TAKI DROBIAZG Z REINKARNACJI... FRANCUSKI SŁOWNIK, A WSZYSTKIE SŁOWA DOBRZE ZNANE!
Dzień dobry Panie Robercie, chcę się podzielić moimi historiami, odczyta Pan lub nie, ale myślę, że warto to tutaj zostawić. [...]
W latach 90, jeszcze przed moim przyjściem na świat moja rodzina świętowała roczek mojego brata. Moi rodzice wraz z małym bratem zajmowali górę domu wybudowanego w latach 60 przez moją babcię, babcia mieszkała na dole. Mój dziadek od dokładnie roku już nie żył, zmarł 16 czerwca w urodziny mojego brata. Mój dziadek nie mieszkał z moją babcią, byli skłóceni, nie utrzymywał za bardzo kontaktu z rodziną.
Rodzina świętuje roczek w salonie, brakowało jeszcze kilku gości, ktoś nacisnął klamkę, akurat mój tato patrzył na drzwi gdzieś tam między rozmowami i powiedział: "mamo, tutaj jesteśmy chodź!" bo nikt nie wchodził przez te drzwi, myśleli wszyscy, że to babcia, jednak gdy tato zajrzał za drzwi nikogo nie było.
Sytuacja ta powtórzyła się kilkukrotnie, nawet mi. Miałam może 14-15 lat, siedziałam w swoim pokoju na łóżku i ktoś złapał za klamkę i zaczął otwierać drzwi, myślałam, że to babcia mieszkająca na dole, jednak nikogo za drzwiami nie było.
Pamiętam także doskonale dzień moich urodzin, to były moje 12 urodziny, wszystkie moje koleżanki poszły już do domu i siedząc na łóżku widziałam smugę idącą po panelach, następnie przesunął się leżący na podłodze plecak.
W tym domu także były sytuacje dzwonienia dzwonkiem do drzwi, stukanie, szuranie. Do dzisiaj tak jest, aktualnie mieszka tam mój brat ze swoją rodziną, niedawno słyszał jak w nocy szklanka na biurku się sama przesunęła.

Uznałam, że ta historia może też być ciekawa, może słyszał Pan o czymś takim.
Kiedy wchodziło się do tego domu naprzeciwko znajdował się korytarz na wprost była kuchnia mojej babci. Początki lat 00s, mała miejscowość, aktualnie niewielkie miasto, ale wtedy wszyscy się znali. Były ferie lub wakacje, pamiętam, że miałam wolne, miałam może 7-8 lat. Babcia miała otwarte drzwi w kuchni, robiłyśmy naleśniki. Nagle słyszy, że wchodzi do domu mężczyzna i kieruje się po schodach na górę. Facet wyglądał jak wyjęty z planu "Chłopów" czy "Pana Wołodyjowskiego". Miał zielone palto (?), a z tyłu łuk. Babcia się spytała kim jest i dlaczego chciał iść na górę, on wziął naleśnika i zaczął się zachwycać, mówiąc, że czegoś takiego nigdy nie jadł. Nie pamiętam co jeszcze mówił, ale wyszedł i nikt go nigdy nie widział. Oczywiście, mógł to być jakiś przyjezdny, ale było to dosyć dziwne!
Miałam też sytuację, że w nocy obudziłam się i zobaczyłam zarys mężczyzny w garniturze i w kapeluszu i później kilka miesięcy spałam z mamą, bo okropnie się bałam.
Mój brat jest wędkarzem, często w lecie jeździ na noc na staw, aby łowić ryby. W 2008 roku widział wraz z kolegą jak nad stawem leciała kula świetlista i nagle wystrzeliła do góry i zniknęła
Mając takie doświadczenia od dziecka gdzieś tam zawsze interesowałam się takimi zjawiskami, a z babcią spędzałam dużo czasu i zadawałam jej pytania typu, dlaczego ludzie umierają i się spytałam czy odwiedzi mnie kiedyś jak umrze, zapewniła mnie, że tak.
Babcia zmarła w 2019 roku i rzeczywiście przyszła do mnie we śnie. Śniła mi się jako świetlista, jasna postać, była młoda, taka szczęśliwa. Spytałam co tutaj robi, przecież nie żyje. Ona odpowiedziała mi, że wreszcie opuściła to stare, zmęczone ciało i jest wolna.
W międzyczasie ja wraz z rodzicami przeprowadziłam się do nowego domu, w tej samej miejscowości. Był to czas kiedy chodziłam do technikum, pewnej nocy obudziłam się i zauważyłam przy łóżku lewitującą niebieską, świetlistą istotę. Była to kobieta, biła od niej bardzo dobra energia, nie bałam się. Przykryłam się kołdrą i zasnęłam ponownie i dopiero poczułam się wystraszona rano jak wstałam, doskonale pamiętałam tą postać, jednak w chwili kiedy ją widziałam nie bałam się.
Później było w miarę spokojnie, po czasie przeprowadziłam się na studia do Wrocławia i przyjechałam do rodziców. Poszłam do swojego pokoju, położyłam plecak na ziemi i zeszłam na dół do kuchni. Po jakimś czasie wróciłam i patrzę, że pod plecakiem jest woda, podłoga jest mokra, plecak jest mokry, uznałam to za dziwne, ale jeszcze dziwniejsza będzie następna rzecz, do której chcę nawiązać.
W zeszłym roku przyjechałam do rodziców, przyszły też moje bratanice no i bawiłam się z dziećmi w moim pokoju. Wieczorem normalnie poszłam spać i rano obudziłam się w mokrym łóżku. Łóżko było mokre, wilgotne, tak samo moja piżama, gdzieś tam zwaliliśmy to na te dzieci, że bawiły się na łóżku chociaż wcale ich nie widziałam ze szklanką na łóżku. Po miesiącu przyjechałam do rodziców znów na weekend i było to samo, lodowato mokre łóżko, coś mnie podkusiło, aby rozłożyć łóżko i zajrzeć do środka i była tam plama stojącej wody. To jest bardzo niewytłumaczalne, bo tam nie ma żadnej wilgoci, próbowaliśmy to zracjonalizować, nie da się tego wyjaśnić, żaden pot, żadna rura pęknięta.
3 lata temu pojechałam z mamą i ciocią do miejscowości rodzinnej mojej mamy, aby odwiedzić grób dziadka. Jest to niewielka wieś, na wzgórzu znajduje się cmentarz, niewielki, zasięgiem wzroku można go cały ogarnąć. Ciocia wraz z mamą sprzątały grób dziadka, ja poszłam się przejść po cmentarzu. Chodzę sobie powoli alejkami, kontempluję i nagle usłyszałam dużo głosów, jakbym weszła to pokoju pełnego rozmawiających ludzi i taki wyraźny głos "chodź tu". Trwało to kilka sekund i nagle znów ta cmentarna cisza. W pierwszej chwili zaczęłam to racjonalizować, rozejrzałam się na każdą stronę, ale nikogo nie było. Wróciłam do mamy i cioci, opowiedziałam im to no i poszłyśmy do auta, cała wizyta może trwała na cmentarzu 15 minut. Przyjechałyśmy sprawnym autem, wsiadamy do auta i tak coś krzywo jedziemy..mama po przejechaniu kilkuset metrów zatrzymała się i okazało się, że nie mamy powietrza w jednej oponie. Później okazało się, że była ona przebita od "środka".
Jeszcze opiszę Panu moje dojście do reinkarnacji. Jak byłam dzieckiem, pamiętam, że miałam słownik języka angielskiego dla dzieci i na ostatniej stronie były obrazki innych słowników z tej serii, pamiętam, że poprosiłam ojca, aby mi kupił języka francuskiego, a on mi odpowiedział, żebym się najpierw polskiego dobrze nauczyła i do mnie bardzo uderzyło, bo czułam całą sobą, że chcę ten słownik. Później także bardzo mnie ciągnęło do tego języka, ale nie było czasu i przestrzeni na naukę jego. Paradoksalnie uratowała mnie pandemia, wtedy zaczęłam się uczyć francuskiego na własną rękę, raczej z piosenek, filmów, bardzo mnie ciągnęło też do Francji, pojechałam do Francji na ostatnim roku studiów magisterskich na wymianę tam, zrobiłam sobie certyfikat na C1, bardzo łatwo mi przyszła nauka tego języka, mam wrażenie, że bardziej go sobie przypomniałam niż uczyłam się go na nowo.
życzę Panu wszystkiego dobrego, chcę Panu podziękować za szerzenie prawdy. To niezwykle trudna sprawa w naszym społeczeństwie. Rozumiem Pana kompletnie i wspieram ;)

Pięknie Pani dziękuję za te historie. Takie opowieści są dla mnie na wagę złota. One pokazują, że istnieje ten świat, o którym mówię od tylu lat. Kłaniam się Pani nisko! RB