Dziś jest:
Środa, 20 listopada 2019

Życie to puzzle. (...) Układamy je. Jeszcze brakuje tylu kawałków. Może nie widzimy, jaki obraz z nich powstanie. Prawdopodobnie nigdy nam się to nie uda, bo sami jesteśmy częścią tego obrazu.
Stefan Casta - Gra w śmierć

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Mój kontakt ze zmarłym kolegą - potwierdzenie słów Krzysztofa Jackowskiego
Dziś, 12:29 komentarze: 1 czytany: 305x

[...] Witam serdecznie,Zawsze czytam z uwaga Wasze artykuly, slucham tez audycje Pana Jackowskiego. Ostatnio Pan Jackowski mial swietna audycje o odpowiedzialnosci jasnowidza, o tym, jaka traume przezywa przekazujac rodzinie informacje o smierci bliskich. Jasnowidzenie to nie zabawa, to ciezkie doswiadczenie obciazajace emocjonalne. Zadal pytanie 'Jak to jest oznajmic cos takiego rodzicom?' I przestrzegal.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie,

Zawsze czytam z uwaga Wasze artykuly, slucham tez audycje Pana Jackowskiego.
Ostatnio Pan Jackowski mial swietna audycje o odpowiedzialnosci jasnowidza, o tym, jaka traume przezywa przekazujac rodzinie informacje o smierci bliskich. Jasnowidzenie to nie zabawa, to ciezkie doswiadczenie obciazajace emocjonalne. Zadal pytanie 'Jak to jest oznajmic cos takiego rodzicom?' I przestrzegal slusznie wszystkich, ktorzy mysla, ze to taka fajna przygoda. Bo przygoda moze tak, ale nie fajna.

W moim przypadku, doznawalam rozne wizje od najmlodszych lat. Nasililo mi sie to w wieku dojrzewania. Grubo po skonczeniu 30 lat, zostalam bioenergoterapeuta ale bardziej hobbistycznie niz zarobkowo. Chcialabym opisac kilka sytuacji, gdy moje bardzo wyrazne wizje, okazaly sie zmienic zycie osob, ktorych dotyczyly, a mnie bardzo obciazaly psychicznie. Co potwierdza slowa Pana Jackowskiego.

Kiedys, jedna wizja zaczela sie niewinnie. Jestem u mojej fryzjerki, ktora obcina mi wlosy. Wiem, ze za kilka miesiecy bierze slub. I nagle mam wizje jej narzeczonego, ktory jedzie duzym samochoddem i zwozi na dzialke cegly i elementy do budowy domu. Pytam wiec kolezanki fryzjerki, czy buduja dom. A ona mi na to, ze nie. Musialam zrobic glupawa mine. Wiec ona pyta, a dlaczego. Mowie jej, ze po prostu tak mi sie wydawalo. Ze nic takiego. Ze taka jakas glupia mysl mi przyszla do glowy, ze moze beda w przyszlosci budowac sobie dom. Temat sie skonczyl, ale nie dla niej. Jak sie okazalo, tego samego dnia zartowala w domu i opowiadala narzeczonemu, ze moze powinni pomyslec o budowie domu, ze w sumie byloby fajnie, bo gdy przyjda na swiat dzieci.... On wtedy ponoc zbladl. I zaniemowil. Kolezanka nie wiedzac o co chodzi, zapytala co sie dzieje…. I on wtedy jak na spowiedzi przyznal sie, ze jest inna kobieta, ktora oczekuje jego dziecka, i ze on buduje dla nich dom i tylko nie umial i nie potrafil powiedziec o tym tej mojej kolezance fryzjerce, bo on ja w sumie tez kocha…… szok, placz, szloch…zerwanie.... tragedia zyciowa.

Druga wizja; na bioterapie przychodzi pewna pani z corka… i ze zdjeciem drugiej, starszej corki. I zali sie, ze ta druga corka nie dba o siebie, o swoja higiene, ze potrafi brzydko pachniec, ze nie chce sie myc, chodzi w brudnych ubraniach. Dziwne jak na 14-latke, szczegolnie gdy kolezanki obok, wymalowane, flirtuja z chlopakami. A ja mam wizje, ze ta biedna dziewczyna jest molestowana przez wlasnego ojca, widze nawet szczegoly w pokoju, w ktorym to sie dzieje. I jak to powiedziec matce??? Moze to tylko moja chora wyobraznia??? Moze tak nie jest.

Delikatnie wiec podpytuje o kontakty jej z corka, kontakty z ojcem, czy zostaje czesto sama w domu. Matka zrozumiala szybko, co mam na mysli. Zapytala, czy mam na mysli, ze jej corka jest molestowana. Powiedzialam, ze nie wiem, ale niech obserwuje. Szczegolnie niech wezmie pod uwage pokoj, ktory wyglada tak i tak. Wyglad pokoju zgadzal sie w 100%. I okazalo sie, ze maz faktycznie molestowal ta corke. Sprawa trafila na policje, policja do mnie. Problemy, zeznawanie. Jak to wizja? Ale jak? Skad, niemozliwe. Jak to wytlumaczyc???? Skonczylo sie tak, ze corka jako nastoletnia nie mogla sama w tej kwestii nic zrobic, a matka wycofala oskarzenie, bo w koncu maz utrzymywal rodzine. I jak ona potem bez pieniedzy zostanie????? Nie oceniam.

Kiedys byla taka smieszna przygoda. Dzwoni do mnie moja siostra spanikowana, ze po remoncie jej domu, nie moze znalezc waznych dokumentow . Ze zginely, albo zostaly ukradzione. Dokumenty bardzo wazne, ze wzgledu na jej wykonywany zawod. Gdyby odpowiednie instytucje mialyby wydac kopie dokumentow, kosztowaloby to ja kilka tysiecy zlotych. I placze w sluchwawke. Ja jej na to, 'sluchaj ty nie placz, jest taki jeden super jasnowidz, Pan Jackowski, on Ci pomoze. Tysiacom ludzi pomogl. Zaraz Ci poszukam do niego numer telefonu, zadzwon i bez paniki'. Zrobilam sobie popoludniowa weekendowa kawke, i mam wizje, widze te jej dokumenty na strychu jej domu, w plastikowym przezroczystym pudle, przykryte to wszystko jakas niebieska szmata. Dzwonie i jej mowie. Ona na to, ze niemozliwe, bo szukala tam kilka razy i nie ma czegos takiego. To idz jeszcze raz i szukaj niebieskiej szmaty. Poszla i znalazla te wszystkie dokumenty w pudle pod niebieskim kocem!

Moje wizje ostrzegaly mnie tez przed mezczyzna, z ktorym sie kiedys spotykalam. Wydawalo sie to niemozliwym, bo przeciez byl taki troskliwy, kochany, a jednak na boku spotykal sie tez z innymi kobietami. W wizjach widzialam nawet miejsca, w ktorych sie spotykali. Powiedzialam mu to w twarz, ale sie wypieral, wmawial mi, ze mi sie w glowie cos nie tak dzieje, a jednak wszystko wyszlo na jaw i bylo takie jak widzialam…..Bo klamstwo ma przeciez krotkie nogi ;)
A teraz ostatnio…. w piatek w zeszlym tygodniu zmarl na raka moj kolega, z ktorym pracowalam 9 lat w jednej firmie. Znalismy sie dobrze, czesto rozmawialismy o rzeczach nie z tego swiata, o energiach, o modlitwie, o uzdrawianiu. Wiedzial, ze znam sie na  'tych rzeczach' …. Poznalam tez jego siostre, z ktora sie zaprzyjaznilam. W miedzyczasie zmienilam kraj zamieszkania, i nasze kontakty byly coraz bardziej sporadycznie. Wiadomosc o jego smierci mna wstrzasnela, choc wiedzialam, ze zmaga sie z choroba. Dwa dni temu, duch mojego kolegi przyszedl do mnie, nie mam teraz zadnych watpliwosci.

Bylam akurat sama w domu, nagle poczulam czyjas obecnosc. Az w sumie zleklam sie, ale patrze nikogo nie ma. Choc czuje, ze jest. I za chwile, wiem, ze to Artur (imie zmienione). I slysze w glowie jego glos: 'Te klucze, ktorych szukaja sa na tym duzym, drewnianym stole za doniczka. A tu jest tak swietnie, wiesz, ze mam wlasne konie? Powiedz im, ze mam wlasne konie.'  Pierwsza rzecz mysle sobie, ze czas na psychiatre. Druga, ze przemeczona jestem. No i ta jesien. Szaro, buro. Ale napisalam whatssupa do siostry Artura, czy szukaja jakis kluczy, ona na to, ze nie. A z konmi pytam, czy on szczegolnie lubil konie? Ponoc nie. Okay mysle sobie, jestem serio przemeczona. Na drugi dzien rano dostaje takiego whatssupa: 'wiesz, ale jaja z tymi kluczami.

Zpytalam ojca, czy on wie, o jakis kluczach, ale nie wiedzial. Potem zadzwonila zona, wdowa po Arturze do tegoz ojca i stwierdzila: 'Wiesz tata, znalazlam w koncu te klucze, ktore Artur za zycia zgubil. Wszedzie ich szukalismy, a teraz w koncu sie dziwnie znalazly po jego smierci.' Czy byly na stole za doniczka, nie wiem, nie chce sie dopytywac. A konie? Okazalo sie, ze Artur jako dziecko uwielbial konie. Marzyl mu sie obraz olejny z konmi….. Tak wiec, przyszedl powiedziec, ze tam mu jest super, czyli znowu, Pan Jackowski ma racje. Zyjemy tam w swiecie swojej wyobrazni, w swoim swiecie, ktory stwarzamy. Ciesze sie przyszedl, ze powiedzial mi, ze jest mu tam fajnie, i ze wszystkim naszym kochanym zmarlym bliskim jest tam dobrze. Ciesze sie, ze tym wydarzeniem moglam pocieszyc kolezanke, ktora miesiac temu pochowala swoja mame, a teraz brata….Ze wie, ze oni zyja obok, ze sa, tylko my w swoich ograniczeniu ich nie widzimy, choc czujemy.
Pozdrawiam,
[...]




Materiał, o którym wspomniała autorka relacji:



zwiń tekst



Przelot dziwnego obiektu podczas programu 'Jeden z dziesięciu'
Sob, 9 lis 2019 09:10 komentarze: 2 czytany: 3027x

Witam,Jestem fanem programu 1z10. Ogladajac 17 odcinek 115 edycji z dnia 30/10/2019 w pewnej chwili zauwazylem cos dziwnego.Z prawej strony prowadzacego nagle, zaczal sie przemieszczac z duza predkoscia jakis jasny punkt.Punkt ten wydawaloby sie zakonczyl swoj lot w dloniach pana Sznuka.Jednak na dalszych ujeciach widac "to cos"lecace w kierunku odpowiadajacego na pytanie.Cala sytuacja ma miejsce .......

czytaj dalej

Witam,
Jestem fanem programu 1z10. Ogladajac 17 odcinek 115 edycji z dnia 30/10/2019 w pewnej chwili zauwazylem cos dziwnego.
Z prawej strony prowadzacego nagle, zaczal sie przemieszczac z duza predkoscia jakis jasny punkt.Punkt ten wydawaloby sie zakonczyl swoj lot w dloniach pana Sznuka.Jednak na dalszych ujeciach widac "to cos"lecace w kierunku odpowiadajacego na pytanie.
Cala sytuacja ma miejsce w drugiej serii pytan, po pytaniu na temat pilki noznej(chodzi o jakies dwa kluby angielskie) i poprawnej odpowiedzi uczestnika (ktory poniekad wygral caly odcinek) .Ogladajac ponownie kilkanascie razy ten urywek doszedlem do wniosku ze to nie moze byc owad.W stop klatce wydaje sie ze obiekt jest podluzny ale moze to byc wina jego duzej predkosci.Obiekt jest dobrze widoczny.
Do wyslania tej wiadomosci sklonil mnie film o orbsach ktory dzisiaj ogladnalem na stronach Fundacji.
Ciekawy jestem Waszej opini na ten temat.
Ps.Niestety nie udalo mi sie znalezc tego odcinka w necie, wiec nie moge Wam go przeslac.Mam nadzieje ze jakos go zdobedziecie i poddacie fachowej analizie..
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]



From: [...]
Sent: Saturday, November 9, 2019 9:22 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Odp: RE: [KONTAKT] Kontakt z formularza na stronie WWW FN

Witam,
wysylam Wam urywek programu 1z10 nagrany telefonem ukazujacy omawiana scene

Pozdro
[...]


I jeszcze jedna wiadomość z portalu społecznościowego przysłana przez czytelnika serwisu FN




zwiń tekst



Motyle i dusza mojego dziecka
Śr, 6 lis 2019 11:40 komentarze: 2 czytany: 1223x

[...] Kochani,Przede wszystkim dziękuję Wam, że jesteście. Artykuły, które publikujecie na Waszej stronie często dodają otuchy, ulgi a także nadziei.  Chciałam podzielić się z Wami moją historią a zarazem poprosić o pomoc. Jeżeli w swoich poszukiwaniach spotkaliście się już kiedyś z symboliką motyla i duszy dziecka to proszę dajcie znać. Jeśli macie życzenie opublikować moją historię to oczywiście.......

czytaj dalej

[...] Kochani,

Przede wszystkim dziękuję Wam, że jesteście. Artykuły, które publikujecie na Waszej stronie często dodają otuchy, ulgi a także nadziei.  Chciałam podzielić się z Wami moją historią a zarazem poprosić o pomoc. Jeżeli w swoich poszukiwaniach spotkaliście się już kiedyś z symboliką motyla i duszy dziecka to proszę dajcie znać. Jeśli macie życzenie opublikować moją historię to oczywiście proszę bardzo. Zmienię jedynie swoje imię bo chciałabym pozostać anonimowa dla osób odwiedzających stronę Nautilus.  

Moja historia ma 2 wątki - pierwszy z nich to kontakt z moją zmarła babcią i przekazy od niej, drugi natomiast odnosi się do mojego zmarłego dziecka, które jak sądzę, a nawet bardzo w to wierzę, komunikowało się ze mną za pomocą motyli.

Zawsze miałam wrażenie, że moja babcia nigdy tak naprawdę nie była jedynie babcią - była dla mnie bardziej jak druga matka. Miałam z nią wspaniały kontakt. Nadszedł dzień jej śmierci i wówczas myślałam, że mój świat się zawalił. Nie myślałam wówczas o żadnych formach komunikowania się z nią. Żyłam jak każda 19 latka, byłam na 1wszym roku studiów i pozostawało mi jedynie pogodzenie się z jej śmiercią i tęsknotą. Pamiętam była ciepła, wiosenna noc. Spałam w swoim pokoju.

Nagle śpiąc poczułam, że jestem cała zdrętwiała i w zasadzie w ogóle nie mogę się ruszyć. W moim śnie, niezwykle rzeczywistym widzę moją babcie stojącą przy budce telefonicznej umiejscowionej w chmurach. W mojej sennej wizji odbieram telefon i słyszę głos babci, która mówi, że jest jej tu dobrze i żebym się o nic nie martwiła bo Ona rozmawiała z Bogiem i wie, że będę bardzo szczęśliwa w życiu i że już musi kończyć bo ma tylko 1 impuls na karcie a jeszcze gdzieś musi zadzwonić.

Otworzyłam natychmiast oczy. Było ciemno, leżałam w łóżku zupełnie jak zamrożona, nie mogłam ruszyć ani ręką ani nogą. Serce waliło mi jak młot. Wiedziałam, że to nie był sen. Snów nie pamięta się z tyloma szczegółami i taką wyrazistością. Wiedziałam, że moja babcia mnie odwiedziła. Leciały kolejne lata. Skończyłam studia i wyjechałam za granicę. Po jakimś czasie udało mi się kupić mieszkanie, wzięłam ślub i w parę miesięcy później okazało się, że jestem w ciąży. Nie muszę tłumaczyć jak wielkie było to dla nas szczęście jednak temu szczęściu towarzyszyły dziwne wydarzenia, które później dopiero nabrały sensu.

Nie wiem czemu ale gdy okazało się, że jestem w ciąży prawie od razu zaczęłam przeglądać  zdjęcia małych dzieci i natrafiłam na jedno, które przedstawiało malutkie dziecko przebrane w strój motyla i śpiące na drzewie. Strasznie mi się spodobało to zdjęcie więc zakupiłam zieloną ramkę, w którą włożyłam zdjęcie i postawiłam w pokoju przeznaczonym dla naszego nienarodzonego jeszcze dziecka. Była jesień. Termin porodu miałam wyznaczony na koniec grudnia więc byłam w 7 miesiącu ciąży. Pewnej nocy czuję, że znów jestem cała zdrętwiała.

Śpię i nagle w swoim śnie niezwykle w rzeczywisty i realny sposób widzę moją babcię. Jest w wieku młodej 30-letniej kobiety. Ma umalowane na czerwono usta i siedzi na ławce na placu zabaw zaraz przy piaskownicy. Po chwili widzę siebie, opatuloną w koc idącą w jej kierunku z wielkim brzuchem. Siadam przy niej na ławce. Po chwili babcia obejmuje mnie i zaczyna bardzo płakać. Budzę się. Jestem zdrętwiała, wiem, że to nie był sen. Ale dlaczego w tej kolejnej wizji moja babcia płacze na placu zabaw i dlaczego w tej wizji jestem  w zaawansowanej ciąży, opatulona kocem... To wszystko było bardzo dziwne. Oczywiście tak jak poprzednim razem serce mi waliło jak szalone. Następnego dnia poszłam do sklepu. To był czas Halloween więc w sklepach było pełno dyni i przeróżnych straszydeł.

Wydawało mi się to dziwne, ale mimo, iż jest to czas na sprzedawanie pomarańczowych dyni i ubiorów czarownic, mi ciągle w oczy rzucały się motyle. Zaczęłam kupować te kolorowe motyle i wieszać je w pokoju przeznaczonym dla naszego dziecka. Motyli było coraz więcej i więcej. Dziwiło mnie to bardzo bo nigdy nie interesowały mnie motyle a już zwłaszcza nie w okresie, w którym myśli się raczej o Świętach Bożego Narodzenia a nie wiosennych dekoracjach na Wielkanoc. W 2 tygodnie później urodziłam martwego noworodka.

Mój świat na nowo się zawalił. Nic już z tego nie rozumiałam i wówczas wpadła mi w ręce książka `Umarli mówią do nas`. I nagle czytając tę książkę dochodzę do rozdziału, w którym jest napisane, że w Majdanku dzieci przed wejściem do komory gazowej, tuż przed śmiercią, paznokciami wyskrobywały na ścianach motyle. Dzieci te nie wiedziały, że za chwilę umrą ale wyskrobywały  motyle. Motyl, jak się później okazało, symbolizuje duszę. Na ziemi, w naszych ludzkich ciałach jesteśmy jakby w kokonach, a po śmierci nasze dusze odlatują jak zwiewne, lekkie motyle.

Nagle w jednej chwili wszystko nabrało dla mnie sensu. Moja babcia siedząc i płacząc na placu zabaw chciała mi przekazać komunikat o śmierci mojego dziecka. Moje dziecko próbowało mnie poinformować o tym, że jego dusza odleci za pomocą motyli, które przez cała ciąże wpadały mi same w ręce. Zrozumiałam, że zbyt dosłownie pojmujemy ten świat i że umarli bądź dusze, które chcą nam coś przekazać robią to za pomocą symboli. Dziś mogę powiedzieć, że nauczyłam się żyć ze świadomością, że moje dziecko odeszło za szybko, choć jego dusza jest wciąż z nami i ma swój własny pokój, w którym wiszą kolorowe, wykonane z piór i materiału motyle...

Wiktoria

Pozdrawiam Was wszystkich.



OD FN

O tym, że motyl jest symbolem komunikacji z ludźmi wyższych istot duchowych pisaliśmy w tym serwisie wielokrotnie. Na koniec mala prośba o modlitwę i przesłanie dobrej energii dla małego zwierzątka, o co poprosił nas czytelnik serwisu FN

From: [...]
Sent: Tuesday, November 5, 2019 10:55 PM
To: Fundacja NAUTILUS <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Odp: RE: RE: RE: RE: Kotek Teodor

 Dobry wieczór FN, 

 Ostatnie kilkanaście dni były dla mnie ciężkie z uwagi na mój wyjazd oraz znalezienie właściwej opieki dla Teo i jego brata. Ostatecznie wybrałem pewną opiekunkę, która codziennie od 31.10 przychodzi dwukrotnie i zajmuje się kotkami i podaje leki Teodorkowi. 

Dotychczas wszystko wskazywało na to, że będzie dobrze. Teo mial większy apetyt, powrócił mu humor, był chętny do zabawy. Można by rzec, że wyglądał i zachowywał się jak zdrowy kot. 

 Wczoraj jednak po powrocie z kroplówki zemdlał i szybko trafił pod tlen do weterynarza. Uznano to za stres i przez noc było w porządku. Dzisiaj w ciągu dnia miał mniejszy apetyt i wieczorem powtórzyła się  sytuacja z omdleniem :(

 Trafił do kliniki gdzie był leczony i długo go badano. Stwierdzono, że jeden z leków juz na niego nie działa i przepisano 2 inne. Jutro wieczorem kontrola. 

 Przepraszam, że tak Wam szczegółowo opisuję ale to naprawdę bardzo trudny dla mnie czas... Wyjechałem za granice do połowy grudnia na razie zeby móc zapewnić mu kosztowne leczenie. W Polsce bym nie dał rady finansowo. Załatwiłem mu niesamowitą opiekę, dziewczynę która wkłada wiele serca w zajmowanie sie kotami. Ma wielu podopiecznych a mimo to, tak bardzo zżyła się z Teo, że dopiero teraz wraca do domu i siedzi z nim dłużej niż powinna. 

Martwię się ogromnie jego zdrowiem. Modlę się żeby zdarzył się cud i ozdrowiał zupełnie. Jestem w stanie zrobić absolutnie wszystko żeby tylko nie był chory. Wierzę, że sie uda, że moje prośby zostaną wysłuchane, choć czuję że to jest jakaś próba dla mnie. Staram się znosić to wszystko ale boli mnie strasznie jego ból i cierpienie i naprawdę gdyby to było możliwe to wziąłbym je na siebie w 100%, a jemu oddał moje zdrowie. 

 Przesyłam Wam jego zdjęcie - pomódlcie się proszę w jego intencji żeby choroba odpusciła i odzyskał zdrowie. 

 Pozdrawiam, 

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Sen o... projekcie KONTAKT.
Wt, 5 lis 2019 06:19 komentarze: brak czytany: 1046x

Szanowana załogo,  Odnośnie tzw. "Projektu Kontakt", to chciałbym się z Państwem z czymś podzielić - może to ma jakieś "znaczenie". Przechodząc do sedna:Moja żona miała sen związany z tym "znakiem/okręgiem" spod tego obiektu ze zdjęć.W tym śnie była ona (wraz ze mną oraz naszymi dziećmi) u swojej rodziny, tutaj /na chwilę/ pominę szczegóły, ale pod koniec tego snu (a wciąż w trakcie jego trwania.......

czytaj dalej

Szanowana załogo,  Odnośnie tzw. "Projektu Kontakt", to chciałbym się z Państwem z czymś podzielić - może to ma jakieś "znaczenie". Przechodząc do sedna:

Moja żona miała sen związany z tym "znakiem/okręgiem" spod tego obiektu ze zdjęć.




W tym śnie była ona (wraz ze mną oraz naszymi dziećmi) u swojej rodziny, tutaj /na chwilę/ pominę szczegóły, ale pod koniec tego snu (a wciąż w trakcie jego trwania) żona podjęła taki oto temat w rozmowie ze swoim rodzeństwem:

Że miesiąc wcześniej "jakaś dziewczyna" przepowiedziała, że odwiedzi nas "jakaś cywilizacja". Ta dziewczyna opisała w tej przepowiedni obraz jaki będzie temu zdarzeniu towarzyszyć, że będzie się zbierało na burzę, że na niebie pojawią się "żarzące okręgi". Tutaj żona powiedziała (do swojego rodzeństwa), że myśmy tego doświadczyli (tzn. że ona wraz ze mną), że ta dziewczyna miała rację, że zbierało się na burze, że były kłębiaste chmury na niebie, było widać błyskawice, słychać było grzmoty, oraz na niebie były  "żarzące okręgi" - było dużo tych okręgów i z każdego takiego okręgu wydobywała się lina i z tych lin zsuwali się "starzy ludzie". Spytała swojej rodziny, czy też to widzieli, ale odpowiedź była odmowna.

Tutaj sen się kończy.


Po przebudzeniu pierwsze skojarzenie mojej żony było związane z tym "okręgiem/znakiem" spod tego obiektu ze zdjęć Projektu Kontakt.

We śnie jest mowa o "dziewczynie" co "przepowiedziała" - ale żona nie potrafi określić o jaką to osobę chodziło.

Sen miał miejsce w nocy z 3 na 4 listopada.
 

A teraz by tą historię tego snu "dopełnić", to uzupełniam tą historię o (nie)potrzebne tło:

Moja żona nie jest osobą, która by była szczególnie zainteresowana treściami jakie można znaleźć na stronie fundacji Nautilus (a przynajmniej do tej pory) - ja natomiast jestem sporadycznym czytelnikiem Nautilusa i o tym Projekcie Kontakt to żona wie ode mnie (konkretnie wzmianka o Znaku Zen sprawiła, że mnie ta cała sprawa zaintrygowała). Co do samego "Projektu Kontakt"... powiedzmy, że przyjąłem tutaj stanowisko obserwatora - "życzliwego" obserwatora. Po prostu: "I Want To Believe" - chcę wierzyć (cytat ma szersze zastosowanie aniżeli do tej jednej tylko sprawy).

Wróciwszy ponownie do snu mojej żony - bo tam się działo więcej, ale wpierw  przekazałem (z Państwa punktu widzenia) najciekawszy fragment.

Ale jeśli przyjąć, że ten sen miał te znaczenie wykraczające poza ludzką podświadomość, jeśli przyjąć, że był to jakiś "przekaz" - to śmiało można pokusić się o interpretację, że każda składowa tego snu miała jakieś znaczenie i żaden element nie był przypadkowy.

Więc sen był podzielony, nazwijmy to tak, na 3 akty (lecz wszystkie razem  połączone):

Pierwszy z tych aktów to był związany z siostrą mojej żony (żona była zła na swoją siostrę),
Drugi akt był związany z braćmi żony oraz ze mną - żona wybierała miejsce w kinie (poprzez rezerwacje) na seans (nie wiadomo jaki film). Żona powiedziała do swoich braci, że nie pójdzie do kina, a wtedy któryś z tych braci odpowiedział, że przecież oni pójdą sami ze MNĄ - wtedy żona wybrała miejsca w szóstym rzędzie i numery foteli: 0,9,8,7. Ja miałem siedzieć na fotelu o nr 7.

Taka ciekawostka z tymi numerami: 0987 to w zasadzie data moich urodzin, 09 to miesiąc w którym się urodziłem a 87 to rok.

Trzeci akt tego snu już Państwo znają.  


Swoją drogą, znają Państwo film "Kontakt" Roberta Zemeckisa? Zakładam, że tak. Jeśli nie, to uprzedzam, spoiler. Pod koniec filmu, "obca cywilizacja" kontaktuję się z Jodie Foster poprzez przybranie wizerunku jej zmarłego ojca - a w ten sposób, by Jodie Foster mogła się poczuć komfortowo i bezpiecznie.  

Ja natomiast, mając na uwadze ten film Roberta Zemeckisa, to powiedziałem do żony, że obecność JEJ rodziny w tym śnie MOŻE ma służyć temu, żeby ona była w stanie ten sen zapamiętać - bo w relacji mojej żony z jej rodziną znajdują się silne emocje i to sprawiło, że ona ten sen tak "żywo" zapamiętała.

Na razie tylko tym snem mojej żony chciałem się z Państwem podzielić. Nadmienić chciałbym jednak, że na pewną niezwykłość tego snu wpływa nieco więcej czynników aniżeli jestem w stanie się z nimi podzielić na łamach tego mejla, pewne nieprzekazywalne słowem pisanym niuanse (by nie powiedzieć, zbiegi okoliczności), które sprawiły, że uznałem, że warto ten sen przekazać dalej.

Ja z żoną w tym dniu (3 listopada) i dniu poprzedzającym etc. nie rozmawiałem o tym obiekcie ze zdjęć, o tym "znaku/okręgu", by można było uznać że taka rozmowa przeprowadzona bezpośrednio przed zaśnięciem miałaby wpływ na potencjalny kształt owego snu. Żona nie miewała do tej pory takich snów - a jak znasz kogoś od ponad 10 lat i dzielisz z tą osobą łożę, to wiesz jakimi rodzajami snów czasem się z Tobą ta osoba podzieli. A to było coś nowego.

Tytułem końca, podzielę się jeszcze takim "ciekawym zbiegiem okoliczności", z osobistych doświadczeń ostatnich (tygo)dni.

W nocy 19 października, podszedłem do okna (mam dachowe z widokiem na gwieździste niebo, a mieszkam poza miastem) żeby popatrzeć. Miałem w głowię tą historię z "Projektu Kontakt" i tak ot rozważając o istnieniu życia pozaziemskiego, to zamknąłem oczy, wyciszyłem się na chwilę i skupiłem się na "wysłaniu" pytającej myśli w stronę gwiazd, "Czy jesteśmy sami we Wszechświecie, prosiłbym o jakiś znak". Jak tylko otworzyłem oczy, to w tym samym momencie przeleciała kometa od góry do dołu (z mojej perspektywy).

I nie chodzi o sam fakt pojawienia się komety, bo ogólnie w tym okresie można  obserwować rój Orionidów (punkt kulminacyjny przypadał bodajże na noc z 21 na 22 października), lecz o to, że ta kometa się pojawiła zaraz po mojej "prośbie" o znak - obojętnie jakby na to nie spojrzeć, to był "ciekawy zbieg okoliczności".


Pozdrawiam,
[...'

PS.
Jeśli ten mejl miałby zostać gdzieś opublikowany, proszę tylko o ukrycie danych kontaktowych (t. j. adres mailowy)

PPS.
A wracając jeszcze do tej "dziewczyny" ze snu co "przepowiedziała" - niewykluczone, że ZNAJĄ Państwo kogoś takiego.


Historia trafiła do nas 5 listopada 2019. Została skierowana do dokumentacji Projektu KONTAKT.



zwiń tekst



Moja cegiełka w sprawie Emilcina
Pon, 4 lis 2019 05:36 komentarze: brak czytany: 857x

[...] Dorzucę cegiełkę w sprawie zdarzeń w Emilcinie z 1978 r. Mój teść pochodzi z Kręciszówki (wieś w gminie Opole Lubelskie). Wspomniana wieś znajduje się około 11 km od Emilcina. W związku z tym pogadałem z nim na temat incydentu z UFO sprzed lat, czy coś wie na ten temat jako mieszkaniec tamtych terenów. Okazało się, że ojciec mojego teścia znał osobiście Jana Wolskiego. Poznał go około roku wcześniej.......

czytaj dalej

[...] Dorzucę cegiełkę w sprawie zdarzeń w Emilcinie z 1978 r. Mój teść pochodzi z Kręciszówki (wieś w gminie Opole Lubelskie). Wspomniana wieś znajduje się około 11 km od Emilcina. W związku z tym pogadałem z nim na temat incydentu z UFO sprzed lat, czy coś wie na ten temat jako mieszkaniec tamtych terenów. Okazało się, że ojciec mojego teścia znał osobiście Jana Wolskiego. Poznał go około roku wcześniej przed pamiętnym zdarzeniem z UFO. Ojciec mojego teścia kupił konia od Jana Wolskiego i stąd obaj Panowie mieli okazję się poznać. Następnie po około roku czasu po zdarzeniu z UFO przypadkowo spotkał Jana Wolskiego i mieli możliwość porozmawiać.

Wówczas ojciec teścia w prywatnej rozmowie wypytywał się o informacje o zdarzeniu z UFO, o których do tej pory przeczytał w gazetach lub zasłyszał z innych źródeł. Między innymi podpytywał go czy to czasami nie jakaś "ściema" lub żart. Jan Wolski powtórzył w rozmowie dokładnie to co wcześniej mówił dziennikarzom i badaczom tego zjawiska i potwierdził, że wszystko to jest prawdą. Ojciec teścia nie miał wątpliwości, że Jan Wolski jest szczery i nie miał powodu by kłamać. Potem po powrocie do domu opowiedział to wszystko swojej rodzinie, w tym swojemu synowi-mojemu teściowi.

Dane do wiadomości FN.

Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]

/relacja trafiła na naszą pocztę 3 listopada 2019/





zwiń tekst



I zobaczyłem ogromną sowę na parapecie.
Pt, 1 lis 2019 13:18 komentarze: 4 czytany: 1477x

Witam. Chcialem opisac pewne sytuacje jakie mi sie przydarzyly. pewnego wieczoru siedzialem w pokoju ogladajac tv, drzwi byly zamkniete,pozostali domownicy juz spali w drugim pokoju, w pewnym momencie uslyszalem ze ktos naciska na klamke i drzwi sie otwarly, nie zwracalem na to uwagi spodziewajac sie ze to mama zaglada do pokoju i zaraz zapyta dlaczego jeszcze nie spie, ale nic takiego sie nie stalo.......

czytaj dalej

Witam. Chcialem opisac pewne sytuacje jakie mi sie przydarzyly. pewnego wieczoru siedzialem w pokoju ogladajac tv, drzwi byly zamkniete,pozostali domownicy juz spali w drugim pokoju, w pewnym momencie uslyszalem ze ktos naciska na klamke i drzwi sie otwarly, nie zwracalem na to uwagi spodziewajac sie ze to mama zaglada do pokoju i zaraz zapyta dlaczego jeszcze nie spie, ale nic takiego sie nie stalo, nie bylo slychac zadnych krokow zeby ktos uciekal do drugiego pokoju czy cos, a w naszym domu nie ma mozliwosci chodzic bezszelestnie bo stary patkiet strasznie skrzypi, wiec nie rozumiejac co sie stalo wstalem i zamknalem drzwi.

Po paru minutach drzwi znowu sie otworzyly, wylaczylem telewizor zamknalem ponownie drzwi i polozylem sie na lozku plecami do drzwi, ktore po raz trzeci sie otworzyly ale nie mialem odwagi nawet juz spojrzec w ich strone, chcialem tylko jak najszybciej zasnac, po okolo 20 minutach cos zatluklo sie na moim parapecie (lozko stalo przy oknie, mieszkam na 1 pietrze na osiedlu tuz obok parku miejskiego).

Podnioslem sie odchylilem firanke i w tym momencie zobaczylem wielka sowe ktora siedziala na parapecie, odwrocila glowe w strone okna i zerwala sie do lotu, jakos udalo mi sie zasnac ale tamtej nocy chyba nigdy nie zapomne. A co do otwierajacych drzwi pare dni pozniej wyjechalem na pare dni i w pokoju spal brat ktory tez mowil ze w nocy otwieraly mu sie drzwi ale tylko raz je zamknal bo po kolejnym otwarciu nie mogl sie nawet ruszyc ze strachu, i stwierdzil ze nigdy wiecej nie chce spac w tym pokoju.

[...]


Pisze do was ponieważ sama nie wiem co mam o tym sądzić,
 otóż 1,5 roku temu zmarł mój ojciec, i z rozpaczy mówiłam
nie raz zeby dał i jakiś znak i dawał , ale to inny temat,
 chcę napisać o ostatnim znaku który mi dał 3 tyg temu. Rano godz 8 ,
 dzieci wysłane do szkoły więc się położyłam na chwilkę i dzwoni do mnie telefon ,
na wyświetlaczu pokazuje się zdjęcie mojej mamy więc jestem pewna ze to ona dzwoni
 i odbieram telefon i słysze głos Taty!! a on mówi do mnie " no Kasia , ty żyjesz a ja na to tak żyje a on aha no to ... i cisza skończyło się.
Ja w szoku nie wiedziałam co mam myśleć tak jakbym rozmawiała z tatą za życia, trzy dni chodziłamm do tyłu, cały czas mam w głowie te słowa. Co wy o tym sądzicie? Ale najlepsze to jest to że jak patrzyłam na ostatnie połączenie to tego połączenia nie było. To tyle co chciałam napisać może ktoś coś mi odpowie
pozdrawiam Kasia

-----Original Message-----
From: [...]
Sent: Wednesday, January 10, 2007 2:58 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Co do tematu głosów w głowie...

Witam,
 
co do tematu głosów w głowie, to przed kilkoma dniami, gdy już kładłem się spać usłyszałem w głowie wyraźny głos mojego ojca (który wtedy był ok.100 km od miejscowości w której mieszkam). Z tego co mówił wywnioskowałem, jeśli jakimś sposobem "podłączyłem się" do jego myśli, to on z kimś rozmawiał, ale słyszałem tylko jego. Z samego rana zadzwoniłem do niego by spytać się czy wczoraj wieczorem z kimś nie rozmiawiał i nawet trochę zacytowałem jego własne słowa. Jego reakcja chyba mówi sama za siebie: zaniemówił, ale po chwili wydukał z siebie, że dokładnie to co powiedziałem zaszło poprzedniego wieczora.
 
Pozdrawiam



zwiń tekst



Obiekty świetlne które to światło emitowały zachowywały bezpieczną odległość od miejscowych zabudowań.
Wt, 29 paź 2019 06:29 komentarze: brak czytany: 1095x

[...] Witam. Nieznane zjawiska od lat wzbudzały ciekawość ludzką. Na waszej stronie można czytać wiele relacji naocznych świadków którzy uwiecznili takie zdarzenia na fotografiach. Z racji tego że interesuje mnie fotografia pstrykam sobie amatorsko tu i tam od kilkunastu lat. Poprzez taką dobrą zajawkę człowiek dostrzega wokół siebie znacznie więcej a tematyka fotograficzna jest szeroka.W zeszłym .......

czytaj dalej

[...] Witam. Nieznane zjawiska od lat wzbudzały ciekawość ludzką. Na waszej stronie można czytać wiele relacji naocznych świadków którzy uwiecznili takie zdarzenia na fotografiach. Z racji tego że interesuje mnie fotografia pstrykam sobie amatorsko tu i tam od kilkunastu lat. Poprzez taką dobrą zajawkę człowiek dostrzega wokół siebie znacznie więcej a tematyka fotograficzna jest szeroka.

W zeszłym roku natchnęło mnie aby robić sobie zdjęcia nocą. Był to jeszcze okres letni miesiąc wrzesień ciepłe noce, czyste niezachmurzone niebo. Z mojego bazowego punktu obserwacyjnego mam bardzo dobre widoki na masyw góreczki o nazwie Prusów (1010 m) – szczyt w Grupie Lipowskiego Wierchu i Romanki w Beskidzie Żywieckim nad doliną Soły. Pod tym właśnie masywem pod którym jest wiele pól rolnych w godzinach kiedy zapadał już zmierzch i późniejszych pojawiały się w tych polach dziwne obiekty świetlne.

Owe obiekty świetlne które to światło emitowały zachowywały bezpieczną odległość od miejscowych zabudowań. Nie sądzę żeby ktoś sobie jeździł maszyną rolniczą po polu w takiej porze dnia. Chcę się podzielić takim zdarzeniem więc dołączam do swojego opisu kilka zdjęć. Zdjęcie 247jpg.to zdjęcie 245jpg.po korekcji jasności,kontrastu i półcieni w programie graficznym Microsoft Powerpoint  aby wyszły konkretne szczegóły (zbladłem,konsternacja,) spróbujcie sami co wyjdzie. Jeżeli jakaś istota żyje lub emituje energie to są to (kolory jaskrawe) i to widać na tym foto. Zapoznajcie się z nimi. Pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]








From: [...]
Sent: Monday, October 28, 2019 12:01 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: W sprawie Enso

Dzień dobry Droga Fundacjo. Postanowiłem do Was napisać, by podzielić się pewnym „przypadkiem”, którego doświadczyłem. A mianowicie; mam przyjaciela, z którym dzielę zainteresowanie poezją haiku i na początku tegorocznego lata – chyba czerwiec, lipiec - otrzymałem od niego w prezencie niewielką książeczkę Denisa Theriaulta „Zadziwiająca historia samotnego listonosza”, w której przewijają się te wiersze. Kilka razy pytał mnie, czy ją już przeczytałem i jakie jest moje zdanie o niej. Głupio przyznać, ale ciągle „nie miałem czasu” na jej lekturę i musiałem się usprawiedliwiać tym i owym. W końcu myślę sobie, trzeba książeczkę przeczytać, bo to i prezent i od przyjaciela! W piątek 25.10. br. znalazłem „czas” i zabrałem się do lektury. Osią tej (wg mnie) książeczki są haiku, ale najciekawsze nastąpiło na zakończenie. Otóż pojawia się w tekście koło/okrąg i słowo Enso. Słowo/znak, które/y ostatnio przewija się przez Wasze strony. Dodam tylko, że zakończenie opisanej w książce historii, przekierowuje czytelnika do jej początku. I koło się zamyka - Enso – ale zamknie się definitywnie wtedy (wg mnie), gdy czytelnik zacznie lekturę od początku.
Nie wiem, czy to „czysty przypadek” bądź też nie …
Bardzo Serdecznie Was Pozdrawiam
[...]
P.S.1.
Jestem Waszym czytelnikiem już od dobrych kilkunastu lat i muszę powiedzieć, że wnieśliście dużo do mojego postrzegania świata, życia, itp. Nie muszę dodawać, że na Waszą stronę trafiłem oczywiście „przypadkiem”.
P.S.2.
Zanim Was „poznałem” byłem „100% mięsożercą”, a teraz spadłem do ok. 20%, z dalszą tendencją spadkową.
P.S.3.
Wykonujecie kawał dobrej, rzetelnej pracy, pozbawionej polityki, ideologii i taniego efekciarstwa. I za to należą się Wam Podziękowania!
P.S.4.
Patrząc na moje życie (68 l.) stwierdzam, że miało w nim miejsce kilka „dziwnych zbiegów „okoliczności”. Jak znajdę trochę czasu, to się chętnie nimi z Wami podzielę.
P.S.5.
Dane mailowe do waszej wiadomości.




zwiń tekst



Było to tak, jakby Bóg nagle wyłączyć światło i rozpoczął się koniec świata.
Pon, 28 paź 2019 08:04 komentarze: brak czytany: 1723x

[...] Szanowna FN, Wiele lat temu na początku lat 70-tych (dokładnego roku mój ojciec nie pamiętał, ale było to prawdopodobnie w 1971) podczas pobytu w górach Świętokrzyskich na obozie harcerskim przeżył coś bardzo ciekawego, co postanowiłam Wam opisać. Był razem ze swoim kolegą na pieszej wędrówce w pobliżu miejsca, gdzie przebywali na harcerskim obozie, było piękne lato i środek dnia. Nie było żadnej.......

czytaj dalej

[...] Szanowna FN, Wiele lat temu na początku lat 70-tych (dokładnego roku mój ojciec nie pamiętał, ale było to prawdopodobnie w 1971) podczas pobytu w górach Świętokrzyskich na obozie harcerskim przeżył coś bardzo ciekawego, co postanowiłam Wam opisać. Był razem ze swoim kolegą na pieszej wędrówce w pobliżu miejsca, gdzie przebywali na harcerskim obozie, było piękne lato i środek dnia. Nie było żadnej burzy ani wichury, czy oberwania chmury – po prostu piękna letnia pogoda. Według relacji ojca nagle i on i jego kolega zaczęli obserwować coś bardzo dziwnego – wokół nich zaczęło robić się ciemno. Było to tak, jakby Bóg nagle wyłączyć światło i rozpoczął się koniec świata.

Po chwili zrobiło się całkowicie ciemno do tego stopnia, że oni nie widzieli siebie nawzajem! Rozmawiali ze sobą i byli przekonani, że tak już będzie zawsze, a ich i Ziemię czeka śmierć, bo słońce zgasło.


Krótko to trwało, może z 30 sekund. Potem znowu robiło się jaśniej i jaśniej i nagle wszystko stało się tak, jak wcześniej. Ojciec miał wtedy 17 lat i jego kolega również. Tak się tego wystraszyli, że pobiegli do obozu. Bali się komukolwiek o tym opowiadać w obawie, aby nie pomyśleli ludzie, że albo zwariowali, albo byli pijani. Nikt inny z ich obozu nie zauważył, aby coś się stało ze światłem słonecznym. Dodam, że ojciec razem z kolegą byli w lesie i tuż przed tym dziwnym zjawiskiem ciemności słyszeli dźwięk, który ojciec nazwał buczeniem stada os. Mój ojciec od 12 lat nie żyje, ale pamiętam dokładnie, jak opowiadał tę historię wiele razy i nigdy nie był w stanie zrozumieć, jak to jest możliwe, że coś takiego przeżyli. Pomyślałam, że taka historia przyda się do waszego archiwum.

Z wyrazami szacunku dla waszej pracy

[dane do wiad. FN]

 

Ciekawa sprawa pojawiła się w naszym projekcie OTWARTE NIEBO.

 

From: [...]
Sent: Sunday, October 27, 2019 9:47 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: światło na niebie

Witam posiadam nagranie godzinne z monitoringu z wybiegi na pastwisko.
Na nagraniu nocnym jest dziwne światło tak jak zachód słońca ,tylko jest to nagranie wykonane o godz, 02.14  w nocy .Jeżeli państwo jesteście zainteresowani to mogę to przesłać mailem .
Pozdrawiam Robert F.

moje dane sa tylko dla państwa dyspozycji

Pozdrawiam
[...]




zwiń tekst



Na niebie ukazany był Kielich z gwiazd, a na nim JHS, a obok niego...
Sob, 26 paź 2019 04:41 komentarze: 4 czytany: 1688x

Witam państwa serdecznie , chciałbym nadesłać państwu pewną historię która przydarzyła się mi ( wtedy jako 14 letni chłopiec ) oraz 10-14 innym osób z mojej okolicy. Była to wiosna o ile dobrze pamiętam ( mogę się mylić , ponieważ minęło sporo lat ) , wioska jak to wioska , składała się może z 40 mieszkańców , była godzina wieczorna 18-22;00 coś koło tego a może i nawet później ( rok 1986 lub 1987.......

czytaj dalej

Witam państwa serdecznie , chciałbym nadesłać państwu pewną historię która przydarzyła się mi ( wtedy jako 14 letni chłopiec ) oraz 10-14 innym osób z mojej okolicy. Była to wiosna o ile dobrze pamiętam ( mogę się mylić , ponieważ minęło sporo lat ) , wioska jak to wioska , składała się może z 40 mieszkańców , była godzina wieczorna 18-22;00 coś koło tego a może i nawet później ( rok 1986 lub 1987 ) musiałbym popytać ludzi którzy byli świadkami tego wydarzenia , a więc do rzeczy . Ja z grupką osób siedzimy sobie na dworzu i szykujemy się do wyjśćia ( nie pamiętam już gdzie , ale gdzieś mieliśmy iść ) w pewnym momencie słyszę , że ktoś krzyczy 

` Spójrzcie na niebo ` , a więc obróciłem głowę i spojrzałem , to co zobaczyłem pamiętam do dziś , ponieważ takich rzeczy chyba nie da rady zapomnieć. Na niebie ukazany był Kielich z gwiazd a na nim JHS a obok niego Maryja , krzyknęłem na głos do reszty , oni też mogli to zobaczyć , całe zdarzenie trwało hmmm bardzo ciężko mi to ocenić ale był to ułamek sekundy ( maksymalnie 10 sekund ) Opowiadałem tą historię wiele razy ( mało kto wierzy ) ponieważ ciężko jest wierzyć w coś czego się samemu nie doświadczyło , ale ludzie którzy to widzieli wiedzą jak było naprawdę i także wspominają to wydarzenie , pisząc to łzy płyną mi po oczach , ponieważ to co się wtedy wydarzyło śmiało mogę nazwać cudem.
Historia ta jest przesyłana przeze mnie do fundacji Nautilus , możecie ją opublikować na swojej stronie jak i również zostawić wyłacznie dla siebie.
Za wszelkie błędy przepraszam
Pozdrawiam Grzegorz.


/poniżej wiadomość, którą dostaliśmy 25 października 2019/

[...] 6 miesięcy temu miałem okazję obserwować piękną manifestację hmm czego nie wiem sam a było to tak.
Był piękny dzień ciepły słoneczny. Wyglądałem przez okno w pokoju w pewnym momencie poczułem jak by coś mi podświadomie kazało spojrzeć w jedno miejsce na niebie i tak zrobiłem.

Zobaczyłem chyba postać w pierwszej chwili myślałem że to spadochroniarz wyglądało to jak by hamowalo wchodząc do atmosfery rozpięte skrzydła i jak by nogi świeciło blaskiem. Dalej jest jeszcze lepiej czułem że ta postać czeka prowadzi w tym samym miejscu zauważyłem jeszcze 8 takich postaci wszystkie jakby w czasie hamowania miały piękne skrzydła.

Potem zmieniły się w jasne punkty ja czułem w sobie że ta pierwsza postać uczy resztę czułem że są tam kobiety i mężczyźni starsi jedna z tych postaci była troszkę mniej posłuszny odczuwałem że jest najmłodszy robił figlarne ewolucję na niebie jak by się nie słuchał prowadzącego, następnie te postacie tego jestem pewien czułem że to są formy życia i że oni wiedzą że ich widzę. Tworzyli różne ustawienia okrąg, trójkąt. Wydawało mi się że oni są na granicy kosmosu a naszej atmosfery że ustawili się w jednym miejscu a iluzja poruszania się przez nich była spowodowana obrotem ziemi. Zniknęli mi z oczu nie widziałem co dalej robią ale czułem cały sobą ich. Wspaniałe przeżycie. Taka oto piękna manifestacja była mi dana oglądać. Przypominali aniołów takie skrzydła piękny blask cudowne. Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Było ich siedem plus ósme na samym dole, przekreślone jakby kreską.
Czw, 24 paź 2019 22:53 komentarze: brak czytany: 1145x

[...] Był rok 1984, o ile pamiętam. Zagadką UFO interesowałem się już od pewnego czasu. Kupowałem gazetę ,,Kamena,, w której swoje artykuły dotyczące tego tematu zamieszczał Lucjan Znicz. W jednym z nich opisał zjawisko, które obserwowali marynarze polskiego statku handlowego na Atlantyku. Statek znajdował się między Afryką, a Ameryka południową, płynąc na południe. Któregoś wieczoru Na niebie od .......

czytaj dalej

[...] Był rok 1984, o ile pamiętam. Zagadką UFO interesowałem się już od pewnego czasu. Kupowałem gazetę ,,Kamena,, w której swoje artykuły dotyczące tego tematu zamieszczał Lucjan Znicz. W jednym z nich opisał zjawisko, które obserwowali marynarze polskiego statku handlowego na Atlantyku. Statek znajdował się między Afryką, a Ameryka południową, płynąc na południe. Któregoś wieczoru Na niebie od strony zachodniej ukazały się dwa srebrzyste wrzeciona jedno nad drugim w pozycji poziomej. Sprawiało to na tyle niezwykłe wrażenie, że większość marynarzy wyszła na pokład i obserwowała to zjawisko. Wrzeciona były widoczne przez dłuższy czas.

Następnego wieczoru, jakby przeczuwając powtórkę przygody, spoglądali w kierunku zachodnim. I zjawisko powtórzyło się! Dokładnie w kierunku zachodnim, mimo, że statek przepłynął już spory odcinek trasy. Tym razem zjawisko było bardziej rozbudowane. Pojawiały się kolejne wrzeciona. Było ich siedem plus ósme na samym dole, przekreślone jakby kreską. Było najjaśniejsze. Wrzeciona również były widoczne przez dłuższy czas.

Zastanawiałem się przez pewien czas, czy nie jest to przypadkiem ukryta informacja, przekaz od kosmitów. Myśl ta dziwnie nie dawała mi spokoju. Dlaczego manifestacja odbyła się na oczach polskich marynarzy? To, że była adresowana dla nich, świadczył fakt, że po przepłynięciu wielu mil, zjawisko powtórzyło się i to dokładnie od strony zachodniej.

Pomyślałem, że tak niezwykły pokaz miał na celu poinformowanie o jakimś ważnym wydarzeniu w przyszłości. Pomyślałem, że za siedem lat wydarzy się właśnie w Polsce coś, co będzie miało znaczenie dla całego świata. Za siedem lat. a więc w roku 1991. Nie domyśliłem się, jakie to wydarzenie, komuna wydawała się niemożliwa do obalenia, mimo, że i taka myśl przyszła mi do głowy. Opowiadałem o tym wydarzeniu dla kilku osób i o swoich przeczuciach, ale spotkałem się z kompletnym brakiem zainteresowania, więc dałem spokój. Teraz wiem, że miałem rację. Nie piszę o tym po to, aby się pochwalić, pragnę tylko potwierdzić zdanie tych, którzy twierdzą, że przybysze z dalekiego kosmosu potrafią przewidywać przyszłość i że informują ludzi o tych zdarzeniach.
Ps. Obserwowałem UFO kilkakrotnie. Być może napiszę o tym.
Pozdrawiam serdecznie.
( nazwisko do wiadomości Załogi! )




zwiń tekst



W pewnym momencie mój stryj powiedział: - znowu to światło!
Śr, 23 paź 2019 04:28 komentarze: 1 czytany: 1461x

[...] Witam.Można powiedzieć ponownie bo ostatni widok nad Białymstokiem Wam opisałem i myślałem długo nad tym, aby opisać Wam coś co na pewno widziałem ja i przynajmniej kilka osób z mojej rodziny. Działo się to kilka lat temu ( nie wiem czy do tej pory to się dzieje), ale po kolei.Miałem może 15-16 lat często jeździłem do mojej babci ( woj. Podlaskie miejscowość Potasie). Otóż historia dotyczy pewnego.......

czytaj dalej


[...] Witam.
Można powiedzieć ponownie bo ostatni widok nad Białymstokiem Wam opisałem i myślałem długo nad tym, aby opisać Wam coś co na pewno widziałem ja i przynajmniej kilka osób z mojej rodziny. Działo się to kilka lat temu ( nie wiem czy do tej pory to się dzieje), ale po kolei.

Miałem może 15-16 lat często jeździłem do mojej babci ( woj. Podlaskie miejscowość Potasie). Otóż historia dotyczy pewnego dziwnego światła.

Pierwszy raz jak miałem z tym "czymś" do czynienia historia miała w sumie nie planowany przebieg. Słyszałem o tym już wcześniej z rozmów m.in mojego ojca ze swoim bratem, ale akurat nie spodziewałem się, że będę mógł też to zobaczyć. Staliśmy pewnego razu przed domem i zbieraliśmy się ( ja i ojciec) aby wsiąść w samochód i jechać do swojego domu tak jak zawsze. Dodam, że zawsze działo się to po zmroku. W pewnym momencie mój stryj powiedział ( znowu te światło) i faktycznie w oddali było widać coś jakby ktoś zapalił w latarkę, ale to coś z biegiem czasu tak jakby podchodziło w Naszym kierunku. Stawało się co raz większe. Pamiętam, że stałem za ojcem i wtedy jakby mnie wmurowało w ziemię mimo, że wcześniej już o tym rozmawiali. Światło stawało się co raz większe, aż do momentu dojścia do drogi piaszczystej i w tym momencie znikało. Tutaj specjalnie mówię znikało bo widziałem to jeszcze raz jak po wyjściu ( już po tym zajściu) na siku bo to stary dom i wychodek był na zewnątrz znowu widziałem to światło i jeszcze 3 moich braci którzy wiadomo jak to razem się idzie to lepiej (szczególnie,że widziało się, że to coś "chodzi").

Najciekawsze jest to, że to była jakbym to opisał kula światła, która nie emanowała światłem i nie rozświetlała okolicznych drzew bądź łąk i były sporej wielkości (3-4m już przy końcu) i zawsze dochodziła do piaszczystej drogi, która biegnie obok domu mojej babci i tak gasła tak jakby granica nie pozwalała jej przez to przejść.

Stryj przyzwyczaił się do tego widoku, bo mieszkając tam nie raz widział to światło. Raz siedząc akurat w aucie zaparkowanym na wprost do znowu pojawiającego się światła włączył stacyjkę i czekał, aż światło "dojdzie bliżej" mrugnął długimi światłami ale w tym momencie zniknęło.

Zimową porą mój ojciec i brat cioteczny wiedzieli, że przez tak jakby ścieżkę tej kuli jest staw i sprawdzając czy zostały jakieś ślady lub coś w tym stylu znaleźli na stawie zamarzniętym przez środek przebiegała linia która wyglądała jakby ktoś rozpuścił lód. Więcej śladów oprócz tego stawu nie znaleźli.

Do tej pory nie zostało to rozwiązane a w chwili obecnej nie mieszkając już w tamtych okolicach nie wiem czy do tej pory te światło się pojawia. Dodam tylko, że widziało to sporo osób z mojej rodziny i każdy z nich może poświadczyć tego co widział na własne oczy razem ze mną.
Podczas rozmów padało wiele wątków, że to fosfor może się ulatnia a to że trzeba gdzieś to zgłosić, ale chyba jako pierwszy opisuję do Was tą historię. Jakby Was to zaciekawiło mogę wtedy podać dokładną lokalizację lub rozrysować to na mapie.
Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


[...] Szanowna FN,

Bardzo Wam dziękuje za to, co robicie. Projekt KONTAKT śledzę z zapartym tchem. Mam krótką historię, ale prawdziwą i nie ma siły, aby moja rodzina kłamała. I tu muszę wyjaśnić, że mniej więcej 50 procent mojej rodziny ze strony ojca mieszka w USA. Mój ojciec także wyjechał do pracy w latach 70-tych i przez pewien czas pracował na farmie u pewnego plantatora tytoniu. Gość był naprawdę OK i po jego śmierci bardzo płakał, ale ja o czymś innym. Kiedyś powiedział ojcu, że przeżył spotkanie z jakimiś cudacznymi ludźmi w skafandrach, którzy przylecieli w latającym spodku. Ojciec mój twierdził, że ten farmer był bardzo prawdomównym i religijnym człowiekiem, więc mu uwierzył i od tej pory do końca swojego życia wierzył w UFO. Obcy powiedzieli temu farmerowi, że obserwują ludzkość od początku istnienia życia na ziemi i że powinniśmy zrezygnować z zabijania zwierząt. I to spotkanie tak zmieniło tego farmera, że przestał jeść mięso. W tamtych latach to było wyjątkowe, bo wszyscy wokół jedli mięso, a o wegetarianizmie nikt nie słyszał. Taką historię chciałem opowiedzieć.

Serdecznie pozdrawiam całą ekipę

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Każdy z nas jest elementem w wielkiej układance!
Pon, 21 paź 2019 11:58 komentarze: brak czytany: 1525x

[...] Dzień dobry, Od jakiegoś czasu czytam artykuły zamieszczane na Waszej stronie. Od zawsze towarzyszyły mi dziwne zjawiska. Od takich najprostszych typu: fałszywe przebudzenie, wielokrotne deja vu, jako dziecko zdarzyło mi się widzieć pokój z zamkniętymi oczami - kiedy je otworzyłam nie potrafiłam tego powtórzyć. Ale do rzeczy, od zawsze interesowali mnie moi przodkowie. Czasami spędzałam czas.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry, Od jakiegoś czasu czytam artykuły zamieszczane na Waszej stronie. Od zawsze towarzyszyły mi dziwne zjawiska. Od takich najprostszych typu: fałszywe przebudzenie, wielokrotne deja vu, jako dziecko zdarzyło mi się widzieć pokój z zamkniętymi oczami - kiedy je otworzyłam nie potrafiłam tego powtórzyć. Ale do rzeczy, od zawsze interesowali mnie moi przodkowie.

Czasami spędzałam czas ze swoją prababcią - mamą dziadka i jako mała dziewczynka zaczęłam pytać babci dlaczego nie ma mamy - dla mnie było naturalne że skoro żyje mama dziadka to mama babci też powinna. Wtedy wyszła na jaw stara rodzinna historia. Ojciec mojej babci zabił jej mamę i babcia nie wiedziała nawet gdzie została pochowana. Myślałam o niej całe życie - postanowiłam odnaleźć jej grób kiedy dorosnę. Najpierw udało mi się ustalić datę jej ślubu i o dziwo była to data moich urodzin. Później ustaliłam jej datę urodzenia i to była data urodzenia moich synów!! Czułam się z nią związana od zawsze chociaż nie wiem nawet jak wyglądała.

Takich historii było więcej. Kiedy poznałam mojego męża - byłam w nim szalenie zakochana. Pewnego razu (znaliśmy się może dwa miesiące a ja miałam 17 lat) powiedziałam do niego - zobaczysz weźmiemy ślub i będziemy mieli dzieci - albo najlepiej od razu dwójkę: bliźniaki. Ślub wzięliśmy po pięciu latach. Po krótkim czasie zaszłam w ciążę. Nie poszłam od razu do lekarza - chciałam trochę odczekać dla pewności. Cały czas myślałam o dwóch chłopcach - tu postawię im łóżeczka itp. itd. i cały czas powtarzałam: może będą bliźniaki.

Pewnej nocy przyśnili mi się dwaj identyczni chłopcy - moi synowie. Aż w końcu stwierdziłam że powinnam przestać wciąż o tym myśleć bo jakie jest prawdopodobieństwo urodzenia dwójki dzieci. Pamiętam moje pierwsze USG. Lekarz spytał z czym przyszłam a ja powiedziałam: chyba jestem w ciąży, położyłam się na usg i usłyszałam słowa lekarza: i to jeszcze w jakiej! bliźniaki jednojajowe - będą identyczne. Wtedy już bez rozpoznania płci wiedziałam że to ONI! Okazało się również, że jedna z moich prababek - ta po której noszę imię - również urodziła bliźniaki i to w tym samym miesiącu co ja. Kolejna zbieżność imion, miesięcy i ciąży.

Ta prababka zmarła kiedy miałam roczek. Kiedy moi synowie mieli 2 latka pewnej nocy jeden z nich nie mógł usnąć. Kiedy spytałam dlaczego spojrzał mi za plecy i powiedział 'boje się' spytałam 'czego?' on znów uparcie spojrzał w to miejsce i powiedział 'tam jest duch'. Przestraszyłam się i zaczęłam głośno płakać. Synek usiadł i uspokajał mnie mówiąc: 'mama nie płakaj nie ma już pana, pan już poszedł'. Kiedy usłyszałam słowo 'pan' wiedziałam że to nie były zwidy bo zdarzyło mu się mówić wcześniej że widzi pana - wypytywałam go jak wyglądał - udało mi się ustalić że miał kręcone włosy - zupełnie jak mój zmarły dziadek. Tych historii jest więcej dotyczą: proroczych snów, zbieżności, duchów i dziwnych niewytłumaczalnych zjawisk po śmierci bliskich osób. Życie nie jest zbiorem przypadków. Każdy z nas jest elementem w wielkiej układance! Pozdrawiam FUNDACJĘ NAUTILUS. Moje dane proszę zachować dla siebie.




zwiń tekst



Dziwny, powtarzający się sen
Nie, 20 paź 2019 09:45 komentarze: 2 czytany: 1329x

[...] Witam fundację. Od wielu lat mam dziwny sen,który się powtarza notorycznie a jest niezwykle niepokojący. Otóż w tym śnie widzę formację gwiazd patrząc w niebo i tą formacją w jednym momencie rusza z miejsca jakby w szyk bojowy myśliwców. Gwiazdy spadają z nieba a myśliwce lecą przy dźwięku grzmotu a później widzę i czuje wybuch jakby bomby atomowej. Widzę później fale wybuchu i to że czeka nas.......

czytaj dalej

[...] Witam fundację. Od wielu lat mam dziwny sen,który się powtarza notorycznie a jest niezwykle niepokojący. Otóż w tym śnie widzę formację gwiazd patrząc w niebo i tą formacją w jednym momencie rusza z miejsca jakby w szyk bojowy myśliwców. Gwiazdy spadają z nieba a myśliwce lecą przy dźwięku grzmotu a później widzę i czuje wybuch jakby bomby atomowej.

Widzę później fale wybuchu i to że czeka nas nieunikniona śmierć. W tym śnie jestem całkiem świadomy i wiem że znowu to mam ale jednocześnie nie mam na to wplywu i jest to frustrujące. Jednak nie to jest tu ciekawe. Otóż rozmawiałem ostatnio że znajomym i okazuje się że on ma całkiem podobny sen który się powtarza i co ciekawe on w tym śnie znajduje się w innym miejscu niż ja,na tej samej wsi w której mieszkamy tyle że akcja toczy się podobnie,ale z innymi motywami bo on widzi żołnierzy obcego państwa.

Najciekawszym motywem jest to że inny znajomy też ma taki podobny sen,w którym dzieje się to samo,a on uczestniczy w tych wydarzeniach na tej samej wsi. On jest na innej miejscówce,i walczy z wrogiem.

Podsumowujac mamy ze znajomymi powtarzajacy sie sen w ktorym dzieje sie alternatywna  historia naszej rzeczywistości w której bierzemy czynny udział a każdy z nas walczy w innym rejonie naszej miejscowości w konflikcie który nastał z jakimś obcym panstwem.

Jakbyśmy widzieli naszą przyszłość z różnej perspektywy,dla danej osoby. Ciekawe gdyż doszedłem do tych wniosków przypadkiem rozmawiając że znajomymi o różnych sprawach. Mając na uwadze że posiadam duże zdolności parapsychologiczne i wiele razy w moim życiu przewidziała przyszłe wydarzenia,czasem na poczekaniu wiec wizja tego snu jest dla mnie przerażająca i mam nadzieję że jest to tylko jakieś wspomnienie z alternatywnego wszechświata bo świadomość tego że taki konflikt mógłby nastał wprawia mnie w przerażenie. Pozdrawiam serdecznie

[dane do wiad. FN]



 

From: [...]
Sent: Tuesday, September 10, 2019 8:13 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Odp: RE: [KONTAKT] Kontakt z formularza na stronie WWW FN


Co do programu OTWARTE NIEBO w odcinku bliskie spotkanie jest relacja swiadka ze widzial obiekt w kształcie piramidy z podstawa okragla.
Przesyłam zdjęcie z czasów drugiej wojny światowej na którym jest obiekt o podobnym kształcie.
W załączniku jest mapa na której on się znajduje.
Jako ciekawostkę na ziemiach polskich widywano tez te obiekty.

Pozdrawiam Andrzej




zwiń tekst



Wyglądała jak człowiek, ale miała .... duże czarne oczy, takie jak mnie się przyśniły!
Nie, 20 paź 2019 07:36 komentarze: 3 czytany: 1584x

Witam Fundację! [...] chciałbym się podzielić z Wami dziwnym przeżyciem z ostatnich tygodni. Tematem UFO interesuję się już od dawna. Pewnie dlatego,że obecność dziwnych przypadków i obserwacji w mojej rodzinie jest naprawdę sporo. Jest tego dość sporo: od obserwacji kul, spodków do śledzenia przez te obiekty.Sam miałem kilka niewytłumaczalnych obserwacij. Jedną z nich opisałem Wam z 10 lat temu,kiedy.......

czytaj dalej

Witam Fundację! [...] chciałbym się podzielić z Wami dziwnym przeżyciem z ostatnich tygodni. Tematem UFO interesuję się już od dawna. Pewnie dlatego,że obecność dziwnych przypadków i obserwacji w mojej rodzinie jest naprawdę sporo. Jest tego dość sporo: od obserwacji kul, spodków do śledzenia przez te obiekty.

Sam miałem kilka niewytłumaczalnych obserwacij. Jedną z nich opisałem Wam z 10 lat temu,kiedy to podróżując służbowo po Dolnym Sląsku wylądowałem nagle w opustoszałej wiosce, która wyglądała jak po przejściu frontu w 1945r. Chciałem tam wrócić z aparatem ale już wioski nie znalazłem.

Ale najdziwniejsza rzecz przydarzyła się 2 tygodnie temu. Śniłem w nocy sen w którym rozmawiałem z osobą z którą jestem skłócony. W pewnym momencie osoba ta poprosiła mnie czy może spojrzeć w moje oczy by sprawdzić czy może mi zaufać. Zdziwiony zgodziłem się.Osoba ta przybliżyła twarz do mojej. W tym momencie jej oczy stały się duże i całe czarne. Wystraszyłem się ale nie mogłem nic zrobić.Poczułem nieprzyjemne uczucie w głowie na granicy bólu.Uczucie podobne do świdrowania nieprzyjemnymi dźwiękami. ale ja czułem ze to przez te oczy.I tyle pamiętam z tego snu. Bardzo rzadko zapamiętuję sny , ale ten utkwił mi w pamięci. Wydaję się zwykły sen.



Dwa dni później spotkałem się z moją Mamą (70 l).
Chciałem jej opowiedzieć ten sen. Ledwo zacząłem , przerwała mi twierdząc,że też miała dziwne wydarzenie w nocy. Dodam, że nie zdążyłem swojego snu opowiedzieć.
Oto co przydarzyło się mojej Mamie. Obudziła się o 2 - pamięta bo spojrzała na zegarek. Poszła do łazienki i wróciła. Położyła się do łózka na boku i po krótkiej chwili poczuła że za jej plecami coś się porusza Jakby ktoś chodził stopami po łóżku. Sparaliżowało ją ze strachu. Przemogła jednak strach-pomyślała że jest przecież u siebie w domu! odwróciła się i zobaczyła 4 postaci. Dwie z nich leżały na swoich bokach obok za plecami Mamy, jedna siedziała w kucki na krawędzi łózka a czwarta stała w nogach.Wszystkie identycznie ubrane na jasny kolor. Dodam że sypialnia mojej Mamy jest tak mała,że praktycznie nie ma miejsca dla czterech osób. W pierwszej chwili pomyślała,i zapytała czy to duchy. Jedna z tych istot zaprzeczyła ruchem głowy. Mama zapytała kim są. Wtedy ta istota która była najbliżej uśmiechnęła się i odpowiedziała.- przecież wiesz kim jesteśmy.

Następne co Mama pamięta, to te istoty stojące już razem przy wyjsciu z pokoju. Wychodząc jedna z nich - ostatnia odwróciła się ,podniosła rękę jak do powitanie i powiedziała- jeszcze tu wrócimy. W tym momencie Mama spojrzała na zegarek i była godzina 2.10.

Mama miała możliwość przez chwilę przyjrzeć się twarzy tej istoty, która leżała tuż obok. Wyglądała jak człowiek ale miała .... duże czarne oczy, takie jak mnie się przyśniły.Oczy były czarne ale w środku miały coś czerwonego. Jakby delikatny poblask. Mama nie potrafiła tego dokładnie opisać .Zauważyła również, w momencie kiedy ta istota się uśmiechnęła ,że ma krótkie czarne zęby.

Można powiedzieć,że pewnie to też był sen. Chociaż moja Mama nie należy do osób strachliwych, to widziałem że była naprawdę wstrząśnięta. Najdziwniejsze ,że te nasze sny przytrafiły się tej samej nocy!.
Mam podejrzenia, że nie były to pierwsze wizyty. Moja Mama miała też inne dziwne sny, które ze względu na dosyć charakterystyczne detale wydają się być raczej wspomnieniami.
Proszę zachować moje dane dla swojej wiadomości.
Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]



Z POCZTY DO FN

Szanowni Państwo!

Nie wie prawdę mówiąc co nakłoniło mnie do wysłania tej wiadomości. Po prostu coś mnie uderzyło w tekście na temat którego piszę.

Pewnie się Państwo domyślają co spotkało i spotyka człowieka, który zgłosił się z tą historią. Ja jednak i tak zdecyduję się przekazać swoją opinię. Według mnie człowiek ten i jego matka mają spotkania z ludzko-szaraczymi hybrydami. Uważam tak, ponieważ zbliżenie twarzy do twarzy i wpatrywanie się w oczy uprowadzonego zostało sklasyfikowane niegdyś przez profesora Davida Jacobsa jako tzw. mindscan. Obcy i hybrydy mają wykorzystywać go między innymi do sprawdzania lojalności uprowadzonego. W ten sposób upewniają się, że uprowadzony nie przekazywał informacji na temat swo

jego uprowadzenia innym ludziom. Pasowało by to do opisu, który przesłał ten człowiek. Wpatrywanie w celu sprawdzenia możliwości zaufania.  Na słuszność mojej hipotezy wskazuje też obecność chwilowego paraliżu (,,nic nie mogłem zrobić") oraz dziwne odczucia( ,,nieprzyjemne odczucie w głowie na granicy bólu").

 Dlaczego uważam, że te istoty były akurat hybrydami?

Ponieważ ów człowiek początkowo uznał skłóconą z nim osobę za ludzką, a jego matka wspominała o obecności u nocnych gości zębów. Szaraki jak wiadomo raczej nie posiadają takich cech.

Sprawa wygląda na typową wielopokoleniową abdukcję. Swoją drogą należałoby ustalić czy autor historii zna skłóconą z nim osobę w rzeczywistości. Jeśli istnieje ona w rzeczywistości to prawdopodobnie była to projekcja jego umysłu w ramach której cechę obcej istoty przypisano człowiekowi. Jeśli zaś nie to osoba ta mogła być perosnal projected hybrid o których pisał profesor Jacobs. Myślę, że mieli okazję Państwo o tym już usłyszeć jednakże profesor Jacobs w swojej najnowszej książce opisał infiltrację naszego społeczeństwa przez hybrydy. Nabiera to ciekawego znaczenia w kontekście tej historii.

Pozdrawiam

[...]



zwiń tekst



W Skaryszewie mówiłem o…
Śr, 16 paź 2019 09:26 komentarze: 6 czytany: 1646x

Witam serdecznie. Chciałbym się z Wami podzielić taką ciekawą sytuacją jakiej doświadczyłem. Ot drobiazg, ale to chyba jest kolejny dowód (no może dowodzik) na to, że przypadki nie istnieją i całe nasze życie jest realizacją jakiegoś planu. Otóż słuchałem na you tube audycji p. Krzysztofa Jackowskiego, w której opowiadał o p. Rymuszko i o tym jaki od Niego dostał przekaz (że śmierci nie ma, życie .......

czytaj dalej

Witam serdecznie. Chciałbym się z Wami podzielić taką ciekawą sytuacją jakiej doświadczyłem. Ot drobiazg, ale to chyba jest kolejny dowód (no może dowodzik) na to, że przypadki nie istnieją i całe nasze życie jest realizacją jakiegoś planu. Otóż słuchałem na you tube audycji p. Krzysztofa Jackowskiego, w której opowiadał o p. Rymuszko i o tym jaki od Niego dostał przekaz (że śmierci nie ma, życie obecne jest nierealne a prawdziwy real jest dopiero po "tamtej stronie" -na pewno to znacie i jesteście z p. Jackowskim na bieżąco). Było dosyć późno pracowałem przy komputerze ze słuchawkami na uszach (słuchając jednocześnie różnych audycji) dzisiaj wyjątkowo ustawiłem na you tube autoodtwarzanie - zwykle tego nie robię. Kiedy p. Jackowski skończył automatycznie zaczął się odtwarzać następny materiał, nawet nie wiem co to było, ale facet zaczął od słów: "W Skaryszewie mówiłem o..." Poczułem powiew kosmosu na plecach, bo ja mieszkam w... Skaryszewie.

Pozdrawiam Fundację

[…]

From: […]

Sent: Thursday, May 16, 2019 9:58 PM

To: Fundacja Nautilus

Subject: już widzę, że nie ma przypadków + czy to medium?

 

Witam szanowny okręt, załogę i kapitana;-)

 

Już o paru rzeczach ze swojego życia Państwu napisałem, więc myślę, że zbędnym jest przypomnienie, że proszę o dyskrecję? (ale znowu przypomniałem;-)). Historie znowu są znane kilku osobom, które mogą się zorientować o co chodzi, więc to tylko do użytku wewnętrznego i wzajemnej konwersacji.

 

Dzisiaj mam do opowiedzenia trzy historie, bo im dłużej o tym myślę, tym bardziej zastanawiam się czy to mogło się potoczyć inaczej? Tak na marginesie to odkąd zmieniłem myślenie (i przestałem myśleć nad zakończeniem żywota własnego) dużo się zmieniło. Dużo. A we mnie bardzo dużo. Coraz bardziej mam wrażenie, że z każdym dniem mój rozwój duchowy ulega poprawie, mimo, że nie medytuję jeszcze. Ale do rzeczy. (Prosiłbym o komentarz do tych historii, ale nie ma pośpiechu, bo wiem, że macie Państwo dużo na głowie).

 

Historia nr 1

Odkąd zacząłem zmieniać swoje myślenie zacząłem inaczej postrzegać moje otoczenie i zastanawiać się jak nad przyszłymi wcieleniami i ogólnie nad światem. Wyczytałem u Państwa na pokładzie, że najbliżej prawdy (a może to od Państwa w mailu dostałem, mniejsza o to) jest religia buddyjska, aczkolwiek każda religia jest lepsza od nie wierzenia w nic, bo Bóg istnieje. To oczywiste.

W poniedziałek zacząłem nową pracę (teraz niektórzy mówią, że się zmieniłem na lepsze, bo mam nową pracę, ale prawda jest taka, że mam nową pracę, bo się ja sam zmieniłem. Bez tego nic by nie było). Obecnie mam tak ustalony czas, że 3 dni w tygodniu pracuję w Katowicach, a 2 w Warszawie. Pojechałem w poniedziałek do Katowic pociągiem, aby rozpocząć nową pracę. Z racji, że pociąg miał opóźnienie to zamiast szukać autobusu na dojazd do miejsca docelowego wybrałem taksówkę. W Katowicach pod galerią katowicką są przystanki autobusowe i według tablic informacyjnych również postoje taksówek. Poszedłem tam. Żadnej taksówki nie znalazłem. Wyszedłem więc na powierzchnię i szukałem na ulicach taxi. Znalazłem postój. Poszedłem tam. 3 kierowców stało i rozmawiało. Ja z tych trzech wybrałem jednego. Akurat palił papierosa, więc mówię, że niech dopali w spokoju, bo aż tak mi się nie spieszy. On szybko zgasił mówiąc, że on jest w pracy i ja nie mogę czekać. OK szanuję bardzo (spalił mniej niż połowę). Jadąc zaczeliśmy rozmawiać o różnych rzeczach. O tym, że jestem jego pierwszym tego dnia klientem, że to dobrze, bo ja zawsze przyciągam innych ludzi to będzie miał ruch dzisiaj i ogólnie o pierdołach. Potem o tym skąd jestem, że nie wyglądam na Warszawiaka, bo nie jestem jak pozostali, potem o uprzedzeniach i ogólnie o wielu rzeczach. No i werble. Nie pamiętam już jaki temat poruszyłem (bo jeszcze byłem zaspany po ciężkiej nocy, potem pociąg etc.), ale kierowca mówi, że on jest katolikiem, ale generalnie to praktykuje buddyzm! i generalnie jest on najbliższy prawdzie (sic!). Potem już rozmawialiśmy tylko na ten temat (miał też książkę na ten temat) Poprosiłem go o telefon. Jak będę w Katowicach to tylko z nim będę jeździł. Moje pytanie brzmi: Jak to możliwe, aby podczas zmiany postrzegania świata wybrać osobę, która okaże się akurat praktykująca ten stopień duchowości? Znaczy ja wiem, ale jak wszechświat nas ustawia, aby trafiać (wybierać dobrowolnie) takich ludzi? Teraz rozumiem co mówi pan Kapitan mówiąc, że czuje oddech wszechświata na plecach ja go poczułem tego dnia, swoją drogą 13 maja w kolejną rocznicę objawień Maryjnych (aż mam dreszcze jak o tym myślę). Według normalnego rozumowania to jest niedorzecznie niesamowite. Ale rozum mówi, że sobie tą celowość ubzdurałem.

 

Historia nr 2

Z pewną dziewczyną znam się od kilku lat. Za czasów studiów wydawała mi się dziwna, bo nie lubiła horrorów, dużo mówiła o duchach i ogólnie, że ma dziwne doświadczenia metafizyczne (ja byłem wtedy na etapie prymitywnym, ale nie destrukcyjnym jak ostatnio). Kiedyś jak zadzwoniłem to mówiła, że właśnie myślała o mnie, a po rozmowie, stwierdziła, że coś mnie musi dręczyć, chociaż tego nie okazywałem (a dużo mnie dręczyło). To było dziwne, ale znając temat z obecnej perspektywy zastanawiam się czy ona nie ma wyższej wibracji niż standardowa w Polsce? Ostatnio z nią rozmawiałem, mówiła, że z jakiegoś powodu została wegetarianką i znowu myślała o mnie przed moim telefonem. Mi to wygląda na medium? Ciekaw jestem interpretacji.

 

Historia nr 3 (ta z liczbami).

W tej historii chciałbym zapytać o kwestię numerologii, jakie jest tego podłoże i o czym to świadczy, bo nie ukrywam, że dzisiaj kolejny raz się uświadomiłem, ze mam coś wspólnego z liczbami... Mianowicie chodzi o to, że ciągle (przypadkiem) jestem zwiazany dziwnym sposobem z różnymi ciekawymi liczbami i zbiegami okoliczności. Pomijam fakt przeznaczenia, że urodziłem się 2 miesiące przed czasem i to akurat w święto policji, gdzie przepracowałem kilka ładnych lat (chociaż nie chciałem za młodu mieć nic wspólnego z policją), ale fakt, że miałem urodzić się we wrześniu ciągle gdzieś występował (9 numer w dzienniku przez okres od szkoły podstawowej aż do studiów, ostatnio się okazało, że w policji też gdzieś kadrowo mam przydzielony nr 9). Pewnie to przypadek, ale czy na pewno?. Mam też doskonałą pamięć do liczb (wszelkie piny i nr telefonów, kody do domofonów pamiętam nawet nie używając przez długi czas, nie mieszkając w danym miejscu kilka lat potrafię wejść kodem do domofonu). Ponadto często występuje dość sugestywna zbieżność liczb w różnych miejscach (koniec peselu mam symetryczny [powiedzmy 09890], numer dowodu wiąże się z częścią numeru konta w banku, dzisiaj na przykład dostałem kartę wejściową do nowej pracy i też numer tej karty jest symetryczny [powiedzmy 34543]. To powinien być przypadek, ale dość dużo jest tych numerycznych przypadków. Proszę mi powiedzieć co może powodować taki zbieg okoliczności? Do tej pory traktowałem to w formie ciekawostki, ale zaczynam się zastanawiać o co chodzi.

 

To chyba na dzisiaj koniec. Błagam o interpretację, ale nie taką jak ostatnio, że to każdy powinien sam zinterpretować;-)

 

Zaczyna mnie to zastanawiać.

 

Pozdrawiam wszystkich na pokładzie.

 

Krzysiek (ostatnio stały czytelnik i nawet można by rzec spammer;-)

 

 

 

 

 

From: […]

Sent: Wednesday, May 15, 2019 3:59 PM

To: FN

Subject: Historia + przeprosiny

 

Moi Drodzy

 

Ostatnio częściej do Was piszę. Chciałbym tego maila podzielić na dwie części.

 

Sprawa nr 1

 

Mam 34 lata. Urodziłem się w Chełmie (woj. lubelskie). Stamtąd pochodzi mój ojciec. Natomiast moja mama pochodzi z Sopotu. Po ślubie rodzice zamieszkali w Chełmie, ponieważ ojciec miał tam dom po rodzicach. Dzisiaj wszyscy mieszkamy w Trójmieście, ale historia, o której chcę napisać, miała miejsce jeszcze w czasie poprzedniego systemu. Moi rodzice przez dobrych kilka lat prowadzili sklep z ubraniami. Byliśmy ówcześnie jedną z najbogatszych rodzin (jeżeli nie najbogatszą) w mieście. Sukces finansowy moich rodziców wynikał z tego, że mieli ubrania, których nie miał nikt inny w mieście. Dzięki rodzinie mamy sprowadzaliśmy ubrania z Trójmiasta (marynarze, Baltona itd.) oraz z Berlina wschodniego (część rodziny mamy mieszka w Niemczech). Rodzice nigdy nie współpracowali ze służbami (wręcz przeciwnie - byli i są świadkami Jehowy i mieli z nimi sporo nieprzyjemności). Z drugiej strony panie urzędniczki zajmujące się paszportami w tamtym czasie bardzo chętnie przyjmowały ubrania z zagranicy, więc paszporty nie były takim problemem jak dla przeciętnych "Kowalskich". Nie opisuję tego, żeby się chwalić (po upadku komuny mieliśmy bardzo twarde lądowanie, po którym moi rodzice już się nie podnieśli). Piszę o tym, żeby nakreślić tło całej historii.

Oprócz wymienionych już źródeł, z których rodzice zamawiali towar byli także dostawcy - powiedzmy - lokalni. Taką firmę produkcyjną (zresztą bardzo dużą) prowadzili w Lublinie państwo[…]. I tutaj zaczyna się cała właściwa historia.

Pewnego razu mój ojciec pojechał do Lublina do […] zamówić towar. Podjechał pod bramę zakładu i okazało się, że był on zamknięty. Na teranie zakładu nie było nikogo a na bramie wisiał łańcuch z wielką kłódką. Zdziwiło to mojego ojca, ponieważ miało to miejsce w środku tygodnia. W tamtym czasie nie było telefonów komórkowych, a że z […] miał biznesowo bardzo dobre relacje, pojechał do nich do domu. Otworzyła mu Ewa. Na pytanie, dlaczego zakład jest zamknięty kobieta zamarła i cała blada powiedziała "Jurek pojechał się powiesić".

Mój ojciec był w ciężkim szoku. Ewa nie chciała dzwonić na policję, co w pierwszej chwili wydało się mojemu tacie podejrzane, natomiast zaprosiła go do środka na kawę chcąc mu coś opowiedzieć...

Jurek od lat widział "drugiego siebie". Widział go tylko on i często z nim rozmawiał, a czasami nawet kłócił. Drugi "on", od chwili ukazania się, towarzyszył mu przez cały czas. Wiem, o czym teraz myślicie - choroba psychiczna. Otóż nie. W tamtym czasie[..]  byli niezwykle zamożnymi ludźmi. Nie jeździli tak jak wszyscy Syrenami, Fiatami 125p, Polonezami czy maluchami. Ewa miała sportowy samochód marki Pontiac a Jurek jeździł nowym Mercedesem. Mieli naprawdę duży zakład produkcyjny a towar sprzedawali w całej Polsce i za wschodnią granicę. Stać więc ich było na przeprowadzenie specjalistycznych badań psychiatrycznych w Szwajcarii. Badania nie wykazały u Jurka absolutnie żadnych zaburzeń. Jedyne co wyszło podczas badań to to, że ma niespotykanie wręcz wysoki iloraz inteligencji.

Ten "drugi Jurek" powiedział temu realnemu, że ma do wykonania bardzo ważną misję, o której na razie nie może mu wiedzieć, ale na pewno nie dożyje 40 urodzin (jestem na 99% pewny, że chodziło o 40-tkę. Na pewno była to konkretna data urodzin). Jurek z jakiegoś powodu próbował popełnić samobójstwo na długo wcześniej, żeby "postawić się" swojemu alter ego. Nic jednak z tego nie wychodziło. Próbował się powiesić - lina się urywała. Próbował łykać szkło - nie miał żadnych obrażeń. Próbował się utopić w odosobnionych miejscach - zawsze znajdował się ktoś, kto go ratował. Połykał leki - zero działania. Rzucał się pod pociąg - pociąg w niewytłumaczalny wręcz sposób, zatrzymywał się praktycznie w miejscu.

Na pytanie mojego ojca (jak już wspomniałem wcześniej wierzącej osoby) czy zdarzają się w domu jakieś anomalie, Ewa odpowiedziała, że przesuwające się po stole przedmioty to u nich standard (przykładów było więcej). W trakcie ich rozmowy do domu […] przyszedł przyjaciel Jurka i Ewy i o ile dobrze pamiętam ich sąsiad. Znał całą sprawę, więc włączył się do dyskusji i opowiedział dwie historie, których sam był świadkiem. Pewnego razu jechali z Jurkiem nowym fiatem tego sąsiada. Była noc. Nagle samochód przestał działać i stanęli w szczerym polu. Sąsiad zaczął szukać przyczyny nie mając pojęcia co mogło się stać. To był jego nowy samochód. Silnik działał bez zarzutu, akumulator też nie sprawiał kłopotów. W tym samym czasie Jurek wszedł w głąb pola i zaczął krzyczeć. Wyzywał kogoś "od ostatnich". Miotał przekleństwami "w przestrzeń". Sąsiad widział samotnie stojącego Jurka, który kłócił się z "powietrzem". Nagle Jurek wykrzyknął, że ten "ktoś" ma natychmiast uruchomić samochód bo... (tutaj padła jakąś groźba, nie wiem o co chodziło). Samochód sam się uruchomił. Właściciel był przerażony. W tym momencie w samochodzie nie było nikogo. Jurek stał na polu, a on sam stał oparty o samochód zastanawiając się co może być przyczyną takie sytuacji i co mają teraz zrobić. Jurek wrócił na drogę i spokojnie powiedział "możemy jechać dalej". Innym razem ten sąsiad pomagał im przy budowie (chodziło o dom lub zakład produkcyjny - nie pamiętam dokładnie). Nadzorował ekipę budowlaną. W tamtych czasach na budowach więcej się piło niż murowało, więc taki nadzór prowadzony przez zaufaną osobę był dla właścicieli stawianego budynku wybawieniem. Nagle pracownicy budowlani zobaczyli "kogoś" - jakąś postać, która biegała dookoła budynku, ale... po ścianach. Biegała prostopadle do tychże ścian. Kiedy otrząsnęli się z pierwszego szoku, każdy z nich (ten sąsiad także) złapał za to co miał pod ręką (łopaty, szpadle, kilofy, młotki) i wszyscy zaczęli biec w kierunku budynku, żeby "to coś" złapać. Postać nagle wbiegła do środka i uciekła na strych. Kiedy mężczyźni tam wbiegli nikogo tam nie było. Ta postać nie miała tam szansy na jakąkolwiek drogę ucieczki, ale mimo tego strych był pusty.

 

Rozmowa mojego ojca z Ewą i tym przyjacielem ich rodziny przeciągnęła się do wieczora. Kiedy postanowił wracać do domu i był już za bramą wjazdową zobaczył podjeżdżającą taksówkę z łódzkimi numerami rejestracyjnymi. Z taksówki wysiadł Jurek. Popatrzył na mojego ojca, przechylił głowę i spokojnym głosem zapytał "I co? Fajnie się gadało z moją żoną?". Mój ojciec przestraszył się, mając świadomość jak dwuznacznie mogło to wszystko wyglądać. Zaczął tłumaczyć Jurkowi skąd wzięła się jego obecność u nich w domu. Jurek przerwał mu z uśmiechem i powiedział "Spokojnie panie Darku, ja wiem wszystko". Okazało się, że Jurek bez problemu mógł dowiedzieć się o tym co działo się w każdym miejscu, o którym pomyślał. Na pytanie jak to robi odpowiadał, że po prostu wie. Powtórzył (ze wszystkimi szczegółami takimi jak "kto, gdzie stał") całą rozmowę mojego ojca z Ewą i ich przyjacielem. Jak sam mówił, nie słyszał jej w czasie rzeczywistym, ale kiedy tylko o niej pomyślał to znał cały jej przebieg. Poprosił też mojego ojca o to, żeby ten wszedł jeszcze do nich na chwilę.

Rozmawiali do późnych godzin nocnych. Jurek powiedział mu sporo o sobie. O tym, że […] i jego ojciec byli potwornie poróżnieni, ale nikt nie wie dlaczego.

[…]

Kiedy mój ojciec wspomniał o tym, że prawdopodobnie jej pracę okazały się być plagiatem i kompilacją prac różnych autorów, Jurek był załamany i odpowiedział tylko "Teraz zabiłeś mi ćwieka. Zniszczyłeś mnie." Jak wspominałem, moi rodzice są głęboko wierzącymi Świadkami Jehowy (ja choć bylem tak wychowywany nigdy nie byłem do tego przekonany - dużo bliżej mi do buddyzmu, choć wiązanie się z jakąkolwiek zorganizowaną religią budziło we mnie zawsze wewnętrzny sprzeciw) i za każdym razem kiedy mówił "Jehowa" Jurek odchylał do tyłu głowę a z gardła wyrywało mu się coś jakby zduszony krzyk. Wspominał też o tym, że zawsze śpi przy zapalonym świetle. Ten "drugi on" nie robił mu krzywdy, ale często wchodził z nim w różnego rodzaju spory natury filozoficznej.

Ojciec wyszedł od […] późną nocą. Z budki telefonicznej zadzwonił do mamy i poprosił ją o to, żeby modliła się za niego bo jest przerażony i boi się powrotu do domu.

Po tym zdarzeniu razem z mamą postanowili zerwać kontakty z […] i i nie współpracować już z nimi.

Kilka miesięcy później ojciec przypadkowo spotkał Ewę w Lublinie. Okazało się, że historia miała swój ciąg dalszy. Jurek (o ile dobrze pamiętam) pochodził ze Śląska, a ponieważ zbliżały się jego urodziny, Ewa postanowiła wyprawić je w jego rodzinnych stronach. Impreza urodzinowa miała odbyć się w weekend - kilka dni przed właściwą datą. Umówili się z Jurkiem, że ona pojedzie tam wcześniej i wszystko zorganizuje, a on dojedzie bezpośrednio na imprezę. Jurek miał też po drodze załatwić jakieś biznesowe sprawy (chyba w okolicach Warszawy). Jadąc już na południe miał wypadek samochodowy - zginął na miejscu. Co ciekawe, milicja nie miała pojęcia jak do tego wypadku mogło dojść. Nie pamiętam jak to wyglądało w szczegółach, ale w zasadzie nie można było dojść do tego kto ten wypadek spowodował. Z tego co wiem było to wręcz niewytłumaczalne. Dodatkowo, okoliczni mieszkańcy słyszeli potężny wybuch. Tak silny, że starsi pamiętający wojnę mówili o tym, że brzmiało to jak wybuch bomby podczas nalotów. Żaden z samochodów nie wybuchł ani nie spłonął. Natomiast Mercedes Jurka nadawał się jedynie do kasacji. Jurek został pochowany kilka dni później - w dzień 40-tych urodzin (tych, o których mówił "Drugi Jurek"). Jakiś miesiąc później Ewę obudził w środku nocy dźwięk podjeżdżającego pod dom samochodu. Była w domu sama. Słyszała dokładnie taki sam dźwięk jaki wydawał silnik ich Mercedesa i dość mocne trzaśnięcie drzwiami - takie w stylu Jurka. Nie rozumiała co się dzieje - samochód przecież poszedł do kasacji. Po chwili, z dołu domu dobiegł do niej dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Pies, który spał z nią, poderwał się i zaczął szczekać. Na schodach słyszała charakterystyczne kroki Jurka. Po chwili otworzyły się drzwi i w progu sypialni stanął Jurek. Pies podbiegł do niego i zaczął się cieszyć. Jurek bardzo silnie go kopnął. Kopnięcie było tak silne, że psa odrzuciło na kilka metrów po czym wczołgał się ze strachu pod łózko. Jurek zaczął szukać czegoś w szufladach i potwornie przy tym przeklinał. Przerażona Ewa jedyne co potrafiła powiedzieć to "Czy tak bardzo znienawidziłeś mnie za życia, że również po śmierci musisz mnie straszyć?". Jurek zatrzymał się wtedy. Spojrzał na Ewę i wyszedł z pokoju bez słowa. Z tego co mówiła Ewa nigdy więcej już się nie pojawił. Rodzice nigdy więcej nie mieli też z nią kontaktu. Ponoć (choć to nie jest pewna informacja) miała wyprowadzić się do Kanady.

 

I teraz moje pytanie:

Czy to było opętanie, czy coś innego czego zrozumieć się nie da? Czy miało to związek z siłą demoniczną (mój ojciec jako wierzący mógł tak to odbierać), czy też bliżej było temu do istot, które z demonizmem nie mają nic wspólnego, ale z typowo ludzką naturą także nie.?

 

 […] Piszę do Was, ponieważ ostatnio nawiązałem kontakt z człowiekiem który opisał mi ciekawą historię - przytaczam poniżej. Czy Nautilus byłby zainteresowany dalszym researchem? Mieszkam w Krakowie - mogę spotkać się z tym Panem i podjechać na miejsce.

"czesc...ja widzialem cos..co nalezy do niewyjasnionych..

krzeszowice...dom jednorodzinny blisko lasu..obok obiekt przezroczysty szaroniebieski w ksztalcie samolotu bez skrzydel i okien....wisial,,..nieruchomo obok okna domu..olbrzymi..wielkosci domu jednorodzinnego jednopietrowego..”

“.....byl obiekt zawieszony obok domu jednorodzinnego..wracalem z krzeszowic z pracy do domu z zona..zona prowadzila samochod..ja caly czas obserwowalem...poczatkowo sadzilem ze to chmura..lecz chmury rozplywaja sie..

to caly czas tkwilo w tym samym miejscu...caly czas bez zmian..na wysokosci okna domu..obok lasu..

przezswitujace??szaroniebieskie..samolot bez skrzydel z ogonem..bez okien..

tak jak niektorzy sympatycy ufo opowiadaja..

mam 50 lat..abstynent...prowadze mala firme wiec na pierdoly nie mam czasu..ale to wydarzenie mna wstrzasnelo.."

Pozdrawiam serdecznie,

[…]

 

 

 

-----Original Message-----

From: […]

Sent: Thursday, October 10, 2019 2:24 PM

To: Nautilus

Subject: Orby - nagranie z fotopułapki

 

Witam serdecznie, nazywam się Krzysztof Twardowski, przesyłam moje nagranie z mojej fotopułapki, zamieściłem je na moim kanale YouTube:

 

 

Od urodzenia mieszkam w warszawskiej dzielnicy Ursynów, przez niespełna

40 lat życia poznałem tę dzielnicę prawie na wylot, łącznie z wchodzącym w jej skład dobrostanem flory i fauny, który lubię odwiedzać.

 Miejsce, z którego pochodzi nagranie to miejsce, które co podkreślam i co mnie zaskoczyło, jest bardzo niechętnie odwiedzane przez wszelkie zwierzęta, choć ja w nim przebywając nigdy nie czułem niczego niepokojącego.

 Temat orbów jak Państwo wiedzą jest dość kontrowersyjny, są lepsze nagrania od mojego, ale mimo wszystko wysyłam jako ciekawostkę.

 […]




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 50 66
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 66

szukaj:  

Najbliższy czat z FN

Zapraszamy do najnowszego Live-Czatu FN! Przedstawimy najnowsze informacje w sprawie kilku wybranych naszych projektów, a także postaramy się odpowiedzieć na wybrane pytania naszych sympatyków. Do usłyszenia 1 grudnia o godz. 10.00 rano !

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN: [...] Dzień dobry,  Wizerunek  istoty Thao skojarzył mi się ze zdjęciem kobiety z wrześniowego live-chatu - przypuszczalnie było to zdjęcie Waszej teleobserwatorki. Skupiam się tylko na oczach i ich oprawie.   Pozdrawiam - Abe11 [...] 

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pt, 8 lis 2019 08:51 | [wiadomość dostaliśmy 7 listopada 2019] godzina około 17;20 przedmieście Jarocina dwa białe światła na niebie działo się coś może co mogło by to wytłumaczyć ? 4 świadków punkty znikły w dosłownie jednej chwili masakra proszę o kontakt co to mogło być może dostaliście podobne zgłoszenie ??

Dziennik Pokładowy

Środa, 2 października 2019 |  Jeden z moich znajomych powiedział, że czytając serwis Fundacji Nautilus wiele lat temu doznał czegoś, co nazwał ‘przebudzeniem’. To był jeden tekst, który zmienił całe jego życie, gdyż przed tym tekstem nie brał pod uwagę, że istnieje reinkarnacja, a po jego lekturze już był pewien, że wędrówka dusz jest prawdą.  Podobnie było z naszą drogą do filozofii Zen.

czytaj dalej

FILM FN

UFO NA BARLINKIEM - 24 czerwca 2019

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.