TO WYDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ. DO DZIŚ NIE WIEM, JAK TO WYJAŚNIĆ
Nasza Czytelniczka przesłała nam dwie niezwykłe historie, które - jak sama podkreśla - do dziś trudno jej racjonalnie wyjaśnić. Pierwsza dotyczy spotkania z tajemniczymi punktami światła, które po latach skojarzyła z opisami dusz z książki Michaela Newtona. Druga wydarzyła się w dzieciństwie i wiąże się z malborskim ratuszem oraz sceną, która - jak później się dowiedziała - miała rozegrać się tam wiele lat wcześniej. Za zgodą Autorki publikujemy jej relację.
1. Widziałam duszeLatem 2024 roku byłam z partnerem na urlopie nad jeziorem, gdzie mamy swoją przyczepę kempingową. W środku nocy nagle otworzyłam oczy i zobaczyłam złote, ciepłe światło - skupisko iskierek lub punktów światła - tuż przy mojej twarzy. Nie czułam jednak żadnego lęku. To światło wyglądało tak, jakby mi się przyglądało. Kiedy się obudziłam i na nie spojrzałam, jakby się wzdrygnęło i odsunęło ode mnie, przesuwając się bliżej szafy przy łóżku. Wtedy zobaczyłam, że światło przybrało kształt latawca - rombu, zbudowanego jakby z samych świetlistych obramowań. Zwisał z niego ogon utworzony z iskierek lub punktów światła, a dodatkowo z lewej strony latała osobno jedna iskierka. Latawiec zakołysał się i zniknął w jednym punkcie, jakby został do niego wciągnięty. Następnie ta pojedyncza iskierka również się zakołysała, zatoczyła kółko i zniknęła dokładnie w tym samym miejscu.
Obserwowałam wszystko ze spokojem i zaciekawieniem, nie ruszając się. Dopiero później zaczęłam myśleć, że mogło to być coś paranormalnego, i wtedy pojawił się niepokój. Obudziłam partnera i szybko zaczęłam opowiadać mu o tym, co widziałam. Zapaliłam lampkę i nie spałam już do rana.Kilka miesięcy wcześniej straciłam ciążę, dlatego pomyślałam, że być może moje Dzieciątko przyszło sprawdzić, jak ma się jego Mama. Tym bardziej że światło przybrało postać latawca, który kojarzył mi się z dzieckiem. Nie rozumiałam jednak, dlaczego składało się z kilku iskierek. Szukałam w internecie informacji, co mogło to być, ale nie znalazłam odpowiedzi i z czasem zostawiłam ten temat. W tym roku zaczęłam słuchać podcastów dotyczących życia po śmierci i duchowości.
Kilkukrotnie pojawiła się w nich książka dr. Michaela Newtona „Wędrówka dusz”. Kupiłam ją, nie wiedząc jeszcze, jak ważna się dla mnie okaże. Najpierw przeczytałam, że dusze bywają opisywane jako punkty światła. Był to dla mnie ogromny szok, ponieważ kilka osób przedstawiało podobne relacje. Pomyślałam wtedy, że być może właśnie coś takiego widziałam - skupisko świetlistych punktów o ciepłej, złotej barwie.
Pozostawało jednak pytanie: co z kształtem latawca?

Czytałam dalej i dowiedziałam się, że według opisywanych relacji dusze po powrocie do świata duchowego trafiają do swoich grup. Różne osoby przedstawiają je na różne sposoby. W pewnym momencie natrafiłam na opis, w którym pojawił się właśnie motyw latawca i jego ogona.To był dla mnie kolejny szok. Pomyślałam wtedy, że nieprzypadkowo trafiłam na tę książkę. Ale na tym historia się nie kończy. Mając już wiedzę o tym, że według niektórych relacji dzieci mogą wybierać swoich przyszłych rodziców i wcześniej ich obserwować, uświadomiłam sobie, że kilka miesięcy po tamtym zdarzeniu zaszłam ponownie w ciążę.
Mam silne przekonanie, że wśród tych świetlistych punktów mogła znajdować się dusza mojego dziecka, które przyszło na świat właśnie z tej ciąży.
2. Widziałam na własne oczy scenę, która miała wydarzyć się wiele lat wcześniejOd zawsze czułam pewnego rodzaju więź ze światem duchowym. Szczególnie poprzez sny. Pojawiają się w nich zmarli członkowie rodziny, ale także postacie o charakterze religijnym. Zawsze zapisuję te sny, ponieważ często są bardzo ciekawe. Kiedy byłam dzieckiem, wydarzyło się jednak coś, czego do dziś nie potrafię zrozumieć. Można powiedzieć, że miałam wrażenie, jakbym na chwilę zobaczyła przeszłość.
Uczęszczałam wtedy na zajęcia teatralne odbywające się w piwnicy starego ratusza. Do piwnicy schodziło się przez wnętrze wieży. Spiralne schody prowadziły w dół, ale również na sam jej szczyt. Dzieciom wielokrotnie powtarzano, że pod żadnym pozorem nie wolno wchodzić na wieżę. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego. Pewnego dnia, wychodząc po zajęciach z piwnicy, zamiast wyjść przez drzwi na parterze, pełna ciekawości poszłam schodami dalej, na samą górę. Zobaczyłam tam niedomknięte drzwi. Uchyliłam je. Zobaczyłam dym, a pośród niego martwego, powieszonego człowieka w mundurze. Bardzo się przestraszyłam i w panice zaczęłam uciekać po schodach. Miałam wrażenie, że za chwilę z nich spadnę. Wiedząc, że zrobiłam coś, czego nie powinnam, nikomu o tym nie powiedziałam. Minęło wiele lat.
Dopiero później usłyszałam historię o człowieku, który pod koniec II wojny światowej miał odebrać sobie życie właśnie na szczycie tej wieży. Według opowieści zrobił to w obawie przed nadchodzącą armią. Byłam w szoku. Dopiero wtedy po raz pierwszy opowiedziałam komuś o tym, co widziałam jako dziecko. Pamiętam tę scenę niezwykle wyraźnie. Wyglądało to tak, jakbym weszła tam wiele lat wcześniej i zobaczyła wszystko na własne oczy.
Nigdy więcej nie doświadczyłam podobnego „przeniesienia w czasie”. Do dziś nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób mogłam zobaczyć scenę z przeszłości i czym właściwie było to doświadczenie. Czułam jednak, że powinnam o nim opowiedzieć.
