Szanowny Panie Robercie, Piszę do Pana, bo od lat śledzę Pana programy i bardzo cenię to, co Pan robi. Wierzę, że świat nie jest tylko taki, jakim go widzimy na co dzień. Sama w życiu przeżyłam rzeczy, których nie da się po prostu wytłumaczyć – czułam czyjąś obecność tuż obok siebie, choć nikogo nie było widać, dostawałam znaki od bliskich. Ale to, co wydarzyło się teraz, zupełnie mnie przerosło.
Jestem kobietą twardo stąpającą po ziemi. Mam 54 lata, mieszkam na wsi i prowadzę skromne, tradycyjne życie. Moje podróże za granicę to tylko Słowacja i Węgry przy okazji sanatorium. Choć podróżowałam trochę po Polsce, to nigdy nie jadam w takich miejscach jak ekskluzywne restauracje azjatyckie – jestem tradycjonalistką i trzymam się polskiej kuchni. Nie miałam pojęcia o istnieniu restauracji o nazwie Hutong. A jednak tam byłam.

W niedzielny poranek śniło mi się, że szykuję się do kościoła. Zamiast do świątyni, trafiłam do ogromnego wieżowca, do bardzo luksusowej restauracji. Pamiętam półmrok, wielką szklaną ścianę i okrągłe stoliki. Co było najbardziej niesamowite – ja w tym śnie czułam zapachy i smaki! Jadłam bulion z trzema pierożkami i bardzo chrupiące warzywa pokrojone w słupki (marchewkę i por). Zapamiętałam nazwę tego miejsca: Hutong. Obsługiwała mnie starsza Azjatka, o której we śnie wiedziałam, że jest żoną właściciela.
Kiedy się obudziłam, nie mogłam o tym zapomnieć. Wpisałam tę nazwę w internet i zamarłam. Ta restauracja istnieje naprawdę. Na zdjęciach zobaczyłam dokładnie to wnętrze, które widziałam we śnie – te same stoliki, tę samą szklaną ścianę i perspektywę miejsca, w którym siedziałam. A na jednym ze zdjęć rozpoznałam tę samą starszą Azjatkę, która mi usługiwała.
Jak to możliwe, że we śnie odwiedziłam miejsce, o którym nie miałam pojęcia, i to z takimi szczegółami jak smak potraw? Czy to możliwe, żeby człowiek naprawdę tam był, mimo że ciało spało w łóżku?
Będę bardzo wdzięczna, jeśli zechce Pan przeczytać moją historię. Może przyda się ona do Pana badań w Fundacji.