MORZE MNIE PORWAŁO. NIE PAMIĘTAM, JAK WRÓCIŁAM
Dawno temu, kiedy miałam około 17-18 lat, czyli ponad 30 lat temu, byłam w Ustce. Mieszkałam w okolicy i w tamtym czasie w każde wakacje dorabiałam w ośrodkach wczasowych.
Pamiętam, że pewnego dnia poszłam nad wodę. Kusiło mnie, żeby wejść do morza, mimo że nie umiałam pływać. Trochę się bałam, ale i tak szłam powoli coraz dalej. W pewnym momencie straciłam grunt pod nogami. Przyszła też fala, która wciągnęła mnie jeszcze dalej w głąb wody i wtedy zaczęłam się topić. Straciłam orientację i nagle znalazłam się daleko od brzegu. Pamiętam tylko ten moment - wodę przed oczami, znikające niebo, jakbym traciła wszystko z pola widzenia, strach ,panika i myśl to koniec.
Potem mam urwany film i nie pamiętam, co się stało dalej.
Nagle znalazłam się z powrotem przy brzegu, stojąc bezpiecznie w wodzie do kolan, gdzie już nic mi się nie mogło stać. Miałam wrażenie, jakbym była prawie sucha i stała pewnie na nogach, jakby nic się nie wydarzyło, mimo że wcześniej byłam w sytuacji zagrożenia życia. To było dla mnie zupełnie nielogiczne, bo jeśli fala wyrzuciłaby mnie na brzeg, to nie w taki sposób - nie stojąc spokojnie i stabilnie.
Ludzie zachowywali się tak, jakby nic się nie stało, jakbym po prostu stała sobie w wodzie i nic mi nie groziło.
Do dziś mam w pamięci ten obraz - znikające niebo, wodę przed oczami i ten „urwany film”, którego nie potrafię wytłumaczyć.
Nie wiedziałam wtedy, że to jest początek różnych zdarzeń, które będą mi towarzyszyć przez całe moje życie. Mam tyle rzeczy do opowiedzenia, ale zawsze boję się, że nikt mi nie uwierzy albo że ktoś mnie wyśmieje. Mam też wrażenie, że istnieje jedna siła, która chce mnie zniszczyć, i druga siła, która mnie chroni - doszłam do takiego wniosku po wielu sytuacjach, które mi się przydarzyły. Pozdrawiam
