„PAMIĘTAJ, ŻE JESTEM”. HISTORIA PEŁNA NIEZWYKŁYCH ZBIEGÓW OKOLICZNOŚCI
Postanowiłam do Pana napisać, nie miałam odwagi zadzwonić, aby o sobie mówić przez telefon. Cieszę się, że Pan pojawił się i postanowił o sobie przypomnieć. Kiedyś słyszałam o Panu, czytałam, słuchałam, oglądałam programy, w których Pan występował.
To, co przeżyłam, wydawało mi się takie naturalne, nic szczególnego. Teraz słucham na Pańskim kanale, że jest wielu ludzi, którzy przeżyli niesamowite historie w swoim życiu. A może to nic niezwykłego? Może my, którzy jesteśmy bardziej uwrażliwieni na odbiór czegoś, co nie mieści się w logicznym wytłumaczeniu, tak mamy. Od dziecka miałam wrażenie, że ktoś ze mną jest. Czułam kogoś, co nie miało kształtu człowieka. Jest to trudne do wytłumaczenia, czułam to coś, jakby było ciemną masą, przybierającą różne kształty. To było ciągle przy mnie. Nie mówiłam o tym nikomu, bo nie umiałam tego wyjaśnić.
Z biegiem lat zapomniałam o tym i to zanikło. Byłam dzieckiem raczej stojącym z boku, przyglądającym się wszystkiemu, miałam swój świat. Od kiedy pamiętam, zawsze patrzyłam w niebo, w gwiazdy. Mam takie wspomnienie z dzieciństwa. Kiedy wracaliśmy z rodzicami do domu i było już ciemno, ja zawsze szłam z głową zwróconą do nieba. Lubiłam patrzeć na gwiazdy. Mam tak do dzisiaj. Kiedy wychodzę wieczorem z domu, to pierwsze, co robię, spoglądam w gwiazdy. Ostatnio dużo Pan mówi o synchroniczności zdarzeń. Przeżyłam wiele takich zdarzeń, niektórych już dzisiaj nie pamiętam. Kiedy byłam dzieckiem, nastolatką, myślałam, że to naturalne, że wszyscy ludzie tego doświadczają. Dopiero z biegiem lat zrozumiałam, że może jest inaczej.
Opowiem o jednej historii tego typu. Zadziało się to w czasie, kiedy w moim życiu wydarzyło się coś, co bardzo silnie przeżyłam. Dla mnie to był jeden z trudniejszych momentów w życiu. Potrzebowałam pomocy, szukałam na własną rękę czegoś, co pomoże mi wyjść z tej traumy. Natrafiłam na grupę wsparcia online. Była to grupa psychologiczno-religijna. Rozpoczęłam dwuletnią terapię. Początkowo online, później też stacjonarnie. Poznałam kogoś, kto działał w tej grupie głównie online. Był to mężczyzna z dużym doświadczeniem, po podobnych przeżyciach. Nawiązałam z nim kontakt mailowy. Pisałam o sobie, on mi doradzał, tłumaczył, pokazywał pewne rzeczy w inny sposób. Bardzo mi pomógł. Nigdy się nie widzieliśmy. Po skończonej terapii nasz kontakt już nie był tak intensywny, urwał się.
Minęło kilka miesięcy i gdzieś przypadkiem zobaczyłam ogłoszenie o warsztatach „Wreszcie żyć”. Pomyślałam: zapiszę się i pojadę. Okazało się, że lista jest już zamknięta, nie ma miejsc. Warsztaty miały trwać trzy dni. Już chciałam zrezygnować, ale coś mnie tam pchało, to było silniejsze ode mnie. Zadzwoniłam, zapytałam, czy jest chociaż możliwość, aby przyjechać tylko na jeden wykład. Organizator zgodził się. Kiedy przyjechałam na miejsce, weszłam do sali, ludzi było bardzo dużo, praktycznie nie było wolnych miejsc. Podeszłam bliżej, zauważyłam jedno wolne miejsce. Zapytałam pana siedzącego obok, czy to miejsce jest wolne. Spojrzał na mnie i powiedział, że właściwie tak, miało być dla kolegi, ale on nie przyjechał. Usiadłam, spojrzałam na siedzącego obok, miał na szyi etykietkę ze swoim pseudonimem. To był on, ten znajomy, z którym przez kilka miesięcy pisałam, który mi tak bardzo pomógł. Zaczęliśmy rozmawiać. Było to niesamowite spotkanie. To nie był przypadek, miałam się z nim tam spotkać. Nie wiedziałam wcześniej, jak ma na imię. Kiedy mi się przedstawił, to jeszcze bardziej utwierdziłam się, że mieliśmy się spotkać.
Wcześniej, kiedy dzwoniłam do organizatora, ten powiedział mi, że po przyjeździe mam skontaktować się z kierownikiem, p. Jackiem. Tak też miał na imię mój znajomy.
Jest jeszcze coś bardzo niesamowitego. W nocy, ale nie we śnie, na jawie, miałam spotkanie z kimś, kto może był duchem, a właściwie nie wiem kim. Spałam, obudziłam się i zobaczyłam stojącą przy mnie postać. Nie widziałam twarzy, postać na samych brzegach miała bardzo jasną poświatę, jasne światło, które okalało brzegi, nie wiem, czy ciała. Trudne do stwierdzenia. Na początku przestraszyłam się, trwało to kilka sekund. Poczułam coś, czego nigdy wcześniej nie czułam, niesamowitą miłość. Ta postać nie miała twarzy, ale czułam, że patrzy na mnie z dużą miłością. Byłam jakby bez ruchu.
Telepatycznie powiedziała do mnie: „Pamiętaj, że jestem”.
Zapaliłam światło, już jej nie było. Wielokrotnie myślałam, że może to mi się przyśniło, że to niemożliwe, ale nie, ja to widziałam. Panie Robercie, zdaję sobie sprawę, że pisze do Pana wielu ludzi, mają zapewne ciekawsze historie. Jestem zwykłym człowiekiem, takie sytuacje mi się przytrafiają, czy niezwykłe? Dla mnie normalne. Długo się zastanawiałam, wahałam, czy to ma sens do Pana pisać, ale poczułam taką potrzebę.
