Dziś jest:
Środa, 27 maja 2020

To, że potrafimy przyzwyczaić się do otaczających nas tajemnic, samo w sobie jest tajemnicą [...].
/Ian McEwan — Marzyciel (Prześladowca)/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Mój sen o umieraniu
Nie, 19 kwi 2020 01:48 komentarze: 2 czytany: 1953x

[...] Szanowna Fundacjo, od okolic przedświątecznych zbierałem się z zamiarem skreślenia kilka słów dla was względem snu, który pomimo że był dość dziwny sam w sobie to niósł spokój i ... nadzieję? A tego w tych ciekawych czasach potrzeba nam chyba ponad wszystko. Do rzeczy. Aby zawrzeć cały przekaz na wstępie muszę zaznaczyć, że w okresie poprzedzającym sen nie myślałem zupełnie o tego typu rzeczach.......

czytaj dalej

[...] Szanowna Fundacjo, od okolic przedświątecznych zbierałem się z zamiarem skreślenia kilka słów dla was względem snu, który pomimo że był dość dziwny sam w sobie to niósł spokój i ... nadzieję? A tego w tych ciekawych czasach potrzeba nam chyba ponad wszystko. Do rzeczy. Aby zawrzeć cały przekaz na wstępie muszę zaznaczyć, że w okresie poprzedzającym sen nie myślałem zupełnie o tego typu rzeczach i dlatego sen wydał mi się z tego powodu jeszcze bardziej hmmm... Szczególny? Sen był też dziwny pod względem przekazu bo był bardziej przekazem symboli i odczuwalnych przeżyć niż ciągłego widzenia w śnie że coś się dzieje.

Mogę go chyba porównać nawet do jakiegoś typu rozmowy? Do brzegu! Owy sen zaczyna się od tego że pamiętam zadanie przez siebie pytania w chyba pustkę bo nic nie widziałem. Była tylko świadomość pytania bardzo dziwnego: jak to jest umierać? Poczułem wtedy nagle w sobie jakby coś mnie próbowało ścisnąć czułem się źle i czułem że ten dyskomfort zwiększa się coraz bardziej aż staje się nieznośny sam w sobie do wytrzymania. Nagle poczułem coś jakby mocne uderzenie adrenaliny?

Takie jak mamy przy skoku z większej wysokości np. na bungee i uderzenie ciśnienia? Pędu powietrza? Jakby w ciągu sekundy coś mnie wyrzuciło z katapulty. Co dziwne w tym samym momencie to nieznośne uczucie pogarszającego się mojego stanu zostało odcięte i poczułem jakbym miał nagle energię jak małe dziecko bez trosk, które jest właśnie w ferworze jakiejś zabawy albo dostało prezent i jest najszczęśliwsze na świecie. Wielka ulga i endorfiny. I teraz pojawia się pierwsza rzecz którą pamiętam jako obraz z tego snu. Mianowicie ukazało mi się jajko, które jest przelewane z jednej skorupki do drugiej i koniec snu.

Obudziłem się dość oszołomiony nie tylko treścią się i formą snu gdzie był to bardziej festiwal myśli i odczuć niż obrazów które pojawiły się na końcu. Totalnie abstrakcyjne na początku było dla mnie białko z żółtkiem przelewane z łupinki do łupinki. Sen nie dawał mi spokoju jednak cały dzień a była Wielkanoc. Dopiero wieczorem jakby mnie olśniło i kropki się połączyły. Wielkanoc, zmartwychwstanie Jezusa i symbolika jajka jako nowego życia i co więcej przelewania z łupinki do łupinki - kolejne wcielenia duszy!

Całość nagle okazała się nagle tak inteligentnym przekazem i odpowiedzią na moje pytanie które nie wiem skąd się wzięło w mojej głowie. To tyle moi drodzy. Mam nadzieję że mój przekaz chociaż na chwilę spowoduje zapuszczenie uśmiechu na waszej twarzy. Pozdrawiam Fundację. Załogant [...]


From: [...]
Sent: Friday, April 17, 2020 8:42 PM
To: nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Sen

Witam Załogę
Od jakiegoś czasu miałem zamiar napisać do was co myślę na temat ,,linkowców,, i inne tego typu wynalazki ale ostatnie artykuły po prostu trafiają w sedno.
Szczególnie chce podziękować za ostatnie artykuły które ukazały się w ostatnich tygodniach.
Jeżeli ten mail dotarł by do Kapitana przed spotkaniem z panem Igorem to proszę mu przekazać że to co napisał w najnowszej książce ,,Przemiany na ziemi,, a mianowicie że w poprzednich wcieleniach był kapłanem to chyba bym nie uwierzyl gdyby nie moj sen gdy jeszcze przed ukazaniem się Instrukcji 15 i 16 tomu Instrukcji Przebudzenia.
Śniło mi się wtedy że już je zakupiłem i byłem bardzo szczęśliwy z tego powodu.
A jeszcze chce podać jeden interesujący sen który związany jest z śmiercią mojej babci.
Otóż moja babcia odeszła na drugą stronę w piątek 10.04.2020 w godzinach wieczornych.
Natomiast ja miałem sen z wtorku na środę o którym powiedziałem mojej mamie i bratu.
To było w srode rano przy porannej kawie gdy tak po prostu powiedziałem ,,a babcia mi się śniła,,
I pokazałem im jak kto wyglądało.
A wyglądało to że babcia szła swoim chodem (takim bardzo bardzo powolnym) a za chwilę się wyprostowala i poszła dalej chodem zdrowego człowieka.
Dodam że babcia miała taki specyficzny chód taki noga za noga i co parę minut przerwa bo czuła zmęczenie.

Pozdrawiam
Załogant [...]



Witam serdecznie Fundację Nautilus !

Właśnie przeglądałem opis swojego snu z 2019 roku pt. ,,Mój sen z udziałem Obcych ".          I muszę powiedzieć że wielokrotnie się zastanawiałem czy ten sen nie był przypadkiem zapowiedzią czegoś złego co może nas  ludzi spotkać. To co wydarzyło się na świecie w postaci nadejścia koronawirusa mogło być właśnie tym co nas obecnie spotkało. Może warto przypomnieć załogantom ten opis w którym podkreśliłem te ostrzeżenia.
Pozdrawiam[...]

Witam serdecznie !
Chciałby jedynie dodać że ten opis snu był prze Fundację Nautilus publikowany  w 2019 r ale jakże pasuje do obecnej sytuacji w związku z panującym koronawirusem.
Pozdrawiam [...]



Mój sen z udziałem 'obcych'

 
[...] Witam serdecznie załogę Fundacji Nautilus i Wszystkich zainteresowanych zjawiskami nie znanymi nie wyjaśnionymi na które napotykamy się każdego dnia. Chciałbym opowiedzieć sen, który po przebudzeniu mnie przeraził i pomyślałem sobie oby nigdy się nie spełnił. Wszyscy rozmawiają o wydarzeniach związanych z UFO, o obserwacjach pojazdów na naszym niebie. Nasze nastawienie i nasz umysł chyba nie jest jeszcze przygotowany na to spotkanie z ,,Obcymi”. Przyśniło mi się, że byłem na swojej działce letniskowej  na wschodnich terenach  Mazowsza. Wstaję i wychodzę z domu na zewnątrz. Jest jeszcze ciemno, ale z oddali widać nadchodzący świt.
I nagle na granatowym niebie widzę zawieszone bardzo nisko nad ziemią (ok.300 metrów)  obiekty obcych cywilizacji. Jest ich tak dużo, że patrzenie na nie sprawia przerażenie. I ten charakterystyczny jasnożółty ostry snop światła rzucany z każdego z obiektów na okolicę. Tylko światła i światła. Ja stoję i  patrzę się w górę, nie mogę o tych świateł oderwać wzroku.  Zastanawiam się - czy to już koniec. Czy tą manifestację tylko ja widzę, gdzie są ludzie, czy wszyscy jeszcze śpią. Nikogo nie widzę na podwórku.  I ta niesamowita cisza, która jakby zapowiadała chyba coś  złego. Na niebie jakby zaczęło się rozwidniać, a one nadal wisiały nieruchome i bezszelestne nad okolicą. Na co czekają ?. Nie widać ani słychać żadnych ptaków- gdzie one są. I ta ciągła niesamowita, przygnębiająca cisza.
Tak wygląda jakby ,,coś” miało za chwilę się wydarzyć coś miało nadejść. Pomyślałem sobie oby jeszcze nie teraz, jeszcze nie dzisiaj. Rozglądam się za siebie, ale nie widzę nikogo ze swojej rodziny, nie wiem gdzie oni są – czy tylko ja zostałem ?.  Te światła z obiektów cały czas rozświetlają okolicę. Bałem się  bo  wiedziałem, że nie ma możliwości cofnięcia tego wszystkiego. Skoro ,,Oni” mają takie możliwości to my nie mamy żadnych. I wtedy przerwałem ten sen, bo w sytuacjach trudnych , niebezpiecznych potrafię to zrobić.
Teraz siedzę w domu szczęśliwy i zadowolony że świat jest piękny, świeci słońce, otacza nas przyroda a w niej fruwają ptaki, te których mi brakowało w czasie snu. Zastanawiam się, czy ten sen jest zapowiedzią dla ludzkości nadchodzącej fali czegoś co ma się wydarzyć. W tym śnie nie czułem się bezpieczny a ich obecność raczej zapowiadała zło. Szczerze mówiąc , zawsze przeczuwałem a nawet wiedziałem że nie jesteśmy sami. ,,Oni” są i zawsze byli. Prawdę mówiąc od dawna czekałem na jakiś od nich sygnał, może znak, który by potwierdził ich obecność. A może sny przytaczane przeze mnie poprzez FN są właśnie tą zapowiedzią? Ten sen śnił mi się niedawno, dwukrotnie. Za każdym razem to zdarzenie wracało z tym samym przerażeniem i strachem. Wiem, że jest to dla nas  tak nieznane, niesamowite, że  nikt by się nie odważył na bezpośredni kontakt z ,,Obcymi”.
Dobrze się stało, że Fundacja Nautilus, zajmuje się tymi zjawiskami, naszymi snami, które możemy opowiedzieć bo mogą być zapowiedzią czego co może nas spotkać w nadchodzącej przyszłości. Sny są tak podobne do innych cytowanych. Czy to przypadek?                                                    
 
Pozdrawiam [dane do wiad. FN]

 



Witam Kapitana i cała Załogę!
Wczoraj przeczytałem bardzo ciekawy artykuł w Nieznanym Świecie - bodaj na 65 str. - numer kwietniowy miesięcznika. Artykuł dotyczył czegoś zupełnie dla mnie nowego tj. faktu, iż rok 2020 z punktu widzenia numerologii jest rokiem tzw. autobiograficznym. To jest dla ścisłości nie sam rok, a liczba 2020 jest właśnie autobiograficzna. Z tym pojęciem spotkałem się po raz pierwszy w życiu. Niezwykłość tej liczby polega na tym, iż jest łącznie tylko siedem liczb autobiograficznych! Dla jasności cyfr mamy przecież tylko dziesięć (od 0 do 9) zaś liczb nieskończenie wiele. A przywołanych liczb autobiograficznych jest właśnie tylko siedem!

Zatem są one niezwykle rzadkie i mają w sobie coś... niezwykłego, z pogranicza nieznanego. Otóż liczba biograficzna to taka liczba w której pierwsza cyfra oznacza liczbę zer, druga cyfra oznacza liczbę jedynek, trzecia cyfra oznacza liczbę dwójek, czwarta cyfra oznacza liczbę trojek itd. Ponadto suma danej liczby autobiograficznej musi być sumą ilości cyfr takiej liczby.

Oczywiście suma w rozumieniu numerologicznym. Stąd działanie 2020 to numerologicznie 4 bo 2+0+2+0 daje 4. Zatem ogólna liczba cyfry wynosi w tym przypadku 4 cyfry całej liczby "2","0","2","0". należy przy tym zauważyć za autorem przywołanego artykułu Nieznanego Świata, iż to, że rok 2020 jest właśnie "autobigraficznym" nasępiło po raz drugi w naszej historii! Pierwszym rokiem tego typu był rok 1210, tak więc miało to miejsce dokładnie 810 lat temu! Zaś następny rok "autobiograficzny" nastąpi dopiero za... 19.180 lat!!! tak więc prawdopodobieństwo przetrwania naszego podłego ze wszech miar gatunku oceniam do tego czasu jako bliskie zeru. Wracając do samej liczby autobiograficznej i jej niezwykłości choćby z punktu widzenia jej rzadkości ma wg mojej oceny w sobie absolutnie coś magicznego.

Numerologia jest traktowana przez współczesną "klasyczną" naukę jak coś "gorszego", niegodnego uwagi. Tak jak zresztą astrologia, która obok numerologii jest traktowana jako "paranauka". Wyśmiewana i kompromitowana na wszelkie możliwe sposoby. Problem tylko polega na tym, iż owa astrologia ma setki lat więcej niż chrześcijaństwo! Tak więc można między bajki włożyć, iż coś co jest totalną głupotą, kretynizmem przetrwało by całe tysiąclecia gdyby nie było w tym choć w części prawdy! Ta sama uwaga dotyczy numerologii. Interesuję się wszystkim co "nieznane" od wielu, wielu lat, niemniej o liczbie autobiograficznej przeczytałem po raz pierwszy w życiu wczoraj i wtedy doznałem "olśnienia".

Okazuje się, że to co teraz jest wokół nas (mam na myśli oczywiście to całe szaleństwo związane z koronawirusem) nie jest przypadkiem! Oczywiście ktoś powiedzieć może zbieg okoliczności, ale ja wykluczam taką możliwość bowiem ilość tzw. nielogicznych przypadków a tak naprawdę przejawów synchroniczności o której pisze Jung w moim życiu była tak ogromna, że dnia by mi nie starczyło aby je tu przytoczyć.

Zresztą takich zdarzeń synchronicznych w życiu każdego człowieka jest co niemiara, ale problem polega na tym, iż 99% populacji naszego podłego gatunku jest skoncentrowana na tym jaka promocja jest w Biedronce, Netto, Auchan czy innym HM-ie, a nie na tym np. że nie widzieliśmy kogoś 20 lat, a pomyśleliśmy o nim przez ułamek sekundy rano przy kawie i tego człowieka spotykamy tego samego dnia na ulicy "przypadkiem" w centrum dużego miasta. Owe 99% populacji homo sapiens beznamiętnie wzrusza ramionami i mówi "ale przypadek" i idzie dalej bezwiednie przed siebie, nie wiadomo dokąd i po co. A to przecież krzyk kosmosu! Chłopie/dziewczyno ogarnij się! Drzemy mordę do Ciebie! :)

Wybaczcie za takie określenie proszę. Ale wróćmy do meritum. Otóż chciałbym Wam zadać pytanie postawione we wspomnianym, najnowszym numerze NŚ. To jest co wydarzyło się (z naszego punktu widzenia oczywiście tj. załogantów Nautilusa, czy jak kto woli czytelników NŚ) w roku 1210? Poza tym chciałbym zadać pytanie, czy w ogóle zajmowaliście się liczbą autobiograficzną?! Gdybyście znaleźli chwilę na udzielenie odpowiedzi będą bardzo wdzięczny. Serdecznie pozdrawiam Kapitana oraz całą Załogę Okrętu ze Szczecina:)

[...]

Witam.
Właśnie wszedłem na stronę mojej parafii. Okazuje się, że mają transmisje na żywo. Proszę chwilę poobserwować transmisję po zmrku, obiektów zwanych przez Was ORBS jest co niemiara.
Pozdrawiam.




zwiń tekst



Zły omen w dniu zaginięcia Iwony Wieczorek.
Czw, 16 kwi 2020 05:18 komentarze: 4 czytany: 2288x

Zaginięcie Iwony Wieczorek to jedna z najbardziej zagadkowych spraw ostatnich lat w Polsce. Najnowsza książka Jarosława Szostaka przynosi nowe informacje na ten temat. Jedną z nich ujawniła mama zaginionej w 2010 roku kobiety.- Nie mówiłam dotychczas nikomu o tym. Mieliśmy wtedy w pokoju takie duże drzewko, fikus benjamin. Był naprawdę duży, jak choinka. W dniu, gdy zaginęła Iwona, w czasie jednej.......

czytaj dalej

Zaginięcie Iwony Wieczorek to jedna z najbardziej zagadkowych spraw ostatnich lat w Polsce. Najnowsza książka Jarosława Szostaka przynosi nowe informacje na ten temat. Jedną z nich ujawniła mama zaginionej w 2010 roku kobiety.

- Nie mówiłam dotychczas nikomu o tym. Mieliśmy wtedy w pokoju takie duże drzewko, fikus benjamin. Był naprawdę duży, jak choinka. W dniu, gdy zaginęła Iwona, w czasie jednej nocy wszystkie liście z niego opadły. Wstaję rano, a tam pełno liści. Zaczęłam je zamiatać i sama siebie pytałam, co się stało. Umarło drzewo. Ja po prostu nie wiedziałam, co mam zrobić. I przez cały czas to drzewko gdzieś tam mi chodzi po głowie - ujawniła w książce Jarosława Szostaka mama Iwony Wieczorek.




Przypomnijmy, że we wtorek, 18 grudnia, wznowiono poszukiwania Iwony Wieczorek. Funkcjonariusze nie zdradzają miejsca poszukiwań. Wiadomo tylko, że jest to obszar, który do tej pory nigdy nie był sprawdzany. Miejsce poszukiwań zostało wyznaczone na podstawie najnowszej opinii biegłego. Policja pomorska opublikowała film z poszukiwań.

Iwona Wieczorek zaginęła w nocy, z 16 na 17 lipca w 2010 roku w Gdańsku. Do dziś, mimo pracy policji, zaangażowaniu Krzysztofa Rutkowskiego i jasnowidza Jackowskiego, wciąż nie wiadomo co się z nią stało.

poniżej jeszcze opis snu przysłany kilka dni temu przez naszego czytelnika.

[...] Witam
Witam Interesuje mnie sprawa Iwony Wieczorek. Co jakiś czas oglądam informacje i przebieg jej podróży do domu. Iwona śniła mi się 2 razy raz śniła mi się żebym razem z nią szedł. 2 Sen który mi się śnił. Ze stała koło żółtego domu ten dom znajduje się w Lesie.  Była koło tego domu z mężczyzną myślę ze z jej znajomym wiek mężczyzny 23 Lata. Czekali na kogoś kto wychodził z Lasu myśle wiek 30 lub ponad 30 lat. Iwona z tym  z którym czekała musiała tego trzeciego dobrze znać i mu ufała.  Mężczyzna wychodzący z lasu jest kimś bardzo znanym albo kimś ważnym tak mogę ocenić po wyglądzie chociaż ten sen był w tamtym roku .Budynek był Nowoczesny  kolor Żółty lub Pomarańczowy przed płotem był spływ kanalizacyjny
Powyzej Lasu Była Pusta przestrzeń zero lasu Las był po bokach
Musiałem do was napisać bo ten sen ciąży na mnie chciałbym żeby się odnalazła
A tutaj mój rysunek:





zwiń tekst



Niezwykły sen z udziałem... obcych istot!
Śr, 15 kwi 2020 06:40 komentarze: brak czytany: 1656x

Witam, Dzisiaj w nocy ( 12/13 kwietnia 2020) miałam bardzo dziwny sen, tym dziwniejszy, że mój małżonek przyśnił pierwszą połowę - a ja drugą :-)  Sen mojego małżonka - jesteśmy oboje w pobliżu jakiegoś jeziora nad którym położony jest wielki stary dom. W pobliżu jest las, a nad koronami drzew unosi się dziwny pojazd. Co najdziwniejsze, mój mąż kompletnie nie pamięta co dzieje się dalej w tym.......

czytaj dalej

Witam, Dzisiaj w nocy ( 12/13 kwietnia 2020) miałam bardzo dziwny sen, tym dziwniejszy, że mój małżonek przyśnił pierwszą połowę - a ja drugą :-)  Sen mojego małżonka - jesteśmy oboje w pobliżu jakiegoś jeziora nad którym położony jest wielki stary dom. W pobliżu jest las, a nad koronami drzew unosi się dziwny pojazd. Co najdziwniejsze, mój mąż kompletnie nie pamięta co dzieje się dalej w tym śnie. Za to ja nie pamiętam początku snu - ale za tą drugą część - jak najbardziej :-)

Mój sen - w moim śnie staje się teleobserwatorem. Mój umysł wnika w ściany domu i widzę, że miesza tam dosyć bogata 3 pokoleniowa rodzina. Najbardziej intersującym członkiem jest dla mnie mała dziewczynka. Ona ma w swoim zyciu jakąś ważną rolę do odegrania. Jej dziadkiem jest wpływowy biznesmen. Z kolei jej rodzice wiodą płytkie życie utracjuszy dla których życie równa się jeden wielki konsumpcjonizm.

Dziewczynka czuje się samotna. Ma bardzo dobry kontakt ze zwierzętami. Zdaje się, że ma jakieś umiejętności uzdrawiające. Bardzo szybko biega. W tym dniu, gdy ja śnię ten sen - dziewczynka słyszy w swojej głowie, że ma udać się do pustego pokoju, chyba w pobliżu strychu. To obcy ją wzywają. Z tego pojazdu. Czuję jej wielki strach. Mimo przerażenia udaje się na górę do tego pokoju. Widzę ją - na moment nawet wchodzę w jej głowę. Prosi, aby obcy chodź na moment się jej ukazali.

Przybysze z kosmosu spełniają jej prośbę na bardzo krótką chwilę. Już siedzą w pokoju. W kręgu. Mają białe kombinezony, smukłe twarze, chyba ciemniejszego koloru od naszych. Czarne oczy w kształce migdałów. Mówią telepatycznie do dziewczynki, że w naszym społeczeństwie ludzkim jest jakiś defekt. My nie rozumiemy pewnej ważnej rzeczy. Nie mogą nadziwić się społecznej nierównośći - między ludźmi oraz między ludźmi a zwierzętami. Jak to możliwe, że pewne jednostki zagarniają dla siebie wszystko, a inni muszą za nich pracować i ledwo mogą ze swojej pracy wyżyć. To jest wbrew kosmicznemu prawu.

Ci, co dostają więcej - powinni czuć się odpowiedziali za rozwój innych, a nie tylko ich wyzyskiwać. Nie może być tak, że ktoś zagarnia dla siebie wszystko - pieniądze, a nadmiar wolnego czasu przeznacza tylko dla siebie, gdy inni ciężko tyrają i nie mają nawet czasu na odpoczynek i regenerację. To samo dotyczy stosunku ludzi do zwierząt. Ludzie uważają, że wszystko im się należy, gdy są predysponowani właśnie do pomocy istotom mniej rozwiniętym od siebie. Na tym polega ewolucja duchowa.

Bardziej rozwinięci pomagają mniej rozwiniętym. Dziewczynka stara się zrozumieć obcych przybyszy. Obiecuje, że wiadomość od nich przekaże dalej. W głębi duszy wstyd jej za swojego dziadka biznesmena i swoich rodziców. Po zakończeniu spotkania wychodzi z pokoju i dzwoni po jakiegoś znajomego dziennikarza - chyba jakiegoś wujka. Niestety, gdy ten pojawia się u niej w domu, a ta próbuje przekazać dziennikarzowi treść od obcych - przeszkadza jej w tym jej dziadek biznesmen. Wygania ją i szydzi z jej opowieści. Dziewczynka ucieka. Goni ją ten dziennikarz i jakiś pies. Nikt nie może jej dogonić. Pies pada ze zmęczenia. Wtedy ona się zatrzymuje i pomaga mu. Jej ręcę mają cudowne moce uzdrawiania. Na tym zdarzeniu kończy się mój sen....

[...]





zwiń tekst



SEN I MAGICZNA SIŁA PRZEZNACZENIA - HISTORIA Z OBOZU W OŚWIĘCIMIU
Sob, 11 kwi 2020 14:33 komentarze: 5 czytany: 2693x

Szanowna FN [...] dostarczane mi są różne rzeczy do czytania, ostatnio kilka dotyczących holocaustu i tak pomyślałam sobie, że może spróbuję napisać mały tekst dla Nautilusa opierając się na dwóch, czy trzech historiach ludzi, którzy przebywając w obozie koncentracyjnym, pomimo całkowitego załamania zasad moralnych, morderczej, wyniszczającej pracy, głodu, chorób, braku perspektyw na jeszcze normalne.......

czytaj dalej

Szanowna FN [...] dostarczane mi są różne rzeczy do czytania, ostatnio kilka dotyczących holocaustu i tak pomyślałam sobie, że może spróbuję napisać mały tekst dla Nautilusa opierając się na dwóch, czy trzech historiach ludzi, którzy przebywając w obozie koncentracyjnym, pomimo całkowitego załamania zasad moralnych, morderczej, wyniszczającej pracy, głodu, chorób, braku perspektyw na jeszcze normalne życie, które wiedli wcześniej, znajdowali jednak w sobie siłę na akty bohaterstwa, ponieważ w ich maltretowanych psychicznie i fizycznie ciałach przetrwały uczucia silniejsze od głodu i obezwładniającego strachu, a tymi uczuciami była miłość.

Mogłoby się wydawać, że nie są to historie dla Nautilusa, ale po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że może przykłady tych ludzi dadzą niektórym czytelnikom Nautilusa nadzieję i siłę, że ten trudny czas pandemii koronowirusa, który przeżywają obecnie bojąc się zarówno zarażenia jak i utraty źródła dochodów jest czasem trudnym, ale że byli ludzie, którzy żyli w czasie największego dramatu naszej cywilizacji- w czasie drugiej wojny światowej i mimo tego znajdowali w sobie siłę, aby żyć pomimo wszystko. To dzięki miłości szeroko pojętej, która jest najpotężniejszą siłą w całym Wszechświecie.

[...]


[...] w tej głównej historii występuje opis snu, który popchnął głównego bohatera do działania, a także po latach niezwykły zbieg okoliczności, a raczej przeznaczenie. Historia dotyczy Jerzego Bieleckiego i Cyli Cybulskiej. Jerzy Bielecki trafił do obozu transportem z Tarnowa 14.06.1940 roku po tym jak został schwytany przez Niemców podczas próby przedostania się poprzez Węgry do Francji, gdzie zamierzał wstąpić do polskich sił zbrojnych. Zamiast tego znalazł się w Oświęcimiu. Miał wtedy 19 lat.


Cyla Cybulska i Jerzy Bielecki w młodości

Otrzymał tzw."stary numer" 243. W obozie udało mu się przetrwać 4 lata i 5 tygodni, gdzie ciężko pracował między innymi przy budowie ogrodzenia, budowaniu baraków, ulic, a następnie w młynie i magazynach zbożowych. To pozwoliło mu poznać doskonale obozowe realia, a także co było niezmiernie ważne nawiązać znajomości wśród innych więźniów zdobywając wzajemnie zaufanie. Posługiwał się również biegle językiem niemieckim. Nagle pewnego dnia jak wspominał po latach "Gdy wokół panowała śmierć, mnie spotkała miłość".

Kobietą tą okazała się pochodząca z Łomży Cyla Cybulska. Do Auschwitz-Birkenau trafiła w styczniu 1943 roku." Do obozu przywieziono całą moją rodzinę, tzn. mamę Felę, ojca Mordechaja, starszego brata Jakuba, młodszego Natana, oraz 10-letnią siostrę... Uznano mnie za zdolną do pracy. Z naszej licznej rodziny tylko ja jedna pozostałam przy życiu. Wszyscy pozostali zginęli" wspominała po latach.

W ciągu jednego dnia straciła wszystkich bliskich - otrzymała numer 29558. Poznali się w pralni w Auschwitz, gdzie Cyla przebywała wraz z grupą innych więźniarek. Jerzy Bielecki wspominał, że od pierwszego spojrzenia coś zaiskrzyło pomiędzy nimi. Na początku rozmawiali ze sobą przez szpary w ścianach baraku, następnie wyczekiwali na moment, podczas gdy esesmani szli na obiad, na chwile, które mogli spędzić razem, chwycić się za dłonie, pogładzić po policzkach, pocałować, opowiedzieć sobie nawzajem o swoich wspomnieniach z życia, które wiedli wcześniej. Pomagało im to choć na moment uciec od straszliwej codzienności.

Oboje marzyli o wspólnej przyszłości i czuli, że miłość wypełnia ich z każdym dniem coraz mocniej. Kominy krematoriów tymczasem  dymiły bez przerwy, oboje mieli świadomość, że ich dni mogą być policzone, szczególnie Cyli.

Pewnego dnia Cylia opowiedziała Jerzemu, że bliska jej koleżanka jeszcze ze szkoły została zastrzelona bez powodu przez esesmana i że ich wspólne plany nie mają sensu, wtedy Jerzy poprzysiągł, że wyprowadzi ich razem z obozu. Była to forma pocieszenia dla nich obojga, ale okazało się, że jego słowa okazały się prorocze.

Stało się to po straszliwym bardzo realistycznym śnie, który miał Jerzy. We śnie, jak wspominał zobaczył ukochaną kobietę prowadzoną na śmierć. To ostatecznie spowodowało, że zdecydował się na zorganizowanie ucieczki. O pomoc poprosił swego przyjaciela Tadeusza Srogiego, który pracował w magazynie mundurowym SS. Ten wiedząc, że chodzi o wspólną ucieczkę zakochanych zdecydował się pomóc.

Poprosił jedynie przyjaciela, że aby na wypadek złapania przysiągł mu, że nie powie, kto dostarczył mu mundur, ponieważ On ma jedynie przy życiu matkę,  dla której cały czas stara się przeżyć w obozie. Przez okres około trzech miesięcy przynosił koledze elementy umundurowania, w postaci butów, pasa, spodni, a nawet okularów przeciwsłonecznych, które miały ochronić Jurka przed rozpoznaniem. W lipcu 1944 roku cały mundur był skompletowany i schowany w skrytce na strychu budynku, gdzie więźniowie spali. Do tego udało się wyrobić fałszywą przepustkę, zebrać trochę jedzenia na przetrwanie, oraz buty dla Cyli. Plan był taki, że Jurek przebrany za esesmana wyprowadzi Cylę z terenu obozu pod pozorem przesłuchania. Była to bardzo ryzykowna operacja, ponieważ niecały miesiąc wcześniej 24 czerwca 1944 roku inna zakochana para postanowiła uciec w podobny sposób. Byli to Edek Galiński i Mala Zimetbaum. Edek przebrany w mundur wyprowadził Malę z obozu, ale wpadli po kilku dniach w Beskidzie Żywieckim. Zostali przewiezieni z powrotem do obozu. Tam Mala podcięła sobie żyły żyletką, którą miała wcześniej ukrytą, natomiast Edek został stracony w publicznej egzekucji, podczas której więźniowie zebrani na placu w geście szacunku sami zdjęli czapki z głów.


Mala Zimetbaum i Edek Galiński

Jerzy Bielecki pomimo, że szanse były znikome, niecały miesiąc po tych tragicznych wydarzeniach zdecydował się na podobną ucieczkę z Cylą cały czas pamiętając swój straszny sen, bojąc się by nie okazał się proroczy. Siła miłości okazała się większa od strachu. 21 lipca 1944 roku nie bez przeszkód przebrany w mundur esesmana wyprowadził, tak jak obiecał, Cylę z terenu obozu.

Był piątek około godziny 15.00, Jerzy przebrał się drżącymi rękami w mundur Rottenführer'a -SS Politische Abteilung (odpowiednik kaprala) i udał się  w stronę komanda, w którym pracowała ukochana. Tam pracującej kapo rozkazał po niemiecku sprowadzenie więźniarki Cyli na przesłuchanie. Gdy Cyla pojawiła się, prawie zemdlała, gdy zobaczyła Jerzego w mundurze. Po wyjściu na zewnątrz niespodziewanie zaatakował ich pies jednego z esesmanów, który w ostatniej chwili przed rzuceniem się na uciekinierów został przywołany przez swego pana. Następnie przyszedł moment kulminacyjny - przejścia przez bramę i okazanie fałszywej przepustki. Strażnik zmęczony panującym tego dnia upałem, spojrzał na nią niedbale i wypuścił Jerzego i Cylę na wolność... Po 9 dniach dotarli do Generalnego Gubernatorstwa do wsi Przemęczany, z której pochodził Jerzy.

To jednak nie zakończyło ich historii. Ze względu na żydowskie pochodzenie Cyli, matka Jerzego nie była przychylna temu związkowi i chciała, aby Cyla odeszła. Wobec tej sytuacji ukryto ją niedaleko w Gruszowie w domu państwa Czerników, u których przetrwała do końca wojny. Ze względu bezpieczeństwa musieli się rozdzielić pod koniec września przysięgając sobie, że się odnajdą. Jerzy rozpoczął walkę w szeregach Armii Krajowej. W lutym 1945 roku powrócił, aby spotkać się z ukochaną, ale okazało się, że kilka dni wcześniej wyjechała ona z Gruszowa. Cyla udała się do rodzinnej Łomży. Cały czas myślami była przy ukochanym i oczekiwała na wieści o nim od państwa Czerników. Wreszcie nadszedł od nich list informujący Cylę, że Jerzy zginął pod koniec wojny, walcząc w oddziale partyzanckim. Po jakimś czasie poznała Dawida Zacharowitza, za którego wyszła za mąż i zamieszkała najpierw w Łodzi, a następnie wyemigrowała najpierw do Szwecji, a ostatecznie do Stanów Zjednoczonych. Jerzy Bielecki z kolei również szukał jakichkolwiek informacji o Cyli, w końcu i jemu Czernikowie powiedzieli, że Cyla nie żyje i jak się dowiedzieli, zmarła w szpitalu w Sztokholmie...

Tak mogła się zakończyć ta historia, ponieważ byli dla siebie nawzajem martwi, gdyby przeznaczenie nie chciało inaczej. Jerzy Bielecki po wojnie ukończył studia na Politechnice Krakowskiej, założył rodzinę z żoną i dziećmi zamieszkał w Nowym Targu, gdzie został oddelegowany do pracy. Tam przez wiele lat był nauczycielem, a do emerytury dyrektorem Zespołu Szkół Mechanicznych. Cyla zaś mieszkała razem z mężem, który zmarł w 1973 roku i córką w Nowym Yorku. I tak nadszedł maj roku 1983. Do Cyli raz w tygodniu zaczęła przychodzić Polka z Rzeszowa, która zarabiała w Nowym Yorku sprzątaniem.

Cyla spragniona tego, aby porozmawiać z kimś po polsku poprosiła Polkę, by została dłużej na kawie. Wtedy opowiedziała jej najpiękniejszą historię swojego życia o Jerzym i wspólnej ucieczce z obozu. Polka słuchała opowieści jak przyznała nie wierząc, że to dzieje się naprawdę, ponieważ ona przed wyjazdem z kraju widziała w telewizji program "I w Oświęcimiu kwitły róże", w którym, jak powiedziała, wystąpił były więzień z Auschwitz, który opowiedział jak uciekł z ukochaną Żydówką z Łomży z obozu."

Kobieta była oszołomiona tym zbiegiem okoliczności i przypomniała sobie, że mężczyzna miał na imię Jerzy i jest dyrektorem szkoły na Podhalu"...Cyla od razu podjęła działania by odnaleźć kontakt z Jurkiem.

Jeszcze tego samego dnia, o 5 nad ranem Jerzego Bieleckiego obudził telefon, po podniesieniu słuchawki usłyszał, że Warszawa łączy go z Nowym Yorkiem. Następne co usłyszał to szloch i słowa "Jureczku, to ja, twoja Cylutka". Jak wspominał, od razu wiedział czyj to głos. Już 8 czerwca 1983 roku Cyla wylądowała na lotnisku w Balicach, gdzie Jerzy czekał na nią z bukietem 39 róż - za każdy rok rozstania jedna róża. Od tego momentu Cyla powracała do Polski wielokrotnie, również kilkakrotnie do Ameryki podróżował Jerzy. W 1985 roku Jerzy Bielecki za uratowanie Cyli otrzymał medal Sprawiedliwego Wśród Narodów, oraz tytuł Honorowego Obywatela Państwa Izrael. Jego drzewko rośnie w ogrodzie Yad Vashem. Otrzymał również Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Za pomoc w ucieczce Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski został odznaczony również Tadeusz Srogi, który skompletował mundur i wyrobił fałszywą przepustkę - sam też przeżył pobyt w obozie.


Cyla Cybulska i Jerzy Bielecki

Cyla i Jerzy utrzymywali kontakt do śmierci, która Cylę zabrała w 2006 roku, a Jerzego w 2011 roku w 90 roku życia. Ta historia młodzieńczej, pełnej poświęcenia miłości, która przetrwała lata jest świadectwem, że jest to potężna siła dodająca odwagi do przezwyciężenia największych nawet przeszkód. Szczęśliwym epilogiem zakończyła się miłość, która narodziła się pomiędzy deportowanym w 1943 roku z Grecji Ovadią Baruchem, a 16 letnią Alizią. Obiecali sobie, że jeżeli przetrwają piekło obozu pobiorą się. Przeżyli, ale okazało się, że Aliza została wysterylizowana z nakazu profesora Carla Clauberga.

Narzeczony w przedślubnej intercyzie zadeklarował, że akceptuje w pełni, że nie będą mieć dzieci. Po jakimś czasie, ku ich ogromnej radości, okazało się, że Aliza jest w ciąży. Okazało się, że w ludzkim odruchu doktor Maximilian Samuel, który miał ją wysterylizować wykonał zabieg połowicznie i pozostawił jeden jajnik.


doktor Maximilian Samuel

Jego poświęcenie, a wykonywał takich" niepełnych zabiegów" więcej, zakończyło się dla niego śmiercią, ponieważ po donosie, że wykonuje "niepełne sterylizacje", został skazany na śmierć. Jego współczucie i ludzkie odruchy dały jednak początek życiu wielu ludzi. Tylko Aliza i Ovadia, dzięki jego człowieczeństwu doczekali się dwójki dzieci- syna i córki. Dla tych ludzi był to cud. Nawiązując jeszcze do obecnej sytuacji panującej pandemii koronowirusa, aby dodać otuchy tym, którzy szczególnie obawiają się zarażenia, a także tego, że nie będą mieli z czego żyć, chciałam podać jeszcze jeden przykład osób, którzy przetrwali piekło obozu.

W Auschwitz poznali się również i pokochali Adela i Zbigniew Heinrichowie. Adela trafiła do obozu w 1943 roku z Sosnowca za działalność w harcerstwie, zaś Zbigniew został do obozu przewieziony z warszawskiego Pawiaka w 1941 roku. Przetrwali ciężkie choroby w obozie - Adela pokonała malarię, zaś Zbigniew przeżył dokonywane na nim eksperymenty medyczne między innymi z zarazkami tyfusa plamistego. Jak oboje stwierdzili po latach, obchodząc 60 rocznicę ślubu, przeżyli, ponieważ kochali i mieli dla kogo żyć.

Myślę, że te przykłady ludzi, którzy znaleźli siły by przetrwać w pandemonium czyli stolicy piekła samotność, wszechobecną przemoc, niejasne reguły, szaleństwo, wymyślne i wciąż nowe sposoby maltretowania i upodlenia mogą być przykładem, że człowiek ma w sobie siłę by przetrwać i odrodzić się na nowo, oraz aby afirmować życie wraz z jego pięknem i wspaniałością, ale także z cierpieniem i nieprzewidywalnością.

Niech ta historia [...] w  okresie świąt symbolizujących odrodzenie da ludziom przeżywającym obecnie strach, zwątpienie w przyszłość jakąś nadzieję, że jeżeli ludzie żyjący w piekle, skazani na śmierć, bez przyszłości dali sobie radę, to i oni sobie poradzą i odrodzą na nowo.







zwiń tekst



Spod tej chmury zobaczyłam po jednej stronie na obu jej prawie brzegach zmieniające się światła...
Wt, 7 kwi 2020 05:00 komentarze: 3 czytany: 1870x

[...] Dobry wieczór. To o czym chcę napisać wydarzyło mi się w 1997 roku w Gdyni . Mieszkałam w bloku na 4 piętrze. Wieczorem będąc sama w pokoju oglądałam film. Była pózna pora, była sobota. W pewnym momencie poczułam drgania w pokoju ,takie że na witrynie drgały mi szklanki, rzeczy ustawione na niej. Ale nie na tyle aby spadły. Po chwili siedząc cały czas na sofie obok okna, zobaczyłam za oknem .......

czytaj dalej

[...] Dobry wieczór. To o czym chcę napisać wydarzyło mi się w 1997 roku w Gdyni . Mieszkałam w bloku na 4 piętrze. Wieczorem będąc sama w pokoju oglądałam film. Była pózna pora, była sobota. W pewnym momencie poczułam drgania w pokoju ,takie że na witrynie drgały mi szklanki, rzeczy ustawione na niej. Ale nie na tyle aby spadły. Po chwili siedząc cały czas na sofie obok okna, zobaczyłam za oknem słup światła.

Pomyślałam że może z bloku ktoś kieruje światło z okna. Ten słup światła przemieszczał się tak jakby ktoś szukał czegoś podświetlając sobie plac. To światło było dosyć duże. Jeszcze dodam że przed tym blokiem był parking na samochody, oraz bardzo duży plac, do koszykówki oraz do grania w piłkę nożną. Także do spacerowania . Nie zgaszając światła w pokoju podeszłam do okna i popatrzałam co się dzieje. Niebo było gwiezdziste tamtej nocy i żadnej chmurki na niebie nie było.

Potem skierowałam głowę w bok i do góry , i zobaczyłam nad blokiem, wyżej ogromną chmurę wielkości paru kilometrów . To była sama obręcz chmury w środku widziałam niebo. Szybko zgasiłam światło. To wydało mi się dziwne że tylko jedna taka duża chmura jest. A w zasadzie tylko obręcz regularna . Doznałam szoku po chwili nie wierząc w to co widziałam . Spod tej chmury zobaczyłam po jednej stronie na obu jej prawie brzegach zmieniające się światła. Po trzy kolory różne które się zmieniały.

Jakiś czas tak stałam i się przyglądałam temu będąc w szoku. Około 15- 20 min. Potem pobiegłam do kuchni zdenerwowana, i jak za 5 min. wróciłam nie było tej chmury i tych świateł. Myślę, że to było UFO. Wtedy jeszcze nie wiedziałam że oni w ten sposób się kamuflują tworząc niby chmurę . A co Państwo o tym sądzą. Czy były w tamtym okresie podobne obserwacje ? Bardzo jestem ciekawa czy tylko ja to widziałam czy jeszcze ktoś. Pozdrawiam Fundację Nautilus. Bardzo proszę o anonimowość.

[...]

e-mail dostaliśmy 6 kwietnia 2020

Dziękujemy za opis, który trafił do naszego działu XXI PIĘTRO, ale także do Archiwum FN. Jesteśmy praktycznie pewni, że to zdarzenie ma związek ze zjawiskiem UFO. Obce cywilizacje przybywające na Ziemię są w stanie za pomocą technologii stosować wyrafinowany kamuflaż w postaci chmury lub pary otaczającej ich pojazd. Czasami udaje się to uchwycić na zdjęciu, jak poniżej. Pojazd startował i ciągnął za sobą smugę takiej dziwnej pary.


więcej o tym jest w naszym okienku "zdjęcie dnia".

https://www.nautilus.org.pl/zdjecie-dnia,1339,ufo-nad-miejscowoscia-abilene-texas-usa-zdjecie-wykonane-4-czerwca.html


Bardzo często pojazdy UFO potrafią skryć się w chmurach lub chmurze. Poniżej prezentujemy grafiki z naszego archiwum, jak coś taka sytuacja może wyglądać.





Odpowiadając na pytanie, czy zdarzają się podobne relacje o "nocnych okrągłych obiektach ze światłami na obrzeżu okręgu" odpowiedź jest jak najbardziej twierdząca. Oto przykład z końcówki ubiegłego roku. Autorem relacji jest nasz stały czytelnik, którego znamy i uważamy za osobę w pełni wiarygodną.

From: [...]
Sent: Tuesday, March 24, 2020 8:11 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Obiekt widziany w grudniu 2019 r.

Witam serdecznie Fundację Nautilus !
W nawiązaniu do mojej obserwacji obiektu-UFO z dnia 14.12.2019 r. o godz. 5.18 ( rano w wolą sobotę ) chciałbym pokazać Państwu obiekt który widziałem tego dnia. To co widzicie na zdjęciu to oczywiście wizualizacja obiektu przypominająca dosłownie to co widziałem na niebie. Celowo tak wykonałem zdjęcie by pokazać jakby oryginał omawianego obiektu. Wielokrotnie się zastanawiałem czy to był sen czy to wydarzyło się na prawdę. Jak to możliwe że obiekt o tak potężnych rozmiarach mógł sunąć po naszym niebie. Dlaczego do chwili obecnej nie było żadnych zgłoszeń, czy ludzie obawiają się mówić o tym co sami mogli zobaczyć tego dnia.

Pozdrawiam (Orion_1957)




zwiń tekst



W NOCY ODWIEDZIŁ MNIE DUCH
Pon, 6 kwi 2020 10:13 komentarze: 3 czytany: 1483x

[...] WITAM WSZYSTKICH.Odbywałem służbę wojskową w SZCZECINIE,i pewnego razu zatęskniłem by wrócić do domu więc wszystko załatwiłem z kumplami i w piątek pod wieczór opuściłem koszary. Bałem się by mnie nie zawineli na dworcu PKP- (WSW-ŻW),ale wszystko przebiegł pomyślnie z planem. Gdy dojechałem do rodzinnego miasta, najpierw musiałem się przejść po nim, bardzo jestem przywiązany do mego miasta.Po.......

czytaj dalej

[...] WITAM WSZYSTKICH.Odbywałem służbę wojskową w SZCZECINIE,i pewnego razu zatęskniłem by wrócić do domu więc wszystko załatwiłem z kumplami i w piątek pod wieczór opuściłem koszary. Bałem się by mnie nie zawineli na dworcu PKP- (WSW-ŻW),ale wszystko przebiegł pomyślnie z planem. Gdy dojechałem do rodzinnego miasta, najpierw musiałem się przejść po nim, bardzo jestem przywiązany do mego miasta.

Po małym spacerku wróciłem do domu MAMA I TATA ucieszyli się jak mnie zobaczyli zrobili dobrą kolacyjke i sobie pogadaliśmy było super. Tym razem już sam spałem w pokoju co kiedyś razem z bratem dzieliliśmy ten że pokój, brat ożenił się i nie mieszkał już z rodzicami. Położylem się spać, właśnie tam co opisywałem zdarzenie moje z przed lat (ZŁY DUCH). Była godzina około drugiej w nocy jak się przebudziłem. W nocy ma sie bardzo wyczulony słuch, wyraznie słyszałem jak coś szura tak jak by ktoś podchodził do mojego łóżka, w pierwszej chwili pomyślałem że to mój pies hektor,dla tego postanowiłem być odważny i podniosłem sie by zobaczyć czy to Hektor.

W ciemnościach zauważylem że mój pies leży przy drzwiach wyjściowych, Moja odwaga zamieniła sie w odwage dziecka wystraszonego, znowu zakryłem się cały kołdrą, ale to znowu podchodziło z tym że bardzo wyraznie i czułem jak to coś jest nade mną, musiało stać tak z 5 minut, po chwili od strony moich nóg zaczeło wchodzić to coś na me łóżko, wyobrazcie sobie co ja w tedy przeżywałem to było straszne. Wyraznie czułem ciężar i jak łóżko sie ugina lekko,nagle zaczeło jakby rękoma jezdzić po mojej kołdrze!

Tak jak by mnie chciało nie przestraszyć czy udusić, tylko dotykać, coraz bardziej się to nasilało że zacząłem krzyczeć MAMA MAMA - ZASTANAWIAM się czemu nie Tata przecież tata jest silniejszy od mamy a ja już bardziej byłem silniejszy od ojca. Pewno dla tego że potworny strach zrobił ze mnie małego chłopca. [dane do wiad. FN]

 

 




-----Original Message-----
From: […]
Sent:
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Autostopowicz zjawa, ale czy na pewno?

Witam. Pisałem do was już kilkakrotnie. Prosicie o relacje z takich spotkań? A więc mogę wam opowiedzieć historie mojego dziadka.
A więc tak:
W młodości gdy mój dziadek pracował w kopalni, a ponieważ było to bardzo dawno temu i mieszkał na wsi do pracy jeździł rowerem. Jechał wtedy z pracy bardzo późno w nocy, niestety nie wiem która to była dokładnie godzina, ale podejrzewam że około 23.00 lub 05.00 ponieważ teraz o tych godzinach kończą się w tej kopalni zmiany. Nie wiem czy to uległo zmianie. A więc mój dziadek jechał tym rowerem z pracy i zauważył na poboczu idącego powoli mężczyznę. Wiadomo, noc, strach. W dodatku las. Mój dziadek podjechał do tego mężczyzny i próbował nawiązać z nim dialog. Jak mówił, nie chciał wracać sam. Razem raźniej. Tym bardziej że to było dawniej, kiedy ludzie byli sobie bardziej pomocni. Mój dziadek kilkakrotnie się do niego odzywał, ale on nic nie odpowiadał. Co ważniejsze nie słyszał jego kroków, ani nic. Rękoma też nie poruszał, przez tą całą drogę. Ale gdy mężczyzna szedł dalej, a mój dziadek musiał skręcić postanowił oświetlić tą postać dynamem z roweru. Podniósł tylne koło i zakręcił pedałami. To co zobaczył tak go przeraziło że gdy wrócił do domu babcia myślała że coś stało poważnego. A mianowicie zobaczył że idący mężczyzna nie miał głowy.
Równie dobrze mógł mu ktoś zrobić kawał, ale kto o tej porze robił by sobie takie kawały na takim bezludziu i to w lesie. Sam dziadek nie miał by powodu by zmyślać.
Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.
[…]




I jeszcze sprawa z ostatniej chwili z naszej najnowszej poczty do FN, gdyż e-mail dostaliśmy 5-tego kwietnia.

From: […]
Sent: Sunday, April 5, 2020 10:31 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: ciekawa sprawa

Witam Państwa,
Wczoraj zauważyłem że lampa pod sufitem ,,dziwnie sie zachowuje,,. Zauważyłem ze kryształy ( sztuczne) w centralnej części lampy ciągle się poruszają, co ciekawe jest ich 7 a tylko 4 były w ciągłym ruchu( gdyby było to spowodowane np remontem u sąsiada lub na ulicy to powinny ruszać się wszystkie, a tym bardziej ze żadnego remontu w okolicy nie ma a ja mieszkam na ostatnim pietrze)
Kryształy ruszyły się ok 30 minut i zmieniały rotację. Nie było takze żadnych otwartych okien w domu. po ok 30 minutach sam je zatrzymałem i przestały.
W załączniku wysylam film.
Pozdrawiam
[…]
czytelnik Nautilusa



zwiń tekst



Spotkanie na grzybach z dziwnym 'leśnym czarodziejem'
Sob, 4 kwi 2020 06:35 komentarze: 5 czytany: 2570x

[...] Dzień dobry, Chciałem opisać historię, która w mojej rodzinie jest znana od wielu lat i uważana za prawdziwą. Nie widzę powodu, aby ktokolwiek z osób opowiadających o tym wydarzeniu miał kłamać, gdyż sam byłem świadkiem tego, jak o tym opowiadali wiele razy i jestem pewien, że zdarzyło to się naprawdę. Był 1991 rok. Nasz dziadek był zapalonym grzybiarzem i zaraził tą pasją swoich dwóch synów.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry, Chciałem opisać historię, która w mojej rodzinie jest znana od wielu lat i uważana za prawdziwą. Nie widzę powodu, aby ktokolwiek z osób opowiadających o tym wydarzeniu miał kłamać, gdyż sam byłem świadkiem tego, jak o tym opowiadali wiele razy i jestem pewien, że zdarzyło to się naprawdę. Był 1991 rok. Nasz dziadek był zapalonym grzybiarzem i zaraził tą pasją swoich dwóch synów, czyli mojego ojca i jego brata. Był wrzesień prawdopodobnie ostatni tydzień tego miesiąca, choć dokładny dzień trudno im było ustalić. W każdym razie wyszli rano z domu na grzyby w powiecie staszowskim do lasu w pobliżu miejscowości Mokre.

Była godzina siódma rano, kiedy cała trójka zauważyła człowieka, który stał na leśnej drodze i im się przyglądał. Opisywali go jako wysokiego mężczyznę ubranego w taki strój jako kosmonauta, ale bardzo przylegający do ciała, miał złotą część na piersi w kształcie kwadratu, a cały pozostały kombinezon miał w kolorze białym. Ten mężczyzna stał w dużej odległości, bo jak oceniał mój ojciec ok. 100 metrów i w ogóle się nie ruszał, tylko ich obserwował. Wujek i mój ojciec zaczęli ze sobą rozmawiać, że jakiś cudaczny człowiek stoi w lesie, ale nic poza tym. I wtedy stała się rzecz bardzo dziwna, bo wszyscy nagle tak jak stali po prostu… znaleźli się w innym miejscu lasu oddalonym o ok. 300 metrów. Dosłownie – stoją tu, a nagle rozglądają się i są w innym miejscu.

Co ciekawe, kosze z grzybami były na ziemi w odległości od nich mniej więcej 5 metrów, a żaden z nich nie pamiętał, aby tego dnia zostawiał kosze, bo cały czas trzymali je w rękach. Tego mężczyzny nie było i wszystko wokół było takie same. Przestraszyli się tego tak bardzo, że postanowili wrócić do domu. I tu kolejna niespodzianka – nie było ich pięć godzin, choć byli przekonani, że w lesie spędzili najwyżej 40 minut, co z dojazdem do lasu i powrotem do domu nie mogło zająć więcej niż 2 godziny.

Oni nazwali tego człowieka leśnym czarodziejem, ale myślę czytając wasz portal, że to raczej było coś związanego z UFO. Pomyślałem, że ta historia was zaciekawi. Jakbyście chcieli, to mogę poprosić ojca o opowiedzenie o tym i mogę go nagrać i wam przesłać takie nagranie.
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]

e-mail dostaliśmy 17 stycznia 2020





From: […]
Sent: Friday, April 3, 2020 10:27 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Potwierdzam

Witam,

chciałbym dodać komentarz do tego wpisu:

"Witam,

dziś w Krakowie (02.04.20 r) około godz 21:37 (rocznica JP2) dało się zauważyć dość mocno świecący obiekt (miał chyba coś w rodzaju mniejszych towarzyszących obiektów - być może to wina aparatu albo i nie) myślałem, że to samolot, śmigłowiec ale nie wydawał żadnych dźwięków przesuwało się to wolno w kierunku zachodu - może to gwiazda a może nie nie wiem od 50 lat tu mieszkam i raczej nie widziałem tak mocno świecącego obiektu ale nie znam się na astronomii itp. proszę o ocenę fachowców co to może być ? Marek z Krakowa (w załączeniu przesyłam foto dysponuje także filmem) "

Witam,
 w dniu 2 kwietnia 2020 przed godz 22:00 również widziałem UFO nad Krakowem (Nowa Huta) będąc na balkonie.Nie mogę tego udokumentować gdyż wszystko trwało kilka sekund.
Obiekt miał około 5 świateł lub było to kilka małych obiektów lecących w zwartej grupie, światło to było takie przygaszone, nie dawało jasnego blasku. Jestem pewien, że nie był to dron ani żaden samolot. Tu gdzie mieszkam przebiega korytarz powietrzny samolotów w kierunku lotniska Balice i często obserwuję przelatujące samoloty. Obiekt poruszał się bardzo szybko z kilka razy większą prędkością niż samolot i nie wydawał żadnego dźwięku, od momentu kiedy go zobaczyłem obserwowałem jego przelot w kierunku zachodnim przez ok 3 sekundy zanim straciłem go z oczu.
Dlatego z ciekawości wszedłem dziś na Waszą stronę żeby sprawdzić czy może jeszcze ktoś coś niezidentyfikowanego widział w okolicy i znalazłem.
Pozdrawiam
Darek






zwiń tekst



Demon mówi on do mnie słowa - i tak cię znajdę...
Pt, 3 kwi 2020 06:55 komentarze: brak czytany: 1486x

witamczytając tekst o cienistych ludziach przypomniał mi się mój sen o którym chciałaby Wam opowiedzieć.Jestem w jakimś hotelu może szpitalu,zmieniam pościel i bardzo się spieszę (?) spoglądam w okno i widzę że jest ciemna noc -bardzo wyraźnie to pamiętam i nagle słyszę głos nie widzę kto mówi ale jest to dźwięk straszny,to mało powiedziane mam wrażenie że to jakiś demon mówi on do mnie słowa -i tak.......

czytaj dalej

witam
czytając tekst o cienistych ludziach przypomniał mi się mój sen o którym chciałaby Wam opowiedzieć.
Jestem w jakimś hotelu może szpitalu,zmieniam pościel i bardzo się spieszę (?) spoglądam w okno i widzę że jest ciemna noc -bardzo wyraźnie to pamiętam i nagle słyszę głos nie widzę kto mówi ale jest to dźwięk straszny,to mało powiedziane mam wrażenie że to jakiś demon mówi on do mnie słowa -i tak cię znajdę-.
postanawiam jak najszybciej wrócić do ciała(!) bo jak on mnie znajdzie to zajmie je .
Leże w mojej sypialni już zupełnie rozbudzona i myślę sobie Boże co za durny sen,gdy nagle czuję że materac się ugina i coś przysiada przy mnie na łóżku , nawet nie potrafię powiedzieć co ja wtedy przeżyłam.
W mojej sypialni mam taki zimny kąt przy którym śpię i z którego czasami zalatuje chłodem pomimo upalnego lata, mąż mówi że to północna strona i dlatego,ale ja wiem swoje pewnej nocy z tego kąta wylazło coś i dosłownie pchało mnie żeby się koło mnie położyć i to nie był sen .
Pozdrawiam.

[...]




Witam,
tematem UFO interesowałem i interesuję się do dnia dzisiejszego, jednak po obejrzeniu Waszego Live Streamingu z 2018 r. postanowiłem do Was napisać, ponieważ informację, które przedstawiliście dość mocno mnie zainteresowały. Chciałem się podzielić swoją historią, która na dotyczyła mojej Żony, po tych wydarzeniach w moim życiu, a dokładnie w snach zaczęły dziać się dziwne rzeczy, które czasami dość mocno mnie niepokoiły, ale do rzeczy o co chodzi.

W 2019 roku w sierpniu wprowadziliśmy się do swojego nowego domu, pewnej nocy, było to bodajże w grudniu Żona spała w salonie  dlatego, iż była lekko przeziębiona i nie chciała zarazić naszego dziecka ja razem dzieckiem spalem na górze w sypialni. Była mniej więcej godzina 3 nad ranem i nagle nad lasem zauważyła dużą jasną kulę od strony zachodniej z tego co później mi opowiadała kula ta rozświetliła nasz salon i co w tym było najdziwniejsze i najbardziej mnie zaniepokoiło to kula ta nagle bardzo szybko zmniejszyła się i zniknęła tak jakby coś ją wciągnęło.

Później i do dnia dzisiejszego bardzo często śnią mi się obcy, może nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że budzę się w trakcie tych snów i ogarnia mnie duży lęk i poczucie, że ktoś jest w pomieszczeniu, zdarza mi się to co jakiś czas. Piszę, bo nie wiem czy mam się obawiać o swoją rodzinę i o co wogóle chodzi z tą dziwną sytuacją oraz z tymi moimi snami? Nadmienię jeszcze, że przed tymi dziwnymi wydarzeniami miały miejsca jeszcze dwa równe dziwne wydarzenia. Był wieczór mniej więcej około godziny 19 siedzieliśmy w jadalni razem z dzieckiem w pewnym momencie najzwyczajniej w świecie pies chciał wyjść na zewnątrz, więc

Żona poszła go wypuścić i przy okazji zamknąć furtkę i w momencie jak przekręciła klucz jakaś czarna postać nagle wyskoczyła zza samochodu, który stał na naszej prywatnej drodze i uciekła w stronę lasu i na tym był koniec. Dwa dni później sprawa dotyczyła również mojej Żony, wybrała się wieczorem do marketu na zakupy i całą drogę z domu do marketu oddalonego jakieś 6 km w jedną i drugą stronę czuła czyjąś obecność wraz z towarzyszącym zapachem stęchlizny, piszę do Was, ponieważ nie wiem za bardzo co o tym myśleć i czy te 3 zdarzenia jakoś łączą się ze sobą? Bardzo zastanawia nas również, iż nas pies odkąd przeprowadziliśmy się na swoje bardzo boi się wychodzić po zmroku na zewnątrz. Dodam, że mieszkamy w okolicy Krakowa. Mam nadzieję, że uda Wam się mi coś doradzić, nie szukam żadnego rozgłosy interesuje mnie tylko czy są to tylko zwykłe zbiegi okoliczności czy może wyobraźnia po prostu płata nam figle?

Pozdrawiam
[...]




zwiń tekst



Dziwny sen o... diable w kościele
Śr, 1 kwi 2020 05:48 komentarze: 6 czytany: 1922x

Witam,Bez zbędnego wstępu opiszę sen, który miałem parę dni temu. Nie pamiętam już kontekstu, przedstawię od momentu odkąd pamiętam. Sen był w stylu filmu akcji, jak większość, które miewam. Uciekałem przed czymś i nagle pojawiłem się w kościele. Atmosfera ciężka, ponuro, trochę ludzi, obawiałem się czegoś. W pewnym momencie spojrzałem na ołtarz i zamiast ołtarza, wiszącego krzyża, zobaczyłem .......

czytaj dalej

Witam,

Bez zbędnego wstępu opiszę sen, który miałem parę dni temu. Nie pamiętam już kontekstu, przedstawię od momentu odkąd pamiętam. Sen był w stylu filmu akcji, jak większość, które miewam. Uciekałem przed czymś i nagle pojawiłem się w kościele. Atmosfera ciężka, ponuro, trochę ludzi, obawiałem się czegoś. W pewnym momencie spojrzałem na ołtarz i zamiast ołtarza, wiszącego krzyża, zobaczyłem  ogromnego diabła siedzącego na tronie jak Zeus (fot. w załączniku), dokładnie tak jak
na załączonej grafice. Był ogromny, pod samo sklepienie. Owa postać w pewnym momencie zaczęła wstawać i ja nie czekając na nikogo zacząłem uciekać, ale inni zostali ku mojemu zdziwieniu.

Jak znalazłem się na zewnątrz kościoła, spostrzegłem, że jestem sam i nikt mnie nie goni. Postanowiłem wrócić i zobaczyć co się dzieje w środku, mimo ogromnego strachu. Wszedłem, ludzie stali w ławkach a diabeł przechadzał się między nimi jak nauczyciel na lekcji.Stałem jak wryty. Spojrzał się na mnie wzrokiem, jakby chciał powiedzieć, że spodziewał się że wrócę,jakby był zły, że miałem czelność uciec, brakowało mu tylko linijki do bicia po rękach za rozmowę na lekcji. Koniec snu. Dziwne uczucie po obudzeniu, jak myślałem o tym spojrzeniu, to nasunęło mi się na myśl, że był zły z racji tego że miałem czelność inaczej pomyśleć niż inni, jakby to że on tam jest, to coś naturalnego. Nie wiem w sumie kto był bardziej zdziwiony, on czy ja.
pozdrawiam serdecznie
[dane do wiad. FN]

/opis snu dostaliśmy 31 marca 2020, do e-maila była dołączona grafika, którą prezentujemy poniżej/



Witam Załogę naszego Okrętu!
Dziś przez przypadek znalazłem na google.maps coś ciekawego. Przesyłam link:

https://www.google.pl/maps/@51.9471776,15.4739688,3a,15y,233.75h,107.17t/data=!3m6!1e1!3m4!1ssbU-3eHQuRHKkrs9F5ujWA!2e0!7i13312!8i6656


Co to może być wg Was?



Serdecznie pozdrawiam całą Załogę i życzę trochę uśmiechu w ten nietypowy czas...
Załogant Rimobul, Szczecin:)




zwiń tekst



Upadły anioł Raziel...
Wt, 31 mar 2020 08:02 komentarze: 4 czytany: 1816x

Dobry wieczórKiedyś pisałam do Was odnośnie innych wymiarów, światów równoległych. Teraz jak to się mówi "z innej beczki" Kilka dni temu zaczęłam myśleć o Aniolach, w tym upadłych.. Ot tak.  Kilka tygodni temu wspominałam w modlitwie o upadłych i duszach w piekle. A niedawno podczas rozmyślań wymyśliłam sobie imię Razjel/Reziel. Następnego dnia coś mnie podkusiło by sprawdzić w Google. I okazało.......

czytaj dalej

Dobry wieczór
Kiedyś pisałam do Was odnośnie innych wymiarów, światów równoległych. Teraz jak to się mówi "z innej beczki"
Kilka dni temu zaczęłam myśleć o Aniolach, w tym upadłych.. Ot tak.  Kilka tygodni temu wspominałam w modlitwie o upadłych i duszach w piekle.
A niedawno podczas rozmyślań wymyśliłam sobie imię Razjel/Reziel. Następnego dnia coś mnie podkusiło by sprawdzić w Google. I okazało się, że istnieje taki Anioł..!

Cytat za Google Wiki
"W tradycji Rabinickiej Razjel jest legendarnym autorem Księgi Razjela (Sefer Raziel), „w której zawiera się cała mądrość ziemska i niebiańska”. Księgę tę podarował Adamowi, jednak została ona skradziona przez zazdrosne anioły. Następnie trafiła w ręce Henocha, potem Noego, któremu dzięki niej udało się zbudować arkę. Podobno też król Salomon zawdzięcza swą mądrość, wiedzę i znajomość magii właśnie Księdze Razjela.. "




Mały szok..
Nic takiego o Aniolach ostatnimi czasy nie czytałam, nie oglądałam..  Zupełnie inne "klimaty". Czy Załoga Wasza spotkała się kiedyś z podobna sytuacja,/ myślę tylko o Aniolach?
Czy to może coś oznaczać, czy po prostu zbieg okoliczności..?
Jestem osobą wierzącą, ale modlę się głównie w domu, w Kościele rzadko bywam.
Pozdrawiam serdecznie
Mail, dane do wiadomości redakcji.





zwiń tekst



Zagadkowy kamień z wyraźnym otworem
Wt, 31 mar 2020 19:02 komentarze: 7 czytany: 2126x

Bardzo ciekawą historię zgłosił nam czytelnik serwisu. Znalazł kamień z otworem na leśnej drodze w okolicach miejscowości Kaczki (k. Wejherowa). Być może jest toi naturalna formacja, ale zawsze z tyłu głowy jest pytanie, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z czymś, co mieści się w dziedzinie zjawisk niewyjaśnionych (np. UFO).W naszym dziale XXI PIĘTRO - Twoja Historia tym razem zamieszczamy e-mail.......

czytaj dalej

Bardzo ciekawą historię zgłosił nam czytelnik serwisu. Znalazł kamień z otworem na leśnej drodze w okolicach miejscowości Kaczki (k. Wejherowa). Być może jest toi naturalna formacja, ale zawsze z tyłu głowy jest pytanie, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z czymś, co mieści się w dziedzinie zjawisk niewyjaśnionych (np. UFO).

W naszym dziale XXI PIĘTRO - Twoja Historia tym razem zamieszczamy e-mail ze zdjęciami.

From: [...]
Sent: Sunday, March 22, 2020 1:32 PM
To: Fundacja Nautilus <nautilus@nautilus.org.pl>
Subject: Re: W końcu ten dzień nadszedł. zagadka UFO z z 2016 rozwiązana

Witam Fundacjo,

W nawiązaniu do artykułu:

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3882,kolejny-tajemniczy-otwor-w-ziemi-znaleziony-w-polsce-w-lesie.html

chciałem zgłosić kamień z otworem na leśnej drodze sfotografowany wczoraj w okolicach miejscowości w której mieszkam, Kaczki.
Miejscowość Wejherowo, o której mowa w artykule mamy w odległości ok. 65 km. Ale tez niejednorazowo znajdujemy otwory w ziemi o średnicy ok 4-5 cm w naszym lesie. Z synkiem często ich zasypujemy na spacerze.

Otwór w tym kamieniu ma średnice ok 3-4 cm może miec już sporo lat, pamiętam go od 2012 roku jak tu zamieszkałem.
Kamień leży akurat po środku leśnej drogi, wystaje tylko wierzchówek. Kamień raczej jest duży, bo otwór mierzy może 10-12 cm głębokości cm i nie jest na wylot. Zastanawiam czy jego pochodzenie jest naturalne czy ktoś po środku lasu sobie po prostu tak wywiercił.

Znaki graniczne i geodezyjne nie stosują raczej otworów, tylko krzyżyki ale na wcześniej wbitych betonowych słupkach.
 
Nie wiem czy spotykaliście się z takim czymś? W załączniku zdjęcia.

Pozdrawiam,
[...]





Dziękujemy pięknie za zgłoszenie. Oczywiście teraz nie mamy szans tam pojechać, ale zanotowaliśmy sobie to miejsce. W ostatnich latach dostaliśmy ponad sto zgłoszeń o niezwykłych kamieniach, które znaleźli nasi czytelnicy. Ta sprawa zostanie dołączona do tego katalogu. Kiedyś pokażemy wszystkie tego typu wiadomości i zdjęcia w oddzielnej publikacji.

I jeszcze e-mail, który dostaliśmy w sprawie tego kamienia.


From: [...]
Sent: Sunday, March 29, 2020 12:02 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Zagadkowy kamień z wyraźnym otworem

Droga Fundacjo,
chciałbym się odnieść do historii kamienia z wyraźnym otworem, którą niedawno zamieściliście w sekcji XXI Piętro:
https://www.nautilus.org.pl/xxi-pietro,1091,28-marca-2020--zagadkowy-kamien-z-wyraznym-otworem.html
Być może wyjaśnienie tej zagadki przedstawia dr Franc Zalewski. Franc Zalewski jest doktorem geologii i stawia bardzo ciekawą tezę: Jego zdaniem przed tysiącami lat na ziemiach polskich budowano monumentalne budowle z kamienia, podobne do tych z Puma Punku (tak, tak tego Puma Punku w Boliwii!). Gdzie są zatem pozostałości tych budowli w Polsce? Proponuję obejrzeć wykład pana doktora:


Nie jestem geologiem ani specjalistą od obróbki kamieni, ale dla mnie argumentacja tego naukowca jest bardzo przekonująca.
Pozdrawiam
Andrzej

  


zwiń tekst



W listopadzie 2019 miałam straszny sen o przyszłości... boję się, że właśnie się sprawdza!
Czw, 26 mar 2020 08:15 komentarze: 3 czytany: 3367x

Witam, Wiem, że macie teraz dużo pracy,  więc nie chcę wam zawracać głowy bzdurami, ale muszę opisać sen, jaki miałam w nocy z 3 na 4 listopada 2019 roku. Pamiętam dokładnie datę, bo nawet sobie to zapisałam w komputerze, aby nie zapomnieć. Nigdy nie miałam szczególnych snów, czasami mi się śni mama czy moja córka albo mąż, ale to są jakieś drobiazgi. Tym razem sen był bardzo wyraźny, jak film.......

czytaj dalej

Witam, Wiem, że macie teraz dużo pracy,  więc nie chcę wam zawracać głowy bzdurami, ale muszę opisać sen, jaki miałam w nocy z 3 na 4 listopada 2019 roku. Pamiętam dokładnie datę, bo nawet sobie to zapisałam w komputerze, aby nie zapomnieć. Nigdy nie miałam szczególnych snów, czasami mi się śni mama czy moja córka albo mąż, ale to są jakieś drobiazgi. Tym razem sen był bardzo wyraźny, jak film.

Nagle zobaczyłam ulice mojego miasta (mieszkam w [..do wiad. FN] puste. Ten widok był przejmujący, bo wiedziałam w tym śnie, że ci ludzie gdzieś są, ale się bardzo boją. Chodziłam po ulicach i nagle zobaczyłam plac, na którym było bardzo dużo trupów ludzkich. Stał tam jakiś człowiek a raczej postać w czarnym płaszczu, którego się bardzo bałam, ale nie mogłam uciec. Ta postać nic nie robiła, tylko stała, miała na głowie kaptur.

Potem nagle zobaczyłam moją koleżankę z pracy, jak klęczy trochę dalej. Przed sobą miała taką żelazną miseczkę, jaką czasami kładą przed sobą żebracy. I wtedy zrozumiałam, że ona żebrze o to, aby mieć co jeść dla siebie i dzieci. Ona też nic nie mówiła, ale ja wiedziałam, że tak jest. I jeszcze jedno. Niebo było przeraźliwie ciemne, niczym brudne. Przerażające wręcz. Od razu po przebudzeniu byłam w takim stanie, że mąż musiał mnie uspokajać. Zadzwoniłam do koleżanki bo myślałam , że coś się jej stało. Na szczęście wszystko było w porządku.

Prawie zapomniałam o tym śnie i nie chciałam zawracać nim nikomu głowy, aż teraz przez tego koronawirusa dowiedziałam się od tej koleżanki, że właśnie jej pracodawca powiedział jej, że zawiesza firmę. Ona zaczęła płakać przez telefon, że nie ma żadnych oszczędności i za chwilę nie będzie miała co dzieciom dać do jedzenia. Jak mi to mówiła, to jakby we mnie piorun strzelił, bo od razu przypomniałam sobie ten mój sen.

Od kilku dni jestem przerażona tym, co się dzieje w Polsce i na świecie. Nigdy nie miałam tak wyraźnego snu jak wtedy w listopadzie w ubiegłym roku. Nawet nie wiem, co więcej napisać, bo dosłownie czuję strach.

Na koniec dobrze, że to wszystko robicie. Musicie dbać o siebie, gdyż wasza działalność jest ważna dla wielu ludzi.

[dane do wiad. FN] /e-mail przyszedł 24 marca 2020 roku/

 




Droga Załogo

Od pewnego czasu nie mogę przestać myśleć o dość nietypowym śnie, jaki przytrafił mi się, kiedy miałam kilkanaście lat. Co jakiś czas wracam do niego myślami, a jest to jeden z tych snów, po których na co dzień do bólu racjonalny człowiek (do takich należę) budzi się zlany zimnym potem i zastanawia, czy przypadkiem nie żyje w jakimś filmie.

Bez zbędnego i przydługiego wstępu - śniła mi się wystawa z własnego życia. Taka, jakie czasem można było spotkać w szkołach, poświęcone jakiejś historycznej postaci. Na ścianach w chronologicznej kolejności porozwieszane najważniejsze wydarzenia z życia, opatrzone zdjęciem, datą i podpisem. Pamiętam, że byłam dość mocno spanikowana. Desperacko starałam się zapamiętać jak najwięcej wydarzeń, z myślą, że z czasem to zweryfikuję. Niestety w mojej głowie niewyraźnie została tylko jedna data. Ta końcowa. Maj 2027 roku. Kiedy zobaczyłam ostatnią datę wystawy, przerażenie sięgnęło zenitu. Uznałam to za datę swojej śmierci, w końcu tym z reguły kończą się wystawy z czyjegoś życia. Po latach jednak zaczynam przychylać się do nieco innej interpretacji. Tam we śnie za końcem chronologicznych wydarzeń coś jeszcze było. Wystawa płynnie przechodziła w całą ścianę obwieszoną znoszonymi, skórzanymi butami w różnych rozmiarach i szaroburych kolorach. Przez dość charakterystyczny krój skojarzyły mi się z obuwiem z czasów II Wojny Światowej. Było ich kilkaset albo i kilka tysięcy par. Wystawa ucinała się nagle i nie przypominam sobie, żeby ta nieszczęsna majowa data była opisana jako "śmierć". Wydaje mi się, że enigmatyczna ściana butów mogła dotyczyć nie tylko mnie, ale ludzi w bardziej globalnym pojęciu, a ostatnia data niekoniecznie musiała oznaczać koniec w znaczeniu fizycznym i dosłownym.

Cóż, równie dobrze może to być po prostu sen. Zwykły wytwór wyobraźni. Będąc tam towarzyszyło mi jednak uczucie, jakby coś zostało mi pokazane, jakbym coś miała z tego zrozumieć. Być może to coś zupełnie trywialnego... Jestem jednak bardzo ciekawa, czy około roku 2027 wydarzy się coś, co wpłynie na symboliczny koniec życia jakie znałam do tej pory, a samego snu nie jest w stanie zapomnieć i zlekceważyć.

Nigdy nie miewałam proroczych snów w żadnej formie. Ba, zawsze wierzyłam, że sny mogą co najwyżej podsuwać wskazówki na temat własnej teraźniejszości. Obrazować lęki, wątpliwości, punktować pułapki w jakie się człowiek sam pakuje przez określone zachowania. Tu jednak najbardziej niepokojąca była konkretna data "końca" i cała atmosfera wielkiej tajemnicy, jaka tam panowała. Cóż, do zobaczenia w maju 2027. Jak to się mawia, pożyjemy zobaczymy.

Pozdrawiam serdeczne!

[...]


„Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki”.

Tymi słowami zaczynał swoje epokowe dzieło Henryk Sienkiewicz. Ten wątek pojawił się w jednym z e-maili do FN.

 

From: […]
Sent: Wednesday, March 25, 2020 12:53 AM
To: Fundacja Nautilus
Subject: "Rok 2020 to był dziwny rok"

 

Parafrazując początek monologu z Ogniem i Mieczem:

Rok 2020 to był dziwny rok w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.

Poprzednie lato [2019] było nadzwyczaj upalne tak, że nawet w chłodnej Szwecji las wysechł na pieprz i płonął. Wreszcie pory roku przemieszały się tak, że zimy nie było a tego już najstarsi ludzie nie pamiętali.

Toteż, z początkiem tegoż roku, wszyscy na Świecie zwracali niespokojny umysł i oczy ku Chinom skąd zaczęły docierać informacje o zarazie, o tajemniczym wirusie, który wkrótce przybył do Europy.

Potem kometa pojawiła się na niebie.....

------------------------------
pozdrawiam

[dane do wiad. FN]



 

From: [...]
Sent: Tuesday, March 24, 2020 8:11 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Obiekt widziany w grudniu 2019 r.

Witam serdecznie Fundację Nautilus !
W nawiązaniu do mojej obserwacji obiektu-UFO z dnia 14.12.2019 r. o godz. 5.18 ( rano w wolą sobotę ) chciałbym pokazać Państwu obiekt który widziałem tego dnia. To co widzicie na zdjęciu to oczywiście wizualizacja obiektu przypominająca dosłownie to co widziałem na niebie. Celowo tak wykonałem zdjęcie by pokazać jakby oryginał omawianego obiektu. Wielokrotnie się zastanawiałem czy to był sen czy to wydarzyło się na prawdę. Jak to możliwe że obiekt o tak potężnych rozmiarach mógł sunąć po naszym niebie. Dlaczego do chwili obecnej nie było żadnych zgłoszeń, czy ludzie obawiają się mówić o tym co sami mogli zobaczyć tego dnia.

Pozdrawiam

[...]





zwiń tekst



Obiekt UFO miał średnicę 60 metrów i stał w miejscu jedynie obracając się bardzo szybko wokół własnej osi.
Sob, 21 mar 2020 21:49 komentarze: brak czytany: 1900x

[...] w latach 80 byłem w czasie pobytu w RFN( jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec) swiadkiem powolnego lotu nisko nad ziemią i w odległosci ok.100m  przelatujacego obiektu NOL( doskonale go widziałem) oraz słyszałem wydawany przez niego dzwięk( przypominał zpowolniony pisk tramwajowych kół w czasie skręcania) .Było to przed 5 rano.Obiekt ten to dwa złozone z soba dyski bez jakichkolwiek zewnetrznych.......

czytaj dalej

[...] w latach 80 byłem w czasie pobytu w RFN( jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec) swiadkiem powolnego lotu nisko nad ziemią i w odległosci ok.100m  przelatujacego obiektu NOL( doskonale go widziałem) oraz słyszałem wydawany przez niego dzwięk( przypominał zpowolniony pisk tramwajowych kół w czasie skręcania) .

Było to przed 5 rano.Obiekt ten to dwa złozone z soba dyski bez jakichkolwiek zewnetrznych obudów itp w kolorze niklu.Lecąc powoli ,kręcił sie wokoł własnej osi  .Mógł mieć srednicę około 15 metrów co obliczyłem na podstawie punktów charakterystycznych na ziemi gdzie obiekt sie unosił.Krawedż dysku od strony w którą leciał, cały czas świeciła bardzo jasnym blaskiem ( coś jakby światło z łuku elektrycznego ze spawarki).

Pamietam że tego dnia niemiecka telewizja poszukiwała swiadków tego zdarzenia,oraz wspominano że niemiecka Luftwaffe zgubiła go w okolicach gdzie wówczas przebywałem ( za Mannheim )Informacje o poszukiwaniach przekazał mi już wieczorem z niemieckiego TV dziennika,mój szwagier znajacy j,niemiecki.Niestety nie był on zainteresowany tym zdarzeniem moze dlatego ze stale był mocno podpity i nie rozumiał o czym mówię ( był muzykiem na kontrakcie)Po powrocie w wówczas religijnie rozisteryzowanej polsce tematy te nikogo nie interesowały a nawet można było sobie wtedy zaszkodzić.


[...] Mieszkałem też w Mielcu i tam wraz z setkami mieszkańców przez długi czas obserwowałem lornetką srebrną ( kolor aluminium) kulę wiszacą nad Mielcem .Mój wowczas znajomy z Mieleckiego tygodnika" Korso"pan Michocki znał sie z pilotami mieleckieo lotniska i jeden z nich przekazał mi że wysłano do zidentyfikowania obiektu dwie "iskry"( samoloty wojskowe-treningowe)  Niestety okazało sie na ich radarach pokładowych ze obiekt ten jest na wysokosci ponad 10 tys metrów i a samoloty te nie mają możliwosci technicznych by tak wysoko latać,wiec zawróciły.Dokonały jednak pomiaru obiektu który miał srednice 60 metrow i stał w miejscu jedynie obracajac sie bardzo szybko wokół wlasnej osi.Ja przez lornetkę ( 10x60) zauważyłem jeszcze ze obiekt ten miał jakby doklejony pod kulą"niewielki" walec o tym samym kolorze co kula.

Poleciała ona potem w kierunku Tarnowa,co opisywała regionalna prasa.Po tych publikacjach pojawiły sie artykuły sygnowane przez władze że był to tylko balon meteorologiczny( 60 m.średnicy???) Znajomy z redakcji przekazał mi ze dostali Oni od władz nakaz umieszczenia tej informacji i zakaz interesowania sie tym.Piloci jednak twierdzili że nie był to zaden balon tylko jakiś "dziwny obiekt".

Kolega mojego 11 letniego syna ( Łukasz) widział w biały dzień ( latem nad Kudową szybko przelatujacą czarną kulę która zniknęła za lasem obok Wieży nadajnika radiowego.Kula ta miała w górnej czesci "brzuszek" jak to sam określił .Chłopiec byl tak zaszokowany tym zjawiskiem ze przerwał zabawę z moim synem i wpatrywał sie w miejsce gdzie obiekt zniknął. Ja byłem w tym czasie w domu obok.Po 15 minutach chłopic wpadł z krzykiem że to coś znów bardzo szybko poleciało ,ale z powrotem w kierunku Czech ,a pod jego spodem leciały jeszcze dwie małe czarne kule.Był bardzo oszołomiony wręcz rozgoraczkowany.
Dałem wtedy chłopcu kartki i tak jak umiał narysował to co widział. Rysunki jego wyslę nastepnym e-mailem.

      mam nadzieje ze te opisy przydadza się poznania prawdy,bo ja jestem przekonany że "Oni tu są"

                                                                               z wyrazami szacunku
                                                                               [dane do wiad. FN] / Kudowa Zdroj

 


..........................................................................................................................................................................
                                                                                                                                                                           

-----Original Message-----
From: [...]
Sent: Wednesday, February 29, 2012 8:16 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Część 2

Witam
Nareszcie moge wysłac wam rysunki obiektu jakie zaraz po widzeniu ich narysował osobiscie kolega mojego 11 letniego syna.Cały opis wysłałem wam w poprzednim e-mailu.Chłopiec ten mieszka w kudowie a jego zachowanie wówczas ...silne pobudzenie zjawiskiem ,może zastanawiać.

Pragne tez nawiazać do opisywanego przezemnie zdarzenia widzenia przezemnie nisko i blisko przelatujacego tzw.latajacego talerza.Segolnie interesujace było jego znikniecie i moze być ono pewna wskazówka i kluczem do badań nad tymi obiektami.
W poprzednim e-mailu opisywałem jego wyglad i zachowanie.Obiekt ten przemieszczał sie powoli  nisko nad ziemia,ponizej koron drzew.Przed zniknieciem na jego powierzchni pojawiło sie zjawisko rozczepionego swiatła takie jak z pryzmatu poczym obiekt ten zniknał w tym rozczepionym swietle.Nie było przy tym zadnego dzwieku.Być moze obiekty te wykorzystuja załamanie swiatła do przechodzenia w inny wymiar...ale to moja hipoteza.

Mam nadzieje że moje spostrzezenia wniosa coś nowego w badaniach nad tymi obiektami.
                                         z powazaniem
                                        [...]
                                        Kudowa Zdroj
                            

Liczba przesłanych zdjęć: 4.







 

 

[...] Witam serdecznie!
Pisałem już wcześniej do Państwa min. w sprawie dziwnego snu z obcymi, który przyśnił się mnie i mojej mamie tej samej nocy pomimo, że mieszkamy osobno. Przypomnę tylko, ze dotyczył istot o ciemnych oczach.
Sprawa ma ciąg dalszy. Wczesniej nie pisałem, bo nie byłem pewien czy mogę. Teraz mam pewność że tak.
Po pierwsze zmieniono mojej Mamie jeden ze snów o którym opowiadała mi dużo wcześniej. Nie wiem czy wspomniałem moja Mama wychowała się w gospodarstwie przy lesie oddalonym od innych domostw. Sen opowiadał o ladowaniu UFO i porwaniu całej rodziny na pokład. Tego snu moja Mama już nie pamięta. W to miejsce ma sen o całej flotylli dziwnych pojazdów powietrznych. Jeden z nich zawisa nad domem i przez otwór istota w skafandrze kieruje w ich stronę rodzaj kija. Tutaj sen się urywa.
Po wtóre, kilka dni po wysłaniu do Was maila pojawiło się za moim uchem twarde zgrubienie. Formą przypominało malutką zapałkę. Nie było śladów ugryzienia czy zapalenia. Utrzymywało się prze 2-3 tygodnie po czym nagle znikło bez śladu.
Najciekawsze jest to że przez długi czas męczyła mnie jakaś myśl , której nie mogłem sprecyzować. W lutym po pierwszych informacjach z Wuhan, nagle przypomniałem sobie jakby fragment rozmowy sennej. Ktoś ( nie mogę przypomnieć sobie postaci) ze smutkiem i jakby z przeprosinami w głosie powiedział te słowa: Każdy dobry Ogrodnik musi dbać o swój ogród i musi przyciąć winorośl by ta mogła puścić nowe pędy.
Skojarzyłem te słowa z sytuacją w Chinach. Wtedy nie było tak dramatycznie jak dzisiaj, ale myślę ,że może te słowa przyniosą otuchę na przyszłość.
Pozdrawiam
P.S Proszę o anonimowość.

XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA



zwiń tekst



Pozytywny sen o ustąpieniu korona-wirusa.
Pt, 20 mar 2020 11:59 komentarze: 7 czytany: 3597x

Dzień dobry w pierwszy dzień wiosny! Dziś miałam pozytywny sen dot. najbardziej palącej sprawy ostatnich tygodni. We śnie poinformowano mnie, że „zaraza ustąpi począwszy od Izraelitów*”.„Izraelici pierwsi zauważą, że ona się cofa z ich kraju.” „Izraelici odkryją, że zaraza ustępuje i ma to też związek z wilgotnością powietrza.” Widziałam na ulicach (Izraela) wodę** tryskającą, jak ze spryskiwaczy.......

czytaj dalej

Dzień dobry w pierwszy dzień wiosny! Dziś miałam pozytywny sen dot. najbardziej palącej sprawy ostatnich tygodni. We śnie poinformowano mnie, że „zaraza ustąpi począwszy od Izraelitów*”.

„Izraelici pierwsi zauważą, że ona się cofa z ich kraju.” „Izraelici odkryją, że zaraza ustępuje i ma to też związek z wilgotnością powietrza.” 

Widziałam na ulicach (Izraela) wodę** tryskającą, jak ze spryskiwaczy ogrodowych do podlewania trawy, takimi strumieniami do góry. Woda ta odbijała się od otwartych parasolek (prawdopodobnie po to, żeby dłużej utrzymywała się w powietrzu). 

 Koniec snu. Obudziłam się z wielką ulgą, że to już koniec tej zarazy. Żaden ze mnie jasnowidz Jackowski, ale uważam, że pozytywnymi sygnałami trzeba się dzielić, a może ktoś inny też już miał pozytywny sen o końcu zarazy?

 * Wiem, że w dzisiejszych czasach nie mówi się „Izraelici”, ale tak to mi się przyśniło.

 ** być może jest to po prostu symbol oczyszczenia z zarazy.

 Proszę o nieujawnianie moich danych osobowych.

 Jestem Państwa fanką od ponad dekady oraz członkinią załogi Nautilusa online. Dziękuję za waszą pracę i całego Nautilusa.

 

[…]

 

 

-----Original Message-----
From: […]
Sent: Thursday, March 19, 2020 2:06 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Refleksja na temat działalności człowieka na Ziemi

 

Witam,

natrafiłem na ciekawą wypowiedź trenera niemieckiej reprezentacji w piłce nożnej, który uważa, że obecna pandemia koronawirusa jest efektem obrony Ziemi przed niszczycielską i coraz bardziej drapieżną działalnością człowieka:

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-joachim-loew-o-koronawirusie-ziemia-broni-sie-przed-czlowiek,nId,4389149

 Miejmy nadzieję, że uda się uporać z pandemią, ale również że doprowadzi to do opamiętania się ludzkości niszczącej bezmyślnie własne środowisko w pogoni za rosnącymi wskaźnikami ekonomicznymi

 pozdrawiam,

[…]

 

Absolutnie zgadzamy się z tezą, którą postawił niemiecki trener.

 


 

 

From: [...]
Sent: Wednesday, March 18, 2020 11:02 AM
To: studio.lab.nautilus@gmail.com
Subject: Projekt kontakt a pandemia

 

Witam, jestem stałym czytelnikiem Fundacji Nautilus, często angażuję się w jej sprawy, staram się pomagać ile się da przy projektach. Jednym z moich zainteresowań jest oczywiście projekt kontakt. Obserwując ostatnie wydarzenia ze świata, oraz ogrom tragedii jaki spotyka ludzkość chciałem się oderwać od tego wszystkiego i powróciłem myślami do działań fundacji, historii tam opisywanych, daje mi to spokój ducha, ucieczkę od tej smutnej codzienności .Pewnego razu naszła mnie myśl, by ponownie przeanalizować obiekt który się zmanifestował na nagraniu.

Wiele osób widziało w nim ukryte symbole arabskie, z Sumeru bądź wiele innych ukrytych znaczeń. Ja znalazłem tam symbol OM, czyli najświętszą sylabę Hinduizmu, oraz oko Horusa. Fundacja prowadzi pewnie ciągłe badania tej manifestacji, o czym pewnie niedługo się dowiemy z sprawozdania jakie dla nas co chwilę dajecie. Jednak chciałbym dojść do tego, co wczoraj przez przypadek dostrzegłem.

W mojej opinii nasi przyjaciele z daleka ukryli w symbolu Enso obraz patogenu, wirusa, który nas teraz trapi, może to tylko przywidzenie, może mam błędne myślenie, ale obraz wewnątrz obiektu bardzo przypomina typowy widok wirusa. W mojej opinii przybysze bardzo dobrze przewidzieli następstwa zdarzeń, tylko ukryli to wewnątrz jak bardzo dobre puzzle. Pozdrawiam gorąco i ślę dużo miłości oraz zdrowia dla każdego z czytelników oraz Fundacji. W załączniku grafika porównawcza.


 

Szanowna FN!

Piszę do Was krótko, ustosunkowując się do wypowiedzi Pana Krzysztofa Jackowskiego odnoanie koronawirusa.
Wielki szacun dla Pana Krzysztofa za to, co robi w tematyce poszukiwań zaginionych.
Stwierdzam jednak, że wtemacie "pomylenia" koronawirusa z "normalną grypą" troche sie zagalopował, a moze po prostu dobrze nie policzył "strat" w ludziach.
Kiedy na grypę rocznie choruje 10% populacji np. Polski ( 3,7 mln osób), to smiertelność tej choroby jest na poziomie 1 do 2tys. osób rocznie ( uwzględniając różne powikłania tej choroby), czyli 0,033%.
W przypadku koronawirusa śmiertelność wynosi ( w zależności od wieku) od 0,1% (grupa do 40 lat ) do 3,5% (grupa powyżej 80 lat) --> wg statystyk chińskich. Statystyki włoskie są jeszcze większe. Czyli śmiertelność koronawirusa jest 50 do 100 razy wieksza od grypy.
Reasumując : przy 3,7 mnl zakażeń , winno być 54 000 zgonów ( przy średniej zgonów jedynie 1,5%) oraz 108 000 zgonów ( przy sredniej zgonów 3,0%).
Oczywiście nie należy zapomnieć o znakomitej sile sprawczej mutacji wirusa, który, co jest już pewne (statystyki), coraz chętniej sięga po "młodsze osobniki"
Pozdrawiam wszystkich załogantów serdecznie i życzę dużo zdrowia i szczęścia.

[...]





Witam wszystkich.
Odnośnie wizji Krzysztofa Jackowskiego to stwierdzam, że chyba ma rację w kwestii przełomu po 17 marca.
Przede wszystkim proszę zauważyć, że Chiny ogłosiły opanowanie w tym czasie epidemii. Zdaję sobie sprawę, że ustrój komunistyczny może nie być wiarygodny ale wygląda to raczej na prawdę. Jest to zatem przełom.
Jako że żyjemy w Europie i interesuje nas zwykle tylko europejskie podwórko fakt ten mógł pozostać właściwie niezauważony i przytłoczony informacjami o ilości ofiar we Włoszech, Hiszpanii czy Francji.
Proszę też zwrócić uwagę, że ilość artykułów medycznych o koronawirusie zaczyna być już mniejsza na rzecz artykułów o ekonomicznej katastrofie spowodowanej strachem przed epidemią...
Innymi słowy: mimo że liczba ofiar jest duża i stale się zwiększa to punkt ciężkości strachu przesuwa się w kierunku gospodarki światowej.
Bagatelizowanie koronawirusa przez Pana Jackowskiego nie musi wcale wynikać z niedoceniania jego śmiertelności. Mam wrażenie, że ekonomiczne skutki strachu przed epidemią okażą się jeszcze bardziej niszczycielskie i przewrócą świat do góry nogami.
W tym kontekście wizje Krzysztofa Jackowskiego są jak najbardziej trafne.

Obecnie mieszkam i pracuję w UK, w Oxfordshire. Lada moment spodziewam się całkowitego odcięcia Wysp od kontynentu. Bo przecież niemożliwe jest by Europa kontynentalna stawiała na kwarantannę obywateli a UK na ich masowe zarażanie a jednocześnie miałby postępować swobodny przepływ ludzi tu i tam...
Jak ktoś słusznie zauważył, nacje pracujące na Wyspach stały się poniekąd ofiarami angielskiej polityki...
Jako że moja żona pracuje w NHS mam wgląd w sytuację i zaczyna ona nas wszystkich przerażać.
W tym tygodniu oboje zostaliśmy w domu, bo mamy symptomy koronawirusa. Niepotwierdzone, bo testów się nie wykonuje. To nawet logiczne, bo skoro rząd postawił na politykę masowego zarażania to robienie testów mija się z celem. Wykonuje je się tylko dla ciężko chorych aby wykluczyć inne choroby.
Od poniedziałku moja żona wraca do pracy na wyraźne naleganie managera szpitala. Nieważne, że jeszcze kilka dni temu rekomendowano jej pozostanie w domu przez dwa tygodnie. Teraz lepszy jest pracownik z lekkimi symptomami niż żaden. Większość znajomych mojej żony ze szpitala kaszle ale na nikim nie robi to już wrażenia. Wszystko się sypie a jeszcze na dobre nic się nie zaczęło...
Każdy się martwi o zdrowie i życie ale...

I tu pojawia się kolejny problem. Pieniądze. Z rozmów ze znajomymi wnioskuję, że bardziej od zarażenia boją się chyba utraty dochodów z pracy. Bo towaru w sklepie raczej nie zabraknie. Ale za coś trzeba to jedzenie kupić.
Dużo osób żyje od pierwszego do pierwszego. Wielu pracuje dla agencji pracy. W mojej firmie jeżeli ktoś uporczywie kaszle a jest z agencji pracy to mu dziękują. Niby na dwa tygodnie tylko, żeby wyzdrowiał...
Ale koszty utrzymania są tu wysokie. Oszczędności nawet jeśli są to będą się szybko kurczyć. Pytań pojawia się wiele i zapewne przybędzie z czasem...

Gospodarka na świecie to system naczyń połączonych. Tu nie ma miejsca na zwycięzców. Upadek Europy czy USA to upadek Chin i reszty świata.
Nawet nie chcę już poruszać kwestii globalnego ocieplenia, bo mimo iż wisi to nad nami niczym miecz Damoklesa to chwilowo jawi się jako naukowa ciekawostka.
Zastanawialiście się co by było gdyby w Ziemię uderzyła teraz jakaś większa asteroida, zniszczeniu uległaby sieć energetyczna (blackout) i zanikłby internet?

Dosyć dokładnie śledzę informacje na temat pandemii. Rozmawiając z ludźmi mam wrażenie, że zdecydowana większość nie zdaje sobie sprawy z globalnych konsekwencji. Dla nich liczy się jedynie fragment rzeczywistości: ten, który dotyczy ich samych, ich pracy, kredytu hipotecznego jaki własnie spłacają, rachunków bieżących, tudzież co zrobić z dziećmi, bo właśnie zamykają szkoły etc...
Na temat ludzkich zachowań w czasie tej epidemii można by napisać niejeden doktorat z psychologii społecznej...

Nie wiem co będzie dalej jeżeli chodzi o gospodarkę. Ktoś mądry będzie jednak musiał coś wymyślić. Wszystkie te programy pomocowe pisane na kolanie to można o kant dupy potłuc (za przeproszeniem).
Ze niby jakieś pożyczki? Może jeszcze na dogodny procent z możliwością karencji ? I kiedy niby mamy je spłacić? Z tego narodzić się może nowe niewolnictwo.

Nie tędy droga.
Osobiście uważam, że to doskonała okazja do wprowadzenia gwarantowanego świadczenia minimalnego. Testowanego do niedawna w kilku krajach Europy. Każdy dostaje jakieś minimum pozwalające mu po prostu przeżyć. Dodatkowo można oczywiście podjąć pracę aby zwiększyć swój standard życia. Wszystkie pozostałe i dotychczasowe zasiłki byłyby skasowane. To nieprawda, że nikt nie poszedłby do pracy. Ludzie są z natury chciwi i chcą więcej i więcej... Konsumpcja ich stale nakręca.
Obecnego modelu gospodarki obronić się nie da. Jeszcze jakiś czas może to pozipie ale upaść musi i to z wielkim hukiem.

PS: Nie wiem czy jesteśmy z żoną zainfekowani czy to zwykłe przeziębienie.
Na początku stwierdziliśmy z żoną, że chyba to złapaliśmy i ... poczuliśmy ulgę. Pewnie dlatego, że mamy dość łagodne symptomy (lekkie pieczenie w gardle, lekkie bóle głowy, suchy pojedyńczy kaszel, zmęczenie, a żona dodatkowo duszności, które już zresztą ustąpiły od dwóch dni).
Życie w ciągłym strachu przed zainfekowaniem jest chyba gorsze od zainfekowania...

PS2: Obiecuję, że jakbym zszedł z tego świata to dam Wam fizyczny znak, że jednak istnieje coś po drugiej stronie. Jako ze jestem archiwistą z wykształcenia to może Wam się urwać półka z książkami albo coś w ten deseń:)
Pozdrawiam/ wierny czytelnik 


From: [...]
Sent: Thursday, March 19, 2020 9:08 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Galactic Federation Message To Humanity (March 2020) Elizabeth April

 

Droga Fundacjo,
pisaliście na łamach serwisu, że docierają do Was informacje, że ten nieszczęsny koronawirus, z którym się teraz zmagamy, mógł być "zrobiony" w Chinach.
Wczoraj trafiłem w sieci na wypowiedź Elizabeth April, która zdaje się to potwierdzać:
https://www.youtube.com/watch?v=Ln9caCi-Ktw
Jestem ciekaw Waszej opinii o tym przesłaniu i o samej Elizabeth April. Czy uważacie to co mówi za wiarygodne?
Pozdrawiam i życzę dużo dużo zdrowia w tym niełatwym czasie
[...]



zwiń tekst



Przypomniał mi się mój sen
Czw, 19 mar 2020 06:18 komentarze: 1 czytany: 2270x

witam, czytając tekst o cienistych ludziach przypomniał mi się mój sen o którym chciałaby Wam opowiedzieć.Jestem w jakimś hotelu może szpitalu,zmieniam pościel i bardzo się spieszę (?) spoglądam w okno i widzę że jest ciemna noc -bardzo wyraźnie to pamiętam i nagle słyszę głos nie widzę kto mówi ale jest to dźwięk straszny,to mało powiedziane mam wrażenie że to jakiś demon mówi on do mnie słowa -i.......

czytaj dalej

witam,
czytając tekst o cienistych ludziach przypomniał mi się mój sen o którym chciałaby Wam opowiedzieć.
Jestem w jakimś hotelu może szpitalu,zmieniam pościel i bardzo się spieszę (?) spoglądam w okno i widzę że jest ciemna noc -bardzo wyraźnie to pamiętam i nagle słyszę głos nie widzę kto mówi ale jest to dźwięk straszny,to mało powiedziane mam wrażenie że to jakiś demon mówi on do mnie słowa -i tak cię znajdę-.
postanawiam jak najszybciej wrócić do ciała(!) bo jak on mnie znajdzie to zajmie je .

Leże w mojej sypialni już zupełnie rozbudzona i myślę sobie Boże co za durny sen,gdy nagle czuję że materac się ugina i coś przysiada przy mnie na łóżku , nawet nie potrafię powiedzieć co ja wtedy przeżyłam.
W mojej sypialni mam taki zimny kąt przy którym śpię i z którego czasami zalatuje chłodem pomimo upalnego lata, mąż mówi że to północna strona i dlatego,ale ja wiem swoje pewnej nocy z tego kąta wylazło coś i dosłownie pchało mnie żeby się koło mnie położyć i to nie był sen .
Pozdrawiam.
[dane do wiad. FN - email dostaliśmy 18 marca 2020]

 


Szanowna FN!

Piszę do Was krótko, ustosunkowując się do wypowiedzi Pana Krzysztofa Jackowskiego odnoanie koronawirusa.
Wielki szacun dla Pana Krzysztofa za to, co robi w tematyce poszukiwań zaginionych.
Stwierdzam jednak, że wtemacie "pomylenia" koronawirusa z "normalną grypą" troche sie zagalopował, a moze po prostu dobrze nie policzył "strat" w ludziach.

Kiedy na grypę rocznie choruje 10% populacji np. Polski ( 3,7 mln osób), to smiertelność tej choroby jest na poziomie 1 do 2tys. osób rocznie ( uwzględniając różne powikłania tej choroby), czyli 0,033%.
W przypadku koronawirusa śmiertelność wynosi ( w zależności od wieku) od 0,1% (grupa do 40 lat ) do 3,5% (grupa powyżej 80 lat) --> wg statystyk chińskich. Statystyki włoskie są jeszcze większe. Czyli śmiertelność koronawirusa jest 50 do 100 razy wieksza od grypy.

Reasumując : przy 3,7 mnl zakażeń , winno być 54 000 zgonów ( przy średniej zgonów jedynie 1,5%) oraz 108 000 zgonów ( przy sredniej zgonów 3,0%).
Oczywiście nie należy zapomnieć o znakomitej sile sprawczej mutacji wirusa, który, co jest już pewne (statystyki), coraz chętniej sięga po "młodsze osobniki"
Pozdrawiam wszystkich załogantów serdecznie i życzę dużo zdrowia i szczęścia.

[...]






zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 50 72
Strona 2 / 72

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Ważny dzień dla Fundacji Nautilus! 27 maja 1996 okręt Nautilus pojawił się w sieci www. Początki były trudne - mogliśmy wstawić jeden tekst i jedno zdjęcie bez możliwości umieszczania ich w archiwum. ... ....

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 11:05 | witam serdecznie. kilka dni temu spotkałem się z kolegą w sprawach zawodowych. obydwaj zajmujemy się filmowaniem, również dronami. w pewnym momencie zauważyłem nad nami obiekt- bardzo czarny, o nieregularnych kształtach. szerokość, około 2m. Nie był to na pewno dron. przeleciał nad nami dosyć wolno na wysokości około 100m. nie wydawał dźwięku. Miało to miejsce w Białymstoku. Czy taki obiekt był może przez kogoś widziany? nie potrafię wyjaśnić dlaczego żaden z nas nie nagrał tego obiektu. pozdrawim...

Dziennik Pokładowy

Niedziela, 3 maja 2020 | Miałem zabawne spotkanie z moim wiernym słuchaczem sprzed lat. Wtedy młodym chłopakiem, a dziś poważnym panem z rodziną, dziećmi i siwiejącymi skroniami. Dopiero patrząc na niego zobaczyłem dyskretny urok upływu czasu, który dotyczy przecież każdego z nas. Zadał mi ciekawe pytanie... Panie Robercie, jak można utrzymać pasję przez tyle lat? Przecież reszta pasjonatów panu podobnych dawno odpadła od...

czytaj dalej

FILM FN

JAK KORONAWIRUS ZMIENI ŚWIAT? KILKA SŁÓW PRZY POMNIKU UFO W EMILCINIE

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.