Na pokładzie okrętu Nautilus zawsze myślimy o naszych "braciach mniejszych", jak nazywamy zwierzęta. O tym, że one mają takie same dusze jak my (tylko są trochę wcześniej na drodze, którą my także pokonujemy do doskonałości) nie musimy na tych łamach pisać, bo robiliśmy to setki razy. Ich dusze do bliskich im ludzi przychodzą bardzo często na jawie, ale także w snach. Po publikacji o "śnie o piesku" w dziale XXI PIĘTRO dostaliśmy kolejną relację, którą warto zamieścić.
From: [dane do wiad. FN]
Sent: Tuesday, November 15, 2016 3:25 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Sny o zwierzętach
Witam serdecznie Załogę Nautilusa!
Bardzo poruszył mnie list zatytułowany „Sen o piesku” zamieszczony w dziale XXI Piętro i chciałabym dodać do niego komentarz od siebie. Nie jest to nic ważnego, ale zawsze miałam ochotę komuś o tym opowiedzieć, więc skorzystam z okazji.
Swojego czasu, gdy odeszła moja ukochana sunia, też miewałam później dziwne sny, których znaczenia do dziś nie rozumiem. Sunia była moim spełnionym marzeniem i bardzo ja kochałam. Umarła 9 lat temu, a ja wciąż za nią tęsknię i często gdy ją wspominam to wilgotnieją mi oczy. Około 9 miesięcy po jej śmierci zaszłam w ciążę (aczkolwiek wydaje mi się, że pierwsze sny pojawiły się już wcześniej). Zawsze ich schemat był podobny. We śnie pojawiała się moja sunia, nie wiadomo skąd i najdziwniejsze było to, iż ja cały czas (w tym śnie) miałam świadomość, że jej już nie ma i przyjmowałam tą jej nagłą materializację jako niespodziewany dar. Starałam się wtedy cieszyć tą chwilą, patrzeć na nią jak biega, czasem nawet pogłaskać i przytulić, wiedząc że ona zaraz zniknie i znowu jej nie będzie. W jednym ze snów nawet mówiłam o tym komuś, kto równie zdziwiony obserwował ją wraz ze mną, że wiem, iż jej już nie ma, ale czasem tak mi się właśnie pojawia, wiec jedyne co mogę zrobić to wykorzystywać tą chwile najlepiej jak potrafię. Jeden sen tylko zapamiętałam szczególnie, gdyż różnił się od pozostałych. Byłam już wtedy w zaawansowanej ciąży i często bolał mnie kręgosłup. Zwłaszcza nocami to mi dokuczało, gdyż trudno mi było znaleźć wygodną pozycję do snu. Którejś nocy, gdy szczególnie mnie bolało, przyśniła mi się moja sunia, która ułożyła się na łóżku obok mnie i położyła mi pysk na plecach. Poczułam jej ciepło i ból minął. Wtedy się obudziłam i… dalej nie bolało. Po urodzeniu dziecka sunia jeszcze ze 2, może 3 razy mi się przyśniła, po czym sny się skończyły. Nie mam pojęcia czemu w taki dziwny sposób mi się śniła, gdyż nie miało to związku z żadnymi wydarzeniami.
Nie wiem czy ten mój sen na coś Wam się przyda, ale bardzo chciałam Wam to napisać.
Pozdrawiam Was serdecznie :)
[dane do wiad. FN]
Zawsze przy tej okazji ciepło myślimy o postaci św. Franciszka - najbardziej nam bliskiej postaci z całego panteonu świętych chrześcijańskich.
W „Źródłach franciszkańskich”, gdzie w jednym tomie zostały zebrane wszystkie pisma oraz biografie św. Franciszka, możemy przeczytać wiele nieprawdopodobnych historii, świadczących o przyjaznych relacjach, jakie miał św. Franciszek z otaczającymi go stworzeniami. Wynika z nich, że wszystkie stworzenia starały się odwzajemnić Świętemu miłość, jaką on ich darzył i odpowiedzieć wdzięcznością za jego zasługi.
Święty Franciszek pozdrawiał napotkane ptaki w stadach tak, jakby były istotami rozumnymi. A że ptaki nie zrywały się do ucieczki, podchodził do nich, dotykał ich główek tuniką i wzywał, by posłuchały słowa Bożego. Mówił do ptaków: „Bracia moi! Winniście chwalić i zawsze kochać swojego Stwórcę, który ubrał was w pióra i dał wam skrzydła do latania. Bo przecież On uczynił was najbardziej wolnymi spośród wszystkich stworzeń, i przydzielił wam czyste powietrze na mieszkanie. Nie siejecie ani nie żniwujecie, a On wami rządzi bez waszej troski”. Na te słowa ptaki wyciągały szyje, rozpościerały skrzydła, otwierały dzioby i uważnie patrzyły na niego.
Innym razem święty Franciszek przybył do pewnego miasta zwanego Alviano, by głosić kazanie. Ludzie przybyli z radością, by słuchać co im powie Franciszek, ale nic nie usłyszeli z powodu jaskółek, które właśnie w tym miejscu zaczęły budować gniazda i bardzo świergotały. Wtedy Franciszek zwrócił się do nich, mówiąc: „Siostry moje, jaskółki, już czas, żebym i ja mówił, ponieważ wyście już dosyć się namówiły! Słuchajcie słowa Bożego i bądźcie cicho, aż do skończenia słowa Pańskiego”. Jaskółki zamilkły i nie ruszały się z miejsca, aż całe kazanie się skończyło.
Święty Franciszek przemawiał nie tylko do zwierząt, także do roślin. Kiedy mijał na łąkach kwiaty, mówił do nich i zapraszał je do wychwalania Boga, tak, jakby były istotami rozumnymi. Zachęcał do miłości i radosnej służby Bożej zasiane zboża oraz winnice, kamienie, lasy, pola, źródła wód i zielone ogrody, a także ziemię, ogień, powietrze oraz wiatr. Wszystkie rzeczy obejmował uczuciem niesłychanej czułości i szacunku.
Współcześni uczeni uważają, że święty Franciszek był nie tylko miłośnikiem wszelkiego stworzenia lecz również prekursorem rezerwatów, gdyż jako pierwszy kazał klasztornemu ogrodnikowi pozostawić dookoła ogrodu nieuprawione obrzeże, by na nim w odpowiednich porach roku, zieleń ziół i piękno kwiatów głosiły chwałę Ojca wszystkich rzeczy.
Święty Franciszek troszczył się również o drzewa: braciom drwalom zabraniał wycinać drzewa w całości, aby pozostawić im nadzieję na odrośnięcie. Historycy podają nam wiele przykładów, jak św. Franciszek stawał w obronie zwierząt: odkupywał baranki prowadzone na rzeź, ofiarowane mu zające, bażanty czy ryby wypuszczał na wolność.
Obraz z jego postacią jest zawsze na pokładzie okrętu Nautilus!