN

Witam

Chcialem w skrocie opisac  sytulacje z  dnia  14 .07.2018 co mialo miejsce  nie daleko Plonsk.
Wiec tego dnia brat wyjechal po mnie na lotnisko Warszawa Modlin gdzie mialem przylot przed 23 z Anglii .
Gdy wracalismi z lotniska ja wraz z moja partnerka i bratem po ujechani kilku dziesieciu kilometrow w okolicy Plonks nagle zwrocilem uwage na niebo .
Zauwazylem przed nami  z dala kilka dziesiat jasnych swiatel  w skupieniu przypominajacych gwiazdy .
Zdziwiony rozejzalem sie do okola czy widac gdzie kolwiek jakies gwiazdy ale zadnej nie moglem wypatrzec bo niebo bylo pochmurne .
Gdy powiedzialem  o tym bratu i dziewczynie po chwili zauwazyli to samo ziawisko i ku zdziwieniu te swiatla lecialy w naszym kierunku i byly coraz blizej .
Swiatelka byly bardzo jaskrawe i bylo ich ponad kilka dziesiat w skupieniu gdzie caly czas tak sie przemieszczly .
Bylismy wszysty w szoku bo pierwszy raz widzielismy cos takiego na oczy a co naiwazniejsze nie wiedzielismy co to jest . Pstanowilem natychmiast zatrzymac sie na poboczu  i sprawdzic to dokladniej poniewaz bylo blisko nas .Wysiedlismy z auta w trzech i obserwowalismy to na niebie z bardzo duzym zdziwieniem  co przelatywalo  nad autem . Tak jak juz pisalem bylo tych swiatelek kilka dziesiat  moze nawet ponad 80, lecialo to z predkoscia stala w zgrubowaniu nie wydawalo zadnego dzwieku tylko bardzo jaskrawe biale swiatlo .
Gdy cala gromada przeleciala ujrzalem  dwa swiatelka pojedyncze goniace reszte jeden za drugim .
Jeden i drugi poruszaly sie inaczej niz reszta poniewaz lecac w lini prostej  ruszalo sie co chwila na prawo i lewo  goniac reszte .
To co widzielismy bylo to naprawde cos nie samowitego i nadal jestem zdziwiony i ciekaw  co takiego widzielismy tego dnia .
Pozdrawiam Mariusz




zwiń tekst



UFO i... kamienie?
Śr, 24 kwi 2019 11:27 komentarze: brak czytany: 1304x

Dzień Dobry, znalazlam kiedyś w okolicy mojego domu dziwne kamienie. Wczoraj słuchałam na youtube archiwalnego nagrania audycji radiowej prowadzonej przez Pana Roberta Bernatowicza na temat UFO. Usłyszałam tam, że zdarza się czasami, że w miejcu pojawienia się się UFO ludzie znajdują jakieś kamienie. Dlatego, że nurtuje mnie pytanie co to są za kamienie spodziewam się, że będziecie umieli odpowiedzieć.......

czytaj dalej

Dzień Dobry, znalazlam kiedyś w okolicy mojego domu dziwne kamienie. Wczoraj słuchałam na youtube archiwalnego nagrania audycji radiowej prowadzonej przez Pana Roberta Bernatowicza na temat UFO. Usłyszałam tam, że zdarza się czasami, że w miejcu pojawienia się się UFO ludzie znajdują jakieś kamienie. Dlatego, że nurtuje mnie pytanie co to są za kamienie spodziewam się, że będziecie umieli odpowiedzieć, czy kamienie, które ja znalazłam są podobne do tych, które znalazł kotoś inny. Załaczam zdjęcie  i proszę o odpowiedź.  


Druga sprawa jest taka,  ze ostatnio ludzie obserwują wiele pojawiających się obiektów latających, które nie są znanymi do tej pory ludziom. Ja również zaobserwowałam taki "dziwny" obiekt. A wławściwie moja córka. W ubiegłym tygodniu nie pamiętam dokładnie dnia. Była godzina ok. 19.50 czyli prawie ciemno. Moja córka wyszła na taras z rolnetką żeby obserwować gwiazdy i zawołała do mnie, że na niebie widzi poruszające się światło. Wyszłam do niej i zobaczyłam na niebie poruszający się z zachodu na wschód oświetlony obiekt. Nie migał światłami, ani nie wydawał żadnbego dźwięku. Pobiegłam po aparat fotograficzny i wykonałam dwa zdjęcia. Te zdjęcia uwidaczniają obiekt z tyłu.
I jesze jedna moja onserwacja. Którejś nocy, mogło to być jakieś 2 tygodnie temu. Podeszłam do łóżka odchyliłam kołdrę, a na materacu zobaczyłam małą biało świecącą kulkę. Kulka uniosła się nieznacznie na łóżkiem i rozpłynęła się. Wielkością przypominała piłkę pimpongową. Nie wystraszyłam się, tylko zdziwiłam.
Mam w mich zbiorach zdjęcia , na których manifestują się orbsy.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i czekam na Waszą opinię.
[dane do wiad. FN] /email dostaliśmy 8 kwietnia 2019/

/poniżej zdjęcia dołączone przez czytelniczkę/




 

From: [dane do wiad. FN]
Sent: Tuesday, April 23, 2019 8:12 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: NOL Starogard Gdański

Witam serdecznie.
Przeglądając dziś pliki na dysku mojego komputera natrafiłem na filmik, który kiedyś otrzymałem od mojego dobrego kolegi. Mieszka koło Starogardu Gdańskiego i z tamtego rejonu pochodzi to nagranie. Kolega wielokrotnie mówił mi, że w tamtej okolicy widywał niezidentyfikowane obiekty na niebie. Jeden taki obiekt udało mu się nagrać. Niestety jakość nagrania jest dosyć marna. Film pochodzi z 2013 roku i nagrywany był ówczesnym telefonem komórkowym. Film jest w 100% autentyczny. Na pewno nie był to samolot, dron itd. Kolega interesuję się tematyką UFO i ma pewne pojęcie w tym temacie. Oprócz mnie film ten widziały może raptem 3 osoby. Mimo słabej jakości myślę, że warto aby trafił na pokład Fundacji Nautilus.

Pozdrawiam całą załogę Nautilusa.
Storm78




zwiń tekst



Sowa
Wt, 23 kwi 2019 04:56 komentarze: 3 czytany: 1529x

Witam serdecznie Kapitana i całą Załogę Nautilusa!Mam niezwykle ciekawą relację, którą usłyszałem od swojego teścia w czasie mojego ostatniego pobytu w domu rodziców mojej małżonki. Relacja ta jest absolutnie z pogranicza "nieznanego" i jak dla mnie czymś zupełnie nowym, z czym nigdy się nie spotkałem wcześniej, choć wszystkim co "nieznane" interesuję się od wielu, wielu lat tj. od momentu kiedy samodzielnie.......

czytaj dalej

Witam serdecznie Kapitana i całą Załogę Nautilusa!
Mam niezwykle ciekawą relację, którą usłyszałem od swojego teścia w czasie mojego ostatniego pobytu w domu rodziców mojej małżonki. Relacja ta jest absolutnie z pogranicza "nieznanego" i jak dla mnie czymś zupełnie nowym, z czym nigdy się nie spotkałem wcześniej, choć wszystkim co "nieznane" interesuję się od wielu, wielu lat tj. od momentu kiedy samodzielnie zacząłem myśleć.

Dla jasności należy jednoznacznie stwierdzić, iż mój teść nie należy do ludzi opowiadających zmyślone historie i sam w istocie jako prosty człowiek (emerytowany rolnik mający 66 lat, typowy Polak, deklarujący się jako katolik) nie ma skłonności do opowiadania wyssanych z palca opowiastek. A już na pewno nie z zakresu, który interesuje Załogę Naszego Okrętu:) Ale do rzeczy. Otóż pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (być może na początku lat 90-tych, teść nie był tego pewny na 100%) szwagier mojego teścia (mąż jego siostry) również prosty rolnik jednej z pod szczecińskich wsi postanowił ukraść wapno z pobliskiego pola.

Nie postanowił ukraść tego wapna z pobudek chęci wzbogacenia się (jestem tego akurat pewny bo tego człowieka też znam - dop. własny) ale z prozaicznego powodu braku innej możliwości zdobycia owego wapna w inny, legalny sposób. Kto pamięta okres schyłkowego PRL-u wie o czym piszę toteż nie rozwijam tej kwestii. Jak pomyślał tak uczynił tj. w nocy pojechał swoim traktorem z przyczepą na to pole po to wapno. Naładował przyczepę i ruszył w drogę powrotną do swojego gospodarstwa. W drodze powrotnej wydarzyło się coś co zmroziło jego krew w żyłach. Otóż na sam środek naładowanego wapna usiadła sowa.

Ta sowa wg słów teścia u jego szwagra wywołała jakiś niezrozumiały strach i niepokój. Widział ją tylko kątem oka i starał się za wszelką cenę jej pozbyć. Starał się to zrobić zwiększając prędkość ciągnika, który prowadził oraz wykonując gwałtowne manewry. Sowa jednak ta nic sobie z tego nie robiła. Kiedy w końcu dojechał na swoje pole zorientował się, że sowa "zniknęła"... ale na polu kilka, kilkanaście metrów od pojazdu stał nieznany mu mężczyzna, który palił papierosa i patrzył na niego.

Sytuacja o tyle niezrozumiała, iż była to późna noc, a pole tego człowieka znajduje się w miejscu wykluczającym pojawienie się przypadkowego przechodnia, czy podróżnika. Ten mężczyzna wg słów teścia miał być tą... sową! To jest ta sowa miała się zamienić w tego mężczyznę palącego papierosa! Jakkolwiek nie brzmi to absurdalnie szwagier mojego teścia zinterpretował całe zdarzenie jako znak/symbol od jakiejś nieznanej siły mającej dać sygnał, że uczynił źle kradnąc to wapno. Szwagier teścia rozsypał te wapno na swoim polu ale wrażenie całej sytuacji było tak silne, że nigdy w życiu już niczego nie zdecydował się ukraść. Bez względu na okoliczności oraz trudność w zdobyciu jakiegokolwiek towaru.

Należy przy tym podkreślić, iż historia, którą szwagier opowiedział mojemu teściowi jest na 100% prawdziwa bowiem to człowiek nad wyraz prostolinijny, nigdy nie nadużywał alkoholu zaś o innych "używkach" nawet nie ma co wspominać. Toteż prawdziwość tej historii dla mnie jest czymś tak oczywistym jak to, że śnieg ma kolor biały. Ot cała opowieść mojego teścia. Mam tylko na zakończenie pytanie do Załogi Nautilusa tj. czy spotkaliście się kiedykolwiek z "postacią sowy" będącej strażnikiem jakiegoś majątku/rzeczy, która przeistoczyła się w "żywego" człowieka. Jeśli tak bardzo prosiłbym o informacje na ten temat. Serdeczne pozdrowienia ze Szczecina dla całej Załogi Nautilusa, Załogant RIMOBUL.






zwiń tekst



To tylko sen...
Pon, 22 kwi 2019 04:31 komentarze: brak czytany: 1430x

Chciałbym o czymś napisać , żeby Wszyscy mogli to przeczytać, to ,,Coś,, mnie zawsze interesowało, ale zawsze pozostawało nie wyjaśnione i zostało gdzieś głęboko zaszufladkowane w umyśle. To Fundacja Nautilus z kapitanem Panem Robertem otwiera ludziom oczy i umysły na zjawiska nie wyjaśnione, te które rozgrywają się na co dzień a my ich nie dostrzegamy bądź też przechodzimy obok nich i tak je pozostawiamy.......

czytaj dalej

Chciałbym o czymś napisać , żeby Wszyscy mogli to przeczytać, to ,,Coś,, mnie zawsze interesowało, ale zawsze pozostawało nie wyjaśnione i zostało gdzieś głęboko zaszufladkowane w umyśle. To Fundacja Nautilus z kapitanem Panem Robertem otwiera ludziom oczy i umysły na zjawiska nie wyjaśnione, te które rozgrywają się na co dzień a my ich nie dostrzegamy bądź też przechodzimy obok nich i tak je pozostawiamy.

Jestem osobą o dużym bagażu doświadczenia życiowego i zwłaszcza teraz przez FN patrzę jeszcze inaczej na to co nas otacza. Zjawiska nie wyjaśnione interesowały mnie od ,,wieków”, ale jak można było je wyjaśniać jak nikt nawet ze znajomych tym się nie interesował bądź też  obracał to w żart.  Od wielu lat pamiętam dziwne zdarzenia , ale pozostawały one zawsze bez wytłumaczenia. Myślę, że to wszystko przychodzi z wiekiem i doświadczeniem – patrzeniem inaczej na świat. Ostatnio tj. od kilku lat to wszystko niewyjaśnione zaczęło się nasilać .

Obserwujemy to nawet za pośrednictwem FN. Ja po prostu wiem, że to wszystko dzieje się naprawdę, że UFO odwiedza nas od zawsze, ale jeszcze nie każdemu jest to pisane by to zobaczyć by dotknąć nieznanego. Dzięki Fundacji Nautilus , która od lat zajmuje się tymi wszystkimi zjawiskami można się wymieniać  swoimi opisami zdarzeń, przeżyć je ponownie czy przekazać ciekawe  fotografie. To oni ze swoim kapitanem utwierdzają nas ,że to co się dzieje wokół nas istnieje naprawdę. Wystarczy dokładnie śledzić wpisy FN.

Muszę powiedzieć, że od lat robię zdjęcia, ale dopiero teraz widzę na nich to czego nie widziałem wcześniej. Jak to możliwe – nie wiem.  Wiem jedno – nie jesteśmy ,,Sami” na tym świecie. Czasami zastanawiam się czy to co mi się śni jest prawdą czy tylko snem. Śni mi się zawsze a sny mam kolorowe tj. naturalne z czego jestem bardzo zadowolony. Niektórzy mówią, że sny mają czarnobiałe lub nie wiedzą nawet jakie one są. Śnią mi się różne rzeczy, ale opowiem Wam jeden sen jaki mi się przydarzył w 2017 roku.

Kiedy wstałem rano postanowiłem poinformować żonę co mi się śniło. Szczerze mówiąc sam byłem bardzo zaskoczony owym snem.  Powiedziałem żonie, że przyśniło mi się UFO – talerz na trzech nogach, który wylądował na skraju lasu za miejsc. Sokołów Podlaski woj. mazowieckie. Zdziwiłem się  bo to miejsce   istnieje naprawdę a  ja od wielu lat tamtędy przejeżdżam samochodem jadąc  do siebie na działkę.

Dziwny to sen bo jedynie śniło mi się że pojazd UFO o średnicy ok. 10 metrów tam stał a ja byłem przy nim. Niestety to było tyle i tylko tyle. Kiedy jadę tą trasą , a jeżdżę bardzo często zawsze zatrzymuję się i patrzę na ten fragment terenu i zastanawiam się dlaczego to się wydarzyło właśnie w tym miejscu. Obecnie jest 21.04.2019 r. i muszę Wam powiedzieć, że jest dalsza część snu. Ostatnio tj. chyba w marcu b.r  przypomniał mi się ten sen, że byłem na pokładzie tego obiektu i musiałem gdzieś być w podróży – chyba bo widzę to jak dzisiaj , że stałem w jego wnętrzu – srebrnym pustym i chyba sam.

Słyszałem jedynie głosy dochodzące do mnie od osób, które mogły tam być lecz ja ich nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam, że stałem na przeszklonej podłodze i widziałem pod sobą ,że zniżamy się do miejsca lądowania. Widziałem jak obniżamy się bezszelestnie  bez prędkości. Nie czułem że spodek mechanicznie zniża się ku ziemi a jednak opadał. Żadnych drgań.

Dziwne było to uczucie bo przecież w podłodze( przeszklonej – taką pamiętam ) widziałem jak obiekt się  obniża, a tak naprawdę wydawało się jakby był  zawieszony nieruchomo. Nie pamiętam  jak to się stało ,że znalazłem się w środku tego obiektu i prowadzonych ewentualnie ze mną rozmów. Wiem, że prócz mnie był tam jeszcze ktoś od ,,Nich”. Pamiętam, że byłem spokojny, niczego się nie bałem a ,,Oni” byli bardzo przychylnie nastawieni. Przypominam sobie , że jak byłem jeszcze w środku prawie tuż przy ziemi usłyszałem ,,że stąd już powinienem trafić” . Gdy stanąłem na ziemi wówczas się obudziłem.

Pierwsze co zapamiętałem ze snu to miejsce gdzie stałem przy spodku i to wszystko o czym wspomniałem wcześniej. Byłem w stanie umiejscowić to szybko na mapie i do dnia dzisiejszego  zastanawiam się co ten sen może oznaczać. Oby naprawdę był to tylko sen. Jeszcze jedna ważna myśl przyszła mi do głowy. Pierwszy raz spotykam się z tym, aby sen był podzielony na etapy. Bo przecież sen jest snem. Jeżeli go pamiętam to oczywiście go opowiadam Dziwi mnie fakt że po dwóch latach przypominam sobie  dalszą część snu. Pierwszy raz zetknąłem się z tym, że ten sen miał jeszcze ciąg dalszy i oby ostatni.

Pozdrawiam [dane do wiad. FN] ( Orion_1957)

 



zwiń tekst



Kilka nadzwyczajnych sytuacji jakie mi się przytrafiły.
Sob, 20 kwi 2019 18:13 komentarze: 1 czytany: 1607x

[...] Witam Fundacje jeszcze raz. W zasadzie dziś w nocy wysłałem do Fundacji kilka zdjęć z obiektami w tle.Na końcu maila napisałem że opisze jeszcze parę sytuacjii jakie mi się przytrafiły. Będę pisał krótko żeby mail nie był za długi.Pierwsza sytuacja jest związana z ostatnim pożarem katedry w Paryżu. Otóż około 16.45 zadzwoniła do mnie ciotka z pytaniem czy nie skserował bym jej jakiegoś dokumentu.......

czytaj dalej

[...] Witam Fundacje jeszcze raz. W zasadzie dziś w nocy wysłałem do Fundacji kilka zdjęć z obiektami w tle.
Na końcu maila napisałem że opisze jeszcze parę sytuacjii jakie mi się przytrafiły. Będę pisał krótko żeby mail nie był za długi.

Pierwsza sytuacja jest związana z ostatnim pożarem katedry w Paryżu. Otóż około 16.45 zadzwoniła do mnie ciotka z pytaniem czy nie skserował bym jej jakiegoś dokumentu, odpowiedziałem że pewnie i za chwile podjade. Koło 17 byłem u niej wypiliśmy kawę i trochę pogadaliśmy. Mniej więcej w godzinach 17.30- 17.45 zadałem jej pytanie czy nie ma u niej w domu książek z przepowiedniami bo trochę interesuje się takimi tematami. Powiedziała że ma tylko związane z interpretacjami Nostradamusa, a ja jej na to że to jest dla mnie za ciężkie bo tam w zasadzie można to interpretować na wszelakie wydarzenia i dodałem jej że był taki człowiek w Niemczech Alois Irlmaier i on przepowiadał że będa takie czasy że Paryż kiedyś zapłonie.

Przed 18.00 byłem z powrotem w domu, później wieczorem włączyłem radio i proszę mi wierzyć ale poczułem powiew kosmosu na plecach.

Druga sytuacja jest związana z obserwacją jakiegoś olbrzymiego  światła na niebie może 13-17 lat temu. I ostantnio jak było zaćmienie księżyca zapytałem się brata czy jeszcze to pamięta, odpowiedział że tak.
A światło w jaki sposób się zachowywało było niewiarygodne. To tak jak by była ogromne energia światła z reflektrora z ziemi latała sobie jak gdyby nic po niebie.
Ale zastrzegam że powierzchnia na niebie i prędkość z jaką ta kula światła się poruszła była dla mnie niewyobrażalna. Jak miał bym to zprecyzować to światło to miało średnice około 250 do 400m było na wysokości może 3000 - 6000 m i tańczyło w okręgu może 15-25km. Pamiętam że było wtedy zupełnie cicho i wątpie w to żeby wojsko dysponowało taką technologią.

Trzecie zjawisko to jakby przypadek ,,Deja vu,, tutaj być może to tylko moja fantazja albo być może wysłuchałem wywiad z udziałem Pana Igora Witkowskiego, ale to też jest dla mnie dziwne bo ja dosłownie widziałem i miałem w głowie okładke ,,Instrukcje przebudzenia Tom 16,, a dotyczyła ona jak będzie wyglądała ludzkość po zmianach na świecie i jaką drogą cywilizacja powinna pójść. Ta informacja zaświeciłą mi się w głowie może 3-4 miesiące temu i byłem święcie przekonany że ta książka już jest w sprzedaży i jak zaczołem jej szukać to trochę się zdziwiłem. I ja sam nie wiem czy to moja wyobraźnia zadziałała czy może Pan Igor Witkowski rzeczywiście dawał  wywiad i ja zobaczyłem tą okładkę, powiem szczerze że to mi troche nie daje spokoju.

A tak wogóle to o takich dziwnych zjawiskach można pisać bez końca np:
-duszenie przez zmore,
-sen zapowiadający jakieś zdarzenie,
-pies posiadający jakiś czujnik i przeczuwający burze 2h-4h przed


Pozdrawiam jeszcze raz cała Fundacje Nautiliusa
Wszystkiego Dobrego, Zdrowych, Wesołych Świąt Wielkanocnych

Karol





zwiń tekst



Przeraźliwy krzyk w nocy
Pt, 19 kwi 2019 13:06 komentarze: brak czytany: 1546x

Witam serdecznie całą załoge Nautilusa:)Jestem Waszą fanką od dobrych kilkunastu lat. Trzymajcie tak dalej -jesteście super!:)Napisałam do Was ,gdyż chciałam podzielić się przeżyciami,które dotyczą mnie samej,ale też moich bliskich...Wydarzyło się to około 1998 roku. Mój tato miał działalność gospodarczą i często po pracy jeździł samochodem osobowym do Krakowa po towar.I tak też było pewnego popołudnia.......

czytaj dalej

Witam serdecznie całą załoge Nautilusa:)
Jestem Waszą fanką od dobrych kilkunastu lat. Trzymajcie tak dalej -jesteście super!:)
Napisałam do Was ,gdyż chciałam podzielić się przeżyciami,które dotyczą mnie samej,ale też moich bliskich...
Wydarzyło się to około 1998 roku. Mój tato miał działalność gospodarczą i często po pracy jeździł samochodem osobowym do Krakowa po towar.I tak też było pewnego popołudnia...Jak zawsze po pracy wsiadł w auto i udał się autostradą w kierunku Krakowa.Radio puścił głośno,żeby nie zasnąć.Po kilku kilometrach zdarzyło się coś niedobrego.Zmęczony zasnął...Nagle zjechał niespodziewanie na lewy pas jezdni a potem już na pas zieleni...i nagle jakaś ręka z tyłu samochodu chwyciła go mocno za prawe ramię i szarpnęła nim...!
W ostatnim momencie zdążył skierować samochód na swój pas.Był w szoku...!Wrócił do hurtowni i wszystko opowiedział co wydarzyło się na autostradzie.Siostry moje popatrzyły na siebie i jedna z nich powiedziała:
-Tato,gdy była godzina 15:00 my modliłyśmy się na różańcu do Matki Bożej o opiekę nad naszą rodziną.To ona Ciebie ocaliła!!!
Wierzę w to,że to Matka Boska uratowała mojego ojca.Kiedy dzisiaj wspominam to wydarzenie wciąż mam gęsią skórkę....

Następna historia dotyczy już mnie bezpośrednio....
Był 2018 rok,lipiec.Późnym wieczorem około 22:45 syn jeszcze nie spał.Powiedziałam mu:
-Synku ,chodź spać ,bo nie wyśpisz się.
A on na to:
-Mamuś posiedzę sobie jeszcze chwilkę na komórce.
(z synem zawsze miałam dobry kontakt).
Zgodziłam się i poszłam spać z młodszą córką.Swój telefon położyłam na nakastliku-nigdy go nie ściszałam,bo zawsze chciałam mieć kontakt ze swoimi dorastającym dziećmi.Usnęłam ok.godz.23:10.Po niedługim czasie usłyszałam przeraźliwy krzyk!Zerwałam się z łóżka...usiadłam...nastała głucha cisza....
Zastanawiałam się ....skąd taki krzyk w środku nocy?
Okno miałam otwarte i nadsłuchiwałam czy czasem któryś z sąsiadów nie krzyczy.Nic.Cisza.Położyłam się i zasnęłam....Nagle zaczął dzwonić telefon.Było po 24:00.Zdziwiona odebrałam a w słuchawce słyszę głos mojego syna:
-Mamo ,miałem wypadek.
A po chwili....
-Zabrałem Twoje auto.Chciałem kupić sobie tylko coca-cole na CPN-ie do kolacji.
Zamarłam!
Zerwałam się z łóżka i pytam:
-Nic Ci nie jest synku?
A on na to:
-Nie.Potrzebuję tylko,żebyś mnie wyciągnęła z rowu.
Wspomnę tylko ,że mój mąż miał trzy tygodnie wcześniej wypadek w pracy i leżał w szpitalu.
Pomyślałam...nieszczęścia chodzą parami.Jak ja to wytrzymam...?
Cała roztrzęsiona dzwoniąc do szwagra poprosiłam o pomoc.Zajechaliśmy na miejsce....Spojrzałam na niego a on to mnie mówi:
- Mamuś, przepraszam
A ja na to :
-Nieważne auto synku!Ważne ,że Ty jesteś cały!
Nic Ci nie jest?
-Mam tylko żebra obolałe,głowa i kark mnie trochę boli.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem!
Spytałam:
-Pasy miałeś zapięte?
-Nie
Byłam w szoku!!!
Z mężem kupiliśmy mu na bierzmowanie medalik z Matką Bożą i zawsze ją nosił zawieszoną na szyji.
Zapytałam po chwili gdzie jest auto a on wskazał na dół ,gdzie była straszliwa ciemność.
W zaroślach rzucały się w oczy barierki biało-czerwone ,wygięte w esy floresy,drzwi z tyłu samochodu z dwóch stron były wgniecione do środka.Z auta nie zostało kompletnie nic!Przód i tył samochodu zmiażdżony,zgnieciony(nawet nie wiem jak to ująć w słowa).Nawet marki nie można było rozróżnić.Tej nocy była mrzawka ...
Popatrzyłam na niego znowu z niedowierzaniem i rzekłam:
-Matka Boża trzymała Ciebie w ramionach synku.
Dzięki Opatrzności Bożej dostałeś drugie życie.

Byłam pewna,że to był cud!Dlaczego?Podczas wypadku syn miał głowę opartą na nagłówku.Za jego nagłówkiem w odległości 10 cm przebiła się rura z barierki i weszła do auta.Mało brakowało a syn mógłby dziś być rośliną.
Cały czas nie mogę w to uwierzyć:tylko potłuczone żebra,lekki ból karku i głowy.Karetka zabrała go do szpitala.W szpitalu okazało się ,że wyniki ma bardzo dobre.
Jeszcze jedna rzecz:przeraźliwy krzyk w nocy ,który mnie obudził.Cały czas zastanawiam się,czy jest to możliwe,żebym usłyszała krzyk własnego dziecka...?
Bardzo proszę o odpowiedz w tym temacie.Może ktoś miał kiedyś podobne zdarzenie...

Cieszę się,że tamten rok już mamy za sobą.Był strasznie trudny,pełen niepewności i ogromnego stresu.Dziś wiem,że tylko dzięki opiece Matki Bożej i Opatrzności mój mąż wrócił do zdrowia a syn szczęśliwie przeżył wypadek i do dziś jest zdrowy.
Ja wierzę, wiara czyni cuda!
Pozdrawiam całą załogę Nautilusa:)
B





zwiń tekst



Moja wizja końca
Czw, 18 kwi 2019 13:51 komentarze: 6 czytany: 1667x

[...] Witam,  Jestem tym człowiekiem, który podesłał Wam ostatnio "ufologiczny" wiersz i treść snu o ukraińskim Muzeum Martyrologii Polaków. Miałem mnóstwo doświadczeń z zakresu parapsychiki, także jest z czego wybierać. Dziś jedno z nich. Stopniowo będę przesyłał, byście się oswoili trochę ze mną.     Dziś Wizja Końca. Było to około 15 lat temu. Mój mikołowski dom. Działo.......

czytaj dalej

[...] Witam,  Jestem tym człowiekiem, który podesłał Wam ostatnio "ufologiczny" wiersz i treść snu o ukraińskim Muzeum Martyrologii Polaków. Miałem mnóstwo doświadczeń z zakresu parapsychiki, także jest z czego wybierać. Dziś jedno z nich. Stopniowo będę przesyłał, byście się oswoili trochę ze mną.

     Dziś Wizja Końca. Było to około 15 lat temu. Mój mikołowski dom. Działo się to w pokoju na piętrze pod dachem, który był jednocześnie moją sypialnią i pracownią. Pora wieczorowa. Siedziałem spokojnie na łóżku. Momentalnie na wysokości sufitu ujrzałem scenę. Był to rodzaj projekcji przestrzennej. Byłem jednocześnie obserwatorem i uczestnikiem zdarzenia. Sama scena. To jakaś rozległa równina, horyzont rozciąga się hen daleko. Jest dosyć duże zachmurzenie, gęste chmury wydają się wisieć nisko nad ziemią. Nieba nie widać praktycznie. Jest tam pełno ludzi - jeden obok drugiego. Las ludzkich głów, aż po sam horyzont. Są to tylko dorosłe osoby. Odbywa się to w wymiarze niefizycznym, postaci są lekko przezroczyste.

Rozróżniam wyraźnie dwie grupy. Pierwsza z nich prezentuje się w odcieniach szarości, nawet ich ubrania takie są, ich ciała są okryte jakby osłoną energetyczną, wygląda to jak mocno napięta folia. Bariera nie dotyka ciała właściwego, jest to jakby dokładne "halo" ludzkiego kształtu. Ten energetyczny pokrowczyk nie przylega do ciała, jest tam równa na całej długości pusta przestrzeń - około 10cm. Bariera nie jest jednolita widać jakby połysk, odnoszę wrażenie że odbywa się tam jakiś dynamiczny proces. Na wysokości serca (widać wnętrze klatki piersiowej, ale bez fizycznych organów), tzn dokładnie tam, gdzie umiejscowione jest serce, mieni się śladowy punkcik bladego białego światła, jest on gdzieś "w dali", ledwo go widać. Postaci te są w większości zwrócone twarzami w lewo. Jest ich przytłaczająca większość. Na ich twarzach nie ma wyrysowanych specjalnych emocji.

Po prawej stronie tej lokacji, jakby pomiędzy tłumem, jest bardzo niewielka grupa postaci w odcieniach bieli, ich ubrania są też białe, raczej proste w kroju. Stroje też są jakby lekko przezroczyste. Ludzie ci w miejscu gdzie jest serce mają jakby jednolitą kulę światła - spokojnie zmieściła by w sobie serce właściwe - to ta objętość. Ludzie ci są radośni, rozluźnieni, uśmiechnięci. Są twarzami zwróceni w prawą stronę. Nie mają żadnej bariery energetycznej.

Po chwili w chmurach robi się prześwit. Spomiędzy niego ukazuje się połać białego światła (to dokładnie to samo światło, co w klatkach piersiowych uczestników zdarzenia, tyle że w skali makro). Światło owo to sam Stworzyciel. Jest on formą energii światła, góruje nad całym światem. Jest superinteligencją, supermądrością, emanuje niespotykaną miłością. (Człowiek śmiertelny nie jest w stanie swoją osobowością pojąc Jego potęgi, to taka ilość informacji że skończyło by się to rychłym szaleństwem.) Bóg w tamtej scenie jakby powrócił do swojego stworzenia, wydaje się prawie dotykać ziemi, normalnie czuwa dużo wyżej. "Biali" są radośni, czekali na ten moment całe życie, bezbłędnie rozpoznali swojego ojca. "Popielaci" zaś nadal pozostają niewzruszeni. Wyglądają tak, bo żyli niegodnie, dlatego ich dusza jest jakby w zaniku. Mimo to Stworzyciel ciągle ich oczekuje, wystarczy że skłonią się ku niemu obliczem. Oni jednak się wstydzą - to lęk przed tym, co powie reszta, "owczy pęd" blokuje ich chęć przyznania się do Stwórcy.

Mija dłuższa chwila, nikt z "Popielatych" nie dołącza do "Białych". Nagle z wysokości nieba opada na ziemię swoista kurtyna, wygląda jak przeogromna kotara, firana - energetyczna, półprzezroczysta bariera. Dokładnie rozdzieliła "Białych" od "Popielatych". Przez barierę nie da się już przejść. Dokładnie w sekundzie kiedy się to wydarzyło "Popielaci" jakby oprzytomnieli, zdali sobie sprawę, że na wieczność zostali odcięci od Boga. Wszyscy oni zaczęli potwornie zawodzić, szlochać, zanosić się wręcz od płaczu. Jako uczestnik obserwowałem scenę z pewnej wysokości - byłem zawieszony w powietrzu na wysokości kilkudziesięciu metrów. Tym przegranym bardzo współczułem, ale niestety im się już nie dało pomóc... To wszystko, co widziałem tamtego wieczora.

   Wniosek końcowy. Mam wrażenie, że wybrani będą mogli zachować swoje ciało - nie fizczny jego odpowiednik - na wieczność, tak samo cechy charakteru, osobowość, itp. Nie wierzę w coś takiego jak rozpuszczenie się w niebycie, lub nieosobowe zjednoczenie się z Bogiem. Wygląda na to, ze część wybrańców zostaje wytypowana za życia.

   I jeszcze w nawiązaniu do tej relacji. Umieściliście ostatnio na stronie zdjęcie czytelnika zrobione w parku (FN 23.03.2019), jest tam paw okalany jakby firanką. Skojarzyłem to ze swoją wizją i doszedłem do wniosku, że Bóg zabiera na pokład swojej specyficznej "niebiańskiej arki" wybrane stworzenia. Wygląda na to, że może tu nie chodzić o całe stada, ale pojedyncze osobniki - przecież zwierzęta też są zróżnicowane w charakterze. Następna retrospekcja, kiedyś umieściliście filmik z jakiejś egzekucji poprzez rozstrzelanie, w momencie, gdy pociski trafiają w ofiary, z ich ciał ulatują kule światła. Wydaje się to być autentyk (macie gdzieś to nagranie? bo nie mogę nigdzie znaleźć) Sam sposób żegnania się z tym światem - uważam, że może się to odbywać w różny sposób, wiele czynników na to wpływa.

Pozdrawiam,

[dane do wiad. FN]


P.S. Dziękuję za włączenie do Projektu Messing. Mam pomysł na weryfikowanie ludzi twierdzących że posiadają nadnaturalne moce, że coś niezwykłego widzieli, itp. Po pierwsze: Weryfikacja wariografem (najlepiej rekomendowane i autoryzowane laboratorium, badający - najlepiej biegły), Po drugie: Regresja hipnotyczna, Po trzecie: Rezonans magnetyczny mózgu, z opisem neurologicznym stanu funckji, Po czwarte: Badanie psychiatryczne (najlepiej nie wspominać o niezwykłych zdolnościach, bo od razu skończy się to przyklejeniem łatki schizofrenika) Po czwarte: Badanie psychologiczne - testy osobowości, wywiad, itp. Ten pomysł sam zrealizuję ,ale to w przyszłości, bo na razie finanse mi nie pozwalają.


W załączniku zdjęcie pawia w parku:




zwiń tekst



Przychodzi do niej duch zmarłego męża i siada na krześle
Śr, 17 kwi 2019 07:30 komentarze: brak czytany: 1558x

[...] Rozmawiałem właśnie telefonicznie ze znajomą, która opowiedziała mi o swojej matce 91 letniej już staruszce. Owa matka (osoba całkowicie sprawna umysłowo) twierdzi, że prawie każdej nocy przychodzi do niej jej zmarły mąż i siadając na krześle "patrzy na mnie takim wzrokiem..." Jednego razu nawet ją dotknął i ten dotyk był lodowaty... Dodatkowo kobieta twierdzi, że jest już słaba i w tym roku.......

czytaj dalej

[...] Rozmawiałem właśnie telefonicznie ze znajomą, która opowiedziała mi o swojej matce 91 letniej już staruszce. Owa matka (osoba całkowicie sprawna umysłowo) twierdzi, że prawie każdej nocy przychodzi do niej jej zmarły mąż i siadając na krześle "patrzy na mnie takim wzrokiem..." Jednego razu nawet ją dotknął i ten dotyk był lodowaty... Dodatkowo kobieta twierdzi, że jest już słaba i w tym roku na pewno umrze. Wydaje mi się, że u schyłku życia patrzy się już "jednym okiem" na "tamtą stronę"


[...] Witam serdecznie,
Słucham Państwa audycji z zaciekawieniem. Podczas ostatniej usłyszałam coś, co być może da mi odpowiedź na pytanie, które dręczy mnie jakieś 23 lata. Pan Robert wspomniał o historii z motylem. Właśnie moja historia dotyczy motyla. Było to tak realne, że do tej pory cały czas mnie to dręczy. Kiedy moi synowie mieli około 4 i 14 lat, siedziałam w pokoju przy ścianie, a przu suficie miałam drewnianą deskę, pod, którą była zapalona lampa jarzeniowa. Z tego miejsca wyleciał "motyl". Nie był on jak zwykły motyl, tylko jakby przezroczysty. Był koloru czanego i wykończone końcówki innym kolorem (wyglądał jak z bibułki). Leciał w stronę lampy (nie była zapalona, a jedyne światło było z jarzeniówki). Był on tak realny, że pokazałam go synom, ale oni nic nie widzieli. Starszy syn zaczął się wygłupiać i go łapać w dłonie (oczywiście na oślep), ale on go złapał, bo widziałam wyraźnie jak wylatuje z jego dłoni (tak było 2 razy). Później poleciał nad meblościankę i zniknął. To trwało jakiś czas. Jeśli ktoś potrafi mi to wyjaśnić będę wdzięczna. Od wielu lat interesują mnie takie zjawiska i dużo rzeczy widzę. Kilka dni temu też widziałam coś, czego nie powinnam zobaczyć i nawet zapisałam sobie w kalendarzu. Mieszkam w Anglii, ale mam polski numer (wyżej podałam). Mój adres email: [...]
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Powiedziałam mamie, że nie miałam lewej nogi jak jeszcze byłam... chłopcem!
Nie, 14 kwi 2019 04:37 komentarze: 6 czytany: 2141x

[...] Witam, Właśnie przeczytałam Państwa artykuł i chciałam dodać coś od siebie. Gdy byłam małym dzieckiem, spytałam mamy dlaczego kiedyś nie miałam nogi, a teraz mam. Mama spojrzała na mnie z przerażeniem i zapewniła, że zawsze miałam dwie nogi. Wtedy ja z przekonaniem twierdziłam, że nie miałam lewej nogi jak jeszcze byłam chłopcem. Byłam przekonana, że tak było, ale mama zapewniła mnie, że to .......

czytaj dalej

[...] Witam, Właśnie przeczytałam Państwa artykuł i chciałam dodać coś od siebie. Gdy byłam małym dzieckiem, spytałam mamy dlaczego kiedyś nie miałam nogi, a teraz mam. Mama spojrzała na mnie z przerażeniem i zapewniła, że zawsze miałam dwie nogi. Wtedy ja z przekonaniem twierdziłam, że nie miałam lewej nogi jak jeszcze byłam chłopcem. Byłam przekonana, że tak było, ale mama zapewniła mnie, że to niemożliwe i pewnie mi się śniło. Wtedy jej uwierzyłam, ale dziś kiedy czytam o wspomnieniach zachowanych przez dzieci, myślę że to było poprzednie wcielenie.
Pozdrawiam,
Gosia

From: [dane do wiad. FN]
Sent: Saturday, April 13, 2019 11:14 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Pytania 6-latka

Szanowna Fundacjo,

Chce sie z Wami podzielic czyms dla mnie bardzo wzruszajacym. Wczoraj cala rodzina przegladalismy nasze rodzinne zdjecia. Moj najstarszy syn wlasnie sie wyprowadza i z tej okazji wyciagnelismy ze strychu stare pamiatki. Wsrod nich byl tez prowadzony przeze mnie notatnik. Zapisywalam w nim pytania i przemyslenia mojego mlodszego syna.
Oto trzy z tych zpiskow:

"A jak pojdziemy do nieba, to musimy sie spakowac?"

"Chcialabys  pojsc do nieba zeby moc stanac na wszystkich planetach i zobaczyc na ktorej jest najfajniej?"

"Jak Pan  Bog juz stworzyl swiat to chyba mu sie podobal i byl wesoly? No bo przeciez On tez tam mieszkal."

To bylo w roku 2010, syn mial wtedy 6 lat. Ja juz o tym zupelnie zapomnialam. Pamietam, ze  wydawal mi sie od urodzenia jakis wyjatkowy, wiec czasem cos zapisywalam.

Pozdrawiam serdecznie,
Dane tylko do wiadomosci Fundacji




[...] Witam! Czytam was od dłuższego czasu, jednak artykuł o reinkarnacji bardziej mnie zaciekawił niż inne. Zresztą sam zacząłem w nią wierzyć jakieś 3 lata temu. Właśnie wtedy za namową  kolegi wybraliśmy się na regresję hipnotyczną... Jestem ciekaw czy to tylko moje fantazje mózgu, czy te historie są prawdziwe. Pierwsze przypomniano rok 1933. Było to w ZSRR. Miejscowość chyba Piwdem?? Była wzmianka o głodzie, umierali prawie wszyscy, smród rozkładających ciał był nie do zniesienia. Było przerażające i dramatyczne. Widać było rozpacz. Kto chciał uciec ten trafiał do więzienia na roboty. Podobno zmarłem z głodu i miałem 33 lata. Dalej prowadzący przerwał regresję. Szkoda, że nie ustalił danych personalnych, zacząłbym szukać ;). Oczywiście to tak w skrócie bo wielu rzeczy już nie pamiętam dobrze. Pozdrawiam [...]

Dzień dobry jeszcze raz. :) pojawił się nowy cykl dokumentalny dot. reinkarnacji, bardzo ciekawy i być może przełomowy dla wielu. Warto o tym napisać na FN. Zapowiada sie świetnie. To ważne wydarzenie. W porównaniu z tym UFO i itd. nie mają znaczenia. Kiedy zrozumiemy istotę reinkarnacji, zrozumiemy wszystko. To jest klucz do rozwiązania sensu ludzkiego życia. "The Ghost Inside My Child" .  "Co, jeśli dziecko pamięta swoją śmierć z poprzedniego życia?. Ta nowa seria BIO bada najbardziej strzeżony sekret wielu rodziców: Ich dziecko jest wcieleniem kogoś, kto zmarł gwałtownie i wrócił do życia ponownie. Przypadki dzieci, które twierdzą, że pamiętają poprzednie życie zostały naukowo udokumentowane, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą od 1950 roku. Te małe dzieci mają bardzo prawdziwe wspomnienia i bardzo realne doświadczenie, które należą do kogoś innego."

 



zwiń tekst



Siła przeznaczenia - moja historia z życia
Sob, 13 kwi 2019 05:46 komentarze: brak czytany: 1610x

Drodzy Państwo,ze szczególnym zaciekawieniem przeczytałem Państwa artykuł nt. roli przeznaczenia. Poza pracą zawodową (naukową i urzędniczą) od wielu lat zajmuję się w wolnym czasie zagadnieniami czasu, celu życia i jego pochodzenia, otaczającej nas rzeczywistości czy też śmierci, uważając te sprawy za najistotniejsze ze wszystkich. Nasze zawodowe problemy czy sprawy powszednie to przecież błahostki.......

czytaj dalej

Drodzy Państwo,

ze szczególnym zaciekawieniem przeczytałem Państwa artykuł nt. roli przeznaczenia. Poza pracą zawodową (naukową i urzędniczą) od wielu lat zajmuję się w wolnym czasie zagadnieniami czasu, celu życia i jego pochodzenia, otaczającej nas rzeczywistości czy też śmierci, uważając te sprawy za najistotniejsze ze wszystkich. Nasze zawodowe problemy czy sprawy powszednie to przecież błahostki wobec tego, co naprawdę istotne. Może przez to trudno mi znaleźć prawdziwy cel życia i nie potrafię gonić za pieniędzmi czy pochwałami ludzi. Ale do rzeczy.

Ponieważ w mojej rodzinie brakowało często jednego pokolenia (mężczyźni późno zakładali rodziny), niewiele wiedziałem o naszej historii. Miałem zostać lekarzem a zostałem prawnikiem. Dopiero niedawno odkryłem dokumenty potwierdzające, że przez ponad 200 lat przewijali się u nas sędziowie, notariusze, adwokaci. Mój dziadek natomiast był przez kilka lat burmistrzem, o czym nikt w rodzinie nie wiedział. Dziś ja również jestem samorządowcem. Przypadek? Nie sądzę.

Kilka lat temu pojechałem pierwszy raz do Japonii. W pewnym momencie przypomniała mi się pewna bioenergoterapeutka, którą odwiedzałem z ojcem mając około 11-12 lat. Powiedziała wtedy, że będę dużo podróżował. Mój ojciec się tylko sarkastycznie zaśmiał, bo nic na to nie wskazywało. Obecnie mój paszport jest pełen pieczątek z najróżniejszych krajów a mnie trudno jest usiedzieć w jednym państwie na dłużej.

Inna historia z mojego życia poruszyła mnie jednak szczególnie mocno. W dzieciństwie, ponad 30 lat temu, mieszkałem na wsi i miałem trzech dobrych, starszych o kilka lat kolegów. Pewnej chłodnej, kwietniowej soboty odwiedził mnie jeden z nich, ośmioletni kolega (ja miałem cztery lata) i wyciągnął na podwórko. Chodziliśmy wokół jeziora patrząc, co można zmajstrować. Kolega wpadł na pomysł, że będzie wybierał jajka z gniazd. Kiedy zbierał je, ja stałem na wąskim pomoście. Wiał silny wiatr. W pewnym momencie zakręciło mi się w głowie i wpadłem do jeziora tak jak stałem, w kurtce, ciepłych spodniach, ciężkich butach. Wyprostowałem ręce w górę i kolega mnie wyciągnął (a mógł się przestraszyć i uciec). Zaprowadził mnie do domu, chociaż już w połowie drogi przejęła mnie moja ciotka mieszkająca z nami.

Kolejny obraz jaki pamiętam, to moja mama trzymająca mnie na rękach i ogrzewającą czym się dało, ale widok ten pamiętam tylko z perspektywy trzeciej osoby. Trudno mi uwierzyć, że wychłodzenie organizmu mogło spowodować chwilowe opuszczenie ciała. Co ciekawe, dzień wcześniej, podczas kąpieli w wannie, mój ojciec tłumaczył mi co robić, kiedy wpadnie się do wody (nigdy wcześniej ani później tego nie robił). Jak mi mówił, tak następnego dnia zachowałem w wodzie absolutny spokój. 2 lata później przenieśliśmy się ze wsi do pobliskiego miasta a ja straciłem całkowity kontakt z kolegami. Kilka lat temu byłem na pewnym spotkaniu młodzieżowym, na którym pojawiałem się regularnie przez wiele lat i spotkałem pewną bardzo atrakcyjną dziewczynę. Pamiętała mnie sprzed kilku lat i miała o mnie raczej negatywne zdanie, chociaż ja nie kojarzyłem jej ani trochę. Ku jej zaskoczeniu cały wieczór doskonale nam się ze sobą rozmawiało i następnego dnia, kiedy impreza dobiegła końca byłem przekonany, że będę chciał kontynuować tę znajomość.

Po kilkunastu tygodniach, raczej luźnego ale częstego kontaktu przypomniała mi o zaproszeniu, które oboje otrzymaliśmy, wraz z pytaniem, czy nie chcę z nią pojechać do Niemiec. Nie potrafiłem odmówić. Przyjechałem po nią wieczorem do domu, przywitałem się z rodzicami i ruszyliśmy w drogę. Na stacji benzynowej spytała się mnie, gdzie moi rodzice budują dom. Odpowiedziałem jej, że w takiej małej wsi, której z pewnością nie zna. Ona na to: -Tam była taka sklepowa. Ja: -No była i miała syna. - To siostra mojej babci, o której istnieniu nie wiedzieliśmy. Po jej śmierci sprzątaliśmy mieszkanie. Mnie zamurowało. Tym synem był kolega, który mnie uratował. Nasza dalsza historia nie potoczyła się niestety pomyślnie, ale to spotkanie było najbardziej zaskakującym w moim życiu. Przeznaczenie? Chyba zacząłem w nie wtedy wierzyć.

Pomyślności!

[dane do wiad. FN]



From: [dane do wiad. FN]
Sent: Friday, April 12, 2019 10:33 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Przeznaczenie

 

FN

Uzupełniam Wasz artykuł o przeznaczeniu, dając ciekawego linka, chociaż moim zdaniem, wmuszanie komuś jakichś negatywnych wydarzeń, to zwykłe przestępstwo.

https://www.jestpozytywnie.pl/historie-o-przeznaczeniu/

stevan



Poniżej jedna z historii przedstawionych w tekście.

[...] Zamieszkałam w nowym mieszkaniu, mieszkałam tam już jakieś dwa tygodnie i wreszcie miałam czas, by sobie odpocząć. Postanowiłam, że zrobię sobie domowe SPA. Wysmarowałam się od stóp do głów niebieską glinką, naga jak mnie Bóg stworzył, a wtedy w salonie zobaczyłam mężczyznę. Zaskoczony facet stał w moim mieszkaniu! Pobiegłam po nóż do kuchni, facet wyciągnął gaz. Staliśmy tak, krzycząc jedno na drugiego, co robi w tym mieszkaniu. Okazało się, że to było jego mieszkanie, a wynajęła mi je jego babcia, bo marzyła, by wnuk znalazł sobie żonę. Wciąż pamiętam ten dzień i nadal tam mieszkam, jako jego żona. [...]




zwiń tekst



Dwie obserwacje Niezidentyfikowanego Obiektu Latającego czyli... UFO
Czw, 11 kwi 2019 05:49 komentarze: brak czytany: 1377x

[XXI PIĘTRO] Droga redakcja Natilusa przesyłam moją historię ze spotkania z niezidentyfikowany obiektem latającym. Bylo to w styczniu (około 15 stycznia) 2003 roku wracałem z uczelni do domu (godzina była około 20)wysiadlem z autobusu i piechotą szedłem do domu(ok 1 km). Z oddali zauważyłem dziwny obiekt koloru czerwonego - ot jakiś helikopter w oddali pomyślałem i szedłem dalej po 15 min obiekt przybliżył.......

czytaj dalej

[XXI PIĘTRO] Droga redakcja Natilusa przesyłam moją historię ze spotkania z niezidentyfikowany obiektem latającym.
Bylo to w styczniu (około 15 stycznia) 2003 roku wracałem z uczelni do domu (godzina była około 20)wysiadlem z autobusu i piechotą szedłem do domu(ok 1 km). Z oddali zauważyłem dziwny obiekt koloru czerwonego - ot jakiś helikopter w oddali pomyślałem i szedłem dalej po 15 min obiekt przybliżył się nieznacznie nie wydając żadnego dźwięku lekko się przesuwając prawo lewo Góra dół bardzo powoli.

Doszedłem do wniosku że jestem świadkiem czegoś niezwykłego, poruszony tym widokiem zaalarmowałem mamę i brata by też to zobaczyli. Zapewniam was czuliśmy lęk wszyscy widząc to coś, obiekt przysunoł się na bliską odległosc(ok 200metrow) zupełnie bezgłosnie bardzo delikatnie, dało się już zobaczyć kontury tego pojazdu, i dużo czerwonego światła. Dziwne jest to że (odniosłem wrażenie) oni wiedzieli że my ich oglądamy pojazd nie przybliżył się nic więcej i delikatnie zaczął odlatywać w stronę Nowego Sącza. Wszystko trwało około 30 do 40 min. Po powrocie do domu czuć było taki dziwny metaliczny posmak(jak tomografie się robi to też taki czuć) tak jakby powietrze było najonizowane, poza tym piekarnik sam zadzwonił jak gdyby upiekło się ciasto wszystko to wyglądało bardzo dziwnie. Wiem na 100% że nie był to samolot czy śmigłowiec, gdybym dysponował wmiarę dobrym aparatem fotograficznym lub telefonem (telefon miałem bez aparatu) to miałbym dziś bardzo dokładne zdjęcia tego statku. Wydarzenie to na zawsze pozostaje w mojej pamięci.
Pozdrawiam załoge
Paweł

[dane do wiad. FN]




śr., 10.04.2019, 16:43 użytkownik [dane do wiad. FN] napisał:
Witam serdecznie. Był rok 1980 miałem wówczas 14 lat,mieszkałem we wsi czajcze gmina wysoka powiat pilski.opiszę zdarzenie tak jak je dziśaj pamiętam.

jest początek września 1980 albo maj 1981 godzińa na pewno popołudniowa bo z tzw pgr-u wracali pracownicy po ostatnim doju krów.ja wraz z kolegami i koleżankami bawiliśmy się w dwa ognie na skwerku między budynkami w pewnej chwili ktoś krzyczy co to jest.podbiegliśmy do ogrodzenia przy budynku i patrzyliśy,dołączyli do nas pracownicy wyżej wymienieni.oglądających to zjawisko bylo z12 moich rówieśników i z5 dorosłych osób.na niebie wisiały columusy a pomiędzy jedną a drugą przemieszczał się obiekt w kształcie ?

Z mojej perspektywy cygaro i po jego długości kolorowe światła migające.obiekt był  doskonale widoczny ,przesówał się bardzo wolno a ci pracownicy go nie widzieli mimo pokazywania palcem.wielkość trudno oszacować ale na tle chmur miał 1/3 wielkości chmury.obiekt przesówał się aż budynek piętrowy to przysłonił,pobiegliśmy za budynek biektu już nie było.trwało to około 5 minut.następnego dnia opowiedziałem to zdarzenie koledze w szkole z sąsiedniej wioski i on z kolegami widział to samo.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 27
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 27

szukaj:  

Najbliższy czat z FN

Tym razem nie będzie jednego 'tematu wiodącego', a kilka. Przedstawimy najnowsze informacje w sprawie kilku wybranych naszych projektów, a także postaramy się odpowiedzieć na wybrane pytania naszych sympatyków. Do usłyszenia 22 września o godz. 21.00!

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN [...] Czy obce cywilizacje miały wpływ na postęp ewolucji biologicznej na Ziemi i przyczyniły się do 'przyspieszenia' w rozwoju gatunku ludzkiego/jego przodków, itp? [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pt, 13 wrz 2019 05:33 | Witam wspaniałą ZałogęMieszkam na spokojnej mazurskiej wsi, jestem Waszą czytelniczką już od lat, strona Nautilusa jest w moim codziennym harmonogramie odwiedzanych stron. Chcę się z Wami podzielić tym co ostatnio mnie spotkało. 9 września, czyli kilka dni temu wracałam z wizyty rodzinnej. Odwoził mnie mój brat. Do domu miałam zaledwie 2 km. W połowie drogi nagle mój brat zaczął krzyczeć: patrz, widzisz to!Początkowo nie wiedziałam o co mu chodzi, po chwili zobaczyłam na niebie pędzącą...

Dziennik Pokładowy

Środa, 4 września 2019 | Kluczem do uratowania świata jest życie zgodnie z zasadami Kreacji! – niezwykłe przesłanie od obcych cywilizacji do mieszkańców Ziemi.

czytaj dalej

FILM FN

Jaime Maussan en The Ufology World Congress 8 de septiembre de 2019

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.