Dziś jest:
Czwartek, 22 czerwca 2017

"Pamiętaj, że nieotrzymanie tego, czego pragniesz, jest czasami cudownym zrządzeniem losu" Dalajlama

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Byłem... punktem czystej inteligencji!
Dziś, 11:47 komentarze: brak czytany: 554x

W 1982 r gdy skończyłem technikum i dostałem się na studia, poszedłem pracować do Koksowni (w ramach OHP,było z tego potem dużo nieporozumień) aby zarobic na książki i na stancję we Wrocławiu. Byłem 2 maszynistą wozu przelotowego. Nazwa fajna ale robota ciężka. Do moich obowiązków należało zamiatanie torowiska, czyszczenie pieca koksoowniczego oraz wszystko co powiedział I maszynista (na imię miał.......

czytaj dalej

W 1982 r gdy skończyłem technikum i dostałem się na studia, poszedłem pracować do Koksowni (w ramach OHP,było z tego potem dużo nieporozumień) aby zarobic na książki i na stancję we Wrocławiu. Byłem 2 maszynistą wozu przelotowego. Nazwa fajna ale robota ciężka. Do moich obowiązków należało zamiatanie torowiska, czyszczenie pieca koksoowniczego oraz wszystko co powiedział I maszynista (na imię miał Stefan).

Pewnej sierpniowej nocy (pracowałem w systemie 4 brygadowym) poszedłem zamiatać torowisko i w pewnym momencie zacząłem widziec sam siebie. Ja byłem jakieś 3 może 4 metry powyżej pieców i widziałem swoje ciało (tak jakbym patrzył na futerał zupełnie z nim nie związany), które chodziło, gwizdało Deszczową piosenkę i zamiatało torowisko (około 30 - 40 metrów). Ja wisiałem w powietrzu.

Byłem punktem czystej inteligencji. Miałem wrażenie, że cokolwiek pomyślę to natychmiast tam będę, będę wiedział i widział. Nie odczuwałem ani ciepła ani zimna. W pewnym momencie tzw. wóz pożarniczy (po nowy kokos) jechał na nową baterię i dawał sygnał dźwiękowy. Mnie przeszyły ciarki (moja babcia mówiła, że ją śmierc przeskoczyła) i nagle znalazłem się zupełnie ogłupiały w swoim ciele. Zgłupiały poszedłem do kolego Stefana i mówię daj zapalic (choc byłem zupełnym abstynentem). Usiadłem. opaliłem i myślałem co się stało. Przecież nigdy wcześniej mnie to nie spotkało. Na koksowni pracowałem już 2 miesiące i to nie była pierwsza nocka.


Piękna historia, mamy kontakt z jej autorem i na pewno jeszcze do tej sprawy wrócimy. Na razie przypomnijmy sobie słynną 'Deszczową Piosenkę" z filmu "Słomiany Wdowiec".



zwiń tekst



Dramatyczne skutki 'zabawy w wywoływanie duchów'
Dziś, 05:50 komentarze: brak czytany: 403x

[...] Witam serdecznie. W odniesieniu do artykułu "To miała być zabawa w 'wychodzene z ciała'. Zakończyła się wizytą u egzorcysty", chciałabym opowiedzieć dwie historie moich przyjaciół. Pierwsza historia.Mój młody przyjaciel opowiadał mi, że potrafi wychodzić z ciała i przemieszczać się swobodnie do miejsc, które sobie wybierze. Mówił że spotyka "złe byty",których jest w okół mnóstwo. Czekają tylko.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie. W odniesieniu do artykułu "To miała być zabawa w 'wychodzene z ciała'. Zakończyła się wizytą u egzorcysty", chciałabym opowiedzieć dwie historie moich przyjaciół.

Pierwsza historia.

Mój młody przyjaciel opowiadał mi, że potrafi wychodzić z ciała i przemieszczać się swobodnie do miejsc, które sobie wybierze. Mówił że spotyka "złe byty",których jest w okół mnóstwo. Czekają tylko na takich ludzi, jak on, aby zawładnąć ich ciałem i duszą. Jednak, jak twierdzi można się przed nimi obronić stanowczą odmową. Tłumaczył mi, że za każdym razem, kiedy opuszcza swoje ciało te złe byty chcą nim zawładnąć. Jednak jego stanowcze NIE zawsze skutkuje.

Droga Załogo Nautilusa, nie raz czytałam artykuły o ludziach, którzy potrafią wychodzić ze swych ciał i przemieszczać się. Tak sobie nie raz myślałam, że mój młody kolega, też pewnie o tym czytał. A młodość ma swoje prawa. Chęć zabłyszczenia w towarzystwie itp. Znam tego młodego człowieka z Klubu Ufologicznego. Zawsze sprawiał wrażenie człowieka (mimo młodego wieku) zrównoważonego, nie narwańca. Sądzę więc, że mówił mi prawdę.

Druga historia.

Moja przyjaciółka opowiadała mi, że kiedyś dała się namówić swoim koleżankom na zabawę w wywoływanie duchów. Podczas tego seansu spirystycznego pojawił się duch księdza, którego tylko ona widziała i z nim rozmawiała. Duch tego księdza ostrzegł ją, żeby wraz z koleżankami nie robiły tego więcej. Wyjaśnił, że wokół krążą złe duchy, które doskonale przybierają postać wywoływanego ducha (osoby). Zachowują się i mówią, jak wywoływany duch. Zwodząc w ten sposób ludzi.
Natomiast kiedy w kręgu seansu spirystycznego znajdą osobę, która jest słaba, wówczas "złe byty" zawładną ciało i duszę tej osoby i mogą doprowadzić do jej śmierci.

Moja przyjaciółka podziękowała duchowi księdza i przyrzekła mu, że więcej tego nie będzie robić. Następnie opowiedziała uczestniczkom tego seansu o tym z kim rozmawiała i co usłyszała. Przyrzekła też sobie, że będzie ostrzegać wszystkich przed praktykami wywoływania duchów.


Pozdrawiam serdecznie
[dane do wiad. FN]


Na pokład okrętu Nautilus jeden z czytelników przysłał historie, którą znalazł w internecie. Biorąc pod uwagę naszą wiedzę na temat opętań - wielce prawdopodobną. Zamieszczamy ją poniżej.




zwiń tekst



Czerwony człowiek
Wt, 20 cze 2017 11:40 komentarze: 1 czytany: 1097x

Witam FN!  Mam dla Was ciekawą historię, znam ją od kilku lat, pomyślałemże może będziecie coś na ten temat wiedzieć, ponieważ zjawisko to zostałojuż kiedyś opisane w starych ksiązkach.Mój bardzo dobry przyjaciel (człowiek około 50 lat) miał w dzieciństwie dziwne zdarzenie. Jako kilku letnie dzieckosiedząc samemu w pokoju zobaczył nagle bardzo wysoką postać ubraną na czerwono postać, według jego.......

czytaj dalej

Witam FN!  Mam dla Was ciekawą historię, znam ją od kilku lat, pomyślałem
że może będziecie coś na ten temat wiedzieć, ponieważ zjawisko to zostało
już kiedyś opisane w starych ksiązkach.

Mój bardzo dobry przyjaciel (człowiek około 50 lat) miał w dzieciństwie dziwne zdarzenie. Jako kilku letnie dziecko
siedząc samemu w pokoju zobaczył nagle bardzo wysoką postać ubraną na czerwono postać, według jego opisu była dużo wyższa od dorosłego człowieka.  (choć trzeba pamiętać, że kilkadziesiąt lat temu średnia wzrostu była mniejsza)

Postać ta była całkowicie fizyczna, nie była to jakaś "mglista" zjawa czy coś takiego, stała nieruchomo, nic nie mówiła tylko patrzyła się na obserwujące ją również dziecko. Mój przyjaciel gdy wspomina tę sytuację twierdzi, że nie odczuwał wtedy lęku ani przerażenia. Nie pamieta dokładnie co się stało później z ową postacią, czy znikła czy też wyszła. O ile tego typu wydażenie można by pominąć i zgonić je na karb fantazji dziecka to historia ta ma jednak swój dalszy zaskakujący ciąg.

Gdy mój przyjaciel miał już około trzydziestu kilku lat zaczął mieć poważne kłopoty z kręgosłupem (bardzo silne bóle) za które odpowiadała jego specyficzna praca. Za namową znajomych pojechał na wschód Polski (gdzieś do rejonu nadgranicznego) aby zasięgnąć pomocy u bardzo znanego znachora i kręgarza. Znachor ten (choć może to określenie nie jest tu najwłaściwsze) był bardzo wykształconym człowiekiem, z pochodzenia Rosjaninem lub Ukraincem.

W jego domu znajdowała się bardzo obszerna biblioteka zawierająca stare książki w większości wydane przed wojną, większość obcojęzyczna (głównie niemieckie, francuskie i rosyjskie). Książki te dotyczyły głownie kręgarstwa i zielarstwa, ale również parapsychologii oraz pewnych zjawisk określanych jako nadnaturalne. Ciekawą sprawą jest to, że kiedyś ludzie
chyba więcej wiedzieli na takie tematy oraz prowadzonych było dużo badań o charakterze naukowym w tej materii.

Znachor bardzo szybko pomógł mojemu przyjacielowi w jego problemach z kręgosłupem, terapia była jednorazowa i polegała na tym, że znachor cyt. "pobiegał troche po nim". Następnie kazał mu usiąść i zaczął rozmowę. Niestety nie mówił zbyt dobrze po Polsku, była to raczej mieszanka Rosyjskiego, Ukraińskiego i Polskiego. Dlatego mój przyjaciel niestety
nie zrozumiał wszystkiego.

Pierwszym zdaniem które wypowiedział znachor było:
"Ty widił krasnyj czaławiek" (Ty widziałeś czerwonego człowieka).

Następnie wyjaśnił mu, że niektórzy ludzie doświadczają w dzieciństwie takiego właśnie wydarzenia (wizyty czerwonej postaci), które w jakiś sposób odciska na nich piętno do końca życia. Skutki tych odwiedzin są raczej pozytywne jednak mój przyjaciel nie był w stanie zrozumieć dokładnie na czym polegają.

Znachor wyciągnął z biblioteczki książkę, napisaną po francusku, pokazał znajdującą się w tej książce rycinę przedstawiającą ową czerwoną postać. Generalnie wydarzenie to skutkuje tym, że człowiek który widział tę postac jest w pewien
sposób wyjątkowy oraz niektórzy (tak jak ten znachor) potrafią tę wyjątkowość zauważyć. Mój przyjaciel nie jest tego pewny ale ów znachor najprawdopodoniej powiedział mu, że sam widział w dzieciństwie tę postać.

Faktem jest to, że mój przyjaciel jest człowiekiem niezwykłym, posiada ogromną wiedzę oraz specyficzny sposób rozumowania. Przybliżenie tej niezwykłości było by jednak bardzo trudne ponieważ dotyczy ona konkretnych sytuacji, które musiałbym przytaczać w bardzo obszernych kontekstach sytuacyjnych. Jednak najtrafniejszym skrótem było by chyba stwierdzenie, że on WIDZI WIĘCEJ.

Jestem ciekawy czy w Waszych materiałach jest może coś spójnego z tą historią. [tak, mamy jeszcze 2 podobne historie - przyp. FN]

Pozdrawiam Fundacje Nautilus
Michał [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Piorun kulisty przeleciał po stole wyginając widelce i noże!
Czw, 15 cze 2017 14:45 komentarze: brak czytany: 706x

 W pokoju błysnęło - i przez okno, niezamknięte przez służbę, wpadł piorun kulisty, piłka elektryczności wielkości jagnięciej głowy. Obiegł stół, skacząc od sztućca do sztućca, od koziołka do koziołka, po czym wypadł kominem równie gwałtownie, jak wpadł, zostawiając oniemiałych gości, skręcone widelce i łyżki, osmalone kieliszki i długą czarną smugę wypaloną w stole i obrusie. [...]Powyższy tekst.......

czytaj dalej

 W pokoju błysnęło - i przez okno, niezamknięte przez służbę, wpadł piorun kulisty, piłka elektryczności wielkości jagnięciej głowy. Obiegł stół, skacząc od sztućca do sztućca, od koziołka do koziołka, po czym wypadł kominem równie gwałtownie, jak wpadł, zostawiając oniemiałych gości, skręcone widelce i łyżki, osmalone kieliszki i długą czarną smugę wypaloną w stole i obrusie. [...]

Powyższy tekst to fragment książki Jacka Dehnela "Lala", o której to pozycji zawierającej opis pojawienia się pioruna kulistego zawiadomił pokład okrętu Nautilus nasz stały załogant - p. Jerzy.

 

From: jerzy_ [dane do wiad. FN]
Sent: Tuesday, June 13, 2017 9:09 PM
To: FUNDACJA NAUTILUS
Subject: "Czy to był piorun kulisty?"

 

https://www.nautilus.org.pl/pytania,127,13-czerwca-2017--czy-to-byl-piorun-kulisty.html

..."Czy to był w takim razie piorun kulisty? Mamy wątpliwości, gdyż nie spotkaliśmy się z tym, aby na skutek jego działalności powstały tak nietypowe objawy jak stopienie (jak od wysokiej temperatury) przedmiotów w domu. Mamy opisy tego, że piorun kulisty eksplodował, ale wtedy zniszczenia są zupełnie inne."...

 Nie spotkaliście się ?

No, to poczytajmy kilka zeskanowanych stron publikacji międzywojennych wspomnień "Lali" z podkieleckiego Lisowa...

Pozdrawiam - JWB


Poniżej zeskanowane fragmenty książki, które na pokład okrętu Nautilus przysłał p. Jerzy.








Poniżej grafika z naszego Archiwum FN.




zwiń tekst



Przerażający 'syndrom obcej ręki'
Pt, 9 cze 2017 10:32 komentarze: 1 czytany: 1708x

[...] czy pisaliście kiedyś o tzw. syndromie obcej ręki? Oczywiście są próby wyjaśnienia tego dziwnego zjawiska na gruncie współczesnej medycyny, ale jest w tym jakaś niezwykła tajemnica, że ta ręka potrafi żyć własnym życiem.Ofiary tej dolegliwości często tracą kontrolę nad którąś częścią swojego ciała, najczęściej jest to ręka. Nie pozostaje ona – jak można by się spodziewać – bez życia. Zamiast.......

czytaj dalej

[...] czy pisaliście kiedyś o tzw. syndromie obcej ręki? Oczywiście są próby wyjaśnienia tego dziwnego zjawiska na gruncie współczesnej medycyny, ale jest w tym jakaś niezwykła tajemnica, że ta ręka potrafi żyć własnym życiem.

Ofiary tej dolegliwości często tracą kontrolę nad którąś częścią swojego ciała, najczęściej jest to ręka. Nie pozostaje ona – jak można by się spodziewać – bez życia. Zamiast tego zaczyna żyć swoim własnym życiem. Ma własną wolę i własne pragnienia. Niektóre ofiary twierdzą, że posiada ona całkiem odrębną tożsamość. Potrafi być złośliwa, płatać figle, a w nocy nawet próbować udusić człowieka. Oto, co na ten temat powiedział Tod Feinberg, neurolog z Centrum Medycznego Beth Israel w Nowym Jorku:

–    Kiedy pierwszy raz usłyszałem o syndromie obcej ręki, byłem pod wrażeniem. Brzmiało to niezwykle, nawet nieco dziwacznie. Lecz pomyślałem, że badania tych niezwykłych przypadków pozwolą nam lepiej poznać mózg, umysł i to, w jaki sposób ze sobą współpracują. Syndrom obcej ręki polega na tym, że jedna ręka, lewa lub prawa, zachowuje się w sposób, który wymyka się spod kontroli pacjenta. Np. lewa ręka może wykonywać czynności, których pacjent nie kontroluje i których nie miał zamiaru wykonać. Ręka może podnieść filiżankę, używać ołówka, lub nawet zaatakować pacjenta. Dlatego właśnie zjawisko to nazywa się SOR. Czynności wykonywane przez kończynę pacjenta są dla niego obce.





 Syndromem obcej ręki nie można się zarazić tak jak innymi chorobami. Nie jest też dziedziczny. Każdy przypadek jest wyjątkowy, jednak łączy je jednak jedna wspólna cecha. Jest nią uszkodzenie mózgu. Może być ono spowodowane różnymi czynnikami. Wylewem, zwyrodnieniem, czy nawet uderzeniem w głowę. Jest to rodzaj uszkodzenia mózgu, który może zdarzyć się każdemu, w każdej chwili.

Syndrom obcej ręki to coś więcej niż tylko dziwna choroba, to zjawisko, które powoduje ż e zaczynamy głęboko zastanawiać się nad tym, co sprawia, że jesteśmy tym, czym jesteśmy. Pokazuje nam to, że mózg nasz może mieć dwie przeciwstawne sobie tożsamości, z których każda ma inne pragnienia i cele. Każdego dnia targają nami sprzeczne emocje. Potrafimy jednocześnie kochać i nienawidzić tę samą osobę, nie możemy zdecydować się w co się ubrać ani co zjeść. U osób dotkniętych SOR rozbieżności te przybierają ostrzejszą formę. Przeciwstawne impulsy nie zostawiają jednak śladów, lecz znajdują swoje ujście poprzez ręce, które robią, co chcą. Nie dysponujemy danymi o tym, czy i ile takich przypadków zdarzało się w przeszłości lub występują obecnie. Dokumentowanie tych przypadków jest utrudnione ze względu na jeden bardzo ważny czynnik. Lekarze wciąż nie są pewni, co je powoduje. Nie istnieje jeden powód ,dla którego ręka tak się właśnie zachowuje. Dlatego zrozumienie tego, w jaki sposób działa SOR, nie jest takie łatwe. Wiemy, że pojawia się on w wyniku całego szeregu błędów i niedokładności w działaniu naszego najbardziej skomplikowanego organu, mózgu. [...]



zwiń tekst



Coś chwyciło mnie w swoje 'szpony' i uniosło pod sufit
Czw, 1 cze 2017 06:57 komentarze: 5 czytany: 1870x

[...] Witam. Na wstepnie chcialem powiedziec ze zagladam do Was od ladnych paru lat I chyba przyszedl czas na moja historie. A wiec tak. Majac 5_7 lat nie pamietam dokladnie, jak kazde male dziecko balem sie ciemnosci,duchow zawsze mialem jakies koszmary a to snilo mi sie ze jakas stara baba mnie wciaga pod lozko I nagle budze sie na podlodze z nogami pod lozkiem, rozne takie dziwne rzeczy ale przejdzmy.......

czytaj dalej

[...] Witam. Na wstepnie chcialem powiedziec ze zagladam do Was od ladnych paru lat I chyba przyszedl czas na moja historie. A wiec tak. Majac 5_7 lat nie pamietam dokladnie, jak kazde male dziecko balem sie ciemnosci,duchow zawsze mialem jakies koszmary a to snilo mi sie ze jakas stara baba mnie wciaga pod lozko I nagle budze sie na podlodze z nogami pod lozkiem, rozne takie dziwne rzeczy ale przejdzmy do sedna.

Bedac malym chlopcem zawsze spalem z mama w lozku. Mieszkanie mielismy male raptem 30m.Nagle obudzilem sie w nocy strasznie spragniony wiedzac, ze zostawilem obok w pokoju ojca kubek z herbata.Po przebudzeniu od razu wydalo mi sie cos nie tak, czulem cos, nie wiem jak to okreslic. Zaniepokoilo mnie jeszcze jedno, z mojego pokoju zawsze widzialem swiatlo wypadajace z kuchni na przedpokoj  z zegarka z kuchenki lecz tym razem bylo one starsznie biale/jasne po prostu rozswietalo cala kuchnie.

Pamitam ze chcialo mi sie tak pic ze pomyslalem ze szybko wyskocze z pod kolderki wypije szybciutko herbatke I czmychne spowrotem do lozka.No I stalo sie cos co rozkminiam przez cale swoje zycie. Wchodze do pokoju ojca chce chwycic ten kubek I nagle nie moge sie ruszac. Czuje za soba jakas obecnosc. Nagle czuje jak cos wbija w moje plecy jakby szpony, chocby jakis ptak. Unosimy sie pod sufit I latamy w kolo po pokoju ojca,a ten wypity spi na lozku. Zaczyna sie mniedzy mna a tym czyms konwersacja. Pierwsze o co poprosilem to zeby poluznil ten ucisk(normalnie czulem jakby chwycil mnie orzel w szpony) na moich plecach bo strasznie mnie to bolalo,to cos momentalnie spelnilo moja prosbe nastepnie chcialem sie odwrocic by zobaczyc co to jest, lecz moja glowa zostala sparalizowana(przytrzymana?) tak ze nie moglem tego zrobic.

Nastepnie uslyszalem ze nie moge tego zobaczyc bo sie wystrasze. I tu urywa sie wszystko co pamietam z naszej konwersacji wiem ze rozmowa, a raczej wymiana telepatyczna  trwala jeszcze jakis czas. Po calym zdarzeniu jakbym sie ocknal przed kubkiem herbaty, wypilem go I wrocilem do lozka mamy. Probowalem ja obudzic ale nie dalem rady jakby wpadla w jakis trans,mowilem do niej,ruszalem ja ale ona ciagle spala. Cale zycie zastanawiam sie czego dotyczyla ta "rozmowa" coraz bardziej zastanawiam sie na hipnoza. Na drugi dzien po tym zdarzeniu pamietalem tylko to co napisalem wyzej .Nie wiem czy to ma znaczenie ale w niedlugim czasie poprzedzajace te wydarzenie zmarl moj pradziadek. Pisze do Was poniewaz wiem ze otrzymujecie mnostwo histori I strasznie ciekawi mnie czy spotkaliscie sie z podobna, jezeli nie to jakbyscie to zinterpretowali. Wiem ze czytajac caly ten tekst wyglada to jak bujna fantazja jakiegos dzieciaka ale zapewniam Was ze tak nie jest. Jak cos jestem do Waszej dyspozycji I czekam na odzew pozdrawiam [dane do wiad. FN}.


Bardzo ciekawa relacja i dość nietypowa, zwłaszcza ze "szponami, które wbiły się w plecy"... Czy wierzymy w takie historie? Jak najbardziej. Co to było? Jakaś istota duchowa, choć na odpowiedź "jaka i czym była" nikt z nas się nie odważy. Autor relacji przysłał ją na pokład okrętu Nautilus 1 czerwca 2017.



zwiń tekst



Kontakt z duchem zmarłej ciotki
Śr, 31 maj 2017 08:01 komentarze: 3 czytany: 1268x

Cześć załogo! Wiecie już, że jestem medium, więc może Wam się przyda mój wpis z mojej strony (nie chodzi o reklamowanie mojej strony więc jej adresu nie podaję, ale mam nadzieję, poruszy to kogoś. Pozdrawiam. Opiszę tutaj mój kontakt ze zmarłą ciotką "Dzidką" - tak na prawdę Józefą z Jastrzębia Zdroju. Dlatego, że jest to jeden z najłatwiejszych dla mnie (i może dla Ciebie) kontakt z duchami, a sprawił.......

czytaj dalej

Cześć załogo! Wiecie już, że jestem medium, więc może Wam się przyda mój wpis z mojej strony (nie chodzi o reklamowanie mojej strony więc jej adresu nie podaję, ale mam nadzieję, poruszy to kogoś. Pozdrawiam.

Opiszę tutaj mój kontakt ze zmarłą ciotką "Dzidką" - tak na prawdę Józefą z Jastrzębia Zdroju. Dlatego, że jest to jeden z najłatwiejszych dla mnie (i może dla Ciebie) kontakt z duchami, a sprawił on, że w końcu moja (już nieżyjąca) matka miała okazję się przekonać, że widzę duchy. Tak moja mama była moim największym sceptykiem, jakiego poznałem. Ale po tym spotkaniu z duchem ciotki Dzidki już nie miała argumentów, by mi nie wierzyć. Przed swoją śmiercią stała się anty-sceptykiem :-)

Kim była Ciotka Dzidka? To Józefa Kloss z Jastrzębia-Zdroju. Przyjaciółka moich rodziców. Rok przed moimi urodzinami urodziła swoje drugie dziecko Damiana, a potem złapała wirusa/bakterię które zainfekowały jej kręgosłup i od tamtej pory Dzidka była inwalidką. Odkąd ją pamiętam była piękną kobietą, pełną wigoru, humoru i życia, choć wiele jej radości i czasu z życia zabrała choroba: na operacje kręgosłupa i poruszanie się tylko na wózku inwalidzkim. Przed tym, jak umarła nie widziałem się z nią około pięciu lat. Moja mama wówczas bardzo chorowała i spędzała czas pomiędzy operacjami w szpitalu, a rekonwalescencją w domu, w Żorach. Tęskniłem za spotkaniem z ciotką Dzidką, ale czas tak leci.... Umarła.

Tę noc kiedy umarła spędziłem w Boguchwałowicach w domku letniskowym znajomych. Nazajutrz miałem wyjechać do Raciborza z przyjacielem Mirkiem, który mnie gościł w Boguchwałowicach, w odwiedziny do przyjaciółki Bożeny, do Raciborza. Kiedy się budziłem, poczułem obecność ducha, dlatego postanowiłem utrzymać fazę przebudzania się, by utrzymać kontakt z duchem [w tej fazie: snu, półsnu, świadomego snu najlepiej mi jest połączyć się z duchem - omówię metodę dla chętnych spróbowania bycia medium w innym dziale].

Dostrzegam Ciotkę Dzidkę na tle nieba, która biegnie do mnie i uśmiecha się (to wszystko toczy się tak bardzo szybko, że nie nadążam - jak zawsze - rozumieć wszystkiego na raz) i krzyczy radośnie: "Marcinku ja już biegam i tańczę!!!! [dopiero teraz dociera do mnie, że przecież nigdy nie chodziła i musiała umrzeć, skoro ją tak widzę. Prosi mnie bym podziękował jej mężowi, że większość życia nosił ją na rękach, jak również jej syn. Potem powiadomiła mnie, że moja mama przeżyje jeszcze półtora roku i że ona ją przywita po Tamtej Stronie, abym się nie martwił. "Chwilę pogadaliśmy"[ta chwila to ułamki sekund, które ja rozumiem później] o jej przejściu na tamten świat i kilka jej rad dla mnie - bardzo osobistych, które wkrótce potem się ziściły. Kończąc kontakt ze mną powiedziała: Jedź do Bożeny, my się już pożegnaliśmy, zapomnij o moim pogrzebie, przecież biegam i frunę...

Wstałem zapłakany. Nie widziałem jej pięć lat, a teraz ona nie żyje. Tzn. żyje, właśnie ją widziałem, ale po drugiej stronie. Mirek - z którym miałem zaraz wsiąść do samochodu i udać się do Raciborza, usłyszawszy moją opowieść o kontakcie nocnym ze zmarłą właśnie ciotką Dzidką zapytał, czy nie chcę zrezygnować z wyjazdu i powiadomić rodzinę o tragedii. Odpowiedziałem: "nie, ciotka żyje już w DOMU, a moja sceptyczna do mnie rodzina i tak nie uwierzy, a jeszcze dziś dostanie telegram".

W drodze do Raciborza opowiedziałem o mojej ciotce Mirkowi i o tym wspaniałym kontakcie. Wkrótce zapomniałem o całym zdarzeniu. Medium tak mają, że widząc "zmarłych nadal żywymi" przechodzą nad tym do porządku dziennego, co nie znaczy, że nie tęsknią, albo że mają całodobowy dostęp do nich. Tak nie jest. W takcie wizyty u Bożeny w Raciborzu zadzwoniła moja komórka, to moja siostra Żaneta chciała mnie poinformować, że mamy pogrzeb w rodzinie. Zaskoczony spytałem: kto umarł? Odpowiedziała , ciotka Dzidka.

- Wiem!!! Była u mnie rano - odpowiedziałem - w tym momencie musiałem poprosić mojego przyjaciela, by opowiedział moją poranną relację> I to są te chwile w życiu medium, które nie tylko dodają radości z kontaktem ze zmarłymi, które dowodzą ich życia nadal, obok nas, w lepszym miejscu, ale także zmieniają życie sceptyków. Moja mama i siostra nie były już sceptyczne, a mama zmarała - jak powiedziała mi Ciotka Dzidka, półtora roku później. L. O. V. E. Marcin Kapral.
Mam nadzieję, że tak historia dała Wam odrobinę nowego, odrobinę nadziei. Ta historia jest jedną z setek podobnych, które zdarzyły się w moim życiu i z którymi chcę się z Wami podzielić.




zwiń tekst



Obserwacja UFO sprzed wielu lat
Pt, 26 maj 2017 12:01 komentarze: 1 czytany: 919x

Witam serdecznie. Chcę się podzielić z kimś kompetentnym o tym co mnie spotkało latem 85-87 . Obserwowałam dwa obiekty UFO nad Gdynią , w pobliżu Marynarki Wojennej podczas opalania się na pobliskiej działce. Proszę, chcę pozostać anonimowa. Obecnie mam 45 lat, wtedy byłam nastolatką i byłam zszokowana tym co widziałam. O tym zdarzeniu powiedziałam tylko siostrze, rodzicom, i jednej przyjaciółce. .......

czytaj dalej

Witam serdecznie. Chcę się podzielić z kimś kompetentnym o tym co mnie spotkało latem 85-87 . Obserwowałam dwa obiekty UFO nad Gdynią , w pobliżu Marynarki Wojennej podczas opalania się na pobliskiej działce. Proszę, chcę pozostać anonimowa. Obecnie mam 45 lat, wtedy byłam nastolatką i byłam zszokowana tym co widziałam. O tym zdarzeniu powiedziałam tylko siostrze, rodzicom, i jednej przyjaciółce. Przez tyle lat nosiłam to w sobie. Teraz kiedy tu trafiłam chcę o tym napisać tylko.

Pierwszy obiekt który zauważyłam nad sobą centralnie prawie , nad chmurami lekko, był koloru kremowego. To nie było UFO w kształcie talerza . Był zawieszony w powietrzu, nie wydawał dźwięku, ani żadnych świateł nie widziałam od niego. Od momentu kiedy go zobaczyłam wisiał tak 20min. około.

Kilka razy spuszczałam głowę na dół, i po którymś razie kiedy ponownie spojrzałam w stronę obiektu jego nie było, znikł bezgłośnie. Szukałam w powietrzu gdzie odleciał, nie było. Wtedy po prawej stronie ode mnie pod chmurami zobaczyłam drugi obiekt mniejszy który miał coś z tyłu i się obracał raz po raz w jedną stronę. Wisiał tak w powietrzu krócej niż pierwszy obiekt, po czym w jednej chwili z bardzo szybką prędkością na moich oczach odleciał jednym skokiem w chmury nie do góry tylko poziomo. Już go nie widziałam.

Podczas tej obserwacji była totalna cisza, co mnie zaintrygowało. Dopiero jak odleciał drugi obiekt po dwóch, trzech minutach usłyszałam helikopter który leciał w tym samym kierunku co ten drugi obiekt UFO. Helikopter leciał od strony lotniska na Babie Dołach w Gdyni, lub z pobliskiej Jednostki Wojskowej. To nie było mi coś znanego, to nie był żaden ziemski samolot, ani balony, ani drony. Wiem co widziałam. Niestety nie miałam wtedy aparatu fotograficznego aby uwiecznić to co widziałam. Nad czym ubolewam. Chcę pozostać anonimowa. Pozdrawiam serdecznie.




zwiń tekst



Klątwa
Pt, 26 maj 2017 11:22 komentarze: 1 czytany: 809x

[...] w moim życiu pojawia się sporo rzeczy "niewyjaśnionych". Na niektóre tylko ja zwracam uwagę, inni jakby tego nie zauważali. Dziś chciałbym się z Wami podzielić jedną z takich sytuacji, która na przestrzeni 45 lat zdaje się ujawniać jakąś klątwę bądź miejsce posiadające bardzo specyficzną energetykę.Siostra mojego dziadka wraz ze swoim mężem w latach 60-tych własnoręcznie wybudowali dom jednorodzinny.......

czytaj dalej

[...] w moim życiu pojawia się sporo rzeczy "niewyjaśnionych". Na niektóre tylko ja zwracam uwagę, inni jakby tego nie zauważali. Dziś chciałbym się z Wami podzielić jedną z takich sytuacji, która na przestrzeni 45 lat zdaje się ujawniać jakąś klątwę bądź miejsce posiadające bardzo specyficzną energetykę.

Siostra mojego dziadka wraz ze swoim mężem w latach 60-tych własnoręcznie wybudowali dom jednorodzinny w Rydułtowach (woj. śląskie). Mieli jedynaka syna Eugeniusza, który był kuzynem mojej matki. Zmarł jako 29 letni chłopak chyba w 1973 roku na raka trzustki. Jego rodzice do śmierci mieszkali w tym domu zapisując go w spadku mojej cioci (siostrze mamy).

Ciocia mieszka obecnie w Niemczech ale zamierzała dom przygotować pod ewentualny powrót do kraju albo dla swego jedynaka syna Rafała. Niestety Rafał zmagał się z depresją i w 2010 roku popełnił samobójstwo w wieku 30 lat. Po jego śmierci ciocia wystawiła dom do sprzedaży. Dom został kupiony przez obcą rodzinę, następnie pięknie wyremontowany i zamieszkany.

Po dwóch latach dowiedziałem się, że 24 letni syn nowych właścicieli zginął w wypadku motocyklowym. Trzech właścicieli domu i każdemu z tych właścicieli umiera syn w trzeciej dekadzie swojego życia. Czy to tylko przypadek? Czy może istnieje jakieś parapsychiczne wyjaśnienie, które każdemu nowemu właścicielowi tego domu albo działki będzie zabierało pierworodnego po osiągnięciu dojrzałości? A może to klątwa rodziców, którzy pierwsi stracili syna w tym domu? Nawet jeżeli to tylko przypadek, ja na pewno nie kupiłbym tego domu znając jego historię. Drudzy i trzeci właściciele jeszcze żyją. Ci ostatni wciąż mieszkają w ty domu. Pozdrawiam, Jacek.



zwiń tekst



Nieżyjący od wielu lat aktor Adam Hanuszkiewicz przyznał się w jednym z wywiadów, że przeżył eksterioryzację, czyli fenomen przebywania poza ciałem.
Sob, 20 maj 2017 12:12 komentarze: 2 czytany: 1654x

W naszych poszukiwaniach dowodów istnienia zjawisk związanych z istnieniem duszy bardzo ważne są deklaracje znanych osób, które mówią o swoich doświadczeniach. Zdarza się to bardzo rzadko, ale każde takie wystąpienie jest na wagę złota. Przez wiele lata zebraliśmy już kilka takich relacji, ale autorem jednej z ciekawszych jest Adam Hanuszkiewicz. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej aktor powiedział wiele.......

czytaj dalej

W naszych poszukiwaniach dowodów istnienia zjawisk związanych z istnieniem duszy bardzo ważne są deklaracje znanych osób, które mówią o swoich doświadczeniach. Zdarza się to bardzo rzadko, ale każde takie wystąpienie jest na wagę złota. Przez wiele lata zebraliśmy już kilka takich relacji, ale autorem jednej z ciekawszych jest Adam Hanuszkiewicz. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej aktor powiedział wiele lat temu, że to fenomenalne zjawisko przeżył na próbie w Teatrze Małym. Oto fragment rozmowy „Teatr jest nudny beze mnie”, jaką z Adamem Hanuszkiewiczem przeprowadził Roman Pawłowski. Tekst się ukazał 28 sierpnia 2002 i pochodzi z Archiwum Fundacji Nautilus.

 .......

 

Wierzy Pan w takie przesądy?

Jeżeli ja sam przeczytałem w numerologii, że jestem siódmym i ostatnim wcieleniem?! I w czwartym małżeństwie odpokutuję za to, że w dwóch ostatnich wcieleniach zostawiłem żony i dzieci?!

Ostatnie wcielenie, a co potem?

Kosmos. Byłem tam.

Niech Pan nie żartuje.

To było na próbie generalnej "Kartoteki" z Siemionem w Teatrze Małym. Siedziałem w czwartym rzędzie, na pustej widowni. Słucham, podoba mi się coraz bardziej i nagle zamazały mi się kontury, pływać mi zaczął obraz. Nie wiedziałem, że to zjawisko jest powszechnie znane i nazywa się eksterioryzacją. A więc "wychyliłem się" fizycznie z siebie. Zawisłem pod sufitem.

Archiwum FN



zwiń tekst



Śmierć w twierdzy Srebrna Góra w... poprzednim wcieleniu!
Pt, 19 maj 2017 11:45 komentarze: 2 czytany: 1236x

[...] Co prawda dopiero co zarejestrowałam się na stronie Fundacji, ale zjawiskami paranormalnymi interesuję się od lat. Jedną z dziwnych historii, która mnie spotkała, chciałabym się z Państwem podzielić. Dotyczy ona reinkarnacji.Wyznaję rodzimowierstwo słowiańskie i w mojej wierze reinkarnacja jest uznawana, jednak jeszcze do niedawna sądziłam, że nie mam żadnych wspomnień z poprzednich żyć.Od dziecka.......

czytaj dalej

[...] Co prawda dopiero co zarejestrowałam się na stronie Fundacji, ale zjawiskami paranormalnymi interesuję się od lat. Jedną z dziwnych historii, która mnie spotkała, chciałabym się z Państwem podzielić. Dotyczy ona reinkarnacji.
Wyznaję rodzimowierstwo słowiańskie i w mojej wierze reinkarnacja jest uznawana, jednak jeszcze do niedawna sądziłam, że nie mam żadnych wspomnień z poprzednich żyć.

Od dziecka pasjonuję się historią, zwłaszcza XIX i XX wieku, zawsze czułam, że pasowałabym raczej do dawnych czasów. Zawsze też żałowałam, że nie jestem mężczyzną. A także, mimo zainteresowania militariami, boję się pirotechniki, petard, wybuchów - nawet wystrzeliwującego korka od szampana.

Jakiś czas temu miałam dziwny sen. Potrafiłam określić w nim precyzyjnie miejsce i czas. Była to Srebrna Góra w II połowie XIX lub na początku XX wieku.



We śnie byłam pruskim żołnierzem, który służył w tamtejszej twierdzy. Pewnego dnia mieliśmy za zadanie testować nowe, eksperymentalne moździerze. Jednak podczas przestrzeliwania ich coś poszło nie tak. Doszło do straszliwego wybuchu i zginęłam.

I pewnie do dziś myślałabym, że to najzwyklejszy, dość realistyczny sen, gdyby nie to, że jakiś czas później zobaczyłam w internecie zdjęcie żelaznego krzyża. Zaintrygowało mnie, zaczęłam drążyć i okazało się, że krzyż ten stoi przy twierdzy w Srebrnej Górze, na pamiątkę tragedii - wybuchu przy testowaniu moździerzy, w wyniku którego zginęło kilku żołnierzy. A stało się to właśnie w II połowie XIX wieku.


Jestem całkowicie przekonana, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tym zdarzeniu. W ogóle w twierdzy srebrnogórskiej nigdy nie byłam i nie interesowałam się jej historią, do niedawna nie wiedziałam o niej nic, poza tym że jest stara i pruska. Myślę, że jeśli ten sen jest jedynie zbiegiem okoliczności, to dość niebywałym.

Być może zainteresuje Was ta historią, którą interpretuję jako wspomnienie z poprzedniego życia. W bliskiej przyszłości mam zamiar odwiedzić tę twierdzę, może jej widok przywróci mi więcej wspomnień.
Pozdrawiam!



zwiń tekst



Pies i kot - historia jednej przyjaźni
Śr, 17 maj 2017 09:08 komentarze: 2 czytany: 1078x

„Było to w latach 70-tych w małej miejscowości w zachodniej Polsce. W domu razem z rodziną mieszkały pies i kot, którzy byli ze sobą bardzo zaprzyjaźnieni. Oba zwierzaki spały razem obok siebie. Pies bardzo troszczył się o to, aby kot zawsze miał miejsce na posłaniu obok psa. Mieli także swoje ulubione zabawy i zwyczaje. Ich przyjaźń była tak słynna, że do tego domu przychodzili ludzie, aby zobaczyć.......

czytaj dalej

„Było to w latach 70-tych w małej miejscowości w zachodniej Polsce. W domu razem z rodziną mieszkały pies i kot, którzy byli ze sobą bardzo zaprzyjaźnieni. Oba zwierzaki spały razem obok siebie. Pies bardzo troszczył się o to, aby kot zawsze miał miejsce na posłaniu obok psa. Mieli także swoje ulubione zabawy i zwyczaje. Ich przyjaźń była tak słynna, że do tego domu przychodzili ludzie, aby zobaczyć niezwykły fenomen autentycznej przyjaźni dwóch tak bardzo różnych gatunków.

 Mijały lata i kot zachorował na niewydolność nerek. Wtedy nie było możliwości takich, jakie daje współczesna weterynaria. Pies skomlał i lizał kota, który bardzo cierpiał. Nic nie jadł i tylko nosem przysuwał do kota miskę z wodą do picia. Podobno była to tak rozdzierająca scena, że ludzie oglądający to bez wyjątku płakali. Wreszcie przyszedł moment, kiedy zwierzak zdechł. Pies zaczął zachowywać się dziwnie, gdyż najpierw bardzo wył, aż nagle zaczął merdać ogonem patrząc na pusty róg pokoju. Zaczął się bawić z czymś niewidzialnym, a robił to dokładnie tak, jak zawsze bawił się z kotem. Po kilku minutach przestał się tak zachowywać, a następnie podszedł do zawiniętego w koc kotka i zaczął wydawać dźwięki przypominające płacz. Przestał jeść i pić, po czym po kilku dniach zdechł. Został zakopany obok miejsca, gdzie był pochowany jego największy przyjaciel kot. Do dziś ludzie pamiętający tę niezwykłą historię nie potrafią wyjaśnić, jak to możliwe, że zwierzęta potrafią zachowywać się w tak ludzki sposób”.

/poniżej zdjęcia z Archiwum FN/





zwiń tekst



O dawnej obserwacji UFO nad Mielcem
Pon, 15 maj 2017 08:28 komentarze: brak czytany: 725x

Sz. FN  Kilka lat temu pozwoliłem sobie przesłać do FN mail, w którym opisałem swoją obserwację niezidentyfikowanego obiektu nad Mielcem w latach 80-tych (byłem jednym z wielu obserwatorów - to była masowa obserwacja). Przesłałem przy tym w mailu kilka ściągniętych z internetu obrazków takiego obiektu chcąc w przybliżeniu zilustrować jak ten obiekt wyglądał. Dzisiaj przeglądając serwis natknąłem.......

czytaj dalej

Sz. FN  Kilka lat temu pozwoliłem sobie przesłać do FN mail, w którym opisałem swoją obserwację niezidentyfikowanego obiektu nad Mielcem w latach 80-tych (byłem jednym z wielu obserwatorów - to była masowa obserwacja). Przesłałem przy tym w mailu kilka ściągniętych z internetu obrazków takiego obiektu chcąc w przybliżeniu zilustrować jak ten obiekt wyglądał. Dzisiaj przeglądając serwis natknąłem się na publikację (link poniżej), w której zobaczyłem obiekt b. podobny do tego obiektu nad Mielcem. Wydaje mi się jedynie, że obiekt na Mielcem mógł być bardziej, ale niewiele, wydłużony wzdłuż osi pionowej a być może był dokładnie taki sam. Ta niepewność wynika stąd, że obiekt nad Mielcem, w przeciwieństwie do tego z w/w publikacji, był jasny bo odbijający promienie słoneczne, ponieważ popołudnie było słoneczne (wydaje mi się, że było wtedy lato).

Dzisiejszy feedback to naturalne uzupełnienie tego wcześniejszego maila.

Ten temat był już poruszony w serwisie FN ale jeszcze raz zwrócę uwagę FN na fakt, że był to przypadek masowej obserwacji - sądzę, że dość duża liczba mieszkańców Mielca (dzisiaj Mielec ma chyba ok. 60 tys. mieszkańców) widziała ten obiekt. Taka masowa obserwacja w Polsce to przypadek stosunkowo nieczęsty. Byłem wtedy w Mielcu jako nastolatek, stałem przed jednym z bloków i patrzyłem w górę na ten obiekt, każdy kto stał nieopodal patrzył w górę, być może wszyscy ludzie będący na tym osiedlu, i w innych miejscach w mieście, patrzyli wtedy w górę.

Ten mielecki przypadek być może pozostałby jedynie ciekawostką, gdyby nie fakt, że w przeciwieństwie do innych miast na prowincji, w Mielcu dysponowano pewnymi możliwościami technicznymi i z lotniska zakładów lotniczych PZL-Mielec został poderwany odrzutowiec Iskra i skierowany do tego obiektu i piloci potwierdzili obecność tego obiektu. Obiekt nad Mielcem utrzymywał się dłuższy czas (być może 1h, może dłużej). Był to więc przypadek dość wyjątkowy i wszystko to działo się w ciągu dnia.

 Z pozdrowieniami

(mail i nick do wiadomości redakcji)


https://www.nautilus.org.pl/zdjecie-dnia,759,dwa-zdjecia-samolotu---jedno-po-drugim-i-niespodzianka---na-.html




zwiń tekst



Sen o Matce Boskiej, która... wyszła z obrazu.
Nie, 14 maj 2017 06:32 komentarze: 1 czytany: 1144x

W dniu dzisiejszym chciałam z Wami podzielić się pewnym zdarzeniem z mojego życia, które miało miejsce gdy byłam małą dziewczynką , wówczas miałam 7 lat, może 8 lat. Lubiłam sama chodzić do naszego kościoła , i patrzeć na obraz Matki Boskiej Saletyńskiej przedstawiający scenę Pięknej kobiety na tle natury, siedzącej na kamieniu i zakrywającej dłońmi twarz, a przed nią dwoje dzieci. Była smutna i bardzo.......

czytaj dalej

W dniu dzisiejszym chciałam z Wami podzielić się pewnym zdarzeniem z mojego życia, które miało miejsce gdy byłam małą dziewczynką , wówczas miałam 7 lat, może 8 lat. Lubiłam sama chodzić do naszego kościoła , i patrzeć na obraz Matki Boskiej Saletyńskiej przedstawiający scenę Pięknej kobiety na tle natury, siedzącej na kamieniu i zakrywającej dłońmi twarz, a przed nią dwoje dzieci. Była smutna i bardzo zatroskana. Chciałam ją pocieszyć ale nie wiedziałam jak.

Pewnego razu , śni mi się ten obraz z piękną panią ale bez dzieci. Kobieta ożywa na obrazie , wstaje z kamienia i wychodzi z niego idąc w moim kierunku ...jej cudowne oczy są pełne blasku , a twarz choć smutna, rozświetlona tysiącem srebrnych iskier, delikatnie uśmiechnęła się i zakryła twarz dłońmi ,a spod nich popłynęła łza. Nic nie powiedziała i zniknęła, a Ja pogrążyłam się w smutku ponieważ pomyślałam sobie, że przeze mnie płacze, bo jestem niegrzeczna. O swoim przeżyciu nie powiedziałam nikomu , nawet rodzicom ponieważ obawiałam się ich reakcji i pytań typu: Jak to ożyła? Czy z tobą dziecko wszystko w porządku? itp.itp Na dodatek, MBS płakała przeze mnie ,co ich może zmartwić . To były całkiem inne czasy.




Dzisiaj takie widzenie świata nie byłoby napiętnowane, raczej byłoby obiektem zainteresowania i różnego rodzaju analiz ,które mogłyby potwierdzić bezmiar naszej ludzkiej inteligencji oraz nasze pochodzenie Przez długie lata milczałam , a nawet był moment że całkowicie zapomniałam o tym zdarzeniu. Jednak gdzieś w podświadomości został zapis tego zdarzenia, a raczej sam fakt interpretacji z kodem "jesteś niegrzeczna" "jesteś winna".....Upłynęło naprawdę sporo lat zanim ta sprawa wróciła, a Ja zaczęłam mówić na ten temat. To był czas gdy pracowałam nad sobą w zakresie wybaczania oraz wyczyszczenia i uzdrowienia wszystkich starych powiązań. Lawinowo , zwłaszcza poprzez sny zaczęły napływać obrazy zdarzeń do przepracowania. I tak pojawił się temat Pani Matki Boskiej Salentyńskiej , która wyszła z obrazu...Ktoś powie: Żyłaś tyle lat z poczuciem winy, tyle straciłaś!! Ja odpowiadam: Nic nie dzieje się bez przyczyny, to po pierwsze. Po drugie: Co by było gdybym odeszła z tego świata z poczuciem winy, nie uświadamiając sobie znaczenia tego zdarzenia? Co by było gdybym żyła dalej okryta woalem zapomnienia?

Dziś powiem tak: Wiele straciłam w moim zewnętrznym życiu po to aby zyskać o wiele więcej w tym i innym świecie nazywanym królestwem ducha . Nie ma nic piękniejszego jak znaleźć drogę do "raju" i móc w nim pobyć. Nie nic piękniejszego jak światło miłości.

Niech ta historia będzie dla Was drogowskazem na drodze życia, na której nie ma znaku z napisem "moja wina" ...., tego miało mnie nauczyć to zdarzenia i to chciała powiedzieć jasna Pani. Gdy przerobiłam tą lekcję dostałam ocenę w postaci cudownej nagrody , którą było mistyczne spotkanie z Wielkim Mistrzem którego zwą Jezus, poprzedzone wcześniejszą obserwacją Niezidentyfikowane obiektu latającego nad moim domem. Od tego czasu przerabiałam kolejną lekcję, ale to już inna historia równie pouczająca.
Pozdrawiam: Z poczuciem pokoju i harmonii splatających się w miłości Tu i Teraz
13.05.2017r



zwiń tekst



Wspomnienia z poprzednich wcieleń
Sob, 13 maj 2017 19:54 komentarze: 1 czytany: 869x

[...] Czytam Wasz portal regularnie i można powiedzieć że nie wyobrażam już sobie porannej kawy bez tego:)Szczególnie interesują mnie historie reinkarnacji bo jest to tak szalenie oczywiste że złości mnie że w artykułach pojawiają się zwroty "kolejny dowód"-jak można mieć dowód na coś co jest tak oczywiste?! No ale to już zasługa pewnej instytucji która nam wkłada irracjonalne bajeczki już prawie .......

czytaj dalej

[...] Czytam Wasz portal regularnie i można powiedzieć że nie wyobrażam już sobie porannej kawy bez tego:)
Szczególnie interesują mnie historie reinkarnacji bo jest to tak szalenie oczywiste że złości mnie że w artykułach pojawiają się zwroty "kolejny dowód"-jak można mieć dowód na coś co jest tak oczywiste?! No ale to już zasługa pewnej instytucji która nam wkłada irracjonalne bajeczki już prawie 2012 lat.

Niemniej, często posługujecie się listami czytelników więc w końcu się zebrałam i piszę Wam o moich doświadczeniach.
Moim pierwszym wyraźnym wspomnieniem z dzieciństwa jest uczucie że zamiast rosnąć to maleje, że dosłownie tak to tłumaczyłam mamie:czasem mi się wydaję że zamiast jestem mała i będę duża to że byłam duża i jestem teraz mała.Brzmi dziwnie i pamiętam moją irytację kiedy opowiadając to rodzicom nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Byłam tak mała że ich jeszcze nie znałam dużo. Musiałam żyć niedawno ponieważ jako kilkuletnia dziewczynka zobaczyłam w telewizji krótki czarno-biały fragment gdzie pokazywali pierwsze maszyny do losowania lotto. Widziałam ją na pewno po raz pierwszy w tym życiu ale miałam tak silne uczucie że jest mi bardzo dobrze znana że zaniemówiłam.

Prawdziwym przełomem było spotkanie z pewną wróżką która wprowadziła mnie w regres. Byłam przekonana że jej się nie uda i pamiętam że obawiałam się że po prostu moja wyobraźnia podsunie mi jakieś fałszywe obrazy. Ale to co zobaczyłam i poczułam nie mogło w żaden sposób zrodzić się w mojej fantazji.

Poznałam moje trzy wcielenia które mają największy wpływ na moje teraźniejsze życie.

     W pierwszej wizji byłam młodą szlachcianką w czasach średniowiecza, pamiętam moje ubrania i zamek po którym biegłam. Byłam w nim zupełnie sama i się bardzo bałam, tak też skończyłam tamto życie. Tłumaczy to mój paniczny lęk przed samotnością. Po prostu nie potrafię być sama, bo wpadam w depresję i mam myśli samobójcze. Brzmi strasznie ale poznanie tego wcielenia pozwoliło mi poznać przyczynę moich zachowań i je złagodziło. Naprawdę mi ulżyło.

    W drugim wcieleni stanęłam przed starym domem z drewnianymi lichymi drzwiami. Stał w szczerym polu, obok tylko znajdowało się coś w rodzaju gnojownika. Kiedy weszłam do środka to długo nie mogłam nic z siebie wydusić. Wydarzył się tam jakiś koszmar i na podłodze była duża plama krwi. Za łóżkiem znalazłam dwójkę przerażonych dzieci.

    W trzeciej i najbardziej wyraźnej wizji byłam w lesie w czasach rodem z "Pana Tadeusza". Byłam świadkiem ludzi zbierających grzyby. Szłam za nimi. Widziałam każdy ich szczegół.Potem weszłam w głąb lasu tam natrafiłam na nagie zwłoki młodej dziewczyny. Została  zgwałcona i uduszona. Była ukryta bardzo głęboko w lesie i pamiętam że już jako duch bardzo chciała żeby ją ktoś znalazł i zabrał stamtąd. Zaznaczę że gwałt to też coś na punkcie czego miałam i dalej mam swego rodzaju fobię. Przeraża mnie sytuacja która by temu sprzyjała. To teoretycznie normalne u kobiet ale mnie to śmiertelnie przeraża i paraliżuje strach od dzieciństwa na tę myśl. Pamiętam jak opowiadałam mamie że się boję że ktoś mnie złapie, zgwałci i zabije. Nigdy nie wypuszczałam się nigdzie daleko sama. Zawsze brałam siostrę. O wyjściu samej po zmroku nie było mowy.
 
Jestem teraz mężatką a mój mąż jest najprawdopodobniej inkarnacją mojego dziecka lub młodszego rodzeństwa z poprzedniego życia. Często śni mi się że gubię gdzieś dziecko i znajduję je już jako mojego dorosłego męża. To sny bardzo realne i śniłam jej jeszcze przed naszym poznaniem. Zaznaczę że kiedy się poznaliśmy, ciężko to opisać, staliśmy się nierozłączni. Po trzech miesiącach postanowiliśmy zamieszkać razem a po pół roku od naszego poznania wzięliśmy ślub.Teraz jesteśmy małżeństwem już kilka lat i niewiele się zmieniło w naszej relacji.

Pozdrawiam
E. [dane do wiad. FN]
z Czechowic-Dziedzic
rocznik 1988



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 33
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 33

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

To jedno z największych odkryć w historii astronomii. Teleskop Keplera namierzył 219 planet pozasłonecznych, w tym 10 skalistych podobnych do Ziemi. Położone są w gwiazdozbiorze Łabędzia. O wszystkim poinformował w poniedziałek Mario Perez, jeden z naukowców biorących udział w poszukiwaniach w Centrum Badawczym imienia Josepha Amesa w Kalifornii.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 08:46 | Przez kilka dni na początku czerwca rodzina w Inowrocławiu obserwowała dziwne zjawiska na niebie. Kumulacja wydarzyła się 2 czerwca 2017, kiedy ok. 22.00 po przelotach UFO pojawiły się... wojskowe śmigłowce. Opis i relacja jest w naszym serwisie o UFO, czyli www.emilcin.com w dziale POLSKA. .. zapraszamy! ...

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 16 maja 2017 | Wczoraj zadzwonił do mnie Krzysztof Jackowski. Długo rozmawialiśmy o historii śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie. Jasnowidz podzielił się ze mną swoimi obserwacjami w tej sprawie i był zaskoczony, że wcześniej doszedłem do tych samych wniosków.

czytaj dalej

FILM FN

DUCH NA DRODZE oraz ATAK UFO NA HELIKOPTER

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



2 listopada :: Hipoteza symulacji - czy żyjemy w Matrixie? Naukowe i filozoficzne argumenty na temat możliwości życia w symulowanej rzeczywistości. Czy to możliwe i co na ten temat twierdzą naukowcy? Dyskusja na ten temat na forum Hydepark: viewtopic.php?f=33&t=4621
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291
9 maja :: Czy liczby to "boski" kod Wszechświata? Czy matematyka to coś więcej, niż może się nam wydawać? Dyskutujemy o tajemnicach liczb, zagadkach, paradoksach, tajemnicach matematyki oraz o...informatyce. Zapraszamy: viewtopic.php?p=62550#p62550

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.