Dzień dobry, serdecznie pozdrawiam całą załogę okrętu Nautilus.
Na wstępie, tak pokrótce, pragnę podziękować za całą pracę i serce, jakie wkładacie w szerzenie wiedzy o rzeczach już dawno zapomnianych - wszak stare cywilizacje wierzyły w reinkarnację bądź spotykały istoty wyższe duchowo od nas.
Piszę tego maila, chociaż długo zastanawiałam się, czy w ogóle warto... Bo na pewno takich przypadków jak mój jest całe mnóstwo w archiwach. Ale jedno zdanie z dzisiejszej audycji o Marcinku mnie poruszyło... Że zmarli nie zawiadamiają nas po śmierci, bo mają inne sprawy... Trzy lata temu zmarła bliska mi osoba. Mój brat cioteczny, z którym zawsze świetnie się rozumiałam. Spędzaliśmy mnóstwo czasu razem. W ostatnich latach życia pracował za granicą... Tam też zmarł. Nie było jasne, w jakich okolicznościach. Było prowadzone śledztwo, dlaczego wypadł z okna. Cała rodzina ogromnie to przeżyła.
Trzy dni po wiadomości o jego śmierci - ciało nadal przebywało za granicą, bo wbrew pozorom sprowadzenie go do Polski nie było takie łatwe - przyszedł do mnie we śnie.
Śniło mi się, że jestem wraz z rodziną w kościele. Był jego pogrzeb, atmosfera była naprawdę przygnębiająca i nagle dosiadł się do mnie i zaczął - jak to on - rozśmieszać mnie i żartować. Początkowo zareagowałam na jego żarty śmiechem, ale szybko dotarło do mnie to, co mu powiedziałam:
– Kamil... Ale my jesteśmy na twoim pogrzebie.
– Wiem, ale przyszedłem, bo chcę przekazać wiadomość mamie, a nie mogę się z nią skontaktować.
W tym momencie wyszliśmy z kościoła i chwilę rozmawialiśmy. Po czym przekazał mi wiadomość:
– Powiedz mojej mamie, że jestem teraz jak na wakacjach, tutaj nie muszę pracować.
Po czym roześmiał się tak pogodnie. Dodam, że od momentu, gdy się pojawił, czułam niesamowitą energię, takie dobro... Zrozumienie i brak oceniania... Miłość i spokój. Zapytałam go naturalnie, jak to się stało, że zmarł, bo cała rodzina żyje obecnie tym, żeby to wyjaśnić. W odpowiedzi usłyszałam:
– W naszej rodzinie trzeba się badać.
Potem sen się skończył. Tej nocy jeszcze długo płakałam.
I faktycznie okazało się, że zasłabł, chciał odetchnąć chłodnym powietrzem, otworzył okno, ale w tym momencie zasłabł i wypadł... Można się ze mną zgodzić lub nie, ale na ścieżce, którą podążam, spotkałam się z informacją, że zmarli nie mogą się z nami skontaktować właśnie przez to ogromne poczucie żalu. Nawet w „Misji” była informacja o tym, że kiedyś cieszono się i celebrowano śmierć. Może dlatego ludzie częściej spotykali najbliższych. Kto wie?
Pozdrawiam raz jeszcze całą załogę. Przesyłam moc pozytywnej energii i najserdeczniejsze życzenia zdrowia.
