Dzień dobry.
Miałam bardzo dobrego Przyjaciela Waldemara. Niestety odszedł na drugą stronę dwa i pół roku temu. Był zafascynowany Panem Bernatowiczem. Dzięki Niemu ja również zaczęłam oglądać programy Pana Roberta . Po "przejściu' Waldka wzięłam kartę telefoniczną Jego telefonu i schowałam ją do swojej torebki /wąskiej, podłużnej przegródki w torebce/. Któregoś dnia po ok.miesiącu od Jego zejścia bardzo chciałam pójść na Jego grób . Zaczęłam odgarniać zeschłe liście i na płycie grobu spostrzegłam małą kartę telefoniczną . Pomyślałam ,że ktoś ją zgubił ze znajomych podczas odwiedzin przy grobie . Schowałam ją do kieszeni i pomyślałam ,że teraz będę miała dwie karty. Po powrocie do domu wzięłam do ręki torebkę w której trzymałam tamtą kartę telefoniczną. Oniemiałam - w torebce nie było karty , nie było możliwości żeby wypadła lub żeby ktoś ją wyjął z tej wąziutkiej szczeliny torebki i tym bardziej , że z tą torebką nie chodziłam . Wiem ,że Waldek dał mi ZNAK z zaświatów - to była ta sama karta telefoniczna. Przeniósł ją na swój grób bym ją znalazła. Czasem czuję Jego obecność, pomoc, znaki, otulanie. Waldek również opowiadał mi, że mieszkając w Wygnanowicach w latach 70tych którejś gwiaździstej nocy na niebie widział ze swoją Basią trójkątny świetlisty obiekt , który nagle z olbrzymią prędkością przesuną się po firmamencie i zatrzymał się , po czym znikł. Panie Robercie dzielę się tymi wiadomościami , bo na pewno Waldemar chciałby bym to zrobiła i ja również czułam tą potrzebę. Są sprawy tajemnicze o których trzeba mówić, bo świat materialny przesłania ludziom wartosci duchowe, sens życia.
Pozdrawiam serdecznie. Ela