Miałam suczkę jamniczkę. Umarła, gdy starszy syn miał 8 miesięcy, więc młodszy zna pieska tylko ze zdjęć. Wie, jak miał na imię i wie, że poszedł do nieba. Tyle. Czasem wyświetli mi się przypomnienie w telefonie, to pokazuję synom i mówię: „O, zobaczcie, nasz poprzedni piesek” itp. Wszystko w formie przyswajalnej dla nich. Nie opowiadam im o tym, że wierzę, że pieski wracają albo że ludzie wracają, mimo że w to wierzę. Wiem, że są za mali, żeby opowiadać im takie rzeczy, więc jak pytają, gdzie jest piesek, to mówię, że w niebie.
No i to było jakoś na początku września. Starszy syn się bawił, młodszy się huśtał na huśtawce w pokoju, ja leżałam sobie na łóżku młodszego syna i wcześniej żaden temat o psie się nie przewijał ani nic. Młodszy przez przypadek, huśtając się, kopnął naszego obecnego psa i mówi: „Jak ja byłem Nuką”, czyli tym moim poprzednim psem, „to umarłem i poleciałem do nieba, a potem wróciłem jako Oliś”.
Ja chciałam go podpytać jakoś dyskretnie, ale nic więcej nie chciał powiedzieć. Odpuściłam temat i 2 tygodnie po tym znowu młodszy syn jadł jogurt, ja sobie zrobiłam kawę, a na kanapie leżał nasz obecny pies. Ja chciałam, żeby się przesunął, w sensie ten pies, i mówię do psa: „Pako, out”. Zaznaczę, że często używam takiego zwrotu do psa. Często też mówiłam tak do właśnie mojej poprzedniej jamniczki i u mnie to oznacza po prostu to, że pies ma mi się przesunąć z miejsca, w którym jest, lub zejść na inne.
I syn się zainteresował i się mnie pyta, co to znaczy słowo „out”, a ja mówię, że chodzi mi o to, żeby piesek mi się przesunął na kanapie, bo nie było dla mnie miejsca. I wtedy syn mówi: „Ale do mnie też tak mówiłaś”, a ja mówię: „Ale kiedy?”, a syn mówi: „No jak byłem Nuką, nie pamiętasz?”.
Więc wtedy mnie zatkało, bo wiem, że tak mówiłam do mojego poprzedniego psa, a jego nie było na świecie, żeby w ogóle to pamiętać, że tak mówiłam. I się go pytam: „Co ty opowiadasz? Ty mi chcesz powiedzieć, że byłeś Nuką?”, a on: „No tak”. A ja mówię do niego: „Czy jak umarłeś jako Nuka, tęskniłeś za mną?”, a syn mi odpowiedział: „No tak, tęskniłem za tobą i dlatego wróciłem jako Oliś”.
Zadałam mu jeszcze jedno pytanie, czy jako piesek lubił biegać za piłeczką, na co mi odpowiedział, że nie, bo miał za duży brzuszek od karmy, co było prawdą, bo jamniczka była trochę przytyta z powodów hormonalnych i nie lubiła biegać za piłkami. Póki co nic więcej nie mówi w tym temacie. Ja też nie wypytuję, bo wiem, że jak będę wypytywać, to może już mi nic nie powiedzieć, więc czekam, czy coś jeszcze powie, czy już nie.
