Z poczty FN:
Dzień dobry, podczas pikniku ufologicznego w Emilcinie w sobotę 9 maja tego roku rozmawiałam z Panem Pawłem z fundacji Nautilus i opowiedziałam mu swoją historię o duchu samobójcy który pojawił się w moim domu i zostałam poproszona o opisanie tej sytuacji na Waszego maila. Zatem opiszę całą sprawę:
Cała sytuacja zdarzyła się na przełomie ubiegłego i obecnego roku. Myślę, że dla zrozumienia sprawy bardzo istotny jest cały kontekst i historia prowadząca do tych zdarzeń paranormalnych. Dlatego opowiem od początku do końca jak doszło do pojawienia się ducha.
Moi rodzice przez około rok zatrudniali pracownika, nazywał się Andrzej i pomagał w naszym gospodarstwie rolnym we wszelkich pracach. Myślę, że warto nadmienić, że ten ostatni rok swojego życia właściwie w większości spędził u nas, był on bowiem bardzo pracowitym człowiekiem. Nawet gdy jego pracodawca, czyli mój ojciec, zarządzał koniec pracy, to Andrzej pracował jeszcze godzinami bo bardzo zależało mu żeby praca była skończona. Nie raz nawet bez naszej wiedzy zostawał na noc i spał w traktorze, bo pracował do tak późnej godziny, że nie chciał już wracać do domu, gdyż kolejnego dnia już o 5 rano przychodził do pracy. Można go nazwać pracoholikiem, bo jedyne o czym mówił o co robił to praca. Tak minął ten prawie rok, aż przyszedł grudzień. Ostatnie dwa tygodnie swojego życia Andrzej pomagał nam w remoncie naszego domu. Wyremontował z nami kuchnie i salon, została do dokończenia już tylko jadalnia. Nadeszła wigilia i Andrzej przyszedł jeszcze rano do pracy, ale około południa mój Tata zarządził, że już koniec na dzisiaj i odsyłał Andrzeja do domu. Mimo, że była wigilia, to właściwie nie spieszyło mu się do domu, bardzo niechętnie zebrał się i odjechał. Nikt z nas nie spodziewał się co się stanie później tego dnia, nie było po nim nic widać i do dzisiaj jest to dla nas tajemnicą, dlaczego zakończył swoje życie. W wigilię wieczorem w jego domu popełnił samobójstwo. I tutaj zaczynają się zjawiska paranormalne. My jeszcze nie wiedzieliśmy o jego samobójstwie, poinformowała nas o tym jego żona dopiero w drugi dzień świąt 26 grudnia wieczorem. Ale jeszcze w samą wigilię wieczorem, czyli mniej więcej w momencie, gdy Andrzej popełnił samobójstwo, moja mama przygotowywała kolację wigilijną w kuchni. Gdy stała przy blacie kuchennym, kątem oka widziała cienie, jakby ktoś przechodził obok wejścia do pomieszczenia. Chwilę później widziała jakby "machanie", jakby ktoś ręką machał jej przy głowie i próbował zwrócić jej uwagę. Czuła tego dnia niepokój i te cienie pojawiły się kilka razy, ale nie zwróciła na to większej uwagi. Gdy przyszedł drugi dzień świąt dowiedzieliśmy się o samobójstwie Andrzeja i mama skojarzyła, że tym cieniem prawdopodobnie był on. Nasza teoria ma ten temat jest taka - doszliśmy do wniosku, że być może duch Andrzeja był nieświadomy że nie żyje i przyszedł normalnie do pracy, tak, jakby żył i gdy zauważył że nikt go nie widzi i nie słyszy, to machał obok głowy mojej mamy żeby zwrócić jej uwagę. Tą teorię potwierdza fakt, że przyszedł do naszego domu, a przecież ostatnie 2 tygodnie swojego życia spędził w naszym domu remontując go. Jednak tutaj zjawiska paranormalne się nie kończą. W sylwestra był pogrzeb. Parę dni po pogrzebie moja mama siedziała w salonie na kanapie. Z salonu widać korytarz i wejście do jadalni. I moja mama zobaczyła ducha Andrzeja gdy korytarzem wchodził do jadalni. Opisywała go tak - wyglądał tak samo jak za życia, był ubrany tak samo, jak wtedy gdy przychodził do pracy, jedyną różnicą było to, że widziała go jakby tylko od pasa w górę, poniżej pasa znikał. To zdarzenie potwierdzałoby naszą teorię, że duch Andrzeja zachowywał się tak jakby żył. Wchodził do jadalni ubrany w ciuchy robocze, czyli do miejsca, którego przed świętami nie zdążyli wyremontować i mieli się za to zabrać po świętach. Tak jakby przyszedł dokończyć coś, czego nie zdążył zrobić za życia. Po tej sytuacji nie pojawiły się do dzisiaj już żadne zjawiska paranormalne. Widziała to tylko moja mama, żaden inny domownik nie doświadczył czegoś takiego. Jedynie wszyscy czuliśmy niepokój.
Mam nadzieję, że ta historia zaciekawi Państwa. Miło było spotkać Was na pikniku ufologicznym. Jeśli by Państwo mieli taką ochotę, to zezwalam na opublikowanie tej historii, tylko proszę nie publikować mojego nazwiska.
Pozdrawiam, Natalia