Dzień dobry, Panie Robercie,
chciałam się podzielić kilkoma widokówkami z mojego życia, które świadczą o tym, że jest coś po tamtej stronie. Po pierwsze, moja mama jako dziewczynka była w szpitalu i dokładnie wtedy, kiedy umarła jej babcia, w szpitalu pękł jej słoik. Następnie moja historia. Na studiach byłam przez rok w Stanach. Kiedy wyjeżdżałam, żegnałam się ze wszystkimi, ale kiedy żegnałam się z babcią, obie się wzruszyłyśmy, tak jakbyśmy coś przeczuwały. No i jestem w Stanach, na kilkudniowym wyjeździe na Florydę, i coś mnie budzi w nocy, o 3, i każe mi zadzwonić do domu. Wtedy były tylko telefony stacjonarne. Nikt nie odbiera, a mnie coś każe dzwonić po rodzinie do skutku. W końcu, już rano, dodzwaniam się do bratowej do pracy i ona przekazuje mi wiadomość: babcia dziś rano zmarła. Z babcią byłam bardzo zżyta, wychowywała mnie. Kiedy babcia jeszcze żyła, ale już była na granicy, powiedziała, że we śnie wyszły po nią ciotki i przyniosły jej 7 kwiatów. Jej ojciec miał 7 sióstr, czyli dla niej ciotek.
I ostatnia, najnowsza historia. Śni mi się Joasia Kołaczkowska - taka promienna, oświetlona twarz - i mówi, że już jest dobrze. Była spokojna, jasna. Nagle się obudziłam, było przed północą. Otworzyłam Facebooka i pierwszy post, jaki mi się wyświetlił, to post kabaretu Hrabi, że Asia odeszła. Ona przyszła się pożegnać, mimo że się nie znałyśmy, ale była mi bliska. Te kilka historii sprawia, że wierzę, że jest coś po tamtej stronie i że nie trzeba się bać.
Panie Robercie, ja choruję na raka, jestem w fazie diagnozy i takie podejście oraz spojrzenie na sprawy (nie)ostateczne bardzo mi pomaga. Podobnie jak słuchanie podcastów z Pana udziałem. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.