Witam,
wysłuchałam audycji o dzieciach i duchach i postanowiłam opisać historię mojego syna, obecnie 12-latka.
Gdy Tadzio miał niespełna 4 lata, bardzo dużo czasu spędzał u teściów.
Pewnego dnia, gdy był tylko z teściową w domu, zamknął się w pokoju i przez jakiś czas z niego nie wychodził. Teściowa trochę się zaniepokoiła, bo zrobiło się za cicho (oznaka nadchodzących kłopotów ;)). Podeszła po cichu do drzwi pokoju, w którym był Tadek, i zaczęła go podsłuchiwać. Tadzio bardzo cicho z kimś rozmawiał, tak że nie mogła nic usłyszeć, więc postanowiła wejść. Gdy tylko otworzyła drzwi, zobaczyła, jak Tadek siedzi na skraju tapczanu, mimo że całe łóżko było przecież puste. Syn w tym momencie bardzo się oburzył i zganił babcię, żeby mu nie przeszkadzała, bo przecież ma gościa. Teściowa przeprosiła, wycofała się i przymknęła drzwi. Stanęła w przedpokoju i podsłuchiwała, ale Tadzio rozmawiał tak cichutko, że nie była w stanie nic z tej rozmowy wyłuskać.
Gdy po pracy przyszłam odebrać Tadzia, szepnęła mi tylko, że Tadek miał dzisiaj gościa i że nie chciał jej nic więcej powiedzieć. Poprosiła, żebym dyskretnie go podpytała. Codziennie wieczorem, gdy już leżeliśmy z Tadziem w łóżku, rozmawialiśmy sobie o różnych rzeczach i sprawach, które wydarzyły się w ciągu dnia, i nie tylko. To był taki nasz czas na rozmowy o wszystkim. Postanowiłam to wykorzystać i spytałam go, czy to prawda, że miał dzisiaj gościa.
Odpowiedział mi, że był u niego dziadek Tadek. Myślałam, że chodzi o teścia - mają to samo imię. Powiedziałam mu, że dziadka dzisiaj nie było w domu.
Na to Tadzio odpowiedział, że nie chodzi o tego dziadka Tadka.
Zdębiałam i zapytałam więc, o jakiego dziadka mu chodzi.
Odpowiedział:
- Twojego dziadka.
Mój dziadek też miał na imię Tadeusz i zmarł, gdy miałam 8 lat. Tadzio nie wiedział, jak wyglądał mój dziadek. Nigdy go nie widział i nie miał prawa znać szczegółów, o których mi później opowiedział po rozmowie z moim dziadkiem. Dokładnie opisał mi, jak dziadek wyglądał. Powiedział, że miał śmieszne, małe wąsy - dziadek miał wąsy jak Adolf H. - oraz jasny płaszcz. Dziadek miał ulubiony beżowy prochowiec. Powiedział też, że był trochę pijany. Dziadek lubił trunki wszelkiej maści, a Tadzio na pewno nie słyszał o tym od nikogo z rodziny. Dodał jednak, że był bardzo sympatyczny i przyszedł go odwiedzić.
Pytałam go o to jeszcze kilka razy. Za każdym razem opowiadał dokładnie to samo.
Wierzę w to bliskie spotkanie dziadka i prawnuka.

Tadek miał jeszcze jedno cudowne przeżycie ze swoim dziadkiem, moim teściem - też zresztą Tadkiem ;) -z którym był bardzo mocno zżyty i do dziś nie jest pogodzony z jego odejściem.
Otóż w 2020 roku, w ciągu niespełna dwóch miesięcy, zmarł teść i nasz ukochany kundelek Bajka. Tadek bardzo mocno przeżywał te dwa odejścia. Tłumaczyłam mu, że Bajka i dziadek Tadek są teraz razem i na pewno chodzą wspólnie na kaczki i na grzyby. Mówiłam, że psie niebo jest połączone z ludzkim i że na pewno już się tam odnaleźli i jest im razem raźniej. Tadek uwierzył w to bardzo mocno i miałam wrażenie, że przyniosło mu to ulgę w jego dziecięcym cierpieniu i tęsknocie.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie katechetka na religii i ksiądz, który przyszedł po kolędzie. Zburzyli w jednej chwili w tym małym umyśle całą konstrukcję, która dawała mu poczucie bezpieczeństwa i spokój o dziadka i ukochanego zwierzaka. Dziecko najzwyczajniej na świecie chciało podzielić się z tymi ludźmi swoim szczęściem, że wie już, iż najważniejsze dla niego istoty są razem w jednym niebie i nie tęsknią za tym światem, bo są tam razem. I wówczas padły słowa, że zwierzęta nie idą do nieba!
Tadek był załamany. Miał pretensje, że go oszukałam. Na nic zdały się tłumaczenia, że nasza Bajka też jest w niebie razem z dziadkiem. Było to bardzo trudne do przeforsowania, zarówno dla nas, jak i dla dziecka. Po jakimś czasie sytuacja trochę się uspokoiła, temat przycichł i pewnego ranka Tadek schodzi ze swojego pokoju uradowany od ucha do ucha, z błyskiem w oku, i mówi:
- Mamo, nie uwierzysz, co się stało... Był u mnie w nocy dziadek i była z nim Bajka. Dziadek nic nie mówił, tylko na mnie patrzył. Jak zapytałem go, czy zostanie ze mną, to wtedy Bajka zaczęła go ciągnąć za nogawkę od spodni, jakby chciała go już ode mnie odciągnąć, że muszą iść.
I wtedy dziadek mi powiedział:
- Tadziu, na mnie już czas.
I spokojnie poszli...
Tadek wie - sam do tego doszedł - że dziadek przyszedł, żeby rozwiać jego wątpliwości.
Fajnie, że nawet po ich śmierci możemy na NICH liczyć...
P.S. Kiedyś napiszę Panu o moich przeczuciach, które bardzo często mnie nachodziły, ale nauczyłam się je zwalczać, bo działy się same złe rzeczy... A tak na marginesie - nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale myślę, że chyba tak. Moja prababcia była Szeptuchą... Myślę, że coś mi zostawiła.
Jeszcze raz pozdrawiam i dziękuję, że dotrwał Pan do końca.